Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cykl: nie! Oni we trzech. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cykl: nie! Oni we trzech. Pokaż wszystkie posty

wtorek, marca 31, 2026

6059. —



Kaan.

[moje ciało]  było tym elementem mojej osoby, który najtrudniej było podporządkować, tym, którego nie mogłem zmusić do kłamstwa, stanowiło żywy dowód mojej przeszłości stworzonej z ciała, krwi i kości.

Édouard Louis, Zmiana, przeł. Joanna Polachowska,
Wydawnictwo Pauza, Warszawa 2023.

6058. Z oazy (CDXXXIII)

Przeleżała na stosiku czytelniczym prawie trzy lata. Gdy do niej wróciłam, nie do­wie­rzając, że aż tak długo tam tkwiła, przypomniało mi się, że przy pierwszej próbie czytania, zaraz po ukazaniu się, odrzuciła mnie fizjologia jednej z pierwszych scen tej historii.

Wróciłam, w połowie pomaszerowałam do opowieści poświęconej mamie Autora i Jej osobistym zwycięstwie. To zwycięstwo pozwoliło mi przebrnąć przez marny — starając się nie osądzać — kawałek tej opowieści i wypłynąć spokojnie na końcówkę, która nie była dla mnie specjalnym zaskoczeniem, bo choć kończyła się książka, dłu­ga jeszcze droga przed Autorem; drogami, ktorymi szedł nie dojdzie tam, gdzie chce dojść i być.

To ważna dla mnie książka. Mogę ją śmiało wciskać tym, którzy twierdzą, że nie ma czegoś takiego jak przywilej , że wszyscy startują z tej samej pozycji, itede,itepe. Naprawdę? Nie bardzo.

Odbijały mi się podczas czytania wyimki z mojego życia — zapomniane, zakurzone, dziś brzmiące absurdalnie. Też wiem, jak to jest chcieć wyjechać, uciec; znam inne niż Autor odcienie odrzucenia, niepasowania i tak, zgodzę się, że nazwa stolicy nie jest tylko nazwą miasta, ale pewnej społecznej rzeczywistości.

Podobnie jak Autor nie raz oglądałam realną biedę bogatych ludzi, ich nie­przy­tom­ność, ale też, o czym nie wspomina Autor, strach. Nie do pozazdroszczenia, nawet jeśli wyimaginowany.

Podobnie jak Autor nie pogardziłabym możliwością cofnięcia się w czasie, by po­wie­dzieć przerażonej sobie w młodziutkiej wersji: dasz radę więcej, niż oni są sobie w stanie wyobrazić! To też książka, dzięki której można być wdzięcznym za swoich Ludzi, dzięki którym nie ustajemy. Swoi Ludzie to ucieleśnienie najczystszej Magii, bo zjawiają się po raz pierwszy w chwili, gdy gorzej być już nie może.

[…]  to, co się przed chwilą stało, pozwoliło mi na płacz za te wszystkie razy w moim życiu, kiedy tego nie zrobiłem, te wszystkie razy, kiedy po­wstrzy­ma­łem łzy. Możliwe, że tej właśnie nocy w tym pokoju pozwoliłem moim oczom wypłakać dwadzieścia lat niewypłakanych łez.
     […]  obiecałem sobie, że kiedyś to zrobię, opowiem o wszystkim, co mnie do tej sceny doprowadziło, i o wszystkim, co nastąpiło potem, podejmę pró­bę cofnięcia się w czasie.

🖇

Dorastałem w świecie, który odrzucał wszystko, czym byłem, i odbie­ra­łem to jako niesprawiedliwość, ponieważ — powtarzałem to sobie setki razy dziennie, do znudzenia — nie ja zadecydowałem, kim byłem.

🖇

Pedał. W wieku pięciu czy sześciu lat zrozumiałem, że to słowo mnie określi i że będzie mi towarzyszyło przez resztę życia.
     To, o czym nie wiedziałeś, ponieważ to przed tobą ukrywałem: to słowo szło za mną wszędzie, nie tylko w domu, ale także na ulicach naszego mia­stecz­ka, w gimnazjum, wszędzie; nie tylko w tobie wzbudziło niepokój.
     […] 
     Nie wiesz również o tym, że to wyzwisko sprawiło, że nieznośna stała się cała reszta: bieda, nasz sposób życia, prymitywny rasizm mieszkańców mia­stecz­ka, tak jakby wykluczenie społeczne zmuszało mnie do wy­my­śle­nia wła­sne­go systemu wartości – systemu, w którym zna­lazł­bym swoje miejsce.

🖇

Musiałem oddalić się od przeszłości, żeby ją zrozumieć […].

🖇

Nie wiem, jak to możliwe mieć w dzieciństwie przemyślenia tak precyzyjne i w pewien sposób tak dojrzałe i tak anachroniczne, ale pamiętam, że chcia­łem wy­je­chać z miasteczka i stać się bogaty, wpływowy i sławny, ponieważ sądziłem, że władza, którą zyskałbym dzięki bogactwu lub sławie, mogłaby stać się odwetem na tobie i świecie, który mnie odrzucał.

🖇

Czuję się odległy od pisarzy, którzy opowiadają, że odkryli literaturę za sprawą miłości do słów i fascynacji poetycką wizją świata. Ze mną jest inaczej. Pisałem, żeby przeżyć.

🖇

Nie należy upatrywać w tym, co piszę, narodzin mojego pisarstwa, lecz narodzin mojej wolności, odcięcia się za wszelką cenę od znienawidzonej przeszłości.

🖇

[…]  są formy dystansu znacznie głębsze, bardziej skomplikowane niż odległość geograficzna.

🖇

Nie powiedziałem ci nigdy, że nie chcę jechać na narty, bo się boję. Po­nie­waż ci chłopcy budzili we mnie strach. Nie powiedziałem ci, że oczywiście jak każde dziecko z naszej mieściny marzyłem, żeby zobaczyć góry i śnieg. Nie wiedziałem jeszcze, że te wyzwiska i ten strach uratują mnie przed tobą, przed miasteczkiem, przed identyczną powtórką z twojego życia. Nie wie­dzia­łem jeszcze, że upokorzenie zmusi mnie do bycia wolnym.

🖇

[…]  pisanie o mojej historii jest pisaniem historii kolejnych kobiet, które mnie ratowały, Pascale Boulnois, Stéphanie Morel, Aude Detrez, Martine Coquet, Eleny, Babeth, że moja historia jest historią ich dobrej woli i wiel­ko­duszności.

🖇

[…]  z braku innego pretekstu na każdej przerwie zacząłem chodzić do bi­blio­te­ki szkolnej. Zorientowałem się, że tam mogę spędzać czas, w bibliotece prawie zawsze było pusto, sadowiłem się z książką, której nie czytałem, ale mogłem udawać, że czytam, i spędzać czas, nie budząc podejrzeń, że jestem wykluczony.

🖇

Są prawdy, które czasem spadają na nas gwałtownie, jak pożądanie, i inne, do których dochodzi się z czasem.

🖇

Czułem na twarzy własny oddech; nadal nic nie mówił – i przysięgam, nigdy jeszcze nie słyszałem tak pięknego milczenia.

🖇

Poszliśmy do niej i kiedy otworzyła drzwi domu, zrozumiałem, kim by­ła, a raczej dlaczego była taką właśnie osobą. W jej domu stały re­ga­ły z tysiącami książek, stary fortepian, na ścianach wisiały kopie obrazów starych mistrzów.

🖇

Chciałem wieść takie życie, jak ona, i uczestniczyć w świecie, który dzięki niej odkrywałem, nie dlatego, żebym był bardziej wrażliwy na sztukę czy inteligentniejszy od innych, nie dlatego, że byłem bardziej od innych do ta­kie­go życia predestynowany, ale dlatego, że dostrzegłem inny rodzaj życia, w którym byłoby miejsce i dla mnie. Nie udało mi się być takim synem, ja­kie­go chciałbyś mieć, nie udało mi się dopasować do oczekiwań mieszkań­ców naszego miasteczka, nie udało mi się na stałe zaprzyjaźnić z Ro­main­em, z niczym mi się nie udawało, i konieczne było znalezienie takiej formy istnienia, w którym znalazłoby się miejsce dla takiego ciała i takiej historii, jak moje, to wszystko.

 

🖇

[…]  w każdy epizod mojego życia wślizgiwała się cała historia świa­ta, świata i jego odchyleń, jego niesprawiedliwości. […]  Czułem coś w rodzaju politowania, a w każdym razie smutku wobec tych, którzy by­wa­li w sławnych paryskich teatrach czy siadali na kawiarnianych tarasach, nie zdając sobie sprawy z prezentu, jaki dostali od losu, nie czując własnego szczęścia, którzy wykonywali te gesty, jakby robili je od dzieciństwa, jak wcześniej ich rodzice i dziadkowie, ponieważ urodzili się w świecie bardziej uprzywilejowanym od mojego. Moim przywilejem było poznanie świata bez przywilejów.

🖇

Nie mogłem znaleźć w sobie nic, czym mógłbym zmierzyć ten dystans, tę brzydotę i przemoc świata.

🖇

Wymazywałem kolejne ślady tego, kim byłem.

🖇

Na razie jednak taiłem swój niesmak czy bunt. Byłem zbyt słaby, by po­zwo­lić, żeby wzięły nade mną górę; dopiero teraz pozwalam sobie pomyśleć to, o czym Ci piszę. Kwestionowanie przemocy świata było luksusem, na jaki nie mogłem sobie pozwolić, najpilniejsze było podążanie ciągle naprzód.

🖇

Didier uśmiechnął się: Jesteś ambitny, to dobrze. Słusznie, do dzieła, zrób to. Spróbuj.

🖇

Czy jestem arogancki […]? Nie, nie jestem, ponieważ nie wierzę w wyższość tych, którzy się zmieniają, nad tymi, którzy się nie zmieniają […]. […]  może istnieje niechęć wobec zmiany, bezpodstawna, niewytłumaczalna, prze­no­szo­na między ludźmi i w czasie, nie wiem.

🖇

Kochając się z mężczyzną, odrzucałem wszystkie wartości swojego śro­do­wiska, stawałem się burżujem.
     […]
     Na kartce papieru napisałem: Pożądanie otwiera przede mną wrota świata.

🖇

Nie wiedziałem, jak się do tego zabrać, i postąpiłem jak zawsze, gdy chcia­łem się zmienić: naśladowałem innych.

🖇

Emocje zawierają w sobie możliwość własnej mutacji, z miłości w za­zdrość, z urazy w nienawiść, z niepokoju w udrękę, z pragnienia zem­sty w chęć rewanżu.

🖇

Rano budząc się i rozglądając się wkoło, mówiłem sobie, że za­trium­fo­wa­łem nad swoim dzieciństwem, nad kuksańcami, wyzwiskami, upoko­rze­niem. Patrzyłem na wynajęte mieszkanie i mówiłem sobie: „Wygrałem”.

🖇

Wszyscy stu­denci mijani na korytarzach wydawali mi się piękniejsi ode mnie, bardziej inteligentni, widziałem wypisaną na ich ciałach przy­na­leż­ność do uprzywilejowanego świata, nauczyłem się od pierwszego spoj­rze­nia wychwytywać takie rzeczy, po prostu to wiedziałem, byłem w stanie zobaczyć całe ich dzieciństwo w postawie ich ciała czy w stylu uczesania, w czymś tak nieznacznym i niepoważnym; w tym, jak się wokół siebie roz­glą­dali, jak ich wzrok spoczywał na innych, widziałem podróże, które od­by­li w dzieciństwie, rozmowy z rodzicami, książki, które w wieku sześciu, sied­miu lat czytali, potrawy, które jedli; cała ich historia była na nich wypi­sa­na, wystarczyło umieć czytać, a ja to potrafiłem, zdobyłem tę umiejętność.

🖇

Próbowałem przez miesiąc, dwa, każdego dnia, w tym samym tempie, ale nie byłem w stanie […], i odpuściłem.

🖇

Teraz tutaj mieszkasz – pomyślałem – żyjesz w Paryżu. Wszyst­ko mo­że się zacząć.
     Wyszedłem, żeby przespacerować się po ulicach i popatrzeć na ludzi.

🖇

To dzięki Didierowi uwierzyłem, że mogę znaleźć wyjście.

Édouard Louis, Zmiana, przeł. Joanna Polachowska,
Wydawnictwo Pauza, Warszawa 2023.
(wyróżnienie własne)

Szukałem czegoś, co mógłbym powiedzieć, ale im usilniej szukałem, tym bardziej możliwość znalezienia wła­ści­wych słów oddalała się.

🖇

Kiedy odszedłeś,
     — pamiętam wszystko —
     należało to zrozumieć. Musiałam zrozumieć, że nie byłam twoim życiem, ale tylko momentem w twoim życiu.
     […] 
     Powiedziałam: Nie ukrywaj się. Jesteś piękny, nie masz powodu, by się ukrywać.
     Nie ukrywaj się.

🖇

[…]  każda książka generowała kolejną, każda książka prowadziła do następnej — i każda książka oddalała mnie od przeszłości.

🖇

[…]  później zrozumiem, że naiwność jest warunkiem ucieczki – odrzucałem myślenie, że coś może być dla mnie niemożliwe.

(tamże)

niedziela, marca 29, 2026

6057. Z oazy (CDXXXII)

Czytając We trzech, przy­pomniało mi się, że inna książka tego tu Autora od dnia swojej publikacji utknęła na stosiku czytelniczym. Wróciłam do niej, a w trakcie czytania zro­bi­łam klik, klik, by sprawdzić, co jeszcze z książek tego trio jest przede mną. Była jeszcze tylko ta książka. Zaznaczyłam ją do upolowania. Nie minęło zbyt dużo czasu i nabyłam za grosze.

Rzuciłam wszystko, co czytałam, by zanurzyć się w tej historii. Historii gorzkiej, ła­mią­cej chwilami serce, ale jednocześnie mimo wszystko zwycięskiej. Choć mam w zwy­cza­ju nie spoj­le­ro­wać, tym razem muszę mieć to zdjęcie i muszę je mieć zaraz tu na początku, choć w książce znajduje się na samym końcu, niczym nie­za­po­wie­dzia­na nie­spo­dzianka.

A może? Może wszystkie Mamy mają takie piękne zdjęcia? Orzeszek ma niejedno. Uwielbiam je.

Wszystko zaczęło się od fotografii. Nie wiedziałem, że takie zdjęcie istnieje i że je mam — kto mi je dał i kiedy?
     Sama je sobie zrobiła, gdy miała dwadzieścia lat. […]
     Trudno mi znaleźć słowa, by to wytłumaczyć, ale wszystko w jej pozie na tym zdjęciu, w jej spojrzeniu, w ruchu jej włosów, przywodzi na myśl wolność, bezmiar czekających ją możliwości, a być może także szczęście.
     Chyba zapomniałem, że przed moim urodzeniem była wolna — a może nawet szczęśliwa?

Kiedy spojrzałem na to zdjęcie, zdębiałem. Jej widok – wolnej, całą sobą wychylonej ku przyszłości […]
     Widok szczęścia na twarzy mojej matki sprawił, że boleśnie odczułem niesprawiedliwość z powodu jego zniszczenia.

🖇

Mówiono mi, że literatura nigdy nie powinna starać się wyjaśniać rze­czy­wi­sto­ści, tylko ją ilustrować, a ja piszę, żeby wyjaśnić i zrozumieć życie mojej matki.
     Mówiono mi, że literatura nigdy nie powinna się powtarzać, a ja chcę spi­sywać tylko tę samą historię, wciąż i na okrągło, wracać do niej, dopóki nie pozwoli mi ujrzeć fragmentów jej prawdy, drążyć szczelinę za szczeliną tak długo, aż to, co ukrywa się pod spodem, zacznie wyciekać na zewnątrz.
     Mówiono mi, że literatura nigdy nie powinna stanowić uzewnętrznienia uczuć osobistych, a ja piszę tylko po to, by wydobyć sentymenty, których nie potrafi wyrazić ciało.
     Mówiono mi, że literatura nie powinna nigdy przypominać manifestu po­li­tycznego, a ja już ostrzę każde z moich zdań, tak jak ostrzy się nóż.
     Bo teraz wiem, że to, co nazywają literaturą, tworzono dotychczas prze­ciw­ko postaciom takim jak ona i ich życiu. Odtąd już wiem, że pisać o niej i o jej życiu to pisać wbrew literaturze.

🖇

[…]  nie miała wyboru – czy raczej myślała, że nie ma wyboru, granicę między jednym a drugim trudno określić […].

🖇

Podsumowując codzienność swojej matki w latach dwudziestych w Austrii, Peter Handke pisze: „Podać do stołu, sprzątnąć ze stołu: «Czy każdy ma, co potrzebne?». Podnieść żaluzje, spuścić żaluzje; zapalić światło, zgasić światło. «Nigdy nie zostawiajcie zapalonego światła w łazience»; złożyć, rozłożyć; opróżnić, napełnić; włączyć kontakt, wyłączyć kontakt. «To wszystko na dzisiaj»”.
     Moja matka mieszkała tysiące kilometrów od Austrii, żyła pół wieku później, jej warunki materialne były inne, a jednak jej życie było dokładnie, słowo w słowo, identyczne.

🖇

Była przekonana, że zasługuje na inne życie, że ono gdzieś istnieje, w jakimś wirtualnym świecie, że wystarczyłoby niewiele, by go dotknąć, i że jej życie w realnym świecie jest takie parszywe wyłącznie przez przypadek.

🖇

Innym razem przechodziła obok szkolnego podwórka, na którym bawiłem się z dziewczynką z miasteczka, Cindy. To jest twoja matka? – spytała mnie Cindy. Odparłem, że nie, nie wiem, kim jest ta kobieta.

🖇

Podobnie jak Monique Wittig, która twierdzi, że lesbijki nie są kobietami, że wymykają się tej wymuszonej tożsamości, osoba, którą jestem, nigdy nie była mężczyzną – i właśnie to zaburzenie świata realnego najbardziej mnie do niej zbliża.

🖇

Kiedy w dzieciństwie razem mieszkaliśmy i kiedy spotykałem w miasteczku osoby uprzywilejowane – mera, dzieci bogaczy, właścicieli apteki czy skle­pu spożywczego – najczęściej ich nienawidziłem, bo widziałem w nich wszystkie te przywileje, które dla mnie były niedostępne.
     Nienawidziłem ich zadbanych ciał, ich luzu, ich pieniędzy, swobody ich ruchów.

🖇

Była nie tylko matką piątki dzieci, bez pieniędzy i bez perspektyw, ale także więźniem we własnym domu. Wszystkie drzwi były zaryglowane.

🖇

Istnieją rozstania brutalniejsze niż zerwanie. Nie kłóciliśmy się z sobą czę­ściej niż kiedyś, nie było krzyków ani trzaskania drzwiami – po prostu nie mieliśmy już sobie nic do powiedzenia.

🖇

Kiedy byłem dzieckiem, wstydziliśmy się razem – naszego domu, naszej biedy. Teraz wstydziłem się ciebie, za ciebie. Wstydziliśmy się osobno.
     Życie trwało dalej, jej życie zaś nadal przypominało walkę z życiem.

🖇

Miała zaledwie czterdzieści lat, ale nic się jej już nie mogło przydarzyć. I właśnie wtedy, kiedy sformułowałem tę myśl, wszystko się zmieniło.

🖇

Odkąd już z nią nie mieszkałem, w jej życiu dostrzegałem jedynie przemoc. W moim nowym świecie kobiety nie były traktowane tak, jak była i jak by­ła­by traktowana moja matka czy inne kobiety w miasteczku. […]
     Od rozstania z nią nauczyłem się przemoc widzieć – i teraz widziałem ją wszędzie.

🖇

Którejś nocy […]  zadzwonił telefon. W otaczającej mnie ciemności rozległ się jej głos: Stało się. Zrobiłam to. […]
     Byłem z ciebie dumny. Czy ci to powiedziałem?

🖇

W jej życiu miłość była zawsze przestrzenią, gdzie albo się rządziło, albo było się rządzonym, nie zaś przestrzenią zawieszenia stosunków władzy.

🖇

To dziwne, że oboje wkroczyliśmy w życie jako przegrani Historii: ona – ko­bieta, ja – dziecko odmieniec, wynaturzone. Jak jednak w równaniu ma­te­ma­tycz­nym, w symetrycznym odwróceniu sytuacji, przegrani świata, jaki dzieliliśmy, zostali zwycięzcami, a zwycięzcy – pokonani.

🖇

Jak wszystkie metamorfozy, dalszy ciąg jej przemiany zapoczątkowało spotkanie.

🖇

Dla niektórych osób tożsamość współczesnej kobiety jest w sposób oczywisty tożsamością opresyjną. Dla niej stanie się taką kobietą było zdobyczą cywilizacyjną.

🖇

Pewnego wieczoru tego nowego życia, chcąc sprawić jej przyjemność, za­bra­łem ją do baru eleganckiego, wręcz luksusowego hotelu. […]  Widzia­łem, że jest spięta i boi się popełnić faux pas. […]  A jednak – i to chciałem osiąg­nąć – widziałem przede wszystkim jej radość z prze­żywania tej chwili, z przebywania w tej świątyni luksusu, a więc z przywłaszczenia sobie życia, na które w poprzednich okolicznościach nie miałaby szans. Mru­żąc oczy, mówiła: Mimo wszystko nieźle sobie oboje radzimy.

🖇

Innym razem, z okazji urodzin, zaprosiłem ją do restauracji na szczycie wie­ży Montparnasse. Poprzedniego dnia zwierzyłem się znajomym ze swo­ich obaw, że będzie tym miejscem onieśmielona i uniemożliwi sobie cie­sze­nie się chwilą – co zdarzyło się w zeszłym roku z moim ojcem, którego za­pro­siłem do restauracji serwującej mięsa z rusztu, bo wiedziałem, że takie właśnie lubi, ale kiedy otworzył kartę, zaszokowany cenami, nie zgodził się zamówić najlepszych dań, jakie mu doradzałem. Zamówił zwykłego ham­bur­ge­ra, najtańsze danie w karcie, powtarzając, że nie chce, bym się za­nad­to wykosztował. Obawiałem się, że matka zrobi to samo, ale kiedy kelner podał nam karty, zamówiła foie gras i homara, zaproponowała także, że­by­śmy napili się szampana: Wypijemy po kieliszku? Nie chciała stracić tej okazji zasmakowania innego życia.

🖇

Co to znaczy „zmienić się”?
     W tym, co wiem o niej dzisiaj, są dziesiątki obrazów i faktów, które prze­czą prostej historii o szczęśliwej metamorfozie. […]
     Czy zmiana nadal pozostaje zmianą, jeśli jest do tego stopnia ogra­ni­czo­na przemocą klasową?
      A jednak. A jednak jest szczęśliwa. Wciąż mi to powtarza. Sam już nie wiem, jak i co o tym myśleć. Być może rzecz nie w tym, żeby wiedzieć, co to znaczy zmiana, ale w tym, co to znaczy „szczęście”? […]
     Po raz pierwszy mówiła o swoim życiu w czasie przyszłym: Za dziesięć lat, kiedy mój – jej facet – przestanie pracować, kupimy samochód kem­pin­go­wy i będziemy pomieszkiwać w całej Francji, będziemy podróżować. Za­wsze marzyłam o wędrownym życiu.

🖇

Niedawno zrozumiałem, że nawet jeśli wobec matki jest się synem, to wobec kobiety pozostaje się mężczyzną.

Édouard Louis, Zmagania i metamorfozy kobiety,
przeł. Joanna Polachowska,
Wydawnictwo Pauza, Warszawa 2022.
(wyróżnienie własne)

Kilka miesięcy temu, w ogródku herbaciarni, gdzie za­pro­po­no­wa­łem jej spotkanie, opowiedziała mi, że kiedy miałem sześć lat, wezwała ją moja nauczycielka. Na­uczy­cielka chciała jej powiedzieć – tak przynajmniej twierdzi moja matka – że uważa moje zachowanie za od­mien­ne od innych uczniów, że wyrażam marzenia i pragnienia zbyt wielkie, ambicje nietypowe dla dziecka w moim wieku. Inne dzieci chcą zostać strażakami lub policjantami, ale ja przekonywałem nauczycielkę, że zo­stanę królem lub prezydentem republiki, i przy­się­ga­łem, że gdy dorosnę, zabiorę matkę z dala od ojca i kupię jej zamek.
     Chciałbym, żeby ta opowieść o niej stworzyła jej rodzaj domu, w którym mogłaby się schronić.

(tamże)

środa, marca 25, 2026

(6049+1). —

Kiedy jesteśmy z przyjaciółmi, zdarza się czasem, że każdy z nas od­czu­wa coś w rodzaju stanu łaski, czyste szczęście bycia z innymi, i my­ślę, że to doznanie wynika z poczucia dostępu do czegoś zewnętrznego wobec nas samych i społeczeństwa w ogóle.

[…]  każde działanie, nawet najbardziej trywialne – ko­la­cja, wyjście do kina, spacer, wypicie kawy – nabiera szczególnego znaczenia i sma­ku, gdy jest prze­ży­wa­ne ra­zem. Relacja jest kontekstem, nie sumą inter­akcji.

[…]  żad­na relacja nie powstaje dzięki świadomej decyzji. Zosta­li­śmy raczej przez coś porwani — może dla­te­go, że zgodnie z pewną spinozjańską logiką ta for­ma nam odpowiadała i poczuliśmy w naszych ciałach i wnętrzu, że ten stan rzeczy przynosi nam radość i szczę­ście, dodaje sił oraz sprawia przyjemność […].

Geoffroy de Lagasnerie, We trzech. Dążenie, by wyjść poza,
przeł. Jacek Giszczak, Wydawnictwo Drzazgi, Okoniny 2025.
(wyróżnienie własne)

6049. Z oazy (CDXXIX)

Po długim czasie. Po tym, jak jutro nie zagnieździło się w teraźniejszości na dłużej. Po tym, jak ból wypatroszył mnie do cna. Po tym, o czym mówić się nie chce; po tym, o czym opowiedzieć się nie da. Po tym wszystkim wahadło życia — jakby nigdy nic — „bujnęło” moją egzystencję w prze­ciwnym kierunku. Obiecałam.

Nim na ostatniej prostej do ciepłych dni, nic sobie nie robiąc z danej obietnicy, do­padł mnie wirus, zamieniając mój byt, dzięki zbyt wysokiej temperaturze ciała, w mar­ną szmacianą lalkę z demobilu. Nim unieważniła moją aktywność życiową, związana z temperaturą niemoc. Nim wszystko to i ciut więcej, przeczytałam tę książkę.

Już czytając, wiedziałam, że będzie problem. Jak zająknąć się na temat książki, któ­rej przeczytanie ponad trzydzieści lat temu uratowałoby mi życie, rozbrajając farmę wiatraków, z którymi walczyłam?

Gdyby ta książka była napisana dziesiątki lat temu, gdyby była wtedy prze­tłu­ma­czo­na na język polski, gdyby wpadła mi przez przypadek w ręce, nie szarpałabym się ze swoim życiem, które nikomu niczego nie było winne, czego wtedy nawet nie prze­czu­wa­łam. Gdyby więc to i tamto, wzruszyłabym ramionami i po­szłabym sobie dużo wcześniej, niż finalnie to zrobiłam, wyszłabym z cienia sze­ro­ko rozłożonych gałęzi drzewa gene-alogicznego (łącznik nie bez przyczyny!). To nie ja byłam zła, po­krę­co­na, nie dość taka czy siaka. Oni zdecydowanie też tacy nie byli — po prostu: [s]ą miej­sca, gdzie czujemy się dobrze, i inne, gdzie czujemy się źle; są środowiska, w których czujemy się swobodnie, i inne, w których wiemy, że nie jesteśmy na swoim miej­scu. Nic ponad to. Tylko tyle i aż tyle.

Jak wiadomo, problemy, jeśli nie przemieszczają się stadami, lubią chodzić parami. Drugi w tym przypadku dotyczy wyboru cytatów, które chcę mieć pod ręką, szybko i łatwo osiągalne. Jak wybrać wyimki, gdy na prawie każdej stronie, jest fragment, dostarczący tlen do posiniałego życia?

Osiągnięcie w tej sprawie kompromisu ze sobą samą wymagało oślego uporu; nie­ru­sza­nia się z miejsca, nim wszystkie wewnętrzne figury nie wyrażą akceptacji dla wy­ła­nia­jącego się z nikąd pomysłu. Stanęło na tym, że zdjęcie i trzy fragmenty, naj­gęstsze z naj­gęst­szych nie utoną wśród poniższego wy­bo­ru. Przypominają i będą mi przy­po­mi­nać o ludziach, moich Ludziach, dzięki któ­rym odzyskałam ochotę do życia.

Nigdy nie powinniśmy mylić tego, czym jesteśmy, z tym, co zrobiło z nas społeczeństwo […]. Nie jesteśmy na zawsze tym, czym mu­sie­li­śmy się stać.

🖇

Zapewne nigdy nie wybieramy tak naprawdę tego, kim jesteśmy, ani egzy­sten­cji, jaką wiedziemy.

🖇

Choć nie zawsze wybieramy całe swoje życie, to każdy mimo wszystko wy­bie­ra w określonych chwilach kierunki, które umożliwiają pewne formy re­la­cji lub uniemożliwiają inne. Na co poświęcam swoją energię? Jak kon­stru­uję swoją subiektywność i własny świat wyobrażeń?

🖇

Często zdajemy sobie sprawę z możliwych innych dróg, które mogłyby się przed nami otworzyć, z okazji, z których moglibyśmy skorzystać, z aspi­ra­cji, których nawet nie braliśmy pod uwagę, choć chcielibyśmy mieć prawo brać je pod uwagę, dopiero wtedy, gdy jest już za późno; gdy spoglądamy wstecz na nasze doświadczenia i nasze żywoty i mówimy sobie: ale dla­cze­go? Albo: gdyby tylko. Gdyby tak…

🖇

Jeśli chce­my rozważyć formę społeczeństwa szczęśliwszego i bardziej otwar­te­go, w którym jednostki miałyby bardziej wolnościowe skłonności, byłyby bardziej skłonne do stawiania oporu, mniej się nudziły i nie były tak bardzo samotne czy nieszczęśliwe, to czyż nie powinniśmy się skupić na for­mach życia, które nam narzucono (czy raczej formach życia, które na­rzu­ci­liśmy sobie sami), i na szczególnych skłonnościach rozwijanych przez tych, którzy te formy przyjmują?

🖇

W chwili gdy egzystencje i aspiracje wydają się skrajnie znormalizowane, ta książka mogłaby być swego rodzaju podręcznikiem istnienia — podręcz­ni­kiem życia antyinstytucjonalnego, próbą nadania konkretnego znaczenia utopijnemu dążeniu do innego życia.

🖇

Nasz język jest zbyt ubogi, by ogarnąć złożoność i różnorodność relacji, jakie utrzymujemy w ciągu naszego życia. […]
     W naszych społeczeństwach słowo „przyjaźń” nie odnosi się do jakiejś na­ma­calnej rzeczywistości. Funkcjonuje raczej jako pusty znak — znak tego, co pozostaje, nazywający wszystko, co nie zostało zdefiniowane insty­tu­cjo­nal­nie, a zatem najróżniejsze układy; znak, któremu jednostki, klasy, różne gru­py ludzi i grupy wiekowe mogą nadawać bardzo różne, a nawet prze­ciw­staw­ne znaczenia.

Na samym początku ta relacja była dla Didiera, dla Édouarda i dla mnie jedną z wielu, zintegrowaną z ży­ciem, jakie wiedliśmy my z Didierem, z ży­ciem, jakie wiódł Édouard, i była równoległa do innych powiązań. […]  sto­pniowo owa relacja przybrała inną formę. Przestała być jedną z naszych interakcji, a stała się środowiskiem życia, przestrzenią, w której każdy z nas nagle ewoluował i zaczął definiować swój stosunek do świata. […]  ta przyjaźń stała się zasadą istnienia, która określa nasz stosunek do prze­strze­ni i czasu, do instytucji, do innych ludzi… Stwier­dze­nie, że ten układ jest częścią naszego życia, w pewnym sensie trudno by­ło­by uznać za ścisłe, gdyż jest on samym życiem, tym, co nas otacza, co nas two­rzy i zapo­cząt­ko­wu­je relacje, jakie utrzymujemy z innymi, bądź nie.

🖇

Kiedy przychodzimy na świat, ramy społeczne są tam już obecne.

🖇

Środowisko rodzinne jest głównym miejscem ideologicznej inkubacji kon­ser­wa­tyw­nej atmosfery – istnieje związek między porządkiem rodzinnym a stabilnością logik represji.

🖇

Tłumaczenie, że inne sposoby życia niż te związane z życiem rodzinnym są równie uprawnione, to nieustanna walka, także symboliczna, ponieważ opór wobec reguł czasowych kojarzonych z porządkiem rodzinnym często postrzega się jako „kaprys”.

🖇

Czy cierpienie nie jest raczej skutkiem stereotypowego charakteru relacji spo­łecznych i ról, jakie odgrywamy, naszego zamknięcia w pewnych sztyw­nych ramach — zwłaszcza domowych — utrwalających nasze toż­sa­mo­ści i to, co mamy prawo przeżywać? […]  Tym, co nas okalecza, jest nie nad­miar świata, tylko fakt, że nasze egzystencje zostały sprowadzone do kilku stereotypowych, zastępowalnych i monotonnych relacji — a monotonii nie da się pokonać jeszcze większą monotonią.

🖇

[…]  przyjaźń stawia przed każdym pytanie o warunki wynalezionej relacji i jej trwanie w czasie bez instytucjonalnego czy ustanowionego rytualnie wsparcia i bez prawdziwego modelu. Nie ma nic łatwiejszego, niż stracić przyjaciela, gdy tymczasem wielu poświadcza, jak trudno jest się rozwieść czy rozstać z partnerem. Wyjście z pożycia małżeńskiego i życia rodzinnego jest trudne, natomiast wyjście z przyjaźni jest łatwe – jak podkreśla Freud, w przeciwieństwie do więzi przyjacielskich więzi rodzinne mogą trwać mi­mo zaniku emocji będących ich źródłem, ponieważ mają w istocie inne cele niż wzajemne uczucie.

🖇

Spędzanie Bożego Narodzenia czy jakiegokolwiek innego tego rodzaju świę­ta społecznego „w gronie przyjaciół” czy „w rodzinnym gronie” to przy­pu­szczal­nie jedno z najpotężniejszych kryteriów pozwalających odróżnić eg­zy­stencje, które umieściły przyjaźń w swym centrum, od tych, które pozostają zdeterminowane przez jakąś formę dominującego familizmu, nawet jeśli osoba ten familizm powielająca cierpi z tego powodu. I nie sposób zliczyć skarg wyrażanych w okresach przedświątecznych, […]  związanych z lę­kiem przed nieuchronną rozmową z niesympatycznym krewnym […].
     Jakie mechanizmy społeczne skłaniają niezliczoną ilość osób do po­wie­la­nia stylów życia, na które te osoby ciągle narzekają? Jakie techniki spra­wia­ją, że przyjaźń jako styl życia, o jakim wielu wydaje się przecież ma­rzyć, jest zarazem zakorzeniona w strukturach mentalnych jako rzeczywistość wirtualna niemożliwa do zrealizowania?

🖇

Należałoby […]  zadać sobie pytanie, czy to nie życie rodzinne polega na skreśleniu relacji przyjacielskich i doświadczeń, dzięki którym te relacje są możliwe. Młodość i studia to momenty życia silnie naznaczone przy­ja­ciel­ski­mi związkami poprzedzającymi założenie rodziny. Trzeba z nich zre­zy­gno­wać, by przyjąć rolę rodziców, a więc to raczej życie w swoich tra­dy­cyj­nych formach zakłada gest zerwania i wewnętrznego rozdarcia, którym towarzyszy zresztą bardzo często rezygnacja z obietnic złożonych samym sobie kilka lat wcześniej. I wiadomo, że wiele osób, patrząc na swoją prze­szłość, w głębi duszy odczuwa wielki smutek i zadaje sobie pytanie, czy do­ko­na­ły właściwych wyborów […].
     Lecz równocześnie […]  nie można zanegować faktu, że życie każdego roz­wi­ja się w świecie, w którym stawanie się rodzicem jest czymś oczy­wi­stym, czymś w rodzaju wypełnienia oczekiwań innych i do­peł­nie­niem obra­zu siebie, czemu należy stawić opór, jeśli nie chcemy się mu pod­po­rząd­kować.

🖇

Wszyscy przechodzą przez rodzinę. Ta zaś „formuje dziecko w reakcyjnej ideologii”. Wpaja posłuszeństwo, uznanie dla siły, uległość […].

🖇

[…]  relacja nie musi niczego wnosić ani niczego tworzyć, ponieważ wszyst­ko już jest, zostało dane, narzucone… Jako że ich istota znajduje się po­za ni­mi, nie potrzebują racji bytu, by istnieć.

🖇

W naszych społeczeństwach subiektywne przekonanie, że biografia każdego człowieka powinna być prędzej czy później naznaczona wejściem w życie ro­dzin­ne, a więc że definiuje się w odniesieniu do tej właśnie normy, nie­zwy­kle sil­nie działa na psychikę. To wyobrażenie wzmacnia dodatkowo fakt, że zwyczajne życie zorganizowane jest w cykle: młodość nie­ro­zer­wal­nie związana z praktykowaniem przyjaźni gwałtownie ustępuje miej­sca ży­ciu rodzinnemu w zaciszu ogniska domowego.

🖇

Komórka rodzinna powinna być postrzegana jako to, czym jest — samo­de­fi­niu­ją­ca się solidarna jednostka, powiązana z pewną ideologią polityczną. Pociąga ona za sobą istnienie skupione na „wychowywaniu dzieci”, „kulcie życia domowego” i ucieleśnia swego rodzaju „kolektywny egoizm”.

🖇

Tytuły — zwłaszcza te oficjalne, do których jesteśmy tak przywiązani i któ­rym przypisujemy tak wielkie znaczenie, gdyż myślimy o sobie i kla­sy­fi­ku­je­my innych na podstawie wprowadzanych przez nie hierarchii, usta­na­wia­nych pozycji czy powierzanych funkcji – nie mają racjonalnego uza­sad­nie­nia ani technicznej czy duchowej podstawy, jakie zwykle czy spontanicznie im przypisujemy. To mistyfikacje. Rytuały konsekracji są częścią magii społecznej.

🖇

To, czego oczekujemy od Boga, otrzymujemy wyłącznie od społe­czeń­stwa, ponieważ tylko ono ma moc uświęcania, wyrywania ze stanu faktycznego, z przypadkowości i absurdu. […] Osąd innych jest są­dem osta­tecznym; wy­klu­cze­nie społeczne to konkretna forma piekła i potę­pie­nia. Także dlatego, że człowiek jest dla człowieka bogiem, człowiek jest też dla człowieka wilkiem.
Pierre Bourdieu

🖇

[…]  uczynienie z przyjaźni stylu życia prowadzi nieuchronnie do przy­swo­je­nia skłonności, emocji, intensywnych odczuć każących nam się od­dalić od nic niewnoszących relacji towarzyskich, by pielęgnować wię­zi, w których wzajemna bliskość opiera się na czymś w rodzaju nie­ustan­ne­go uczenia się innych światów, innych projektów, innych wyzwań.

🖇

[…]  każdy z nas porusza się w innych kręgach, spotyka innych ludzi i na­wią­zu­je specyficzne więzi. […]
     Kiedy jesteśmy z innymi, jedna z odczuwanych przeze mnie często emocji wią­że się z przyjemnością obserwowania faktu, że nasza relacja jest prze­strze­nią narodzin bliskości między osobami czy też między różnymi świa­ta­mi, które w innym wypadku pozostałyby oddalone i odseparowane od siebie.

🖇

Relacje uczuciowe i przyjacielskie działają w sposób rozproszony w co­dzien­no­ści, w interakcjach w zwyczajnym życiu. I właśnie ta ich cecha – że cicho przenikają praktyczno-bezwładne – wyjaśnia ich zdolność do wy­wo­ły­wa­nia najgłębszych skutków. Paradoksalnie to fakt, że są nie­wi­do­czne, tłumaczy ich skuteczność.

🖇

Na wszystkich poziomach i we wszystkich wymiarach świat spo­łeczny przenika logika cenzury. I dlatego na wszystkich etapach życia relacje afektywne mogą pełnić funkcję wyzwalającą.

🖇

Relacja uczuciowa i wszelkie praktyki budowania zaufania i dodawania sobie odwagi, które się z nią wiążą, stanowią przestrzeń, gdzie dokonanie swego rodzaju zerwania z postawą uległości wobec kulturowych mecha­ni­zmów onieśmielania jest realne.

🖇

Przyjaźń zawiera w sobie ideę życia poza potrzebą uznania.

Geoffroy de Lagasnerie, We trzech. Dążenie, by wyjść poza,
przeł. Jacek Giszczak, Wydawnictwo Drzazgi, Okoniny 2025.
(wyróżnienie własne)

Każdy ma swój wymiar czasowy, swoje pragnienia, swo­je terytoria, swoje chwile dążenia do samotności i chwile dążenia do spotkań, swój sposób zarządzania bliskością czy dystansem do innych. Społeczeństwo jako całość jawi się [Rolandowi] Barthes’owi jako ogromna machina, […]  machina podporządkowująca każdego organizacji życia, które nie respektuje wielości indy­wi­du­al­nych rytmów.

🖇

Jakiego rodzaju wrażeń, odczuć, przyjemności dostarcza przyjaźń jako sposób życia?

🖇

Przyjaźń wymaga tego, żeby się widywać, nigdy nie tracić się z oczu – to znaczy podjęcia decyzji, żeby się widywać, a zatem pielęgnować i mnożyć chwile współ­obecności.

🖇

[…]  wpisanie siebie w kulturę przyjaźni wiąże się z na­da­niem innego znaczenia zawiązywaniu więzi z in­ny­mi, sposobowi, w jaki się do nich odnosimy, temu, co lubimy z nimi przeżywać i czego szukamy poprzez prak­ty­ko­wa­nie relacji.

🖇

Przyjaźń jako sposób życia wyrabia nawyki, które spra­wia­ją, że związki o charakterze wyłącznie for­mal­nym wydają się trudne, i każą poszukiwać relacji zdolnych wytwarzać coś więcej niż one same.

🖇

Kochać przyjaciela oznacza kochać go jako takiego, dla niego samego […]. Znamienne dla tej bardzo długiej tra­dy­cji jest stanowisko Cycerona, zgodnie z którym trze­ba pragnąć przyjaźni nie w nadziei na jakąś korzyść, ale dla wszystkich pożytków, jakie niesie ze sobą sama miłość.

🖇

Przyznanie przyjaźni miejsca we własnym życiu to jeden ze sposobów, by się zabezpieczyć przed nadmierną ule­gło­ścią wobec instytucji.

🖇

Wyzwalająca siła przyjaźni działa w każdej dziedzinie życia. […]  Otwiera ona przestrzeń możliwej ekspansji, uwalniając od jakże licznych ograniczeń, wy­rze­czeń, restrykcji, które każdy z nas napotyka w swoim życiu, a które mogą uczynić je tak żałosnym, tak bardzo mono­ton­nym. Ciężar i bezwład sił instytucjonalnych, tra­dy­cyj­nych ram socjalizacji, funkcji i tożsamości są ogromne.

(tamże)

sobota, października 09, 2021

4396. W pamięci

Moja intuicja — unikać tej książki, by uni­knąć bólu — była jak najbardziej słuszna, ale podkusiło mnie i stało się.

Potrzebowałam dwóch dni, by wybrać cytaty, kolejnych trzech, by odparować lek­tu­rę i móc zająknąć się na jej temat. Są w niej fragmenty, które wywołują odruch wy­miot­ny, gdy czytając, staje się człowiek świadkiem okrucieństwa. Na kilka dni ode­bra­ło mi moc posługiwania się słowami.

A jak dodać do tego fakt, że nie ruszając mnie z ula, wypchnięto mnie z cy­wi­li­zo­wa­ne­go, europejskiego kraju do krainy, którą trudno ogarnąć rozumem, gdzie od lat fakty są opiniami, wyroki stały się wyłącznie publikacjami satyrycznymi, a głupota objawem pa­trio­ty­zmu, to brak słów pogłębia się do nieznanego do tej pory poziomu.

Push-back mentalny na milionach — tani ten eks­pe­ry­ment nie będzie, jestem pew­na. Niestety, nie za­pła­cą za niego ci, co nam go zafundowali. Jeden z cytatów wy­ję­tych z tej książki przyłożony do tego, czego jesteśmy świadkami brzmi tak: duma z po­wo­du bycia Polakiem powinna dziś stanowić pierwszy objaw wstydu.

Gdy słowa tracą moc, pozostaje pamięć ciała. Byśmy tylko w odpowiednim czasie po­wie­dzie­li: pamiętamy.

Najczęściej nazywali mnie babą, a dla nich to słowo było najgorszą obelgą – wyczuwałem to z ich tonu, kiedy to mówili – wyrażającą większą odrazę niż kretyn albo przygłup. W tym świecie, w którym męskie wartości zostały wyniesione do najwyższej rangi, nawet moja matka mówiła o sobie: Mam jaja, nikt mi nie podskoczy.

*

[…] ton jej głosu dobitnie wyrażał niepokój, zamęt w głowie wyczuwalny u osób, które stają nagle oko w oko z obłędem. No to co robisz całymi dnia­mi, jeśli nie masz telewizji?

*

W miasteczku jest tak, jakby kobiety rodziły dzieci po to, że­by stać się prawdziwymi kobietami – bez tego nie do koń­ca nimi są. Uważa się je za lesbijki albo oziębłe.

*

Wybrała hipotezę szaleństwa, by nie wymknęło jej się to inne słowo, pedał – żeby odpędzić, wykluczyć myśl o homoseksualizmie, samej sobie wmówić, że w grę wchodzi szaleństwo, lepsze od uznania faktu, że jej syn to ciota.

*

Może duma z powodu bycia prostą kobietą stanowi pierwszy objaw wstydu.

*

Choć rodzice nie potrafili ni w ząb zrozumieć mojego zachowania, moich wyborów i upodobań, to kiedy mowa była o mnie, ich wstyd często za­pra­wio­ny był dumą.

*

Patrząc na wychowawczynię na dziedzińcu szkolnym, próbowałem od­gad­nąć, kim chciała zostać, kiedy była małą dziewczynką.

*

Lubiłem szkołę. Nie gimnazjum, nie gimnazjalne życie – tam byli moi dwaj prześladowcy. Ale lubiłem nauczycieli. Oni nie mówili baby czy pieprzone pedały. Tłumaczyli nam, że trzeba akceptować inność – to był język republi­kań­skiej szkoły, że wszyscy jesteśmy równi. Że nie wolno osądzać człowieka na podstawie koloru jego skóry, religii czy orientacji seksualnej […].

*

[…] słowa, które chciałoby się móc zapomnieć, co więcej, zapomnieć, że się zapomniało, żeby całkiem i do reszty zniknęły […].

*

Trzeba było uciekać.
      Z początku jednak nie myśli się o ucieczce, nie wie się bowiem, że istnieje jakieś „gdzie indziej”. Nie wie się, że ucieczka jest pewną możliwością. Naj­pierw próbuje się być takim jak inni, wobec tego ja również próbowałem być taki jak wszyscy.

*

Sytuacje dla dorosłego śmiechu warte, ale w dziecku po­zo­sta­ją na długo.

*

[Moja ucieczka]  była ostatnim, po serii osobistych porażek, rozwiązaniem, jakie wziąłem pod uwagę. Najpierw postrzegałem ją jako porażkę, złożenie broni. W tym wieku sukces oznaczał bycie takim jak inni. A ja już spróbowałem wszystkiego.

*

Te sytuacje, kiedy im więcej upływa czasu, tym bardziej szanse na naprawę błędu czy na wybrnięcie z kłopotliwej sytuacji maleją, a zdolność do dzia­ła­nia słabnie.

*

Prokurator zadał mu zwykłe pytania […]. I inne pytania, których Sylvain nie rozumiał z powodu języka, nie tylko języka prawniczego, ale także świa­ta, w którym ludzie kończą studia.

*

Ten, kto nie czuje się mężczyzną, lubi za takiego uchodzić, a ten, kto zna swoją ukrytą słabość, chętnie urządza popis siły.

*

Te słowa, które padają po alkoholu i nigdy tak do końca nie wiadomo, czy są od dawna skrywane, zepchnięte w głąb duszy człowieka, z którego ust padają, czy też nie mają żadnego związku z prawdą.

*

[…] cierpienie jest ustrojem totalitarnym – wymazuje wszystko, co się w nim nie mieści.

Édouard Louis, Koniec z Eddym,
przeł. Joanna Polachowska,
Wydawnictwo Pauza, Warszawa 2019.
(wyróżnienie własne)

piątek, września 24, 2021

4385. Lista zabójców

Po przeczytaniu pierwszej wydanej w Polsce książce Autora, unikałam drugiej, uni­ka­jąc tym samym bólu, ale dwa dni po premierze tej (trzeciej) książki, mu­sia­łam ją mieć i pochłonąć, co za­owo­co­wa­ło szybkim zaznaczeniem drugiej do upolowania.

To drobiazg książkowy ciężkiego kalibru — ten Autor nigdy o łatwym nie pisze — o przywilejach, których posiadanie zbyt wielu ludziom wydaje się oczywiste, a wca­le takie nie jest.

Kto zabija kogo w Polsce? Ciekawa byłaby to lista. Kogo w Tobie zabija ten kraj na zimno, dzień po dniu, z wyrachowania i pospolitego skurwysyństwa, z naj­droż­szej w skutkach oszczędności?

Pewnego dnia z myślą o tobie napisałem w moim notatniku: Opo­wie­dzieć historię jego życia to spisać historię mojej nieobecności.

*

W ostatnich latach bardzo się zmieniłeś. […] Ty, który przez całe życie po­wta­rza­łeś, że problemom Francji winni są cudzoziemcy i homo­seksu­ali­ści, teraz krytykujesz we Francji rasizm, chcesz, żebym ci opowiedział o męż­czyź­nie, którego kocham.

*

Zapomniałem prawie wszystko, o czym ci opowiadałem, kiedy przy­je­cha­łem się z tobą zobaczyć po raz ostatni, ale pamiętam to wszystko, czego ci wtedy nie powiedziałem. Ogólnie wracając myślą do przeszłości i naszego wspólnego życia, przypominam sobie przede wszystkim to, czego ci nie po­wie­dzia­łem, moje wspomnienia są o tym, czego nie było.

*

Byłeś ofiarą przemocy – zarówno tej, którą stosowałeś, jak i tej, której sam doświadczałeś.

*

Taki jest problem z tym, co kradzione – jak z tobą i twoją młodością – nie możemy zmusić się do myślenia, że naprawdę to do nas należy, i trze­ba to da­lej kraść, kraść bez końca. Chciałeś swoją młodość nad­ro­bić, odzyskać, na nowo ją ukraść. Tylko ci, którzy zawsze wszystko dostają, mogą mieć autentyczne poczucie posiadania, nie inni. Po­sia­da­nie nie jest czymś, co można wywalczyć.

*

[…] utraciłeś przywilej zdumienia i zgrozy, niczego nie uważałeś za nie­ocze­ki­wa­ne, bo niczego już nie oczekiwałeś, niczego nie uważałeś za bru­tal­ne, gdyż przemocy nie nazywałeś przemocą – na­zy­wa­łeś ją życiem: nie nazywałeś jej, ona po prostu była.

*

Twoje życie dowodzi, że nie jesteśmy tym, co robimy, ale odwrotnie: je­ste­śmy tym, czego nie zrobiliśmy, ponieważ świat bądź społeczeństwo nam w tym przeszkodziły. Ponieważ zapadły na nas – gejów, transów, kobiety, czarnych i ubogich – wyroki, jak je nazywa Didier Eribon, przez co pewien rodzaj życia, niektóre doświadczenia, jakieś marzenia stały się dla nas nie­do­stępne.

*

[…] myślę, że udajesz odrazę do szczęścia po to, by sobie wmówić, że na­wet jeśli twoje życie wygląda na nędzne, to jest to twój wybór, jak­byś chciał sa­me­go siebie przekonać, że sprawujesz kontrolę nad własną nę­dzą, jakbyś chciał stworzyć wrażenie, że jeśli twoje życie jest tak trud­ne, to dlatego że – z odrazy do przyjemności i radości – sam tego chciałeś.

*

[…] pamiętam dzień, kiedy się to stało, czy raczej nie mogę, nie jestem w stanie go zapomnieć.

Édouard Louis, Kto zabił mojego ojca, przeł. Joanna Polachowska,
Wydawnictwo Pauza, Warszawa 2021.
(wyróżnienie własne)

Sierpień 2017 roku – rząd Emmanuela Macrona odbiera pięć euro mie­sięcz­nie Francuzom o najniższych dochodach, zmniejsza o pięć euro po­moc so­cjal­ną pozwalającą najuboższym mieć gdzie mieszkać i z czego opłacić czynsz. Tego samego dnia lub dzień, dwa dni później, to zresztą nieważne, ogłasza obniżkę podatku dla najbogatszych ludzi we Francji. Uważa, że biedni są zbyt bogaci, a bogaci są nie dość bogaci.

*

Nie ma dumy bez wstydu: byłeś dumny, że nie jesteś nie­ro­bem, bo wstydziłeś się przynależności do tych, których moż­na takim słowem określić.

*

[…] ludzie należący do klasy uprzywilejowanej mogą się skarżyć na pra­wi­co­wy albo lewicowy rząd, ale żaden rząd nie przysparza im nigdy pro­ble­mów trawiennych, nigdy nie rujnuje im kręgosłupa, nigdy nie jest również dla nich powodem wyjazdu nad morze. W ich życiu polityka nie zmienia ni­cze­go lub zmienia niewiele. […] oni ją uprawiają, tym­cza­sem nie ma ona pra­wie żadnego wpływu na ich życie. Dla klasy uprzy­wi­le­jo­wa­nej polityka naj­częściej jest kwestią estetyczną: sposobem myślenia, spo­so­bem po­strze­ga­nia świata, sposobem budowania własnej osobowości. Dla nas była kwe­stią przeżycia.

(tamże)

czwartek, listopada 07, 2019

3532. O światach

Audycja. Klik, klik i książka czytana była bardzo powoli. To książka-mapa dwóch światów i niełatwej, niepewnej podróży z jednego do drugiego oraz cenie, która jest do zapłacenia (niemałej). Każdy akapit pomaga utworzyć własną mapę światów: tego, z którego się wyszło i tego, który się wybrało — jeśli miało się dostatecznie dużo szczęścia.

Ta książka „zmusza”, by przyjrzeć się swoim przywilejom — czy każdy z nas retrospektywnie może wskazać osobę, która nas „uratowała” — pomogła znaleźć się na drodze, która prowadziła do tego, kim chcieliśmy się stać? W moim życiu była taka Osoba — pojawiła się zupełnie przez przypadek.

Ta książka „pozwala” też zrozumieć, dlaczego tak dużo ludzi głosuje i będzie nadal głosować na partię małych faszyzujących ludzi — nie może być inaczej, bo oszukani nie głosują na tych, którzy ich najwcześniej oszukali.

Bo żeby czuć się […] upraw­nio­nym, mu­szą nas upra­wo­moc­niać na­sza prze­szłość, świat spo­łecz­ny, in­sty­tu­cje.

*

Są ma­rze­nia i jest rze­czy­wi­stość. Po­go­dze­nie jed­ne­go z dru­gim wy­ma­ga nie tyl­ko upo­ru, rów­nie nie­zbęd­ne są sprzy­ja­ją­ce okoliczności.

*

Na ostat­niej stro­nie bo­ha­ter poj­mu­je, że nie da się „wró­cić”, nie da się znieść gra­nic bu­do­wa­nych od tylu lat. Co naj­wy­żej moż­na pró­bo­wać po­łą­czyć te­raź­niej­szość z prze­szło­ścią, po­go­dzić się z sobą i ze świa­tem, któ­ry się po­rzu­ci­ło. Stwier­dza po pro­stu, że „zmie­rzył dy­stans” i że „mie­rząc dy­stans”, „kła­dzie się kres wy­gna­niu”.
     Ma ra­cję czy nie? Nie umiem od­po­wie­dzieć. Wiem tyl­ko, że mia­łem łzy w oczach, gdy do­tar­łem do koń­ca książ­ki
[…].

*

Mógł­bym po­wie­dzieć, że z jed­nej stro­ny sta­łem się tym, kim by­łem, a z dru­giej – od­rzu­ci­łem to, kim po­wi­nie­nem być. Oba te ru­chy szły u mnie w pa­rze.
     W grun­cie rze­czy by­łem na­zna­czo­ny dwo­ma spo­łecz­ny­mi wer­dyk­ta­mi: kla­so­wym i sek­su­al­nym. Nie da się przed nimi uciec. No­szę w so­bie pięt­no jed­ne­go i dru­gie­go. Ale po­nie­waż w pew­nym mo­men­cie ży­cia oba te wer­dyk­ty we­szły z sobą w kon­flikt, mu­sia­łem sam sie­bie ukształ­to­wać, roz­gry­wa­jąc je­den prze­ciw­ko dru­gie­mu
.

*

[…] nie by­łem „po­wo­ła­ny”. […] Prze­ciw­nie. Cze­kał mnie inny los: ko­niecz­ność spro­wa­dze­nia mo­ich pra­gnień na grunt moż­li­wo­ści spo­łecz­nych. Mu­sia­łem więc wal­czyć — naj­pierw z sa­mym sobą — żeby przy­znać so­bie zdol­no­ści i pra­wa, któ­re in­nym są dane z góry. Mu­sia­łem po­ru­szać się po omac­ku dro­ga­mi, któ­re dla uprzy­wi­le­jo­wa­nych są ni­czym ozna­ko­wa­ny szlak. A na­wet czę­sto sa­me­mu to­ro­wać so­bie dro­gę, po­nie­waż te ist­nie­ją­ce nie były otwar­te dla ta­kich jak ja. W po­ło­wie lat dzie­więć­dzie­sią­tych zy­ska­łem nowy sta­tus i nowe mię­dzy­na­ro­do­we śro­do­wi­sko, ode­gra­ły one dla mnie z opóź­nie­niem rolę, jaką kla­so­wy ha­bi­tus i kró­lew­skie dro­gi ka­rie­ry szkol­nej i uni­wer­sy­tec­kiej od­gry­wa­ją dla in­nych.

*

Po­czu­cie god­no­ści jest kru­che i nie­pew­ne, po­trze­bu­je zna­ków po­twier­dze­nia. Przede wszyst­kim nie mo­że­my od­no­sić wra­że­nia, że ma się nas za nic albo trak­tu­je się nas jak zwy­kłe dane z ta­blic sta­ty­stycz­nych czy ksiąg ra­chun­ko­wych, to zna­czy jak milczą­ce obiek­ty de­cy­zji po­li­tycz­nych.

*

Nie­ła­two jest wy­ma­zać hi­sto­rię. Dro­gi do tego stop­nia rozbieżne z tru­dem krzy­żu­ją się na nowo.

*

Na po­cząt­ku li­ceum je­den z na­uczy­cie­li po­wie­dział mi: „Nie zaj­dziesz da­lej niż do na­stęp­nej kla­sy”. Ba­łem się tego wy­ro­ku, póki nie za­li­czy­łem tej kla­sy. Ale w grun­cie rze­czy ten głu­pek ro­zu­mo­wał po­praw­nie: zaj­ście da­lej, a na­wet doj­ście do tego po­zio­mu nie było mi pi­sa­ne.

*

Ma­rzy­łem o wta­jem­ni­cze­niu w ar­ka­na my­śle­nia i re­flek­sji.

*

W mo­ich uszach na­zwy tych dy­plo­mów [licencjat, magisterium] brzmia­ły wspa­nia­le. Nie wie­dzia­łem, że już za­czę­ły tra­cić ja­ką­kol­wiek war­tość.

*

[…] nie ma cze­goś ta­kie­go jak ab­so­lut­ny „prze­wrót”, tak samo jak nie ma ab­so­lut­nej „eman­cy­pa­cji”; oba­la się coś w da­nym mo­men­cie — tro­chę się prze­su­wa­my, od­da­la­my, ro­bi­my krok w bok. By ująć to w ter­mi­nach Fo­ucaul­ta: nie ma co ma­rzyć o nie­moż­li­wym „wy­zwo­le­niu”, mo­że­my co naj­wy­żej prze­kro­czyć kil­ka wpro­wa­dzo­nych przez hi­sto­rię gra­nic, któ­re nas w ży­ciu krę­pu­ją.

*

Ka­pi­tal­ne zna­cze­nie mia­ło dla mnie zda­nie Sar­tre’a z jego książ­ki o Ge­ne­cie: „nie jest istot­ne, co z nas zro­bią, ale co sami zro­bi­my z tego, co z nas zro­bio­no”. Szyb­ko sta­ło się ono moją de­wi­zą. Za­sa­dą pew­nej asce­zy — pra­cy Ja nad sobą.

Didier Eribon, Powrót do Reims, przeł. Maryna Ochab,
Wydawnictwo Karakter, Kraków 2019.
(wyróżnienie własne)

Stop­nio­wo od­kry­wa­jąc wła­sne pra­gnie­nia i wła­sną płcio­wość, wkra­cza­łem więc do ka­te­go­rii już wcze­śniej okre­ślo­nej i na­pięt­no­wa­nej obe­lży­wy­mi sło­wa­mi i czu­łem lęk — jaki te sło­wa bu­dzą w tych, w któ­rych są wy­mie­rzo­ne – że do koń­ca ży­cia będę na nie na­ra­żo­ny. Obe­lga to cy­tat po­cho­dzą­cy z prze­szło­ści. Sens na­da­je jej to, że wcze­śniej po­wta­rza­li ją inni lu­dzie: „Osza­ła­mia­ją­ce sło­wo przy­by­łe z głę­bi wie­ków”, mówi Ge­net w jed­nym z wier­szy. Ale dla znie­wa­ża­nych ozna­cza też pro­jek­cję w przy­szłość: za­trwa­ża­ją­ce prze­czu­cie, że te okre­śle­nia i kry­ją­ca się w nich prze­moc będą im to­wa­rzy­szyć całe ży­cie.

*

Obe­lga rze­czy­wi­sta lub po­ten­cjal­na — to zna­czy ta, z któ­rą się sty­ka­my, bądź ta, z któ­rą bo­imy się ze­tknąć — wy­zna­cza ho­ry­zont na­sze­go sto­sun­ku do świa­ta i do in­nych.

*

Cóż to za po­żą­da­nie, któ­re musi mil­czeć, ukry­wać się, wy­pie­rać się sie­bie pu­blicz­nie, któ­re żyje w lęku przed wy­śmia­niem, na­pięt­no­wa­niem czy pod­da­niem psy­cho­ana­li­zie, a póź­niej, po po­ko­na­niu sta­dium stra­chu, sta­le musi się po­twier­dzać i do­ma­gać się pra­wa do ist­nie­nia […]? Ma ono w so­bie za­sad­ni­czą kru­chość, ła­twość zra­nie­nia, świa­do­mą sie­bie i do­zna­wa­ną za­wsze i wszę­dzie, jest pod­szy­te lę­kiem (na uli­cy, w pra­cy…). I to tym bar­dziej, że obe­lgą są tak­że wszyst­kie te pe­jo­ra­tyw­ne, de­pre­cjo­nu­ją­ce, sar­ka­stycz­ne, po­ni­ża­ją­ce sło­wa, któ­re się sły­szy, na­wet nie bę­dąc ich bez­po­śred­nim ad­re­sa­tem.

*

Świat ge­jow­ski i spo­so­by ży­cia ge­jów wią­żą się nie tyl­ko z sek­su­al­no­ścią, ale też ze spo­łecz­nym i kul­tu­ro­wym two­rze­niem sie­bie jako pod­mio­tu. Moż­na je opi­sać jako miej­sca, fi­la­ry i spo­so­by upodmio­to­wie­nia, jed­nost­ko­we­go i zbio­ro­we­go za­ra­zem.

*

[…] dla­cze­go lu­dzie tacy jak ja mu­szą zno­sić tę prze­moc i żyć w sta­nie cią­głe­go za­gro­że­nia?
     Trze­ba do tego do­dać spo­łecz­ne od­rzu­ce­nie i me­dycz­ną pa­to­lo­gi­za­cję (psy­chia­trycz­nych i psy­cho­ana­li­tycz­nych dys­kur­sów o ho­mo­sek­su­ali­zmie), któ­re są in­ne­go typu agre­sją — nie fi­zycz­ną, lecz dys­kur­syw­ną i kul­tu­ro­wą, któ­rej po­wszech­ność, by nie po­wie­dzieć: wszech­obec­ność w prze­strze­ni pu­blicz­nej, była wy­ra­zem ogól­nej ho­mo­fo­bicz­nej prze­mo­cy, jaką czu­li­śmy się do­słow­nie oto­cze­ni. Że to trwa do dziś, udo­wod­ni­ły nie­mal ob­sce­nicz­ne sym­bo­licz­ne po­gro­my, ja­kie się roz­pę­ta­ły pod­czas de­bat o uzna­nie praw­ne par jed­no­pł­cio­wych i ro­dzi­ców ho­mo­sek­su­al­nych: ileż tek­stów o „pre­ten­sjach na­uko­wych” – psy­cho­ana­li­tycz­nych, so­cjo­lo­gicz­nych, an­tro­po­lo­gicz­nych, praw­nych itp. – oka­za­ło się ni­czym in­nym jak try­bi­ka­mi ide­olo­gicz­nej i po­li­tycz­nej ma­chi­ny, ma­ją­cej za za­da­nie utrwa­le­nie usta­lo­ne­go po­rząd­ku i upodrzęd­nia­ją­cych norm oraz utrzy­ma­nie ge­jów i les­bi­jek w sta­nie po­czu­cia niż­szo­ści i nie­pew­no­ści sie­bie, z któ­rych pró­bu­ją się dziś wy­do­być
?

*

Wszyst­ko to — to zna­czy wszyst­kie prze­ży­wa­ne dzień po dniu, rok po roku obe­lgi, ata­ki, prze­moc wer­bal­na i kul­tu­ro­wa — wry­ło mi się w pa­mięć (chcia­ło­by się po­wie­dzieć: w mój byt). To pięt­no jest in­te­gral­ną czę­ścią ży­cia ge­jów, tak samo jak ży­cia wszyst­kich pod­mio­tów mniej­szo­ścio­wych i styg­ma­ty­zo­wa­nych.

*

[…] chwi­la, kie­dy wstyd prze­mie­nia się w dumę… Ta duma jest na wskroś po­li­tycz­na, po­nie­waż rzu­ca wy­zwa­nie głę­bo­kim me­cha­ni­zmom nor­mal­no­ści i nor­ma­tyw­no­ści. Nie jest tak, że czło­wiek znaj­du­je dla sie­bie nową for­mu­łę, wy­cho­dząc od ni­cze­go — ukształ­to­wa­nie wła­snej toż­sa­mo­ści, gdy wy­cho­dzi się od tej, któ­rą nam na­rzu­cił po­rzą­dek spo­łecz­ny, wy­ma­ga dłu­giej i cier­pli­wej pra­cy. I dla­te­go nie spo­sób uwol­nić się cał­ko­wi­cie od obe­lgi ani od wsty­du. Tym bar­dziej że świat bez­u­stan­nie przy­wo­łu­je nas do po­rząd­ku, re­ak­ty­wu­jąc uczu­cia, o któ­rych wo­le­li­by­śmy za­po­mnieć i któ­re cza­sem wy­da­ją się za­po­mnia­ne.

*

Na­sza prze­szłość wciąż jest na­szą te­raź­niej­szo­ścią. Kształ­tu­je­my się na nowo, od nowa two­rzy­my sa­mych sie­bie (po­dej­mu­jąc to za­da­nie nie­ustan­nie), ale nie kształ­tu­je­my się, nie two­rzy­my od zera.

(tamże)

sobota, sierpnia 25, 2018

2984. Strzeliło do łba przeczytać

 wpis przeniesiony 9.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Strzeliło mi do łba, by zaznaczyć do upolowania po wysłuchaniu audycji. Upolowałam w środę, gdy wysypało się również kilka innych książek, które na mnie czekają.

Czytałam, zastanawiając się, co strzeliło mi do łba. Historia przemocy jest historią wielopiętrowej, wielokrotnej, również instytucjonalnej, przemocy. Nie odpoczniesz przy tej książce, ale masz szansę zobaczyć wielowymiarową ambiwalencję uczuć głównego bohatera oraz zrozumieć, że piekło trwa dłużej niż pierwotny akt przemocy — piekło organizują uprzedzenia, przekonania, procedury, formularze, chłód profesjonalizmu.

Badając i mierząc ślady na mojej skórze, można było orzec, czy przekroczyłem tę symboliczną i szczelną dla niewprawnego oka granicę oddzielającą zwykłe zranienie od otarcia się o śmierć.

*

[…] złość wracała. Przypominałem sobie, że nie chciałem robić tego, co właśnie robiłem, i złość powracała, ale złość to przysięga zbyt trudna do dotrzymania.

*

Musiałem wciąż powtarzać i powtarzać, wszyscy ludzie wokół zmuszali mnie do powtarzania, nie widziałem już mężczyzn ani kobiet, tylko powtórki ukryte w ich ciałach, zresztą po półgodzinie oboje, policjant i policjantka, powtórzyli słowo w słowo to samo — oni też się powtarzali, tym samym niedbałym, chłodnym i profesjonalnym tonem — co policjant z place Saint-Sulpice: „To nie jest sprawa dla nas”. Należało się z nią zwrócić do instancji bardziej kompetentnej, do innych osób, w tym przypadku do policji kryminalnej. „Nie mam już siły” – wyznałem, co policjantka skwitowała: „Rozumiem”.

*

Próbowałem wyobrazić sobie moje życie w ciągu najbliższych miesięcy, ale widziałem tylko procedury.

*

Szedłem korytarzem prowadzącym do gabinetu tego drugiego lekarza, pełnym światła dziennego wpadającego przez ogromne okna, i myślałem: Policz do tysiąca dwustu i będzie koniec. Do tysiąca dwustu. Tysiąc sto dziewięćdziesiąt. Tysiąc sto dziewięćdziesiąt osiem. Promienie słońca wypełniały korytarz oślepiającym światłem, zbyt jasnym i czystym, szyderczym. […]
     […] Nie zadawała zbyt wielu pytań, za co byłem jej wdzięczny. Powiedziała, że to, co mnie spotkało, było jak śmierć. Ja, który czułem ulgę, ponieważ przeżyłem, nie rozumiałem, po co wraca do tematu śmierci.

*

I myślałem też: Dlaczego ofiary Historii zmusza się, by zostały jej świadkami — jakby samo bycie pokonanym nie wystarczyło — dlaczego pokonani muszą jeszcze dodatkowo zaświadczać o stracie, dlaczego muszą jeszcze opowiadać o niej do upadłego, do całkowitego wyczerpania, to niesprawiedliwe, nie jestem niczyim aniołem stróżem. Wciąż siedząc uparcie z zasznurowanymi ustami, myślałem: Nie, powinno być odwrotnie, powinno ci przysługiwać prawo do milczenia, ofiarom przemocy powinno się pozwolić milczeć, tylko im powinno być wolno zachować milczenie, a innym powinno się wyrzucać, że nie powiedzieli wszystkiego...

*

Z doświadczenia wiem, że autyzm tych, którzy chcą o przeszłości zapomnieć, jest równie groźny, co autyzm tych, którzy o niej obsesyjnie myślą. Nauczyłem się, że nie chodzi o to, czy zapomnieć, czy nie, bo to fałszywa alternatywa, jedyne wyjście – jak w tym tygodniu, po upływie prawie roku, powiedziałem Clarze — to osiągnąć taką formę pamięci, która nie powtarza przeszłości, i od tamtej nocy dwudziestego czwartego grudnia nad tym pracuję, obiecałem to Didierowi.

*

[…] dziś jest jednak odwrotnie, całkowicie odwrotnie — został mi tylko język, a przestałem się bać. Dziś mogę powiedzieć: «Bałem się», ale te słowa będą zawsze tylko porażką, rozpaczliwą próbą odnalezienia emocji, prawdy strachu.

Édouard Louis, Historia przemocy, przeł. Joanna Polachowska,
Wydawnictwo Pauza, Warszawa 2018.
(wyróżnienie własne)