piątek, stycznia 23, 2026

5992. Z oazy (CDXIV)

Dokładnie ty­dzień temu Rysia o odkryciu tej książki mi opowiedziała. Ponieważ pięk­nie opo­wie­dzia­ła, to zaraz po rehabce klik, klik zrobiłam. I pomimo tego, że re­la­cję z be­le­try­styką mam nienajlepszą (nie sic! tylko nowa zasada ortograficzna), oraz mimo tego, że mając do wyboru góry czy morze, zawsze wybieram morze, opo­wieść ta bardzo mi się podobała. Jest o niepewności, o owocach, które ona rodzi, o de­cy­zjach, przed którymi nas stawia. Delikatnym piórkiem kreślona historia, w której ele­men­tach, pomijając rekwizyty, każda i każdy odnajdzie się z łatwością i westchnie ze zrozumieniem. A potem? Może się uśmiechnie na myśl, ile dobra pojawiło się potem.

Książki, za którą autor otrzymał Stregę, nie przeczytam. Wyszła po polsku, ale nie­stety nie w ibuku. Taki mamy wydawniczy klimat.

[…]  kochał tę swoją norę tak, jak kocha się miejsca, w których człowiek zaczyna od nowa, miejsca pełne obietnic i wolne od rozczarowań.

🖇

Felik, powiedział Fausto, było nazwą starożytnego miasta. Pewnego dnia przybył tam nieznajomy. Pukał do wszystkich drzwi, ale nikt nie chciał go przyjąć, więc odchodząc, rzucił klątwę. Powiedział: Jutro, pojutrze i po­po­jutrze na to gówniane miasto spadnie tyle śniegu, że zasypie je całe. I tak oto zamiast miasta Felik mamy lodowiec.
     I dobrze mu tak.

🖇

Jeśli będzie miała ochotę.
     Dlaczego nie ma ochoty?
     Weź zrozum pragnienia innych.
     I komu ty to mówisz.

🖇

Wiesz, znalazłam w księgarni książkę do geografii dla dzieci. I tam było na­pi­sa­ne, że wejście na wysokość tysiąca metrów w Alpach jest tym sa­mym, co przeniesienie się o tysiąc kilometrów na północ.
     O, naprawdę?
     Tak, jeśli chodzi o klimat. Florę, faunę i tak dalej. I że klimat zmienia się znacznie szybciej wraz z wysokością nad poziomem morza niż z szerokością geograficzną, więc pokonanie nawet niewielkiej różnicy poziomów jest jak długa podróż.

🖇

No to powiedz, co robisz tutaj, pod Monte Rosa?
     Szukam miejsca dla siebie.
     Ty też?

🖇

Podobają mi się twoje kości.
     Cieszę się. Noszę je od dwudziestu siedmiu lat.
     Dwudziestu siedmiu? Dużo podróżowały.
     Fakt, trochę się powałęsałyśmy.

🖇

Nie pamiętał już, ile cierpliwości potrzeba, by zrozumieć upo­do­bania drugiej osoby i sprawić, by ona zrozumiała jego.

🖇

Pod koniec sezonu śnieg puszczał już w południe i szybko topniał. Jakby bła­gał, by znów stać się wodą, zmoczyć ziemię i spłynąć w dolinę, pomyślał Santorso. […]  Przez ostatnie tygodnie sezonu jego praca sprowadzała się do przysypywania tych plam, usuwania śniegu z jednego miejsca, aby za­kryć dziurę w drugim. Byle dociągnąć jakoś do Wielkanocy. Potem można już było pozwolić, by cały ten błogosławiony śnieg robił sobie, co chce.

🖇

Zdarza ci się pomyśleć o innych, kiedy tak praktykujesz ten swój radosny rozbrat z pędzącą cywilizacją?

🖇

Był przygotowany na smutny spektakl, ale gdy przekroczył próg, uderzył go nie zapach porzucenia, lecz niepowtarzalny, tajemniczy zapach domu, wciąż obecny.

🖇

Co on w ogóle robił, czterdziestoletni pajac bez rodziny i pracy? Podążał za jakąś niedorzeczną utopią życia-w-miejscu-które-czyni-cię-szczęśliwym.

🖇

Przypomniał mu się Hemingway i jego opowiadanie z Mediolanu, które tyle razy czytał, jaki ono miało tytuł? W innej krainie, o właśnie. […]  kiedy wy­ja­śniał sens tego opowiadania słuchaczom, mówił o samoleczeniu, uzdra­wia­niu siebie, dzieleniu się swoimi ranami z innymi, o niemożności cał­ko­wi­te­go uzdrowienia i możliwości znalezienia w zamian pocieszenia. Teraz wo­lał pamiętać ten tekst jako opowieść o Mediolanie w 1918 roku.

🖇

Piękna ta moja dolina, co? — odezwał się Santorso. Zupełnie ignorował deszcz uderzający w przednią szybę.
     Jest piękna, tak.
     A niektórzy stąd uciekają.
     I zrozum tu takich.

🖇

Na końcu książki znalazł jedyny tekst, jaki Hokusai kiedykolwiek napisał: „Jako sześciolatek nabrałem manii rysowania przedmiotów, a odkąd skoń­czy­łem lat pięćdziesiąt, często publikuję swoje rysunki. Wśród tego, co stwo­rzy­łem przez siedemdziesiąt lat, nie ma nic godnego uwagi. W wieku sie­dem­dzie­sięciu trzech lat pojąłem istotę budowy zwierząt, ptaków, owadów i ryb, a także życia ziół i roślin, dlatego też, kiedy skończę lat osiemdziesiąt sześć, pójdę dalej. W wieku lat dziewięćdziesięciu jeszcze bardziej zgłębię ich ukryty sens, a kiedy będę miał lat sto, być może osiągnę wymiar boskości i cudowności. Kiedy skończę sto dziesięć lat, najdrobniejsza kropka czy linia będą żyły własnym życiem. Jeśli mogę wyrazić jakieś życzenie, to prosiłbym tych, którzy doczekają mojego wieku, aby sprawdzili, czy to, o czym mówię, okaże się prawdą. Pisane w siedemdziesiątym piątym roku życia przeze mnie, niegdyś zwanego Hokusai, dziś – starcem opętanym malarstwem”.

🖇

A więc jesteś tutaj, pomyślał. Cóż, witaj. Jedni odchodzą, inni wracają, prawda? […]  Świat należy do tych, którzy go biorą.

🖇

Razem z ojcem obliczyli tempo przepływu lodowca i to, ile lodu topi się w cią­gu minuty, godziny, dnia. Wynik wydał się Faustowi niewiarygodny: jak to możliwe, że lód topi się w takim tempie, a wciąż trwa? Wtedy jeszcze wierzył, że lodowiec jest wieczny i niezmienny, że pozostaje częścią gór i za­wsze będzie trwał między skałą a niebem. Jednak ojciec rozumiał, co się tam działo: coś znika, a na jego miejsce pojawia się coś innego, po­wiedział. Wiesz, tak działa świat. Tylko my zawsze z nostalgią wspo­mi­na­my coś, co było wcześniej.
     Masz rację, tato, przyznał Fausto, i wykorzystał to miejsce oraz ostatnie jasne godziny, by pomyśleć o ojcu.

🖇

Nie wiem, jak się czuję. To jest obłędnie piękne miejsce. Ale takie trudne.
     Wierzę.

🖇

Zamknął oczy i poczuł się tak jak dawniej. Ale teraz było lepiej niż dawniej, bo miał jeszcze wspomnienia. Tak właśnie powinno chronić schronisko, po­myślał. Jest więcej warte, jeśli skrywa coś twojego.

🖇

Znasz to powiedzenie mistrzów zen o górach? Mówią: „Zanim zbliżyłem się do zen, góry były dla mnie tylko górami, a rzeki tylko rzekami. Kiedy za­czą­łem praktykować, góry nie były już górami, a rzeki nie były już rzekami. Ale kiedy osiągnąłem oświecenie, góry znów stały się górami, a rzeki znów rzekami”. Myślę, że i Ty, i ja jesteśmy w stanie dobrze zrozumieć to po­wie­dze­nie, ponieważ tamto miejsce jest pełne znaczeń, które mu nadaliśmy.

🖇

To rodzaj buddyjskiego ołtarza, zawiesza się na nim flagi modlitewne.
     To te postrzępione szmatki?
     Tak, ale to nie jest problem, że są postrzępione, wręcz przeciwnie. Dla buddystów są to modlitwy, które rozwiewają się na wietrze.

🖇

Wróciła, bo czuła się gotowa; wydawało się jej, że ucieczka trwała niezwykle długo. To właśnie odpowie Faustowi: że zanim ruszy naprzód, musi się cofnąć, bo inaczej na zawsze pozostanie uciekinierką.

🖇

[…]  zauważył, że modrzewie zaczynają żółknąć coraz bardziej […]   drzewa słońca, wiatru, południowych zboczy, które nie lubiły mrozu i gdy tylko po­czu­ły, że się zbliża, przechodziły w stan hibernacji. Bez­na­mięt­ne jodły za­cho­wa­ły swo­je igły i nie traciły energii na sezonową zmianę liści: dwa drze­wa tak bliskie sobie i tak różne w strategii radzenia sobie z zimą. […]
     Fausto przeczytał gdzieś, że drzewa, w przeciwieństwie do zwierząt, nie mo­gą szukać szczęścia, przenosząc się gdzie indziej. Drzewo żyło tam, gdzie spadło jego ziarno, i aby być szczęśliwe, musiało się tam urzą­dzić. Roz­wią­zy­wa­ło swoje problemy na miejscu, jeśli mogło, a jeśli nie mogło, to umie­ra­ło. Roślinożercom szczęście dawało wędrowanie za trawą […]. Wilka pro­wa­dził mniej zro­zu­mia­ły instynkt. Santorso po­wie­dział Faustowi, że do­kład­nie nie wiadomo, dlaczego to zwierzę się prze­miesz­cza, skąd bierze się jego niepokój. Przybywał do jakiejś doliny, znaj­dował w niej obfitość zwie­rzy­ny, a jednak coś nie pozwalało mu osiąść i w pew­nym momencie zo­sta­wiał całe to dobro, odchodził szukać szczęścia gdzie indziej.

🖇

Śnił mu się wilk, którego jeszcze nie widział. […] 
Spróbuj jeszcze raz, mówiła mu bez słów.

🖇

Fontana Fredda została stworzona w równej mierze z rzeczywistości i pra­gnień. A wokół niej wznoszą się góry, całkowicie obojętne na sny istot ludz­kich, i nadal tu będą, kiedy te istoty się zbudzą.

Paolo Cognetti, Szczęście wilka, przeł. Tomasz Kwiecień,
Sonia Draga, Warszawa 2023.
(wyróżnienie własne)

A czym pachnie styczeń?
     Czym pachniał styczeń? […]  Pachniał cudem.

🖇

[…]  naszła ją ochota, by pójść i zobaczyć, jak tam jest.

🖇

Zapytała: Ale dla nas to nie jest koniec, prawda?
     Nie?
     Nie.

(tamże)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz