
herszt bandy. dusza człowiek. mówi, że zro-
bienie ze mnie człowieka trochę jej zajmie.
145/365
Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam.
Jak to jest: żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć,
gdy prawie ci wmówiono, że jesteś taką Jabłonią?
Jak to jest kwitnąć przez cały rok? Rozkwitać każdego dnia?

herszt bandy. dusza człowiek. mówi, że zro-
bienie ze mnie człowieka trochę jej zajmie.
145/365

bezruch. oniemiałam, widząc, ile w nim życia.
dobrego, pełnego życia.
144/365
*
[…] ordinary life is filled with blessing and curses and […] it is sometimes hard to differentiate between the two.
Nancy L. Eiesland, The Disabled God.
Towards a Liberatory Theology of Disability,
Abingdon Press, Nashville 1994.

Bruno. oczywiście, że zaczepiłam Jego panią. na koniec dzisiejszego spotkania powiedziałyśmy sobie: do zobaczenia jutro!
132/365
ani jednej chmurki na niebie. zahipnotyzowała mnie starsza kobieta*. kolory zrobiły to samo.
256/366

___________
* nie zapytałam jej o zgodę i nie miałam się z tym źle. nie wiem, czy to dobrze. w końcu to czyjaś babcia, matka, przyjaciółka, ale (założę się!) nie kobieta na gigancie, chyba że wewnętrznym.
Sadownik:
(gdy zobaczył to zdjęcie)
Jak na Twoje zdjęcie,
tej kobiety jest tu za dużo.
dobrze jest wrócić do miejsc, gdzie było się wyjątkowo szczęśliwą. nie jest łatwo wrócić do tych miejsc, gdy jest się coraz bardziej ograniczoną ruchowo, bo wciąż pamięta się tamten czas.
tamto łatwe szczęście wymaga teraz dodatkowych zabiegów, logistyki, czasu, chęci i sił — łzy nie pomagają, chyba że ze szczęścia.
253/366

Jabłoń:
(jakieś cztery tygodnie temu
w Małej Danii
pędzi o balkoniku)
Biały Kruk:
Ty jesteś Julia na balkonie!
*
Wtedy zapadła decyzja, jak będą nazywać się osobiste cztery kółka Drzewka. Przyszedł czas oswajania się.
*
Żulian & Jabłoń:

Mama Babuni:
(wczoraj napisała)
Z takimi butami
Ty się przejmujesz chodzikiem?!
Jabłoń:
(ryknęła śmiechem)
ostatnie takie słońce przez prawie cały weekend. pierwsze kroki w należących do tej samej pary butach. pierwszy raz od sześciu tygodni w (a) jeansach, (b) parku i (c) ruchomym szczęściu.
104–105/131

Wracaliśmy dziś, komentując wrażenia… narzekaliśmy jak trzystuprocentowi Polacy, co finalnie skwitowaliśmy: jednak sztuka, skoro od dwóch kwadransów o tym dyskutujemy.
Opowieści na festiwalu dużo, stop-klatek fenomenów socjologicznych niemało, dylematów etycznych sporo, zatrzymanej w zdjęciach ludzkiej głupoty, okrucieństwa i braku wyobraźni całe sale, ale fotografii, które zatrzymują, zachwycają techniką lub po prostu wyjmują z butów zbyt mało — dwie, trzy, może cztery.
Raz. Zabrałam ze sobą jeden fantastyczny projekt — pięć lat pracy Autorki. Dopieszczony pod każdym względem, wielopoziomowy do myślenia, wielopiętrowy do czucia projekt, który zatrzymuje przy historii ptaka (majny jawajskiej), który z Jawy został sprowadzony do Londynu z powodu wyjątkowo melodyjnego śpiewu i… przestał śpiewać, zaczął wrzeszczeć. Utratę głosu, spowodowaną tęsknotą za domem, majna okupiła kolejnymi relokacjami i serią prześladowań — przeczytamy.

Anaïs López, Migrant. Uciekający ptak.


*
Dwa. Adeptkę psychologii procesu we mnie zatrzymały te dwie fotografie… (magia kwadratu?). Patrzyłam, urzeczona, jaki sen uruchamiają, jaki potencjał w sobie on ma. Długo stałam naprzeciwko tych zdjęć.

Piotr Zbierski, Cienie echa.
*
Trzy. Gdyby te fotografie nie wisiały obok siebie, pewnie nie zrobiłyby na mnie wrażenia, ale wisiały! Kolory, kompozycja sceny natychmiast zarezonowały z tym, co dla mnie znaczące w życiu. Pozostałam poruszona do dziś.

Federico Clavarino, Zupa z węgorza.
*
Zero. By wejść do jednej z dwóch najważniejszych przestrzeni festiwalowych, trzeba być sprawnym człowiekiem. ● Nowe buty od jakiegoś czasu są dla mnie objawem optymizmu stosowanego. Przypomniałam sobie projekt uczenia się fotografowania ludzi. Poprosiłam Sadownika o cyk. Mam dowód, że wdrapałam się na trzecie piętro.

fot. Sadownik, fragment.
*

noski. ● sztuk pięć.

*
Jabłoń:
(pokazuje to zdjęcie Sadownikowi)
Sadownik:
Kochanie, nudne już się robią te twoje portrety!
majowy deszcz.
drzewne łzy szczęścia.
łzy spełnienia.

stałam. mokłam.
zachwycona.
niebem na ziemi.
a teraz odwróci się pani. ● tak. ● i zrobi pani dwa kroki w moim kierunku. ● jak to?!? bez kul?!? ● tak, chcę zobaczyć, jak pani chodzi. ● i poszła Jabłoń w kosmos dwa kroki. ● i popłakała się ze wzruszenia.
*

wpis przeniesiony 20.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
lewa: bawełna

prawa: włókno bambusowe
*
Chciałoby się powiedzieć, który to już dzień! Ale przecież pamiętam chwile, gdy stan dnia dzisiejszego był odległym marzeniem. Patrzę dziś na swoje stopy i tak sobie myślę przewrotnie dość, a może już zawsze nosić dwie różne skarpetki? Na cześć Życia nieoczywistego, zadziwiającego, szczęśliwego mimo wszystko!
niech historią się staną,
nie rzeczywistością.
niech!

a póki co, mam trzy nóżki,
trzy i pół. dwóch z nich
uczę się.
Nie łapię reportażu jako formy działalności fotograficznej. Brzydzę się. Widzę tylko głupio skadrowane zdjęcia. Kręcę nosem. Męczę się oglądaniem, patrzeniem. Komentuję bez serca zupełnie. Wykazuję się absolutną ignorancją tego gatunku.
Wstałam rano z postanowieniem, że tak, że dziś, że pierwszy mini dyptyczek à la reportaż Jabłoń zrobi. A co! Ale po swojemu.

Ten z licencją T:
Jaki bałagan!
Jabłoń:
Czyta! Napisane: po swojemu.
ten sam korytarz. niby ten sam
człowiek. tylko i aż tydzień później.
za to perspektywa nie do poznania!
