Pokazywanie postów oznaczonych etykietą alcohope. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą alcohope. Pokaż wszystkie posty

niedziela, sierpnia 11, 2024

5557. Z oazy (CCLXXI)

Nie­dzielne odliczanie literek, trzy. Łapanie oddechu między lekturami z niemoich półek. Po ostatniej, czytanej przeze mnie książce fran­cisz­ka­ni­na powiedziałam: dość i basta! Los usłyszał i natychmiast mnie sprawdził, informując dzień później o tej świeżynce. Dwanaście kroków, z których w czynny sposób ko­rzy­stam z pierwszych trzech, przeważyło szalę, by jednak po Rohra sięgnąć. Klik, klik i wpadłam w tę książ­kę jak śliwka w kompot.

Tym razem nie zaszczyciłam cytowaniem wspaniałych fragmentów, gdzie Autor nie pozostawia suchej nitki na instytucjach kościelnych, a robi to wyjątkowo celnie, nie przejaskrawiając ani troszkę. Zainteresowane osoby odsyłam do źródła. Pozostało samo gęste. Najgęściejsze zaanektował łańcuszek upartych rozpoczynający się tu.

Zmarnowaliśmy lata historii na kłótnie o to, czyj Bóg był najlepszy i praw­dzi­wy, zamiast rzeczywiście spotkać zawsze najlepszego i prawdziwego Boga miłości, przebaczenia i miłosierdzia. Ruch AA w genialny sposób ominął tę niepotrzebną przeszkodę, mówiąc po prostu o Bogu „jakkolwiek Go ro­zu­mie­my[…].

🖇

Chrześcijanie są zazwyczaj ludźmi szczerymi i pełnymi dobrych zamiarów dopóty, dopóki nie dotykają prawdziwych problemów związanych z włas­nym ego, z kontrolą, władzą, pieniędzmi, przyjemnością i bezpieczeństwem. Wówczas stają się mniej więcej tacy sami, jak wszyscy inni.

🖇

Jedyne prawdziwie autentyczne idee powstały w umysłach poko­na­nych i rozbitków. Cała reszta to tylko retoryka, poza, farsa.
– José Ortega y Gasset

🖇

„Śmierdzące myślenie” jest uniwersalnym uzależnieniem. Uzależnienie od substancji takich jak alkohol czy narkotyki jest najbardziej widoczne. W rze­czy­wi­sto­ści jednak wszyscy jesteśmy uzależnieni od nawykowych sposobów robienia wielu rzeczy, mechanizmów obronnych, a w szcze­gól­ności od schematów myślowych, czyli tego, w jaki sposób przetwarzamy rzeczywistość. […]
     Wszystkie społeczeństwa są wzajemnie głęboko uzależnione od siebie samych
. W każdej kulturze i każdej instytucji istnieją współuzależnienia. Często najtrudniej je wyleczyć, gdyż wcale nie wyglądają na choroby: wszyscy zgadzamy się na kompulsywne działania wobec tych samych rzeczy i ślepotę wobec tych samych problemów.

🖇

Czy to ludzkiego bólu się boimy? Przecież bezsilność, stan zdruzgotania jest doświadczeniem wspólnym właściwie nam wszystkim. Musimy jednak być naprawdę szczerzy, żeby się do tego przyznać […].

🖇

[…]  prawdziwa duchowość ma charakter paradoksalny, co tłumaczy, dla­cze­go całkowicie racjonalny czy dualistyczny umysł niezmiennie mija się z jej przesłaniem i rzeczy niezrozumiałe nazywa złem, herezją i głupotą. G.K. Chesterton powiedział, że paradoks to po prostu prawda, która staje na głowie, by zwrócić na siebie naszą uwagę.

🖇

[…]  większość ludzi nie widzi rzeczy takimi, jakie ,
ale takimi, jakimi oni je widzą!

🖇

Świadomość to subtelna i wszechogarniająca tajemnica, za­wie­rająca się we Wszystkim i pośród Wszystkiego. […]  Świa­do­mość nie jest wi­dze­niem, ale tym, co widzi mnie wi­dzą­ce­go. Nie jest poznaniem, ale tym, co wie, że ja po­zna­ję. Nie jest ob­ser­wa­torem, ale tym, co stanowi pod­sta­wę mojej obserwacji i obserwuje mnie obserwującego. Żeby być praw­dzi­wie świa­do­mym, musisz odejść o krok od własnych kompulsji i przy­wią­zania do samego siebie. […]  Ken Wilber opisuje to w piękny sposób jako „proste odczucie Bycia”, le­żą­ce u podstaw naszych wszystkich spo­strze­żeń, a mimo to – dodałbym od siebie – tak proste, subtelne i zawsze obecne, że aż trudne do „odczu­cia”. Świadomość jest tak samo trudna do opisania jak dusza. Może dlatego, że są jednym i tym samym?

🖇

W ciemności znajdujemy światło i w ciemności wiecznie za światłem tęsknimy.
     Twoje ciemne „ja” nie jest samo w sobie złe. To tylko ta część ciebie, której nie chcesz zobaczyć; część, której nie akceptujesz z powodu natury, wy­cho­wa­nia i dokonanego wyboru. […]  Wszyscy mamy to, czego nie po­tra­fi­my dostrzec, czego nie widzimy i nawet nie ośmielamy się zobaczyć.

🖇

Poczucie uprzywilejowania oznacza śmierć wszelkich relacji z innymi. Każde stwierdzenie w stylu „Ja na to zasługuję”, „Należy mi się”, „Mam prawo do”, „Stoję wyżej od ciebie…” bardzo osłabia wszelkie oznaki wiary, nadziei i mi­ło­ści pomiędzy zaangażowanymi stronami.

🖇

Inni mówią (doskonale brzmi to po angielsku), że aby w pełni zrozumieć, trzeba zawsze poddać się temu, co chce się zrozumieć*.

__________
  *  to fully understand is always to stand under.

🖇

[…]  w samokreującej się i wszystko umiejącej kulturze wspinaczki na szczyt. Zgubiliśmy szczerą relację z naszą planetą i z drugim człowiekiem, ale również podstawowe poczucie pokory. Twoją rzeczywistą i ostateczną prawdą jest sposób, w jaki przeżywasz swoje życie, a nie idee, w które wierzysz.

🖇

[…]  nie jesteś w stanie uleczyć tego, czego nie uznajesz, a to, czego świa­do­mie nie uznajesz, będzie sprawowało nad tobą wewnętrzną kontrolę, za­mę­cza­jąc ciebie i wszystkich wokoło.

🖇

Wiedzieć, że nie wiesz; wiedzieć, że jesteś zawsze w potrzebie; wie­dzieć, że jesteś „gościem i pielgrzymem na tej ziemi” (Hbr 11,14)  […]   – wszystko to stawia cię w pozycji strukturalnej prawdy.

🖇

[…]  uzależnienie zużywa nasze duchowe pragnienie. Wysysa z nas nasze najgłębsze i prawdziwe tęsknoty, ten wewnętrzny przepływ i siłę życia […].

🖇

[…]  pięć wielkich pytań egzystencjalnych – o miłość, śmierć, cierpienie, Boga i nieskończoność  […], stajemy się zakładnikami neurotycznych i gniew­nych zachowań, gdy nie radzimy sobie z tymi fundamentalnymi kwestiami.

🖇

Każda miłość to lekcja i swego rodzaju niezbędne doświadczenie duchowe, które prowadzi do trwałej Relacji z Rzeczywistością.

🖇

Sęk w tym, że uwalnianie Boga (od kiepskiego nauczania, lęków i wątp­li­wo­ści) i uwalnianie nas samych (od egocentryzmu, dziecięcych zranień i poczucia bycia ofiarą) jest zajęciem, które można wykonywać przez całe życie.

🖇

[…]  duchowy odpowiednik pierwszej zasady termodynamiki: Energii nie można tak naprawdę stworzyć lub zniszczyć – można ją jedynie przekształcić i nadać jej inne zastosowanie.

🖇

Spotkanie twarzą w twarz z kimś, kogo zraniłeś, jest zazwyczaj bardzo trud­ne. Bywa też, że przy pierwszej próbie zostajesz odtrącony. Zawsze jed­nak jest to coś, co na dłuższą metę może uczynić najwięcej dobra. Otwo­rzy­łeś drzwi ze swojej strony i pozostaną otwarte dopóty, dopóki ty sam ich nie zamkniesz.

🖇

Wszyscy uzdrowiciele to poranieni uzdrowiciele,
jak nazwał ich Henri Nouwen. Innych nie ma.

🖇

Ci, którzy doznają porażek – nawet jeśli są one zgodne tylko z ich własną definicją porażki – często odnajdują samych siebie po stronie oświecenia i współczucia.

Richard Rohr, Oddychając pod wodą.
Duchowość i Program Dwunastu Kroków
,
przeł. Arkadiusz Korolik, WAM, Kraków 2024.
(wyróżnienie własne)

Zbyt wiele „mnie” nigdy nie będzie w stanie odnaleźć „ciebie” – ani niczego innego, poza sobą samym.

🖇

Człowiek uzależniony tak naprawdę odmawia sobie tej ra­dości, tego szczęścia, które jest zawsze i wszędzie, pro­ste­go poczucia bycia i życia, kiedy to nasze stopy stykają się czule z ziemią, a włosy przeczesuje nie­za­słu­żony wiatr.

🖇

Bóg przychodzi do nas
w przebraniu naszego życia!

🖇

Wydaje się, że musimy zarówno poddać się, jak i wziąć na siebie odpowiedzialność.
     Od twojego temperamentu zależy, po której stronie zaczniesz, ale ostatecznie i tak musisz zbudować most pomiędzy nimi – i pozwolić, by równocześnie powstał most dla ciebie.

🖇

     Cierpimy, by wyzdrowieć.
     Poddajemy się, by zwyciężyć.
     Umieramy, by żyć.
     Oddajemy, by zatrzymać.
     Zawsze będziemy opierać się przyjmowaniu takiej sprzecznej z intuicją mądrości; będziemy się przed nią bronić i unikać jej tak długo, aż do jej przyjęcia zmusi nas rzeczywistość, wobec której jesteśmy bezsilni. A jeśli mamy być uczciwi, to musimy stwierdzić, że wszyscy je­steś­my bezsilni w obliczu pełni Rzeczywistości.

(tamże)

niedziela, lipca 07, 2024

5516. Z oazy (CCLIX)

Nie­dzielne kilkutygodniowe odliczanie literek, raz. Istnienie tej książki wyjęłam pod­czas czytania tej. Klik, klik i miałam. To nie jest książka na dwa wieczory, bo możliwe jest przeczytanie jej w niecałą noc. Oznaczałoby to jednak jednocześnie utratę moż­li­wo­ści przeglądania się w zdaniach, akapitach i rozdziałach.

Nie, nie wszystko, o czym mowa w tej książce, będzie z Tobą rezonować; może być tak, że niewiele stwier­dzeń postawi Ci przed oczami wydarzenia z Twego życia, któ­rych nie zaszczycił_ś swoją uwagą od wieków, ale… Stawiam dolary przeciwko orze­chom, że przynajmniej je­den fragment da Ci do myślenia/czucia i zderzą się w Twej głowie kulki z godnym pozazdroszczenia dźwiękiem: bingo!

Nie śpieszyłam się, czytając. Nie śpieszyłam się, wybierając fragmenty, które chcę tu mieć. Cała przyjemność mądrość obcowania z tą lekturą była po mojej stronie.

Kiedy już złapiesz się na haczyk alkoholizmu, wydaje ci się, że świat wy­glą­da właśnie tak, jak sobie ustaliłeś. A ustalać musisz, bo przecież tak na­praw­dę nie widzisz rzeczywistości, do czego pod żadnym pozorem nie mo­żesz się przyznać. […].
     Właśnie to zaślepienie, przejawiające się w kompletnym braku kontaktu z rzeczywistością, jest cechą tej choroby. […] Zanim jednak znalazłam roz­wią­za­nie, przewędrowałam z zawiązanymi oczami, mimo że już na trze­źwo, szmat drogi, przewracając się, raniąc, gubiąc trop i znowu wra­ca­jąc na szlak. Ostatni odcinek przed metą przebyłam w całkowitej beznadziei.

🖇

Tajemnica i zarazem tragedia tej choroby polega na tym, że zło jest i nie jest zawinione. A granica jest płynna. W żadnym razie nie zdejmuje to od­po­wie­dzial­no­ści z alkoholika. Pokazuje tylko jego zagubienie.

🖇

Na terapii poznałam dziewczynę, która jednym tchem po­tra­fi­ła wymienić piętnaście sławnych nazwisk branżowych. Pięt­na­stu trupów, którzy za­ła­twi­li się alkoholem. Ale zanim to się stało, osiągnęli szczyty intelektualne i artystyczne. London, Faulkner, Fitzgerald, Heming­way, Chandler, Hła­sko, Osiec­ka, Kofta, Wojaczek, Kaczmarski, Jerofiejew, Fallada, Lowry, Hammett, Capote. Tasowała te nazwiska niczym wizytówki wpływowych przyjaciół, a może nawet krewnych. […] na ze­wnątrz wyglądało to jak za­czep­na deklaracja: tak, jestem niegrzeczna i nieznośna, ale przecież Heming­way też był. I Bukowski. I Baudelaire. Wielcy ludzie mogą być nieznośni.

🖇

Półśrodki – gwóźdź do trumny emocjonalnych kloszardów, tych, którzy nie mają nic do stracenia, bo niczego już nie posiadają, ale wciąż jeszcze udają, że są panami sytuacji.

🖇

Miałam być grzeczną i czystą dziewczynką. Niesprawiającą kłopotów. Pomoc­ną. Rezolutną. Taka dziewczynka to prawdziwy skarb dla rodziców i dziadków. I w ogóle dla całej okolicy, dla lokalnej społeczności. Właściwie grzeczna dziewczynka to skarb narodowy. Można się nią pochwalić i sporo rzeczy załatwić sobie w życiu. Grzeczne dziewczynki mówią dzień dobry, przepraszam i dziękuję. Wdzięcznie się uśmiechają, nie zadają kłopotliwych pytań, w ogóle nie odzywają się nieproszone. Są uważne i w najbardziej odpowiednim momencie wkraczają do akcji, przejmując nieswoje obo­wiąz­ki i odpowiedzialności.

🖇

Grzeczne dziewczynki są wyprodukowane na potrzeby innych. Są od­dzie­lo­ne od swoich ciał, zatem można zrobić z nimi wszystko, nie zareagują, nie odpowiedzą, bo nie czują. A nawet jeśli czują, i tak nic nie powiedzą, są wy­szko­lo­ne, mają świadectwo ukończenia kursu dla milczących, zawsze chęt­nych dziewczynek. Dyplom, oprawiony w śliczną pozłacaną ramkę, do po­wie­sze­nia na ścianie pomiędzy pozostałymi niepotrzebnymi i kom­pli­ku­ją­cy­mi życie trofeami, zdobytymi na dodatkowych kompletach, seminariach i szkoleniach na kogoś innego niż prawdziwa ja.
     […]
     Człowiek bez „nie” ma w rękach, w głowie, potężną broń, wymierzoną przeciw krzywdzicielom i światu, a tak naprawdę skierowaną przeciwko sobie. […] miotam się, ale znoszę. Nikt by nie zniósł, a ja znoszę. Tak oto jed­no splatało się z drugim, nieumiejętność wyrażania własnych potrzeb i strach przed odrzuceniem z łatanym byle czym poczuciem niższości i mści­wo­ścią. Z tego złożony jest człowiek bez „nie”.

🖇

Nie mówić, nie pytać, nie komunikować, nie pokazywać. Udawać, że wszystko jest w porządku, że nad tym panuję, mam kontrolę. Nad niczym oczywiście kontroli nie miałam, ale nikt nie powinien o tym wiedzieć. Potrafiłam ją zagrać. Zorientować mógł się tylko ktoś, kto dobrze wiedział, o co chodzi. Ktoś, kto sam kiedyś tak udawał, zrozumiał dlaczego, a potem przestał.

🖇

Myślałam, że wiem o co chodzi. Nie miałam pojęcia. Bo w tej kwestii wy­star­czy­ło drobne przesunięcie, by niby precyzyjnie wyznaczone linie rów­no­le­głe spotkały się w chaotycznej kolizji. […] grałam w ulubioną grę tych, któ­rzy niby chcą, ale jednak wcale nie, a na pewno nie tego, o co py­ta­ją i o co jakoby proszą. Zawracają ci głowę, żeby się poużalać, pokotłować w swojskim, wygodniutkim błotku, wciągnąć cię do tej ponurej zabawy, a nie żeby poznać rozwiązanie, zastosować się do rady i wyjść z bajorka. Gra w tak, ale[…].

🖇

Poczucia odrzucenia, niespełnienia, pustki, rozpaczy, ogromnego żalu, ko­szma­ru poczucia winy, zadziwiającego braku siły woli, zupełnego nie­li­cze­nia się mnie ze mną.

🖇

Kiedy jesteś w środku pędzącego na zatracenie pojazdu, niewiele widzisz. […] Dopiero pod przymusem zaczęłam […] widzieć. Nie był to przyjemny widok, ale bez wysiłku przedzierania się przez moje bagno, nie mogłabym dojść tam, gdzie dziś jestem.

🖇

„O co chodzi, nie chcesz pić, to nie pij! Wystarczy powiedzieć nie”. Otóż nie, nie wystarczy. Czy ma to związek z silną wolą? Wątpię, by to pojęcie miało jakiekolwiek odniesienie do uzależnienia. Nie chodzi o brak woli. Chodzi o brak siły, by tę wolę wprowadzić w życie, by decyzję utrzymać i zre­a­li­zo­wać. Zwłaszcza gdy pojawia się sygnał, zagra łowiecka trąbka. Ogary ru­sza­ją i już nic nie masz do powiedzenia. Później się dowiedziałam, że muszę zrobić wszystko, by nie dopuścić do usłyszenia tego sygnału, zdra­dziec­kie­go śpiewu syren. Póki te mityczne suki milczą, jestem bezpieczna. Muszę trzy­mać się poza polem rażenia ich głosu, zatykać uszy.

🖇

[…] lęk nie znosi konkretów, faktów i realiów,
lęk karmi się niewiadomą.

🖇

Aż zrozumiałam, że czekanie jest stanem umysłu, że jest wielu takich jak ja, którzy ślizgają się zaledwie po powierzchni teraźniejszości, wypatrując na­stęp­ne­go momentu i oczekując, że właśnie on będzie bardziej sa­tys­fak­cjo­nu­ją­cy, że za następnym zakrętem zdarzy się coś wartego uwagi, coś cie­kaw­sze­go niż to teraz, dopiero za kolejną górą odsłoni się prawdziwie za­pie­ra­ją­cy dech w piersi widok. Jeszcze nie ten, jeszcze nie to, jeszcze nie teraz. […]
     Okazało się, że to tylko kwestia zmiany perspektywy. Aż. Bo zajęło mi to zbyt wiele czasu.

🖇

Już nie mogło być tak, jak dawniej, już wiedziałam, że tym razem ten nu­mer nie przejdzie. Coś trzeba zrobić. Coś muszę zrobić. Coś. Niech coś się wy­da­rzy. Boże, gdybym teraz miała umrzeć… w takim głupim miejscu. Taka… niezrobiona, nawet niezaczęta.
     No, to się ulitował, postanowił mnie dokończyć. Nie osobiście, przecież ten, którego imienia wolałam nie wypowiadać, podobno mówi i działa przez innych ludzi. Potrzebny był podstęp, czyli tak zwany przypadek. Sze­reg przypadków, bo komuś tak niezwykłemu, tak nienasyconemu i tak nie­do­wierzającemu jak ja nie wystarczył jeden. […] Gdzieś, przy okazji, mi­mo­wol­nie, natknęłam się na informacje, których nie szukałam, szukając czegoś całkiem innego – moc jungowskiej synchroniczności (określanej też jako serendipity) nie przestaje mnie zadziwiać – a wylądowałam z czymś, co odmieniło moje życie.

🖇

Musiałam odkryć ten błąd, niedokręconą śrubkę. Stos źle zainstalowanych pod­ze­spo­łów, wciśniętych na siłę, wepchniętych byle gdzie, przy­twier­dzo­nych byle jak, w pijanym widzie przez niedouczonych monterów, uda­ją­cych wysoko wykwalifikowanych specjalistów. Żeby ruszyć z miejsca, mu­sia­łam rozplątać cały mechanizm, moje poczucia i przekonania o wszyst­kim, o mnie, ludziach, świecie, Bogu. Musiałam zacząć w tym na serio i z uwa­gą grzebać, wyciągać na wierzch każdy, najmniejszy nawet kabelek, włosowate naczynko myśli i sądów. […]
     Anonimowi Alkoholicy mówią, że na samym początku potrzebne są tylko trzy rzeczy: gotowość, uczciwość wobec siebie i otwarty umysł.
     Gotowość, jakakolwiek i do czegokolwiek, wynikała u mnie zawsze z cier­pie­nia, z dojścia do muru i walenia weń głową do krwi, do strzępów skóry znaczących ceglaną powierzchnię niedyskretną pieczęcią rozpaczy i bezsiły. I, prawdę mówiąc, nie wyobrażam sobie, by jakikolwiek alkoholik zaczął robić cokolwiek z własną chorobą bez tego przymusu. Nie spotkałam nigdy prawdziwego alkoholika, który przyszedłby na terapię do ośrodka leczenia odwykowego czy mityng do Anonimowych Alkoholików, bo nie miał lep­sze­go pomysłu, bo noc taka piękna, a on się nudził, bo miał taki kaprys, bo przygoda wzywa.

🖇

Zdałam sobie sprawę, że dokonując dowolnego wyboru, zawsze pozbawiam się innego rozwiązania. Strata zatem jest pewna. Nie chciałam już dłużej uda­wać, że mogę mieć wszystko, wystarczy się tylko bardziej postarać albo poczekać na lepszy moment.

🖇

Nie jest łatwo porzucić […] komfort, nawet jeśli pod prze­ście­ra­dłem wyczuwasz lekko uwierający kamyczek. A potem drugi i trzeci.

🖇

Zmiana perspektywy była możliwa dopiero wtedy, gdy przyjęłam, że każdy rozwój wymaga wysiłku, że aby coś osiągnąć, muszę coś zrobić, choćby wspiąć się na palce. Czasem, później, ten wysiłek oka­zy­wał się tak nie­wiel­ki. Chodziło tylko o to, żeby zacząć, podjąć działanie…

🖇

Zdzieranie przekonań trwa latami,
warstwa po warstwie,
nie da się tego przyspieszyć.

🖇

Słyszę „Bóg”, czytam „Bóg” i wiem doskonale, że to nie ma znaczenia, bo nie­wykluczone, że wszyscy mówimy lub myślimy o tej samej Sile, albo chociaż ją przeczuwamy, nawet jeśli nie umiemy nazwać.

🖇

Potrzebowałam pomocy tej ogromnej Siły, w którą wierzyłam. Trzeba było tylko rozprawić się ze starymi przekonaniami, dostrzec w Niej pomoc i wspar­cie, a nie bezduszną Moc, idącą jak taran przez moje życie, karzącą za każde odstępstwo od Jej wielkiego planu stworzenia. Wina i kara? Nie. Nie istnieje nic takiego. Są tylko odpowiedzialność i konsekwencje. Odkąd zaczęłam drążyć i badać, prostować definicje, wiedziałam, że odpo­wie­dzial­ność jest pojęciem podstawowym, że jest czymś, co mi służy (choć wcześniej z całego serca jej nienawidziłam), co jest dla mnie, a przede wszystkim, co po prostu jest. Jak rzeczywistość.

🖇

Nieruszana, nieużywana gotowość,
dezaktualizuje się i wietrzeje.

🖇

To, jak o czymś, o kimś mówię, nie tylko ujawnia mój do tego stosunek, ale też modeluje go, w pewien sposób stwarza.

🖇

Opiekuńczy. Hojny. Nieograniczony. Wspólny. Dlaczego wspólny? Skąd mi się to wzięło? Czuję, że jest bardziej wspólny niż osobisty i prywatny. Że wię­cej daje wszystkim, jako całości, niż pojedynczym stworzeniom. […]
     Gdy staję się częścią całości, mogę czerpać z mocy.

🖇

Miłość to wierność, odpowiedzialność, wiara, zaufanie i troska.

🖇

Nie miałam wtedy pojęcia, bo i skąd, jakie owo nieszczęście daje mi możli­wo­ści. Wypadały mi z rąk kolejne podpórki […]. Zostałam sama ze sobą. Z sobą-nikim. Teraz mogłam coś zacząć. Jeszcze nie wiedziałam co ani jak, ani nawet, że to ten moment. Nadal poruszałam się jakby na oślep, nie­świa­do­mie, ale z perspektywy czasu sądzę, że byłam prowadzona od zdarzenia do zdarzenia, od przypadku do przypadku. Od upadku do ratunku.

🖇

W życiu nie ma prób. Żyjesz i już. Twoje decyzje i wybory płyną dalej, rozlewają się na innych, na rzeczywistość.

🖇

Kobiety w ogóle uzależniają się szybciej niż mężczyźni i alkohol ma na nie dużo bardziej szkodliwy wpływ. Uzależnione poważniej chorują i szybciej się degradują. Ta teoria jak najbardziej mnie przekonuje, znajdując po­twier­dze­nie w biologicznej budowie kobiecego ciała: alkohol rozpuszcza się w wodzie, nie w tłuszczu, procentowa zawartość tłuszczu w ciele kobiety jest większa niż w ciele mężczyzny, zatem ta sama ilość czystego alkoholu wprowadzona do organizmu ważących tyle samo kobiety i mężczyzny uzy­ska większe stężenie w ciele kobiecym. Większe stężenie to większa trucizna. Jeśli dodać do tego, że u kobiet metabolizm alkoholu zachodzi wolniej, czyli dłużej przebywa on (a dokładniej aldehyd octowy, dużo bardziej toksyczny niż sam etanol, produkt rozkładu alkoholu) w ich ciałach, wychodzi dość pro­ste równanie. Bardzo niekorzystne dla kobiet. Nie ma to nic wspólnego z dyskryminacją, to rzeczywistość, banalne fizjologiczne fakty. A z faktami się nie dyskutuje, choć ja próbowałam. Długo i zażarcie. Przegrałam. Na szczęście na tyle wcześnie, że nie zdążyłam przegrać życia.
     Alkoholizm to cholernie demokratyczna choroba. Być może kobiety, przy­naj­mniej niektóre, muszą mierzyć się z boleśniejszymi stereotypami i pokonywać większe przeszkody w trzeźwieniu – żony alkoholików same wysyłają mężów na mityngi AA czy spotkania terapeutyczne, mę­żo­wie al­ko­ho­liczek… O ile jeszcze przy nich są, mówią raczej: „Bierz się za dom i ro­dzi­nę, nadrabiaj, sobą już się zajmowałaś, chlając”. Jednak jeśli chodzi o sa­mą istotę alkoholizmu, a mówiąc ściśle owo duchowe zwichnięcie, które pcha do poszukiwań ulgi za wszelką cenę, nie ma specjalnych różnic. Ducha mamy jednakiego rodzaju. Wierzę, a wiara ta poparta jest do­świad­cze­niem, że uzdrawia się go metodami niezależnymi od płci, wieku, rasy, wyznania, wykształcenia i stanu posiadania.

Mika Dunin, Alkoholiczka,
Wydawnictwo WAM, Kraków 2020.
(wyróżnienie własne)

Nikt nie był przecież w stanie
uratować mnie… przede mną.

🖇

[…] dotrzeć do […] najgłębszego sensu. Patrzeć pod świa­tło, jak w źdźbło trawy, które rozpływa się w ja­rzą­cych promieniach słońca, ale dzięki temu, że gubi swój kontur, odsłania nowy wymiar, wewnętrzny, zagadkowy.

🖇

[…]  jest głęboki sens
        w przyznaniu się do siebie […].

🖇

Usłyszałam kiedyś, że alkohol był nie tylko lekarstwem, ale też ratunkiem. Być może uchronił mnie przed sza­leń­stwem, więzieniem lub samobójstwem […]. Gdy­by nie alkoholizm i to, do czego mnie doprowadził, gdy­by nie stan, który był nie do znie­sie­nia i nie do unie­sie­nia, nig­dy bym nie szukała czegoś innego. Możliwe, że grzecznie i bezrefleksyjnie tkwiłabym w […]. A jednak przytrafiła mi się ta przypadłość i sprawy potoczyły się inaczej.

🖇

Anonimowi Alkoholicy mówią, że w rękach Boga ciem­na przeszłość jest największą wartością, jaką po­siadamy. Jest kluczem do szczęśliwego, warto­ścio­we­go życia innych. Ktoś może się czegoś na moich błę­dach nauczyć. Z prawdziwą, niezafałszowaną re­tu­szem i lukrem przeszłością staję się żywym dowodem na dzia­ła­nie Boga. Albo, jeśli kto woli, sił opiekuńczych, na­tu­ral­ne­go porządku świata, kosmicznej energii. Zobaczcie, gdzie byłam, jaka byłam i kim byłam. Zobaczcie, jaka jestem teraz. Cuda się zdarzają.

(tamże)

niedziela, kwietnia 14, 2024

5423. Z oazy (CCXLVII)

Dwunie­dzielne odliczanie literek, raz. Trwało, nim tę książkę przeczytałam, robiąc co chwilę przerwę, by pomyśleć, przemyśleć, znaleźć swoje odpowiedzi. Jeszcze dłu­żej trwało odcedzanie wrażeń i wybieranie cytatów. Łazarz rozbił bank, od­sła­niając katolicko-na­rodową naturę prawdziwej polskości, i ważkością swojej historii wy­mu­sił ograniczenie cytatów do minimum. Z gęstego pozostało tylko samo najgęstsze.

Większość ludzi twierdzi, iż pragnie jak najszybciej opuścić przedszkole. Ale nie wierz im. Nie mówią prawdy. Jedyne, czego naprawdę chcą, to by naprawić im popsute zabawki.
 // Anthony de Mello

🖇

Przyszła mi do głowy parafraza biblijnej przypowieści o Łazarzu. […]
     Pojawia się tu pytanie: dlaczego Jezus kazał ludziom usunąć kamień? Prze­cież Jezus był/jest Bogiem. Miał moc wskrzeszenia Łazarza, zatem na pew­no nie zabrakłoby Mu jej na odsunięcie kamienia — w końcu Bóg jest przecież wszechmocny, wystarczyłoby, by mrugnął, a kamień od­to­czył­by się sam albo rozpadł w pył i proch. Czemu kamień musieli odsuwać ludzie?
     […]
W tym przedsięwzięciu, a może w wielu innych także, ważne jest, że są spra­wy ludzkie i są sprawy Boskie. Wierzę, że Bóg — jakkolwiek Go poj­mu­je­my — pomoże mi, jednak pod warunkiem że najpierw to ja wy­ko­nam swo­ją część zadania i nie będę się domagał od Niego, żeby zrobił coś, z czym mogę i powinienem poradzić sobie sam. […]
     Wyobraźmy sobie teraz, że obok grobu Łazarza stoi cała jego rodzina, ja­cyś dalsi krewni i przyjaciele, a wszyscy to polscy trzeźwiejący albo i trze­źwi alkoholicy. Podchodzi Jezus i wydaje polecenie: odsuńcie kamień na­grob­ny! Bliscy Łazarza coś tam szepczą między sobą i wreszcie jeden z nich, zapewne ten najodważniejszy, zabiera głos w imieniu reszty…
     Odważny — Uzgodniliśmy (sumienie grupy?), że je­steś­my całkowicie go­to­wi, żebyś to Ty sam, Panie, usunął ten kamień.
     Jezus — Jak to, nie zamierzacie nic zrobić, nawet palcem nie kiwniecie, dla dobra Łazarza??? Przecież to wasz brat! Podobno kochacie bliźnich, jak sie­bie samych!
     Odważny — Zaraz, zaraz! To nie tak, przecież złożyłem deklarację, że sta­li­śmy się całkowicie gotowi, żebyś Ty to zrobił, więc się na­pra­co­wa­li­śmy. A po­za tym… kamień jest ciężki i brudny.
     Jezus — Brudne to wy macie dusze, języki i intencje, a kamień, owszem, jest ciężki, ale razem świetnie dacie sobie z nim radę.
     Odważny — Pewnie razem to i dalibyśmy, ale… Ja tam tego Łazarza aż tak bardzo nie lubiłem. Wiem też, że Marta była kiedyś nierządnicą, a z ta­ką szma­tą to ja nic nie będę robił wspólnie. No i większość z nas nie ma zaufania do tych spoza Betanii, bo oni głosowali na, sam wiesz, kogo. Już nie wspom­nę, że brat Łazarza ma urazę do jego szwagra, więc też nic razem nie zrobią.
     Jezus — Ale jeśli nie odsunięcie kamienia, a ja wskrzeszę Łazarza, to on w tej grocie grobowej znowu umrze za kilka dni z głodu i pragnienia.
     Odważny — Słusznie prawisz, Panie, ale wtedy to już będzie Twoja wina.
     Śmieszne? Mnie jakoś nie bawi. Przez lata w AA i poza Wspólnotą, w codziennym życiu, napatrzyłem się na wiele dokładnie takich postaw i zachowań.

🖇

[…] pewne umiejętności zdobywa się tylko w działaniu, dzięki codziennej praktyce. A na to trzeba czasu…

🖇

[…] krótkie zdanie „czekanie jest czynnością banalną” zawiera dwa po­waż­ne błędy. Wartość i jakość czekania jest dokładnie taka, jaką jej nadam i tyl­ko od mojej decyzji i wyboru, zależy, czy będzie to czas bez istotnej war­to­ści, bezsensownie zmarnowany. Jednak głównie i przede wszystkim czekanie nie jest czynnością — czekanie to stan ducha, stan umysłu.

🖇

Czekać, to przede wszystkim
spodziewać się kogoś, lub czegoś.

🖇

[…] od alkoholu uwolnić się było mi o wiele łatwiej, niż od czekania. Wła­ści­wie… nie jestem pewien, czy w pełni, w każdej sytuacji i oko­licz­no­ściach jest to dla mnie w ogóle możliwe, bo nadal zdarza mi się jakby zapominać, że ży­cie składa się z chwil i tak naprawdę, to one właśnie nadają mu sens i znaczenie.

🖇

Zaplanowałem sobie realizację zasady „daj czas czasowi”, z premedytacją zapominając o tym kawałku, który mówi, że „do czasu”.

🖇

W życiu każdy ma czasem zły dzień lub kiepski okres, nie potrzeba do tego być alkoholikiem. Tak się po prostu zdarza i nic w tym dziwnego czy nie­nor­mal­ne­go. Trzeźwi ludzie wiedzą, że tak to czasem bywa, że tak skon­stru­o­wa­ne jest życie, więc nie walczą z rzeczywistością i nie kopią się z faktami.

🖇

Niedługo potem dostałem anonimowy SMS. Może niezbyt mądry, może w za­ło­żeniu zabawny, dla mnie jednak miał nieocenioną wartość: Tu Nie­bo. Mówi Pan Bóg. Informuję, że wszystkie twoje prośby do mnie do­cie­ra­ją, ale zrozum wreszcie, że odpowiedź na niektóre brzmi — NIE.
     I to było właściwie wszystko, czego potrzebowałem.

Meszuge, Alkoholicy i ludzie. Podróż bez końca,
Wydawnictwo Riderò, 2024.
(wyróżnienie własne)

Kochaj i rób co chcesz — św. Augustyn — tak, w tej właśnie kolejności!

🖇

Jakakolwiek byłaby Siła Wyższa, zawsze będą jakieś za­sa­dy, „reguły gry”. Problem tylko w tym, że trzeba je rea­li­zo­wać w życiu, a nie tylko o nich gadać. Trzeba po pro­stu działać, działać tak, jak pro­sto i jasno Ano­ni­mo­wi Alko­holicy wyłożyli to w Trzecim Kroku.

🖇

[…] bierz odpowiedzialność za siebie na siebie.

🖇

Wiesz, masz świadomość, co jest w twoim życiu naj­waż­niej­sze? Ale poważnie i naprawdę, bez bez­myśl­ne­go po­wtarzania modnych przekonań, że dzieci, ro­dzi­na i praca.

(tamże)

sobota, kwietnia 23, 2022

4596. Z oazy (XIII)

Zalega na stosiku wrażeń kilkanaście dni. Trudno odcedzić cytaty? A może zrobiło się zbyt trudno, by zatrzymywać tu książki? Może trzeba się już tylko cieszyć tym, że mam jeszcze siłę i ochotę, by je czytać? Więc?

Jeśli zbyt trudno, trzeba iść dalej bez wybieranych cytatów, bez książek tu, bez aka­pi­tów i strof. Czyli co, odpuszczamy i żyjemy to, co daje się jeszcze żyć?

Jeszcze nie.

Niepijący alkoholicy, nieznani osobiście, to długa lista Osób, które mnie od po­nad dwu­dzie­stu lat dużo o życiu nauczyły. Gdy więc ta książka pojawiła się w nowościach książek elektro­nicz­nych, wiadomo było, że ibukosknera nic nie będzie miał do po­­wie­dze­nia, a książka, zaraz po nabyciu, trafi na sam szczyt wirtualnego stosiku lek­tur do przeczytania od zaraz. Tak też się stało.

Test na alkoholika… nie znałam — rewelacyjny! Chciałabym zobaczyć wysoko­funk­cjo­nu­ją­cego alkoholika, który oczywiście nim nie jest, jak sobie z tym testem radzi. Proste rzeczy są piękne, bo są tak pięknie proste!

To dla mnie pierwsza książka o alkoholizmie, którą czytam jako osoba nieuleczalnie chora. Są rzeczy bardzo podobne w światach trzeźwiejących i moim. Przede wszyst­kim: dbaj i troszcz się wyłącznie o dziś. To czasem jedyny sposób, by utrzymać się na powierzchni.

Dzienna porcja alkoholu, którą zdolny jest metabolizować ludzki organizm (bez względu na płeć i masę ciała), wynosi 25 mili­gra­mów. Taka ilość alko­ho­lu etylowego znajduje się w pięćdziesiątce czystej wódki, lampce wina lub w jednym półlitrowym piwie. Każda dodatkowa porcja tego organicznego związku chemicznego jest, z punktu widzenia pracy naszego organizmu, nadużyciem. Najprostszy test na alkoholizm za­kła­da spożywanie właśnie tej dziennej dawki – ani grama wię­cej, ani mniej – dokładnie przez trzy­dzie­ści dni. Jeśli zdolna, zdolny jesteś przez miesiąc pić codziennie wy­łącz­nie tyle alkoholu i nie sięg­niesz za którymś razem po dawkę dodatkową, nie jesteś uzależ­nio­na/y. Zapra­wio­ne­mu w boju pijakowi łatwiej jest zachować trzy­dzie­ści dni cał­ko­wi­tej abstynencji, aniżeli porcjować sobie alko­hol w ta­ki właśnie sposób.

*

Jak można nie trafić z autodiagnozą, jeśli w stwierdzeniu: „alko­ho­lizm to choroba ciała, umysłu i ducha” ukryta odpowiedź na py­ta­nie „dlaczego piję”, brzmi: „z powodu wszystkiego” lub „z jakie­go­kol­wiek powodu”.

*

On sam i świat wydawali mu się tworami nierzeczywistymi i skazanymi na ciężkie, milczące współistnienie – skutek jakiegoś fatalnego nie­do­po­wie­dze­nia lub sprzeczki, których przyczyn i przebiegu ani świat, ani on nie po­tra­fi­li sobie przypomnieć.

*

Tutaj zrozumieliśmy, że musimy się leczyć, właśnie i przede wszystkim dlatego, że jesteśmy chorzy nieuleczalnie.

*

Są dwa dni w tygodniu, o które nie powinniśmy się martwić, dwa dni, które powinny być wolne od lęku i niepewności. Jednym z nich jest wczoraj, ze swo­imi błędami i kłopotami, ze swoimi bólami i cierpieniami. Wczo­raj mi­nę­ło już na zawsze i nie mamy nad tym kontroli. […]
     Drugim dniem, o który nie powinniśmy się martwić, jest jutro, z moż­li­woś­cią niepowodzeń i ciężarów, z wieloma przyrzeczeniami i słabym ich dotrzymywaniem. Dzień jutrzejszy jest również poza zasięgiem naszej kontroli. […]
     Pozostaje nam tylko jeden dzień – dzisiaj. Każdy człowiek jest zdolny staczać bitwy jednego dnia.

*

I podobnie jak trudno precyzyjnie odnaleźć moment (jeśli jest to moment), w którym staliśmy się alkoholikami, tak samo trudno – na osi toksycznego istnienia – wyznaczyć ostatnie dno, po dotknięciu którego możemy już tylko wydobywać się na powierzchnię.

*

Większość tutaj wróci, dobrze o tym wiem. Statystyka mojego ośrodka mó­wi, że rok w trzeźwości wytrzymuje tylko jedna osoba na dziesięć. Zwykle wracają po dwa, czasem trzy razy, zanim zapijaczonym łbem ude­rzą w to swoje ostatnie dno, z którego wydźwignąć się można już tylko cudem albo jakimś nadludzkim wysiłkiem. I wiesz co? Im się to dopiero wtedy udaje, kie­dy nikt nie daje im już żadnej nadziei, kiedy zostają sami i kiedy wreszcie muszą się z tym zmierzyć bez żadnej ochrony i współuzależnionego wsparcia.

*

Stabilizacja to walka i praca,
czymże bez kamienia byłby los Syzyfa?

*

Faza muru (od czterdziestu pięciu dni do czterech miesięcy) to – jak sama nazwa wskazuje – czas, który cechuje poczucie daremności podejmo­wa­nych wysiłków. Trzeźwość przedłuża się, a obiecywanych cudów jakoś brak. Ogarnia nas apatia, uderzają fale powracającego, paraliżującego stra­chu przed przyszłością, która – jeśli wyglądać ma jak to, co prze­ży­wa­my teraz – przeraża. Dopada nas poczucie bezsensu i rezygnacji. Na szczę­ście, powtarzać należy sobie, dyskomfort psychiczny jest w tej sytuacji zja­wis­kiem zrozumiałym, logicznym i naturalnym. Pokonywanie oporu, muru przeszkód wystających z każdego zakamarka codzienności jest nie­od­łącz­ną częścią procesu trzeźwienia.

*

[…]  ciekawi tego, czy kogoś ciekawimy.

*

Trzeźwy alkoholizm to wysokogórska wspinaczka. Na drogę dostaniesz czekan, raki i linę, odbędziesz szkolenie z wykorzystywania tego ekwi­pun­ku. Musisz „tylko” znaleźć siłę, by trenować codziennie, od rana do wieczora i w nocy przede wszystkim.

*

Tak, pamiętam, kiedy mówiłeś mi, że cierpliwość popłaci, ale prze­stra­szy­łam się wtedy, bo ja w stanach niepokoju miewam chwile, w których tracę panowanie i wyrywam się ze swoich objęć.

*

Pod koniec dnia sprawdzaj swoje osiągnięcia. Pamiętaj, dobrze skonstruowany plan to taki, którego nie udało ci się w stu procentach wykonać.

*

Biesiadną salę wspierają dwie kolumny wież, filary tego czasu, prawidła tej przestrzeni. Jednej na imię Przeszłość, drugiej Przyszłość, a między nimi zwi­sa wątły most linowy, a na nim chwiejna i niebezpieczna wędrówka do celu.

*

Lubieżnie ocieramy się o świat, by doświadczać go wielokrotnie i każdym zmysłem. […]  Smakujemy go i kochamy, chorujemy na niego i boimy się go, ale w końcu mamy tę jedną, absolutnie nie­pod­wa­żal­ną refleksję, że oto świat, w którym przychodzi nam „być”, na pewno jest. […] 
     Damy tu sobie radę.

*

Uczucie lęku to znak. A znak to coś, czego funkcją jest wskazywanie czegoś, co znajduje się poza znakiem. Znaczenie znaku nie może być nim samym, wówczas znak przestałby być znakiem. Lęk wskazuje wobec tego na coś, czym nie jest. Pochodzi z jakiegoś źródła, jest czegoś efektem lub sygnałem nadchodzenia czegoś, ale na pewno nie jest znakiem lęku. Aby pokonać ów lęk (znak), należy nauczyć się go oswajać (rozumieć) oraz pogodzić się z tym, że będzie on wracał, uderzając w nas raz z większą, raz z mniejszą mocą.

Jakub Zając, HALT. Zapiski z domu trzeźwienia,
Wielka Litera, Warszawa 2022.
(wyróżnienie własne)

Szatan jest po to, aby stwarzać zadania.
     Bóg jest po to, aby powierzać je Człowiekowi. Czło­wiek jest po to, aby je wykonać.
     Opowieść o Szatanie, Bogu i Człowieku jest po to, by pokazać, że Bóg wierzy w Człowieka i pozwala mu sa­me­mu mierzyć się z Szatanem.
     Opowieść jest po to, by dowieść, że Człowiek potrafi z tej walki wyjść zwycięsko.
     Opowieść jest po to, by wysłuchawszy jej, powtarzać. Opowieść jest po to, by ją powtarzać.

*

Trzeźwość to wędrowanie po przedmieściach Ziemi Obiecanej.

*

Do walki z panterą swej zachłanności, wilczycą pra­gnie­nia i lwem pychy nieodzowny jest przewodnik. On zostawić cię może samego dopiero w chwili, kiedy zo­ba­czysz przed sobą niebo, a opiekę nad tobą przejmie ktoś stojący ponad nim.

*

Pomocą w poradzeniu sobie z tymi dwiema prze­szkodami (lękiem przed nieznanym i oceną in­nych) jest zaciekawienie się zachodzącą w nas przemianą.

(tamże)

sobota, maja 29, 2021

4253. Czytanie na gigancie (I)

Czekałam na tę książkę od tej rozmowy. W dniu premiery miałam ją na stosiku i ona zaczęła czekać na mnie. Długo czekała, by być jedyną, którą czytam. Pod­czy­ty­wa­łam, licząc na to, że w końcu zacznie się książka o czymś innym niż wie­lo­krot­nym, do utraty tchu i świa­do­mości orgia­sty­cznym baletem. W końcu zaczęła się książka, a gdy tak się stało, bardzo szybko się skończyła, bo nie była czytana, lecz połykana.

Książka ta była też ostatnim sznureczkiem łączącym mnie z polską polityką. Cztery tygodnie politycznego detoksu za mną. Zdecydowanie lepiej mi się żyje bez. Su­biek­tyw­nik cytatów rozdzieliłam na dwie grupy, by nie mieszały się perspektywy.

Na gigancie zapytałam, skądinąd sympatycznego, zwolennika partii małych ludzi, jak sobie radzi z historią pana Obitka (bit to jedna ósma bajta) i uczciwością fi­nan­so­wą Pinokia. Chciałam dowiedzieć się z pierwszej ręki zwolennika rządzących. Poziom jadu i nienawiści do ludzi, którzy bez zachwytu do rządzących, przekroczył mo­je najśmielsze oczekiwania. Wszystko jasne: jestem zdrajcą narodu. Więcej pytań nie miałam.

Nie ma powrotu, bo nie ma do czego wracać. Niby wszystko jest, ale jest czym innym i gdzie indziej, kiedy indziej. […]
     Dlatego nie ma powrotu do tamtego życia. Muszę zmienić wszystko, nie jakiś modus vivendi ani modus operandi, ale wszystko. Albo umrzeć.

*

Jest jak miękki żółw ukryty w twardej skorupie: nie lubi okazywać uczuć, boi się jak my wszyscy. Ze strachu tłumi emocje, a one wzbierają w nim i szar­pią od środka jak psy. Otępia się, żeby ich nie słyszeć. Dotąd łudziłem się, że nie upadłem jeszcze tak fatalnie jak oni, ale obserwując ten ping-pong terapeuty z Filipem, zapisałem w zeszycie: „Czeka mnie gigantyczna praca”.

*

Przykleiła się do mnie natrętna myśl o niewiarygodnym, hollywoodzkim scenariuszu odwrócenia fatalnego losu i powrocie do życia pełnymi gar­ściami. Starałem się poskromić wybujałą wyobraźnię, ale człowiek nigdy nie traci nadziei. Nawet jeśli to tylko iluzja i chwilowa fascynacja, to nie wytłumaczysz sobie tego, nie ostudzisz zapału. […] Mój entuzjazm to z pew­no­ścią najkrótsza droga do rozczarowania i rozpaczy. Ale z drugiej strony, „jak można porzucić nadzieję?”.

*

[…] wszyscy mamy swoje demony i w tym jesteśmy do siebie podobni. Trzeba uruchomić osobistą duchowość, do niej się odwołać, z niej czerpać. Tylko gdzie ona teraz się podziewa, dokąd zawędrowała, jak się do niej dostać?

*

Czy kiedykolwiek udało się komuś dokonać radykalnej zmiany w sobie? Czy da się wyciąć raka poranionych pokoleń? A może to tylko literackie i fil­mo­we bujdy albo poradnikowe mądrości?
     HARPER: Jak się zmieniają ludzie?
     MORMOŃSKA MATKA: To się wiąże z Bogiem, więc nie jest to miłe. Bóg paznokciem kciuka rozcina skórę od gardła do brzucha, zanurza w tobie swo­ją wielką brudną łapę, chwy­ta twoje krwawiące flaki, a ponieważ one wy­śli­zgu­ją się z tego uścisku, chwyta je mocniej, bezlitośnie i szarpie, szarpie, aż wyrwie ci wszystkie wnętrzności, co za ból! Tego się nie da opisać. A potem wpy­cha je z powrotem, brudne, poskręcane, poszarpane. Sama musisz je po­zszy­wać.
     HARPER: A potem wstać. I iść na spacer.
     MORMOŃSKA MATKA: Na spacer z poskręcanymi flakami.
     HARPER: Tak się zmieniają ludzie.
     // Tony Kushner
, Anioły w Ameryce.

*

Smutek i depresja to żałoba.
     Odbyć żałobę, to zmierzyć się z życiem takim, jakie jest. No filter.

*

Moje trzy prawdziwe związki sam zniszczyłem: pierwszy naiwnością, drugi niewiernością, trzeci nadmiernym, bezbronnym zaangażowaniem. I oto jestem sam jak palec w dupie losu.

*

Heterycy całe życie tkwią w związkach z niekochanym lub niekochającym. Pedały przynajmniej z tym nie mają problemu. Gdy gaśnie uczucie i na­mięt­ność, po prostu rozstajemy się i koniec opowiadania. Nie ogra­ni­cza­ją nas: małżeństwo, hipoteka, teściowie i dzieci.

*

W obliczu zbliżającej się śmierci boimy się samotności, dlatego wolimy zno­sić to, co jest nieznośne. Ale mnie mniej przeraża perspektywa samotnej starości niż życie w ciągłym napięciu, w gnieździe nienawiści. Życie, w któ­rym wywraca się oczami na każde słowo i każdy gest tego drugiego […]. Tej tortury nie zrekompensuje milion szklanek wody podanych do łóżka.

*

Kocham cię, nie mam już żalu,
wyplułem wszystko, zostało puste naczynie,
nie ty je napełnisz.
Amen

*

Moja bliska znajoma Sonia […] napisała:
[…] No więc jestem tą chodzącą ideologią. I tak sobie chodzę i godzę. A wasza walka ze mną „jest piękna, jest obroną fundamentów naszej cywilizacji, wszyst­kiego co w polskości najlepsze” (Lisiewicz). tak, #jestemlgbt

Jacek Poniedziałek, (Nie)dziennik,
W.A.B., Warszawa 2021.

Marni ludzie urządzają marny świat, bo nie wiedzą, że może być inaczej.

*

W Meksyku ludzie tej samej płci mogą zawierać małżeństwa. Restrykcyjnie egzekwuje się prawa kobiet, państwo konsekwentnie walczy z przemocą domową i wszelkimi przejawami nierówności. Ich cywilizacja liczy trzy i pół tysiąca lat. Za rok mają stać się siódmą gospodarką świata, w ciągu dziesięciu lat – piątą. Ale to MY wiemy lepiej. Polacy lubią myśleć o krajach Ameryki Łacińskiej jako o biednych, a co za tym idzie, zamieszkanych przez ludzi zacofanych, prymitywnych, odrażających, brudnych i złych. Rzeczy­wi­stość rozpaczliwie temu przeczy. […] Otrząsamy się na samą myśl o tym, co inne, zamiast dotknąć, powąchać, wziąć do ust, wymieszać ze śliną, powdychać molekuły, zjeść to i przetrawić. My samych siebie nie lubimy, my mamy siebie za gorszych i głupszych, dlatego boimy się kon­fron­tacji z Innym. Nie dopuszczamy myśli, że ten, którego chcieliśmy uznać za gorszego, ma jednak szersze horyzonty, ciekawsze życie, a przede wszystkim więcej luzu. Bo co by wtedy było z nami? Kim byśmy byli, gdyby się okazało, że nie mamy powodu czuć się lepszymi nawet od takich dzikusów Metysów? Tego byśmy nie znieśli, bo my nie umiemy odpuszczać. Przyznanie komuś racji przekracza nasze możliwości. Uznanie Innego traktujemy jak akt kapitulacji, bezradności, słabości, uległości i „miękiszostwa”.

*

Boże, dokąd myśmy doszli, gdzie myśmy się wszyscy znaleźli? W jakiej głębokiej, ciemnej i ponurej dupie?! Gdybym był piętnaście lat młodszy, wyjechałbym z tego piekła. […] Piłsudski miał świętą rację, że naród wspaniały, tylko ludzie kurwy. Czuję podobnie. Kocham i zarazem nienawidzę. […]
     Jeszcze parę lat temu nikomu by to nie przyszło do głowy, nikt by nie uwierzył w ten scenariusz, że przyjdzie opętany żądzą władzy paranoik, rzuci coś o wymianie elit lub o piętnowaniu kulturalnych wrogów, a zahipnotyzowany tłum będzie mu entuzjastycznie bił brawo.

*

Zawsze mnie zastanawia i rozwściecza ciche oswajanie się społeczeństw z okrucieństwem i kłamstwem.

*

Nie chciałbym zagrać po prostu zaciekłego wroga kleru, z politowaniem i satysfakcją patrzącego, jak się młody księżulo ośmiesza naiwnością i niewiedzą o szatanie, aniołach i demonach. Wolałbym raczej pokazać człowieka w rozsypce, okaleczonego przez katolicką większość, zrozpaczonego z powodu nieudanych egzorcyzmów. Chciałbym zagrać kogoś, kogo zatruwają demony pychy, nieczystości i „złości wszelakiej”. Kogoś, kto został zaszczuty przez katolickich sąsiadów, kogoś świadomego pogromów i gwałtów.

*

Wciąż mam w sobie wiarę w kroplę, która drąży skałę, ale na razie widać tylko zapaść, regres i mrok. Jednego życia na tę zmianę nie wystarczy.

*

[…] Jeana-Paula Sartre’a: „Nie jest istotne, co z nas zrobią, ale co sami zrobimy z tego, co z nas zrobiono”. Te słowa towarzyszą Eribonowi, odkąd je po raz pierwszy przeczytał. Chciałoby się powiedzieć: „No to jazda, panowie, do dzieła: róbmy coś z tym, co z nas zrobiono!”.

(tamże)

niedziela, marca 14, 2021

4171. Tłumaczenie

Przekład słów Romana Kurkiewicza* na mój świat brzmi:

najgorzej wykonane ćwiczenie jest lepsze
od najlepiej niewykonanego ćwiczenia.

___________
  * za którego udziałem w audycji o książkach tęsknię od lat.

wtorek, lutego 23, 2021

4143. Czytane tam (I)

Plan na szpitalne czytanie — wyłącznie fikcja (!) — był, ale była też historia.

Dawno, dawno temu, gdy covid nie śnił się niezwiązanym z medycyną ludziom, na sali rehabilitacyjnej poznałam Finkę. Obdarzałam Ją wzrokowo kudłatą miłością, bo lab, bo dziewczynka, bo mądry pies.

Na drugim końcu smyczy obleczona w kobiece ciało niebywała Pogoda Ducha. Re­ha­bi­li­ta­cja we wspólnej przestrzeni raz w tygodniu była dla mnie dodatkową formą świętowania dobrego życia. Wszystko, co dobre, czasem się koń­czy — roz­je­cha­ły się nasze grafiki rehabilitacyjne, a potem przyszedł covid. Na szczęście są media spo­łecz­no­ścio­we — ktoś udostępnił, ja zobaczyłam i już nie puściłam.

Pełnoprawna nauczyła mnie terminu audiodeskrypcja, podsunęła mi doskonałą książkę. Gdy w zeszłym tygodniu odnalazł mnie fejsbukowy post, oczywistym było, że się zachwycę i pomysłem, i rozmową, i dbaniem o komunikację z osobami z nie­peł­no­spraw­no­ścia­mi (rozmowa na samym dole wpisu).

W ten oto sposób wrócił do mnie Autor. Podczytnik zaciekawił, ale dopiero pierwszy akapit nie pozostawił mi żadnego wyboru — musiałam to mieć i przeczytać:

Zapisałem się na kurs, który ma potrwać całe moje życie. A ponieważ nie przykładam się do nauki, może to się jeszcze przeciągnąć.

Nikt, tak jak Autor, nie potrafi trzech największych religii XXI wieku w dwa krótkie zdania włożyć — chapeau bas, panie Juliuszu:

To są rzeczy proste jak chuj. Ile można chodzić do terapeuty, Jezu.

Trudno tak non stop nie oceniać świata, ale miewa się momenty. O taką pustkę piękną cztery dni się szarpałem. Tylko że jutro już nie będzie po niej śladu.

     — A może raz spróbować nie uciec? Może świat się nie zawali?

Przebić się przez język zen jest dość ciężko. Trudno nim mówić, trudno pi­sać. Inaczej układa te same wyrazy, korzysta z jeszcze innych, nałożonych na siebie języków i z pojęć, których definicje są tylko w języku intuicji, więc czasem można przez niego dostać kurwicy. Robię to od lat, ale nie umiem.

     — Przecież codziennie zajmujesz się przeszłością?
     — No tak, ale się nią nie zaciągam.

     — Alkoholicy są bardzo wytrwałymi praktykami zen, Julku. Na po­cząt­ku, bo po roku uznają, że są uzdrowieni.
     — Ja tak nie myślę.
     — Nie wiem, co ty myślisz, ale nie ma na co czekać. Jest tylko trochę czasu.

[…] najbardziej interesuje mnie ten człowiek w drodze. Gdzie on się gubił, skręcał, zawracał i odnajdował. Jeśli się od­naj­do­wał.

     — Kto idzie przez park?
     — Nie wiem.
     — Kto?
     — Nie wiem!
     — Doskonale. To jedyna szczera odpowiedź, jakiej możemy udzielić. Uśmiech mój. Uśmiech jego.

Co to więc jest, to, co jednak skłania do działania, wyboru, do pójścia za tym, a nie innym pragnieniem. Nie wiem.

     — A po co zmywasz naczynia?
     — Zależy od szkoły, wiadomo. Żeby były czyste albo żeby zmywać, ale to suchar, sensei, jest.

Kasia pyta, jak było, a ja, że nie było. Jak nie było? Nie było, no. A potem dodaję, że wymyśliłem nową terapię: NIEUWAŻNOŚĆ. Nie zauważasz ni­cze­go, wszystko przegapiasz w sposób nieoceniający, a jak już oceniasz, to i tak tego nie zauważasz.

Przemijanie to naprawdę porządna rzecz. Jedna z so­lid­niej­szych spraw w życiu.

     — Czyli ta choroba urojona jest podwójnie urojona?
     — No wie pan, ból jest realny, choć to jest jedna z tych chorób, w które za bardzo nie wierzę.
     — A w jakie pan wierzy?
     — W niedobór neuroprzekaźnika
. Po co mnożyć pojęcia. Brak se­ro­to­ni­ny daje różne objawy i teraz, jak każdemu objawowi przydzielimy cho­ro­bę, to nigdy się z tego nie wygrzebiemy.

Im więcej z wiekiem mam przypadłości, tym mniej mnie obchodzi, co o mnie myśli świat, który o mnie przecież nie myśli.

Uspokaja mnie mała myśl, że większość ludzi już albo jeszcze nie żyje. No bo jestem w grupie marginalnej, która po prostu teraz ma głos. Żywi tak wrzesz­czą i się obnoszą ze swoim życiem, parady robią, a są ledwie garst­ką. Przecież nie żyje przynajmniej ze sto miliardów, może to i tak nie­do­sza­co­wa­ne. […] Za ulgą przychodzi może nie radość, ale zadowolenie.

Nic nie planuję. Na nic nie czekam. Nic sobie nie wy­obra­żam. Na nic się nie przygotowuję. Niczemu się nie opieram.

Juliusz Strachota, Krótka wycieczka na tamten świat,
Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2020.
(wyróżnienie własne)

     — A pytałeś go?
     — O Jezu, my od lat się nie pytamy o takie rzeczy.
     — Jakie?
     — Żadne. Wysyłamy sobie czasem esemesy o tym, co jemy na obiad.
     — Zaskocz go śniadaniem.

Łapię za telefon i już prawie dzwonię. Dwadzieścia lat z ojcem gram w grę, kto pierwszy odezwie się po nieodzywaniu się, które nastąpiło po czymś, cze­go nie da się nazwać. Kilka rzeczy ma swoje nazwy i one, niestety, cza­sem pa­da­ją. Wtedy są bardziej gwałtowne ewakuacje. Pewnie większą sztu­ką jest omijanie słów, a nie ludzi, ale ciągnie do swoich wyrazów.

     — To wy z ojcem, Julek, nie bardzo?
     — To się nie da powiedzieć. Ja nie wiem, nie umiem i on pewnie też nie wie, choć ja nie wiem w sumie. Przebić się przez siebie samego najtrudniej i nie wykoleić na pierwszym zakręcie.

     — A ty boisz się śmierci?
     — Jaaa? — Mama często przeciąga ja, żeby dać sobie czas na odpowiedź. — Ja się nie boję.
     — Naprawdę?
     — Naprawdę, naprawdę.
     — No bo ja mam podejrzenie, że przemijanie w życiu jest naj­pięk­niej­sze.

(tamże)

* * *

Juliusz Strachota w rozmowie z Markiem
Sekielskim, Co ćp** po odwyku?

piątek, maja 01, 2020

3793. ¼ Programu  // wodorościk (XIII)

Doświadczanie bezsilności i bezradności (nie po raz pierwszy), uruchomiło (po raz pierwszy) skojarzenie. Skojarzenie to uruchomiło inne doświadczenie i bingo!

Dawno, dawno temu czytałam blog Autora, a ponieważ męczyła mnie źle dobrana interlinia w każdym wpisie, kupiłam Jego książkę i… nigdy do niej nie zajrzałam. Bingo spowodowało, że musiałam dokładnie doczytać o pierwszych dwóch krokach Programu AA. Gdy czytałam, okazało się, że potrzebny będzie mi jeszcze trzeci, by zamknąć to, co zrozumiałam na temat swojej sytuacji.

Czwarta część Programu na mój użytek, tak jak ją rozumiem od kilku dni:
     Krok Pierwszy: Jestem bezsilna wobec mojej choroby, utraciłam (jakbym ją kiedy­kol­wiek miała) kontrolę nad swoim życiem.
     Krok Drugi: Istnieje Siła Wyższa, która może przywrócić sens mojemu życiu w obliczu konsekwencji choroby.
     Krok Trzeci: Powierzam swoją wolę i swoje życie tej Sile.

[…] ten Program działa, kiedy ja działam — przeczytałam w książce. Dzięki osobistemu bingo i lekturze wiem, jak jest trzy kroki od dna. Nie wiem, czy kiedykolwiek skończę tę książkę. Na razie ją odkładam. Nie wykluczam, że wrócę do niej, bo nie wykluczam kolejnego bingo. Już jestem ciekawa, jakie będzie, gdy się pojawi.

Nikt tego za ciebie nie zrobi, ale nigdy nie zrobisz tego sam.

*

Program Wspólnoty AA jest programem duchowym, a nie religijnym czy — tym bardziej — magicznym. Religia nie jest zła — ona po prostu nie leczy alkoholizmu!

*

[…]  już nigdy więcej nie musiałem i nie potrzebowałem na temat swojej bezsilności teoretyzować, udowadniać jej sobie czy komuś innemu, zmagać z jakimikolwiek wątpliwościami na ten temat.

*

Ważna jest świadomość, że potrzebna jest zmiana, ale równie ważne jest, żeby pojąć, zrozumieć, co konkretnie należy zmienić i na co, a także w jak sposób takiej zmiany mam dokonać oraz… kto może mi w tym pomóc.

*

Koniecznością dla nas stało się znalezienie takiej siły, z pomocą której moglibyśmy żyć. Musiała to być SIŁA POTĘŻNIEJSZA NIŻ NASZA WŁASNA.

*

W AA usłyszeć można uproszczoną wersję trzech pierwszych Kroków:
     Krok Pierwszy — ja nie mogę.
     Krok Drugi — ktoś może.
     Krok Trzeci — ja mu na to pozwolę
.

*

[…]  gdy jestem przerażony albo wściekły, kto kieruje mim życiem: ja czy może mój strach, ja czy moja wściekłość?

*

Okazuje się, że podsumowanie pierwszych trzech Kroków może być jeszcze krótsze:
     Krok Pierwszy — problem, diagnoza.
     Krok Drugi — wiara, że jest rozwiązanie.
     Krok Trzeci — decyzja, postanowienie
.

*

Trzeci jest rzeczywiście Krokiem działania, i to działania
nie jednorazowego, ale codziennego, powszedniego
.

*

Pisanie wymaga większej uwagi i rozwagi niż rozmowa. Kiedy coś piszę, z określoną treścią kontaktuję się trzy razy: pierwszy raz, kiedy myślę o tym, co chcę napisać, drugi raz w trakcie pisania, a trzeci raz, gdy czytam to, co napisałem […].

*

SMS brzmiał: Halo, tu Niebo! Mówi Pan Bóg. Informuję, że wszystkie twoje prośby i modlitwy do mnie docierają. Musisz jednak zrozumieć, że czasami moja odpowiedź brzmi: NIE.
     […]
     Tu przypomina mi się króciutka modlitwa: Dziękuję Ci, Panie, za wszystko, co mi dałeś, za wszystko, co mi zabrałeś, i za wszystko, czego mi oszczędziłeś.

Meszuge, 12 kroków od dna. Sponsorowanie,
Wydawnictwo WAM, Kraków 2015.

niedziela, października 13, 2019

3490. Pechowe czytanie (VI)

Drogę do tej książki wskazał mi pies… z okładki w przeddzień przyznania Nike 2019, gdy przeglądałam nominacje. Klik, klik i wyciągnęła się na szczycie stosiku do przeczytania w Małej Danii w ramach czekania na zrośnięcie się kości.

Tylko ja wiem, ile cytatów wybrałam, umieściłam w szkicu tego wpisu, złożyłam (likwidując zawieszki), by potem bez mrugnięcia okiem wyrzucić i zostawić najmniejszą możliwą ich liczbę — nie rozrzedzać, nie rozcieńczać — samo gęste (pod okładką), które chcę tu pod ręką mieć.

Ten przewodnik stał się dla mnie lekiem na stan pośredni między dzieciństwem a dziś. Nie kombinuję już w kwestiach planu na życie, bo po powrocie z podróży szykuję wycieczkę na kolejną stronę. Otwieram tę książkę na nowych planach i zamykam na kolejnych wspomnieniach.

*

Spełnienie marzeń to obecnie jedyny pomysł na życie, jaki mogę mieć. […]
     Mam szansę sprawdzić, czy jest tam jakaś tajemnica: ukryta za wyobrażeniem, za pamięcią o marzeniu, za życiem, którego nie było. Czy da się do tego życia jeszcze jakoś wskoczyć? Czy granica została przekroczona już bezpowrotnie? Czy w ogóle jest sens nazywać jakoś życie, które się nie zdarzyło? Chciałbym sprawić, żeby moje kłamstwa stały się prawdą, i w ten sposób uruchomić swoje życie od nowa
.

*

Nie ma żadnej traumy w tle. Całą historię zgotowałem sobie sam, i nie było ku temu powodu. Żadnego usprawiedliwienia nie ma i żadnej potrzeby do usprawiedliwienia. Było po prostu. Już wiem to na pewno, już nie ma co szukać w przeszłości, nie ma co tropić. Nie ma co rozdzielać tego, że byłem marzycielem i tchórzem jednocześnie. Po kim marzycielem, a po kim tchórzem? Po prostu. Nie ma nic, co byłoby przyczyną tego, że moje życie potoczyło się tak, a nie inaczej. Dotychczas wytłumaczeniem było to, że byłem mały i głupi, ale przestało być potrzebne. To tak się zdarzyło i nikogo nie winię […].

*

Wychodzę z klatki i siadam w piaskownicy, a potem bujam się chwilę na huśtawce. Mam podkulone nogi, ale i tak szuram po ziemi. Rysuję piętą pentagram, aż nagle pada na mnie cień.
     Podnoszę głowę. Nade mną stoi były mały gruby Damian, czyli teraz stary koń w dresie, siwy lekko w dodatku. Obok stoi takich małych dwóch grubych jak on kiedyś.
     — Co?
     — Proszę pana, czy teraz dzieci mogą się pobawić
?

*

Warto czekać na to, jaką przeszłość przyniesie przyszłość.

*

Nie ma się co spieszyć, bo i tak wszystkiego się nie zdąży. Dobrze jednak wyrobić się i raz w życiu odbyć podróż do dzieciństwa. To przywilej każdego dorosłego. Zobaczyć, co się przegapiło i czego się pragnęło. Im więcej wyrusza się w przeszłość, tym częściej wraca się do teraz. Widzi się, że nie ma znaczenia, czy to pamięć, czy fantazja, bo na co dzień i tak są nie do odróżnienia. Wie się, że można zmienić znaczenie przeszłości, choć nie ją samą.

Juliusz Strachota, Turysta polski w ZSRR,
Korporacja Ha!art, Kraków 2018.
(wyróżnienie własne)

*

Siedzę przed grupą alkoholików i narkomanów w szpitalu psychiatrycznym. Mówię do nich:
     […]
     Podoba im się, jak przeklinam.
     „Więc ta wolność jest łatwa, ale i nudna. Dzieje się, jeśli każdego dnia skręcasz we właściwym kierunku. Tylko tyle. No i w małej skali wszystko jest, jak powiedziałem, więc w poniedziałek nie widzisz, we wtorek nie widzisz, w środę nie widzisz, co z tego skręcania wychodzi, ale skręcasz. W czwartek nie widzisz, w piątek nie widzisz i tak nie widzisz przez miesiąc, a potem za rok jesteś w innym miejscu. Bo chodzi o to, żeby iść w inne miejsce, niż się szło dotychczas. To nawet trochę ryzykowne, ale powiem wam, nieważne w jakie, ale inne niż się szło dotychczas. Czasem się kurewsko nie wie, w jakie miejsce się idzie, bo, wiadomo, widzi się tylko jeden krok, a nie dziesięć naprzód, ale widzi się te kroki stare, te z przeszłości. To wystarczy, bo przed wami i tak najpiękniejsze. A co jest najpiękniejsze? A, no, nie wiadomo. Niewiedza, co z tego skręcania w dobrą stronę wyjdzie, jest największą nagrodą. Chodzi o to, że nagle pojawiają się niespodzianki, bo poszedłeś inną drogą, której nie znasz, więc nie pojawią się rzeczy, których się spodziewasz. Idź tam, gdzie może być tajemnica
.
     […]”.
     Tak mówię do Przedstawicieli Ruchu Oporu Przed Rzeczywistością. Do zapomnianych tajnych agentów. Do pilotów z lękiem wysokości. Do szlachty, co sobie na to sama zapracowała. Do tych, co nie wiedzieli, że śnią cudze sny. Do kowbojów i kosmitów w jednym. I do takich, co im zwyczajnie nie wyszło.

*

No więc w końcu chciałem się nie bać i pięć lat temu zacząłem skręcać dokładnie w drugą stronę. Tak, żeby władować się na te wszystkie rzeczy, których się tak boję. […]
     No więc, kiedy okazuje się, że jak nie unikasz tego, czego się boisz, to dalej się boisz, ale nie unikasz. I potem boisz się mniej. I zaczynasz się cieszyć
.

*

[…] nie miałem tego, czego chciałem, a miałem wszystko, czego nie chciałem. W Punkcie Zero trzeba to wszystko uznać za fakt.
     Nie za zły los, za winę i karę, nie za zasłużone, niezasłużone, jakieś tam coś, tylko za fakt. I wtedy zaczyna się ulga
.

*

To czas, kiedy bywałem lekki jak piórko — stare życie zostało zabronione, nowe jeszcze nie miało nazwy. Skończyły się wszystkie możliwości, które znałem. Byłem cienki jak kartka z przewodnika po nieistniejącym kraju. Miałem tę przejrzystość, a pod konglomeratem uczuć, myśli, obrazów, dźwięków, odczuć na skórze nie krył się żaden dozorca. Zjawiska przepływały dość swobodnie. Nawet lęki, które wcale nie były małe.
     Więc chcę wrócić na chwilę do tej sali i dodać do swojego monologu, że tak zwane już nigdy daje wielką radość
.

(tamże)

piątek, maja 11, 2018

2861. Na odwyk

Kłopoty, trudności i problemy cucą, przynajmniej chwilowo wyrywają nas ku rzeczywistej rzeczywistości. Terapia zaś ma własności trzeźwiące, wiem.

Ta książka trafiła do mnie przez przypadek (jesteś pewna?), jakim było odnotowanie przez mojego wewnętrznego kornika książkowego trzydniowych urodzin publio — obłowiłam się.

I olśniła mnie, że można być uzależnionym nie tylko od substancji czy zachowania, ale również od idei; od pomysłu, jaki ma się na siebie. I olśniło mnie, że moją używką jest krytyk wewnętrzny — tak „pięknie” reguluje emocje.

     — Głupia jesteś!
     — To też, ale nie tylko. Masz wybór: możesz być sprzymierzeńcem, możesz być przytomnym doradcą, ale, stary (!), używką to już nie. Wystarczy.
     — Żartujesz?
     — Nie. Starczy już tego ćpania. Odwyk.

*

Oczekiwałeś, że coś nadejdzie z zewnątrz i pojawi ci się jak archanioł, ale podobny do ciebie. Czy jego odwiedziny dałyby ci jednak więcej niż któregokolwiek z sąsiadów? Zauważyłem, że kim innym jest człowiek biegnący do chorego dziecka, ten, co biegnie do ukochanej, i ten, co biegnie do pustego domu, choć w danym momencie wydają się podobni do siebie; stałem się więc spotkaniem i brzegiem wyłaniającym się z głębi istniejących rzeczy, i wszystko się odmieniło. Jestem zbożem, które wyrasta poza polem, człowiekiem, który wyrasta z dziecka, źródłem, które pojawia się wśród pustyni, diamentem, który pojawia się wśród ciężkiego znoju.
     Przymuszam cię, żebyś w sobie zbudował dom.
     Kiedy dom będzie gotowy, przyjdzie zamieszkać w nim ten, kto w twoim sercu położy płomienną pieczęć.

// Antoine de Saint-Exupéry, Twierdza, przeł. Aleksandra Olędzka-Frybesowa.

*

Trzeźwienie jest fajne, ale jednocześnie dostrzega się mnóstwo rzeczy. […]
     Nagle dostrzegam, jak piękne jest życie, i chcę długo i zdrowo żyć
.

*

     — Musicie uważać na czynność, która zaczyna dominować w waszym życiu, bo to jest taka sama zależność – mówią terapeuci.
     Na jednym z odwyków był mężczyzna, który po odstawieniu alkoholu uzależnił się od basenu. Pływał trzy razy dziennie siedem dni w tygodniu kosztem pracy i rodziny. Dla Eli jest to sen. Ja nic takiego nie mam, choć pytali mnie, ile godzin dziennie spędzam przy komputerze
.
Po odstawieniu substancji trzeba sobie koniecznie znaleźć interesujące zajęcia, jakąś pasję, ale nie wolno robić tego obsesyjnie, bo to też jest nałóg.

*

Jakakolwiek substancja to nie jest pomoc. Jeśli się korzysta z substancji z przekonaniem, że ona pomaga, to jest to pierwszy krok do strat.

*

Nie wyobrażałam sobie roku wyjętego z życia. A przecież pobyt na odwyku to także życie.

*

     — Dawniej tego nie widziałam — mówię.
     — Jak to jest żyć z otwartymi oczami? — pyta terapeutka
.

*

     — Dam wam taki przykład. Jedziecie samochodem i nagle słyszycie dochodzące stuki-puki. Co robicie?
     — Zatrzymuję się i sprawdzam, co się dzieje — mówię.
     — To jest optymistyczne normalne działanie — stwierdza terapeutka. — Osoba uzależniona, kiedy słyszy stuki-puki, dąży do wyeliminowania nieprzyjemnej sytuacji. I co robi? Włącza radio. Kiedy stukania się nasilają, podgłaśnia radio. One trwają i może dojść do wypadku, ale kierowca już ich nie słyszy, więc jest uspokojony. Rozumiecie?
     Rozumiemy
.

*

[…] trzeźwieję i do głosu dochodzą różne obawy i lęki tłumione przez lata. Trzeba się nauczyć radzić sobie z nimi. Cieszyć się wolnością od […].

*

Na terapii mówię o ubocznych skutkach trzeźwienia, jakimi są emocje. Byłam ich pozbawiona przez ostatnie dziesięć lat.
     — Ale skutki uboczne są nieprzyjemne – mówi terapeutka.
     — Najczęściej pojawia mi się lęk. O zdrowie.

     […]
     — Trzeźwienie to proces. Nie wystarczy być abstynentem. I koniecznie trzeba nauczyć się radzić sobie z emocjami — mówi terapeutka.

*

Życie pana Piotra było jak jeden dzień. Codziennie to samo. Aż do pójścia na odwyk. Ma siedemdziesiąt pięć lat.

*

Nikt mnie tu na siłę nie trzyma. Ale ciekawa jestem, co dalej. Mimo wszystko.

Katarzyna T. Nowak, Rok na odwyku. Kronika powrotu,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2018.
(wyróżnienie własne)

niedziela, lipca 16, 2017

(2456+1). W przerwie (IV)

 wpis przeniesiony 1.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Skończyłam . Było mało, więc postanowiłam wyjąć i poświętować krótkie i mądre sentencje. Nagle wiele z nich zyskało dodatkowy kopytkowy wymiar. Reksio!

HALT, czyli STOP
dla głodu, złości, samotności i zmęczenia.
HALT: Hungry, Angry, Lonely, Tired
.

*

Odwaga to lęk, który odmówił modlitwę.

*

Ja wcale nie jestem niecierpliwy — ja tylko chcę,
żeby wszystko zmieniło się natychmiast
!

*

Dokądkolwiek idziesz, zabierasz tam siebie.

*

Rób, nawet udając.

*

Alkoholizm to choroba światopoglądu.

*

Nie przejmuj się drobiazgami.
I pamiętaj, że wszystko to drobiazg
.

*

Nie przybyliśmy tu wszyscy na tym samym statku,
ale wszyscy płyniemy tą samą szalupą
.

*

Na wszystko, co niezbędnie,
zawsze wystarczy czasu
.

*

Nic się nie zmieni, dopóki
nie stanie się prawdziwe
.

*

[…] żeby zwyciężyć, trzeba się poddać.

*

Wszystko jest w porządku — nawet kiedy nie jest.

*

Wyścig często wygrywają nie najszybsi,
tylko ci, którzy nie ustają w biegu.

*

To nie mój interes, co o mnie myślisz.

*

Niekiedy trzeba po prostu zaczekać.

*

Kiedy na kogoś reaguję, osoba ta
staje się moją Siłą Wyższą.

Ron B. (zebrał), Trzeźwe myśli. Humor i mądrości
w powrocie do zdrowia
, Media Rodzina, Poznań 1996.

mój aktualny stan posiadania: