Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam.
Jak to jest: żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć,
gdy prawie ci wmówiono, że jesteś taką Jabłonią?
Jak to jest kwitnąć przez cały rok? Rozkwitać każdego dnia?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą świat masy/ rzeźby i siły. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą świat masy/ rzeźby i siły. Pokaż wszystkie posty
Dobrostan fizyczny* jest pierwszym warunkiem koniecznym do szczęścia. Joseph Pilates
(1883–1967)
_________________
* pod tym samym cytatem dyskusję z Bliźniaczą Liczbą toczyłyśmy. bo jednak po pierwszym zachwycie zgodzić się z Autorem nie mogłam. razem doszłyśmy do wniosku, że nie liczy się norma lecz optymalny, możliwy do osiągnięcia na ten moment stan. teraz wszystko się już zgadza.
wpis przeniesiony 11.04.2019. (oryginał z zawieszkami)
piątkowo-poranny przedskoczek. predykcję wieczornego stanu nierozumiejącemu Drzewku próbuje przekazać we wrażeniu, jakie na nim robi poniższa grafika. Jabłoń zanotowała:
jestem. zahipnotyzowana… otwierają się historia, ale i marzenia.
piątkowo-popołudniowa rozterka: rozum chce z ciałem na siłkę. serce chce z Sadownikiem być. rozum z ciałem argumentują, że przecież z siłki Drzewko wróci i cały wieczór będzie do wzięcia. sercu wieczór to mało. rozum w zachwycie, bo Sadownik powiózł na siłkę.
Sadownik: A może poszlibyśmy jutro do kina?
Jabłoń: Do osiemnastej jestem na zajęciach, potem lecę na siłkę. Kino? Chętnie, ale najwcześniej mogę od 20.30.
Sadownik & Jabłoń: (znaleźli o odpowiedniej godzinie grany film* i koniecznie nie „tą razą” dramat psychologiczny!)
Jabłoń: (jakiś czas potem o planie na sobotę donosi)
Biały Kruk: Dziecko, hamuj!
Jabłoń: (argumentuje rozumem) Przesuwanie czasu da mi dodatkową godzinę na odespanie.
*
piątkowy wieczór. Drzewko po siłce, po kąpieli na skraju łóżka usiadła i zdziwiła się jak nigdy wcześniej w życiu, bo… była bezgranicznie szczęśliwa, szczęściem, którego kolorytu doświadczyła ostatni raz, mając kilkanaście lat, gdy wszystkie uczucia miały kłopot w utrzymaniu się na skali. bezgraniczne, fizycznie odczuwane w całym ciele szczęście, sens i tony endorfin.
__________________ *
Ocean ognia, reż. Donovan Marsh, 2018.
*
sobota była fantastyczna. brzmi banalnie. bo sobota nie była o dźwiękach, słowach lecz o czuciu — czuciu całą sobą. nie chcę hamować!
wpis przeniesiony 10.04.2019. (oryginał z zawieszkami)
Jabłoń: (w wersji milcząco-nietowarzysko-żującej-swój-los)
Tollini: A ty bawisz się tym, co robisz?
Jabłoń: (natychmiast odnalazła zagubioną kilka dni temu siebie) Dziękuję ci za to pytanie.
*
Po siłowni — suwnica: 50 kg po raz pierwszy w życiu, w ostatniej serii, przemiłe zaskoczenie, ¡el reksio! — późny lanczyk.
Gdybyś żywy koło mnie przeszedł, nie zauważyłam cię. Gdybyś patrzył w górę, mijając mnie, twój wzrok spocząłby gdzieś na wysokości moich ramionach — patrzyłabym pewnie gdzieś ponad ciebie lub pod swoje nogi, w zależności od moich „chodzeniowych” możliwości. Nieruchomy, masz czas, patrzysz wielkimi oczami, nie mrugasz. Usiadłam naprzeciwko ciebie, nie mając świadomości, że patrzysz. A potem, gdy już cię zauważyłam, gapiłam się na ciebie urzeczona radością i pasją życia w twojej twarzy, w twoich oczach. Ty bawisz się tym, co robisz. Ja na nowo też. Dziękuję, że dałeś się kiedyś komuś sfotografować.