Lata świetlne temu pożyczyła mi tę książkę. Mogę w końcu ją Jej oddać. Przeczytałam szybko i sprawnie, bo okazało się, że mogę ją przeczytać w wersji elektronicznej.
Gdybym czytała ją w roku, w którym się ukazała, byłaby dla mnie książką o czasach dawno minionych. Czytałam ją jednak teraz, gdy za miedzą wojna, której końca nie widać; gdy nienawiść podchodzi niebezpiecznie pod korek w zbyt wielu krajach. Ciarki momentami przechodziły po plecach.
Po tamtych dwóch książkach (pierwsza, druga) nie dziwiło mnie już wcale, że musiało minąć tak wiele dziesięcioleci, nim ta historia mogła ujrzeć światło dzienne, a potem jeszcze dwadzieśca sześć lat (sic!), by mogła ukazać się po polsku.
Czy jesteś w stanie wyobrazić sobie, że boisz się całe życie? Spróbuj, choć jest to zupełnie niewyobrażalne.
Dziś w Polsce i wielu miejscach na świecie na różne okrutne sposoby nadal odmawia się ludziom prawa do miłości.
[…]
Nie doszłoby do polskiego wydania tej książki, gdyby nie determinacja i dobra wola osób, dla których było oczywiste, że historia Stefana K. musi w końcu zostać opowiedziana w Polsce.
•
[polska premiera, 2017] ma miejsce dwadzieścia sześć lat po ukazaniu się oryginału.
Aleksandra Małecka,
Kraków, 2017.
Właśnie tak było. Właśnie to przeżyłem. To nie powinno się już nigdy wydarzyć. Nikomu.
Latem 1947 roku wróciłem do Polski.
Mimo że moje uczucia do Williego się nie zmieniły, stało się dla mnie jasne, że wyzwolenie spod nazistowskiego panowania jeszcze długo nie będzie iść w parze z wyzwoleniem homoseksualnych mężczyzn i kobiet.
•
Do dziś jestem wdzięczny Williemu, że moich uczuć miłosnych od początku mogłem doświadczać jako czegoś pięknego. Stało się dla mnie ważne, by ludzie we wszystkich krajach świata w końcu pojęli, że karać za miłość i tolerować przemoc to zawsze przestępstwo. Tylko gdy jest na odwrót, ma to przecież jakiś sens.
Stefan K.,
Warszawa, 1990.
Strach, że jego homoseksualność wyjdzie w Polsce na jaw, nie opuszczał go do końca życia. Niejednokrotnie pytał mnie: „Czy mogę na tobie polegać?”. Mógł.
•
Pod koniec stycznia 1996 roku odwiedził mnie w Amsterdamie i wygłosił odczyt, który zgromadził pełną salę i zakończył się owacjami na stojąco. Następnego dnia otrzymałem od niego dokument […]. Ostatnie słowa brzmiały: „Kiedy umrę, musisz opowiedzieć całemu światu, co działo się wówczas ze mną i z wieloma innymi homoseksualnymi mężczyznami i kobietami — i co w wielu krajach dzieje się nadal”.
„Również w Polsce?” — zapytałem.
„Również w Polsce” — odpowiedział bez wahania. Należał do tych, którzy żywili nadzieję, że w jego kraju nastąpi otwarcie na Europę, dzięki czemu poprawi się los osób nieheteronormatywnych. Na szczęście nie zdążył przekonać się, że w przyszłości w Polsce rządzący dalej będą zaniedbywać prawa mniejszości lub, co gorsza, rozgrywać je dla politycznych korzyści.
Lutz van Dijk,
Kapsztad, 2017.

Teofil Kosiński (1925–2003) i Lutz van Dijk, 1996.
🖇 🖇
Polski już nie ma! Polski już nie ma! Moja pamięć ściśle wiąże to zdanie z owym dniem pod koniec lata 1939 roku, kiedy dowiedziałem się, że już nigdy nie będę mógł pójść do szkoły.
🖇
– Co masz na myśli, mówiąc „w tych czasach”? – zapytałem go jeszcze po cichu.
– Na świecie jest dużo nienawiści i wzajemnych gróźb. […] Mam tylko nadzieję, że politycy znowu się trochę opamiętają i nie przejdą od słów do czynów.
🖇
[…]
to wyłącznie na czas wojny. Jak tylko się skończy, wszyscy robotnicy przymusowi będą mogli wrócić do domu.
Wówczas jednak nie wiedzieliśmy, że do końca wojny jeszcze bardzo daleko i że do domu wróci ledwie co drugi.
🖇
Gdy wpatrywałem się w ciemność, niespodziewanie poczułem w piersi przeszywający smutek. […] Czułem, jak po policzkach spływają mi łzy. Nikt niczego nie zauważył.
🖇
Musimy wierzyć, że nadejdą dla nas lepsze czasy.
🖇
To dorośli zawracają jeden drugiemu w głowie i nazywają to miłością. Dotychczas czułem się na coś takiego po prostu niegotowy…
🖇
To, co dotąd było obce i niezrozumiałe, w jednej chwili stało się jasne — rozwijałem się całkiem normalnie. Żarty innych chłopaków i ten głupi cyrk między dorosłymi kobietami a mężczyznami — wszystko to po prostu nie było dla mnie. To nie pasowało — nie mnie.
🖇
Latem 1941 roku spadły na nas zrazu nowe wydarzenia. Mniej więcej od początku czerwca obserwowaliśmy wzmożone ruchy niemieckiej armii. Oficjalnie były to ćwiczenia wojskowe, a kierunku tych przemieszczeń nie dało się jednoznacznie ustalić.
🖇
Podczas gdy niektórzy z chłopaków umawiali się, żeby pograć wieczorem w karty albo w jeszcze inny sposób spędzić razem czas, ja biegłem od razu do domu, przebierałem się i pędziłem dalej do teatru. Tam w końcu zanurzałem się w inny, niewiarygodny, ale dla mnie jednak jedyny prawdziwy świat.
🖇
Ach, gdybyśmy mogli przez cały wieczór po prostu milczeć. Patrzyłem na niego i naprawdę nie potrzebowałem niczego więcej.
🖇
Miałem przed oczami tylko jego, tego czułego, pięknego mężczyznę – bez munduru, bez wojny i bez całej światowej historii w tle. Tylko jego.
[…] Teraz, gdy już siebie odnaleźliśmy, najgorsze minęło. Na świecie był człowiek, który czuł tak jak ja. Zasypiałem z myślą, że już dawno nie byłem taki szczęśliwy…
🖇
Jeszcze nigdy nie widziałem mężczyzn idących ulicą za rękę. Wydawało mi się to komiczne, ale jednocześnie pomyślałem sobie: jakie to głupie, że rzeczywiście nie można nigdzie napotkać mężczyzn, którzy czule się ze sobą obchodzą. Widać za to, jak chleją, biją się i nawet wspólnie onanizują, ale w gruncie rzeczy nie ma to nic wspólnego z czułością. Wręcz przeciwnie…
🖇
— […] Chcę żyć z tobą! — A po chwili: — Fatalna historia, co?
— Nie! — sprzeciwiłem się radośnie. — Cholernie mocna!
Willi naśladował mój polski akcent:
— Masz rację, mocna dla nas obu. Ale cholerna też!
🖇
Jak bardzo chciałem opowiedzieć komuś o moim ogromnym szczęściu. Kochałem i byłem kochany.
🖇
Zdziałać mogłem niewiele. Ale chciałem spróbować wszystkiego.
🖇
Zdawało się, że czerpią z tego przyjemność. […]
Aż do tej chwili mego życia nie wiedziałem, jak wiele bólu naprawdę jest w stanie znieść człowiek, zanim przestanie być człowiekiem, zanim z bólu straci poczucie przestrzeni i czasu, a w końcu także świadomość.
🖇
Byłem przerażony. Przez co ten mężczyzna musiał już przejść? Co jeszcze miało mnie spotkać?
— […] Ty musisz to wszystko tutaj przetrwać, dobrze? Wiem, że ja już długo nie wytrzymam, ale ty musisz, obiecasz mi to? Muszą przetrwać ludzie, którzy kiedyś opowiedzą, co się tutaj działo…
🖇
Jaap kiedyś powiedział, że nie czuje do mężczyzn tego, co ja. Ale lepiej mu się zasypia, kiedy leżę obok. Był wspaniale prostolinijny. Jeszcze nigdy niczego takiego nie doświadczyłem. A już w ogóle nie u chłopaka, który marzył o dziewczynach…
Lutz van Dijk, Cholernie mocna miłość. Prawdziwa historia
Stefena K. i Williego G.,
przeł. Filip Fierek, Agata Chmielecka,
Wydawnictwo Ha!art, Kraków 2017.
(wyróżnienie własne)

— Za dobry rok z tobą!
🖇
— Ach, gdyby tylko wojna dobiegła końca – skwitowałem naszą pierwszą, nie tak znowu nieskomplikowaną wycieczkę w przyszłość.
🖇
Kolor skóry, nasze pochodzenie, język ojczysty, również orientacja seksualna… To wszystko składa się na nasze człowieczeństwo i nikt nie może być z tego powodu dyskryminowany.
(tamże)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz