Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książka roku 2026. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książka roku 2026. Pokaż wszystkie posty

niedziela, lipca 05, 2026

6162. Z oazy (CDLX)

Przyciągnęła mnie do siebie swoim tytułem. Utknęła na czytelniczym stosiku, bo wyczekany Tochman, bo łapanie po tej lekturze oddechu, a potem kilka feno­me­nal­nych, arcyważnych dla mnie książek, które jedna po drugiej wpadały do przegródki moich najważniejszych książek 2026 roku. Prawie o istnieniu tej książki zapo­mnia­łam, ale ona nie zapomniała o mnie.

Przyciągnęła mnie do siebie ponownie w upalny, podły dla mnie czas i ratowała pra­wie każ­dym akapitem. To książka o najdłuższej, niemającej nigdy końca podróży do siebie samej. O podróży, w której każda i każdy z nas jest po kres swoich dni. War­to się w nią udać, bo bycie normalnym, gładkim i bezproblemowym jeszcze nikogo nie uszczę­śli­wiło na dłuższą metę, bo nie mogło. Bycie normalnym jest, jakie jest.

Wybieranie fragmentów, które muszę tu — zawsze pod ręką — mieć, trwało do­kład­nie tyle samo czasu, co czytanie tej książki. W rzeczywistości tym właśnie było.

Wyimków jest tak dużo, że te dotyczące książek i czytania zażyczyły sobie własnej przestrzeni.

Kiedy matka gniewała się na mnie, co zdarzało się dosyć często, mawiała: „Diabeł zaprowadził nas do złej kołyski”.
     Wizja Szatana, który w 1960 roku robi sobie przerwę od zimnej wojny i makkartyzmu, by odwiedzić Manchester – cel wizyty: oszukać panią Win­ter­son — ma w sobie pierwiastek teatralnej ekstrawagancji.

🖇

Dziecko zostaje wypchnięte w nieznany świat, który można poznać tylko po­przez jakąś opowieść — rzecz jasna, dotyczy to nas wszystkich, narracja spaja nasze życie, ale adopcja wrzuca nas w już rozpoczętą opowieść. To jak czytanie książki, z której wydarto pierwszych kilka stron. […]  Uczucie, że czegoś brakuje, nigdy cię nie opuszcza — i nie może, i nie powinno, bo czegoś faktycznie brakuje.
     Nie jest to zjawisko z natury negatywne. Brakująca część, brakująca przeszłość może stanowić otwarcie, a nie tylko pustkę. Może być zarówno wejściem, jak i wyjściem. To odcisk na skamielinie, ślad innego życia […]

🖇

[…]  dlaczego doświadczenie nie miałoby współistnieć z eksperymentem? Dlaczego obserwacja nie może łączyć się z wyobrażeniem? Dlaczego kobietę ma cokolwiek lub ktokolwiek ograniczać?

🖇

[…]  musiałam nauczyć się opowiadać własną historię. Życie to po części fakty, po części zmyślenie. I za­wsze jest to przykrywka dla czegoś innego. Ja napisałam sobie drogę do wyjścia.

🖇

Nie należałam do dzieci lubianych ani nawet dających się lubić; byłam zbyt agresywna, zbyt gniewna, zbyt porywcza, zbyt dziwna. […]  w szkole za­wsze wytyka się palcem tych, którzy nie pasują do reszty […].

🖇

Na początku oczywiście kochałam Boga, a Bóg kochał mnie. To już było coś. Kochałam też zwierzęta i całą przyrodę. I poezję. Problem stanowili ludzie. Jak kochać drugą osobę? Jak uwierzyć, że ktoś cię kocha?
     Nie miałam pojęcia.
     Myślałam, że miłość to strata.
     […]  Tropiłam miłość, osaczałam miłość, traciłam miłość, tęskniłam za miłością…

🖇

Prawda jest dla każdego czymś bardzo złożonym. […]  Tak wielu rzeczy nie możemy wypowiedzieć, bo są zbyt bolesne. Mamy nadzieję, że ta część, któ­rą zdołamy wyrazić, ukoi resztę albo jakoś ją udobrucha. Opo­wie­ścia­mi kom­pen­su­je­my sobie rzeczywistość. Świat jest nieuczciwy, nie­spra­wie­dli­wy, niepoznawalny, poza naszą kontrolą.
     Kiedy opowiadamy historię, sprawujemy nad nią kontrolę, ale w taki sposób, że pozostawiamy lukę, jakieś otwarcie. To pewna wersja, ale nigdy ostateczna. Być może mamy nadzieję, że przemilczenia usłyszy ktoś inny i że opowieść będzie trwała dalej, zostanie opowiedziana na nowo.

🖇

To, gdzie się rodzisz — środowisko, miejsce, jego historia, sposób, w jaki łą­czy się ona z twoją własną — kształtuje to, kim jesteś, niezależnie, co mają do powiedzenia eksperci od globalizacji.

🖇

Często przepełniały mnie gniew i rozpacz. Wiecznie czułam się samotna. Mimo wszystko kochałam życie i nadal je kocham. […]  być może odmowa, kategoryczna niezgoda na to, żeby mnie złamano, wpuszczała wy­star­cza­ją­co dużo światła i powietrza, bym mogła nadal wierzyć w świat – i marzyć o ucieczce.
     […]  „To, czego chcę, naprawdę istnieje, jeśli będę miała dość odwagi, by tego poszukać…”.

🖇

[…]  cuda często nadchodzą w przebraniu.
     […]  Wydaje nam się ciągle, że to, czego potrzebujemy, by wszystko zmie­nić — cud — znajduje się gdzie indziej, tymczasem często jest tuż obok nas. Bywa, że sami jesteśmy tym cudem.

🖇

Zapytałam ją, dlaczego nie mamy książek.
     – Problem z książkami polega na tym, że nigdy nie wiadomo, co się w nich znajduje, dopóki nie jest za późno – odparła.
     Pomyślałam: „Za późno na co?”.

🖇

Czasami, a właściwie często, jakaś cząstka nas samych jest zarazem roz­chwia­na i niezwykle potężna — jak ogromny gniew, który może zabić nas i innych wokół, gniew, który grozi powszechnym zniszczeniem. Nie możemy negocjować z tym potężnym, ale rozwścieczonym pierwiastkiem naszego jestestwa, dopóki nie wpoimy mu lepszych manier — co oznacza wsadzenie go z powrotem do butelki, by pokazać, kto tu naprawdę rządzi. Chodzi nie o wyparcie, ale o znalezienie odpowiedniego pojemnika. […]
     Bajki ostrzegają nas, że nie ma czegoś takiego jak stan­dar­do­wy rozmiar — to tylko ułuda przemysłowego podejścia do życia, z czym wciąż borykają się rolnicy, próbujący dostarczać do supermarketów jednakowe warzywa… Nie, rozmiar jest indywidualny i zmienny.

🖇

[…]  nie należy oceniać po pozorach: rzeczy nie są takie, jakimi się wydają. Mnie się zaś wydaje, że świadomość tego, że należy osiągnąć rozmiar od­po­wied­ni dla swojego świata — i tego, że ani ty, ani twój świat nie macie w żad­nym wypadku stałych wymiarów – to wartościowa wskazówka pod­czas nauki życia.

🖇

[…]  dążenie do szczęścia, które równie dobrze możemy nazwać życiem, jest pełne zaskakujących elementów tymczasowych – docieramy tam, gdzie inaczej nie udałoby nam się dotrzeć, i czerpiemy korzyści z tej podróży, ale nie możemy w tym miejscu pozostać, ponieważ nie jest to nasz świat i nie wolno nam dopuścić, by ten świat runął na nasz, w którym możemy żyć.

🖇

Zamiast tego jemy czekoladę i milczymy. Wtedy on rzuca:
     — Bałem się.
     — Nie bój się, tato.
     — Nie, nie — kiwa głową, pocieszony mały chłopiec. Zawsze był małym chłopcem i przykro mi, że się nim nie opiekowałam, przykro mi, że jest tak wiele dzieci, którymi nikt się nie opiekuje, przez co nie mogą dorosnąć. Mogą się zestarzeć, ale nie dorosnąć. Do tego potrzebna jest miłość. Jeśli masz szczęście, miłość przyjdzie później. Jeśli masz szczęście, nie złapiesz miłości za gardło.

🖇

O domu pisze rumuński filozof Mircea Eliade — w sensie zarówno on­to­lo­gicz­nym, jak i geograficznym — i używa do tego pięknego wyrażenia: na­zy­wa go mianowicie „sercem rzeczywistości”.
     Dom, powiada Eliade, to punkt przecięcia dwóch osi, pionowej i po­zio­mej. Na jednym końcu osi pionowej znajduje się niebo, czyli świat górny, a na drugim — świat zmarłych. Oś pozioma to płaszczyzna, na której od­by­wa się ruch tego świata, przemieszczanie się tam i z powrotem — nasz wła­sny ruch i ruch nieprzebranych rzesz innych istnień.

🖇

Wszystkie te godziny spędzone na progu dały mi poczucie przestrzeni gra­nicz­nej. Uwielbiam to, że koty lubią być w połowie wewnątrz, w połowie na zewnątrz, dzikie i oswojone, i ja również jestem dzika i oswojona. Jestem domowa, ale tylko wtedy, gdy drzwi są otwarte.
     I myślę, że to jest kluczowe: nikt już nigdy nie zamknie mnie w środku ani nie zostawi mnie na zewnątrz. Moje drzwi są otwarte i to ja je otwieram.

🖇

Musi istnieć rytuał przejścia, i to świadomy, pomiędzy życiem, które otrzy­mu­je­my zrządzeniem losu i okoliczności, a tym, które sami wybieramy.
     Świadomy wybór życia i stylu życia ma swoje psychologiczne zalety — i chodzi tu nie tylko o akceptację życia jako zwierzęcego daru, pod­le­ga­ją­ce­go kaprysom przyrody i przypadkowi. Drugie narodziny chronią psychikę, pobudzają bowiem zarówno do autorefleksji, jak i do poszukiwania sensu.

🖇

[…]  rozsądne rozwiązania sprawdzają się tylko w przypadku drobnych decyzji. W sprawach, które zmieniają bieg życia, musisz ryzykować.

🖇

Ciotka Nellie na pewno miała niewiele pieniędzy. Dwa razy w tygodniu zapraszała wszystkie dzieci z sąsiedztwa, które zdołała zmieścić w swoim jednym pokoju, i gotowała cebulową albo kartoflankę, dzieci przynosiły własne kubki, a ona nalewała im zupę z garnka.
     Uczyła je piosenek i opowiadała historie biblijne, a trzy albo cztery dzie­siąt­ki chudych, głodnych dzieciaków ustawiały się w kolejce przed do­mem i czasami któreś przynosiło coś od swojej mamy — bułeczki albo cukierki — i wszystkie dzieci się tym dzieliły. Wszystkie miały wszy. Wszystkie kochały ciotkę Nellie, a ona kochała je. Swoją wilgotną, ciemną norę z jednym ok­nem i czarnymi ścianami nazwała „Słonecznym Kącikiem”.
     To była moja pierwsza lekcja miłości.

🖇

[…]  kiedy pieniądze stają się podstawową wartością, edukacja zaczyna słu­żyć wyłącznie celom użytkowym, a życie umysłowe przestaje być ce­nio­ne, o ile nie przynosi wymiernych korzyści. Że usługi publiczne tracą znaczenie. Że życie poświęcone cze­muś innemu niż zdobywanie i wydawanie pieniędzy staje się bardzo trudne […]. Że kiedy społeczności ulegają zniszczeniu, po­zo­sta­ją tylko nędza i brak tolerancji.
     […] [ot, konsekwencje] prywatyzacji społeczeństwa.

🖇

Chory świat, który nie ma co liczyć na uzdrowienie, jeśli król „nie odnajdzie tego, co stracone”.
     Przeczytaj to zdanie. Nie „to, co zostało utracone” ani „to, co utracił”. Po pro­stu „co stracone”. Forma gramatyczna wskazuje, jak poważna jest ta strata. Coś, co wydarzyło się dawno temu, owszem – ale nie w przeszłości. To stara teraźniejszość, stara strata, która każdego dnia wciąż powoduje ból.

🖇

Zaczęło się tak, jak zaczynają się wszystkie ważne rzeczy — przez przypadek.

🖇

Perspektywa istnienia możliwości, by wznieść się ponad zwykły konflikt, ma w sobie coś kuszącego. Jung twierdził, że konfliktu nie da się rozwiązać na poziomie, na którym wybuchł – tam są tylko zwycięzca i przegrany, a nie pojednanie. Należy wznieść się ponad konflikt – jakby obserwować burzę z wyższego punktu.

🖇

Potrzebowałam lekcji miłości. Nadal ich potrzebuję, ponieważ nic nie jest tak proste i nic nie jest tak trudne jak miłość.
     […]  Nigdy jej nie pytałam, czy mnie kocha. Kochała mnie w te dni, kiedy była zdolna do miłości. Naprawdę wierzę, że na nic więcej nie było jej stać.

🖇

Miłość jest wy­razista. Nigdy nie pragnęłam jej bladej odsłony. Miłość jest pełna mocy. Nigdy nie pragnęłam jej rozwodnionej wersji. Nie stro­ni­łam od ogromu miłości, ale nie miałam pojęcia, że można na niej po­le­gać jak na słońcu. Że istnieją codzienne wschody miłości.

🖇

Nigdy nie jest za późno, by nauczyć się kochać.
     Tylko trzeba się liczyć ze strachem.

🖇

     — Jeanette, powiesz mi dlaczego?
     — Co dlaczego?
     — Wiesz, co dlaczego…
     Ale ja nie wiem dlaczego… kim jestem… dlaczego wszystko jej we mnie przeszkadza. Czego ona chce. Dlaczego nie jestem tym, czego chce. Czego ja chcę i dlaczego. Ale jedno wiem na pewno:
     — Przy niej jestem szczęśliwa. Po prostu szczęśliwa.

🖇

     — Kocham cię. Kocham cię od dawna.
     — Bałam się — odparłam.
     — Nie bój się. Już nie musisz.

🖇

[…]  przypomniałam sobie, moje ciało przypomniało sobie, jak to jest być w jednym miejscu i móc tam być – gdy nie musisz być czujna, nie martwisz się, nie błądzisz myślami gdzie indziej.

🖇

Czas nie jest stały, a minuty nie mają jednakowej długości.
     […]  nie szłam donikąd. Miałam odejść, być wolna, a przynajmniej tak mi się wydawało, ale takie rzeczy zawsze zabiera się ze sobą. Miejsce psy­chicz­ne zostawia się znacznie dłużej niż fizyczne.

🖇

W tym momencie pod domem pojawiła się konkurencyjna grupa ko­lęd­ni­ków  […].
     Otworzyła drzwi i krzyknęła:
     — Jezus jest tutaj. Wynocha.
     — Nie za ostro, mamo?
     — Wiele musiałam w życiu znosić — odparła, patrząc na mnie zna­czą­co. — Wiem, że Biblia nakazuje nam nadstawiać drugi policzek, ale coś za dużo tych policzków jak na jeden dzień.

🖇

[…]  przeciwstawiam się ciężarowi czasu zegarowego, czasu ka­len­da­rzo­we­go, linearnych rozwiązań. Czas może i powstrzymuje wszystko przed za­ist­nie­niem w jednym momencie, ale jego domeną jest świat zewnętrzny. W na­szym wewnętrznym świecie możemy doświadczać wydarzeń, które zachodziły jedne po drugich, jakby działy się jednocześnie. Naszej nie­li­ne­ar­nej jaźni nie interesuje „kiedy”, znacznie bardziej interesuje ją „dlaczego”.

🖇

Mierzę czas tak jak wszyscy, częściowo poprzez starzejące się ciało, ale żeby rzucić wyzwanie czasowi linearnemu, staram się żyć w czasie totalnym. Zdaję sobie sprawę, że życie ma swoją wewnętrzną i zewnętrzną stronę, a wydarzenia, które są odległe o lata, w wyobraźni i emocjach leżą obok siebie.

🖇

[…]  to, co naprawdę należy do ciebie, nigdy cię nie opuszcza. Nie po­tra­fi­łam znaleźć słów, które bezpośrednio oddawałyby mój stan, ale od czasu do czasu udawało mi się pisać i robiłam to w postaci rozbłysków in­spi­ra­cji, które na chwilę pokazywały mi, że świat nadal istnieje — prawdziwy i wspaniały.

🖇

Pamiętasz księżniczkę, która całuje żabę i hurra, pojawia się książę? Otóż trzeba przyjąć to oślizgłe, odrażające stworzenie, które zwykle sie­dzi w stud­ni albo stawie i zjada ślimaki. Ale przywrócenie brzydkiej, zranionej cząstki do ludzkiej postaci nie jest zadaniem dla żyjącego w nas życzliwego pracownika pomocy społecznej.
     To najbardziej niebezpieczne zajęcie, jakie można sobie wyobrazić. Przy­po­mina rozbrajanie bomb, lecz to ty jesteś bombą.

🖇

[…]  coś zrozumiałam. Zrozumiałam, że dwukrotne narodziny dotyczą nie tylko bycia żywą, lecz także wyboru życia. Wyboru bycia żywą i świadomego uczestnictwa w życiu, z całym jego burzliwym chaosem — i bólem.
     Otrzymałam życie i zrobiłam wszystko, co mogłam, z tym, co mi dano. Ale nie było już nic więcej do zrobienia. Cokolwiek wybuchło dzięki zbiegowi oko­licz­no­ści  […], było moją jedyną szansą na kolejną szansę.

🖇

Podoba mi się, że porządek powinien wynikać z miłości.
     Pojęłam, choć bardzo mgliście, że muszę znaleźć miejsce, w którym moje życie będzie mogło się pogodzić samo ze sobą. Wiedziałam też, że ma to coś wspólnego z miłością.

🖇

[…]  ludzie stają się twoją rodziną za sprawą głębokich więzi emocjonalnych i ciągłości czasu.

🖇

Szczęśliwe zakończenia to jedynie chwilowa przerwa. Są trzy rodzaje wiel­kich zakończeń: Zemsta. Tragedia. Przebaczenie. Zemsta i Tragedia często występują razem. Przebaczenie odkupuje przeszłość. Przebaczenie umoż­li­wia przyszłość.
     […]
     Oto jestem.
     Już nie odchodzę.

Jeanette Winterson, Po co ci szczęście, jeśli
możesz być normalna
?, przeł. Kaja Gucio,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2026.
(wyróżnienie własne)

Dla mnie, zafascynowanej kwestiami tożsamości i tego, jak definiujemy samych siebie, te książki miały kluczowe znaczenie. Postrzeganie siebie jako postaci fik­cyj­nej, a nie tylko jako faktu to jedyny sposób, by narracja po­zo­stała otwarta; jedyny sposób, by historia nie wy­mknę­ła się spod kontroli i nie zmierzała ku zakończeniu, któ­re­go nikt nie chce.

🖇

Teraz wiem, że uzdrawiamy się poprzez to, że ktoś nas kocha, i poprzez kochanie innych.

🖇

Nie możesz się wyrzec tego, co jest twoje. Choćby to ci­snąć jak najdalej […].
     Zawsze nastąpi powrót. A rana cię tam zaprowadzi.

🖇

     — Tak. Kocham cię. Nie pytaj mnie o to więcej.
     Miłość. Trudne słowo. Miejsce, w którym wszystko się zaczyna, do którego zawsze wracamy. Miłość. Brak mi­ło­ści. Możliwość miłości.

(tamże)

6161. O szczęściu…

Ponad osiemset pięćdziesiąt książek temu. Zachwyt tamtymi: chwilą, fragmentem i zdjęciem, wciąż trwa. Sprawdziłam, gdy postanowiłam wykorzystać jeszcze raz owo zdjęcie.

Ludzie i książki. Ludzie, do których mam nie więcej niż pięć uścisków dłoni. Ludzie, których nigdy nie spotkałam, a którzy dobrze życzą mieszkańcom ula oraz Ludzie, któ­rych spotykam dzięki lekturom. Wszyscy ci Ludzie, wszystkie te Książki, ech! Nie da się ukryć, że do ludzi i książek mam w tym życiu prze­ogrom­ne szczęście.

Szybko pojawiła się pewność, że fragmentom przepięknej książki dotyczącym czy­ta­nia należy się osobna przestrzeń. Musiałam tylko poczekać, by podpowiedziały mi, skąd wziąć piksele, które mogłyby im towarzyszyć.

W ekonomii ciała autostrada limbiczna ma pierwszeństwo przed ścieżkami neuronowymi. Zostaliśmy zaprojektowani i stworzeni, by czuć, i nie ma ta­kiej myśli ani takiego stanu umysłu, które nie byłyby również stanem od­czu­wa­nia. Nikt nie może czuć zbyt wiele, choć dużo osób bardzo się stara, by czuć za mało.

Wiersz odnajduje słowo, które odnajduje uczucie.

Kiedy więc ludzie mówią, że poezja to luksus, opcjonalny dodatek, coś dla wykształconej klasy średniej, że nie powinno się jej czytać w szkole, bo jest nieistotna, albo wygadują inne dziwne głupoty na temat poezji i jej miejsca w naszym życiu, to podejrzewam, że ci, którzy tak twierdzą, mieli dość ła­two. Ciężkie życie wymaga mocnego języka — a poezja dokładnie taka jest. To właśnie oferuje literatura: język wystarczająco silny, by powiedzieć, jak jest naprawdę. Niczego nie ukrywa. Pomaga odnaleźć.

Książka to magiczny dywan, który przenosi cię w inne miejsce. Książka to drzwi. Otwierasz je. Przechodzisz przez nie. Czy wracasz?

[…]  po drugiej stronie faktów znajdowała się osoba, którą mogłam być, uczucia, których mogłam doświadczać, i dopóki miałam wyrażające to słowa, obrazy i historie, dopóty nie byłam zagubiona.

Fabuła i poezja to dawki, medykamenty. Goją pęknięcie, jakie rze­czy­wi­stość pozostawia w wyobraźni.

Minęło sporo czasu, zanim zrozumiałam, że istnieją dwa rodzaje pisania: to, które piszesz, i to, które pisze ciebie. To, które pisze ciebie, jest nie­bez­piecz­ne. Idzie się tam, dokąd nie chce się iść. Patrzy się tam, gdzie nie chce się patrzeć.

Książki są dla mnie domem. Książki nie tworzą domu – one są domem w tym sensie, że podobnie jak w przypadku drzwi otwierasz książkę i wchodzisz do środka. W środku istnieje inny rodzaj czasu i inny rodzaj przestrzeni.

[…]  odkrywałam, że słowa to drogowskazy. Krok po kroku zaczynałam rozumieć, że zaprowadzą mnie w inne miejsce.

Poezji łatwiej się nauczyć niż prozy. […]  możesz jej używać jako światła i lasera. Pokazuje ci twoje prawdziwe położenie i pomaga ci się z niego wyrwać.

Stopniowo zaczęło do mnie docierać, że nie jestem sama. Pisarze i pisarki to często wygnańcy, outsiderki, uciekinierki i wyrzutki. Ci pisarze i pisarki by­li moimi przyjaciółmi. Każda książka była wiadomością w butelce. Otwórz ją.

Im więcej czytamy, tym większa wolność
staje się naszym udziałem.

     – Dam ci pewną radę. Kiedy jesteś młoda i czytasz coś, co bardzo ci się nie podoba, odłóż to na bok i przeczytaj ponownie za trzy lata. Jeśli nadal ci się nie spodoba, wróć do tego za kolejne trzy lata. A kiedy nie będziesz już młoda, kiedy będziesz miała pięćdziesiąt lat tak jak ja, przeczytaj ponownie to, co najbardziej ci się nie podobało.

Bibliotekarka wyjaśniała młodszej koleżance zalety systemu dziesiętnego Deweya — korzyści, które obejmowały wszystkie dziedziny życia. Był upo­rząd­kowany, podobnie jak wszechświat. Był logiczny. Był niezawodny. Uży­wa­nie go dawało swego rodzaju moralną satysfakcję, ponieważ po­zwa­la­ło opanować własny chaos.
     — Kiedy tylko mam kłopoty — powiedziała bibliotekarka — myślę o sy­ste­mie dziesiętnym Deweya.
     — I co się wtedy dzieje? — zapytała młodsza koleżanka, nieco onie­śmie­lona.
     — Wtedy rozumiem, że kłopoty to po prostu coś, co znalazło się w nie­wła­ściwym miejscu. Rzecz jasna właśnie o tym pisał Jung: chaos naszej nie­świa­do­mo­ści dąży do znalezienia właściwego miejsca w indeksie świadomości.

Im więcej czytałam, tym silniejszą więź odczuwałam z życiem innych ludzi na przestrzeni dziejów i tym głębszą empatię. Czułam się mniej od­izo­lo­wa­na. Nie dryfowałam na małej tratwie w teraźniejszości; istniały mosty, które prowadziły na stały ląd. Owszem, przeszłość to inny kraj, ale taki, który możemy odwiedzić, a gdy już tam dotrzemy, możemy potem przy­wieźć stamtąd to, czego nam potrzeba.

Wiele mówi się o świecie oswojonym w przeciwieństwie do świata dzikiego. Jako ludzie potrzebujemy nie tylko dzikiej przyrody, ale także nie­okieł­zna­nej przestrzeni naszej wyobraźni.
     Czytanie to miejsce, gdzie panuje dzikość.

Jeśli poezja była liną, to książki były tratwami. W najtrudniejszych chwi­lach trzymałam się książek, a one pomagały mi przetrwać nagłe fale uczuć, po których zostawałam przemoczona i rozbita.

     – Musi istnieć jakiś sens, tylko my go nie znamy – stwierdza Gary. – Ja ciągle czytam o kosmosie.
     […]  Nie jesteśmy tutaj po to, by nas uważano „jedynie za przedmioty użytkowe”.

Wolę być tą osobą, którą się stałam, niż tą, którą mogłabym się stać bez ksią­żek, bez edukacji i bez wszystkich rzeczy, które spotkały mnie po drodze […]. Myślę, że mam szczęście.

Jeanette Winterson, Po co ci szczęście, jeśli
możesz być normalna
?, przeł. Kaja Gucio,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2026.
(wyróżnienie własne)

piątek, lipca 03, 2026

6159. Feniksowanie (I)

Gdzie zacząć, gdy upalny czas pozostawił ślady nie tylko na ciele? Wgryzł się w każ­dą tkankę mojego jestestwa. Temperaturowy żywioł przebiegł się po każdej ważnej sprawie, po każdej chwili, która w znacząco niższej temperaturze mogłaby posłużyć do podjęcia takiej czy innej decyzji; do zrobienia czegoś, co ma znaczenie.

Moje życie trzymało mnie w bezruchu przez cały ten czas w zaciśniętej garści. Samo zaś zo­sta­ło poruszone do najgłębszej swojej głębi dwoma wyimkami z lektury, z któ­ry­mi re­zo­no­wa­ło niczym orkiestra złożona z tysiąca kamertonów. Tak, skrzyw­dzi­łam kilka (?) osób. Nie, nie jest usprawiedliwieniem fakt, że i ja byłam nie raz i nie drugi skrzyw­dzo­na. Tak, świa­do­mość bycia chcianą zmienia wszystko, ale trzeba sobie to przypominać za każdym razem gdy zaczynamy toczyć się po starych, prze­rdzewiałych moralną wyższością torach. Tak, nie, tak i… tak, nie, tak! Tak, nie, tak…

Byłaś chciana, rozumiesz to?

🌱

Musiałam zrozumieć, że można być samotnicą i jednocześnie pragnąć do kogoś należeć. Wracamy do złożoności życia, które nie jest ani tym, ani tamtym — nudnymi, starymi binarnymi przeciwieństwami – jest jed­nym i drugim, utrzymywanym w równowadze. Tak łatwo napisać. Tak trudno zrobić/być.

🌱

A ludzie, których skrzywdziłam, błędy, które popełniłam, szkody wy­rzą­dzo­ne sobie i innym nie wzięły się ze złej oceny sytuacji – wzięły się z miej­sca, w którym miłość stwardniała w stratę.

🌱

[…]  przeszłość nie jest niezmienna, jak sugeruje czas linearny. Możemy powrócić. Możemy podnieść to, co nam upadło. Możemy naprawić to, co zepsuli inni. Możemy rozmawiać ze zmarłymi.

🌱

[…]  czasami trzeba poczuć wściekłość, a nie niedopasowanie; czasami trzeba poczuć miłość i akceptację, a nie tragizm własnego życia.

🌱

Co to znaczy „nie”? Albo zadajesz złe pytanie, albo pytasz niewłaściwą osobę. Znajdź sposób, żeby usłyszeć „tak”.
     — Nie spoczniesz, dopóki nie usłyszysz „tak” — powiedziała Beeban. — Jakiegoś „tak” dla tego, kim byłaś, a to oznacza uporządkowanie prze­szło­ści.

🌱

Zawsze byłaś chciana.

Jeanette Winterson, Po co ci szczęście, jeśli
możesz być normalna
?, przeł. Kaja Gucio,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2026.

poniedziałek, czerwca 29, 2026

6157. 180/365

uzna­nie czegoś za bezdyskusyjnie należne, za oczywistość czy pewnik, za­bi­ja. ukręca łebek poczuciu szczęścia, że to i tamto przytrafiło mi się, zostało zwyczajnie podarowane przez los właśnie dziś*. uka­tru­pio­ne po­czu­cie szczę­ścia nie stanie się źródłem wdzięcz­ności, a tylko dzięki niej życie w każdej chwili ma szan­sę stać się cudem.

180/365

_________
   *   choć kolejny dzień żyję niczym pies na łańcuchu, przy wiatraku, to kawa, lektury i rysik są dla mnie nie­powta­rzal­ną okazją, by cieszyć się przywilejami: życia, smakowania i czytania.

[…]  gdy próbuję zrozumieć, jak działa życie — i dlaczego nie­któ­rzy ludzie lepiej radzą sobie z przeciwnościami losu niż in­ni — wracam do czegoś, co ma związek z mówieniem „tak” ży­ciu, czyli z miłością do życia, nie­za­leż­nie od tego, jak bardzo jest ono niedoskonałe, oraz miłością do siebie samej, nie­za­leż­nie od tego, jak się ją odnajduje. Nie na zasadzie „ja ponad wszystko”, co jest przeciwieństwem życia i miłości, ale z de­ter­mi­nacją łososia, by płynąć w górę strumienia bez względu na to, jak rwący jest nurt, ponieważ to twój stru­mień

Zdarzają się momenty, kiedy wszystko idzie tak źle, że ledwo żyjesz, i chwile, kiedy zdajesz sobie sprawę, że lepiej ledwo żyć na własnych warunkach, niż wieść rozdęte półżycie na cudzych.
     Takie dążenie oznacza niewszystko albo nic”, tylkowszystko ORAZ nic”. Jak każda opowieść o wyprawie i poszukiwaniu.

Tak naprawdę szans jest więcej niż dwie — znacznie więcej. Po pięćdziesięciu latach wiem już, że znajdowanie/tracenie, zapominanie/pamiętanie, odchodzenie/powracanie nigdy się nie kończy. Całe życie sprowadza się do kolejnej szansy i do­pó­ki żyjemy, aż do samego końca zawsze istnieje jakaś kolejna szansa.

Jeanette Winterson, Po co ci szczęście, jeśli możesz
być normalna
?, przeł. Kaja Gucio, Czarne, Wołowiec 2026.
(wyróżnienie własne)

niedziela, czerwca 28, 2026

6154. Z oazy (CDLVII)

Były cza­sy, gdy w ulu, który wtedy był przytuliskiem, wybuchały niemające końca dyskusje z odłamkami w czasie i przestrzeni. Skończyły się jakiś czas temu.

To książka z kategorii must read. Nie, nie napisała jej rozhisteryzowana zwo­len­nicz­ka antysemickich teorii spiskowych. Autorka jest drugą kadencję specjalną spra­wo­zdaw­czy­nią ONZ ds. okupowanych terytoriów palestyńskich. „Prawy” kraj (usa) na­ło­żył na Nią sankcje, jest niezbyt mile widziana w Niemczech czy Francji. Nie tylko Polska ma wielopiętrowe problemy z prawem, symetryzmem czy zwykłym skur­wy­syń­stwem.

Ta książka jest o pięknych, mądrych ludziach, o wartościach, o człowieczeństwie. O wszystkim, co dziś niemodne, ale niezbędne, by czuć się człowiekiem godnym swojego życia.

Fusy wrażeń po tej lekturze długo nie mogły opaść — nie mogło być inaczej, biorąc pod uwagę zawartość tej książki. Trwało to dziesięć razy dłużej niż jej czytanie. A po­tem przyszedł czas zdumienia, czyli przyglądania się, jak układają się względem sie­bie wyimki, jak jeden usuwa dwa, a czwarty zmienia porządek kilku innych. Dyna­mi­ka tego zjawiska wciąż pozostaje dla mnie tajemnicą.

[…]  kluczowe elementy prawa są i muszą być zrozumiałe dla każ­de­go z nas, ponieważ każdego z nas dotyczą.

Musimy otworzyć oczy i zobaczyć, z czym naprawdę mamy do czy­nie­nia.
     Nawet najbardziej wyrafinowani eksperci od podwójnego ję­zy­ka nie mogą dłużej zaprzeczać prawdzie o tym, co się dzieje w Pa­le­sty­nie. W lipcu 2024 roku Międzynarodowy Trybunał Spra­wie­dli­wo­ści uznał ponad wszelką wątpliwość, że trwająca od 1967 roku okupacja Strefy Gazy, Zachodniego Brzegu i Wschodniej Je­ro­zo­li­my jest nielegalna i Izrael musi się całkowicie i bezwarunkowo wy­cofać z tych terenów.

Kiedy w grę wchodzi ludzkie życie, bezstronność staje się obo­wiąz­kiem zmuszającym nas do opowiedzenia się po stronie prawa, spra­wie­dliwości i ofiar. Bezstronność to odwaga, by sta­nąć w obro­nie tego, co słuszne, dać głos tym, którzy zostali uciszeni lub po prostu zignorowani, i walczyć z nadużyciami nękającymi nasz świat.

Jak to możliwe, że prawda stała się kłamstwem, a kłamstwo prawdą?
     Na to szerzące się zło, które chciałoby nas wszystkich przekonać lub po prostu pokonać, musimy odpowiedzieć świadomością i dzia­ła­niem. Wiedza jest podstawową bronią, ponieważ stanowi naj­lep­szą obronę przed manipulacją, wyzyskiem i oszustwem; dzia­ła­nie powinno być jej naturalną konsekwencją.

Chcę tu opowiedzieć o Palestynie tak, jak jej doświadczyłam: nie jako aktywistka, ale jako ktoś, kto najpierw trafił do tego świata zaciekawiony inną kulturą, a później patrzył na niego prawniczym okiem.

Dziesięć osób, dziesięć historii, które splatają się z życiem i twa­rza­mi innych — włącznie ze mną, członkami mojej rodziny, sprze­daw­czy­nią z irlandzkiego marketu i dziećmi przychodzącymi zrywać owoce morwy koło naszego domu w Jerozolimie — i zadają py­ta­nia, na które tak trudno dać dziś odpowiedź.

Bardzo wierzę, że możemy odnaleźć się wszyscy razem jako ludzka rodzina, że odkryjemy na nowo prawdziwe i głębokie znaczenie so­li­darności; łacińskie słowo solidum przywołuje właśnie ideę czegoś całego, niepodzielnego, kompletnego, w przeciwieństwie do tego, co jest rozdrobnione lub zepsute. I jako jedno ciało powinniśmy się zje­dnoczyć, spotkać i stawić opór. Solidarność w tym ujęciu staje się „polityczną odmianą miłości”, jak mądrze zauważyła ame­ry­kań­ska rabinka Alissa Wise.
     W pojedynkę jesteśmy delikatni jak skrzydła motyla, ale zje­dno­czeni — solidni i solidarni — możemy przetrwać burzę. To nie jest fantazyjna hiperbola, to zasada fizyki zwana efektem motyla. Każdy nasz najmniejszy gest okazuje się machnięciem skrzydeł, które uruchamia łańcuch konsekwencji […].

Ta długa podróż pozwoliła mi poczuć tętniący puls wielu spo­łecz­no­ści poszukujących sprawiedliwości, prawdy, godności i lepszej przy­szłości ponad różnicami.

Francesca Albanese 

🖇 🖇

Historia pisana jest przez zwycięzców, którzy często bywają rzeźnikami. […]  Osiągnęliśmy bezprecedensowy poziom opresji i odmowy używania rozumu.

🖇

Nazywanie Palestyńczyków ogólnie „Arabami” – co się często zdarza w iz­ra­el­skich podręcznikach szkolnych i w mediach głównego nurtu na ca­łym świecie – przyczynia się do zaprzeczania ich tożsamości narodowej, gdyż może insynuować, że Palestyna nie istnieje, a sami Palestyńczycy są tu tymczasowymi gośćmi lub, co gorsza, wymysłem.

🖇

Wychodzimy z założenia, że istnieją różne instrumenty prawa między­na­ro­do­we­go służące ochronie ludzi, głównie traktaty dotyczące praw człowieka, a w sytuacjach konfliktów zbrojnych — prawo humanitarne. Instrumenty te zostały przyjęte po dwóch wojnach światowych po to, aby zmniejszyć okrucieństwo konfliktów i w jak największym stopniu chronić ludność cy­wil­ną przed horrorem wojny, lecz sprawiają one coś jeszcze: podnoszą jed­nost­ki — a zatem nie tylko (lub już nie tylko) państwa — do rangi pod­mio­tów prawa w sferze międzynarodowej.
     Prawa człowieka nie zostały nam dane w prezencie: każde z nich jest wynikiem walki i osiągnięć jednostek takich jak my. Handel nie­wol­ni­ka­mi został zniesiony dzięki ruchowi abolicjonistycznemu; apartheid i se­gre­gację rasową pomogły zdelegalizować batalie toczone przez ruchy oby­wa­tel­skie; poczyniliśmy znaczne postępy w zakresie praw pra­co­wni­czych, praw kobiet, dzieci i osób o różnorakich odmiennościach. Droga do praw człowieka nie jest jednak wyłącznie pasmem zwycięstw, a praca nie do­bie­gła końca. Przypomina nam o tym czas, w którym żyjemy.

🖇

Liczba palestyńskich dzieci zabitych w ciągu piętnastu lat (od 2008 do wrze­śnia 2023) była przerażająca: ponad tysiąc czterysta. Każde z nich, każdy z tych małych wszechświatów został na zawsze wymazany. Od 7 paź­dziernika 2023 do marca 2025 te i tak już makabryczne liczby wzrosły dzie­się­ciokrotnie: w ciągu siedemnastu miesięcy zabito ponad siedemnaście ty­się­cy dzieci, w tym ponad tysiąc niemowląt, których życie zostało prze­rwa­ne, zanim nauczyły się raczkować, mówić, bawić.

🖇

Konflikt wymaga dwóch w miarę porównywalnych ze sobą stron. Izrael i Palestyna nie są takimi stronami: Izrael jest oku­pan­tem, a Palestyna stro­ną okupowaną, Izrael jest kolonizatorem, a Palestyna stroną ko­lo­ni­zo­wa­ną, pozostającą w stanie strukturalnej podrzędności i bę­dą­cą ofiarą sy­ste­mu kontroli i segregacji. Nie, to nie jest konflikt dwóch stron; w naj­lep­szym razie można go postrzegać jako konflikt z człowieczeństwem.

🖇

Mit rasy nie został bynajmniej wymyślony przez Hitlera, ale to on uczynił z niego polityczny sztandar zniszczenia i eksterminacji. To czarna du­sza w bia­łym przebraniu, która unosi się nad nami przez pięćset lat kolonizacji, począwszy od 1492 roku. Wydarzenie, które przedstawiono mi w dzie­ciń­stwie pod nazwą „odkrycie Ameryki”, w rzeczywistości oznaczało początek końca dla tysięcy ludów zamieszkujących amerykańskie kontynenty.

🖇

Prawdziwe jest stwierdzenie, że przed syjonizmem istniała w Pale­sty­nie społeczność żydowska (stanowiąca wówczas 10 lub nieco mniej procent całej populacji); prawdziwe jest stwierdzenie, że większość Żydów, któ­rzy udali się do Palestyny przed ustanowieniem Państwa Izrael i bez­po­śred­nio po nim, zwłaszcza ocalonych z Holokaustu, nie miała do wyboru innych op­cji, ponieważ wiele krajów zachodnich nie zechciało ich przyjąć; tysiące lu­dzi, którym wymordowano rodziny i zniszczono społeczności, znalazło się zatem bez schronienia. Tak samo prawdziwe jest stwier­dze­nie, że wielu Izraelczyków mieszkających dzisiaj w koloniach na Za­cho­dnim Brzegu i we Wschodniej Jerozolimie, zajmujących domy i ziemie Pa­le­styń­czyków, ma amerykańskie, belgijskie, francuskie, australijskie lub ka­na­dyj­skie na­zwi­sko i akcent. Niejednokrotnie ani oni, ani ich rodzice nie uro­dzi­li się w Iz­ra­elu, lecz pochodzą z miast, w których często i chętnie prze­by­wa­ją. I choć mieszkają za granicą, zachowują własność lub kontrolę nad nie­ru­cho­mo­ścia­mi na okupowanym terytorium, przyczyniając się do sy­ste­ma­tycz­ne­go wywłaszczania Palestyńczyków.

🖇

[…]  z silnym australijskim akcentem powiedział: „Witamy w Izraelu!”.
     — W okupowanej Palestynie. Ta część tutaj to oku­po­wa­na Pa­le­sty­na — odparłam z powściągliwym uśmiechem.
     — Palestyna nie istnieje, to jest Izrael — odpowiedział z irytacją w głosie.
     W tym momencie Ibrahim idący obok mnie zapytał go z ożywieniem:
     — A jeśli Palestyna nie istnieje, to kim ja jestem?
     — Ty nie istniejesz — odpowiedział bez mrugnięcia okiem mężczyzna, któ­ry po latach miał się okazać przywódcą jednej z najbardziej agre­syw­nych organizacji osadniczych.
     Nieświadomie natknęliśmy się na człowieka, który już dawno siedziałby w więzieniu, gdybyśmy żyli w sprawiedliwym świecie.

🖇

Niektórzy uważają, że wiedza nie jest procesem nabywania, ale stop­nio­wego odsłaniania, wyzwalania się z uprzedzeń. […]  po­wie­dział mi [Omar Barghouti] wprost:
     — Nie myśl, że jesteś całkowicie wolna od uprzedzeń rasowych!
     — Wiem — odpowiedziałam mu. — I tak, usunęłam je. A właściwie to usuwam je krok po kroku, jakbym warstwa po warstwie obierała cebulę.

🖇

[…]  ponieważ Izrael definiuje się jako „państwo żydowskie”, krytykowanie go jest antysemityzmem, i nie ma tu znaczenia, czy istnieją udo­ku­men­to­wa­ne naruszenia prawa, które można przypisać Izraelowi, czy nie. Takie po­dej­ście jest szkodliwe i nie byłam ani pierwszą, ani jedyną osobą, która tak twierdzi. Jak często powtarzał mi Alon [Confino (1959–2024)], mylenie krytyki Państwa Izrael z antysemityzmem jest bardzo ry­zy­kow­ne zarówno dla Palestyńczyków, jak i dla samych Żydów, po­nie­waż my­śle­nie w tych kategoriach powoduje natychmiastowe koja­rzenie wszyst­kich Żydów z Państwem Izrael. Tak przecież nie jest.

🖇

W Palestynie dzieje się dokładnie to, czego zabrania między­na­ro­do­we prawo. […]  w świetle prawa międzynarodowego izraelską okupację należy uznać za nielegalną.

🖇

[…]  zapomnieliśmy już, że Nelson Mandela poszedł do więzienia pod za­rzutem terroryzmu i odsiedział w nim prawie trzydzieści lat i że dopiero w 2008 roku Stany Zjednoczone usunęły jego nazwisko z czar­nej listy ter­ro­rystów. Zapomnieliśmy, że w oczach nazistów włoscy par­ty­zan­ci byli ter­ro­ry­stami i że w mechanizmie ciemięzca–ciemiężony każdy może być po­strze­ga­ny przez jednych jako terrorysta, a przez innych jako bohater.
     Niestety, opór wyraża się czasami przemocą, a zwykle im więcej prze­mo­cy pojawia się w ucisku, tym gwałtowniejsza staje się odpowiedź.

🖇

Właściwe słowa to wstęp i przygotowanie do sprawiedliwego działania. Dlatego są ważne. […]
     Izrael mówi o „nakazach ewakuacji”, „strefach chronionych”, ale język międzynarodowego prawa humanitarnego został tu postawiony na głowie, użyty na odwrót, aby usprawiedliwić działania woj­sko­we i zbrodnie wo­jen­ne, wymazać podstawowe zasady zachowania dyscypliny i ochrony lud­no­ści w czasie konfliktu zbrojnego: rozróżnienie między cywilami a wojskiem, konieczność wojskową, proporcjonalność.

🖇

[…]  od lat palestyńskie i izraelskie organizacje praw człowieka błagają świat o to, by położył kres okupacji, aneksji i apartheidowi.
     Ileż jest arogancji w postawie nas, ludzi Zachodu, wobec kultur i słów, któ­rych znaczenia, korzeni i istoty nie rozumiemy. Arogancji szeroko roz­po­wszech­nio­nej we wszystkich kręgach, od dziennikarstwa po środowiska aka­de­mic­kie i oczywiście — i najsilniej — polityczne. Ta arogancja przy­czy­ni­ła się do tego, że człowieczeństwo Palestyńczyków stało się nie­wi­docz­ne, a ratunek dla nich jeszcze bardziej odległy.

🖇

Wszyscy wiemy, że od 7 października 2023 roku do teraz zabito ponad sie­demnaście tysięcy dzieci, w tym tysiąc poniżej pierwszego roku życia, ale narracja o palestyńskich terrorystach trwa nadal. Śmierć sie­demnastu tysięcy dzieci nie wzbudziła zainteresowania polityków pod­po­rząd­ko­wa­nych izraelskim interesom i współodpowiedzialnej prasy. Taka jest rzeczywistość Palestyńczyków w 2025 roku. I trzeba ją zobaczyć. A następnie się jej sprzeciwić.
     Wielu z nas walczy z tym ludobójstwem i towarzyszącym mu mil­cze­niem. W tej walce kluczowe jest zdobycie wiedzy i uczciwego spojrzenia.

🖇

Dla setek tysięcy Palestyńczyków, których, począwszy od 1948 roku, za­czę­to więzić w Strefie Gazy, Żydzi okupujący ich ziemie to kolonizatorzy. Od naj­wcze­śniejszych dni istnienia Państwa Izrael z bronią w ręku utrzy­my­wa­li oni ziemie odebrane prawowitym właścicielom, używając w cha­rak­te­rze przyczółków kibuców, które wielu ludzi za granicą postrzegało jako klej­not w koronie wielkiego socjalistycznego modelu nowo powstałego pań­stwa żydowskiego.
     Tę bolesną historię, która nigdy nie doczekała się zadośćuczynienia i na­pra­wy, Palestyńczycy przekazują sobie z pokolenia na pokolenie. Należy przypomnieć, że ich wywłaszczanie rozpoczęło się na długo przed 1948 ro­kiem, podczas trzydziestolecia brytyjskiej kolonizacji (1920–1948). Bry­tyj­czy­cy sprzyjali falom migracji, które sprowadziły do Palestyny wielu eu­ro­pejskich Żydów uciekających przed prześladowaniami i pragnących zbu­do­wać nowe życie na „ziemi przodków”. Tyle że ziemia ta była już za­miesz­kana, a myśl o wypędzeniu jej mieszkańców od początku jasna dla ówczesnych przywódców syjonistycznych.
     Jak można nie uczyć tej historii czy oczekiwać, że ludzie o niej po prostu zapomną?

🖇

Słowa używane do demonizowania Palestyńczyków — „ludzkie zwierzęta”, „nie ma niewinnych cywilów”, „nawet dzieci nie są niewinne” — to­wa­rzy­szą bezkarnej polityce przemocy, będącej echem haniebnej prze­szło­ści, o któ­rej nam, Europejczykom, bardziej niż komukolwiek in­ne­mu nie wolno zapomnieć.
     Powiem bez ogródek: zaprzeczanie powadze tych działań to zamykanie oczu na trwające ludobójstwo. Na zbrodnię, która wymagała pil­nej mo­bi­li­za­cji społeczności międzynarodowej, co niestety dotąd nie nastąpiło, po­nie­waż dziś, podobnie jak wczoraj, zanim powstrzyma się ludobójstwo, trzeba je dostrzec.

🖇

Widoczne zwłaszcza na Zachodzie pragnienie zachowania nar­ra­cji „ne­u­tral­nej” i pozbawionej sporu o prawdę doprowadziło do utrwalenia nie­sprawiedliwości i cierpienia, z pominięciem tego, co Palestyńczycy od za­wsze mówią i czego się domagają.

🖇

Jedną z najbardziej błyskotliwych idei, jakie znalazłam w jego tekście, jest za­proszenie do otwarcia oczu na ryzyko „paradoksu humanitarnego”, to zna­czy takiej możliwości, że interwencje humanitarne wbrew intencjom ich twórców kończą się wspieraniem okupacji wojskowej, zamiast się jej prze­ciw­sta­wiać. Eyal Weiz­man uważa bowiem, że interwencja w celu sko­ry­go­wa­nia konsekwencji pewnych decyzji podjętych przez siły oku­pa­cyj­ne w ja­kiś sposób zwalnia Izrael z odpowiedzialności, także prawnej, po­zwa­la­jąc mu na przekierowanie zasobów na inne cele, a jednocześnie czyni okupację bardziej „skuteczną” i lepiej tolerowaną przez opinię publiczną.

🖇

Jak to możliwe, że dzieje się coś takiego, skoro na papierze każdemu przy­słu­gu­je tak wiele praw? To pytanie silnie rezonuje wśród palestyńskich dzieci, jest wołaniem o sprawiedliwość, która często wydaje się nie­osią­galna. […]
     Jak powiedziała mi czternastoletnia Wadia: „Strach przed śmiercią nie powstrzymuje cię przed śmiercią: powstrzymuje cię przed życiem”.
     Tak wygląda dzieciństwo w Palestynie.

🖇

[…]  dzieci, które spotkałam tamtego lata, wykazały się niezwykłym przy­wią­zaniem do podstawowych wartości, przede wszystkim miłością do nauki. […]  mówili mi o wielkim głodzie wiedzy i gorącym pragnieniu dobrej przyszłości.
     Tak również wygląda dzieciństwo w Palestynie.

🖇

[…]  zanim rodzicom udało się przedostać do Egiptu, kiedy wiedziała, że bra­ku­je im jedzenia, że żyją pod gradem kul i bomb i mogą zginąć w każdej chwi­li. Powiedziała mi jednak, że ilekroć mogli się słyszeć przez telefon, jej ojciec pytał tylko:
     — To co teraz malujesz?
     Malak [Mattar] na początku nie rozumiała:
     — Ale jakie to ma znaczenie, tato?
     Kiedyś jej to wyjaśnił:
     — Jesteś tam z jakiegoś powodu, Malak. Musisz malować nasze życie, na­szą walkę, wszystko, przez co przechodzimy. Jesteś artystką, a więc sta­no­wisz nasz głos.
     Powiedziała, że nigdy nie zapomni tych słów. Ocalały z ludobójstwa pro­si ją, by swoją sztuką dała głos temu, czego doświadcza jej lud.

🖇

Jak mówi afroamerykańska edukatorka i aktywistka Mariame Kaba, nadzieja jest dyscypliną. A ja pozwolę sobie dodać, że nadzieja mo­że i powinna stać się predyspozycją, nawykiem, czymś, co uwa­ża­my za niezbędne i do czego jesteśmy tak przywiązani, że nie możemy się bez niej obejść, niezależnie od naszej logiki czy rozu­mo­wa­nia.
     Nawet jeśli czasem łatwiej powiedzieć, niż zrobić.

🖇

Refaat Alareer zginął w izraelskim nalocie 6 grudnia 2023 roku wraz z bra­tem, siostrą i czwórką dzieci. […]  Miał czterdzieści cztery lata.
     […] 
     Palestyńczycy upamiętniają Refaata białymi latawcami. Jest to na­wią­za­nie do jego wiersza If I Must Die.

Jeśli muszę umrzeć,
ty musisz żyć,
aby opowiedzieć moją historię,
sprzedać moje rzeczy,
kupić kawałek materiału
i kilka sznurków
(niech będzie biały z długim ogonem),
by jakieś dziecko gdzieś w Gazie,
patrząc prosto w oczy nieba,
czekając na tatę, który odszedł w płomieniach —
i nie pożegnał się z nikim,
nawet ze swoim ciałem,
nawet z samym sobą —
zobaczyło latawiec, mój latawiec, który zrobiłeś, szybujący wysoko,
i pomyślało przez chwilę, że jest tam anioł
przynoszący z powrotem miłość.
Jeśli muszę umrzeć,
niech to przyniesie nadzieję,
niech to będzie historia
.

🖇

Kiedy ludzie są wezwani do zaangażowania się na rzecz praw człowieka, my­ślę, że muszą to robić właśnie z ra­dy­kal­nie ludzkiej pozycji: ale ra­dy­kal­nie otwartej, widzącej dobre i złe czyny bez potrzeby oddzielania „do­brych” ludzi od „złych”. Możliwe jest przyjęcie każdego jako istoty ludz­kiej. Każ­de­go.
     Jest coś głęboko wypaczonego w tych, którzy nie uznają czło­wieczeństwa innych.
     […] 
     Na szczęście, nawet jeżeli wciąż jest ich niewielu, są tacy obywatele Izra­ela i tacy Żydzi w diasporze, którzy zdecydowanie bronią praw Pale­styń­czy­ków. To jest właśnie znaczenie motta decolonize your mind: deko­lo­ni­za­cja umysłu oznacza przełamywanie granic i barier, robienie, co w naszej mo­cy, aby pozbyć się po obu stronach wszystkiego, co narosło z czasem i unie­mo­żli­wia nam pozostanie w kontakcie z tym, co najbardziej ludzkie i prawdziwe na Ziemi, naszej wspólnej planecie, która pozostaje dla nas najważniejsza.

🖇

Wszyscy dążyli do tego, by coś osiągnąć.
     Ta cecha Palestyńczyków zawsze mnie uderzała. […]  żyjąc w naprawdę trudnych warunkach, udało im się zachować zapał i miłość do życia prze­peł­nia­ją­ce każde słowo i każdy oddech. Mówiła mi o tym Malak i sa­ma to widziałam u wielu ludzi. Nigdy nie dali się zniszczyć, a to ogrom­na siła: ponieważ kiedy z całych sił dążysz do sprawiedliwego i god­ne­go życia, nikt nie może się wtrącać ani decydować za ciebie.

Francesca Albanese, Kiedy świat śpi. Opowieści,
słowa i rany Palestyny
, przeł. Tomasz Kwiecień,
Wydawnictwo Otwarte, Kraków 2026.
(wyróżnienie własne)

Wielu Izraelczyków za dużo kosztuje utrata przy­wi­le­ju, z jakiego trzeba by im zrezygnować, aby przy­jąć Palestyńczyków jako wolny naród.

🖇

To właśnie musimy zrobić: korzystać z każdej oka­zji, by się nauczyć lepiej widzieć, rozumieć, za­cho­wy­wać i czcić pamięć o tym, co zniknęło, stojąc u boku tych wciąż wal­czą­cych, aby nam pomóc wspólnie ukoić rany skrzyw­dzo­nych narodów.

🖇

Albo zaangażujemy się w bycie rewolucją, albo po­nie­sie­my porażkę, bo żadna zmiana nie nastąpi na świe­cie, je­śli najpierw nie nastąpi w nas sa­mych. Mu­si­my pozbyć się, jedno po drugim, wszystkich uprze­dzeń, które każdy z nas w sobie nosi, aby co­dzien­nie coraz bar­dziej zbliżać się do prawdy.

🖇

Jeśli chodzi o Izrael, to liczne przypadki naruszenia pra­wa obejmują setki tysięcy złamanych ludzkich istnień — zabitych, okaleczonych na ciele i duszy — oraz zni­szczo­ną Strefę Gazy. Trwające od 2023 roku ludobójstwo nie zo­sta­nie wymazane z historii Państwa Izrael i po­dej­rze­wam, że w przyszłości ludzie będą czuli dreszcz gro­zy na widok izraelskiej flagi z powodu tego, co po­peł­nio­no w imie­niu tego państwa i pod jego egidą.
     Dziś jeszcze nie jesteśmy tego w pełni świadomi, po­nie­waż ludzie potrzebują czasu na refleksję i obserwację z dystansu. Nie możemy jednak zapominać, że im dłużej będzie to trwało, tym więcej niewinnych ludzi zginie. […]
     Nawet zwykłe zdobywanie wiedzy i dzielenie się nią jest ważnym wkładem w obalenie apartheidu.

🖇

Ostatecznym celem człowieka jest dojść do tego,
żeby nigdy nie odczuwać strachu.

Italo Calvino (1923–1985)

(tamże)

niedziela, czerwca 07, 2026

6142. Z oazy (CDLIII)

Połowę tej książ­ki połknęłam jeszcze na gigancie. Fusy wrażeń opadały i opadały po­nad tydzień. Nim opadły, przytkały mnie i zatrzymały, a w głowie hulała myśl, że ja tę książkę powinnam przeczytać ponad ćwierć wieku temu. Nie było to możliwe, po­nieważ ta książka ukazała się w oryginale w 2018 roku, a po polsku w 2019.

Czemu nie przeczytałam tej lektury w roku 2019? Dlaczego przeleżała na stosiku czy­tel­niczym całe lata? To trzecia książka, którą przeczytałam ostatnio, porośnięta mchem ze względu na swoją okładkę. Kogo ta grafika ma zachęcić, przyciągnąć? Jaki ma związek z tym, co znajdziemy między okładkami? Pomyślałam, że tylko facet (red­pill­owiec?) mógł coś takiego wymyśleć. Sprawdziłam na stronie tytułowej, bin­go! Na obronę gościa przez myśl mi przeszło, że może facet czerpał inspirację z ory­gi­nal­nej okładki. Niestety nie, a szkoda. Okładki — francuska, hiszpańska, włoska — są przepiękne (umieszczone na samym dole tego wpisu). Nawet niemiecka zaprasza. Polak potrafi, a w zasadzie nie umie ukryć wyssanego z mlekiem matek (do dzie­sią­te­go pokolenia wstecz) stosunku do emancypacji ludzi. Co zrobić…

Kretyńską wypowiedź sprzed lat — gdyby miała mówić o kimś więcej niż o autorce, Dorocie Wellman — pobiła aktoreczka Macha Méril ze słowami: kobiety, które nie rodzą dzieci, są błędem.

Gdy skończyłam czytać tę książkę, z przyjemnością przejrzałam mój osobisty aneks do rozdziału drugiego, dotyczącego bezdzietności z wyboru (niestety przenosinyblo­x-a pozbawiły mnie „fantastycznych” komentarzy, które stanowiłyby do­dat­ko­wą wspaniałą ilustrację in vivo; ogromnie żałuję, że ich nie skopiowałam). Jeśli chodzi o starość, na mój osobisty wkład skła­da się tylko tęskne wyglądanie siwych włosów, które tak bardzo chcę mieć.

To lektura obowiązkowa dla każdej kobiety, która chce iść swoją drogą; dla każdej, która nią już idzie, by miała czarno na białym, że dokonała najwłaściwszego wyboru mając / nie mając dzieci, męża; ciesząc się z każdej zmarszczki lub nie; czekając lub nie na srebrny włos, bo najważniejsze jest, by mieć realny wybór i móc z niego sko­rzy­stać — reszta to rekwizyty i didaskalia.

Paru bosaczków też mogłoby przeczytać tę książkę ze zrozumieniem.

[…]  polowania na czarownice przyczyniły się 
do ukształtowania naszego świata.

🖇

Jak często bywa, wyznaczenie kogoś do roli kozła ofiarnego […]  przychodzi z góry, od klas wykształconych. Narodziny mitu czarownicy zbiegają się nie­mal ściśle z momentem wynalezienia druku, o wiekopomnym również pod tym względem znaczeniu.

🖇

[…]  prowadzenie niezależnego życia, starzenie się, sprawowanie kontroli nad własnym ciałem i własną płciowością pozostają w pewnym zakresie niedostępne kobietom jako coś zakazanego. Skupię się na tych, które są we­dług mnie nowoczesnymi czarownicami, których moc i przenikliwość są dla mnie […]  natchnieniem, […]  które pomagają mi chronić się przed pio­ru­na­mi patriarchatu i lawirować między jego nakazami. […]  nie godzą się one na przymus wyrzeczenia się pełni władzy nad własnymi zdolnościami, rezygnacji ze swej wolności, ze zgłębiania swych pragnień i możliwości, peł­ne­go cieszenia się sobą. Wystawiają się w ten sposób na społeczne sankcje, które zwykle są wyrażane odruchowo lub w postaci po­tę­pia­ją­cych wyroków, każdy z nas bowiem ma w sobie głęboko wpojoną wąs­ką definicję tego, co powinno oznaczać bycie kobietą.

🖇

Zwalczano określone zachowania, określone sposoby życia. Odzie­dzi­czy­li­śmy te utrwalone przez wieki wyobrażenia. A owe negatywne obra­zy nadal wspierają w najlepszym razie cenzurę bądź autocenzurę, wszelkie możliwe narzucane nam ograniczenia; w najgorszym zaś razie wrogość, a nawet przemoc. […]  Jak pisze Françoise d’Eaubonne, „ ludzi współczesnych ukształtowały wydarzenia, o których mogą nie wiedzieć i których pamięć być może całkowicie już zginęła; faktem jednak jest, że byliby inni i myśleliby w odmienny sposób, gdyby do owych wydarzeń nigdy nie doszło”.

🖇

Jesteśmy wnuczkami czarownic, których nie udało się wam spalić” — głosi słynne hasło; we Włoszech z kolei w latach sie­dem­dzie­sią­tych rozbrzmiewało: „Drżyjcie, drżyjcie, czarownice powróciły!” (Trema­te, tremate, le streghe son tornate!). Domagały się one również spra­wie­dli­wo­ści, walcząc ze zbyt lekkim i beztroskim podejściem do całej tej historii.

🖇

Mężczyzn wychowuje się i socjalizuje w świecie, w którym – jak zwykło się powiadać – nie ma „księżniczki z bajki”. Przeciwnie, od samego początku uczy się ich wątpić w miłość, traktować ją jak pułapkę, zagrożenie dla ich niezależności, życie w związku zaś uznawać co najwyżej za zło konieczne. Kobietom z kolei wpaja się skłonność do oczekiwania wielkiej miłości, która zapewni im szczęście, dzięki której zaznają bogactw i przyjemności wza­jem­nej bliskości, która pozwoli im poznać siebie same.

🖇

[…]  jak dowodzi Carolyn Merchant. […]  „Czarownica, symbol siły natury, rozpętywała burze, wywoływała choroby, niszczyła plony, szkodziła płod­no­ści i mordowała dzieci. Kobietę siejącą zamęt, podobnie jak szerzącą cha­os naturę, należało trzymać pod kontrolą”. Spętawszy i udomowiwszy obie te siły, sprowadzono je następnie do funkcji ozdobnika, przemieniono w „za­so­by psychiczne i rekreacyjne, czekające na przemęczonego męża przed­siębiorcę”.

🖇

Niemieckie słowo Hexe („czarownica”), angielskie hag (synonim słowa cro­ne, „starucha”, „wiedźma”) i hedge („żywopłot”, „szpaler”, a w szerszym zna­czeniu „skraj”, „kres”, „granica”) mają wspólny rdzeń. Słowo hag po­cząt­ko­wo nie było pejoratywne i oznaczało „mądrą kobietę siedzącą na żywopłocie — granicy między wsią i dziczą, światem ludzi i światem du­chów”, jak objaśnia Starhawk. Wraz z rozpętaniem polowań na czarownice ta święta mądrość i władza, wcześniej otaczane podziwem i darzone sza­cun­kiem, okazały się czymś niebezpiecznym, a niekiedy wręcz zabójczym.

🖇

Rozczochrane, nieposłuszne czy niezdyscyplinowane włosy siłą rzeczy wskazują na czarownicę.
   — Judika Illes

🖇

[…]  gdy chodzi o przyswojenie sobie czyjejś siły, kontakt z obrazem czy myślą może wystarczyć do wywołania spektakularnych skutków.

🖇

Sztuka, podobnie jak magia, polega na manipulowaniu symbolami, słowami i obrazami w celu wywołania zmiany w świadomości.

🖇 📎

Niezależność, wbrew temu, w co każe się nam dzisiaj wierzyć, szantażując nas „zemstą”, nie oznacza braku więzi, lecz możliwość nawiązywania re­la­cji z poszanowaniem dla naszej nietykalności i wolnej woli, co sprzyja na­sze­mu rozwojowi, zamiast go blokować, i to niezależnie od sposobu życia, samodzielnego bądź w parze, z dziećmi albo bez nich. Czarownica, jak pisze Pam Grossman, „to jedyny kobiecy archetyp obdarzony władzą samą z siebie. Nie pozwala się ona określać nikomu innemu. Żona, sio­stra, matka, dziewica, kurwa — te archetypy są ufundowane na re­la­cjach z innymi. Czarownica z kolei to kobieta, która utrzymuje się o własnych siłach, samodzielnie i bez pomocy innych”.

🖇

Mężczyźni najmniejszy powiew równości odczuwają tak, jak gdyby był niszczycielskim tajfunem — podobnie jak ludność większościowa czuje się zaatakowana i śmiertelnie zagrożona, gdy tylko ofiary jej rasizmu zaczną przejawiać najmniejszą choćby gotowość do stawienia oporu i samo­obro­ny. Prócz odrazy, jaką budzi myśl o wyrzeczeniu się swoich przy­wi­le­jów (przywileju bycia mężczyzną czy białym), reakcja ta zdradza nie­zdol­ność panujących do zrozumienia doświadczenia uciśnionych […].

🖇

[…]  racją bytu mediów jest często ideologia, nie zaś informacja: tendencyjne z założenia materiały przygotowywane nieraz bez najmniejszej dozy krytycyzmu, brak jakichkolwiek skrupułów czy dyscypliny, inte­lek­tu­al­ne lenistwo, pogoń za sensacją, konformizm i oportunizm, funk­cjo­no­wa­nie w obiegu zamkniętym bez jakiegokolwiek kontaktu z rzeczywistością… „Dziennikarstwo poświęcone trendom zyskuje posłuch nie dzięki temu, że opisuje coś, co istnieje, ale dzięki sile powtórzeń” – zauważa [Susan] Faludi. Teza powtarzana w tym czasie do znudzenia i odmieniana przez wszystkie przypadki zawierała się w dwóch kłamstwach: 1) feministki odniosły zwy­cięstwo, udało im się uzyskać równość; 2) odtąd są one nieszczęśliwe i sa­motne.
     Drugie twierdzenie nie ma na celu opisania jakiejś sytuacji, lecz za­stra­sze­nie, sformułowanie pewnej przestrogi: te kobiety, które ośmielą się po­rzu­cić właściwe im miejsce i zechcą żyć na własny rachunek, zamiast po­zo­stać na służbie u swego męża i dzieci, działają na swą zgubę.

🖇

[…]  apostatki małżeństwa zawsze miały krytyczny dystans, a nawet cał­ko­wity brak zaufania do tych ról [dobra żona, stateczna matka]. Są to kobiety twórcze, które dużo czytają i mają bogate życie wewnętrzne: „Istnieją one poza spojrzeniem mężczyzny i poza spojrzeniem innego, gdyż ich samotność wypełniona jest dziełami i osobami, żywymi i zmarłymi, bliskimi i nie­zna­ny­mi, których towarzystwo — obecność bezpośrednia, wyobrażona bądź zapośredniczona poprzez ich dzieła – stanowi fundament dla budowanej przez nie tożsamości”.

🖇

„Słownik definiuje «awanturnika» jako «osobę, którą spotykają przygody, która ceni je bądź ich poszukuje», jednak «awanturnicę» jako «kobietę go­to­wą na wszystko, by zdobyć bogactwo bądź pozycję społeczną»” – pisze Gloria Steinem.

🖇

Instytucja macierzyństwa nie jest tym samym co rodzenie i wy­cho­wa­nie dzieci, tak jak instytucja heteroseksualności to nie to samo co intymność i miłość.
   — Adrienne Rich (1929–2012)

🖇

[…]  znajomość samej siebie nie jestegoizmem”, skupieniem na so­bie, lecz królewską drogą wiodącą ku innym. Wbrew temu, co sta­ra się nam wmawiać natarczywa propaganda, tradycyjnie pojmowana ko­bie­cość nie jest ostatnią deską ratunku: wejście w tę rolę i przyjęcie zwią­za­nych z nią wartości nie tylko nie gwarantuje nam bezpieczeństwa, lecz nas osłabia i zubaża.
     Litość zarezerwowana dla niezamężnych kobiet może równie dobrze skrywać chęć odsunięcia niebezpieczeństwa, którego się w nich upatruje.

🖇

„Precz z małżeństwem, nie z mężczyznami” — jak można było przeczytać w ulotce rozdawanej podczas Kongresu Zjednoczenia Kobiet w Nowym Jorku w roku 1969. […]  tak, kobieta również może, wbrew wszystkiemu i nie zważając na nic, dążyć do spełnienia swego powołania.

🖇

Nie wolno nie doceniać potrzeby przedstawień, jaką żywimy – przed­sta­wień podzielanych przez większość lub też wywodzących się z kontrkultury — które, nawet jeśli nie jesteśmy tego w pełni świadomi, wspierają nas, do­da­ją energii, nadają sens, oddźwięk i głębię naszym życiowym wyborom. Potrzebujemy klisz pod śladami naszego istnienia, by to istnienie ożywiać, podtrzymywać i właściwie oceniać, by wplatać w nie istnienie innych osób i wyrażać w nim ich obecność, ich akceptację.

🖇

Zamiast rozwijać w sobie całą paletę ludzkich przy­mio­tów, zadowalamy się częścią z nich, które zwie się albo ko­bie­cy­mi, albo męskimi, szukając swego dopełnienia w innym, w po­wierz­chow­nych relacjach przeżywanych jak uzależnienie.

🖇

Chłopców zachęca się do tego, by patrzyli na swą przyszłość w sposób moż­li­wie śmiały, jak na przygodę. Podbój świata w pojedynkę stanowi naj­bar­dziej romantyczne przeznaczenie, jakie mogą oni sobie wyobrazić, mając przy tym nadzieję, że nie zrujnuje im tego żadna ko­bie­ta. W przypadku ko­bie­ty jednak perspektywa podążania własną drogą odmalowywana jest ja­ko coś przygnębiającego i żałosnego, póki na obrazku nie pojawi się jakiś ko­leś. Wynalezienie świata poza tymi krępującymi ramami konwencji oka­zu­je się zadaniem niemal niewykonalnym!

🖇

[…]  przekonanie, że kobiety są jednostkami niezależnymi, a nie jedynie dodatkiem, wozem czekającym na zaprzęg, z trudem toruje sobie drogę do świadomości — i to nie tylko wśród kon­ser­wa­tywnych polityków.

🖇

Nawet jeśli nie przysługuje jej w tym prawo wyłączności, niezamężna ko­bie­ta ucieleśnia kobiecą niezależność w jej najbardziej jawnej, oczywistej postaci.

🖇 📎📎

„Bezdzietna kobieta” i „matka” są fałszywymi opozycjami, które służyły instytucji zarówno macierzyństwa, jak i hete­ro­sek­su­al­no­ści. Takie proste kategorie po prostu nie istnieją.
   — Adrienne Rich

🖇

Żal wykorzystuje się jako groźbę, aby zmusić krnąbrne kobiety do ma­cie­rzyń­stwa nawet wówczas, gdy dostęp do aborcji nie jest utrudniony.

🖇

[…]  kobiety nie mogące mieć dzieci, mimo że tego chcą, bez wątpienia wię­cej łączy ze szczęśliwymi matkami niż z kobietami bezdzietnymi z wyboru.

🖇

[…]  rodzicielstwo nie powinno być niczyim obowiązkiem […]  [byśmy dostrzegli] konieczność zastanowienia się nad obowiązkiem ma­cie­rzyń­stwa nakładanym na kobiety. Żal odczuwany przez część z nich wska­zu­je na to, że istnieją drogi, które społeczeństwo przed nimi zamknęło, z gó­ry zacierając alternatywne szlaki, do których należy rezygnacja z ma­cie­rzyń­stwa. Gdyby otworzyć je na nowo, świat najpewniej wcale by się nie za­wa­lił. A być może uniknęlibyśmy w ten sposób wielu tragedii, bez­sen­sow­ne­go bólu i cierpienia, zmarnowanych życiowych szans. Dostrzeglibyśmy wtedy, jak wiele jeszcze nieoczekiwanych odsłon szczęścia czeka nas tuż za rogiem.

🖇

Niech społeczeństwo zacznie doceniać wolność kobiet
do tego, by były, kim być chcą […].

🖇

[…]  wobec kobiet bezdzietnych z wyboru zawsze formułuje się tę samą groźbę: „Pewnego pięknego dnia jeszcze pożałujesz!”. To wyraz na­der osobliwego rozumowania. Czy można zmusić się do zrobienia czegoś, na co nie ma się najmniejszej ochoty, tylko po to, by zapobiec hipo­te­tycz­ne­mu żalowi rzutowanemu w daleką przyszłość? Argument ten wtłacza na po­wrót osoby, których dotyczy, w tę samą logikę, której wiele z nich stara się uniknąć, logikę przezorności i zapobiegliwości, do której zmusza obec­ność dziecka i która może pochłonąć teraźniejszość w nadziei na za­pew­nie­nie sobie lepszej przyszłości […].

🖇

Kobiety tworzące coś innego niż dzieci przez wielu ludzi
uważane są za istoty niebezpieczne.

   — Pam Grossman

🖇

Znudził mnie już ten temat! Proszę mi wybaczyć, staram się być grzeczna, ale to jest naprawdę denerwujące! Czy podobne pytania stawia się bez­żen­nym pisarzom, którzy również nie mają dzieci?
   — Rebecca Solnit

🖇

[K]obiety, które nie rodzą dzieci, są błędem.

🖇

Nie miałam uczucia, że wyrzekam się macierzyństwa, po prostu nie było moim przeznaczeniem. Pozostając bezdzietną, spełniałam moją naturalną kondycję.
   — Simone de Beauvoir

🖇

W tej różnorodności możliwych ról tkwi ogromne,
acz niedoceniane bogactwo.

🖇

Te, które urodziły się po to, by zostać matkami, te, które urodziły się, by być ciociami, i te, którym w żadnym razie nie powinno się pozwalać zbliżać do dzieci na mniej niż trzy metry. I nader ważne jest, by wiedzieć, do której z tych kategorii się należy, gdyż błędy popełniane w tej dziedzinie rodzą me­lan­cholię i tragedię.
   — Elizabeth Gilbert

🖇

Mężczyzna, który nie zostaje ojcem, uchyla się od pełnienia pewnej funkcji społecznej, podczas gdy kobieta zmuszona jest odgrywać w ramach ma­cie­rzyń­stwa spełnienie swej głębokiej tożsamości. Na gruncie logiki, gdyby pragnienie posiadania dziecka było naturalne, u tych kobiet, które go nie doświadczają, powinno się wykryć pewną anomalię biologiczną.

🖇

Nie sposób przewidzieć, na którym polu zatrzyma się to wielkie koło ruletki uczuć. „Ktoś może chcieć zostać rodzicem, a ktoś inny może tego nie chcieć dokładnie z tych samych powodów: pragnienia odgrywania jakiejś roli, wy­wie­rania na coś wpływu, odnalezienia własnej tożsamości, zbudowania z kimś bliskiej więzi, pogoni za przyjemnością czy nieśmiertelnością” — za­uważa Laurie Lisle.

🖇

Co więcej, jako że budowa ich ciała daje kobietom możliwość noszenia cią­ży, Natura pragnie również, by to one, nie kto inny, zmieniały dziecku pie­lu­chy po urodzeniu, chodziły z nim na wizytę do pediatry, a skoro już przy tym jesteśmy, by to one, nie kto inny, myły podłogę w kuchni, zaj­mo­wały się praniem i pamiętały o kupieniu papieru toaletowego przez następne dwadzieścia pięć lat. To się nazywainstynkt macierzyński”.

🖇

W postępowych środowiskach nikt już nie ośmieliłby się tłumaczyć gejom czy lesbijkom, że ich praktyki seksualne są problematyczne, że pragną nie­wła­ściwych osób, a ich narządy płciowe nie zostały stworzone po to, by tak ich używać: „Przepraszam bardzo, ale instrukcja obsługi mówi co in­ne­go, w zgodzie z naturą należy…”. Tymczasem gdy chodzi o kobiety i noworodki, wszystkim radośnie puszczają hamulce. Stajemy wówczas oko w oko wy­łącz­nie z entuzjastycznymi orędownikami najwęziej rozumianego bio­lo­gicz­ne­go determinizmu.

🖇

[…]  każde ludzkie istnienie zbija nieskończoną liczbę kręgli i pozostawia po sobie głębokie piętno, które nie zawsze łatwo opisać.

🖇

Liczba dzieci maltretowanych, bitych albo gwałconych zmusza również do zadania sobie pytania, czy naprawdę wszyscy, którzy je mają, tak bardzo je kochają. Poza tym wolno przecież nie szukać towarzystwa dzieci, a nawet szczerze ich nie cierpieć, choćby przyszło w ten sposób bezlitośnie pozbawić otoczenie złudzeń, niszcząc wizerunek delikatności i poświęcenia, jaki wiąże ono z Kobietą.

🖇

Powstrzymanie się od rodzenia dzieci może być sposobem na to, by po­cią­gnąć spo­łe­czeń­stwo do odpowiedzialności za jego niedomogi i porażki, by odmówić mu odpuszczenia win, by zadekretować, że nie będzie po­ro­zu­mie­nia, co bez wątpienia tłumaczy niesmak, jaki budzi ono u innych. Jednak owoniestanowi odwrotność pewnegotak”: wypływa z prze­ko­na­nia, że ludzki los mógłby być znacznie lepszy, wynika z buntu prze­ciw temu, co robimy z życiem i ze światem.

🖇

Niektóre z kobiet jednak, niezależnie od relacji z mężczyznami, a także od tego, czy czują jakieś powołanie czy też nie, znajdują inny sposób na to, by uniknąć wtłoczenia w rolę oddanej służącej: nie chcą mieć dzieci; pragną zrodzić samą siebie, zamiast przekazywać życie, wynaleźć kobiecą toż­sa­mość, która świetnie obywałaby się bez macierzyństwa.

🖇 📎📎📎

Ujmując najogólniej, największą wadą kobiet w sile wieku jest ich do­świad­cze­nie. […]  siwiejące włosy akceptuje się u mężczyzn, źle zaś widziane są one u kobiet: doświadczenie bowiem, na jakie wskazują, u pierw­szych trak­tu­je się jako coś kuszącego i dodającego im pewności siebie, u drugich zaś — jako zagrożenie.

🖇

Piosenkarka Patti Smith, ze swymi siwymi, nieposkromionymi włosami, rzucającymi się w oczy zarówno z powodu ich koloru, jak i swobody, z ja­ką je nosi, uprawia swą sztukę, nie dbając w najmniejszym stopniu o oznaki urody, uległości i delikatności, jakich oczekuje się od kobiet, i ma w sobie wszystko z nowoczesnej czarownicy.

🖇

Mężczyźni wcale nie starzeją się lepiej od kobiet,
tyle że oni mają prawo się starzeć.

🖇

Polowania na czarownice wymierzone były zwłaszcza w kobiety starsze dlatego właśnie, że wykazywały się one pewnością siebie, która dla męż­czyzn była nie do zniesienia. Ośmielały się bowiem odpowiadać swoim są­sia­dom, księżom i pasterzom, a nawet sę­dziom i katom.

🖇

A starzenie się to coś cudownego, oznacza bowiem, że ma­my moż­li­wość, każdego dnia, żyć pełnią życia i za­zna­wać szczęścia […].

🖇

Nabywa doświadczenia, nawet jeśli nie pewności siebie. Próg tolerancji dla tego typu zmian jest jednak bardzo niski: pewna siebie kobieta, mająca własne zdanie, wła­sne pragnienia i wiedząca, czego nie chce, nader szybko zaczyna uchodzić za jędzę […].

🖇

Sophie Fontanel formułuje następującą filozoficzną tezę: „Kobiety nie są skazane na to, by pozostawały takie, jakie były w młodości. Mają prawo wzbogacić się o inne aspekty, przybrać inną postać piękna”. (Dopowiada: „Nie twierdzę, że to jakiś obowiązek, każda z nich może robić to, co jej się żywnie podoba”. […]  Bycie kobietą nigdy nie jest proste, a każda z nas do­ko­nu­je własnych osądów – które mogą się zmienić, ewoluując w tym czy w innym kierunku — tak jak potrafi i jak sobie tego życzy).

🖇

Wszystkie niepokorne kobiety uchodzą za brzydkie” — odkrywa David Le Breton. Amerykańska filozofka Mary Daly zauważa zaś, że „pięk­no twór­czych i silnych kobiet” jest „«brzydkie» wedle mizoginicznych kry­te­riów piękna”. Nabieranie wieku oznacza utratę płodności, mocy uwodzenia — przynajmniej wedle panujących kryteriów — i przydatności kobiety w cha­rak­te­rze osoby świadczącej usługi na rzecz męża i dzieci: oznacza by­cie oso­bą niepodległą, nawet wbrew sobie. Budzi to lęk, jakim zawsze na­pa­wa po­stać kobiety, która „istnieje już nie tylko po to, by powoływać do życia inne istoty i się o nie troszczyć, lecz również po to, by sama się two­rzyć i trosz­czyć się o siebie” — jak pisze Cynthia Rich. Starze­ją­ce się kobiece ciało „przy­pomina o tym, że kobiety są sobą nie tylko dla innych”.

🖇

Nawet jeśli społeczeństwo stara się ją stłumić, zyskujemy moc, która niekiedy pozwala nam dokonać transformacji trudnych życiowych doświadczeń.

🖇

Dyskredytowanie kobiecego doświadczenia wyrządza kobietom ogromne krzywdy i boleśnie je okalecza. Zmuszanie ich do tego, by zmieniały się w jak najmniejszym stopniu, cenzurowanie oznak ich rozwoju oznacza za­my­ka­nie ich w klatce logiki odbierającej im jakąkolwiek moc. Wystar­czy­ła­by chwila za­sta­no­wienia, by zrozumieć, jakim szaleństwem jest idealizacja wpisana w kult piękna.

🖇

Niezależnie od tego, że mężczyźni mają się za „wcieloną duchowość”, są oni równie „bliscy materii” jak kobiety, a proces rozkładu ich ciał nie jest ani wol­niej­szy, ani mniej widoczny. Tym, co ich różni, jest jedynie władza po­zwa­lająca im na to, by takie szczegóły nie miały znaczenia. W sferze pry­wat­nej, na ulicy, w miejscu pracy, w parlamencie mogą oni obwieszczać kobietom przyjemność lub nieprzyjemność, jaką sprawia im widok ich ciała czy stroju, zarzucać im nadwagę bądź wiek, będąc pewni, że ich własne ciało czy ubiór, ich własna waga lub wiek nigdy nie staną się tematem dyskusji.

🖇 📎📎📎📎

To czarownicom udało się dojść do głębszego zrozumienia funk­cjo­no­wania kości i mięśni, roślin i substancji leczniczych, już wte­dy, gdy medycy w swych diagnozach uciekali się do pomocy astrologii”. Jak więc widać, odwaga, przenikliwość, niepoddawanie się losowi, a także wal­ka z utrwa­lo­ny­mi przesądami niekoniecznie były po stronie tych, po któ­rych byśmy się tego spodziewali. „Dysponujemy masą dowodów na to, że te rzekome «czarownice» należały do osób najgłębiej w owej dobie zwią­za­nych z nauką” — pisała Matilda Joslyn Gage w roku 1893. Koja­rze­nie ich z Szatanem oznaczało, że wychodziły poza dozwoloną im działalność, wkra­cza­jąc na teren zarezerwowany dla mężczyzn. „Uśmiercanie za po­mo­cą tor­tur było metodą, jaką Kościół katolicki wykorzystywał do walki z ko­bie­cym intelektem, bo wiedzę, którą dysponowały, uznawano za coś wysoce szko­dliwego”.

🖇

Analiza Matildy Joslyn Gage (z roku 1893, przypomnijmy) bez wątpienia wydaje się o wiele bardziej przekonująca: „W tym okresie umysł ludzki po­py­cha­ny był w jednym tylko kierunku. Nauczanie Kościoła, wedle któ­re­go dla własnego zbawienia trzeba zdradzać przyjaciół, zrodziło w końcu skraj­ny egoizm. Resztkę ludzkich uczuć utracono, gdy każdy podejmował wy­si­łek, by zapewnić sobie bezpieczeństwo kosztem pozostałych, nawet naj­bliż­szych, z którymi łączyły ich więzy krwi czy miłości. Zewsząd wyrugowano miłosierdzie, czułość i współczucie.

🖇

Powód rzeczywistej trwałości symboli religijnych tkwi w lęku naszych umy­słów przed próżnią. Systemów symbolicznych nie sposób ot tak od­rzu­cić; trzeba je czymś zastąpić.
   — Carol P. Christ

🖇

Kult ten [racjonalności] determinuje zarazem nasze podejście do świata, zasady organizowania wiedzy na jego temat, a także sposób, w jaki nań wpływamy i jak go zmieniamy. Prowadzi on do ujmowania świata w po­sta­ci zbioru odrębnych od siebie elementów, bezwładnych i pozbawionych jakiejkolwiek tajemnicy, postrzeganych wyłącznie pod kątem ich natych­mia­sto­wej użyteczności; zbioru elementów, które można poznać w sposób obiektywny i które trzeba uporządkować, by wprząc je w służbę produkcji i postępu. Pozostaje on pod jarzmem nauki traktowanej jako metoda pod­bo­ju świata, wizji przejętej w spadku po XIX wieku, choć od tamtej pory fizyka kwantowa zmąciła już ten optymizm, by nie powiedzieć, że ośmieszyła tę arogancję. Mówi nam ona raczej o świecie, w którym każda objaśniona tajemnica odsłania kolejne, w którym, wedle wszelkiego prawdopodobieństwa, będzie się tak dziać bez końca. W świecie tym przed­mio­ty nie są od siebie oddzielone, lecz się przenikają, i mamy do czynienia raczej z przepływami energii i procesami niż z obiektami o nie­zmien­nej tożsamości; obecność obserwatora wpływa na przebieg do­świad­cze­nia, nic nie trzyma się ustalonych reguł, za to panują nieregularność, nieprzewidywalność, niewytłumaczalne „przeskoki”. […]  współczesna fizyka potwierdza jedynie intuicję czarownic. Fizyk Bernard d’Espagnat uważał, że zważywszy na niemożność zdobycia wiedzy osta­tecz­nej, ze względu na opór stawiany przez materię i świat nie byłoby ab­sur­dem odwołanie się do sztuki, która może dostarczyć nam ulotnych ujęć czegoś, co zawsze będzie się wymykać naszemu rozumieniu […].

🖇

Obarcza się nas winą i zmusza do posłuszeństwa i rezygnacji. Czy można nas obciążać odpowiedzialnością za społeczeństwo, w którym przyszliśmy na świat, a w którym nasz margines swobodnego działania jest w sposób nieunikniony ograniczany?

🖇

Sporo czasu zajęło mi zrozumienie tego, że inteligencja nie jest cechą bez­względ­ną, ale że może się diametralnie wręcz zmieniać w zależności od kontekstu, w jakim się znajdujemy, i od osób, z którymi się stykamy. Oko­licz­no­ści oraz rozmówcy są w stanie odsłonić i wydobyć całkiem różne aspekty nas samych, pobudzić albo stłumić nasz intelektualny potencjał. Społeczeństwo bowiem wyznacza kobietom i mężczyznom zgoła różne i odmiennie wartościowane obszary kompetencji i umiejętności, przez co właśnie kobiety częściej są w sytuacji, w której okazują się idiotkami.

🖇

Oczywiście, emocje mogą nas również oślepiać, czynić podatnymi na manipulacje. Nie uchronimy się jednak przed takim ryzykiem, udając, że potrafimy przejść nad nimi do porządku, bo tak czy owak zawsze w nas tkwią.

🖇

Filozof Michel Hulin przypomina z kolei, że dążenie do czystej racjo­nal­no­ści, wyzbytej wszelkich emocji, jest iluzoryczne. U źródeł każdej dyscypliny umysłowej — twierdzi — choćby najbardziej sformalizowanej i naj­ściś­lej­szej, leży pewna afektywna preferencja: chociażby taka, która sprawia, że wolimy „porządek od chaosu, klarowność od mglistości, zupełność od nie­peł­ności, spójność od wewnętrznej sprzeczności”. […]  Kończy zaś: „Gmach naszych teoretycznych konstrukcji we wszystkich dziedzinach wiedzy wzno­si się na ruchomych piaskach preferencji emocjonalnych”.

Mona Chollet, Czarownice. Niezwyciężona siła kobiet,
przeł. Sławomir Królak, Wydawnictwo Karakter, Kraków 2019.

Bo trze­ba odwagi, by nie tylko zakwestionować los, na który jest się skazaną, lecz również cały globalny ład, w który się on wpisuje. […]  Zawsze przecież chodzi o to, by nakłonić innych, żeby cię w końcu wysłuchali, żeby uwzględnili twój punkt widzenia, by odsłonić kulisy i wy­sta­wić je na widok publiczny.

🖇

Niekiedy samo życie zadaje kłam wszelkim przesądom.

🖇

Bycie czarownicą to obalanie panujących praw […]. – To wynajdowanie innego prawa.

🖇

Jeśli jesteś kobietą i jeśli odważysz się wejrzeć w samą siebie, przekonasz się, że już jesteś czarownicą.
   — Manifest WITCH, Nowy Jork 1968

🖇

Czarownica zjawia się o zmierzchu, gdy wszystko wy­daje się już stracone. To ona jednak odnajduje zasoby nadziei na dnie rozpaczy.

(tamże)