Wczoraj ruszył przedostatni etap akcji wynosimy choinkę. Dziś jest 942. dzień, gdy „choinka” została wniesiona i zainstalowana w ulu. Przez wszystkie te dni zdążyła otorbić się masą przydasiów i niezbędników, które musiałam mieć pod ręką.
Wczoraj rzeczy zaczęły wracać na swoje, zapomniane już prawie, miejsca. Wynosząc do biblioteki stosik książek, wpadła mi w ręce ta historia. Przypomniało mi się, jak mnie rozczarowała, gdy pojawiła się w choinkowym świecie. I co z tym fantem zrobić? Odstawić na półkę z książkami Autora? A może dać jej szansę? Dałam. Nie pożałowałam.
Dlaczego mnie kiedyś — przy pierwszym czy drugim czytaniu — rozczarowała, podejrzenia, ale pewności nie. To piękna historia nie tylko o odnalezieniu siebie i swojej drogi, ale przede wszystkim o zmianie perpektywy; o zmianie sposobu patrzenia na świat, na to, co nas otacza, na to, co nam się przydarza.
Nella penombra di una soffitta polverosa tappezzata di ragnatele, viveva una coppia di topi e il loro unico figlio Matteo.
In un angolo, fra mucchi di vecchi giornali, pile di libri sfasciati, una lampada rotta e quella che una volta era stata una bambola, c’era il giaciglio di Matteo.
W półmroku zakurzonego poddasza, wyłożonego pajęczynami, mieszkała para myszy wraz ze swoim jedynym synem, Matteo.
W kącie, pomiędzy stosami starych gazet, stertami zniszczonych książek, zepsutą lampą i tym, co niegdyś było lalką, znajdowało się posłanie Matteo.

🖇
I topi erano poverissimi e il piccolo Matteo era la loro unica speranza. Andava bene a scuola e chissà...
forse, un giorno, sarebbe diventato un medico famoso e tutta la famiglia avrebbe potuto mangiare del vero parmigiano a colazione, pranzo e cena. Ma quando si chiedeva a Matteo cosa avrebbe voluto fare da grande, lui rispondeva: «Non so, voglio vedere il mondo».
Myszy były biedniusieńkie i mały Matteo był ich jedyną nadzieją. Dobrze radził sobie w szkole i kto wie… może pewnego dnia zostanie sławnym lekarzem i cała rodzina będzie mogła jeść prawdziwy parmezan na śniadanie, obiad i kolację.
Ale kiedy pytano Matteo, kim chciałby zostać, gdy dorośnie, on odpowiadał:
– Nie wiem, chcę zobaczyć świat.

🖇
Un bel giorno la maestra condusse
Matteo e i suoi compagni al Museo d’Arte.
Era la prima volta.
Pewnego pięknego dnia nauczycielka zaprowadziła Matteo i jego kolegów do Muzeum Sztuki. To był pierwszy raz.

🖇
I topini erano muti di stupore alla vista di tante meraviglie.
[…] i sassi e rami che si inchinavano al vento, case e montagne, cavalli e persino dei leoni. «Qui c’è il mondo intero»
pensò Matteo.
Myszki oniemiały z zachwytu na widok tych wszystkich cudów. […] kamienie i gałęzie kłaniające się wiatrowi, domy i góry, konie, a nawet lwy.
– Tu jest cały świat – pomyślał Matteo.

🖇
Il topino vagò di sala in sala. Era tanto assorto nella contemplazione di tutti quei capolavori che neppure si accorse di essere rimasto solo.
Non che li capisse tutti. Ve n’era uno che a prima vista sembrava la crosta bruciacchiata di una torta, ma poi, a guardarlo bene, appariva un topo con tanto di giacca e pantaloni.
Myszek błąkał się od sali do sali. Był tak pochłonięty kontemplacją tych wszystkich arcydzieł, że nawet nie zauważył, kiedy został sam.
Nie żeby rozumiał je wszystkie. Był tam jeden, który na pierwszy rzut oka przypominał przypieczoną skórkę od ciasta, ale potem, gdy przyjrzeć mu się uważniej, ukazywał mysz w marynarce i spodniach.

«Non sono meravigliosi questi quadri?»
– Czy te obrazy nie są zachwycające?
🖇
Quella notte Matteo fece uno sogno strano […].
Mai in vita sua Matteo era stato così felice.
Tej nocy Matteo miał dziwny sen […].
Nigdy w życiu Matteo nie był tak szczęśliwy.
🖇
Matteo si svegliò di soprassalto. Era nella soffitta […].
Il suo giaciglio gli apparve in tutto il suo squallore.
I suoi occhi si riempirono di lacrime.
«Come è brutto il mondo!» pensò.
Matteo obudził się gwałtownie. Był na poddaszu […].
Jego posłanie wydało mu się przeraźliwie nędzne.
Oczy napełniły mu się łzami.
– Jaki ten świat jest brzydki! – pomyślał.
🖇
Ma ecco che, come per magia, tutto cominciò a cambiare: le forme si abbracciarono teneramente, i colori emersero dal disordine e acquistarono una vividezza nuova.
Perfino i giornali accartocciati sembravano soffici e morbidi e Matteo parve udire le note di una melodia famigliare che giungevano da lontano.
Ale nagle, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, wszystko zaczęło się zmieniać: kształty czule się splotły, kolory wyłoniły się z nieładu i nabrały nowej wyrazistości.
Nawet pogniecione gazety zdawały się puszyste i miękkie, a Matteo odniósł wrażenie, że słyszy płynące z oddali dźwięki znajomej melodii.

🖇
«Mamma, papà!» gridò, sopraffatto dall'emozione. «Lo so, ora lo so! Farò il pittore!»
– Mamo, tato! – wykrzyknął, przepełniony emocjami. – Wiem, teraz już wiem! Zostanę malarzem!
🖇
Matteo divenne pittore. Lavorava e lavorava. Felice, riempiva grandi tele con i colori della sua gioia.
Matteo został malarzem. Pracował i pracował. Szczęśliwy, wypełniał wielkie płótna kolorami swojej radości.

🖇
[…] i topi venivano da tutto il mondo per vedere e comprare i suoi quadri. «Meno male che non è diventato medico»
disse papà topo fra un boccone di parmigiano e l’altro.
[…] myszy przyjeżdżały z całego świata, żeby oglądać i kupować jego obrazy.
– Całe szczęście, że nie został lekarzem – powiedział tata mysz, przeżuwając kolejny kęs parmezanu.

Ora il quadro più grande di Matteo
[…].
Quando qualcuno gli chiede il titolo del quadro, Matteo sorride e, come se ci pensasse solo allora, risponde:
«Il titolo? Il sogno di Matteo».
Teraz największy obraz Matteo […].
Kiedy ktoś pyta go o jego tytuł, Matteo uśmiecha się i – jak gdyby dopiero co go wymyślił – odpowiada:
– Tytuł? Sen Matteo.
Leo Lionni, Un sogno di Matteo,
Bababum di Babalibri, Milano 2021.
(wyróżnienie własne)

*

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz