środa, stycznia 28, 2026

5998. Z oazy (CDVI)

Lata świetlne te­mu pożyczyła mi tę książkę. Mogę w końcu ją Jej oddać. Prze­czy­ta­łam szybko i sprawnie, bo okazało się, że mogę ją przeczytać w wersji elektronicznej.

Gdybym czytała ją w roku, w którym się ukazała, byłaby dla mnie książką o czasach dawno minionych. Czytałam ją jednak teraz, gdy za miedzą wojna, której końca nie widać; gdy nienawiść podchodzi niebezpiecznie pod korek w zbyt wielu krajach. Ciar­ki momentami przechodziły po plecach.

Po tamtych dwóch książkach (pierwsza, druga) nie dziwiło mnie już wcale, że mu­sia­ło minąć tak wiele dziesięcioleci, nim ta historia mogła ujrzeć światło dzienne, a potem jeszcze dwadzieśca sześć lat (sic!), by mogła ukazać się po polsku.

Czy jesteś w stanie wyobrazić sobie, że boisz się całe życie? Spróbuj, choć jest to zupełnie niewyobrażalne.

Dziś w Polsce i wielu miejscach na świecie na różne okrutne spo­soby nadal odmawia się ludziom prawa do miłości. […]
     Nie doszłoby do polskiego wydania tej książki, gdyby nie de­ter­minacja i dobra wola osób, dla których było oczywiste, że hi­sto­ria Stefana K. musi w końcu zostać opowiedziana w Polsce.

[polska premiera, 2017] ma miejsce dwadzieścia sześć lat po ukazaniu się oryginału.

Aleksandra Małecka,
Kraków, 2017.

Właśnie tak było. Właśnie to przeżyłem. To nie powinno się już nigdy wy­darzyć. Nikomu.
     Latem 1947 roku wróciłem do Polski.
     Mimo że moje uczucia do Williego się nie zmieniły, stało się dla mnie ja­sne, że wyzwolenie spod nazistowskiego panowania jeszcze długo nie bę­dzie iść w parze z wyzwoleniem homoseksualnych mężczyzn i kobiet.

Do dziś jestem wdzięczny Williemu, że moich uczuć miłosnych od początku mogłem doświadczać jako czegoś pięknego. Stało się dla mnie ważne, by ludzie we wszystkich krajach świata w końcu pojęli, że karać za miłość i tolerować przemoc to zawsze przestępstwo. Tylko gdy jest na odwrót, ma to przecież jakiś sens.  

Stefan K.,
Warszawa, 1990.

Strach, że jego homoseksualność wyjdzie w Polsce na jaw, nie opuszczał go do końca życia. Niejednokrotnie pytał mnie: „Czy mogę na tobie polegać?”. Mógł.

Pod koniec stycznia 1996 roku odwiedził mnie w Amsterdamie i wygłosił odczyt, który zgromadził pełną salę i zakończył się owa­cjami na stojąco. Następnego dnia otrzymałem od niego do­kument […]. Ostatnie słowa brzmia­ły: „Kiedy umrę, musisz opo­wie­dzieć całemu światu, co działo się wówczas ze mną i z wie­lo­ma innymi homoseksualnymi mężczyznami i kobietami — i co w wielu krajach dzieje się nadal”.
     „Również w Polsce?” — zapytałem.
     „Również w Polsce” — odpowiedział bez wahania. Należał do tych, którzy żywili nadzieję, że w jego kraju nastąpi otwarcie na Europę, dzięki czemu poprawi się los osób nie­he­te­ro­nor­ma­tyw­nych. Na szczęście nie zdążył przekonać się, że w przy­szło­ści w Polsce rządzący dalej będą zaniedbywać pra­wa mniejszości lub, co gorsza, rozgrywać je dla po­li­tycz­nych korzyści.

Lutz van Dijk,
Kapsztad, 2017.


Teofil Kosiński (1925–2003) i Lutz van Dijk, 1996.

🖇 🖇

Polski już nie ma! Polski już nie ma! Moja pamięć ściśle wiąże to zdanie z owym dniem pod koniec lata 1939 roku, kiedy dowiedziałem się, że już nigdy nie będę mógł pójść do szkoły.

🖇

     – Co masz na myśli, mówiąc „w tych czasach”? – zapytałem go jeszcze po cichu.
     – Na świecie jest dużo nienawiści i wzajemnych gróźb. […]  Mam tylko nadzieję, że politycy znowu się trochę opamiętają i nie przejdą od słów do czynów.

🖇

[…]  to wyłącznie na czas wojny. Jak tylko się skończy, wszyscy robotnicy przymusowi będą mogli wrócić do domu.
     Wówczas jednak nie wiedzieliśmy, że do końca wojny jeszcze bardzo daleko i że do domu wróci ledwie co drugi.

🖇

Gdy wpatrywałem się w ciemność, niespodziewanie poczułem w piersi prze­szy­wa­jący smutek. […]  Czułem, jak po policzkach spływają mi łzy. Nikt ni­czego nie zauważył.

🖇

Musimy wierzyć, że nadejdą dla nas lepsze czasy.

🖇

To dorośli zawracają jeden drugiemu w głowie i nazywają to miłością. Do­tych­czas czułem się na coś takiego po prostu niegotowy…

🖇

To, co dotąd było obce i niezrozumiałe, w jednej chwili stało się jasne — ro­zwi­jałem się całkiem normalnie. Żarty innych chłopaków i ten głupi cyrk między dorosłymi kobietami a mężczyznami — wszystko to po prostu nie było dla mnie. To nie pasowało — nie mnie.

🖇

Latem 1941 roku spadły na nas zrazu nowe wydarzenia. Mniej więcej od po­cząt­ku czerwca obserwowaliśmy wzmożone ruchy niemieckiej armii. Oficjal­nie były to ćwiczenia wojskowe, a kierunku tych przemieszczeń nie dało się jednoznacznie ustalić.

🖇

Podczas gdy niektórzy z chłopaków umawiali się, żeby pograć wieczorem w karty albo w jeszcze inny sposób spędzić razem czas, ja biegłem od razu do domu, przebierałem się i pędziłem dalej do teatru. Tam w końcu zanu­rza­łem się w inny, niewiarygodny, ale dla mnie jednak jedyny prawdziwy świat.

🖇

Ach, gdybyśmy mogli przez cały wieczór po prostu milczeć. Patrzyłem na niego i naprawdę nie potrzebowałem niczego więcej.

🖇

Miałem przed oczami tylko jego, tego czułego, pięknego mężczyznę – bez mun­du­ru, bez wojny i bez całej światowej historii w tle. Tylko jego.
     […]  Teraz, gdy już siebie odnaleźliśmy, najgorsze minęło. Na świecie był człowiek, który czuł tak jak ja. Zasypiałem z myślą, że już dawno nie byłem taki szczęśliwy…

🖇

Jeszcze nigdy nie widziałem mężczyzn idących ulicą za rękę. Wydawało mi się to komiczne, ale jednocześnie pomyślałem sobie: jakie to głupie, że rze­czy­wiście nie można nigdzie napotkać mężczyzn, którzy czule się ze sobą obchodzą. Widać za to, jak chleją, biją się i nawet wspólnie onanizują, ale w gruncie rzeczy nie ma to nic wspólnego z czułością. Wręcz przeciwnie…

🖇

     — […]  Chcę żyć z tobą! — A po chwili: — Fatalna historia, co?
     — Nie! — sprzeciwiłem się radośnie. — Cholernie mocna!
     Willi naśladował mój polski akcent:
     — Masz rację, mocna dla nas obu. Ale cholerna też!

🖇

Jak bardzo chciałem opowiedzieć komuś o moim ogromnym szczęściu. Kochałem i byłem kochany.

🖇

Zdziałać mogłem niewiele. Ale chciałem spróbować wszystkiego.

🖇

Zdawało się, że czerpią z tego przyjemność. […]
     Aż do tej chwili mego życia nie wiedziałem, jak wiele bólu naprawdę jest w stanie znieść człowiek, zanim przestanie być człowiekiem, zanim z bólu straci poczucie przestrzeni i czasu, a w końcu także świadomość.

🖇

Byłem przerażony. Przez co ten mężczyzna musiał już przejść? Co jeszcze miało mnie spotkać?
     — […]  Ty musisz to wszystko tutaj przetrwać, dobrze? Wiem, że ja już długo nie wytrzymam, ale ty musisz, obiecasz mi to? Muszą przetrwać lu­dzie, którzy kiedyś opowiedzą, co się tutaj działo

🖇

Jaap kiedyś powiedział, że nie czuje do mężczyzn tego, co ja. Ale lepiej mu się zasypia, kiedy leżę obok. Był wspaniale prostolinijny. Jeszcze nigdy ni­cze­go takiego nie doświadczyłem. A już w ogóle nie u chłopaka, który ma­rzył o dziewczynach…

Lutz van Dijk, Cholernie mocna miłość. Prawdziwa historia
Stefena K. i Williego G.
, przeł. Filip Fierek, Agata Chmielecka,
Wydawnictwo Ha!art, Kraków 2017.
(wyróżnienie własne)

   — Za dobry rok z tobą!

🖇

     — Ach, gdyby tylko wojna dobiegła końca – skwi­to­wa­łem naszą pierwszą, nie tak znowu nieskom­pli­ko­wa­ną wycieczkę w przyszłość.

🖇

Kolor skóry, nasze pochodzenie, język ojczysty, również orientacja seksualna… To wszystko składa się na nasze człowieczeństwo i nikt nie może być z tego po­wo­du dyskryminowany.

(tamże)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz