życie to nie sprawdzian, lecz przygoda*.
___________
* wędrówka, podróż, chwila, mgnienie.
Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam.
Jak to jest: żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć,
gdy prawie ci wmówiono, że jesteś taką Jabłonią?
Jak to jest kwitnąć przez cały rok? Rozkwitać każdego dnia?
Uśmiech. Statystycznie zdecydowanie częściej uśmiechają się osoby zawodowo „zależne”, np. kelnerki, pracownicy niższych szczebli, recepcjoniści. Czasem to ich jedyne narzędzie przetrwania lub pacyfikowania rzeczywistości konstruowanej w biegu, zwykle nieprzytomnie, przez osoby w danej sytuacji bardziej uprzywilejowane.
Uśmiech. Odkryłam, że uśmiech w sytuacjach społecznych nie musi być tylko wyrazem społecznego nieuprzywilejowania. Może być wyrazem wewnętrznej mocy i duchowej rangi. Uśmiechając się, wysyłam nieznajomej mi osobie niewerbalny sygnał: widzę cię, życzę ci dziś wszystkiego najlepszego.
Uśmiech. Więc? Możesz uśmiechnąć się, by coś ugrać, ale możesz też uśmiechnąć się, by złapać kontakt z tym, co w tobie najlepsze, nie oczekując niczego w zamian, bo najlepsze już masz. Fizycznie obie opcje często wyglądają tak samo, ale w odczuciu to dwie zupełnie inne bajki. W tym drugim przypadku dzieje się czysta magia.
Uśmiech. Że bełkot? Hmmm. Mam! Naprawdę myślisz, że Dalajlama podlizuje się światu?
ツ
dotykając życzliwie* swojej skończoności, doświadczam nieskończoności**, a potem.
gdy znów, od nowa szarpię się z rzeczywistymi ograniczeniami i niemocą, nijak nie umiem przywołać tamtego karmiącego doświadczenia. udaje mi się wyłącznie tęsknić, by znów znaleźć się w jego cichym centrum.
93/366
_________
* są takie chwile, nawet jeśli czasem to tylko ułamki sekund czy mgnienie powiek.
** miłości, szczęścia i otwartego serca.
*
[…] im szybciej dowiadujemy się o początku procesu chorobowego u siebie, tym szybciej możemy podjąć działania w celu zatrzymania go lub spowolnienia oraz dokonać przeglądu swoich życiowych priorytetów. Tym, co naprawdę ważne do zrobienia w pozostającym nam czasie, jest prawdopodobnie zajrzenie do swojej listy „rzeczy do zaliczenia przed śmiercią” oraz wzmocnienie więzi z przyjaciółmi i krewnymi.
Daniel Gibbs, Teresa H. Barker, Tatuaż na mózgu.
Moje
życie z chorobą Alzheimera, przeł. Dariusz Rossowski,
Copernicus Center Press, Warszawa 2024.
[suplement pikselowy: 4.04.2024]

— boję się ciebie…
— mnie? boisz się swoich myśli, które przychodzą ci do głowy, gdy patrzysz na mnie, zupełnie nie widząc mojej osoby.
79/366
myśl to ziemia, która — poza wspaniałymi wynalazkami — potrafi również rodzić szaleństwo, radykałów, fundamentalistów i bezgraniczną samotność w relacji.
uczucie w wyścigu przez przeszkody, jakim bywa życie, jest nieskończenie wolniejsze niż myśl, bo rozchodzi się w innym ośrodku — w ciele, nie w umyśle.
🌱
[suplement 5.02.2024]
myśl jest tworem wyobraźni, uczucie zaś faktem.
ziarenka piasku na plaży to mimikra skały, która nie broni się przed zmianą kształtu, perspektywy, miejsca.
wiatrem, co gna bez wytchnienia skalisty pył, już w tym życiu byłam. ciekawość i moc ziaren piasku, którymi jestem, niech mnie od teraz prowadzą.
2/366
Francesco Gabbani, Peace & Love.
|
come stai? come sto? |
[jak się masz? jak się mam? |
życie osoby z nieuleczalną, postępującą chorobą, czyli moje, jest opowieścią o stracie i o miłości.
życie zdrowej osoby jest opowieścią o stracie i o miłości. różnica polega wyłącznie na tym, że zdrowemu człowiekowi wydaje się jeszcze, że musi teraz zająć się ważniejszymi rzeczami.
261/365
– Nie zamierzam ci tu prawić motywacyjnych gadek, jeśli tego się spodziewasz…
Amat, trzęsąc się cały z zimna, wyrzuca z siebie sarkastyczne westchnienie.
– Nie? Myślałem, że krzykniesz „ból to tylko miękkość opuszczająca ciało” albo „zwycięzca nie marzy o powodzeniu, on je tworzy!”.
Benji uśmiecha się lekko. Między palcami układa nową bibułkę, napełnia ją starannie i szuka zapalniczki.
– Nie. Nie przyjechałem tu dla ciebie. Tylko dla siebie.
*
„To MA być trudne!” – wykrzykuje jeden z juniorów.
*
I że najlepsza jest wtedy, gdy samej sobie stawia wyzwania…
*
Zastanawia mnie, czy człowiek jest świadomy, że
stanowi część czegoś niespotykanego.
Fredrik Backman, Zwycięzcy,
przeł. Anna Kicka,
Wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2023.
— nie trać z oczu kierunku, w którym chcesz iść — poprosiło serce.
— patrz pod nogi, gdy idziesz — zażądało doświadczenie życiowe.
— rób jednocześnie jedno i drugie — rzuciła od niechcenia świadomość, nalawszy sobie do szklaneczki gin z szafirowej butelki, sięgając po tonik i plasterek cytryny.
123/365
— chciałabym, by było jak kiedyś…
— wiesz, że to chciwość?
— wiem, ale cudownie byłoby poskakać na skakance.
260/365
[suplement pikselowy: 22.09.2022]

tracąc tę*, którą znam,
odzyskuję siebie.
___________
* taką, jaką byłam.
*
Ólafur Arnalds, Arnór Dan & Douglas Dare, Say My Name.
[suplement pikselowy: 1.04.2021]

wpis przeniesiony 20.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Siedziała na krześle obitym skóropodobnym materiałem. Nóżkami nie sięgała podłogi. Przed nią na stoliku deser lodowy w pucharku. W dłoni miała długą łyżeczkę. Obok, po jednej stronie mama, po drugiej babcia. Nabrała łyżeczką słodyczy i, bach, nią wprost w usta swojej mamy. Dziewczynka z pucharkiem i łyżeczką. Na oko mogła mieć pięć lat. Stała się moją Nauczycielką Życia.
Zaniemówiłam z zachwytu. Pojawiła się we mnie myśl, granicząca z pewnością nieznoszącą sprzeciwu, że każdy z nas w każdej chwili ma jakieś przywileje, którymi może się podzielić. Dziewczynka miała deser i sprawne ręce — podzieliła się. Podzieliła się tak pięknie!
Dzielmy się. Bo zawsze coś mamy.
*
David Garrett, Viva la vida.
[suplement pikselowy: 28.10.2021]

potrzebuję powiedzieć Ci o smutku
na drugim dnie serca znalezionym.
potrzebuję, bo Cię kocham.
mogę powiedzieć Ci o smutku
na drugim dnie serca znalezionym.
mogę, bo mnie kochasz.
[suplement pikselowy: 20.10.2022]

wpis przeniesiony 5.03.2019.
(oryginał bez twardych spacji)
Klatka. Stała się dla mnie symbolem mojego osobistego rozwoju. W zasadzie to nie klatka, a krótka chwila, gdy nieznana mi Świadomość klepie mnie po ramieniu mówiąc przy okazji: patrz! No i widzę. Po pierwsze, zauważam samo istnienie klatki, którą stanowi pewien zestaw konstruktów myślowych, przekonań, społecznych mitów, które próbują mnie definiować, określać, sens nadawać. Po drugie, dociera do mnie, jak bardzo się do tej pory starałam, by w owej klatce zmieścić się za wszelką cenę i, o zgrozo, widzę, jak bardzo mi się to nie udaje, ponieważ jakbym się nie odwracała, kuliła, wygibasy uskuteczniała, gdy już myślę, że się udało i sama przed sobą chcę triumf odtrąbić, okazuje się, że ogon wystaje, ucho się nie mieści, kawałek łapy wychodzi poza umowną krawędź normy klatką wspomnianą opisywaną. To wielki moment, w którym nie potrafię już zrozumieć, po jaką cholerę ja w tej klatce mam się mieścić, zamiast zwyczajnie ją opuścić.
*
Nie mieszczę się w wielu normach. Nie wiem, czy można się do tego przyzwyczaić... Każde odkrycie, że nie chcę się w nich mieścić jest niesamowicie uwalniające.
*
To nie stało się wczoraj. Nie po raz pierwszy. Dwa tygodnie temu. Szłam. Już nie pamiętam gdzie. Pamiętam tylko na którym chodniku, Świadomość grzmotnęła mnie w plecy.
Chronologicznie, dużo, dużo wcześniej, zaczynałam się martwić, że status bezdzietnej matki stracę 4 maja 2013 roku, gdy Heniutka stanie się już dojrzałym psem. Okoliczność łagodząca, że pies wymaga opieki i nawet najlepiej intelektualnie rozwinięty może się równać co najwyżej z ludzkim trzylatkiem, była niewystarczająca. Czarne wizje zamykania bloga lub nieprawnego używania etykietki krążyć zaczynały. Zresztą, po co komu ten blog, westchnął krytyk…
Nakreśliwszy scenę, zalążki dramatu niewydarzonego, należy napisać o tym, przed czym nie ma już odwrotu.
*
Dotarło do mnie, że klatka z terminem „matka” zakłada konieczność istnienie rekwizytu, jakim jest dziecko. To ono, bez względu na to, co się robi, legitymizuje możliwość posługiwania się terminem „jestem matką”. Społecznie kształt tej klatki jest precyzyjnie dookreślony — dziecko ludzkie, najlepiej własne; jak nie może być własne, to w drodze wyjątku cudze. Świadomość po plecach gołymi stopami mi się przebiegła i dotarło do mnie, że klatka, choć ciut rozciągnięta dzieckiem innego gatunku, do niczego mi nie jest potrzebna. Rozejrzałam się i poza klatką całe continuum „matczyne” zobaczyłam: pięcioletnią dziewczynkę poprawiającą kocyk psu; mężczyznę zdejmującego przerażonego kota z drzewa; człowieka, który tuli załamanego przyjaciela. Do dziś pozostaję w zdumieniu, po co komu ta klatka? By ranić, ograniczać?
Do Świadomości się uśmiechnęłam.
Jestem fantastyczną Matką. Jestem Pełnią. I już.
Ty też. Jeśli chcesz. Jeśli tak zadecydujesz. I co Ty na to?

Też Matka, źródło.