Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam.
Jak to jest: żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć,
gdy prawie ci wmówiono, że jesteś taką Jabłonią?
Jak to jest kwitnąć przez cały rok? Rozkwitać każdego dnia?
Pati:
(zaordynowała sześć dni temu, gdy Drzewko załamane było perspektywą
braku „większej” połowy tygodniowej rehabki) Stój dużo, rób rzeczy na stojąco i będzie dobrze. 🙂
*
Pati:
(dziś po południu) […] dobrze się czuję, a test wyszedł ujemny, co oznacza, że jutro możemy […]
Jabłoń:
(cały tydzień trzymała kciuki
i zaciśnięte pięści na szczęście,
głęboko odetchnęła, słysząc o wspaniałej perspektywie na kolejne dni) Ale ruinę będziesz odrestaurowywać :)))))
Pati: Damy radę. 😃 Bob Budowniczy wraca do normy. 🤣🤣🤣
Jabłoń: A jak jeszcze raz naślesz na mnie pień mózgu, to!!!
nie lubi,
gdy mówię, że nareszcie znów widzę światełko w tunelu, bo nie ma pewności, czy nie jest ono przypadkiem pociągiem (#światło żółte).
choć najlepiej byłoby
nie zapominać i czuć, że ma się światełko w sobie, to zbyt często nie wiemy nawet, że je mamy.
potrzebny wtedy jest ktoś, kto widział i wciąż widzi je w nas; potrzebny, by nam przypomnieć, że to światełko* jest i nigdy nie zgasło (#światło białe ciągłe)
276/365
__________
* ze świeżutką świadomością tego światełka przemierzam swoje życie szósty dzień; hmmm, będzie trzeba w nie uwierzyć lub do niego przywyknąć, w żadnym wypadku zapomnieć.
w błogokurzu*, poplamiona radością**, wśród zacieków szczęścia***.
obniżyłam drastycznie poprzeczkę czy loty? czy może tylko uparcie delektuję się drobiazgami, pasę się szczegółami, karmię się smaczkami tak szybko przemijających chwil?
190/365
__________
* nie każdego przecież będzie jarać zdanie, którego osobisty urok jest nieprzekładalny na język polski: ha letto un libro a letto [przeczytał_a książkę w łóżku].
** oczadziałam z powodu kilku książek dla dzieci i jednej dla każdego.
*** przyznałam się nie tylko przed sobą, że są ćwiczenia, których nie lubię, nie znoszę, nienawidzę i nie polubię. bo frustrują bezgranicznie, odzierają niemoc do gołej kości, nie prowadzą prostą drogą do lepiej, niczego nie obiecują, nie dają żadnej gwarancji. Rysia na to opowiedziała mi o swoim zdrowym (to ważny detal) znajomym, który nienawidzi biegać, ale robi to od lat i będzie robił, dopóki będzie mógł, bo… kocha stan po bieganiu. lżej robić te wszystkie paskudztwa, bo ja też kocham stan, gdy mam je zrobione.
*
Znalazła mnie więcej niż miesiąc temu. Zaskoczyła tak pięknie, ale nie językiem, bo po francusku umiem tylko: dzień dobry, do widzenia, d'accord i jednym mięsem rzucić. Nie przeszkadza mi, że ni w ząb nie rozumiem nic z tekstu. Wszystko to, co dzieje się w tle, wszystkie niewerbalne detale pasą i karmią mnie wciąż i bardzo. Sadownik zdziwiony łomoleniem niewłoszczyzną znalazł ładną polską wersję:
Ty i on, i ja, tańczmy…
niesłyszana, niewidziana, nierozumiana, zostawiona — nie ma się czym chwalić, znam to równie dobrze jak wielu innych ludzi; kamieniem nie rzucę, sama też umiem nie słyszeć, nie widzieć, nie chcieć rozumieć i zostawić.
niewidzialna — poznaję ten społeczny fenomen jak wiele innych kobiet.
nieobecna — przyjmując do wiadomości swoje nieistnienie tu i tam, mogę zacząć żyć* na nowo?
155/365
__________
* mając w ręku szklankę, w której wciąż coś pysznego jest.
Kenny Loggins, Danger Zone.
you'll never know what you can do
until you get it up as high as you can go
you pull hope from defeat in the night. […] we are the people we've been waiting for!
broken bells at a broken church.
heart that hurts is a heart that works. from a broken place
that's where the victory is won.
Martin Garrix, Bono & The Edge, We Are the People.
I’m so happy that I’m alive
happy I’m alive at the same time as you
’cause you've got a higher power
#3
Czasami, gdy jestem beztroski, myślę, że przetrwanie jest łatwe: po prostu idzie się naprzód z tym, co się ma lub co pozostało z tego, co się kiedyś dostało, dopóki coś się nie zmieni – lub dopóki w końcu sobie nie uświadomisz, że możesz się zmienić bez znikania, że wszystko, co należy zrobić, to poczekać, aż burza minie i okaże się, że – owszem – twoje imię wciąż jest przywiązane do żywej istoty.
Ocean Vuong, Wspaniali jesteśmy tylko przez chwilę,
przeł. Adam Pluszka,
Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2021.
upał urządza mi piekło na Ziemi. wczoraj, nastrój wart podróży do Szwajcarii w jedną stronę, przetrwałam. dziś, feniks we mnie uśmiecha się, łomolę*.
159–161/365
____________
* łomolę tą piosenką ponad miesiąc, ale dopiero dziś, umieszczając ją tutaj, zobaczyłam po raz pierwszy ten obrazek — ma tę samą energię.
z tą energią i z przyjemnością robimy z Sadownikiem rysę na wygładzonym świecie mieszkańców zgentryfikowanego osiedla — pomieszkujemy w fizycznie ogrodzonym, mentalnym getcie tych, co im się wydaje, że są wyłącznymi kowalami swego losu, pomieszkujemy chwilowo w drodze do ula.
dziś wieczorem kolejnych kilkanaście osób będzie mogło powiedzieć: widziałem wózek i będzie musiało poradzić sobie z dysonansem poznawczym, że siedział na nim śmiejący się człowiek, patrzący z miłością w oczy drugiego człowieka.
na zdrowie, panie i panowie!
*
X Ambassadors, Renegades.
go forth and have no fear […] it's our time to break the rules let's begin
Wymiękłam. Za dużo. Potrzebuję siebie i tylko siebie — introwertyczny slow life, sztuk: raz — muszę, żądam, poproszę. Nie, nie zmieniasz planów. Pakujesz sukę i wio! Kocham Cię! Bardzo! Do zobaczenia! Zadbam o siebie. Telefon będę miała przy sobie w miarę możliwości. Tak, jakby co, oczywiście, pamiętam. Pa!
Wypchnęłam ⅔ Stada wczoraj rano za drzwi. Urlop wytchnieniowy należy się również nieuleczalnie chorym. Kocham! Bardzo! Ale potrzebuję siebie dla siebie — wyłącznie, jak na lekarstwo, natychmiast!
Cztery godziny później, gdy z Dżo rehabilitowałyśmy me ciało, przypomniało mi się
o kotach i psach,
o śniegu i deszczu. Wspomniałam o tym, że choć wiem, że Heniutki nie ma w domu, to i tak co chwilę łapię się na zaskoczeniu, że mój ruch nie powoduje kudłatego ruchu lub przynajmniej kontroli psich oczu spod nieśpiesznie podniesionych kudłatych powiek, nie mówiąc o tym, że wciąż słyszę Jej pazury na parkiecie. Dżo ma tak samo ze swoją kocicą, gdy ona wyjeżdża. Obie nie mamy tak z naszymi Małżami, Dżo dodatkowo (o zgrozo!) nie ma tak ze swoimi dziećmi.
staraj się popełniać jak najmniej błędów w życiu — bzdura!
nie ma czegoś takiego jak popełnianie błędów w życiu.
pamiętaj: jedyny błąd popełniasz, mając przekonanie, że istnieje coś takiego jak błędy w życiu, ich popełnianie i staranie się, by nie…
Gapię się w ten obraz od tygodnia, bo zachwyciły mnie zdjęcia. Ale też przecieram oczy ze zdumienia, bo berlińscy filharmonicy, a tu, proszę…
Pierwszy jest szok: wyłącznie mężczyźni w składzie orkiestry, rok 1966! Druga pojawia się zaduma: każdy z tych muzyków przeżył II wojnę światową — co wtedy robili (zdecydowana większość nie była wtedy dziećmi), jak się z tym mieli w roku 1966?
Antonín Dvořák, Allegro con fuoco, IX Symfonia. Z Nowego Świata, 1893.
w uerze zarżnęłam płytę z VII Symfonią Beethovena… czekam na nową… a póki co, marny jutiub — marny, bo nie można aspołecznie walnąć tak, by cały blok musiał się delektować — po cichu ta symfonia nie działa…
Ludwig van Beethoven, VII Symfonia A-dur op. 92. (energetycznie to utwór-Imagine-Dragons początku XIX w.)
spodziewaj się cudów!
jeszcze jakiś czas temu zabiłabym każdego, kto poczęstowałby mnie tym zdaniem… naprawdę? serio? w mojej sytuacji? żartujesz, prawda?
spodziewaj się cudów!
jakiś czas temu… tak, tak, koniecznie! proszę, niech ktoś mi powie, że jest lekarstwo na moją chorobę albo że moje wyniki badań wcale nie są moje, że zaszła pomyłka. o, to byłby prawdziwy cud! jestem na niego gotowa od zaraz.
spodziewaj się cudów! przylazły do mnie te słowa na granicy snu i jawy.
i posypały się cuda — pozbierałam wszystkie z wdzięcznością, choć nie wszystkie wymieniam poniżej. ● ja z suką dwa kwadranse po wschodzie słońca na spacerze.
● poranna porcja ćwiczeń przyniosła radość, która była preludium do rozkoszowania się smakiem kawy i czytanej książki — wciąż w porannej ciszy.
● nieśpieszny prysznic.
● przyjęłam pomoc Sadownika, by znaleźć się w centrum miasta na mojej sesji z Akuszerem.
● zjadłam pyszny obiad. piłam fantastyczną czekoladę.
● wysiadłam z autobusu i trzy metry dalej
zatrzymałam się, by podziwiać pracującego czarnego labradora. a gdy dotarło do mnie, że niewidomy chce przejść na drugą stronę ulicy, zaproponowałam pomoc — szliśmy: cztery nogi, cztery łapy i dwa kije — rozstając się, serdecznie życzyliśmy sobie miłego popołudnia.
pracowałam.
●
wróciłam komunikacją miejską do domu. a podczas jazdy pierwszym autobusem w stronę ula, szykującą się do wysiadania, młodą dziewczynę zapytałam, co czyta, bo widziałam wcześniej, że w dłoniach miała pięknie wydaną książkę. Susan Sontag! porozmawiałyśmy o innych wspaniałych Jej książkach. gdy Młodość wysiadała, życzyłyśmy sobie dobrego wieczoru.
● łomolę poniższym już prawie miesiąc, ale dziś szczególnie głośno (i już wiem, że muszę mieć pod ręką w autobusie)… samodzielność, nawet jeśli ograniczona i wymagająca czasu, jest dla mnie cudem! hawk! ● a dzień się jeszcze nie skończył…
wpis przeniesiony 9.04.2019. (oryginał z zawieszkami)
Film polecił Biały Kruk, mówiąc: tobie będzie się podobał. Mistrz tłumaczenia przetłumaczył tytuł-idiom finding your feet (sprytnie? po pijaku?) na polski tytuł: Do zakochania jeden krok — a może to był tylko dubler tłumacza — naprawdę ten tytuł miał bardziej żreć?
Film, fantastyczny! Jakim cudem ani Orzeszek, ani Biały Kruk nie uronili na nim choćby jednej łzy, nie mam pojęcia, ryczałam jak bóbr. A z ostatniej (przeprzeprzepięknej) sceny wyjęłam mądre słowa i piosenkę.
To był pierwszy taki weekend w moim życiu — siłka × 2, film × 2 i dobre jedzenie w wyśmienitym towarzystwie. Wygląda na to, że dzięki światu bez kopytka i pioruńskiej poprawce… i found my feet, i’m running to the future, too — niektórzy muszą się połamać, by złożyć się w żywą całość, niektórzy muszą… dwa razy.
Elkie Brooks, Running to the Future.
so I'm running to the future I hope we will be strong I'm running along besides you cause I know that's where I belong and it's calling me... yes it's calling me to you
Oj Tè: (trzy tygodnie i jeden dzień temu) Nie potrzebujesz już rehabilitacji, potrzebujesz serwisu.
Jabłoń & Oj Tè:
(wypracowali schemat serwisowania do wdrożenia po majówce)
Jabłoń:
(wczoraj zamknęła drugi sezon pracy z Oj Tè)
Jabłoń:
(dziś rano idąc na trening, słyszała łomolenie* i pokrzykiwania Prowadzącej w klasie spinningu — jechali pod górę) Trzymaj! Trzymaj!
(Drzewko zaczyna uwielbiać ten obcy nieznany świat cielesnego szejpingu)
Rudimental feat. Ed Sheeran, Lay It All on Me*, Sultan & Shepard Remix.
____________
* dużo szybsze tempo (spinning!) niż to, które znalazłam w sieci, ale równie elektroniczne.
wpis przeniesiony 8.04.2019. (oryginał z zawieszkami)
Jabłoń: (kilka dni temu poprosiła o sok)
Sadownik: (wyjął słoik, odkręcił) Tylko z szacunkiem, ten słoik jest starszy niż nasz związek.
Jabłoń: Że co???
Sadownik: To wiśnie-alejówki z 1986 roku.
Jabłoń: (policzyła, że „My” jest młodsze od słoika o 12 lat)
*
Od wczoraj łomolę odkrytym przez przypadek kawałkiem. Tego człowieka zawsze odkrywam przez przypadek. Niezmiennie — nie przez przypadek — uruchamia we mnie wspaniały sen o sprawności fizycznej i o ruchu, który leczy z najtrudnejszego. Dziś, łomoląc, pomyślałam, że i On jest młodszy od soku, który pyszny był. Hi, hi!
wpis przeniesiony 3.04.2019. (oryginał z zawieszkami)
Niczym Chyłka i Zordon, do gry wrócił rehabkowy duet: Oj Tè i Drzewko. Sezon drugi uważa się za rozpoczęty. Plany i apetyty godne — ¡el reksio! Łomolę wyniesionymi z impry: opowieścią stóp, aranżacją i rytmem.