Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam.
Jak to jest: żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć,
gdy prawie ci wmówiono, że jesteś taką Jabłonią?
Jak to jest kwitnąć przez cały rok? Rozkwitać każdego dnia?
By nie straciły na ważności, ważkości, by nie ślizgał się po nich wzrok wśród wyborów wyimków: tych gęstych czy
najgęstszych gęstych.
Nikt z nas nie jest odpowiedzialny za to, jak opisują go inni ludzie, choćby całkowicie mijali się z prawdą. Wszystko zaczyna się oczywiście już w chwili diagnozy, od języka, jakim zostanie ona sformułowana. Jak wspomniałam na początku tego rozdziału, słowa są ważne, podobnie jak obrazy i metafory – czyli wszystko, co służy nam do komunikacji.
•
[…] każdy z nas jest zobowiązany do portretowania innych ludzi w sposób dokładny, wyważony i pełen szacunku, a w każdym razie my, osoby z demencją, o to prosimy. […] Jako osoby z demencją wiemy lepiej niż ktokolwiek inny, jak bardzo język używany do opisu naszej choroby wpływa nie tylko na to, jak widzi nas społeczeństwo, ale również jak my postrzegamy siebie samych. […] Uznaliśmy, że jeżeli na dźwięk jakiegoś określenia odruchowo się wzdrygamy, oznacza to, że nie powinno się go używać. Takie zwroty to na przykład: cierpiący, zdemenciały, otępiały, ciężar, ofiara, zaraza, epidemia, wróg ludzkości, śmierć za życia.
•
Teraz [zamiast „żyj dobrze”] wolę mówić: „Żyj najlepiej, jak ci na to pozwala twoja sytuacja”, aby ludzie nie mieli poczucia, że jeśli sobie nie radzą, to oznacza, że coś jest z nimi nie w porządku. Tak postawiony cel jest możliwy do zrealizowania przez każdego, niezależnie od jego sytuacji osobistej i finansowej. Jest też otwarty na interpretacje, bo dla każdego człowieka, zdrowego czy chorego, „najlepsze możliwe życie” oznacza coś innego, i podobnie rzecz ma się w przypadku osób z demencją. […] Te słowa niosą ze sobą mniej oczekiwań, obaw przed porażką i niemożliwych do zrealizowania marzeń.
Wendy Mitchell, Anna Wharton, Co chciałabym, żeby ludzie wiedzieli o demencji,
przeł. Barbara Łukomska, Grupa Wydawnicza Relacja, Warszawa 2023.
(wyróżnienie własne)
Cotygodniowe odliczanie literek. Przez przypadek dowiedziałam się, że przegapiłam tę książkę, gdy była nowością. Rzuciłam wszystko, by nadrobić tę książkową zaległość.
Powiedzieć, że dobra, mądra, potrzebna, to nic nie powiedzieć. Arcyważna książka, skoro co trzeci polski mózg zachoruje. Jest w niej dużo spostrzeżeń, których nie wymyśli zdrowy człowiek. Są też myśli, odczucia innych niż Autorka osób. I choć choroba z tych, co wymagają wielu dłoni na pokładzie, to książka ta jest pełna odwagi i nadziei na dobre dni. Niech!
Chciałam jednak napisać tę książkę, by podzielić się z wami tym, czego dowiedziałam się o demencji, ponieważ wydaje mi się, że może was to zaskoczyć i zainspirować, z całą pewnością czegoś was nauczy i niewykluczone, że pozwoli wam przeżyć najlepsze możliwe życie z tą chorobą albo skuteczniej wspierać kogoś bliskiego. […] To szalenie ważne, by wiedzieć, że są gdzieś tam inni ludzie, którzy podobnie jak my miewają gorsze dni, ale wciąż żyją – nie cierpią (nie znoszę tego słowa), lecz żyją. Jako że dla mnie było to tak istotne, chciałabym, żebyście też usłyszeli ich głos, ponieważ moje doświadczenie z demencją jest jedynie moim doświadczeniem. Jeżeli spotkaliście jedną osobę z demencją, znaczy to, że po prostu spotkaliście jedną osobę z demencją. Różnimy się od siebie tak samo, jak różniliśmy się przed chorobą.
•
Na kartach tej książki znajdziecie wszystko, co moim zdaniem ludzie powinni wiedzieć o demencji.
Wendy Mitchell
🖇 🖇
To, że istnieje udokumentowane badaniami zjawisko nazywane „strachem przed demencją”, pokazuje nam, że mówimy na temat tej choroby w niewłaściwy sposób.
🖇
My, chorzy, nie potrzebujemy, by nasi przyjaciele, krewni i personel medyczny powtarzali nam, z czym sobie nie radzimy, lecz by pokazywali nam, co można zrobić, by to zmienić. Margaret Calkins, architektka i projektantka specjalizująca się w planowaniu budynków dla osób z demencją, stwierdziła, że wielkim olśnieniem była dla niej refleksja, że „dominujący dotychczas sposób myślenia o demencji – z perspektywy deficytu – powinien zostać zastąpiony przez myślenie skupione na zasobach. Dzięki temu podstawowe prawa tej wciąż rosnącej grupy będą respektowane i wspierane przez społeczeństwo”.
🖇
Wiele pisze się o tym, że osoby chore na demencję mają w zwyczaju „włóczyć się bez celu”. Zawsze zaskakuje mnie, że takie określenia są stosowane tylko do opisu chorych osób. Prawdopodobnie przed zachorowaniem byliby określani jako „amatorzy pieszych wędrówek”. Chorzy na demencję mają określone cele, choć mogą one nie być oczywiste dla innych.
🖇
Często opowiadam o dwóch regałach na książki, w których osoby chore na demencję przechowują swoje wspomnienia. Jeden z nich dotyczy faktów i jest bardzo chybotliwy. Chwieje się na boki wraz z postępem choroby, sprawiając, że książki się przewracają i lądują na niewłaściwych półkach – wspomnienia nakładają się na siebie, lata i ludzie się nam mieszają. Obok jednak stoi drugi regał, dużo bardziej stabilny, a w nim mieszczą się nasze wspomnienia emocjonalne. Być może wówczas nie uświadamiałam sobie, że tego miejsca nic nie jest w stanie poruszyć. To schowek na te wspomnienia, które znaczą dla nas najwięcej, na pamięć o ludziach, których najmocniej kochaliśmy, którzy najbardziej nas uszczęśliwiali i po których utracie głęboko cierpieliśmy.
🖇
W życiu najtrudniej poradzić sobie z poczuciem braku kontroli. Każdy z nas lubi zajmować się codziennymi sprawami, wierząc – być może naiwnie – że panuje nad własnymi działaniami. […] Wielokrotnie już powtarzałam, że demencja ma swój początek, środek i zakończenie, a dzięki odpowiednio pozytywnemu podejściu nas i naszych bliskich można z życia wyciągnąć naprawdę dużo.
🖇
[…] dla osoby z demencją hałas jest tym samym, co schody dla kogoś na wózku inwalidzkim.
🖇
Od czasu diagnozy wyobrażam sobie wnętrze swojego mózgu jako sieć przecinających się dróg: są tam wiadukty, ronda, skrzyżowania i oczywiście ślepe uliczki. Demencja dołożyła do tego skomplikowanego systemu kilka miejsc, w których odbywają się prace drogowe.
Oznacza to, że moje myśli muszą niekiedy wybierać okrężne trasy – czasami szybkie, ale zazwyczaj dość wolne – a niekiedy nigdy w ogóle nie docierają do celu. […]
Wraz z postępem choroby zauważam coraz więcej objazdów i ślepych uliczek, a emocje ulokowane są w jednym z miejsc dotkniętych tymi utrudnieniami. Wiem, że punkty docelowe wciąż istnieją w moim mózgu. Bez problemu i żadnych utrudnień jestem w stanie dotrzeć na przykład do smutku lub radości, lecz pewne obszary zdają mi się nieosiągalne, choćbym nawet poszukiwała wiodącej ku nim najbardziej okrężnej drogi. […]
Ten sam system prac drogowych może również niekiedy działać na moją korzyść. Widzę, jak inni ludzie się złoszczą i zdaję sobie sprawę, że tylko bezowocnie tracą energię, bo nie są w stanie zmienić sytuacji, a dając pożywkę swojej złości, jedynie przysparzają sobie więcej cierpienia. Jednak frustruje mnie świadomość, że niekiedy mogłabym coś zmienić, gdybym tylko była w stanie obrócić swoją złość w jakieś produktywne działanie. Jednak ta emocja po prostu przestała dla mnie istnieć.
🖇
[…]
w momencie diagnozy nie stajemy się innymi osobami, niż byliśmy dzień wcześniej.
Układ partnerski nadal działa, lecz będzie teraz musiał zmierzyć się z nowymi wyzwaniami. Czy nie dzieje się tak jednak w każdym małżeństwie? Demencja może po prostu wzbudzić w nas poczucie, że te nieuniknione trudności nadeszły szybciej, niż byśmy się mogli spodziewać.
🖇
Poznałam osoby, które nie przyznając się do demencji, zarazem wiedziały o jej wpływie na ich życie. To przedziwne połączenie. Czasami porównuję to do „wychodzenia z szafy” osób homoseksualnych – znają swoją orientację, są jej całkowicie świadomi, jednak boją się jej ujawnienia. Podobna dyskryminacja może mieć miejsce w stosunku do osób z demencją, tym bardziej, że niektórzy nadal uznają ją za chorobę psychiczną, a niestety wszyscy wiemy o potężnej, niezasłużonej stygmatyzacji związanej z tym pojęciem. Nie może dziwić, że ludzie próbują „zachować siebie” poprzez umniejszanie lub ignorowanie diagnozy, skoro czują, że nie mogą być bezpiecznie sobą.
🖇
W naturalny sposób każdy z nas zmienia się z wiekiem. Niektórzy łagodnieją, inni stają się bardziej zrzędliwi. Demencja bez wątpienia dodaje kolejny wymiar do tego wielkiego kotła rozmaitych cech osobowości, jednak jest to tylko jeden z wielu aspektów tego, co składa się na to, kim jesteśmy. Najpierw należy dostrzegać człowieka, nie chorobę, podobnie jak zrobilibyśmy w przypadku każdej innej osoby.
🖇
Połyskująca, marmurowa podłoga wygląda jak powierzchnia basenu. Wyobraź sobie, że musisz stąpać po wodzie. Czarne wycieraczki pod drzwiami przypominają ogromne, ziejące otwory, niczym odpływy w zlewie. Wielu z nas miewa problemy z czarnymi przedmiotami. Gdy widzę kogoś ubranego na czarno, mam wrażenie, że jego głowa lewituje w powietrzu. Ekran płaskiego telewizora wygląda jak gigantyczna dziura w ścianie. […]
Nasze mózgi mają problem z rozpoznawaniem odcieni i kontrastów, co oznacza, że jest się nam trudno odnaleźć na przykład, gdy dywan ma ten sam kolor co ściany. Najprostszym sposobem sprawdzenia, czy dany pokój lub przestrzeń są przyjazne dla osób z demencją, jest zrobienie czarno-białego zdjęcia. Jeżeli kontrast pomiędzy odcieniami czerni, bieli i szarości jest wyraźny, powinno być w porządku.
🖇
Nasz układ węchowy to istna skarbnica wspomnień i emocji. Węch to jedyny zmysł, który nie ma połączenia ze wzgórzem, czyli stacją przekaźnikową dla wszystkich bodźców zmysłowych. Impulsy węchowe biegną bezpośrednio przez hipokamp – obszar ważny dla pamięci – oraz ciało migdałowate, które wiąże się z odczuwaniem emocji.
🖇
«Po prostu idź w świat i żyj, rób, na co tylko masz ochotę».
🖇
Nikt z nas nie chce, by demencja nas definiowała – wolimy trzymać się własnej osobowości, podobnie jak osoba cierpiąca na raka nie chce być definiowana przez swoją chorobę. Wydaje się jednak, że istnieje pewna łatwość w nadawaniu osobom z demencją etykiet, które z kolei prowokują pojawianie się kolejnych osądów. Nasze zachowanie w sytuacji wystąpienia trudności komunikacyjnych nie jest często naszą winą. Jeśli ktoś podaje ci kawę, gdy pijasz tylko herbatę, a jedynym sposobem na wyrażenie tej niechęci jest zrzucenie filiżanki na ziemię, nie masz innego wyjścia. Jest to oznaką niezaspokojonej potrzeby, a nie trudnego czy problematycznego zachowania.
🖇
Nigdy byśmy się nie spotkali, […] łączy nas zdiagnozowana choroba, a to wystarczy, by momentalnie zawiązała się nić porozumienia. […] Choć jest wiele możliwości, by uzyskać wsparcie, wielu ludzi omija to ważne doświadczenie, jakim jest spotkanie podobnych do nich osób. […]Nasza interakcja z ludźmi może zmienić nasze odczucia względem diagnozy.
🖇
Być może w przyszłości nabierzemy otwartości w rozmawianiu publicznie o diagnozach, ale zanim dojdziemy do tej utopii, wsparcie otoczenia zapewnia nam najbezpieczniejsze, najbardziej wyluzowane i nieosądzające środowisko. A często przy tym i potężną dawkę śmiechu.
Rozumiemy, ufamy, nie oceniamy, dzielimy się i troszczymy. Jesteśmy, by wspierać się nawzajem w sprostaniu wszelkim wyzwaniom demencji. Chcielibyśmy przekazać światu prostą prawdę, że akceptacja i zrozumienie innych osób jest możliwe. Jeśli wiedzą to osoby z poważną chorobą mózgu, raczej nie jest to trudne do zrozumienia.
🖇
Chciałabym żyć w społeczeństwie, w którym nie muszę nosić wstążki w słoneczniki, aby zaznaczyć, że mogę potrzebować pomocy, i w którym wszyscy są wobec siebie wyrozumiali, a ja nie muszę się obawiać, że osoba stojąca za mną w kolejce będzie cmokać ze zniecierpliwieniem, dlatego że nieco wolniej pakuję swoje zakupy. Daleko nam jeszcze jednak do takiego raju, a dopóki się w nim nie znajdziemy, zwykła tasiemka w słoneczniki musi nam wystarczyć. Nie każdy jest silny, odważny i dysponuje wystarczającymi umiejętnościami językowymi, by jasno wyrazić swoje potrzeby. Niektórym przyda się ta dodatkowa doza pewności, jaką zapewnia im słonecznikowa tasiemka, aby wyjść na zewnątrz i mieć poczucie, że będą lepiej rozumiani.
Wendy Mitchell, Anna Wharton, Co chciałabym, żeby ludzie wiedzieli o demencji,
przeł. Barbara Łukomska, Grupa Wydawnicza Relacja, Warszawa 2023.
(wyróżnienie własne)
Dobra wiadomość jest taka, że każdy nowy dzień oznacza szansę na nowy początek, zmianę języka, tonu głosu, podejścia do postępującej choroby – niezależnie, czy sam zostałeś zdiagnozowany, czy, co może nawet ważniejsze, wspierasz kogoś jako członek rodziny, lokalnej społeczności czy przedstawiciel opieki zdrowotnej. Nigdy nie jest za późno na zmianę. Możesz ją zacząć wprowadzać, kiedy tylko odłożysz tę książkę.
Obita współczuciem, litością i cudzymi łzami wydłubałam z przedostatniej lektury najgęstsze gęste. Wydłubałam, by wrócić do pionu po chwilach, gdy nie widziano mnie wcale, przyglądając się wyłącznie mojemu „kalectwu”. Wydłubałam, by otrzepać się z trudów doświadczania społecznego wymiaru chorowania na przewlekłe, postępujące, nieuleczalne.
Im bardziej dochodzę do siebie, tym odważniej pojawia się retoryczne pytanie: kto realnie tam i wtedy był kaleką?
Opadamy… coraz szybciej… coraz niżej… z prędkością 200 km/h. Spadamy swobodnie w kierunku ziemi, a ja uśmiecham się szerzej niż kiedykolwiek wcześniej.
Jeżeli tak nie wygląda wolność, to nie wiem, co nią jest. Na tej wysokości demencja nie istnieje. Tu mój mózg jest wolny od choroby. Lecę, nieograniczana niczym, co przywiązuje mnie do ziemi. […]
Gdybym słuchała tego, co mówią inni, nigdy nie skoczyłabym ze spadochronem. Nie zrobiłabym połowy wszystkich tych rzeczy, które w opinii większości ludzi nie są odpowiednie dla osób z demencją.
Teraz, stojąc już na twardym gruncie, ale z krwią wciąż buzującą w żyłach, planuję od razu kolejną przygodę. Dlaczego miałabym kiedykolwiek tego zaniechać?
•
[…]
stawiam na ryzyko; jeśli mam umrzeć, to umrę szczęśliwa.
•
Życie jest ryzykowne już od pierwszego dnia na świecie, ale nie pozwolę demencji mnie definiować, a moja rodzina już się nauczyła, że jeśli spróbują mi zabronić czegoś, co robiłam przed demencją, to wtedy choroba wygra.
•
Zawsze mówię o znaczeniu niepoddawania się – bo wielu z chęcią podda się za nas – i że pozytywne podejście jest konieczne, by skoncentrować się na jeszcze posiadanych umiejętnościach, aktywnościach pozostających w zasięgu ręki czy na znajdowaniu innych rozwiązań […].
•
Wspomnienia nas definiują, a zarazem pozwalają osobom, które nie znają nas od lat, zrozumieć nasze potrzeby i działania. Nie możemy stracić naszej przeszłości z oczu, bo na niej budujemy swoją przyszłą postać.
•
[…]
osoby z demencją często muszą się dostosowywać, ukrywać uczucia, aby nikogo nie dotknąć, lecz jeśli nie będziemy w stanie rozmawiać o trudnych sytuacjach i scenariuszach, pozostaniemy bezradni.
•
Pewna znajoma kiedyś mi powiedziała:
„Dużo czasu zajmuje nam zrozumienie, że inni nie pojmują tego, czym jest nasza demencja, kim jesteśmy i co czujemy. Zaczynamy traktować ich ulgowo. Często musimy uwzględniać ich brak zrozumienia czy empatii, a dzieje się to kosztem naszych własnych uczuć. Stajemy przed koniecznością zanegowania tego, co się dzieje – jeśli chodzi o uczucia – w naszych głowach jedynie z powodu niezrozumienia jakichś ludzi. Jednak czujemy się z tym źle, bo nie możemy być sobą. To przedziwne połączenie. Staramy się być mili dla innych, brać poprawkę na ich brak wnikliwości i zrozumienia dla demencji, jednak oznacza to zarazem negację własnych uczuć”.
•
Każda osoba ma swoją indywidualną metodę stawiania czoła życiu i chorobie, jednak gdy nasze otoczenie zaczyna nas ograniczać, zmienia się nasze podejście. Zapytałam znajomych, jak ich rodziny zareagowały na diagnozę:
„Osobiście spotkałam się z bardzo negatywną reakcją […]. Sama na początku przyjmowałam całą tę negatywność i choć starałam się przekonać ludzi, że «będzie ze mną dobrze», w głowie zadawałam sobie pytanie: «Czy będzie dobrze?»”.
•
Wielu z nas zgadza się z twierdzeniem, że podejście specjalistów ma największy wpływ na to, jak zareagujemy na diagnozę. To jedna z głównych nauk, którą wyciągnęłam z ostatnich sześciu lat: moje podejście ma moc sprawczą, ale jest zależne od mojego otoczenia. […] Czy nie mogła powiedzieć: „Tak, to dołująca choroba, lecz ta nowa etykieta ciebie nie definiuje, jesteś tą samą osobą, która weszła do gabinetu pięć minut temu – jeszcze tyle przed tobą”. Opuściłabym jej gabinet w zupełnie innym nastroju.
•
[…]żadna pojedyncza metoda radzenia sobie nie jest tą jedyną słuszną. Sposoby stawiania czoła przeciwnościom są tak różnorodne jak my wszyscy – niezależnie od tego, czy cierpimy na otępienie.
•
Być może spełnienie naszych życzeń nie jest zależne od niczego poza tym, jak sami rozumiemy znaczenie tych słów. Każdego dnia mierzę się z najróżniejszymi trudnościami, ale być może wcale nie są one większe od tych, które muszą pokonywać moi sąsiedzi. Nigdy nie wiemy, jaką walkę wewnętrzną toczy drugi człowiek. Musiałam zatem zadać sobie pytanie, czy to, czego sobie zażyczyłam, faktycznie było mi potrzebne, czy też może moje marzenie już się spełniło.
•
Demencja z całą pewnością nauczyła mnie, że warto, byśmy wszyscy zaczęli dostrzegać to, co dzieje się w chwili obecnej.
•
[…]wszyscy potrzebujemy deszczowych dni, by odżyć, nabrać sił i ponownie rozkwitnąć. Jednak kontrola nad tym, kiedy się pojawią i jak długo potrwają, jest jedynie złudzeniem, o czym natura bezustannie nam przypomina.
•
Bywają momenty, gdy nie potrzebujesz nic poza drugim człowiekiem, który sprawi, że nie będziesz się czuć samotnie. Porozumienie bez słów, uśmiech, rozumiejące spojrzenie – to niby drobiazgi, a znaczą tak wiele.
•
Gdy kogoś kochasz i wiesz, że możesz mu pomóc, masz naturalny odruch, by to zrobić. Tak naprawdę jednak najlepszy wyraz miłości, jaki możesz mu dać, to wesprzeć jego poczucie samostanowienia, po prostu pozwalając mu być.
•
Rzeczywistość czy sen? Nadal nie jestem pewna…
Wendy Mitchell, Anna Wharton, Co chciałabym, żeby ludzie wiedzieli o demencji,
przeł. Barbara Łukomska, Grupa Wydawnicza Relacja, Warszawa 2023.
(wyróżnienie własne)
fot. Fabio De Paola, fragment, [dostęp 16.07.2025], źródło.
Wendy Mitchell (1956–2024)
Nieustannie zmieniamy się i dostosowujemy, jak każdy człowiek w obliczu wyzwania.
•
Lepiej zachować dystans – przyszłość jeszcze nie nadeszła i być może jest jeszcze daleko, daleko przede mną. Czy ktokolwiek z nas może mieć pewność, co przyniesie kolejny dzień?
•
Oczywiście, bezsprzecznie jestem inna niż przed diagnozą. Lecz ilu z nas może stwierdzić, że przez całe życie było tą samą osobą? Demencja różni się tym, że blizny mają wymiar bardziej fizyczny, trwały, nieodwracalny – ale nie niemożliwy do przezwyciężenia.
Wszystko zależy od punktu widzenia.
•
Odkąd mierzę się z chorobą, bywają dni, gdy moimi jedynymi towarzyszami są pory roku i to one przypominają mi o tym, że moje drobne, stopniowe zwycięstwa nad demencją są równie ważne jak mały żołądź, który spada z drzewa, by następnie mógł wyrosnąć z niego dąb.
Drzewa bez liści wcale nie muszą być brzydkie, jeżeli dasz sobie czas na dostrzeżenie piękna ich konarów.
(tamże)
Prawdziwą sztuką nie jest zapominać,
lecz puszczać wolno.
Gdy zaś nic już ci nie zostanie,
możesz być bogaty w utratę. Rebecca Solnit
Teraz szczęście przychodzi do mnie w znacznie mniejszych porcjach.
[…] Radość i ekscytacja przypominają motyla fruwającego w letni dzień po ogrodzie. Nie sposób ich uchwycić. Zadowolenie z kolei jest bardziej jak coś, co możemy trzymać w dłoni i obserwować, odczuwając z każdym spojrzeniem coraz więcej przyjemności.
Wendy Mitchell, Anna Wharton, Co chciałabym, żeby ludzie wiedzieli o demencji,
przeł. Barbara Łukomska, Grupa Wydawnicza Relacja, Warszawa 2023.
(wyróżnienie własne)
Cotygodniowe odliczanie literek. Poślizgnięte na opadaniu fusów wrażeń i wyborze cytatów. Było to czytanie-odreagowywanie (na ten sam temat) bardzo złej książki.
W Polsce mózg co trzeciej
osoby zachoruje. Nie jesteśmy na to przygotowani. Indywidualne historie rodzin wydeptują wciąż od nowa stare ścieżki, których istnienia jako społeczeństwo nie chcemy przyjąć do wiadomości. Życie z neurodegeneracyjną chorobą nie jest łatwe (eufemizm!), ale nigdy nie zrozumiem, dlaczego państwo polskie prześciga się w pomysłach, by uczynić je nieznośnym nie tylko dla chorych, ale również dla ich bliskich.
Patchwork danych, faktów, ludzkich historii, metafor, uczuć i mądrych wypowiedzi specjalistów. Wart, po prostu wart przeczytania. Łatwiej jest skupiać się na trudnościach chorujących, ale mi ta książka uświadomiła, jak trudnym/wymagającym jest życie opiekunów, osób kochających chorującą osobę. Mam komu dziękować.
Czy powinnam się wstydzić tej swojej złości na chorego, bezbronnego człowieka?
Trudno nie mieć takich myśli, które przecież nie są niczym innym jak wyrazem zmęczenia wieloletnią opieką, poczucia utraty własnego życia, ale i perspektywy śmierci najbliższej nam osoby. Tak jak i myśli, że byłoby lepiej, gdyby to wszystko się już skończyło. […]
Poczucie winy niejednokrotnie zatrzymuje nas już na poziomie samego odczuwania złości. Przez to próbujemy ją pomijać, zatrzymujemy ją w sobie. W konsekwencji nie tyle pozbywamy się wściekłości, ile raczej ją kumulujemy, a potem wybuchamy.
🖇
Ryzyko zachorowania na chorobę Alzheimera po 65. roku życia praktycznie podwaja się z każdymi kolejnymi pięcioma latami. Oznacza to, że 3% osób w wieku 65–69 lat, 6% osób w wieku 70–74 lat i prawie połowa osób w wieku 85 lat i starszych zachoruje na chorobę Alzheimera.
🖇
To, że będziemy biegać, zdrowo się odżywiać i w ogóle dbać o siebie, nie oznacza, że nie zachorujemy na alzheimera. Ale jeśli będziemy prowadzili zdrowy styl życia, to po pierwsze być może będziemy łagodniej tę chorobę przechodzić, a po drugie możemy opóźnić jej dalszy rozwój. Dać sobie więcej czasu.
🖇
Kiedy ktoś słyszy „nowotwór”, to może od razu szuka w głowie rozwiązań i myśli, jak kupić czas. Statystyki dają nadzieję, że można z rakiem wygrać. A z alzheimerem, demencją – wiadomo, że nie.
🖇
Tak, nie ma leku na tę chorobę, ale możemy zadziałać, zwłaszcza na początku, by trochę dłużej było lepiej.
🖇
Nikt nas nie przygotowuje, co zrobić, jeśli się dowiemy, że jesteśmy poważnie chorzy.
🖇
I oczywiście, czym innym jest choroba nowotworowa, czym innym zaburzenia neuropoznawcze, a czym innym nadciśnienie tętnicze. Ale każda choroba to dla pacjenta wyzwanie.
🖇
[…] człowiek musi sobie radzić totalnie sam. W dodatku, kiedy kończysz sześćdziesiąt lat, dla systemu opieki zdrowotnej okazujesz się zbędnym kosztem, takim, którego najszybciej trzeba się pozbyć.
🖇
Najgorsze, że człowiek w tym współchorowaniu jest ze wszystkim sam, że na własną rękę szuka rozwiązań, wsparcia.
🖇
Proszę sobie wyobrazić, że przez piętnaście lat odczuwa pani non stop lęk, non stop traci pani możliwość rozpoznawania otoczenia i rozumienia słowa. Dlaczego chory cały czas mówi: „Idę do domu”? Nie chodzi o to, żeby iść do domu, tylko mówiąc „Idę do domu”, chcę znaleźć bezpieczne miejsce, ponieważ nie rozpoznaję tego, co jest dokoła. Czuję się zagrożony. Więc idę do domu. Ja nie wiem, gdzie jest ten dom, ale idę tam, bo tak mocno w głowie siedzi przekonanie, że dom to bezpieczne miejsce. A teraz się po prostu boję.
🖇
[…] „opieka” to takie słowo, które w sumie jest dobre, oznacza, że ja tak się tobą zajmę, że będzie ci bardzo dobrze. I niby okej, ale może to być zagrożeniem dla sprawczości i samodzielności. Ja się tobą zaopiekuję na moich warunkach, ja będę o tobie decydować.
🖇
[…] nie możemy dać niczego więcej, czego sami w sobie nie mamy.
🖇
Do chwili obecnej w Polsce nie mamy takiego zawodu jak gerontolog. I tak przyczyniamy się do tego, że praca ze starszym człowiekiem kojarzy się tylko z opieką medyczną, w dodatku zapewnianą przez osoby, od których wymaga się jedynie książeczki sanepidu.
🖇
Osoby sprawujące opiekę nad niesamodzielnymi chorymi wśród obaw wymieniają m.in.: poczucie osamotnienia; deficyt poczucia własnej wartości; zmęczenie na granicy wypalenia; deficyt życia osobistego; frustrujące poczucie bycia marginalizowanym w sferze publicznej; obawy przed oceną ze strony innych; ograniczony dostęp do opieki lekarskiej i wsparcia rehabilitacyjnego; poczucie finansowej zależności od rodziny/partnera/państwa; życie na kredyt i obawy o przyszłość – swoją, swojej rodziny i podopiecznego.
🖇
Żyjemy dziś w kulturze ogromnego zaprzeczenia i wyparcia starości, ułomności, choroby czy właśnie umierania.
🖇
Jak się jest młodym, to jest to takie miłe hasełko, w którym zamykamy proste recepty i rady, żeby starsi ludzie zrobili to i to, a wtedy będzie łatwiej, milej, zdrowiej. Ale z wiekiem, z własnymi doświadczeniami staje się ono prawdziwe, bo często kryje się pod nim po prostu cierpienie fizyczne i psychiczne. […]
I nie wiem, co sobie myślał Pan Bóg, gdy stwarzał człowieka, i jak to według Niego miało być, ale tak po ludzku to starość jest bardzo często potwornie trudna. […]
jak zmienić myślenie starszego człowieka na „ja” się liczę? Nie wiem tego, ale próbuję choćby przy spowiedzi. Czasami zadaję taką pokutę – „proszę zrobić coś dobrego dla siebie”.
🖇
Chory przeklina nie przeciwko komuś i to nie jest zła wola, tylko po prostu próbuje coś powiedzieć.
🖇
Każdy dzień opieki nad osobą chorą, zwłaszcza terminalnie, to przekraczanie granic – intymności, wstydu, cierpliwości. I rozmów, których byśmy nie przeprowadzili z osobą zdrową.
🖇
To słowo „jestem” dla osoby zdrowej jest takie trochę romantyczne, może nawet banalne, ale dla osoby chorej – w momencie, kiedy grunt usuwa się spod nóg – to takie przekonanie, że jest ktoś, do kogo można się odezwać, i ten ktoś nie poczuje się zagrożony, daje duże poczucie bezpieczeństwa.
🖇
Idealnie, jakby została uruchomiona szeroka kampania uświadamiająca o zdrowiu mózgu, włączająca media, organizacje społeczne, stowarzyszenia lekarzy, firmy oraz rząd. Żeby efekt był taki, jak w przypadku nowotworów […].
🖇
Przez wszechobecną cyfryzację sami pozbawiamy siebie ćwiczeń mózgu, stymulowania go, ale też pozbawiamy kolejne pokolenia potrzeby kontaktu z innym człowiekiem, w takim realnym wymiarze – z jego talentami, emocjami, przeżyciami i zależnościami społecznymi. Z prawdziwym życiem po prostu.
🖇
Nikomu nie zależy na poprawie sytuacji starych, schorowanych ludzi, bo oni już nie głosują. Nie poprą ani partii, która ma chrześcijańskie wartości i programy typu za życiem, ani lewicy, która ponoć pochyla się nad słabszymi. A ty, człowieku, sobie radź, wypełniaj formularze i udowadniaj urzędnikom[…].
🖇
Kiedy jestem wyczerpana, to żeby być w stanie trwać w roli opiekuna, muszę mieć odciążenie czy choćby moment, kiedy odzyskuję siły. Nie tylko dla siebie. Również dla tej drugiej strony, bo kiedy my przekraczamy swoje granice, nasza pomoc często przestaje być wspierająca. Przecież w opiece nad chorym doświadczamy osamotnienia ponad miarę. Zostajemy sami z tą rozpaczą, z tym ciężarem i z tą wściekłością. Więc też w tym wszystkim jest ważne, by dopuszczać do siebie ludzi, którzy mogliby się nami zaopiekować.
Marta Lau, On nigdy taki nie był,
Wielka Litera, Warszawa 2025.
(wyróżnienie własne)
Podoba mi się powiedzenie, że „głupi uczy się od mądrego, a mądry od każdego”.
🖇
[…]
warto się zatrzymać, zobaczyć, co mamy w tym plecaku, co dostaliśmy, a czego nam brak, i jako dojrzali ludzie spróbujmy sobie ten plecak wypełnić tym dobrem, które sami pozyskaliśmy, i z tego czerpać.
🖇
[…]czujesz potworną samotność, bezsilność i lęk.
[…] Kiedyś jednak dojdziesz na brzeg tego morza. W końcu, bo kres tej drogi kiedyś nadejdzie.
Dwutygodniowe odliczanie literek, sześć. Poślizgnięte na czekaniu na podzielny przez dziesięć
wpis i malutkim
huraganie życiowym.
Być może sam tytuł powinien zapalić w mojej głowie ostrzegawcze pulsujace światło, ale wiara w ludzi uznała, że tak ujęty tytuł to tylko chwyt marketingowy. To nie jest niewinna książka. To przede wszystkim świadectwo mentzenady, czyli tym, jak systemowo państwo polskie podchodzi do wielu chorób. Większość tego, co wydarzyło się w tej opowieści nie powinno się wydarzyć, ale niestety miało miejsce. Jeśli kiedykolwiek będziesz chciał_ przeczytać coś o chorobie Alzheimera lub demencji, nigdy nie sięgaj po tę pozycję, jest w niej za dużo małp z brzytwami w dłoniach.
Lektury tej można użyć do pewnego językowego ćwiczenia: wypisz negatywnie nacechowane określenia chorego na alzheimera. Uprzejmie proszę (tu nie wszystkie, ale z pewnością reprezentatywne): zombie; szaleniec;
[ktoś], kogo nie ma;
[t]o, kim i czym jesteśmy, mieści się w naszym mózgu. […] bez tej pulsującej galarety cała reszta staje się nic nieznaczącą padliną;
[t]rudno jest kochać skasowany mózg, ale łatwo i wygodnie nienawidzić.
Człowieka z demencją nikt nie lubi — trudno się dziwić, bo jest jedynym przytomnym (wbrew diagnozie) w pomieszczeniu, który nie podkolorowuje rzeczywistości, nie dba o dobrostan odwiedzających go ludzi, po prostu jest z tym, co jest.
Advanced Alzheimer’s patients are extremely sensitive and extremely powerful, at least in one way. If they need a break or don’t like what is going on, they can stay inside or go farther away.
Tom Richards, Stan Tomandl, An Alzheimer's Surprise Party.
Unveiling the Mystery, Inner Experience, and Gifts of Dementia,
Interactive Media, Glenview (Illinois) 2009.
Galopem leczyłam się wyimkami z książki Richardsa i Tomandla, a potem przyszła przepiękna nowość autorstwa Marty Lau, ale o tym nie dziś, choć jeden fragmencik — à propos tego, o czym wyżej — po prostu muszę:
Słowa mają ogromne znaczenie. Od ich doboru zależy, jaką relację zbudujemy i jak pomogę […] nazywać to, co dzieje się z pacjentem, podmiotowo i z godnością. dr Katarzyna Kożuch-Sajdak [w:]
Marta Lau, On nigdy taki nie był,
Wielka Litera, Warszawa 2025.
☆
Gdyby dane mi było wybierać, tobym odszedł na Zachód, jak Elfy.
Tata
🖇 🖇
Demencja to nie katar, nie istnieje żaden typowy przebieg choroby i każdy przypadek jest trochę inny. […]
Demencja przychodzi niepostrzeżenie, małymi kroczkami, nie spiesząc się […].
🖇
– Wypiszemy cię do domu, zasięgniemy dalszych opinii, zawalczymy, wyleczymy i nie poddamy się! – pocieszam go entuzjastycznie i przekonuję ze swobodą patologicznego kłamcy.
🖇
Na początku był tylko mój bunt, który niczym tarcza racjonalności i spadochron bezpieczeństwa, chronił mnie przed postępującym szaleństwem. Bunt wyprodukowany przez zdrowy mózg.
🖇
Co to znaczy „przestać istnieć”? To tylko pozornie proste pytanie. Kiedy widzimy człowieka pogrążonego we śnie, to bardzo dobrze wiemy, że on żyje. Gdy widzimy martwego, wiemy, że on nie śpi. Kiedyś Stanisław Lem zapytany o to, gdzie jego zdaniem znajdziemy się po śmierci, odpowiedział, że dokładnie tam, gdzie byliśmy przed narodzeniem. Trudno nie przyznać mu racji, choć w głębi serca pragniemy, żeby się mylił. […]. Nawet w kostnicy czujemy się niezniszczalni, niepokonani i wieczni, śmierć przytrafia się innym, tak jak rak mózgu, wypadek samochodowy czy dziecko z wodogłowiem. Natura była więc dla nas łaskawa, uśpiła naszą czujność i pozwoliła nam żyć. Tymczasowo, ale ze świadomością na zawsze danej wieczności.
🖇
Tak samo jak trzeba czasem przewietrzyć mieszkanie, należy też niekiedy przewietrzyć ludzi.
🖇
Konsystencja ludzkiego mózgu nasuwa na myśl twarożek z tofu. Waży niewiele, bo średnio ok. 1,5 kg i składa się głównie z wody, białka oraz tłuszczu. Ta niepozorna z wyglądu breja stanowi najdoskonalszy w swej złożoności ewolucyjny cud natury, w którym sto miliardów neuronów przemienia bity informacji w działania. To dzięki niemu oddychamy i myślimy, decydujemy i tęsknimy, to dzięki niemu jesteśmy jedyni w swoim rodzaju i niepowtarzalni.
🖇
Fajnie jest mieć wokół siebie takie nagromadzenie słów i wszelkiej mądrości, ale jeszcze fajniej, gdy na regale pozostaje kawałek miejsca na np. zdjęcie w ramce lub na wazon z ulubionymi kwiatami.
🖇
[…]
przeklinałam w myślach chorobę, a moje osierocone serce zalewała fala goryczy i osamotnienia. Przecież nie podzielę się z ojcem mózgiem, tak jak nerką czy kawałkiem wątroby, żeby naprawić i wyleczyć zepsuty kawałek ciała. Ciała, które wciąż chodzi i oddycha, budzi się i zasypia, i którego podstawowe życiowe funkcje w dalszym ciągu oscylują w granicach normy. Poza umysłem i jego zdolnością do transcendencji.
🖇
[…]
zderzenie z rzeczywistą i namacalną chorobą nijak się ma do teoretycznych pouczeń przekazywanych w mediach społecznościowych przez personel medyczny czy opiekunów mądrali.
🖇
Człowieka z demencją nikt nie lubi. Bo to nie jest taki zwykły chory, którego można odwiedzić i pocieszyć, napić się z nim herbaty, a przy okazji omówić postępy w leczeniu, najważniejsze wydarzenia rodzinne i opowiedzieć mu, co się komu urodziło i w jakiej liczbie, a kto ogłosił upadłość i którego wujka syn nie zdał matury, robiąc wstyd rodzinie na całe miasto.
Chory na demencję pacjent nie opowie o swojej chorobie, przepisanych lekach ani zaplanowanej kuracji. Postępująca izolacja wciąga w głębię swego wiru najpierw bliższych i dalszych znajomych, a potem pochłania kolejnych członków rodziny, w tym najbliższych. Coraz rzadsze i czysto kurtuazyjne telefony zastępuje grobowa cisza.
🖇
Przeszłość przestała łączyć się z tu i teraz, stała się osobnym i zamkniętym bytem. Jak stary album ze zdjęciami, który wypłowiał i zbiera kurz. Przeszłość jest istotna, jednak jej potęga i siła tkwi w kontynuacji, w powiązaniu z teraźniejszością.
🖇
Poczucie winy zrodziło się wtedy, gdy moje codzienne życie zdominowały bezsilność i tłumiona agresja – a te dwa stany tylko czekały, żeby się wprowadzić do naszego domu. Obsesyjne zachowania ojca wyzwoliły we mnie bestię.
🖇
Ostatni przyjaciel, z którym tata w każdą niedzielę umawiał się na rytualną poranną kawę w cukierni Sowa, długo starał się zachować pozory normalności. […] Do czasu, gdy ojciec pewnego dnia bez słowa i pożegnania po prostu z tej kawiarni wyszedł.
Dzisiaj już wiem, znając wszystkie symptomy postępującej choroby, że ojciec nie tylko nie wiedział, po co tam przyszedł, ale również zapomniał, z kim tam był – po prostu przestał postrzegać swojego towarzysza jako znajomego.
Też bym wstała i wyszła.
🖇
[…]
setki innych małych szpitalnych rzeczy, które rozciągnięty jak gumka od majtek czas przemieniają w poczucie czekania w nieskończoność. Czas w szpitalu, płynąc inaczej i na swoich zasadach, omija swym zębem tylko tych, którzy zjawiają się w nim w stanie błogosławionej nieprzytomności.
🖇
Syndrom zachodzącego słońca, czyli nadmierna ruchliwość i pobudzenie pod koniec dnia, pozostały niezmienne, zgodne z porą, i w takim samym stopniu natężone.
Ojciec jak nakręcony magicznym kluczykiem, biegał po mieszkaniu w poszukiwaniu samego siebie. Lub, patrząc na to z mojej perspektywy, w poszukiwaniu przeszłości.
🖇
Nikt z nikim nie rozmawia. Czasem ktoś z rodziny zada typowe dla tej choroby pytanie: czy pamiętasz? Ojciec nie wiedząc, gdzie jest, z kim jest i dlaczego się tu znalazł, z widocznym zadowoleniem wystawia twarz do słońca.
🖇
Członkowie rodzin są w różnym wieku i reprezentują różny stopień pokrewieństwa. Do swych najbliższych mówią zazwyczaj podniesionymi głosami, bo wydaje im się, że w ten sposób przebiją się do hermetycznie zamkniętego w mózgu obszaru rozumienia.
Mijani na korytarzu unikają wzrokiem innych odwiedzających, jakby zawstydzeni, a jednocześnie połączeni niewidzialnym węzłem wspólnego poczucia winy. Bo ich matki czy ojcowie są tu, a oni tam, w normalnym świecie, gdzie toczy się zwyczajne życie. Bo oni mogą pójść do kina, pojechać na wakacje i zrobić w sklepie zakupy. Mogą się cieszyć wolnością i zdrowiem, patrzeć w niebo i obserwować nad głową obłoki, mogą wdychać zapach nadchodzącej wiosny. […]czterdzieści oaz samotności[…].
Obserwuję ich ukradkiem. Nikt mnie nie widzi i nikt mnie nie słyszy. Nikt nie wodzi za mną wzrokiem.
🖇
[…] szedł za coraz krótszą nitką z kłębka Ariadny. Zataczał coraz mniejsze kręgi, żegnając się powoli z życiem.
🖇
Hospicjum domowe to też życie. […]
Nie rozmawiamy o polityce, byłych wojnach i urazach, obecnie toczącej się wojnie i skrwawionych ziemiach. Skupiamy się na tym, co jest tu i teraz, skupiamy się na odchodzącym i gasnącym z dnia na dzień życiu.
Po niedających się policzyć bezsennych nocach wreszcie zasypiam otulona poczuciem spokoju.
Katarina Gos, Skasowany mózg. Osobisty portret rodzinny
z alzheimerem w tle, Pascal, Bielsko-Biała 2025.
(wyróżnienie własne)
Jak dziecko pozbawione właściwej opieki, przyłapuję się na tym, że każde miejsce i sytuacja, jakie napotykam, jakoś mi przypominają coś, co się wydarzyło, gdy jeszcze byli ze mną oboje rodzice.
🖇
Deszcz za oknem spadł symbolicznie, płacząc za mnie, przy mnie i nade mną.
Jeśli myślisz, że Sanremo to festiwal typu eurowizja czy wyłącznie blichtr i dno, to ten wpis jest okazją byś zmienił_ zdanie.
Spłakała mnie ta piosenka do gruntu i kości. Wciąż mi to robi. Napisana o relacji z mamą chorującą na alzheimera, wyśpiewana w hołdzie miłości. Zgadzam się z wieloma komentarzami umieszczonymi na jutiubie, choć najbardziej lubię ten, który przytoczyłam poniżej: klejnot, nie piosenka!
Odcedziłam dwa najgęstsze cytaty ze skończonej opowieści z alzheimerem w tle
i pozostało mi już tylko zrobić: hopla!
W końcu przypomniał sobie wszystko. Chciał jej podziękować, zanim o wszystkim zapomniała. […]
Byłem wtedy taki szczęśliwy, więc jak to się stało, że wszystko zapomniałem?
*
– Wiesz, tak sobie zawsze myślę…
– Co takiego?
– Fajerwerki są takie smutne. Zapomina się je, jak tylko się skończą. Jaki miały kolor czy kształt.
– Może masz rację… Ale nawet jeśli zapomnisz ich kolor i kształt, to zostaną z tobą jako wspomnienie tego, z kim je widziałeś i jak się wtedy czułeś.
Genki Kawamura, Sto kwiatów, przeł. Wiktor Marczyk,
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2024.
(wyróżnienie własne)
*
Simone Cristicchi, Quando sarai piccola, Sanremo 2025.
ci sono cose che non puoi cancellare
ci sono abbracci che non devi sprecare
ci sono sguardi pieni di silenzio
che non sai descrivere con le parole
c'è quella rabbia di vederti cambiare
e la fatica di doverlo accettare
ci sono pagine di vita,
pezzi di memoria che non so dimenticare
*
Simone, cosa hai scritto? Non è una canzone,
è una gemma.
Valerio Barbaro
[Simone, coś ty napisał? / To nie jest piosenka, / to jest klejnot.]
Niedzielne odliczanie literek. Wrócona z krainy mroku i bólu łapczywie chwyciłam się wczoraj życia. Szykując się na to, co przyniesie nowy tydzień, dźga mnie i pogania imperatyw opróżnienia czytelniczej filiżanki wrażeń.
Tak. Jest syn, jest matka i alzheimer oraz związany z nim pełen wachlarz trudności. O tym najlepiej doniesie podczytnik, ale jest coś jeszcze. Dla mnie najbardziej znaczącymi elementami tej opowieści są te chwile, gdy matka ustępuje kobiecie, którą była. Uśmiechałam się, gdy wyłaniała się z historii, ponieważ w moim życiu było kilka matek, które zrejterowały z bycia kobietą, oddały walkowerem bycie człowiekiem. Pogadać z takimi nie dało się.
Rodzice są postaciami, które wywierają na nas niesamowicie wielki wpływ. Kiedyś przez cały czas myślałam, jak mam od nich uciec, tak bardzo odczuwałam siłę, z którą mnie wiązali. Aż w pewnej chwili dotarło do mnie. To nie jest tak, że rolę naszych rodziców koniecznie muszą odgrywać osoby, z którymi łączą nas więzy krwi.
[…] Odkąd zdałam sobie z tego sprawę, a byłam już wtedy dorosła, przestałam myśleć, że więzy krwi i rodzina to coś absolutnie koniecznego. Często ludzie potrafią się uzupełniać właśnie dlatego, że są sobie całkowicie obcy, bez więzów krwi.
🖇
I suita wiolonczelowa Johanna Sebastiana Bacha.
[…]
Izumi słyszał kiedyś, że wiolonczela ma ten sam zakres dźwięków co męskie głosy i dlatego brzmi jak ludzka mowa.
🖇
Zdał sobie sprawę, że jako matka i syn przekroczyli już granicę wyznaczającą połowę ich wspólnego czasu.
🖇
„Osobie chorej nie chodzi o to, żeby się po prostu przejść. Ma jakiś powód, jakiś cel, do którego dąży i który musi zrealizować. Są ludzie, którzy chcą się dostać w swoje strony rodzinne, są tacy, którzy uciekają z domu. Dlatego proszę nie myśleć, że to jest irracjonalne zachowanie”. Lekarz tłumaczył mu to podczas wystawiania diagnozy, a mimo to Izumi nie umiał powstrzymać surowego tonu.
🖇
Specjalistka do spraw opieki powiedziała mu przez telefon, że demencja nie oznacza końca, ale raczej początek walki.
🖇
[…]
Tyle rzeczy jego matka pamiętała, choć traciła pamięć. Izumiego zawsze zaskakiwały świeżość i wyrazistość wspomnień Yuriko. Za każdym razem, kiedy go poprawiała, orientował się, jak bardzo jego pamięć jest zatarta i przepisana tak, żeby mu pasowała.
🖇
„Dokąd ona mogła w ogóle pójść w samym środku takiego tajfunu?”, zastanawiał się Izumi.
„Jak cię nie ma, Izumi, to strasznie szybko tracę pamięć” – przypomniał sobie słowa Yuriko, jakby wyciągając je siłą z pamięci.
🖇
[…]
usiedli obok siebie na łóżku i w milczeniu wpatrywali się w rozciągający się w oddali letni ocean. Być może dobytek człowieka można było porównać do jego pamięci. Zbliżając się w stronę śmierci, stopniowo potrzebujemy coraz mniej rzeczy.
🖇
Są ludzie, dla których uczucie smutku, wtapiając się w piękny krajobraz, przeradza się w miłość.
🖇
– Tak naprawdę to chciałem zostać architektem – zaczął mówić po chwilowym namyśle. – Ale oblałem egzaminy i poszedłem na inżynierię. A stamtąd trafiłem do okrętów. Wiesz, od zawsze lubiłem pojazdy. Zwłaszcza statki. Samochody są produkowane masowo, ale statki przypominają domy, każdy jest tworzony indywidualnie.
🖇
Izumi zastanawiał się, w jakim kierunku będzie teraz zmierzać jego matka, która rozstawała się kolejno z rzeczami i słowami, a nawet pamięcią.
„Może stawanie się dorosłym polega właśnie na traceniu różnych rzeczy”.
Głos Kaori cały czas rozbrzmiewał echem w jego głowie.
🖇
Być może jej pamięć też zawraca i płynie pod prąd.
– Wiesz, ostatnio gdy wychodziłem z domu opieki, to nagle przytuliła mnie dziwnie mocno.
– Naprawdę? To musiało być żenujące uczucie, co?
– Bardzo. Ale mogła mnie też z kimś pomylić. Pomyślałem sobie, że w końcu moja matka była też kobietą. – Oczami wyobraźni widział matkę siedzącą na ławce. Oglądając białe statki, czekała na Asabę. – Nie umiałem sobie nawet wyobrazić, że mogłaby się w kimś kochać, ale jak się nad tym zastanowić, to przecież bycie matką jest tylko jedną z jej twarzy.
– Rozumiem cię. Z moją babcią było tak samo.
🖇
Czy jest ktoś, kogo nawet teraz nie zapomniała? […] Czyja postać pojawia się ostatecznie w jej sercu, podczas gdy traci kolejne wspomnienia o miłości?
🖇
Oświetlone żarówkami ze straganów, czarne niczym węgiel źrenice Yuriko błyszczały jak szklane kulki. Jaki człowiek odbijał się w tej czerni bez dna?
🖇
Uwielbiałam grę Horowitza, którego fortepiany niemal śpiewały. Nie grał zgodnie z zapisami nutowymi, dowolnie zmieniając tempo. Jednak te wykonania, pełne jednocześnie siły i ulotności, zapadały w pamięć.
Robert Schumann, Kinderszenen,
op. 15, Träumerei, Vladimir Horowitz (fortepian).
„To nie tak ma brzmieć”. Yuriko pokręciła głową na boki, jakby strofowała samą siebie. Westchnęła, niejako dając znać, że odzyskała równowagę, i zaczęła grać z pamięci. Kolejne dźwięki komponowały się ze sobą łagodnie jeden po drugim i stopniowo wyłonił się z nich pełen utwór. Sceny dziecięce Schumanna, no. 7, Träumerei. Melodia, której tak wiele razy słuchał w ich małym domu.
[…]
– Nie musisz się spieszyć, ale nie przestawaj grać.
Pomyślał o słowach, które powtarzała mu matka, kiedy jeszcze uczył się grać na fortepianie. „Nie musisz się spieszyć, mamo”.
🖇
– […] A ty, Yuri-chan? Kradzież czego by była najgorsza dla ciebie? Bo z pieniędzmi to zawsze sobie jakoś można poradzić.
🖇
Mieliśmy tam blisko i mogliśmy pójść w każdej chwili. Tak myślałam, a w tym czasie minęło ponad pół roku.
Genki Kawamura, Sto kwiatów, przeł. Wiktor Marczyk,
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2024.
(wyróżnienie własne)
Nie sądzi pan, że życie tylko w świecie, który sami potrafimy sobie wyobrazić, jest bardzo przytłaczające?
🖇
Serce nakazuje ciału, żeby dalej żyło codziennym życiem.
🖇
Życie ma to do siebie, że nieustannie pcha człowieka do przodu.
dotykając życzliwie* swojej skończoności, doświadczam nieskończoności**, a potem.
gdy znów, od nowa szarpię się z rzeczywistymi ograniczeniami i niemocą, nijak nie umiem przywołać tamtego karmiącego doświadczenia. udaje mi się wyłącznie tęsknić, by znów znaleźć się w jego cichym centrum.
93/366
_________
* są takie chwile, nawet jeśli czasem to tylko ułamki sekund czy mgnienie powiek.
** miłości, szczęścia i otwartego serca.
*
[…]
im szybciej dowiadujemy się o początku procesu chorobowego u siebie, tym szybciej możemy podjąć działania w celu zatrzymania go lub spowolnienia oraz dokonać przeglądu swoich życiowych priorytetów. Tym, co naprawdę ważne do zrobienia w pozostającym nam czasie, jest prawdopodobnie zajrzenie do swojej listy „rzeczy do zaliczenia przed śmiercią” oraz wzmocnienie więzi z przyjaciółmi i krewnymi.
Daniel Gibbs, Teresa H. Barker, Tatuaż na mózgu.
Moje życie z chorobą Alzheimera, przeł. Dariusz Rossowski,
Copernicus Center Press, Warszawa 2024.
To zdjęcie było dość cierpliwym czekariuszem. Czekało, czekało, ale ani ono, ani ja nie wymyślilibyśmy, że pojawi się ono tutaj w tym charakterze.
Poniższy wybór fragmentów esejów nijak nie chciał wtopić w tło wszystkich innych, wybranych, przepięknych cytatów. Te chcą być zobaczone i przeczytane osobno, chcą być usłyszane, poczute i zrozumiane, niepominięte. Chcą zatrzymać, uwiesić się nogawki, chwycić za serce, przytrzymać uwagę, uczepić się podszewki ludzkiego życia niczym rzep psiego ogona.
Patrzę znów na to zdjęcie. Każdy jego element — przymglone, świetliste, ostre, nieostre, biel, czerń — skupia jak w soczewce jakiś aspekt doświadczania choroby neurodegeneracyjnej; wszystko to, co trudno zatrzymać w słowach lub co pozostaje niewyobrażalne, nim nie stanie się faktem.
fot. Saxifraga, fragment.
Nawet dzisiaj wyczuwam echa tego sposobu myślenia: że choroba jest jakąś pokutą za nieznane zbrodnie. Do diabła z tym!
🖇
Wydaje mi się, że nie ma chyba w kraju rodziny, której jakoś nie dotknęła ta choroba [Alzheimera]. Ale ludzie o niej nie mówią, bo jest przerażająca. Słowo daję, uważają chyba, że wymawiając to słowo, przywołują demona. Kiedyś tak samo było z rakiem.
🖇
Choroba sprawia, że człowiek zsuwa się po trochu, i pozwala patrzeć, ja to się dzieje.
🖇
[…]
końcowy rezultat są identyczne. Ale droga, jaka tam prowadzi, jest zupełnie inna.
🖇
Choroba stopniowo odbiera […] rzeczy, o których człowiek nawet nie wiedział, że je ma, dopóki ich nie zabrakło […].
🖇
Choroba sprawia, że ciągle mam wrażenie, jakby śledził mnie niewidzialny typ, jakby przesuwał, podkradał i chował rzeczy, które przecież dopiero co odłożyłem na biurko – czasami aż krzyczę z frustracji. Widzicie, choroba postępuje powoli, ale nieubłaganie. Wyobraźcie sobie wypadek samochodowy w zwolnionym tempie. Na pierwszy rzut oka nic się nie dzieje. Czasem słychać zgrzyt czy stuk, skądś wypada śrubka i kręci się na desce rozdzielczej, jak na pokładzie Apollo 13. Ale radio ciągle gra, ogrzewanie działa i właściwie nie jest źle, wszystko w porządku oprócz pewności, że prędzej czy później wylecimy głową naprzód przez przednią szybę.
🖇
Chory na raka, właśnie zdiagnozowany, dostaje przynajmniej mapę, na której są zaznaczone ścieżki, jakimi może się toczyć jego przyszłość. Wiem oczywiście, jak straszna to choroba, ale chory ma terminy wizyt, ma specjalistów, ma testy i badania. Może liczyć na współczucie, może liczyć na nadzieję.
Pacjent z alzheimerem w tym czasie zostawał praktycznie odesłany do domu. Kontaktowali się ze mną chorzy, którym to właśnie powiedziano, i nikt nawet nie zasugerował, że mogą się zgłosić do Stowarzyszenia Alzheimera. Nie jestem osobą, która udziela się w grupach wsparcia, ale raz pojechałem do Londynu na spotkanie chorych z PCA […]. Pamiętam uśmiechy, kiedy zacząłem mówić o symptomach, i miło było znaleźć się wśród ludzi, którym nie musiałem tego tłumaczyć.
🖇
Nie boją się [moi rodacy] śmierci – martwi ich to, co dzieje się wcześniej.
Życie jest łatwe i tanie w produkcji. Ale wszystko, z czym go kojarzymy: duma, szacunek dla siebie samego i ludzka godność, warte jest zachowania. A możemy je stracić wobec fetyszu życia za wszelką cenę.
Terry Pratchett, Kiksy klawiatury. Eseje i nie tylko, przeł. Piotr W. Cholewa,
Prószyński i S-ka, Warszawa 2015.
Dwuniedzielne odliczanie literek, dwa. Kilka dni po premierze na polskim rynku wydawniczym, tęskniąc za Brr, który mi dawno temu pod nos Pratchetta podsunął, zaznaczyłam tę książkę do upolowania. Pewnie jeszcze bardzo długo pod butem Ibukosknery czekałabym na zielone światło, ale otrzymałam tę fenomenalnie napisaną biografię w prezencie, więc maszyna do połykania liter mogła ruszyć. Pod koniec czytania dołączyła wyciskarka łez i przestraszony Sadownik: co się dzieje? Nic, czytam i wyję. A potem jeszcze oglądałam, ale o tym poniżej.
Naucz się latać. Załatw to teraz. I uważaj na siebie.
Walcz!
Terry
[…] u Terry’ego zwykle pojawiał się też ładunek głębinowy z opóźnionym zapłonem. „A jeśli połączyć nas obu w jedno”, dokończył, „można otrzymać jedną mniej więcej porządną istotę ludzką”.
🖇
Z całą pewnością dla Terry’ego istniały opowieści należące do kategorii „zbyt dobra, by sprawdzać”. I oczywiście zawsze było możliwe, że opowieść „zbyt dobra, by sprawdzać” może w szerszym porządku rzeczy dotrzeć do głębszych prawd o życiu niż ta nie tak dobra, a sprawdzona.
🖇
[…]
całkiem szybko odkrył, że istnieją rzeczy wewnątrz rzeczy, światy wewnątrz światów, całkowicie widzialne, praktycznie dotykalne, z pewnością dostępne dla opowieści, jeśli tylko człowiek znajdzie nieco czasu i miejsca, by je zobaczyć.
🖇
W wieku sześciu lat Terry całkiem niewinnie trafił na jedyny relikt katolicyzmu Eileen – nieduży, tani, masowo produkowany drewniany krucyfiks na toaletce w sypialni rodziców. Zabrał go i zaniósł Eileen, wypowiadając nieśmiertelne słowa: „Mamo! Znalazłem taki patyk z akrobatą!”.
Korygujące wyjaśnienie Eileen było tak powściągliwe, że Terry dłużej się nie zastanawiał nad tą dziwnie zawieszoną i poranioną figurą w przepasce biodrowej. […]
„Nie wiem, jaką pociechę [Eileen] znajdowała w tej drobnej twarzy”, mówił Terry, „ale ja teraz widzę w niej oblicze skromnego cieśli, który postanowił przekazać ludziom, by byli dobrzy dla siebie nawzajem… Złotą zasadę tak wielu mądrych ludzi. I za swoje wysiłki został zamęczony na śmierć przez tyrana na żądanie fanatyków. Może więc przekaz powinien być taki, że należy ignorować tyranów i obalać fanatyków”.
🖇
„Powinniśmy w każdym tygodniu wpisywać coś do terminarza, a potem to odwoływać”, mawiał pogodnym tonem. „To jakby dostać wolny dzień”.
🖇
Zresztą, co tu mówić o sięganiu po książki i przedzieraniu się przez nie; Terry’emu przychodziło nawet do głowy, że można coś zyskać samym przebywaniem w ich pobliżu.
🖇
Wszyscy wiemy, jak to działa. Człowiek zaczyna od wypożyczenia kilku książek z biblioteki albo od swojej babci i jest przekonany, że nad wszystkim panuje, że sobie radzi – przecież to tylko pożyczenie, więc o co tyle hałasu? Potem ani się obejrzy, a zaczyna kupować używane książki w antykwariatach, płacić za nie własnymi pieniędzmi i zabierać do domu, żeby mieć na własność, a nawet stawiać na półce w swoim pokoju. W tym punkcie najczęściej jest już po wszystkim i zanim człowiek się obejrzał, znalazł się na najlepszej drodze do całkiem nowych książek i do uzależnienia na całe życie.
🖇
[…]
skuter [dunkley S65] – „zrzędliwy”, jak Terry oceniał jego charakter – gubił łańcuch najwyraźniej dla własnej rozrywki i bawił się, nawalając na wszelkie inne sposoby, poważne i drobne, jakie tylko przychodziły mu na myśl. […]
Jednak dla Terry’ego whippet oznaczał transport, a transport oznaczał swobodę.
[…]. „Mówią, że Dunkley Whippet to teraz pojazd kolekcjonerski”, zanotował Terry po latach. „No więc mogą sobie wziąć do kolekcji mojego, […] ale niech uważają, bo jeśli go wygrzebią, piekło podąży za nimi”.
🖇
„Dawno, dawno temu”, to zawsze jest dobry początek, „żył sobie młody książę…”. A niedługo potem ptak na drzewie w swobodnej rozmowie poinformuje tegoż księcia, że: „Dziewczyna to księżniczka Selena, ale jeśli chcesz ją poślubić, musisz ją najpierw oczarować. Czekoladki, kwiaty i tak dalej”. Początkujący dziennikarz znalazł się już na drodze do mistrzostwa w kpiącym heroizmie, żartobliwie obluzowując śruby konwencjonalnych opowieści, by sprawdzić, jaką radość tym wzbudzi.
🖇
[…]
coś błyszczącego wypadło z kieszonki jego marynarki i po bliższym zbadaniu okazało się sporym kolczykiem w kolorach magenty i ciemnego różu, który na pewno do niego nie należał.
Los właśnie uśmiechnął się do Terry’ego tak ciepło jak nigdy przedtem i jak już nigdy potem.
🖇
Idea, by szkoły stały się bardziej sprawiedliwe, była jedną z tych, które Terry zawsze popierał całkowicie – sam wciąż jeszcze nosił świeże blizny po lekceważeniu okazywanym mu przez nauczycieli. Napisał […] tekst, który ukazał się w maju 1968 roku, z tytułem zaczerpniętym z [Petera] Bandera: „Edukacja nie powinna być polityczną zabawką”.
🖇
Może byłem niedostatecznie usłużny wobec Patcha, gabinetowego kota, znanego też jako Dział Kadr?
[…]
Okazuje się więc, że ze mnie zażartował. Ale okazuje się też, że całkiem zapomniał o tym żarcie.
[…]
Terry jednak wydaje się całkiem zadowolony.
— Chyba ze sto lat czekałem, żeby mieć szansę wypróbowania tego na kimś — oznajmia i patrzy na mnie ciepło, z promiennym uśmiechem.
A potem wraca do pracy. I przez resztę dnia sprawia wrażenie rozjarzonego poświatą głębokiej satysfakcji.
🖇
„Uświadomiłem sobie, co mnie zawsze niepokoiło w tradycyjnym dziennikarstwie informacyjnym”, zanotował. „Zwykle po prostu brakuje czasu, by dotrzeć do prawdy kryjącej się za faktami”.
🖇
Klisze są użytecznymi młotkami i gwoździami wśród narzędzi komunikacji, ale co będzie, jeśli staną się wszystkim?
🖇
Z perspektywy czasu Terry miał w końcu dojść do wniosku, że najlepszym podejściem byłoby pogodzenie się z wilgocią – „uznanie jej”, jak napisał, „za integralną część domostwa i poszukanie sposobów, by mogła nieszkodliwie odparować”.
[…] Kochali miejsce, gdzie się znaleźli – kochali swój domek, kochali ogród, kochali okolicę.
🖇
Butle z winem fermentowały ustawione wokół gazowego piecyka w saloniku, zaraz za żółwiami, w priorytetowej kolejce do ciepła, a Terry i Lyn tworzyli trzeci, zewnętrzny krąg za nimi.
🖇
Stał się znany w całym biurze, a nawet trochę niesławny, z otwierania dyskusji frazą: „Jak mógłbym ująć to w sposób nieobraźliwy?”.
🖇
Więzy przyjaźni w grupie zacieśniały się podczas rozmów przy lunchu. Mieli podobny sposób myślenia i podobne poczucie humoru – inteligentne, zainteresowane nauką i techniką, zanurzone w popkulturze i bezwstydnie nerdowskie. Któregoś dnia dyskutowali, dlaczego grzanka zawsze spada na dół stroną posmarowaną dżemem. Terry wspomniał o swoich kotach, które – w przeciwieństwie do niej – spadają zawsze na cztery łapy. Zaczęli się więc zastanawiać, co się stanie, jeśli kotu przymocować na grzbiecie posmarowaną dżemem grzankę i go zrzucić. Doszli do wniosku, że kot zatrzyma się w powietrzu i będzie wirował, a sytuacja sama nie rozwiąże się w żaden sposób. Ergo, Stół Ośmiu przy lunchu odkrył antygrawitację. Q.e.d. i poproszę o sól.
🖇
Potem był Manic Miner, który – radość nad radościami i przełom nad przełomami – miał własną muzykę, ale za to nie miał opcji „save”, a zatem grając, za każdym razem trzeba było sumiennie pokonywać wszystkie początkowe, łatwe poziomy. Terry zdradził Andrému, że w pokoleniowej adaptacji stosowanej przez Eileen Pratchett [Mama Terry’go] metody „pensa za każdą dobrze przeczytaną stronę” zaczął płacić Rhiannie [córce] za przechodzenie tych męczących wczesnych poziomów; zastępował ją w fotelu i przejmował sterowanie, kiedy gra w końcu robiła się ciekawa. Gry stawały się coraz lepsze i pociągały Terry’ego coraz mocniej.
🖇
„Twoją nagrodą za to, że zrobiłeś coś dobrego”, zwykł mawiać Terry, „jest możliwość zrobienia jeszcze czegoś dobrego”.
🖇
Miał specjalne nazwy dla pewnego rodzaju gapiów na spotkaniach – „toon”, „toto”, jak też „byłfteleizorze” i „nigniesłyszaem”. Wiedział, jak to jest, kiedy podpisuje się książki, słysząc w tle, jak to nazywał, „szemranie” takich uwag. Kiedyś w Milton Keynes, kiedy trochę spóźniony przeciskał się przez tłum do stolika, zatrzymał go ochroniarz.
— Przepraszam, kolego — powiedział — ale koniec kolejki jest tam”.
Terry odwrócił się bez słowa i odszedł na wskazany koniec.
— To wasz szczęśliwy dzień — oznajmił czekającym i zaczął podpisywać ich książki.
🖇
Jeszcze inni, niezbyt konkretnie, chcieli się dowiedzieć, jak to wszystko zrobił. „Jaki był skrót?”, wydawało się brzmieć właściwe pytanie, często ukryte między wierszami.
— Oni chyba oczekują, że wskażę im guzik, który mogliby nacisnąć — mawiał Terry. — Albo stronę w sieci, na którą mogliby zajrzeć, albo kurs korespondencyjny, na który mogliby się zapisać.
Dało się wyczuć, że uczciwa odpowiedź, jakiej im udzielał – że w jego przypadku wymagało to długich godzin pisania, często w nietypowych porach dnia, plus spotkał go nieodzowny traf niewytłumaczalnego szczęścia – nie jest dokładnie tym, co chcieliby usłyszeć. Mimo to odpowiadał tak bez ogródek.
🖇
Nazywał to Doliną Chmur. Pisanie powieści było niczym wędrówka z jednego jej końca na drugi. Dolinę pod nami wypełniała mgła, ale przy odrobinie szczęścia widzimy ze swojego miejsca drugą stronę; widzimy też całkiem wyraźnie wystające ponad mgłę czubki jednego czy dwóch drzew lub innych charakterystycznych obiektów. Zadanie polega więc na tym, by ruszyć w stronę któregoś z nich – zanurzyć się w mgłę i zobaczyć to, co po drodze stanie się widoczne, pamiętając jednak zawsze, żeby wynurzyć się w miejscu, które wybraliśmy sobie po drugiej stronie.
🖇
Najmocniejszy komputer przeznaczony był do gier, nie do pisania. Terry nie czuł potrzeby tłumaczenia się z tego.
🖇
Walijski powieściopisarz kupił sobie wystąpienie w przyszłej książce Terry’ego Pratchetta za 2200 funtów podczas aukcji charytatywnej […]. [Ken] Follett powiedział Terry’emu, że chciałby być olbrzymem. Autor zaś spojrzał tylko na niego i zapytał: „Jak chcesz zginąć?”.
🖇
Doszedłem do tego!, oznajmił któregoś ranka, wpadając do Kaplicy z tryumfalną miną. „Najważniejsze w piłce nożnej jest to, że wcale nie chodzi w niej o piłkę nożną!
🖇
Adrenalina może pomagać, ale prędzej czy później zapasy się wyczerpią i wiadro uderzy o dno studni.
🖇 🖇 🖇
Takie są zwykle problemy związane z amatorską diagnozą. Roztargnienie, zaabsorbowanie myślami, to, jak nieobecny często się wydawał, choć przecież fizycznie był na miejscu, niedostateczna uwaga poświęcana koszulom, guzikom, przedmiotom nieożywionym i innym ludziom… tak wiele znaków wczesnego alzheimera okazywało się również oznakami typowymi dla zapracowanego autora.
Poza tym był przecież całkiem sprawny, prawda?
🖇
— Chodź tutaj! Co z nią zrobiłeś?
Zszedłem na dół.
— Co zrobiłem z czym?
Wpatrywał się w klawiaturę.
— Z „S”. Zabrałeś gdzieś „S”. Gdzie jest?
Byłem zdumiony. Podszedłem do niego i podążyłem za jego wzrokiem. Klawisz „S” był na klawiaturze w swoim zwykłym miejscu, pomiędzy „A” i „D”. Pochyliłem się i wcisnąłem go.
Przez chwile patrzyłem mu w oczy i widziałem w nich lęk.
🖇
Słuchaliśmy jednak, równocześnie usiłując opanować rozszalałe myśli.
[…]
Docierały do mnie tylko strzępki tego, co mówił lekarz.
[…]
Wstaliśmy wolno i wyszliśmy z pokoju. A potem staliśmy na korytarzu i usiłowaliśmy jakoś się ogarnąć.
[…]
W końcu ruszyliśmy do samochodu. Byliśmy oszołomieni. Nie istniało w tej sytuacji żadne sensowne działanie, żadne wyjście, nie podano nam nawet daty rozpoczęcia leczenia – bo nie mogło być żadnego leczenia. Nie mieliśmy się czego przytrzymać, nawet ulotki, którą ścisnęlibyśmy w dłoni, wychodząc. Odjechaliśmy dokładnie tak, jak przyjechaliśmy, tyle że teraz jeden z nas w wieku pięćdziesięciu dziewięciu lat miał nieuleczalną chorobę zwyrodnieniową mózgu.
🖇
Czuł jakąś niezwykłą potrzebę, by robić to, co zawsze, jak gdyby nic się nie zmieniło, choć był aż nazbyt mocno świadomy, że zmieniło się wszystko. Jego świat wydawał się rozerwany na strzępy, a równocześnie dokładnie taki jak przedtem.
🖇
Kiedy skończyłem pisać, Terry przeczytał całość.
— Dołóż na końcu uśmiechniętą buźkę, żeby wiedzieli, że jesteśmy śmiertelnie poważni.
Więc dołożyłem:
[…] :o)
🖇
„Jak się czujesz, Terry?”, pytano go czasem.
„Świetnie”, odpowiadał. „Dla danej wartości świetności”.
🖇
Terry Pratchett: Living with Alzheimer’s Episode One, BBC 2009.
*
Terry Pratchett: Living with Alzheimer’s Episode Two, BBC 2009.
*
Obejrzałam, nie zapraszając do towarzystwa nikogo, od pierwszej po ostatnią klatkę. Ludzie nie przestaną mnie nigdy zaskakiwać, ponieważ dotykają bezkresnego słonia zwanym życie w miejscach, których istnienia nawet nie brałam pod uwagę.
Tym, których nie opuszcza pewność w temacie podejmowanym przez ten film, gratuluję, choć czynię to z dużą dozą podejrzliwości.
📎📎 Terry Pratchett: Choosing To Die, reż. Charlie Russell, 2010.
[suplement: 25.03.2024]
Dokument nie powstał, by zachęcać, straszyć czy bronić; powstał, by pokazywać.
Terry Pratchett, Kiksy klawiatury. Eseje i nie tylko, przeł. Piotr W. Cholewa,
Prószyński i S-ka, Warszawa 2015.
Jeśli o mnie chodzi, po obejrzeniu tego filmu wiem, jak fizycznie wygląda to konkretne miejsce w Szwajcarii, do którego udali się Amy i Brian. Wiem też już, że jestem wyjątkowo łakomą osobą, jeśli chodzi o życie, i oślo upartą, by znajdować chociaż drobinki przyjemności, szczególnie w tych chwilach, gdy coś zrozumiem brzuchem lub nauczę się czegoś nowego. Ja i ktoś we mnie uparcie wracamy ze „Szwajcarii”. Istnieje ryzyko, że przegapię ostatni moment, gdy Szwajcaria byłaby dla mnie opcją, ale kto nie ryzykuje, nie żyje wcale.
*
Terry Pratchett: Facing Extinction, 2013.
[suplement: 25.03.2024]
Orangutany są takie jak my. Są inteligentne. Mają wyobraźnię. Mają charaktery. Potrafią kłamać. Tylko że ich przodkowie zostali na drzewach, gdy nasi zeszli na dół, żeby spróbować przetrwać na równinach.
Dzisiaj wracamy do drzew. Wracamy z piłami spalinowymi.
∘
Kiedy ktoś jest dostatecznie wielki i dostatecznie silny, kiedy opłaca właściwych ludzi, może robić, co tylko zechce. Warunki dyktują chciwość i korupcja. […]
Możemy próbować kupować świadomie, ale jest to coraz trudniejsze. Żyjemy w świecie globalnej ekonomii, a orangutany coraz bardziej nie. Są spychane na krawędzie i nie mogą grać ostro.
Terry Pratchett, Kiksy klawiatury. Eseje i nie tylko, przeł. Piotr W. Cholewa,
Prószyński i S-ka, Warszawa 2015.
🖇 🖇 🖇
[…]
przez ostatnie kilka godzin nauczyłem się, że z życia należy korzystać, póki ono trwa.
🖇
Jesteś swoją własną walutą i musisz wydawać ją rozsądnie.
🖇
Dla Terry’ego książki często znajdowały własne ścieżki na drodze do bycia napisanymi.
🖇
Wiele śmierci zdarzyło się przez te lata. O wiele za dużo śmierci. Ale było też wiele życia.
🖇
Po pewnym czasie spytałem Terry’ego, jakie ma życzenia co do swojej ceremonii żałobnej.
— Być tam — odpowiedział. […]
W końcu, choć nie był to temat, do którego rozmowa naturalnie doprowadziłaby któregokolwiek z nas, powiedziałem mu, że towarzyszenie mu przez te lata było dla mnie przywilejem.
— Przywilejem dla ciebie? — powtórzył Terry, szczerze zdziwiony.
— Tak, prawdziwym przywileje — zapewniłem.
— Twój przywilej cały po mojej stronie — stwierdził.
Myślę, że miał to być komplement, ale jak to z wieloma komplementami Terry’ego, trudno było mieć pewność.
🖇
Terry naprawdę żyje i jest takie miejsce, gdzie wszyscy możemy go spotkać: pośród milionów słów w tych wielu, wielu książkach.
Rob Wilkins, Terry Pratchett. Życie z przypisami, przeł. Piotr W. Cholewa,
Insignis Media, Kraków 2023.
(wyróżnienie własne)
[…] głupców nie znosił cierpliwie.
🖇
Zarzut wobec baśni jest taki, że mówią one dzieciom o istnieniu smoków. Ale dzieci zawsze wiedziały, że smoki istnieją”, napisał Chesterton w sposób, który z tego końca teleskopu mógłby się wydać całkiem Pratchettowski. „Baśnie mówią dzieciom, że smoki można zabić”.