piątek, lutego 20, 2026

6018. Z oazy (CDXXI)

To była dla mnie jedna z najlepszych książek, jakie czytałam w zeszłym roku. Prze­ga­pi­łam ją za młodu, bo ani nie byłam harcerką, ani przy ogniskach nie siedziałam, ani na zajęcia z języka polskiego moja dusza nie kwapiła się chodzić, choć ciało mu­sia­ło tam nie tylko bywać.

To była również pierwsza z najlepszych książek, jakie przeczytam w tym roku. Czy­ta­łam nieśpiesznie, kawałeczkami, które potem długo przeżuwałam. Ma­jąc z ty­łu gło­wy frag­men­ty biografii Stachury, co kilka stron nie­zmien­nie dochodziłam do wciąż te­go sa­me­go wnio­sku. Na­pi­sał tę książkę, ale chyba jej nie czytał, a z pew­no­ścią nie prze­czy­tał ze zro­zu­mieniem i czuciem.

Wydana po raz pierwszy w 1979 roku książka nie zestarzała się ani troszkę. Pierwsze trzy wybrane fragmenty pasują jak ulał do świata, w którym przyszło nam żyć w la­tach dwudziestych XXI wieku. Nie zmądrzeliśmy specjalnie przez ostatnie dekady. Raczej zrobiliśmy wiele kroków wstecz.

„Opanujemy przyrodę! Skolonizujemy kosmos! Wszystko nam będzie słu­żyć!” O, nieszczęśliwi szaleńcy, a kiedyż wreszcie spokojnie, szczęśliwie żyć zaczniecie? Wszystkie nieszczęścia, wszystkie wojny — przez was samych. Bezimienne nie macza w tym gigantycznym bagnie krwi ani czubka swo­je­go małego palca.

🖇

Ziemia i niebo wszystkich ludzi wy­ży­wią, i wszystkie stworzenia. Ale nie wyżywią samochodów, motocyklów, telewizorów, tranzystorów, ada­pte­rów, magnetofonów, wzmacniaczy, wyciskaczek, wyżymaczek, mikserów, koktajlerów, horendajlerów, setek tysięcy niepotrzebnych, naj­dzi­wacz­niej­szych przedmiotów, bibelotów, gadżetów, które nam przecież szczęścia nie przynoszą, a których jedyną prawdziwą funkcją jest to, że wzajem za­głu­sza­my się i zaduszamy. Ziemia i niebo nie wyżywią przede wszystkim ar­mat: ziemia i niebo nie są armatnim mięsem dla całej przerażającej sztuki militarnej, sztuki grzebalnej. I to, że tak jest, oczywiście też należy do nie­ska­la­ne­go porządku życia. Jeżeli nie zatrzymacie się, pozabijacie się, po­mor­du­je­cie się, jak już tyle razy, ale życie w tym udziału nie weźmie i ni­gdy nie brało.

🖇

Historia ludzkiej wiary cuchnie od milionów trupów pomordowanych w imię wiary, takiej, innej, czy jeszcze innej, nie ma znaczenia jakiej, bo wszystkie jednakie. Każda wiara poi się krwią, ocieka krwią, opływa krwią, ale niestety nie tonie w tej krwi, lecz rozkosznie pławi się, bo krew jest jej krwawym żywiołem. […]  Bo jest wiara w to, co oznacza się słowami: po­kój, szczęście, wolność, mądrość, które to słowa w ustach każdego wie­rzą­ce­go nie oznaczają nic więcej jak hałas i chaos, lęk i agresję, chci­wość i prze­moc, czego efektem jest obłudna lub jak najbardziej szczera lichwa tonami „ważkich” i imponderabilnych dewocjonaliów zamieniających się — kiedy co pewien czas biją na trwożny alarm dzwony masowego przekazu — w dzi­dy, łuki, miecze, karabiny, granaty, armaty, bomby, hekabomby i hekatomby.

🖇 🖇

Nie ma dziesięciu, nie ma dziewięciu, nie ma ośmiu, nie ma siedmiu takich książek, jak ta, we wszystkich bibliotekach, gdzie popychają się, potrącają wszystkie książki tej starożytnej i nowożytnej cywilizacji.

🖇

Oczywiście człowiek jest zawsze przede wszystkim sam swo­im naczel­nym oprawcą, ale można nieśmiało powiedzieć, że drudzy ludzie dzielnie mu w tym sekundują.

🖇

[…]  macie wszystko to, co chcecie mieć, i macie też wszystko to, czego nie chcecie mieć, bo lękacie się tego, unikając tego, zabezpieczając się przed tym, walcząc o to, żeby tego nie mieć — macie to w sobie, i nawet, „zwy­cię­ża­jąc” — też macie to w sobie, tak jak na każdym pomniku obok „zwycięzcy” figuruje „pokonany”.

🖇

Możesz robić tylko to, co chcesz zrobić lub to, czego nie chcesz zrobić i czego zatem nie robisz, a zatem robisz to, co chcesz. Nie możesz zrobić nic innego.

🖇

Świat nie powstał raz, raz na zawsze. […]  Świat powstaje codziennie, codziennie na nowo, codziennie całkowicie wręcz na nowo.

🖇

Bardzo wiele rzeczy ludzie mówią nie słysząc tego, co mówią. Kiedy ktoś oświadcza: „Musiałem to zrobić, nie miałem wyboru”, to po prostu nie sły­szy tego, co mówi. Gdyby słyszał, co mówi, powiedziałby: „Musiałem to zrobić, miałem wybór”. Bo kiedy ktoś coś musi, to na pewno ma wybór. I dlatego właśnie musi. Musi właśnie dokonać wyboru. Musieć to wybierać (poza tym nic się nie musi). Wybór jest przymusem. A wolność i przymus, czyż mogą mieć ze sobą cokolwiek wspólnego?
     Wybór zawsze jest przymusem. Wybór zawsze jest rozdarciem. Kiedy masz choćby dwie rzeczy do wyboru (nie mówiąc o większej liczbie ele­men­tów) i masz wybrać jedną z nich, czyż nie jest to rozdarcie? Kiedy masz dwie rzeczy do wyboru, już ta sama sytuacja przed dokonaniem wyboru jest rozdarciem. […]  Gdyby była jedna rzecz, nie byłoby tej sytuacji, nie byłoby problemu.

🖇

Myśli, więc nie jest. Myśli, więc nie rozumie. Nie rozumie, czym jest być i czym jest dziać się.

🖇

Nieskończoność tego piekła tkwi w tym, że ponieważ ten człowiek nie widzi, że nie widzi, to jemu wydaje się, że on widzi! On myśli, że widzi, on wierzy, że widzi, on jest dogłębnie przekonany o tym, że widzi, on nie ma w tym względzie najmniejszej wątpliwości. On w ogóle nie zwraca na to uwagi.

🖇

Ale nie widzi się jasno, kiedy jest lęk. Kiedy jest lęk, nie ma jasnego swobodnego pa­trze­nia, a kiedy nie ma jasnego swobodnego pa­trze­nia, jest lęk i szaleją wymysły, i hulają demony.

🖇

Koło nie otwiera się ani się nie zamyka, lecz wtacza się od razu zamknięte. Pomiędzy przyczyną a skutkiem tkwi czas, to znaczy fabuła, historia, pa­mięć, telegraf bez drutu, za pomocą którego przyczyna i skutek wzajem kontaktują się, żeby pocieszać się, żeby oznajmiać sobie, że wszystko gra, niekiedy trochę nie gra, ale to przejściowe, w każdym razie postęp jest, postęp postępuje.

🖇

     — Czy kto szuka, znajdzie?
     — Kto szuka, żeby znaleźć, znajdzie to, czego szuka. Kto szuka, że­by zna­leźć, wie, czego szuka. Kto wie, czego szuka, wcale nie szuka. Kto szuka, że­by zna­leźć, już znalazł. Co znalazł? Znalazł to, o czym już wiedział, co już znał, co już w myślach miał. Co znalazł? Nic nie znalazł.
     Kto szuka, żeby znaleźć, nie znajdzie. Bo tego, co jest nieznane, co nowe, co całkowicie wręcz inne — nie da się szukać. […]  Może znaleźć to tylko ten, kto nie szuka, lecz sam jest szukaniem, stanem szukania, pasją szukania, rozdzierającą tęsknotą szukającą. Szukającą nie wiadomo czego. Wiatru w polu.

🖇

     — Niekiedy czuję w sobie jakiś jakby błysk jasności. Jakbym coś wiedział, ale nie wiem co; jakbym coś rozumiał, ale nie wiem co. To nie daje się w ża­den sposób zatrzymać ani nie można tego w żaden sposób wywołać czy przy­wołać. Co to może być?
     — To jest, rzecz jasna, błysk. […] 
     To się nie daje w żaden sposób zatrzymać ani nie można tego w żaden sposób wywołać, bo to jest od ciebie niezależne. […]  To świetlna drobinka, świetlny nieskończenie mały „punkt”. Nie ma nic mniejszego. I to jest naj­więk­sze, bezgraniczne, bez wymiaru. Nie ma nic większego. […]  Cokol­wiek o tym powie się, nie jest tym. Bo to jest poza słowami.

