Trzecia fala upału jako upiorna forma doświadczania życia za mną. Trzeci dzień dochodzę do siebie, choć rehabilitacyjna uwaga tkwi wciąż przy szkodach wyrządzonych przez drugą falę. Jeden z fragmentów wydłubanych z tej książki to również słowa opisujace w punkt mój aktualny stan ducha: myśli także wracają jakby na swoje miejsce. Dobrze jest znów cieszyć się życiem, choć wielokrotnie miało się go powyżej uszu i kokard.
Wybór tej opowieści jest nieprzypadkowy. Lubię literki tej Autorki. Mam też ogromne szczęście, bo nauczona delektowania się fikcją, rozkoszowałam się tą historią. Grube kreski, cieniutkie, urywające się linie, światłocienie, nieoczywiste, trudne do nazwania barwy, refleksy uczuć, a między nimi wszystkimi to, co nienajważniejsze wcale, co chcący za wszelką cenę kontrolować życie nazywają faktami — tym jest ten kawałek dobrej literatury. Wyimki, które muszę tu mieć pod ręką, są tylko i wyłącznie małymi akwarelami, drobnymi dziełami sztuki zaklętymi w słowa.
Anna była już staruszką, gdy Bóg w końcu powrócił. Drzwi sali numer dwanaście oddziału szpitala Ruusukumpu otworzyły się i do środka wtargnął wielki złoty bukiet kwiatów.
— No, co tam, dziewczyno? – Bóg uśmiechnął się i podszedł prosto do łóżka.
Anna podniosła się, żeby usiąść, i spojrzała na przybysza. Ten Bóg nic się nie zmienił.
— Oj, jaka tam ze mnie dziewczyna. Już dawno nie dziewczyna – wymamrotała.
Bóg usiadł na krześle dla gości. […]
— Miło, że wpadłeś. Czekałam na ciebie.
🖇
Po pięćdziesięciu latach olcha zdecydowała, że już jej wystarczy, dziesięć po ósmej dała za wygraną, jej pień dygnął raz, potem drugi i trzeci, aż w końcu runęła w pięciu zmurszałych kawałkach.
🖇
Czas rozpadł się Annie w dłoniach. Rozpościerał się jak leżąca na kolanach uszyta ze skrawków narzuta, wszystkie fragmenty były tej samej wielkości i tak samo oddalone od siebie. A Anna przyglądała się tym kawałkom ze zdziwieniem, nie mogąc doszukać się w nich żadnej większej logiki.
🖇
Mężczyzna i chłopiec. Siedzieli po przeciwnych stronach kamery, każdy w cieniu własnej grzywki, każdy nachylony lekko w stronę drugiego. Było między nimi coś niewypowiedzianego i poważnego, obaj zastanawiali się nad tym w ciszy.
🖇
Na początku Annie brakowało dzikiej przyrody. Choć jednego prawdziwego lasu, choć jednej niewypolerowanej skały. Lecz potem pojęła, że choćby drapała powierzchnię Londynu z całych sił, spod spodu wyłoni się tylko kolejna warstwa miasta. Rzecz jasna w parkach rosły drzewa, ale parki miały swoich właścicieli, były ogrodzone płotem, a prowadzące do nich bramy zamykano na noc. Jedyną dziczą, jaką można było znaleźć w Londynie, było samo miasto. Londyn był żywym organizmem.
🖇
[…] patrzyła na front chmur, które nadciągały znad Atlantyku, omiotły najpierw Irlandię, potem Anglię, skręciły wzdłuż pasma górskiego na północny wschód i zniknęły w końcu w górnym prawym rogu ekranu telewizora. Anna liczyła — wtorek, środa, czwartek — kiedy ten sam front dotrze do południowej Finlandii. Dzięki mapom pogodowym czuła, że zachowuje jeszcze więź z domem. […] przynajmniej zawsze ten sam deszcz kropił na nią i na dom, ten sam wiatr przewracał drzewa i słupy elektryczne. Anna myślała o unoszących się z Sahary ziarnach piasku, które niesione wiatrem wędrowały do Europy. Może w ten sam sposób unoszące się tutaj wody spadały w domu na ziemię. Może zięba, która spędzała tu zimę, wiła gniazdo w budce lęgowej na wyspie.
🖇
— Co robisz? — zdziwiła się Anna.
— Wykopuję świerk — odpowiedział Thomas, oklepując ziemię wokół świerku. — Podasz, proszę, to wiadro?
— Jak zamierzasz wydobyć go z ziemi? Przecież ma korzenie.
— Przez rok aż tak bardzo się nie rozrosły. Mieliśmy to drzewko już dwukrotnie na święta.
— Sadzicie je tu z powrotem po świętach?
Thomas pokiwał głową.
— Stoi w wiadrze tydzień albo dwa, potem wraca tutaj, do tego dołu. Po czterech latach jest już tak duże, że kupujemy nowy mały świerk.
— U nas wycina się piłą odpowiednich rozmiarów świerk, a potem wkłada do stojaka, w którym podlewa się drzewko wodą — tłumaczyła Anna, trzymając świerk za pień w czasie, gdy Thomas wbijał łopatę głębiej pod drzewko.
🖇
[…]
sączyła wino i słuchała jednocześnie listy określeń, z którą Eve postanowiła teraz wrócić do głosu:
— Straszne okropne przerażające potworne smutne moje biedactwo bidulka biedaczysko.
W angielskim jest tak wiele przymiotników, pomyślała Anna. W tym języku można powiedzieć przynajmniej na dziesięć różnych sposobów „to miłe” albo „to przykre”. Annie wydawało się to fascynujące. Lista Eve dobiegła końca i nastała cisza.
🖇
Może wynikało to z tego, że była obcokrajowcem. Ludzie często rozmawiali przy niej, zakładając, że nie rozumie prowadzonej w normalnym tempie rozmowy. […]
— Dlaczego nie chciała?
— Po prostu nie chciała.
Układanie talerzy jeden na drugim. Szorowanie garnków. Szelest folii aluminiowej.
— Po co wtrącasz się w nie swoje sprawy?
— Ale ty chyba chcesz mieć dzieci?
— Daj spokój, Eve. Anna ma już czterdzieści trzy lata.
— Ale ty nie.
🖇
— Człowiek nie jest chory tylko dlatego, że nie chce mieć dzieci.
— Nie o to tu chodzi.
— Ty za to na pewno wiesz o co.
— Owszem, jest mi ciebie trochę żal.
🖇
Ktoś kiedyś to tłumaczył — w głowie musi być pusta przestrzeń, żeby Bóg miał dokąd przyjść. Jeżeli życie jest zbyt pełne i dobre, jeżeli pracy, przyjaciół i miłości, ciekawych pomysłów i rozmów, dobrego jedzenia i dzieci jest akurat w sam raz, Bóg się tam nie zmieści.
Kto i gdzie mógł to powiedzieć, Anna nie pamiętała. Podobnie jak wielu innych rzeczy. Kim był ten idiota?
🖇
— Poszłaś do lekarza?
— Nic mi nie pomógł.
— Nie pomógł na co?
— No właśnie.
🖇
Tłum ludzi wprawiał ją w ruch. Do przodu, do środka, na zewnątrz i w dół, w górę i dookoła. Tak wielu ludzi, tak wiele życia. Anna czuła, że żyje i przynależy do grupy. Znikała, ale nie była sama. To było nieoczekiwane uczucie wolności, jak nad otwartym morzem.
🖇
— Chyba się przejdę.
— Niech to szlag, Anno, nie zaczynaj znowu! Czy możemy choć raz przedyskutować coś do końca bez tych twoich przerywników?
🖇
— Jak w ogóle śmią zadawać takie pytania – stwierdziła Anna z irytacją w głosie.
Co niby Lauri mógł wiedzieć o jej życiu? Dlaczego nie pozwolili jej odpowiedzieć samej? Przecież lepiej znała własne możliwości.
[…]
— To tylko kwestionariusz. Przecież nie jesteś jeszcze w takim stanie. Chodź, wejdziemy do środka, to było…
— Ale że jak to jeszcze…
🖇
Uczucie przypominało tęsknotę, głód, pragnienie lub zmęczenie, z tą różnicą, że nie było żadnym z nich.
🖇
Co pomyślałby sobie Antti, gdyby ją teraz zobaczył? Tak daleko od domu, tak samotną i zagubioną. Nie miała dokąd pójść. Żadne miejsce nie należało do niej. Dzień po dniu przeskakiwała tylko z kamienia na kamień, wstrzymując oddech i próbując pozostać niezauważoną.
🖇
[…] smutek ustąpił i w jego miejscu pozostała tylko wielka pustka. Skąd zatem wzięła się ta pustka? Anna nie umiała odpowiedzieć. Tak czy owak, pustka nigdzie się nie wybierała.
🖇
Wkrótce zrobi się ciemno. Prędzej czy później zrobi się bardzo ciemno i na to Anna nie mogła nic poradzić. Słowa znikały, ziemia drżała, a kamienie grzechotały. Były twarze, krzesła, były te, jak im tam, ale teraz było to takie trudne.
🖇
Czytając ogłoszenia, Anna wyobrażała sobie człowieka. Niekiedy wraz z opisami rodziła się opowieść, innym razem zaś tylko istotne pytanie o to, dlaczego nikt nie odczuwał braku wspomnianej osoby.
🖇
Mgła zatrzymała krajobraz w miejscu. […] Gdzieś dzień trwał dalej, […], ale we mgle wszystko było na swoim miejscu.
[…]
Anna siedziała i czekała, aż krajobraz powróci. Czas upływał za bielą.
🖇
— A trąbcie sobie — stwierdził kierowca. — Niech się wstydzą, skoro nie dociera do nich, że co jak co, ale takie wydarzenie to dobry powód, żeby się spóźnić, na cokolwiek się spieszą. To jedna z tych chwil, […]. Patrzcie, jaki on jest piękny.
Potem wszyscy ucichli, by obserwować wieloryba. […]
Jacy niespokojni i mali zdawali się ludzie przy wielorybie. Zupełnie jak mewy, gdy wleci między nie orzeł. Nawet największa mewa morska przy orle zmieniała się w trzepoczące skrzydłami chuchro. Jak gdyby orłem rządziła jakaś inna siła grawitacji, jakaś inna wytrzymałość, sprawiając, że jego lot trwał nieprzerwany ani jednym uderzeniem skrzydeł. Mewy zdawały się ledwo utrzymywać w powietrzu, ich lot także wymagał ciągłego trzepotania i trudu. W ten sam sposób wieloryb niósł ze sobą inny czas, inną siłę.
🖇
Przez Heathrow krążył cały świat: kontynenty, temperatury, kolory skóry i języki. Każdy wędrował z jednakowym biletem w dłoni, przez jedne drzwi do środka, a drugie na zewnątrz. Zdaniem Anny cudownie było w tym uczestniczyć, czuć, że jest się w drodze dokądś, że skądś się przybywa, że cały świat stoi otworem, tuż za świstem drzwi wahadłowych.
🖇
— Czy w domu jest ciepło?
— Tak, w domu jest ciepło. I wieje w sam raz.
🖇
Bóg zabrał Annę na taras na papierosa. Taki mieli zwyczaj.
🖇
Gdy łódź nabrała tempa i wiosła Boga odnalazły właściwy rytm, łódź zaczęła sunąć przez wodę tak, jak porządna drewniana łódź powinna.
Selja Ahava, Dzień, w którym wieloryb przepłynął
przez Londyn,
przeł. Justyna Polanowska,
Grupa Wydawnicza Relacja, Warszawa 2026.
(wyróżnienie własne)

Coś miało nadejść, wisiało już w powietrzu.
🖇
Anna wzięła Anttiego za rękę, bo właśnie tę chwilę kochała. Ciszę przed burzą, pustą chwilę, wdech…
Wiatr zmienił kierunek.
🖇
Dlaczego niektóre chwile zostają w pamięci, a inne znikają? Czy w tych zapamiętanych było coś szczególnego, a może w zapomnienie poszło coś, co mogłoby przesądzić o wszystkim?
🖇
W porankach dawało się wyczuć obietnicę.
🖇
Zmiany zachodzą stopniowo, powoli.
🖇
Fragmenty, oderwane od siebie chwile.
Szczegóły, słowa, linie.
(tamże)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz