/Każdego dnia czworakuję./
Ogni giorno vado a gattoni.
/dosł. Każdego dnia idę na kocury./
🍆
Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam.
Jak to jest: żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć,
gdy prawie ci wmówiono, że jesteś taką Jabłonią?
Jak to jest kwitnąć przez cały rok? Rozkwitać każdego dnia?
/Każdego dnia czworakuję./
Ogni giorno vado a gattoni.
/dosł. Każdego dnia idę na kocury./
🍆
pierwszą falę upałów dałyśmy radę razem z Pati już rehabilitacyjnie odrobić. w poniedziałek zaczęłyśmy odrabiać drugą. od wczoraj do jutra mam tylko jedno zadanie: przetrwać* trzecią.
217/365
________
* choć nie ma złej pogody, jest zmiana klimatu i z głową dobrane aktywności, by utrzymać się na powierzchni dobrego życia.
🍆
*

Autor(ka) nie do ustalenia.
❦
[suplement 25.08.2026]
i powiem patrz jest w tym tyle smutku
którego nie da się ukryć
w upalne lato w które upadły nasze cienie
Stanisław Kalina Jaglarz, Trzody,
Wydawnictwo Znak, Warszawa 2026.
Pati & Sadownik:
(we dwójkę ustalili, że
podobny dzielą ból, bo
Drzewko słucha wybiórczo)
Jabłoń:
(wie, że nijak się nie wybroni, ale
nie wie, że politycznie prorokuje)
Tak się zgadzacie, że
możecie założyć klub.
Pati:
(z godnym podziwu refleksem
też politycznie na czasie)
Ale nie musimy podpisywać lojalek?
Cała Trójka:
(dobrą chwilę rechotała)
🍆
Mawiają, wciągając w autorstwo Einsteina, choć nie ma na to dowodu:
Szaleństwem jest robić wciąż to samo
i oczekiwać różnych rezultatów.
Oj tam, oj tam! Są całe grupy zawodowe, faszerowane modną prawdą swych czasów, które bez mrugnięcia okiem ze znawstwem podkreślają:
Głupotą jest robić wciąż to samo
i oczekiwać różnych rezultatów.
Tymczasem. Nie ja, czyli inna pacjentka Pati, bardzo błyskotliwa kobieta, dawno temu przytomnie stwierdziła w punkt, że w ramach rehabilitacji neurologicznej wciąż robimy to samo i oczekujemy innego rezultatu. To prawda. Mozolnie, uparcie, z nadzieją robimy to samo, nie poganiając doświadczonego trudnościami układu nerwowego. Polerujemy białą kropkę w znaku yin yang.
Te momenty, gdy od lat robiąc to samo ćwiczenie, nagle czuję, że przez ułamek sekundy kontroluję to, co robię i… robię! I zachwyt! I wspaniały dzień! I wszystko, co najlepsze! I listki nadziei lśnią nawet w beznadziejnie pochmurny dzień.
🍆
Jesteśmy jak iskrzące się skarbce
nieskończonej tajemnicy.
— Winfried Nonhoff
[w:]
Anselm Grün, Willigis Jäger, Tajemnica po tamtej stronie dróg.
To, co nas łączy, i to, co nas dzieli, przeł. Ewa Anna Piasta,
Wydawnictwo Charaktery, Kielce 2015.
Jabłoń:
(podczas wczorajszej rehabki potrzebowała
kilku dobrych sekund, by w końcu odkryć to,
co dla Sadownika i Pati jest o c z y w i s t o ś c i ą
od długiego czasu, że jest Drzewko… histeryczką)
Jabłoń:
(podczas dzisiejszej rehabki,
po przemyśleniu swojej natury)
Przez te wszystkie lata,
gdy ze mną pracujesz,
pół aureoli Ci wyrosło.
Pati:
Tylko pół?
Pati & Jabłoń:
(dobrą chwilę rechotały)
🍆
Sadownik:
(pół godziny po tym,
jak „choinka” opuściła ul)
Czujesz ten zapach?
Pati:
Zmiany?
Sadownik:
Strachu!
Jabłoń:
(udaje, że nie rozumie,
o co chodzi)
🍆
alternatywny tytuł wpisu:
6015. wynosimy choinkę (III)
Dziś ostatni — tak jak pierwszy: niepełny — dzień z „choinką”. Na 943 dni zamieniła nasz duży pokój w coś na kształt strychu. Złożony stół utknął pod ścianą. Krzesła w większości wyniosły się do piwnicy. Wszystko, co niezbędne do rehabilitacji zostało upchnięte po kątach. „Choinka”, a na niej ja. Od rana do rana, dzień po dniu, towarzysko, gospodarsko, życiowo wciąż na choince.
Było wiadomo, że do starej wersji łóżka nie wrócę już nigdy. Zapadła więc decyzja.
Cywilnego łóżka nie zmieniliśmy. Nastąpiła wymiana jednego materaca w sypialni na stelaże i dwa niezależnie wyginane na pilota twarde materace. Pierwsze próby wyrywania się na szerokie wody lepszego stanu fizycznego zakończyły się przeprowadzką na czas nocny. Potem kilka sinusoid, nieoczekiwanych pików, punktów z zerową wartością drugiej pochodnej i mamy to! „Choinka” wyszła. Poszła. Wyniósł ją, czyli łóżko rehabilitacyjne, pan z wypożyczalni.
🍆
Zmienimy też łóżko. […]
Marzę o stelażu na pilota. Nie trzeba podkładać poduszek do czytania, można podnieść zmęczone nogi.
– Trochę to szpitalne – powątpiewa Piotr.
– Luksusowe. – Znalazłam w necie materac zamiast naszego siennika.
Chudość ma tę wadę, że spanie na boku obija kości.
Manuela Gretkowska, Przeprawa,
Wydawnictwo Znak, Kraków 2023.
W Polsce jest ewidentnie zbyt mało głęboko zaburzonych ludzi, więc sieć drogerii wymyśliła dzień kochania siebie — był wczoraj — no kup sobie, kup! Dziś dowiedziałam się, że jutro dzień singla. Nie jestem pewna, czy to dobre sposoby na odzyskiwanie wspólnotowych odruchów. Ale nie o tym.
W środę Rysia, podczas rehabilitowania mojej ręki, opowiedziała mi o jednej ze swoich ostatnich lekcji hiszpańskiego, która odbyła się dobrą chwilę przed serduszkowym szaleństwem, ale w temacie owego święta. I? Po hiszpańsku grupa czytała, że Finowie uczynili Walentynki świętem arcyinkluzywnym, obchodząc w tym dniu Dzień Przyjaciela. Zachwycił mnie ten pomysł, a potem zobaczyłam zapisaną nazwę tego dnia i wiedziałam, że nie chcę zgubić tego tak pięknie zapisanego „dwusłowa”.
🌱
/w jęz. fińskim/
ystävänpäivä
Dzień Przyjaciela
Dziś świętuję po fińsku.
alternatywny tytuł wpisu:
5960. W warzywniaku (XIV)

Danilo Paparelli, źródło.
…nie wiem, jak
to panu powiedzieć, ale pan
nie istnieje…!!
*
ale prezent zaistniał. jest zaskakujący.
[nie chodzi o książkę]

jutro będziemy go testować. jeśli się sprawdzi, wyląduje w niezbędniku podróżniczym, czyniąc świat dla mnie bardziej dostępnym.
🍆
[…] ważne jest odnalezienie w sobie zdolności do przeformułowania wszystkich przeszkód, na jakie natraficie.
[…] Ten tunel może się wydawać mroczny i bez końca. Wiem, bo tam byłam. Wciąż tam jestem. Ale nie mogę ignorować szczelin, przez które wpada do niego światło, i ufam, że na jego końcu jest coś pięknego i wspaniałego. Wciąż ku temu idę.
Emma Heming Willis, Nieoczekiwana podróż.
Jak odnaleźć siłę i nadzieję i nie zgubić siebie
w opiece nad bliskim, przeł. Piotr Grzegorzewski, Grupa Wydawnicza Foksal, Warszawa 2025.
(wyróżnienie własne)
alternatywny tytuł wpisu:
5925. wynosimy choinkę (II)
Kołdra Jabłoni:
(przeprowadziła się na stałe
kilka dni temu do sypialni)
Rysia:
(nim zaczęła z Drzewkiem rehabkę)
Widzę, że choinka coraz bliżej wyjścia.
🍆
Pati & Jabłoń:
(po skończonej rehabce komentują finałową
jedenastkę konkursu chopinowskiego)
Jabłoń:
„Mój” Chińczyk odpadł.
Pati:
„Moja” Chinka też.

🍆
Pati:
Masz stać codziennie
10–15 minut.
Jabłoń:
W jednym kawałku?
Pati:
Tak. Jak w sklepie w kolejce.
Jabłoń:
Nie dam rady. :(
Pati:
No, popatrz.
A kościelne babcie dają radę. :)
Jabłoń:
Wyglądam Ci na kościelną babcię?
Pati:
Nie.
Dlatego zaczęłam od PRL-u.
🍆
[suplement 24.10.2025]
[…] sprawne ciało […] Zwykle tego się nie docenia. To oczywiste, że jest, że pracuje, że nosi nas, pozwala siebie używać, jest źródłem wielu przyjemności. Nie zauważamy go, dopóki pracuje normalnie. Dopiero wtedy, kiedy boli, staje się ciężarem. Wtedy stan „sprzed” wspominamy jak raj utracony.
Joanna Mizielińska, Księga umarłych,
Wydawnictwo Agora, Warszawa 2025.
Pan Ciasteczko:
(pod koniec sierpnia męskie zawodowe pitu-pitu
z klientem
o tym, kto przed, kto po urlopie;
że przed, że jak zwykle, dopiero we wrześniu)
Klient:
Ale urlop czy wypoczynek?
Pan Ciasteczko:
(zaciekawiony)
A jaka jest różnica?
Klient:
Na urlop jedzie się z rodziną,
a na wypoczynek samemu.
Jabłoń:
(kupiła to rozróżnienie na pniu, gdy tylko
Pan Ciasteczko się nim z nią podzielił)
*
Sadownik & Jabłoń:
(przed wyjazdem, rechocząc, ustalili, że
Jabłoń
jedzie na wypoczynek, a Sadownik na urlop,
choć w tę samą walizkę się pakują,
bo Drzewko potrzebuje fizycznej pomocy
każdego dnia nie raz)
Jabłoń:
(wczoraj, gdy wracali z corocznej uczty)
Chyba wypoczęłam,
zaczynam tęsknić za rehabką…
🍆
Sadownik:
A ja zaczynam cieszyć się na swój wypoczynek…
Jabłoń
(szczęśliwa, że wytchnieniówka Sadownika
jest możliwa i zbliża się wielkimi krokami)
*
Paula Cole, Lovelight.
Rysia:
(przywiozła z pięciodniowego szkolenia,
wiele wartościowych nowości)
Jabłoń:
(zadziwiona podarowanym czuciem stóp)
Co to było?
Rysia:
Chcesz wiedzieć, jak to się nazywa?
Droga k…s…r…
Jabłoń:
Nie zapamiętam. Upomnę się esemeskiem.
(po kilku godzinach poprosiła o to, co funkcjonalnie różni
ją od szympansa, by
przeliterować i wytłuścić to,
co robi na niej największe wrażenie)
Droga korowo-siatkowo-rdzeniowa mostowa
🍆
[…] here’s the thing—your body isn’t asking
for perfection.
It’s asking for progress.
Let’s start with can, not can’t.
Dom Thorpe
🍆
Im częściej neurony podejmują aktywność, tym mocniej w naszej świadomości utrwala się przesłanie, za które odpowiadają. Ścieżki neuronowe w naszym mózgu przypominają trochę ścieżkę przez las — im częściej ktoś nią chodzi, tym jest ona szersza i wyraźniejsza, bardziej zauważalna i tym pewniej się na niej czujemy.
David Kessler, Szósty etap żałoby. W poszukiwaniu sensu,
przeł. Magda Witkowska,
Laurum, Warszawa 2022.
wczoraj pati rzuciła hasło, sadownik nie powiedział nie, jabłoń w pierwszej chwili przeraziła się, ale akuszer kilka godzin później w oka mgnieniu rozniecił drzewny entuzjazm do tego pomysłu. wieczorową porą małżeński duet konstruował plan.
dziś rysia wbiła ostatni gwóźdź do trumny — przyklepała wdrożenie, nadając sprawie kryptonim: wynosimy choinkę.
38/365
Czekanie, które jest cierpliwe w długości i powolności, wykazuje specyficzną intencjonalność. To postawa wstąpienia w niedostępne. Nie chodzi tu o czekanie na, lecz o czekanie w. Tę postawę wyróżnia pewna czułość, przylgnięcie do niedostępnego.
•
Długie i powolne nie wyklucza, ponieważ niczego mu nie brakuje. Nie wskazuje na proces, który mógłby zostać przyspieszony. Posiada raczej własną czasowość, własną rzeczywistość, własny zapach. […] To, co długie i powolne, zwleka, waha się w uniku. Przychodzi później, rozświetla się po czasie. Spóźnienie jest jego manierą.
Byung-Chul Han,
Społeczeństwo zmęczenia
i inne eseje, przeł. Rafał Pokrywka,
Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2022.
🍆
Sadownik:
(od długiego czasu w ramach odreagowywania rzeczywistości
jeździ po Drzewku słownie; żartem, ale niewybrednie)
Jabłoń:
(utargowała kilka dni temu, że w zamian
za jedno
na dzień dobre/pozytywne/miłe zdanie na jej temat
da radę unieść te słowne marne wycieczki)
*

Autor(ka) nie do ustalenia.
(dziś, nareszcie!)
Pati, Sadownik & Jabłoń:
(po wielu miesiącach ruszyli na podbój schodów)
Sadownik:
(po tym, jak zrobili schody w dół i w górę, gdy
Drzewko łapie oddech przed jeszcze jednym
ćwiczeniem na pojedynczym schodku)
Nie zmarnowałem z tobą czasu. :)
Pati:
(wtajemniczona w małżeński deal)
To jest to dobre zdanie na dziś?
🍆
stay strong,
stay positive, and keep moving.
Dom Thorpe
[…]
w twoim wnętrzu nie brakuje paliwa i nie trzeba go oszczędzać.
Maxwell Maltz
🍆

fot. Saxifraga.
zapominanie to część nauki.
Rysia
[Polish is my super power]
Życzliwy żółw na szczudłach dźwiga ciężki kosz z żywymi chrząszczami.
// Lucy,
źródło.