Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zmiany. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zmiany. Pokaż wszystkie posty

środa, lipca 22, 2026

6170. 203/365

     — nie ciagnij, puść tę klam­kę! wyjmij palce spomiędzy drzwi, bo one się za­trza­sku­ją.

a gdy to się stanie, dopełni, gdy nastanie trud­na do zniesienia cisza, odwróć się ple­ca­mi do tych drzwi i od­dy­chając, po­zwól so­bie rozejrzeć się po gruzach — czę­sto tak wła­śnie wy­glą­da no­wy po­czątek.

203/365

[…]  mózg jest szczególnym organem,
podążającym swoimi ścieżkami.

   — August Strindberg (1849–1912)

[w:] Mona Chollet, Nie dać się poczuciu winy. O tym, co nam przeszkadza w życiu, przeł. Magdalena Kowalska, Wydawnictwo Karakter, Kraków 2026.

niedziela, stycznia 19, 2025

5686. 19/365

odważyłam się, przewróciłam zaśniedziały klocek we­wnętrz­ne­go domino i obdarowano mnie dziś uwagą, uśmiechem, wzru­sze­niem. pu­ści­ło mi coś w środku. istnieję bar­dziej i moc­niej niż zwykle.

19/365

Nie wołam imienia Twojego
Szukam prawdziwego istnienia swego

Sylvia ❧

środa, stycznia 08, 2025

5679. 8/365

po wszystkim wykrztusiłam* z siebie brak szacunku, or­ga­nicz­ną niechęć i wszystkie uspra­wie­dli­wie­nia, jakimi karmiono mnie przez dzie­się­cio­le­cia, wyplułam zatykające zrozumco ty tam wiesz.

od wczoraj biorę głęboki oddech, bo już mo­gę, i, nim ruszę z od­sie­czą, zadaję sobie pod­stawowe pytanie dia­gno­stycz­ne: czy to na pewno moja spra­wa? bo jeśli nie, czyli nie moja wo­kan­da, nie mo­je de­mo­ny, nie mój cyrk, nie moje za­wra­ca­nie rze­ki kijem, państwo wy­ba­czą, nie mam na to czasu.

8/365

__________
  *  co to było? psychologiczne aspekty krztuśca czy co? bo, że fizycznie mnie sponiewierał, to fakt.

środa, grudnia 11, 2024

5655. 346/366

od wczoraj nie bio­rę jeńców, czyli. koniec z cza­sem dla spraw bez­na­dziejnych; wy­star­czy mi podgrzewania, gdy nie trzeba, sta­rych historii; walka z wiatrakami, pa­mię­taj, to nie sport.

nie znam nikogo, kto nie został zdradzony, porzucony, nie­zro­zumiany, nieprzyjęty lub niewysłuchany, ale to nie jest powód, by dać się tym historiom wodzić za nos latami.

346/366

wtorek, grudnia 03, 2024

5647. 338/366

zbrzydło mi życie w oku cyklonu. nie chce mi się już szukać dobrych stron ciszy przed burzą. niech się dzieje*!

338/366

________
  *  a ja? będę już tylko skupiać się na liczeniu bło­go­sła­wieństw, które każ­de­go dnia mnie spotykają mimo wszyst­ko, ponieważ i dlatego właśnie.

Na­uki buka brzmiały: Stać. Zrzu­cić li­ście. Wy­trzy­mać. Pra­co­wać nad no­wymi li­śćmi. Wy­pu­ścić pąki. Zmie­nić się.

*

Być może pi­sa­nie jest po­szu­ki­wa­niem ob­cego ję­zyka w sło­wach, które czło­wiek ma do dys­po­zy­cji. Próbą zna­le­zie­nia ję­zy­ko­wego schro­nie­nia w tym, co ist­nieje, ude­rze­nia w to, co odzie­dzi­czone na tyle mocno, by czło­wiek w nim za­mknięty mógł za­tań­czyć.

Kim de l’Horizon, Drzewo krwi, przeł. Elżbieta Kalinowska,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2024.

niedziela, sierpnia 27, 2023

5169. 239/365

jest we mnie ktoś, kto nie ogarnia sło­wa „ostateczne”. do dziś myślałam, że potrzebuje czasu, jeszcze więcej czasu, by zro­zu­mieć, pojąć, zinternalizować.

dziś do mnie dotarło, że ten ktoś po prostu wie, że jest prze­strzeń, w której słowo „ostateczne” nie ma desygnatów.

