Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książka roku 2025. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książka roku 2025. Pokaż wszystkie posty

środa, sierpnia 26, 2026

6195. 238/365

sło­wa nigdy nie obejmą całego do­świad­cze­nia, nie uchwy­cą jego esencji, nie usidlą istoty, nie zatrzymają nawet jego cienia, nie zniewolą.

mogą* je zniekształcić, zakłamać, od czci i wia­ry odsądzić.

ale są też takie, które są zaklęciami**, czynią cuda.

238/365

__________
   *   oczywistym przecież jest, że wszyscy, każdy, zawsze, nigdy…
  **  kocham cię, przepraszam, wybacz mi, proszę, dziękuję.

Ten lęk. Przecież wszystko, na co patrzę, i wszystko, co słyszę, i wszystko, co pomyślę – jest moim lękiem skrzywione, spa­czo­ne, zdeformowane. Ten świat w moich oczach i w moich uszach, i w moich myślach to zu­peł­nie jak gabinet krzywych luster w we­so­łych miasteczkach. Z tym tylko, z tym jednym nie do odsunięcia, nie do przesunięcia małym „tylko”, że tam to jest komiczne, a tu tra­gicz­ne. Tam to jest zabawa, a tu za­gła­da. Na pewno wszystko wyglądałoby inaczej, gdy­bym nie lękał się.

Edward Stachura, Fabula rasa,
Wydawnictwo Estymator, Toruń 2000.

It is morning, and again
I am the lucky person to be in it

   — Mary Oliver (1935–2019)

piątek, lutego 20, 2026

6020. Czekariat (CXXXIV)


fot. Pati, fragment.

W życiu, w tym prawdziwym – żadnych chronometrów, żadnego ścigania się, żadnych zawodów: kto szybszy, sil­niejszy, skoczniejszy i temu podobne, żadnych prze­gry­wa­ją­cych. W życiu — sami wygrywający.

Edward Stachura, Fabula rasa,
Wydawnictwo Estymator, Toruń 2000.

6018. Z oazy (CDXXI)

To była dla mnie jedna z najlepszych książek, jakie czytałam w zeszłym roku. Prze­ga­pi­łam ją za młodu, bo ani nie byłam harcerką, ani przy ogniskach nie siedziałam, ani na zajęcia z języka polskiego moja dusza nie kwapiła się chodzić, choć ciało mu­sia­ło tam nie tylko bywać.

To była również pierwsza z najlepszych książek, jakie przeczytam w tym roku. Czy­ta­łam nieśpiesznie, kawałeczkami, które potem długo przeżuwałam. Ma­jąc z ty­łu gło­wy frag­men­ty biografii Stachury, co kilka stron nie­zmien­nie dochodziłam do wciąż te­go sa­me­go wnio­sku. Na­pi­sał tę książkę, ale chyba jej nie czytał, a z pew­no­ścią nie prze­czy­tał jej ze zro­zu­mieniem i czuciem.

Wydana po raz pierwszy w 1979 roku książka nie zestarzała się ani troszkę. Pierwsze trzy wybrane fragmenty pasują jak ulał do świata, w którym przyszło nam żyć w la­tach dwudziestych XXI wieku. Nie zmądrzeliśmy specjalnie przez ostatnie dekady. Raczej zrobiliśmy wiele kroków wstecz.

„Opanujemy przyrodę! Skolonizujemy kosmos! Wszystko nam będzie słu­żyć!” O, nieszczęśliwi szaleńcy, a kiedyż wreszcie spokojnie, szczęśliwie żyć zaczniecie? Wszystkie nieszczęścia, wszystkie wojny — przez was samych. Bezimienne nie macza w tym gigantycznym bagnie krwi ani czubka swo­je­go małego palca.

🖇

Ziemia i niebo wszystkich ludzi wy­ży­wią, i wszystkie stworzenia. Ale nie wyżywią samochodów, motocyklów, telewizorów, tranzystorów, ada­pte­rów, magnetofonów, wzmacniaczy, wyciskaczek, wyżymaczek, mikserów, koktajlerów, horendajlerów, setek tysięcy niepotrzebnych, naj­dzi­wacz­niej­szych przedmiotów, bibelotów, gadżetów, które nam przecież szczęścia nie przynoszą, a których jedyną prawdziwą funkcją jest to, że wzajem za­głu­sza­my się i zaduszamy. Ziemia i niebo nie wyżywią przede wszystkim ar­mat: ziemia i niebo nie są armatnim mięsem dla całej przerażającej sztuki militarnej, sztuki grzebalnej. I to, że tak jest, oczywiście też należy do nie­ska­la­ne­go porządku życia. Jeżeli nie zatrzymacie się, pozabijacie się, po­mor­du­je­cie się, jak już tyle razy, ale życie w tym udziału nie weźmie i ni­gdy nie brało.

🖇

Historia ludzkiej wiary cuchnie od milionów trupów pomordowanych w imię wiary, takiej, innej, czy jeszcze innej, nie ma znaczenia jakiej, bo wszystkie jednakie. Każda wiara poi się krwią, ocieka krwią, opływa krwią, ale niestety nie tonie w tej krwi, lecz rozkosznie pławi się, bo krew jest jej krwawym żywiołem. […]  Bo jest wiara w to, co oznacza się słowami: po­kój, szczęście, wolność, mądrość, które to słowa w ustach każdego wie­rzą­ce­go nie oznaczają nic więcej jak hałas i chaos, lęk i agresję, chci­wość i prze­moc, czego efektem jest obłudna lub jak najbardziej szczera lichwa tonami „ważkich” i imponderabilnych dewocjonaliów zamieniających się — kiedy co pewien czas biją na trwożny alarm dzwony masowego przekazu — w dzi­dy, łuki, miecze, karabiny, granaty, armaty, bomby, hekabomby i hekatomby.

🖇 🖇

Nie ma dziesięciu, nie ma dziewięciu, nie ma ośmiu, nie ma siedmiu takich książek, jak ta, we wszystkich bibliotekach, gdzie popychają się, potrącają wszystkie książki tej starożytnej i nowożytnej cywilizacji.

🖇

Oczywiście człowiek jest zawsze przede wszystkim sam swo­im naczel­nym oprawcą, ale można nieśmiało powiedzieć, że drudzy ludzie dzielnie mu w tym sekundują.

🖇

[…]  macie wszystko to, co chcecie mieć, i macie też wszystko to, czego nie chcecie mieć, bo lękacie się tego, unikając tego, zabezpieczając się przed tym, walcząc o to, żeby tego nie mieć — macie to w sobie, i nawet, „zwy­cię­ża­jąc” — też macie to w sobie, tak jak na każdym pomniku obok „zwycięzcy” figuruje „pokonany”.

🖇

Możesz robić tylko to, co chcesz zrobić lub to, czego nie chcesz zrobić i czego zatem nie robisz, a zatem robisz to, co chcesz. Nie możesz zrobić nic innego.

🖇

Świat nie powstał raz, raz na zawsze. […]  Świat powstaje codziennie, codziennie na nowo, codziennie całkowicie wręcz na nowo.

🖇

Bardzo wiele rzeczy ludzie mówią nie słysząc tego, co mówią. Kiedy ktoś oświadcza: „Musiałem to zrobić, nie miałem wyboru”, to po prostu nie sły­szy tego, co mówi. Gdyby słyszał, co mówi, powiedziałby: „Musiałem to zrobić, miałem wybór”. Bo kiedy ktoś coś musi, to na pewno ma wybór. I dlatego właśnie musi. Musi właśnie dokonać wyboru. Musieć to wybierać (poza tym nic się nie musi). Wybór jest przymusem. A wolność i przymus, czyż mogą mieć ze sobą cokolwiek wspólnego?
     Wybór zawsze jest przymusem. Wybór zawsze jest rozdarciem. Kiedy masz choćby dwie rzeczy do wyboru (nie mówiąc o większej liczbie ele­men­tów) i masz wybrać jedną z nich, czyż nie jest to rozdarcie? Kiedy masz dwie rzeczy do wyboru, już ta sama sytuacja przed dokonaniem wyboru jest rozdarciem. […]  Gdyby była jedna rzecz, nie byłoby tej sytuacji, nie byłoby problemu.

🖇

Myśli, więc nie jest. Myśli, więc nie rozumie. Nie rozumie, czym jest być i czym jest dziać się.

🖇

Nieskończoność tego piekła tkwi w tym, że ponieważ ten człowiek nie widzi, że nie widzi, to jemu wydaje się, że on widzi! On myśli, że widzi, on wierzy, że widzi, on jest dogłębnie przekonany o tym, że widzi, on nie ma w tym względzie najmniejszej wątpliwości. On w ogóle nie zwraca na to uwagi.

🖇

Ale nie widzi się jasno, kiedy jest lęk. Kiedy jest lęk, nie ma jasnego swobodnego pa­trze­nia, a kiedy nie ma jasnego swobodnego pa­trze­nia, jest lęk i szaleją wymysły, i hulają demony.

🖇

Koło nie otwiera się ani się nie zamyka, lecz wtacza się od razu zamknięte. Pomiędzy przyczyną a skutkiem tkwi czas, to znaczy fabuła, historia, pa­mięć, telegraf bez drutu, za pomocą którego przyczyna i skutek wzajem kontaktują się, żeby pocieszać się, żeby oznajmiać sobie, że wszystko gra, niekiedy trochę nie gra, ale to przejściowe, w każdym razie postęp jest, postęp postępuje.

🖇

     — Czy kto szuka, znajdzie?
     — Kto szuka, żeby znaleźć, znajdzie to, czego szuka. Kto szuka, że­by zna­leźć, wie, czego szuka. Kto wie, czego szuka, wcale nie szuka. Kto szuka, że­by zna­leźć, już znalazł. Co znalazł? Znalazł to, o czym już wiedział, co już znał, co już w myślach miał. Co znalazł? Nic nie znalazł.
     Kto szuka, żeby znaleźć, nie znajdzie. Bo tego, co jest nieznane, co nowe, co całkowicie wręcz inne — nie da się szukać. […]  Może znaleźć to tylko ten, kto nie szuka, lecz sam jest szukaniem, stanem szukania, pasją szukania, rozdzierającą tęsknotą szukającą. Szukającą nie wiadomo czego. Wiatru w polu.

🖇

     — Niekiedy czuję w sobie jakiś jakby błysk jasności. Jakbym coś wiedział, ale nie wiem co; jakbym coś rozumiał, ale nie wiem co. To nie daje się w ża­den sposób zatrzymać ani nie można tego w żaden sposób wywołać czy przy­wołać. Co to może być?
     — To jest, rzecz jasna, błysk. […] 
     To się nie daje w żaden sposób zatrzymać ani nie można tego w żaden sposób wywołać, bo to jest od ciebie niezależne. […]  To świetlna drobinka, świetlny nieskończenie mały „punkt”. Nie ma nic mniejszego. I to jest naj­więk­sze, bezgraniczne, bez wymiaru. Nie ma nic większego. […]  Cokol­wiek o tym powie się, nie jest tym. Bo to jest poza słowami.

🖇

Bo w życiu nie ma dwu jednakowych źdźbeł trawy, dwu jednakowych liści, dwu jednakowych płatków śniegu, dwu jednakowych obłoków, dwu jed­na­ko­wych „bliźniaków” i tak dalej, tymczasem wszystkie Ja są identyczne, choć każdemu Ja wydaje się, że jest różne od Ja drugiego.

🖇

Jesteś naszpikowany sprzecznościami. Twoja istota to wręcz istota sprzeczności. Na pewno chcesz być tym, kim na pewno jesteś, ale oto jednocześnie bywasz niekiedy dla siebie nie do zniesienia.

🖇

     — Czym jest ruch?
     — Ruch jest materią.
     — Ruch też jest materią? Jak kolor, dźwięk, woń i smak?
     — I dotyk.
 
     — W jaki sposób ruch może być materią? Jaka to materia? Jaki rodzaj?
     — Ruch jest materią pomiędzy przeciwieństwami. Prze­ci­wień­stwa są jednym.

🖇

Posłuchaj. Potrzeba nie może być nigdy do końca za­spo­ko­jo­na, bo „za­spo­ko­jo­na” potrzeba wywleka z siebie kolejne potrzeby niezaspokojone. To jest reakcja łańcuchowa. To jest łańcuch. Coraz dłuższy i coraz pokrętniejszy, i który nie może nigdy się od-łańcuszyć.

🖇

To nie są paradoksy. To są kwiaty 
nieznanej ci rzeczywistości.

🖇

Zawsze, kiedy tylko czułem, jak zbliża się, jak nadchodzi, jak nadciąga ta straszliwa czarna pusta chmura, ta straszliwa czarna dziura — na­tych­miast, w te pędy brałem się za jakąś robotę, za pranie, za cerowanie skar­pe­tek, za mycie naczyń, za sprzątanie, za porządki, za cokolwiek, za byle co, za byle wszystko albo wychodziłem z domu i zachodziłem do znajomych, albo szedłem do kina, albo jechałem gdzieś, w kraj, w świat, albo tysiące różnych rzeczy. […]  Ale może chodzi o to, żeby nie uciekać. Zawsze ucie­ka­łem i w efekcie nigdzie nie uciekłem. Więc może raz nie uciekać, wy­trwać z tą straszliwą czarną dziurą, z nią, przy niej, tuż obok, bardzo blisko, tuż-tuż. Bo przecież tylko tak mogę zobaczyć, czym ona jest.

🖇

Ale Ja to konflikt, to nieszczęście, to chaos, to wojna i Ja zdaje sobie niekiedy z tego sprawę i dlatego wymyśla przeciwieństwa w postaci przymiotników: idealny, doskonały, boski.

🖇

     — Ja sam zastawiam na siebie pułapki? Po co? Przecież to byłoby kom­plet­nym bezsensem.
     — Bo też Ja jest kom­pletnym bezsensem; Ja jest chaosem, ale można by powiedzieć, że jest arcygenialnym chaosem. Zastawia na siebie pułapki, wpada w nie, ale to wszystko istocie jego, esencji jego nie zagraża.

🖇

Błędne koło nie widzi, że jest błędnym kołem, bo nie może tego od środka zobaczyć. Zauważa natomiast niekiedy, że coś nie gra w jego maszynerii, słyszy jakiś odgłos, ocenia to jako zgrzyt i to je drażni, więc usiłuje usterkę usunąć, próbuje błąd naprawić. Naprawia, ale po pewnym czasie zgrzy­ta­nie znów powraca. Dlaczego? Bo naprawdę nie naprawił błędu. Dlaczego? Bo nie zna siebie, nie widzi siebie w całości, w pełni; nie widzi, że to, co uster­kę usuwa, samo jest zepsute; że to, co błąd naprawia, sa­mo jest błę­dem. Więc czym to wszystko jest? To wszystko oczywiście było-jest-bę­dzie cały czas błędnym kołowaniem wewnątrz błędnego koła.

🖇

     — […]  Tyle to i ja wiem.
     — Otóż posłuchaj. Tyle to ty nie wiesz. Chodzi o to, że właśnie nie wiesz. Nigdy naprawdę do samej głębi i w całej pełni, a raczej w całej próżni sobie tego nie uświadomiłeś. Nigdy nie poszedłeś tą drogą do samego końca.

🖇

     — Mówię, że nie chcę, a nie, że chcę.
     — Chcieć, a nie chcieć to jest to samo. Nie chcieć, znaczy chcieć nie chcieć. Chcieć czy nie chcieć, znaczy zawsze chcieć. Ty zawsze chcesz. Zawsze.

🖇

     — Co pozostaje?
     — Pozostaje wszystko. Całe bezgraniczne szczęście. Pozostaje żyć. Po prostu i cudownie: żyć. Nie: chcieć żyć, lecz: żyć. […]  Życie w lęku nie jest życiem. Prawdziwe życie i lęk nie chodzą pod rękę jedną drogą pod tym samym niebem, gwiżdżąc tę samą piosenkę. Żyć to po prostu żyć, ani chcąc, ani nie chcąc.

🖇

Wszystkie wiersze o miłości nigdy nie zamienią się w miłość. Wszystkie zasoby broni, wszystkie arsenały nigdy nie zamienią się w pokój planety.

🖇

Nie zdą­żyło ci być niewygodnie. Wcale tego naprawdę nie przeżyłeś, nie cho­dziłeś z tą niewygodą, nie przechodziłeś jej, nie przeszedłeś jej, nie prze­cier­pia­łeś. A tylko to może rozwiązać cały problem. Bo cierpienie ma głę­bo­ki sens. Cierpienie jest po to, żeby je przecierpieć i tym sa­mym je przekroczyć.

🖇

[…]  jest jedna prawdziwa podróż i absolutna: w głąb siebie. Głową w dół do krateru, na samo dno wulkanu.

🖇

[…]  w życiu, w prawdzie, w rzeczywistości — są same rzeczy niemożliwe, czyli same cuda, czyli same fakty. […]  zapach życia, skrom­niut­ki nie­znacz­ny zapach malutkiej stokrotki roznosi się po całym kosmosie. Gdybyś wi­dział, żyłbyś. Gdybyś żył, widziałbyś, czym jest to wszystko, skąd się wzięło, z jakiego niewysłowionego i niewiędnącego źródła; […]. Rozumiałbyś. I żyłbyś.

🖇

Te­go, co proste, nie zgaduje się. Proste się słyszy, proste się widzi, proste się dotyka. Więc nie zgaduj. Słyszysz lub nie słyszysz.

🖇

Jest oczywiste to, co nie potrzebuje być pamiętane i czego się nie zapomina, bo z pamięcią to nie ma nic wspólnego. Oczywistość jest nigdy nie wię­dną­cym kwiatem, pamięć zaś jest worem pełnym ran i blizn nigdy do końca nie zagojonych. Jest oczywiste to, czego nie można nauczyć się. Oczywiste się odkrywa, oczywiste się przeżywa. Oczywiste są wszystkie cuda, czyli wszystkie fakty: niebo, ziemia, woda, wszystkie żywioły, minerały, rośliny, zwierzęta, ptaki, ludzie jako fizyczność, jako materia, i jest oczywiste, że ktoś, kto nie widzi, skąd się to bierze, z jakiego źródła – nie może rozumieć, skąd się to bierze, z jakiego źródła […].
     Odkryciu oczywistości zawsze towarzyszy ogromna radość. Ogromna. Ta radość nie pochodzi z mikroświatka słów, dlatego jest ogromna. Od­kry­ciu oczy­wi­stości zawsze towarzyszy cudowna lekkość.

🖇

Któż w to wszystko uwierzy? Ale czy w ogóle da się w to uwierzyć? Nie da się. I niepotrzebne tu amen. Bo nie chodzi tu ani gdzie indziej o uwierzenie, ani o odwrotność, która jest tym samym. Chodzi o odkrywanie w sobie oczywistości, a każda oczywistość jest rewelacyjna w swojej nie­po­rów­ny­wal­nej prostocie, olśniewająca i tak strzeliście radosna […].

🖇

[…]  nie przestaniesz się nigdy cudownie dziwić i cudownie zachwycać, że to wszystko jest możliwe. I to wszystko – bez jednego słowa.

🖇

Wiel­kie mnóstwo rzeczy, o których na pierwszy rzut oka, powiedziałoby się, że nie mają żadnego znaczenia, mają właśnie to znaczenie, że służą do tego, żeby zauważyć, że nie mają żadnego znaczenia. […]  Wszystko jest ważne. Wszystko służy uwadze rodzącej żywego człowieka.

🖇

Zauważ to, co jest do zauważenia, i to wszystko. Nie ma nic ponadto do zro­bie­nia. A jeżeli niezdrowo roztkliwiłeś się, uświadom to sobie, bez po­tę­pia­nia siebie i bez usprawiedliwiania siebie. Uświadomiwszy to sobie, na­tych­miast przestaniesz niezdrowo roztkliwiać się i wrócisz do stanu, w któ­rym przejawy świata będą mogły do ciebie docierać.

🖇

[…]  za­pytuje cię: jak długo jeszcze zamierzasz człapać w miejscu lub kręcić się w kółko, lub polegiwać na kępach na ostatnich krańcach znanego ci już wystarczająco bagna […]?

🖇

Kiedy się raz przejrzało, już się nigdy nie wraca do ślepoty. Kiedy się raz usłyszało, już się nigdy nie wraca do głuchoty. Kiedy się raz zro­zu­mia­ło, już się nigdy nie przestaje rozumieć. […]  Bo życie nie prowadzi do śmierci. Nigdy. Śmierć prowadzi do życia. Nie ma odwrotnie. Taki jest nie­śmier­tel­nie żywy porządek życia.

🖇

Więc wystarczy tylko słuchać i chodzić z tym, co usły­szało się, jak z chu­ste­czką w kieszeni lub ze szczoteczką i pastą do zębów w pod­ręcz­nym bagażu. Cóż wam szkodzi posłuchać? Przecież waszego okrutnego trwania w usta­wicz­nym lęku o wszystko, waszego mniej lub bardziej luksusowego piekła nikt wam, poza wami samymi, nigdy nie odbierze.

🖇

Bo najłatwiej jest przegapić to, o czym
nie ma się zielonego po­ję­cia: życie.

Edward Stachura, Fabula rasa,
Wydawnictwo Estymator, Toruń 2000.
(wyróżnienie własne)

Mówić komuś „tak”, to mówić sobie „tak”; mówić komuś „nie”, to jeszcze raz mówić sobie „tak”. Tak to jest.

🖇

Albo to jest dla ciebie jasne, albo nie jest; albo to ro­zu­miesz, albo nie. Innych, kompromisowych roz­strzy­gnięć nie ma. Jeżeli rozumiesz – rozumiesz; jeżeli nie ro­zu­miesz – nie możesz nawet powiedzieć, że nie rozumiesz. […] 
     — Więc co mam powiedzieć?
     — A czy trzeba zawsze coś powiedzieć? Czy trzeba zawsze hałasować?

🖇

     — Ale czym jest naprawdę?
     — Naprawdę jest tym-co-jest.
     — Czym jest to-co-jest?
     — Tym, czym jest.

🖇

     — Kim jest mędrzec?
     — Mędrzec jest głupcem.
     — Jak? Nie dosłyszałem.
     — Mędrzec jest głupcem. Można śmiało i bezbłędnie tak powiedzieć.
     — Jakżeż to?
     — Głupiec widzi, że jest głupcem – i oto rodzi się mędrzec.
 
     — To wszystko?
     — To wszystko. Ale tobie wszystko nie wystarcza. Dlaczego? Bo tobie wszystko nie mówi nic.

🖇

Pochylić się nad sobą, pochylić się w sobie i uważnie wsłu­chać się w siebie, uciszyć rozum umysłu z ha­ła­su my­śli, ostudzić serce umysłu z fałszywego zapału uczuć, wydobyć się, wypaść z zakrzepłej, zatęchłej, zapadłej, prze­padłej koleiny schematu i biegiem na przestrzał przez bezpańskie pola, przez bezdroża, wertepy, ma­no­wce; dać się objąć, dać się ogarnąć przez życiodajną atmosferę obserwacji — to jest trudne. Tylko to jest trud­ne. Wszystko inne jest proste. Nie do wiary proste. Nie do wyobrażenia proste. Nie do wyśnienia proste.

🖇

     — Moje-niemoje ciało idące drogą i kamień przy­drożny, to jest to samo?
     — Najzupełniej.

🖇

I nie ma żalu, bo nie ma draśnięcia, nie ma rysy, nie ma rany, którą zostawia po sobie ku pamięci chwila nie­cał­ko­wi­cie przeżyta. I nie ma lęku.

🖇

Słowa zawsze padają, pytania zaś się stawia, a odpo­wie­dzi się pojawiają same, ponieważ odpowiedzi są we właściwych i właściwie postawionych pytaniach […].

🖇

Się wie, że się spotkamy. U „końca” twojego czasu. Wszyscy się spotkamy u „końca” wszystkich czasów. Na bezgranicznej, niepowtarzalnej i nieprzemijalnej, nie­śmier­telnie żywej łące życia.
     Dokładnie tu, dokładnie teraz.

(tamże)

czwartek, lutego 19, 2026

6017. Czekariat (CXXXIII)


fot. Pati.

[…]  to, do czego nie da się iść, żadną drogą, to tylko może przyjść samo, samoistnie, lekko, łagodnie, swobodnie, niesione własnym powiewem, nie chciane, nie przywoływane, nie wymodlone, bez naj­mniej­sze­go wy­sił­ku ze strony kogokolwiek […].
     Ty nie możesz tego ogarnąć, w żaden sposób, nijak, nigdy. To natomiast może ciebie objąć. Wtedy, kiedy poprzez czystą, nagą, nie­wartościującą obserwację poznasz, czym są twoje pragnienia i sprze­ci­wy, to znaczy pragnienia i pragnienia, gdyż sprzeciw jest oczywiście też pragnieniem, kiedy zaobserwujesz spokojnie, jak powstają, dlaczego, po co i jak w ogóle funkcjonuje ten cały mechanizm, wtedy i tylko wtedy bę­dziesz mógł zostać ogarnięty, przygarnięty przez prawdziwy wymiar wszystkiego.

Edward Stachura, Fabula rasa,
Wydawnictwo Estymator, Toruń 2000.
(wyróżnienie własne)

niedziela, lutego 15, 2026

6014. Czekariat (CXXXII)


fot. Pati, fragment.

Pomiędzy rozwianiem się jednej twojej myśli, a wychynięciem ze studni pa­mięci kolejnej twojej myśli — są w tym murze szczeliny, szpary, przer­wy, lu­ki, dziury. To trwa ułamki sekund, ale to wy­star­czy, bo te ułamki sekund do czasu nie należą, są poza czasem. Podczas tych przerw jest z tobą kon­takt. Poprzez te szpary jest z to­bą po­ro­zu­mie­nie. Przez te szcze­li­ny wnika w cie­bie oczywistość i spotyka się z oczy­wi­sto­ścią w tobie będącą. Przez te szcze­li­ny wnika głos dzwoneczka i budzi to, co w tobie śpi. […]
     W te szczeliny siewca sieje.

Edward Stachura, Fabula rasa,
Wydawnictwo Estymator, Toruń 2000.
(wyróżnienie własne)

czwartek, lutego 12, 2026

6011. Czekariat (CXXXI)


fot. Pati, fragment.

Widzisz, słyszysz, ile się słyszy, kie­dy się słucha? Słuchać to słyszeć, słyszeć to widzieć, widzieć to wiedzieć, wiedzieć to być.

Edward Stachura, Fabula rasa,
Wydawnictwo Estymator, Toruń 2000.

środa, lutego 11, 2026

6008. Czekariat (CXXIX)


fot. Pati, fragment.

Nie staraj zmienić się, bo nie zmie­nisz się. A dlatego nie zmie­nisz się, bo nie możesz zmienić się. […]  Ta chęć zmiany twojego życia, która po­ja­wia się od czasu do czasu w jednej z twoich myśli, jako jedna z twoich myśli (nigdy wtedy, kiedy jest ci dobrze, za­uważ to, a tylko wtedy, tylko niekiedy wtedy, kiedy jest ci źle, kie­dy cier­pisz) nie ma nic wspólnego z tym, co można by nazwać in­ten­cją zmiany radykalnej; zmiana nie­ra­dy­kal­na nie jest żadną zmianą, to tylko zmiana wystroju, dekoracji, prze­stawienie mebli w tym samym wnętrzu. Co znaczy zmiana? Zmia­na to nie jest zmia­na od znanego do znanego. Jeżeli wiesz, czym chcesz stać się, już tym jesteś; wcale nie stajesz się tym, wy­da­je ci się to, ty już tym jesteś.

Edward Stachura, Fabula rasa,
Wydawnictwo Estymator, Toruń 2000.
(wyróżnienie własne)

wtorek, stycznia 27, 2026

5996. 27/365

nie­ważne wcale myli się przez większość życia z naj­waż­niej­szym. kręci się w głowie przez długi czas, gdy się to odkryje. literka po literce kiełkuje pytanie: i co teraz‽

27/365

     — Co to znaczy być poetą?
     — Być poetą to tak się zachowywać, że­by to zachowanie nie pozostawiało żad­nej wątpliwości, że się jest poezją.
     — …żeby to zachowanie nie pozostawiało żadnej wąt­pli­wo­ści, że się jest poezją, czy że się jest poetą?
     — Że się jest poezją. Poetą nie da się być.

Edward Stachura, Fabula rasa,
Wydawnictwo Estymator, Toruń 2000.

[suplement 28.01.2026]
Spojrzał i po­czułem się jak bohater me­lo­dra­ma­tu o pod­sta­rza­łym mężczyźnie, któ­ry dostrzega pustkę egzystencji i tuż przed metą postanawia spełnić zaległe marzenia.

Marcin Wicha, Proste rzeczy,
Wydawnictwo Agora, Warszawa 2026.

niedziela, grudnia 14, 2025

5967. 348/365

nie mu­szę już mieć zdania, planu, statusu społecznego. niczego już nie potrzebuję na­prawiać, nadrabiać, łatać, sztukować, już nie.

nie szepcze tak czemuś, co jeszcze nie przed­sta­wiło się z imie­nia czy uśmiechu losu.

348/365

Kiedy myślisz, nie słuchasz.

Edward Stachura, Fabula rasa,
Wydawnictwo Estymator, Toruń 2000.

piątek, grudnia 12, 2025

5965. 345–346/365  // Panna cotta (CLXXIX)

la vita è un’occasione per ascoltare la musica bella. per leggere le poesie. per aprire* finalmente il cuore.**

345–346/365

__________
   *  IITI
 **  życie to okazja, by posłuchać pięknej muzyki. by czy­tać wiersze. by otworzyć w końcu serce.

*

Richard Galliano, Chat Pître, New York Tango Trio,
Richard Galliano (akordeon), Sebastien Giniaux (gitara),
Diego Imbert (kontrabas).

Mogłam być sobą – ale bez zdziwienia,
a to by oznaczało,
że kimś całkiem innym.
/
Potevo essere me stessa – ma senza stupore,
e ciò vorrebbe dire
qualcuno di totalmente diverso.

Wisława Szymborska, przeł z j. polskiego Pietro Marchesani [w:] Posłuchaj, jak mi prędko bije twoje serce / Ascolta come mi batte forte il tuo cuore,
Wydawnictwo Znak, Kraków 2025.

     – Dlaczego? Czy tak ciężko jest ro­zu­mieć, że nie mogę temu podołać? Jestem na to za słaby?
     – Jesteś na to za silny. Jesteś siłą. Jesteś wysiłkiem. Każda twoja manifestacja to wysiłek. Wysiłek i rozumienie wza­jem­nie wykluczają się. Rozumienie nie ma abso­lut­nie nic wspól­ne­go z najdrobniejszym wysiłkiem. Rozumienie przychodzi samo tam, gdzie nie ma wysiłku, gdzie wysiłek skończył się.

Edward Stachura, Fabula rasa,
Wydawnictwo Estymator, Toruń 2000.

poniedziałek, grudnia 08, 2025

5961. 342/365

wszystko, co mam. wszystko,
co ma jakąkolwiek wartość.
to  t e r a z*.

342/365

__________
  *  wczorajsze teraz zatrzymane w pikselu; obiecane, by powtarzać, dopóki będzie to możliwe.

Nie ma przypadków, przynajmniej w psychicznej warstwie świata.

Manuela Gretkowska, Przeprawa,
Wydawnictwo Znak, Kraków 2023.

[11.12.2025]
     – Jed­nym chociaż słowem, jak można by określić to-co-jest?
     – Niewysłowione. Nie da się żadnym słowem tego określić. Każde słowo nie­uchron­nie jest literaturą.

Edward Stachura, Fabula rasa,
Wydawnictwo Estymator, Toruń 2000.

piątek, listopada 07, 2025

5935. 311/365

nie, nie mogł_ś zapobiec. nie, nie mogł_ś zro­bić więcej, lepiej, szyb­ciej, inaczej. je­dy­na wo­da, na którą możesz się przy­go­to­wać, nad któ­rą możesz zapanować, to ka­łu­że.

311/365

Cierpienie ma głęboki sens. Cierpienie ma taki sens jak rzeka, co nagle przecina ci w poprzek drogę. Nie ma mostu, nie ma brodu, nie ma promu, nie ma materiału ni narzędzi do zbu­do­wa­nia tratwy. Ty masz dostać się na drugi brzeg, żeby iść da­lej. Masz to zrobić, wszak rzeka przecięła ci dro­gę, zatem two­ja dro­ga nie kończy się na tym brze­gu, tu nie jest meta, bo wte­dy się nie mówiłoby, że rzeka przecięła ci drogę. Więc two­ja dro­ga prowadzi przez rzekę i dalej, już po tam­tej stro­nie. Nie możesz zrobić nic innego, jak rzekę przebyć.
     — Czy nie ma sposobu na ominięcie rzeki, to znaczy na unik­nię­cie bezpośredniego kontaktu z wodą? Czy nie mogę iść w bok, w lewo czy w prawo, aż do napotkania mostu lub prze­woź­ni­ka z łodzią?
     — Rzeka przecięła ci drogę. Jeżeli ta rzeka jest na twojej drodze, to znaczy, że ta rzeka jest twoją dro­gą. Przebycie tej rzeki należy do twojej drogi. Jeżeli wykonasz obrót o dzie­więć­dzie­siąt stopni i pójdziesz w bok, w lewo czy w prawo, to znaczy, że z drogi zbaczasz. Jeżeli obrócisz się na pięcie o sto osiemdziesiąt stopni i ruszysz, to znaczy, że z drogi za­wra­casz. Jeżeli usiądziesz na brzegu, na tym brzegu i za­czniesz liczyć sekundy, to znaczy, że twoja dro­ga urywa się. Ta droga to droga do życia. Więc albo idziesz do życia, albo nie. Jeżeli tak, musisz rzekę prze­być. Musisz cierpienie przecierpieć. Tyl­ko tak je prze­kro­czysz i zostawisz na zawsze za sobą.
     […]
     — Więc mam wejść do wody, nie umiejąc pływać?
     — Czy możesz nauczyć się pływać bez wody?
     — Ale przecież mogę się utopić!
     — Utopić się możesz stojąc na brzegu i nie skacząc do wo­dy. I zaiste, wtedy topisz się, wtedy toniesz.
     — Kiedy?
     — Kiedy stoisz na brzegu i nie skaczesz do wody.

Edward Stachura, Fabula rasa,
Wydawnictwo Estymator, Toruń 2000.
(wyróżnienie własne)

czwartek, listopada 06, 2025

5934. 310/365

kształtujący mnie, w ko­lejności pojawienia się w moim życiu. jezus, buddha, lao tzu i… stachura*.

310/365

____________
  *  wziął się za mnie niewierszem.

Ta książka nie jest do przeczytania. Ta książka jest do od­kry­cia. […]
     Ta książka jest opisem czegoś, co jest. To coś to nie­śmier­telnie żywe życie. Możesz to odkryć, jeżeli nie utkniesz na sło­wach, jeżeli nie zachłyśniesz się sło­wa­mi, nie zadusisz sło­wa­mi i nie spoczniesz na słowie jak w trumnie. Jeżeli za­wie­ru­szysz się dalej, poza słowo, poza grób.
     Komu w drogę, temu teraz.

Edward Stachura, Fabula rasa,
Wydawnictwo Estymator, Toruń 2000.
(wyróżnienie własne)

środa, listopada 05, 2025

(5931+2). Suplement

To z tej rozmowy wyjęto najpiękniejsze (dla mnie) fragmenty filmu. A z tej rozmowy dziś wyjęłam książkę. Klik, klik. Rzuciłam wszystko i nie śpieszę się. Nie czytam, de­lektuję się.

Pierwszy fragment, który mnie dziś leczy z niepewności i ze zniechęcenia, dał czadu — muszę go tu mieć już teraz. Ciekawe, co wydarzy się dalej…

     — Kim jestem?
     — […] 
     — Kim je­stem? Inaczej.
     — Jest rzeka. Piękna, nieporównywalna, niepowtarzalna, zawsze nowa a nieprzemijająca. Rzeka życia. Rzeka-życie.
     Na rzece jest most. Arcydziwaczny. Most, który nie wie, skąd wziął się, nie wie też, po co wziął się, nie wie, czym jest, nie wie nad czym, nie wie nic, a wszystko wydaje mu się. Nie widzi ani nawet nie do­my­śla się płynącej pod nim rzeki życia. Wydaje mu się, że on jest rzeką życia.
     Ty jesteś tym mostem.

Edward Stachura, Fabula rasa,
Wydawnictwo Estymator, Toruń 2000.
(wyróżnienie własne)

*

Męskie Granie, Wywiad z Jackiem
Budyniem Szymkiewiczem, część I–III, 2012.

wtorek, lipca 29, 2025

5845. 210/365

ćwiczę samotność w związku, poziom a1. przyglądam się sa­dow­niczym syn­chro­nicz­nym ćwiczeniom w tym samym za­kre­sie, na tym samym po­ziomie za­awan­so­wa­nia. je­szcze nie wia­do­mo, czy to chwi­lów­ka, kil­ku­dniowe szkolenie, inten­syw­ny kurs wa­ka­cyj­ny czy może wstęp do peł­no­wy­mia­ro­wych studiów podyplomowych.

210/365

Pozwalam czasowi płynąć, aż zaczyna się robić niezręcznie. Czekam, dopóki coś się nie wydarzy, drobne poruszenie, ja­kieś spojrzenie, cokolwiek, co przerwie na­ra­sta­ją­ce napięcie.

Renata Lis, Moja ukochana i ja. Ślub,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2025.

poniedziałek, lipca 21, 2025

(5841+2). Bo… ważne!

By nie straciły na ważności, ważkości, by nie ślizgał się po nich wzrok wśród wy­bo­rów wyimków: tych gęstych czy najgęstszych gęstych.

Nikt z nas nie jest odpowiedzialny za to, jak opisują go inni ludzie, choćby całkowicie mijali się z prawdą. Wszystko zaczyna się oczywiście już w chwi­li diagnozy, od języka, jakim zostanie ona sformułowana. Jak wspo­mnia­łam na początku tego rozdziału, słowa są ważne, podobnie jak obra­zy i me­tafory – czyli wszystko, co służy nam do komunikacji.

[…]  każdy z nas jest zobowiązany do portretowania innych ludzi w sposób dokładny, wyważony i pełen szacunku, a w każdym razie my, osoby z de­men­cją, o to prosimy.
     […]  Jako osoby z demencją wiemy lepiej niż ktokolwiek inny, jak bardzo język używany do opisu naszej choroby wpływa nie tylko na to, jak widzi nas społeczeństwo, ale również jak my postrzegamy siebie samych. […]  Uznaliśmy, że jeżeli na dźwięk jakiegoś określenia odruchowo się wzdry­ga­my, oznacza to, że nie powinno się go używać. Takie zwroty to na przykład: cierpiący, zdemenciały, otępiały, ciężar, ofiara, zaraza, epi­de­mia, wróg ludz­kości, śmierć za życia.

Teraz [zamiast „żyj dobrze”]  wolę mówić: „Żyj najlepiej, jak ci na to po­zwa­la twoja sytuacja”, aby ludzie nie mieli poczucia, że jeśli sobie nie radzą, to oznacza, że coś jest z nimi nie w porządku. Tak postawiony cel jest możliwy do zrealizowania przez każdego, niezależnie od jego sytuacji oso­bi­stej i finansowej. Jest też otwarty na interpretacje, bo dla każdego czło­wie­ka, zdrowego czy chorego, „najlepsze możliwe życie” oznacza coś in­ne­go, i podobnie rzecz ma się w przypadku osób z demencją. […]  Te słowa niosą ze sobą mniej oczekiwań, obaw przed porażką i niemożliwych do zreali­zo­wania marzeń.

Wendy Mitchell, Anna Wharton, Co chciałabym, żeby
ludzie wiedzieli o demencji
, przeł. Barbara Łukomska,
Grupa Wydawnicza Relacja, Warszawa 2023.
(wyróżnienie własne)

(5841+1). Z oazy (CCCLX)

Co­tygodniowe odliczanie literek. Przez przypadek dowiedziałam się, że przegapiłam tę książkę, gdy była nowością. Rzuciłam wszystko, by nadrobić tę książkową zaległość.

Powiedzieć, że dobra, mądra, potrzebna, to nic nie po­wie­dzieć. Arcyważna książka, skoro co trzeci polski mózg zachoruje. Jest w niej dużo spostrzeżeń, których nie wy­myśli zdrowy człowiek. Są też myśli, od­czucia innych niż Autorka osób. I choć cho­ro­ba z tych, co wymagają wielu dłoni na pokładzie, to książka ta jest peł­na od­wa­gi i nadziei na dobre dni. Niech!

Chciałam jednak napisać tę książkę, by podzielić się z wami tym, czego dowiedziałam się o demencji, ponieważ wydaje mi się, że mo­że was to zaskoczyć i zainspirować, z całą pewnością czegoś was nauczy i niewykluczone, że pozwoli wam przeżyć najlepsze możliwe życie z tą chorobą albo skuteczniej wspierać kogoś bliskiego.
     […]  To szalenie ważne, by wiedzieć, że są gdzieś tam inni ludzie, którzy podobnie jak my miewają gorsze dni, ale wciąż żyją – nie cierpią (nie znoszę tego słowa), lecz żyją. Jako że dla mnie było to tak istotne, chciałabym, żebyście też usłyszeli ich głos, ponieważ mo­je doświadczenie z demencją jest jedynie moim do­świad­cze­niem. Jeżeli spotkaliście jedną osobę z demencją, znaczy to, że po prostu spotkaliście jedną osobę z demencją. Różnimy się od sie­bie tak samo, jak różniliśmy się przed chorobą.

Na kartach tej książki znajdziecie wszystko, co moim zdaniem ludzie powinni wiedzieć o demencji.

Wendy Mitchell

🖇 🖇

To, że istnieje udokumentowane badaniami zjawisko na­zy­wa­ne „strachem przed demencją”, pokazuje nam, że mówimy na temat tej choroby w niewłaściwy sposób.

🖇

My, chorzy, nie potrzebujemy, by nasi przyjaciele, krewni i personel me­dycz­ny powtarzali nam, z czym sobie nie radzimy, lecz by pokazywali nam, co można zrobić, by to zmienić. Margaret Calkins, architektka i pro­jek­tant­ka specjalizująca się w planowaniu budynków dla osób z demencją, stwier­dzi­ła, że wielkim olśnieniem była dla niej refleksja, że „dominujący do­tych­czas sposób myślenia o demencji – z perspektywy deficytu – po­wi­nien zostać zastąpiony przez myślenie skupione na zasobach. Dzięki temu pod­sta­wo­we prawa tej wciąż rosnącej grupy będą respektowane i wspierane przez społeczeństwo”.

🖇

Wiele pisze się o tym, że osoby chore na demencję mają w zwyczaju „włó­czyć się bez celu”. Zawsze zaskakuje mnie, że takie określenia są sto­so­wa­ne tylko do opisu chorych osób. Prawdopodobnie przed zachorowaniem byliby określani jako „amatorzy pieszych wędrówek”. Chorzy na demencję mają określone cele, choć mogą one nie być oczywiste dla innych.

🖇

Często opowiadam o dwóch regałach na książki, w których osoby chore na demencję przechowują swoje wspomnienia. Jeden z nich dotyczy faktów i jest bardzo chybotliwy. Chwieje się na boki wraz z postępem choroby, spra­wia­jąc, że książki się przewracają i lądują na niewłaściwych półkach – wspomnienia nakładają się na siebie, lata i ludzie się nam mieszają. Obok jednak stoi drugi regał, dużo bardziej stabilny, a w nim mieszczą się nasze wspomnienia emocjonalne. Być może wówczas nie uświadamiałam sobie, że tego miejsca nic nie jest w stanie poruszyć. To schowek na te wspo­mnie­nia, które znaczą dla nas najwięcej, na pamięć o ludziach, któ­rych naj­moc­niej kochaliśmy, którzy najbardziej nas uszczęśliwiali i po których utracie głęboko cierpieliśmy.

🖇

W życiu najtrudniej poradzić sobie z poczuciem braku kontroli. Każdy z nas lubi zajmować się codziennymi sprawami, wierząc – być może naiwnie – że panuje nad własnymi działaniami. […]  Wielokrotnie już powtarzałam, że demencja ma swój początek, środek i zakończenie, a dzięki odpowiednio po­zy­tywnemu podejściu nas i naszych bliskich można z życia wy­ciąg­nąć naprawdę dużo.

🖇

[…]  dla osoby z demencją hałas jest tym samym, co schody dla kogoś na wózku inwalidzkim.

🖇

Od czasu diagnozy wyobrażam sobie wnętrze swojego mózgu jako sieć prze­ci­nających się dróg: są tam wiadukty, ronda, skrzyżowania i oczy­wi­ście ślepe uliczki. Demencja dołożyła do tego skomplikowanego systemu kilka miejsc, w których odbywają się prace drogowe.
     Oznacza to, że moje myśli muszą niekiedy wybierać okrężne trasy – cza­sa­mi szybkie, ale zazwyczaj dość wolne – a niekiedy nigdy w ogóle nie do­cie­ra­ją do celu.
     […] 
     Wraz z postępem choroby zauważam coraz więcej objazdów i ślepych uliczek, a emocje ulokowane są w jednym z miejsc dotkniętych tymi utrud­nie­nia­mi. Wiem, że punkty docelowe wciąż istnieją w moim mózgu. Bez pro­ble­mu i żadnych utrudnień jestem w stanie dotrzeć na przykład do smut­ku lub radości, lecz pewne obszary zdają mi się nieosiągalne, choćbym nawet poszukiwała wiodącej ku nim najbardziej okrężnej drogi.
     […] 
     Ten sam system prac drogowych może również niekiedy działać na moją korzyść. Widzę, jak inni ludzie się złoszczą i zdaję sobie sprawę, że tylko bez­owoc­nie tracą energię, bo nie są w stanie zmienić sytuacji, a dając pożywkę swojej złości, jedynie przysparzają sobie więcej cierpienia. Jednak frustruje mnie świadomość, że niekiedy mogłabym coś zmienić, gdybym tylko była w stanie obrócić swoją złość w jakieś produktywne działanie. Jednak ta emo­cja po prostu przestała dla mnie istnieć.

🖇

[…]  w momencie diagnozy nie stajemy się innymi osobami, niż byliśmy dzień wcześniej.
     Układ partnerski nadal działa, lecz będzie teraz musiał zmierzyć się z no­wy­mi wyzwaniami. Czy nie dzieje się tak jednak w każdym mał­żeń­stwie? Demencja może po prostu wzbudzić w nas poczucie, że te nieuniknione trudności nadeszły szybciej, niż byśmy się mogli spodziewać.

🖇

Poznałam osoby, które nie przyznając się do demencji, zarazem wiedziały o jej wpływie na ich życie. To przedziwne połączenie. Czasami porównuję to do „wychodzenia z szafy” osób homoseksualnych – znają swoją orientację, są jej całkowicie świadomi, jednak boją się jej ujawnienia. Podobna dys­kry­mi­na­cja może mieć miejsce w stosunku do osób z demencją, tym bardziej, że niektórzy nadal uznają ją za chorobę psychiczną, a niestety wszyscy wiemy o potężnej, niezasłużonej stygmatyzacji związanej z tym pojęciem. Nie może dziwić, że ludzie próbują „zachować siebie” poprzez umniejszanie lub igno­ro­wa­nie diagnozy, skoro czują, że nie mogą być bezpiecznie sobą.

🖇

W naturalny sposób każdy z nas zmienia się z wiekiem. Niektórzy ła­god­nie­ją, inni stają się bardziej zrzędliwi. Demencja bez wątpienia dodaje ko­lej­ny wymiar do tego wielkiego kotła rozmaitych cech osobowości, jed­nak jest to tylko jeden z wielu aspektów tego, co składa się na to, kim jesteśmy. Naj­pierw należy dostrzegać człowieka, nie chorobę, podobnie jak zrobilibyśmy w przypadku każdej innej osoby.

🖇

Połyskująca, marmurowa podłoga wygląda jak powierzchnia basenu. Wyobraź sobie, że musisz stąpać po wodzie. Czarne wycieraczki pod drzwia­mi przypominają ogromne, ziejące otwory, niczym odpływy w zle­wie. Wielu z nas miewa problemy z czarnymi przedmiotami. Gdy widzę kogoś ubranego na czarno, mam wrażenie, że jego głowa lewituje w po­wie­trzu. Ekran płaskiego telewizora wygląda jak gigantyczna dziura w ścianie. […]
     Nasze mózgi mają problem z rozpoznawaniem odcieni i kontrastów, co oznacza, że jest się nam trudno odnaleźć na przykład, gdy dywan ma ten sam kolor co ściany. Najprostszym sposobem sprawdzenia, czy dany pokój lub przestrzeń są przyjazne dla osób z demencją, jest zrobienie czarno-bia­łe­go zdjęcia. Jeżeli kontrast pomiędzy odcieniami czerni, bieli i szarości jest wyraźny, powinno być w porządku.

🖇

Nasz układ węchowy to istna skarbnica wspomnień i emocji. Węch to jedyny zmysł, który nie ma połączenia ze wzgórzem, czyli stacją przekaźnikową dla wszystkich bodźców zmysłowych. Impulsy węchowe biegną bezpośrednio przez hipokamp – obszar ważny dla pamięci – oraz ciało migdałowate, które wiąże się z odczuwaniem emocji.

🖇

«Po prostu idź w świat i żyj,  
rób, na co tylko masz ochotę».

🖇

Nikt z nas nie chce, by demencja nas definiowała – wolimy trzymać się wła­snej osobowości, podobnie jak osoba cierpiąca na raka nie chce być de­fi­nio­wa­na przez swoją chorobę. Wydaje się jednak, że istnieje pewna łatwość w na­da­waniu osobom z demencją etykiet, które z kolei prowokują po­ja­wia­nie się kolejnych osądów. Nasze zachowanie w sytuacji wystąpienia trud­no­ści komunikacyjnych nie jest często naszą winą. Jeśli ktoś podaje ci kawę, gdy pijasz tylko herbatę, a jedynym sposobem na wy­ra­że­nie tej niechęci jest zrzucenie filiżanki na ziemię, nie masz in­ne­go wyjścia. Jest to oznaką niezaspokojonej potrzeby, a nie trudnego czy pro­ble­ma­tycznego zachowania.

🖇

Nigdy byśmy się nie spotkali, […]  łączy nas zdiagnozowana choroba, a to wystarczy, by momentalnie zawiązała się nić porozumienia.
     […] Choć jest wiele możliwości, by uzyskać wsparcie, wielu ludzi omija to ważne doświadczenie, jakim jest spotkanie podobnych do nich osób.
     […]  Nasza interakcja z ludźmi może zmienić nasze odczucia względem diagnozy.

🖇

Być może w przyszłości nabierzemy otwartości w rozmawianiu publicznie o diagnozach, ale zanim dojdziemy do tej utopii, wsparcie otoczenia za­pew­nia nam najbezpieczniejsze, najbardziej wyluzowane i nieosądzające śro­do­wi­sko. A często przy tym i potężną dawkę śmiechu.
     Rozumiemy, ufamy, nie oceniamy, dzielimy się i troszczymy. Jesteśmy, by wspierać się nawzajem w sprostaniu wszelkim wyzwaniom demencji. Chcielibyśmy przekazać światu prostą prawdę, że akceptacja i zro­zu­mie­nie innych osób jest możliwe. Jeśli wiedzą to osoby z po­waż­ną chorobą mózgu, raczej nie jest to trudne do zrozumienia.

🖇

Chciałabym żyć w społeczeństwie, w którym nie muszę nosić wstążki w sło­neczniki, aby zaznaczyć, że mogę potrzebować pomocy, i w którym wszyscy są wobec siebie wyrozumiali, a ja nie muszę się obawiać, że osoba stojąca za mną w kolejce będzie cmokać ze zniecierpliwieniem, dlatego że nieco wol­niej pakuję swoje zakupy. Daleko nam jeszcze jednak do takiego raju, a dopóki się w nim nie znajdziemy, zwykła tasiemka w słoneczniki musi nam wystarczyć. Nie każdy jest silny, odważny i dysponuje wy­star­cza­ją­cy­mi umiejętnościami językowymi, by jasno wyrazić swoje potrzeby. Nie­któ­rym przyda się ta dodatkowa doza pewności, jaką zapewnia im sło­necz­ni­ko­wa tasiemka, aby wyjść na zewnątrz i mieć poczucie, że będą lepiej ro­zu­miani.

Wendy Mitchell, Anna Wharton, Co chciałabym, żeby
ludzie wiedzieli
o demencji
, przeł. Barbara Łukomska,
Grupa Wydawnicza Relacja, Warszawa 2023.
(wyróżnienie własne)

Dobra wiadomość jest taka, że każdy nowy dzień ozna­cza szansę na nowy początek, zmianę ję­zy­ka, tonu głosu, podejścia do postępującej cho­ro­by – niezależnie, czy sam zostałeś zdiagnozowany, czy, co może nawet ważniejsze, wspierasz kogoś jako członek rodziny, lokalnej społeczności czy przedstawiciel opieki zdrowotnej. Nigdy nie jest za późno na zmianę. Możesz ją zacząć wprowadzać, kiedy tylko odłożysz tę książkę.

(tamże)

5841. W drodze do siebie

Obita współczuciem, litością i cudzymi łzami wydłubałam z przedostatniej lektury najgęstsze gęste. Wydłubałam, by wrócić do pionu po chwilach, gdy nie widziano mnie wcale, przy­glą­da­jąc się wyłącznie mojemu „kalectwu”. Wydłubałam, by otrze­pać się z tru­dów doświadczania społecznego wymiaru chorowania na przewlekłe, postępujące, nieuleczalne.

Im bardziej dochodzę do siebie, tym odważniej pojawia się retoryczne pytanie: kto realnie tam i wtedy był kaleką?

Opadamy… coraz szybciej… coraz niżej… z prędkością 200 km/h. Spadamy swobodnie w kierunku ziemi, a ja uśmiecham się szerzej niż kiedykolwiek wcześniej.
     Jeżeli tak nie wygląda wolność, to nie wiem, co nią jest. Na tej wysokości demencja nie istnieje.
     Tu mój mózg jest wolny od choroby. Lecę, nieograniczana niczym, co przywiązuje mnie do ziemi.
     […]
     Gdybym słuchała tego, co mówią inni, nigdy nie skoczyłabym ze spa­do­chro­nem. Nie zrobiłabym połowy wszystkich tych rzeczy, które w opinii większości ludzi nie są odpowiednie dla osób z demencją.
     Teraz, stojąc już na twardym gruncie, ale z krwią wciąż buzującą w ży­łach, planuję od razu kolejną przygodę. Dlaczego miałabym kie­dy­kol­wiek tego zaniechać?

[…]  stawiam na ryzyko; jeśli mam umrzeć,
to umrę szczęśliwa.

Życie jest ryzykowne już od pierwszego dnia na świecie, ale nie pozwolę de­men­cji mnie definiować, a moja rodzina już się nauczyła, że jeśli spróbują mi zabronić czegoś, co robiłam przed demencją, to wtedy choroba wygra.

Zawsze mówię o znaczeniu niepoddawania się – bo wielu z chęcią podda się za nas – i że pozytywne podejście jest konieczne, by skoncentrować się na jesz­cze posiadanych umiejętnościach, aktywnościach po­zo­sta­ją­cych w za­się­gu ręki czy na znajdowaniu innych rozwiązań […].

Wspomnienia nas definiują, a zarazem pozwalają osobom, które nie znają nas od lat, zrozumieć nasze potrzeby i działania. Nie możemy stracić naszej przeszłości z oczu, bo na niej budujemy swoją przyszłą postać.

[…]  osoby z demencją często muszą się dostosowywać, ukrywać uczucia, aby nikogo nie dotknąć, lecz jeśli nie będziemy w stanie rozmawiać o trudnych sytuacjach i scenariuszach, pozostaniemy bezradni.

Pewna znajoma kiedyś mi powiedziała:
     „Dużo czasu zajmuje nam zrozumienie, że inni nie pojmują tego, czym jest nasza demencja, kim jesteśmy i co czujemy. Zaczynamy traktować ich ulgowo. Często musimy uwzględniać ich brak zrozumienia czy em­pa­tii, a dzieje się to kosztem naszych własnych uczuć. Stajemy przed koniecznością zanegowania tego, co się dzieje – jeśli chodzi o uczu­cia – w naszych głowach jedynie z powodu niezrozumienia jakichś ludzi. Jednak czujemy się z tym źle, bo nie możemy być sobą. To przedziwne po­łą­cze­nie. Staramy się być mili dla innych, brać poprawkę na ich brak wni­kli­wo­ści i zrozumienia dla demencji, jednak oznacza to zarazem negację wła­snych uczuć”.

Każda osoba ma swoją indywidualną metodę stawiania czoła ży­ciu i chorobie, jednak gdy nasze otoczenie zaczyna nas ograniczać, zmie­nia się nasze podejście. Zapytałam znajomych, jak ich rodziny za­re­a­go­wały na diagnozę:
     „Osobiście spotkałam się z bardzo negatywną reakcją […]. Sama na po­cząt­ku przyjmowałam całą tę negatywność i choć starałam się przekonać ludzi, że «będzie ze mną dobrze», w głowie zadawałam sobie pytanie: «Czy będzie dobrze?»”.

Wielu z nas zgadza się z twierdzeniem, że podejście specjalistów ma naj­więk­szy wpływ na to, jak zareagujemy na diagnozę. To jedna z głównych nauk, którą wyciągnęłam z ostatnich sześciu lat: moje podejście ma moc sprawczą, ale jest zależne od mojego otoczenia. […]  Czy nie mogła po­wie­dzieć: „Tak, to dołująca choroba, lecz ta nowa etykieta ciebie nie de­fi­niu­je, jesteś tą samą osobą, która weszła do gabinetu pięć minut te­mu – jeszcze tyle przed tobą”. Opuściłabym jej gabinet w zupełnie in­nym nastroju.

[…]  żadna pojedyncza metoda radzenia sobie nie jest tą jedyną słuszną. Sposoby stawiania czoła przeciwnościom są tak różnorodne jak my wszy­scy – niezależnie od tego, czy cierpimy na otępienie.

Być może spełnienie naszych życzeń nie jest zależne od niczego poza tym, jak sami rozumiemy znaczenie tych słów. Każdego dnia mierzę się z naj­róż­niej­szy­mi trudnościami, ale być może wcale nie są one większe od tych, które muszą pokonywać moi sąsiedzi. Nigdy nie wiemy, jaką walkę we­wnętrzną toczy drugi człowiek. Musiałam zatem zadać sobie pytanie, czy to, czego sobie zażyczyłam, faktycznie było mi potrzebne, czy też może moje marzenie już się spełniło.

Demencja z całą pewnością nauczyła mnie, że warto, byśmy wszyscy zaczęli dostrzegać to, co dzieje się w chwili obecnej.

[…]  wszyscy potrzebujemy deszczowych dni, by odżyć, nabrać sił i po­now­nie rozkwitnąć. Jednak kontrola nad tym, kiedy się pojawią i jak długo potrwa­ją, jest jedynie złudzeniem, o czym natura bezustannie nam przy­pomina.

Bywają momenty, gdy nie potrzebujesz nic poza dru­gim czło­wie­kiem, który sprawi, że nie będziesz się czuć samotnie. Porozumienie bez słów, uśmiech, rozumiejące spojrzenie – to niby drobiazgi, a znaczą tak wiele.

Gdy kogoś kochasz i wiesz, że możesz mu pomóc, masz naturalny odruch, by to zrobić. Tak naprawdę jednak najlepszy wyraz miłości, jaki mo­żesz mu dać, to wesprzeć jego poczucie samostanowienia, po pro­stu pozwalając mu być.

Rzeczywistość czy sen? Nadal nie jestem pewna…

Wendy Mitchell, Anna Wharton, Co chciałabym, żeby
ludzie wiedzieli o demencji
, przeł. Barbara Łukomska,
Grupa Wydawnicza Relacja, Warszawa 2023.
(wyróżnienie własne)

fot. Fabio De Paola, fragment,  
[dostęp 16.07.2025], źródło.  

Wendy Mitchell
(1956–2024)

Nieustannie zmieniamy się i dostosowujemy, jak każdy człowiek w obliczu wyzwania.

Lepiej zachować dystans – przyszłość jeszcze nie nadeszła i być może jest jeszcze daleko, daleko przede mną. Czy kto­kol­wiek z nas może mieć pewność, co przyniesie kolejny dzień?

Oczywiście, bezsprzecznie jestem inna niż przed diagnozą. Lecz ilu z nas może stwierdzić, że przez całe życie było tą sa­mą osobą? Demencja różni się tym, że blizny mają wymiar bardziej fizyczny, trwały, nieodwracalny – ale nie nie­moż­li­wy do przezwyciężenia.
     Wszystko zależy od punktu widzenia.

Odkąd mierzę się z chorobą, bywają dni, gdy moimi jedynymi towarzyszami są pory roku i to one przypominają mi o tym, że moje drobne, stopniowe zwycięstwa nad demencją są rów­nie ważne jak mały żołądź, który spada z drzewa, by na­stęp­nie mógł wyrosnąć z niego dąb.

Drzewa bez liści wcale nie muszą być brzydkie, jeżeli dasz sobie czas na dostrzeżenie piękna ich konarów.

(tamże)

Prawdziwą sztuką nie jest zapominać,
lecz puszczać wolno.
Gdy zaś nic już ci nie zostanie,
możesz być bogaty w utratę.

Rebecca Solnit

5840. Ścinki z sobotniego spaceru











Teraz szczęście przychodzi do mnie w znacznie mniej­szych por­cjach. […]  Radość i ekscytacja przypominają motyla fruwającego w letni dzień po ogro­dzie. Nie sposób ich uchwycić. Zadowolenie z kolei jest bardziej jak coś, co możemy trzymać w dłoni i obserwować, odczuwając z każdym spoj­rze­niem coraz więcej przyjemności.

Wendy Mitchell, Anna Wharton, Co chciałabym, żeby
ludzie wiedzieli o demencji
, przeł. Barbara Łukomska,
Grupa Wydawnicza Relacja, Warszawa 2023.
(wyróżnienie własne)

środa, czerwca 18, 2025

(5810+2). O mojej rodzinie…

Bonus, war­tość dodana tej pięknej lektury, szybko umieszczonej w dziale moim zda­niem najlepszych książek 2025 roku, polega na aktualizacji osobistej bazy danych na mój temat i za­koń­cze­nia re­ma­nen­tu nadziei dotyczących ludzi więzami krwi ze mną spętanymi.

Pamięć płata figle, nic nowego. Każdy pamięta newralgiczne rodzinne zdarzenia w in­ny sposób, to też nic nowego. Ani z jednym, ani z drugim fenomenem nie mam zamiaru dyskutować, ale uczucia towarzyszące kontaktom mojego dziecięctwa z ro­dzeństwem moich rodziców (obezwładniająca samotność, niezrozumienie, poczucie opuszczenia) nie tylko są faktem czy dłutem, które wyrzeźbiło mój stosunek do ko­rzon­ków rodzinnych, ale są świadkiem opowiadającym szczerze moją prawdę o tam­tych czasach.

W zeszłym tygodniu uświadomiłam sobie, że okno czasowe, które otworzyło się po śmierci Białego Kruka, by dać szansę tym, z którymi dzielę fragmenty DNA, zwy­czaj­nie się zamknęło. Nie odnotowałam momentu, gdy się zamykało. Dopiero po fakcie, używając czasu przeszłego dokonanego poinformowała mnie o tym świa­do­mość, tak zwyczajnie, od niechcenia, bez odpalania w niebo flar.

A ta książka? Dzięki niej doceniłam rodzinę, którą tworzymy z Sadownikiem (po­ję­cia nie miałam(!), że jesteśmy queerową rodziną). Do­ce­ni­łam wszystkie moje siostry zwane przyjaciółkami, wszystkich bliskich mi Ludzi, którym nasz los nie jest obo­jęt­ny, z którymi dzielimy tak czy inaczej nasze życia.

Dziękuję swojemu Losowi, że, pomimo różnych pomysłów na życiowe wyzwania, był łaskaw podarować mi te wspaniałe Osoby — moją fantastyczną Rodzinę z wy­boru.

Pamięć bez przerwy wytwarza nowe wspomnienia, zwłaszcza gdy pod­su­nąć jej jakiś przedmiot. Zawija rzeczy w kokony zmyślonych zdarzeń i po pewnym czasie nie można już odróżnić, co wydarzyło się naprawdę, a co nie.

🖇

Więzi pokrewieństwa nie tworzą się dzisiaj jedynie za sprawą DNA, stają się coraz bardziej kwestią umowy i negocjacji. Jak zauważa Agata Stanisz, „rodzina dziś przeżywana jest raczej jako sieć bliskości niż siatka krewnych i powinowatych. (...) Fundament tradycyjnej rodzinności został podważony i w związki typu rodzinnego wchodzi się również z «obcymi» osobami. Lu­dzie szukają przede wszystkim wsparcia emocjonalnego, po­czu­cia bli­sko­ści, i to niekoniecznie w «podstawowej komórce społecznej»”.

🖇

Powstają one [rodziny z wyboru]  wszędzie tam, gdzie rodzina bio­logiczna nie wystarcza albo zawodzi, a osierocone czy odrzucone przez nią jednostki tworzą inne relacje, które przejmują jej idealne funkcje: dają miłość, bezpieczeństwo, poczucie przynależności.

🖇

Przyjmuje się, że rodzinę queerową stanowią co najmniej dwie osoby „emocjonalnie zaangażowane w tworzoną przez nie re­lację”. Mogą się w niej wychowywać dzieci, ale też nie muszą.

🖇

Nasze decyzje dotyczące intymności, wyboru osoby partnerskiej, po­sia­da­nia lub nieposiadania dzieci oraz metod prokreacji wymuszają zasadnicze zmiany w definiowaniu rodziny i gospodarstwa domowego – uważa pro­fe­sor [Krystyna] Slany. Pokrewieństwo jest dzisiaj w tak ogromnym zakresie konstruowane społecznie, że „zaliczanie kogoś (bądź nie) do rodziny nie­wie­le ma wspólnego z więzią biologiczną”. […]  Mnóstwo ludzi uznaje za człon­ków rodziny znajdujące się pod ich opieką domowe zwierzęta.

🖇

W naszej konserwatywnej kulturze rodzinom queerowym odmawia się prawa do posługiwania się terminemrodzina”. Na za­własz­cze­nie tego pojęcia zwraca w swoich pracach uwagę na przykład Joanna Mizielińska, badaczka polskich rodzin z wyboru. Jej zdaniem dy­skry­mi­na­cja takich rodzin w Polsce polega nie tylko na braku regulacji prawnych, […], lecz przede wszystkim – na kwestionowaniu ich prawa do samo­okre­śla­nia się jako rodzina właśnie. […]  W walce o prawo do małżeństwa bez względu na płeć zdaniem naukowczyni chodziłoby więc przede wszystkim o „władzę nad dyskursem dotyczącym wartości, nad tym, kto ma prawo decydować, co jest dobre, a co złe, czyje życie jest godne szacunku, a czyje potępione”.

🖇

Życzliwość, dobroć czy miłość to nie żadna ofiara. Nie są czymś, co się oddaje kosztem siebie. Nie są wyrzeczeniem, lecz raczej – spełnieniem, ponieważ dzięki nim wydobywa się z siebie to, co najlepsze.

🖇

Czytam, że w Danii doliczono się, że ludzie realnie potrafią być w tym kraju rodziną aż na trzydzieści siedem sposobów. Niezależnie od tego, czy ten wy­si­łek systematyzacji uznamy za sensowny, czy nadmiarowy, świadczy on na pewno o tym, że Dania ma przynajmniej wolę zmierzenia się z rze­czywistością, w jakiej toczy się życie jej obywateli.

Renata Lis, Moja ukochana i ja. Ślub,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2025.
(wyróżnienie własne)