Pokazywanie postów oznaczonych etykietą okolice Akademii. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą okolice Akademii. Pokaż wszystkie posty

niedziela, października 04, 2026

6245. Z oazy (CDLXXVII)

Dopadły mnie dwa powody, by sięgnąć po tę książkę. Pierwszy był praktyczny, uaktu­al­niam stan biblioteki straty, by mieć w razie czego do zaoferowania tylko dobre w ramach wdowiej wyprawki. Drugi związany był z piekłem przez które przechodzą Sadownik i Jego Mama.

Gdy książka ta miała premierę, strata nawet nie miała w planie grozić nam, że zapu­ka do na­szych drzwi. Flirtowała ze mną pierwsza część tytułu, w dwóch słowach uj­mu­jąc bar­dzo w punkt naturę życia ze świeżą stratą. Okładka zaś zrobiła swoje, wy­bi­ła mi z głowy czytanie tej książki, odpychając mnie od niej tak daleko jak to możli­we. A potem skończył się nasz świat.

I pojawiły się dwa opisane powyżej powody . Nie dyskutowałam z nimi, nie broniłam się. Klik, klik i…

Uderzyło mnie i zatrzymało, że w podobnym czasie z panem profesorem Giżyckim po tych sa­mych korytarzach chodziliśmy. Oboje przestaliśmy z podobnych, choć dia­me­tralnie różnych, jeśli chodzi o konsekwencje, powodów. Uderzyło, za­trzy­ma­ło, za­du­ma­ło i zostawiło mnie z tym, czym teraz jest moje życie.

Dużo piękna jest w tej książce. Jest też na końcu wśród książek — które po­mo­gły prze­żyć — ponad czterdzieści tytułów, które również wyjątkowo cenię, więc uśmie­cha­łam się co chwilę. Jeśli zatrzyma cię pierwsza część tytułu, sięgnij po tę książ­kę bez wa­ha­nia. Jeśli będzie próbował uwieść cię podtytuł, nie daj się zwieść, wcho­dzisz w tę lekturę na własną odpowiedzialność.

Wszystko może się zmienić w ułamku sekundy.
I już nigdy nie będzie „normalnie”.

🖇

Byliśmy z Marcinem naiwni/nudni/monogamiczni/staroświeccy. I za­do­wo­le­ni w tej łatwiźnie. […]  I znowu Canetti miał rację, pisząc, że wierność jest niebezpieczna, bo kończymy ze zmarłym.

🖇

Bez skóry to nasza z Marcinem ostatnia wspólna książka. Bez niego by jej nie było, bez jego nieobecności by jej nie było. Dzięki niej jeszcze przez jakiś czas jesteśmy razem.

🖇

Zaczynam czytać prozę o żałobie. […]  Książki trochę ze sobą dialogują, a po trosze są od siebie całkiem inne. Wszystkie stają wobec bezsilności oddania tego, co się stało. Co się dzieje.

🖇

Ludzie radzą. Chcą jak najlepiej.
Nie mają pojęcia.

🖇

Cent jours de grâce, „sto dni łaski”, kiedy wszyscy wokół pamiętają o naszej stracie. Po tych stu dniach jest podobno najgorzej: trzeba żyć „normalnie”, być jak wszyscy, którzy mają własne tragedie.

🖇

Zdolność milczenia jest papierkiem lakmusowym miłości. […]  Każde milczenie i każda samotność są inne.

🖇

Ból po stracie to ma wspólnego z zauroczeniem miłosnym,
że odcina od ludzi wokół.

🖇

Z odejściem Marcina zniknęło poczucie bezwarunkowej miłości i zaufania do kogoś, na kogo można liczyć w każdej sytuacji. Jasne, to było nie­wy­ob­ra­żal­ne szczęście mieć taką pewność bardzo długo.

🖇

Inne pojmowanie czasu to też objaw braku skóry.

🖇

Przez większość życia się z czasem ścigamy, w chwilach najtrudniejszych siedzi nam na karku, przemieniony w ołów.

🖇

Przychylny mi chór radzi i wróży na wiele głosów. Niektórzy rozumieją, że ambitnym zadaniem jest, by przeżyć. Jeść, oddychać, spać.

🖇

[…]  obserwowałam ludzi. Obok siedziała starsza para. Tydzień wcześniej skojarzyliby mi się z rodzicami. Teraz patrzyłam na nich z zazdrością, że są starzy i razem. Wstydziłam się tej zazdrości; wielu żałobników tak ma.

🖇

Wszystko jest teraz po raz pierwszy,
jak jeszcze niedawno było po raz ostatni.

🖇

Ci, co zostają […]  przepracowują w pamięci ostatnie chwile razem.

🖇

W bezskórnym stanie zachowujemy się nieprzewidywalnie. Z roztargnienia bądź z chęci zaczarowania rzeczywistości. Jeśli zrobimy coś, co dawniej zda­wa­ło się irracjonalne, albo – za radą Topora – zaprzemy się mocno jed­ną nogą i spróbujemy hamować, może czas zacznie biec wolniej? Może na­wet cofnie się do  s p r z e d?

🖇

Strata bliskich łączy się z ekspansją przedmiotów. Należące do nich kiedyś rzeczy, książki, papiery ogromnieją, zyskują na ważności, zajmują coraz wię­cej miejsca na półkach i w myślach. Przejmują aktywne role. Wymagają decyzji.

🖇

Z rzeczami jednak straszny kłopot. Które zachować? Które oddać i komu? Jak opanować złość, że właściciela nie ma, a one są?

🖇

Jedynym plusem żałoby jest to, że reszta świata ze swoimi nie­ro­zwią­zy­wal­ny­mi problemami usuwa się w cień.

🖇

Wszystko jest teraz po raz pierwszy bez Marcina: pierwszy tydzień, mie­siąc, rok, pierwsze święta i sylwester; pierwsza podróż pociągiem; choroba, kino, teatr, zima i wiosna, letnie festiwale, pierwsza burza, śnieżyca, wi­chu­ra, mróz i upał; pierwszy koniec roku akademickiego; pierwsze uro­dzi­ny i grzybobranie; zachód słońca podziwiany z…; spacer do… i z…; pierw­sza inter­wencja hydraulika; pierwsze problemy z zaśnięciem; pierwsza tę­skno­ta za…; pierwsze zgubienie kluczy i zapodzianie telefonu; ta­niec przy mu­zy­ce na żywo, toast szampanem i spacer z trzema psami naraz; pierw­sza uczta ostrygowa; pierwszy obiad u…; pierwsza myśl, że to się da przeżyć; pierw­sza rozmowa z nieznajomym; pierwsza drzemka po południu i wizyta w banku; pierwsze spóźnienie się na zajęcia; faux­-pas, którego żałuję; pierw­sze usmażenie pstrąga z głową; pierwsze siedzenie w bibliotece; pierwsza dobra wiadomość ze świata; pierwsza książka przeczytana od po­cząt­ku do końca; koncert, list przysłany pocztą i upadek na ulicy; pierwsze obcięcie włosów i spotkanie z tym czy z tamtą; pierwsze nieprzewidziane odwiedziny sąsiadów i uczucie wdzięczności wobec przyjaciół; pierwsze przeczesanie książek na półkach; pierwsze odpowietrzenie kaloryferów; pierwszy ból zęba, katar sienny i zawód wspólną znajomą; pierwsze roz­mro­że­nie lodówki, pranie w pralce i umycie samochodu; pierwsza wizyta u ramiarza i zakupy w supermarkecie; pierwsze spotkanie u mnie; pierw­sza rozmowa o…; pierwsze wakacje; pierwsze pakowanie walizki przed podróżą; pierwsza kolacja z…; pierwsze pisanie nowej książki; pierwsze zatrucie i pierwszy problem z elektryką; pierwszy początek sezonu warkotu kosiarek do trawy; pierwsza kłótnia podsłuchana na ulicy; pierwsze ol­śnie­nie widokiem; wielkie porządki, zobaczony nieżywy ptak; pierwszy list do wydawcy; pierwsza dwója dana studentowi; pierwszy lot przez Atlantyk i czerwcowy powrót na mansardę; pierwsze […]… Kiedyś przestanę liczyć.

🖇

Byłam już kiedyś w żałobie, lecz dopiero teraz dosięgłam dna rozpaczy. Dopiero teraz, dotykając jej porowatych brzegów, widzę, że nie wiem, jak przez nią przebrnąć.
   — Chimamanda Ngozi Adichie

🖇

Coraz bardziej brakuje mi polskiego odpowiednika angielskiego słowa grief: rozpacz, smutek, żal, opłakiwanie? Rozpacz za bardzo ogólna, można ją czuć z powodu kondycji świata. Smutek też mało konkretny. Żal można mieć do kogoś. Opłakiwanie przywołuje religijne głównie konotacje. W żad­ne z tych słów nie jest wpisana strata.

🖇

Nigdy nie bałam się śmierci. Tylko samotności.

🖇

Strata zwiększa naszą wrażliwość.

🖇

Tyle otwartych drzwi przemieniło się w ślepe zaułki.

🖇

Pamięć czasem wymazuje, a niekiedy tylko spłaszcza, upraszcza i zmienia.

🖇

Trudno — cierpiąc z powodu straty — liczyć czas, który biegnie wolniej, ciężej, szarzej.

🖇

Obserwuję pary. W metrze, autobusie, sklepach, na ulicy, w parkach, kinie, teatrze, restauracjach, kawiarniach, poczekalniach lekarskich, na towa­rzy­skich spotkaniach. Patrzą na siebie z ciekawością, pożądaniem, znu­dze­niem, nienawiścią, roztargnieniem, niekiedy ze źle udawaną uwagą. Inten­syw­ność ich wzroku nie ma nic wspólnego ze spojrzeniami innych ludzi. Tyle że one jeszcze tego nie wiedzą. Staram się zgadywać, na jakim są eta­pie: onieśmielenia, nadziei, fascynacji, zaciekawienia sobą, zdziwienia, że takie spotkanie jest możliwe, erotycznego szaleństwa, ukojenia żądzy, tkli­wo­ści, zazdrości, znużenia, rutyny, znudzenia, złości, agresji, zdrady, przy­jaźni, współpracy na określonych wspólnie warunkach… Oczywiście to tyl­ko wycinek mnogości stanów.

🖇

Świat na opak współgra z tym, co poznałam na wylot: już­-już jest prawie dobrze, ale zaraz będzie gorzej i znowu całkiem źle. Ruchome piaski.

🖇

Nie rozumiem, kto dał ci prawo jazdy!”; „Jesteś ślepy?”; „Super niedziela!”; „Kobiety nie powinny prowadzić”; „Mężczyźni za kierownicą są do ni­cze­go”; „Rozwodzę się”; „Przesiadam się na autobus”; „Mam dość, wysiadam”. Ja nie mam dość i — co gorsza — przysłuchuję się tym utarczkom z pewną satysfakcją. Mnie już nie dotyczą. Nie zirytowałam się na nikogo przez sześć miesięcy! Samotność ma pewne plusy. Koniec krwawych kłótni kom­pu­te­rowych. Never again.
     Wedle Ewy Lipskiej samotność — jak cholesterol — jest dobra i zła. Bez tej dobrej nie wyobraża sobie życia.

🖇

Strata wkopuje nas w nas.

🖇

Pozory — jak wiadomo — mylą. Po każdym przebudzeniu czekam na M. i z niedowierzaniem przyjmuję jego brak. Jest mi smutno.

🖇

Liczę czas tak, jak liczy się wiek dzieci i starców: precyzyjnie, co do tygodnia czy miesiąca.

🖇

Z Marcinem gadaliśmy bez końca. Mieliśmy tak zwane wspólne za­in­te­re­so­wa­nia. Teraz bardzo rzadko zdarza mi się podobny rozmówca. Ciekawe, czy on ma Tam więcej szczęścia.

🖇

Jak silne jest marzenie o cofnięciu czasu, dzięki czemu załatwilibyśmy zaniechane sprawy między tą a Tamtą Stroną!

🖇

W relacjach o stracie często pojawia się słowo „fale”. Bo w tym szczególnym czasie zalewają nas fale intensywnego smutku, kiedy już­-już się zdawało, że jest lepiej.

🖇

Zmarli nie są nieobecni, stają się tylko niewidzialni.
   — Ferdinand Cheval (1836–1924)

🖇

Gdy się już trochę okrzepnie po stracie, czas dalej dzieli się na przed i po. Jak dla pokolenia moich rodziców życie jest sprzed wojny i po niej. Po śmierci kogoś bliskiego świat zaczyna się na nowo, jak po narodzinach.

🖇

Louise Bourgeois wielokrotnie powtarza tę samą myśl: chcąc żyć, trzeba pogrzebać przeszłość.

🖇

Im prędzej biegniemy, tym głębiej wchodzimy w rozpacz.

🖇

Dlaczego ludzie mieliby się zmieniać po śmierci?

🖇

Jak łatwo ulec temu, co się zadomowiło w naszych głowach.

🖇

Zrobiłam pół kroku w dobrym kierunku: nie obraża mnie radość ludzi. Czasem nawet uśmiecham się do nich. […]  dla osoby rażonej stratą świat zmienił się nie do poznania, podczas gdy dla innych nie stało się nic. Taka złość towarzyszy na początku wszystkim żałobnikom.

🖇

Strata kogoś bliskiego znaczy mierzenie się z przeszłością. Przepracowuję w głowie chwile, które za bardzo przeciągałam lub bez sensu skracałam.

🖇

Wszystko brzmi teraz inaczej. Łącznie
z piosenką Brela Ne me quitte pas.


Jacques Brel, Ne me quitte pas.

🖇

Żałoba w swym postępującym trudzie zaciera powoli ból. Nie mogłem i nie mogę w to uwierzyć. Gdyż dla mnie Czas eliminuje tylko bezpośrednie uczu­cie utraty (nie płaczę), to wszystko. Jeśli jednak chodzi o całą resztę, wszyst­ko trwa bez zmiany.
   — Roland Barthes (1915–1980)

🖇

Tak czy inaczej — nie jestem w tym oryginalna — na przełomie paź­dzier­ni­ka i listopada myślę o tym, co zaniedbałam, kiedy nie stanęłam na wy­so­ko­ści zadania, czego nie powiedziałam, kiedy jeszcze był czas. Wielu od­kry­ło przede mną tę główną prawdę życia: lepiej się śpieszyć.

🖇

[…]  zgoda w stu procentach [z Canettim], że „samotność istnieje tylko w sto­sun­ku do żywych, ale nie w stosunku do zmarłych. Oni zawsze są żywi”.

🖇

[…]  naziemny pracownik pyta: „Kim jest szczęśliwy mężczyzna, który po­darował pani te kwiaty?” (bo dźwigam bukiet; na amerykańskim lot­ni­sku pytanie nie do wyobrażenia). „Dostałam od kobiety” – rozczarowuję go.

🖇

W przełomowych momentach ludzie podejmują nagłe decyzje i radykalnie zmieniają życie. Zamiast szukać ucieczki w wykonywanej od dawna pracy, idą czasem na skróty. Przestawiają się na robienie tego, co dla nich „na­praw­dę istotne”. Zniknięcie ważnej osoby powoduje, że dostrzega się inne ważności.

🖇

Po śmierci męża, piosenkarza i poety Lou Reeda, Laurie Anderson po­wie­dzia­ła: „Śmierć służy uwolnieniu miłości”. „Nie wiesz, jak kochać, do­pó­ki twój ukochany nagle nie zniknie”, twierdzi Don DeLillo. Jeszcze nie rozumiem.

🖇

[…]  pierwszy rok jest najgorszy. Potem
zdarzają się tylko fale smutku.

🖇

Wkrótce będę daleko przed Marcinem. Dowiem się może, jak skończy się wojna w Ukrainie, jak szybko będzie galopować kryzys klimatyczny, jak się rozpanoszą autorytarne rządy. Trochę mu zazdroszczę, że tego nie zobaczy. Choć zawsze byliśmy nieco z dala od „spraw”. Teraz on nie musi szukać usprawiedliwienia, dlaczego traci wiarę w ludzkość. No i nie zobaczy siebie jako starca. Wizje nieprzeżytych etapów życia rozbudzają wyobraźnię.

🖇

Myślałam […], że bierzemy ślub, by kontynuować rozmowę. Nie przy­wią­zu­jąc się tym samym do konwencji rodzinnych. Teraz wierzę, że od­mel­do­wa­nie się jednego z rozmówców nie powinno jej przerwać.

🖇

Staram się „zrozumieć życie”, pomna tezy Kierkegaarda, że tylko wstecz zrozumieć się da; jedyny problem, że wpierw trzeba je przeżyć. Niedługo miną trzy lata, ból zastąpiły smutek i żal.

🖇

W trzecim roku magicznego myślenia zwierzam się Oli K., że nie zdzi­wi­ła­bym się, gdyby w drzwiach stanął M.
     „Z zakupami?” — chce wiedzieć.
     „Albo i bez”.

Agnieszka Taborska, Bez skóry.
Jak rozmawiać z ludźmi w żałobie
,
Wydawnictwo Znak, Kraków 2026.
(wyróżnienie własne)

To nie koniec żałoby, ale przystanek, przerywnik, pauza, antrakt, chwila na odsapnięcie, otarcie potu z czoła. Co nie znaczy, że rozpacz nie wróci ze wzmożoną siłą.

🖇

[…]  zajmowanie się polityką jest luksusem: trzeba umieć wzbić się ponad własną tragedię.

🖇

To się podobno da przeżyć.

🖇

Ale żałoba otwiera i na nowe doznania.

(tamże)

Papież
     Pewien papież w Watykanie
     Często miewał własne zdanie.
     W kwestii wojny
     Ów dostojnik
     Zwłaszcza pieprzył niesłychanie.

— Marcin Giżycki (1951–2022)

🖇

Wspomnienie covidu wyparte w nieświadomości zbiorowej, ale w po­szcze­gól­nych życiach stale obecne. W Londynie długi mur poświęcony 240 803 Brytyjczykom, którzy w akcie zgonu mają covid jako przyczynę śmierci. Oczywiście było ich znacznie, znacznie więcej. W nieskończoność ciągną się serduszka z imionami bliskich zabranych przez zarazę.

wtorek, września 28, 2021

4388. Polub lub

Znienacka poszerzył mu się horyzont, jakby ktoś wyburzył budynek przy­sła­nia­ją­cy widok na coś istotnego.

Iva Procházková, Zagraj mi na drogę, przeł. Julia Różewicz,
Wydawnictwo Afera, Wrocław 2021.

Oślo uparta bywam. Eufemizm? Ci, co mnie znają, powiedzieliby, że oślo uparta to ja nie by­wam, ja taka jestem! Ja mam powód do potencjalnej dumy, oni do wkurwu, a praw­da jest taka, że po prostu uwielbiam rozumieć. Nie da­wa­ło mi spokoju lub. Odło­żo­ne ad acta pytanie — dla­cze­go w języku po­tocz­nym lub z auto­ma­tu trak­to­wa­ne jest jako albo? — samo znalazło na siebie odpowiedź. Obudziłam sie rano i wie­dzia­łam, a gdy uża­li­łam się rehabilitacyjnie Pati, miałam jasność!

Alternatywa (lub) redukuje się do alternatywy wykluczającej (albo), gdy jej skład­ni­ki dotyczą tej samej kategorii, np. biała lub czarna koszula (kolor) – jeśli koszula nie ma wzorków można mieć bez filozofowania wyłącznie białą albo czarną; audi lub bmw (mar­ka samochodu); Hiszpania lub Włochy (kraj).

Gdy więc mknął po hiszpańskich lub włoskich ulicach w swoim audi, lam­bor­ghi­ni lub bmw z rozpiętym kołnierzykiem w białej lub czarnej koszuli w naj­mod­niej­szym w tym sezonie kroju, mogło zda­rzyć się tylko jedno i ona o tym wiedziała, a może tylko przeczuwała.

Właśnie wtedy wszystko było jasne: koszula była albo biała albo czarna (bez wzor­ków!), samochód był marki albo audi, albo lam­bor­ghi­ni, albo bmw, a wszystko to działo się albo w Hiszpanii, albo we Włoszech. Nie mogło być inaczej.

Jeśli więc pieniądze i kobiety należałyby do tej samej kategorii, to moi kochani panowie mieli rację, a Autor był optymistą, że istnieją tylko trzy powody po­peł­nia­nia prze­stępstw: albo pieniądze, albo kobiety, albo kobiety i pieniądze, a przecież jest wiele innych powodów, które nie dotyczą stanu posiadania. Kłopot jest taki, że jeśli ko­bie­ty i pieniądze potraktować jako elementy należące do tej samej kategorii, to fe­mi­nistka we mnie protestuje przeciwko przed­mio­to­we­mu traktowaniu kobiet, a dym nie dotyczy już tylko logiki, ale gienderu, feminium i — tfu, tfu, tfu! — ma­ją­ce­go kiepską prasę światopoglądu zwanego popularnie ideologią. Nie jest mi wszyst­ko jed­no, z kim jadam posiłki!

Nie, nie, nie! Kobiety i pieniądze to nie są dwa wzajemnie wykluczające się zjawiska należące do tej samej kategorii — jak zielony i czerwony w ramach jednej kategorii, jakim jest kolor. Panowie i Autor nie mają racji, pierwsi czy­ta­jąc i twierdząc, że wszyst­ko jest OK, trzeci pisząc bzdury, nie mówiąc o redaktorze, który opuścił za­ję­cia z lo­gi­ki (są na wszystkich humanistycznych studiach).

Bo gdy więc mknął w swoim aucie z rozpiętym kołnierzykiem, zadzwonił jego przyjaciel i potwierdził zrealizowanie wysyłki czegoś czerwonego lub damskiej torebki pod wskazany adres, a ona o tym wiedziała i już czekała.

Przesyłkę mogło stanowić czerwone ferrari albo fioletowa torebka ze skaju, za­ku­pio­na na podmiejskim targowisku, ale, ale! To mogła być marna czerwona torebunia Louis Vuitton, ale również czerwone ferrari razem z to­reb­ką Birkin od Hermèsa, nie tylko dlatego, że kto bogatemu zabroni? Dzieje się tak dlatego, że kolor i rodzaj przedmiotu to dwie różne kategorie, współ­ist­nie­ją, a nie wykluczają się wzajemnie.

Ponieważ alternatywa jest prawdziwa, gdy przynajmniej jeden jej składnik jest prawdziwy – przynajmniej jeden może oznaczać… na przykład, wszystkie! Po co się ograniczać?

Szczęśliwe chwile lub dobry sen lub pyszna kawa w fantastycznym towarzystwie — wybieraj!

Wybieraj? Po co? Biorę szczęśliwe chwile, dobry sen i pyszną kawę w Twoim to­wa­rzy­stwie. Biorę co dnia!

Zamówił damską torebkę lub coś, co było czerwone, niebieskie lub zie­lo­ne. Wszystko, co mógł dostać, można było zaznaczyć punkcikiem na tym diagramie:

*

A te książeczki? Boskie! Bo ja czasem widzę, że słyszysz, co czuję.


Ja i psychologia, [dostęp: 28.09.2021], źrodło.

poniedziałek, września 27, 2021

4387. Moi kochani… humanistami!

Jabłoń:
(na głos przeczytała Sadownikowi,
a Białemu Krukowi wysłała,
pytając o treść poniższego cytatu
)
Na czym polega błąd logiczny?

     – Dziewięćdziesiąt procent przestępstw popełnia się dla pieniędzy lub z po­wo­du kobiet.
     – Wyświechtany frazes – odparła Urszula. Użyła polskiego słowa, ale Holina ją zrozumiał.
     – Strasznie wyszwiechtany – przyznał. – Ale prawda.
     – Co z pozostałymi dziesięcioma procentami?
     – To te, które popełniono dla pieniędzy i kobiet jednocześnie.

Iva Procházková, Zagraj mi na drogę, przeł. Julia Różewicz,
Wydawnictwo Afera, Wrocław 2021.

Jabłoń:
(załamała ręce, bo chłopaki, choć z technicznym wykształceniem
„oba one”, okrutnie upierali się, że wszystko jest OK
)
Ale z Was tłuki,
nic nie wiadomo o dziesięciu procentach!

(lub — to nie jest operator alternatywy wykluczającej)

Podpowiedź:

Mama Malinki:
(w chuj fantastyczna polonistka,
gdy Jej się Jabłoń użaliła, odpisała
)
Wytłumaczenie może być tylko jedno:
obaj w głębi serca są humanistami.

Jabłoń:
(głowę popiołem posypała, ponieważ lub to
w j. polskim również synonim
albo*;
palcem pokazał to Drzewku Sadownik)

_________
  * albo — operator alternatywy wykluczającej.

*


Logika, [dostęp: 27.09.2021], źrodło.

poniedziałek, marca 22, 2021

(4174+7). Mamy to!

Ankiety (tu: suka, to dziwna kobieta). Zawsze mnie trochę kosztowały. Co można poprawić w wykładach? Czego brakowało studentkom i studentom? Czy jestem właściwą osobą na właściwym miejscu?

Akcja zbierania na moje ferrari zakończyła się po 132 go­dzi­nach i pięciu minutach dziś, cztery minuty po północy. Ja pa­dłam dwadzieścia minut wcześniej, ale Gepardzica, Smoku, Sadownik i inni dotrwali do Nowego 100% Roku. Emocje jeszcze z nas schodzą.

Ta zbiórka była, ku memu zaskoczeniu, nie tylko zbiórką, ale również ankietą odwróconą — wśród Darczyńców byli daw­ni Stu­den­ci, dla których kontakt ze mną na zajęciach był ważny. Dobrze to wiedzieć. Trawię tę piękną żabę, a moje ferrari już się szyje.

Dziękuję. Thank you. Gracias. Grazie. Дякую.

*   *   *

Jest sobie Dorota,
kocha psa i kota.
Spotkała ją bardzo
ch****a przygoda.

Teraz, aby przebyć
choć kawałek drogi
musi mieć wehikuł
bardzo k***a drogi!

Sama nie nazbiera,
z nieba też nie spadnie.
Ratujmy Dorotę,
co została na dnie
!

// Lucas, 19.03.2021.

*

Ta cudna Baba chce do parku wiosną, sama! Bo to taka samosia jest. ;)
//Leonia, 20.03.2021.

czwartek, maja 23, 2019

3286. Chwile ciszy w sercu

poranny korytarz.
cichy, pusty. bez studentów.
i takie nieme cudo.

fragm. ikebany. pozostałości 
po Nocy Muzeów.

*

Ale nie wolno ci zmieniać ani jednej rzeczy, ani jednego kamyka, ani jednego ziarnka piasku, dopóki nie będziesz wiedział, jakie dobro i zło wywoła ten czyn. […] Zapalić świecę znaczy rzucić cień… — Spojrzał znów na kamyk. — A poza tym, skała jest niezłą rzeczą, wiesz? — rzekł mniej uroczystym tonem. — Gdyby wyspy Ziemiomorza były całe z diamentu, wiedlibyśmy na nich ciężki żywot. Ciesz się złudzeniami, chłopcze, i pozwól, aby skały były skałami.

Ursula K. Le Guin, Czarnoksiężnik z Archipelagu,
przeł. Stanisław Barańczak, Prószyński i s-ka, Warszawa 2010.
(wyróżnienie własne)

czwartek, kwietnia 18, 2019

3252. Wspomnienie (kudłate)

Z bloga, który zamarł, nim blox postanowił przestać istnieć, zabieram to, co wciąż jest piękne.

#1

19 maja 2012.
Rozmowa z siedmioletnią dziewczynką. Podeszła po cichutku, zajrzała mi ze znawstwem głęboko w oczy, zrobiła znaczącą pauzę i zapytała:
     — Czy kocha pani swojego psa?
     — A jak myślisz?
     — Myślę, że bardzo.
     — Masz rację, bardzo.

Cudownie, że w tym wieku dzieci wierzą, że psy są warte naszej, ludzkiej miłości.

#2

26 maja 2012.
Dumna niczym Siedmiolatek. Wczoraj przed zajęciami w Radziejowicach mając jeszcze trochę czasu odpoczywałyśmy po podróży. Ja na ławce. Hexe na ziemi z pyskiem na moim bucie. Przyglądałyśmy się światu, a świat niespiesznie wędrował od jednej chwili do kolejnej. W pewnym momencie z prawej strony nadciągnęła grupa trzynasto-, czternastolatków. Z lewej szedł samotnie siedmiolatek. Jedna i druga strona, niczym przedstawiciele różnych gatunków człowieka, wrogich plemion wiekiem rozdzielonych. Ktoś z grupy nastolatków zapytał z lekką pogardą młodszego, jakby ten miał nigdy nie „urosnąć w latach”:
     — A ty gdzie idziesz?
     — Na zajęcia z psem
— odpowiedział z dumą w głosie Młody.

#3

26 maja 2012.
Podejście do zabawki, po wydaniu komendy szukaj:

Pojemnik z przykrywką zdobyty najszybciej...

...widać na zdjęciu nawet smaczki:

Czas na zasuwkę...

i szufladkę:

#4

19 czerwca 2012.
Student. Dwa tygodnie temu, na koniec zajęć przytrafiła mi się taka rozmowa z jednym z moich Studentów.

     — Muszę pani powiedzieć, że w tym semestrze, jeśli chodzi o zajęcia, pozostanę rozczarowany.
     — Bo??? Oczywiście, jeśli może pan powiedzieć.
     — Bo ani razu nie przyszła pani z psem.

Dziś z Hexe naprawiłyśmy ten błąd.

#5

5 lipca 2012. Poza słowami.
// ten rysunek wciąż wisi na drzwiach wejściowych do ula [18.04.2019].


Młoda Dama, lat 7.

#6

16 lipca 2012.
Tęczowa podróż. Miałyśmy wczoraj wyjątkowo dużo szczęścia. Gdy wracałyśmy, przez pół drogi, towarzyszyła nam przepiękna tęcza (pojedyncza i podwójna). Musiałam zatrzymać się na poboczu i zrobić zdjęcie wracającemu z pracy psu.

#7

31 sierpnia 2012.
Psia rozrywka, psia nauka.
Każdy pies poza jedzeniem, piciem, spokojnym miejscem do wypoczynku, poczuciem przynależności do stada, potrzebuje... intelektualnej rozrywki. O tym ostatnim właściciele rodzinnych pupili zwykle zapominają.

Labradory nie mają duszy pluszowego misia. To psy, które lubią pracować. Bardzo chciałam mieć mądrego psa i za Dżo He powtarzam jak mantrę:

„nie chcę psa bezmyślnie wykonującego polecenia,
chcę psa myślącego
”.

A tego trzeba psa nauczyć. Inaczej, trzeba go nauczyć, że warto myśleć.

Z przyjemnością zameldowałyśmy się w ostatni weekend na kolejne Seminarium organizowane przez Altówki.

Było jak zwykle, cudownie... bo psy... bo ludzie...
bo przywilejem to dla nas jest...



the best!

17 września 2013.
Kudłata terapia. Upłakałam się dziś, gdy zobaczyłam tę psio-terapeutyczną opowiastkę...

(fot. źródło)

wtorek, stycznia 01, 2019

3145. Zmiana pokoleniowa

 wpis przeniesiony 13.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Przyszedł na nią czas. Przyszedł, byśmy się rozstały. Oś zaczął czytać na poważnie książki i ciekawią go w nich ludzie. Bardziej godnego nowego Właściciela nie mogła sobie wymarzyć.

Z książką tą łączy się anegdota. Gdy była nowością, środy były dla mnie niedzielą. Meldowałam się w kawiarni, zamawiałam kawę i czytałam sobie godzinami. Jednej z takich śród, wyjęłam właśnie tę książkę — tak pięknie pachniała nowością — i delektowałam się, czytając powolutku. Strona za stroną i nagle patrzę, a tu… jeden ze studentów, z którym, w trwającym wtedy semestrze, miałam zajęcia. Uśmiechnęłam się, bo to był bardzo fajny i dobry student, a tego, co przeczytałam w książce, nie wiedziałam wcześniej — nie obnosił się z tym.

W tej książce najbardziej, poza spotkaniami z ludźmi, cenię sobie portrety. I jeśli coś szczególnie chciałabym zachować, są to zdjęcia.

Teraz już mogę się z nią rozstać. Uśmiecham się na myśl, że będzie miał ją Oś. Uśmiecham się, bo któregoś dnia z niej wyrośnie i może ją komuś poda dalej…

     — Podejdź i zapytaj.
Bo moim zdaniem
[Tomasza Kwaśniewskiego] nie ma lepszego sposobu, żeby się dowiedzieć.

*

     — Cześć, mam na imię Adam i jestem…
     — …czarodziejem?!
     — Księdzem.
     […]
     Wiecie, jest coś takiego jak zakony.[…]
     Czasem myślę, że chciałbym do nich wstąpić, bo tyle tego gadania, hałasu, a tam jest pięknie, cicho. Ale jak pomyślę, że miałbym sam sobie prać ten wełniany habit…

*

     — A jak u Was z dziewczynami?
Paweł: — W związku z tym, że podobają się nam takie same, no to żeby się nie kłócić… I to w ogóle dotyczy wszystkich spraw, których nie da się podzielić albo mieć wspólnie…
Tomasz: — …zaklepujemy!
Paweł: — Kto pierwszy, ten lepszy
.

*

     — Cześć, mam na imię Edyta…
     — Edyta
?!
     — No tak. Bo ja wyglądam jak mężczyzna, ale tak naprawdę czuję się kobietą
.

*

     — Cześć, mam na imię Edmund.
     […]
     — I teraz już nigdy nie będziesz zły?
     — Teraz już nigdy, nigdy nie będę zły. Dlatego, że bardzo was kocham i za nic nie chciałbym stracić możliwości spotykania się z wami.
     Tulenia was od czasu do czasu.
     Pytania, gdy wstajecie: „Mleko czy kakao
?”.
     — A skąd my mamy wiedzieć, że Ty nigdy, przenigdy nie będziesz zły?
     — Tego się nie da wiedzieć. To jest kwestia wiary.

*

     — Cześć, mam na imię Andrzej.
     […]
     — A jakby ktoś do Pana na ulicy podszedł i zapytał, dlaczego Pan jest taki biały?
     — To pewnie bym mu powiedział. A już z pewnością, gdyby to było dziecko. Ale ludzie w Polsce raczej nie pytają. Nie wiedzą, jak się zachować, nie rozumieją, nie pytają, tylko drwią i wytykają
.

*

     — Cześć, mam na imię Marek, mam pięćdziesiąt pięć lat i jestem prezesem firmy, która…
     
[…]
     — A zdarza się Panu używać takich słów jak „ładny”, „brzydki”?
     — Oczywiście, i to szczególnie w stosunku do osób.
     Ładna kobieta dla mnie to nie jest ta, co jest wizualnie piękna, tylko ta, co ma ciepły głos, fajny charakter, piękny zapach…
[…]
     Widzący wielu zalet nie dostrzegają. Wiele osób skreślają. A my odkrywamy tych, których wy skreślacie.

*

     — Cześć, mam na imię Jarek, mam 33 lata.
     […]
     — A szybko się na tym jeździ?
     — Nawet sto na godzinę.
     — Ale super
!
     — To rzeczywiście niesamowite, do jakiej formy można doprowadzić swoje niepełnosprawne ciało. I jeśli o to chodzi, to ja już widziałem takie rzeczy, że nic mnie nie zaskoczy
.



Tomasz Kwaśniewski, Jedno oko na Maroko, fot. Anna Bedyńska,
Czarna Owca, Warszawa 2013.

piątek, grudnia 22, 2017

(2694+4+3). Ki. Tu (III)

 wpis przeniesiony 5.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Poprosiłam wczoraj Studentki, by tego krzaczka mi napisały. Potem dręczyłam panią Jōa, by upewnić się, że o ten symbol chodzi, by rozczarować się, że nie ma w tym znaku opowieści w stylu buszującej w wysokiej trawie świadomości (historia kota tu). Dziś rano moja ukochana Nauczycielka języka japońskiego rozrysowała mi historię tego znaku, a potem podała wiele innych życiodajnych sensów.


Qi. Ki.

[…] powoli wędrowałam po terenie Kenchōji. […] Jak głosiła tablica, jeziorko miało kształt chińskiego znaku oznaczającego serce i umysł. Spodobało mi się, że serce i umysł można zapisać jednym znakiem.

Joanna Bator, Purezento,
Znak, Kraków 2017.

sobota, listopada 18, 2017

2656. Tak jest i już

 wpis przeniesiony 4.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Czytanie masakrującego ibuka przerywam czytaniem stosiku papieru. Po Tulli, przed Tulli i kolejną Tulli, przyszedł odpowiedni czas na tę książkę.

Czytając, na poziomie społecznym, wściekłość miesza się we mnie ze wstydem, że żyję w kraju, który za nic ma badania naukowe, fakty i ludzkie doświadczenie. Kraju, którego rząd szerzy mity, wspiera ciasne myślenie i zachwyca się króliczną mocą heteryków.

Czytając, na poziomie indywidualnym, odnajduję nie tylko paralele do mojej nieudowodnionej społecznie heteryckości, ale również czuję wdzięczność za wniesienie tej osobistej historii do sfery publicznej. Przypominam sobie film, mężczyznę i kobietę. I wracam do mojego zamyślenia z początku października: nowi studenci, rekordowa ich liczba w tym roku, a wśród nich jakieś 60–80 osób nieheteronormatywnych… jak się mają? jak się czują? jak dać im znać, że jestem po ich stronie?

Dla mnie wszystko, co się ze mną działo i dzieje do tej pory, jest normalne. Jakie ma być, skoro nigdy nie miałem innego życia?

*

Gdybym miał wybór, też chciałbym móc od tego uciec. Teraz jednak nie mamy już wyboru. Wiedza to droga w jedną stronę, nie da się nie wiedzieć tego, co już raz wyszło na jaw. Trzeba z ciężkim westchnieniem włączyć to w rejestr spraw bieżących, spraw, które istnieją. A potem poszukać rozwiązania, tak żeby wszyscy jak najmniej na tym ucierpieli.

*

Patrzy. Nadstawia ucha. Chce wiedzieć, jak to jest. Jak mi jest.

*

To jest dla mnie jedyna możliwa droga do bycia normalnym i idę nią, biorąc pod uwagę wszystkie konsekwencje.

*

Gdy już chwytam za klamkę, mówi, że podziwia moją odwagę. Uśmiecham się i dalej nic nie mówię. Nie mówię, bo wiem, że to nie kwestia odwagi. To kwestia wyboru między koszmarem a życiem. Właściwie nie ma wyboru. Można tylko ze wszystkich sił dążyć do normalności, tak jak robią to wszyscy dookoła, tyle że w innych kwestiach. Każdy chory chce być zdrowy. Człowiek bez nogi stara się o protezę. Człowiek z jakąkolwiek dysfunkcją rehabilituje się, marząc o sprawności. Tak samo i ja, jak setki innych ludzi, których transseksualizm pozbawił odpowiedniej cielesnej powłoki, robią wszystko, by ją sobie zorganizować. Gdzie tu miejsce na odwagę?

Maciej Loter, Chłopiec w czerwonej sukience,
Videograf, Chorzów 2016.
(wyróżnienie własne)

*

Dojrzewam i umacniam się. W żółwim tempie, z wielkim trudem i tysiącem chwil zwątpienia, ale idę do przodu. Cofanie się nie jest dla mnie.

*

Kim jest mężczyzna? Kim jest kobieta? Jak się czują, będąc sobą? Jak się nie czują? Jak wyrazić to słowami, jak to sprawdzić?

*

Słyszę wtedy […]: „O tym, kim jesteś, nie świadczy to, skąd przychodzisz, ale to, jaką drogę wybierzesz”. Zamieram. Czuję, że to może być odpowiedź. Nieskomplikowana, elegancka w swej prostocie. I mądra.

*

Wiem, że można zdziałać cuda, jeśli dysponuje się wystarczająco silną wolą i odpowiednią ilością czasu. Mój strumień wylewał się z koryta wiele razy, błądził wśród bagien, czasem zamierał, niemal w całości wsiąkając w ziemię. Ale zawsze wracał tam, gdzie jest jego miejsce. Poszarpany brzeg, woda niosąca połamane gałęzie, głazy i skały — to są moje realia. Ale dzięki temu nie boję się wartkiego nurtu, wiem, jak panować nad żywiołem.

*

Bądźcie dumni z tego, że mimo tysiąca przeszkód stale i niezmiennie jesteście sobą.
     Bądźcie dumni codziennie!
     Bo warto.
     Warto żyć
.

(tamże)

piątek, listopada 10, 2017

(2115+531). Koci Nauczyciel (II)

 wpis przeniesiony 4.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

dziś. ● sprawdziłam. dziś, czyli 367 dni później. główny gmach. ten sam hall, drugi z dwóch chodników o innej niż wtedy porze dnia, bez szans na słońce. kudłaty Nauczyciel nauczał: zaufaj chwili, zaufaj sobie, zaufaj innym, zaufaj życiu, zaufaj! tak po prostu, zaufaj.

przystanęłam na dłuższą chwilę. najpierw podziwiałam Nauczyciela. potem patrzyłam, jak młodzi mężczyźni — delikatność i i wrażliwość odsłaniając swym czynem — uważnie Go obchodzą. na koniec usiadłam na ziemi i cyk. Nauczyciel ani drgnął, bo pracował. uczenie ludzi — wielu wie — to niełatwa rzecz.

znów w listopadzie.
ツ

piątek, października 27, 2017

2625. Japońscy kudłaci przyjaciele

 wpis przeniesiony 3.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Jak to się zaczęło — nie mam pojęcia. Wiem za to, że wczoraj po zajęciach na tablicy wylądował japoński krzak oznaczający kota. Zapamiętałam sposób, w jaki Studentka go pamięta [od lewej w górę i do kwadratu]: bestia w wysokiej trawie na polu ryżu. Padłam z wrażenia. Ale przecież jestem psiarą…

Ruszyłam na poszukiwania… logikę zaprzęgłam do roboty i sprawdziłam poza psem, również człowieka — prawie byłam w domu. Dzisiaj pobiegłam do mojej Ulubionej Pani od języka japońskiego, dopytać. Jednak nie bestia, tylko dzikie futerkowe, ale z psim ogonkiem intuicja mnie nie myliła. Teraz bezczelnie już wiem, i zachwycam się psem po japońsku na całego.

kot

*

pies
(duży z ogonkiem przyjaciel człowieka)

*


człowiek

wtorek, października 24, 2017

(2600+1+20). Hop, hop, hop, hop!

 wpis przeniesiony 3.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Gdy moi studenci się frustrują niewychodzącym-jak-trzeba zadaniem, powtarzam z uporem maniaka, że wśród proponowanych Im zadań nie ma ani jednego, które udało się wszystkim w poprzednim roczniku zrobić bezbłędnie od pierwszego podejścia. Takie zadania, jak się trafią, po prostu wyrzucam, ponieważ hołduję filozofii: „nie nauczy się chodzić ten, co się nigdy nie przewróci”.

Jestem swoim studentem. Oj Tè zadał mi wczoraj nowe ćwiczenie. Oczywiście, że nie mogę go zrobić! Oczywiście, że mam trudność nawet z wersją uproszczoną! Ale jestem bezgranicznie szczęśliwa, że mam wyzwanie. ¡El reksio, por favor!

*

Darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby, głosi przysłowie. Sadownik wygrał w konkursie trampki. Dostał, próbował i uznał, że za wąskie i za małe, choć teoretycznie we właściwym numerze. W ten sposób stałam się posiadaczką ciut za dużych, ale wąskich wyśmienicie trampeczek, które uchylają drzwi do marzeń.

Sadownik też już ma nowe trampki do zabicia w rozpoczętym sezonie zimowym. Rozczulił mnie widok małżeńskiej pary „trzewików do zdrowia”.


Ya tengo treinta y nueve reksios: