Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam.
Jak to jest: żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć,
gdy prawie ci wmówiono, że jesteś taką Jabłonią?
Jak to jest kwitnąć przez cały rok? Rozkwitać każdego dnia?
zamieszkałam w tym, co Orzeszek wykreśliła ze swojego życia, by mogło wydarzyć się wszystko, co przyszło potem. by w tym wszystkim pojawiło się moje życie, by mógł nastać dzisiejszy, Jej urodzinowy dzień, w którym klarownie — jak nigdy wcześniej — widzę, w czym biorę udział. to piękne i święte wielopokoleniowe dzieło*.
163/365
_________
* wbrem tym, co głoszą, że wszystko, co mają, własnymi rękoma wyszarpali z gardła losowi.
My mother and I have improved our
relationship since she has gone. Patti Smith, [dostęp 10.06.2026], źródło.
[asystencja: Sadownik], fragment.
Być może nasi rodzice przekazują nam niekiedy namiętności tak gwałtowne, że nie pozostawiają miejsca na nic innego — zwłaszcza gdy oni sami nie mogli się im oddać w takim stopniu, jak by pragnęli. Być może istnieje potrzeba zadośćuczynienia, która nie znosi półśrodków, która wymaga, byśmy wyrąbali przecinkę w gąszczu pokoleń i zamieszkali tam, zapominając o wszystkim wokoło.
Mona Chollet, Czarownice. Niezwyciężona siła kobiet,
przeł. Sławomir Królak, Wydawnictwo Karakter, Kraków 2019. (wyróżnienie własne)
Słowa „Nabierz z morza pereł, sprzedaj je, kup sobie wszystko, czego ci trzeba” pisałam z myślą o matce. Wszyscy pragniemy czegoś, co nam się wymyka.
•
Początkowo zmagałam się z bólami wychodzącej z kokonu ćmy, która usiłuje się rozepchnąć, rozciągnąć. Albo źrebaka próbującego wstać na rozchwianych nogach.
•
Zegar pamięci nie ma wskazówek, jego mechanizm nie porusza się stale do przodu.
•
Wydarzenia dziejące się na lata przed naszym narodzeniem przygotowują scenę naszego istnienia. Przyszłam na świat dzięki temu, że gdzieś daleko los rzucił kośćmi, i bardzo się z tego cieszę.
od rana myślę o wszystkich matkach, których istnienie było konieczne, by zaistniała dla mnie każda dzisiejsza chwila, w której mogę czuć swoje tętniące miłością, nadzieją i pasją życie. życie, z którego przez dziesięciolecia wydłubywałam raniące odłamki społecznych przekonań, o tym, jak moje życie powinno było wyglądać, a na moje szczęście nie wyglądało. jest za co być wdzięczną — dziękuję — nie zmarnuję żadnej chwili, która jeszcze przede mną — obiecuję — a potem dołączę do wszystkich tych kobiet, dzięki którym jestem tu dziś.
146/365
wypadłam z ust między nogami mojej matki
na dłonie tego świata
szalała we mnie sama bóg narodziny
Rupi Kaur, Dom ciało. Home Body, przeł. Anna Gralak, Wydawnictwo Otwarte, Kraków 2020.
w kwestii mówienia
doradziła rób to z zaangażowaniem
jesteś odpowiedzialna
za każde swoje słowo
w kwestii bycia
powiedziała bądź czuła i zarazem twarda
potrzebujesz wrażliwości by żyć w pełni
lecz musisz też być dość szorstka by to wszystko przetrwać
w kwestii wybierania
poprosiła żebym była wdzięczna
za wybory których mogłam dokonać
bo sama nie miała tyle szczęścia czego nauczyła mnie mama
•
we śnie
zobaczyłam moją matkę
z miłością jej życia
i bez dzieci
nigdy nie widziałam jej szczęśliwszej co by było gdyby
•
pragnę cofnąć się w czasie i usiąść obok niej. uwiecznić ją na filmie wideo żeby moje oczy mogły do końca życia oglądać cud. tę o której życiu przede mną nigdy nie myślę. chcę wiedzieć z czego śmiała się z przyjaciółkami.
[…] pragnę usiąść obok nastoletniej wersji mojej matki. spytać o czym marzy. stać się jej warkoczem. […] stroną w jej podręcznikach. nawet bycie jedną nicią jej bawełnianej sukienki byłoby ogromnym darem. ujrzeć cud
•
oddychaj ludźmi
z których cię uszyto
sobą stałaś się sama
lecz twoją tkaninę utkano
z tych co żyli wcześniej szanuj korzenie
•
wydając mnie na świat
matka powiedziała jest w tobie bóg
czy czujesz jak ona tańczy
•
jestem światem owiniętym w światy
•
stoję
na poświęceniach
miliona kobiet przede mną
myśląc co mogę zrobić
by ta góra urosła
i kobiety które przyjdą po mnie
mogły patrzeć dalej
spuścizna
•
gdy odejdę
niech to będzie święto
dlatego że tu byłam
żyłam
wygrałam w tej grze zwanej życiem pogrzeb
Rupi Kaur, Słońce i jej kwiaty. The Sun and Her Flowers, przeł. Anna Gralak, Wydawnictwo Otwarte, Kraków 2020.
[suplement 28.05.2026]
Decyzja, by zerwać łańcuch pokoleń, może być sposobem na przywrócenie wartości swemu położeniu, przetasowanie kart w stosunku sił, pewną poprawę losu, powiększenie przestrzeni tu i teraz.
Mona Chollet, Czarownice. Niezwyciężona siła kobiet,
przeł. Sławomir Królak,
Wydawnictwo Karakter, Kraków 2019.
Z samego rana radio dostarczyło na próg mego łóżka wiadomość god-ną. Nie wierzyłam, że naczelnik kościoła katolickiego zagrzmiał Włochom słowami, które spokojnie mógłby podyktować polski episkopat. A jednak! Spodobałyby się arcypolskim purpuratom, gdyby je z ziemi włoskiej pod polskie wielkomiejskie strzechy przenieść już teraz i grzmieć: wszyscy mogą mieć pieska, ale należy mieć dzieci.
W pierwszym odruchu pomyślałam wszystko to, co myślę o katolicyzmie, szczególnie w polskim wydaniu. W drugim grzmiałam, bo w kraju nad Wisłą z faktu, że wszyscy mogą mieć pieska wynika sporo niewyobrażalnego i nikomu niepotrzebnego psiego cierpienia, a i dzieciom zrodzonym z „należy-trzeba-obowiązku” wcale łatwo nie jest, nawet jeśli ślicznie wychodzą na rodzinnych zdjęciach. Między drugim a trzecim odruchem rozmarzyłam się:
wsparta mądrze możliwość „mania” psa mogłaby pomóc wielu braciom mniejszym, wszak w kategorii schronisk dla zwierząt znajdujemy się w europejskiej strefie medalowej i nie chodzi o ich jakość, lecz liczbę i przepełnienie.
W trzecim odruchu się obśmiałam, nie ma to jak bezdzietny starszy pan grzmi o patriotycznym obowiązku posiadania dzieci.
W czwartym nie wierzyłam, więc sprawdziłam.
Nie pierwszy raz Watykańczyk pochyla się nad demografią kraju otaczającego jego państwo. W grudniu zeszłego roku stwierdził (ciekawe skąd ta konkluzja; koincydencja to nie to samo, co przyczyna i skutek), że Włosi mają pieski zamiast dzieci (oryg.: Gli italiani hanno i cagnolini al posto dei figli, [dostęp 21.01.2024], źródło), ale wtedy powiedział jeszcze kilka innych, śmierdzących uprzywilejowanym światem, ale jednak zabarwionych chrystusową nauką, rzeczy, tylko kto czyta do końca, zwłaszcza ze zrozumieniem?
W piątym odruchu widzę też plusy tej wypowiedzi, a w zasadzie podawania jej w serwisach informacyjnych, jakby to była informacja, a nie opinia czy złota myśl. Przeczyta się kilka artykułów i można ucieszyć się, że zna się ździebko końcówek stosowanych w języku włoskim przy zdrobnieniach. Miodzio!
È vero, tutti possono avere un cagnolino, ma ci vuole fare bambini.
Papa Francesco, 20.01.2024
[dostęp 21.01.2024], źródło.
Bezdzietność w wymiarze społecznym od podszewki poznałam. Drugie i trzecie dno bezdzietności zwiedziłam. Byłoby mi łatwiej, gdybym, nim ruszyłam w tę drogę, miała pod ręką tę książkę. Nie szarpałabym się tak długo z seksizmem przebranymi za: wątpliwą życzliwością, głupimi mądrościami, przemyślaną starannie bezmyślnością, najczystszymi projekcjami, współczuciem, któremu się wydaje, że coś o mnie wie, i najzwyklejszym w świecie chamstwem. Dużo nauczył mnie ten czas. Nie żałuję ani chwili.
Chcesz dowiedzieć się czegoś prawdziwego o życiu? Nie pytaj uprzywilejowanych. Nie pytaj białego o rasizm, nie wie, że dyskryminuje ze względu na kolor skóry. Nie pytaj mężczyzn o sytuację kobiet. Nie pytaj ludzi z wielkich miast, jak się żyje w ich kraju. Zapytaj tych, którzy są konkretnych przywilejów pozbawieni.
[romantyzując macierzyństwo]
używają tej samej terminologii, co seksiści propagujący wizję z natury afirmujących życie kobiet karmicielek i wzmacniają w ten sposób główne dogmaty ideologii męskiej supremacji. Potwierdzają przez to, że macierzyństwo jest prawdziwym powołaniem kobiety, że kobiety, które nie są matkami, których życie bardziej skupia się na karierze, pracy twórczej czy politycznej, tracą coś ważnego i są skazane na emocjonalnie niespełnione życie. Choć nie atakują one otwarcie ani nie umniejszają roli kobiet, które nie rodzą dzieci, sugerują (podobnie jak czyni całe społeczeństwo), że macierzyństwo jest ważniejsze i bardziej satysfakcjonujące niż inne formy pracy kobiet.
*
Biologiczne doświadczenie ciąży i rodzenia, bez względu na to, czy jest bolesne, czy radosne, nie powinno być utożsamiane z twierdzeniem, że kobiece rodzicielstwo jest z konieczności lepsze od męskiego.
*
Słownikowe definicje określenia „ojciec” łączą je z akceptacją odpowiedzialności, nie zawierają jednak słów takich, jak „czułość” czy „przywiązanie”, choć słowa te wyznaczają znaczenie pojęcia „matka”.
*
Mężczyźni nie będą w równym stopniu uczestniczyć w pracach domowych dopóty, dopóki nie zostaną nauczeni, najlepiej już w dzieciństwie, że ojcostwo ma takie samo znaczenie, jak macierzyństwo.
*
Powinno istnieć pojęcie prawdziwego rodzicielstwa, które nie czyni rozróżnienia między troską macierzyńską a ojcowską.
*
Mężczyźni są socjalizowani do tego, by unikać podejmowania odpowiedzialności za wychowywanie dzieci, i unikanie to jest wspierane przez kobiety, które wierzą, że macierzyństwo jest przestrzenią władzy, którą mogłyby utracić, gdyby mężczyźni w równym stopniu, co i one, uczestniczyli w rodzicielstwie. Wiele spośród tych kobiet nie chce dzielić się rodzicielstwem po równo z mężczyznami.
*
[…]
problemy pojawiające się wtedy, gdy dziecko ma tylko jednego rodzica lub jest wychowywane wyłącznie przez kobiety: wychowywanie przez kobiety dostarcza dzieciom niewielu męskich modeli zachowań, utrwala przekonanie o tym, że rodzicielstwo jest zadaniem wyłącznie dla kobiet oraz wzmacnia męską dominację i lęk mężczyzn przed kobietami.
*
Dominacja zazwyczaj obecna w rodzinie – dorosłych nad dziećmi, mężczyzn nad kobietami – to różne formy opresji grupowej, które łatwo przekładają się na „prawomocną” grupową opresję innych ludzi, wyznaczaną przez „rasę” (rasizm), narodowość (kolonializm), „religię” albo „inne czynniki”. // John Hodge
bell hooks, Teoria feministyczna. Od marginesu do centrum,
przeł. Ewa Majewska,
Krytyka Polityczna, Warszawa 2022.
(wyróżnienie własne)
*
The Black Eyed Peas, Where Is The Love?
what's wrong with the world, mama?
people living like they ain't got no mamas […]
where is the love? […]
if you never know
[the] truth then you never know love […]
we only got one world, one world
that's all we got one world, one world
Poruszył mnie poniższy fragment. Zadumała mnie bardzo prawda, jaką precyzyjnie kreślą te słowa. Dorzuciłabym od siebie „bliskich” ludzi — więzami krwi dostatecznie mocno skrępowanych — którzy wkurwiają całymi latami swoim źle zaadresowanym współczuciem.
– Ja nie mam dzieci. O to też chciałeś mnie zapytać?
• Często sobie zadaję to pytanie. Nigdy nie pytałem o to głośno, ponieważ zawsze miałem poczucie, że to jest niezwykle intymna, a jednocześnie bardzo silna decyzja. Którą bez względu na konsekwencje, bo trudno przewidzieć jej skutki, należy po prostu uszanować. […]
– […]
Edek miał od samego początku podobne podejście. Przez długi czas martwiłam się, że to ja, jako kobieta, jestem osobą decydującą. Ale to była wspólna decyzja. Myśmy się tak po prostu znaleźli. Niewielu ludzi zdaje sobie sprawę, że ta decyzja jest trudna i że bywa też smutna. I że zawsze stoi za nią jakiś powód. I dlatego wkurwiają mnie ludzie, zwłaszcza kobiety, od których w tym temacie doświadczyłam sporo agresji, bo potrafią być bezwzględne i okrutne w swoich ocenach.
To nie jest wygoda. To wyrwa i smutek. Odpowiedzialność. Wybór. Przecież nikt się nie decyduje na taki krok bezrefleksyjnie. Nieposiadanie dziecka nie czyni mnie gorszym człowiekiem.
Maria Peszek, Naku•wiam zen,
Wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2022. (wyróżnienie własne)
mężczyzna nadskakujący kobiecie w wysokiej ciąży. skojarzenia społecznie mile widziane: spełnienie, przyszłość, nadzieja na lepszy czas. a widzisz* symbol permanentnego niedostatku wystarczającej ilości troski na świecie?
251/365
____________ * zobaczyłam dziś po raz pierwszy w życiu.
Odkąd jestem rodzicem… czytam w prywatnej korespondencji i czuję, że zaczynam kołować wokół tematu, który kosztował mnie społecznie w chuj dużo, bo taki mamy w tym kraju klimat. Czytam dalej i własnym oczom nie wierzę, bo człowiek bystry i wrażliwy do mnie skrobnął kilka słów. I… w końcu rozumiem!
Ale nim zrozumiałam, nie mogłam pojąć, że można tego lub tamtego nie zauważać lub nie czuć, nim zostało się rodzicem. Jak to możliwe? Możliwe, nawet jeśli ja pojąć tego nie mogę.
Odkąd jestem rodzicem… oznacza ni mniej, ni więcej, że bez doświadczenia rodzicielstwa być może ktoś lub ktosia nie dostrzegliby jakiegoś zjawiska społecznego, nie dostrzegliby subtelności takich czy innych kolorów, dźwięków i uczuć.
Odkąd jestem rodzicem…
Problem z tym stwierdzeniem polega na tym, że wypowiadające te słowa osoby w wielu wypadkach w mgnieniu oka dokonują generalizacji, że nie da się dostrzec tego czy tamtego bez bycia rodzicem, skoro w ich przypadku tak było. Dlaczego nie przyjdzie im do głowy, że do miejsca zrozumienia, do którego dotarli, można dojść innymi ścieżkami? Że można bywać w tych miejscach, nim np. skończyło się podstawówkę? Nie znajduję odpowiedzi.
udowodnij, że nie jesteś wielbłądem? definitywnie wyrosłam z rodzinnych planszówek z czarnymi owcami i wielbłądami zamiast pionów. sorry, nie gram, pas.
wpis przeniesiony 5.04.2019. (oryginał z zawieszkami)
Tydzień temu z poziomu ławeczki na przystanku autobusowym gapiłam się całkowicie urzeczona. Działo się to późnym popołudniem, jeśli chodzi o natężenie światła, w środku nocy. Dwie postacie, duża i mała. Dorosła za rękę trzymała dziecko i szły. Patrzyłam w zachwycie, jak się oddalają. Kontury i sposób stawiania kolejnych kroków pozwalały stwierdzić, że ta po lewej w niedługim czasie obdaruje tę po prawej, na oko cztero–pięcioletnią, rodzeństwem. Dziewczynka po prawej szczebiotała i podskakiwała energicznie. Za rękę szły dwa równoległe światy doświadczenia, dwa zupełnie inne miejsca w życiu, dwie energie połączone głęboką miłością. Poruszył mnie ten widok na wiele dni. Poruszył nieprzekładalnością na słowa. Aż wczoraj wpadłam na to, jak zachować od niepamięci tę scenę. Narysuj te energie — podpowiedział ktoś we mnie, a ja się uśmiechnęłam. Gdy skończyłam, zaskoczona byłam tylko banalnością użytych kolorów, ale żadne inne nie wchodziły w grę — to musiała być czerwień i zieleń.
*
Wczoraj zadziwiło mnie skojarzenie, które przyszło do mnie na ruchliwym skrzyżowaniu. Miłość w kulturze często kryje swą moc pod czerwienią, ale czerwone jest również światło stopu w sygnalizacji świetlnej. Przypadek? A może miłość wymaga zatrzymania, niepędzenia, celebracji, uwagi? Wymaga — podpowiedział ktoś we mnie, a ja się uśmiechnęłam.
*
Wczoraj późnym wieczorem przeczytałam poniższe słowa i zrozumiałam, jak ważny dla mnie, ale i skończony nareszcie, będzie ten wpis. Ano — rzekł ktoś we mnie, a ja się uśmiechnęłam.
[…] najważniejsza wydaje mi się miłość. Rozszyfrować świat, objaśniać go, gardzić nim to rzecz wielkiego myśliciela. Mnie zaś zależy tylko na tym, żeby kochać świat, nie gardzić nim, nie nienawidzić samego siebie ani świata, móc podchodzić do świata i siebie i do wszystkich istnień z miłością, z podziwem i z szacunkiem.
*
[…] pokochać świat, aby nie porównywać go z jakimś przez siebie wymarzonym, wyobrażonym światem, z wymyślonym jakimś rodzajem doskonałości, tylko zostawić go takim, jakim jest, i kochać go, i cieszyć się, że do niego należę. Takie między innym są moje odkrycia, Gowindo.
*
Można przekazywać wiedzę, ale nie mądrość. Mądrość można znaleźć, można nią żyć, można się na niej wspierać, można dzięki niej czynić cuda, ale wypowiedzieć jej i nauczać nie sposób.
Hermann Hesse, Siddhartha, przeł. Małgorzata Łukasiewicz, Media Rodzina, Poznań 2017. (wyróżnienie własne)
nie mam dzieci — powiedziała jakiś czas temu w pierwszym zdaniu. nie mam zgody ja, by definiować człowieka bezami.
bez pracy. bez wykształcenia. bez cukru. bez glutenu. bez lukru. bez różu. bez mężczyzny. bez kobiety. bez nałogów. bez zobowiązań. bez zwierząt. bez makijażu. bez prawa jazdy. i co jeszcze niby jest tak piekielnie ważne?
bezy to wyrób cukierniczy, nie miernik sensu, człowieczeństwa czy szczęścia.
wpis przeniesiony 24.03.2019. (oryginał z zawieszkami)
Wpis ten ma, historycznie rzecz ujmując, dwa niezależne początki.
Pierwszy. Tor pływacki. W ramach relaksu, płynę stylem, który nazywam wieloryb brzuchem do góry, czyli na grzbiecie, dwoje rąk jednocześnie w górę i za głowę… ten słodki moment, gdy twarz w dużej części znika pod wodą… och! Płynę wolno, wolniutko, delektując się niewagą, niekalectwem i ruchem… och! I nagle dogania mnie myśl: ile i jakie rzeczy w życiu tak właśnie kocham robić? Kto we mnie decyduje, co jest tym czymś? Kto to jest?
Drugi. Z rehabu w tym tygodniu wracałam. W humorze wskazującym na użycie niebywałej ilości endorfin. I dopadła mnie pewność — która już z kolei? ( naj lep sze na ten mo men t) — że już rozumiem to, zwykle niestety kobiece grzmienie, że pożałujesz, że zegar ci tyka, że bycie tym, śmym i owym jest najważniejsze w życiu kobiety.
Początek mamy z głowy. Gdzie te dwa początki łączą w logiczną całość? Już. Czy nigdy nie zastanawiałaś się, dlaczego nikt nie marudzi, poza rodziną ewentualnie, na temat wyborów mężczyzny, choćby nie wiem, jak były głupie? Natomiast kobiece wybory trzeba uzasadnić, obronić, a i tak na końcu znajdzie się mądry lub mądra, co nie szczędzą sił, by poinformować: „no, nie wiem” i obdarować tuzinem najlepszych na świecie rad życiowych. Mnie kiedyś ten brak symetrii, dyktowany posiadaniem macicy, dwóch jajników i dwóch jajowodów, doprowadzał do szewskiej pasji. Ale dwa, wspomniane już, początki olśniły mnie.
Pierwszy. Chłopców wychowuje się tak, że gdy malec mówi „nie”, to jest duma, że taki samodzielny, autonomiczny, stanowi o sobie. Dziewczynki uczy się, że „nie” to nie najlepsza strategia radzenia sobie w życiu, bo ciocia się obrazi, że nie chcesz, by cię pocałowała na do widzenia, że może chociaż spróbuj tego szpinaku, on taki zdrowy i na urodę dobrze robi, że nie chcesz popilnować młodszego braciszka, nie kochasz go już? Efekt. Gdy pytasz dorosłego faceta o pasje, on zwykle wie. A kobieta? No, głupio się tak przyznać, że ja tu, tak tylko dla siebie. Co i tak jest ogromnym sukcesem, bo często wie, co lubić powinna, ale co — nie kogo — kocha, bez czego nie może żyć, to już gorzej. A przecież dobrze jest wiedzieć, co w życiu cię spełnia. Poczekaj, nie śpiesz się, obserwuj, a oniemiejesz z zadziwienia. Odkryć siebie dla siebie to nie grzech.
Drugi. Skoro jednak pewności nie ma, bo i skąd ją wziąć, to świat zewnętrzny, co jest odzwierciedleniem świata wewnętrznego, prezentuje w całej okazałości konflikt wewnętrzny: robić czy nie robić? pójść czy nie pójść? zdecydować się czy poczekać? A ponieważ konfliktów nie lubimy, to miło byłoby, gdyby był taki ktoś, kto będzie wiedział, co ja mam w życiu wybrać, by było dobrze — życie nie lubi próżni, chcesz, to masz i wojuj z wiatrakami, jeśli jednak masz odwagę, by pojawił się cień niepewności lub gdy sokoli wzrok twego jestestwa wypatrzy inny drogowskaz. To właśnie tu pojawia się przestrzeń na wszystkie ludowe mądrości, tykające zegary, mendzenie i psucie krwi, co sparaliżować może odwagę zbyt skutecznie. A prawda jest taka, że tylko Ty wiesz; to coś szczególnego w Tobie, na poznanie czego masz całe życie, wie. Jestem tego pewna jak mało czego w życiu.
No i chuj, miłe panie! Same! Same! Same wybierajcie! Bo jest z czego wybierać. Niech nie robi tego za ciebie matka, ciocia, sąsiadka, pani premier.
wpis przeniesiony 23.03.2019. (oryginał z zawieszkami)
Poziom społeczny. ● Gdy na głos stwierdziłam, że każdemu z nas czegoś w życiu brakuje, że każdy potrzebuje jakiejś pomocy, zapadła niezręczna cisza. W świecie naznaczonym zachodnim sznytem wiecznej pogoni za jeszcze większym sukcesem, co w pył rozniesie wszystkie dotychczasowe sukcesy, w pościgu za coraz większymi zyskami i perspektywami, idea braku, co immanentną cechą ludzkiego życia jest, nie mieści się w głowie.
Poziom relacyjny. ● Niech będzie najprościej. Idziesz ulicą. Matka potrząsa ryczącym dzieckiem, powtarzając mu jak mantrę: „nic się nie stało”. Naprawdę nic się nie stało? Gołym okiem widać, że nawet jeśli chwilowa, to jest to wielka tragedia na miarę małego człowieka. Ale nie, od małego musimy być dzielni, radzić sobie, nie histeryzować, bo przecież nic się nie stało.
Poziom indywidualny. ● Wobec powyższego, lat indoktrynacji, nie jest wcale łatwo przyznać się przed samym sobą, że nie potrafię, nie mam pojęcia, nie jestem w stanie, że potrzebuję pomocy, nie mam zasobów. O ile łatwiej udawać, że nie boli, to tylko chwilowa trudność, będzie zrobione, już lecę, pędzę. Pułapką jest, że „łatwiej”.
*
Gdy przyznaję się światu, ludziom, sobie. ● Nie umiem. Nie wiem. Nie jestem w stanie. Potrzebuję pomocy. Paradoksalnie, właśnie wtedy czuję, że otwierają się drzwi, a nie zatrzaskują.
wpis przeniesiony 22.03.2019. (oryginał z zawieszkami)
Znam kobietę, której marzenie o byciu babcią nie spełniło się. Chciała być babcią, by… mieć, o czym rozmawiać ze swoimi przyjaciółkami. Jak sobie radzi? Nie wiem.
*
Szłam na przystanek autobusowy. Babcia pchała wózek. Pierś do przodu. Duma i moc połknięte niczym kij od szczotki. Bagaż lat — nie wierząc, że należy do niej — ciągnął się dziesięć metrów za wózkowym duetem. Podziwiałam. Pomyślałam: dzieci dają siłę. Szkoda, że niektóre kobiety kontaktują się ze swoją siłą tylko i wyłącznie dzięki dzieciom.
*
Dziś. Dzień Dziecka. Jakieś statystycznie znaczące dziecięce marzenie? Być dużym, dorosłym i robić to, co się chce! Czy znasz chociaż jedno dziecko, które choć przez chwilę o tym nie marzyło?
Marzenie marzeniem, a rzeczywistość skrzeczy. Bo duży nie musi oznaczać pełnoletni. Bo pełnoletni nie musi oznaczać dorosły. Bo dorosły nie musi oznaczać dojrzały, mądry, kochający, nie wspominając już w ogóle o robieniu tego, co się chce.
Dziś. Dzień Dziecka. Niech będzie też Dniem Odwagi, by realizować marzenia, a nie odkładać je ad acta. Własne marzenia, nie cudze!
wpis przeniesiony 22.03.2019. (oryginał z zawieszkami)
Sto lat temu, na konsultacjach, werbalnego przedskoczka Wykładowcy w rozmowie podrzuciłam, że ja, tu, głupie pewnie pytanie mam. Na to Wykładowca zrobił znaczącą pauzę, po czym poinformował mnie, że wytłumaczy mi, co to jest głupie pytanie.
W ramach dygresji należy uzupełnić, że był to Człowiek, który miał niebywałą lekkość łączenia kolorów, których nikt inny nigdy nie zestawiłby razem — On łączył i miał w dupie, co ludzie na to.
Ad rem. Wskazując na zestaw kolorystyczny swojego ubrania, powiedział: — Widzi pani, moja córka rano, patrząc na mój dzisiejszy ubiór, zapytała mnie: „jak mogłeś się tak ubrać?”. I TO, proszę pani, jest głupie pytanie, bo skoro się tak ubrałem, to znaczy, że mogłem.
To była jedna z cenniejszych nauk ogólnych wyniesionych z politechnicznego kształcenia.
Wychodzę z siebie po pierwszym zdaniu, po pierwszym oddechu niosącym zdanie: — Powinnaś się postarać. Musisz się zmienić. Nie możesz tak czuć. Nie możesz pisać takich bzdur, nie możesz mieć takich poglądów, a w coś ty się ubrała, co ty gadasz, jak ty wyglądasz.
całe życie brzydzę się wyścigami. ● teraz nie biegam w ogóle. ● może dlatego, że nigdy nie wygrałam i nie wygram. ● w konkurencjach na: największe cycki,
najdłuższe fiuty, najzgrabniejsze 90-60-90, najszybsze samochody, najlepsze matki, matki w ogóle.
brzydzę się. ● od dziś wiem dlaczego. ● dać się wkręcić w jakikolwiek wyścig, to sprowadzić życie do jednego wymiaru. ● uświadomił mi dziś Akuszer. ● a mnie nawet 2D czy 3D mało interesuje. ● mój apetyt na Życie ma dużo, dużo więcej wymiarów.