Pokazywanie postów oznaczonych etykietą okolice dzieci. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą okolice dzieci. Pokaż wszystkie posty

niedziela, czerwca 07, 2026

6142. Z oazy (CDLIII)

Połowę tej książ­ki połknęłam jeszcze na gigancie. Fusy wrażeń opadały i opadały po­nad tydzień. Nim opadły, przytkały mnie i zatrzymały, a w głowie hulała myśl, że ja tę książkę powinnam przeczytać ponad ćwierć wieku temu. Nie było to możliwe, po­nieważ ta książka ukazała się w oryginale w 2018 roku, a po polsku w 2019.

Czemu nie przeczytałam tej lektury w roku 2019? Dlaczego przeleżała na stosiku czy­tel­niczym całe lata? To trzecia książka, którą przeczytałam ostatnio, porośnięta mchem ze względu na swoją okładkę. Kogo ta grafika ma zachęcić, przyciągnąć? Jaki ma związek z tym, co znajdziemy między okładkami? Pomyślałam, że tylko facet (red­pill­owiec?) mógł coś takiego wymyśleć. Sprawdziłam na stronie tytułowej, bin­go! Na obronę gościa przez myśl mi przeszło, że może facet czerpał inspirację z ory­gi­nal­nej okładki. Niestety nie, a szkoda. Okładki — francuska, hiszpańska, włoska — są przepiękne (umieszczone na samym dole tego wpisu). Nawet niemiecka zaprasza. Polak potrafi, a w zasadzie nie umie ukryć wyssanego z mlekiem matek (do dzie­sią­te­go pokolenia wstecz) stosunku do emancypacji ludzi. Co zrobić…

Kretyńską wypowiedź sprzed lat — gdyby miała mówić o kimś więcej niż o autorce, Dorocie Wellman — pobiła aktoreczka Macha Méril ze słowami: kobiety, które nie rodzą dzieci, są błędem.

Gdy skończyłam czytać tę książkę, z przyjemnością przejrzałam mój osobisty aneks do rozdziału drugiego, dotyczącego bezdzietności z wyboru (niestety przenosinyblo­x-a pozbawiły mnie „fantastycznych” komentarzy, które stanowiłyby do­dat­ko­wą wspaniałą ilustrację in vivo; ogromnie żałuję, że ich nie skopiowałam). Jeśli chodzi o starość, na mój osobisty wkład skła­da się tylko tęskne wyglądanie siwych włosów, które tak bardzo chcę mieć.

To lektura obowiązkowa dla każdej kobiety, która chce iść swoją drogą; dla każdej, która nią już idzie, by miała czarno na białym, że dokonała najwłaściwszego wyboru mając / nie mając dzieci, męża; ciesząc się z każdej zmarszczki lub nie; czekając lub nie na srebrny włos, bo najważniejsze jest, by mieć realny wybór i móc z niego sko­rzy­stać — reszta to rekwizyty i didaskalia.

Paru bosaczków też mogłoby przeczytać tę książkę ze zrozumieniem.

[…]  polowania na czarownice przyczyniły się 
do ukształtowania naszego świata.

🖇

Jak często bywa, wyznaczenie kogoś do roli kozła ofiarnego […]  przychodzi z góry, od klas wykształconych. Narodziny mitu czarownicy zbiegają się nie­mal ściśle z momentem wynalezienia druku, o wiekopomnym również pod tym względem znaczeniu.

🖇

[…]  prowadzenie niezależnego życia, starzenie się, sprawowanie kontroli nad własnym ciałem i własną płciowością pozostają w pewnym zakresie niedostępne kobietom jako coś zakazanego. Skupię się na tych, które są we­dług mnie nowoczesnymi czarownicami, których moc i przenikliwość są dla mnie […]  natchnieniem, […]  które pomagają mi chronić się przed pio­ru­na­mi patriarchatu i lawirować między jego nakazami. […]  nie godzą się one na przymus wyrzeczenia się pełni władzy nad własnymi zdolnościami, rezygnacji ze swej wolności, ze zgłębiania swych pragnień i możliwości, peł­ne­go cieszenia się sobą. Wystawiają się w ten sposób na społeczne sankcje, które zwykle są wyrażane odruchowo lub w postaci po­tę­pia­ją­cych wyroków, każdy z nas bowiem ma w sobie głęboko wpojoną wąs­ką definicję tego, co powinno oznaczać bycie kobietą.

🖇

Zwalczano określone zachowania, określone sposoby życia. Odzie­dzi­czy­li­śmy te utrwalone przez wieki wyobrażenia. A owe negatywne obra­zy nadal wspierają w najlepszym razie cenzurę bądź autocenzurę, wszelkie możliwe narzucane nam ograniczenia; w najgorszym zaś razie wrogość, a nawet przemoc. […]  Jak pisze Françoise d’Eaubonne, „ ludzi współczesnych ukształtowały wydarzenia, o których mogą nie wiedzieć i których pamięć być może całkowicie już zginęła; faktem jednak jest, że byliby inni i myśleliby w odmienny sposób, gdyby do owych wydarzeń nigdy nie doszło”.

🖇

Jesteśmy wnuczkami czarownic, których nie udało się wam spalić” — głosi słynne hasło; we Włoszech z kolei w latach sie­dem­dzie­sią­tych rozbrzmiewało: „Drżyjcie, drżyjcie, czarownice powróciły!” (Trema­te, tremate, le streghe son tornate!). Domagały się one również spra­wie­dli­wo­ści, walcząc ze zbyt lekkim i beztroskim podejściem do całej tej historii.

🖇

Mężczyzn wychowuje się i socjalizuje w świecie, w którym – jak zwykło się powiadać – nie ma „księżniczki z bajki”. Przeciwnie, od samego początku uczy się ich wątpić w miłość, traktować ją jak pułapkę, zagrożenie dla ich niezależności, życie w związku zaś uznawać co najwyżej za zło konieczne. Kobietom z kolei wpaja się skłonność do oczekiwania wielkiej miłości, która zapewni im szczęście, dzięki której zaznają bogactw i przyjemności wza­jem­nej bliskości, która pozwoli im poznać siebie same.

🖇

[…]  jak dowodzi Carolyn Merchant. […]  „Czarownica, symbol siły natury, rozpętywała burze, wywoływała choroby, niszczyła plony, szkodziła płod­no­ści i mordowała dzieci. Kobietę siejącą zamęt, podobnie jak szerzącą cha­os naturę, należało trzymać pod kontrolą”. Spętawszy i udomowiwszy obie te siły, sprowadzono je następnie do funkcji ozdobnika, przemieniono w „za­so­by psychiczne i rekreacyjne, czekające na przemęczonego męża przed­siębiorcę”.

🖇

Niemieckie słowo Hexe („czarownica”), angielskie hag (synonim słowa cro­ne, „starucha”, „wiedźma”) i hedge („żywopłot”, „szpaler”, a w szerszym zna­czeniu „skraj”, „kres”, „granica”) mają wspólny rdzeń. Słowo hag po­cząt­ko­wo nie było pejoratywne i oznaczało „mądrą kobietę siedzącą na żywopłocie — granicy między wsią i dziczą, światem ludzi i światem du­chów”, jak objaśnia Starhawk. Wraz z rozpętaniem polowań na czarownice ta święta mądrość i władza, wcześniej otaczane podziwem i darzone sza­cun­kiem, okazały się czymś niebezpiecznym, a niekiedy wręcz zabójczym.

🖇

Rozczochrane, nieposłuszne czy niezdyscyplinowane włosy siłą rzeczy wskazują na czarownicę.
   — Judika Illes

🖇

[…]  gdy chodzi o przyswojenie sobie czyjejś siły, kontakt z obrazem czy myślą może wystarczyć do wywołania spektakularnych skutków.

🖇

Sztuka, podobnie jak magia, polega na manipulowaniu symbolami, słowami i obrazami w celu wywołania zmiany w świadomości.

🖇 📎

Niezależność, wbrew temu, w co każe się nam dzisiaj wierzyć, szantażując nas „zemstą”, nie oznacza braku więzi, lecz możliwość nawiązywania re­la­cji z poszanowaniem dla naszej nietykalności i wolnej woli, co sprzyja na­sze­mu rozwojowi, zamiast go blokować, i to niezależnie od sposobu życia, samodzielnego bądź w parze, z dziećmi albo bez nich. Czarownica, jak pisze Pam Grossman, „to jedyny kobiecy archetyp obdarzony władzą samą z siebie. Nie pozwala się ona określać nikomu innemu. Żona, sio­stra, matka, dziewica, kurwa — te archetypy są ufundowane na re­la­cjach z innymi. Czarownica z kolei to kobieta, która utrzymuje się o własnych siłach, samodzielnie i bez pomocy innych”.

🖇

Mężczyźni najmniejszy powiew równości odczuwają tak, jak gdyby był niszczycielskim tajfunem — podobnie jak ludność większościowa czuje się zaatakowana i śmiertelnie zagrożona, gdy tylko ofiary jej rasizmu zaczną przejawiać najmniejszą choćby gotowość do stawienia oporu i samo­obro­ny. Prócz odrazy, jaką budzi myśl o wyrzeczeniu się swoich przy­wi­le­jów (przywileju bycia mężczyzną czy białym), reakcja ta zdradza nie­zdol­ność panujących do zrozumienia doświadczenia uciśnionych […].

🖇

[…]  racją bytu mediów jest często ideologia, nie zaś informacja: tendencyjne z założenia materiały przygotowywane nieraz bez najmniejszej dozy krytycyzmu, brak jakichkolwiek skrupułów czy dyscypliny, inte­lek­tu­al­ne lenistwo, pogoń za sensacją, konformizm i oportunizm, funk­cjo­no­wa­nie w obiegu zamkniętym bez jakiegokolwiek kontaktu z rzeczywistością… „Dziennikarstwo poświęcone trendom zyskuje posłuch nie dzięki temu, że opisuje coś, co istnieje, ale dzięki sile powtórzeń” – zauważa [Susan] Faludi. Teza powtarzana w tym czasie do znudzenia i odmieniana przez wszystkie przypadki zawierała się w dwóch kłamstwach: 1) feministki odniosły zwy­cięstwo, udało im się uzyskać równość; 2) odtąd są one nieszczęśliwe i sa­motne.
     Drugie twierdzenie nie ma na celu opisania jakiejś sytuacji, lecz za­stra­sze­nie, sformułowanie pewnej przestrogi: te kobiety, które ośmielą się po­rzu­cić właściwe im miejsce i zechcą żyć na własny rachunek, zamiast po­zo­stać na służbie u swego męża i dzieci, działają na swą zgubę.

🖇

[…]  apostatki małżeństwa zawsze miały krytyczny dystans, a nawet cał­ko­wity brak zaufania do tych ról [dobra żona, stateczna matka]. Są to kobiety twórcze, które dużo czytają i mają bogate życie wewnętrzne: „Istnieją one poza spojrzeniem mężczyzny i poza spojrzeniem innego, gdyż ich samotność wypełniona jest dziełami i osobami, żywymi i zmarłymi, bliskimi i nie­zna­ny­mi, których towarzystwo — obecność bezpośrednia, wyobrażona bądź zapośredniczona poprzez ich dzieła – stanowi fundament dla budowanej przez nie tożsamości”.

🖇

„Słownik definiuje «awanturnika» jako «osobę, którą spotykają przygody, która ceni je bądź ich poszukuje», jednak «awanturnicę» jako «kobietę go­to­wą na wszystko, by zdobyć bogactwo bądź pozycję społeczną»” – pisze Gloria Steinem.

🖇

Instytucja macierzyństwa nie jest tym samym co rodzenie i wy­cho­wa­nie dzieci, tak jak instytucja heteroseksualności to nie to samo co intymność i miłość.
   — Adrienne Rich (1929–2012)

🖇

[…]  znajomość samej siebie nie jestegoizmem”, skupieniem na so­bie, lecz królewską drogą wiodącą ku innym. Wbrew temu, co sta­ra się nam wmawiać natarczywa propaganda, tradycyjnie pojmowana ko­bie­cość nie jest ostatnią deską ratunku: wejście w tę rolę i przyjęcie zwią­za­nych z nią wartości nie tylko nie gwarantuje nam bezpieczeństwa, lecz nas osłabia i zubaża.
     Litość zarezerwowana dla niezamężnych kobiet może równie dobrze skrywać chęć odsunięcia niebezpieczeństwa, którego się w nich upatruje.

🖇

„Precz z małżeństwem, nie z mężczyznami” — jak można było przeczytać w ulotce rozdawanej podczas Kongresu Zjednoczenia Kobiet w Nowym Jorku w roku 1969. […]  tak, kobieta również może, wbrew wszystkiemu i nie zważając na nic, dążyć do spełnienia swego powołania.

🖇

Nie wolno nie doceniać potrzeby przedstawień, jaką żywimy – przed­sta­wień podzielanych przez większość lub też wywodzących się z kontrkultury — które, nawet jeśli nie jesteśmy tego w pełni świadomi, wspierają nas, do­da­ją energii, nadają sens, oddźwięk i głębię naszym życiowym wyborom. Potrzebujemy klisz pod śladami naszego istnienia, by to istnienie ożywiać, podtrzymywać i właściwie oceniać, by wplatać w nie istnienie innych osób i wyrażać w nim ich obecność, ich akceptację.

🖇

Zamiast rozwijać w sobie całą paletę ludzkich przy­mio­tów, zadowalamy się częścią z nich, które zwie się albo ko­bie­cy­mi, albo męskimi, szukając swego dopełnienia w innym, w po­wierz­chow­nych relacjach przeżywanych jak uzależnienie.

🖇

Chłopców zachęca się do tego, by patrzyli na swą przyszłość w sposób moż­li­wie śmiały, jak na przygodę. Podbój świata w pojedynkę stanowi naj­bar­dziej romantyczne przeznaczenie, jakie mogą oni sobie wyobrazić, mając przy tym nadzieję, że nie zrujnuje im tego żadna ko­bie­ta. W przypadku ko­bie­ty jednak perspektywa podążania własną drogą odmalowywana jest ja­ko coś przygnębiającego i żałosnego, póki na obrazku nie pojawi się jakiś ko­leś. Wynalezienie świata poza tymi krępującymi ramami konwencji oka­zu­je się zadaniem niemal niewykonalnym!

🖇

[…]  przekonanie, że kobiety są jednostkami niezależnymi, a nie jedynie dodatkiem, wozem czekającym na zaprzęg, z trudem toruje sobie drogę do świadomości — i to nie tylko wśród kon­ser­wa­tywnych polityków.

🖇

Nawet jeśli nie przysługuje jej w tym prawo wyłączności, niezamężna ko­bie­ta ucieleśnia kobiecą niezależność w jej najbardziej jawnej, oczywistej postaci.

🖇 📎📎

„Bezdzietna kobieta” i „matka” są fałszywymi opozycjami, które służyły instytucji zarówno macierzyństwa, jak i hete­ro­sek­su­al­no­ści. Takie proste kategorie po prostu nie istnieją.
   — Adrienne Rich

🖇

Żal wykorzystuje się jako groźbę, aby zmusić krnąbrne kobiety do ma­cie­rzyń­stwa nawet wówczas, gdy dostęp do aborcji nie jest utrudniony.

🖇

[…]  kobiety nie mogące mieć dzieci, mimo że tego chcą, bez wątpienia wię­cej łączy ze szczęśliwymi matkami niż z kobietami bezdzietnymi z wyboru.

🖇

[…]  rodzicielstwo nie powinno być niczyim obowiązkiem […]  [byśmy dostrzegli] konieczność zastanowienia się nad obowiązkiem ma­cie­rzyń­stwa nakładanym na kobiety. Żal odczuwany przez część z nich wska­zu­je na to, że istnieją drogi, które społeczeństwo przed nimi zamknęło, z gó­ry zacierając alternatywne szlaki, do których należy rezygnacja z ma­cie­rzyń­stwa. Gdyby otworzyć je na nowo, świat najpewniej wcale by się nie za­wa­lił. A być może uniknęlibyśmy w ten sposób wielu tragedii, bez­sen­sow­ne­go bólu i cierpienia, zmarnowanych życiowych szans. Dostrzeglibyśmy wtedy, jak wiele jeszcze nieoczekiwanych odsłon szczęścia czeka nas tuż za rogiem.

🖇

Niech społeczeństwo zacznie doceniać wolność kobiet
do tego, by były, kim być chcą […].

🖇

[…]  wobec kobiet bezdzietnych z wyboru zawsze formułuje się tę samą groźbę: „Pewnego pięknego dnia jeszcze pożałujesz!”. To wyraz na­der osobliwego rozumowania. Czy można zmusić się do zrobienia czegoś, na co nie ma się najmniejszej ochoty, tylko po to, by zapobiec hipo­te­tycz­ne­mu żalowi rzutowanemu w daleką przyszłość? Argument ten wtłacza na po­wrót osoby, których dotyczy, w tę samą logikę, której wiele z nich stara się uniknąć, logikę przezorności i zapobiegliwości, do której zmusza obec­ność dziecka i która może pochłonąć teraźniejszość w nadziei na za­pew­nie­nie sobie lepszej przyszłości […].

🖇

Kobiety tworzące coś innego niż dzieci przez wielu ludzi
uważane są za istoty niebezpieczne.

   — Pam Grossman

🖇

Znudził mnie już ten temat! Proszę mi wybaczyć, staram się być grzeczna, ale to jest naprawdę denerwujące! Czy podobne pytania stawia się bez­żen­nym pisarzom, którzy również nie mają dzieci?
   — Rebecca Solnit

🖇

[K]obiety, które nie rodzą dzieci, są błędem.

🖇

Nie miałam uczucia, że wyrzekam się macierzyństwa, po prostu nie było moim przeznaczeniem. Pozostając bezdzietną, spełniałam moją naturalną kondycję.
   — Simone de Beauvoir

🖇

W tej różnorodności możliwych ról tkwi ogromne,
acz niedoceniane bogactwo.

🖇

Te, które urodziły się po to, by zostać matkami, te, które urodziły się, by być ciociami, i te, którym w żadnym razie nie powinno się pozwalać zbliżać do dzieci na mniej niż trzy metry. I nader ważne jest, by wiedzieć, do której z tych kategorii się należy, gdyż błędy popełniane w tej dziedzinie rodzą me­lan­cholię i tragedię.
   — Elizabeth Gilbert

🖇

Mężczyzna, który nie zostaje ojcem, uchyla się od pełnienia pewnej funkcji społecznej, podczas gdy kobieta zmuszona jest odgrywać w ramach ma­cie­rzyń­stwa spełnienie swej głębokiej tożsamości. Na gruncie logiki, gdyby pragnienie posiadania dziecka było naturalne, u tych kobiet, które go nie doświadczają, powinno się wykryć pewną anomalię biologiczną.

🖇

Nie sposób przewidzieć, na którym polu zatrzyma się to wielkie koło ruletki uczuć. „Ktoś może chcieć zostać rodzicem, a ktoś inny może tego nie chcieć dokładnie z tych samych powodów: pragnienia odgrywania jakiejś roli, wy­wie­rania na coś wpływu, odnalezienia własnej tożsamości, zbudowania z kimś bliskiej więzi, pogoni za przyjemnością czy nieśmiertelnością” — za­uważa Laurie Lisle.

🖇

Co więcej, jako że budowa ich ciała daje kobietom możliwość noszenia cią­ży, Natura pragnie również, by to one, nie kto inny, zmieniały dziecku pie­lu­chy po urodzeniu, chodziły z nim na wizytę do pediatry, a skoro już przy tym jesteśmy, by to one, nie kto inny, myły podłogę w kuchni, zaj­mo­wały się praniem i pamiętały o kupieniu papieru toaletowego przez następne dwadzieścia pięć lat. To się nazywainstynkt macierzyński”.

🖇

W postępowych środowiskach nikt już nie ośmieliłby się tłumaczyć gejom czy lesbijkom, że ich praktyki seksualne są problematyczne, że pragną nie­wła­ściwych osób, a ich narządy płciowe nie zostały stworzone po to, by tak ich używać: „Przepraszam bardzo, ale instrukcja obsługi mówi co in­ne­go, w zgodzie z naturą należy…”. Tymczasem gdy chodzi o kobiety i noworodki, wszystkim radośnie puszczają hamulce. Stajemy wówczas oko w oko wy­łącz­nie z entuzjastycznymi orędownikami najwęziej rozumianego bio­lo­gicz­ne­go determinizmu.

🖇

[…]  każde ludzkie istnienie zbija nieskończoną liczbę kręgli i pozostawia po sobie głębokie piętno, które nie zawsze łatwo opisać.

🖇

Liczba dzieci maltretowanych, bitych albo gwałconych zmusza również do zadania sobie pytania, czy naprawdę wszyscy, którzy je mają, tak bardzo je kochają. Poza tym wolno przecież nie szukać towarzystwa dzieci, a nawet szczerze ich nie cierpieć, choćby przyszło w ten sposób bezlitośnie pozbawić otoczenie złudzeń, niszcząc wizerunek delikatności i poświęcenia, jaki wiąże ono z Kobietą.

🖇

Powstrzymanie się od rodzenia dzieci może być sposobem na to, by po­cią­gnąć spo­łe­czeń­stwo do odpowiedzialności za jego niedomogi i porażki, by odmówić mu odpuszczenia win, by zadekretować, że nie będzie po­ro­zu­mie­nia, co bez wątpienia tłumaczy niesmak, jaki budzi ono u innych. Jednak owoniestanowi odwrotność pewnegotak”: wypływa z prze­ko­na­nia, że ludzki los mógłby być znacznie lepszy, wynika z buntu prze­ciw temu, co robimy z życiem i ze światem.

🖇

Niektóre z kobiet jednak, niezależnie od relacji z mężczyznami, a także od tego, czy czują jakieś powołanie czy też nie, znajdują inny sposób na to, by uniknąć wtłoczenia w rolę oddanej służącej: nie chcą mieć dzieci; pragną zrodzić samą siebie, zamiast przekazywać życie, wynaleźć kobiecą toż­sa­mość, która świetnie obywałaby się bez macierzyństwa.

🖇 📎📎📎

Ujmując najogólniej, największą wadą kobiet w sile wieku jest ich do­świad­cze­nie. […]  siwiejące włosy akceptuje się u mężczyzn, źle zaś widziane są one u kobiet: doświadczenie bowiem, na jakie wskazują, u pierw­szych trak­tu­je się jako coś kuszącego i dodającego im pewności siebie, u drugich zaś — jako zagrożenie.

🖇

Piosenkarka Patti Smith, ze swymi siwymi, nieposkromionymi włosami, rzucającymi się w oczy zarówno z powodu ich koloru, jak i swobody, z ja­ką je nosi, uprawia swą sztukę, nie dbając w najmniejszym stopniu o oznaki urody, uległości i delikatności, jakich oczekuje się od kobiet, i ma w sobie wszystko z nowoczesnej czarownicy.

🖇

Mężczyźni wcale nie starzeją się lepiej od kobiet,
tyle że oni mają prawo się starzeć.

🖇

Polowania na czarownice wymierzone były zwłaszcza w kobiety starsze dlatego właśnie, że wykazywały się one pewnością siebie, która dla męż­czyzn była nie do zniesienia. Ośmielały się bowiem odpowiadać swoim są­sia­dom, księżom i pasterzom, a nawet sę­dziom i katom.

🖇

A starzenie się to coś cudownego, oznacza bowiem, że ma­my moż­li­wość, każdego dnia, żyć pełnią życia i za­zna­wać szczęścia […].

🖇

Nabywa doświadczenia, nawet jeśli nie pewności siebie. Próg tolerancji dla tego typu zmian jest jednak bardzo niski: pewna siebie kobieta, mająca własne zdanie, wła­sne pragnienia i wiedząca, czego nie chce, nader szybko zaczyna uchodzić za jędzę […].

🖇

Sophie Fontanel formułuje następującą filozoficzną tezę: „Kobiety nie są skazane na to, by pozostawały takie, jakie były w młodości. Mają prawo wzbogacić się o inne aspekty, przybrać inną postać piękna”. (Dopowiada: „Nie twierdzę, że to jakiś obowiązek, każda z nich może robić to, co jej się żywnie podoba”. […]  Bycie kobietą nigdy nie jest proste, a każda z nas do­ko­nu­je własnych osądów – które mogą się zmienić, ewoluując w tym czy w innym kierunku — tak jak potrafi i jak sobie tego życzy).

🖇

Wszystkie niepokorne kobiety uchodzą za brzydkie” — odkrywa David Le Breton. Amerykańska filozofka Mary Daly zauważa zaś, że „pięk­no twór­czych i silnych kobiet” jest „«brzydkie» wedle mizoginicznych kry­te­riów piękna”. Nabieranie wieku oznacza utratę płodności, mocy uwodzenia — przynajmniej wedle panujących kryteriów — i przydatności kobiety w cha­rak­te­rze osoby świadczącej usługi na rzecz męża i dzieci: oznacza by­cie oso­bą niepodległą, nawet wbrew sobie. Budzi to lęk, jakim zawsze na­pa­wa po­stać kobiety, która „istnieje już nie tylko po to, by powoływać do życia inne istoty i się o nie troszczyć, lecz również po to, by sama się two­rzyć i trosz­czyć się o siebie” — jak pisze Cynthia Rich. Starze­ją­ce się kobiece ciało „przy­pomina o tym, że kobiety są sobą nie tylko dla innych”.

🖇

Nawet jeśli społeczeństwo stara się ją stłumić, zyskujemy moc, która niekiedy pozwala nam dokonać transformacji trudnych życiowych doświadczeń.

🖇

Dyskredytowanie kobiecego doświadczenia wyrządza kobietom ogromne krzywdy i boleśnie je okalecza. Zmuszanie ich do tego, by zmieniały się w jak najmniejszym stopniu, cenzurowanie oznak ich rozwoju oznacza za­my­ka­nie ich w klatce logiki odbierającej im jakąkolwiek moc. Wystar­czy­ła­by chwila za­sta­no­wienia, by zrozumieć, jakim szaleństwem jest idealizacja wpisana w kult piękna.

🖇

Niezależnie od tego, że mężczyźni mają się za „wcieloną duchowość”, są oni równie „bliscy materii” jak kobiety, a proces rozkładu ich ciał nie jest ani wol­niej­szy, ani mniej widoczny. Tym, co ich różni, jest jedynie władza po­zwa­lająca im na to, by takie szczegóły nie miały znaczenia. W sferze pry­wat­nej, na ulicy, w miejscu pracy, w parlamencie mogą oni obwieszczać kobietom przyjemność lub nieprzyjemność, jaką sprawia im widok ich ciała czy stroju, zarzucać im nadwagę bądź wiek, będąc pewni, że ich własne ciało czy ubiór, ich własna waga lub wiek nigdy nie staną się tematem dyskusji.

🖇 📎📎📎📎

To czarownicom udało się dojść do głębszego zrozumienia funk­cjo­no­wania kości i mięśni, roślin i substancji leczniczych, już wte­dy, gdy medycy w swych diagnozach uciekali się do pomocy astrologii”. Jak więc widać, odwaga, przenikliwość, niepoddawanie się losowi, a także wal­ka z utrwa­lo­ny­mi przesądami niekoniecznie były po stronie tych, po któ­rych byśmy się tego spodziewali. „Dysponujemy masą dowodów na to, że te rzekome «czarownice» należały do osób najgłębiej w owej dobie zwią­za­nych z nauką” — pisała Matilda Joslyn Gage w roku 1893. Koja­rze­nie ich z Szatanem oznaczało, że wychodziły poza dozwoloną im działalność, wkra­cza­jąc na teren zarezerwowany dla mężczyzn. „Uśmiercanie za po­mo­cą tor­tur było metodą, jaką Kościół katolicki wykorzystywał do walki z ko­bie­cym intelektem, bo wiedzę, którą dysponowały, uznawano za coś wysoce szko­dliwego”.

🖇

Analiza Matildy Joslyn Gage (z roku 1893, przypomnijmy) bez wątpienia wydaje się o wiele bardziej przekonująca: „W tym okresie umysł ludzki po­py­cha­ny był w jednym tylko kierunku. Nauczanie Kościoła, wedle któ­re­go dla własnego zbawienia trzeba zdradzać przyjaciół, zrodziło w końcu skraj­ny egoizm. Resztkę ludzkich uczuć utracono, gdy każdy podejmował wy­si­łek, by zapewnić sobie bezpieczeństwo kosztem pozostałych, nawet naj­bliż­szych, z którymi łączyły ich więzy krwi czy miłości. Zewsząd wyrugowano miłosierdzie, czułość i współczucie.

🖇

Powód rzeczywistej trwałości symboli religijnych tkwi w lęku naszych umy­słów przed próżnią. Systemów symbolicznych nie sposób ot tak od­rzu­cić; trzeba je czymś zastąpić.
   — Carol P. Christ

🖇

Kult ten [racjonalności] determinuje zarazem nasze podejście do świata, zasady organizowania wiedzy na jego temat, a także sposób, w jaki nań wpływamy i jak go zmieniamy. Prowadzi on do ujmowania świata w po­sta­ci zbioru odrębnych od siebie elementów, bezwładnych i pozbawionych jakiejkolwiek tajemnicy, postrzeganych wyłącznie pod kątem ich natych­mia­sto­wej użyteczności; zbioru elementów, które można poznać w sposób obiektywny i które trzeba uporządkować, by wprząc je w służbę produkcji i postępu. Pozostaje on pod jarzmem nauki traktowanej jako metoda pod­bo­ju świata, wizji przejętej w spadku po XIX wieku, choć od tamtej pory fizyka kwantowa zmąciła już ten optymizm, by nie powiedzieć, że ośmieszyła tę arogancję. Mówi nam ona raczej o świecie, w którym każda objaśniona tajemnica odsłania kolejne, w którym, wedle wszelkiego prawdopodobieństwa, będzie się tak dziać bez końca. W świecie tym przed­mio­ty nie są od siebie oddzielone, lecz się przenikają, i mamy do czynienia raczej z przepływami energii i procesami niż z obiektami o nie­zmien­nej tożsamości; obecność obserwatora wpływa na przebieg do­świad­cze­nia, nic nie trzyma się ustalonych reguł, za to panują nieregularność, nieprzewidywalność, niewytłumaczalne „przeskoki”. […]  współczesna fizyka potwierdza jedynie intuicję czarownic. Fizyk Bernard d’Espagnat uważał, że zważywszy na niemożność zdobycia wiedzy osta­tecz­nej, ze względu na opór stawiany przez materię i świat nie byłoby ab­sur­dem odwołanie się do sztuki, która może dostarczyć nam ulotnych ujęć czegoś, co zawsze będzie się wymykać naszemu rozumieniu […].

🖇

Obarcza się nas winą i zmusza do posłuszeństwa i rezygnacji. Czy można nas obciążać odpowiedzialnością za społeczeństwo, w którym przyszliśmy na świat, a w którym nasz margines swobodnego działania jest w sposób nieunikniony ograniczany?

🖇

Sporo czasu zajęło mi zrozumienie tego, że inteligencja nie jest cechą bez­względ­ną, ale że może się diametralnie wręcz zmieniać w zależności od kontekstu, w jakim się znajdujemy, i od osób, z którymi się stykamy. Oko­licz­no­ści oraz rozmówcy są w stanie odsłonić i wydobyć całkiem różne aspekty nas samych, pobudzić albo stłumić nasz intelektualny potencjał. Społeczeństwo bowiem wyznacza kobietom i mężczyznom zgoła różne i odmiennie wartościowane obszary kompetencji i umiejętności, przez co właśnie kobiety częściej są w sytuacji, w której okazują się idiotkami.

🖇

Oczywiście, emocje mogą nas również oślepiać, czynić podatnymi na manipulacje. Nie uchronimy się jednak przed takim ryzykiem, udając, że potrafimy przejść nad nimi do porządku, bo tak czy owak zawsze w nas tkwią.

🖇

Filozof Michel Hulin przypomina z kolei, że dążenie do czystej racjo­nal­no­ści, wyzbytej wszelkich emocji, jest iluzoryczne. U źródeł każdej dyscypliny umysłowej — twierdzi — choćby najbardziej sformalizowanej i naj­ściś­lej­szej, leży pewna afektywna preferencja: chociażby taka, która sprawia, że wolimy „porządek od chaosu, klarowność od mglistości, zupełność od nie­peł­ności, spójność od wewnętrznej sprzeczności”. […]  Kończy zaś: „Gmach naszych teoretycznych konstrukcji we wszystkich dziedzinach wiedzy wzno­si się na ruchomych piaskach preferencji emocjonalnych”.

Mona Chollet, Czarownice. Niezwyciężona siła kobiet,
przeł. Sławomir Królak, Wydawnictwo Karakter, Kraków 2019.

Bo trze­ba odwagi, by nie tylko zakwestionować los, na który jest się skazaną, lecz również cały globalny ład, w który się on wpisuje. […]  Zawsze przecież chodzi o to, by nakłonić innych, żeby cię w końcu wysłuchali, żeby uwzględnili twój punkt widzenia, by odsłonić kulisy i wy­sta­wić je na widok publiczny.

🖇

Niekiedy samo życie zadaje kłam wszelkim przesądom.

🖇

Bycie czarownicą to obalanie panujących praw […]. – To wynajdowanie innego prawa.

🖇

Jeśli jesteś kobietą i jeśli odważysz się wejrzeć w samą siebie, przekonasz się, że już jesteś czarownicą.
   — Manifest WITCH, Nowy Jork 1968

🖇

Czarownica zjawia się o zmierzchu, gdy wszystko wy­daje się już stracone. To ona jednak odnajduje zasoby nadziei na dnie rozpaczy.

(tamże)

poniedziałek, października 27, 2025

(5923+1). Złoty medal dla… dzieci

Jabłoń:
(przeczytała Sadownikowi
poniższy fragment
)

Sadownik:
Wbrew temu, co się uważa,
drabinka okrucieństwa od góry to:
dzieci, kobiety, mężczyźni.

Sadownik & Jabłoń:
(pamiętają smak rówieśniczego draństwa w szkole,
gdy w Polsce nikt jeszcze nie znał słowa
bullying;
zgodzili się, że tylko w przemocy fizycznej
złoty medal należy do mężczyzn
)

Byłam inna, odstawałam od reszty klasy i dziewczynki wzięły mnie sobie za cel ataków, więc jak słyszę, że dzieci są dobre i ko­chane z natury, to chce mi się rzygać.
     Dzieci z byle głupiego powodu potrafią zaszczuć inne dziecko. Oczywiście nie wszystkie – wiem, że jest sporo całkiem dobrych i miłych dzieci. Ale istnieją też małe skurwiele, które gdyby były większe i silniejsze, stanowiłyby wielkie zagrożenie.

Katarzyna Tubylewicz, Nie czekam na szklankę wody.
O świadomej niedzietności
,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2025.

5923. Z oazy (CCCLXXXVIII)

Wyczekana. Ukazała się w tym samym dniu co księga, więc na początku była tylko podczytywana.

W części dotyczącej doświadczeń, które przerabiałam na własnej skórze przez dzie­się­cio­le­cia — należąc w pewnym sensie do awangardy zjawiska, będąc peł­no­wy­mia­ro­wą awangardą w rodzinach, do których należę — nie ma nic nowego, czasem tylko innymi, bardziej dosadnymi słowami wypowiedziane kwestie. Ale wątek o szklance wody zacytowałam poniżej, ponieważ przeskoczył z du­żym marginesem moją ulu­bio­ną wersję o tej samej pani w de­pe­esie, co i dzie­cia­tym, i bezdzietnym wodę podaje.

Mam w tym dziale kilka ulubionych wpisów, ale gdybym miała wybrać jeden — naj­cenniejszy, najbardziej w punkt, najgłębszy w kresce osobiście maźniętej, bez szans na przeterminowanie — wybrałabym ten.

Liczba wyimków skromna, bo nie warto powtarzać tego, co tu latami od czasu do czasu odbijało się czkawką. Wzięłam, by mieć tu po ręką to, o czym w tym temacie nie wiedziałam, nie umiałam tak pięknie napisać lub nad czym nigdy się nie za­sta­na­wia­łam. Najpiękniejsze umieściłam na samym końcu, na deser. Zostawiam tu, zastanawiając się, w której bogini szeregach się urodziłam.

Zmian w myśleniu i stylu życia nie da się jednak zatrzymać – czas dojrzał jak późnojesienne jabłko.

🖇

Rodzina nuklearna jednak nie od dziś jest jedną z bardziej ego­istycz­nych form społecznego istnienia. „Wszystko dla dzieci”, „ro­dzi­na jest najważniejsza” – to hasła, które mogą usprawiedliwić wszyst­ko. Nawet korupcję, podłość i całkowite nieliczenie się z resztą świata.

🖇

[…]  bycie rodzicem małych dzieci jest tak pochłaniające, że staje się wy­raź­ną częścią tożsamości – podobnie jak częścią tożsamości staje się bez­dziet­ność, między innymi ze względu na to, że zbyt często się ją kontestuje.

🖇

Mona Chollet w książce o czarownicach zauważa, że słowa: „Pewnego pięk­ne­go dnia jeszcze pożałujesz!”, to groźba regularnie kierowana wobec ko­biet bezdzietnych z wyboru. Według niej jest to zresztą groźba bardzo oso­bli­wa. „Czy można zmusić się do zrobienia czegoś, na co nie ma się naj­mniej­szej ochoty, tylko po to, by zapobiec hipotetycznemu żalowi rzutowanemu w daleką przyszłość?” – pyta retorycznie.

🖇

Kiedy słyszę: „A kto ci na starość szklankę wody poda?”, to mam ochotę rozjechać czołgiem tę jebaną szklankę. Myślę, że należy przywyknąć do wina, żeby tą wodą się nie przejmować.
     Dzieci to nie jest żadna gwarancja na starość.

🖇

W pewnym sensie trzeba wszystko wymyślić i przemyśleć na nowo. Kobiecość też. Czy raczej kobiecości, bo jest ich wiele.

🖇

Zdekonstruowanie kategorii kobiecości pozwala jej zaistnieć w zupełnie no­wy sposób. Staje się kategorią otwartą, różnorodną, wielopostaciową. Jest czymś w rodzaju amorficznej wspólnoty, kościoła tych, którzy wypadli poza obręb uprzywilejowanej męskości.
Olga Tokarczuk

🖇

Naprawdę jest coś bezmyślnego i pozbawionego empatii
w naciskaniu na to, by ludzie realizowali
czyjeś gotowe życiowe schematy.

🖇

[…]  oparcie na byciu matką jedynej słusznej kobiecej tożsamości wyklucza z grona kobiet nie tylko te świadomie niedzietne, ale także te, któ­re już dzieci odchowały, a wraz z nimi oczywiście również te, które dzieci mieć nie mogą, te których nie stać na in vitro, te, któ­re dzieci chciały, ale nie zdążyły, i wiele innych.

🖇

[…]  problematyczne staje się poszukiwanie nowych, nawet odkrywczych odpowiedzi na to, jakąż to istotą jest kobieta. Dlaczego? Bo wiemy, że ko­bie­cość ma wiele form i że kobietą może być też osoba żyjąca w ciele o przy­pi­sa­nej przy urodzeniu płci męskiej. I że owo męskie ciało wcale nie zawsze musi zostać poddane operacjom i kuracjom hormonalnym, aby żyć pełnią kobiecości.

🖇

Prawd jest wiele i nie zawsze do siebie wzajemnie pasują. A jednak współistnieją, taki to już świat.

🖇

Udało się to, co się udało. Inne rzeczy nie – i nie jest to tragedia. Zmiany są częścią życia. Zmiany mogą rodzić zachwyt.

Katarzyna Tubylewicz, Nie czekam na szklankę wody.
O świadomej niedzietności
,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2025.
(wyróżnienie własne)

Wśród kobiecych archetypów rodem z mitologii greckiej niematek jest więcej niż matek. Czyżby starożytni zna­li więcej równorzędnych wzorów kobiecości od świata współ­cze­sne­go? Wysportowana, gibka Ar­te­mi­da – wol­na samotniczka, bogini łowów i księżyca, opiekunka zwie­rząt i istot nowo narodzonych. Błysko­tli­wa i pełna spokoju Atena – bogini mądrości i rękodzieła, patronka herosów – czy nawet opiekująca się do­mo­wy­mi ogni­ska­mi tajemnicza Hestia, która jednak sa­ma ni­czy­ją matką nie jest. Wszystkie one są bezdzietne, a za­ra­zem nie­zwy­kle płod­ne w innych wymiarach, po­chło­nię­te swoim prze­zna­czeniem, kreujące światy. Oczy­wi­ście są też w mi­to­lo­gii boskie matki […]. Klu­czo­we jest jednak to, że kwestia kobiecości bogiń związana jest z pozostawaniem w zgodzie z wewnętrzną prawdą i ta­lentami, a nie z pod­po­rządkowaniem się naturze poj­mo­wa­nej jako ani­ma­listyczna zdolność ko­bie­cego ciała do rodzenia.

🖇

Kiedy staramy się zrozumieć i zobaczyć to, co jest, ła­pie­my dystans, nastrajamy się filozoficznie i prze­sta­je­my tak histerycznie bać się o przyszłość, która wymyka się wszelkiej kontroli i która nigdy nie jest taka, jak ktoś so­bie wyobrażał. Jakaś będzie na pewno.

🖇

Brak dzieci w moim życiu to decyzja równie egoistyczna, jak decyzje innych osób o potomstwie.

(tamże)

*

Édith Piaf, Non, je ne regrette rien.

wtorek, sierpnia 05, 2025

5854. Z oazy (CCCLXIV)

Odlicza­nie literek, cztery. Poślizgnięte na zatorze, który utworzyły trzecie literki. Wyjęłam tę książkę właśnie z nich. Podczas czytania przy­po­mnia­ło mi się, że od naj­młod­szych lat chciałam być duża, by móc decydować o so­bie. Ten drobiazg książ­ko­wy powinien być obowiązkowy dla każdej dorosłej osoby, by traktowała lepiej nie tylko dzieci, ale każdą napotkaną istotę, bez względu na to, czy będzie człowiekiem, psem, kotem czy odbiciem w lustrze.

Od zarania wzrastamy w poczuciu, że większe — ważniejsze od małego.
     — Jestem duży — cieszy się dziecko, postawione na stole. — Jestem wyż­szy od ciebie — stwierdza z uczuciem dumy, mierząc się z rówieśnikiem.
     Przykro wspinać się na palcach i nie móc dosięgnąć, ciężko drobnemi kro­kami nadążać za dorosłymi; z małej ręki wyślizgnie się szklanka. Nie­zręcz­nie z mozołem pnie się na krzesło, do pojazdu, na schody; nie może ująć klamki, wyjrzeć przez okno, zdjąć lub zawiesić, bo wysoko. W tłumie zasłaniają, nie dostrzegą, potrącą. Niewygodnie, przykro być małym.
     Szacunek i podziw budzi to, co duże, więcej zajmuje miejsca. Mały — po­spo­lity, nieciekawy. Mali ludzie, małe potrzeby, radości i smutki.
     Imponują: wielkie miasto, wysokie góry, wyniosłe drzewo.

🖇

 Kto i kiedy, w jak wyjątkowych warunkach, ośmieli się dorosłego pchnąć, szarpnąć, uderzyć? A jak codzienny i niewinny klaps, wymierzony dziecku, mocne pociągnięcie za rękę, bolesny uścisk pieszczoty.
     Poczucie niemocy wychowuje cześć dla siły; każdy, już nietylko dorosły, ale starszy i silniejszy, może brutalnie wyrazić niezadowolenie, siłą poprzeć żądanie i wymóc posłuch: może skrzywdzić bezkarnie.
     Uczymy własnym przykładem lekceważenia, co słabsze.

🖇

     — Pamiętaj, wiedz, zrozum.
     — Przekonasz się, zobaczysz.

🖇

Nic to. Kochamy dzieci. […]
     Czemu jednak — jakby ciężar, zawada, niewygodny dodatek? […]  na dziecko za cudze winy spada odpowiedzialność.
     […]   Jak rzadko jest takie, jakbyśmy pragnęli, jak często jego wzrostowi towarzyszy uczucie zawodu.
     — Już przecież powinno…

🖇

Jawi się skarga na niewdzięczną pracę: kogo Bóg chce ukarać, robi go wychowawcą.

🖇

Oto pochyła upadku wychowawcy:
     lekceważy, nie ufa, podejrzewa, śledzi, przyłapuje, karci, oskarża i karze, szuka dogodnych sposobów, by zapobiec;
     coraz częściej zabrania i bezwzględniej zmusza,
     nie widzi wysiłku dziecka, by zapisać starannie kartkę papieru lub go­dzi­nę życia; stwierdza oschle, że źle.
     Rzadki błękit przebaczeń[,] częsty szkarłat gniewu i oburzeń.

🖇

[…]  nie dzieci, a żywioł.

🖇

Dzieci stanowią dużą odsetkę ludzkości, ludności, narodu, mieszkańców, współobywateli, — stali towarzysze. Były, będą i są.

🖇

Istnieje kłamliwy zarzut, że życzliwość rozzuchwala dzieci, że odpowiedzią na łagodność będzie bezkarność i nieład.
     Ależ dobrocią nie nazywajmy niedbalstwa, niedołęstwa i bezradnej głupoty.

🖇

Zwaliliśmy na barki dziecka trud uzgodnienia rozbieżnych interesów dwóch równoległych autorytetów.
     Szkoła żąda, rodzice niechętnie dają. Konflikty między rodziną i szkołą obarczają dziecko.

🖇

Dziecko nie jest głupie; głupców wśród nich nie więcej, niż wśród dorosłych.

🖇

Ma dziecko przyszłość, ale ma i przeszłość: pamiętne zdarzenia, wspo­mnie­nia, wiele godzin najistotniejszych samotnych rozważań. Nie inaczej, niż my, pamięta i zapomina, ceni i lekceważy, logicznie rozumuje — i błądzi, gdy nie wie. Rozważnie ufa i wątpi.
     Dziecko jest cudzoziemcem, nie rozumie języka, nie zna kierunku ulic, nie zna praw i zwyczajów. Niekiedy samo rozejrzeć się woli; gdy trud­no, prosi o wskazówkę i radę. Potrzebny przewodnik, który grzecznie odpowie na pytanie.
     Szacunku dla jego niewiedzy.
     […]
     Szacunku dla niepowodzeń i łez.

🖇

Łzy uporu i kaprysu — to łzy niemocy i buntu, rozpaczliwy wysiłek pro­te­stu, wołanie o pomoc, skarga na niedbałą opiekę, świadectwo, że nie­ro­zu­mnie krępują i zmuszają, objaw złego samopoczucia, a zawsze cierpienie.

🖇

Winą dziecka będzie wszystko, co uderza w nasz spokój, ambicję i wygodę, naraża i gniewa, godzi w przyzwyczajenia, absorbuje czas i myśl. Nie uzna­je­my uchybień bez złej woli.

🖇

Hałaśliwie przemawiają złe czyny i złe dzieci, zagłuszają szept dobra, a dobra tysiąckroć więcej, niż zła. Silne jest dobro i niezłomnie trwa. Nieprawda, że łatwiej zepsuć, niż poprawić.

🖇

Rośnie nowe pokolenie, nowa wznosi się fala. Idą z wadami i zaletami; daj­cie warunki, by wzrastali lepsi. — Nie wygramy procesu z trumną chorej dzie­dzi­czności, nie powiemy chabrom, by były zbożem.

Janusz Korczak, Prawo dziecka do szacunku,
Wydawnictwo Avia Artis, Warszawa 2021.
(wyróżnienie własne)
[rok Autora]

Tylko wobec Prawa i Boga kwiat jabłoni tyle wart, co jabłko, zielona ruń, ile łan dojrzały.

🖇

[…]  dzieci zasługują na szacunek,
zaufanie i życzliwość […].

🖇

Szacunku dla bieżącej godziny, dla dnia dzisiejszego.

🖇

Pozwólmy ochoczo pić radość poranka i ufać. Dziecko tak właśnie chce. Nie żal mu czasu na bajkę, rozmowę z psem, chwytanie piłki, dokładne obejrzenie obrazka, przerysowanie litery, a wszystko życzliwie. Ono właśnie ma słuszność. […]  Chwila trwa tyle, ile uśmiech lub we­stchnienie.

🖇

Dzielimy nieudolnie lata na mniej i więcej dojrzałe; niema niedojrzałego dziś, żadnej hierarchji wieku, żad­nych wyższych i niższych rang bólu i radości, nadzieji i zawodów.
     Gdy bawię się czy rozmawiam z dzieckiem — splotły się dwie równie dojrzałe chwile mojego i jego życia […].

🖇

Ile cudów we wzroście rośliny i człowieka, w sercu, mó­zgu, oddechu. Najdrobniejsze wzruszenie czy wysiłek — już mocniej serce łopoce, już tętno żywsze.
     Tę samą, moc i trwałość ma duch dziecka.

🖇

Kiedy, jeśli nie teraz,
otrzyma kwiat uśmiechu?

🖇

Tu nic nie da się wyłudzić ani wymusić.

(tamże)



5853. Z oazy (CCCLXIII)

Odlicza­nie literek, trzy. Poślizgnięte na wyborze cytatów. Obszernym, może zbyt, ale każdy z poniższych fragmentów chcę tu mieć.

Postanowiłam sięgnąć po tę lekturę, by przyjrzeć się ułamkowi arcypolskiej nie­na­wi­ści, bo kamieniem nie rzucę —zdecydowaną większość swojego życia nie lubię dzieci. Dokładniej, nie lubię, a w zasadzie nie znoszę, „rodzinnych” dzieci. Mam ku temu swoje powody. Kształtowały przez lata moją niechęć. „Obce” nie tylko lubię, niektóre mnie fascynują, wszystkie nie zmuszają mnie do bycia taką czy siaką, co daje mi wybor bycia życzliwą, z czego korzystam z ogromną przyjemnością.

Potraktowałam tę książkę niczym lustro, by przejrzeć się w niej wraz ze wszystkimi moimi uprzedzeniami. Sprawdzić, które z nich wciąż są aktywne, a które wyblakły i przeminęły. Ze sporym zdziwieniem odnotowałam, że polska nienawiść do dzieci — nieuwzględnianie ich potrzeb czy zdania, bagatelizowanie trudności, z którymi realnie mierzą się w swoim życiu — ma się świetnie w rodzinach z dorosłymi „dzieć­mi”, bo przecież czcij ojca i matkę swoją. W imię czwartego przykazania pozwalamy na szan­taż pod auspicjami rodzicielskiej „miłości”.

Odmawiam, uprzedziłam Sadownika, rodzinnych rozgrywek. Nie moje małpy, nie mój cyrk. Jestem na szczęście tylko synową.

Cytat z rezydentem Pałacu Prezydenckiego ku chwale ostatniego dnia jego rezy­den­tu­ry, byśmy nie zapomnieli, byśmy nie popadli w nostalgię, że dobry był. Nie był.

Na początku było hasło: Polacy nienawidzą dzieci. Na okładce przybrało ono formę podtytułu: Jak Polacy nienawidzą dzieci. Trochę dlatego, że […]  ła­two zebrać i pokazać przykłady tej niechęci, antypatii, nie­życz­li­wo­ści, nie­przy­chylności – albo odrazy, wstrętu, pogardy i awersji. […] 
     Zacząłem się więc zastanawiać, dlaczego właściwie Polacy nienawidzą dzieci?
     Może dlatego, że ich po prostu nie lubią. Tak jak część współczesnych mężczyzn zwyczajnie nie lubi kobiet, chociaż potrzebuje ich w swoim życiu. […]  Feminizm i prodziecięcyzm powinny iść ze sobą pod rękę, bo walczą z tymi samymi postawami.

🖇

Jak sobie radziliśmy bez wszechobecnych dziś samochodów? To pu­łap­ka w myśleniu o przeszłości – ludzie zawsze sobie jakoś radzili, zawsze jakoś żyli.

🖇

Cóż, z dzieciofobią jest jak z rasizmem w Teksasie z młodzieńczych wspo­mnień Williama Gibsona – nikt nie czuł się rasistą, bo wszyscy nimi byli.

🖇

Kto by się spodziewał, że jeśli odbierze się kobietom prawa re­pro­duk­cyj­ne, nie będą chciały rodzić? Kto mógł wpaść na to, że wpływ na decyzje pro­kre­a­cyj­ne mają warunki ekonomiczne? […]
     Kaczyński wpisał się w długą tradycję zawstydzania bezdzietnych kobiet. Dopiero od niedawna głośno mówią o tym, że nie chcą mieć dzieci – i że to wyłącznie ich sprawa. […]
     Piszę cały czas „kobiet”, bo mężczyzn społeczeństwo nie pilnuje w tej kwe­stii aż tak. […]
     Może dlatego, że macierzyństwo jest tylko kolejną okazją do spra­wo­wa­nia kontroli nad kobietą.

🖇

Populistyczna reakcja jest najgorszą z możliwych i pokazem hipokryzji. Ówczesny premier Morawiecki mówił o karach dla sprawców, a przecież rządy PiS-u przestały finansować telefony zaufania dla dzieci i młodzieży i zamykały szkoły przed edukatorami seksualnymi. Skrajnie prawicowa propaganda nazywała zresztą groomingiem edukację seksualną i wspie­ra­nie młodzieży LGBT, tymczasem prezydent Andrzej Duda w 2020 roku uła­ska­wił pedofila skazanego za przemoc domową i umożliwił mu kon­takt z ofiarą.

🖇

[…]  hałaśliwy kapitalizm, zwłaszcza jego polska odmiana, sprzedaje klasie średniej fantazję, że może się wykupić ze społeczeństwa i jego problemów. „Społeczeństwo nie istnieje”. Duch thatcheryzmu krąży od zarania III RP. Jeśli się w to uwierzyło, łatwo przyjąć postawę klienta, który ma zawsze rację.

🖇

Nienawiść do osób LGBT to nienawiść do dzieci. Do każdego dziecka nie­spo­dzian­ki, które jeszcze nie podzieliło się ze światem (i rodzicami) swoją tożsamością. Chciałbym żyć w świecie, w którym coming out będzie wy­glą­dał jak poinformowanie o nowej fryzurze, a nie jak pełna napięcia psy­chicz­nie wyniszczająca konfrontacja. Chciałbym świata, w którym opo­wia­da­ją­cy o młodzieży LGBT komiks Alice Oseman Heartstopper nie będzie nikomu potrzebny do przeżywania fantazji o akceptującej rodzinie.

🖇

[…]  gdy mowa o architekturze przyjaznej ludziom, chodzi o coś więcej niż projektowanie miast z poszanowaniem ruchu pieszego i rowerowego. Klu­czo­wy musi być dostęp dla ludzi z niepełnosprawnościami, zwłaszcza że jak ktoś zauważył, w niektórych sytuacjach wszyscy jesteśmy nie do końca sprawni, bo na przykład mamy zajęte ręce.

🖇

W miastach brakuje przestrzeni, jest odbierana pieszym, dzieciom, wózkom i rowerom, roszczeniowi kierowcy domagają się jej za darmochę.

🖇

[…]  śmiałość, jaka cechuje starsze kobiety strofujące i zaczepiające obce dzie­ci. Z jednej strony z racji wieku widzą się w roli babci, z drugiej traktują dziecko jako kogoś stojącego niżej na drabinie społecznej. Osoby wy­klu­czo­ne z powodu wieku i płci znajdują sobie jeszcze bardziej wykluczoną ofiarę.

🖇

[…]  żyjemy w społeczeństwie i dzieci są jego elementem, a nie tylko problemem rodziców. […]
     Ważne jest tylko, żeby nie przekraczać granicy – celują w tym zwłaszcza starsze panie, które na widok dziecka w jakimś emocjonalnym kryzysie po­dej­mują próby uspokajania go albo strofowania. To nigdy nie działa; nie wolno wpychać się z buciorami w sytuację, której nie rozumiemy i która do­tyczy nieznanej nam osoby. Chcesz pomóc? Przytrzymaj drzwi. Po­wstrzy­maj się od wzdychania.

🖇

Dorośli domagają się od dzieci zachowania, które dla nich samych jest trud­ne. Na przykład oczekują, że dzieci będą się błyskawicznie uczyć zasad. Każ­dy pewnie zna dorosłego, który nie potrafi zmienić jakiegoś swojego złe­go zachowania, wyzbyć się denerwującego zwyczaju. Próbujemy, tłu­ma­czy­my, w końcu się poddajemy. „Nie można nauczyć starego psa nowych sztu­czek” – głosi przysłowie. „Ma taki charakter” – mruczymy pod nosem, po­go­dzeni z losem. A od dziecka wymagamy, by dało się zaprogramować, i to za pierwszym razem!

🖇

Powinniśmy kontestować nasze schematy myślowe, podchodzić podejrzliwie do wygodnych formułek, zwłaszcza takich, za pomocą których próbuje się w prosty sposób nazwać większe zjawisko lub grupę ludzi.

🖇

W przedszkolach przed Dniem Ojca trwa nauka wierszyków. Zapytajmy więc osobę w wieku przedszkolnym, kto to właściwie jest tata. „Tata jest silny…”. Pokażmy więc palcem wciąż powszechną scenkę: „Skoro to tata jest silny, to dlaczego kobieta pcha wózek?”. „Urodziła, więc jest odpo­wie­dzial­na za dziecko”. A tata? „Pomaga mamie w opiece”. Polska szkoła jest konserwatywna, jakby nic nie zmieniło się od czasów, kiedy czytankę ilu­strował obrazek, na którym ojciec z synem bawią się kolejką, a matka z cór­ką w tym czasie nakrywają do stołu.

🖇

[…]  współcześni mężczyźni mają pro­ble­my, ale nie można ich rozwiązać, prowadząc wojnę płci. Przecież jeśli kogoś naprawdę obchodzą problemy mężczyzn, będzie starał się je zidentyfikować – i poszukać rozwiązania.

🖇

Mężczyzna nie jest w stanie pomóc chłopcu, jeśli wcześniej nie zabił w sobie toksycznego faceta. Dorośli mężczyźni zwykle są źródłem problemu, nie pro­po­nują natomiast jego rozwiązania. […]  Chłopców mogą uratować tylko kobiety, bo one jeszcze widzą w nich nie tylko przyszłych mężczyzn, ale prze­de wszystkim dzieci.

🖇

Staranne i zdyscyplinowane dziewczynki gani się za jakość pracy. Chłopcy zaś dostają komunikaty w stylu: „gdybyś nie grał tyle w piłkę, tylko trochę przysiadł do nauki, to ho, ho…”. Skutek jest taki, że gdy coś nie wyjdzie dziew­czynce, myśli, że to przez brak zdolności. Chłopiec zaś jest przekonany o własnej wartości.

🖇

Dziewczyny mogą nosić dżinsy i krótkie włosy, koszule i buciory, bo bycie chłopakiem jest okej. Ale dla chłopaka wyglądanie jak dziew­czy­na jest poniżające, bo uważasz, że bycie dziewczyną jest poniżające.

🖇

Dziewczyna zna doskonale męską kulturę, bo musi żyć w urządzonym przez mężczyzn świecie. Chłopak nic nie musi. Tak, absolutnym, podstawowym i głównym problemem współczesności jest brak szacunku dla dziewczynek. Seksizm, mizoginia, femmefobia, cały pakiet. Cierpimy przez to wszyscy jako społeczeństwo i jednostki.

🖇

Ile lat ma chłopiec, kiedy się dowiaduje, że jest po prostu lepszy od dziewczyn i mu się wszystko należy?

🖇

Seksizm wynosi się z domu, więc jego zwalczaniem powinna zajmować się szkoła. Niezbyt sobie z tym zadaniem radzi – już w przedszkolu dziecko odkrywa, że jest nie dzieckiem, ale chłopcem lub dziewczynką – i z tego powodu doświadcza różnego traktowania.

🖇

Femmefobia to szczególny i nieco intersekcjonalny przypadek mizoginii – to nienawiść nie tyle do kobiet, ile do szeroko pojętej kobiecości. Jej ofiarami padają również „zniewieściali” homoseksualiści. Można się uważać za fe­mi­ni­stę i mimo tego być femmefobem – oklaskiwać silne kobiety i krzywić się na widok księżniczek Disneya.

🖇

Wolę słowoemancypacja”. W nim jest zawarte pragnienie po­pra­wie­nia swojej pozycji, uwolnienia. Bunt to akt. Jaki ma cel? Zbuntować się można przeciw rozumowi i godności człowieczej. Bunt jest bezmyślny, to ściąganie czapki w proteście przeciwko matczynym nakazom, chociaż w uszy zimno. […]  Mamy narzędzia, żeby wychowywać wolnych ludzi. Wystarczy wyrugować przemoc, kłamstwa, kary i nagrody. Nagrodę daje samo życie.

🖇

Wierzyłem w Boga, bo wszyscy wierzyli, dopiero potem się dowiedziałem, że nie trzeba. Droga do ateizmu była w moim przypadku długim procesem emancypacji; zazdroszczę koleżance, że skonfrontowana z okropieństwami Kościoła wstała i wyszła w wieku lat jedenastu. Każdy chyba potrzebuje ja­kie­goś wstrząsu, punktu przełomowego, znaku z niebios. Silne uwikłanie w magię przekraczającą ludzki rozum – tego się nie da pokonać samym ro­zu­mem. […]  katolicyzmu nie da się pogodzić z wychowaniem bez nagród i kar, kara i nagroda są w jego DNA.

🖇

Dzieci są proste, dorośli je komplikują.
Dorabiają ideologię.

🖇

Prawda jest taka, że kiedyś istniało więcej przestrzeni wolnej, nie­upo­rząd­ko­wa­nej, którą można było sobie przejąć pod zabawę […]. Dziś ta prze­strzeń znika zajmowana przez osiedla deweloperskie, złośliwie, ale i traf­nie zwane polskimi obozami mieszkaniowymi.

🖇

Jak rozwijać wyobraźnię w czasach, w których dorośli wszystko wymyślili, opakowali i sprzedali? Może wrócić do patyka? Patyk może być koparką, mieczem świetlnym, różdżką czarodzieja i rakietą. W połączeniu z garn­kiem – perkusją. Ze starego kartonu można sobie zbudować zamek i bazę kosmiczną. Tylko nikt na tym nie zarobi.

🖇

Dlaczego, kiedy dzieci wołają „mamo”, ojciec udaje, że to nie do niego? Co najgorszego może się stać?
     – Mamo!!!
     – Tak?
     – Nie ty, druga mama.
     – Naprawdę potrzebujesz akurat jej?
     – No nie… Pomóż mi z tym.

     Abrakadabra, czary-mary, twoja stara to twój stary.

🖇

Dziecięce ciało, w przeciwieństwie do dorosłego ciała, jest cudem. Dorosłe ciało – cudem jeszcze działa, jest zniszczone czasem, stresem i używkami, a przede wszystkim podłączeniem do tego nieszczęsnego elektrycznego or­ga­nu, który je nieustannie przesterowuje, do mózgu – naszego zbawienia i naszej zguby. Wsadź brzdąca na wrotki – gibnie się, parsknie i pojedzie… Tyle go widzieli. Wsadź dorosłego, wyrżnie zadkiem w bruk. Za du­żo my­ślał, nie słuchał ciała, szukał ściany do podparcia, zamiast intuicyjnie re­agować. Trzeba się nauczyć NATURY, oduczyć KULTURY.

🖇

Radość z eksploracji świata łatwo zniszczyć; niepotrzebnie nastraszyć, za­wstydzić, rozpocząć metamorfozę w dorosłego. Dorosły patrzy na dziecko uczące się jeździć na rowerze i walczy ze sobą – musi się wyzbyć swojej do­ro­słości i nadmiernego myślenia, puścić kijek, nie myśleć o tym, co może się stać najgorszego. Ono zaraz się przewróci! Nie, nie przewróci się. Gibnie się, parsknie i pojedzie dalej, a ty zostaniesz z tyłu, wiedząc, że to pierwszy krok ku zupełnej niezależności; pierwszy raz takiś zbędny.

🖇

Mówimy o antyfeministycznym backlashu trwającym już trzy dekady! Komu na tym zależy? Wszystkim, którzy wolą prowadzić wojnę płci, zamiast zająć się prawdziwym wykluczeniem, na przykład rasowym i klasowym. Gdy się bliżej przyjrzeć statystykom, okaże się, że problemy w szkole mają nie chłopcy, tylko dzieci z niższych klas, pod­le­ga­ją­ce przeróżnym wykluczeniom. Określiwszy ich mianem „chłopcy”, prze­ga­pia się prawdziwe źródła problemu, co oczywiście jest na rękę spra­wu­ją­cym władzę konserwatystom. Po co walczyć z systemowym rasizmem (głównie USA) i klasizmem (głównie UK), gdy można zwalić winę na roz­kwit feminizmu? Nawet winę za antyintelektualizm chłopców pró­buje się zrzucić na dziewczyny.

🖇

[…]  źródłem tych wszystkich zachowań jest brak szacunku dla dziecka, tra­kto­wa­nie go jako kogoś, kogo w ogóle można karać i karcić. Pobicie, klaps i szturchnięcie to to samo działanie wykonane z różną siłą.

🖇

Może powinniśmy patrzeć na każde mijane dziecko jak na podróżnika w czasie – kogoś, kto wyruszył w przyszłość, której my już nie poznamy.

🖇

W całej tej chryi z psiećmi i papieżami widać też, jak bardzo niektórzy lubią zaglądać innym do talerza, w majty i do mieszkań. Osoby, które nie planują mieć dzieci, muszą znosić nieprzyjemne uwagi wujków i cioć. („A gdzie jakiś kawaler?” „Nie wiem, kurwa, w kawalerce?” – podsumowuje wigilijne dia­lo­gi jeden z memów). Z kolei po narodzinach pierwszego dziecka życzliwi pytają: „Kiedy następne?”.

🖇

[…]  musimy jako społeczeństwo przestać patrzeć na siebie jako na konkurujące ze sobą jednostki i zacząć traktować siebie właśnie jako społeczeństwo.

Michał R. Wiśniewski, Zakaz gry w piłkę. Jak Polacy 
nienawidzą dzieci
, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2024.
(wyróżnienie własne)

[…]  pokładam w dzieciach nadzieję na przyszłość, której nigdy nie zobaczę.

🖇

Czasem, by zmienić los, należy coś zbroić.

(tamże)

poniedziałek, lipca 14, 2025

5839. Z oazy (CCCLIX)

Co­tygodniowe odliczanie literek, dwa. Czekając na czwartą książkę z cyklu tu/teraz, dziarsko chwyciłam za pierwszą, mając świadomość, że temat nie mój. Zafascyno­wa­na jednym ojcem, do którego mam dokładnie jeden uścisk dłoni, byłam ciekawa per­spek­ty­wy narratora tej historii, osoby męskiego ro­dza­ju.

Okazało się, że najwięcej zachwytu zawdzięczam smo­kom, elfom czy krasnoludom. Bez ich istnienia w życiu książkowego ojca ta opowieść nie byłaby tak dobra. Pła­ka­łam ze śmie­chu, choć empatyzując, powinnam raczej zaciskać pięści.

Dla kogo jest ta książka, to ja nie wiem. Na otarcie łez dla rodziców? A kiedy oni będą mieli chwilę, by ją przeczytać? No i po co im czytanie o powszednim chlebie?

Wybór wyimków nie był łatwy. Każdy kawałek, który przetrwał selekcję, to wy­łącz­nie samo gęste, najgęstsze.

Ojcem po raz pierwszy zostałem, kiedy miałem siedemnaście i pół roku. Sie­dem­naście i pół i pozamiatane, koniec życia, tak jest, byłem pewien, ale to przecież nie całkiem prawda, prawda wyglądała jeszcze gorzej: moje życie miało trwać dalej, tyle że z przetrąconym kręgosłupem, w ciągłym poczuciu obowiązku, miało kuśtykać w otchłań pod ciężarem od­po­wie­dzialności.

🖇

Temat oczywiście nie był nowy. Przeciwnie, przerozmawialiśmy go po­rząd­nie; pierwszy raz wypłynął niedługo po tym, jak się zeszliśmy, mniej więcej dekadę wcześniej, na wagarach, na kawie.
     – Co myślisz o dzieciach? – spytało wówczas jedno dziecko.
     – Rozwrzeszczane glisty, ohyda – odparło drugie. – Ale kiedyś?
     – Kiedyś tak.
     Oboje byliśmy jedynakami. Żadne z nas nie miało w rodzinie kontaktu z ma­ły­mi ludźmi, istoty te stanowiły konstrukt czysto teoretyczny, abs­trak­cyj­ny – i w tej strefie abs­trak­cji doszliśmy do pełnego porozumienia.

🖇

Miałem zostać ojcem, tym razem na dobre. Na stałe.
     […]  Czekałem, aż w pełni dotrze do mnie świadomość zmiany, aż stan emocjonalny dogoni rozpędzone fakty. […]  czy sobie poradzę, czy podołam, czy męskość męskością zwyciężę, kropla za kroplą lęku. Bzzzzzzzzzzzzzzzz.

🖇

Nie tak miało być. Było wiele obietnic, wszyscy mi je składali, kobiety z re­klam, uśmiechnięte, dzieciate, rodzice moi i nie moi, nikt nie mówił, że jest aż tak ciężko […].
     A ty się mnie jeszcze czepiasz, zarzuty wyssane z palca, nie, o nie, nie bę­dę stał i tego słuchał, trzeba się szanować. Naprawdę nigdy nie chciałem, żebyś mi dziękowała, nie musisz, ale mogłabyś wziąć pod uwagę, ile robię, zanim wywleczesz, ile nie.

🖇

A ja po prostu wyszedłem. Trzasnąłem drzwiami. Pękłem. Słabeusz.
     Je
     ba
     ny
     tru
     teń.
     Zostawiłem cię samą.
     Wrócić. […]  Wrócić? Niby do czego? Żebyś mogła dalej we mnie napierdalać, bo oczywiście zniosę to w imię spokojnej współpracy? Wcale się nie chcę widzieć twoimi oczami obecnie, pięknie dziękuję, a jeżeli się wściekam, to przecież z twojej winy.

🖇

     – Dzień dobry – obwieściła położna, choć była, jak wskazywał zegar na ścianie, szósta rano, więc dzień nie mógł być ani dobry, ani zły, bo się je­szcze nie zaczął.

🖇

Zmarszczyłem brwi, ale jasne, w porządku. Głowę miałem szeroko otwartą, byłem całkowicie gotów dać się utwierdzić w swoich przekonaniach.

🖇

Najpiękniejsze dni w twoim życiu. Totalnie istnieją, każdy ci to powie (czy tego chcesz, czy nie). Na przykład najpiękniejszym dniem w twoim życiu jest dzień ślubu. Czy to nie wspaniałe organizować żenującą imprezę dla tłu­mu osób, które krępują cię samą obecnością? […]
     Ciesz się. No dalej. Ciesz się, czemu się nie cieszysz? Radzę ci się cieszyć, bo istnienie najlepszego dnia w sposób jednoznaczny i nie­od­wo­łal­ny wska­zu­je, jak mało wartościowe są dni pozostałe. Wszystko, co wcze­śniej – gor­sze. Co później – szkoda gadać.

🖇

Ile mięśni musi aktywować dziecko, żeby ssać pierś? Sześćdziesiąt siedem różnych mięśni. A ile mięśni aktywuje się podczas ssania smoczka? – Pauza dla większego efektu. – Trzy. Tylko trzy mięśnie. Cóż to oznacza? Że jeśli ma­luszek zacznie od smoczka, natychmiast się zorientuje, że tak jest łatwiej, i nigdy nie będzie chciał wrócić do piersi.
     – Wróci, jak dorośnie – powiedział półgłosem Śmieszek.
     Któryś z pozostałych kolesi parsknął i ja też, w imię sztamy, ale cicho, pół­gębkiem.

🖇

Rozumiem, skąd się bierze dziecko. Z potrzeby, której nie rów­no­wa­ży doświadczenie. Z niewinnej chęci. Z sumiennych starań.
     Ale skąd się biorą dzieci? Nie mam pojęcia.

🖇

Nie jesteśmy gatunkiem skazanym na zagładę. Jesteśmy gatunkiem, któ­re­mu zagłada przydarza się właśnie teraz, już, dzisiaj. Czas minął, zasie­dzie­li­śmy się, wystarczy.
     […]  starość. Kultura ginącego gatunku wyprzedziła biologię. Cóż to był­by za luz, gdybym został ojcem jako kuloodporny osiemnastolatek! Gdy na­da­wa­łem się w sam raz do najmęższych czynności, jakie istnieją – pło­dze­nia dzieci i wojowania. Dajcie mi karabin do rąk, wsadźcie do śmigłowca! Mam osiemnaście lat, jestem debilem, nie bolą mnie ani plecy, ani biodro, dam radę! Strzelałbym, granaty rzucał, zniósłbym pojawienie się w domu glisty z uśmiechem na twarzy i baterią naładowaną aż do przesytu. Byłbym nie do zdarcia. A jednak tryumfuje kultura i zostałem ojcem w wieku mniej więcej chrystusowym, tyle że Chrystus sprytnie wymiksował się z gry jako bezdzietny singiel.

🖇

Ludzkie przeżycia, widziane z perspektywy, mogą stać się historią, zamkniętą opowieścią. Nabierają sensu.

🖇

[…]  rodzicielstwo jest super, wszyscy to potwierdzają: społeczności lokalne i globalne, reklamodawcy i reklamobiorcy, właściciele oraz nadzorcy prze­strze­ni prywatnej i publicznej. Jest super! Jak jest? Super! Wciąż upew­nia­my się nawzajem, jeden drugiego, jedna drugą, hipnoza i autohipnoza w imię przetrwania gatunku. Śmieją się do nas reklamy, poradniki, social media. Wszystko w podkręconych barwach, na najwyższym biegu, rodzi­ciel­skim haju. Nie ma nic wspanialszego, niż siedzieć w domu z maluszkiem! Tak więc rodzice (matki) cierpią w milczeniu, bo przecież nie cierpią wcale. Nie mogą się nikomu wyżalić, bo przecież nie mają na co. Jest super! Auto­hi­pno­za? Autoszantaż!
     Jednakże Truteń, od urodzenia chowany na najsłodszych pyłkach, kar­mio­ny obietnicami osiągnięć, sukcesów, samodoskonalenia aż do na­tu­ral­nej śmierci, po niespodziewanej konfrontacji z rzeczywistością od razu do­strzegł, że król jest nagi. Nagi i obsrany po pachy. Że to potworne bagno. […]  nikt nie odważy się podnieść ręki na rodzicielstwo, na jego sekretne, wyjątkowo uszlachetniające cierpienie.

🖇

No dobra. Niech będzie. Każda decyzja jest lepsza niż żadna, tak? Działanie jest lepsze niż rozpacz.

🖇

Mam wspomnienia z wczoraj, a za wczoraj czai się przedwczoraj i jeszcze przed, i jeszcze, stopa nie trafia już w próżnię, upragniony zasób do­świad­czeń przywraca życiu naturalny trójwymiar. Tylko dociera powoli, że tor nie ma mety.

🖇

     – Nie śpi. Nie je. Drze się. Charczy – wyliczył Truteń.
     – Biedne maleństwo!
     Biedne maleństwo, też mi! Też Trutniowi. Maleństwo nic nie wie o świe­cie, a już na pewno nie wie, że jest biedne. Jest zadbane, otoczone czułym pierścieniem opieki, wysiłku, niepokoju. To my potrzebujemy wsparcia, nie ono. To ja jestem biedny! Ale świat odpowiada: morda w kubeł. Istniejesz tylko w zakresie swojej nowej funkcji.
     […]  Wiedział oczywiście, że kobiety i w tej sytuacji mają gorzej, bo naj­pierw ciśnie się je ze wszystkich stron, że mają być samowystarczalne, że mu­szą się rozwijać, kształcić, przebijać szklane sufity, wychodzić z przy­pi­sa­nej roli, a potem, kiedy mogłyby faktycznie ruszyć w stronę sufitu, zostają zbombardowane dywanowo innym przekazem: miej dzieci, wychowuj dzie­ci, dzieci, dzieci, dzieci, dzieci, dzieci. Wiedział, że mają gorzej. Wiedział, niech będzie, wiem o tym, przewracam oczami, tak, wiem, ale to nie o nie teraz chodzi, tak? Chodzi mi o mnie! Jeszcze tu przecież jestem. Ja!

🖇

     – Nie no, przecież widzę, że się starasz. Pomagasz, jak należy.
     – Pomagam! – parskam. – Pomagam! Pomoc domowa! Pomagać to mo­że dziecko przy zmywaniu naczyń.
     – Jak to? – pyta z uśmieszkiem Rudy.
     – No weź. Pomoc się oferuje z dobroci serca, z bezpiecznej od­le­gło­ści. Pomagasz, a potem przestajesz pomagać, i tak miło z two­jej strony, że pomogłeś. Pomoc oznacza hierarchiczność.
     – Hierarchiczność, ho, ho!
     – A ile kobiet „pomaga przy dziecku” swoim partnerom, co? – Robię cu­dzy­słów palcami. – Jakoś się o nich nie słyszy. Nie, nie wystarczy po­ma­gać, robić trochę. To się nie liczy.

🖇

„Grunt to wrzucić na luz, patrzeć na sprawę z przymrużeniem oka”. Z PRZY­MRUŻENIEM OKA, KURWA. No więc mrużą oczy kolesie, stoją i mrużą z bezpiecznej odległości. Szczególnie w pierwszych dniach, ty­god­niach, mie­sią­cach życia dziecka mężczyzna pozostaje zadziwionym ob­ser­wa­to­rem, dowcipnym komentatorem, generatorem bystrych przemyśleń dotyczących sytuacji, z którymi ma styczność, ale które go bezpośrednio nie dotyczą. […]  TRZYMAJCIE MNIE, TRZYMAJCIE, BO NIE WYTRZYMAM.
     PIERDOLCIE SIĘ, TRUTNIE!
     Gorzej niż trutnie.
     […] 
     Chodzi o to, żeby z tego układu odniesienia, z obrzydliwego przy­mru­że­nia wyleźć nareszcie. Nie odbijać się radośnie od powierzchni, tyl­ko zanurzyć, przejąć się, rozpaść się na kawałki i poskładać.

🖇

     – No tak. Jesteśmy w punkcie przejściowym. Patriarchat się chwieje. Po­wiedzmy. Mogę uwierzyć, że po obu stronach barykady zmiana wy­wo­łu­je niepokój. Ale chodzi o to, żeby system zmienił się na lepsze, zrobił się spra­wie­dli­wy, żebyśmy się traktowali nawzajem po ludzku.
     – Biologii nie oszukasz.
     – Jakiej biologii? – Krew płynie mi z oczu, ale ją kulturalnie wycieram.
     – Jeśli dziecko przez dziewięć miesięcy rozwija się w ciele kobiety, nic dziwnego, że ona ma potem w głowie radar na jego potrzeby.
     – Naprawdę uważasz, że istnieje, no, że co istnieje konkretnie? Jakaś uwa­run­ko­wa­na biologicznie zdolność, dzięki której kobiety le­piej nadają się do zmieniania pieluch i łażenia z wózkiem?
     […]  Kiwam głową i stawiam pytania zamiast tez, szukam nadziei, bła­gam, kolego, cofnij się chociaż o krok, żeby nie trzeba było zrywać relacji dyplomatycznych. Czy to aby nie tak, że każdy człowiek jest inny? Że jedna kobieta będzie szczęśliwa z dzieckiem, a inna bez dziecka? Nie? OK. A czy odkładanie macierzyństwa – a zatem nieskończonej rozkoszy – może na przy­kład wynikać z patriarchalnych reguł, zgodnie z którymi cały ciężar i odpowiedzialność spadają właśnie na kobiety, bo nędzne trutnie ulatniają się przy pierwszej okazji, więc chociaż z tego względu należy te zasady zmienić?
     „A skąd! Najważniejszy jest naturalny porządek. Kobiety zostały stwo­rzo­ne do opieki nad dziećmi”.
     Tak uważasz, bo jesteś częścią systemu.

🖇

[…]  kwadrans spóźnienia, niezbity fakt kwadransa – ile jest kwadrans? Iskra i chwilka. Ale miej taką iskrę przez chwilkę w oku, a poczujesz, jak to przyjemnie.
     Nic dziwnego, że żona jest wściekła.
     – Dawałam sobie radę, naprawdę – mówi i łzy jej wzbierają. – Ale mia­łam energii akurat do momentu, na który się umówiliśmy. Ten ostatni kwa­drans […]  naprawdę mnie dobił. […]  Przepraszam, że się rozklejam, ale to nie fair. Mogłeś chociaż napisać.
     Stoi w drzwiach, ma w oczach łzy.
     Nie w drzwiach wyjściowych, a do przedpokoju, ale jednak.
     Nie zaciskaj ust, Trutniu. Ma rację. Jak czułbyś się na jej miejscu? Empatia! Natychmiast!
     Wiesz co, głosie? Spierdalaj.

🖇

Jestem mężczyzną, a umiem robić wszystkie rzeczy, od których mężczyźni uciekają, od niczego nie uciekam, nigdy. Jestem w tym całym sobą, cho­ciaż mnie to w chuj dużo kosztuje. […]  bez słowa sprzeciwu, bez nawet słowa podziękowania […]!

🖇

Tak, owszem, mam, co chciałem, ale nie wiedziałem, co chciałem, bo nikt tego nie wie. Nikt nie wie, co to znaczy, krok zawsze stawiany jest w ciemność, w przepaść. Więc bądź uprzejmy pierdolić się, bezdzietny lambadziarzu, a tak w ogóle to masz szczęście, że kiedy narzekasz w mojej obecności – na pracę, problemy ze snem, jakże bolesne rozstania, brak cza­su, energii i poczucia celu – nie zbijam natychmiast twoich słów krótkim i osta­tecznym „chuj się znasz”. Bo nawiasem mówiąc, chuj się znasz i nie masz pojęcia, co to zmęczenie […].

🖇

Ciesz się tym cudownie nieruchomym, niezrozumiałym, ssącym mleko za­wi­niątkiem, bo takie jest piękne i bezproblemowe, a potem zmieni się w ko­szmar­nego bachora i zostanie ci tylko wspominać twój utracony raj.
     A ja na to tak: chuj wam wszystkim w oko.
     Wiecie, kto umie mówić? Kto chodzi na dwóch nogach i czepia się stołu? Człowiek. Człowiek, z którym jest kontakt, z którym można nawiązać re­la­cję (partnerską!), którego można poznawać i rozwijać, a nie glista wy­ma­ga­ją­ca jedynie opieki, ze szczególnym naciskiem na higienę otworów ciała. Ale w tym właśnie tkwi problem, prawda? Stąd biorą się zachwyt nad no­wo narodzonym aniołkiem i lęk przed chwilą, gdy ów aniołek wstanie i zacz­nie zapierdalać po mieszkaniu. Z tego, że nikt nie umie bu­do­wać re­la­cji, rozmawiać jak człowiek z człowiekiem. Dupę podcierać – w porząsiu. Uczucia okazywać – w życiu! I potem dorastają kolejne po­ko­le­nia obarczone traumą, i koło się zamyka. „Narzekacie na dziecko? Po­cze­kaj­cie tylko, aż wam wstanie!” Kurwa mać! Jak nam wstanie, to znaczy, że bę­dzie więk­sze, będzie ruszać się, myśleć, przychodzić, śmiać się, reagować. To jest właśnie sedno tego wszystkiego. Cel, do którego się dąży, a nie czar­na chmu­ra na horyzoncie, popierdoleńcy. Opieka nad nowo­rod­kiem jest fajna tylko w jednym aspekcie: bo się kiedyś skończy!
     No, rozgorączkowałem się.

🖇

     – […]  Nie potrzebuję ochrony, tylko współpracy. Przecież wiesz. To jest właśnie ten maczyzm w działaniu. Znowu. Musisz być ze mną szczery i naprawdę, na­prawdę musisz prosić o pomoc, kiedy jej potrzebujesz.
     – Oczywiście – odpowiadam odruchowo.
     – Nie pierdol, że oczywiście – mówi spokojnie żona. – To poważna sprawa.
     Patrzę na nią, a potem zwieszam łeb.
     – Jestem mężczyzną – mówię. Czaszka mi pęka, odsłaniając pulsującą mięk­kość. – Jestem mężczyzną, więc czuję, że nie mogę odpuścić ani na mo­ment, żeby nie być zupełnie do niczego. Dlatego się zacinam, wpa­dam w ko­le­iny, w coraz większy stres. Dlatego myślę nie tak, jak bym chciał, ule­wa mi się agresja. Nic na to nie poradzę. Zacinam się. I tyle.
     […]
     – Jeśli chcesz wyjść poza męską rolę, nie stosuj w tym celu toksycznie męskich metod.
     Ależ strzał na koniec. Uśmiecham się blado.
     – No, no. Miałaś to, widzę, przygotowane.
     – Już od jakiegoś czasu.
     Wstaje, podchodzi do terrarium.
     Ja siedzę jeszcze przez moment z rozłupaną głową, z mózgiem od­sło­nię­tym, tak że boli mnie każdy najdrobniejszy ruch powietrza i wy­cie­ka­ją emo­cje. A więc to tutaj ukrył się mój Truteń! Przebiegła to bestia, trudna do wy­łu­skania spomiędzy dobrych chęci.

🖇

Bo tak naprawdę nie mogę poprosić o pomoc. Ona o tym nie wie, ale nie mo­gę. Mam obowiązek odtrutniać się z całej siły, pragnę dotrzymać ślu­bów. Bo czuję długie ostrze patriarchatu. Bo chcę udowodnić wszystkim ba­bom tego świata, na ile mnie stać. Bo odmawiam zniżenia się do poziomu leniwych, samolubnych bubków, jebanych tępo oporujących trutni, którzy długo, do skutku odmawiają wykonywania przy dziecku najprostszych czyn­no­ści, a skutek jest taki, że nikt ich potem o nic już nawet nie prosi.
     Bo gdybym choć na mgnienie oka stał się jak oni, straciłbym prawo, żeby nimi gardzić. Nie mogę odpuścić. Ani na moment. To nie jest walka o wiecz­ną chwa­łę, tylko mozolne zmagania z grawitacją, obrona przed upadkiem w beznadzieję, żeby ta beznadzieja nie stała się następnie cał­kiem zro­zu­mia­łym, godnym pochwały stanem rzeczy. Bój ze Świętą Inercją, patronką ojców. Raz odpuścisz, machniesz ręką – a potem nigdy nie przestajesz się cofać. Mięsień niećwiczony zanika.

🖇

Znam ci ja was dobrze, baby. Takie, co to mojej żonie wciąż wciskałyście dziecko do brzucha, baby spokrewnione, zaznajomione i zupełnie obce, co gde­rałyście jej nad uchem, że kiedy wreszcie ciąża, kiedy dzi­dziuś, a jak już zaszła i stała z brzuchem jak stąd do centrum galaktyki, py­ta­łyście, kiedy drugie. Wy, baby spod bloku, rodem z memów i miejskich le­gend, baby, któ­re podchodzicie do cudzych wózków i komentujecie, że da­na gli­sta ubra­na jest za lekko, za ciepło, a często jedno i drugie jednocześnie, któ­re wołacie z niedowierzaniem, że w wózku nie ma czerwonej wstążeczki, nic więc nie chroni dziecka przed urokiem. A któż wedle polskiej wiedzy ta­jem­nej te stra­szliwe uroki miałby rzucać? Stare baby. Gem, set, mecz.

🖇

Nie próżnują. Istnieje w pizdu katolickich publikacji, od książek po artykuły prasowe, wychwalających zalety bicia swoich dzieci. Tłumaczą one, że bić należy jak najsprawniej, usunąwszy wcześniej spodenki czy kalesony, to są cytaty dokładne, nie zmyślam tego, ale i z sercem, to znaczy kłaść sobie pod­czas bicia dziecko na kolanach, żeby utrzymywać z nim kontakt skóra do skó­ry, żeby przypadkiem, broń Boże, nie bić go, kiedy leży na nieczułym krześle czy stole. Z dziecka warto jeszcze najpierw wycisnąć wyznanie winy i upewnić się, czy wie, dlaczego za chwilę będzie bite. Wszystko to w bli­żej niesprecyzowanym duchu katolickiej patriarchalnej władzy, choć „katolickiej” można chyba zastąpić słowem „kretyńskiej”, nie gubiąc przy tym sensu przekazu. Spróbujmy: w wielu kretyńskich książkach i artykułach sugeruje się, że porządny klaps ma nieocenione war­tości dydaktyczne. Nie sposób zastąpić go jakąkolwiek inną karą, a sa­mej konieczności karania żaden kretyn przy zdrowych zmysłach przecież nie zaneguje!

🖇

     – Może go pani ubrać.
     Ubieram glistę.
     Czy drzewo upadające w lesie wydaje jakiś dźwięk, jeśli nikogo nie ma w pobliżu? Lekarka konsekwentnie neguje moje istnienie mową ciała i mo­wą mowy. […]
     – Tak jest, bardzo dziękujemy – wcinam się z błaganiem w głosie. – Dzię­kujemy pani, pani doktor.
     – Do widzenia – mówi ona. – Do widzenia pani.
     Wychodzimy z gabinetu. […]
     – Ej – mówię do żony. – Ale ty mnie widzisz, prawda?
     Śmieje się.
     – Tak, moim zdaniem jeszcze tu jesteś.
     – Na chwilę sam zwątpiłem.

🖇

„Jeśli siedzisz wyżej, widzisz dalej, ale to nie czyni cię bardziej rozwiniętym”. Po prostu zajmujesz lepsze miejsce. I tyle.
     Nie ma więc słów, którymi mógłbym sam sobie pomóc przez wyrwę w czasoprzestrzeni, wesprzeć dawnego Trutnia, Trutnia z porodówki. Mogę jedynie robić swoje i trzymać się tego, co znam najlepiej.

🖇

Czasami rozmyśla [ojciec] o dziedzictwie, którego cię pozbawił. […]  Uro­dzi­łeś się z siurkiem między nogami […], pokolenia przodków twoich dzierżyły to berło nabrzmiałe do spełnień i uniesień, wymachiwały nim, dzięki sobie składając, wskazując drogę, folgując słabościom. Pokolenia budowały świat, ociosywały go berłami, żeby lepiej im się siedziało, w pocie czoła żyły i ginęły, a wszystko po to, żebyś nie musiał obsługiwać odkurzacza ani pral­ki, wypadać z rynku pracy, jeśli będziesz miał dziecko, wyrabiać w domu dodatkowego etatu bez wynagrodzenia. Żebyś pozostał niebieskim dzie­dzi­cem, panem swojego losu.
     A tu, na ostatniej prostej, Ojciec twój nogę ci podstawił, zamierza sączyć ci do ucha jad, wepchnąć w poczucie współodpowiedzialności, wychować w duchu ohydnie równościowym, dać ci nużący, wymęczony przykład! Może wściekniesz się, tak, to bardzo możliwe, kiedy zrozumiesz, ile utra­ci­łeś, zaprawdę bowiem nienawiść kroczy przed mądrością, a gniew przed zrozumieniem.
     A może nie? Może pojmiesz od razu, jaki dar jest ukryty w tym ostrzu, jak słodka w istocie trucizna, która ma trafić do twoich żył? Zrozumiesz, że Ojciec sam chce być olbrzymem, z którego ramion dosięgniesz nowego świata?

Jarek Westermark, Truteń, czyli rozprawa z ojcostwem,
Wydawnictwo Agora, Warszawa 2025.
(wyróżnienie własne)

     – Ojej.
     Słowo klucz, słowo miecz, słowo sztylet.

🖇

Każda rozpacz to lekcja. Po wyjściu trzeba wrócić. […] 
     Moja moc jest wyłącznie moją mocą. Jest ogromna i bezużyteczna.
     Tak jest, z dnia na dzień mam więcej doświadczenia.

🖇

Doskonale rozumiem frustrację, synu. Przyciąg­ną­łem ją do serca i ukochałem, żeby nie mogła mnie już zaskoczyć.

🖇

Może jednak? Przecież każde ewentualne światełko na koń­cu tunelu wymaga przynajmniej szybkiego zerknięcia.

🖇

     – Dajesz z siebie wszystko – mówi. – I tyle wystarczy.

(tamże)