🖇

Bo w życiu nie ma dwu jednakowych źdźbeł trawy, dwu jednakowych liści, dwu jednakowych płatków śniegu, dwu jednakowych obłoków, dwu jed­na­ko­wych „bliźniaków” i tak dalej, tymczasem wszystkie Ja są identyczne, choć każdemu Ja wydaje się, że jest różne od Ja drugiego.

🖇

Jesteś naszpikowany sprzecznościami. Twoja istota to wręcz istota sprzeczności. Na pewno chcesz być tym, kim na pewno jesteś, ale oto jednocześnie bywasz niekiedy dla siebie nie do zniesienia.

🖇

     — Czym jest ruch?
     — Ruch jest materią.
     — Ruch też jest materią? Jak kolor, dźwięk, woń i smak?
     — I dotyk.
 
     — W jaki sposób ruch może być materią? Jaka to materia? Jaki rodzaj?
     — Ruch jest materią pomiędzy przeciwieństwami. Prze­ci­wień­stwa są jednym.

🖇

Posłuchaj. Potrzeba nie może być nigdy do końca za­spo­ko­jo­na, bo „za­spo­ko­jo­na” potrzeba wywleka z siebie kolejne potrzeby niezaspokojone. To jest reakcja łańcuchowa. To jest łańcuch. Coraz dłuższy i coraz pokrętniejszy, i który nie może nigdy się od-łańcuszyć.

🖇

To nie są paradoksy. To są kwiaty 
nieznanej ci rzeczywistości.

🖇

Zawsze, kiedy tylko czułem, jak zbliża się, jak nadchodzi, jak nadciąga ta straszliwa czarna pusta chmura, ta straszliwa czarna dziura — na­tych­miast, w te pędy brałem się za jakąś robotę, za pranie, za cerowanie skar­pe­tek, za mycie naczyń, za sprzątanie, za porządki, za cokolwiek, za byle co, za byle wszystko albo wychodziłem z domu i zachodziłem do znajomych, albo szedłem do kina, albo jechałem gdzieś, w kraj, w świat, albo tysiące różnych rzeczy. […]  Ale może chodzi o to, żeby nie uciekać. Zawsze ucie­ka­łem i w efekcie nigdzie nie uciekłem. Więc może raz nie uciekać, wy­trwać z tą straszliwą czarną dziurą, z nią, przy niej, tuż obok, bardzo blisko, tuż-tuż. Bo przecież tylko tak mogę zobaczyć, czym ona jest.

🖇

Ale Ja to konflikt, to nieszczęście, to chaos, to wojna i Ja zdaje sobie niekiedy z tego sprawę i dlatego wymyśla przeciwieństwa w postaci przymiotników: idealny, doskonały, boski.

🖇

     — Ja sam zastawiam na siebie pułapki? Po co? Przecież to byłoby kom­plet­nym bezsensem.
     — Bo też Ja jest kom­pletnym bezsensem; Ja jest chaosem, ale można by powiedzieć, że jest arcygenialnym chaosem. Zastawia na siebie pułapki, wpada w nie, ale to wszystko istocie jego, esencji jego nie zagraża.

🖇

Błędne koło nie widzi, że jest błędnym kołem, bo nie może tego od środka zobaczyć. Zauważa natomiast niekiedy, że coś nie gra w jego maszynerii, słyszy jakiś odgłos, ocenia to jako zgrzyt i to je drażni, więc usiłuje usterkę usunąć, próbuje błąd naprawić. Naprawia, ale po pewnym czasie zgrzy­ta­nie znów powraca. Dlaczego? Bo naprawdę nie naprawił błędu. Dlaczego? Bo nie zna siebie, nie widzi siebie w całości, w pełni; nie widzi, że to, co uster­kę usuwa, samo jest zepsute; że to, co błąd naprawia, sa­mo jest błę­dem. Więc czym to wszystko jest? To wszystko oczywiście było-jest-bę­dzie cały czas błędnym kołowaniem wewnątrz błędnego koła.

🖇

     — […]  Tyle to i ja wiem.
     — Otóż posłuchaj. Tyle to ty nie wiesz. Chodzi o to, że właśnie nie wiesz. Nigdy naprawdę do samej głębi i w całej pełni, a raczej w całej próżni sobie tego nie uświadomiłeś. Nigdy nie poszedłeś tą drogą do samego końca.

🖇

     — Mówię, że nie chcę, a nie, że chcę.
     — Chcieć, a nie chcieć to jest to samo. Nie chcieć, znaczy chcieć nie chcieć. Chcieć czy nie chcieć, znaczy zawsze chcieć. Ty zawsze chcesz. Zawsze.

🖇

     — Co pozostaje?
     — Pozostaje wszystko. Całe bezgraniczne szczęście. Pozostaje żyć. Po prostu i cudownie: żyć. Nie: chcieć żyć, lecz: żyć. […]  Życie w lęku nie jest życiem. Prawdziwe życie i lęk nie chodzą pod rękę jedną drogą pod tym samym niebem, gwiżdżąc tę samą piosenkę. Żyć to po prostu żyć, ani chcąc, ani nie chcąc.

🖇

Wszystkie wiersze o miłości nigdy nie zamienią się w miłość. Wszystkie zasoby broni, wszystkie arsenały nigdy nie zamienią się w pokój planety.

🖇

Nie zdą­żyło ci być niewygodnie. Wcale tego naprawdę nie przeżyłeś, nie cho­dziłeś z tą niewygodą, nie przechodziłeś jej, nie przeszedłeś jej, nie prze­cier­pia­łeś. A tylko to może rozwiązać cały problem. Bo cierpienie ma głę­bo­ki sens. Cierpienie jest po to, żeby je przecierpieć i tym sa­mym je przekroczyć.

🖇

[…]  jest jedna prawdziwa podróż i absolutna: w głąb siebie. Głową w dół do krateru, na samo dno wulkanu.

🖇

[…]  w życiu, w prawdzie, w rzeczywistości — są same rzeczy niemożliwe, czyli same cuda, czyli same fakty. […]  zapach życia, skrom­niut­ki nie­znacz­ny zapach malutkiej stokrotki roznosi się po całym kosmosie. Gdybyś wi­dział, żyłbyś. Gdybyś żył, widziałbyś, czym jest to wszystko, skąd się wzięło, z jakiego niewysłowionego i niewiędnącego źródła; […]. Rozumiałbyś. I żyłbyś.

🖇

Te­go, co proste, nie zgaduje się. Proste się słyszy, proste się widzi, proste się dotyka. Więc nie zgaduj. Słyszysz lub nie słyszysz.

🖇

Jest oczywiste to, co nie potrzebuje być pamiętane i czego się nie zapomina, bo z pamięcią to nie ma nic wspólnego. Oczywistość jest nigdy nie wię­dną­cym kwiatem, pamięć zaś jest worem pełnym ran i blizn nigdy do końca nie zagojonych. Jest oczywiste to, czego nie można nauczyć się. Oczywiste się odkrywa, oczywiste się przeżywa. Oczywiste są wszystkie cuda, czyli wszystkie fakty: niebo, ziemia, woda, wszystkie żywioły, minerały, rośliny, zwierzęta, ptaki, ludzie jako fizyczność, jako materia, i jest oczywiste, że ktoś, kto nie widzi, skąd się to bierze, z jakiego źródła – nie może rozumieć, skąd się to bierze, z jakiego źródła […].
     Odkryciu oczywistości zawsze towarzyszy ogromna radość. Ogromna. Ta radość nie pochodzi z mikroświatka słów, dlatego jest ogromna. Od­kry­ciu oczy­wi­stości zawsze towarzyszy cudowna lekkość.

🖇

Któż w to wszystko uwierzy? Ale czy w ogóle da się w to uwierzyć? Nie da się. I niepotrzebne tu amen. Bo nie chodzi tu ani gdzie indziej o uwierzenie, ani o odwrotność, która jest tym samym. Chodzi o odkrywanie w sobie oczywistości, a każda oczywistość jest rewelacyjna w swojej nie­po­rów­ny­wal­nej prostocie, olśniewająca i tak strzeliście radosna […].

🖇

[…]  nie przestaniesz się nigdy cudownie dziwić i cudownie zachwycać, że to wszystko jest możliwe. I to wszystko – bez jednego słowa.

🖇

Wiel­kie mnóstwo rzeczy, o których na pierwszy rzut oka, powiedziałoby się, że nie mają żadnego znaczenia, mają właśnie to znaczenie, że służą do tego, żeby zauważyć, że nie mają żadnego znaczenia. […]  Wszystko jest ważne. Wszystko służy uwadze rodzącej żywego człowieka.

🖇

Zauważ to, co jest do zauważenia, i to wszystko. Nie ma nic ponadto do zro­bie­nia. A jeżeli niezdrowo roztkliwiłeś się, uświadom to sobie, bez po­tę­pia­nia siebie i bez usprawiedliwiania siebie. Uświadomiwszy to sobie, na­tych­miast przestaniesz niezdrowo roztkliwiać się i wrócisz do stanu, w któ­rym przejawy świata będą mogły do ciebie docierać.

🖇

[…]  za­pytuje cię: jak długo jeszcze zamierzasz człapać w miejscu lub kręcić się w kółko, lub polegiwać na kępach na ostatnich krańcach znanego ci już wystarczająco bagna […]?

🖇

Kiedy się raz przejrzało, już się nigdy nie wraca do ślepoty. Kiedy się raz usłyszało, już się nigdy nie wraca do głuchoty. Kiedy się raz zro­zu­mia­ło, już się nigdy nie przestaje rozumieć. […]  Bo życie nie prowadzi do śmierci. Nigdy. Śmierć prowadzi do życia. Nie ma odwrotnie. Taki jest nie­śmier­tel­nie żywy porządek życia.

🖇

Więc wystarczy tylko słuchać i chodzić z tym, co usły­szało się, jak z chu­ste­czką w kieszeni lub ze szczoteczką i pastą do zębów w pod­ręcz­nym bagażu. Cóż wam szkodzi posłuchać? Przecież waszego okrutnego trwania w usta­wicz­nym lęku o wszystko, waszego mniej lub bardziej luksusowego piekła nikt wam, poza wami samymi, nigdy nie odbierze.

🖇

Bo najłatwiej jest przegapić to, o czym
nie ma się zielonego po­ję­cia: życie.

Edward Stachura, Fabula rasa,
Wydawnictwo Estymator, Toruń 2000.
(wyróżnienie własne)

Mówić komuś „tak”, to mówić sobie „tak”; mówić komuś „nie”, to jeszcze raz mówić sobie „tak”. Tak to jest.

🖇

Albo to jest dla ciebie jasne, albo nie jest; albo to ro­zu­miesz, albo nie. Innych, kompromisowych roz­strzy­gnięć nie ma. Jeżeli rozumiesz – rozumiesz; jeżeli nie ro­zu­miesz – nie możesz nawet powiedzieć, że nie rozumiesz. […] 
     — Więc co mam powiedzieć?
     — A czy trzeba zawsze coś powiedzieć? Czy trzeba zawsze hałasować?

🖇

     — Ale czym jest naprawdę?
     — Naprawdę jest tym-co-jest.
     — Czym jest to-co-jest?
     — Tym, czym jest.

🖇

     — Kim jest mędrzec?
     — Mędrzec jest głupcem.
     — Jak? Nie dosłyszałem.
     — Mędrzec jest głupcem. Można śmiało i bezbłędnie tak powiedzieć.
     — Jakżeż to?
     — Głupiec widzi, że jest głupcem – i oto rodzi się mędrzec.
 
     — To wszystko?
     — To wszystko. Ale tobie wszystko nie wystarcza. Dlaczego? Bo tobie wszystko nie mówi nic.

🖇

Pochylić się nad sobą, pochylić się w sobie i uważnie wsłu­chać się w siebie, uciszyć rozum umysłu z ha­ła­su my­śli, ostudzić serce umysłu z fałszywego zapału uczuć, wydobyć się, wypaść z zakrzepłej, zatęchłej, zapadłej, prze­padłej koleiny schematu i biegiem na przestrzał przez bezpańskie pola, przez bezdroża, wertepy, ma­no­wce; dać się objąć, dać się ogarnąć przez życiodajną atmosferę obserwacji — to jest trudne. Tylko to jest trud­ne. Wszystko inne jest proste. Nie do wiary proste. Nie do wyobrażenia proste. Nie do wyśnienia proste.

🖇

     — Moje-niemoje ciało idące drogą i kamień przy­drożny, to jest to samo?
     — Najzupełniej.

🖇

I nie ma żalu, bo nie ma draśnięcia, nie ma rysy, nie ma rany, którą zostawia po sobie ku pamięci chwila nie­cał­ko­wi­cie przeżyta. I nie ma lęku.

🖇

Słowa zawsze padają, pytania zaś się stawia, a odpo­wie­dzi się pojawiają same, ponieważ odpowiedzi są we właściwych i właściwie postawionych pytaniach […].

🖇

Się wie, że się spotkamy. U „końca” twojego czasu. Wszyscy się spotkamy u „końca” wszystkich czasów. Na bezgranicznej, niepowtarzalnej i nieprzemijalnej, nie­śmier­telnie żywej łące życia.
     Dokładnie tu, dokładnie teraz.

(tamże)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz