Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam.
Jak to jest: żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć,
gdy prawie ci wmówiono, że jesteś taką Jabłonią?
Jak to jest kwitnąć przez cały rok? Rozkwitać każdego dnia?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą _RUCHOME równoległe światy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą _RUCHOME równoległe światy. Pokaż wszystkie posty
che oggi sia* meraviglioso. che tu ti senta* felice. che ci incontriamo* profondamente almeno per un attimo.**
150/365
__________
* sprawdziłam, dlaczego tam jest congiuntivo i zachwyciłam się, i owijam dziś w tę strukturę każdą myśl.
** oby dzisiejszy dzień był cudowny. obyś czuł_ się szczęśliw_. obyśmy spotkali się na głębszym poziomie choćby na chwilę.
Wizja wyraża przyszłość, której ktoś głęboko pragnie, wyraża ją tak jasno i nieodparcie, że przywołuje energię, zgodę, solidarność, wolę polityczną, kreatywność, zasoby — cokolwiek jest niezbędne do tego, by mogła się ziścić. — Donella Meadows
[w:] bell hooks, Wszystko o miłości. Nowe wizje,
przeł. Karolina Iwaszkiewicz, Filtry, Warszawa 2023.
*
AI i.e. Global Thievery: Benny Rivers, Step by Step in Time.
there’s a quiet grace in another sunrise
[…] every mile shapes the heart and soul
I believe as days unfold
there’s a kind of strength in growing old
— a może nie doceniam* mojego aktualnego stanu?
— skąd to pytanie?
— bo z perspektywy czasu żałuję, że nie cieszyłam się tak, jak trzeba było cieszyć się swoim zdrowym, młodym życiem.
119/365
_________
* wyczłapuję z cienia dnia, którego nie było. wyczłapuję powolutku.
Stromae, Mauvaise journée.
[suplement 14.06.2026]
Wiosną roku 2023 belgijski piosenkarz Stromae odwołał trasę koncertową po tym, jak drugi raz przeszedł kryzys wypalenia, będący skutkiem problemów zdrowotnych i długotrwałej depresji, z której zresztą artysta nie robił tajemnicy — stanowi ona temat wielu jego utworów, na przykład Mauvaise journée („Zły dzień”) lub L’Enfer („Piekło”).
•
[…]
obraźliwe zwroty, wibrujące nienawiścią do wszelkich przejawów wrażliwości i słabości, od lat są używane na prawicy, by piętnować aktywistki i aktywistów walczących z seksizmem czy rasizmem: „mazgajskie pokolenie”, „obrażone pokolenie”, „beksy”, „dzidzie”, „przewrażliwienie”, „wydelikacenie”, „moda na robienie z siebie ofiary”…
•
[…]
sformułowanie „płatek śniegu” bardzo trafnie wyraża to, czym jesteśmy. A prawicowa ideologia, która uznaje każdy głos domagający się szacunku, uwagi czy godnego traktowania za kaprys przewrażliwionego pokolenia, idealnie wpisuje się w polityczny projekt uciskania społeczeństwa, pogłębiania nierówności społecznych i podkopywania instytucji państwa opiekuńczego.
Mona Chollet, Nie dać się poczuciu winy. O tym, co nam przeszkadza w życiu,
przeł. Magdalena Kowalska,
Wydawnictwo Karakter,
Kraków 2026.
— trzymaj swoją siłę przy sobie — powiedział wczoraj.
całe życie stanęło mi przed oczami. po raz pierwszy zrozumiane* od a do zet — nie trzyma mnie już za gardło przeszłość, nie przeraża mnie śmiertelnie przyszłość, mogę iść dalej.
79/365
__________
* w szczególności dotyczy to
każdej kłótni, awantury, wymiany zdań, gwałtownych zwrotów akcji na łonie życia rodzinnego, trzaśnięć drzwiami, zwrotów przez rufę czy przez sztag, relacyjnych zawirowań, wichur i przemilczeń.
Ziemia zrobiona jest z nieba.
[…]
Tu nikomu nigdy zgubić się nie da,
Wszystko to jest droga i prawda.
Fernando Pessoa, 46 wierszy ortonimicznych,
przeł. Michał Lipszyc,
Biuro Literackie, Kołobrzeg 2025.
*
AI i.e. Global Thievery: Owen James, When I Stand.
I don’t talk just to fill the air
I don’t move just to prove I care
[…]
when it gets heavy,
when it gets loud
when everybody's running out
I don’t run
I don’t bend
when I stand I don't fall
[…] you’re safe
Puzzle wrażeń wskoczyły na swoje miejsce w ułamku sekundy, gdy do ucha wpadł mi czwarty z nich. Pierwszym była atmosfera sfotografowanego miejsca i krzesło, które przykuło moją uwagę na dłużej swoim, zapewne dość powszednim, doświadczeniem bycia pustym czy opuszczonym. Drugim puzzlem było odkrycie, podczas czyszczenia w telefonie kalendarza, cytatu (poniżej), którego źródła, notując kiedyś tam, nie zapisałam; którego nijak ustalić teraz nie dałam rady. Trzecim zaś parafraza wyjętych z czeluści przeszłości słów: żeby docenić życie, żeby chcieć je żyć, trzeba uśmiechać. Może żeby rysować, à propos wspomnianego krzesła, też trzeba uśmiechać. Ostatnim puzzlem, swoistą wisienką na torcie, był głos, o którego istnieniu jeszcze chwilę temu nie miałam pojęcia. Dwa z tych puzzli, pierwszy i czwarty, do ręki włożyła mi Kaan, uśmiechając mnie bardzo.
Bezzębny szaman z Indonezji: Jak robisz taka poważna mina, to wystraszasz dobra energia. Żeby medytować, trzeba uśmiechać. Uśmiechaj twarzą, uśmiechaj umysłem, a dobra energia usunie zła energia.
the only true wisdom is in knowing
you know nothing
[…]
embrace the storm
you are something, but not nothing
past is not a chain, but a thread
pull it and it may lead you home
begin where the light no longer reaches
where no path has yet been made
— Ilia Malinin
Można być ciepłym w bliskich relacjach, a zarazem radykalnym samotnikiem z alergią na rodzinne święta, związki małżeńskie i inne społeczne formy bliskości. — Jarosław Czechowicz
[w:] Katarzyna Tubylewicz, Wolności moja. Książka o poszukiwaniu,
Wielka Litera, Warszawa 2024.
*
Good Vibes Tribe 11:11, I’m Not What Happened to Me.
each step I take, I shift, I rise
the past dissolves before my eyes
*
[suplement 1.1.2026]
fot. Saxifraga, fragment.
Zwijam zeszły rok w węzeł starych nagłówków
— ta róża nie zakwitnie.
Adrienne Rich, Fenomenologia gniewu. 21 wierszy politycznych,
przeł. Jakub Głuszak, Magdalena Kleszczewska, Magdalena Kunz,
Biuro Literackie, Kołobrzeg 2025.
Lampeczki generałowi, żeglarzowi, stwórcy dziadka Jacka i profesorowi zapaliliśmy. Dokładnie w tej kolejności zapaliliśmy. Jak co roku, a potem.
Zaprosiłam Sadownika na kawę, a On wziął mnie na nią do miejsca, w którym jeszcze nie byłam. Psie futro od wejścia, a w środku samo zdrowie, czyli zero cukru. Przywitał nas stały kudłaty klient o imieniu Zefir o trzech łapkach i apetycie na życie za pięciu atletów. Ze ścian patrzyły na nas psie oczy. Nawet złapany na kawie utwór muzyczny na towarzyszącym mu rysunku poniżej ma sierść.
you’ve got the power in your smile
to bring back the feeling
*
[Ola Synowiec] Niektóre rodziny podtrzymują tradycję, zgodnie z którą starszy członek opowiada młodszym o zmarłym, inicjując rundkę wspomnień. Każdy przywołuje na przykład swoje pierwsze wspomnienie związane z tą osobą, następnie najpiękniejszą historię, a na koniec – najtrudniejszą. Żeby było jasne: nie jest tak, że o zmarłych mówi się tylko dobrze.
To już nieco inna perspektywa od naszej.
Jest jeszcze czwarta runda – chyba najgłębsza. Członkowie rodziny dzielą się opowieściami o tym, jak zmarły wpłynął na ich życie. Jakie decyzje podjęli dzięki niemu albo przez niego. To refleksja nad tym, jak jego obecność wciąż jest odczuwalna w ich życiu. Coś pięknego!
•
[Ola Synowiec] Że przychodzi ona [śmierć] do każdego z nas. Zaduma nad tym uczy, że im wyraźniej widzimy, że nasze życie jest skończone, tym bardziej je doceniamy. Im wyraźniej widzimy, że życie naszych bliskich jest skończone, tym bardziej ich życie doceniamy. Dzień Zmarłych to wielka celebracja życia.
•
W Meksyku wierzy się – lub wierzyło – że w tych dniach granica między światem żywych a światem zmarłych jest wyjątkowo cienka, co pozwala duszom przechodzić na drugą stronę.
•
Wracając więc do Meksyku – u nich to nie jest celebracja śmierci, ale jedna wielka celebracja życia. Życia własnego, życia bliskich, życia, które już się wydarzyło.
Anna Matusiak-Rześniowiecka, Ze śmiercią im (nie) do twarzy, Wielka Litera, Warszawa 2025. (wyrożnienie własne)
*
z dzisiejszego snu, co też z kłaczkiem: pamiętaj, z zającami trzeba powolutku.
Siódmy mój turnus. Po ośmiu dniach frustracji (ile razy trzeba zgłaszać, mówić, narzekać, jeden turnus, drugi… szósty),
gdy i na śniadanie, i na kolację otrzymywałam niezmiennie ogórki kiszone — od lat nie zmieniło się w tym zakresie nic poza ceną, która w ciągu ostatnich czterech lat wzrosła o 83% — postanowiłam cyk, dzień po dniu, „pakszot” za „pakszotem”. Po kolejnych trzech dniach chlapnęłam, że przetransformowałam frustrację w projekt fotograficzny. Dyrektor medyczna z uśmiechem oświadczyła, że postara się mi go popsuć. Nie da się ukryć, troszkę się jej udało.
Razem z Królową śmiałyśmy się, że ktoś powinien zacząć fotografować obiady, by była szansa, że zniknie marchewka nasza codzienna: tarta, gotowana, zupa krem, w krążkach, w kostkę bez groszku, rozgotowana, puree, dzień po dniu, do upadłego, do samego końca. Żeby sprawa była jasna: to nie NFZ płaci za nasze wyżywienie.
Tak czy inaczej, przed i po dyrektorskiej interwencji, każdego dnia na śniadanie podawano mi optymalną dawkę mądrości rynku. Dziś ostatnie cyk mentzenady żywieniowej.
Cyk, il gran finale, amen, a dio i czas do ula!
*
Endriu & Maestro, W klapkach.
życie jak bajka, se lece w klampkach najka /oryg. zapis fonetyczny/
są doświadczenia, których nie zatrzymają żadne dane wcześniej obietnice. są takie, których nie uwięzisz w słowach, by było łatwiej zrozumieć znaczenie i rozmach z jakim to, co się dzieje, zmiata pionki z planszy. jedyne, co można zrobić, to postarać się przetrwać*.
101/365
________
* przetrwałam.
*
Davina Michelle, Beat Me, [Official Song F1 Dutch Grand Prix].
ból, bezsens, brak — nieprzekładalne na słowa doświadczenie sprzed dziesięciu dni, a nie piękno aliteracji. i wtedy, te dziesięć dni temu, nagle znikąd słowa:
— poczuj miłość*.
ból fizyczny nie zniknął, ale po braku i bezsensie nie było juź śladu, pozostał we mnie ogień do dziś.
82/365
________
* może być każda: ta, co trwa, choć zębem czasu ciut nadgryziona; ta szczenięca, niespełniona, o której nikt nigdy się nie dowiedział; może być ta, którą pokonała rzeczywistość. chodzi o ten ułamek chwili, gdy nie było nic innego, tylko czysta miłość.
* miesiąc temu Akuszer podyktowałby: poczuj swoje serce. (brzmi zdecydowanie mniej kontrowersyjnie).
W sierpniu zeszłego roku po raz pierwszy usłyszałam (ach, te obroty!) tę przeróbkę. Potem okazało się, że to wiralowa ścieżka dźwiękowa do rolek z tańcem. Kawałek zaczął za mną chodzić, ocierając się chwilami o stalking. Dwa miesiące temu znalazłam ten — do tego utworu — obrazek i do dziś nijak mi nie zbrzydł. Im więcej razy go oglądam, tym więcej mam wyłapanych kolejnych choreograficznych perełek.
Nie zbrzydł, chciałam go tu mieć szybko i łatwo pod ręką, ale do niczego mi na tym blogu nie pasował. Aż — kończąc jedną z książek — uznałam, że jest w niej kilka sytuacji, chwil, historii, które koniecznie muszę tu mieć. I w jednej chwili wyroby oby-trzech muz tak pięknie ustawiły się pod tematycznym parasolem: gusta i guściki — jest francuski film o takim tytule, reż. Agnès Jaoui, 2000, doskonały! Nie było już nic, na co trzeba byłoby jeszcze poczekać.
*
Sadownik:
(jakiś czas temu) Wiem, co cię w tym obrazku zachwyca!
Jabłoń:
(zdziwiona mocą sadowniczej pewności) Co?
Sadownik: Izolacje.
Jabłoń: Ano!
Lady Gaga, Always Remember Us This Way, remix DJ Johnny.
🖇🖇
Nad polskim projektowaniem wisi klątwa ładności.
– Pan zrobi, żeby wyglądało.
– Z fontów najbardziej lubię antykwę – ogłasza prezes.
– I jakieś ciekawsze kolory poproszę.
🖇
Tak, tak, wiem. Gust jest kategorią klasową. Ustanawia hierarchie i podziały. Odzwierciedla nasze aspiracje i lęki. Pozwala się wywyższać, łudzić, oszukiwać. I tak dalej.
🖇
– Pani hrabino, a co pani o tym sądzi?
– Ciii, pani hrabina nam powie.
– Nic nie powiem – odparła. – Ja się nie znam, ja się nie interesuję. Ale ja to pokazałam mój monsz. Mój monsz, on jest Anglik. I mój monsz, Anglik, popaczył i powiedział: to jest fish. Riba. Riba to jest morze. Tutaj nie ma morze. Nie ma morze, nie ma riba, nie ma sens!
– Pani hrabino, ale to jest sum, w sensie, taka nasza ryba lądowa.
– Nie ma riba lądowa! Riba żyje w water.
– W sensie, śródlądowa.
– Rzeczna ryba, pani hrabino… U nas takie mieszkają. […]
– Panowie, ja was proszę, bez dyskusji – przerwała dziedziczka. – Sum to jest riba. Riba to jest sea. Tutaj nie ma sea. Nie ma sea, nie ma riba, nie ma sens.
– A ten drugi projekt, pani hrabino? Ten ze słoneczkiem?
– Ja się na tym nie znam, ja nie jestem designer – rzekła hrabina. – Ale ja to pokazałam mój monsz. On jest Anglik. I mój monsz, Anglik, on powiedział: sonce to jest sun. Sonce to jest plaż. Plaż to jest sea. Tutaj nie ma sea. Nie ma sea, nie ma sonce, nie ma sens.
– A ten latawiec?
– Co wy mnie tak pytacie? Ja się nie znam, ja się nie interesuję. Mówiłam, ja nie jestem designer… Ale ja to pokazała mój monsz. Mój monsz, Anglik, popaczył i powiedział: latawiec to jest plaż. Plaż to jest sea. Tutaj nie ma sea. Nie ma sea, nie ma sonce, nie ma sens.
– A piłka? Mnie się nawet podoba, taka kolorowa… – spróbował któryś wójt.
– Mój monsz, Anglik, powiedział: piłka to jest plaż. Plaż to jest sea. Tutaj nie ma sea. Nie ma sea, nie ma sonce, nie ma sens.
– A ten taki z niedźwiedziem?
– Mój monsz, Anglik, popaczył i powiedział: tutaj nie ma Rosja.
* * *
Często sobie powtarzam te słowa:
Nie ma sea.
Nie ma riba.
Nie ma sens.
🖇
Kolory niosą ryzyko, w ich świecie jesteśmy jak więzień po długim wyroku, wolni i niedostosowani.
🖇
Grafik, który wdaje się w dyskusje na temat barw, stoi na przegranej pozycji. Dwadzieścia lat moich rozmów z klientami wszelkich płci da się streścić w ten sposób:
• Zielony – nie jesteśmy ekologami.
• Żółty – nic nie widać.
• Różowy – hi, hi.
• Czerwony – precz z komuną.
• Fioletowy – czy to ciemnoróżowy?
• Beżowy – brudny.
• Szary – szary.
• Brązowy – gówno.
• Czarny – smutny. Chociaż trzeba powiedzieć, że wygląda elegancko. Zwłaszcza w połączeniu ze złotym. Ale jednak trochę za ponuro. Może lepiej dać ciemnozielony?
Są też połączenia, które wywołują natychmiastowy protest:
• Żółto-czerwony – przecena w supermarkecie.
• Czarno-czerwony – nadchodzą ukraińscy nacjonaliści.
• Żółto-zielony – jajecznica ze szczypiorkiem!
• Wszystkie? – tęcza? A kysz!
🖇
Najwyraźniej dobór kolorów jest jednym z tych zadań, które patriarchat zawsze chętnie powierza kobietom.
🖇
Przyjaciel malarz mieszka w starej kamienicy na Woli. Jakiś czas temu lokatorzy postanowili wyremontować klatkę schodową.
[…] Czyścili, pucowali, zdrapywali starą farbę. Szorowali długo. Zeskrobali PRL i wojenną spaleniznę, aż wreszcie dotarli do warstw z czasów rewolucji przemysłowej. Potem, w słabym świetle żarówki, balansując na zbyt niskich drabinach, kładli nowy grunt. Pracowali ramię przy ramieniu. Nikt nie zerkał na zegarek. Nie pytał o wynagrodzenie.
Aż przyszedł czas wybierania nowego koloru. Wybór był zresztą dość ograniczony, ponieważ konserwator zabytków zalecił coś pomiędzy beżem a musztardą sarepską. W grę wchodził więc odcień nazwany przez producenta farb „Fokstrotem w świetle księżyca” lub „Karmelowym swingiem”. I chyba karmelowy swing oburzył sąsiadkę z pierwszego piętra.
– Wygląda jak kupa – oświadczyła.
– Proszę państwa – odezwał się kolega malarz. – Przypominam, że dobieramy farbę do kafelków. To jest ochra.
– Nie zgadzam się! – uparła się pani z pierwszego.
– A widziała pani kiedyś Rembrandta? – wrzasnął kolega malarz.
– A pan widział gówno?
– To może „Szczyptę cynamonu” – ktoś pojednawczo zamachał wzornikiem.
– Nie pozwolę obrażać Rembrandta!
W tym momencie sąsiad z trzeciego dokonał coming outu.
– Jestem daltonistą – oświadczył – i uważam, że powinniśmy dać zielony albo wiśniowy.
– Przecież to do kafelków ma pasować – przypomniał strażnik z drugiego.
– No właśnie! – ucieszył się daltonista.
Ludzie, którzy jeszcze przed chwilą zgodnie współpracowali, zamienili się w najgorszych wrogów. Rozpętał się zaciekły spór, bez szans na kompromis czy porozumienie. Tak już jest, kiedy zaczyna się rozmowa o kolorach.
🖇
Obok innowacyjny projekt budy na dziecko. Dwupiętrowy domek ze sklejki, z legowiskiem na górnym poziomie i miejscem do pracy na dole. Autor tej koncepcji najwyraźniej nigdy nie widział dziecka, więc uwierzył, że aktywność sześciolatka można skoncentrować na trzech metrach kwadratowych, podczas gdy dookoła zapanuje niezmącony spokój. Przy tym eksponacie zatrzymaliśmy się z żoną na dłużej. Patrzyliśmy z rozmarzeniem.
🖇
– Co to jest dom społeczny? – spytało dziecko.
– Masz na myśli dom opieki społecznej? – odgadła moja żona.
– Chyba tak.
– No, wiesz, jeśli ktoś jest bardzo chory albo stary, albo niesamodzielny, to może mieszkać w takim domu, mieć opiekę…
Dziecko spojrzało na nas z wahaniem.
– I tam się chodzi?
– No tak. Na przykład w odwiedziny.
– A przestrzeń?
– Co przestrzeń?
– Co to znaczy „przestrzeń społeczna”?
– Nie wiem – skapitulowała żona. – Może chodzi o przestrzeń publiczną?
– Tak, publiczną! – rozpromieniło się dziecko. – Więc co to jest dom publiczny?
🖇
– Założenia projektu? – zagaił dyrektor czegoś tam państwowego. – Panowie, to wy jesteście artystami, proszę mnie nie pytać. Ma być ładnie.
Zapytaliśmy o szczegóły. Westchnął i pokręcił głową. Że też ludziom trzeba tłumaczyć najprostsze rzeczy.
– No, ale skoro już panowie prosicie, to mogę wam to ogólnie naświetlić. Po pierwsze: nie to jest ładne, co jest ładne, tylko to, co się komu podoba. Mnie osobiście podoba się malarstwo olejne, a szczególnie koń w galopie…
🖇
Przestrzeń publiczna.
Na przykład plac. Kiedy wprowadziłem się na Grochów, była tu trawa, niedopałki, a także topole i alkoholicy. Pierwszego dnia jeden z nich zerwał się na mój widok. Może nie tyle zerwał, ile ostrożnie zmienił położenie. Zrobił kilka kroków i o coś spytał. Nie zrozumiałem ani słowa, a gość z napięciem czekał na odpowiedź.
– Za piętnaście czwarta – rzuciłem na próbę.
– Ale jaki dzień, kurwa, jaki dzień? – jęknął.
Marcin Wicha,
Jak przestałem kochać design,
Wydawnictwo Karakter, Kraków 2015.
zamiast pisanek, koszyczka, świątecznego rozmachu
i rodzinnych międzypokoleniowych spotkań. ptasi śpiew, błękit nieba, słońce, otwarte na oścież drzwi balkonowe i my. kilka połączeń telefonicznych, kilka serdecznych spotkań i plany na świąteczny, ten tylko nasz świecki czas.
90/366
*
Warhaus, I’m Not Him.
you want magic, count me in
you want Jesus, well I'm not him
Moje lenistwo ograniczyło mi media społecznościowe dawno, dawno temu do śledzenia poczynań: ❦ jednego pieska, choć jest nikczemnego rozmiaru, świetnie radzi sobie z językiem włoskim (fantastyczna historia, odtwarzać wyłącznie z dźwiękiem),
❦
jednego sprzedawcy, będącego pod względem fizycznym przeciwieństwem pieska, ale współdzielącego z nim, poza płcią, znajomość włoskiego
❦
oraz kilka kont osób zajmujących się propagowaniem tego czy innego języka. By nie mijać się z prawdą, w kategorii używki musiałabym dopisać jeszcze tylko czytanie i blogowanie.
Z tych miejsc, odwiedzanych przeze mnie z uporem maniaka, przynoszę i flancuję w swoim życiu słowa, frazy, a czasem muzykę, która tam robi za tło, a tu w ulu ma momenty, gdy gra pierwsze skrzypce.
Ten kawałek przywlokłam w czerwcu z powodów lingwistycznych — zachwyciła mnie płynność, z jaką łączone są fragmenty tekstu angielskiego i hiszpańskiego, gładkie, prawie niezauważalne językowe fugi. Wciąż robi to na mnie wrażenie. Sadownik nie dzieli ze mną lingwistycznych zachwytów i gdy, jadąc samochodem, podzieliłam się z nim moim ochem i achem, popatrzył na mnie zgorszony moim wyborem,
a potem zapytał, czy znam oryginał. Nie znałam. A gdy usłyszałam, pokręciłam nosem. Bez hiszpańskich słów to nie to, skwitowałam.
Black Eyed Peas, Daddy Yankee, Bailar contigo.
❦
Dziś, przy porannej kawie czytam sobie. Czytam fantastyczną książkę o świecie mojej muzyki, w którym rolę nut pełnią fonemy. Nagle zderzają mi się kulki w głowie. I wracam do pierwowzoru piosenki. I odszczekuję czerwcową notę. Jestem pod wrażeniem. Cóż za historia! Nie może czekać do niedzieli. No way!
Scatman John,
Scatman (ski-ba-bop-ba-dop-bop).
„My, jąkający się, wiemy, czym jest pokora, bo upokarzano nas na śmierć” – mówi John Larkin w wywiadzie dla czasopisma naukowego „Advance for Speech. Language Pathologists and Audiologists”.
♮
Łzy wściekłości i bezsilności napływające do oczu, nieustanna konfrontacja z cudzym zniecierpliwieniem, szyderstwem, z pytaniami – pozornie pełnymi troski, a w rzeczywistości kłującymi jak palec wetknięty pod żebro: „Co jest nie tak z tym dzieckiem?” – to John także znakomicie pamięta. Pamięta też, jak bardzo już wtedy kochał muzykę.
♮
Nastoletni John ma talent muzyczny i uwielbia jazz. Uczy się grać na fortepianie, a dzięki płytom Elli Fitzgerald i Louisa Armstronga poznaje niezwykłą technikę śpiewu –
scatting. Ten popularny w świecie jazzu sposób śpiewania polega na naśladowaniu dźwięków instrumentów oraz zastępowaniu tekstu onomatopejami. Technika wyzwalająca z ograniczeń narzucanych przez konwencjonalną wokalistykę z jej naciskiem na staranną dykcję i zrozumiałość wydawała się stworzona dla niego. W przyszłości
scat stanie się jedną z podwalin rapu (na razie uchodzi za technikę nieco ekscentryczną). W przypadku Johna pomoże wyzwolić tłumioną latami ekspresję. Czuje, że znalazł własną drogę, a marzenia o karierze muzyka jazzowego zaczyna traktować coraz poważniej. Obawia się jednak, jak publiczność zareaguje na jego, jak sam o nim myśli, „defekt”, i czy w ogóle powinien przed nią stawać. Dla bezpieczeństwa siada więc za fortepianem. Na razie.
♮
Zbliża się do dwudziestolecia debiutu, gdy zachęcony przez przyjaciela dokonuje rewolucji w swoim życiu i nagrywa płytę z muzyką taneczną. Melodyjne, pełne zabawnych językowych łamańców piosenki wąsatego faceta w kapeluszu, który śpiewa w tempie trzech słów na sekundę, szturmują światowe listy przebojów. „Kto tak śpiewa i co mu się stało?” – pytają zdumieni rodzice, słysząc nowe ulubione kawałki swoich dzieciaków. „To Scatman John!” Nieśmiały, niegdyś tłamszony muzyk z jazzowej niszy, swoim nietypowym sposobem śpiewania zachwyca, imponuje młodym ludziom i podbija świat popkultury. I nadal się jąka.
♮
Osiągnąłem sukces nie pomimo tego, że się jąkam, ale właśnie dlatego, że się jąkam. John Larkin aka Scatman John
Jagoda Ratajczak, Luka. Jak wstyd i lęk dziurawią nam język,
Wydawnictwo Karakter, Kraków 2023.
Pati:
(zaordynowała sześć dni temu, gdy Drzewko załamane było perspektywą
braku „większej” połowy tygodniowej rehabki) Stój dużo, rób rzeczy na stojąco i będzie dobrze. 🙂
*
Pati:
(dziś po południu) […] dobrze się czuję, a test wyszedł ujemny, co oznacza, że jutro możemy […]
Jabłoń:
(cały tydzień trzymała kciuki
i zaciśnięte pięści na szczęście,
głęboko odetchnęła, słysząc o wspaniałej perspektywie na kolejne dni) Ale ruinę będziesz odrestaurowywać :)))))
Pati: Damy radę. 😃 Bob Budowniczy wraca do normy. 🤣🤣🤣
Jabłoń: A jak jeszcze raz naślesz na mnie pień mózgu, to!!!
przyszła z dalekiego równoległego świata. rytmem, loopem i barwą nonszalancko rozsiadła się w moim.
zadziwiona łomolę tą melodią od rana.
284/365
DJ Food, The Crow.
Żebyśmy znaleźli się tu, gdzie jesteśmy dziś, trzeba było precyzyjnie zaaranżować miliony drobnych zdarzeń i okoliczności. Zaplanować to byłoby niemożliwością, próżnym trudem – a jednak tu dotarliśmy. Oto cud życia.
Joseph Nguyen Nie wierz we wszystko, co myślisz,
przeł. Arkadiusz Czerwiński, PURANA, Lutynia 2023.
(wyróżnienie własne)
Oj Tè: (trzy tygodnie i jeden dzień temu) Nie potrzebujesz już rehabilitacji, potrzebujesz serwisu.
Jabłoń & Oj Tè:
(wypracowali schemat serwisowania do wdrożenia po majówce)
Jabłoń:
(wczoraj zamknęła drugi sezon pracy z Oj Tè)
Jabłoń:
(dziś rano idąc na trening, słyszała łomolenie* i pokrzykiwania Prowadzącej w klasie spinningu — jechali pod górę) Trzymaj! Trzymaj!
(Drzewko zaczyna uwielbiać ten obcy nieznany świat cielesnego szejpingu)
Rudimental feat. Ed Sheeran, Lay It All on Me*, Sultan & Shepard Remix.
____________
* dużo szybsze tempo (spinning!) niż to, które znalazłam w sieci, ale równie elektroniczne.
wpis przeniesiony 3.04.2019. (oryginał z zawieszkami)
Niczym Chyłka i Zordon, do gry wrócił rehabkowy duet: Oj Tè i Drzewko. Sezon drugi uważa się za rozpoczęty. Plany i apetyty godne — ¡el reksio! Łomolę wyniesionymi z impry: opowieścią stóp, aranżacją i rytmem.