Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam.
Jak to jest: żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć,
gdy prawie ci wmówiono, że jesteś taką Jabłonią?
Jak to jest kwitnąć przez cały rok? Rozkwitać każdego dnia?
zamieszkałam w tym, co Orzeszek wykreśliła ze swojego życia, by mogło wydarzyć się wszystko, co przyszło potem. by w tym wszystkim pojawiło się moje życie, by mógł nastać dzisiejszy, Jej urodzinowy dzień, w którym klarownie — jak nigdy wcześniej — widzę, w czym biorę udział. to piękne i święte wielopokoleniowe dzieło*.
163/365
_________
* wbrem tym, co głoszą, że wszystko, co mają, własnymi rękoma wyszarpali z gardła losowi.
My mother and I have improved our
relationship since she has gone. Patti Smith, [dostęp 10.06.2026], źródło.
[asystencja: Sadownik], fragment.
Być może nasi rodzice przekazują nam niekiedy namiętności tak gwałtowne, że nie pozostawiają miejsca na nic innego — zwłaszcza gdy oni sami nie mogli się im oddać w takim stopniu, jak by pragnęli. Być może istnieje potrzeba zadośćuczynienia, która nie znosi półśrodków, która wymaga, byśmy wyrąbali przecinkę w gąszczu pokoleń i zamieszkali tam, zapominając o wszystkim wokoło.
Mona Chollet, Czarownice. Niezwyciężona siła kobiet,
przeł. Sławomir Królak, Wydawnictwo Karakter, Kraków 2019. (wyróżnienie własne)
Słowa „Nabierz z morza pereł, sprzedaj je, kup sobie wszystko, czego ci trzeba” pisałam z myślą o matce. Wszyscy pragniemy czegoś, co nam się wymyka.
•
Początkowo zmagałam się z bólami wychodzącej z kokonu ćmy, która usiłuje się rozepchnąć, rozciągnąć. Albo źrebaka próbującego wstać na rozchwianych nogach.
•
Zegar pamięci nie ma wskazówek, jego mechanizm nie porusza się stale do przodu.
•
Wydarzenia dziejące się na lata przed naszym narodzeniem przygotowują scenę naszego istnienia. Przyszłam na świat dzięki temu, że gdzieś daleko los rzucił kośćmi, i bardzo się z tego cieszę.
Bardzo bałam się wyjazdu. To, że wrócę mniej sprawna, to pewniak, ot, cena do uiszczenia za wyrwanie się z ula. Jedenaście dni bez rehabilitacji, pomimo ćwiczeń własnych, zrobiło swoje. Zaklinaliśmy, by uniknąć dodatkowych atrakcji w postaci kontuzji, które unieruchomiłyby mnie na miesiące.
Przed wyjazdem przez tydzień obserwowałam, jak kaktus — będący fizyczną manifestacją zdobyczy, jaką było odzyskanie kawałka wolności, polegającego na samotnym bywaniu na mieście sąsiadującym z ulem — zabiera się do kwitnięcia po raz drugi. Istniało spore ryzyko, że zrobi to dokładnie wtedy, gdy nas nie będzie w ulu.
Zakwitł w dniu wyjazdu. Uśmiechnęłam się od ucha do ucha. Potraktowałam to zjawisko jako znak i błogosławieństwo. Zrobiłam cyk. Uspokoił się szamoczący się we mnie strach. Zaufałam, że uda nam się wrócić do ula bez dodatkowych fizycznych strat. Byłam gotowa do drogi. Byłam gotowa na wszystko.
A gdy znikł strach, wszystko przez te jedenaście dni było już tylko o miłości. O pamięci i o miłości.
Poza przewidywanymi pogłębionymi deficytami układu ruchu, z których będę próbowała się wydostać, dając sobie na to dwa–trzy tygodnie, przywiozłam odnaleziony kawałek siebie oraz cyk zrobione zdjęciu, na którym Orzeszek jest małą dziewczynką. Orzeszek z Ciocią Irką, która była Orzeszka matką chrzestną. Nie miałam o tym pojęcia, ale już wiem. Wobec tego faktu, uśmiecham się znów od ucha do ucha. Ciocia Irka była/jest moją babcią chrzestną, a tamto poczucie to nie były zwidy.
A kaktus? Wróciliśmy, a on wciąż kwitnie. A ja? Płacę za wypoczynek. Twierdzę, że dość wygórowaną cenę i na razie powtarzam: nigdy więcej, ale wiem, że zapomnę ten ból i znów zacznę marzyć.
Nasza osobowość w dużej mierze jest zdeterminowana przez charakter naszych rodziców. Ich charakter z kolei zdeterminowała osobowość naszych dziadków i tak dalej. Nasi prapradziadkowie odeszli lata przed naszym urodzeniem, ale to nie znaczy, że nie mieli na nas wpływu. Sztafeta pokoleń nie jest tylko sloganem – podobnie rzecz ma się z historią narodów i państw. Jesteśmy częścią historii. Dziedziczymy w spadku wiedzę, traumy, przyzwyczajenia, postawy i sposób postrzegania świata. Musimy wiedzieć, skąd przychodzimy, żeby wiedzieć, dokąd zmierzamy.
Jan Śpiewak, Patopaństwo. O tym, jak elity pustoszą nasz kraj,
W.A.B., Warszawa 2025.
czas zatrzymany na błonie fotograficznej. zamknięty w ramkach diapozytywów. spotkałam po latach po raz pierwszy.
187/365
Szukam wzoru na czas. Co ma być w mianowniku, a co w liczniku? Pierwiastek, a może potęga, bo przecież czas to potęga. Zawsze najlepsze są proste rozwiązania. A może jednak jest to wzór na kilka akademickich tablic?
*
[…] pod sam koniec obliczeń znów coś się wykoleiło.
Tata mówił, że matematyka to królowa nauk. I co? Ktoś to już policzył i nie dzieli się z nami wzorem? Może ta matematyka to jednak królewna i jeszcze mało wie o liczeniu końca? Może dlatego, że czasowi zdarza się na chwilę zatrzymać albo rwać i wtedy sprawy toczą się poza nim.
*
Jeśli dwie proste równoległe mogą się przeciąć w nieskończoności, to może udałoby się być mniej łapczywym na własne życie i podarować komuś trochę czasu? Na przykład dzieciom. A może dałoby się tak oszukać, żeby ten podarowany im czas jednak spędzić z nimi?
Mikołaj Grynberg, Rok, w którym nie umarłem,
Wydawnictwo Agora, Warszawa 2025.
Odwiedzał_m miejsca, które ciągle jeszcze są we mnie obecne.
*
Byłaby możliwość, teraz, mówić, powiedzieć ci, że za tobą tęsknię, bardziej niż cię znam.
Kim de l’Horizon, Drzewo krwi, przeł. Elżbieta Kalinowska, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2024.
☆
Wypełniamy pustkę dobrymi wspomnieniami, smutkiem, myślami obejmujemy bezsens śmierci. Gromadzimy wdzięczność, że ktoś był. Za życia ludzie jeszcze cię zaskoczą, są oporni, humorzaści, mają oczekiwania i pretensje. Po śmierci stają się znacznie łatwiejsi.
Mira Suchowiejko, Też się o ciebie boję,
Biuro Literackie, Kołobrzeg 2025.
☆
[suplement 4.07.2025]
Z ciekawością przyglądam się sobie porównującemu się z rodzicami. Kiedyś myślałem, że to dowód niedojrzałości, teraz zrozumiałem, że takimi ścieżkami chodzi ludzki rozum. […] Nie tylko małe dzieci testują granice dorosłych. Dorośli wciąż testują granice swoich relacji z nieżyjącymi już rodzicami.
Mikołaj Grynberg, Rok, w którym nie umarłem,
Wydawnictwo Agora, Warszawa 2025.
– A osobista satysfakcja? – pytam.
– […] No, może jestem za bardzo bezczelna?
1994. Zdaję na patent sternika jachtowego. Wracam do akademika i moim chłopakom mówię: no to czas iść w morze. W tamtym czasie istniało coś takiego jak sternik jachtowy p.u. (pełne uprawnienia). Chłopaki, przeżyczliwe dla mnie, przecież byłam ich kumplem (nie kumpelką) z grupy dziekańskiej, szybko, śmiejąc się niewybrednie, sprowadzają mnie na ziemię. Baba na jachcie? Zapomnij.
Wtedy jeszcze nie wiem, że i ja bywam bezczelna wobec życia, choć moi najbliżsi nie mają co do tego żadnych wątpliwości — zapytałam chwilę temu Sadownika, by upewnić się, czy nie koloryzuję, odpowiedział: bezczelna? eufemizm! Późną jesienią albo wczesną wiosną kolejnego roku wychodzę po zajęciach sekcji pływackiej (aktywność zastępująca WF w politechnicznym indeksie) i… Na tablicy ogłoszeń, własnym oczom nie wierząc, widzę anons o planowanym rejsie z naborem do wyłącznie kobiecej załogi. Baba na jachcie? Nie! Pięć bab! Tak spotkałam po raz pierwszy w życiu Kapitanową.
– Pani lepiej się pływało z dziewczynami? – pytam.
– Nie ma różnicy. Moje załogi to były żeglarki i były bardzo dobre, bardzo bystre i w zasadzie nie musiałam się wysilać. […] To były bardzo fajne załogi.
☆
Wypływamy na chwilę – na dwie godziny.
W pewnej chwili nie wytrzymuję z radości i mówię: – Nie mogę uwierzyć, że płynę z panią. Zdobywczynią trzech oceanów!
Paulina Reiter, Samotne oceany. Historia Krystyny Chojnowskiej-Liskiewicz,
pierwszej kobiety, która opłynęła świat solo,
Wydawnictwo Agora, Warszawa 2023.
Kapitanowa plus dwie Doroty i dwie Anie. Na tamten moment jedna pani mgr inż., dwie panny ze stopniem zawodowym mgr inż. in spe — trzy kobiety z tej samej uczelni.
Za kilka lat od zatrzymania tej chwili w rolce filmu fotograficznego dwie panny będą już paniami ze stopniem naukowym doktora nauk technicznych.
*
fot. Ania, I Oficer.
W Nynäshamn. Uwielbiam to zdjęcie ze względu na czasopismo w swej starej odsłonie. Przeczytane, spełniało się na stole. Pierwsze w moim życiu krewetki. Wędzone. Nigdy potem tak pysznych już nie jadłam.
*
fot. archiwum własne.
Wrócone. W Górkach Zachodnich. Było cyk po obu stronach kei. Z fragmentem Mechatka II w tle na jednym z nich. Na drugim uchwyceni Rodzice obu Dorot, w tym siostra Kapitanowej. Biały Kruk i Orzeszek przywieźli ze sobą świeży chleb i masło. Nie można było nam, kończącym rejs, podarować niczego lepszego.
fot. archiwum własne.
*
W Kalmarze kupiłam płytę. Po powrocie na ląd tą piosenką łomoliłam najczęściej — najlepiej podejmowała dyskusję z relacyjną warstwą mojego życia. Z Visby nie mogłam wrócić do domu bez własnego jeżyka, z którego starszym o wiele lat braciszkiem poznałam się na Mechatku II.
Roberta Flack & Donny Hathaway, Only Heaven Can Wait, z albumu Softly With These Songs: The Best Of Roberta Flack.
Świętowanie 60. urodzin Kapitanowej. Zkemi i Jabłoń in spe.
*
fot. archiwum własne.
*
Po rejsie. W rodzinnym mieszkaniu Drzewka. Zkemi w połowie drogi do domu. Orzeszek przygotowała rosół, który katapultował nas do kulinarnego raju.
fot. Zkemi.
* * *
Na jednym z tych rejsów ciągniemy zapałki. Mój Los uwielbia w ten sposób wygrywać szorowanie garów, jazdę z cumą na brzeg, wszystkie te roboty, których nikt nie chce. Wygrał i „tą razą”.
wczoraj. pierwszy raz dla Was, a nie tylko dla Ciebie, Biały Kruku. odrobina Małej Danii.
197/366
To, że kochamy, nie znaczy, że nie spotka nas zawód. Ale miłość pomoże nam zmierzyć się z nim i nie stracić serca.
bell
hooks, Wszystko o miłości. Nowe wizje,
przeł. Karolina Iwaszkiewicz, Filtry, Warszawa 2023.
☆
Zamknęła oczy, by mocniej poczuć obecność Miłości i towarzyszącego jej Zrozumienia, które było głębsze i łagodniejsze niż oddech ziemi i nieba.
George Eliot [w:]
Martin Laird OSA, W krainę ciszy. Praktyka chrześcijańskiej kontemplacji, przeł. Tomasz Mucha,
WAM, Kraków 2024.