239/365

czwartek, sierpnia 24, 2023

(5165+1). 236/365

każda strata unicestwia jakiś świat*. rozszarpuje inne**.

trze­ba nie lada wiary, by zaufać, że właśnie teraz rodzi się szansa na inny, nowy, dobry świat, jeszcze ten jeden raz dla nas i z na­mi, bo prze­cież mamy skarb, wciąż oddychamy.

236/365

_________
  *   świat konkretnego człowieka lub konkretnej relacji.
 **  światy marzeń i planów człowieka lub relacji.

sobota, marca 18, 2023

4966. O wewnętrznych wyspach

Chodzę z tym odkryciem ponad tydzień. Upchnąć w trzech zdaniach próbowałam nieraz, nie dało się. Poddałam się. Odkrycie, subiektywnie arcyważne, z zadartym no­cha­lem niecierpliwe spacerki z podskokami urządzało mi po potylicy, by — a mo­że jednak? no, coś ty? nie dasz rady? — odnotować odkrycie kolejnej wy­spy we­wnętrz­ne­go archipelagu.

I przyszły literki Marcina Wichy, który precyzyjnie opisał skamieliny dawno temu wy­do­bytej na jaw wewnętrznej wyspy. Z taką merytoryczną podpórką mogę przy­naj­mniej spróbować odnieść się do wewnętrznej geografii. Nawet jeśli się nie uda, to pozostaną tu chociaż dwa mądre fragmenty docenionej przez wielu książki.

Nie upchnę w trzech zdaniach, ale na trzech wyspach wszystko już mi się zmieści, pomyślałam.

*

Wyspa 1.: Racja! Odkrywamy ją w okolicach drugiego roku życia, odpowiadając z pasją na każde pytanie: nie! Uwielbiam patrzeć na dziecięcą radość, wynikającą ze zdobycia pierwszego przylądka pozornej kontroli nad życiem. Nie! I jest moc! Nie wiedzieć czemu (?), rodzice latorośli, najszybciej tracą i zachwyt zjawiskiem, i cier­pli­wość.

Z przykrością należy odnotować, że niestety niektórzy postanawiają urządzić się na tej wy­spie i do śmierci się z niej nie ruszają, wyskakując tylko na chwilkę do roboty: do sejmu, urzędu, ministerstwa, kuratorium czy na konferencję episkopatu. Co zrobisz? Taki mamy klimat!

Racja szybko wchodzi w krew. Nawet niewielka dawka sprawia, że czło­wiek wpada w stan przyjemnego oszołomienia. […] 
     Organizm łaknie takich momentów. Pragnie, żeby przychodziły coraz częściej i trwały jak najdłużej. To uzależnienie.

🦩

Racja nie chce, żebyśmy się zajmowali czymkolwiek innym niż dawaniem świadectwa. Odciąga nas od zainteresowań i lektur. Niszczy relacje, de­wa­stu­je życie towarzyskie.

Marcin Wicha, Nic drobniej nie będzie,
Wydawnictwo Karakter, Kraków 2022.
(wyróżnienie własne)

Wyspa 2.: Chcesz mieć rację czy chcesz być szczęśliwy_a? W zasadzie, jak się odkrywa tę wyspę po raz pierwszy, nie wiem, nie pamiętam. Z pewnością lądują na niej wszyscy, których porwał huragan niekoniecznie pierwszych miłości, chwilę po tym, gdy skończy się miodowy czas oczadzenia największym szczęściem, jakie tych wszystkich w ży­ciu spotkało. Na tym skromnym płachetku ziemi wiel­ki­mi li­te­ra­mi wypisano robocze pytanie: chcesz mieć rację czy relację? Jeśli chcesz prze­trwać w związku czy ro­dzi­nie, to pytanie tylko pozornie daje ci wybór. Pamiętaj, zabieranie swojej kołderki i spa­nie w gościnnym jest wyłącznie chwilowym urlopem na żądanie spę­dzonym na wyspie 1. Jeśli ci zależy, to… już sam_a wiesz co!

Wyspa 3.: Bezgraniczne poczucie, że dasz radę. Jesteś już życiowym mą­dra­lą. Masz motorówkę, helikopter lub inne ustrojstwo, które umożliwia ci sprawne prze­mieszczanie się między wyspami (pierwszą i drugą) i nagle los pod­su­wa ci pod nos „okazję”! Trafia się sytuacja, okoliczność, niefart mało wy­bred­ny — żadne kom­pe­ten­cje, rozwinięte na obu wyspach, nie dadzą rady, bo przecież wiesz, że racją nic nie zwojujesz, a o miłości w tej sytuacji mowy nie ma. I dajesz ra­dę — może nawet koncertowo! I gdy już opadną kurz i fusy, dociera do ciebie, że nie opuszcza cię po­czu­cie, doświadczane po raz pierwszy w życiu tak mocno: dasz radę! Bez względu na scenerię i rekwizyty po prostu zawsze — lepiej lub gorzej, to bez znaczenia — dasz sobie radę z każdą sytuacją! Już to wiesz. W tym stanie spokojnie przeżyjesz nawet własną śmierć. Już to wiesz.

Czy są kolejne wyspy? Jeszcze nie wiem.

niedziela, marca 12, 2023

4958. Ustałam!

Rodzina to twór rządzący się swoją dynamiką, której reguły są oczywiste dopiero wtedy, gdy je odkryjesz, ale najpierw nic nie rozumiesz, potem po omacku macasz i dopiero gdy się poddasz, gdy upłynie sporo wody w rzekach, zmienią się rządy nie­raz, świat zejdzie znów trochę na psy, tu i tam wybuchnie wojna, wydarza się nagle coś, co otwiera ci oczy i nie możesz odzobaczyć tego, co stanęło ci przed ocza­mi. Nie, już nigdy nie odzobaczysz prostoty mechanizmu, który z pewnością kosztował wie­lu (wszystkich?) członków rodziny wiele łez przez dziesiątki lat, przez całe pokolenia, bo to nie trwało od wczoraj.

Zaczęło się zwyczajnie — dziewięć dni temu dorosła osoba zadała prozaiczne pytanie drugiej dorosłej osobie. Rozwinęło się w zaskakujący sposób — emocjonalna odpo­wiedź zawierała groźbę. Ten, kto odpowiedział, pomimo „dorosłego” peselu, brzmiał w swej wypowiedzi jak dziecko.

Nad ranem kolejnego dnia olśniło mi. Zrozumiałam, o czym jest moja rodzina po­cho­dzenia wraz ze swoimi korzonkami. Gdybym miała określić ich jednym słowem, powiedziałabym: niewidziani. Gdybym miała określić dynamikę tego tworu jedną frazą, powiedziałabym: niewidziane dzieci, które stają się niewidzianymi i niewi­dzą­cymi dorosłymi, a reszta jest już samospełniającą się przepowiednią, zacnym psychologicznym perpetuum mobile. Byłam na­reszcie w domu! Nareszcie wszystko stało się kry­sta­licz­nie jasne. Znalazłam klucz.

Wiedziałam, co mam robić w czwartek, który, gdybym tylko mogła, ominęłabym. Miałam pewność, że jeśli tylko dam radę zobaczyć i usłyszeć poranione dziecko w tym wrzeszczącym, obrażającym mnie dorosłym człowieku, dam radę.

Dałam radę! Dawno się tyle przy okazji nieuniknionego nie nauczyłam.

sobota, listopada 12, 2022

4820. Na wysokim obcasie

Kaan & Jabłoń:
(wczoraj o fryzurach, które lubią na swoich głowach,
rozmawiają przy okazji tykania różnych kanonów
)

Kann:
Moja „kolekcja szpilek” to
bluzy z kapturem.

Jabłoń:
(kupiła na pniu i musi mieć to zdanie tu, w swojej kolekcji,
nie tylko z powodu słabości do, jak mawiają najbliżsi, zębów na dupie
)

piątek, kwietnia 15, 2022

4590.105/365

ten dzień*, gdy postanawiasz spojrzeć na życie i to, co ono przynosi, w nowy, nieznany do tej pory sposób. właśnie ten dzień jest po­cząt­kiem nowego. tego nowego, o którym do tej pory tylko marzyłam.

105/365

__________
  * wydarzył się dwa dni temu i trwa.

środa, grudnia 05, 2018

3108.

przedwczoraj nie byłam w stanie tego usłyszeć. wczoraj nie umiałam tego powtórzyć. a dziś… słyszę i umiem powtórzyć — magia!

próbuj, nie musi ci wyjść za pierwszym razem.
uśmiecham się do siebie. doświadczenie z przedwczoraj, wczoraj i dziś ma dla mnie niebanalne znaczenie.

sobota, października 20, 2018

czwartek, lipca 12, 2018

2939. Szlem

skończyła mi się talia kart — opcyków, rutyn, zrobię‑to‑lepiej, przyłożę‑się‑bardziej, szybkich recept, taktyk, strategii używanych przez dziesięciolecia, sposobów na radzenie sobie z rzeczywistością i życiem.

życie nie jest do radzenia sobie z życiem.

życie jest do życia.

talia kart bez mocy. dla mnie ma już tylko wartość sentymentalną.

fot. Autor(ka) nieznan(y/a), źródło.

piątek, maja 18, 2018

(2870+1). Układanka

Że układanka, zobaczyłam, gdy wszystkie elementy trafiły na swoje miejsce, czyli wczoraj późnym wieczorem — prawie przed snem.

Archeo. #1 za ciuch, szmatę nigdy duszy bym nie oddała już od dziecka. #2 pełna ignorancja ubraniowych stylów i kodów w całym zawodowym życiu. #3 jak pokocham, musi się rozejść, bym uznała, że nie nadaje się do noszenia.

Przeszłość niedaleka. #4 dwa lata temu na Fotofestiwalu nie mogę odejść od apaszki, myślę, że z powodu zwierzęcia totemicznego. #5 Sadownik mi ją kupuje, a ja myślę, że ona mnie zachwyca, bo ze szlachetnego materiału wykonana; że czuję się w niej jakoś zupełnie inaczej. #6 gdzieś po drodze zaskakuję, że ludzie ludziom uruchamiają sny.

Wczoraj. #7 na przystanku stałam, gdy po drugiej stronie szła dziewczyna z torbą, na której piękną czcionką napisane było lubię ludzi — zamyśliłam się z uśmiechem na twarzy, bo ja też, nie tylko ja też, Georginii Bóg też. #8 i przychodzi do mnie myśl (całkiem oczywista): rzeczy uruchamiają ludziom sny. #9 wiem, czuję i uśmiecham się od ucha do ucha. #10 i już wiem, że ani chwili dłużej nie jest mi wszystko jedno…

Dziś. Nadal kocham te portki, ale zmianie kibicuję. Jest coś, co wymyka się logice i słowom — jest ze mną od wczoraj — ma moc.

(źródło)

poniedziałek, października 16, 2017

2604. Z podróży ku Nieznanej

 wpis przeniesiony 3.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Przygoda zaczęła się jak zwykle, nim dostrzegłam pierwsze subtelne sygnały zmiany. Wielki sygnał, który w końcu dostrzegłam, potraktowałam ze zdziwieniem i pewną nieufnością: chora ja czy co? A było tak.

Facet i jego ratlerek. Rzadko, ale jednak, na porannym spacerze nieprzyjemność miałam od lat. Facet, biorąc pieska na ręce (na widok Heniutki pięćdziesiąt metrów dalej), budził we mnie figurę oenerowca-homofoba, bo jak facet może mieć takiego psa! Mordercze instynkta miałam wszystkie całkiem na wierzchu. I tak przez lata. Nie docierało do mojej łepetyny coś, co w przypadku jorków dotarło, że może człowiek bierze na rękę swojego niewychowanego psa, bo nie chce, by bez sensu rzucił się na Heniutkę. Nie docierał głos krytyka wewnętrznego: zazdrościsz skurwysynowi, że może psa na rękę wziąć, hahaha! Taki był kontekst, nim zdarzyło się to, co niepojęte. A było tak.

Dwa, trzy tygodnie temu, o poranku z Heniutką poszłyśmy na spacer. Mężczyzna, ratlerek (kura przez wu — jak ciężko mi wymówić to słowo!), kontekst — zupełnie bez zmian. Tylko ja jakaś dziwna. Nie trafia mnie szlag, gdy piesek ląduje na ludzkich rękach. Dziesięć metrów od człowieka, z uśmiechem i szczerze mówię mu dzień dobry. Nie odpowiada — nie słyszy, ignoruje, nie wie, co z tym zrobić; nie wiem co. A ja nie obrażam się; uśmiecham się od ucha do ucha do jego oddalających się pleców i mam się świetnie. I dociera do mnie, że to, co zrobił; to, co mógł zrobić; to, czego nie zrobił — to wszystko nie ma żadnego znaczenia! Intencja, z jaką powiedziałam dzień dobry, była dla mnie najważniejsza.

Byłam zadziwiona sobą, nieufna wobec siebie, chora ja czy co? Ale udawać, że scena nie miała miejsce, nie dało się. Tak zaczęło się coś dziwnego, podejrzanego chwilami, ale jak pięknego! Bo intencja jest ważna — czasem najważniejsza!

niedziela, października 15, 2017

2603. Najważniejsze i tak poza słowami

 wpis przeniesiony 3.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Ostatni akapit napisany przez Dicka zaczyna się tak:

Bo ja, wiecie, jestem zwyczajnym facetem. Koszę trawę przed domem, odśnieżam podjazd i zmieniam olej w naszych samochodach. Robię zakupy i gotuję większość kolacji w naszym domu. Jestem taki sam jak każdy inny facet w Ameryce.

Ze słów Ricka z listu do Ojca umieszczonego na końcu książki:

Nie dlatego, że muszę, ale dlatego, że chcę.

„Wyjęłam” Ricka i Dicka z książki Jorneta. Kliknęłam tu i tam. Ibuka nie było. Klik, klik, portal aukcyjny, klik, klik i szła do mnie ich historia. Dziś rano kończyłam na akord, bo wiedziałam, w czyje ręce musi trafić już dziś! Ta książka jest jedną z najważniejszych książek mojego roku 2017.

Ale najpierw było tak: szła książka kilka dni, troszkę odbierała się z poczty, potem ratowała mnie przy czytaniu betrojerinek — ibuk w komunikacji miejskiej, papierz w hamaku. W sumie, zamyśliłam się teraz, dwa tygodnie minęły… Studentkom i studentom zaordynowałam semestralny eksperyment na ludziach, optymistycznie nazywając go zaproszeniem do przygody… od środy zauważam, że zmieniło się we mnie coś zasadniczego… ja sama ruszyłam w podróż, przygodę…

*

Mój najstarszy syn, Rick, był przykuty do wózka inwalidzkiego od ponad dziesięciu lat, kiedy po raz pierwszy poprosił mnie, żebym założył buty do biegania i popchał go w biegu. To był rok 1977. Miałem wtedy trzydzieści siedem lat i od szkoły średniej niczego na poważnie nie trenowałem.

*

Nie miewam złych dni, ponieważ zawsze pamiętam, że życie toczy się dalej, a my musimy jedynie wyciągnąć wszystko, co najlepsze, z sytuacji, w jakiej się znaleźliśmy.

*

Dasz radę!

*

[…] jeden z magistrantów zadał pytanie, które — to było widać — chcieli zadać oni wszyscy: „Skąd wiecie, że wasz syn jest inteligentny?”. Judy, która rozpaczliwie pragnęła, aby tym razem nie odesłano nas z kwitkiem, powiedziała: „Opowiedz mu jakiś dowcip”.

*

[…] Rick ciągle marudził, że chciałby spróbować. Naprawdę nakręcił się na ten wyścig. Poza nieuniknionym wyzwaniem, jakim było znalezienie sposobu, aby posadzić Ricka na rowerze czy wodzie, ja sam nie siedziałem na rowerze od szóstego roku życia i nie umiałem pływać. To [triatlon] byłoby największe przedsięwzięcie, jakiego kiedykolwiek się podjąłem, ale Rick nie dawał za wygraną.

*

[…] wszystko jest możliwe, jeśli tylko włożysz w to swoje serce.

*

To naprawdę niezwykłe, że kiedy się z kimś dzieli podobne troski i przeżycia, od razu tworzy się szczególny rodzaj więzi.

*

Znaczymy więcej niż nasze kalectwo. Kiedy będziemy w stanie w pełni je zrozumieć i zmotywować innych, aby je zrozumieli, to znajdziemy w życiu cel inny niż ciągłe rozpatrywanie własnych słabości i niedoskonałości. [z listu Karen White]

Dick Hoyt, Don Yaeger, Oddany. Opowieść o miłości ojca do syna,
przeł. Edyta Stępkowska, Wydawnictwo św. Stanisława BM, Kraków 2011.
(wyróżnienie własne)

*

Team Hoyt, I Can Only Imagine.

*

Nie udało mi się ustalić Autorki/Autora zdjęcia, ale
powód, by wrócić do Bostonu jest.

*

2017 Hoyt Foundation Boston Marathon.

wtorek, czerwca 20, 2017

2416. Niedziela (spóźniony raport dnia)

Obserwując ludzi wychodzących z tego miejsca, mógłbyś pomyśleć, że to wielki sklep spożywczy, cukiernia lub lodziarnia.

Pojechaliśmy po narzutę dla kanapy, kocyk dla Heniutki, pokrowce dla krzeseł i dwie miski dla nas. Takie cudo, zupełnie za darmo, wyrwałam.