Zdjęcie na okładce tej książki przyciągnęło moją uwagę pod koniec drugiej fali upałów. Podczytnik narobił smaka. Były więc ślady dźwiękowe po szybko przesuwanych po klawiaturze palcach prawej dłoni, a potem dłuższa, wymowna cisza, towarzysząca połykanemu pierwszemu rozdziałowi. Z niewyobrażalną ulgą wróciłam po gertrudzim pisaniu na łono pięknej literatury.
Przy okazji, w absolutnym „gratisie” wyjaśniło się, że tamten latający pająk to nie komar, tylko koziułka warzywna.
[…] co dzieje się, gdy człowiek pisze o rzeczach zdarzających się… No właśnie nie, nie w podróży, to tylko taka literacka figura – w życiu po prostu. Ale też tego, co dzieje się, bądź nie dzieje, gdy o nich nie pisze. Tego, co wydarza się między światem a pisaniem o nim. Albo odwrotnie — między pisaniem a światem.
🖇
[…]
stanąłem w miejscu. To była jedna z tych myśli, które pojawiają się gotowe, kompletne, oczywiste. Nie trzeba się nad nimi zastanawiać, dochodzić do nich, rozważać. Nic dziwnego, że nie zawsze są mądre.
Jeśli w życiu chodzi o to, żeby było dobrze, można by je spędzić właśnie tak — wystawiając twarz do słońca, a potem przemywając ją źródlaną wodą. I jeszcze raz. I tak bez końca. Nic więcej nie trzeba.
Uznałem, że nie mogę tego odkładać na później, że muszę to zapisać.
🖇
[…] kucnąć na skraju drogi i ocalić myśl lub wrażenie zbyt cenne, by pozwolić im przepaść?
🖇
Tak to jest, kiedy nie zapisuje się na bieżąco rzeczy zdarzających się w podróży — i nie tylko w podróży. Wiele z nich przepada.
🖇
Patrzyłem — i jeszcze nie wiedziałem, że właśnie wtedy go pokochałem.
No i zostaliśmy kolegami.
🖇
— Ej, poczekaj, przecież chciałeś o czymś porozmawiać. Tak mówiłeś.
— Nie, wiesz, to nic takiego — odpowiedział, pochylając lekko głowę i próbując się uśmiechnąć.
Pojechał sobie. Pomyślałem, że może później, że może potrzebuje czasu i odpowiedniej chwili. Zostałem tam kilka dni, a może dużo więcej — nie pamiętam. Widywaliśmy się prawie codziennie, ale on nie wracał do tej „jednej rzeczy”. Ja też nie wracałem.
🖇
Tak, dobrze jest zapisywać na bieżąco
rzeczy zdarzające się w podróży.
🖇
Kiedy znów coś powiedziałem, ślepiec mi przerwał.
— Nie jesteś Rosjaninem. Mówisz po rosyjsku jak Litwin.
— Jestem Polakiem.
— Polakiem? — zdziwił się, ale zaraz potem uśmiechnął się, tym razem na pewno. — Wy w Polsce macie takiego świetnego pisarza. Myśliwski.
[…] Zdążyłem go już trochę polubić. Odezwałem się więc.
— Znam dwóch Czeczenów. Uciekli do Polski po drugiej wojnie. Przyjaźnimy się. Opowiadali mi, co tam się działo. — To było coś w rodzaju testu. Nie chciałem jednak, by był za trudny, dlatego dodałem: — Więc wiem, że oni są specyficzni.
[…]
Albert uśmiechnął się, jakby z rozmarzeniem, i powiedział:
— Wiem, jacy oni są. Pamiętam, jak wyszli na nas z lasu. Bardzo dobrze pamiętam, bo to była ostatnia rzecz, jaką widziałem. […] Nasi mnie znaleźli. Przeżyłem. Ale wiesz, to nie była słuszna wojna. To wolni ludzie. Dlaczego nie mogliśmy im pozwolić, by żyli tak, jak chcą?
•
Jego list do Putina z 2012 roku wciąż wisi gdzieś w necie.
[…]
Ponieważ w wyżej wymienionym okresie Pańskich rządów w Rosji nastąpiło pogorszenie prawnej ochrony członków rodzin poległych żołnierzy i inwalidów wojennych, a także likwidatorów Czarnobyla i kombatantów, weteranów, a nawet niepełnosprawnych dzieci…
[…]
Tak Albert zaczął swoje pismo. Skończył je prośbą o wyznaczenie dnia, w którym będzie mógł osobiście zwrócić prezydentowi Putinowi tytuł Bohatera Rosji i medal Złotej Gwiazdy przyznane mu w listopadzie 1996 roku.
🖇
[…] nawet ludzie wykształceni, którzy cenią sobie ambitną i obalającą wszelkie porządki prozę, tak naprawdę lubią też opowieści sentymentalne. I proste.
🖇
[…]
espresso w chicagowskim Starbucksie, w tej obrzydliwie bogatej Ameryce, jest co najmniej o jedną czwartą — jeśli nie jedną trzecią – tańsze niż w Warszawie. Byłem oburzony.
Nie jeżdżę już do Ameryki. Nie kupuję tam kawy. Ale jeśli zdarza mi się w Warszawie, że jedyne normalne albo najbliższe espresso mogę kupić tylko w Starbucksie, wchodzę tam, a zapytany o imię, kłamię. Mówię: „Michał”.
Oni nie wiedzą, że zostali oszukani. Mam jednak satysfakcję, że jakoś ich ukarałem. Że przepłaciłem za kawę anonimowo. Czyli tak, jakbym to nie ja za nią przepłacił.
🖇
Tak, dobrze jest zapisywać… Nie, nie tak, to już było, ze trzy razy co najmniej. Dobrze jest chyba po prostu pisać. Byle nie za szybko, byle nie za dużo, tak jak wtedy, gdy komuś przychodzi to z nadmierną łatwością — choć wiem, że są od tej reguły zaskakujące wyjątki. Dobrze nawet zaczynać książki i ich nie kończyć. Nikt wprawdzie ich nie przeczyta, więc to jednak grzech, ale zostają po nich jakieś strzępy, okruchy, wśród których później można znaleźć coś, co nabiera sensu w zupełnie innym kontekście.
🖇
Czerpałem jednak osobliwą przyjemność z dokumentowania tych przelotnych chwil przykrego niekiedy zdziwienia, gdy rzeczy, myśli oraz słowa nie chcą do siebie przystawać i zamiast ułożyć się w konfigurację nadającą się na element rzeczywistości, gryzą się, podkopują wzajemnie i rozsuwają, ujawniając przepastne czasem rozpadliny w powierzchni świata.
🖇
Porządek zdarzeń znów dogania porządek pisania.
🖇
[…] zacząłem przewracać zapisane kartki, żeby dotrzeć do tych jeszcze czystych. Czasem przecież tak bywa — widok pustej kartki sprawia, że ze śpiących gdzieś w głowie słów układa się zdanie.
Krzysztof Środa, Rzeczy zdarzające się w podróży,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2025.
(wyróżnienie własne)

Czasem wydaje się dziwne, że świadkowie tak niewiele uwagi poświęcają sprawcom zbrodni. W zasadzie nie opisują ich twarzy, nie odnotowują stopni wojskowych, nie próbują ustalić nazwisk, a jeśli nawet, robią to dziwnie rzadko. Pewnie nie było to łatwe ani bezpieczne, ale można podejrzewać, że jest też inna przyczyna. Nazwiska sprawców były mniej ważne. Nie zasługiwały na to, by je wymieniać. I tak nie starczało czasu i sił, by opowiadać o ofiarach.
🖇
W roku czterdziestym, jeszcze w czterdziestym pierwszym getto żyło tak, jakby ten koszmar miał się lada chwila skończyć. Nic dziwnego. Trudno przecież było sobie wyobrazić, że tak będzie już zawsze. Jeszcze trudniej — że będzie dużo gorzej.
[…]
Wydaje mi się, że rozumiem ich dziś dużo lepiej niż przed trzema miesiącami. Wciąż jednak dziwię się, że wtedy, w czterdziestym drugim roku, a zwłaszcza w jego drugiej połowie, po lipcu, zachowali resztki nadziei. Nie na to, że sami przeżyją — na to, że świat będzie jeszcze kiedykolwiek taki jak dawniej.
🖇
Każdy człowiek nosi w sobie odzwierciedlenie nieba. Patrzymy na nie cały dzień i pół nocy, ale pamiętamy je jedynie z jego wyglądu w pewnych momentach.
— Abraham Lewin (1893–1943)
🖇
[…] nie ma tu chyba miejsca, by się nad tym głębiej zastanawiać — czy idea zapisywania nazwisk zamordowanych powinna być bliższa tym, którzy wierzą w Boga, czy raczej tym, którzy muszą się bez niego obywać. Wydaje się, że tym drugim, bo jeśli Bóg istnieje, zna z pewnością te nazwiska i pamięta twarze, co daje gwarancję, że one nigdy nie przepadną. Choć pewnie można się na to zapatrywać inaczej.
🖇
[…] już wiesz, że nie ma usprawiedliwień. Że trzeba pisać. Jeszcze nie wiadomo co, jeszcze nie wiadomo jak, ale trzeba.
(tamże)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz