niedziela, lutego 01, 2026

5999. Z oazy (CDXVII)

Od kilku miesięcy wiedziałam, że się ukaże. Nabyłam ją dwa tygodnie z małym ha­kiem temu. Przetupywałam do środy, czyli do dnia publikacji wersji elektronicznej, gdy z samego rana wylądowała na moim czytniku. Rzuciłam wszystkie czytane prze­ze mnie literki. Nie śpieszyłam się wcale, ale już w czwartek koło południa było po książce. Fusy wrażeń potrzebowały czasu do dziś, by opaść, by uruchomił się po­zba­wio­ny jakichkolwiek wątpliwości czujnik fragmentów, które muszę tu mieć zawsze pod ręką.

Zazdroszczę każdej osobie, która ma tę książkę jeszcze przed sobą. Zazdroszczę ka­żdemu człowiekowi, który o książkach Wichy dopiero co usłyszał. Czeka ich piękno i mądrość.

Ważne było nie tylko każde zdanie czy słowo — liczyła się rów­nież każda kropka, kreska, interlinia, spacja:

Dzień dobry.
Zauważyłem, że na początku źle podzieliłem akapity.
Przepraszam, wysyłam poprawioną wersję (różni się tylko en­terami).
Pozdrawiam,
MW

Nie lubił też zmiany tytułów. I z tym był duży problem. Bo w pa­pie­rowym wydaniu gazety tytuły, które autor przysyłał, spraw­dza­ły się idealnie. Ale w internecie miały mieć po 100 znaków […], musieliśmy je więc zmieniać. Co nie spotykało się ze zro­zu­mie­niem autora:

Pani Katarzyno. Widzę, że w internecie tekst zaczyna się od tytułu, którego mi wstyd.

W końcu udało się to przewalczyć — od pewnego momentu ty­tuły w internetowych wersjach felietonów były już identyczne z ty­mi z papieru.

Katarzyna Pawłowska-Salińska

Niby nic trudnego, prosta rzecz — chcesz narysować, to narysuj. Ale narysować bez piłowania, bez nadmiernego szczególarstwa jest trudniej.

No i na koniec: nie jest łatwo wymyślić dobry tytuł. Ale tytuł Proste rzeczy jest chyba bardzo właściwy. […]  Chociaż Marcin zawsze powtarzał, przy każdym, nawet najprostszym zadaniu projektowym, że nic nie jest proste.
     Istotnie, nie jest.

Tomek Frycz

Myślał o wydaniu tych felietonów. Każdy z nich jest dla mnie jak spotkanie po latach z najlepszym przyjacielem […]. Niech się je Wam dzisiaj dobrze czyta. Słyszymy się w tych samych miejscach.

  Marta Tymowska-Wicha

🖇 🖇

Szkoły z lat 30. nie demonstrowały potęgi ani bogactwa. Za to mówiły coś fajnego o mieście, w którym powstały. Mówiły: staramy się rozwiązywać problemy — i na tym polega nasza nowoczesność.

🖇

     — Książki w szkole czyta się po coś — powiedziała z naciskiem. — Na przy­kład po to, żeby nauczyć dzieci opisu lub charakterystyki postaci. Żeby pokazać ewolucję bohatera. We współczesnych książkach trudno to znaleźć.
     — Dlaczego? — spytałem.
     — Prawo serii. Wydawcy nie wystarcza jeden strzał. Chce sprzedać cały cykl, najlepiej osiem czy dziesięć książek. Bohaterowie nie mogą się zmie­niać ani dojrzewać. Jeżeli ulegają jakiejś przemianie, to rozłożonej na dzie­sięć tomów. Poza tym musi być szybka akcja, więc nie ma miejsca na opisy.
     […]
     — Może napisze pan kryminał? Kryminały się jeszcze sprzedają. — Usły­sza­łem przy okazji targów książki. — Za to wampiry — (tu głos za­mie­nił się w szept) — wampiry powoli się kończą.
     — To okropne — skłamałem.

🖇

Zwycięstwo Trumpa nie jest triumfem brzydkich i wykluczonych. To triumf ostentacji. Koniec udawania, że liczy się co­kol­wiek poza siłą i bogactwem.
[2017]

🖇

🖇

To jedna z zasad projektowania graficznego i w ogóle życia: rzeczy bez­sen­sow­ne budzą respekt. To nie może być aż tak głupie — myślimy — coś się musi za tym kryć. […]
     Patriotyczną grafikę poznajemy po kolorach. Dominują biel i czerwień z do­mieszką barw klubowych. Liternictwo musi być groźne i nieczytelne. Z ja­kichś powodów germański gotyk jest ulubionym krojem pa­triotów. Zapewne mamy do czynienia z typograficzną odmianą syn­dro­mu sztok­holm­skiego.

🖇

Słusznie czy nie, uznajemy pojawienie się maszyny parowej, samolotu lub komputera za nieuchronne.
     Z historią bywa inaczej. Przez brak gwoździa upadają królestwa. Po­śpiech i mgła zmieniają dzieje państw. Dopiero później — kiedy mleko jest już rozlane — historycy próbują przedstawić ciąg przypadków jako lo­gicz­ny i nieuchronny proces.

🖇

Wkrótce trudności pokonano. Jak powiedział bohater pewnego filmu, porażki to tylko przystanki na drodze do ostatecznej klęski.

🖇

🖇

Przed laty wybitny plakacista opowiadał, że chętnie ogląda głupawe te­le­tur­nieje. Sprawdza, co ludzie jeszcze wiedzą i pamiętają. Które sko­ja­rze­nia, od­wo­ła­nia i cytaty mogą zadziałać. W ten sposób poznawał granice tego kurczącego się skrawka — wspólnego języka — którego mógł użyć w swoich pracach.

🖇

Nie czas żałować róż, gdy płoną lasy. Ani żałować lasów, gdy płoną wsie. Ani wsi – i tak dalej. Ciekawe, że najczęściej pouczają nas o tym piromani.
     […]  W szkołach Skandynawii poświęca się sztuce cztery razy wię­cej cza­su. W Lichtensteinie dziewięć razy więcej. […]
     255 godzin, kilka kompletów farb plakatowych, kredki Bambino, trochę krepiny. […]  Jakoś w trakcie cieniowania — zgrzyt, zgrzyt, twardy ołówek jeździ tam i z powrotem po papierze — dziecko dochodzi do wniosku, że wca­le nie lubi rysować. Że nie ma talentu. To jakby ktoś przekonał ptaka, że nie ma talentu do latania. Trudne zadanie, ale szkoła daje radę.
     […] 
     Dobrze prowadzone lekcje plastyki to szansa na odkrycie, że w sztu­ce nie ma jednej prawidłowej odpowiedzi (czyli zupełnie inaczej niż w testach kom­petencyjnych). Że ludzie widzą świat na różne sposoby. Że lu­dzie — sensacja! — są różni i mimo wszystko mogą coś robić razem.
     Należałoby tutaj przytoczyć solidne i rzeczowe argumenty. Napisać, że kreatywność jest podstawą nowej gospodarki i sprężyną start-upów. Zapewnić, że chlapiąc farbą, dzieci zdobywają cenne kompetencje, które później spieniężą na rynku pracy. Że dzięki plastelinie dogonimy Lich­ten­stein. Ale przecież nie po to wstaliśmy z kolan, żeby gonić jakieś Lich­ten­steiny.

🖇

🖇

W starym podręczniku policyjnym można przeczytać: „[…]  Dowody nie za­po­minają̨. Nie mylą̨ się̨ pod wpływem emocji. Są na miejscu, nawet kiedy brak naocznych świadków”.
     W przestrzeni publicznej jest tak samo. Tutaj też otaczają nas dowody rzeczowe. Każdy budynek, wiata, płot czy billboard gotowy jest świadczyć przeciw swoim twórcom. Opowiedzieć o prawach rynku, o meandrach ustawodawstwa, o spekulacji gruntami, nierównościach społecznych. Prze[d]stawić obraz społeczeństwa i raport o stanie państwa.

🖇

Śmiecenie i zdobienie — dwie siły, które kształtują krajobraz. Śmiecimy przez zaniedbanie. Śmiecimy przez obojętność, lenistwo, skąpstwo i upo­do­ba­nie do najprostszych rozwiązań (gruz na łąkę, ściek do rzeki).
     Za to potrzeba zdobienia jest rozrzutna i skora do działania. To ona ata­ku­je każdą wolną ścianę, jeśli nie muralem, to przynajmniej kompozycją ko­lo­ro­wych rombów. […] 
     Porzucone dekoracje łączą oba nurty. Wczorajsze ozdoby zamieniają się w dzisiejsze śmieci.

🖇

Resztę tej historii mniej więcej znamy. Prywatną własność ogłoszono gwa­ran­cją wolności. Hasło „Rodzina na swoim”, poczęte na użytek kam­panii zapomnianego prawicowego polityka, zawędrowało do reklamy kre­dy­tów hi­po­tecz­nych. […]  banki liczyły zyski i straty. Ale raczej zyski.
     Po latach zostaliśmy ze zdemolowanym krajobrazem, zadłużeniem, przedostatnią w Europie liczbą izb mieszkalnych na głowę mieszkańca (dzięki ci, Panie, za Rumunię).
     […] 
     Architektura lat 90. nie miała swojego van Gogha, ale też nie o archi­tek­tu­rę tutaj chodzi. Bardziej o tablicę z napisem „Późny kapitalizm, gust kre­dy­to­biorcy”.
     Fajnie być dziełem sztuki. Mniej przyjemnie robić za eksponat w muzeum etnograficznym. Przykro odkryć, że nasze poglądy mają termin przy­dat­no­ści. Że to, co uważaliśmy za normę, wcale nie musi być normalne. Usłyszeć, że nasze opinie i aspiracje zostały zdeterminowane przez przy­na­leż­ność do grupy, klasy lub pokolenia. Że ktoś nam poukładał w gło­wach. Czujemy się tym upokorzeni.
[2016]

🖇

🖇

Ktoś powie, że proponowana lista nie jest jakoś szczególnie gorsza od po­przed­niej. Problem w tym, że nie jest lepsza. Lista lektur to tylko narzędzie. Prawdziwym celem jest czytanie. Dokładniej — wykształcenie nawyku czy­tania i rozmawiania o książkach. Właśnie do tego potrzebujemy mądrej szkoły. Mądrej, odważnej i pomysłowej. Ostatnio dziarsko maszerujemy w przeciwnym kierunku.
[2016]

🖇

Szkoła służy do oswajania niesprawiedliwości.

🖇

Zmiany są potrzebne. Ale w piekle powinno się znaleźć miejsce dla tych, którzy marnują cudzy wysiłek.
     Od ośmiu lat patrzę, jak szkoła uczy, że nie warto jej traktować po­ważnie.
     Lekcja pierwsza. Reguły są dla słabych. Silny robi, co chce, i w ten spo­sób demonstruje swoją władzę. To jak z kodeksem drogowym. Słaby czeka na zielone, a potem z modlitwą na ustach brnie przez pasy. Silny dociska gaz.
     Lekcja druga. Jeśli nie zostaniemy rozjechani, wszystko inne można negocjować.

🖇

🖇

Chwilami się zastanawiam, czy z tego koszmaru można się wykupić. […] 
     Zapewne znajdzie się jakiś wentyl, odkryjemy tylne wyjście. Wady systemu zostaną zrównoważone przez jego nieszczelność i będzie jak zawsze.
     Tylko że to jest potwornie smutne.

🖇

Złej władzy i złemu designowi możemy postawić te same zarzuty. Złe pro­jektowanie jest nieuczciwe lub głupie. Marnuje cudzy wysiłek i trwoni za­so­by na­tu­ral­ne. Nie dba o wspólne dobro. Nie dba o słabszych. Woli od­wo­ły­wać się do emocji, niż szukać sensownych rozwiązań.
     A dobre projektowanie? Państwo będą się śmiać: dobre projektowanie jest mądre i demokratyczne.
[2017]

🖇

Nawet zdawkowa krytyka powszechnych zachowań może zostać uznana za obrazę narodu. Jak to, Polacy śmiecą? Polacy hałasują?!
     Autorzy nagłówków mają świadomość zagrożenia. Dlatego artykuł o ru­chu drogowym nosi tytuł: „Polacy za kierownicą. Co z umie­jęt­no­ścia­mi?”. Doceńmy ten znak zapytania. Nie można przecież napisać „Polacy źle pro­wa­dzą”. Byłoby to krzywdzące uogólnienie. Źle jeż­dżą jednostki, naj­czę­ściej w niemieckich samochodach. Polacy są zna­ko­mi­tymi kierowcami.

🖇

Gorzej, że granica między reklamą a informacją została zatarta. Do­mnie­ma­nie prawdziwości uchylono. Fotografia stała się tylko włącz­ni­kiem emo­cji. Wykrzyknikiem. Umownym znakiem wziętym z biblioteki mo­ty­wów. Sposobem na zwrócenie uwagi i przypieczętowanie tezy.
     […]  Nie jest łatwo o autorytet w czasach wizualnego cynizmu.

🖇

Książka zamknięta występuje jako podest, stopień, drabinka. Schodki uło­żone z tomów. Góra, pochylnia, ścianka — po której można się wspiąć, wdra­pać, dostać wyżej, sforsować mur. Książka pozwala osiągnąć więcej. Jest przedstawiana jako narzędzie samorozwoju.
     Każdy, komu skończyło się miejsce na półkach, wie, jak chwiejne bywają stosy. Włażenie na taką konstrukcję obarczone jest sporym ryzykiem.
     Drugi motyw ikonograficzny wydaje się ciekawszy. Otwarta książka za­mienia się w uchylone drzwi. Spomiędzy stron bije smuga światła. Otwar­ty umysł. Otwór w murze. Brama do rajskiego ogrodu myśli. A w środku znów: książki motyle, książki kwiaty, dzieci kwiaty (i rosnące wskaźniki czytelnictwa).
     […] 
     Żaden Instagram tego nie zmieni. Prawdziwe książki to kurz, kło­pot i niewygoda.


Giuseppe Arcimboldo,
Bibliotekarz, 1562.

🖇

Forma książki paginowanej jest arcydziełem designu. Przedmiotem doskonałym, jak łyżka lub koło.

🖇

[…]  kreatywność jest rzeczą fajną. Prowadzi do oryginalnych dzieł, po­my­sło­wych rozwiązań. Jednak czasami trzeba po prostu iść do skle­pu po ko­lanko.

🖇

Jako dzieci z natury jesteśmy artystami. Później wybijają z nas tę skłonność w szkole i trzeba płacić tysiące funtów, żeby ją odzyskać w uczelni arty­stycz­nej. Trzymaj się naturalnych upodobań, a zaoszczędzisz czas i pie­nią­dze” – takie motto można przeczytać w galerii Tate.
     Dobrze powiedziane, ale to nieprawda. Nie wszystkie dzieci są arty­sta­mi. Szczerze mówiąc, większość uwielbia kicz, tandetę i przemoc (schle­bia­nie dziecięcym gustom wykoleiło przemysł zabawkarski). Dzieci mają tylko jedną przewagę nad dorosłymi: bywają zainteresowane. Gotowe podjąć wysiłek, poznać, spróbować, nauczyć się czegoś nowego.

🖇

Nie wiem, jak produkcja, ale marketing produktów mącznych okazał się ostoją tradycji i twierdzą tożsamości. Szczególnie widać to w nazewnictwie.
     […]  Jest chleb biesiadny i weselny, słowiański, staropolski, wiejski, chłop­ski, chleb gospodarza. Jest szlachecki z ziarnami, jest dworski, ry­cer­ski, sarmacki, kresowy. Jest chleb hetman, zaścianek na zakwasie oraz magnat krojony (Jakub Szela poleca). Można znaleźć orki­szo­we­go do­bro­dzie­ja, pszenno-żytniego mnicha, chleb plebański, jak również kilka odmian militarnych: oficerski, koszarowy i poligonowy.
     Nazwy są swojskie jak narodowe czytanie listy lektur.

🖇

[…]  luksus to sen. Chwila drzemki raz na kilka pokoleń.

🖇

[…]  uchodźca ze smartfonem. Ten widok utwierdza w niechęci. Budzi po­dej­rze­nia. Uchodźca ze smartfonem, państwo widzieli? Ze smartfonem! Od razu widać, że facetowi dobrze się powodzi. Wyruszył w drogę wy­łącz­nie po to, żeby zabierać nam pracę, korzystać z socjalu i zamieniać ko­ścio­ły w toalety.
     A może wrogość podszyta jest niepokojem? Może człowiek z telefonem wygląda zbyt zwyczajnie? Może w skrytości ducha chcemy wierzyć, że pew­ne rzeczy nie przydarzają się właścicielom smartfonów?
     Dotykają nas choroby i nieszczęścia, ale to nie my przeprawiamy się w ma­łych łodziach przez morze. Nie tłoczymy się w obozach dla uchodźców. Nie szturmujemy granicznych płotów. Rekwizyty codzienności wrzucone w taki sztafaż wyglądają nieprzyjemnie. Sugerują, że i nas może spotkać to samo.

🖇

Ojciec nauczył mnie zasad perspektywy zbieżnej. […]
     Mówił, że przy rysowaniu nie należy ścierać, tylko poprawiać. Można skreślić i zacząć od początku, byle nie używać gumki. Tej lekcji nie da się przekazać następnym pokoleniom, ponieważ na wzmiankę o używaniu gumki współczesne dzieci duszą się ze śmiechu.
     Uczył, że trzeba stawiać pewne kreski (żeby nie wyglądały jak sianko). Że nie należy stawiać zbyt mocnych kresek, bo wyglądają jak drut.
     […]
     Twierdził też, że ludziom należy ufać („bo cała stra­te­gia tych skur­wy­sy­nów polega na tym, żeby ludzie sobie nie ufali”).
     I że brzydkich słów lepiej nie nadużywać.
     […]
     Poza tym był zdania, że zmywanie może zaczekać, jeżeli talerze usta­wi się w pryzmę. Że sprzątanie to nuda, ale rzeczy powinny leżeć rów­no. Że sy­met­ria jest ważniejsza niż czystość.
     Nie nauczył mnie wielu rzeczy, które sam potrafił. Nie nauczył prowadzić samochodu, gwizdać na palcach, pływać motylkiem. Może w ten sposób usza­no­wał moją odrębność. A może uznał, że nie warto tracić czasu na przed­się­wzię­cia, które nie dają szansy powodzenia.

🖇

Stawił się na ósmą.
     — Pan jest architektem — wychowawczyni zamachała dziennikiem — a my potrzebujemy rady w sprawie zakończenia roku. Bo, wie pan, nor­mal­nie dawaliśmy stojak na flagi po lewej, poczet sztandarowy po prawej, a w środku godło.
     — Stojak po lewej? — powtórzył ojciec.
     — A poczet z prawej — westchnęła nauczycielka. — Ale w tym roku chcie­li­śmy jakoś ciekawiej. […]
     Ojciec wysłuchał, obszedł salę. Potem wyjął miarkę i zmierzył drabinki.
     — Myślę — powiedział w końcu — że flagi powinny być po lewej, a poczet po prawej.
     — A godło?
     — Godło na środku.
     W ten sposób otrzymałem lekcję, z której do dziś korzystam: projektant powinien przede wszystkim słuchać. Większość odpowiedzi zawiera się w pytaniu.
     Nauczycielka też była zachwycona.

Marcin Wicha, Proste rzeczy,
Wydawnictwo Agora, Warszawa 2026.
(wyróżnienie własne)

Kiedy w dzieciństwie wyobrażałem sobie przyszłość, zamieszkiwały ją kanciaste roboty obdarzone me­ta­licz­nym głosem. Światem miała rządzić logika i zim­na kal­kulacja.
     Tymczasem rozwój technologii ściągnął nam na gło­wy lawinę emocji. Może to kwestia ilości informacji, któ­re musimy przetworzyć? Nerwy są szybsze od ro­zu­mu. Może już tylko emocje potrafią wytrzymać tempo narzucane nam przez świat.

🖇

Wykrzyknik – skromny przodek emoji – przez lata miał kiepską opinię. Był piętnowany jako oznaka złego stylu. […] 
     Anglosaska powściągliwość sprawiła, że oryginalna klawiatura QWERTY w ogóle nie miała klawisza „!”.
     Historyk interpunkcji Keith Houston pisze, że jeszcze w latach 70. zeszłego wieku amerykańskie maszyny oby­wa­ły się bez tego znaku. Jeśli ktoś koniecznie chciał ude­rzyć pięścią w stół, musiał najpierw wbić kropkę, cof­nąć i w tym samym miejscu trzasnąć apostrof. Albo kupić ma­szy­nę Olivetti. Włoski sprzęt był bardziej emo­cjo­nalny.

🖇

Brak nadziei jest kwestią projektową, bo w swoich naj­lepszych momentach design chce poprawiać świat. Po­pra­wiać po trochu, po kawałku. Zaczynając od dro­bia­zgów. Bez nadęcia. Bez uproszczeń, wielkich haseł, szukania wroga, niszczenia wszystkiego i budowania od zera.
     Design to szacunek dla naszego czasu, wysiłku i bez­pie­czeństwa. Wiem, że często bywa inaczej. Ale i tak uważam, że design to rozsądek. Rozum za­przęg­nię­ty do codziennych zajęć. Strasznie brakuje de­signu w na­szym życiu.

🖇

Troska o szczegół zawsze robi na mnie wrażenie. Czasem myślę, że w architekturze właśnie to jest najlepsze: dro­bia­zgi, bez których można się obyć. Ceglane układanki odpowiadały na jakąś pierwotną potrzebę, chyba tę sa­mą, która sprawia, że garncarz ozdabia miskę, a ko­czo­wnik — jurtę. Skąd to się w człowieku bierze?

🖇

[…]  przyszłość zawsze się różni
od naszych wyobrażeń.

🖇

(tamże)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz