Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pragnienia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pragnienia. Pokaż wszystkie posty

sobota, września 12, 2015

1456. W oku cyklonu

 wpis przeniesiony 16.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Gdy wczoraj rano wracałam z urlopu, płakałam. Z wielu powodów. Ukryty, nawet przede mną, plan okazał się być taki: w czasie urlopu wrócę do zdrowia. Jest lepiej, ale nie tak, jak ów tajny plan zakładał. Olśniło mnie dopiero dziś rano...

*

Znajdź w sobie miejsce ciszy.
Uszanuj je. Pobądź w nim. Pokłoń się mu.
Wracaj do niego. Z uporem maniaka. Zawsze.

*

Tylko z tego miejsca mogę wyzdrowieć. Odetchnęłam. Zrozumiałam coś ważnego na swój temat. Zrozumiałam… w moim miejscu ciszy.

środa, sierpnia 21, 2013

830. Drogi błogosławione

 wpis przeniesiony 8.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Droga. Własna. Dziwna, mówią. Pokręcona. Nieergonomiczna społecznie. Droga, a na niej szczęście. Spersonalizowane. Prywatne. Subiektywne. Niemierzalne. Droga. Zakręty. Zawirowania. Meandry. Wątpliwości. Może inna byłaby lepsza? Cudza. Oczywista. Prosta. Społecznie zachwycająca. Nie. Nie. Nie. To tylko ułuda. Pamiętaj!

*

Uwielbiam książki, które karmią me marzenia, które podważają oczywistości zmieniając w oka mgnieniu rzeczywistość. Dawkuję sobie tę lekturę niczym lekarstwo na zarazę pewniaków, starych, dobrych rozwiązań, które w moim przypadku nie skutkują. I całe szczęście, że nie skutkują! Od tygodnia, wciąż i na nowo, zachwycają mnie poniższe słowa.

“That would never work in the real world.” You hear it all the time when you tell people about a fresh idea.
     [...]
     The real world isn’t a place, it’s an excuse. It’s a justification for not trying. It has nothing to do with you.

Jason Fried, David Heinemeier Hansson,
Rework. Change the Way You Work Forever,
Random House, London 2010.
(wyróżnienie własne)

— To nie ma prawa działać w realnym świecie. — Słyszysz wciąż, gdy opowiadasz ludziom o swoim nowym pomyśle.
     [...]
     Prawdziwy świat to nie miejsce, to wymówka. To usprawiedliwienie, by nie próbować. To nie ma nic wspólnego z tobą.

(tłum. własne)

*

Niezmiennie, od wielu już książek, zachwyca mnie fakt, że te anglojęzyczne mogę zwyczajnie zamówić w polskiej księgarni. Fajnie jest żyć w takich czasach...

Dotarło do mnie, że tłumaczenie nie uwzględnia kulturowego tła i brzmi wobec tego beznadziejnie głupio — czy my zdradzamy się z naszymi pomysłami tak namiętnie? Czytanie po angielsku przenosi do świata innych możliwości. Można wskoczyć tam i przynieść sobie tutaj nowy budulec własnej Drogi.

poniedziałek, lipca 29, 2013

(806+2). Tribute to Toro, Nora & Velvet

 wpis przeniesiony 7.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Gapię się czasem na ten świat ciut mało aktywnie. Wtedy ktoś nagle, pół-nagle lub od tak po prostu mówi coś, co powoduje, że dwie kulki w mej głowie zderzają się tworząc ciąg skojarzeń niby przypadkowych, ale układających się w miłe odkrycie. Tak było i „tą razą”. Pani Uty powiedziała: Jest mało właścicieli zadowolonych ze swoich psów. Zderzyły się kulki, raz! Po chwili westchnęłam i powiedziałam: jest mało ludzi zadowolonych z siebie... Zderzyły się kulki, dwa!

Nie porównuj swojego psa z innymi, a jeśli już musisz,
porównuj z nim samym sprzed miesiąca, kwartału, roku.
Oniemiejesz z zadziwienia, jak niesamowitego masz psa!

Nie porównuj siebie z innymi, a jeśli już musisz,
porównuj ze sobą samą (ze sobą samym) sprzed miesiąca, kwartału, roku.
I nie mów mi, że nie oniemiałeś z zadziwienia, jak niesamowitym człowiekiem jesteś, jeśli tylko miałeś odwagę nie porzucać swoich marzeń, uczuć i uśmiechu.

Nie trudno to wymyślić, trudniej zrozumieć aż do trzewi, jeszcze trudniej stosować przez cały dzień, a najtrudniej zrobić z tego swoją drugą naturę. Ale w końcu... od czego są wyzwania, prawda?

*

A gdy patrzysz w oczy Psa... zobaczysz tylko wiarę w Ciebie.
Przyszło mi do łba, że może „być Człowiekiem” oznacza uwierzyć Psu a priori?
I nie ustawać! Nie wyrzec się tego dobrego, co w nas zobaczył!


(806+1). Podstawy!

 wpis przeniesiony 7.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Podstawy! — grzmią dobrzy nauczyciele — Podstawy! Znienawidzone gamy, rozciąganie, szkice, brzuszki, tabliczka mnożenia, słówka, struktura, proporcje? Niezbędne!

Podstawy! Niezbędne! — zanotowałam fantastyczną perspektywę do wykorzystania w dowolnej dziedzinie:

Sztuką jest z nudnego ćwiczenia
uczynić wyzwanie, świetną zabawę,
w którą aż chce się grać!

Joanna Hewelt

*

Pomyślało mi się...

 Koniecznie! Bądźmy Sztukmistrzami!

niedziela, maja 19, 2013

748. Małe, ważne odkrycie

muszę...
nie mogę...
powinienem...

nie pytam, czy możesz, musisz, powinieneś...
pytam, czy chcesz?

pragnę...
chcę...

czasem nie jest istotnym, że czegoś chcę, ale...
czy tego potrzebuję?

*

Tego się nauczyłam w kończącym się tygodniu.
To, czego nie chcę, jest tym, czego potrzebuję — teraz właśnie tak jest.

wtorek, marca 19, 2013

(698+1). Jasny gwint!

 wpis przeniesiony 5.03.2019. 
 (oryginał bez twardych spacji) 

Sadownik:
(raniutko wrócił ze spaceru z Henią, siada na krawędzi łóżka)
Kłamczucha!

Jabłoń:
???

Sadownik:
(z teatralnym smutkiem)
Przyjechałem, a jest i śnieg, i zimno…

Jabłoń:
Ale ja jestem gorąca…

Jabłoń:
(po kwadransie odnotowała świeżą dostawę śniegu za oknem i też się załamała)

poniedziałek, marca 18, 2013

698. O tęsknocie nie wprost

 wpis przeniesiony 5.03.2019. 
 (oryginał bez twardych spacji) 

Przychodzi taki moment w delegacyjnym życiu, że połączenia telefoniczne zamiast poskramiać tęsknotę, już tylko ją wzmacniają. Przyszedł wczoraj wieczorem...

Żona Motocyklisty:
Wracaj już, śnieg schodzi,
będzie można jeździć Motongiem.

Sadownik:
Wiesz, to jest argument, żeby do ciebie wrócić.

(słyszeli swoje uśmiechy na twarzach)

poniedziałek, lutego 25, 2013

679. Oscar 2013

 wpis przeniesiony 5.03.2019. 
 (oryginał bez twardych spacji) 

Oscaryna:
(wpada do domu)

Oscar:
(patrzy na zegarek i zarządza)
Nooo, to do łazienki i idziemy spać.

Oscaryna:
Spać czy do łóżka?

Oscar:
Kochanie, tak dzień po dniu,
dobiegam czterdziestki,
chcesz mnie zabić?

K U R T Y N A
(tajemnicą pozostaje, gdzie poszli i czy przeżyli)

środa, sierpnia 22, 2012

(472+63). Nadzieja, wiara, miłość jest... człowiekiem!

 wpis przeniesiony 3.03.2019. 
 (oryginał bez twardych spacji) 

On jest dla mnie... Ambasadorem Życia!

Cytując za kochaną Gepardzicą:
Piotr Pogon — a za nim Ironman Triathlon Kalmar Sweden z czasem 12:15:58. Jest pierwszym i jedynym uczestnikiem z jednym płucem...

poniedziałek, sierpnia 06, 2012

522. ¾ alfabetu precz!

 wpis przeniesiony 3.03.2019. 
 (oryginał bez twardych spacji) 

Chyba jeszcze nie pora na sezon ogórkowy. Nowa perspektywa wyłoniła się zza rozrzuconych puzzli, obracanych w dłoniach latami, nagle zobaczonych wyraźnie.

Puzzel #1:
Doświadczenie może zmylić, nie dlatego, że złośliwe, ale dlatego, że jest fragmentaryczne. Na przykład, każde życiowe doświadczenie edukacyjne jest łańcuszkiem zależności. Aby zostać prawnikiem, lekarzem, socjologiem, fizykiem itd. trzeba skończyć studia. Aby skończyć studia, trzeba wcześniej skończyć liceum, itd. Lata praktyki uczą, chcesz T, musisz najpierw wymówić wszystkie wcześniejsze litery A→B→C→D→... Nie ma w tym nic złego, może poza tym, że istnieje ryzyko, że można uznać ten model za jedyny i słuszny zawsze, bez względu na okoliczności. T? Proszę bardzo, ale najpierw A, B, C...

Puzzel #2:
Małe dzieci marzą o byciu dużym, co łączy się nierozerwalnie z posiadaniem siły. Z miejsca słabości próbują osobistych, choćby króciutkich, wycieczek w stronę miejsca siły i mocy. Robią to za każdym razem, gdy bezpośrednio mówią: CHCĘ X. Proces socjalizacji uczy wymawiania poprzednich „liter alfabetu”: jak poprosisz to dostaniesz X, jak będziesz grzeczna to dostaniesz X, jak zrobisz A, B, C... to dostaniesz X.

Puzzle rozrzucone:
Zaopatrzeni w różne — wynikające z indywidualnego doświadczenia, ale i kulturowo wyrzeźbione — zależności „jeśli P to R” trudzimy się, czasem latami, nad P. Wierzymy, że gdy w końcu uda się z P uporać, w nagrodę dostaniemy R. Z boku, sprawiamy wrażenie, jakby P pomyliło nam się z R. Czego chcesz człowieku, zapyta ktoś niezaangażowany, P czy R? A my patrzymy nieprzytomnie. No pewnie, że R! To czemu ciągle robisz P? Chyba nie wierzysz w to, że aby (R) być kochaną, należy (P) wyjść za mąż? aby (R) być bogatym mężczyzną, trzeba (P) dużo zarabiać? aby (R) być szczęśliwą, trzeba (P) urodzić dzieci? aby (R) być szanowanym, trzeba (P) ciężko pracować? aby być piękną, trzeba (P) ważyć czterdzieści pięć kilo?

Puzzle ułożone:
Odkryłam, że nie chodzi o to, by każdą z literek szybciutko przerobić, płynnie wymówić. Nie o to, by pokonywać wszystkie, często wyimaginowane fonetyczne przeszkody, by dotrzeć do upragnionego X. Dobrze jest odnaleźć w sobie dziecko, które ignorując alfabet wciąż mówi: CHCĘ X! Z moim wewnętrznym dzieckiem poszłyśmy kilka dni temu na kawę. Papier kratkowany zapisałyśmy tym, czego naprawdę chcemy. Teraz każdą ze sprawnie rzeźbionych przeze mnie liter oglądam dokładnie. Czy jest częścią tego, czego CHCEMY? Jeśli nie, wyrzucam! Pozbyłam się już całkiem sporo aktywności, które wydawały się mnie definiować. Wyrzuciłam wiele liter i... nie znikłam! Odżyłam! Bez zbędnych implikacyjnych poprzedników jestem szczęśliwa, bogata...

Quiz: może masz jakieś inne, ciekawe zależności „jeśli P to R”, w które Twoje Życie już nie wierzy?

sobota, czerwca 30, 2012

493. Popaść w nałóg już czas!

 wpis przeniesiony 3.03.2019. 
 (oryginał bez twardych spacji) 

Jak ja się cieszę, że ta ciężka praca już za mną.
Jestem przeszczęśliwa, że to w końcu się skończyło.
Rozpiera mnie niewyobrażalna radość, na samą myśl, że nie muszę już tam iść.

*

To był naprawdę trudny i długi tydzień. Jednak w całej tej bieżączce dwie kulki w mózgu znalazły chwilę, by zderzyć się i wyznaczyć mi jeszcze jedno zadanie w planie zajęć. Zadanie o najwyższym priorytecie, do wykonywania każdego dnia, od wtorku (co minął) przez wszystkie kolejne dni, aż stanie się nie tylko nawykiem, ale również nałogiem.

Nie chcę w swym życiu radości i szczęścia o zabarwieniu przytoczonych na początku wypowiedzi. Wyrabiam sobie nowy, zbawienny nałóg. Każdego dnia szukam choćby chwili wypełnionej najczystszą w swej formie radością. Każdego dnia szukam też drugiej chwili, której towarzyszy bezgraniczna wiara i nadzieja w ludzi, w świat, w jutro, które stwarzamy chwila po chwili już dziś.

Jak zwykle Henia na to niezmiennie: ja ci bardzo chętnie pomogę! Henia wie, że radość i szczęście kryje się w prostocie zwykłego, ciut bardziej uważnie przeżywanego Życia.

poniedziałek, czerwca 25, 2012

492. Po męsku... przez telefon... o życiu

 wpis przeniesiony 3.03.2019. 
 (oryginał bez twardych spacji) 

Sadownik:
(podziękował za prezent, co elementem
komplementowanego rynsztunku do nowej pasji jest
i dawaj, logicznie uzasadnia,
dlaczego dał się pasji wziąć w posiadanie
)
Żonę już mam... Psa już mam...

Sadownika Teść:
I co? Życie ci zbrzydło!?

Sadownik:
Nie. Pomyślałem sobie, to spełnijmy następne marzenie z wczesnej młodości.

Jabłoń:
(kibicuje pasji nie tylko imieninowo, ale nie pyta na razie o to,
co jest następne na liście marzeń z młodości
)

wtorek, maja 29, 2012

475. Peron 9 i 3/4 wzywa

 wpis przeniesiony 3.03.2019. 
 (oryginał bez twardych spacji) 

Lekki niepokój, wielka ciekawość. Od samego rana. Maksymalnie piętnaście kilo rzeczy wykładam na stół. Na pięć dni. Dziś po południu wyruszam na spotkanie nowej siebie, na spotkanie starych Przyjaciół w nieznanych nawet Im nowych wersjach. Spotkam również ludzi, których nigdy wcześniej nie spotkałam. Już, już chcę tam być.

Pracować, śmiać się, płakać, rozumieć — być w samym środku Święta, jakim jest coroczny przyjazd naszych zagranicznych Nauczycieli. Kate Jobe i Joe Goodbread już są w Polsce. Czas na POP-owską magię... Czas na Hogwarts by the Sea... Czas odkryć zmianę, która od rana radośnie wibruje już w moim ciele. Zmianę, której potrzebuję teraz równie mocno jak miłości i powietrza. Zew Życia, co zmianą wieczną jest, woła!

sobota, grudnia 31, 2011

(399+1). Przeżyłam Święta!

 wpis przeniesiony 2.03.2019. 
 (oryginał bez twardych spacji) 

Dziki Zachód budzi w Drzewku Zew Stereotypowej Mężczyzny XX wieku. Ledwo noc przespała, wiedziała, że nadszedł Ten Dzień. Wspomnieć wypada, że w rachunku nie należy ujmować jedynego wyjątku, gdy Mężczyzna w Drzewku ukryta upiła się na południu kraju miesiąc po własnym ślubie, z wrażenia chyba. Nigdy jednak ten Zew nie był tak silny jak Tego Dnia, a Dzień Ten nadszedł znienacka.

Ten Dzień. Przez przypadek był to również wigilijny wieczór roku, co właśnie dogorywa. Henia pod stołem prawie gotowa ludzkim głosem mówić. Sadownik. Obok Drzewko. Przy jednym stole nastka ludzi, których żadna inna, nierodzinna okazja nie mogłaby zrzutować w jeden punkt czasoprzestrzeni. Przekrój społecznych ról. Wojsko. Służba zdrowia. Edukacja. Rozrywka. Rzymskokatolickie Imperium. Matki, żony, kochanki. Ojców, mężów i kochanków pęczek szowinizmem lekkim przewiązany. Dzieci, wnuki i prawnuki. Magia Świąt pełną gębą i ościami.

Jak to się stało, że Drzewko emerytowanych wojskowych musiało poganiać, bo za wolno uzupełniali jej kieliszek, tego nie wie nikt, ale mundurowe dusze chętnie poddały się cywilnemu, feministycznemu tempu. A gdy wciąż było za wolno, Drzewko rozpromieniło się na widok kieliszka, do którego nikt nie chciał się przyznać. Stał obok drzewkowego i prawie piszczał ludzkim głosem, że nie chce być niczyj. Nie był! Już ani chwili dłużej. Zaniemówiła Henia z wrażenia.

Może w każdym Drzewku drzemie Diabeł, co chociaż raz w życiu upić się musi, by ludzkim głosem wyrazić swe pragnienie. Drzewkowa Diablica po pijaku naprędce skreśliła list do Mikołaja: nieprzerwanych niczym, ośmiu godzin snu --- bez psich i ludzkich potrzeb, które czekać nie mogą --- osiem godzin Mikołaju mi daj!

Po Tym Dniu, dziwić nie powinno, że przyszedł dzień następny. Drzewko, bez wprawy w kursie pijańskiego dzieła, bezbronne było niczym dziecko.

Jabłoń:
(wytacza się z sypialni pokonując pięciometrowy maraton
z metą na krześle przy stole
)
Picie jest przereklamowane.
Ledwo żyję.

Sadownik:
(weteran młodzieńczego picia
nie może powstrzymać śmiechu,
udaje, że grawitacja wcale nie jest przeciwko Drzewku
)
Co się dzieje?

Jabłoń:
(wciąż idzie, a krzesło jak na złość ucieka)
Głowa... ty nawet nie wiesz, jak mnie boli głowa.
Do dzisiaj to ja o bólu głowy niewiele wiedziałam.

Sadownik:
(bez empatii, nie ukrywa już śmiechu,
choć zabiera się do konstruowania leczniczego zestawu
)
To się uciesz. Jeśli po piciu boli cię głowa to znaczy, że masz mózg.

No i proszę. Mikołaj, męska szowinistyczna świnia, czytać nie umie. Miał dać osiem godzin snu, dał tylko cztery a w ramach gratisu świątecznego dorzucił... mózg. Podarował Drzewku dzień, gdy mózg jej do niczego nie był potrzebny. Pokrętnego Sadowniczego „Jeśli-to” do dziś nie rozumie.

Wróciliśmy. Do siebie. Czas zamykać rok. Piłam, kochałam, płakałam, śmiałam się, jadłam dobre rzeczy, żyłam. W przyszłym roku będę pić, kochać, płakać, śmiać się, jeść dobre rzeczy, żyć! I tego, skromnie, też Wam życzę z całego serca.

wtorek, grudnia 13, 2011

(382+8). Delegacja jako forma higieny psychicznej związku

 wpis przeniesiony 2.03.2019. 
 (oryginał bez twardych spacji) 

Miłość. Poślubiona. Wyświechtana dniem codziennym. Przemieniona w napełnianie lodówki, garnków, talerzy. Umęczona codziennymi obowiązkami wiązania końca z końcem, by jednocześnie marzeniom nie poderżnąć gardła.

(ekstremalna, siedmiodniowa)
STOP KLATKA
(delegacyjna)

Miłość. Poślubiona. Codzienność? Koniecznie! Lodówka, garnki, talerze? Tak, tak, tak! Koniec z końcem wiązać co dnia? Z przyjemnością! A marzenia? Damy radę ocalić i spełnić! My! Ręka w rękę a Henia u boku!

***

     — Jeszcze tylko 4 spacery, dwa posiłki i... już! --- westchnęła Henia spod stołu. Nie lubi dziewczyna abstrakcji...

środa, listopada 02, 2011

356. Czterodniowe Święta Splecionych Dłoni

 wpis przeniesiony 2.03.2019. 
 (oryginał bez twardych spacji) 

Dawno nie mieliśmy tylko dla siebie czterech dni w stolicy. Dawno nie dzieliliśmy się naszymi marzeniami. Dawno... To były piękne i bardzo potrzebne Święta.


Cień to towarzysz niezmordowany. Nigdy nie wykłóca się o detale, nie robi scen, nie pamięta krzywd. Tylko czasem, lekko zagniewany, znika na samotnym spacerze w po­chmurne dni. Wraca stęskniony, gdy tylko zza chmur wyjrzą ciut bardziej zdecydowane promienie słońca. Światło sprzed setek sekund dociera na Ziemię a Twój cień-niemowa językiem swego ciała chciałby opowiedzieć Ci coś o Twojej przyszłości. Posłuchaj.

Swoim kształtem krzyczy: taki mocny i wielki możesz być! Twój cień, chętnie nauczy Cię jak być panem swojego losu. Wypoczęty, wyhulany i spełniony szepcze, judzi, że już teraz możesz być sobą. W sumie, czemu nie? Tylko co to znaczy dla Ciebie być sobą? Co to znaczy dla mnie, że będziesz sobą? Co to znaczy dla nas, że oboje będziemy sobą? Spójrz.

Nasze cienie już wiedzą. Zobacz tylko jak się teraz obejmują. Uwielbiam jak się obejmują. Bądź.


środa, lipca 27, 2011

305. Zatrzymaj się, bo... Świat kocha Cię!

 wpis przeniesiony 1.03.2019. 
 (oryginał bez twardych spacji) 

Mignęła mi dzisiaj na skrzyżowaniu przed oczyma piękna, czteroletnia dziewczyneczka. Ułamki sekundy potem, w mej głowie zderzyły się kulki i przyszło mi do głowy...

Tak łatwo dorosłym ludziom kochać małe dzieci. Są małe, bezbronne i... tak niebywale słodkie w swej niewinności, ciekawości — oddychające, w najczystszej formie, Piękno. Aby dziecko prawidłowo się rozwijało potrzebne jest, by kochał je cały Świat. Ta miłość pozwala zaspokajać dziecięce potrzeby fizyczne i emocjonalne. Cały Świat najpierw jest Mamą, potem jeszcze Tatą, Babcią, Dziadkiem, Ciociami, Wujkami. Z każdym kilogramem wagi i centymetrem wzrostu definicja Świata się rozszerza, przedszkole, rówieśnicy, szkoła, studia, praca. Potrzeba bycia kochanym przez cały Świat wydaje się ewoluować do niby skromniejszych rozmiarów potrzeby akceptacji, uznania, przez tych co wokół nas. To moment, gdy wielu pada ofiarą oczekiwań zewnętrznego Świata, to ma być takie, a tamto owakie. Nie idzie jednak uszczęśliwić całego, rozrośniętego Świata, z tylu istnień złożonego.

Pomimo słusznego rozmiaru i dorosłości niekwestionowanej, bezczelnie pozostaję przy potrzebie kochania. Tak, pragnę by kochał mnie cały Świat! Nie widzę niczego złego, by właśnie tego chcieć, po to sięgać i cieszyć się tym od rana do wieczora i przez całą noc. Zamierzam radość w sercu hołubić podczas każdego oddechu, bo mam szczęście i kocha mnie cały Świat! Brzmi jak bluźnierstwo, czy megalomania? A może zbyt mało chcę od Życia? Dla mnie to bardzo dużo, gwiazdka z nieba, spełnienie mojego najskrytszego marzenia, bo Światem całym, co kocha mnie, jest... Sadownik!

Nie ma naciągania w stwierdzeniu, że każdy człowiek ze swym wewnętrznym bogactwem jest całym, skomplikowanym światem. Jedyne dla mnie novum to świadomość, co dziś na skrzyżowaniu mnie dopadła. Każdy z nas, jak ta czteroletnia dziewczynka, potrzebuje miłości całego Świata... niejednego... :)

A jak jest Tobie teraz, ze świadomością, że jest w Twym życiu przynajmniej Jeden Świat, co kocha Cię bezgranicznie?

piątek, lipca 15, 2011

296. Kulinarna meteopatia

 wpis przeniesiony 1.03.2019. 
 (oryginał bez twardych spacji) 

Burza za burzą nie przynosiła oczekiwanego chłodu. Deszcz za deszczem. Słońce na jednodniowy wypad za miasto się udało. Identycznie było dwa tygodnie temu. Wtedy to miał miejsce nic nieznaczący incydent. Jabłoń zagroziła, że po raz pierwszy w życiu będzie robić pierogi. Przepis na ciasto od Rodzicielki przez telefon zdobyła. Farsz do pierogów, co ją dwa lata temu urzekły w pewnej polskiej wsi, w pamięci rozebrała na najmniejsze części składowe. Kupiła wszystko co trzeba. Sadownik próbował i odwodził Drzewko od tego głupiego pomysłu stania przy garach proponując wyjście na miasto. Wtedy to samą Jabłoń zdziwiły wypowiadane przez nią w kierunku Sadownika słowa, gdy już dotarli do domu i siaty rozpakowali: „to wiesz, pójdę się zrelaksować lepieniem pierogów”. Incydent, dziś okazał się przypadłością w rozkwicie. Wstała rano Jabłoń i wiedziała, że dzisiejsza pogoda nie wróży nic poza spełnieniem nieodpartej chęci, by zrobić pierogi z podwójnej porcji ciasta...

Jabłoń:
(dumna i blada*)
To obiad na jutro już mamy! :)

Sadownik:
(ma w oczach głód mięsożercy co z własnej woli udał się na miesięczną, jarską dietę)
Obiad obiadem, ale co będzie do jedzenia?
(po chwili, z rozmarzeniem w głosie)
something to eat... maybe meat!?**

___________________________
* bo na pierwsze danie wydała, po raz pierwszy robione, pierogi z kurkami,
* bo na drugie danie wydała pierogi z twarożkiem i malinami --- klon incydentalnego przedskoczka sprzed dwóch tygodni,
* bo jeszcze dała radę na jutro machnąć łazanki z kapustą i... nie musi jutro myśleć. Amen.

** może kęs... jakichś mięs!? (tłum. à la St. Barańczak)