Pokazywanie postów oznaczonych etykietą świętaPolskie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą świętaPolskie. Pokaż wszystkie posty

środa, czerwca 24, 2026

6152. 175/365

zdziwieniu nie by­ło końca, gdy uświadomiłam sobie, którzy kon­kret­ni ludzie nie pojawili się nawet na chwilę w mych myślach w dniu moich urodzin i przez następujące po nich kolejne dwa tygodnie.

dopiero to zdziwienie przypomniało mi o istnieniu tych osób. kiedyś ważni/wyczekiwani, wypadli na dobre z mojego życia, w którym dziś z oka­zji biało­kru­czych imienin Roberta.

175/365

Roberta Flack, Something Your Heart 
Has Been Telling Me
.

piątek, czerwca 12, 2026

6145. 163/365

zamieszkałam w tym, co Orzeszek wykreśliła ze swojego życia, by mogło wydarzyć się wszystko, co przyszło potem. by w tym wszystkim pojawiło się moje życie, by mógł nastać dzisiejszy, Jej urodzinowy dzień, w którym klarownie — jak nigdy wcześ­niej — widzę, w czym biorę udział. to piękne i święte wie­lo­po­ko­leniowe dzieło*.

163/365

_________
   *   wbrem tym, co głoszą, że wszystko, co mają, własnymi rękoma wyszarpali z gardła losowi.

My mother and I have improved our
relationship since she has gone.

Patti Smith, [dostęp 10.06.2026], źródło.


[asystencja: Sadownik], fragment.

Być mo­że nasi rodzice przekazują nam niekiedy namiętności tak gwałtowne, że nie pozostawiają miejsca na nic innego — zwłaszcza gdy oni sami nie mogli się im oddać w takim stop­niu, jak by pragnęli. Być może istnieje potrzeba za­dość­uczy­nienia, która nie znosi półśrodków, która wymaga, byśmy wyrąbali przecinkę w gąszczu pokoleń i za­mie­szka­li tam, zapominając o wszystkim wokoło.

Mona Chollet, Czarownice. Niezwyciężona siła kobiet, przeł. Sławomir Królak, Wydawnictwo Karakter, Kraków 2019.
(wyróżnienie własne)

Słowa „Nabierz z morza pereł, sprzedaj je, kup sobie wszyst­ko, czego ci trzeba” pisałam z myślą o matce. Wszyscy pra­gnie­my czegoś, co nam się wymyka.

Początkowo zmagałam się z bólami wychodzącej z kokonu ćmy, która usiłuje się rozepchnąć, rozciągnąć. Albo źrebaka próbującego wstać na rozchwianych nogach.

Zegar pamięci nie ma wskazówek, jego mechanizm nie porusza się stale do przodu.

Wydarzenia dziejące się na lata przed naszym narodzeniem przygotowują scenę naszego istnienia. Przyszłam na świat dzięki temu, że gdzieś daleko los rzucił kośćmi, i bar­dzo się z tego cieszę.

Patti Smith, Chleb aniołów, przeł. Dariusz Żukowski,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2026.
(wyróżnienie własne)

wtorek, maja 26, 2026

6127. 146/365

od rana myślę o wszystkich matkach, któ­rych istnienie by­ło konieczne, by zaistniała dla mnie każda dzisiejsza chwila, w któ­rej mogę czuć swoje tętniące miłością, nadzieją i pasją życie. życie, z którego przez dzie­się­cio­le­cia wydłu­by­wa­łam ra­nią­ce odłamki społecznych przekonań, o tym, jak moje życie po­win­no było wyglądać, a na moje szczęście nie wyglą­da­ło. jest za co być wdzięcz­ną — dziękuję — nie zmarnuję żad­nej chwili, która jeszcze przede mną — obie­cu­ję — a potem dołączę do wszyst­kich tych kobiet, dzięki którym jestem tu dziś.

146/365

wypadłam z ust między nogami mojej matki
na dłonie tego świata
szalała we mnie sama bóg
     narodziny

Rupi Kaur, Dom ciało. Home Body, przeł. Anna Gralak,
Wydawnictwo Otwarte, Kraków 2020.

w kwestii mówienia
doradziła rób to z zaangażowaniem
jesteś odpowiedzialna
za każde swoje słowo

          w kwestii bycia
          powiedziała bądź czuła i zarazem twarda
          potrzebujesz wrażliwości by żyć w pełni
          lecz musisz też być dość szorstka by to wszystko przetrwać

w kwestii wybierania
poprosiła żebym była wdzięczna
za wybory których mogłam dokonać
bo sama nie miała tyle szczęścia
     czego nauczyła mnie mama

we śnie
zobaczyłam moją matkę
z miłością jej życia
i bez dzieci
nigdy nie widziałam jej szczęśliwszej
     co by było gdyby

pragnę cofnąć się w czasie i usiąść obok niej. uwiecznić ją na filmie wideo żeby moje oczy mogły do końca życia oglądać cud. tę o której życiu przede mną nigdy nie myślę. chcę wie­dzieć z czego śmiała się z przyjaciółkami. […]  pragnę usiąść obok nastoletniej wersji mojej matki. spytać o czym marzy. stać się jej warkoczem. […]  stroną w jej podręcznikach. na­wet bycie jedną nicią jej bawełnianej sukienki byłoby ogrom­nym darem.
     ujrzeć cud

oddychaj ludźmi
z których cię uszyto
sobą stałaś się sama
lecz twoją tkaninę utkano
z tych co żyli wcześniej
     szanuj korzenie

wydając mnie na świat
matka powiedziała
jest w tobie bóg
czy czujesz jak ona tańczy

jestem światem
owiniętym w światy

stoję
na poświęceniach
miliona kobiet przede mną
myśląc
co mogę zrobić
by ta góra urosła
i kobiety które przyjdą po mnie
mogły patrzeć dalej
     spuścizna

gdy odejdę
niech to będzie święto
dlatego że tu byłam
żyłam
wygrałam w tej grze zwanej życiem
     pogrzeb

Rupi Kaur, Słońce i jej kwiaty.
The Sun and Her Flowers
, przeł. Anna Gralak,
Wydawnictwo Otwarte, Kraków 2020.

[suplement 28.05.2026]
Decyzja, by zerwać łańcuch pokoleń, może być sposobem na przywrócenie wartości swemu położeniu, przetasowanie kart w sto­sun­ku sił, pewną poprawę losu, po­więk­sze­nie prze­strze­ni tu i teraz.

Mona Chollet, Czarownice. Niezwyciężona siła kobiet, przeł. Sławomir Królak, Wydawnictwo Karakter, Kraków 2019.

niedziela, kwietnia 05, 2026

6065. A Chrystus na to co?

Pan Ciasteczko:
(przedwczoraj pokazał Drzewku grafikę,
kartkę-świąteczną otrzymaną od Onemu
na ostatniej prostej przed świętami
)


[dostęp 5.04.2026], źródło.

*

Jabłoń:
(pozostajac pod wrażeniem tak precyzyjnego
uchwycenia cech narodowych w rysunku,
wczoraj w drodze na krajowej siódemce
na widok dwumetrowej pisanki na poboczu
)
Patrz, pedał!

Sadownik:
(skonfundowany, nim kątem oka zobaczył
fragment pisanki-olbrzyma; w końcu zrozumiał,
o co babie chodzi, ryknął śmiechem
)
Zastanawiałem się, co ty masz
do tego czarnego peugeota na pasie obok.

*

[suplement 6.04.2026]
Język nie jest prawdą. To sposób, w jaki istniejemy w świecie.
   — Paul Auster

Annie Ernaux, Powroty, przeł. Anastazja Dwulit,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2026.

poniedziałek, marca 02, 2026

(6028+1). Chwila, ta chwila…

Młodziutki początkujący staruszek dostał tak piękne i nie­spo­ty­ka­ne ży­czenia, że poprosiłam o zgodę na posiadanie pod ręką naj­pięk­niej­szych z nich wyimków.

Piękna kartka i koperta. Piękne życzenia. Piękni ludzie. Dobry wspólny czas. Wczoraj.

[…] to moment, w którym człowiek przestaje być młody… i zaczyna być limitowaną edycją kolekcjonerską.

Nie jesteś stary.
Jesteś rocznikiem premium!

Masz już wszystko: doświadczenie, dystans, historię… i czasem dźwięk przy wstawaniu z fotela.


Zazoo, Zazoonemuk, Onemu   

🌱

Jeśli ty się nie zatrzymasz, nic i nikt cię nie zatrzyma.
— Christian Bischoff

[w:] Reinhold Messner, Pod wiatr. O czerpaniu siły
z przeciwności losu
, przeł. Piotr Wawrowski,
Wydawnictwo Helion, Gliwice 2026.

sobota, lutego 28, 2026

6028. W wigilię nie byle których urodzin…

Jabłoń:
(w ostatnim możliwym dniu szaleje językowo)
Młodzieńcze, proszę…

Sadownik:
(nim wyjmie Drzewko spod prysznica, droczy się)
Czego, stara babo?

🌱

sobota, lutego 14, 2026

6012. Ystävänpäivä

W Polsce jest ewidentnie zbyt mało głęboko zaburzonych ludzi, więc sieć drogerii wymyśliła dzień kochania siebie — był wczoraj — no kup sobie, kup! Dziś dowie­dzia­łam się, że jutro dzień singla. Nie jestem pewna, czy to dobre sposoby na odzy­ski­wa­nie wspólnotowych odruchów. Ale nie o tym.

W środę Rysia, podczas rehabilitowania mojej ręki, opowiedziała mi o jednej ze swo­ich ostatnich lekcji hiszpańskiego, która odbyła się dobrą chwilę przed ser­dusz­ko­wym szaleństwem, ale w temacie owego święta. I? Po hiszpańsku grupa czytała, że Finowie uczynili Walentynki świętem arcyinkluzywnym, obchodząc w tym dniu Dzień Przyjaciela. Zachwycił mnie ten pomysł, a potem zobaczyłam zapisaną nazwę tego dnia i wiedziałam, że nie chcę zgubić tego tak pięknie zapisanego „dwusłowa”.

🌱

/w jęz. fińskim/
ystävänpäivä
Dzień Przyjaciela

Dziś świętuję po fińsku.

poniedziałek, grudnia 29, 2025

5975. Świąteczny czas (I)

Siedem dni bez internetu. Chronologicznie. W drodze na ze­szło­po­nie­dział­kowy wieczór z wszystkimi polskimi ciasteczkami. Piękni ludzie, piękny wspólny czas.




fot. Pan Ciasteczko, fragmenty.

sobota, grudnia 06, 2025

5960. Panna cotta (CLXXVII)

alternatywny tytuł wpisu:
5960. W warzywniaku (XIV)


Danilo Paparelli,
źródło.

nie wiem, jak
to panu powiedzieć, ale pan
nie istnieje
…!!

*

 ale prezent zaistniał. jest zaskakujący.
 [nie chodzi o książkę]

 jutro będziemy go testować. jeśli się sprawdzi, wyląduje w niezbędniku podróżniczym, czyniąc świat dla mnie bardziej dostępnym.

🍆

[…]  ważne jest odnalezienie w sobie zdolności do prze­formułowania wszystkich przeszkód, na jakie na­traficie.
     […]  Ten tunel może się wydawać mrocz­ny i bez końca. Wiem, bo tam byłam. Wciąż tam jestem. Ale nie mogę igno­ro­wać szcze­lin, przez które wpada do niego świa­tło, i ufam, że na jego końcu jest coś pięk­ne­go i wspaniałego. Wciąż ku temu idę.

Emma Heming Willis, Nieoczekiwana podróż.
Jak odnaleźć siłę i nadzieję i nie zgubić siebie
w opiece nad bliskim
, przeł. Piotr Grzegorzewski, Grupa Wydawnicza Foksal, Warszawa 2025.
(wyróżnienie własne)

niedziela, listopada 09, 2025

5937. Oznakowany piękny czas

 
 
 
[częściowa asystencja: Sadownik]

Ilekroć dostaję jakiś znak, traktuję go jak piękną wiadomość o na­dziei, bez­pie­czeństwie i jedności, a także o tym, że wszyscy je­steś­my po­łą­czeni […].

Kiedy człowiek dostaje znaki, pragnie otrzymywać je nadal.

Kiedy słyszę od ludzi, że nie wierzą w te rzeczy, zawsze myślę sobie: W po­rząd­ku, ale jeśli nie jesteście na to choć trochę otwarci, być może przegapicie coś naprawdę niesamowitego.

Laura Lynne Jackson, Znaki. Jak odczytywać sygnały,
które wysyła wszechświat
, przeł. Michał Lewiński,
Wydawnictwo Illuminatio, Białystok 2025.
(wyróżnienie własne)

*

Roberta Flack, After You.

niedziela, listopada 02, 2025

5931. Zaduszki… w kinie

Skontrum rodzinnych osobliwości. W kategorii słynny polski muzyk i Sadownik, i ja wnieśliśmy w wianie i posagu po równo, po jednej sztuce artysty. Ten sam stopień pokrewieństwa, niezaangażowania i braku relacji. I muzyka, której, nie licząc wy­jąt­ków, nie ro­zu­mie­my, nie słuchamy, nie znamy, przy której nasze słuch nie czuje się kom­for­to­wo, nie odpoczywa, wysiada. Pełna równowaga wkładów.

Ale na film w Zaduszki? Koniecznie. Piękny! On w tym filmie taki, jakim Go zna­li­śmy: Mistrz Puenty, który nigdy nie brał jeńców; Mimowolny Mistrz Niespotkania i Afer­ki, otoczony wysokim murem roli, którą wybierał ad hoc, by przetrwać. On w tym filmie, jakim Go nigdy nie zna­li­śmy, bo przypadła nam w udziale wyłącznie rola tych, których czasem spo­tykał przy stole obstawionym rodzinnym obo­wiąz­kiem.

Uruchamiał ludziom sny i nadzieje, uruchamiał szybko, uruchamiał przepięknie — o tym jest ten film. I nie ustawał w bawieniu się słowem. I. Piosenkę z kina przy­nio­słam sobie i ło­mo­lę… tym, co było w Nim najlepsze, czym karmił Świat.

Nie miałam wątpliwości, że nigdy się nie spotkaliśmy, choć wiele razy przy jednym stole siedzieliśmy (i cierpieliśmy albo nie), ale dotarło do mnie, że i On tylko zbliżał się do siebie samego. Jak my wszyscy? Jak my wszyscy albo nie.

Albo nie! Zapamiętaj, nie rodzisz się dla Rodziny, w której przysz_ł_ś na świat. Oni nie mu­szą Cię rozumieć. Więcej, mogą nie dać rady Cię zrozumieć mimo dobrych chę­ci. Urodził_ś się dla Świata, tak jak Budyń; dla Miłości, w którą musisz wierzyć, by ją odnaleźć. To do mnie dotarło po obejrzeniu te­go filmu.

Babu Król, Nie napinaj.

albo nie […]  albo nie, albo nie,
a a a albo nie

*

Szkoda, że nareszcie,
reż. Sebastian Juszczyk, 2025.

sobota, listopada 01, 2025

5929. Obdarowani odświętnym Czasem…

Lampeczki generałowi, żeglarzowi, stwórcy dziadka Jacka i profesorowi zapaliliśmy. Dokładnie w tej kolejności zapaliliśmy. Jak co roku, a potem.

Zaprosiłam Sadownika na kawę, a On wziął mnie na nią do miejsca, w któ­rym jesz­cze nie byłam. Psie futro od wejścia, a w środku samo zdrowie, czyli zero cukru. Przy­wi­tał nas stały kudłaty klient o imieniu Zefir o trzech łapkach i apetycie na życie za pięciu atletów. Ze ścian patrzyły na nas psie oczy. Nawet zła­pa­ny na kawie utwór mu­zycz­ny na towarzyszącym mu rysunku poniżej ma sierść.

W tym roku kudłate Za­dusz­ki, pierwsze moje, są dla mnie dziś.



[asystencja: Sadownik]

*

Alex Serra, Outter Space.

you’ve got the power in your smile
     to bring back the feeling

*

[Ola Synowiec] Niektóre rodziny podtrzymują tradycję, zgodnie z którą star­szy członek opowiada młodszym o zmarłym, inicjując rundkę wspo­mnień. Każdy przywołuje na przykład swoje pierwsze wspomnienie związane z tą osobą, następnie najpiękniejszą historię, a na koniec – najtrudniejszą. Żeby było jasne: nie jest tak, że o zmarłych mówi się tylko dobrze.
     To już nieco inna perspektywa od naszej.
     Jest jeszcze czwarta runda – chyba najgłębsza. Członkowie rodziny dzielą się opowieściami o tym, jak zmarły wpłynął na ich życie. Jakie decyzje pod­jęli dzięki niemu albo przez niego. To refleksja nad tym, jak jego obec­ność wciąż jest odczuwalna w ich życiu. Coś pięknego!

[Ola Synowiec] Że przychodzi ona [śmierć] do każdego z nas. Zaduma nad tym uczy, że im wyraźniej widzimy, że nasze życie jest skończone, tym bar­dziej je doceniamy. Im wyraźniej widzimy, że życie naszych bliskich jest skoń­czo­ne, tym bardziej ich życie doceniamy. Dzień Zmarłych to wielka ce­le­bra­cja życia.

W Meksyku wierzy się – lub wierzyło – że w tych dniach granica między światem żywych a światem zmarłych jest wyjątkowo cienka, co pozwala duszom przechodzić na drugą stronę.

Wracając więc do Meksyku – u nich to nie jest celebracja śmierci, ale jedna wielka celebracja życia. Życia własnego, życia bliskich, życia, któ­re już się wydarzyło.

Anna Matusiak-Rześniowiecka, Ze śmiercią im
(nie) do twarzy
, Wielka Litera, Warszawa 2025.
(wyrożnienie własne)

*

z dzisiejszego snu, co też z kłaczkiem:
pamiętaj, z zającami trzeba powolutku.

niedziela, września 07, 2025

(5884+1). Piątkowe obdarowanie (II)

W piątek wiele puzzli wskoczyło na swoje miejsca. Pamiętam, gdy po raz pierwszy w życiu czułam się dobrze w większej grupie ludzi, pamiętam to poczucie przytulenia, niebywałego przywileju bycia częścią tamtych chwil. Pamiętam poczucie bezgranicznej miłości. Przypomniało mi się dziś, że o nim zapomniałam i dopiero dziś skojarzyłam.

W piątek skrystalizowało mi się, że poczucie rodzinnego deficytu miłości, w ktorym żyłam przez większość swojego życia, nie wynikało z niedojrzałej formy członków mojej szeroko pojętej rodziny pochodzenia, no­minalnie do­rosłych ludzi, którzy nijak nie wyrobili się na relacyjnych zakrętach, lecz z braku podłączenia do Drugiej Strony, z braku umiejętności dostrzeżenia, że stamtąd płynie nieustannie nieskończenie wielka miłość. Od piątku nie doświad­czam niczego innego.

Wybierając imię-na-tu, nie chcąc utracić istoty jestestwa człowieka, wy­bra­łam Mu kiedyś tam: Salvo. Dopiero w piątek odkryłam drugie, życio­daj­ne dla mnie znaczenie tego imienia. Salvo to nie tylko imię, ale również for­ma pierwszej osoby liczby pojedyńczej włoskiego czasownika salvare (ra­to­wać). Salvo nie tylko mnie uratował, ale i obdarował bezcennościami, pomyślałam, kosztując dań, które On lubił w Jego ulubionym miejscu. In­nymi słowy:
     Salvo mi ha salvata!
     Grazie infinite.
     Carissimo Salvo, ci vediamo
!

fot. Cubú [z:] arch. rodzinne.

 

Salvo
(1958–2025)

Tata Salvo
(1924–2018)

 

Wciąż jesteśmy dla siebie tym wszystkim, czym byliśmy.
[…]
Niechaj moje imię nadal będzie słowem używanym na co dzień.
Wymawiaj je bez trudu i bez śladu cienia.
Znaczenie życia pozostało bez zmian.
[…]
Jestem gdzieś w pobliżu,
tuż za rogiem.
Wszystko jest w porządku.

   — Henry Scott Holland

5884. Piątkowe obdarowanie (I)

Fusy wrażeń nie tylko musiały opaść. Przede wszystkim musiały się we mnie pomieścić, bo każdy bezcenny. Ostatniego piątku powinno być inaczej. Ja za­dzwo­niłabym do Salvo z urodzinowymi życzeniami i cieszyłabym się, że pój­dą w czwór­kę na pyszne jedzenie w ten odświętny Czas.

Gdybym trzy lata temu z małym hakiem nie odebrała telefonu… nie byłoby tamtego czwartku, spotkań, które przyszły potem, wielu telefonów i esemesów oraz tego piątku i wielu dni, na które mam nadzieję.

Gdyby Salvo nie był tak uparty, jak był, by obdarowywać bliskich, i odpuścił szukanie numeru telefonu, by się ze mną skontaktować… nie byłoby tego piątku.

Gdyby Salvo nie odnalazł zaproszenia na ślub w oliwskiej katedrze, który odbył się ponad pięćdziesiąt pięć lat temu; zaproszenia, na którym Ciocia Irka, swoim pięknym pismem zapisała numer telefonu, którego nigdy nie zmieniłam… nie byłoby tego piątku.

Gdyby, gdyby, gdyby… Nikt w życiu nie obdarował mnie tak bardzo jak Salvo przez cały ten piątek, gdy z nami był.

 
 
 
 
[częściowa asystencja: Sadownik]

Salvo
(1958–2025)

fot. Cubú [z:] arch. rodzinne.

piątek, sierpnia 08, 2025

5857. Świętowali…

Pan Ciasteczko:
(wrócił)

Sadownik & Jabłoń:
(już po czterech latach dotarli po raz
pierwszy do
Bella Napoli di Enzo Rossi)

Sadownik:
(w trakcie pogaduch)
Jsem tvůj żýciowy prézent!

Jabłoń:
Zdecydowanie!
(pamiętała, że o tym już tu było)

5856. 220/365

wczoraj pierwszy raz w życiu usłyszałam w porę niemy krzyk własnego ciała. poszłam za jego kategorycznym: nie! pew­nie po­wie­dzą, że nie­ele­gan­cko, ale sprawnie ominęłam kulturę nie wy­pa­da, na­le­ży, jak możesz!?

220/365

Kiedy jednak ze spalonej ziemi wyrasta nowy pęd, trzeba mu zaufać i póki nie pojawią się nowe anomalie, trzymać na wo­dzy wyobrażenia przyprawiające o rozpacz. Nie ma in­ne­go sposobu, by w obliczu granicznych doświadczeń pozostać nie­ugiętym i zachować równowagę codziennego życia.

Kenzaburō Ōe, Zapiski z Hiroszimy,
przeł. Dariusz Latoś, PIW, Warszawa 2024.

piątek, lipca 25, 2025

5844. 206/365

mo­je ciało nigdy nie przymyka oka na in­cy­den­ty, nie jest wy­ro­zu­miałe na prze­kra­cza­nie jego granic. zwaliło mnie z nóg w po­nie­dzia­łek pożarami i przygwoździło do łóżka na dwie doby, a po­tem, bym zapamiętała na dłu­żej jego protest, bym uwzględ­ni­ła w przy­szło­ści — może, nareszcie — jego ka­te­go­rycz­ną niezgodę i niepodlegający żad­nym negocjacjom bunt, przez ko­lej­ne dwie doby od­da­wa­ło mi mo­je do­bre życie wa­run­ko­wo, bez po­śpie­chu, ka­wa­łek po kawa­łecz­ku, bez pewności, że odda całe.

jestem, w końcu, zostałam sobie zwrócona, czy zmądrzałam?

206/365

[…]  po latach zrozumiałam, że jeśli się jest z obrzeży, tak­że tych mentalnych, to siłą rzeczy jest się ska­za­nym na nie­zro­zu­mie­nie. […]  To często oznacza też ucieczkę, opu­szcze­nie miejsca, w którym się wychowało. Na szczęście od­po­wied­nio wcześnie zrozumiałam, że muszę wyjechać. W mo­im ro­dzin­nym mieście byłabym bardzo samotna. Szukałam wolności w byciu tym, kim chcę, w zadawaniu pytań. Wie­dzia­łam, że muszę trzymać się od niego z dala.

Filip Springer, Dwunaste: Nie myśl, że uciekniesz,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2019.

sobota, lipca 12, 2025

(5835+1). 193/365

świętowaliśmy i, nie licząc wspaniale spędzonego wspólnie cza­su, bilans dzisiejszego popołudnia jest im­po­nu­ją­cy. stra­co­no dwa dziewictwa ku­li­nar­ne, po jednym przez Haw­wę i Catty, oraz jedno kulturowe — drzewko osłupiało na widok hobby horse. tylko Sadownik, po­zo­stając przy schabowym, nie dał się ni­czym nowym zaskoczyć, bo ma w zwyczaju śledzić naj­po­pu­lar­niej­sze tren­dy modowe.

193/365

alternatywny tytuł wpisu:
(5835+1). Wspaniały nieukradziony czas (II)