Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cykl: Jakub Mortka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cykl: Jakub Mortka. Pokaż wszystkie posty

czwartek, czerwca 12, 2025

5801. Z oazy (CCCXLI)  //  Mortkowanie (VII)

Od­liczanie literek, trzy, poślizgnięte okrutnie. Szósty tom, dwieście siedemdziesiąt sześć innych książek i jest: siódmy tom. Pierwszy, który przeczytamy bez Białego Kruka. Ile już za mną tych „pierwszych razów bez”. Wciąż pojawiają się nowe, biorą mnie z zaskoczenia, obezwładniają i dobrą chwilę zajmuje mi pozbieranie się.

A siódmy tom? Nie dosyć, że najlepszy z wszystkich części, to jest również obietnica, że to jeszcze nie koniec.

To musiał być Mortka. Od niego się zaczęło, a to już moja dwu­dzie­sta książka. […]  Przez ten czas ja zmieniłem się jako autor, zmienił się też Mortka. Mam nadzieję, że obaj dojrzeliśmy. I że widać to w tych książkach.

Wojciech Chmielarz

A komisarz Mortka… powróci!

🖇🖇

     – […]  Teraz ty wytłumaczysz mi, co cię tak bawi?
     Mortka dopiero teraz się zorientował, że na jego twarzy pojawił się sze­roki uśmiech.
     – Powiedziałaś „kurwa”. Po polsku.
     Justine wzruszyła ramionami, jakby nie rozumiała, o co chodzi.
     – Spodobało mi się to słowo. Ma w sobie tę moc i wibrację, którą po­win­no mieć każde porządne przekleństwo – stwierdziła i ode­tchnę­ła głę­bo­ko. – Czego ty się właściwie spodziewałeś, Kuba?

🖇

     – Aspirantka – powiedział Mortka.
     – Słucham? – zdziwiła się Maria Szulej.
     – Aspirantka – powtórzył. – To słowo ma żeńską formę.
     Kobieta wciąż na niego patrzyła, najwyraźniej nie do końca rozumiejąc, o co mu chodzi.
     – Zresztą nieważne – mruknął i machnął ręką. Potem zwrócił się do Zaj­dy: – Przepraszam za to pytanie, ale kim ona jest?
     Zajda wyszczerzył zęby.
     – Ona jest tobą, Kuba. Tylko w spódnicy.
     – W spodniach. Spódnice noszę pewnie rzadziej od niego – po­wie­dzia­ła Szulej, wskazując na Mortkę.
     – No to skoro już się znacie, zapraszam do siebie. Przygotuję nam coś do picia i porozmawiamy.
     […]
     Zajda zostawił ich samych. Stali naprzeciwko siebie, a Mortka zdał sobie sprawę, że oboje robią teraz to samo – zastanawiają się, kim jest, do diabła, ta druga osoba.

🖇

     – Wiesz, ile zaryzykuję, jeśli się zgodzę?
     – Wiem. Ale też wiem, że nic cię to nie obchodzi. Bo jesteś taka jak on. […]  Nie liczy się to, co wypada, tylko to, co jest słuszne.

🖇

     – To w jakim był wieku? Wiemy, że młody, ale osiemnaście? Dwa­dzie­ścia?
     – Myślę, że miał koło trzydziestki – zaryzykował odpowiedź.
     – Trzydzieści to dla ciebie ktoś młody? – mruknęła. – Ja mam niewiele więcej.
     – A ja ponad czterdziestkę i tak, jesteście jeszcze młodzi. I ten trupek, i ty.
     – Świata nie widzieliśmy i nic nie wiemy o życiu.
     – Dokładnie.
     Uśmiechnęli się do siebie i Mortka po raz pierwszy poczuł, że zawiązuje się pomiędzy nimi coś na kształt sympatii.

🖇

Nie zachowuj się tak, jakbyś wszystko wiedziała! Bo gówno wiesz! Szcze­gól­nie o mnie! […]  To miejsce było przepełnione wspomnieniami, duchami z prze­szłości, które czekały na okazję, żeby się na niego rzucić i go roz­szar­pać. Nie dostrzegał ich, bo skrywały się w cieniu, a teraz, kiedy zwietrzyły swoją szansę, nie zamierzały jej zmarnować.

