człowiek — masa biodegradowalna.
Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam.
Jak to jest: żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć,
gdy prawie ci wmówiono, że jesteś taką Jabłonią?
Jak to jest kwitnąć przez cały rok? Rozkwitać każdego dnia?
wtorek, czerwca 12, 2018
wtorek, kwietnia 11, 2017
2310. Telefoniczne rodzinne czesanie
Biały Kruk:
Gdybyś miała dzieci, inaczej byś patrzyła na tę sytuację.
nie mam dzieci. czy w związku z tym, sposób, w jaki patrzę
na wiele sytuacji, jest mniej realny, mniej prawdziwy?
Biały Kruk:
Myślę, że psychologia odebrała ci szczęście,
bo dzielisz włos nie na czworo tylko na dziesięć.
Jabłoń:
Gdy tak mówisz, nie masz zielonego
pojęcia o moim szczęściu.
piątek, marca 18, 2016
1724. Peregrynacja, dzień 67.
wpis przeniesiony 20.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
między jednym uczuciem a drugim. znajduję się i gubię. bezsilność. niemoc. nadzieja. poczucie sensu. wszystko to. dziś. moje. w hektolitrach, tonach i metrach kwadratowych na sekundę.
plan. uczuciem tępym szkicowany.
pierwszy krok? w przenośni i dosłownie. uśmiecham się. gubię i znajduję odpowiedzi.
*
zabiję dziś każdego, kto powie: ale ci dobrze, odpoczywasz sobie… lub zapyta o przyczynę: Alpy? utłukę ludzką bezmyślność tak po prostu, ortezą.
*
Czy są słowa mogące wyjaśnić, kim ona jest? Czy da się wyjaśnić prawdę o byciu człowiekiem?
*
Dziwne. Smutek jednego człowieka jest we wszechświecie mniejszy od cząsteczki pyłu. Tak już jest. Ona jest tego częścią. Obca. Nie ma w sobie właściwego dążenia do przynależności. Nie wie, czy czuje z tego powodu ulgę czy przykrość. Ta świadomość otwiera w niej przestrzeń.
*
Wkłada wiele pracy w bycie po prostu sobą, kimkolwiek jest.
*
To niewiarygodne, myśli sobie. To dar! Tamta postrzega ją zupełnie inaczej niż ona siebie.
Tylko czy tak jest?
Może wystarczy tylko przyznać się do własnej siły?
Herbjørg Wassmo, Te chwile, przeł. Ewa M. Bilińska,
Smak Słowa, Sopot 2015.

niedziela, marca 06, 2016
1702. Peregrynacja, dzień 55.
wpis przeniesiony 19.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Wrócona na chwilę do tej części życia, co na zewnątrz Przytuliska się żyje. Trzy dni nowego starego dobrego czasu (52.–54.). A nóżka na to: hola, hola, stop! Spuchła i leży dziś w łóżeczku. Jabłoń siłą rzeczy razem z nią. Poruszona niemocą. Tęskni do swojego życia. Tęskni okrutnie.
środa, czerwca 17, 2015
1361. Jestem już za, niestety!
wpis przeniesiony 15.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Przyznaję się.
Od wczoraj jestem za karą śmierci.
Za czyny popełnione z rozmysłem i premedytacją.
Wystarczyła do tego kiełbaska z haczykami wędkarskimi i bydlę dwunożne, nie człowiek.
niedziela, czerwca 15, 2014
1066. Kiepska natura ma

czasem muszę
zatrzymać czas.
usiąść. poczekać
na samą siebie.
wczoraj potrzebowałam
wielu godzin, zanim
doszłam do siebie.
*
było dla mnie bardzo ważne, byśmy do domu wróciły już razem. ja ze sobą.
czwartek, lutego 06, 2014
(952+2). Sztuka składania życzeń
wpis przeniesiony 9.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Są ludzie, którzy żądają, choć niby Cię proszą.
Są ludzie, którzy poniżają, choć właśnie Cię przepraszają.
Są ludzie...
Trafiło się i mnie, niczym ślepej kurze ziarno. Dziś. Wyjęłam ze skrzynki kopertę. Otworzyłam. Wyjęłam kartkę i przeczytałam poniższe słowa:
byś znalazła to, czego z takim uporem szukasz i by cena, którą za to płacisz, nie okazała się zbyt wysoka.
Po otarciu łez, mogę śmiało dodać:
Są ludzie, którzy grożą, choć składają Ci życzenia imieninowe.
*
— Kto płacze? — Zapytałam siebie.
— Dziecko, które chciałoby mieć akceptujących, może odrobinę wspierających rodziców.
— Dziecinko — otarłam łzy. — Damy radę, tyle że to ja będę twoim wspierającym Rodzicem.
poniedziałek, lutego 03, 2014
wtorek, stycznia 14, 2014
940. Uwaga, ten blog pisze sekciara
wpis przeniesiony 9.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Orzeszek. Nad nią onkologiczny miecz Damoklesa. Umiem wyobrazić sobie namiastkę trudności, których doświadcza dzień przed i w dniu badań kontrolnych. Wiem, że to przeraźliwe doświadczenie nie musi wykańczać tak bardzo psychicznie. Przecież są na tym świecie, ba, nawet w tym kraju, co ja piszę, nawet w każdym województwie, terapeuci i psychoonkolodzy.
Rozmawiałam wczoraj z Seniorem. Opowiedział o tym, jak to Orzeszek z pewną panią „na mieście” rozmawiał. Opowieść ta zmroziła mi krew w żyłach. Wspomniałam, by może rozważyli, choćby tylko przez chwilę, samo rozważenie terapeutycznej formy kontaktu z obcym człowiekiem. Senior załamał mnie mówiąc:
— Psychologia? To sekta! My jesteśmy normalni.
Wewnętrznie runęłam na ziemię.
czwartek, listopada 14, 2013
893. Listopadowy pomidor
Dziś w menu podano późnojesienną wersję zabawy Pomidor.
Jak śmiem myśleć, że mam coś do powiedzenia? Listopad.
Jak śmiem myśleć, że to co powiem może być czymś ważnym? Listopad.
Jak śmiem myśleć, że mogę to i owo? Listopad.
Jak śmiem myśleć, że dam radę? Listopad.
No jak? Listopad.
Na powierzchni listopadowej zupy trzymają mnie słowa:

środa, września 25, 2013
857. Córki
wpis przeniesiony 8.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
— Moja matka powiedziała mi, że jestem największą porażką w jej życiu.
Słowa te zaskoczyły mnie, bo stała przede mną piękna, mądra i wrażliwa kobieta. Gdybym była jej matką, byłabym z niej wyjątkowo dumna. Przed oczami stanęły mi twarze wielu innych córek, które usłyszały podobne słowa. Kobiety niewidziane, niesłyszane, niedocenione. Jaki sens kryje się w takiej wypowiedzi?
Wróciłam do domu. Z półki wzięłam najpiękniejszą książkę o miłości rodzicielskiej. Chłonęłam każdą z ilustracji...

Odłożyłam na bok twarze córek. Wciąż nie wiem, jaki jest sens przytoczonych słów, ale wiem, co zrobić z uczuciem bycia niewidzianym, niesłyszanym, niedocenionym.
Dziś zobaczę w sobie coś dobrego,
czego wcześniej nie widziałam,
ucieszę się tym,
usłyszę siebie i
docenię to, kim jestem.
Przecież jesteśmy magiczni!
Może się przyłączysz?
poniedziałek, lipca 15, 2013
794. Niekompatybilni
wpis przeniesiony 7.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Pierwsza miłość. Z puentą w stylu: „naprawdę lubię cię” czy „warta jesteś kogoś lepszego niż ja”. Rozumiesz każde słowo, ale razem nie składają się w nic sensownego. Tylko czujesz. W brzuchu sensacje. Trzewia rozumieją wszystko aż nadto. Pamiętasz te uczucia?
Mija jakiś czas. Mijasz tego człowieka. Odnotujesz, że szczęśliwy, kwitnący jak nigdy. Rozumiesz, ale sensu jeszcze nie widzisz. W brzuchu małe sensacje. Ukryć nawet przed sobą je umiesz, jeśli tylko tego zapragniesz. Pamiętasz te chwile?
Mija więcej, może nawet dużo, czasu. Spotykasz tego człowieka. W brzuchu sensacji brak. Rozumiesz, że miał rację, mówiąc o kimś lepszym. Naprawdę dziwisz się sobie i lubić może ci się nawet nie chcieć. Pamiętasz ten dzień?
*
W „gratisie” do wspaniałego weekendu, jedna nieciekawa godzina w postaci niedzielnego, rodzinnego obiadku. W brzuchu sensacje. Tak dawno nie czułam takich uczuć. Co to jest? Uczucia obce, ale jednocześnie dziwnie znajome. Długo nazwać „prawdy brzucha” nie umiałam. Po przejechaniu setek kilometrów, po kilku godzinach, dotarło do mnie, że w moim przypadku rodzina pochodzenia jest niczym pierwsza miłość. Wiedzą, że są warci kogoś lepszego niż ja. Godzę się z tym. Tak bardzo chciałabym być już w miejscu, gdzie widzę, że mieli rację.

(źródło)
piątek, kwietnia 05, 2013
712. Kudłata i ja
wpis przeniesiony 5.03.2019.
(oryginał bez twardych spacji)
W parku pół metra śniegu. Wydeptana przez właścicieli psów ścieżynka. Heniutka kilka metrów przede mną. My Dwie sam na sam z Panem Parkiem. Co kilka kroków wyłania się — zaskakująca mnie — rodząca się Heniutkowa Dorosłość. Sierściuch zatrzymuje się na chwilę, obraca głowę, by upewnić się, że mnie jeszcze nie zgubiła. Oczywiście, „powinnam” pomyśleć, że się pilnuje ten lepiej lub gorzej wychowany pies. Jednak wolę myśleć, że Ona opiekunem moim na chwilę się staje, zadbać o mnie chce. Sprawdza, czy nadążam, czy daję radę. Och, jak dobrze mieć psiego przyjaciela...
W świecie, w którym ludzie pompują swoje „ja” byle czym, byle jak, byle szybko, byle mocniej, tak miło mi stanąć w poprzek tej mentalnej grypie i krzyknąć: patrz, Ona, Ona, Ona!
Smutno dziś. Umęczyło mnie cudze „ja, mi, mnie!”... Rozumiem! Słyszę! Ale widzę nadmuchany balon, a nie człowieka. Lubię Ludzi, nie balony...
*
Podarunek od Coni The Wind in The Sun:
...i jest lepiej, dużo lepiej.
piątek, marca 15, 2013
695. „Zwierzoterapia"
Jabłoń:
(zaklęta w bardzo małe Zwierzątko)
Mam połamane, źle zrośnięte skrzydełko,
i nigdy już nie będę latać.
Sadownik:
(w roli Dużego, bardzo mądrego Zwierza)
Kochanie, ale od zawsze spadasz na cztery łapy,
więc jestem pewien, że będzie dobrze.
(cd. nastąpił)
środa, marca 06, 2013
686. Sekwensik uczuć niepopularnych
wpis przeniesiony 5.03.2019.
(oryginał bez twardych spacji)
_________
D
♠
Pod gabinetem poboru materiału do badań. Wychodzi mama z trzyletnim zaryczanym szkrabem. Maluch wyje. Wcale mu się nie dziwię, bo kłucie nie należy do żadnych fajnych zabaw i jako trzylatka nie miałabym ochoty zrozumieć, że to dla mojego dobra. Zanosi się od płaczu. A mama na to: no przecież nic się nie stało, synku. On wyje i zanosi się od płaczu jeszcze bardziej. Jestem zaskoczona, że można trzylatkowi tezę o „nic-się-nie-stało” próbować wcisnąć. Szkrab nie ustaje w domaganiu się, by łaskawie dojrzeć jego trudną sytuację, a ja mu z drugiego końca korytarza kibicuję. A mama? Mama wyciąga nowiuteńki, jeszcze zapakowany samochodzik. Niestety, samochodzik nie zadziałał tak, jak myślała. Dziecko zaczyna płakać „wielkimi literami”. Mama na to ze złością: bo cię tutaj zostawię.
Znów świadkowałam. Stałam i czułam jak kotłowało się we mnie. Zabiłabym sukę, gdybym tylko mogła. W takich sytuacjach nóż w kieszeni mi się otwiera wszystkimi ostrzami. Bardzo dawne emocje podchodzą mi do gardła.
Bezsilność.
Niemoc.
Osamotnienie.
Niezrozumienie.
Bezradność.
Tak, wiem, takie sceny dotykają mojego subiektywnie doświadczonego dzieciństwa. Odżywają niewyrażone w domu rodzinnym emocje, odbijają się echem po moich trzewiach. Przełykam wściekłość, morderczą złość i ogromną niezgodę na taki porządek świata. Niech to jasna cholera!
_________
A
♥
— smutno mi troszkę, że pojechali.
— przesadzasz, przecież jeszcze nas odwiedzą...
*
— żałuję, że to powiedziałam.
— znów wyolbrzymiasz...
*
— tęsknię...
— na twoim miejscu zajęłabym się czymś pożytecznym...
*
— boli mnie...
— co ty wiesz o bólu, ja w zeszłym roku...
*
— złości mnie, gdy zaprzeczasz moim uczuciom.
— jak zwykle szukasz dziury w całym...
*
— było mi przykro, gdy powiedziałaś...
— jeśli o tym chcesz rozmawiać, to ja wychodzę.
_________
K
♣
Piszę o tym tylko dlatego, że trzecią kartą w tym sekwensie mogłyby być słowa: „gdy czytam tego typu sentencje myślę sobie, że w definicji człowieczeństwa powinien znajdować się »brak umiejętności do bycia szczęśliwym bez granic«”.
Te słowa przypomniały mi, dlaczego zaczęłam prowadzić tego bloga... by móc napisać to, co chcę powiedzieć; by móc opisać to, co wybrzmieć potrzebuje; co nie zniknie nawet wtedy, gdy zmówi się cały świat, że nigdy nie istniało. A jeśli ktoś znów powie: „och, to taki smutny blog”. Cóż, to wyjątkowo niska cena.
piątek, marca 01, 2013
680. Cmentarzysko
Trupki
ostatnich dni
wyniesione.
Przyszło mi do głowy dziś rano,
gdy po raz pierwszy od wielu dni
otworzyłam — nareszcie z przyjemnością — oczy.
wtorek, stycznia 15, 2013
648. Pre-Pewniak
wpis przeniesiony 5.03.2019.
(oryginał bez twardych spacji)
— Poczułem się urażony. — Powiedział i poszedł do pracy.
Zamykane rano drzwi szczęśliwie oddzieliły go od jej złych snów i strachu.
Bo w niebie nie tylko śpiew, ale czasem cisza i pauz całe hordy szalejące...
Wieczorne wytchnienie. Taniec z cudownie opowiedzianą bają przykładam na smutek. Pomaga. Jutro będzie lepiej, to pewne.
Pilobolus, Shadow Dance.
wtorek, stycznia 01, 2013
(634+2). Subiektywnik poświąteczny (III)
wpis przeniesiony 4.03.2019.
(oryginał bez twardych spacji)
— On jest taki wyjątkowy — rozpływał się Orzeszek w zachwycie nad swoim trzydniowym, drugim wnukiem.
— Wszystkie dzieci są wyjątkowe — odpowiedziało Drzewko zamykając rozmowę niefortunną generalizacją.
*
Po kilku godzinach od wciśnięcia czerwonej słuchawki chwyciło się Drzewko za głowę. Jak mogło tak beznadziejnie się zachować... on na pewno jest wyjątkowy... Nie skłamało, prawdą przecież jest, że wszystkie dzieci wyjątkowe są... Smutno się Drzewku podczas tej rozmowy zrobiło. Jej głęboka, dziecięca, stara trudność w bok została szturchnięta. Trudność, która rzeźbiła drzewkową perspektywę widzenia świata i jej permanentną niezgodę na wyjątkowość zarezerwowaną tylko dla dzieci. Każdy człowiek wyjątkowy jest i koniec, i początek.
*
Potrzebujemy czuć swą Wyjątkowość, nie po to, by w szale bezgranicznego narcyzmu nabywać kolejne lustra. Potrzebujemy Świadomości swojej Wyjątkowości, by z wdziękiem podarować Ją Światu. Potrzebujemy swej Zwyczajności, by móc spotkać się z Drugim Człowiekiem — zobaczyć w nim siebie, zrozumieć, pokochać... Wyjątkowość. Zwyczajność. Wyjątkowość. Zwyczajność. Są z nami od pierwszej chwili na tym świecie niczym wdech, wydech, wdech/zwyczajność, wydech/wyjątkowość, wdech, wydech... My, w każdej sekundzie wyjątkowo zwyczajni i jednocześnie tak niebywale zwyczajnie wyjątkowi. Drzewko lubi dostrzegać zapomnianą Wyjątkowość i zwracać ją Ludziom, prawowitym Jej Właścicielom, którzy stają na jabłkami usłanej Drodze. Prawda, że nie musimy czekać na ostatnie kogoś tchnienie, by powiedzieć mu, że jest wyjątkowy?
Amen. (cdn.)
czwartek, listopada 29, 2012
(612+2). Supernowa?
Jabłoń:
(rano)
Postaram się dziś wrócić do domu jak nowa.
Sadownik:
A jak nie jak nowa, to chociaż jak stara, ale ta uśmiechnięta.