piątek, maja 22, 2026

6122. Z oazy (CDLI)

Liczby. To czterysta pięćdziesiąta pierwsza książka przeczytana przeze mnie podczas tej wojny. Gdy przy każdej kolejnej zwiększam o jeden liczbę w tytule wpisu, nie­zmien­nie czuję się zakłopotana… Tam giną ludzie, zwierzęta, a ja mam przywilej czy­tania setek książek w ciszy i spokoju. Niby jak można było na to zasłużyć. Można było?

Policzyłam. To trzecia książka Autora, którą czytam podczas tej wojny (tylko jedna z nich musiała czekać na lepszy czas). Czekałam na tę książkę od dwóch miesięcy. Półtora tygodnia temu ją kupiłam i zaczęłam odliczać dni do dnia premiery. W tę środę rzuciłam wszystko, co czytałam, i już przed śniadaniem miałam ibuka na czyt­niku. W czwartek rano skończyłam ostatnie czterdzieści stron. Ta książka zde­cy­do­wa­nie należy do moich książek 2026 roku.

Tochman to nie reporter i pisarz. Tochman do literacka marka.

Każda osoba, każde zwierzę w tej książce robi wielką różnicę światu, choć świat nie­specjalnie jest tego świadom. Mam nadzieję, że każda łza, która popłynie podczas czytania tej książki też zrobi różnicę, która pozwoli nam robić razem dobre rzeczy.

[…]  po raz pierwszy, mam poczucie, że książka, w której po­sta­wi­łem ostatnią kropkę, wcale się nie kończy. Wojna w Ukrainie trwa codziennie, więc i ta opowieść dalej codziennie się toczy.

Nie zamierzałem pisać książki o tej wojnie. Uważałem i nadal uwa­żam, że Ukraina ma znakomite pisarki i wspaniałych pisarzy.

Sądziłem więc, że moje pisanie, autora z zewnątrz, nie będzie po­trzeb­ne. A może wykręcałem się od tej pracy, bo nie chciałem już więcej opowiadać o zabijaniu?

I zastanawiałem się, czy jako reporter mam prawo, skoro ludzie powierzają mi swoje wojenne historie, zatrzymać je tylko dla sie­bie. Czy pisząc o dzisiejszym świecie, można nie pisać o za­bi­ja­niu, skoro ono wciąż się dzieje i dzieje? Czy mogę o zabijaniu milczeć?

Wydawnictwo Czowen publikuje tę książkę, oczywiście w prze­kła­dzie Andrija Bondara, równocześnie z wydaniem polskim.

Martwię się o wszystkich, o których tutaj opowiedziałem. Myślę o nich z wdzięcznością i podziwem. Codziennie, kiedy się budzę, sprawdzam, czy nic złego się u nich nie stało. Myślę o wszystkich, którzy są po tamtej stronie granicy. Kilkakrotnie w ciągu dnia sły­szę w telefonicznej aplikacji, gdzie w Ukrainie wyją sy­re­ny, i pa­trzę, co tym razem leci po niebie. Codziennie o dziewiątej rano aplikacja na chwi­lę mnie zatrzymuje, bym z całą Ukrainą pomyślał o zabitych. Ukrainkom i Ukraińcom życzę sprawie­dli­we­go pokoju. Także spokojnych snów bez trwogi o tych, których najbardziej kochacie. Życzę Wam sprawnych, rzetelnych try­bu­na­łów, które sprawiedliwie osądzą wszystkich winnych. Oby zwy­cię­stwo przyszło jak najszybciej.

Uznałem jednak, że potrzebuję tej książki teraz, by nadal, z pomocą wrażliwych i hojnych ludzi, wspierać ocalanie psich i kocich ofiar wojny. Niech ta opowieść będzie podziękowaniem dla wszystkich, którzy już do nas dołączyli. I niech będzie zachętą dla tych, którzy zrobią to w przyszłości. Każde wsparcie jest wielkie i dra­ma­tycz­nie potrzebne. Wszystkie aktualne szczegóły można znaleźć na moich socialach. Razem robimy piękne rzeczy. Zapraszam.

🖇 🖇

No jak! Nikt tu w wojnę nie wierzył.

🖇

Nie zrobiła [Ołeksandra Wiktoriwna Mezinowa] zapasów, no nie zrobiła, na myśl jej nie przyszło, że wojna wybuchnie. W telewizji ją zapowiadali, że za­raz, ale ludzie, przynajmniej w tej sprawie, telewizji nie wierzyli. Jechała na zakupy. Już do niej dotarło, że być może ostatnie w wolnej Ukrainie. Bo nad ranem, gdzieś od Czarnobyla, usłyszeli łomot artylerii. Jeszcze nie wie­dzie­li, że to artyleria, ale teraz już wiedzą. Potrafią rozróżniać, czym ruscy zabijają ludzi.

🖇

Kacapy, ruscy, moskale, orki, raszyści, wańki, waciaki, łapcie, bagna, świ­nio­psy, zombi, robaki, sepsa, ruśnia jebana – ten słownik wyrazów bli­sko­znacz­nych z każdym dniem wojny będzie coraz bogatszy.

🖇

Szedł [Andrij Zacharczenko] prosto do klatki Małysza. To wielki owczarek kaukaski po złych doświadczeniach z ludźmi. I po udarze, którego dostał w czasie zabiegu kastracji. Kiepsko z nim było, ale dzięki wysiłkom Andrija zaczął znowu chodzić. Po klatce, bo nikt go nie wyprowadzał na spacer. Poza Andrijem, który starał się tu wpadać tak często, jak mógł. […]  Psy są mądre, mówi, potrzebują rozmowy z człowiekiem. A nie odsiadki w po­je­dyn­czych celach. Schronisko to dla psa więzienie, przekleństwo. Małysz pierwszy w tym schronisku zginie, pomyślał, kiedy od kolegi dostał wia­do­mość o woj­nie. Wszedł do klatki, zapiął Małysza na smycz, za­pro­wa­dził do samochodu. Stary maleńki Daewoo Matiz pomieścił kaukaza. Ruszyli do domu.

🖇

Każde życie ma znaczenie.

🖇

Kacapy! Wiktoriwno! Kacapy są u nas!
     Kiedy obcy ludzie wchodzą do schroniska, psy podnoszą alarm od razu. Najpierw te, które mieszkają w klatkach, nazywanych tutaj wolierami, naj­bli­żej bramy. Po dziesięciu sekundach jazgoczą już wszystkie. […]  Żaden pies nie zaszczekał, kiedy ruscy podjechali z impetem.

🖇

[Ołeksandra Wiktoriwna Mezinowa] A godność i sumienie to nie są puste słowa. Mamy dwie ewentualności: albo nas zabiją, albo nas nie zabiją.
     Idziemy!

🖇

[Łarysa Mykołajiwna] Ci nasi Rosjanie tacy źli nie byli. Zdarzało się, że któ­ryś przyniósł kurę dla psów. Widać i wśród kacapów bywają ludzie, którzy kochają zwierzęta. Pies węch ma dobry, jedną kurę w kilkuset litrach rosołu poczuje. I ze smakiem doceni. I warzywa w zupie pływały, pszenica. Ale trze­ba to uczciwie powiedzieć – nasze zwierzęta wychudły. Co zjadły, to z nich zaraz wyszło. Oj, schudły biedactwa. A wracając do ruskich, no nie by­li źli, no tak, ustawili nas w szeregu, strzelali nam po butach, to znaczy po naszych telefonach, ale to nic. Tylko bliżej wieczora strach było iść przez blockpost, bo już narąbani ledwo stali, ale to nic. Nie zabijali, trzeba to do­ce­nić, nie gwałcili.

🖇

Obie [Łarysa i  Wiktoriwna] wstawały przed świtem. Zero wody, ogrze­wa­nia, prądu. Pierwsze spojrzenie nie na zegarek, ale na termometr. Bały się mrozu. Niedożywione psy mrozu nie przeżyją. One? Jadły cokolwiek. Po jabłku i kiedy słońce wstawało, ruszały w stronę schroniska. Piechotą, a jak? Każdą kroplę paliwa przeliczały na psie i kocie życie.

🖇

Na blockpostach nieopodal Syriusza Wiktoriwna głosiła wykłady. Tym ruskim, których już dobrze znała. Nazywała je wychowaniem politycznym: Krym nie jest i nie będzie rosyjski. Ani nasza Fedoriwka. Z czego przy­szli­ście nas wyzwolić? Jestem u siebie, a wy każecie mi codziennie po­ka­zy­wać kieszenie? Wmówili wam, że nasze dziewczyny będą was witać kwia­ta­mi? Że będą się wam rzucały na szyję? A za co one miałyby wam dziękować? Że ich łaskawie nie rozstrzelacie, jak będą posłuszne?
     Takie pytania zadaje się tylko prosto w oczy. Łarysa Mykołajiwna aż się łapała za głowę, kiedy po powrocie z polowania Wiktoriwna ze śmiechem opowiadała o swoich wykładach. Ty się śmiejesz? Ty się prosisz o śmierć! […]  Pytała jednego z drugim, jak mają na imię. Misza? Ładnie. A powiedz mi, Misza, czy ty masz jakieś zwierzątko? Pieska? A jak ma piesek na imię? A z kim go zostawiłeś? Z mamą? Tęsknisz, Misza, za mamą? Mama na pew­no się o ciebie martwi. Mama na pewno dobrze się opiekuje two­im pie­skiem. Misza, piesek na pewno ma co jeść i śpi na kanapie. A ja mam tu ponad trzy tysiące piesków, chorych, potrąconych przez wasze samochody, ogłuszonych przez wasze czołgi. Prawda, że biedactwa? A teraz przez to wszystko jeszcze są głodne, kura by się nam jakaś dla nich przydała.
     Tylko z wagnerowcami nie było żadnej rozmowy. I oni się tu kręcili. Bez emocji, na prochach, odcięci. Patrzyli przez człowieka na wskroś, jakby człowiek był z pleksi.

🖇

Nyctalus noctula — borowiec wielki.
     Pipistrellus kuhlii — karlik średni.
     Eptesicus serotinus — mroczek późny.
     Vespertilio murinus — mroczak posrebrzany.
     Te cztery mieszkają w mieście. Ale większość z dwudziestu ośmiu ga­tun­ków żyjących w Ukrainie unika miasta. Nasze domy to jaskinie. Także na­sze bloki. Uchylone okna to szczeliny w skale. Zapraszają do środka. Lu­dzie tak je zostawili, kiedy uciekali przed wojną. Myśleli: zaraz wrócimy, niech się wietrzy. Albo: niech zostaną otwarte, bo kiedy coś huknie niedaleko, po­dmuch nie wywali szyb. Inni na odwrót: wszystko szczelnie pozamykali. Potem coś niedaleko wybuchło i szyby wyleciały. Często niecałe. Powstały tysiące nowych szczelin. Nietoperz taką nieszczelność z łatwością namierza, wlatuje do mieszkania, by nigdy go nie opuścić. Bo z wewnątrz szczelina dla nietoperza nie jest już oczywista. Uwięziony nie potrafi wylecieć przez okno, by żyć dalej. Próbuje, łamie skrzydła. Próbuje się wdrapać po ramie okna, ale to gładki, śliski plastik. Zaczyna wołać. Nie ostrzega tym in­nych nie­to­pe­rzy. On chce pomocy. Solidarne, wrażliwe i empatyczne, za­miast uciekać, zlatują się do środka. Wpadają w pułapkę. Setki, tysiące nawet. […] 
     Choć nikt do nietoperzy nie strzela, są ofiarami wojny. A jeszcze trzeba dodać, że nie wiemy, przynajmniej na razie, jak na nietoperze wpływają metale ciężkie. Gleba jest skażona przez wojnę. Rośliny są pokarmem owa­dów. Owady piją skażoną wodę. Są pokarmem nie­to­pe­rzy. Na nietoperze polują sowy. I tak dalej.

🖇

I tam po latach rano zadzwonił telefon, przyjaciółka, uciekajcie, bo wojna. Jaka wojna? Przecież trzy dni temu piliśmy kawę i ustaliliśmy, że żadnej wojny nie będzie. Wyszłam przed drzwi, usłyszałam wybuchy.

🖇

[…]  bezdomne psy. Po ukraińsku: bezprzytulne.

🖇

Wojna? Nikt nie wierzył, że idzie. Ale każdy wiedział, że jeśli przyjdzie, to tędy. To droga z granicy na Kijów.

🖇

Z ludźmi niewiele chcę mieć dziś wspólnego, mówi dawna wolontariuszka Iryna Isajewa, ludzie nie są zwierząt warci. Dla zwierząt i ludzi powinny być osobne planety. […]  Ludzie myślą, że my jesteśmy wrażliwi, więc słabi. Nieprawda. Miłość do zwierząt daje nam siłę.

🖇

Od wielu lat mówiło się o wojnie. Nikt nie brał wojny na serio. Teraz już wiem, że powinnam była liczyć tylko na siebie.

🖇

Na pytanie, dlaczego z narażeniem życia ratują zwierzęta, Ihor odpowiada bez namysłu: bo rodzą się, by być przyjaciółmi człowieka. Z czło­wie­kiem tworzą więzi. Za człowiekiem tęsknią. Gdy są w potrzebie, człowiek musi im pomóc. Człowiek popełnia błąd, kiedy porzuca przyjaciela. Czło­wiek ma wyrzuty sumienia albo ich nie ma. Ratujemy ludzkie sumienia. Systemowo ratujemy człowieczeństwo.

🖇

[ARK, Animal Rescue Kharkiv]
     Bilans pierwszego roku wojny (2022): 6993 ocalone zwierzęta.
     Bilans drugiego roku wojny (2023): 6165.
     Bilans trzeciego roku wojny (2024): 8364.
     Bilans czwartego roku wojny (2025): 6279.

🖇

Pędzimy i rozmawiamy o dronach. Na początku dużej wojny służyły tylko do lotów zwiadowczych. Później podczepiano im małe ładunki wybuchowe. Małe, ale wystarczające, by uszkodzić dom, zniszczyć samochód i zabić lu­dzi. Kamikadze z krótkim zasięgiem: gdzieś, tuż za linią zero, siedzi ope­ra­tor. Wypatruje celu jak snajper. I uderza. Są też kamikadze z długim za­się­giem: ślepe ptaszysko zaprogramowane na cel. Takie potrafią uderzyć da­le­ko, w Kijów, w Odessę i Lwów. Do dronów kierowanych falą radiową do­łą­czy­ły potem drony na kabelku. Jak latawce. Drut cienki jak żyłka — świa­tło­wód — podczas lotu rozwija się ze szpulki. Najpierw miał dwa ki­lo­metry, teraz już kilkadziesiąt. I takim dronem kieruje operator. Dostrzega cel i za­bija.

🖇

Parkujemy zawsze pod drzewami, jeśli jakieś drzewa są. Samochód opu­szcza­my zawsze natychmiast. Następne psy, następne koty. Wszystkie dzi­siaj posłuszne, gotowe do drogi. Wszystkie chcą być ocalone. Każdy zostaje sfotografowany, opisany. Znowu dron albo z tych nerwów tylko nam się wydaje, że znowu coś bzyczy. Kucamy pod drzewem. Zabzyczał, odleciał.

🖇

Kurwa! Potrzebujemy chirurga, bo ten pies zaraz umrze! Lala [Tarapakina] przeklina. Lala wymaga. Lala krzyczy. Zadajemy Lali pytania, ale często nie możemy ich skończyć. Bo Lala z góry wie, czego chcemy się od niej do­wie­dzieć. Odpowiada na pytania, które wcale nie padły. Bywa tak na­krę­co­na, że czasem trudno się z nią porozumieć. Może to i dobrze. Mania, wobec wojennej depresji, wydaje się zbawieniem.
     Ewakuujemy!

🖇

Co z kotami? Zostawią. To nie jest rozwiązanie, tłumaczyliśmy, weźmiemy je do Charkowa. Chcecie się po nie zgłosić, kiedy dojedziecie na nowe miej­sce? Czy mamy dla nich poszukać innej rodziny? I po co płakać? Wszyst­ko będzie dobrze, tylko nie trzeba zwlekać z wyjazdem.

🖇

Psi jazgot, gdyby trwał chwilę dłużej, obudziłby niejednego trupa. I psiego, i ludzkiego. A podejrzewamy, że za niejednymi drzwiami wiecznie od­po­czy­wa­ją tu ludzie, pewnie ci najstarsi, owdowiali, bez rodzin. Albo z rodzinami, które o nich zapomniały. Sieroty w podeszłym wieku. Nie mia­ły gdzie je­chać albo jak jechać. Nikt na tych ludzi nigdzie nie czekał.

🖇

Kupiańsk dbał o niczyje psy. Nie było ich wiele. Program Wiktorii [Kru­czy­ny] działał. Niektóre nocowały w przedsionku supermarketu, inne miały ciepłe budy na bazarze, jeszcze innym pozwalano mieszkać na klatkach schodowych. Tam, gdzie nie było psów, były koty. Aż przyszedł luty 2022 roku. Okupacja. Ludzie uciekali z miasta, ich psy z kocyków, foteli i kanap trafiły na ulice. Jeśli miały szczęście, bo były i takie, które pozostały w zamk­nię­tych mieszkaniach. Marły z głodu. I ze strachu, bo za oknem dudniło jeszcze mocniej niż dzisiaj.
     Byli i tacy, którzy zabierali swoje zwierzęta w drogę. Byli, oczywiście.

🖇

Zdarzały się i koty. Rosyjscy żołnierze pomagali je łapać. Nie wszyscy byli źli. Bywali i tacy, którzy na blockpostach dokarmiali zwierzęta. Nasze psy chodziły za nimi, mówi Wiktoria, ruscy zawsze z automatami i z psami. Tak jak teraz nasi, zawsze z psami. Pies lgnie do człowieka, tak jak my lgniemy do Ukrainy.
     Nasi przegonili stąd ruskich we wrześniu.

🖇

Wojna — dla wielu psów ratunek z niewoli. Z przemocy. Z zaniedbania. Z choroby, której dzięki szczepieniom można by uniknąć. Blizny od od­łam­ków, mówią wojenni ratownicy zwierząt, nie zostawiają w psiej psy­chi­ce śladów tak wielkich jak bicie i głód na łańcuchu. Ale to zdrada zostawia najgłębszą ranę. Do końca. Opuszczasz psa na wojnie – każesz mu patrzeć śmierci w oczy. Pies jej spojrzenia nie zapomni.

🖇

W Poratunku wpadli na pomysł, by w podziemnej leczni­cy po­sta­wić drzew­ko życia, opowiada Rusłan Horbal, pierwszy ratownik ARK. Sztuczne drzewko, ale jakie żywe! Wieszają na nim wycinanki: jedno ura­to­wa­ne psie życie – jeden pies wycięty z papieru. Jedno kocie — jeden kształt kota. Są ptaki i jeże. Sto zwierząt, tysiąc, dwa tysiące, cztery i tak dalej. Drzewo przypomina, mówi Rusłan, jak wiele stworzeń udało się nam ocalić. Drzewo memento. Bo pokazuje i to, że nie możemy przestać tam jeździć. Do strefy śmierci.
     Każde życie jest ważne — to filozofia Poratunku. Psy i koty czują strach, ból, tęsknotę i zdradę. Ludzie wiedzą o nas, mówi Rusłan, oglądają w sieci nasze filmy. Rozumieją, że ratowanie zwierząt jest jak ra­to­wa­nie ludzi. Trzeba ratować.

🖇

Nie ma w nim nienawiści do nikogo. Człowiek porzucił psa, Rusłan psu po­mo­że. A człowiek niech sobie sam radzi z faktem, że porzucił psa. Rusłan ni­ko­go nie ocenia. Poza tymi, którzy tu przyszli, by zabijać. Jedyne wyjście to zabijać ich. Eliminować zło. […]  to ludzie, którzy nie rozumieją, czym jest dobro i czym jest zło. Niewolnicy swoich przekonań.

🖇

Skoro ratuję kogoś słabszego, Rusłan stwierdza z przekonaniem, to mnie w trakcie ewakuacji chroni ktoś mocniejszy. I na dowód swojej tezy przywołuje kilka sytuacji, z których nie było wyjścia: drony, rakiety, wszystko naraz, koniec życia murowany. A Rusłan ocalał. Rusłan zawsze wraca.

🖇

Myrosław [Łajuk] jeździ po wojennej Ukrainie i zapisuje stratę w chwili, kiedy strata się dzieje. Zamraża moment opuszczenia, rozstania, końca. Nie pyta o stratę po jakimś czasie. Uważa, że czas stratę filtruje, zmienia. […]  O tym, co się stało, ludzie z każdym dniem pamiętają inaczej. […]  jego interesuje, co dzieje się w ludzkich uczuciach teraz. Na przykład: jakiś czas temu zamroził dobry humor żołnierzy ze świeżymi kikutami. Chłopcy spod Awdijiwki na szpitalnych łóżkach mieli znakomite nastroje. Pytał ich, dla­cze­go. Bo nie jesteśmy tam, wyjaśniali, tylko tutaj. Ocalali. Pytał o stratę, a oni nie o amputowanych nogach mówili, nie o uciętych rękach, tylko o cza­sie. Stracili czas, który mogliby spędzić z rodziną. I stracili kolegę na froncie. Jaka będzie ich odpowiedź za pięć lat? Jak ich stratę przefiltruje czas? Wciąż będą mieli dobre humory? Kochające rodziny? Opiekę pań­stwa? Państwo będzie istniało?

🖇

Anna [Kurkurina] spokojnym głosem zwierza się przed kamerą: świa­do­mość, że nie jesteś taka jak wszyscy, przychodzi z czasem. Ludzie mówili mi, Ania, ty widzisz? Ty się w faceta zmieniasz. A ja taka się urodziłam. Jestem kobietą. Jestem lesbijką. Pojawiłam się na świecie w jakimś celu.
     W zatopionym Chersoniu ściągała z dachów psy. I koty — z wierz­choł­ków drzew, które sterczały tuż nad mętną taflą. Wspinała się, kaleczyła, przeskakiwała, mokła. Ruscy strzelali i do ratowników, i do ocaleńców. […] 
Ruscy wszystko zniszczą, Anna mówi po rosyjsku, inaczej nie potrafi. Jak można strzelać do zwierząt? Krowy też są nazistami? Świnie też chcą do NATO?

🖇

[Swieta Szamraj] Ania? Imponuje mi siłą. Pokazuje, jak przetrwać. Wbrew wszystkiemu. Powiedziała światu, żeby wypierdalał i że będzie żyć po swojemu. Jest trochę szalona. Jeździ pod kule. Dzwoni, że wiezie do mnie ranne zwierzę z frontu. Albo że wyszła w nocy wyrzucić śmieci i kocię na śmietniku znalazła. Bez Ani byśmy tu wszyscy pomarli.

🖇

[Swieta Szamraj] Dlaczego spędzasz życie w sierści? Dlaczego nie możesz w czystości? Bo wy tego nie robicie, tak mogłabym odpowiedzieć. Ale po co? I tak mnie nie zrozumieją. Nie mają pojęcia, jak pięknymi stwo­rze­nia­mi są psy. Koty również. Nie umiem tego powiedzieć słowami. I one nam nie mogą powiedzieć, że są aniołami. Tak blisko nas, że ich możemy dotykać. Oszalałam? A można na wojnę zareagować inaczej niż sza­leń­stwem? Ci, którzy mnie dobrze znają, wiedzą, że z moją głową wszystko jest w porządku. Nie potrafię uratować kraju ani ocalić ludzi, którzy tu giną. Tutaj, niedaleko. Nie umiem ratować dzieci rannych w zbombardowanym szpitalu. Niech je ratują ci, którzy potrafią. Ja wiem, jak wojennym psim znajdom czy kocim sierotom dać ocalenie, ukojenie i miłość. Im świat do­oko­ła straszniejszy, tym bardziej staram się go czynić piękniejszym.

🖇

Ludzie i zwierzęta tulą się do siebie. Nasłuchują dronów.

🖇

Jesteśmy, mówi Ołena [Woszun], ich zakładnikami. Kiedy będą musieli stąd wyjść, wysadzą reaktory. Zresztą podobno niczego nie muszą wysadzać. Wystarczy wyłączyć prąd, przestanie wtedy działać chłodzenie, reaktory eksplodują. Mamy ich tutaj sześć. Na razie orki tam siedzą. Trzymają w nie­wo­li specjalistów, naszych sąsiadów. Stamtąd do nas strzelają.

🖇

[Ołena Woszun] Często ludzie żyją tylko dla siebie. Zajmują się wyłącznie sobą. Są i tacy, którzy mają wszystko w nosie, nawet siebie. Czy to wy­cho­wa­nie? Może jednak geny. Ja sądzę, że empatia jest dziedziczna, choć cza­sem głę­bo­ko w człowieku schowana. Wojna empatię budzi. Tyle że obo­jęt­ność też jest genetyczna. Współczucia w obojętnym nie obudzisz. Obojętny nie zrozumie, że dla obcego człowieka można coś zrobić za darmo. Albo dla psa. Ale zgadza się z innymi obojętnymi, że to my jesteśmy dziwakami. Bo ratujemy życie. Naszą garstkę oceniam na dwadzieścia procent populacji. Na nas trzyma się świat.

🖇

Iwan? Choć ma siły i zdrowie, nigdzie nie poszedł. Bo jest po sześćdziesiątce, takich do armii nie biorą. Iwan służy ojczyźnie tutaj — nad brzegiem mo­rza. Obserwuje, notuje, fotografuje. Codziennie dokumentuje wojenną za­gła­dę nadmorskiej przyrody. Nazywa ją ekobójstwem. Dokonanym przez raszystów.

🖇

Milion ptaków przelatywało nad tutejszym stepem. Migrowały z Afryki i Azji. Jesienią wracały. Tutaj miały przystanek. Na przykład szablo­dzio­by. Były i prawie ich nie ma. Miejsca, gdzie zwykle odpoczywały i szuka­ły po­ży­wie­nia, zostały zbombardowane. Raszyści nienawidzą wszyst­kie­go, co nieraszystowskie. Wszystko musi zginąć, naj­wy­raź­niej również szablodzioby.

🖇

Wojna pochłonęła już co najmniej osiemdziesiąt pięć tysięcy delfinów. Jedną piątą populacji. Tak szacuje Iwan Rusew. Końca zabijania delfinów nie widzi.

🖇

[Żenia Matijko] o zabitych milczał, bo co miałby żonie napisać? Że wojna pokazuje, jak każde życie jest kruche? Że dziś jesteś, jutro cię nie ma? Że ta nowoczesna wojna wcale nowoczesna nie jest? Że okopy są tak samo pry­mi­tyw­ne jak na wielkiej wojnie ponad sto lat temu?

🖇

Zwierzęta są ciepłe i bliskie. Dają się przytulać, pozwalają o siebie zadbać i tak ratują żołnierskie głowy. Bo zaprzeczają śmierci. Moglibyśmy o tym z okularnikami w mundurach pogadać. O tym, jak w okolicznościach pola walki trudno zasnąć samemu. Z psem lepiej, z kotem. Zwierzęta są bez­bron­ne jak dzieci? Kiedy je ocalamy od wojennej śmierci, ocalamy też swoją ilu­zję, że ratunek jest możliwy? Okularnicy w mundurach wyglądają na ta­kich, z którymi można by o tym wszystkim pogadać. Powiedzieliby pew­nie, jak nam zazdroszczą, że już za moment z tej cholernej Meżowej wyjedziemy do lepszego świata. Że mamy taki przywilej. Że i oni pragną zostać ocaleni. Ale nie ma nikogo, kto ich ocali. Nie ma zachodniego świata, który jeszcze kilka lat temu był Bogiem.

🖇

[…]  przez wojnę tracimy dużo czasu. Tracimy życie.

Wojciech Tochman, Delfiny i Belzebub,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2026.
(wyróżnienie własne)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz