sobota, kwietnia 30, 2016

1804. Pod wpływem

przyszło mi do głowy. z samego rana. pod wpływem książki, którą czytam.

nim odejdziesz, żyj!

1803. Peregrynacja, dzień 110.

samotna
chwila.
o niej

marzyłam
kilkanaście tygodni.
świętowałam ją dziś.

(1800+2). Peregrynacja, dzień 109. (suplement)

Stado:
(wczoraj w samochodzie na majówkę)

Sadownik:
(gdy mijali odpoczywający na stacji benzynowej motocykl)
Widzisz, gdybyś była sprawna,
jechałybyście samochodem, a ja na Motongu.

Jabłoń:
(pamięta swoją nędzę ruchową)
Kotku, proszę, przecież nie jest już tak źle.

Sadownik:
Nie jest, ale ja jak dobry trener chcę więcej.


*

Stado:
(już u Orzeszka i Białego Kruka)

Jabłoń & Sadownik:
(wręczają cytrynę, która prosto z krzaczka jechała)
To dla Was od Gepardzicy i Smoku.

Orzeszek & Biały Kruk:
Ale my ich nie znamy.

Jabłoń:
(uśmiecha się)
Ale Oni znają Was.

Orzeszek:
Z tej złej strony?

Jabłoń:
Myślę, że z tej dobrej.

czwartek, kwietnia 28, 2016

(1791+8). Ten Autor

Ten Autor z okazji Tej Książki
wpisał nam się do Innej,
     ukochanej przeze mnie,
Książki.

Jacek Hugo-Bader (dedykacja dla Jabłoni i Sadownika

(1796+2). Antyparadoks

masz więcej niż ja, a ja
mam więcej niż ty. czy
to coś zmienia?

1797. Męskie światy / Male Worlds

Zalo, Vía i kwiatek…

…reszta jest miłością.

* (fot. Bliźniacza Liczba, fragment) *

Zalo, Vía, and a flower…

everything else is… love.

1796. Wielki błąd percepcji społecznej

cierpienie — gdy myślisz, wierzysz, jesteś święcie przekonany o tym,
że coś, czego nie masz i mieć nie będziesz nigdy, jest lepsze, niż
to, co masz. tu i teraz.

daj spokój! nie daj się wkręcać. opuść tę estetykę, ale już!

wtorek, kwietnia 26, 2016

(1791+2). Ten Autor, Ta Książka (warstwa kudłata)

 wpis przeniesiony 21.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Ta książka jest jak ogr — ma wiele warstw. Gdy trafiam w niej na pierwszego psa, uśmiecham się i zachwycam autorskim pomysłem na to porównanie. Gdy spotykam drugiego, przeczuwam spotkanie z trzecim, a potem wypatruję trzeciego, czwartego, piątego… Nic sobie nie robię z tego, że ja jestem pitbuliną.

Maciek idealnie pasuje do swojego psa i gdybym miał go do jakiegoś porównać, jest jasne, że to może być tylko owczarek niemiecki. To bardzo stara, szlachetna, dobra rasa. Arystokratyczna. Psy bardzo użyteczne, umiarkowanie agresywne, temperamentne, rycerskie i z fasonem, chociaż z Niemiec. Ale w moim rodzinnym domu mówiło się zawsze, że to owczarki alzackie, bo też takie mieliśmy, a było nie do pomyślenia, żeby trzymać Niemca w domu.

*

To domowa rasa, psisko, któremu dobrze patrzy z oczu, łagodne i towarzyskie, z uśmiechniętym pyskiem ciamajdy, żywego pluszaka, więc idealnie nadającym się do dzieci. Wierne, serdeczne, powolne w ruchach, łakome i ze skłonnością do tycia, które poliże cię, jak wpadniesz w gości, będzie się cieszyć, merdać ogonem, uślini nawet portki i nie da spokoju, dopóki nie dasz ciasteczka. Wtedy labrador usiądzie, popatrzy mądrze w oczy i pogada.

*

Wszędobylski typ. W wiecznym biegu jak pies rasy beagle. Mały, słodki, nadaktywny prymus, którego wszędzie pełno, więc paniuńcie go uwielbiają, a z każdym facetem ma raczej pod górkę, bo właściwie nie sposób nauczyć nygusa posłuszeństwa, ale który jest jednak cholernie przydatny, pomocny, pożyteczny, jak to pies gończy. Niewyrośnięty pointer jeden, mądraliński.

*

Brylant prawdziwy. Mądry, niezawodny i solidny jak wyżeł szorstkowłosy, mocno zbudowany pies do wszystkiego, nie do zdarcia, który padnie na pysk, a wykona zadanie. Zdechnie, zajeździ się na śmierć, a nie przestanie aportować, nie przestanie przynosić patyka. Nie kombinuje, tylko się stara, pomaga, zapieprza ile sił.

*

[…] narwany, zadziorny i zawzięty jak terier szorstkowłosy. To zwierzę, co da się zarżnąć, a nie odpuści, chociaż nie jest głupie. Bardzo pożyteczny pies o mądrych, wesołych oczach, z którymi nawet da się pogadać, jak się nagania, potem napije zimnej wody i uspokoi.

*

Jest nie do zdarcia, w ciągłym ruchu, biegu, pędzie i, o dziwo, wygląda, jakby sprawiało mu to niewypowiedzianą uciechę, jak himalaiście, maratończykowi, jak pociągowemu psu rasy husky, dla którego praca, cierpienie, ciągnięcie sań ciężkich ponad siły to słodka radość, osobliwa, trudna do zrozumienia przyjemność, nawet wtedy, kiedy sam wykombinował, że musi targać ten majdan, i nawet wtedy, gdyby miał paść przy tym na pysk.

*

Nosił w swojej klatce żeber bardzo szlachetną odmianę nieprzyzwoicie nierasowej psiej duszy. Do tego miał naturę włóczęgi, koczownika, zhipsiałego mieszańca […]. To typ kundla, co nawet nie musi mieć budy, bo bardziej ceni wolność niż wygodę, a jak buda jest, to nie po to, żeby ją z kimś dzielić, raczej, żeby mieć gdzie znosić fanty, łupy, trofea, ogryzione kości, żeby mieć co zagracać, zaburdelić z kretesem.

*

Zawsze mówi do niej bardzo wolno, cicho, łagodnie, wprost czule, jak trzeba, tłumaczy cierpliwie jak dziecku. Marek ma bardzo niski, ciepły głos, wolne na stare lata ruchy i z wiekiem coraz bardziej staje się podobny do spaniela, który, nawet jak jest mu wesoło, mordę ma rozpaczliwie smutną.

*

Nie mam wątpliwości, że kiedyś byłem psem. Nawet teraz umiem z nimi gadać, chociaż nie ze wszystkimi mam ochotę, bo jak wszystkie zwierzaki w moim domu mam uprzedzenia rasowe. Wszyscy nie cierpimy na przykład pitbuli, a także bulterierów, cholernych psich mięśniaków, czworonożnych drecholi, przygłupów z mózgiem wielkości orzecha laskowego.

*

Nie, kotami nie będziemy się zajmować. Koty trzyma się po nic, są do niczego, do bani, do kitu. Nie potrafią biec za człowiekiem, nie potrafią przynosić patyka i, co najważniejsze, cieszyć się, jak wracasz do domu. Są do niczego.

Jacek Hugo-Bader, Skucha,
Wydawnictwo Agora/Wydawnictwo Czarne, Warszawa 2016.

(1791+1). Ten Autor, Ta Książka (warstwa indywidualna)

 wpis przeniesiony 21.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Obiektywnie, czyli jak? Mówić o ludziach, rozmawiać z ludźmi, będąc człowiekiem — obiektywnie? Wystarczy dowolne obiektywne, jednoznacznie zdefiniowane słowo wybrać i widzieć, jak wiele różnych skojarzeń, bardzo subiektywnych, w ludziach budzi, by poddać się. Słowo, a co dopiero zdanie, akapit, osąd, co całe historie budzą i rozwijają.

Tak, ta książka na pewno nie jest obiektywna — to nie kandydatka na podręcznik historii, choć historii naszej dotyka. Dla mnie to między innymi opowieść o ludzkim losie, opowiedziana po ludzku i z ogromną wrażliwością. No cóż, szkoda, że Gdańsk, Poznań czy Wrocław nie mają swoich „Jacków Hugo-Baderów”.

[…] nie ma nawet co gadać o obiektywnym reportażu. Jeśli potrzebujesz czegoś takiego, zabierz się do lektury książki telefonicznej. Tam żaden z tysięcy bohaterów nie powie czegoś takiego, od czego nawet twardym facetom chce się ryczeć.

*

[…] a kilka lat później, 10 czerwca 1972 roku…
     — Skąd tak dokładnie pamiętasz datę?!
     — Bo to moje osiemnaste urodziny
.

*

A ja ciągle i tak uciekam do przodu […].

*

A problem dziecka alkoholika polega na tym, że ono przychodzi do pijanego ojca i mówi: „Tata, nie pij”, a ten nie słyszy, nie zwraca na niego uwagi, nie widzi go nawet. Dziecko alkoholika nie umie wydobyć swojego istnienia.
     — A więc go nie ma.
     — Tak. A jemu się wydaje jeszcze, że wszyscy inni także patrzą na niego, jakby nie istniał, jakby go nie było
. […] im bardziej cię nie ma, tym bardziej się starasz, żeby zaistnieć.

*

Milczy nieskończenie długo. Płacze do środka.

*

A wiesz, co najbardziej mnie tam przeraża? Że bezpieka odkryje moją największą tajemnicę. Odkryją, kim jestem […]. Panicznie boję się, że na przesłuchaniach ubecy jakoś poznają moje myśli, marzenia, sny, które obsesyjnie nachodzą mnie od dzieciństwa, że jestem…
     — Dziewczynką?
     — Nie, nie. Dużą, dorodną, piękną kobietą.
     — Co robisz w tych marzeniach?
     — Przede wszystkim wyglądam. Widzę piękną kobietę, to znaczy siebie, która idzie ulicą w prześlicznym ubraniu i pantofelkach na obcasie.

*

     — Stasiu, śpisz?! — ktoś szarpie go za ramię.
     — Nie. Powieki sobie oglądam.

*

W duszy mówię: „Poszłam”, a głośno: „Poszedłem”. Cały czas trzeba mieć w głowie włączonego tłumacza. To jest potworne. Nienawidzę tego mojego męskiego opakowania zastępczego.

*

Niezwykłe w chorobie alkoholowej jest to, że ty to wszystko wiesz, ale jesteś taki biedny, nieszczęśliwy, pokrzywdzony przez los i ludzi, więc potrzebujesz siebie jakoś nagrodzić. I pijesz, chociaż wiesz, że tylko pogarszasz sytuację, że to ci szkodzi, zmienia cię. Degraduje.
     Jak bardzo? To zależy, co rozumiesz przez degradację. Ludzie uważają, że jesteś zdegradowany, kiedy leżysz w rynsztoku, w śmietniku, na przystanku autobusowym, we własnych wymiocinach, ale to nie musi być prawda. Zdegradowany alkoholik to także ktoś, kto przychodzi do biura, zamyka się w swoim gabinecie i musi się napić, żeby wystartować.

*

Parę lat temu, kiedy los jak zwykle porządnie nakopał mi w tyłek, myślę sobie, że chciałabym mieć raka, bo wtedy odzyskam rodzinę. Teraz mam raka. I nic się nie zmienia.

*

[…] a potem zaczynają się coraz większe schody, coraz bardziej kręte, strome […].

*

Sport nie jest dla mnie celem, tylko metodą weryfikacji założeń. Wolę ciężki trening niż udział w zawodach.

*

Jestem bardzo szczęśliwa i zadowolona ze swojego życia, bo mam cel. Kocham to, co robię.

*

     — Dużo jest takich ludzi ja ty?
     — Kilkuset w całej Polsce. Jeden człowiek na sto tysięcy. Przypadek odwrotny, mężczyzny, który wygląda na kobietę, jest trzy razy częstszy.

*

     Zobacz! Worek jest pusty! To ostatnia chemia.
     — Bogu dzięki.
     — Nie ma za co dziękować. Okrutnie sobie ze mnie zażartował. Ciekawa jestem dlaczego. Kiedy przed Nim stanę, wygarnę Mu prosto w oczy: „Teraz się wytłumacz”.

Jacek Hugo-Bader, Skucha,
Wydawnictwo Agora/Wydawnictwo Czarne, Warszawa 2016.
(wyróżnienie własne)

1791. Ten Autor, Ta Książka (warstwa społeczna)

 wpis przeniesiony 21.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Zasady są po to, by je łamać. Och, jakie to na czasie! Prorządowy Duch.

Zasada brzmi: nie kupuję książek droższych od 19,90 zł. Koniec. Kropka.

Zasada. Ale Hugo-Bader. Ale w czwartek idę na spotkanie autorskie. Więc?

O zasadach trochę z Białym Krukiem w sobotę wieczorem pogadaliśmy, a gdy tylko skończyliśmy buch, klik, klik, klik i jest! Świeżutki! Bo zasady są, by je łamać.

Dziś zobaczyłam, że premierę ta książka ma za dwa dni. Wczoraj ją skończyłam. I? I czekam na następną. Jestem wielbicielką ludzkiego, pełnego wrażliwości pisania Jacka Hugo-Badera. Chylę czoła przed pomysłem, którego realizacja czekała i dojrzewała tyle lat.

Okładka, skromna na pierwszy rzut oka, z każdym kolejnym rozdziałem staje się wielowymiarowa — są na niej wszystkie możliwe warstwy, płaszczyzny i punkty, z których można do tej książki podejść, z których można patrzeć, słuchać i usłyszeć.

     — A więc nie żałuję w życiu ani jednego dnia — mówi jej ojciec i wyrywa Rudemu wielkiego, opitego kleszcza spod pachy. — Co mogłem zrobić, zrobiłem najlepiej, jak się da.
     — A ja bym chciała powiedzieć politykom: spieprzyliście, dranie, wszystko, o co walczyli moi rodzice. Nieważne, skąd przyszliście i kim jesteście. Spieprzyliście! Wszyscy!

*

     — Myśmy tworzyli społeczeństwo, a nie państwo podziemne — mówię. — Niesformalizowany, demokratyczny ruch ludzi wolnych.

*

     — Nie szkoda ci życia?
     — Dlaczego ma być szkoda? — dziwi się Janek. — Gdyby nie problem z córką, to wcale nie uważałbym mojego życia za przegrane… Chociaż z upływem lat narasta we mnie poczucie wstydu, że przyłożyłem rękę do budowy tego, co powstało na gruzach PRL-u.

*

     — To jest środowisko, w którym mnóstwo wartościowych ludzi oddało najpiękniejsze lata swojego życia dla wielkiej sprawy, a teraz się okazuje, że na czele byli, kurwa, transseksualistka, współpracownik bezpieki i złodziej.
     Ten gorzki rachunek ma tylko trzy, a nie cztery składniki, bo „kurwa” jest ozdobnikiem zdania, więc od razu jest jasne, że to słowa Maćka Zalewskiego.
     — A jeszcze dołożyć paru i wychodzi, że na dodatek sami alkoholicy — brnie w sarkazm Maciek.

*

[…] jej jedyna córka wyszła za Niemca i mieszka w Szwajcarii.
     — I ja ci, Jacek, jako zootechnik powiem, że te Szwajcary to jest zupełnie inny gatunek niż my — mówi Hanka i oplata mnie swoim chuligańskim spojrzeniem. — Zupełnie inne zwierzęta. Czy u nich byłoby możliwe, żeby od ponad dwudziestu lat kłócić się, czy ogrodzić nasze podwórko parkanem? Bo chodzi o to, żeby pijaki nie pili wódki pod naszymi oknami. A gdzie niby mają pić, jak to jest ich podwórko?

Jacek Hugo-Bader, Skucha,
Wydawnictwo Agora/Wydawnictwo Czarne, Warszawa 2016.

1790. Konfiturka ze zdrowienia

zanim po raz pierwszy
w tym roku osobiście
kupiłam bułki.

poniedziałek, kwietnia 25, 2016

(1788+1). Odkrycie uczynione w autobusie

im wolniej ja,
tym szybciej
     otwiera się
moje serce.

[suplement pikselowy: 11.11.2021]

1788. Peregrynacja, dzień 105.

 wpis przeniesiony 21.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Bądź dla siebie dobra.
Przyszły do mnie te słowa, gdy rano, nie wiedzieć dlaczego, popatrzyłam w dość osobliwy sposób na fakturę skóry własnej dłoni w zagięciu między kciukiem a palcem wskazującym.

Być dobrym dla siebie?
Gdy niecierpliwość bierze górę nad rozsądkiem? Gdy wymagam więcej od siebie niż mogę? Gdy złoszczę się, że sprawność nie wraca tak szybko, jakby się chciało? Gdy osobiście ułożony plan dnia nie uwzględnia moich ograniczeń? Jak, no jak?

Bądź dla siebie dobra.
Trzeźwi mnie to zdanie. Stawia przede mną najtrudniejsze peregrynacyjne zadanie. Po dobrej chwili, trzech łykach kawy, gdy już to rozumiem, uśmiecham się głupkowato do siebie. Uśmiecham się uśmiechem zwycięsko-kumającym.

niedziela, kwietnia 24, 2016

1787. Taka, siaka i owaka!

 wpis przeniesiony 21.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

     — Ty, ty, ty! Taka, siaka i owaka!
Dawno, dawno temu wkurwiłabym się w ekstremalnie szybkim tempie, że porąbało babę, pogięło, że ja absolutnie taka nie jestem i co ona pieprzy, niech się ogarnie, niech kontakt z rzeczywistością złapie, itepe, itede.

     — Ty, ty, ty! Taka, siaka i owaka!
A teraz? Zaciekawienie mi się odpala, że tyle energii w człowieku uruchomiłam, że on tę historię miesiącami w sobie nosił i właśnie erupcji oddał się całkowicie. Taka? Szukam w sobie. Siaka? Szukam. Owaka? Szukam. Znajduję i pierwsze, i drugie, i trzecie.
     — Tak, bywam też taka, siaka i owaka, choć pewnie inaczej niż ty bym to nazwała.
     — Taka, siaka i owaka? Tak.

Ale nie jestem tylko tym.
Dawno temu bym pewnie o tym zapomniała.

1786. Doświadczanie względności

 wpis przeniesiony 21.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Gdy Orzeszek kończyła czterdzieści lat, byłam święcie przekonana, że zaraz umrze ze starości. Okrutnie płakałam po kątach w szkole z tego powodu.

Pamiętam, że mając 14–15 lat, dziewczyny starsze o trzy–cztery lata były, nie tylko dla mnie, staruchami.

Liczę. Gdy moi Rodzice byli w moim aktualnym wieku, miałam już prawie 17 lat. Niewyobrażalne.

Gdy kończyłam dwudziestkę wydawało mi się, że najlepszy czas mam za sobą. Jak na to wpadłam, niestety już nie pamiętam. Myliłam się jak cholera!

*

Widziałaś? Zapytał tydzień temu Sadownik. Tak, pierwsze naście sekund, znudziło mnie. To obejrzyj do końca — zaordynował. Obejrzałam i zachwyciłam się.

Biały Kruk nie istnieje, bo nie ma fejsa. Pokombinowałam, w plik hateemelowy włożyłam i mu posłałam. Razem z Orzeszkiem stwierdzili, że bardzo dobre. Wszyscy razem uznaliśmy za kluczowe słowa:

Kiedy ludzie zaczynają odpuszczać, wtedy się starzeją.


FloWish, Starość to stan umysłu.

Wszyscy czworo,
razem mamy 222 lat,
nie odpuszczamy!

sobota, kwietnia 23, 2016

1785. Nie tylko ja jestem błędem statystycznym

 wpis przeniesiony 21.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Polowałam na tę książkę od stycznia. W sumie to są w niej dwie książki, obie o literkach i światach okołoliterkowych. Kontrast między nimi wewnętrznie przewraca. Pierwsza jest o zaufaniu i wierze w to, że człowiek obok robi coś dobrego. Druga jest o niekonstruktywnym krytykanctwie drugiego człowieka. Pierwsza jest o konkretnych osobach z pasją i miłością do liter. W drugiej sporo demagogii; rozmowę z panią ministrą (nieaktualną już) ominęłam, bo jeśli mam czytać fikcję, to wolę dobrą powieść.

No i dowiedzieliśmy się z Sadownikiem:
     My i Przytulisko jesteśmy błędem statystycznym.
     Jako czytelnicy jesteśmy mega-nieznośnie-intensywni.
     Nasi Przyjaciele i Bliscy też są „błędami” mega-nieznośnie-intensywnymi.
I? W głowie nam się to nie „zmieszcza”.

Cytaty? Zamyśliłam się. Nie mam wątpliwości, że każdy z nich nie pozostawia złudzeń co do swojej „narodowości”.

Osób, które mają co najmniej tysiąc książek, co wydaje się wielkością rozsądną, jest w granicach jednego procentu, czyli błędu statystycznego.

*

[…] jeszcze dwa lata temu osoba, która czytała więcej niż siedem książek rocznie, była nazywana czytelnikiem rzeczywistym; teraz jest określana jako czytelnik intensywny, czyli wymagania zostały obniżone.

*

Czytanie jest wielowymiarową praktyką kulturową.

*

Naprawdę, jak lubię Miłoszewskiego, który publicznie i świadomie broni kultury, to jego bohater jest po prostu półinteligentem. Bo dlaczego komisarz Wallander może czytać książki, komisarz Servaz z nagradzanych powieści Bernarda Miniera nie rozstaje się ze starożytnymi filozofami, a komisarz Szacki nie czyta nawet kryminałów Mankella czy Miniera? Pewnie z tego samego powodu, dla którego polscy politycy nie fotografują się na tle książek.

*

Powiedziałam jej ze śmiertelną powagą, że chcę posłuchać najsmutniejszej muzyki, jaką ma. Dostałam słuchawki, bibliotekarka włączyła Adagio Albinoniego. Usiadłam wygodnie w fotelu, po policzkach płynęły mi łzy, a bibliotekarka przyciskała tylko guzik „repeat”. Nie przeszkadzała mi. Następnego dnia znowu poszłam do biblioteki i ta sama bibliotekarka włączyła mi muzykę Mahlera, potem Czajkowskiego. Dopiero wiele lat później skojarzyłam, że to byli właśnie ci kompozytorzy. Po iluś dniach podeszła do mnie, położyła mi na kolanach książkę i powiedziała: „Można też poczytać”. I znowu zostawiła mnie w spokoju. Nie stała nade mną i nie pytała, czy potrzebuję pomocy, nie traktowała mnie jak dziecka. Była fajna.

*

Śmiem twierdzić, że człowiek jest w bibliotece jeszcze ważniejszy niż książki. Zachęcanie ludzi, zwłaszcza dzieci, do czytania ma ogromną wartość społeczną.

*

Nie jest łatwo być człowiekiem, wolność słowa też nie jest łatwa, ale biblioteka powinna być oazą, o której ludzie myślą: „To moje miejsce”.

*

[…] musimy być świadomi tego, co robimy i dlaczego to robimy.

*

[K. T.] Czy sam popełniłeś dużo błędów?
[Richard Herold] Wszelkie możliwe! Ale udało mi się też zrobić sporo rzeczy dobrze. Myślę, że przede wszystkim mam odwagę, żeby w ogóle coś robić. […] popełnianie błędów nie jest niczym złym, wszyscy je popełniamy. Trzeba z nich wyciągać wnioski, a potem… błądzić dalej.

*

Paradoksalnie, żyjąc w zglobalizowanym świecie, w którym łatwo o spotkania z innymi, stajemy się coraz bardziej zamknięci.

Katarzyna Tubylewicz i Agata Diduszko-Zyglewska (red.),
Szwecja czyta. Polska czyta,
Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2015.
(wyróżnienie własne)

piątek, kwietnia 22, 2016

(347+1437). W mózgu mieszkają dźwięki

 wpis przeniesiony 21.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

kilka dźwięków. zagranych staccato. i uruchomiło się wspomnienie. nucę. co to jest? nucę. ??? nucę. mam! znalazłam. Pina! Jun Miyake. Lilies in the Valley. łomolę!

Pina, 2011.

1783. O jednej kuli na balkonie bywając

to ciekawe, jak bardzo
marzenia uwielbiają
kolor zielony.

zwłaszcza te świeże,
pachnące nowością
marzenia.

czwartek, kwietnia 21, 2016

1782. Moja Biblia

 wpis przeniesiony 21.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Nie wiem, czy zwróciłabym uwagę na tę książkę, gdyby nie przeprowadzka do świata bez kopytka.

Jako „chwilowy” — jaki piękny eufemizm! — teoretyk biegania, skakania, tańczenia, kucania i chodzenia, postanowiłam oddać się chodzeniu teoretycznie. I? I zakochałam się w tej książce, odnalazłam swoją Biblię!

Książki nie nauczą nas żyć, ale dzięki nim możemy nabrać ochoty, by żyć inaczej: pomagają nam odnaleźć w sobie możliwość życia, jego zasadę. […] książka daje nadzieję na inne życie.

*

Chodzenie to nie sport. Stawiania jednej nogi przed drugą to dziecięca zabawa. […] Dla tych, którzy chcą zwolnić, nie wymyślono nic lepszego niż chodzenie. Do chodzenia wystarczą dwie nogi. Reszta jest zbędna. Chcecie przyśpieszyć? To nie chodźcie, róbcie coś innego: jeźdźcie, ślizgajcie się, latajcie. Nie chodźcie. Kiedy chodzicie, liczy się tylko błękit nieba, uroda krajobrazów. Chodzenie to nie sport.

*

Życie, na najgłębszym poziomie, to coś, w czym nikt nie może nas zastąpić.

*

Chodzenie wiąże się nie tylko z prawdą, lecz także z realnością. Chodzić to doświadczać realności.

*

[…] bogactwo człowieka jest pochodną jego poczucia, że niczego mu nie brakuje.

*

Szybkość daje złudne wrażenie, że zyskujemy na czasie. Na pierwszy rzut oka rachunek wydaje się prosty: robiąc coś w dwie godziny, zamiast w trzy, godzinę zyskujemy. Jest to jednak abstrakcyjny rachunek, w którym każdą godzinę dnia traktuje się jak godzinę na zegarku, równą wszystkim pozostałym.
Tymczasem pośpiech napędza czas, który zaczyna płynąć szybciej — dwie godziny pośpiechu skracają dzień. Każdą chwilę wyszarpujemy, wypełniamy tak, że niemal eksploduje, w jedną godzinę wtłaczamy ocean spraw.

*

Kiedy idę, towarzyszę sobie, jest nas dwóch.

*

Chodzenie umożliwia ten rodzaj stanowczego kontaktu z samym sobą, który nie jest żadnym rodzajem mętnej introspekcji (dla której najlepszym miejscem jest kanapa), lecz raczej skrupulatnym badaniem swojego wnętrza.

*

Rozstania, pisał Nietzsche, są trudne, ponieważ przerwana więź sprawia ból. Ale szybko w jej miejscu wyrasta nam skrzydło.

Frédéric Gros, Filozofia chodzenia,
przeł. Ewa Kaniowska,
Wydawnictwo Czarna Owca, 2015.
(wyróżnienie własne)

1781. Drepcząca Cierpliwie v. 1.0

 wpis przeniesiony 21.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

co słychać? a ile masz czasu? to może w pigułce? w pigułce? nooo. wszystko, wszystko od nowa! fatalnie! nie! zajebiście! to powiedziałam ja, Drepcząca Cierpliwie. Howgh!

*

Dyscyplina to niemożliwe osiągnięte dzięki upartemu powtarzaniu możliwego.

Frédéric Gros, Filozofia chodzenia,
przeł. Ewa Kaniowska,
Wydawnictwo Czarna Owca, 2015.

W muzyce jest takie sformułowanie da capo, czyli powtórz od początku.

Justyna Kopińska, Polska odwraca oczy,
Świat Książki, Warszawa 2016.

*

Imany, Try Again.

stop! try again! don't be afraid to fall apart.
I pray, I swear, I swear, I'm only me!
stop! try again!

1780. Peregrynacja, dzień 101.

Biały Kruk:
(gdy w południe raport ze zdrowia
sobie nawzajem z Jabłonką zdawali
)
No dobra, córcia, los na taczkę i pchamy!

środa, kwietnia 20, 2016

(1777+2). Sto dni rządów świata bez kopytka dziś

 wpis przeniesiony 21.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

a teraz odwróci się pani. ależ proszę bardzo! cztery kroki bez kul zrobiłam. a teraz… tak? dwa kroki w tył. że co? że jak? do tyłu? ludzie do tyłu chodzą? naprawdę? to był jeszcze większy kosmos!

*

wracałam
z rehabu
zielenią.

1778. Peregrynacja, dzień 99. (suplement)

 wpis przeniesiony 21.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Historia z delikatną brodą, ale i całkiem świeżą puentą.

W poniedziałek idąc na rehab spotkałam odpsią sąsiadkę. Obie na swój widok cieszyłyśmy się ogromnie, choć każda z innego powodu. Ja, bo normalność do mnie wraca. Ona, bo?

Od słowa do słowa. Sąsiadka odetchnęła, bo ze swoją mamą wymyśliły, że skoro mnie nie widać, a Sadownik sam „ze psem” chadza, to nic tylko się rozwiedliśmy.

Gdy tylko wróciłam do domu, nakablowałam, jak to prostowałam plotkę na nasz temat. A Sadownik na to: no wiesz, na czarno facet nie chodzi, uśmiecha się, to pogonił babę…

*

Jabłoń:
(wczoraj tekstowo opowiadała tę historię
Bliźniaczej Liczbie
)

Bliźniacza Liczba:
I że mu psa zostawiłaś?
No way!!!
Czyli Cię nie zna.

wtorek, kwietnia 19, 2016

1777. Peregrynacja, dzień 99.

a teraz odwróci się pani. tak. i zrobi pani dwa kroki w moim kierunku. jak to?!? bez kul?!? tak, chcę zobaczyć, jak pani chodzi. i poszła Jabłoń w kosmos dwa kroki. i popłakała się ze wzruszenia.

*

1776. Ze skrzydeł Białego Kruka budowanie

 wpis przeniesiony 21.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Proste pytanie.
Banalne dość. Zadałam Białemu Krukowi. Co najbardziej lubi Mozarta?

Proste pytanie.
Odpowiedź od wczoraj mam. Chwilę mi zajmie jej usłyszenie i wysłuchanie.

Proste pytanie.
Banalne okrutnie. Cieszę się jak dziecko, że zdążyłam zadać Mu to pytanie, że zdążę nacieszyć się odpowiedzią i zadać jeszcze wiele pytań.

*

Tego wykonania nie tylko słucham, ale przede wszystkim gapię się i wzruszam co chwilę do łez.

W. A. Mozart, Koncert fortepianowy nr 20 d-moll,
Mitsuko Uchida (fortepian + prowadzenie).

*

Jakby było mało, synchronicznie trafiam wczoraj na takie piękne słowa:

Każda muzyka jest zaproszeniem do lekkości.

Frédéric Gros, Filozofia chodzenia,
przeł. Ewa Kaniowska,
Wydawnictwo Czarna Owca, 2015.

1775. O życiowym pięściach w walce

 wpis przeniesiony 21.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Z kronikarskiej potrzeby. Bo ja miliony lat świetlnych dalej.

Miałam nosa, by zaburzyć porządek trylogii. Walka jest równie dobra lub lepsza — w sensie poruszenia, które powoduje — co Odwaga. Nie przeczytałam tej książki, ja ją połknęłam. Wczoraj nad ranem została mi do skonsumowania tylko strona redakcyjna.

Nie zgadzam się tylko z bohaterką ostatniego reportażu w kwestii idealizowania, moim zdaniem, aktualnych dwudziesto- dwudziestopięciolatków.

Moja subiektywna kolejność to Walka, Odwaga, a Grzech jak już nie ma nic godnego grzechu do zrobienia, z masochizmu gienderowego lub z czytelniczego obowiązku.

Trzymanie fasonu to czynność zewnętrzna i wewnętrzna.

*

Moim zdaniem polityką polskiego Episkopatu jest właśnie wzbudzanie w ludziach zrywu do palenia czarownic: nie akceptuję cię, nie umiem powiedzieć dlaczego, ale odejdź, jesteś inny, nienawidzę cię. I o to mam pretensje do Kościoła polskiego.

*

Picie jest otoczone wstydem. Co ciekawe, nie jest wstydem, że moja koleżanka alkoholiczka tańczy półnago na stole. Wszyscy to rozumieją — jest przecież pijana. Ma przyzwolenie od towarzystwa na takie zachowanie. Ale moje mówienie głośno, że mam problem z alkoholem, jest powodem do wstydu. Dlatego uznałam, że moje leczenie przebiegnie tak cicho, jak to tylko możliwe. […] Niesprawiedliwe jest to, że kiedy pijące kobiety wracają po terapii do swoich domów, ich mężczyźni piją dalej. Zazwyczaj jest tak, że kiedy mężczyzna przestaje pić, jego żona czy partnerka też nie pije, żeby ułatwić mu abstynencję i go wspomóc. Kobietom takich prezentów nikt nie robi.

*

Kiedyś chciałam się zmieniać, a dziś chciałabym się rozwijać.

*

Gdzie we współczesnym świecie jest miejsce na przeżywanie? Na ten czas, w którym jesteśmy „nieproduktywni” dla społeczeństwa, bo zbyt rozwaleni, żeby robić cokolwiek.

*

[…] już nie jest kolejny plan. Życie to jest już, w tej chwili.

*

Jak zostaje się nagle samą, to ma się tysiące niedopowiedzeń. Kategoria „Wyszedł w pół słowa”. I wcale nie wróci i nie dokończy. To roby rysy w głowie, sercu, duszy. We wszystkim. […] Na początku wszyscy wiedzą oczywiście lepiej od ciebie, czego ci potrzeba. Albo wprost przeciwnie, czują się wobec ciebie bezradni i znikają.

*

Walka mężczyzn tworzy historię, o której możemy przeczytać w tysiącach książek. A walka kobiet? Wiele z nich prowadzi swoją walkę po cichu. Na pozór nieważną walkę, o której często milczy historia przez duże H.
     
[…]
     Czasami walczą o miejsce dla siebie. O to, by to, co czują i przeżywają, zostało potraktowane serio.

Urszula Jabłońska (prow. zbioru), Walka jest kobietą,
Dom Wydawniczy PWN, Warszawa 2014.
(wyróżnienie własne)

niedziela, kwietnia 17, 2016

(1772+2). Dialogi zdrowiejące

Sadownik:
(zameldował, że
do łóżka chce, że
okrutnie zmęczony
)

Jabłoń:
Czym?

Sadownik:
Forsownymi spacerami z żoną!

Jabłoń:
???

Sadownik:
Ty wiesz, jak się trzeba narobić,
żeby dwa kilometry zrobić w dwie godziny?

Jabłoń:
(zachwycona, że dożyła takich żartów)

1773. Nad rzeką

 wpis przeniesiony 21.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Najbardziej bieżące dane informują, że 63% Polaków nie miała w ręku żadnej książki w ciągu ostatniego roku. Mimo tego niewyobrażalnego dla mnie faktu, to właśnie Jego książki najczęściej widywałam na oddziale. Poruszały czytające je Osoby, coś w nich zmieniały, dawały nadzieję. Ponieważ nigdy dotąd tych książek nie przeczytałam, gdy dotarła do mnie informacja o promocji na Jego ostatnią, powiedziałam: sprawdzam, wchodzę w to.

Kiedy poznałem, co to słabość, perspektywa śmierci, cierpienia, strachu, otworzyły mi się oczy na nieskończone bogactwo życia i miłości. Wszystkie moje poprzednie priorytety legły w gruzach. Poczułem się znacznie szczęśliwszy niż przedtem, co jest szczególnie zaskakujące.

*

Dawno temu musiałem przejść wyczerpującą chemioterapię. Trwało to trzynaście miesięcy. Znalazłem nietypowy sposób, żeby nie czuć okropnych mdłości — spałem z psem przy boku i często go głaskałem. Wydaje mi się, że on rozumiał, iż ma ważną rolę do odegrania w mojej walce o zdrowie. Co rano wychodziłem z nim pobiegać. Można by powiedzieć, że swoją misję tak wziął sobie do serca, iż raczej to on wyprowadzał mnie co rano na spacer.

*

[…] konkretne decyzje są zawsze lepsze od negatywnych refleksji.

*

Moją receptą na zachowanie kapitału optymizmu jest koncentracja na tym, co toczy się pomyślnie. Każdego dnia robię przegląd wszystkich rzeczy, większych i mniejszych, które sprawiły mi radość lub zwyczajnie mnie rozbawiły. Czuję się za to wdzięczny losowi.

David Servan-Schreiber, Można żegnać się wiele razy,
przeł. Wiktoria Melech, Wydawnictwo Albatros, Warszawa 2012.
(wyróżnienie własne)

W. A. Mozart, Koncert fortepianowy nr 23 A-dur,
Daniel Barenboim (fortepian + prowadzenie).

1772. Peregrynacja, dzień 97.

 wpis przeniesiony 21.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

z pomocą kul. dwa kilometry zrobiłam. pierwszy raz od trzech i pół miesiąca. razem. całą trójką w lasku. a Heniutek luzem! pięknie, piękniście było. witamina de też była wciągana nosem, uszami i skórą.

*

sobota, kwietnia 16, 2016

1771. W okolicach niegrzechów

 wpis przeniesiony 21.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

„Trylogia”. Odwaga. Walka. Grzech. Walkę zostawiłam na koniec, zakładając, że będzie tak dobra jak Odwaga. Wzięłam się za Grzech. Grzech jest kobietą (?) Co za głupi tytuł, wręcz insynuacja. Natychmiast przypomniał mi się Marek Halter, którego zdjęłam z półki, by wygrzebać z jego książki najbardziej znaczące dla mnie zdania dotyczące grzechu.

W judaizmie, w odróżnieniu od chrześcijaństwa, ludzie przez swoje słabości i błędy nie grzeszą, lecz dopuszczają się nieposłuszeństwa. […] sama Biblia czynu Adama i Ewy wcale nie uznaje za grzech. Zarzuca im natomiast nieposłuszeństwo. Innymi słowy, obarcza ich odpowiedzialnością… za dokonanie złego wyboru.

*

Podoba mi się myśl, że posłuszeństwo i nieposłuszeństwo to wzięcie na siebie odpowiedzialności, nie zaś dowód uległości wobec silniejszego i potężniejszego ode mnie. Jestem nieomal pewien, moi drodzy, że jesteście na to tak przeczuleni jak ja. Czy każdy z nas doświadczając ojcowskiego nakazu: „Masz słuchać!”, nie odczuwał nieprzepartej chęci zapytania: „ Dlaczego?”.

Marek Halter, Judaizm. Opowieść dla moich chrześniaków,
przeł. Katarzyna Skawina, Wydawnictwo Książkowe Twój Styl, Warszawa 2001. (wyróżnienie własne)
Marek Halter, Judaizm. Opowieść dla chrześniaków

Grzech. Reportaże. Z daleka śmierdziało mi tanim myśleniem i stereotypem. Uderzyło mnie, że wszystkie napisali mężczyźni. No tak, kto lepiej niż mężczyźni od wieków najlepiej, najpełniej i najpiękniej definiuje kobiece grzechy. Jeden z reportaży kompletnie nie trzyma jakiegokolwiek poziomu — Katarzyna W. wraca… komentarzami z sieci i wieściami z tabloidu — ja bym się wstydziła podpisać pod tym i jeszcze nazywać to reportażem, a pan autor się nie wstydził, pani prowadząca zbiór też nie, niesamowite.

Grzech. Reportaże. Mimo wszystko, kilka naprawdę dobrych w tej książce jest — nie jestem pewna czy o grzechu, na pewno nie o grzechu, co jest kobietą.

Pani Deptuchowa w ogóle uważała, że nadmiar wiedzy i kultury zabija w człowieku ducha, przysparza melancholii — każdy powinien w sobie pielęgnować odrobinę chama, a akurat pan Krzysio pielęgnuje całego.

*

Staruszka okrąża mnie, przyglądając się z podejrzliwością. Zatrzymuje się, gdy na stole zauważa plakietkę z napisem „Dziennikarz”. Recepcjonistka kazała mi ją przypiąć do piersi, ale zauważyłem, że na ludzi z plakietkami („Terapeuta”, „Pielęgniarka”, „Kuchnia”) pensjonariusze reagują jak kierowcy na policjantów — odruchowo robią się mniejsi.
     — A o co młodzieniec chce zapytać? — docieka zdziwiona pani.
     — O poczucie winy.
     — Dla młodzieńca jest na to za wcześnie. Niech młodzieniec poczeka jeszcze parę lat, a Bóg na pewno zaspokoi jego ciekawość.
     
[…]
     — Niech młodzieniec spojrzy na ten parking. Pusty. Widać, jak wielu młodych nie może udźwignąć czwartego przykazania: „Czcij ojca swego i matkę swoją”. I nawet się nie dziwię. Ono nie jest na dzisiejsze czasy. Bóg dał nam je dawno temu, ale zapomniał go znieść, gdy człowiek stał się długowieczny.
     — Żyjemy teraz średnio siedemdziesiąt siedem lat, czyli o trzydzieści więcej niż nasi przodkowie na początku XX wieku — wtrącam.
     — Oni nie mieli pojęcia o prawdziwej starości, dlatego mogli być rozliczani z czwartego przykazania. Dzisiejszym młodym jedyne, co po nim zostało, to poczucie winy.

Ewa Wołkanowska-Kołodziej (prow. zbioru), Grzech jest kobietą,
Dom Wydawniczy PWN, Warszawa 2014.

(1767+3). Peregrynacja, dzień 96.

odzyskują mnie moje marzenia

piątek, kwietnia 15, 2016

1769. Off

 wpis przeniesiony 21.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Większość mego życia, całe dorosłe, jest życiem bez telewizora. W trakcie czytania tej książki przestałam włączać radio. Wycofałam się do środka siebie. Zdystansowałam się wobec społecznego wymiaru życia. Na ściemę nie chcę marnować ani chwili.

[…] jedynym wyborem prawdziwie demokratycznym jest wybór przez losowanie.

*

Nie ma powodu, by gardzić demokratycznymi wyborami. Chodzi tylko o to, by obstawać przy tym, że nie są one same przez się wskazaniem Prawdy — przeciwnie, z reguły zmierzają do tego, by odzwierciedlać panującą potoczną opinię określoną przez rządzącą ideologię.

*

Kapitalizm jest wyjątkowy dlatego, że stanowi jedyne w swoim rodzaju połączenie wolności i równości z wyzyskiem i dominacją.

*

Słowa nigdy nie są „tylko słowami”. Mają wagę, bo definiują kontury tego, co możemy zrobić.

*

„Oprócz powietrza, ziemi, wody i ognia to pieniądz jest piątą naturalną siłą, z którą najczęściej musi się liczyć człowiek”. Jeśli ktoś ma co do tego wątpliwości, rzut okiem na ostatni kryzys finansowy w zupełności wystarczy, by je rozwiać.

*

Tymczasem w przypadku kryzysu finansowego konieczność natychmiastowego działania była bezwarunkowa, natychmiast trzeba było znaleźć niewyobrażalne sumy pieniędzy. Ratowanie wymierających gatunków, obrona planety przed globalnym ociepleniem, ratowanie chorych na AIDS i tych, którzy umierają z powodu braku funduszy na drogie terapie, ratowanie głodujących dzieci… to wszystko może trochę poczekać. W odróżnieniu od tego wezwanie: „Ratujmy banki!”, to bezwarunkowy imperatyw, na który trzeba odpowiedzieć natychmiastowym działaniem.

*

To prawda, że często mówimy o czymś, zamiast robić, jednak czasami robimy rozmaite rzeczy, by uniknąć myślenia i rozmawiania o nich.

*

Jedyną prawdziwą niespodzianką związaną z kryzysem finansowym z 2008 roku jest osobliwa łatwość, z jaką zaakceptowano tezę, że nie dało się go przewidzieć i że uderzył w rynki niespodziewanie.

Slavoj Žižek, Od tragedii do farsy, czyli jak historia się powtarza,
przeł. Maciej Kropiwnicki i Barbara Szelewa,
Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2012.
(wyróżnienie własne)

1768. Obchody 1050-lecia

Holly Near, I Ain't Afraid.

I'm afraid of what you do in the name of your god.

1767. Peregrynacja, dzień 94. (raport)

 wpis przeniesiony 21.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Z wczoraj. Rehab. Dwadzieścia cztery godziny wcześniej mogłam wykonać ten ruch, a teraz nie mogę. Dlaczego? — pytałam głupkowato. A dlaczego nie? — odpowiada Ciało. Ciało. Niewiarygodny wymiar życia. Gada do mnie. Definiuje rzeczywistość. A ja? Uśmiecham się do niego, tocząc stopą piłkę rehabilitacyjną. Przewrotność. To nie ja odzyskuję sprawność, to moje Ciało odzyskuje… mnie i należną mu moją uwagę.

środa, kwietnia 13, 2016

1766. magiczne pytanie

// po-superwizyjna perełka:

pytanie, które trzeźwi, budzi. natychmiast.
zmusza, by się samookreślić i odkryć.

na czym polega problem?

zachwyciło mnie dziś.
uskrzydliło. umysł otwarło.

wtorek, kwietnia 12, 2016

1765. Nie daj się zmylić pozorom

 wpis przeniesiony 21.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Dziś. Pierwszy dzień czternastego tygodnia. Dokładnie pierwszy dzień czwartego miesiąca.

Lekarzyna mnie w piątek zapytał, czy zus wzywał mnie już na kontrolę. To można udawać S82.6? Chyba brak mi wyobraźni.

*

Gdy w styczniu w gipsie na nodze wspinasz się po zewnętrznych schodach, jesteś bohaterem. Gdy w marcu po tych samych schodach „wchodzisz” w ortezie, jesteś pacjentem. Gdy w kwietniu w dwóch butach należących do tej samej pary, o dwóch kulach „idziesz” po wąskim chodniku, możesz się zdziwić słysząc: a szerzej pani nie może? Zaniemówiłam i zatrzymałam się z wrażenia. Bardzo śmieszne, dziadu! Przyszło mi do głowy: quva, nie pomyślałam, że kule to ozdoba, fetyszyk, biżuteria, a dwa takie same buty czynią mnie zupełnie zdrowym człowiekiem.

*

Idę na rehab. Idzie kobieta. Wiem, że ją znam, nie pamiętam skąd, ale gdy odpowiada na moje „dzień dobry” po głosie ją poznaję. To niesamowite, że trzy miesiące wycięły mi ją z pamięci podręcznej. A ona? Na mój widok, też zdziwiona:
     — Nie poznałam pani, zawsze była pani taka żywa.

Nie mówię jej, że nigdy w życiu nie czułam się bardziej żywa niż teraz, tyle że… w środku! Tego nie widać.

*

Na przystanek tramwajowy kiedyś szłam w pięć minut. Teraz, gdy idę na rehab, potrzebuję dwudziestu minut, by pokonać dwie trzecie tej trasy. Ale idę i uszczęśliwia mnie prostota i złożoność robienia każdego kolejnego kroku.

Tramwaj? Na razie dla mnie to wyzwanie i przyszłość.

*

O Boże, co ty masz za paskudztwo na wyświetlaczu telefonu? Jestem zdziwiona reakcją. Jak to, co mam? Tak wygląda szczęście, zdrowie, zaufanie i dobry sen!

poniedziałek, kwietnia 11, 2016

1764. Kobiety uskrzydlają!

 wpis przeniesiony 21.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Po przeczytaniu pierwszego reportażu umieszczonego w tej książce, miałam chęć ją odłożyć. Spokojnie, gdyby nie inna autorka, mógłby się on znaleźć w tomie od zamykania oczu. Dobrze zrobiłam, że nie odłożyłam.

Od wielu, wielu miesięcy mam świra na punkcie kobiet — kim są, jakie mają marzenia, jak je realizują, dokąd zmierzają, czy są widziane i słyszane, czego potrzebują. Ta książka mnie zachwyciła.

Dużo rozmawiamy, wiemy, że jako para możemy mieć w Polsce przykrości, nie my pierwsze, ale rezygnować z miłości ze zwykłego strachu?

*

Są rzeczy, których doświadczamy tak silnie, że nie potrafimy ich wytłumaczyć.

*

Możliwość ucieczki była tak kusząca, na wyciągnięcie ręki — wystarczyło wyjść najpierw z toalety, potem z budynku i już. Łatwizna. Wtedy zrozumiałam, że dorosłość polega między innymi na tym, że człowiek staje twarzą w twarz z własnymi demonami — choćby nie wiem jak bardzo były one śmieszne dla innych, muszę dać sobie z nimi radę, w przeciwnym wypadku przegram życie już na starcie. „Odwagi, dziewczyno! — mówiłam sobie. — Nie ty pierwsza, nie ostatnia”.

*

Odwaga czyni ludzi bardziej wolnymi.

*

Za każdym razem, gdy doświadczamy jakiegoś kryzysu i przeżywamy go w mądry sposób, ból uświadamia nam nasz fizyczny i mentalny stan, zupełnie jak dźwięk budzika na ranem. Nawet jeśli niekoniecznie witamy ból z radością, możemy z czasem docenić to doświadczenie. Zamiast myśleć wyłącznie o tym, jak najszybciej uwolnić się od bólu, jesteśmy wówczas w stanie coś wynieść z tego doświadczenia. Gdy uznamy ból za kolejny element mozaiki, na którą składają się doświadczenia naszego życia, zyskujemy nową perspektywę.

*

Ale i tak, jeśli nie znajdę szczęścia między uszami, we własnej głowie, myśli, to żaden wyjazd na koniec świata mi tego nie da.

*

Ni stąd, ni zowąd zapytał mnie, czy ja z nią współżyję. Po czym uzyskawszy informację, zapytał:
     — Ale nie jesteś lesbijką?
     — Tato, jestem.
     Na co on:
     — Ale jesteś szczęśliwa?
     — Tak, jestem.
     — Cholera, nie sądziłem, że czegoś takiego dożyję. Dlaczego mi nie powiedziałaś?
     — Bo nie chciałeś wiedzieć.
     — Ale przecież pytałem.
     — Jak pytałeś? Przypomnij sobie pytania, które stawiałeś.

Marta Szarejko (prow. zbioru), Odwaga jest kobietą,
Dom Wydawniczy PWN, Warszawa 2014.
(wyróżnienie własne)

(1759+4). W hołdzie uczuciom wszelkim

emocje mogą zwieść na manowce,
ludzie mogą kręcić, kłamać. uczucia nigdy.

niedziela, kwietnia 10, 2016

1762. Mistyka jednego słowa

 wpis przeniesiony 21.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

     — moja wina, moja bardzo wielka wina. jesteś winna. jestem winny.

wina. jej szukanie czyni nas odrębnymi jednostkami; samotnymi, borykającymi się z życiem bytami. zaprzecza temu, że jesteśmy współistniejącą świadomością. bardziej przeczuwam to, niż wiem.

     — wina, proszę, dolej mi kochanie. za życie twoje, moje, nasze i za świat toast wznoszę dziś.

piątek, kwietnia 08, 2016

1759.

 wpis przeniesiony 21.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Wyobraź sobie. Nie śpiesz się.

Wyobraź sobie, że trzymasz w ramionach noworodka. Ludzkiego noworodka. I? Nie śpiesz się. Poczuj. Bardziej. Mocniej. Daj sobie czas.

I? Jeden z wielu scenariuszy zamieniający nieudolnie uczucia na słowa:
     — Witaj Kruszynko na tym świecie! Ten świat czekał na ciebie! Piękne życie, całe przed Tobą…
I nie śpiesz się. Wyobraź sobie tę scenę z Tobą w roli tej osoby, co ramiona dorosłe ma. Poczuj. Bardziej. Mocniej. Daj sobie czas.

Co poczułaś? Miłość bezgraniczną? Wiarę w dobro życia i świata? Co poczułeś? Czuj! Czuj! Jeszcze bardziej. Jeszcze mocniej. Daj sobie czas.

A gdy masz już w sobie te czy inne wspaniałe uczucia, gdy masz ich świadomość, powiedz mi, dlaczego nie masz ich w takim natężeniu wobec siebie, swoich marzeń, Twoich najukochańszych Ludzi? Nie śpiesz się. Poczuj. Bardziej. Mocniej. Daj sobie czas.

Przyszło do mnie, gdy na rehabilitacji pole magnetyczne owiewało mi kostkę. Bo wczoraj rodzili się. Franek, Piotruś i Basia. Basia, Piotruś i Franek.

Życzę Tobie i sobie, niech niosą nas właśnie te uczucia w naszych wspaniałych życiach!

czwartek, kwietnia 07, 2016

(1757+1). Zagadka (suplement)

Jabłoń:
(Bliźniaczej Liczbie przez telefon opowiedziała
o niebywale szybkim rozwiązaniu zagadki przez Sadownika
)

Sadownik:
(po wszystkim, zadziwiony Drzewnym zdziwieniem dot. szybkości,
przy kolacji „sfilozofował”, „ugienderynił” i zgeneralizował
)
Mężczyzna jest od tego, żeby znaleźć rozwiązanie,
a nie  p o c z u ć  rozwiązanie!

1757. Zagadka rozwiązana

86. dzień. Przy kawie.

Jabłoń:
Mam dla Ciebie zagadkę.

Sadownik:
Nooo?

Jabłoń:
Na cięciu operacyjnym mam strip.
Ma on tam pobyć jeszcze tydzień.
To oznacza, że nie mogę iść pod prysznic,
a potwornie swędzi mnie skóra głowy.
Jak mam umyć głowę?

Sadownik:
To proste. Idź do fryzjera i podetnij końcówki.

*

87. dzień. Jabłoń  s o l o. Taksówka. Fryzjer — nie tylko końcówki. Taksówka. A potem.

Jabłoń:
(pod domem dzwoni do Sadownika,
by asekurował wejście po schodach
)

Sadownik:
(„zszedłowiony”)

Jabłoń:
Muszę szybko do domu.

Sadownik:
Co się stało?

Jabłoń:
But mnie dotyka. Nie obciera. Po prostu dotyka.
Dwanaście tygodni bez buta zrobiło swoje.

(1754+2). Ta druga

 wpis przeniesiony 21.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Kopytko. Spokojnie mogę powiedzieć: wiedziałam, wiedziałam, wiedziałam! Wiedziałam, że nauczy mnie wiele, dużo i jeszcze więcej. Uczyć mnie będzie tego, co najtrudniejsze i najprostsze jednocześnie. Wiedziałam, że tak będzie, ale nie miałam pojęcia o zakresie i efekcie tych nauk. Czym innym są dla mnie teraz relacje, zdrowie, czas. Chylę czoła przed Relacjami, Zdrowiem i Czasem. Z wdzięczności za to, co mogę zobaczyć, usłyszeć, poczuć, wzruszam się do łez — moje życie jest Cudem.

*

To jest ta druga. Rozpoczęta natychmiast po pierwszej. Wróciła mnie do Sensu. Wpadła w me ręce przez przypadek, wróć!, przez Przypadek, we właściwym momencie, by pochylając się nad literkami, pochylić się nad mądrością doświadczenia „bezkopytkowego” już prawie kwartału.

Nie, nie trzeba umierać lub łamać nogi, by dać się dotknąć tej książce.

[…] zdrowie to coś więcej niż zarządzanie cholesterolem, ćwiczenia fizyczne i zdrowe odżywianie, a równie ważne jest nasze dobre samopoczucie psychiczne i duchowe.

*

Wdzięczność to najwyższy wyraz nadziei.

*

[…] brak kontroli działa wyzwalająco, jeśli tylko potrafisz się wyluzować i przyjąć tę koncepcję. Życie z nią prowadzi do ciekawości i zdziwienia, a to podstawa kreatywności i wewnętrznego rozwoju. […] Po prostu żyjesz, postępujesz najlepiej jak potrafisz i cieszysz się przynoszonymi przez życie chwilami.

*

Bywają dni, w których w twym sercu brakuje pieśni.
Śpiewaj mimo wszystko.
Emory Austin

*

Możesz mi tu pomóc?

*

Jeśli potrafisz pogodzić się z brakiem kontroli, to potrafisz zaakceptować wszystko, co się pojawia, i pogodzić się z tym, że z dalszej perspektywy czasowej nie wiesz, czy jest to dobre, czy złe. A wtedy nic nie wydaje się aż tak złe. Jak powiedziała Helen Keller, życie może być „odważną przygodą”, a wszystkie pojawiające się w nim wydarzenia — nauką.
     Sam wybierasz świat, w którym żyjesz. Może to być miejsce strachu i niedostatku, a może — tajemnicy i kreatywności. Wybierasz złość na swoje i cudze niedoskonałości, czy podchodzenie do nich z wyrozumiałością? Twój świat zdominuje strach przed śmiercią czy radość życia? To proste.

*

Odkryłem też, że życie pełnią życia nie ma nic wspólnego z chorowaniem albo niechorowaniem.

*

To tylko percepcja. […] rzeczywistość dla każdego człowieka jest czymś innym. Gdy widzę kolor niebieski, tonie mam pojęcia, czy ty, patrząc na tę samą rzecz, widzisz to samo. Kiedy słyszę wypowiadane przez kogoś zdanie, to nie wiem, czy interpretujesz je tam samo ja. W kinie na tym samym filmie możesz mieć zupełnie inne przeżycia niż ja, a ja prawdopodobnie nigdy się nie dowiem, czego ty doświadczasz.

*

Mając kilkanaście lat, myślałem, że „uświęcony” oznacza „nudny” — staroświecki, oschły, zakurzony. I z pewnością mało zabawny.
     Teraz wiem, że „uświęcony to tylko inne określenie na
najszczególniejszy, a zatem najbardziej zabawny, najsensowniejszy, najintymniejszy, najbardziej erotyczny, najbardziej fascynujący, najbardziej zmysłowy, najbardziej ekstatyczny, najweselszy i najradośniejszy.

*

Zaufanie daje nam poczucie bezpieczeństwa. Gdy czujemy się bezpiecznie, możemy otworzyć serce przed drugą osobą, stanąć przed nią bez jakiejkolwiek zasłony i pokazać swoją bezbronność — na poziomie fizycznym, emocjonalnym i duchowym. Kiedy otwieramy swoje serce na oścież i stajemy bezbronni, doświadczamy dogłębnej bliskości, która działa uzdrawiająco, sprawia radość, dodaje siły, rozwija kreatywność i wprawia w ekstazę. Poddajemy się komuś nie ze strachu, uległości albo słabości, lecz z mądrości i siły.

*

Jeśli szukam radości, zabawy i przyjemności, znajduje radość, zabawę i przyjemność. Jeśli szukam kłopotów, stresu i bólu, to je znajduję. Odkryłem, że jeśli co wieczór zapisuję lub mówię Kathy o trzech rzeczach, za które jestem wdzięczny, to z każdym dniem zaznaję więcej radości i przyjemności. Lęk i strach się rozpływają. Nauczyłem się także akceptować fakt, że czynniki powodujące stres stanowią nieodłączny element życia. I to zaakceptowanie przyniosło mi spokój.

*

[…] bliskość osiągamy tylko dzięki otwartości, a otwartość powoduje, że możemy zostać zranieni. Człowiek ma serce na dłoni. A wszystko inne to tylko muzyczny podkład.

Lee Lipsenthal, Ciesz się każdą chwilą, każdą kanapką,
przeł. Dariusz Bakalarz, MT Biznes, Warszawa 2013.
(wyróżnienie własne)

środa, kwietnia 06, 2016

1755. Peregrynacja, dzień 86.

niczym abstynent w sklepie alkoholowym,
niepalący w trafice,
cukrzyk w cukierni,
analfabeta w księgarni,
wybierałam rehabilitacyjne szpilki.
[przy nieocenionej pomocy Sadownika]

*

ale zanim, zaraz po wyjściu z klatki:

Sadownik:
Zobacz, magnolia już kwitnie!

Jabłoń:
(patrzy i natychmiast ma łzy w oczach)

Sadownik:
Co jest?

Jabłoń:
Nic, strasznie się wzruszam co chwilę.

Sadownik:
To coś ty połamała, mózg?

1754. Nie zamykajmy oczu!

 wpis przeniesiony 20.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Jeśli tu zajrzeliście i nie uciekliście od razu, to znaczy że autorefleksja nie jest wam obca. Jeśli tu wracacie regularnie, to znaczy że refleksyjność być może jest waszym nałogiem. Nie jest dobrze, mógłby powiedzieć ktoś zorientowany rynkowo.

Ale może być dużo gorzej po przeczytaniu tej książki. Mnie ona zmasakrowała. To po cholerę ją czytałaś? — mógłby zapytać ktoś inny. Powody były trzy. Po pierwsze, czas na autorkę. Po drugie, które powinno być pierwszym, chciałam przenieść się ze świata wyjątkowo uprzywilejowanych, białych, dobrze funkcjonujących mężczyzn do ciut bardziej realnego świata, w którym nie wszystko idzie wymedytować i wypracować. Po trzecie, moim zdaniem ominięcie tej książki jest zamykaniem oczu.

To książka, do której w pakiecie trzeba mieć drugą, która będzie stanowić odtrutkę na straszność, która zrównoważy wściekłość i świadomość bezsilności wobec systemu, który dumnie nazywany jest Rzeczpospolitą Polską.

Szybciutko trzeba wziąć inną — gwarantującą wzruszenie — książkę, która dotknie, doprowadzi do dobrych łez, by nie abdykować z człowieczeństwa, wrażliwości i refleksyjności, by nie utknąć w stanie „nic nie mogę”, by nie przepraszać za swoje przywileje; by dzieląc się nimi, zmieniać to, co możemy zmienić wokół nas i w sobie.

Jestem przekonana, że polskie prawo nie chroni zgwałconych kobiet. Adwokaci zrobią z nich zwykłe kurwy, a prokuratura będzie się temu przyglądać. Politycy mówią, że w Polsce jest sprawiedliwość. Gdzie?

*

Gdy w instytucjach zamkniętych pojawiają się systemy wymuszania informacji i zdobywania haków w zamian za przywileje, to łatwo można zamienić więzienie w zwykły system mafijny.

*

W wieku czternastu lat dostałem aparat słuchowy, operacyjnie zlikwidowano mi oczopląs, parę lat później wszczepiono jeszcze implant do ucha. Po raz pierwszy usłyszałem śpiew ptaków w naszym lesie. Nie da się opisać, co czułem. Zrozumiałem, że całe dzieciństwo spędziłem z dala od tego, co w życiu najpiękniejsze. Gdy po raz pierwszy usłyszałem Beethovena, to cały w środku drżałem.

Justyna Kopińska, Polska odwraca oczy,
Świat Książki, Warszawa 2016.

wtorek, kwietnia 05, 2016

1753. Peregrynacja, dzień 85.

Koniec i basta! Łóżko dzienne zlikwidowane.
Tadam! Pierwsza kawa w hamaku wypita.

*

Jabłoń:
(ućwiczona i upracowana okrutnie)
Mam dość, poproszę obiad do łóżka
i odcineczek filmu.

Sadownik:
Nie da rady!

Jabłoń:
???

Sadownik:
Moja żona zarządziła jakiś czas temu,
że w sypialni się tylko śpi lub kocha.

*

Już! Szew pooperacyjny wyjęty.
Voilà! Od jutra dwa — z tej samej pary — buciki na nogach.

poniedziałek, kwietnia 04, 2016

1752. Piękniej nie da się!

 wpis przeniesiony 20.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Sadownik nie rozumie tej miłości. Jabłoń kocha ilustrowane książki dla dzieci, choć prawdą jest, że kocha miłością wybredną.

Dzięki Szpagacikowi, w majestacie prawa buszuję w książkach 8+. Ta utorowała sobie drogę do Przytuliska tytułem i kreską na okładce — nie zastanawiałam się ani minuty nad jej kupnem. A gdy przyszła — bo dzięki Szpagacikowi grany jest też papier — z każdym zdaniem, z każdą stroną miałam coraz bardziej rozmigdalone oczy.

Drugi tydzień wydzielałam sobie troszkę słów i obrazków, by starczyło na jak najdłużej. I śmiałam się, i w zadumę i w zachwyt wpadałam, taplałam się w pojawiających się uczuciach i tych dorosłych, i tych „dzieckowych”.

Ta książka to nie książka, to nie baja, nie opowieść! To jest Mistrzostwo Świata pod każdym względem — i tekst, i bohaterzy, i losy, i ilustracje tylko do kochania i… wracania. Skończyłam, ale i zaczęłam jeszcze raz.

A Sadownik? Gepardzica stwierdziła, że może jeszcze po prostu jest za młody na tę książkę. Nadzieja jest, może dojrzeje. Ale żeby sprawa była jasna, nie musi, nie sprzykrzy się Jabłoni.

     — Wiewiórko, czy ja ci się kiedyś sprzykrzę?
     — Ty? — odpowiedziała wiewiórka. — No coś ty.
     Mrówka umilkła, a po chwili powiedziała:
     — Przecież to możliwe.
     — Nie — upierała się wiewiórka. — To niemożliwe. Jak miałabyś mi się sprzykrzyć?

(ilustr. Ewa Stiasny, źródło)

     Mrówka i wiewiórka milczały i odpoczywały od samych siebie. Od czasu do czasu wzdychały, marszczyły czoła i zjadały parę orzeszków bukowych oraz odrobinę miodu.

*

     — A tak właściwie, to jak się spada z wierzby? — zapytała wiewiórka.
     — Twardo — odpowiedział słoń. — Ale z dębu jeszcze twardziej.
     — A z topoli?
     — Z topoli…? Szczerze mówiąc, nie wiem — odparł słoń.
     Skoczył na równe nogi. Wiewiórka zdążyła jeszcze powiedzieć:
     — Nie chodziło mi o to, żebyś…
     Ale słoń już wspinał się na topolę i chwilę później spadł z jej czubka. Rozległ się potężny łomot, którego echo jeszcze długo rozbrzmiewało wokoło.
     Zaniepokojona wiewiórka pochyliła się nad leżącym słoniem. Na jego czole pojawił się ogromny guz. Ale on wyszeptał:
     Rewelacyjnie, wiewiórko… Spada się rewelacyjnie.

*

     — Kto tam? — zapytał [Kozioróg].
     — Ja — odpowiedział głos. — Świerszcz.
     Drzwi się otworzyły, ale nic widocznego nie weszło do środka.
     — Gdzie pan jest? — zapytał kozioróg.
     — Jestem tylko głosem świerszcza — odrzekł głos. — Reszta przyjdzie za chwilę.
     Kozioróg głęboko westchnął. „Robota” — pomyślał.
     Wkrótce do środka przeniknął zapach świerszcza, a wiatr przywiał na dywanik jego czułki, szczękę i korpus.
     Po chwili w pokoju zrobiło się niespokojnie. To myśli świerszcza, jedna po drugiej, wlatywały do środka.
     — Wybuchnąłem — oświadczył głos.
     — No tak — powiedział kozioróg.
     — Może mnie pan poskładać?

*

(ilustr. Ewa Stiasny, źródło)

Toon Tellegen, Nie każdy umiał się przewrócić,
przeł. Jadwiga Jędryas, ilustr. Ewa Stiasny,
Wydawnictwo Dwie Siostry, Warszawa 2013.
(wyróżnienie własne)