Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cykl/seria: filigrany. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cykl/seria: filigrany. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, marca 16, 2026

6045. Z oazy (CDXXVIII)

To nie jest dobra książka. To jest książka zła ze względu na głupią i wyjątkowo pro­stacką formę antropomorfizacji osoby, jaką jest pies. To książka beznadziejna ję­zy­kowo, ale tu nie wiem, czy jest taka już na poziomie oryginału, czy jawi się taka do­pie­ro po przetłumaczeniu na język polski. Tylko ilustracje trzymają poziom i z ła­two­ścią dotykają kudła­tych wspomnień, budzą tęsknoty; uruchamiają też marzenia, które, choć pozostaną już tylko marzeniami, tak fajnie jest mieć.

W efekcie mój entuzjazm i dziecięcy wręcz zachwyt serią wydawniczą filigrany osiadł, ostygł i ledwo zipie. Nie śpieszno mi, by zajrzeć do dwóch pozostałych po­zy­cji, które w ramach tego projektu się ukazały.

Kiedy człowiek tak długo ma psa […]. Wydaje mu się, że zawsze był w jego życiu. Teraz Olle jest już stary i zbliża się jego koniec. Piszę tę książkę, bo nie chcę, żeby umarł.

🖇

     — Wiesz co? Zapomnij o tym, a ja nie odezwę się już na ten temat ani sło­wem.
     I wyszła.
     […]
     — Corrie, musimy o tym porozmawiać. Nie możem tak dalej żyć.
     Odłożyła książkę, zdjęła okulary i przyjrzała mi się.
     — Chętnie o tym porozmawiam — odpowiedziała — ale nie, jeśli uważasz mnie za wariatkę.

🖇

🖇

     — Wyrzućcie tego upiora za drzwi. Śmierdzi martwymi zwierzętami.
     Pióro zadrżało mi nad kartką.
     […] 
     Ale wtrąciła się moja żona:
     — Panie Mokradło, czy pan jest myśliwym?
     Pan Kradłomiej odpowiedział:
     — Tak.
     A wtedy Corrie odparła:
     — Proszę mi wybaczyć, panie Mokradło. Umówiliśmy się z Ollem, na­szym psem, że nie chcemy mieć nic wspólnego z myśliwymi.
     […] 
     — To znaczy… hm… — zacząłem — moja żona ma oczywiście na myśli…
     — Że nie lubimy ludzi, którzy strzelają do zwierząt — dokończyła Corrie — choć te zwierzęta nie włamały im się do domu ani niczego nie podpaliły! Tak uważamy Olle, mój maż i ja.

🖇

No i idzie. Niuch, niuch, z nosem w trawie. „Świat jest taki woniejący — my­śli zadowolony. — Nie rozumiem, dlaczego ludzie noszą nosy tak wy­soko, bo…”

🖇

🖇

Rusza z nosem tuż nad ziemią.
Świat ma dziesięć tysięcy zapachów.

🖇

Wiecie, kto smakowicie pachnie? Piekarz. Ma na imię Jaap i jeździ autem pełnym pieczywa. Codziennie zatrzymuje się przed naszą białą furtką. Wyj­mu­je chleb z samochodu i wkłada do koszyka. Przechodzi przez furtkę i idzie do drzwi.
     Olle i Dina uwielbiają Jaapa. Ma nie tylko chleb, ale też ciastka i su­char­ki. Niebiańsko pachnie. Kiedy odkłada koszyk, próbują wcisnąć do niego pyski.
     — Hola, nie wolno! — protestuje Jaap.
     Psy mają trzymać swoje wilgotne nosy z dala od chleba. Oczywista sprawa.

Kupujemy chleb, po czym Jaap wraca do samochodu. Olle i Dina idą za nim krok w krok aż do furtki. Z żalem odprowadzają wzrokiem jego samochód. I tak codziennie.
     […]  Olle długo o nim myśli. „Dlaczego nigdy nic mu nie wy­pa­da z ko­szy­ka?” — zastanawia się. Dzień w dzień, rok w rok. Nigdy nic nie wypada. Jak to możliwe?

🖇

Olle biegnie za nią [piłką]. A stamtąd nadchodzi wściekły Flet. Syczy i trze­pie skrzy­dła­mi. Ollego ogarnia strach.
     O co chodzi temu gąsiorowi? Czemu nie pozwala Ollemu złapać piłeczki? Olle nic z tego nie rozumie.
     Olle nie wie, że Fleta nic nie obchodzą piłki tenisowe. Flet ma bzika na punkcie taczek. Kocha Flip, ale taczki darzy nabożną czcią. Jeśli w ogrodzie stoją jakieś taczki, on natychmiast jest przy nich. Pasie się przy nich, śpi przy nich, ani na chwilę nie spuszcza ich z oczu. I… broni ich. Tylko Flip mo­że do nich podejść. Poza tym nikt.
     Olle niczego w taczkach nie widzi. Nawet nie wie, że istnieją.
     Flet niczego nie widzi w piłkach. Nie wie nawet, że istnieje coś takiego jak piłka.
     Olle myśli: „Ten ptak chce zabrać mi piłkę".
     Flet myśli: „Ten pies atakuje moje taczki".

🖇

🖇

Flet nie wie, jak zareagować. Co zrobić ze zwierzęciem, które cię nie widzi? Nie można go ostrzec, że się w danym miejscu stoi. A skoro nie da się go ostrzec, pozostaje tylko je zaatakować. Ale jeśli się zaatakuje, zwierzę, które cię nie widzi, może tak bardzo się przestraszyć, że jeszcze cię pogryzie na śmierć. A przecież to nie o to chodzi. Chodzi o to, żeby się odwróciło i ucie­kło, a nie o to, żeby cię zagryzło.

🖇

Plaża nie należy do nikogo, a więc jest każdego. Psy lubią ją tak samo jak ludzie. Niektórym ludziom trudno się z tym pogodzić. Niektórym psom też.

🖇

Plaża jest bezkresna. Możesz nią gnać i gnać, aż padniesz. Nie ma na niej samochodów ani innych przerażających rzeczy.
     — To jest dopiero wolność! — woła Olle.

🖇

🖇

Wieje, Olle unosi nos pod wiatr. Z oddali napływają do niego zapachy. Olle czyta wiatr tak, jak my czytamy książki. Wieje z południa. Może Olle wy­czu­wa Afrykę? Widzi mijające go kłusem żyrafy. Albo antylopy. […]
     Olle wstaje i rozmarzony odchodzi. Jest przepełniony wiatrem, do­sko­na­le to widać. Idzie, ale nie ma żadnych konkretnych zamiarów. Po prostu idzie, tak sobie.

🖇

Pozwólmy wszystkim, którzy rozmawiają ze zwierzętami, ucz­ci­wie się ujawnić. Wyjdźcie z ukrycia!

🖇

Olle wzdycha. Wiatr to trzymająca w napięciu lektura, ale gdy czyta się go w swoim domu marzeń, na szczęście zawsze dobrze się kończy.

🖇

[…]  usiadł i spojrzał na pola. Długo panowała cisza. Słuchaliśmy ptaków. Wciągaliśmy nosami powietrze i czuliśmy, że jest w nim wiele smutku.

🖇

Olle stał się kruchy.
     […]  Nie potrafię sobie wyobrazić, że pewnego dnia już go nie będzie.
     […]
     Powiem wam coś smutnego. Piszę tę historię tak, jak gdyby Olle wciąż tu był. Ale to nieprawda. Olle nie żyje. Przeżył trzynaście lat.

Guus Kuijer, Olle. Pies, który umiał mówić,
ilustr. Thé Tjong-Khing, przeł. Jadwiga Jędryas,
Wydawnictwo Dwie Siostry, Warszawa 2024.

     — Nie spiesz się tak […]. — Zapominasz roz­ko­szować się życiem.

(tamże)

niedziela, marca 15, 2026

6043. Z oazy (CDXXVI)

Nie miałam pojęcia o tej książce i serii wydawniczej, do­póki osiem dni temu nie dostałam tej książeczki. Książeczki ze względu na format, księgi ze względu na mądrość, którą w sobie skrywa. W kategorii iesbeen nikt nie umie mnie tak fan­ta­stycznie zaskoczyć jak Georginia — otwiera przede książkowe światy — jak Ona to robi, nie mam pojęcia, ale ma 100% trafień w sam środek tarczy.

To opowieść o stawaniu się, o szukaniu siebie i odnajdowaniu, o gubieniu się; o koń­cach, które natychmiast stają się nowymi początkami, o potrzebie przy­na­leż­no­ści i cenie, której nie warto za nią płacić. O pięknie, zachwycie i miłości. O tej ostatniej subtelnie, między wierszami, by nie spłoszyć czytających.

[…]  urodziła się na zakręcie. A urodzić się na zakręcie, to znaczy wpadając w poślizg na zakręcie w noc Bożego Narodzenia, nie jest najlepiej.

🖇

Dogadanie siç zajęło im sporo czasu, bo bywa tak, że nie wy­star­czy ze so­bą gadać, żeby się dogadać. […]
     Tak naprawdę na początku Żorż nie rozumiał zupełnie nic. Za­trzy­mał się, przestał mówić i uznał, że potrzebuje czasu. Też usiadł obok kosza i za­czął myśleć.

🖇

Reginald Bober, wzięty z zaskoczenia, nie potrafił znaleźć definicji dla sło­wa „pióro". Jak słusznie mówią ci, którzy zawodowo zajmują się defi­nio­wa­niem słów, najtrudniej na świecie jest wyjaśnić to, co zawsze ma­my przed oczami.

🖇

[…]  zrobił to, co zawsze się robi, gdy nie można znaleźć wy­ja­śnie­nia albo rozwiązania dla jakiegoś problemu: spróbował ten pro­blem zgłębić. Czyli zapytał:
     — A kim ty właściwie jesteś?

🖇

Jak mu przyszła do głowy taka myśl, nie wiadomo, z myślami tak zresz­tą jest, że nie wiadomo, skąd przychodzą. Przychodzą i już, trzeba tylko być gotowym, żeby je przyjąć. Bóbr Żorż był wręcz świetny w przyj­mo­wa­niu tych przychodzących myśli, wypracował coś w rodzaju strategii przyj­mo­wa­nia myśli, która doskonale się sprawdzała.

Nadchodzi taka chwila, gdy trzeba okiełznać myśli. Ponieważ galopują i wpadają na siebie. Całkiem jak stado koni: jeżeli popędzić je wszystkie naraz, galopują i na siebie wpadają. Mówi się przecież, że trzeba je okieł­znać. Konie. Ale myśli także mogą galopować. Mam galopadę myśli — mó­wi się. Mówi się tak? No, można tak powiedzieć, czemu nie?
     Potem zapadła noc.

🖇

Chciała tylko odejść i oczywiście nie wiedziała dokąd.

🖇

Kiedy przytrafiają się nam rzeczy smutne, zazwyczaj od razu ma­my ochotę uciec gdzieś daleko. Wydaje się nam, że jeśli to zro­bi­my, te smutne rzeczy po­zostaną tam, gdzie są. Tymczasem one zabierają się z nami.

🖇

     — Otwórzmy dialog…
     Pauza. Cisza.
     — Platformę…
     Nikt się nie poruszył ani nie odezwał. Prezes ciągnął:
     — Weźmy pod lupę różne punkty…
     Cisza, bezruch, wielkie skupienie. Prezes dokończył zdanie:
     — …i ustalmy priorytety.
     W końcu, nadal w absolutnej i pełnej skupienia ciszy, podsumował całe przemówienie:
     Usiądźmy przy stole, otwórzmy dialog, platformę, weźmy pod lupę różne punkty i ustalmy priorytety.
     Nareszcie wszyscy z wielkim zapałem zaczęli bić brawo.

🖇

To zdumiewające, że nawet w sytuacjach najbardziej dramatycznych, przy­krych lub złożonych zdarza się nam przystanąć, żeby przyjrzeć się szcze­gó­łom. Pozwalamy, żeby urzekły nas drobne, nieistotne detale, które przy­ku­wa­ją naszą uwagę.

🖇

Gdy ktoś pytał ją, kim jest (co zawsze może się zdarzyć w życiu, na przykład podczas wakacji nad morzem albo w pociągu lub w urzędzie), pani Tolmer czuła się zagubiona. Nie wiedziała nigdy, jak odpowiedzieć na tego rodzaju pytanie […], i ostatecznie udawała, że nie usłyszała, z nadzieją, że pytanie zniknie, rozpłynie się w nicości, z której pochodziło.
     Była bowiem głęboko przekonana, że wszystko na świecie przemija, tak­że pytania, trzeba tylko pozwolić im przeminąć, zamiast upor­czy­wie i za wszelką cenę pragnąć odpowiedzieć. Ta sama reguła dotyczyła, jej zda­niem, listów, wiadomości na poczcie głosowej oraz e-maili: można z po­wo­dze­niem nie odpowiadać, wystarczy być cierpliwym i pozwolić mi­jać czasowi.

🖇

Tego rana pewien wilk szedł sobie na spacer swoją zwykłą trasą. Trasa wiodła ulicą z portykami wzdłuż starych kamienic z XVIII wieku, wilk był młodym samotnym wilkiem, bardzo eleganckim i nieco przygarbionym, poranek był zaś pogodnym porankiem wczesnej wiosny.

🖇

Tymczasem na spotkanie wyjechała mu kaczka na hulajnodze.
     […]  zahamowała dosłownie w ostatniej chwili, zatrzymując się tuż przy wilczych stopach, całkiem jakby zamierzała się spotkać akurat z ich wła­ści­cielem.
     Wilk stanął w miejscu jak skamieniały. Poczuł się tak, jakby dotarł do rozdroża i wiedział, że żaden z kierunków nie obiecuje miłej przechadzki.

[…]  w końcu coś mi przyjdzie do głowy. Pomysły zawsze w końcu przy­cho­dzą, natomiast osoby czasami odchodzą, zwłaszcza te szczególne, które na przykład dopiero co spotkałeś i chciałbyś, żeby już nigdy nie odeszły […].

🖇

A może po prostu tak to bywa w życiu: czas nigdy nie jest odpowiedni, spra­wy idą w niewłaściwym kierunku i to wcale nie my decydujemy, w ja­kim kierunku mają iść spra­wy, bo i tak idą, dokąd chcą.
     Tak czy inaczej, tego ranka ten właśnie wilk nie zrobił nic, by zatrzymać tę właśnie kaczkę. Zwyczajnie pozwolił jej odejść.
     I kaczka odeszła.

🖇

[…]  sacré bleu!

🖇

Na szczęście, wychodząc, spotkała śliczną zieloną jaszczurkę, która wy­le­gi­wa­ła się na wielkim kamieniu przy wejściu do klubu. Widząc smutek kaczki, powiedziała jej, że nie warto się smucić.

🖇

Potem znowu nadeszło lato, ponieważ, jak już kiedyś powiedziano, w życiu lata — jedno po drugim — następują po sobie nieubłaganie.

🖇

Krzyczała. Jego [Jasia Czurka] przyjaciółka krzyczała […]. Nie wiedział, co robić.
     Można było tylko czekać. Jaś dowiedział się niedawno, że ogon — jeśli go straci — i tak mu odrośnie. To jedynie kwestia czasu. Ledwie posiadł tę wie­dzę, a od razu zmieniła mu ona życie: nagle wydoroślał. Być może właśnie na tym to polega: wydorośleć to wiedzieć, że ogon może odrosnąć.
     Chciałby powiedzieć swojej przyjaciółce, że teraz wszystko wydaje się jej okropne, ponieważ czuje się, jakby urwano jej ogon, ale potem… To tylko kwestia czasu.
     Tyle że z czasem jest ten problem, że musi upły­nąć, a żeby upły­nąć, po­trze­bu­je sporo… czasu. I Jaś zupełnie nie umiał jej po­wie­dzieć, gdzie powinna spędzić cały ten czas, który potrzebny jest ogo­no­wi, by od­rosnąć.
     Jest to tak zwany jaszczurczy dylemat: dokąd idziesz, żeby poczekać, aż odrośnie ci urwany ogon? Ukrywasz się, dopóki nie będziesz mieć nowego ogona, czy raczej zachowujesz się, jakbyś ciągle miał ogon, i mówisz innym, że wszystko ci jedno, czy go masz, czy nie masz?

🖇

Lato jeszcze się nie skończyło, ale w powietrzu można już było wyczuć je­sien­ny chłodek. Przychodziły pierwsze ulewy, opadały pierwsze liście.
     Kaczka odeszła pewnego wietrznego dnia. Wyobraziła sobie, że jest liściem, i pozwoliła nieść się podmuchom.

🖇

Przez dziurę, która służyła jej za wejście, patrzyła na wiatr i nic więcej.
     Od czasu do czasu przechodził obok jakiś miły zwierzak, na przykład skunks albo iguana, i zagadywał:
     — Cześć, jak się nazywasz?
     — Już się nie nazywam — odpowiadała. […]
     Wychodziła czasem z dziupli i rozglądała się dokoła. Nie widziała ni­cze­go, wokół ciągnęły się tylko ziemia, wzgórza i odległy błękitny horyzont.
     Spędziła w ten sposób mnóstwo czasu, być może całe lata. Bo, tak jak mówił Jaś, potrzeba czasu, żeby ogon odrósł.

🖇

Krety, tak jak powiedziały, nigdy nie wychodziły spod ziemi […].
     Z czasem jednak przywiązała się do tych stworzeń, które nigdy nie wy­glą­da­ły na powierzchnię. […]  Jasne, że fajnie byłoby je zobaczyć. Ale w ży­ciu nie można mieć wszystkiego — jeżeli ma się przyjaciół, to już nieźle, a je­śli nie da się ich zobaczyć, cóż, trudno, zawsze można ich sobie wyobrazić.

🖇

Mogła powiedzieć: jestem lwem, chrząszczem, słoniem indyjskim, meszką… To tylko słowa, umowne nazwy, które nie oddają istoty rzeczy.

🖇

A może nie wystarczy być kaczką, żeby pasować do innych kaczek?
     […]  Jeśli masz płetwiaste stopy, to masz płetwiaste stopy. Ale żeby to nie­uchronnie musiało oznaczać, że jestes kaczką — o, to już nie! Ile różnych zwierząt ma płetwiste stopy? Tego co prawda nie potrafiłaby okreslić, ale z pewnością nie tylko kaczki.
     […] 
     Kim ja w takim razie jestem? — zawsze na koniec zadawała sobie to py­ta­nie. I nigdy nie potrafiła na nie odpowiedzieć.

🖇

Zauważyła, że jej życie składało się z samych „nie”. Niczego nie miała i ni­czym nie była.
     […] 
     I proszę — pomyślała — gdybym nie odkryła, że jestem nikim, nie przypomniałabym sobie, że mam skrzydła. A gdybym nie przypomniała sobie, że mam skrzydła, nigdy nie odkryłabym morza.

🖇

Wilk przyjrzał się jej uważnie. Ależ tak, to była ona, tamta ślicz­na ka­czusz­ka, która niemal w niego wjechała pewnego wiosennego ranka, wiele lat te­mu, tamta kaczka o zmierzwionych piórkach, której on tak głu­pio po­zwo­lił się wymknąć. Była tylko trochę bardzięj…

🖇

[…]  gdy kaczka przedstawi­ła mu się jako nikt, wilk poczuł się nieskończenie szczęśliwy i uznał, że właśnie tego mu było trzeba.
     Wprawdzie nikt nie był mu potrzebny, ale źle się czuł ze swą samot­no­ścią.
     Pragnął więc, aby ktoś mu towarzyszył.
     Nikogo jednak nie chciał.
     A skoro ona była nikim, odpowiadała mu idealnie.
     Ta kaczka, ze swym kolorowym upierzeniem, z tym puchem, którego miękkość — prawdę mówiąc — już przy pierwszym spotkaniu zapadła mu głęboko w pamięć, była prawdziwym prezentem od losu.

🖇

Pewnego razu wilk powiedział do niej:
     — Powinnaś czasami trochę polatać.
     Prawda, kaczka nie latała od tamtego dnia, gdy odkryła, że ma skrzy­dła, i gdy przyleciała nad morze. W życiu zdarza się nam niekiedy, że sta­je­my w miejscu, i jej to właśnie się zdarzyło. Nawet tego nie zauważyła.
     […] 
     — Nie wiem, czy skrzydła mi nie zardzewiały — wykręcała się. Tak na­praw­dę po prostu nie chciało się jej ruszać.
     — Chociaż spróbuj… — odpart wilk, któremu byto żal, że jego kaczka nie używa tego, czym ją natura obdarzyła, na przykład tej wspaniałej pary skrzydeł.
     I pewnego pięknego dnia, żeby zrobić przyjemność wilkowi, kaczka na nowo zaczęła latać.

🖇

Gdy ktoś przenosi szczoteczkę do domu kogoś innego, oznacza to, że z nim mieszka. W rzeczy samej, mieszkanie w jakimś domu polega przede wszyst­kim na tym, że trzyma się w nim swoją szczoteczkę do zę­bów. I odwrotnie: jeśli w jakimś domu nie ma twojej szczoteczki do zę­bów, to znaczy, że miesz­kasz gdzie indziej.

🖇

Wydało się jej, że zrozumiała w tej jednej chwili, że wszystko mija i nic nie mija naprawdę […]

Paola Mastrocola, Powiedz mi, kim jestem?,
ilustr. Franco Matticchio, przeł. Dorota Duszyńska,
Wydawnictwo Dwie Siostry, Warszawa 2023.

     — Co robisz, patrzysz na płynące chmury?
     I on też usiadł, żeby popatrzeć.

(tamże)