🖇

Zawsze to było dla niego najważniejsze – robienie tego, co trzeba, nie­za­leżnie od wszystkiego. Tylko dokąd to go zaprowadziło? […]
     W którym momencie to się zaczęło? Kiedy zaczął tracić kontrolę nad własnym życiem?

🖇

[…]  zagryzał wargi, jakby miętolił słowa w ustach, nie po­tra­fiąc się zde­cy­do­wać, które z nich uwolnić.

🖇

[…]  dotarł do rozwidlenia dróg. Zatrzymał się. Popatrzył w lewo i w pra­wo, szukając czegokolwiek, co mogłoby mu pomóc podjąć decyzję, w którą stronę jechać.

🖇

     – Przepraszam cię za wczoraj – odezwał się, kiedy jechali już prostą dro­gą w stronę Rozdroża Izerskiego. – Nie wiem, co mnie ugryzło.
     – Myślę, że wiesz – odpowiedziała. – Podważyłam sposób, w jaki pa­trzysz na samego siebie, fundament twojej samooceny, a to zawsze jest bo­le­sne. Żeby nie musieć skonfrontować się z tym bólem, wybrałeś wy­par­cie. To też bardzo naturalna reakcja. Powinnam się jej spodziewać.
     Policjant otworzył usta, a potem zamknął je bardzo powoli. Po­czer­wie­niał, zmarszczył brwi, jakby zaraz miał wybuchnąć, ale zamiast tego po prostu prychnął rozbawiony.
     – Kurwa – rzucił. – Ja chciałem cię tylko przeprosić, a nie za­czy­nać kolejną awanturę!
     Tym razem to ona wydawała się zakłopotana.
     – Tak – żachnęła się. – Teraz to ja… Sorry.
     – Ale miałaś dużo racji w tym, co mówiłaś. I w tym, co o mnie myślisz.
     – A skąd wiesz, co o tobie myślę?

🖇

Z perspektywy czasu zastanawiał się, czy nie otarł się wtedy o depresję. Szczególnie że właściwie cały czas chodził zagniewany. Może stąd brała się ta jego obsesja postępowania słusznie, nieumiejętność odpuszczenia, którą potem na różne sposoby sobie racjonalizował.

🖇

     – […]  A może…
     – Może co?
     – Może tak właśnie trzeba. Wierzyć albo wmawiać sobie takie opty­mi­stycz­ne scenariusze.
     – Raczej naiwne.
     – Jak zwał, tak zwał. Chodzi mi o to, że jeśli zawsze będziesz zakładała naj­gorsze rozwiązanie, to…
     – Nigdy się nie rozczaruję.
     Roześmiał się. Szczerze.

🖇

     – Jest pani gotowa?
     Nie była. Chciała stąd odejść. Chciała krzyczeć.
     – Tak – powiedziała.

🖇

     – Twoje roślinki cieszą się na twój widok?
     – Będziesz się śmiał, ale tak. Podlewam je tak rzadko, że kiedy mnie wi­dzą z butelką, to, przysięgam, merdają listkami.
     – Mają z tobą ciężko.
     – No… Mam z tego powodu wyrzuty sumienia.

🖇

[…]  zachichotał. Gardłowo, chropowato, jakby w środku po­ru­sza­ły się zardzewiałe zębatki dawno zepsutego mechanizmu.

🖇

Jeszcze brakowało mu kilku elementów, żeby zrozumieć, co działo się w tej małej sudeckiej wsi przez ostatnie kilkadziesiąt lat, ale w końcu dostrzegał wzorzec. I ona też go widziała.

🖇

Żadnej odpowiedzi.
     Z doświadczenia wiedziała już, że w takiej sytuacji najważniejsze są cierpliwość i spokój.

Wojciech Chmielarz, Rytuał,
Marginesy, Warszawa 2025.
(wyróżnienie własne)

     – Kuba…
     – Pożegnanie jest wtedy, kiedy obie strony wiedzą, że się żegnają. A nie wtedy, kiedy jedna coś sobie wymyśla i nic nie mówi drugiej!

🖇

     – Przeceniasz moje możliwości […].
     – Ona jest taka jak ty, Sucha.
     – Co masz na myśli?
     – Zależy jej. Jeśli mnie chcesz, to znajdź sposób.

(tamże)

niedziela, września 25, 2022

4766. Z oazy (LXIV)  //  Mortkowanie (VI)

Niedzielne odliczanie literek, pięć. Miesiąc przed publikacją już czekałam. W dniu publikacji miałam dla moich chłopaków audiobuka, a dla siebie ibuka, do którego nie zajrzałam. Od połowy czerwca razem z Sadownikiem degustowaliśmy kawałek po kawałku w lekarskich comiesięcznych podróżach samochodowych.

Szkoda, że cały tom w jedną noc się rozgrywa. Szkoda, że nie ma Kochana. Ciekawe, czy będzie jeszcze kolejna część, gdy i Mortka, i Autor posuną się w latach. Chcia­ła­bym znów spotkać Kochana.

W momencie, kiedy pisałem Podpalacza, Mortka miał trzydzieści cztery lata, ja dwadzieścia sześć. Był ode mnie prawie osiem lat starszy. Teraz mam trzydzieści osiem, a Mortka w ogóle się nie starzał. Trochę mi było z tym ciężko. Wiedziałem, że Dawid Wolski jest ode mnie młodszy, zawsze był, ale Mortka? Ten dojrzały, przeczołgany przez życie warszawski glina? Nie mieściło mi się to w głowie. I chyba to jest najważniejszy powód, dla którego pchnąłem akcję do przodu. Teraz on jest po czterdziestce, ja się do niej zbliżam, ale ciągle jestem młodszy. I niech tak zostanie. Powrót po latach do tej serii był ciekawym doświadczeniem, jednak nie ukrywam, że miałem ogromną tremę. Nie wiedziałem, jak zareaguję na tych bohaterów ani jak oni zareagują na mnie.

*

     – Myślisz o tym, jak spieprzyłeś?
     – Słucham?
     Ojciec wyciągnął rękę z piwem i palcem wskazał najpierw na Andrzeja, a potem Michała.
     – To. Jak to spieprzyłeś. Ojcostwo.
     – Nie – odpowiedział Mortka.
     […]
     – Kłamiesz – powiedział. – Ale nie przejmuj się. Każdy to spierdolił, mniej lub bardziej. To jeden z uroków ojcostwa, nie? Nikt cię tego nigdy nie uczył, nie wiesz, co masz zrobić, starasz się być trochę lepszy od swojego ojca, ale nikt ci nie mówi, czy to dobra droga, czy zła. Najgorsze jest to, że tych wszystkich błędów, które popełniłeś, nie da się naprawić. Zostają na zawsze. […]  Spierdoliłeś, to spierdoliłeś. Nieustannie widzisz konsekwencje swoich błędów, ale wiesz, co jest naprawdę piękne?
     – Co?
     – Koniec końców okazuje się, że nie spierdoliłeś aż tak bardzo. A te błędy, które popełniłeś… albo wydawało ci się, że popełniłeś… no, w każdym razie wyszły wszystkim na dobre.

*

     – A pali pan?
     – Nie.
     – Tak w ogóle czy teraz?
     – Tak w ogóle. A teraz to bym zapalił.

Wojciech Chmielarz, Długa noc,
Marginesy, Warszawa 2022.
(wyróżnienie własne)

piątek, marca 16, 2018

2783. Środa (II), czyli mortkowałam (V)

 wpis przeniesiony 7.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Mortkę poznałam tak. Skończyłam w dniu, w którym Autor w związku z ostatnim tomem gościł w tym samym radiu. W tym samym dniu, w którym premierę miał siódmy tom Chyłki. Chyłka da zmianę Mortce w sztafecie i będzie mi pomagać znieczulać rzeczywistość, pomyślałam wtedy. Pomaga.

Nie znaczyło to jednak, że rezygnowała. Wkrótce wróci na ring. Będzie walczyć z całych sił, żeby posunąć się o te kilka milimetrów we właściwym kierunku. Taka już była i taka chciała być.
     Tylko to miało sens
.

*

Nagle dotarło do niego, że to wszystko już dawno wymknęło się spod kontroli, a on był zbyt ślepy, żeby to zauważyć. Ale jeszcze mógł to naprawić, a może raczej nie spieprzyć do końca.

*

Zaufał, chociaż nie pamiętał, kiedy zrobił to po raz ostatni. Nie wiedział nawet, czy jeszcze wie, jak to się robi.

*

[…] wreszcie miał wrażenie, że ogarnia to, co się wydarzyło. Nie żeby to rozumiał.

*

     — To o co chodzi?
     — A jak myślisz?
     — Nie. Tego nie będziemy robić – stwierdził bardzo stanowczo. – Przez prawie całe moje małżeństwo musiałem się domyślać, co zrobiłem źle. Teraz się na to nie zgadzam. Po prostu mi powiedz
.

*

     — Aspirantka Anna Suchocka, Komenda Stołeczna Policji.
     — O! Aspirantka! Fajnie, że używa pani formy żeńskiej. Wittgenstein twierdził, że granice języka wyznaczają granice świata. Dlatego musimy walczyć o wprowadzenie kobiet do języka powszechnego.
     Sucha przyjęła pochwałę, ale nie skomentowała jej w żaden sposób. Z jej punktu widzenia wyglądało to dużo prościej. Policjanci to w gruncie rzeczy banda palantów i musiała przyłożyć kilku łokciami, żeby zdobyć sobie odpowiednie miejsce i szacunek. Okazało się, że cel może osiągnąć, wkurzając ich deklinacją, więc robiła to
.

*

Wiesz, mam problem z informatykami. Wydaje się wam, że jesteście wyjątkowi, bo potraficie napisać parę linijek kodu i w związku z tym możecie wszystko. To prawda, macie teraz swój czas. Ale to nie będzie trwać wiecznie.

*

     — Windy znajdują się...
     — Nie interesują mnie windy — przerwał mu policjant. — Macie jeszcze taki przedpotopowy wynalazek jak schody
?

*

     — Wiesz, przeszłość czasami wraca do człowieka.

*

[…] pokręcił z niedowierzaniem głową, ale na jego twarz powróciły spokój i opanowanie. Jakby dotarło do niego, że wściekanie się na cały świat niewiele mu da.

Wojciech Chmielarz, Cienie, Marginesy, Warszawa 2018.
(wyróżnienie własne)

niedziela, marca 04, 2018

2772. Mortkuję (IV)

 wpis przeniesiony 7.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Pierwszy raz uprawiałam czytanie hybrydowe. Podczas działań kuchennych; wieczorem, gdy oczy chciały odpocząć; podczas ćwiczeń — słuchałam. W tramwaju, autobusie, w przerwie między zajęciami czytałam oczami. Chyba nauczyłam się słuchać kryminały dzięki panu Januszowi Zadurze, który pięknie przeczytał mi czwarty tom.

Już tylko ja mortkuję. Piąty, ostatni na ten moment, tom przede mną. Dobrze, że ostatni, bo ile można kryminalić.

Kawa oczywiście była zbyt gorzka jak dla niego. Nazywał to przekleństwem zepsutego automatu z komendy stołecznej. Maszyna zawsze wsypywała zbyt dużo cukru. Początkowo mu to przeszkadzało, ale przyzwyczaił się do tego przesłodzonego smaku i teraz żadna inna kawa mu nie podchodziła. Ironia sytuacji polegała na tym, że automat w końcu naprawiono a on pozostał ze swoim zepsutym przez bezduszne urządzenie gustem.

*

Gęby mieli pełne frazesów o słowiańskiej wspólnocie, Partnerstwie Wschodnim i o tym, że trzeba Ukrainę ciągnąć na Zachód, ale jak przychodziło co do czego, to tylko Wołyń, Wołyń i Wołyń. Jakby to usprawiedliwiało wszystkie mniejsze i większe świństwa, które im robili.

*

     — To ma być pierwszy i ostatni raz. Jasne?
     — To nigdy nie było problemem — zauważył Kochan.
     — Zawsze było. Tylko nie miałem czasu ani ochoty, żeby cię porządnie opieprzyć.
     — A teraz szef ma?
     — Ochotę? Jak najbardziej
.

*

     — To jest dupa, a nie praca.
     — Nie. To dla ciebie szansa — odpowiedział Andrzejewski
.

*

     — […] Policjantem zostaje się po to, żeby pomagać ludziom.
     — To nie mój przypadek — stwierdziła.
     — Nie?
     — Nie. Ja zostałam policjantką, bo jest to jeden z nielicznych zawodów pozwalających w sprzyjających warunkach na zrobienie krzywdy tym, których się nienawidzi
.

*

Podobnie jak w przypadku reszty gadających głów, policjant nie zadał sobie trudu zapamiętania jego nazwiska. Po prostu nie cenił ich pracy. Nie było nic prostszego, niż posadzić przy jednym stole ludzi o różnych poglądach i kazać im przekrzykiwać się przez czterdzieści pięć minut. Jego matka robiła to co tydzień przy okazji niedzielnego obiadu i do tego nikt jej za to nie płacił.

*

     — […] Nie będę pana oszukiwał. Jest źle i będzie tylko gorzej. Kształcimy teraz, tutaj, w tym budynku kolejne pokolenia, które pewnego dnia rozpierdolą nam ten kraj. Wspomni pan moje słowa.
     — Dziennikarze? — zapytał z powątpieniem Mortka.
     — Bezrobotni dziennikarze – uściślił Ostrowski. – Tacy, którzy podpiszą się pod dowolną bzdurą, byleby tylko zarobić na chleb i zyskać odrobinę rozgłosu
.

*

     — Mój mąż w czasie swojej kariery politycznej wielokrotnie odwoływał się do chrześcijańskiego, katolickiego systemu wartości. I proszę mi wierzyć, że nie robił tego na pokaz. Biblia, chrześcijańska wizja świata, przykazania są dla niego prawdziwymi drogowskazami. I teraz też płaci za to cenę. A jedno z przykazań brzmi: „Nie cudzołóż”.
     — Ale pani jest jego drugą żoną, prawda?
     Piersi kobiety uniosły się, kiedy wstrzymała oddech. Na jej policzkach pojawiły się rumieńce oburzenia.
     — Jestem — powiedziała, z trudem panując nad emocjami. — Życie jest bardziej skomplikowane, niż się pani wydaje
.

*

Zastanawiała się, po co ma im cokolwiek mówić. I tak nie zrozumieją. Może ona. Ale też raczej nie. Ona była z tych, którym się wydawało, że jak się bardzo postarają, to będą mogły przejść przez życie jak mężczyzna.

Wojciech Chmielarz, Osiedle marzeń, Czarne, Wołowiec 2016.
(wyróżnienie własne)

środa, lutego 28, 2018

2765. Mortkujemy (III)

Biały Kruk skończył tom piąty. Jabłoń w czwartym, bo trzeci skończyła wczoraj. Już tylko z Sadownikiem mortkujemy, ale jeszcze chwilka i zostanę z Mortką całkiem sama.

Nareszcie zajarzyłam — odkryłam najważniejszy element składowy dobrego kryminału. Jest nim taka konstrukcja głównego bohatera, by czytający mu kibicowali. Dla wielbicieli kryminałów jest to oczywiste jak drut, ale dla mnie nic nie jest oczywiste, dopóki nie zostanie poczute i przeżyte do trzewi, dopóki nie stanie się tak proste jak sznurek w kieszeni. Kibicowałam, również Suchej.

I dotarło do niego, że nadszedł czas, żeby to wszystko skończyć. Przestać uciekać przed tym, co nieuniknione, i po prostu pogodzić się z własną przyszłością. Ta myśl przyniosła mu pewną ulgę.

*

Na zdrowy rozum powinno się dać coś z tego ułożyć. Dlaczego się nie dawało? Brakowało im czegoś? Patrzyli w złą stronę? Lub, co byłoby gorsze, na którymś etapie popełnił jakiś fundamentalny błąd i teraz nawet nie wiedzieli, czego mają szukać?

*

Nagle to minęło. Ta złość, zazdrość, gniew. Zdał sobie sprawę, że cokolwiek teraz powie, to przecież nic nie zmieni. Dlatego po prostu się uśmiechnął.

*

Każdy facet, z którym się od tamtej pory spotykała, miał jakąś kompromitującą wadę, trupa w szafie lub co gorsza — całkiem żywą, wredną, oceniającą wszystko mamuśkę.

*

     — Za kogo mnie pan uważa?!
     — Pani wybaczy, ale nie obchodzi mnie to, kim pani jest. Obchodzi mnie to, co pani zrobiła. Więc był ktoś jeszcze
?

*

     — Domyśliłam się. Nie jestem głupia.
     — Przecież wiem. Nie jesteś Mortką
.

*

     — Nie wiem.
     Najgorsze kłamstwo świata — nie wiem. Oczywiście, że wiedziała
. Nie chciała tylko powiedzieć. Albo nie ­po­trafiła wymyślić nic lepszego. Albo była zbyt przestraszona
.

*

To się nie miało prawa zdarzyć. A właśnie się działo.

Wojciech Chmielarz, Przejęcie, Czarne, Wołowiec 2014.
(wyróżnienie własne)

czwartek, lutego 22, 2018

2761. Mortkujemy (II)

 wpis przeniesiony 7.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Pan Ciasteczko zaorany, więc Sadownik wciąż w tomie piątym. Biały Kruk doniósł, że jest w czwartym. Jabłoń zaczęła trzeci, bo drugi za nią.

Drugi dobry, naprawdę dobry! Nawet jeśli — malutki detal — pani psycholożka policyjna błysnęła w tym tomie, że nie jest feministką. Wykształcona, pracuje, ma własne pieniądze i nie jest feministką, ciekawe — takie kurioza niestety nie tylko w książkach.

Wolał już ludzi, którzy się kłócą, protestują i przynajmniej w ten sposób dają dowody zaangażowania. Ci, którzy tylko potakują, najczęściej odfajkowują swoje obowiązki najszybciej, jak to możliwe, nie poświęcając własnym działaniom ani sekundy i myśli więcej, niż to konieczne.

*

Sam nie wiedział, czego właściwie szuka. Ale tak to już było w tej pracy.

*

[…] równie ważne jak słowa, które padły, są te, które nie zostały wypowiedziane.

*

Zrozumiał, że nie tylko nie potrafi dawać. Nie. Jego problem był dużo głębszy, dużo poważniejszy. On nawet nie potrafił brać tego, co ofiarowują mu inni.

*

Pomyłki były nieodłączną częścią tej pracy. Pamiętał o tym. Ale ta wiedza w żaden sposób mu teraz nie pomagała.

*

[…] ciągle zdarzały się chwile, kiedy opadały go czarne myśli, a on sam był niemal sparaliżowany ze strachu, ale dochodziło do tego rzadko, najczęściej w nocy tuż przed zaśnięciem i tuż po przebudzeniu.

*

[…] nie mógł przestać myśleć o tym, że właśnie wydał prawie pięćset złotych na flakonik perfum wielkości setki wódki.

Wojciech Chmielarz, Farma lalek, Czarne, Wołowiec 2013.
(wyróżnienie własne)

środa, lutego 21, 2018

2759. Mortkujemy (I)

 wpis przeniesiony 7.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

W sobotę moja kość ogonowa leżała na piłce tenisowej, a ja siłą rozpędu, nie mogąc się ruszać, słuchałam kryminalnej odsłony Poczytalnych — zwykle te odcinki audycji omijam. I padło… Komisarz Mortka

Nie mogę czytać moich książek — nie mogę się skupić, odpływam, odjeżdżam — nie ten czas. Chyłka dobrze robiła w taki czas, więc może Mortka ma też moc? I padło… te kryminały są dobrymi powieściami psychologicznymi

Klik, klik. Sadownik, zapytany o Mortkę w sobotni wieczór, odpowiedział, że doskonały cykl — niespodzianką okazało się więc tylko podarowanie Panu Ciasteczko do samolotu na wtorkowe wracanie do ula tomu piątego. Łyknęłam pierwszy tom. Jestem w drugim. Biały Kruk siedzi w trzecim. Znów czytamy synchronicznie.

     — Nie. Możesz iść do domu. Jakby co, to będę dzwonił.
     — Dzwoń sobie, dzwoń, ja komórkę wyłączam
.

*

[…] dręczyło go dziwne przeczucie. Rzadko polegał na instynkcie. Publicznie twierdził, że coś takiego nie istnieje, że to tylko wymówka leniwego policjanta. Tym razem było inaczej.

*

     — Zepsuła mi pani całą zabawę – oznajmił.
     — Jaką zabawę?
     — W opieprzanie pani.
     — Uśmiechnęła się.
     — Przykro mi.
     Wzruszył ramionami.
     — Nic nie szkodzi. Wyżywanie się na kimś jest przyjemne, ale mało konstruktywne
.

*

Zanim straż pożarna dostała się do środka, nie było już co ratować. Ludzie wydają tysiące na wyrafinowane zabezpieczenia, kraty, alarmy, cholera wie co jeszcze, a w sytuacji zagrożenia wszystko to tylko przeszkadza. Od dawna wiadomo, że najlepszym zabezpieczeniem przed włamaniem jest życzliwy sąsiad. Tylko trzeba najpierw wiedzieć, jak ten sąsiad ma na nazwisko i przynajmniej kilka razy powiedzieć mu dzień dobry.

*

     — To co, idziemy do jakiegoś centrum operacyjnego? — zaproponował podkomisarz, kiedy podszedł do kolegi.
     — Tak wcześnie rano, w sobotę? Będzie coś otwarte?
     — Niedaleko jest McDonald.
     Mortka kiwnął głową na znak, że się zgadza
.

*

Komisarz usłyszał, jak Kochan klnie przez telefon. Laboratorium będzie tu za pół godziny — pomyślał. Kochan miał dar przekonywania. Dobierał ton i przekleństwa w taki sposób, że każdy, kto słuchał jego wiązanki, czuł się nagle zobowiązany rzucić wszystkie inne obowiązki i ruszyć podkomisarzowi z pomocą. Mortka nigdy nie potrafił zrozumieć, na czym to polega. Kiedyś próbował użyć tych samych słów w stosunku do tej samej osoby co wcześniej Kochan, ale w odpowiedzi usłyszał tylko, żeby się wypchał.

*

Strażak uśmiechnął się. Tym razem szerzej i szczerze. Mortka z zaskoczeniem stwierdził, że chyba go polubi. Obaj pracowali w służbach mundurowych, które aż tak się od siebie nie różniły: te same problemy, te same głupie i niepotrzebne dokumenty do przygotowania i to samo poczucie obowiązku, które nie pozwala rzucić wszystkiego w cholerę. No ale strażaka pewnie nikt nigdy nie nazwał jebanym psem.

*

     — Mortka, złamasie jeden. To twoja sprawka? – przywitał komisarza Jankowski. — Czy ty wiesz, która godzina?
     — Wiem.
     — To cudownie! — Technik wyciągnął ręce w górę. — Och, jak mi ulżyło! Komisarz Mortka jednak nie zgubił pieprzonego zegarka
!

Wojciech Chmielarz, Podpalacz, Marginesy, Warszawa 2018.
(wyróżnienie własne)