Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam.
Jak to jest: żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć,
gdy prawie ci wmówiono, że jesteś taką Jabłonią?
Jak to jest kwitnąć przez cały rok? Rozkwitać każdego dnia?
Orzeszek miała podejrzenie, że nie zamknęła na noc drzwi do „folii” i jakiś ptak napoczął pięknego pomidora bez zrywania z krzaczka. Wieszaliśmy psy na skrzydlatym zwierzęciu, gdy ten uprawiał złodziejski proceder przez kilka dni z rzędu.
Wczoraj okazało się, że ptak ów ma czarne upierzenie, waży ponad trzydzieści kilo, jest nielotem i chodzi na czterech nogach. Orzeszek na własne oczy widziała, jak Heniutka wypuściła się po czerwoną pyszność.
✗
Przedwczoraj, niczym kudłaty aniołek, tylko grzecznie asystowała Orzeszkowi przy przerabianiu owoców lata na zimowe przetwory.
Czterysta siedemdziesiąt wpisów później (przypadek?). Kwartecik spotkał się (już prawie) tradycyjnie w grudniu. Przekształcił się zgrabnie w Czwartecik, czyli kobiece wyjście do kina. Z braku filmu, granego o odpowiedniej porze, który porwałby serce Drzewka (inauguracyjnie miała prawo wyboru filmu i miejsca), seans odbył się w miejscu, w którym żałuje się, że ma się tylko jeden żołądek.
Każdej z nas głodne Anioły wysoko umieściły poprzeczkę.
Najedzone, a w zasadzie nażarte, nie obsunęły się w łatwiznę ani dla MY (naszej paczki), ani indywidualnie dla każdej z nas.
wpis przeniesiony 14.04.2019. (oryginał z zawieszkami)
Tam. Nie wiem, co mi strzeliło do głowy, przeczytałam ulotkę do podawanego mi leku. Wśród skutków ubocznych największe wrażenie zrobiła na mnie cukrzyca posterydowa — uderz w stół, a nożyce przydzwonią w kubeczek herbaty słodzony prawie czterema łyżeczkami cukru. Jeszcze w szpitalu postanowiłam: wracam do domu i nie słodzę w ogóle.
Tak zrobiłam. I zdziwiłam się ogromnie, gdy po trzech dniach niesłodzenia zaczęły do mnie wracać… smaki. Decyzja podjęta ze strachu przemieniła się w świadomą decyzję eliminacji cukru, ale nie słodyczy z owoców, warzyw, radości i miłości.
I wtedy przyszła do mnie ta książka. Nie przekonała mnie wyjętym z brukowca tytułem; klik, klik, przeczytałam podczytnik i fragment, nim zrobiłam kolejne klik, klik, by mieć ją na swoim kundlu.
I była ze mną (gdy robiłam wyskoki w inne książki), i wciąż jest (dając mi argumenty do obrony przed dietą zgodną z grupą krwi, której sekunduje Sadownik), i będzie (choć zaraz wracam do wierszy Bukowskiego).
Sadownik ma ubaw, bo dwie moje ulubione apki na telefonie od ponad miesiąca dotyczą chodzenia i jedzenia.
Świat specjalistów od żywienia zanadto jest podzielony na odrębne obozy, podążające za swoimi guru. Czy dzieje się tak w jakiejkolwiek innej dziedzinie badań naukowych? Przecież 2 + 2 = 4, bez względu na to, co o tym myśli twój ulubiony matematyk. Ale to dlatego, że nie ma wartej miliardy dolarów gałęzi przemysłu, która czerpałaby zyski z mieszania w arytmetyce. Gdybyś z różnych stron otrzymywał sprzeczne komunikaty na temat zasad elementarnych rachunków, to zapewne wybrałbyś sobie w desperacji jakiś jeden autorytet, ufając, że to on właśnie reprezentuje prawdziwą naukę. Kto ma czas rozeznawać się w całej dostępnej literaturze przedmiotu?
*
Pokarmy nie dzielą się na dobre i złe, tylko na lepsze i gorsze.
*
W jaki sposób wykorzystujemy otrzymaną informację, mocno zależy od cech osobistych. Często jest też warunkowane naszą sytuacją życiową i gotowością podjęcia ryzyka. Dysponując tymi samymi danymi, dwie osoby mogą podjąć całkowicie przeciwstawne, lecz równie zasadne decyzje. Z tego powodu niechętnie mówię ludziom o moich własnych wyborach. […] Wolę […] zaprezentować stan badań i pozwolić, by wybierali sami.
*
A więc jakie jedzenie jest dla nas dobre, a jakie szkodliwe? Wygląda to na dość proste pytanie. Ale w rzeczywistości niełatwo na nie odpowiedzieć. Ilekroć podczas wykładu ktoś pyta mnie, czy pewien produkt jest zdrowy, czy nie, nieodmiennie odpowiadam pytaniem: „W porównaniu z czym?”. Na przykład: czy jajka są zdrowe? W porównaniu z owsianką na pewno nie. A w porównaniu z leżącymi obok na talerzu parówkami? Tak. A ziemniaki? To warzywo, więc muszą być zdrowe, nieprawdaż? Ktoś zapytał mnie o to kilka lat temu, kiedy grupa badaczy z Uniwersytetu Harvarda podniosła zagadnienie purée ziemniaczanego. Zdrowe to czy nie? W porównaniu z frytkami — zdrowe. Ale w porównaniu z takim samym purée z batatów — nie.
*
[…] kiedy jesz zieleń, w gruncie rzeczy jesz całą tęczę.
*
Nie marnuj swego apetytu na byle jakie jedzenie. Nie chciałbym się wydać snobem kulinarnym, ale jeśli zamierzasz zjeść coś, co nie jest możliwie najzdrowsze, to przynajmniej rozkoszuj się tym, a nie napychaj.
*
Gdy zdrowo się odżywiasz, twój gust ulega zmianom. To fascynujące zjawisko. Twoje kubki smakowe nieustannie się dostosowują, dosłownie z minuty na minutę. Kiedy pijesz sok pomarańczowy, jest on dla ciebie słodki. Ale jeśli wcześniej najadłeś się cukierków, może ci się wydać nieprzyjemnie gorzkawy. Na dłuższą metę im więcej jesz zdrowych potraw, tym bardziej ci smakują.
*
Dlaczego rośliny strączkowe, orzechy i ziarna zbóż tak bardzo sprzyjają zdrowiu? Może dlatego, że wszystko to są nasiona. Przemyśl to sobie: wszystko, czego potrzebuje żołądź, żeby wystrzelić do nieba jako dąb, to woda, powietrze i światło słoneczne. Cała reszta mieści się w nasieniu, które jest wyposażone w mnóstwo składników odżywczych pozwalających mu rozwinąć się w roślinę lub drzewo. Czy jesz czarną fasolę, orzechy włoskie, brązowy ryż czy ziarno sezamowe, w gruncie rzeczy wchłaniasz miniaturową dawkę całej rośliny.
Michael H. Greger, Gene Stone, Jak nie umrzeć przedwcześnie. Co jeść, aby dłużej cieszyć się zdrowiem, przeł. Paweł Luboński, Czarna Owca, Warszawa 2016. (wyróżnienie własne)
wpis przeniesiony 14.04.2019. (oryginał z zawieszkami)
tajemnicą niech pozostanie zawartość. zwłaszcza że połowy już nie ma. piiiiiszne! to wiadomo.
pozostaję w osłupieniu, skąd Kaan (spontanicznie całkiem) miała takie pudełeczko i kokardkę? łapią mnie za serce. cyk!
Jedzenie jest grą o sumie zerowej: kiedy decydujesz się coś zjeść, zwykle decydujesz zarazem, że nie zjesz czegoś innego. Jasne, możesz po prostu odejść głodny, ale w końcu organizm zmusi cię do wyrównania niedoborów. Zawsze więc, gdy się posilasz, ponosisz koszty wyboru.
*
Koszty wyboru to nie tylko te składniki odżywcze, które mógłbyś spożyć, ale również niezdrowe składniki, których mógłbyś uniknąć.
Michael H. Greger, Gene Stone, Jak nie umrzeć przedwcześnie. Co jeść, aby dłużej cieszyć się zdrowiem, przeł. Paweł Luboński, Czarna Owca, Warszawa 2016.
o zawartości słoiczków trudno napisać coś precyzyjniej i prawdziwiej niż: piiiiiszne! ale to oprawa graficzno-estetyczna chwyciła mnie za serce, nie puszcza i kazała zrobić cyk.
Georginia, Gepardzica i Kaan. Gepardzica, Kaan i Georginia. Kaan, Georginia i Gepardzica. Gepardzica, Georginia i Kaan. Georginia, Kaan i Gepardzica. Kaan, Gepardzica i Georginia. I ja. I nasza spontanicznie ułożona choinka AD 2018.
Jabłoń: (w takich chwilach umie się tylko zachwycać i cyk)
*
nasze miejsce, gdy raczymy się wspólnym, pysznym czasem.
(gdy klikniesz w powyższy obrazek, przeniesiesz się do menu możliwości)
wpis przeniesiony 12.04.2019. (oryginał z zawieszkami)
Georginia i Kaan. Kaan i Georginia. Gepardzica duchem. Gdy One stały w kolejce, by złożyć zamówienie (również moje), wgapiałam się w równomiernie poruszający się wentylator na ciemnografitowym suficie. Marzyłam o tym spotkaniu od dwóch tygodni. Wentylator równomiernie bujał powietrze, a ja pławiłam się w bezgranicznym szczęściu.
Wczoraj. Gdy wróciłam do domu, szukałam właściwych słów, by zachować pamięć o tym popołudniu, ale tak trudno je znaleźć, gdy pławię się w szczęściu.
Na szczęście słowa znalazła Kaan. Znalazła piękne. Znalazła z właściwą sobie lekkością.
[…] ogrom jakości życia jest zależny od nas. Jestem pewna, że to my wybieramy, jak chcemy żyć. * Zawsze znajdzie się ktoś, kto zamieniłby się z nami na miejsce; ktoś, dla kogo nasz dzisiejszy dzień/stan/możliwości/bliscy/praca/dom/przyjaciele/kraj/płeć... byłyby czymś ekstra; czymś, o czym może sobie tylko pomarzyć. Kaan
* * *
My, ludzie, jesteśmy tak bardzo pierwotni. Życie to śmiech i łzy, i emocje, i miłość, i strach; reszta to chuj. Reszta jest bezwartościowa albo, w najlepszym wypadku, stanowi dobre tło do tego, co istotne.
też Kaan. (tylko godzinkę z hakiem później)
*
nasze miejsce, gdy raczymy się wspólnym, pysznym czasem.
(gdy klikniesz w powyższy obrazek, przeniesiesz się do menu możliwości)
wpis przeniesiony 25.03.2019. (oryginał z zawieszkami)
Do dziś nie przyszłaby mi do głowy opcja „zestaw lunchowy”. Bo do dziś kulinarnie byłam ostrożna — jadłam pewniaki, a jak trafiłam coś pysznego, reszta menu przestawała dla mnie istnieć, bo po co ryzykować.
Do dziś. Bo dziś, od rana było wiadomo, że idziemy na lunch — cieszyłam się jak dziecko. Romesco skradło mi serce i z niebywałą łatwością obudziło we mnie zalążek odwagi kulinarnej, by próbować nowych smaków, nieznanych potraw. Jeszcze długo nie zamierzam powtarzać dań, bo to obłędnie fantastyczna Przygoda, a nie tylko uzupełnianie składników odżywczych.
Sadownik: (spróbował booooskiego dania Jabłoni: Bakłażany z pieczoną papryką, zapiekane kozim serem oraz tortilla ziemniaczana) Gdyby mi ktoś tak w domu gotował, to mógłbym być wege.
(za jakiś czas przy tym samym stoliku)
Jabłoń: (delektowała się jeszcze głównym daniem, ale widząc, co się dzieje z Sadownikiem, pyta o wrażenia z Crema Catalana) I jak?
Sadownik: (z rozanieloną miną od dłuższej chwili) Najchętniej zrobiłbym to*, co nasza Suka, ale nie wypada.
_____________ * Heniutka uwielbia wylizywać pojemniczki po śmietanie czy jogurcie.
Jabłoń: (już od drzwi informuje) Jestem ofiarą kuchenną.
Sadownik: (znający swoją żonę jak mało kto, ekstrapoluje swe doświadczenie) Co znowu zrobiłaś?
Jabłoń: Wyjmowałam mleko kokosowe z puszki i mnie poraniła. (po chwili, oglądając głębokość ran) I tak się zastanawiam... czy blacha puszki mogła mieć na sobie bakterie...
Sadownik: (z powagą podniesioną do kwadratu) Na pewno. Ja bym na twoim miejscu pojechał na zastrzyk przeciw tężcowi, koniecznie w brzuch.
Jabłoń: Jeśli bakteria była, to zdechła ze śmiechu, jak usłyszała, co i jak mówisz.
(W tym czasie kasza jaglana z jabłkami i mlekiem kokosowym, jakby nigdy nic, dochodziła do siebie w piekarniku)
wpis przeniesiony 9.03.2019. (oryginał z zawieszkami)
Poniedziałek–Piątek. W jednej kuchni naście osób w ciągu dnia przyrządzało posiłki. Dominowała kasza jaglana, wygrywając w cuglach z wszystkim innym składnikami. Po raz pierwszy w życiu odważyłam się zjeść jagły na zimno i... okazało się, że sałatka, choć podmieniono w niej kolendrę na natkę pietruszki, jest absolutnie prze-prze-przepyszna.
Od słowa do słowa. Przepis. Skąd. Nie byłam zaskoczona, że po raz kolejny świat okazał się malutki. To dobre miejsce dla człowieka jedzącego miesiąc lub dwa temu polecała mi Altówka. A w czwartek. Od słowa do słowa. Przy przepisie. Skąd. Okazało się, że do Duszy zawiadującej tym magicznym miejscem prowadzi tylko jeden dodatkowy uścisk dłoni osoby, którą i Dusza, i ja znamy. Osoby, która należała do tych, które co wieczór podczas stażu piły razem ze mną, przygotowany z miłością napój Bogów według przepisu podarowanego na tym blogu przez Ommeczkę.
wpis przeniesiony 8.03.2019. (oryginał z zawieszkami)
Wegetarianizm to dla mnie teraz poznawanie świata nowych słów, znaczeń i smaków. Do słownika dodałam nazwy użytych już przynajmniej raz w tym tygodniu składników:
fasola pinto kombu tahini
*
Ten, co nazwał wege reżimem, nie miał pojęcia, o czym mówi, bo:
Wege jest piiiiisszzzzzneeee!
*
Wczoraj nagrodę Sadu otrzymałam. Sadownik zjadł fasolkę pinto z warzywami na obiad i powiedział, że po raz pierwszy nie brakowało mu mięsa.
wpis przeniesiony 8.03.2019. (oryginał z zawieszkami)
Jestem okropnie monotematyczna. Nie! Ta książka jest o bieganiu przy okazji.
Bieganie jest w niej tylko okazją do zmiany... wszystkiego! Nie od razu, ale powolutku, dzień po dniu. To książka o niemożliwym, które nabiera rumieńców możliwego. To książka, która zmusza do zadania sobie pytania: noooo, to o czym marzysz? Pytania, które uruchamia następne. Co jeszcze chcesz w tym życiu zrobić? Kiedy? Co robimy już dziś? Bo życie to nie myślenie o myśleniu czy myślenie o działaniu — życie to działanie, wdech, wydech i... wio! Bo Życie jest Magią. Uwielbiam to czuć.
Ta książka jest też o... jedzeniu, oczywiście!
Każdy z nas ma w sobie dość siły, by podjąć próbę zrobienia czegoś, o czym sam nie wie, czy zdoła to osiągnąć. Może to być przebiegnięcie mili, udział w biegu na dziesięć kilometrów albo na sto mil. Może to być zmiana zawodu, schudnięcie o dwa kilo, wyznanie komuś miłości.
*
Dodatkowe utrudnienie tylko pomaga. Zawsze pomagało, wreszcie do tego dochodziłem. Żadne moje „dlaczego?” nie przyniosło mi spokoju ani nie doczekało się odpowiedzi. Ale samo pytanie — i robienie — zrobiło coś we mnie, dało początek czemuś silnemu.
*
[...] możesz się wlec, rozpaczać, schrzanić coś i popaść w jeszcze większą rozpacz, a jednak prawie zawsze dostajesz drugą szansę. Ocalenie jest zawsze w twoim zasięgu.
*
[...] gdzie jest moja granica? Czy mogę ją poznać inaczej, niż tylko starając się ją przekroczyć? [...] każdy, kto ma tyle szczęścia, że może sięgać poza swoją strefę bezpieczeństwa, jest w stanie postawić sobie to pytanie i na nie odpowiedzieć.
*
Tonto, mój pies nie musiał się niczego uczyć, aby poznać swoją prawdziwą naturę. Ja — owszem. [...] Pościgaj się ze swoim psem (czy on wygląda na zmartwionego?).
*
[...] bazylia to koronowana głowa wśród ziół; jej nazwa pochodzi od greckiego słowa basileus, czyli król [...].
*
Zwierzyłem się Tony’emu, że moim zdaniem miłość nigdy nie trwa wiecznie, a ludzie robią z niej nie wiadomo co. Odparł, że nie mam racji, bo miłość jest wszystkim.
*
Każdy z nas czasem przegrywa. Nie udaje nam się zdobyć, czego pragniemy. Przyjaciele i osoby, które kochamy, odchodzą. Podejmujemy decyzje, których później żałujemy. Staramy się ze wszystkich sił, ale rezultat jest opłakany. To nie przegrana definiuje nas jako ludzi, lecz to jak przegrywamy, i to, co potem robimy.
*
Możemy żyć tak, jak to miało być: prosto, szczęśliwie, na ziemi i z ziemią. Możemy żyć, przekuwając trud w czystą radość.
*
— Po jednym kroku — powiedział Dean, kiedy zawahałem się i zachwiałem. — Skup się na tej chwili.
Scott Jurek, Steve Friedman, Jedz i biegaj. Niezwykła podróż do świata ultramaratonów i zdrowego odżywiania, Wydawnictwo Galaktyka, Łódź 2012.
wpis przeniesiony 8.03.2019. (oryginał z zawieszkami)
Odkryłam, że pod zacnym „chcesz jeść mięso, kup je sam” kryje się nie tylko moja niechęć do wspierania przemysłowej hodowli zwierząt, ale również osobista, głęboka chęć, by Sadownik dzielił ze mną nie tylko życie, szczęście i troski, ale również c a ł e, bez wyjątku, menu. Bez przesady — odkrywszy drugie dno, skorygowałam swoje chcenie.
Powiadomiłam więc kolegę-małżonka, że w trakcie oczekiwania na pierwszego jelenia, mięso kupić mu mogę... W końcu, dodałam, Heni kupuję, co mogłoby być argumentem na rzecz tezy, że ją kocham bardziej...
Jabłoń: (wyłożyła Sadownikowi powyższe)
Sadownik: (zauważył, że do Heniowych nauk Drzewko używa często parówek) Futrujesz ją tymi nieszczęśliwymi parówkami! Jaka z ciebie matka?
*
Pani mnie wczoraj minęła, gdy ćwiczyłyśmy sobie z Henią w najlepsze. Zatrzymała się i powiedziała: — Mój pies był tak mądry, że nie musiałam go niczego uczyć.
Nie po raz pierwszy słyszałam te słowa. Niejeden ktoś miał tak mądrego i dumnego psa, który na pewno nie sprzedałby się za smakołyk. Niejedna twierdziła, że to uwłacza psu, gdy nagradza się go smakołykiem.
Zatrzymał mnie wykrzywiony wyraz twarzy pani od mądrego, nieuczonego nigdy psa. Doszłam do wniosku, że wolę Heniutkę, bo uwielbiam z nią pracować. Uwielbiam jak jej chrupią szare komórki. Uwielbiam to, kim się staję dzięki Niej nie tylko w czasie naszej wspólnej pracy. Jak mogłabym się tej ogromnej przyjemności pozbawić? Jeśli warunkiem koniecznym jest „nie tak mądry pies”, to zgadzam się. Mam „nie tak mądrego psa”, ale... mam też niesamowitą Sukę! Uczę się wciąż, niezmiennie i każdego dnia od nowa mądrze Ją kochać. To niesamowita przygoda podczas której staję się Człowiekiem.
wpis przeniesiony 8.03.2019. (oryginał z zawieszkami)
Przytulisko. Niewidzialna, ale dobrze wyczuwalna, linia demarkacyjna rozłożyła się w połowie stołu i leży tam już jakiś czas. — Mięso? Proszę bardzo, ale musisz je sobie sam kupić, przyrządzić, podać. — Głosi nowa religia kuchenna.
*
Obiecałam, że wrócę do mięsa, gdy będę miała beznadziejne wyniki krwi lub gdy średnia osobnicza chorowalność zimowa wzrośnie mi znacząco. Póki co, pławię się w zachwycie...
*
Sadownik: (z niesmakiem w głosie na widok jedzenia Jabłoni) Ty jednak wierzysz w słowo pisane...
Jabłoń: Noooo. I zobacz, gdzie jestem! A ty nie wierzysz i jesteś tu ze mną!
Jabłoń: (przeszczęśliwa, że wrócona do domu w kuchni porządzić sobie może, kupiła stos warzyw i owoców, przygotowała i serwuje nowe danie pięcioma przemianami doprawione) I jak?
Sadownik: Nooooo!
Jabłoń: (stęskniona dobrego jedzenia, zachwyca się makaronem z brązowego ryżu) Dla mnie piiisznne!
Sadownik: Nie jestem specjalistą, nie chcę się wymądrzać, ale...
Jabłoń: Nooo?
Sadownik: (śmiertelnie poważny) Jednej przemiany mi brakuje.
wpis przeniesiony 8.03.2019. (oryginał z zawieszkami)
Półka na książki. Reportaż, który płynnie przechodzi w prawdziwe historie ludzi i psów. Te sąsiadują bezproblemowo z książkami dotyczącymi wychowania psów — w większości wydanymi przez to samo wydawnictwo. Psie, kocie, końskie wydawnictwo — myślałam o nim jeszcze dwa tygodnie temu, ale przecież zmiana goni zmianę. Ostatnimi czasy sierściuchowe książki zaczęły sąsiadować z szympansami, a zaraz potem z etyką i żywieniem dokonując znaczących zmian w moim życiu.
Jakieś trzy tygodnie temu wpadły mi w oczy słowa informujące, o mającej się w tym wydawnictwie ukazać, dzień przed długim weekendem, książce, nie o psie, lecz o „ludziu”. Ludziu szczególnym, co uświadomił sobie swoje tarapaty około czterdziestego roku życia, gdy miał kilkanaście kilo za dużo, a za sobą doświadczenie alkoholizmu. Nabyłam. Zaraz po długim weekendzie odebrałam. Wpadłam jak śliwka w kompot, a książka ta wylądowała zaraz obok tych z żywieniem, choć pewnie lepiej by się czuła stojąc koło książek Osiatyńskiego. To książka o sile ducha, o mocy, którą ma każdy z nas. To również książka o jedzeniu.
Skończyłam ją dziś rano. W okolicach południa kupiłam masło migdałowe. Palce lizać! Co za książki wpadają mi w ręce w tym roku!
*
— Musisz po prostu zmienić wszystko, Rich. Nic więcej.
Stan nie zamierzał owijać niczego w bawełnę.
*
[...] słowo „weganizm” jest obciążone znaczeniowo: mówi nie tylko o reżimie żywieniowym, lecz także sugeruje pewien kodeks etyczny i określoną postawę polityczną. Ciążący na tym słowie stygmat działa odpychająco na bardzo wiele osób, dla których nader pożyteczne mogłoby być to, co słowo to w istocie oznacza.
*
Kiedy tego ranka kołysałem się na falach, miękkich i ciepłych, przypomniały mi się słowa Daphne Rose Kingmy: „Poddanie się to przepiękny moment, gdy z wdzięcznością, radością i wiarą padasz w trakcie lotu, czując, że złożony zostałeś w niewyobrażalne objęcia. Poddać się — to powierzyć siebie, nawet jeśli nie jesteś pewien owych objęć. To ustokrotniona ufność, która nie chwyta się kurczowo myśli o wyniku, bo przepojona jest wiarą, że także wtedy, gdy nie osiągniesz tego wyniku, to rozwiązanie było najdoskonalsze”.
*
Życie to długi, skomplikowany marsz. Przemierzyłem bardzo różne drogi, niektóre kręte, niektóre jasne i proste, niektóre ciemne i wstydliwe. Jest to opowieść o facecie, który zbudził się pewnego ranka i stwierdził, że od zbyt wielu lat idzie tą samą wydeptaną ścieżką. Wszyscy na niej byliśmy. I aż nazbyt wielu z nas nie widzi możliwości zejścia z niej, a co dopiero mówić o jakiejś nowej trasie, na której byśmy bardziej się spełniali jako osoby. [...] Tam jednak, gdzie przeszkody, tam możliwość wzrastania, bez wzrostu zaś nie ma życia. Dlatego też dopracowałem się takiej mantry: „Rób, to co kochasz, kochaj tych, na których ci zależy, i to, na czym ci zależy, służ pomocą innym i pilnuj, byś zawsze wiedział, że jesteś na właściwej drodze”. Także i na ciebie czeka nowa droga. Trzeba się tylko za nią rozejrzeć, a potem — zrobić pierwszy krok. Na początek wystarczy powstać i wytrwać, a ten pierwszy krok stanie się gigantyczny. I wtedy pokażesz, kim naprawdę jesteś.
*
W sumie cała rodzina w coraz większym stopniu zaczęła traktować radzenie sobie z trudnościami bardziej jako wspólną grę niż uciążliwą zmorę, a ton wszystkiemu nadawała przede wszystkim Julie. — Czego na brakuje? — powtarzała. — Jesteśmy zdrowi, kochamy się, żyjemy według reguł, które ustaliliśmy. To jest najważniejsze, a cała reszta to tylko dodatki.
Rich Roll, Ukryta siła. Jak stałem się jednym z najsprawniejszych ludzi na świecie i odnalazłem siebie, Wydawnictwo Galaktyka, Łódź 2013.
wpis przeniesiony 8.03.2019. (oryginał z zawieszkami)
Każda życiowa katastrofa miała tylko jeden cel — przybliżyć mnie do Sadownika. Od lat już to wiem. Każda znacząca, dobra zmiana w moim życiu zaczyna się od Sadownika — od faktu Jego istnienia, poprzez jego czyny, system wartości i wybory, których dokonuje.
— To On jest winny wszystkiemu! — mogłabym wykrzyczeć i poczuć tę lekkość bytu zwolnionego z odpowiedzialności za cokolwiek. Rodziny, z których pochodzimy, nie zawsze zachwycone są naszymi (realizowanymi skutecznie) pomysłami. Ale, ale... To wszystko nie jest aż tak proste. W pierś się biję. Jesteśmy siebie warci, ponieważ i ja jestem przyczyną wielu zmian w Jego Życiu...
„Tą razą” winni jesteśmy oboje... Sadownika głodówki rokroczne... Jego świadomość żywieniowa, co do szału mogła mnie doprowadzić, gdy wracał z mekki zdrowia... lista tego, co jeść powinniśmy; lista tego, o jedzeniu czego powinniśmy zapomnieć... wiszą obie na lodówce od lat... ostatnie książki...
*
Stało się. Era niejedzenia zwierza. Nabiał precz. Jajka tylko od szczęśliwych kur. Mięso precz... prawie... na razie jest w planach raz na pół roku coś, co dzikie i wolne było, by uwzględnić religię żywieniową Sadownika (mamy tę samą grupę krwi, więc brak mi argumentu przeciw i też wyznaję). Dla wegan to żaden krok. Dla mnie to zmiana diametralna. Co mam jeść, by się najeść? Było tak prosto, a teraz głodno pięć razy dziennie. Pięć? Przynajmniej pięć! To dobrze! Człowiek nie powinien jeść raz dziennie.
Uwzględniając powyższe warunki brzegowe przekopałam się w zeszłym tygodniu przez księgarskie regały kulinariom poświęcone. Nie miałam pojęcia, że to dział o narcyźmie stosowanym: kuchnia Zosi, wypieki Michała, sałatki Kasi, ugotowane na miękko ego Tego czy Tamtego. Odsuwając na bok wielkich gotujących, diety cud, co będą działać od wczoraj, nabyłam książkę, co znieczula gotowanie wierszami. Przemiany, dokładniej pięć, przemieniają nasze nawyki żywieniowe. Nareszcie nie jestem głodna!
*
Odnotowuję to dziś, bo wczoraj, po raz drugi już, zrobiłam marchewkowe kotleciki. Po raz pierwszy jedli je Antenka i Sadownik. Paluszki oblizywali, co sprawiło, że szczęście zalało mnie falą.
Uwielbiam być Mamą Kudłatą, ale stało się jasne, że lubię też być Matką Karmiącą.
*
W chwilach, które wydają mi się doniosłe, zawsze robię kotlety marchewkowe [...]. Zapach smażonej marchewki z aromatem curry i prażonego sezamu otwiera serca i wywołuje uśmiech. [...] [...] Mówiąc, wciąż patrzyła w przestrzeń ponad moimi myślami. — Mam 45 lat i nie wiem, co robić w życiu... — powiedziałam w końcu lekko rozżalona. — Rób, co chcesz, tylko gotuj... — odpowiedziała.
*
wylądować w ciele miękko i odważnie
zamiast mówić — to moja ręka stać się swoją ręką zamiast — to mój palec stać się palcem i kiwnąć albo pogrozić
poczuć grawitację zamiast mówić że jest ciężko
ręce leżą gładko na biurku kiedy piszę tylko palce skaczą po klawiaturze są wygodne w użyciu nie mylą się kiedy układam słowa
jestem wygodna w użyciu nie mylę się w układaniu słów
teraz się zatrzymałam na chwilę
staję się sobą
Ewa Dobek, Rób, co chcesz, tylko gotuj, Wydawca JK, Łódź 2013.