Pokazywanie postów oznaczonych etykietą okolice Akademii. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą okolice Akademii. Pokaż wszystkie posty

wtorek, września 28, 2021

4388. Polub lub

Znienacka poszerzył mu się horyzont, jakby ktoś wyburzył budynek przy­sła­nia­ją­cy widok na coś istotnego.

Iva Procházková, Zagraj mi na drogę, przeł. Julia Różewicz,
Wydawnictwo Afera, Wrocław 2021.

Oślo uparta bywam. Eufemizm? Ci, co mnie znają, powiedzieliby, że oślo uparta to ja nie by­wam, ja taka jestem! Ja mam powód do potencjalnej dumy, oni do wkurwu, a praw­da jest taka, że po prostu uwielbiam rozumieć. Nie da­wa­ło mi spokoju lub. Odło­żo­ne ad acta pytanie — dla­cze­go w języku po­tocz­nym lub z auto­ma­tu trak­to­wa­ne jest jako albo? — samo znalazło na siebie odpowiedź. Obudziłam sie rano i wie­dzia­łam, a gdy uża­li­łam się rehabilitacyjnie Pati, miałam jasność!

Alternatywa (lub) redukuje się do alternatywy wykluczającej (albo), gdy jej skład­ni­ki dotyczą tej samej kategorii, np. biała lub czarna koszula (kolor) – jeśli koszula nie ma wzorków można mieć bez filozofowania wyłącznie białą albo czarną; audi lub bmw (mar­ka samochodu); Hiszpania lub Włochy (kraj).

Gdy więc mknął po hiszpańskich lub włoskich ulicach w swoim audi, lam­bor­ghi­ni lub bmw z rozpiętym kołnierzykiem w białej lub czarnej koszuli w naj­mod­niej­szym w tym sezonie kroju, mogło zda­rzyć się tylko jedno i ona o tym wiedziała, a może tylko przeczuwała.

Właśnie wtedy wszystko było jasne: koszula była albo biała albo czarna (bez wzor­ków!), samochód był marki albo audi, albo lam­bor­ghi­ni, albo bmw, a wszystko to działo się albo w Hiszpanii, albo we Włoszech. Nie mogło być inaczej.

Jeśli więc pieniądze i kobiety należałyby do tej samej kategorii, to moi kochani panowie mieli rację, a Autor był optymistą, że istnieją tylko trzy powody po­peł­nia­nia prze­stępstw: albo pieniądze, albo kobiety, albo kobiety i pieniądze, a przecież jest wiele innych powodów, które nie dotyczą stanu posiadania. Kłopot jest taki, że jeśli ko­bie­ty i pieniądze potraktować jako elementy należące do tej samej kategorii, to fe­mi­nistka we mnie protestuje przeciwko przed­mio­to­we­mu traktowaniu kobiet, a dym nie dotyczy już tylko logiki, ale gienderu, feminium i — tfu, tfu, tfu! — ma­ją­ce­go kiepską prasę światopoglądu zwanego popularnie ideologią. Nie jest mi wszyst­ko jed­no, z kim jadam posiłki!

Nie, nie, nie! Kobiety i pieniądze to nie są dwa wzajemnie wykluczające się zjawiska należące do tej samej kategorii — jak zielony i czerwony w ramach jednej kategorii, jakim jest kolor. Panowie i Autor nie mają racji, pierwsi czy­ta­jąc i twierdząc, że wszyst­ko jest OK, trzeci pisząc bzdury, nie mówiąc o redaktorze, który opuścił za­ję­cia z lo­gi­ki (są na wszystkich humanistycznych studiach).

Bo gdy więc mknął w swoim aucie z rozpiętym kołnierzykiem, zadzwonił jego przyjaciel i potwierdził zrealizowanie wysyłki czegoś czerwonego lub damskiej torebki pod wskazany adres, a ona o tym wiedziała i już czekała.

Przesyłkę mogło stanowić czerwone ferrari albo fioletowa torebka ze skaju, za­ku­pio­na na podmiejskim targowisku, ale, ale! To mogła być marna czerwona torebunia Louis Vuitton, ale również czerwone ferrari razem z to­reb­ką Birkin od Hermèsa, nie tylko dlatego, że kto bogatemu zabroni? Dzieje się tak dlatego, że kolor i rodzaj przedmiotu to dwie różne kategorie, współ­ist­nie­ją, a nie wykluczają się wzajemnie.

Ponieważ alternatywa jest prawdziwa, gdy przynajmniej jeden jej składnik jest prawdziwy – przynajmniej jeden może oznaczać… na przykład, wszystkie! Po co się ograniczać?

Szczęśliwe chwile lub dobry sen lub pyszna kawa w fantastycznym towarzystwie — wybieraj!

Wybieraj? Po co? Biorę szczęśliwe chwile, dobry sen i pyszną kawę w Twoim to­wa­rzy­stwie. Biorę co dnia!

Zamówił damską torebkę lub coś, co było czerwone, niebieskie lub zie­lo­ne. Wszystko, co mógł dostać, można było zaznaczyć punkcikiem na tym diagramie:

*

A te książeczki? Boskie! Bo ja czasem widzę, że słyszysz, co czuję.


Ja i psychologia, [dostęp: 28.09.2021], źrodło.

poniedziałek, września 27, 2021

4387. Moi kochani… humanistami!

Jabłoń:
(na głos przeczytała Sadownikowi,
a Białemu Krukowi wysłała,
pytając o treść poniższego cytatu
)
Na czym polega błąd logiczny?

     – Dziewięćdziesiąt procent przestępstw popełnia się dla pieniędzy lub z po­wo­du kobiet.
     – Wyświechtany frazes – odparła Urszula. Użyła polskiego słowa, ale Holina ją zrozumiał.
     – Strasznie wyszwiechtany – przyznał. – Ale prawda.
     – Co z pozostałymi dziesięcioma procentami?
     – To te, które popełniono dla pieniędzy i kobiet jednocześnie.

Iva Procházková, Zagraj mi na drogę, przeł. Julia Różewicz,
Wydawnictwo Afera, Wrocław 2021.

Jabłoń:
(załamała ręce, bo chłopaki, choć z technicznym wykształceniem
„oba one”, okrutnie upierali się, że wszystko jest OK
)
Ale z Was tłuki,
nic nie wiadomo o dziesięciu procentach!

(lub — to nie jest operator alternatywy wykluczającej)

Podpowiedź:

Mama Malinki:
(w chuj fantastyczna polonistka,
gdy Jej się Jabłoń użaliła, odpisała
)
Wytłumaczenie może być tylko jedno:
obaj w głębi serca są humanistami.

Jabłoń:
(głowę popiołem posypała, ponieważ lub to
w j. polskim również synonim
albo*;
palcem pokazał to Drzewku Sadownik)

_________
  * albo — operator alternatywy wykluczającej.

*


Logika, [dostęp: 27.09.2021], źrodło.

poniedziałek, marca 22, 2021

(4174+7). Mamy to!

Ankiety (tu: suka, to dziwna kobieta). Zawsze mnie trochę kosztowały. Co można poprawić w wykładach? Czego brakowało studentkom i studentom? Czy jestem właściwą osobą na właściwym miejscu?

Akcja zbierania na moje ferrari zakończyła się po 132 go­dzi­nach i pięciu minutach dziś, cztery minuty po północy. Ja pa­dłam dwadzieścia minut wcześniej, ale Gepardzica, Smoku, Sadownik i inni dotrwali do Nowego 100% Roku. Emocje jeszcze z nas schodzą.

Ta zbiórka była, ku memu zaskoczeniu, nie tylko zbiórką, ale również ankietą odwróconą — wśród Darczyńców byli daw­ni Stu­den­ci, dla których kontakt ze mną na zajęciach był ważny. Dobrze to wiedzieć. Trawię tę piękną żabę, a moje ferrari już się szyje.

Dziękuję. Thank you. Gracias. Grazie. Дякую.

*   *   *

Jest sobie Dorota,
kocha psa i kota.
Spotkała ją bardzo
ch****a przygoda.

Teraz, aby przebyć
choć kawałek drogi
musi mieć wehikuł
bardzo k***a drogi!

Sama nie nazbiera,
z nieba też nie spadnie.
Ratujmy Dorotę,
co została na dnie
!

// Lucas, 19.03.2021.

*

Ta cudna Baba chce do parku wiosną, sama! Bo to taka samosia jest. ;)
//Leonia, 20.03.2021.

czwartek, maja 23, 2019

3286. Chwile ciszy w sercu

poranny korytarz.
cichy, pusty. bez studentów.
i takie nieme cudo.

fragm. ikebany. pozostałości 
po Nocy Muzeów.

*

Ale nie wolno ci zmieniać ani jednej rzeczy, ani jednego kamyka, ani jednego ziarnka piasku, dopóki nie będziesz wiedział, jakie dobro i zło wywoła ten czyn. […] Zapalić świecę znaczy rzucić cień… — Spojrzał znów na kamyk. — A poza tym, skała jest niezłą rzeczą, wiesz? — rzekł mniej uroczystym tonem. — Gdyby wyspy Ziemiomorza były całe z diamentu, wiedlibyśmy na nich ciężki żywot. Ciesz się złudzeniami, chłopcze, i pozwól, aby skały były skałami.

Ursula K. Le Guin, Czarnoksiężnik z Archipelagu,
przeł. Stanisław Barańczak, Prószyński i s-ka, Warszawa 2010.
(wyróżnienie własne)

czwartek, kwietnia 18, 2019

3252. Wspomnienie (kudłate)

Z bloga, który zamarł, nim blox postanowił przestać istnieć, zabieram to, co wciąż jest piękne.

#1

19 maja 2012.
Rozmowa z siedmioletnią dziewczynką. Podeszła po cichutku, zajrzała mi ze znawstwem głęboko w oczy, zrobiła znaczącą pauzę i zapytała:
     — Czy kocha pani swojego psa?
     — A jak myślisz?
     — Myślę, że bardzo.
     — Masz rację, bardzo.

Cudownie, że w tym wieku dzieci wierzą, że psy są warte naszej, ludzkiej miłości.

#2

26 maja 2012.
Dumna niczym Siedmiolatek. Wczoraj przed zajęciami w Radziejowicach mając jeszcze trochę czasu odpoczywałyśmy po podróży. Ja na ławce. Hexe na ziemi z pyskiem na moim bucie. Przyglądałyśmy się światu, a świat niespiesznie wędrował od jednej chwili do kolejnej. W pewnym momencie z prawej strony nadciągnęła grupa trzynasto-, czternastolatków. Z lewej szedł samotnie siedmiolatek. Jedna i druga strona, niczym przedstawiciele różnych gatunków człowieka, wrogich plemion wiekiem rozdzielonych. Ktoś z grupy nastolatków zapytał z lekką pogardą młodszego, jakby ten miał nigdy nie „urosnąć w latach”:
     — A ty gdzie idziesz?
     — Na zajęcia z psem
— odpowiedział z dumą w głosie Młody.

#3

26 maja 2012.
Podejście do zabawki, po wydaniu komendy szukaj:

Pojemnik z przykrywką zdobyty najszybciej...

...widać na zdjęciu nawet smaczki:

Czas na zasuwkę...

i szufladkę:

#4

19 czerwca 2012.
Student. Dwa tygodnie temu, na koniec zajęć przytrafiła mi się taka rozmowa z jednym z moich Studentów.

     — Muszę pani powiedzieć, że w tym semestrze, jeśli chodzi o zajęcia, pozostanę rozczarowany.
     — Bo??? Oczywiście, jeśli może pan powiedzieć.
     — Bo ani razu nie przyszła pani z psem.

Dziś z Hexe naprawiłyśmy ten błąd.

#5

5 lipca 2012. Poza słowami.
// ten rysunek wciąż wisi na drzwiach wejściowych do ula [18.04.2019].


Młoda Dama, lat 7.

#6

16 lipca 2012.
Tęczowa podróż. Miałyśmy wczoraj wyjątkowo dużo szczęścia. Gdy wracałyśmy, przez pół drogi, towarzyszyła nam przepiękna tęcza (pojedyncza i podwójna). Musiałam zatrzymać się na poboczu i zrobić zdjęcie wracającemu z pracy psu.

#7

31 sierpnia 2012.
Psia rozrywka, psia nauka.
Każdy pies poza jedzeniem, piciem, spokojnym miejscem do wypoczynku, poczuciem przynależności do stada, potrzebuje... intelektualnej rozrywki. O tym ostatnim właściciele rodzinnych pupili zwykle zapominają.

Labradory nie mają duszy pluszowego misia. To psy, które lubią pracować. Bardzo chciałam mieć mądrego psa i za Dżo He powtarzam jak mantrę:

nie chcę psa bezmyślnie wykonującego polecenia,
chcę psa myślącego
”.

A tego trzeba psa nauczyć. Inaczej, trzeba go nauczyć, że warto myśleć.

Z przyjemnością zameldowałyśmy się w ostatni weekend na kolejne Seminarium organizowane przez Altówki.

Było jak zwykle, cudownie... bo psy... bo ludzie...
bo przywilejem to dla nas jest...



the best!

17 września 2013.
Kudłata terapia. Upłakałam się dziś, gdy zobaczyłam tę psio-terapeutyczną opowiastkę...

(fot. źródło)

wtorek, stycznia 01, 2019

3145. Zmiana pokoleniowa

 wpis przeniesiony 13.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Przyszedł na nią czas. Przyszedł, byśmy się rozstały. Oś zaczął czytać na poważnie książki i ciekawią go w nich ludzie. Bardziej godnego nowego Właściciela nie mogła sobie wymarzyć.

Z książką tą łączy się anegdota. Gdy była nowością, środy były dla mnie niedzielą. Meldowałam się w kawiarni, zamawiałam kawę i czytałam sobie godzinami. Jednej z takich śród, wyjęłam właśnie tę książkę — tak pięknie pachniała nowością — i delektowałam się, czytając powolutku. Strona za stroną i nagle patrzę, a tu… jeden ze studentów, z którym, w trwającym wtedy semestrze, miałam zajęcia. Uśmiechnęłam się, bo to był bardzo fajny i dobry student, a tego, co przeczytałam w książce, nie wiedziałam wcześniej — nie obnosił się z tym.

W tej książce najbardziej, poza spotkaniami z ludźmi, cenię sobie portrety. I jeśli coś szczególnie chciałabym zachować, są to zdjęcia.

Teraz już mogę się z nią rozstać. Uśmiecham się na myśl, że będzie miał ją Oś. Uśmiecham się, bo któregoś dnia z niej wyrośnie i może ją komuś poda dalej…

     — Podejdź i zapytaj.
Bo moim zdaniem
[Tomasza Kwaśniewskiego] nie ma lepszego sposobu, żeby się dowiedzieć.

*

     — Cześć, mam na imię Adam i jestem
     — czarodziejem?!
     — Księdzem.
     […]
     Wiecie, jest coś takiego jak zakony.[…]
     Czasem myślę, że chciałbym do nich wstąpić, bo tyle tego gadania, hałasu, a tam jest pięknie, cicho. Ale jak pomyślę, że miałbym sam sobie prać ten wełniany habit

*

     — A jak u Was z dziewczynami?
Paweł: — W związku z tym, że podobają się nam takie same, no to żeby się nie kłócić… I to w ogóle dotyczy wszystkich spraw, których nie da się podzielić albo mieć wspólnie…
Tomasz: — …zaklepujemy!
Paweł: — Kto pierwszy, ten lepszy
.

*

     — Cześć, mam na imię Edyta…
     — Edyta
?!
     — No tak. Bo ja wyglądam jak mężczyzna, ale tak naprawdę czuję się kobietą
.

*

     — Cześć, mam na imię Edmund.
     […]
     — I teraz już nigdy nie będziesz zły?
     — Teraz już nigdy, nigdy nie będę zły. Dlatego, że bardzo was kocham i za nic nie chciałbym stracić możliwości spotykania się z wami.
     Tulenia was od czasu do czasu.
     Pytania, gdy wstajecie: „Mleko czy kakao
?”.
     — A skąd my mamy wiedzieć, że Ty nigdy, przenigdy nie będziesz zły?
     — Tego się nie da wiedzieć. To jest kwestia wiary.

*

     — Cześć, mam na imię Andrzej.
     […]
     — A jakby ktoś do Pana na ulicy podszedł i zapytał, dlaczego Pan jest taki biały?
     — To pewnie bym mu powiedział. A już z pewnością, gdyby to było dziecko. Ale ludzie w Polsce raczej nie pytają. Nie wiedzą, jak się zachować, nie rozumieją, nie pytają, tylko drwią i wytykają
.

*

     — Cześć, mam na imię Marek, mam pięćdziesiąt pięć lat i jestem prezesem firmy, która…
     
[…]
     — A zdarza się Panu używać takich słów jak ładny”, „brzydki”?
     — Oczywiście, i to szczególnie w stosunku do osób.
     Ładna kobieta dla mnie to nie jest ta, co jest wizualnie piękna, tylko ta, co ma ciepły głos, fajny charakter, piękny zapach…
[…]
     Widzący wielu zalet nie dostrzegają. Wiele osób skreślają. A my odkrywamy tych, których wy skreślacie.

*

     — Cześć, mam na imię Jarek, mam 33 lata.
     […]
     — A szybko się na tym jeździ?
     — Nawet sto na godzinę.
     — Ale super
!
     — To rzeczywiście niesamowite, do jakiej formy można doprowadzić swoje niepełnosprawne ciało. I jeśli o to chodzi, to ja już widziałem takie rzeczy, że nic mnie nie zaskoczy
.



Tomasz Kwaśniewski, Jedno oko na Maroko, fot. Anna Bedyńska,
Czarna Owca, Warszawa 2013.

piątek, grudnia 22, 2017

(2694+4+3). Ki. Tu (III)

 wpis przeniesiony 5.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Poprosiłam wczoraj Studentki, by tego krzaczka mi napisały. Potem dręczyłam panią Jōa, by upewnić się, że o ten symbol chodzi, by rozczarować się, że nie ma w tym znaku opowieści w stylu buszującej w wysokiej trawie świadomości (historia kota tu). Dziś rano moja ukochana Nauczycielka języka japońskiego rozrysowała mi historię tego znaku, a potem podała wiele innych życiodajnych sensów.


Qi. Ki.

[…] powoli wędrowałam po terenie Kenchōji. […] Jak głosiła tablica, jeziorko miało kształt chińskiego znaku oznaczającego serce i umysł. Spodobało mi się, że serce i umysł można zapisać jednym znakiem.

Joanna Bator, Purezento,
Znak, Kraków 2017.

sobota, listopada 18, 2017

2656. Tak jest i już

 wpis przeniesiony 4.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Czytanie masakrującego ibuka przerywam czytaniem stosiku papieru. Po Tulli, przed Tulli i kolejną Tulli, przyszedł odpowiedni czas na tę książkę.

Czytając, na poziomie społecznym, wściekłość miesza się we mnie ze wstydem, że żyję w kraju, który za nic ma badania naukowe, fakty i ludzkie doświadczenie. Kraju, którego rząd szerzy mity, wspiera ciasne myślenie i zachwyca się króliczną mocą heteryków.

Czytając, na poziomie indywidualnym, odnajduję nie tylko paralele do mojej nieudowodnionej społecznie heteryckości, ale również czuję wdzięczność za wniesienie tej osobistej historii do sfery publicznej. Przypominam sobie film, mężczyznę i kobietę. I wracam do mojego zamyślenia z początku października: nowi studenci, rekordowa ich liczba w tym roku, a wśród nich jakieś 60–80 osób nieheteronormatywnych… jak się mają? jak się czują? jak dać im znać, że jestem po ich stronie?

Dla mnie wszystko, co się ze mną działo i dzieje do tej pory, jest normalne. Jakie ma być, skoro nigdy nie miałem innego życia?

*

Gdybym miał wybór, też chciałbym móc od tego uciec. Teraz jednak nie mamy już wyboru. Wiedza to droga w jedną stronę, nie da się nie wiedzieć tego, co już raz wyszło na jaw. Trzeba z ciężkim westchnieniem włączyć to w rejestr spraw bieżących, spraw, które istnieją. A potem poszukać rozwiązania, tak żeby wszyscy jak najmniej na tym ucierpieli.

*

Patrzy. Nadstawia ucha. Chce wiedzieć, jak to jest. Jak mi jest.

*

To jest dla mnie jedyna możliwa droga do bycia normalnym i idę nią, biorąc pod uwagę wszystkie konsekwencje.

*

Gdy już chwytam za klamkę, mówi, że podziwia moją odwagę. Uśmiecham się i dalej nic nie mówię. Nie mówię, bo wiem, że to nie kwestia odwagi. To kwestia wyboru między koszmarem a życiem. Właściwie nie ma wyboru. Można tylko ze wszystkich sił dążyć do normalności, tak jak robią to wszyscy dookoła, tyle że w innych kwestiach. Każdy chory chce być zdrowy. Człowiek bez nogi stara się o protezę. Człowiek z jakąkolwiek dysfunkcją rehabilituje się, marząc o sprawności. Tak samo i ja, jak setki innych ludzi, których transseksualizm pozbawił odpowiedniej cielesnej powłoki, robią wszystko, by ją sobie zorganizować. Gdzie tu miejsce na odwagę?

Maciej Loter, Chłopiec w czerwonej sukience,
Videograf, Chorzów 2016.
(wyróżnienie własne)

*

Dojrzewam i umacniam się. W żółwim tempie, z wielkim trudem i tysiącem chwil zwątpienia, ale idę do przodu. Cofanie się nie jest dla mnie.

*

Kim jest mężczyzna? Kim jest kobieta? Jak się czują, będąc sobą? Jak się nie czują? Jak wyrazić to słowami, jak to sprawdzić?

*

Słyszę wtedy […]: „O tym, kim jesteś, nie świadczy to, skąd przychodzisz, ale to, jaką drogę wybierzesz”. Zamieram. Czuję, że to może być odpowiedź. Nieskomplikowana, elegancka w swej prostocie. I mądra.

*

Wiem, że można zdziałać cuda, jeśli dysponuje się wystarczająco silną wolą i odpowiednią ilością czasu. Mój strumień wylewał się z koryta wiele razy, błądził wśród bagien, czasem zamierał, niemal w całości wsiąkając w ziemię. Ale zawsze wracał tam, gdzie jest jego miejsce. Poszarpany brzeg, woda niosąca połamane gałęzie, głazy i skały — to są moje realia. Ale dzięki temu nie boję się wartkiego nurtu, wiem, jak panować nad żywiołem.

*

Bądźcie dumni z tego, że mimo tysiąca przeszkód stale i niezmiennie jesteście sobą.
     Bądźcie dumni codziennie!
     Bo warto.
     Warto żyć
.

(tamże)

piątek, listopada 10, 2017

(2115+531). Koci Nauczyciel (II)

 wpis przeniesiony 4.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

dziś. sprawdziłam. dziś, czyli 367 dni później. główny gmach. ten sam hall, drugi z dwóch chodników o innej niż wtedy porze dnia, bez szans na słońce. kudłaty Nauczyciel nauczał: zaufaj chwili, zaufaj sobie, zaufaj innym, zaufaj życiu, zaufaj! tak po prostu, zaufaj.

przystanęłam na dłuższą chwilę. najpierw podziwiałam Nauczyciela. potem patrzyłam, jak młodzi mężczyźni — delikatność i i wrażliwość odsłaniając swym czynem — uważnie Go obchodzą. na koniec usiadłam na ziemi i cyk. Nauczyciel ani drgnął, bo pracował. uczenie ludzi — wielu wie — to niełatwa rzecz.

znów w listopadzie.

piątek, października 27, 2017

2625. Japońscy kudłaci przyjaciele

 wpis przeniesiony 3.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Jak to się zaczęło — nie mam pojęcia. Wiem za to, że wczoraj po zajęciach na tablicy wylądował japoński krzak oznaczający kota. Zapamiętałam sposób, w jaki Studentka go pamięta [od lewej w górę i do kwadratu]: bestia w wysokiej trawie na polu ryżu. Padłam z wrażenia. Ale przecież jestem psiarą…

Ruszyłam na poszukiwania… logikę zaprzęgłam do roboty i sprawdziłam poza psem, również człowieka — prawie byłam w domu. Dzisiaj pobiegłam do mojej Ulubionej Pani od języka japońskiego, dopytać. Jednak nie bestia, tylko dzikie futerkowe, ale z psim ogonkiem intuicja mnie nie myliła. Teraz bezczelnie już wiem, i zachwycam się psem po japońsku na całego.

kot

*

pies
(duży z ogonkiem przyjaciel człowieka)

*


człowiek

wtorek, października 24, 2017

(2600+1+20). Hop, hop, hop, hop!

 wpis przeniesiony 3.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Gdy moi studenci się frustrują niewychodzącym-jak-trzeba zadaniem, powtarzam z uporem maniaka, że wśród proponowanych Im zadań nie ma ani jednego, które udało się wszystkim w poprzednim roczniku zrobić bezbłędnie od pierwszego podejścia. Takie zadania, jak się trafią, po prostu wyrzucam, ponieważ hołduję filozofii: „nie nauczy się chodzić ten, co się nigdy nie przewróci”.

Jestem swoim studentem. Oj Tè zadał mi wczoraj nowe ćwiczenie. Oczywiście, że nie mogę go zrobić! Oczywiście, że mam trudność nawet z wersją uproszczoną! Ale jestem bezgranicznie szczęśliwa, że mam wyzwanie. ¡El reksio, por favor!

*

Darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby, głosi przysłowie. Sadownik wygrał w konkursie trampki. Dostał, próbował i uznał, że za wąskie i za małe, choć teoretycznie we właściwym numerze. W ten sposób stałam się posiadaczką ciut za dużych, ale wąskich wyśmienicie trampeczek, które uchylają drzwi do marzeń.

Sadownik też już ma nowe trampki do zabicia w rozpoczętym sezonie zimowym. Rozczulił mnie widok małżeńskiej pary „trzewików do zdrowia”.


Ya tengo treinta y nueve reksios: