Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czarne Wydawnictwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czarne Wydawnictwo. Pokaż wszystkie posty

niedziela, lipca 05, 2026

6162. Z oazy (CDLX)

Przyciągnęła mnie do siebie swoim tytułem. Utknęła na czytelniczym stosiku, bo wyczekany Tochman, bo łapanie po tej lekturze oddechu, a potem kilka feno­me­nal­nych, arcyważnych dla mnie książek, które jedna po drugiej wpadały do przegródki moich najważniejszych książek 2026 roku. Prawie o istnieniu tej książki zapo­mnia­łam, ale ona nie zapomniała o mnie.

Przyciągnęła mnie do siebie ponownie w upalny, podły dla mnie czas i ratowała pra­wie każ­dym akapitem. To książka o najdłuższej, niemającej nigdy końca podróży do siebie samej. O podróży, w której każda i każdy z nas jest po kres swoich dni. War­to się w nią udać, bo bycie normalnym, gładkim i bezproblemowym jeszcze nikogo nie uszczę­śli­wiło na dłuższą metę, bo nie mogło. Bycie normalnym jest, jakie jest.

Wybieranie fragmentów, które muszę tu — zawsze pod ręką — mieć, trwało do­kład­nie tyle samo czasu, co czytanie tej książki. W rzeczywistości tym właśnie było.

Wyimków jest tak dużo, że te dotyczące książek i czytania zażyczyły sobie własnej przestrzeni.

Kiedy matka gniewała się na mnie, co zdarzało się dosyć często, mawiała: „Diabeł zaprowadził nas do złej kołyski”.
     Wizja Szatana, który w 1960 roku robi sobie przerwę od zimnej wojny i makkartyzmu, by odwiedzić Manchester – cel wizyty: oszukać panią Win­ter­son — ma w sobie pierwiastek teatralnej ekstrawagancji.

🖇

Dziecko zostaje wypchnięte w nieznany świat, który można poznać tylko po­przez jakąś opowieść — rzecz jasna, dotyczy to nas wszystkich, narracja spaja nasze życie, ale adopcja wrzuca nas w już rozpoczętą opowieść. To jak czytanie książki, z której wydarto pierwszych kilka stron. […]  Uczucie, że czegoś brakuje, nigdy cię nie opuszcza — i nie może, i nie powinno, bo czegoś faktycznie brakuje.
     Nie jest to zjawisko z natury negatywne. Brakująca część, brakująca przeszłość może stanowić otwarcie, a nie tylko pustkę. Może być zarówno wejściem, jak i wyjściem. To odcisk na skamielinie, ślad innego życia […]

🖇

[…]  dlaczego doświadczenie nie miałoby współistnieć z eksperymentem? Dlaczego obserwacja nie może łączyć się z wyobrażeniem? Dlaczego kobietę ma cokolwiek lub ktokolwiek ograniczać?

🖇

[…]  musiałam nauczyć się opowiadać własną historię. Życie to po części fakty, po części zmyślenie. I za­wsze jest to przykrywka dla czegoś innego. Ja napisałam sobie drogę do wyjścia.

🖇

Nie należałam do dzieci lubianych ani nawet dających się lubić; byłam zbyt agresywna, zbyt gniewna, zbyt porywcza, zbyt dziwna. […]  w szkole za­wsze wytyka się palcem tych, którzy nie pasują do reszty […].

🖇

Na początku oczywiście kochałam Boga, a Bóg kochał mnie. To już było coś. Kochałam też zwierzęta i całą przyrodę. I poezję. Problem stanowili ludzie. Jak kochać drugą osobę? Jak uwierzyć, że ktoś cię kocha?
     Nie miałam pojęcia.
     Myślałam, że miłość to strata.
     […]  Tropiłam miłość, osaczałam miłość, traciłam miłość, tęskniłam za miłością…

🖇

Prawda jest dla każdego czymś bardzo złożonym. […]  Tak wielu rzeczy nie możemy wypowiedzieć, bo są zbyt bolesne. Mamy nadzieję, że ta część, któ­rą zdołamy wyrazić, ukoi resztę albo jakoś ją udobrucha. Opo­wie­ścia­mi kom­pen­su­je­my sobie rzeczywistość. Świat jest nieuczciwy, nie­spra­wie­dli­wy, niepoznawalny, poza naszą kontrolą.
     Kiedy opowiadamy historię, sprawujemy nad nią kontrolę, ale w taki sposób, że pozostawiamy lukę, jakieś otwarcie. To pewna wersja, ale nigdy ostateczna. Być może mamy nadzieję, że przemilczenia usłyszy ktoś inny i że opowieść będzie trwała dalej, zostanie opowiedziana na nowo.

🖇

To, gdzie się rodzisz — środowisko, miejsce, jego historia, sposób, w jaki łą­czy się ona z twoją własną — kształtuje to, kim jesteś, niezależnie, co mają do powiedzenia eksperci od globalizacji.

🖇

Często przepełniały mnie gniew i rozpacz. Wiecznie czułam się samotna. Mimo wszystko kochałam życie i nadal je kocham. […]  być może odmowa, kategoryczna niezgoda na to, żeby mnie złamano, wpuszczała wy­star­cza­ją­co dużo światła i powietrza, bym mogła nadal wierzyć w świat – i marzyć o ucieczce.
     […]  „To, czego chcę, naprawdę istnieje, jeśli będę miała dość odwagi, by tego poszukać…”.

🖇

[…]  cuda często nadchodzą w przebraniu.
     […]  Wydaje nam się ciągle, że to, czego potrzebujemy, by wszystko zmie­nić — cud — znajduje się gdzie indziej, tymczasem często jest tuż obok nas. Bywa, że sami jesteśmy tym cudem.

🖇

Zapytałam ją, dlaczego nie mamy książek.
     – Problem z książkami polega na tym, że nigdy nie wiadomo, co się w nich znajduje, dopóki nie jest za późno – odparła.
     Pomyślałam: „Za późno na co?”.

🖇

Czasami, a właściwie często, jakaś cząstka nas samych jest zarazem roz­chwia­na i niezwykle potężna — jak ogromny gniew, który może zabić nas i innych wokół, gniew, który grozi powszechnym zniszczeniem. Nie możemy negocjować z tym potężnym, ale rozwścieczonym pierwiastkiem naszego jestestwa, dopóki nie wpoimy mu lepszych manier — co oznacza wsadzenie go z powrotem do butelki, by pokazać, kto tu naprawdę rządzi. Chodzi nie o wyparcie, ale o znalezienie odpowiedniego pojemnika. […]
     Bajki ostrzegają nas, że nie ma czegoś takiego jak stan­dar­do­wy rozmiar — to tylko ułuda przemysłowego podejścia do życia, z czym wciąż borykają się rolnicy, próbujący dostarczać do supermarketów jednakowe warzywa… Nie, rozmiar jest indywidualny i zmienny.

🖇

[…]  nie należy oceniać po pozorach: rzeczy nie są takie, jakimi się wydają. Mnie się zaś wydaje, że świadomość tego, że należy osiągnąć rozmiar od­po­wied­ni dla swojego świata — i tego, że ani ty, ani twój świat nie macie w żad­nym wypadku stałych wymiarów – to wartościowa wskazówka pod­czas nauki życia.

🖇

[…]  dążenie do szczęścia, które równie dobrze możemy nazwać życiem, jest pełne zaskakujących elementów tymczasowych – docieramy tam, gdzie inaczej nie udałoby nam się dotrzeć, i czerpiemy korzyści z tej podróży, ale nie możemy w tym miejscu pozostać, ponieważ nie jest to nasz świat i nie wolno nam dopuścić, by ten świat runął na nasz, w którym możemy żyć.

🖇

Zamiast tego jemy czekoladę i milczymy. Wtedy on rzuca:
     — Bałem się.
     — Nie bój się, tato.
     — Nie, nie — kiwa głową, pocieszony mały chłopiec. Zawsze był małym chłopcem i przykro mi, że się nim nie opiekowałam, przykro mi, że jest tak wiele dzieci, którymi nikt się nie opiekuje, przez co nie mogą dorosnąć. Mogą się zestarzeć, ale nie dorosnąć. Do tego potrzebna jest miłość. Jeśli masz szczęście, miłość przyjdzie później. Jeśli masz szczęście, nie złapiesz miłości za gardło.

🖇

O domu pisze rumuński filozof Mircea Eliade — w sensie zarówno on­to­lo­gicz­nym, jak i geograficznym — i używa do tego pięknego wyrażenia: na­zy­wa go mianowicie „sercem rzeczywistości”.
     Dom, powiada Eliade, to punkt przecięcia dwóch osi, pionowej i po­zio­mej. Na jednym końcu osi pionowej znajduje się niebo, czyli świat górny, a na drugim — świat zmarłych. Oś pozioma to płaszczyzna, na której od­by­wa się ruch tego świata, przemieszczanie się tam i z powrotem — nasz wła­sny ruch i ruch nieprzebranych rzesz innych istnień.

🖇

Wszystkie te godziny spędzone na progu dały mi poczucie przestrzeni gra­nicz­nej. Uwielbiam to, że koty lubią być w połowie wewnątrz, w połowie na zewnątrz, dzikie i oswojone, i ja również jestem dzika i oswojona. Jestem domowa, ale tylko wtedy, gdy drzwi są otwarte.
     I myślę, że to jest kluczowe: nikt już nigdy nie zamknie mnie w środku ani nie zostawi mnie na zewnątrz. Moje drzwi są otwarte i to ja je otwieram.

🖇

Musi istnieć rytuał przejścia, i to świadomy, pomiędzy życiem, które otrzy­mu­je­my zrządzeniem losu i okoliczności, a tym, które sami wybieramy.
     Świadomy wybór życia i stylu życia ma swoje psychologiczne zalety — i chodzi tu nie tylko o akceptację życia jako zwierzęcego daru, pod­le­ga­ją­ce­go kaprysom przyrody i przypadkowi. Drugie narodziny chronią psychikę, pobudzają bowiem zarówno do autorefleksji, jak i do poszukiwania sensu.

🖇

[…]  rozsądne rozwiązania sprawdzają się tylko w przypadku drobnych decyzji. W sprawach, które zmieniają bieg życia, musisz ryzykować.

🖇

Ciotka Nellie na pewno miała niewiele pieniędzy. Dwa razy w tygodniu zapraszała wszystkie dzieci z sąsiedztwa, które zdołała zmieścić w swoim jednym pokoju, i gotowała cebulową albo kartoflankę, dzieci przynosiły własne kubki, a ona nalewała im zupę z garnka.
     Uczyła je piosenek i opowiadała historie biblijne, a trzy albo cztery dzie­siąt­ki chudych, głodnych dzieciaków ustawiały się w kolejce przed do­mem i czasami któreś przynosiło coś od swojej mamy — bułeczki albo cukierki — i wszystkie dzieci się tym dzieliły. Wszystkie miały wszy. Wszystkie kochały ciotkę Nellie, a ona kochała je. Swoją wilgotną, ciemną norę z jednym ok­nem i czarnymi ścianami nazwała „Słonecznym Kącikiem”.
     To była moja pierwsza lekcja miłości.

🖇

[…]  kiedy pieniądze stają się podstawową wartością, edukacja zaczyna słu­żyć wyłącznie celom użytkowym, a życie umysłowe przestaje być ce­nio­ne, o ile nie przynosi wymiernych korzyści. Że usługi publiczne tracą znaczenie. Że życie poświęcone cze­muś innemu niż zdobywanie i wydawanie pieniędzy staje się bardzo trudne […]. Że kiedy społeczności ulegają zniszczeniu, po­zo­sta­ją tylko nędza i brak tolerancji.
     […] [ot, konsekwencje] prywatyzacji społeczeństwa.

🖇

Chory świat, który nie ma co liczyć na uzdrowienie, jeśli król „nie odnajdzie tego, co stracone”.
     Przeczytaj to zdanie. Nie „to, co zostało utracone” ani „to, co utracił”. Po pro­stu „co stracone”. Forma gramatyczna wskazuje, jak poważna jest ta strata. Coś, co wydarzyło się dawno temu, owszem – ale nie w przeszłości. To stara teraźniejszość, stara strata, która każdego dnia wciąż powoduje ból.

🖇

Zaczęło się tak, jak zaczynają się wszystkie ważne rzeczy — przez przypadek.

🖇

Perspektywa istnienia możliwości, by wznieść się ponad zwykły konflikt, ma w sobie coś kuszącego. Jung twierdził, że konfliktu nie da się rozwiązać na poziomie, na którym wybuchł – tam są tylko zwycięzca i przegrany, a nie pojednanie. Należy wznieść się ponad konflikt – jakby obserwować burzę z wyższego punktu.

🖇

Potrzebowałam lekcji miłości. Nadal ich potrzebuję, ponieważ nic nie jest tak proste i nic nie jest tak trudne jak miłość.
     […]  Nigdy jej nie pytałam, czy mnie kocha. Kochała mnie w te dni, kiedy była zdolna do miłości. Naprawdę wierzę, że na nic więcej nie było jej stać.

🖇

Miłość jest wy­razista. Nigdy nie pragnęłam jej bladej odsłony. Miłość jest pełna mocy. Nigdy nie pragnęłam jej rozwodnionej wersji. Nie stro­ni­łam od ogromu miłości, ale nie miałam pojęcia, że można na niej po­le­gać jak na słońcu. Że istnieją codzienne wschody miłości.

🖇

Nigdy nie jest za późno, by nauczyć się kochać.
     Tylko trzeba się liczyć ze strachem.

🖇

     — Jeanette, powiesz mi dlaczego?
     — Co dlaczego?
     — Wiesz, co dlaczego…
     Ale ja nie wiem dlaczego… kim jestem… dlaczego wszystko jej we mnie przeszkadza. Czego ona chce. Dlaczego nie jestem tym, czego chce. Czego ja chcę i dlaczego. Ale jedno wiem na pewno:
     — Przy niej jestem szczęśliwa. Po prostu szczęśliwa.

🖇

     — Kocham cię. Kocham cię od dawna.
     — Bałam się — odparłam.
     — Nie bój się. Już nie musisz.

🖇

[…]  przypomniałam sobie, moje ciało przypomniało sobie, jak to jest być w jednym miejscu i móc tam być – gdy nie musisz być czujna, nie martwisz się, nie błądzisz myślami gdzie indziej.

🖇

Czas nie jest stały, a minuty nie mają jednakowej długości.
     […]  nie szłam donikąd. Miałam odejść, być wolna, a przynajmniej tak mi się wydawało, ale takie rzeczy zawsze zabiera się ze sobą. Miejsce psy­chicz­ne zostawia się znacznie dłużej niż fizyczne.

🖇

W tym momencie pod domem pojawiła się konkurencyjna grupa ko­lęd­ni­ków  […].
     Otworzyła drzwi i krzyknęła:
     — Jezus jest tutaj. Wynocha.
     — Nie za ostro, mamo?
     — Wiele musiałam w życiu znosić — odparła, patrząc na mnie zna­czą­co. — Wiem, że Biblia nakazuje nam nadstawiać drugi policzek, ale coś za dużo tych policzków jak na jeden dzień.

🖇

[…]  przeciwstawiam się ciężarowi czasu zegarowego, czasu ka­len­da­rzo­we­go, linearnych rozwiązań. Czas może i powstrzymuje wszystko przed za­ist­nie­niem w jednym momencie, ale jego domeną jest świat zewnętrzny. W na­szym wewnętrznym świecie możemy doświadczać wydarzeń, które zachodziły jedne po drugich, jakby działy się jednocześnie. Naszej nie­li­ne­ar­nej jaźni nie interesuje „kiedy”, znacznie bardziej interesuje ją „dlaczego”.

🖇

Mierzę czas tak jak wszyscy, częściowo poprzez starzejące się ciało, ale żeby rzucić wyzwanie czasowi linearnemu, staram się żyć w czasie totalnym. Zdaję sobie sprawę, że życie ma swoją wewnętrzną i zewnętrzną stronę, a wydarzenia, które są odległe o lata, w wyobraźni i emocjach leżą obok siebie.

🖇

[…]  to, co naprawdę należy do ciebie, nigdy cię nie opuszcza. Nie po­tra­fi­łam znaleźć słów, które bezpośrednio oddawałyby mój stan, ale od czasu do czasu udawało mi się pisać i robiłam to w postaci rozbłysków in­spi­ra­cji, które na chwilę pokazywały mi, że świat nadal istnieje — prawdziwy i wspaniały.

🖇

Pamiętasz księżniczkę, która całuje żabę i hurra, pojawia się książę? Otóż trzeba przyjąć to oślizgłe, odrażające stworzenie, które zwykle sie­dzi w stud­ni albo stawie i zjada ślimaki. Ale przywrócenie brzydkiej, zranionej cząstki do ludzkiej postaci nie jest zadaniem dla żyjącego w nas życzliwego pracownika pomocy społecznej.
     To najbardziej niebezpieczne zajęcie, jakie można sobie wyobrazić. Przy­po­mina rozbrajanie bomb, lecz to ty jesteś bombą.

🖇

[…]  coś zrozumiałam. Zrozumiałam, że dwukrotne narodziny dotyczą nie tylko bycia żywą, lecz także wyboru życia. Wyboru bycia żywą i świadomego uczestnictwa w życiu, z całym jego burzliwym chaosem — i bólem.
     Otrzymałam życie i zrobiłam wszystko, co mogłam, z tym, co mi dano. Ale nie było już nic więcej do zrobienia. Cokolwiek wybuchło dzięki zbiegowi oko­licz­no­ści  […], było moją jedyną szansą na kolejną szansę.

🖇

Podoba mi się, że porządek powinien wynikać z miłości.
     Pojęłam, choć bardzo mgliście, że muszę znaleźć miejsce, w którym moje życie będzie mogło się pogodzić samo ze sobą. Wiedziałam też, że ma to coś wspólnego z miłością.

🖇

[…]  ludzie stają się twoją rodziną za sprawą głębokich więzi emocjonalnych i ciągłości czasu.

🖇

Szczęśliwe zakończenia to jedynie chwilowa przerwa. Są trzy rodzaje wiel­kich zakończeń: Zemsta. Tragedia. Przebaczenie. Zemsta i Tragedia często występują razem. Przebaczenie odkupuje przeszłość. Przebaczenie umoż­li­wia przyszłość.
     […]
     Oto jestem.
     Już nie odchodzę.

Jeanette Winterson, Po co ci szczęście, jeśli
możesz być normalna
?, przeł. Kaja Gucio,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2026.
(wyróżnienie własne)

Dla mnie, zafascynowanej kwestiami tożsamości i tego, jak definiujemy samych siebie, te książki miały kluczowe znaczenie. Postrzeganie siebie jako postaci fik­cyj­nej, a nie tylko jako faktu to jedyny sposób, by narracja po­zo­stała otwarta; jedyny sposób, by historia nie wy­mknę­ła się spod kontroli i nie zmierzała ku zakończeniu, któ­re­go nikt nie chce.

🖇

Teraz wiem, że uzdrawiamy się poprzez to, że ktoś nas kocha, i poprzez kochanie innych.

🖇

Nie możesz się wyrzec tego, co jest twoje. Choćby to ci­snąć jak najdalej […].
     Zawsze nastąpi powrót. A rana cię tam zaprowadzi.

🖇

     — Tak. Kocham cię. Nie pytaj mnie o to więcej.
     Miłość. Trudne słowo. Miejsce, w którym wszystko się zaczyna, do którego zawsze wracamy. Miłość. Brak mi­ło­ści. Możliwość miłości.

(tamże)

6161. O szczęściu…

Ponad osiemset pięćdziesiąt książek temu. Zachwyt tamtymi: chwilą, fragmentem i zdjęciem, wciąż trwa. Sprawdziłam, gdy postanowiłam wykorzystać jeszcze raz owo zdjęcie.

Ludzie i książki. Ludzie, do których mam nie więcej niż pięć uścisków dłoni. Ludzie, których nigdy nie spotkałam, a którzy dobrze życzą mieszkańcom ula oraz Ludzie, któ­rych spotykam dzięki lekturom. Wszyscy ci Ludzie, wszystkie te Książki, ech! Nie da się ukryć, że do ludzi i książek mam w tym życiu prze­ogrom­ne szczęście.

Szybko pojawiła się pewność, że fragmentom przepięknej książki dotyczącym czy­ta­nia należy się osobna przestrzeń. Musiałam tylko poczekać, by podpowiedziały mi, skąd wziąć piksele, które mogłyby im towarzyszyć.

W ekonomii ciała autostrada limbiczna ma pierwszeństwo przed ścieżkami neuronowymi. Zostaliśmy zaprojektowani i stworzeni, by czuć, i nie ma ta­kiej myśli ani takiego stanu umysłu, które nie byłyby również stanem od­czu­wa­nia. Nikt nie może czuć zbyt wiele, choć dużo osób bardzo się stara, by czuć za mało.

Wiersz odnajduje słowo, które odnajduje uczucie.

Kiedy więc ludzie mówią, że poezja to luksus, opcjonalny dodatek, coś dla wykształconej klasy średniej, że nie powinno się jej czytać w szkole, bo jest nieistotna, albo wygadują inne dziwne głupoty na temat poezji i jej miejsca w naszym życiu, to podejrzewam, że ci, którzy tak twierdzą, mieli dość ła­two. Ciężkie życie wymaga mocnego języka — a poezja dokładnie taka jest. To właśnie oferuje literatura: język wystarczająco silny, by powiedzieć, jak jest naprawdę. Niczego nie ukrywa. Pomaga odnaleźć.

Książka to magiczny dywan, który przenosi cię w inne miejsce. Książka to drzwi. Otwierasz je. Przechodzisz przez nie. Czy wracasz?

[…]  po drugiej stronie faktów znajdowała się osoba, którą mogłam być, uczucia, których mogłam doświadczać, i dopóki miałam wyrażające to słowa, obrazy i historie, dopóty nie byłam zagubiona.

Fabuła i poezja to dawki, medykamenty. Goją pęknięcie, jakie rze­czy­wi­stość pozostawia w wyobraźni.

Minęło sporo czasu, zanim zrozumiałam, że istnieją dwa rodzaje pisania: to, które piszesz, i to, które pisze ciebie. To, które pisze ciebie, jest nie­bez­piecz­ne. Idzie się tam, dokąd nie chce się iść. Patrzy się tam, gdzie nie chce się patrzeć.

Książki są dla mnie domem. Książki nie tworzą domu – one są domem w tym sensie, że podobnie jak w przypadku drzwi otwierasz książkę i wchodzisz do środka. W środku istnieje inny rodzaj czasu i inny rodzaj przestrzeni.

[…]  odkrywałam, że słowa to drogowskazy. Krok po kroku zaczynałam rozumieć, że zaprowadzą mnie w inne miejsce.

Poezji łatwiej się nauczyć niż prozy. […]  możesz jej używać jako światła i lasera. Pokazuje ci twoje prawdziwe położenie i pomaga ci się z niego wyrwać.

Stopniowo zaczęło do mnie docierać, że nie jestem sama. Pisarze i pisarki to często wygnańcy, outsiderki, uciekinierki i wyrzutki. Ci pisarze i pisarki by­li moimi przyjaciółmi. Każda książka była wiadomością w butelce. Otwórz ją.

Im więcej czytamy, tym większa wolność
staje się naszym udziałem.

     – Dam ci pewną radę. Kiedy jesteś młoda i czytasz coś, co bardzo ci się nie podoba, odłóż to na bok i przeczytaj ponownie za trzy lata. Jeśli nadal ci się nie spodoba, wróć do tego za kolejne trzy lata. A kiedy nie będziesz już młoda, kiedy będziesz miała pięćdziesiąt lat tak jak ja, przeczytaj ponownie to, co najbardziej ci się nie podobało.

Bibliotekarka wyjaśniała młodszej koleżance zalety systemu dziesiętnego Deweya — korzyści, które obejmowały wszystkie dziedziny życia. Był upo­rząd­kowany, podobnie jak wszechświat. Był logiczny. Był niezawodny. Uży­wa­nie go dawało swego rodzaju moralną satysfakcję, ponieważ po­zwa­la­ło opanować własny chaos.
     — Kiedy tylko mam kłopoty — powiedziała bibliotekarka — myślę o sy­ste­mie dziesiętnym Deweya.
     — I co się wtedy dzieje? — zapytała młodsza koleżanka, nieco onie­śmie­lona.
     — Wtedy rozumiem, że kłopoty to po prostu coś, co znalazło się w nie­wła­ściwym miejscu. Rzecz jasna właśnie o tym pisał Jung: chaos naszej nie­świa­do­mo­ści dąży do znalezienia właściwego miejsca w indeksie świadomości.

Im więcej czytałam, tym silniejszą więź odczuwałam z życiem innych ludzi na przestrzeni dziejów i tym głębszą empatię. Czułam się mniej od­izo­lo­wa­na. Nie dryfowałam na małej tratwie w teraźniejszości; istniały mosty, które prowadziły na stały ląd. Owszem, przeszłość to inny kraj, ale taki, który możemy odwiedzić, a gdy już tam dotrzemy, możemy potem przy­wieźć stamtąd to, czego nam potrzeba.

Wiele mówi się o świecie oswojonym w przeciwieństwie do świata dzikiego. Jako ludzie potrzebujemy nie tylko dzikiej przyrody, ale także nie­okieł­zna­nej przestrzeni naszej wyobraźni.
     Czytanie to miejsce, gdzie panuje dzikość.

Jeśli poezja była liną, to książki były tratwami. W najtrudniejszych chwi­lach trzymałam się książek, a one pomagały mi przetrwać nagłe fale uczuć, po których zostawałam przemoczona i rozbita.

     – Musi istnieć jakiś sens, tylko my go nie znamy – stwierdza Gary. – Ja ciągle czytam o kosmosie.
     […]  Nie jesteśmy tutaj po to, by nas uważano „jedynie za przedmioty użytkowe”.

Wolę być tą osobą, którą się stałam, niż tą, którą mogłabym się stać bez ksią­żek, bez edukacji i bez wszystkich rzeczy, które spotkały mnie po drodze […]. Myślę, że mam szczęście.

Jeanette Winterson, Po co ci szczęście, jeśli
możesz być normalna
?, przeł. Kaja Gucio,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2026.
(wyróżnienie własne)

piątek, lipca 03, 2026

6159. Feniksowanie (I)

Gdzie zacząć, gdy upalny czas pozostawił ślady nie tylko na ciele? Wgryzł się w każ­dą tkankę mojego jestestwa. Temperaturowy żywioł przebiegł się po każdej ważnej sprawie, po każdej chwili, która w znacząco niższej temperaturze mogłaby posłużyć do podjęcia takiej czy innej decyzji; do zrobienia czegoś, co ma znaczenie.

Moje życie trzymało mnie w bezruchu przez cały ten czas w zaciśniętej garści. Samo zaś zo­sta­ło poruszone do najgłębszej swojej głębi dwoma wyimkami z lektury, z któ­ry­mi re­zo­no­wa­ło niczym orkiestra złożona z tysiąca kamertonów. Tak, skrzyw­dzi­łam kilka (?) osób. Nie, nie jest usprawiedliwieniem fakt, że i ja byłam nie raz i nie drugi skrzyw­dzo­na. Tak, świa­do­mość bycia chcianą zmienia wszystko, ale trzeba sobie to przypominać za każdym razem gdy zaczynamy toczyć się po starych, prze­rdzewiałych moralną wyższością torach. Tak, nie, tak i… tak, nie, tak! Tak, nie, tak…

Byłaś chciana, rozumiesz to?

🌱

Musiałam zrozumieć, że można być samotnicą i jednocześnie pragnąć do kogoś należeć. Wracamy do złożoności życia, które nie jest ani tym, ani tamtym — nudnymi, starymi binarnymi przeciwieństwami – jest jed­nym i drugim, utrzymywanym w równowadze. Tak łatwo napisać. Tak trudno zrobić/być.

🌱

A ludzie, których skrzywdziłam, błędy, które popełniłam, szkody wy­rzą­dzo­ne sobie i innym nie wzięły się ze złej oceny sytuacji – wzięły się z miej­sca, w którym miłość stwardniała w stratę.

🌱

[…]  przeszłość nie jest niezmienna, jak sugeruje czas linearny. Możemy powrócić. Możemy podnieść to, co nam upadło. Możemy naprawić to, co zepsuli inni. Możemy rozmawiać ze zmarłymi.

🌱

[…]  czasami trzeba poczuć wściekłość, a nie niedopasowanie; czasami trzeba poczuć miłość i akceptację, a nie tragizm własnego życia.

🌱

Co to znaczy „nie”? Albo zadajesz złe pytanie, albo pytasz niewłaściwą osobę. Znajdź sposób, żeby usłyszeć „tak”.
     — Nie spoczniesz, dopóki nie usłyszysz „tak” — powiedziała Beeban. — Jakiegoś „tak” dla tego, kim byłaś, a to oznacza uporządkowanie prze­szło­ści.

🌱

Zawsze byłaś chciana.

Jeanette Winterson, Po co ci szczęście, jeśli
możesz być normalna
?, przeł. Kaja Gucio,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2026.

poniedziałek, czerwca 29, 2026

6157. 180/365

uzna­nie czegoś za bezdyskusyjnie należne, za oczywistość czy pewnik, za­bi­ja. ukręca łebek poczuciu szczęścia, że to i tamto przytrafiło mi się, zostało zwyczajnie podarowane przez los właśnie dziś*. uka­tru­pio­ne po­czu­cie szczę­ścia nie stanie się źródłem wdzięcz­ności, a tylko dzięki niej życie w każdej chwili ma szan­sę stać się cudem.

180/365

_________
   *   choć kolejny dzień żyję niczym pies na łańcuchu, przy wiatraku, to kawa, lektury i rysik są dla mnie nie­powta­rzal­ną okazją, by cieszyć się przywilejami: życia, smakowania i czytania.

[…]  gdy próbuję zrozumieć, jak działa życie — i dlaczego nie­któ­rzy ludzie lepiej radzą sobie z przeciwnościami losu niż in­ni — wracam do czegoś, co ma związek z mówieniem „tak” ży­ciu, czyli z miłością do życia, nie­za­leż­nie od tego, jak bardzo jest ono niedoskonałe, oraz miłością do siebie samej, nie­za­leż­nie od tego, jak się ją odnajduje. Nie na zasadzie „ja ponad wszystko”, co jest przeciwieństwem życia i miłości, ale z de­ter­mi­nacją łososia, by płynąć w górę strumienia bez względu na to, jak rwący jest nurt, ponieważ to twój stru­mień

Zdarzają się momenty, kiedy wszystko idzie tak źle, że ledwo żyjesz, i chwile, kiedy zdajesz sobie sprawę, że lepiej ledwo żyć na własnych warunkach, niż wieść rozdęte półżycie na cudzych.
     Takie dążenie oznacza niewszystko albo nic”, tylkowszystko ORAZ nic”. Jak każda opowieść o wyprawie i poszukiwaniu.

Tak naprawdę szans jest więcej niż dwie — znacznie więcej. Po pięćdziesięciu latach wiem już, że znajdowanie/tracenie, zapominanie/pamiętanie, odchodzenie/powracanie nigdy się nie kończy. Całe życie sprowadza się do kolejnej szansy i do­pó­ki żyjemy, aż do samego końca zawsze istnieje jakaś kolejna szansa.

Jeanette Winterson, Po co ci szczęście, jeśli możesz
być normalna
?, przeł. Kaja Gucio, Czarne, Wołowiec 2026.
(wyróżnienie własne)

piątek, czerwca 12, 2026

6147. Z oazy (CDLIV)

Odnotowałam fakt istnienia tej książki, gdy ukazała się w ory­ginale. Dorzuciłam do listy książek oczekujących na zakup i o niej… zapomniałam. Tym większa była ra­dość, że jest już możliwe delektowanie się tą lekturą w dobrym przekładzie, bo to jedna z tych książek, których nie potrzebuję czytać w oryginale.

Połknęłam, choć bardzo starałam się wydzielać kęsy. Delektowałam się czytaniem ponownie wszystkich zrobionych zaznaczeń, a potem jeszcze raz, gdy nieśpiesznie do­ko­ny­wa­łam wyboru fragmentów, które chcę mieć pod ręką. A potem jeszcze raz, by ułożyć je w poniższym porządku. Jest przynajmniej jedna osoba, której za­zdrosz­czę, że ma tę książkę jeszcze przed sobą.

Pióro kreśli słowa na stronie: „buntowniczy garb buntowniczy garb”. Co one znaczą? – pyta pióro. Nie wiem, odpowiada nadgarstek.

🖇

Zawsze wierzyłam, że przedmioty mają magiczne właściwości. Sięgałam po nie, jeszcze zanim nauczyłam się mówić.

🖇

Bóg szepcze z załamania tapety, kropla wody rozpryskuje się w równanie.

🖇

Czym jest dusza? Jaki ma kolor?

🖇

Miałam sześć i pół roku oraz siedem szwów i przez tę jedną godzinę na ro­werze byłam zwyciężczynią.

🖇

Przeszkody są naszymi skrzydłami.
   — Nikołaj Gogol (1809–1852)

🖇

Trudziłam się nad kolejnymi wierszami i nauczyłam się na pamięć mo­dli­twy do elfów i wróżek, psotnych aniołków tego świata. „Boże i wróżki, istniejcie na świecie! Czeka tu na was stęsknione dziecię”. Powtarzałam ją sobie w drodze do szkoły.
    […]  Trzeba sercem przeniknąć do innych wymiarów oraz przyglądać się światu bezstronnym spojrzeniem.

🖇

Często odwiedzał nas Bobby, młodszy brat matki, i zwykle przynosił jakieś prezenty. Raz wręczył nam małe lalki z jednej serii, dwie w różowych ubran­kach dla dziewczynek, trzecią w niebieskim – dla chłopca. Toddy wolał różową, a ja niebieską, więc się potajemnie wymieniliśmy.

🖇

Jako dziecko ubolewałam nad tym, że nie jestem chłopcem, ale tak na­praw­dę nie chciałam nim być — zależało mi tylko na tym, by pozostając sobą, mieć takie same możliwości wyboru, jakie mieli chłopcy. Pragnęłam wol­no­ści, a wtedy oznaczało to dla mnie noszenie flanelowych koszul i niebieskich, a nie czerwonych trampek, ubieranie się, jak chcę, i mówienie tego, co chcę. W okresie dorastania wolnością były rezygnacja z makijażu, malowania paznokci, golenia nóg i wyzbycie się poglądu, że tylko niektóre zawody są dla mnie odpowiednie. W wieku dwudziestu lat było nią odcięcie się od każ­de­go z góry narzuconego modelu kobiecego zachowania. Temu właśnie się opierałam, przed tym uciekałam.

🖇

Czułam palącą potrzebę wolności. Krótko po świętach nadszedł dzień moich urodzin, ale niewiele się wydarzyło i rozczarowała mnie ewidentna obo­jęt­ność rodziny. Wieczorem ojciec poprosił mnie o pomoc w instalacji szkla­nych drzwi do prysznica, na które już od dawna oszczędzała mama. Powlo­kłam się niechętnie, by mu pomóc, z trudem ukrywając przy­gnę­bie­nie, ale tata nie zwracał na to uwagi. Poprosił, żebym pomogła mu wyjąć panel drzwiowy z wielkiego pudła: on miał go popychać z jednej strony, ja — cią­gnąć z drugiej. Dlaczego poprosił właśnie mnie? – zastanawiałam się, się­gając do wnętrza. Nagle ku swojemu ogromnemu zdumieniu wyjęłam nie­bieskiego Schwinna na dwudziestojednocalowych kołach z hamulcami noż­nymi. Nie potrafiłam wydusić słowa, gdy ojciec montował kierownicę i bocz­ną nóżkę, a następnego ranka po pospiesznie zjedzonym śniadaniu pomknęłam w dół wzgórza. Kilka dni później zauważyłam, że mama wy­mie­ni­ła sta­rą zasłonkę prysznicową na nową, podobną. Zamieniła swoją wizję szklanych drzwi na pragnienie mojego serca.

🖇

Chciałam poznać wszystko: kręgi niebios, inne możliwe światy, wnętrze skał, treść niedostępnych ksiąg, prawdziwe ludzkie myśli, które pozostają niewypowiedziane, niewidzialną siłę zmuszającą nas do posłuszeństwa oraz to, co nas hamuje, a co popycha naprzód.

🖇

Była tu tajemnica […]. Wzywała mnie, zapraszała do nastrojenia się na nie­zna­ną dotąd częstotliwość. Ogarnęło mnie przemożne poczucie, że każde z nas wie wszystko, posiada własny zamek i pasujący do niego klucz. Zasta­na­wia­łam się, co ja sama znajdę, czym się przysłużę, co dodam do nie­skoń­czo­ne­go przestworu nade mną.

🖇

Dzieciństwo, jakie znałam, kończyło się. Wiedziałam o tym, ale zmawiałam nową modlitwę. Pozwól mi zawsze mieć dziesięć lat, psa, książki i rower.

🖇

Dręczyła mnie świadomość, że zostaliśmy skazani na życie w liniowym cza­sie. Jeśli dla Boga czas nie ma znaczenia, dlaczego my musimy cierpieć z po­wo­du jego upływu? Na pewno kiedyś istnieliśmy inaczej, byliśmy ga­tun­kiem podróżników w czasie.

🖇

Zawsze rób to, co kosztuje cię najwięcej.
   — Simone Weil (1909–1943)

🖇

Wierzyłam w nie­bieskie ptaki, indiańskie talizmany i mnichów wy­ru­sza­ją­cych w podróż poza fizyczne ciało. Usilnie starałam się wymyślić równanie, które uwzględni wszystko. Boga – domenę nieskończoności, Jezusa – jego ludzki pomost oraz artystę – materialnego wyraziciela ich obu.
     Nocami szukałam rozwiązania. W powietrzu zdawał się wisieć jakiś pra­dawny komunikat.

🖇

Sztuka jest najwyższą formą nadziei.
   — Gerhard Richter

🖇

I w końcu to sobie uświadomiłam: wszystko może być wierszem. Sto­i­ckie modlitwy modliszki, mądre oczy psa, skrobanie pióra. Biały wąż się poruszył, a niewidzialne linie buntowniczego garbu zamigotały i zalśniły niczym wielobarwna peleryna.

🖇

Ostatecznie jednak zdecydowałam się na bardziej dynamiczny obraz. Mam na nim jedwabny, tkany podkoszulek na ramiączkach i unoszę nagie ra­mio­na, by poprawić spinki we włosach, a robię to odruchowym gestem, któ­ry przed fizykoterapią byłby dla mnie niewykonalny. Oszoło­mi­ła nas gwał­tow­na fala krytyki wywołana widokiem odrobiny włosów pod moją pa­chą — niektóre sklepy muzyczne odmówiły nawet sprzedaży płyty. Zdjęcie zostało uznane za akt oporu, lecz ja nigdy się nie goliłam, a wybrałam je dlatego, że emanowało witalnością, którą wówczas odczuwałam.

🖇

[…]  tekst Dancing Barefoot. Bardzo się przejęto tym, że pada w nim słowo „heroina”, i poproszono mnie, żebym zmieniła je na użytek emisji ra­dio­wych. Zapewniłam wszystkich, że nie chodzi o narkotyki, tylko bohaterkę, kobiecą wersję herosa, której jedyną używką jest upojna miłość, ważniejsza niż sława i fortuna. Postawiłam na swoim, tekst został niezmieniony i Dan­cing Barefoot rzadko puszczano w amerykańskim radiu.

🖇

Rozwinęłam dywan swojego życia. Przeanalizowałam, którędy poszłam na oślep i co podeptałam. Gdzie się potknęłam i kiedy byłam nieżyczliwa, wy­ma­ga­ją­ca czy pogardliwa wobec innych. Czego niesłusznie pożądałam, a co niepotrzebnie odrzuciłam. Na czym stoję i dokąd wiedzie mnie prze­zna­cze­nie. Nadszedł czas rozrachunku z samą sobą, a nie było bardziej surowego sędziego.

🖇

Nie ma nic bogatszego nad prostotę ludzkiej twarzy […].

🖇

Jedna rzecz prowadziła do drugiej.

🖇

W pogoni za iluminacją można się ubrudzić, ale pogoń za prostotą oczysz­cza. My goniliśmy za nimi oboma.
     […]  młodość z zasady jest piękna, bo nawet widziana przez poplamiony woal niedoskonałości mieni się i drży.

🖇

Miał [Sam Shepard] prostą, zapadającą w pamięć metodę: jeśli zgubisz wątek, wymyśl kolejny.

🖇

Co on ma ci do zaoferowania? Siebie, odpowiedziałam. Poże­gna­łam się z Williamem [Burroughsem], który siedem lat wcześniej poradził mi, bym nie szła na żadne kompromisy.


fot. Seiji Matsumoto

🖇

Musiałam się tyle nauczyć o świecie i moim w nim miejscu.

🖇

Jackson […]. Siadał na podłodze tak jak wcześniej ja i w całkowitej ciszy wymyślał własne światy. Ustawiał żołnierzyki na parapecie, ale nie po to, by toczyły bitwy, lecz by patrzyły w nocne niebo, a potem, przed pójściem spać, chował je do woreczka.

🖇

Gdy siedziałam na podwórzu, nasza córeczka Jesse, być może wyczuwając moje zmartwienie, przyniosła mi prezent. […]  Zerwała mniszek o sre­brzy­stej lwiej grzywie nasionek. Pomyśl życzenie, powiedziała, i dmuchnij. Mo­głam sobie życzyć wielu ważnych, pilnych rzeczy, ale coś innego przyszło mi do głowy. Żeby jeszcze raz poszybować nad trawą, tak jak to ro­bi­łam w jej wieku, kiedy wierzyłam we wszystko.

🖇

Myślę o tak wielu osobach, które naznaczyły mnie swoim wpływem, a po­tem odeszły, zabrane przez wojnę z Wietnamem, raka, przestępczość, uto­nię­cie czy narkotyki.

🖇

Pewnego razu, gdy za oknem padał śnieg, powiedział sennym głosem: Opo­wiedz mi naszą historię. Zaczęła się od dziewczyny z kraciastą walizką, któ­ra nie miała gdzie się zatrzymać i trafiła na śpiącego chłopaka, który jakoś wyczuł jej obecność, otworzył oczy i się uśmiechnął. Ilekroć mnie o to prosił, dodawałam do historii kolejne nasze przygody, aż w końcu zasypiał. Kiedy na kilka godzin przed śmiercią poprosił mnie, żebym spisała „naszą hi­sto­rię”, doskonale wiedziałam, co ma na myśli.

🖇

Nie potrafiłam się zmusić do pożegnania, więc poczekałam, aż zaśnie. Wy­cho­dząc, spojrzałam na niego raz jeszcze. Stałam w ciszy, a on otworzył oczy i uśmiechnął się dokładnie tak, jak w chwili, gdy się poznaliśmy. W głę­bi ducha wiedziałam, że już więcej go nie zobaczę.

🖇

Szłam bez celu Dwudziestą Drugą Ulicą w stronę rzeki Hudson w skórzanej kurtce bomberce Freda. Myślałam, że mogłabym umrzeć, ale wiedziałam, że będę po prostu przeć naprzód. Nieoczekiwanie wpadłam na Annie Leibo­vitz. Nie wiem, co robić, bąknęłam przez łzy. Chodź, powiedziała, po drugiej stronie ulicy mam studio, popracujemy. W tamtym momencie nie zna­la­zła­bym lepszego lekarstwa.

🖇

[…]  znowu nici czasu podstępnie oplotły mi nadgarstek. […]  uświa­do­mi­łam też sobie, że trzeba odróżnić marzenie od powołania. […]  Najpierw uwiodło mnie słowo i do słowa miałam powrócić.
     Trafiliśmy na szachownicę Ziemi, próbujemy wykonywać różne ruchy, ale niekiedy wydaje się, że ręka obojętnego giganta wywraca nas jak pion­ki. Co wtedy robimy? Cofamy się i poszukujemy wewnątrz siebie od­po­wie­dzi, co zrobić i jak najlepiej służyć.

🖇

Pinokio odnalazł w sobie dobro i docenił oddanie ojca. Ja miałam dwóch ojców, znanego i nieznanego, którzy wysyłali mi znaki, spa­da­ją­ce pió­ra, dary niekwestionowanej miłości.

🖇

Moja córka Jesse jest piękna, ale o tym nie wie. […]  Nagle ogarnia mnie żal. Gdybym tylko mogła przenieść się w przeszłość, wziąć dzieci w ra­mio­na, wyjść na podwórze, zobaczyć niebieską furgonetkę, gruszę, ich za­spa­ne­go ojca przy przesuwnych drzwiach.

🖇

Wierzę w równoległy umysł, który ma własny równoległy umysł. Wierzę w swoje własne mity, w linie i strzałki na dziecinnych mapach zaginionych krain kreślone moją własną małą dłonią. Wierzę, że one istnieją, te krainy, znalezione, zaginione, odwiedzone ponownie, a ich lśniące kontury nikną, po czym znów osobliwie wracają niczym jedwabisty bumerang.

🖇

Mogę to zrobić — usiąść w ciszy, zawędrować gdzieś daleko i coś przynieść z tej podróży.

🖇

Sięgamy poprzez czas ku pomocnej dłoni, mignięciu twa­rzy, nocy sta­rań wypełnionej nadzieją. Idź naprzód, mó­wi głos, ta noc jest tylko jedną z ty­sią­ca, które nadejdą.

🖇

William Burroughs […]  opowiadał o cienkiej granicy między suchymi faktami a atmosferą zdarzeń lub mistyczną interwencją.

🖇

Porzucamy myśl o mapach, wyrzucamy kompas z kieszeni kurtki, na­wi­gu­je­my po obcym morzu. Oddzielamy się od reszty i ruszamy w nowy świat, który opiera się opisaniu. Zabieramy ze sobą własne talizmany, gotujemy się na bolesne chwile, zręcznie składamy na nowo delikatny zegar. Jeszcze jeden obrót klepsydry, ziarnka piasku sypią się na dawne ścieżki.

🖇

W mistycznej anatomii mojej otwartej dłoni, głęboko pobrużdżonej i mło­dej zarazem, dają się prześledzić ścieżki przeznaczenia i do­świad­cze­nia. […]  Pokój zdaje się wypełniać nieproszony, oświecający dialog.
     — Czym jest Bóg?
     — Obecnością w obliczu cierpienia.

🖇

Nagły promień rozwibrowany lśnieniem jednej chwili. […]  Nieskażone wspomnienie spontanicznych gestów dobroci. Oto chleb aniołów.

🖇

Rok 1961 rozpoczął się od kawałka Will You Love Me Tomorrow zespołu The Shirelles, jednej z najpiękniejszych i najbardziej kontrowersyjnych piosenek tamtych czasów. Została zakazana przez Kościół katolicki, ale trafiła na sam szczyt listy przebojów, co wcześniej nie udało się żadnemu utworowi w wykonaniu czarnej kobiecej grupy.

[cover] Roberta Flack, Will You Still Love Me Tomorrow, 1971.

🖇

Złoty łańcuch solidarności biegnie przez czas. Warstwy splątanych chmur snują się po niebie. To pole boskiej świadomości jest ruchome, mo­że­my stąd do niego sięgać i je wyrażać. Alchemia bytu jest równie zło­żo­na jak kwiat o głowie wypełnionej srebrzystymi nasionami […]. Posunęłam się naj­dalej, jak mogłam. Być może tylko w połowie żyłam w chwili obecnej i z roz­sza­la­łe­go kosmosu w moim wnętrzu spoglądałam nieuważnie na zewnątrz.

Patti Smith, Chleb aniołów, przeł. Dariusz Żukowski,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2026.
(wyróżnienie własne)

Wszystko musi odejść. Cenne resztki tkaniny zło­żo­nej i schowanej do kufra jak porzucony posag, książki mojego życia, leżące w pudełkach medale. Wyzby­wa­nie się jest jednym z najtrudniejszych życiowych zadań.

🖇

Ewoluujemy, po­tykamy się i uczymy na błędach, a po­tem je powtarzamy. Z powrotem popadamy w otchłań, z której mozolnie się wydobywaliśmy, i trafiamy na ko­lej­ny obrót koła. A potem, nabrawszy odwagi, za­czy­na­my bolesny, lecz godny proces wyzbywania się. Towa­rzy­szy mu olśniewający spokój podobny do naturalnego światła. Otaczają nas same resztki, a mimo to stąpamy ostrożnie, by nie nadepnąć na zanikającą sylwetkę, na­szą pradawną skórę.

🖇

Wraca niepewność. O czym powinnam pisać i jaką przysięgę złożyć? Obiecuję, że będę dobra.

🖇

Wydmy stały się moją pustynią, jezioro morzem. Gdy zatęsknisz za oceanem, powiedział, zabiorę cię tutaj.

🖇

„Buntowniczy garb buntowniczy garb”. Jestem tą samą osobą, powtarzałam sobie, tylko lepszą.

(tamże)

poniedziałek, czerwca 08, 2026

6143. 159/365

jeszcze tu je­steśmy. zaskakująco nieoczywista konkluzja wy­ni­ka­jąca z oczywistego przyszła przy porannej kawie. przyszła i roz­budziła apetyt na cud chwil, piękno odkrywanych nie­ma­te­rial­nych drobiazgów, których dostrzeganie zmienia smak wszystkiego, co jest i co może być moim/naszym udziałem.

159/365

[…]  los wyciąga nas z talii i rzuca niczym kartę ta­ro­ta. Jak się podźwignąć? Stanąć na nogach, naprostować wó­zek i za­cząć do nie­go zbierać resztki materialnego i emo­cjo­nal­ne­go życia. Rozbić je na drobne kamyki, zmielić i tańczyć w pyle.

Bezdyskusyjny dowód kryje się w niewi­dzial­nym, które naznacza serca zawziętą nadzieją.

Patti Smith, Chleb aniołów, przeł. Dariusz Żukowski,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2026.
(wyróżnienie własne)

piątek, czerwca 05, 2026

6139. 156/365

spodobała mi się perspek­tywa, by uznać swoje zmagania za przywilej. nie dość przypominania sobie, że każda chwila to okazja*, by coś wybrać, by zade­cy­do­wać, by uko­chać. mieć wy­bór — choćby w najpodlejszej sytuacji — to jest zawsze bez­cen­ny przywilej.

156/365

__________
   *   tak jak okazje i tu, i tam.

[…]  uważałam udział w naszych zmaganiach za przywilej. Zewsząd otaczały nas ściany, ale inni już je wcześniej nad­kru­szyli.

Patti Smith, Chleb aniołów, przeł. Dariusz Żukowski,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2026.

niedziela, maja 10, 2026

6101. 130/365  // na gigancie, dzień 15.

jest do­tyk*, za którym tęsknimy, którego pragniemy — w jego naturę wpisany jest nasz wybór nie tylko czasu, formy, ale prze­de wszystkim osoby**.

jest dotyk, który nazywam technicznym*** — medyczny, fizjo­te­ra­peutyczny, po­mo­co­wo-asystencki — w tym przy­pad­ku nie ma mowy o wyborze osoby, mu­szę godzić się na to, co jest. ten dotyk, pomyślałam wskutek przytoczonych poniżej słów, bywa nie­wer­bal­ną rozmową o życzliwości wobec kru­cho­ści ludzkiego ciała — gdy tak się dzieje, czu­ję wdzięczność.

130/365

_________
    *     trzyma mnie poniższy cytat i nie chce puścić, więc upusz­czę go tu z nadzieją, że nie będzie już za mną łaził.
   **    nie musi być ludzka. od śmierci He­niut­ki wykorzystuję każ­dą okazję na kon­takt z przyjaźnie nastawionymi do ludz­kie­go świata psami.
  ***   na gigancie od poniedziałku do piątku każdego dnia do­ty­kają mnie minimum czte­ry osoby. w sobotę tylko jedna. mo­im ogrom­nym przywilejem jest to, że w nie­dzie­le nie dotyka mnie nikt. a za dwa ty­god­nie bez jednego dnia będę uprzy­wi­le­jo­wa­na nieprzyzwoicie…

Jeśli nikt cię nie dotyka, rozmowa to naj­bliż­szy kon­takt, jaki możesz nawiązać z in­nym człowiekiem.

Olivia Laing, Miasto zwane samotnością. O Nowym Jorku
i artystach osobnych
, przeł. Dominika Cieśla-Szymańska,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2023.

piątek, maja 08, 2026

6098. Z oazy (CDXLIII)

To jest i będzie najdłuższy na tym blogu wpis. Najdłużej też był klecony, bo obco­wa­nie z tą książką po jej przeczytaniu było prawdziwym świętowaniem, nieśpiesznym przy­glądaniem się, jak cytaty same układają się w patchwork, który potrzebuję mieć pod ręką.

Po tamtej książce Autorki — gdy wpadłam w zachwyt nad sposobem, w jaki bu­du­je swo­ją opo­wieść — wiedziałam, że muszę natychmiast sięgnąć po tę książkę. Czytając ją, obejrzałam setki obrazów, setki zdjęć, kilka filmów, przeczytałam kilkanaście arty­kułów — karmiłam oczy i duszę, opa­trzyłam kilka starych ran.

Rozpoznałam osobne chwile w swoim życiu, których potrzebuję, by czuć, że żyję. Ta książka uczy odwagi, by zawalczyć o to, co dla nas ważne, co w nas żywe, co jest na­szą istotą, czego wielu może nie chcieć nawet zauważyć. To nie ma żadnego zna­cze­nia, ta niechęć nie ma mocy, by nas „zniknąć”.

Jeśli masz poczucie osamotnienia,
ta książka jest dla ciebie.

🖇 🖇

Samotnym można być wszędzie, lecz samotność wynikająca z miesz­ka­nia w mieście, w otoczeniu milionów ludzi, ma szczególny charakter. […] sama fizyczna bliskość nie wystarczy, by rozproszyć poczucie izolacji. Moż­na — jest to właściwie całkiem łatwe — czuć się wewnętrznie mar­twym i opu­stoszałym, żyjąc tuż obok innych.

🖇

[…]  samotność bywa uznawana za zaburzenie i chorobę. Niektórzy twier­dzą stanowczo, że niczemu nie służy […]. Takie stwierdzenia nieprzy­pad­ko­wo wiążą się z przekonaniem, że cel naszego życia to dobieranie się w pary lub że szczęście może albo powinno być czymś trwałym. Nie każdemu jed­nak jest to dane. Niewykluczone, że się mylę, ale uważam, że doświadczenie stanowiące tak istotną część naszego wspólnego życia nie może być cał­ko­wi­cie pozbawione sensu, jakiegoś rodzaju bogactwa i wartości.

🖇

[…]  samotność może prowadzić nas ku inaczej niedostępnemu doświadczaniu rzeczywistości.

🖇

[samotność]  dotyka sedna tego, co dla nas cenne i ważne. W mie­ście zwanym samotnością powstaje wiele wspa­nia­łych rzeczy – zrodzonych z sa­motności, a zarazem nadających jej sens.

🖇

Chciałam zrozumieć, co to znaczy być samotnym, jak to działa w życiu in­nych, i spróbować nakreślić skomplikowane relacje między samotnością a sztuką.

🖇

Jak to jest czuć się samotnym? To jak być głodnym – być głodnym, podczas gdy wszyscy wokół ciebie szykują się na ucztę. […]  To boli, tak jak bolesne mogą być uczucia, a poza tym powoduje skutki fizyczne, niewidoczne dla oczu zmiany dokonujące się w zamkniętych przestrzeniach ciała.

🖇

Co takiego jest w Hopperze? Raz na jakiś czas pojawia się artysta, który wy­raża pewne doświadczenie, niekoniecznie świadomie czy celowo, ale z ta­ką przenikliwością i intensywnością, że związek wydaje się nie­za­prze­czal­ny. Samemu Hopperowi nigdy nie podobała się myśl, że jego obrazy można interpretować w określony sposób czy też że samotność to jego specjalność, jego główny temat.

🖇

Z pewnością nie wszyscy ludzie pozbawieni towarzystwa innych są sa­mot­ni, a zarazem można dotkliwie odczuwać samotność, nawet gdy jest się w związku albo z grupą przyjaciół. […]
     To uczucie rodzi się z braku bądź niedostatku bliskości, a skala jego odczuwania rozciąga się od dyskomfortu aż po chroniczne, nieznośne cierpienie.

🖇

[…]  charakterystyczne dla samotności jest przemożne pragnienie, by to do­znanie się skończyło, a tego nie da się osiągnąć samą siłą woli czy częst­szym wychodzeniem z domu, można to zrobić, jedynie nawiązując bliskie relacje. To o wiele łatwiejsze w teorii niż w praktyce, zwłaszcza w przypadku ludzi, których samotność jest wynikiem straty, wygnania czy uprzedzeń, więc nie tylko tęsknią oni za towarzystwem innych, ale też mają powód, by się tych innych obawiać albo im nie ufać.

🖇

Choć wydaje się, że całkowicie odcina ona [samotność] człowieka od innych, że jest prywatnym brzemieniem, którego nikt inny nie może odczuć czy po­dzie­lać, w rzeczywistości to stan społeczny, doświadczany przez wielu.

🖇

Właśnie to jest tak przerażające w samotności: instynktowne poczucie, że działa ona dosłownie odpychająco, co udaremnia kontakt właśnie wtedy, kiedy go najbardziej potrzeba. A jednak to, co udaje się uchwycić Hop­pe­ro­wi, jest nie tylko przerażające, ale też piękne. Jego obrazy nie są sen­ty­men­tal­ne, ale przebija z nich wyjątkowa uważność. […]  Tak jakby samotność była czymś, czemu warto się przyglądać. A nawet więcej: jakby samo przy­glądanie się było antidotum, sposobem na to, by zdjąć z siebie jej dziwne, oddalające od innych zaklęcie.

🖇

W pewnych sytuacjach bycie poza, odstawanie
może sprawiać satysfakcję, wręcz przyjemność.

🖇

Ciche umowy co do rozumienia języka
potocznego są niebywale skomplikowane.

Ludwig Wittgenstein
(1889–1951)

🖇

[…]  ta parada zmieniających się nazw to chleb powszedni w życiu emi­gran­ta i od samego początku podważa kojącą myśl, że słowo i przedmiot są ze sobą bezpiecznie powiązane. „Jestem znikąd” – jak powiedział kiedyś War­hol, mając na myśli biedę albo Europę, albo mit autokreacji, a być mo­że także językową rozpadlinę, z której się wyłonił.

🖇

Samotność odmienności, samotność nieatrakcyjności, samotność wyklu­cze­nia z magicznych kręgów znajomości i akceptacji – grup spo­łecz­nych i za­wo­dowych, czułych objęć.

🖇

Odmienność oznacza ryzyko zranienia, a dopasowanie chroni przed przy­krym i upokarzającym odrzuceniem i zlekceważeniem.

🖇

Jeśli nie każdy jest piękny,
to nikt nie jest piękny.

Andy Warhol
(1928–1987)

🖇

[…]  wszystkie te zaprzeczenia i przemyślne kształtowanie swojego wi­ze­run­ku mówiły jedno: nie próbuj mnie zrozumieć, nie badaj mnie, nie ana­li­zuj. Nie zbliżaj się do mnie zanadto, bo nie jestem pewien, co tam znajdziesz, nie chcę o tym myśleć. Nie jestem pewien, czy lubię samego siebie. Nie lubię miejsca, skąd pochodzę. Przyjmij artefakt taki, jaki jest.

🖇

Nie da się myśleć bez języka, a język to ze swojej natury gra publiczna pod względem zarówno nabywania, jak i przekazywania.
     Ale choć język jest wspólny, jest również niebezpieczny i może izolować. Nie wszyscy gracze są równi. […] 
     Koncepcja, że język jest grą, w którą część zawodników gra lepiej niż in­ni, ma związek z wciąż dyskutowaną relacją między samotnością a mo­wą. Problemy z mówieniem, blokady w komunikacji, nie­po­ro­zu­mie­nia, nie­do­sły­sze­nia, epizody niemoty, jąkania się i zacinania, zapominanie słów, a na­wet niezdolność rozumienia żartów – te wszystkie rzeczy przyczyniają się do samotności, przypominając nam o tym, jak niepewne i niedoskonałe są środki, którymi przekazujemy innym, co się dzieje w naszym wnętrzu.

🖇

[…]  język wcale nie jest prostym sposobem na nawiązanie kontaktu. Jeśli zdefiniować samotność jako pragnienie bliskości, to w tym pragnieniu za­wie­ra się potrzeba wyrażania siebie i bycia słyszanym, dzielenia się my­śla­mi, doświadczeniami i uczuciami. Bliskość jest niemożliwa, jeżeli uczestnicy nie chcą się otworzyć. Ale niełatwo ustalić odpowiedni stopień tej otwartości.

🖇

I zawsze, yy, boję się czuć się szczęśliwy, bo wtedy… to nigdy nie trwa.

🖇

[…]  pop-art wzbudził tak ogromną wrogość, spowodował takie za­ła­my­wa­nie rąk wśród artystów, właścicieli galerii i krytyków po części dlatego, że na pierwszy rzut oka wyglądał jak błąd kategorii, nieznośne przekroczenie niepodważalnej, wydawałoby się, granicy między kulturą niską a wysoką, dobrym a złym smakiem.

🖇

Jeśli cała twórczość Warhola […]  stanowi sprzeciw wobec z góry zało­żo­nych kryteriów oceny, […]  to zarazem jej celem jest wydobycie na światło dzienne tego, co odbiegające od normy i porzucone, tych wymiarów kul­tu­ry, które stały się niewidzialne albo dlatego, że kryją się w cieniu, albo dla­tego, że zostały nadmiernie oswojone i przestały być zauważane – i na­da­nie temu pozycji i znaczenia.

🖇

[…]  błędne koło samotności powstaje nie w izolacji, ale raczej jako rezultat wzajemnej zależności między jednostką i społeczeństwem, do którego ta jed­nostka należy, a sytuacja jeszcze się pogarsza, jeśli dana osoba jest su­ro­wym krytykiem panujących w owym społeczeństwie nierówności.

🖇

[Warhol] wiedział dokładnie, jaka jest cena słów i co mogą zdziałać: uruchomić, ale też zatrzymać maszynę otwartego serca.

🖇

Inni znają nas dzięki naszej twarzy, to ona zdradza zamiary i nastrój.

🖇

Dzięki maskom można uniknąć obserwacji i oceny, a zatem ryzyka, że zo­sta­nie się odrzuconym, jednak traci się także szansę na akceptację, uko­je­nie, jakie daje miłość.

🖇

Zdjęcia z Rimbaudem często są mylnie uważane za autoportrety, ale w rze­czy­wistości Wojnarowicz stał za obiektywem, a rolę człowieka w masce od­gry­wali różni jego przyjaciele i kochankowie. […]  Postać Rimbauda po­słu­ży­ła jako rodzaj zastępcy czy przedstawiciela artysty i została wstawiona w miejsca ważne dla niego, te, w których kiedyś był albo które wciąż wy­wie­ra­ły na niego wpływ.

🖇

Strach zatruwa wszystko.

🖇

[…]  był zasadniczo samotnikiem. Chociaż znał wiele osób, wolał relacje je­den na jeden. Każdy znał nieco innego Davida.

🖇

Czasem można zmienić przestrzeń psychiczną, swój emocjonalny krajobraz, robiąc coś w świecie realnym. Myślę, że w jakiś sposób sztuka jest czymś takim […].

🖇

Podczas wędrówki po pirsach David rzadko spotykał tego samego czło­wie­ka więcej niż raz, chociaż zdarzało się, że kogoś szukał, na wpół zakochany w czyjejś wyobrażonej osobowości, w mitycznej postaci, którą sobie stwo­rzył na podstawie akcentu czy jednego słowa.

🖇

Fotografowanie to akt zawłaszczenia – coś staje się widoczne, a jednocześnie zastyga w miejscu i czasie.

🖇

Czasem chce się być tylko mięsem – mam na myśli poddanie się ciału, jego pragnieniom, jego potrzebie kontaktu, ale to nie znaczy, że chcesz od razu stać się krwistym stekiem albo siekanym kotletem.

🖇

Nic nie może zastąpić dotyku ani miłości, ale czytanie o tym, jak ktoś wy­trwa­le odkrywa i dopuszcza do siebie swoje pragnienia, okazało się tak bar­dzo poruszające, że czasem dosłownie trzęsłam się podczas lektury.

🖇

Wszyscy możemy wpływać na siebie nawzajem, otwierając się na tyle, żeby inni mogli się poczuć mniej samotni.

🖇

W naszej miłości ujrzałem mężczyzn, którzy zachęcają się nawzajem do zło­że­nia broni. […]  W naszej miłości ujrzałem ruchome warstwy ka­mien­nych budynków, ujrzałem rękę zgarniającą śnieg z parapetu więziennego okna. […]  Ujrzałem, jak on uwalnia mnie od milczenia mojego wnętrza.

🖇

Peter [Hujar] tam był. Peter odszedł. Jak David miał pojąć to przejście czy metamorfozę, niewyobrażalną zmianę?


fot. David Wojnarowicz, fragment,
[dostęp 2.05.2026], źródło.

[…]  wiosną 1988 roku chorobę stwierdzono również u Davida. W jednej chwi­li poczuł się ogromnie samotny. Miłość — napisał tego dnia – miłość nie wystarczy, by być blisko, żeby „złączyć czyjeś ciało ze społeczeństwem, plemieniem, kochankiem, bezpieczeństwem. Jesteś zdany sam na siebie, tak brutalnie, jak to możliwe”. […]  Jego przyjaciele chorowali i umierali, a on był pogrążony w głębokim smutku, nagle postawiony twarzą w twarz z własną cielesnością. Wciąż na nowo malował sznurki wiążące ze sobą różne istoty. Bliskość, więź, miłość — te coraz bardziej zagrożone możliwości.

🖇

Najbardziej wścieka mnie tak naprawdę to, że kiedy powiedziano mi, że zaraziłem się wirusem, szybko zdałem sobie sprawę, że za­ra­ziłem się też chorym społeczeństwem.

🖇

David stale walczył z wyparciem, czy chodziło o prawicowych kazno­dzie­jów, którzy nie mogli znieść, że ktoś mówi o seksie, czy o hedonistów, którzy nie chcieli dopuścić do swojej świadomości ryzyka śmierci.

🖇

Chciał znaleźć sposób na to, by każda strata stała się konkretna, żeby śmierć się liczyła.

🖇

[…]  11 października [1992], ACT UP zorganizowało Ashes Action, marsz na Waszyngton, który był rodzajem politycznego pogrzebu na ogromną skalę. […]  Ludzie byli wyczerpani i pełni rozpaczy. Setki osób spotkały się na scho­dach Kapitolu o trzynastej. Protestujący przynieśli ze sobą pro­chy swoich ukochanych. Potem pomaszerowali do Białego Domu, gdzie urzędował George Bush. Kiedy tam doszli, zaczęli wysypywać popiół na trawnik, odwracali do góry dnem urny i plastikowe torby i wysypywali zawartość przez druciany płot. Były tam też prochy Davida Wojnarowicza, rozsypane przez jego kochanka Toma.

🖇

Zmiana prywatnegopubliczne ma potężne konsekwencje dla z góry założonego świata.

🖇

Był we mnie taki głęboki smutek i nic zupełnie nie mogłem na niego po­ra­dzić. Byłoby lepiej, gdybym mógł.

🖇

„Ale” i „chociaż”: sposób na to, by skleić ze sobą sprzeczne myśli.

🖇

[…]  fizjologiczny opis samotności nie uwzględnia roli, jaką odgrywa samo społeczeństwo, nadzorujące i podtrzymujące wykluczenie poprzez od­rzu­ca­nie tych niesprawnych albo dziwnych. To jest druga siła napędowa sa­mo­tno­ści, powód, dla którego część ludzi — często zupełnie bez­bron­nych i spra­gnio­nych kontaktu — wciąż stoi w progu, a bywa całkowicie usuwana poza nawias.

🖇

Jako artysta [Henry Darger] był zupełnym samoukiem. Chociaż miał wy­raź­ny talent do kompozycji i od wczesnego dzieciństwa uwielbiał ko­lo­ro­wać, hamowało go przekonanie, że nie potrafi rysować.

🖇

Jedną z najsmutniejszych i najbardziej znamiennych rzeczy w całej spu­ściź­nie Dargera jest deklaracja dziecięcej niepodległości, którą napisał dla Krain Nierealnego. Zgodnie z nią dzieci mają prawo między innymi: „bawić się, być szczęśliwe, marzyć, móc normalnie spać w nocnej porze, i prawo do nauki, żebyśmy mieli równe szanse rozwijania tego, co jest w na­szych sercach i umysłach”.
     Ile spośród tego było mu dane w jego życiu? Najbardziej poruszyło mnie „prawo do nauki”. Podkreślało to, w jak brutalny, bezmyślny sposób go traktowano.

🖇

Nic nie wskazuje lepiej czyichś priorytetów niż to, w jaki sposób ten ktoś wydaje pieniądze, zwłaszcza jeśli nie ma ich za dużo.

🖇

[…]  bardzo rzadko się zdarza, żeby
jakiś czyn miał tylko jeden motyw.

🖇

[…]  w przypadku każdego zachowania uznawanego za dziwaczne czy eks­cen­tryczne warto zapytać, czy w tej etykietce nie chodzi raczej o prze­kra­cza­nie granicy klasy społecznej, a nie normy psychicznej.

🖇

Czasem jedyne, czego nam potrzeba, to pozwolenie sobie na uczucia. Nie­kie­dy najwięcej bólu sprawia właśnie próba stawienia im oporu albo wstyd, który rośnie wokół nich jak kolczasty krzak.

🖇

[…]  spojrzenie, nirami, które czyni niewidzialne widzialnym […].

🖇


The Nomi Song, reż. Andrew Horn, 2004.

🖇

Wydawało mi się straszną niesprawiedliwością, że ktoś, kto przeciwstawił się samotności, kto swoją odmienność przetworzył w radosną sztukę, umarł tak bardzo osamotniony, choć w świecie, w którym żył, wkrótce miało się to stać powszechnym doświadczeniem.

🖇

Poszedłem do niego i jakby się zawahałem, a on położył mi rękę na piersi i powiedział: »W porządku, nie martw się«. Łzy napłynęły mi do oczu i to był chyba ostatni raz, kiedy go widziałem.
   — Page Wood

🖇

Z czasem słowo „piętno” zaczęto odnosić do każdej oznaki niepożądanej od­mienności — to znaczy niepożądanej przez ogół społeczeństwa. Takim pięt­nem może być coś widocznego albo niewidocznego, ale jeśli zostanie to do­strze­żo­ne, dyskredytuje taką osobę w oczach innych i sprawia, że uznaje się ją nie tylko za inną, ale też za gorszą, że „ulega w naszym umyśle swo­i­stej re­duk­cji, stając się kimś naznaczonym i niepełnowartościowym.
     […] Gdy już działa ten szczególnie zgubny rodzaj myślenia magicznego, pojawia się skłonność do przekonania, że takie piętno to nie przy­pa­dek, nie sprawa losowa, tylko raczej coś zasłużonego czy za­wi­nio­ne­go, kon­se­kwen­cja moralnego upadku osoby naznaczonej.

🖇

Strach jest zaraźliwy, zmienia uśpione uprzedzenia
w coś bardziej niebezpiecznego.

🖇

Klaus Nomi był pierwszą sławną osobą, która zmarła na AIDS, ale w ciągu kilku kolejnych lat choroba rozprzestrzeniła się niczym pożar lasu wśród społeczności, do której należał: zżytego ze sobą środowiska z centrum Nowego Jorku, złożonego z artystów, kompozytorów, pisarzy, aktorów, muzyków.

🖇

Kultura cyfrowa znalazła się w fazie cyberprzyspieszenia, pędziła tak szyb­ko, że trudno było nadążyć. W jednej chwili coś było czystą fantastyką, czymś kompletnie niedorzecznym, za moment stawało się zwyczajnym za­cho­waniem, częścią codzienności.

🖇

[…]  ekran pozwalał ludziom na używanie gróźb i języka, którego większość z nich — jak przypuszczam — nigdy nie tolerowałaby w prawdziwym życiu.

🖇

Cud laptopów i smartfonów polega na tym, że oddzielają one kontakt od fi­zycz­ności, dzięki czemu ludzie mogą pozostać w swoich prywatnych bań­kach, chociaż teoretycznie są w miejscu publicznym, i wchodzić w inter­ak­cje z innymi, chociaż teoretycznie są sami. […]
     Wszyscy to znają. Wszyscy wiedzą, jak to wygląda. Nie potrafię zliczyć, ile przeczytałam tekstów o tym, jacy stajemy się wyalienowani, uwiązani do naszych urządzeń, nieufni wobec prawdziwego kontaktu, o tym, że czeka nas kryzys bliskości, ponieważ nasza zdolność do bycia z innymi słabnie i za­nika.

🖇

Prywatność, skupienie, bliskość – to wszystko zostało stracone, zanikło na skutek naszej obsesji na punkcie świata na ekranie.

🖇

[…]  przebywanie w wirtualnych przestrzeniach może być lekiem na osa­mot­nie­nie, na poczucie, że jest się pomijanym albo niedostrzeganym, a za­ra­zem nie wymaga subtelnych umiejętności społecznych niezbędnych przy interakcjach w realu.

🖇

A tymczasem co? Tymczasem formy życia na planecie, na której mie­szka­my, znikają z godziny na godzinę. Tymczasem wszystko staje się coraz bar­dziej jednorodne, mniej tolerancyjne wobec odmienności. Tymczasem na­sto­lat­ki odbierają sobie życie […]. Miejsce, do którego doszliśmy, okazało się wcale nie takie atrakcyjne, wygodne, nie takie super.

🖇

Jak to jest z cudzym cierpieniem? Łatwiej udawać, że nie istnieje. Łatwiej odmówić wysiłku empatii […].

🖇

To był mój sposób na to, żeby pozszywać się z powrotem.
   — Zoe Leonard


Zoe Leonard, Strange Fruit, fragment instalacji,
[dostęp: 9.05.2026], źródło.

[Strange Fruit (for David) Wojnarowicz] to instalacja ukończona w 1997 ro­ku i należąca obecnie do stałej kolekcji Philadelphia Museum of Art. Zro­bio­na jest z około trzystu pomarańczy, bananów, grejpfrutów, cytryn i awo­ka­do, które zostały zjedzone, a ich rozdarte skórki — ususzone, po czym zszyte nićmi w różnych kolorach, ozdobione suwakami, guzikami, sztucznymi ścię­gna­mi, naklejkami, plastikiem, drutem i tkaniną.

🖇

Sztuka, która naprawia, sztuka, która pragnie kontaktu albo która znajduje sposób, by ten kontakt umożliwić.

🖇

Dzieło Strange Fruit powstało w czasie tych lat samotności, jeśli nie jako odpowiedź, to jako konsekwencja masowych ofiar okresu epidemii AIDS i wyczerpania próbami wywarcia wpływu na politykę.

🖇

Bez słów, bardzo cicho owoce poprzez swoją małość, swoją osobliwość wyrażają cierpienie z powodu rozpadu, znikania, tęsknoty za czymś kochanym, co odeszło i więcej nie wróci.

🖇

Co zostaje, kiedy esencja ulatuje? Łupina i skórka, rzeczy, które chcesz wy­rzu­cić, ale nie wiadomo, dlaczego nie potrafisz.

🖇

Nie mogę zmienić niczego w przeszłości ani sprowadzić z powrotem nikogo z ukochanych zmarłych, ale mogę przeżywać swoją miłość i stratę w równomierny, ciągły sposób, mogę pamiętać.
   — Zoe Leonard

🖇

Proces gentryfikacji dotyczy miast, ale dotyczy także uczuć […]. Wśród blichtru późnego kapitalizmu karmi się nas przekonaniem, że wszystkie trudne emocje – przygnębienie, lęk, samotność, wściekłość – to po prostu skutki zachwiania równowagi chemicznej, problem do rozwiązania, a nie reakcja na systemową niesprawiedliwość albo na atrybuty cielesności, na fakt — jak ujął to w pamiętnych słowach David Wojnarowicz — że odsia­du­je­my wyrok w pożyczonym ciele, z całą rozpaczą i frustracją, jakie to za sobą pociąga.

🖇

[…]  samotność, tęsknota nie oznaczają, że poniosło się porażkę, tylko świadczą o tym, że się żyje.

🖇

Samotność jest sprawą prywatną, ale też polityczną. Samotność jest zbio­ro­wa, to jest miasto. Jeśli chodzi o to, jak w nim mieszkać, nie ma reguł ani powodów do wstydu, trzeba tylko pamiętać, że dążenie do in­dy­wi­du­al­ne­go szczęścia nie zwalnia nas z obowiązków wobec siebie na­wza­jem. Tkwimy w tym razem, w tym nagromadzeniu blizn, tym świecie przed­miotów, tym fizycznym i tymczasowym niebie, które tak często przy­po­mina piekło. Ważna jest w tym dobroć, ważna jest solidarność.

Olivia Laing, Miasto zwane samotnością. O Nowym Jorku
i artystach osobnych
, przeł. Dominika Cieśla-Szymańska,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2023.
(wyróżnienie własne)

Dzieło to człowiek. Nic nie bierze się znikąd.
   — Edward Hopper (1882–1967)

🖇

Czy chodziło o to, że szufladka okazała się za ciasna wraz z jej niedorzecznymi oczekiwaniami względem tego, jakie mają być kobiety, czy o to, że ja do niej nie pasowałam?

🖇

Są lepsze sposoby patrzenia na ciała.

(tamże)

niedziela, maja 03, 2026

6092. 123/365  // na gigancie, dzień 8.

czas zaprzeszły wielo­krotnie dokonany:
     gorycz i gniew*.

czas teraźniejszy:
     złość.

czas przyszły:
     i co z tym zrobisz?

123/365

_________
  *  zatrzymały mnie dziś przeczytane słowa:
[Peter] Hujar miał dwa­dzie­ścia lat więcej. Podobnie jak David [Wojnarowicz] przeżył pełne przemocy dzieciństwo w New Jersey i podobnie jak David nosił w sobie po­kła­dy goryczy i gniewu.

Olivia Laing, Miasto zwane samotnością. O Nowym Jorku
i artystach osobnych
, przeł. Dominika Cieśla-Szymańska,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2023.
(wyróżnienie własne)