Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam.
Jak to jest: żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć,
gdy prawie ci wmówiono, że jesteś taką Jabłonią?
Jak to jest kwitnąć przez cały rok? Rozkwitać każdego dnia?
Wczoraj wieczorem pierwszy raz paliliśmy latarenkę. Każdy z nas przeżywa i próbuje zinternalizować otaczającą nas (nie)obecność Orzeszka na swój sposób. Ja, po tej stronie tęczy, potrzebuję światła symboli.
Motyl i niezapominajki. Mam nadzieję, że podobałyby się Orzeszkowi. Z myślą o Niej je wybrałam. W jakiś sposób, dla każdego z nas w inny, Orzeszek z nami jest.
Autorką tej Piękności jest (oczy- wiście) Zawsze-Wolna-od-Nudy.
*
Żałoba jest niczym dzikie zwierzę, które targa nas tak daleko w mrok, że wydaje się, że nigdy już stamtąd nie wrócimy. Nigdy nie będziemy się już śmiać. Boli tak bardzo, że nigdy do końca nie zrozumiemy, czy kiedyś nam przejdzie, czy też po prostu trzeba się do niej przyzwyczaić.
Fredrik Backman, My przeciwko wam,
przeł. Anna Kicka, Sonia Draga, Warszawa 2020.
Często zapominam, rzadko to wiem. Na szczęście ta kartka z samego rana przypomniała mi nie tylko o tym, ale również o dniu. (Wersja niededykowana, dla mężczyzn tu).
*
I kochana Too-tiki, której pierwowzorem była partnerka Tove Jansson: bo…
lubisz Muminki,
[…], bo… jest taka skandynawska.
*
I bóstwo w pióra obleczone. Wszystko to jednego dnia zostało mi podarowane.
Bez instrukcji obsługi przy okazji urodzin dziewięć dni temu trzy piękności pojawiły się w ulu. Natychmiast zobaczyłam UmówiONE!
Tydzień był okrutnie zajęty, więc losowanie odbyło się na raty. Pierwsza losowała Kaan, dwa dni później Gepardzica. Jabłoń miała w planie wpis na Dzień Kobiet, by mieć pod ręką powyższe zdjęcie i słowa Bliźniaczej Liczby.
Bliźniacza Liczba:
(też dziewięć dni temu napisała) W szkole Vía 8 marca nie jest obchodzony jako Dzień Kobiet, ale jako Dzień Równości [genderowej].
* * *
W Dzień Kobiet, dla mnie w Dzień Równości, zobaczyłam Trzy Piękności sportretowane razem. Musiałam je tu mieć! Tylko na siły trzeba było poczekać.
Wczoraj dogoniła mnie myśl rodem z podręcznika do statystyki: za chwilę będzie ten moment, gdzie ponad połowa blogowego czasu ma w tle niemoc, co z niemocy chwilowej przeszła płynnie w nieuleczalną.
Siekła mnie ta myśl i długo nie trzeba było czekać na efekty. A potem przyszła inna: no i co z tego? Sadownik i tak tu nie zagląda. I przyleciały motyle, i… przecież mogło być nic, a jest wszystko!
fot. Zawsze-Wolna-od-Nudy.
* * *
[…] choroba dostarcza prostej instrukcji istnienia, przynosi ze sobą wyostrzoną optykę braku przyszłości i jasność podwójnego widzenia właściwą każdemu życiu na krawędzi.
*
Czasem słyszę też: „Wolałabym umrzeć niż…” — w miejsce wielokropka wstawić to, co ja muszę robić, żeby żyć.
*
[…]
istnienie w cieniu bezradności jest tak samo pełne jak istnienie po tej słonecznej stronie, gdzie możemy robić, co chcemy.
*
Nie trzeba być świadkiem cierpienia, by go doświadczać, a w przypadku choroby najważniejszym źródłem wiedzy pozostaje strata.
*
Żadna droga do przetrwania nie jest jasno wytyczoną ścieżką.
Anne Boyer, Obumarła. Ból, słabość, śmiertelność, medycyna, sztuka, czas, sny, dane, wyczerpanie, rak i opieka,
przeł. Karolina Iwaszkiewicz, Czarne, Wołowiec 2021.
* * *
Kwiat Jabłoni, Mogło być nic.
i to zapiera dech
że jest coś, a nie nic
gdy budzisz się, to nadal jesteś Ty
i to zapiera dech
że obok Ciebie jest ktoś
i że mogło być nic…
a jest wszystko…
a jest wszystko… jest wszystko.
* * *
10. It’s great to have dreams, but don’t forget to cultivate your garden. That is, find pleasure in the simple stuff.
Paris Lees, A Manifesto, [dostęp: 14.02.21], źródło.
Wspaniały słoneczny poranek. Przymierzyłam się do zrobienia zdjęcia i szybko się poddałam. Za godzinę już wiedziałam, że to była najwłaściwsza decyzja.
W zasadzie nie mam pojęcia, jak Ona to zrobiła. Większość żywej części mojego drzewa genealogicznego** prawie przez pół wieku nie dostrzegła mojej drugiej, tej niepłaskiej strony, a Ona zrobiła to w kilka dni — jak?
Bo gdy obrócić to mydełko na drugą stronę… brak słów, znów przeciekam ze wzruszenia.
Wiedziałam! Od dwóch dni to ja byłam czekariuszką. Przestępowałam z jednej na drugą (mentalną) nóżkę.
Jest! Wygrane mydełko dotarło do ula. Dotarło w uroczym szlafroczku przewiązanym w pasie miłością.
Nie wiedziałam! Przesyłka była zdecydowanie za duża jak na jedno wygrane mydełko. Oniemiałam na widok akwarelek i musiałam poczekać na wewnętrzną gotowość, by zajrzeć do środka. Będzie potrzebne światło, by sfotografować duszę jednego z tych roztańczonych pudełeczek.
Sadownik: (zna Drzewko dość dobrze i doskonale wie, co oznacza nieruchoma cisza) Przeciekasz?
ostatnie trzydzieści sekund aukcji*. na drzewnym bezdechu. tęczowe mydełko jest nasze!
31/365
______________ * od niej się wszystko zaczęło — Pan Ciasteczko klik, klik, popatrz — powiedział i otworzył się przed Drzewkiem wolny od nudy Świat niezliczonej liczby zachwytów.