Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam.
Jak to jest: żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć,
gdy prawie ci wmówiono, że jesteś taką Jabłonią?
Jak to jest kwitnąć przez cały rok? Rozkwitać każdego dnia?
jedna ze zdobyczy cywilizacyjnych antyszczepionkowców, krztusiec. wypiłabym za ludzką głupotę, gdybym tylko mogła samodzielnie przesunąć swoje ciało choćby o milimetr. wszystkie plany na międzyświąteczny czas skasowane — chcemy, tylko i aż, przetrwać.
przyzwyczajona do tego, że dawniej to ona nieprzytomnie szarpała rodzinną tkaninę; nauczona w kończącym się właśnie roku, jaką wartość ma każda, składająca się na nią, nić, patrzyła z niedowierzaniem, jak robią w suknie ogromną dziurę, nie mając kompletnie pojęcia, co czynią.
smutno dziś nie tylko mi. jebaniutkie świętuchna, wersja jeden, kropka, zero.
nie ma powodu, by nie obchodzić twoich urodzin*. zwłaszcza gdy ból ustępuje ogromnej wdzięczności za to, że byłeś, jesteś i będziesz częścią mojego życia.
dziewczyny, dziękuję im z całego serca, zapaliły światełka.
359/366
___________
* wiedziałam, że nie lubiłeś swojego imienia, ale do dziś nie miałam pojęcia, że chciałeś mieć na imię Franciszek, Biały Kruku. Groszce to imię skojarzyło się ze świętym, mi z Sinatrą — każdemu według jego własnych ścieżek.
fot. Kaan, fragment.
*
pamiętam, jak odkryłeś płytę z tą „kolędą” i natychmiast się nią podzieliłeś. pamiętam radość, jaką nam co roku sprawiała, gdy choć na chwilę chcieliśmy wyłamać się ze świąteczego systemu. włoskie radio przypomniało mi o tych wrażeniach, łomolę.
359/366
The Pogues, Fairytale Of New York.
Autor(ka) nie do ustalenia.
Nieważne, czym nas obdaruje Święty Mikołaj, możemy go pokonać…
Terry Pratchett, Kiksy klawiatury. Eseje i nie tylko, przeł. Piotr W. Cholewa,
Prószyński i S-ka, Warszawa 2015.
od dziś do soboty jestem wyłącznie w charakterze żony. będę korzystać z przywileju bycia małżonką pana ciasteczko.
mam: 35€ w kieszeni kurtki oraz wywierconą dziurę w brzuchu mężczyzny mojego życia, by do księgarni galopem.
354/366
Włosi potrzebują w codziennym życiu kolorowych i mocno urozmaiconych wyobrażeń wielkości, swego rodzaju stałego fortissimo; w ich przypadku to wymóg osobowości. Ale nie potrzebują instytucjonalnej manii „wielkości”, jak Niemcy; nie mają poczucia ułomności, które trzeba przekrzyczeć. Zadowalają się, jeśli mogą oznajmić światu, fortissimo, że są Włochami.
Są głośni, lecz łagodni. Pokrzykują, ale są ludzcy. Ich dusza i charakter znajdują się jeszcze blisko siebie.
🎄
Włosi rozmawiają głośno, lecz spokojnie, i myślą sercem. Ich wielkość polega na tym, że są życzliwi.
🎄
Idea wielkości, tak jak ją rozumiał Mussolini, a Włochom wbijano do głowy przez wychowanie, była czymś powierzchownym, tak naprawdę w ogóle w nią nie wierzyli. A i wcale jej nie potrzebowali. Oni i tak są wielcy, w swej istocie, w tym, że niezmiennie są Włochami.
Sándor Márai, Porwanie Europy,
przeł. Irena Makarewicz, Czytelnik, Warszawa 2022.
(wyróżnienie własne)
od wczoraj nie biorę jeńców, czyli. koniec z czasem dla spraw beznadziejnych; wystarczy mi podgrzewania, gdy nie trzeba, starych historii; walka z wiatrakami, pamiętaj, to nie sport.
nie znam nikogo, kto nie został zdradzony, porzucony, niezrozumiany, nieprzyjęty lub niewysłuchany, ale to nie jest powód, by dać się tym historiom wodzić za nos latami.
wczoraj Heniutka skończyła czternaście lat i siedem miesięcy. dziś do mnie dotarło, że z każdym dniem nasz wspólny, po tej stronie tęczy, czas drastycznie się skraca. każdego wieczoru maleje o względnie coraz większą część.
zbrzydło mi życie w oku cyklonu. nie chce mi się już szukać dobrych stron ciszy przed burzą. niech się dzieje*!
338/366
________
* a ja? będę już tylko skupiać się na liczeniu błogosławieństw, które każdego dnia mnie spotykają mimo wszystko, ponieważ i dlatego właśnie.
Nauki buka brzmiały: Stać. Zrzucić liście. Wytrzymać. Pracować nad nowymi liśćmi. Wypuścić pąki. Zmienić się.
*
Być może pisanie jest poszukiwaniem obcego języka w słowach, które człowiek ma do dyspozycji. Próbą znalezienia językowego schronienia w tym, co istnieje, uderzenia w to, co odziedziczone na tyle mocno, by człowiek w nim zamknięty mógł zatańczyć.
Kim de l’Horizon, Drzewo krwi, przeł. Elżbieta Kalinowska, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2024.
spod tkaniny zwanej uzgodnioną rzeczywistością. subtelnie, prawie niezauważalnie prześwituje, przeziera, przebija coś. jeszcze nigdy tak intensywnie jak dziś.
333/366
Moje ciało, pozostałość, przekształcona prastarość, materia, która istniała już w niezliczonych innych formach: kamieni, ziemi, roślin, powietrza, bakterii, grzybów.
Kim de l’Horizon, Drzewo krwi, przeł. Elżbieta Kalinowska, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2024.
zastygłam, by zajrzeć w siebie, po przeczytaniu zdania: [g]łód jest starszy od babki*.
hmmm, okazało się, że mój
strach o ukochanych jest starszy ode mnie o dziesiątki tysięcy wieków. moje tęsknoty są starsze ode mnie ciut mniej niż sto pięćdziesiąt lat, a miłość we mnie jest odwieczna.
332/366
__________
*
Kim de l’Horizon, Drzewo krwi, przeł. Elżbieta Kalinowska, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2024.
ostatni pierwszy śnieg Heniutki spadł dwa dni temu. sprawdziłam, spadł cztery dni później niż pierwszy śnieg zeszłorocznej zimy. wczoraj dopadało, więc dziś jeszcze trochę jest.
zapytałam o schody, nie zapytałam o szerokość drzwi i czy ktoś z zaproszonych gości jest przeziębiony*. schody pokonaliśmy śpiewająco, drzwi były wymagające, fajny spędziłam z ludźmi czas, ale.
od wczoraj złożona choróbskiem, płacę wysoką cenę za brawurowe wyjście z domu.
dawno, dawno temu to futra, czapki i kozaki w pierwsze listopadowe dni rozpoczynały zimny czas.
dziś to psica zainaugurowała zimę, przepraszając się z klatką, której od maja nie zaszczyciła swoją obecnością na dłużej. dziś zajrzała na chwilę do niej też plama słońca, więc pośpieszyłam, by cyk przemijającemu pięknu.
dotarło. jeśli chcę radości, którą niosą: jeszcze jeden dzień, przeczytana dobra książka, wysłuchany piękny utwór, odkryte nowe słowo czy fraza, spotkanie czy chwila, gdy zaczynam coś rozumieć, przytulas, błysk w oku, jeśli to i wiele więcej.
nie wymigam się już, jest cena: fizyczny ból, postępująca zależność, bariery architektoniczne, które co chwilę podstawiają mi nogę.
ode mnie do Niej dwa uściski dłoni. niespodzianka całkowicie niespodziewana trafiła do ula. od Niej do mnie potrzebowała czterech uścisków dłoni, by zrobić to dziś, i jednej chwili, by zrobić mi dzień.