piątek, sierpnia 21, 2026

6189. Z oazy (CDLXVIII)

Debiut. Trzynaście opowiadań. Wydanych po raz pierwszy w roku, w którym Autor­ka kończyła 80 lat. Robi wrażenie — dwa słowa, jedna fraza, która jest odnie­sie­niem do dwóch różnych dopełnień.

Czytając tę książkę, przypomniałam sobie zabawę z dzieciństwa, w której pierwsze skrzypce grały gust i estetyka. Gdy byłam małą dziewczynką, robiło się sekrety (wi­docz­ki). I tym właśnie są te opowiadania: literackimi sekretami, be­le­try­stycz­ny­mi widoczkami. Są przepiękne. Uwielbiam ostatnie.

Miała wrażenie, że stoi obok palącego się ogniska, z którego nagle wy­strze­lił w górę niewielki węgielek: poleciał w powietrze, wpadł w jej serce i roz­palił tam swoim żarem blask współczucia.
     […]  Uśmiechnęła się. I okazało się, że ognisko jest prawdziwe, gorące i rozpalone, a obu kobietom zaczęły zagrażać jego płomienie. Jednak na po­czątku nie było to oczywiste.

🖇

     — Kogo zatem poznałaś?
     Dzielił ich niemożliwy do pokonania dystans.

🖇

Czasami bogowie są łaskawi i spełniają nasze pragnienia z nadzwyczajną i obfitą szczodrością.

🖇

Podobno kiedy człowiek się starzeje, jego mechanizmy obronne zaczynają słabnąć. Dawne barykady, za którymi kiedyś mogła się schronić, z hu­mo­rem, elegancją, a nawet — oczywiście tylko czasami – z pewną od­wa­gą, cóż, wszystkie rozpadają się z upływem lat.

🖇

Tego właśnie potrzebowała. Strupa na wszystkich ranach. Ale i tak nie pamiętała, w jaki sposób się skaleczyła.

🖇

Kotka usiadła u moich stóp. Obie obserwowałyśmy świat. Oczywiście wiem, że nie widzimy tego samego. Ona pod każdym względem patrzy w inny spo­sób. Ja odczuwam wilgoć, czuję jej zapach i słyszę krople deszczu zu­peł­nie odmiennie od niej. Ale towarzyszy mi i obserwuje z podobnym za­do­wo­le­niem. To naprawdę niesamowite, że dany jest mi taki widok, wiem, że mam szczęście.

🖇

Naprawdę się zastanawiam, czy ona rozumie, co to samotność, choć ponoć koty interesuje wyłącznie własna wygoda.

🖇

Nie mam teraz na własność niczego, może oprócz swojego ciała i umysłu, choć te po tylu dekadach użytkowania są jakie są. […] 
     Kotka i ja uczymy się teraz, czym jest proces utraty. Starość często jest kojarzona z gromadzeniem rzeczy, z chorobą, z niewygodami, ze zmarszcz­ka­mi, ale tak naprawdę to proces utraty — praw, szacunku, pożądania, te­go wszystkiego, co kiedyś do ciebie należało i co cię cieszyło, zupełnie bez refleksji.

🖇

Fotel był duży, wiklinowy, wyściełany miękkimi kremowymi poduszkami, Linda mogła więc podwinąć na nim swoje długie nogi, jakby składała pa­ra­sol do wygodniejszych rozmiarów.

🖇

     —Dlaczego wolisz budzić strach, a nie miłość? – zapytał ją Malik.
     — Do miłości nie można zmusić.

🖇

Są rzeczy zbyt bolesne, by o nich wiedzieć,
rzeczy, których nie da się pojąć od razu.

🖇

     — […]  Dlaczego tu przyjechałaś?
     A ona spojrzała na niego i dostrzegła, że ani tego nie wiedział, ani nie chciał wiedzieć.
     — Ponieważ zmieniłeś moje życie.

🖇

Czy ktoś kiedyś nie powiedział, że zrozumienie
to jedyne prawdziwe szczęście?

🖇

Nauczyliśmy się wyjątkowo sprawnie obsługiwać wszelkie wirtualne na­rzę­dzia komunikacji. Spotkania towarzyskie lub zawodowe organizuje się za pomocą najróżniejszych aplikacji, coraz łatwiejszych w użyciu, które, poukładane w kafelki na naszych ekranach, stają się też coraz mądrzejsze. Niemniej można się poczuć trochę jak głodne dziecko, które patrzy na pa­te­ry ze wspaniałym jedzeniem w sklepowej witrynie. Jak ktoś kiedyś po­wie­dział, sposób przekazywania informacji jest równie istotny co informacja, i niezależnie od tego, jak jest piękny, nie możemy dotknąć, pocałować, po­wą­chać ani posmakować pikseli.

🖇

[…]  często porusza się kwestię tego, czy lepiej mieszkać z rodziną, czy bez niej. Nie wszystkie relacje rodzinne są harmonijne i – szczerze mówiąc – rzadko dochodzi się w ogóle do sedna tematu. A tym sednem jest pytanie, czy uścisk stale obecnego dziecka jest równie satysfakcjonujący jak uścisk przelotnego kochanka. Rząd klasyfikuje je jako identyczne, jeśli chodzi o war­tość kontaktu skórnego, ale wśród siedemdziesięciolatków popularna jest opinia, że to niesprawiedliwe uproszczenie.

🖇

     – Wszyscy miewamy takie sny – oznajmiła Dolores. – Projekcje i fan­ta­zje. Pełne tego, o czym nie chcemy myśleć i czego nie chcemy mieć.
     Czy wspominałam, że Dolores ma dopiero sześćdziesiąt pięć lat, więc nigdy nie doświadczyła spotkania z fantazmem, i że skoro ma peł­ną ro­dzi­nę, prawdopodobnie nigdy nie dowie się, czym on jest? Przestałam dys­ku­to­wać. Nigdy nie kłóć się z freudystami – oni myślą, że znają odpowiedzi na wszystkie pytania.

🖇

[…]  w tamtym czasie wciąż przeżywałam niedawno zakończony związek, który przebiegał według znanego już schematu: skok na głęboką wodę, zero ograniczeń, a potem szalony pęd z powrotem na płyciznę.

🖇

Lacrimae rerum
/łac. nawet rzeczy płaczą/

🖇

W naszym społeczeństwie istnieją dwa sposoby radzenia sobie z palącą ża­ło­bą. Albo odmawiasz poświęcenia samego siebie i ostentacyjnie zaj­mu­jesz się intensywną radością odnajdywaną we wszystkim — myślisz po­zy­tyw­nie, żyjesz dalej, zgarniasz tylko dobre uczucia, przeszłość zostawiasz za so­bą — albo wybierasz odwrotną drogę. W drugim wypadku żyjesz z nie­usta­ją­cą, codzienną świadomością niemożliwej, niewyobrażalnej, nie­znoś­nej straty. Ponieważ jestem zdrowym na umyśle i wypłacalnym człowiekiem świata Zachodu, w momencie kryzysu wybrałam pierwszą możliwość, ale tamtego dnia, kiedy czas na godzinę zmienił bieg, stanęłam twarzą w twarz z tą drugą prawdą mojego życia.

🖇

     — Jesteś złudzeniem?
     — Wszyscy jesteśmy złudzeniem […].

🖇

[…]  wróciłam do pokoju i kółko zaczęło migać.
     — Jak się miewasz, Martho?
     — Spierdalaj, Arthurze – odparłam w ramach eksperymentu.
     — Przykro mi, Martho, ale nie zrozumiałem – odparł robot me­cha­nicz­nym, beznamiętnym tonem. Wyszłam na balkon posiedzieć.
     — To tylko maszyna – przypomniał mi wcześniej Mark. – Ale będzie się uczyć. Jak smartfon. I tak jak wszystko w dzisiejszych czasach. W instrukcji napisali, że ma adaptującą się osobowość.
     Musiałam pomyśleć.

🖇

„Lubię, kiedy się o mnie troszczą” — dodał potem, a ona rozumiała, co ta­kie­go uwielbiał: szacunek i pokłady uprzejmości, którymi cieszył się dawniej. Przypominało mu to czasy wina i róż, czasy, kiedy był na górze, na szczycie kariery, na samym szczycie drabinki sukcesu. Inspirował, kontrolował, nad­zorował, aż do… aż do krachu.

🖇

„Ale ja wciąż żyję […]. Mogę…”. Ale nie dokończyła tej myśli. Nie była dość szybka, nigdy nie była dość szybka, by prześcignąć tych, którzy na siłę na­pra­wiali świat.

🖇

Świat wokół nagle się ułożył. Odwróciła twarz do okna, próbując dostrzec, czy jest tam odbicie kobiety, którą nagle się stała. […]  Oto kim jestem, po­myślała.

🖇

Miłość to skomplikowane uczucie. Próbowałam sobie przypomnieć, co po­wie­dział Dylan Thomas, który rozumiał więcej niż większość ludzi. Kobieta w łóżku z mężczyzną to matka, siostra, córka, kochanka — wszystkie w jed­nej osobie? Tak to szło?

🖇

Wierzyłam, że został mi przypisany konkretny los i że muszę zrozumieć, co on oznacza. […]  zaczęłam zastanawiać się nad znaczeniem bycia samą. Było to bogate „złoże” do wydobycia, a zarazem główna oś mojego cha­rak­te­ru, ponieważ z natury jestem samotniczką.

🖇

     — Jak tam jest? — pytano, a ja nie potrafiłam znaleźć słów […]  Samot­ność człowiek nosi w sobie i nie da się od niej uciec.

🖇

Była jak mały ptaszek i wyzwoliła we mnie wszystkie uczucia, które pie­lę­gnu­ją w sobie dzieci, gdy wszędzie noszą ze sobą lalkę lub pluszowego mi­sia. Bo czymże innym jest ta opiekuńcza postawa, jeśli nie determinacją, by czuć się dużym i potężnym, kimś, komu bycie większym i silniejszym po­zwa­la troszczyć się o słabsze stworzenia? […]  Uspokajając ją, czułam spo­kój także w sobie. Zaczęła być częścią mnie.

🖇

Przekaże dalej miłość […]. Bo miłość to ruch w górę, nie w dół. I tak powinno być.

🖇

Zaczynałam zdawać sobie sprawę, że tak naprawdę nigdy w życiu nie by­łam sama. Żeby być samotnym, musisz czuć, że potrzebujesz ko­goś, kogo przy tobie nie ma. Potrzeba, poczucie przynależności, o to chodzi. Trzeba przyznać, że jest się zależnym od kogoś innego. Musisz po­trze­bo­wać tej drugiej osoby jak własnego życia. […]  było to dla mnie coś nowego. Kła­dąc się spać tam­tej pierwszej nocy, pomyślałam, że kiedy Miriam wróci, mu­szę jej o tym po­wiedzieć.

🖇

Kocham ją bardziej, niż jest tego świadoma, może nawet bardziej, niż ja sama jestem.

🖇

[…]  bez wahania powiedziałam: „Tak”. Najzwyczajniej w świecie. Tak. Żad­nych pytań. Tylkotak”. Prosto z serca.

Jane Campbell, Czesanie kota. Opowiadania,
przeł. Dobromiła Jankowska,
Wydawnictwo Pauza, Warszawa 2026.
(wyróżnienie własne)

Nalała sobie filiżankę i wzięła croissanta. Poczuła się oddzielona od prze­szło­ści i zaskakująco wolna. Jakby stała na krawędzi czasu. […]  czuła również coraz więk­szą ulgę. […]  Ten spokój znalazł się w zasięgu ręki. […]  Jakie to dziwne. Spokój przyniosło jej nie to, co mia­ła, ale to, cze­go się pozbyła.

🖇

W powietrzu unosił się powiew wieczności — szturch­nię­cie od noumenu, spoza pozostałości fenomenu — wie­działam, że muszę tam dotrzeć.

(tamże)

[a jednak muszę tu mieć też poniższe, czyli suplement 22.08.2026]
Jak pokazują powyższe historie, czas automatycznie pozbawia starzejące się kobiety wielu luksusów i niezbędnych rzeczy, które dawała im młodość. To, w jaki sposób doświadcza się tej ekspozycji, tego rozbierania, demon­ta­żu tożsamości społecznej, zależy od wielu czynników: zdrowia, zamożności, miejsca zamieszkania, wykształcenia, genetyki, relacji rodzinnych i po pro­stu cho­ler­ne­go szczęścia lub jego braku. Czasami człowiek traci również ro­zum, a to już zmienia wszystko.
     Z rozumem czy bez, w późnym okresie życia trafiamy do innego świata […].

[…]  starość to inny kraj, w którym wszyscy jesteśmy nomadami i w którym możemy postanowić, że nosimy ze sobą jak najmniej. Pokazuje również, że starość nie jest dla mięczaków i że istotne jest towarzystwo. Piszę tę książ­kę jako jedna z tych starszych kobiet, badając ślady stóp, pragnąc, podobnie jak Fern, bohaterka Nomadland, podkreślić, że są inne kobiety podróżujące obok mnie, nawet jeśli niekoniecznie ze mną. Oczywiście są także starsi męż­czyźni, również ogołoceni z rzeczy, ale ta książka nie jest dla nich ani o nich, chyba że stanowią tło dla życia kobiet.

[…]  skąd wzięły się te bohaterki. […]  O niektórych kobietach czytałam, nie­które spotkałam, o niektórych słyszałam, niektóre były moimi są­siad­ka­mi, inne krewnymi, niektóre powstały z historii zasłyszanych od pacjentów, przełożonych lub przyjaciół.

Wszyscy mamy w życiu narratorów, ludzi, którzy opowiadają o nas aneg­do­ty, formułują diagnozy na nasz temat, ludzi, którzy plotkują. W wy­pad­ku osób starszych to często członkowie rodziny lub pracownicy socjalni, le­ka­rze lub kierownicy domów opieki, ale są także szczęśliwcy, którzy mogą sami opowiadać własne historie. Czasem trudno znaleźć słuchaczy, jakich pragnęlibyśmy mieć, ale możemy opowiedzieć historię i zapisać to, co jest w nas ważne, co wcześniej się nie liczyło.

W naszych społeczeństwach najmniejsze szanse na opo­wie­dze­nie swoich historii mają najmniej uprzywilejowani: uchodź­cy, osoby szukające azylu, ludzie bardzo młodzi, bardzo starzy, nie­peł­no­sprawni, biedni, bezsilni.

[…]  nikt nie pyta, czego pragniesz ty. Aby sobie z tym poradzić, mo­żesz stworzyć swój subiektywny świat, działający na twoich warunkach, pozbawiony starych przeszkód, takich jak wstyd lub strach, nawet jeśli ten świat będzie zbudowany tylko ze wspomnień lub z marzeń.

Wszyscy potrzebujemy w życiu bezpieczeństwa, ale ono ma dwa znaczenia. Bywa jednocześnie spokojem i uwięzieniem.

Istnieją mniej radykalne sposoby przygotowania się do śmierci, pozbycia się tego, czego już nie chcemy lub nie potrzebujemy, nie wszyscy czują też potrzebę ogołacania się. Czarownice mogą postanowić, że wyjdą z lasu, a zmiana nastąpi i tak. Przymusowe pozbywanie się rzeczy to do­świad­cze­nie bolesne, a to dobrowolne wymaga zarówno odwagi, jak i determinacji.

Tylko wtedy, gdyby starsze kobiety rzeczywiście były zde­sek­su­ali­zo­wa­ny­mi, nijakimi, beznamiętnymi, bezmózgimi, potulnymi i przepraszającymi istotami, jakimi chciałoby je widzieć społeczeństwo, historie te można by uznać zarówno za nieprawdziwe, jak i za transgresyjne. I jak proste było­by to wówczas dla społeczeństwa.

Wszyscy starzy ludzie mają określoną tożsamość, ukształtowaną przez rodzinę oraz społeczeństwo, i może się zdarzyć, że trzymanie się jej to najlepsza droga, ale odrzucenie oczekiwań innych ludzi może z kolei okazać się wyzwalające.

Ludzie, nawet — a może przede wszystkim — ci życzliwi, bywają na tyle mili, by zapytać starszą kobietę o jej zdrowie, ogród, ewentualnie dzieci, jeśli je ma. Niewielu pyta o jej życie intelektualne, aktywność zawodową, zainteresowania kulturalne, ambicje.

Pytanie nie brzmi jednak: „Czy czują się samotne?”, tylko: „Czy potrafią to przetrwać, czy wiedzą, jak sobie z tym poradzić, czy są przekonane, że tymcza­so­wa samotność jest niezbędnym składnikiem udanego życia zmysłowego?”.

[…]  te narracje opowiadają o kobietach, które przetrwały nieodwracalną stratę, nienaprawialne katastrofy. Wszystkie okazują się odważne, mają zasady i w moich oczach budzą podziw. […]
     Słyszałam o pewnej starszej kobiecie, którą wnuczka zapytała: „Babciu, jaki był najszczęśliwszy okres w twoim życiu?”. „Nie wiem — odpowiedziała kobieta. — Może jeszcze go nie przeżyłam”.

(tamże)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz