Pokazywanie postów oznaczonych etykietą feminium. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą feminium. Pokaż wszystkie posty

piątek, sierpnia 21, 2026

6189. Z oazy (CDLXVIII)

Debiut. Trzynaście opowiadań. Wydanych po raz pierwszy w roku, w którym Autor­ka kończyła 80 lat. Robi wrażenie — dwa słowa, jedna fraza, która jest odnie­sie­niem do dwóch różnych dopełnień.

Czytając tę książkę, przypomniałam sobie zabawę z dzieciństwa, w której pierwsze skrzypce grały gust i estetyka. Gdy byłam małą dziewczynką, robiło się sekrety (wi­docz­ki). I tym właśnie są te opowiadania: literackimi sekretami, be­le­try­stycz­ny­mi widoczkami. Są przepiękne. Uwielbiam ostatnie.

Miała wrażenie, że stoi obok palącego się ogniska, z którego nagle wy­strze­lił w górę niewielki węgielek: poleciał w powietrze, wpadł w jej serce i roz­palił tam swoim żarem blask współczucia.
     […]  Uśmiechnęła się. I okazało się, że ognisko jest prawdziwe, gorące i rozpalone, a obu kobietom zaczęły zagrażać jego płomienie. Jednak na po­czątku nie było to oczywiste.

🖇

     — Kogo zatem poznałaś?
     Dzielił ich niemożliwy do pokonania dystans.

🖇

Czasami bogowie są łaskawi i spełniają nasze pragnienia z nadzwyczajną i obfitą szczodrością.

🖇

Podobno kiedy człowiek się starzeje, jego mechanizmy obronne zaczynają słabnąć. Dawne barykady, za którymi kiedyś mogła się schronić, z hu­mo­rem, elegancją, a nawet — oczywiście tylko czasami – z pewną od­wa­gą, cóż, wszystkie rozpadają się z upływem lat.

🖇

Tego właśnie potrzebowała. Strupa na wszystkich ranach. Ale i tak nie pamiętała, w jaki sposób się skaleczyła.

🖇

Kotka usiadła u moich stóp. Obie obserwowałyśmy świat. Oczywiście wiem, że nie widzimy tego samego. Ona pod każdym względem patrzy w inny spo­sób. Ja odczuwam wilgoć, czuję jej zapach i słyszę krople deszczu zu­peł­nie odmiennie od niej. Ale towarzyszy mi i obserwuje z podobnym za­do­wo­le­niem. To naprawdę niesamowite, że dany jest mi taki widok, wiem, że mam szczęście.

🖇

Naprawdę się zastanawiam, czy ona rozumie, co to samotność, choć ponoć koty interesuje wyłącznie własna wygoda.

🖇

Nie mam teraz na własność niczego, może oprócz swojego ciała i umysłu, choć te po tylu dekadach użytkowania są jakie są. […] 
     Kotka i ja uczymy się teraz, czym jest proces utraty. Starość często jest kojarzona z gromadzeniem rzeczy, z chorobą, z niewygodami, ze zmarszcz­ka­mi, ale tak naprawdę to proces utraty — praw, szacunku, pożądania, te­go wszystkiego, co kiedyś do ciebie należało i co cię cieszyło, zupełnie bez refleksji.

🖇

Fotel był duży, wiklinowy, wyściełany miękkimi kremowymi poduszkami, Linda mogła więc podwinąć na nim swoje długie nogi, jakby składała pa­ra­sol do wygodniejszych rozmiarów.

🖇

     —Dlaczego wolisz budzić strach, a nie miłość? – zapytał ją Malik.
     — Do miłości nie można zmusić.

🖇

Są rzeczy zbyt bolesne, by o nich wiedzieć,
rzeczy, których nie da się pojąć od razu.

🖇

     — […]  Dlaczego tu przyjechałaś?
     A ona spojrzała na niego i dostrzegła, że ani tego nie wiedział, ani nie chciał wiedzieć.
     — Ponieważ zmieniłeś moje życie.

🖇

Czy ktoś kiedyś nie powiedział, że zrozumienie
to jedyne prawdziwe szczęście?

🖇

Nauczyliśmy się wyjątkowo sprawnie obsługiwać wszelkie wirtualne na­rzę­dzia komunikacji. Spotkania towarzyskie lub zawodowe organizuje się za pomocą najróżniejszych aplikacji, coraz łatwiejszych w użyciu, które, poukładane w kafelki na naszych ekranach, stają się też coraz mądrzejsze. Niemniej można się poczuć trochę jak głodne dziecko, które patrzy na pa­te­ry ze wspaniałym jedzeniem w sklepowej witrynie. Jak ktoś kiedyś po­wie­dział, sposób przekazywania informacji jest równie istotny co informacja, i niezależnie od tego, jak jest piękny, nie możemy dotknąć, pocałować, po­wą­chać ani posmakować pikseli.

🖇

[…]  często porusza się kwestię tego, czy lepiej mieszkać z rodziną, czy bez niej. Nie wszystkie relacje rodzinne są harmonijne i – szczerze mówiąc – rzadko dochodzi się w ogóle do sedna tematu. A tym sednem jest pytanie, czy uścisk stale obecnego dziecka jest równie satysfakcjonujący jak uścisk przelotnego kochanka. Rząd klasyfikuje je jako identyczne, jeśli chodzi o war­tość kontaktu skórnego, ale wśród siedemdziesięciolatków popularna jest opinia, że to niesprawiedliwe uproszczenie.

🖇

     – Wszyscy miewamy takie sny – oznajmiła Dolores. – Projekcje i fan­ta­zje. Pełne tego, o czym nie chcemy myśleć i czego nie chcemy mieć.
     Czy wspominałam, że Dolores ma dopiero sześćdziesiąt pięć lat, więc nigdy nie doświadczyła spotkania z fantazmem, i że skoro ma peł­ną ro­dzi­nę, prawdopodobnie nigdy nie dowie się, czym on jest? Przestałam dys­ku­to­wać. Nigdy nie kłóć się z freudystami – oni myślą, że znają odpowiedzi na wszystkie pytania.

🖇

[…]  w tamtym czasie wciąż przeżywałam niedawno zakończony związek, który przebiegał według znanego już schematu: skok na głęboką wodę, zero ograniczeń, a potem szalony pęd z powrotem na płyciznę.

🖇

Lacrimae rerum
/łac. nawet rzeczy płaczą/

🖇

W naszym społeczeństwie istnieją dwa sposoby radzenia sobie z palącą ża­ło­bą. Albo odmawiasz poświęcenia samego siebie i ostentacyjnie zaj­mu­jesz się intensywną radością odnajdywaną we wszystkim — myślisz po­zy­tyw­nie, żyjesz dalej, zgarniasz tylko dobre uczucia, przeszłość zostawiasz za so­bą — albo wybierasz odwrotną drogę. W drugim wypadku żyjesz z nie­usta­ją­cą, codzienną świadomością niemożliwej, niewyobrażalnej, nie­znoś­nej straty. Ponieważ jestem zdrowym na umyśle i wypłacalnym człowiekiem świata Zachodu, w momencie kryzysu wybrałam pierwszą możliwość, ale tamtego dnia, kiedy czas na godzinę zmienił bieg, stanęłam twarzą w twarz z tą drugą prawdą mojego życia.

🖇

     — Jesteś złudzeniem?
     — Wszyscy jesteśmy złudzeniem […].

🖇

[…]  wróciłam do pokoju i kółko zaczęło migać.
     — Jak się miewasz, Martho?
     — Spierdalaj, Arthurze – odparłam w ramach eksperymentu.
     — Przykro mi, Martho, ale nie zrozumiałem – odparł robot me­cha­nicz­nym, beznamiętnym tonem. Wyszłam na balkon posiedzieć.
     — To tylko maszyna – przypomniał mi wcześniej Mark. – Ale będzie się uczyć. Jak smartfon. I tak jak wszystko w dzisiejszych czasach. W instrukcji napisali, że ma adaptującą się osobowość.
     Musiałam pomyśleć.

🖇

„Lubię, kiedy się o mnie troszczą” — dodał potem, a ona rozumiała, co ta­kie­go uwielbiał: szacunek i pokłady uprzejmości, którymi cieszył się dawniej. Przypominało mu to czasy wina i róż, czasy, kiedy był na górze, na szczycie kariery, na samym szczycie drabinki sukcesu. Inspirował, kontrolował, nad­zorował, aż do… aż do krachu.

🖇

„Ale ja wciąż żyję […]. Mogę…”. Ale nie dokończyła tej myśli. Nie była dość szybka, nigdy nie była dość szybka, by prześcignąć tych, którzy na siłę na­pra­wiali świat.

🖇

Świat wokół nagle się ułożył. Odwróciła twarz do okna, próbując dostrzec, czy jest tam odbicie kobiety, którą nagle się stała. […]  Oto kim jestem, po­myślała.

🖇

Miłość to skomplikowane uczucie. Próbowałam sobie przypomnieć, co po­wie­dział Dylan Thomas, który rozumiał więcej niż większość ludzi. Kobieta w łóżku z mężczyzną to matka, siostra, córka, kochanka — wszystkie w jed­nej osobie? Tak to szło?

🖇

Wierzyłam, że został mi przypisany konkretny los i że muszę zrozumieć, co on oznacza. […]  zaczęłam zastanawiać się nad znaczeniem bycia samą. Było to bogate „złoże” do wydobycia, a zarazem główna oś mojego cha­rak­te­ru, ponieważ z natury jestem samotniczką.

🖇

     — Jak tam jest? — pytano, a ja nie potrafiłam znaleźć słów […]  Samot­ność człowiek nosi w sobie i nie da się od niej uciec.

🖇

Była jak mały ptaszek i wyzwoliła we mnie wszystkie uczucia, które pie­lę­gnu­ją w sobie dzieci, gdy wszędzie noszą ze sobą lalkę lub pluszowego mi­sia. Bo czymże innym jest ta opiekuńcza postawa, jeśli nie determinacją, by czuć się dużym i potężnym, kimś, komu bycie większym i silniejszym po­zwa­la troszczyć się o słabsze stworzenia? […]  Uspokajając ją, czułam spo­kój także w sobie. Zaczęła być częścią mnie.

🖇

Przekaże dalej miłość […]. Bo miłość to ruch w górę, nie w dół. I tak powinno być.

🖇

[…]  bez wahania powiedziałam: „Tak”. Najzwyczajniej w świecie. Tak. Żad­nych pytań. Tylkotak”. Prosto z serca.

🖇

Kocham ją bardziej, niż jest tego świadoma, może nawet bardziej, niż ja sama jestem.

Jane Campbell, Czesanie kota. Opowiadania,
przeł. Dobromiła Jankowska,
Wydawnictwo Pauza, Warszawa 2026.
(wyróżnienie własne)

Nalała sobie filiżankę i wzięła croissanta. Poczuła się oddzielona od prze­szło­ści i zaskakująco wolna. Jakby stała na krawędzi czasu. […]  czuła również coraz więk­szą ulgę. […]  Ten spokój znalazł się w zasięgu ręki. […]  Jakie to dziwne. Spokój przyniosło jej nie to, co mia­ła, ale to, cze­go się pozbyła.

🖇

W powietrzu unosił się powiew wieczności — szturch­nię­cie od noumenu, spoza pozostałości fenomenu — wie­działam, że muszę tam dotrzeć.

(tamże)

[a jednak muszę tu mieć też poniższe, czyli suplement 22.08.2026]
Jak pokazują powyższe historie, czas automatycznie pozbawia starzejące się kobiety wielu luksusów i niezbędnych rzeczy, które dawała im młodość. To, w jaki sposób doświadcza się tej ekspozycji, tego rozbierania, demon­ta­żu tożsamości społecznej, zależy od wielu czynników: zdrowia, zamożności, miejsca zamieszkania, wykształcenia, genetyki, relacji rodzinnych i po pro­stu cho­ler­ne­go szczęścia lub jego braku. Czasami człowiek traci również ro­zum, a to już zmienia wszystko.
     Z rozumem czy bez, w późnym okresie życia trafiamy do innego świata […].

[…]  starość to inny kraj, w którym wszyscy jesteśmy nomadami i w którym możemy postanowić, że nosimy ze sobą jak najmniej. Pokazuje również, że starość nie jest dla mięczaków i że istotne jest towarzystwo. Piszę tę książ­kę jako jedna z tych starszych kobiet, badając ślady stóp, pragnąc, podobnie jak Fern, bohaterka Nomadland, podkreślić, że są inne kobiety podróżujące obok mnie, nawet jeśli niekoniecznie ze mną. Oczywiście są także starsi męż­czyźni, również ogołoceni z rzeczy, ale ta książka nie jest dla nich ani o nich, chyba że stanowią tło dla życia kobiet.

[…]  skąd wzięły się te bohaterki. […]  O niektórych kobietach czytałam, nie­które spotkałam, o niektórych słyszałam, niektóre były moimi są­siad­ka­mi, inne krewnymi, niektóre powstały z historii zasłyszanych od pacjentów, przełożonych lub przyjaciół.

Wszyscy mamy w życiu narratorów, ludzi, którzy opowiadają o nas aneg­do­ty, formułują diagnozy na nasz temat, ludzi, którzy plotkują. W wy­pad­ku osób starszych to często członkowie rodziny lub pracownicy socjalni, le­ka­rze lub kierownicy domów opieki, ale są także szczęśliwcy, którzy mogą sami opowiadać własne historie. Czasem trudno znaleźć słuchaczy, jakich pragnęlibyśmy mieć, ale możemy opowiedzieć historię i zapisać to, co jest w nas ważne, co wcześniej się nie liczyło.

W naszych społeczeństwach najmniejsze szanse na opo­wie­dze­nie swoich historii mają najmniej uprzywilejowani: uchodź­cy, osoby szukające azylu, ludzie bardzo młodzi, bardzo starzy, nie­peł­no­sprawni, biedni, bezsilni.

[…]  nikt nie pyta, czego pragniesz ty. Aby sobie z tym poradzić, mo­żesz stworzyć swój subiektywny świat, działający na twoich warunkach, pozbawiony starych przeszkód, takich jak wstyd lub strach, nawet jeśli ten świat będzie zbudowany tylko ze wspomnień lub z marzeń.

Wszyscy potrzebujemy w życiu bezpieczeństwa, ale ono ma dwa znaczenia. Bywa jednocześnie spokojem i uwięzieniem.

Istnieją mniej radykalne sposoby przygotowania się do śmierci, pozbycia się tego, czego już nie chcemy lub nie potrzebujemy, nie wszyscy czują też potrzebę ogołacania się. Czarownice mogą postanowić, że wyjdą z lasu, a zmiana nastąpi i tak. Przymusowe pozbywanie się rzeczy to do­świad­cze­nie bolesne, a to dobrowolne wymaga zarówno odwagi, jak i determinacji.

Tylko wtedy, gdyby starsze kobiety rzeczywiście były zde­sek­su­ali­zo­wa­ny­mi, nijakimi, beznamiętnymi, bezmózgimi, potulnymi i przepraszającymi istotami, jakimi chciałoby je widzieć społeczeństwo, historie te można by uznać zarówno za nieprawdziwe, jak i za transgresyjne. I jak proste było­by to wówczas dla społeczeństwa.

Wszyscy starzy ludzie mają określoną tożsamość, ukształtowaną przez rodzinę oraz społeczeństwo, i może się zdarzyć, że trzymanie się jej to najlepsza droga, ale odrzucenie oczekiwań innych ludzi może z kolei okazać się wyzwalające.

Ludzie, nawet — a może przede wszystkim — ci życzliwi, bywają na tyle mili, by zapytać starszą kobietę o jej zdrowie, ogród, ewentualnie dzieci, jeśli je ma. Niewielu pyta o jej życie intelektualne, aktywność zawodową, zainteresowania kulturalne, ambicje.

Pytanie nie brzmi jednak: „Czy czują się samotne?”, tylko: „Czy potrafią to przetrwać, czy wiedzą, jak sobie z tym poradzić, czy są przekonane, że tymcza­so­wa samotność jest niezbędnym składnikiem udanego życia zmysłowego?”.

[…]  te narracje opowiadają o kobietach, które przetrwały nieodwracalną stratę, nienaprawialne katastrofy. Wszystkie okazują się odważne, mają zasady i w moich oczach budzą podziw. […]
     Słyszałam o pewnej starszej kobiecie, którą wnuczka zapytała: „Babciu, jaki był najszczęśliwszy okres w twoim życiu?”. „Nie wiem — odpowiedziała kobieta. — Może jeszcze go nie przeżyłam”.

(tamże)

niedziela, sierpnia 16, 2026

6183. Z oazy (CDLXVII)

W trakcie tamtej rozmowy padł również tytuł tej książki. Więc po wciśnięciu czer­wo­nej słuchawki było klik, klik i fru do poczekalni, na wirtualny stoliczek ocze­ku­ją­cych literek. Musiała poczekać. Poczekała cierpliwie i przyszedł jej czas.

Spolaryzowany, grubą kreską płci kreślony świat. Stereotypy gonią jeden za drugim, grożą, de­finiują jedyne źródła szczęścia. Stereotyp, niby trup, bo XXI wiek, a cał­kiem dziar­sko zakrzywia per­spek­ty­wę, by kobiety kobietom „pichcić” i przyprawiać mogły los. Ubawiłam się, ale też z przyjemnością skończyłam i z ulgą odłożyłam.

Zawiesiłam się na ciut dłużej na zdaniu: [k]ogo się nie zna, za tym się nie tęskni. I polemizowałam, i po jednej i drugiej stronie stawałam. Tak, nie tęskni się za kimś, kogo się nie poznało. Nie, czasem tęskni się za kimś, kogo się nigdy nie spotkało — tęskni się bezbrzeżnie.

Uwielbiam otwarte zakończenia. Ta opowieść kończy się wspaniale, choć patriar­chat unosi wysoko łeb i zawracać rzekę kijem próbuje. Tylko od osoby czytającej zależy, czy mu się to uda.

To w moich ustach któregoś ponurego zimowego poranka rozpłynie się ta dojrzała, duża, czarna jak smoła jeżyna. Wiesz jakiego? Mokrego, zimnego, szarego poranka. Kiedy nie tylko nie chce ci się wstać z łóżka, ale w ogóle nie chce ci się żyć, istnieć, oddychać. Jak myślisz, co mi pomogło przetrwać tę poprzednią zimę, właśnie taką, no, jak myślisz? Konfitury z jeżyn!

🖇

A co poradzisz, kiedy ciało czegoś chce? Nic nie poradzisz, nic nie wskórasz, nie zatrzymasz tego.

🖇

Przecież wiesz, że kapelusz śmierci wisi zawsze obok głowy żywego. A ty przecież nie jesteś jakimś wyjątkiem. No, to prawda, wisi, ale żeby aż tak?

🖇

Kto się choć raz nie potknął w życiu,
kto nie popełnił błędu?!
Ja to wiem i ty to wiesz.

🖇

Gdzie są dni, kiedy byłam zdrowa, byłam cała i twarda jak rzeczny kamień! Co za głupota, nie umiałam tego wtedy docenić. […]  Gdzie jesteś, moja na­dzie­jo, co mi masz do powiedzenia?

🖇

[…]  w uchu dzwoni mi głos ciotki, siostry ojca. Od lat już nie mia­łam w uchu tego głosu, ani w uchu, ani w głowie: Nie przynieś wstydu rodzinie, dziew­czy­no! Masz ojca i brata! Mój ojciec i brat leżą w ziemi, moja Keto! Ciebie też już od dawna jedzą robaki, chwała Bogu! Już jestem do­ro­sła i dajcie mi wreszcie wszyscy święty spokój! Sama dobrze wiem, jak mam żyć. Bo to ja żyję, a wy wszyscy jesteście martwi!
     Myślę, że nie ma się czego bać.

🖇

Plotkują, jaki był topielec, czy bardzo obgryziony, wszystko to wola boska, chroń nas, Panienko Przenajświętsza, powiedzą i to wszystko. Ale na­praw­dę mi się poszczęściło, Boże! Boże, czy kim Ty tam jesteś, czy gdzie Ty tam jesteś. Moje szczęście, mój łaskawy losie! Byłabym martwa i wyrzucona na brzeg i gdzie by mnie znaleźli?

🖇

Całe życie tak mam. Ciało idzie w jedną stronę, a głowa w drugą. No i co teraz mam zrobić?

🖇

Dwa słowa napisał: Moja Etero! No, bałwan! Dorosły mężczyzna, a ogłu­piał! Ale zdurnieć to mężczyźni potrafią w każdym wieku. No dobra, on to on, ale co mam zrobić ja?

🖇

A jak ciało mówi, to znaczy, że tak jest. Co mi ciało mówi, to wszystko prawda!

🖇

Nie, on wcale nie jest stary i ja też wciąż jeszcze jestem młoda, tylko nas tu na siłę postarzają. W tym kraju to już ludzie po dwudziestce są starzy. Ale to wszystko nieważne. Ważne jest, co kto ma w sercu. Serce najważniejsze. […]  Ze mną jest tak jak w tym przysłowiu — starzec się nauczył grać na pan­duri, żeby sobie brzdąkać w niebie.

🖇

Mam swój mur, który wybudowałam własnymi rękami. Nikt nieproszony mi tu nie wejdzie. Tak jest!

🖇

One mają ciała sterane macierzyństwem, wyssało z nich wszystkie soki. Ale przecież im tego nie powiem. Bo jak powiem, to się zaraz uniosą: jesteśmy matkami i poświęciłyśmy swoje ciała czy co tam jeszcze poświęciłyśmy, to wszystko dla naszych dzieci, albo jeszcze dorzucą, że wychowują dzieci ku chwale ojczyzny i nie są takimi polnymi myszami jak niektóre. Polna mysz to oczywiście ja. Dlatego się nie odzywam, bo to bym właśnie usłyszała w od­po­wiedzi: że jestem szarą myszą. Wiem, że jestem, i pasuje mi to. Ale sama mogę się tak nazywać, a im nie pozwolę. Bo niby dlaczego?

🖇

Czas stoi w miejscu, a ty lecisz gdzieś w przepaść. I nawet nie wiesz, nie czujesz, jak i kiedy się staczasz. […]  Dla niektórych mogę być już nie tylko ciocią, ale i babcią.
     Kiedy więc zaczynają się do ciebie zwracać w ten sposób, to koniec, za­czy­na się droga w dół. Im częściej i dłużej cię tak nazywają, tym gorzej.

🖇

Może ja też nie chodzę z aureolą szczęścia wokół głowy, ale jak mi zakwitnie kwiatek na podwórku, a w ogródku dojrzeje pomidor, to się cieszę, jestem szczęśliwa, wiesz?! Radość mnie rozpiera, a wiesz dlaczego? Bo czuję, że jeszcze potrafię być szczęśliwa! A ty się umiesz jeszcze z czegoś cieszyć?! No, potrafisz? Ale ona dalej swoje, jakby nigdy nic: ojej, czemu nie wyszłaś za mąż, kobieto? Wiesz, jakie bezsensowne jest życie bez dzieci? […]  Taaak, bez­sensowne, trzeba się z nią zgodzić, inaczej się nie da, bo jeszcze zacznie gadać o tym, że na starość trzeba mieć kogoś, kto ci poda szklankę wody, a tego już nie zdzierżę, więc gryzę się w język i potakuję, tak, moje życie jest bez sensu, bo jakie ma być? […]  Już-już ma wyjść, kiedy odwraca się ze sło­wa­mi: ale wiesz, ja­koś tak ci się oczy świecą, dziewczyno.

🖇

Ale życie jest dziwne, naprawdę. Jak dobrze, że nie wiemy z góry, dokąd nas zaprowadzi, jak nas doświadczy.

🖇

[…]  wszystkie bez wyjątku pytały: nie wychodzisz za mąż, dziewczyno? Ja odpo­wia­da­łam, że nieee, one na to: dlaczego, kobietooo? Ja od­po­wia­da­łam: nie chcę, kobietooo i dlategooo I traciły orientację, bo spodziewały się każdej odpowiedzi oprócz tej, że nie chcę, bo przecież kobieta nie po­tra­fi mówić, że czegoś nie chce. Chcę i nie chcę — to są przecież słowa przynależne mężczyźnie.

🖇

[…]  chwytam się a to tego, a to tamtego. Nie chcę się przyznać sama przed sobą, ale mnie nosi. Serce tłucze mi się w piersi jak szalone. […]  Czuję, że moje ciało jest spokojne, to dusza się miota.

🖇

Chodzisz tak pomiędzy jedną a drugą przepaścią! W jednej czeka na ciebie mąż i jego rodzina, którzy tylko patrzą, żeby zamienić cię w posługaczkę, opiekunkę i żywicielkę ich potomstwa. Zrobią z ciebie dobrowolnego więź­nia i jeszcze będą ci wmawiać, że to wszystko w imię miłości. Powiedzą ci, że to właśnie jest miłość! Będziesz musiała uwierzyć. I uwierzysz, dziew­czy­no, bo jakie będziesz miała inne wyjście? Okłamiesz samą siebie. W imię tej miłości zatracisz w więzieniu duszę.

🖇

A te trzy głupie baby, każda dźwiga swoje kajdany, a wciąż pieją ody do bycia z mężczyzną i posiadania rodziny. Wkładają głowy w tę gilotynę, a potem z jakąś chorą ciekawością patrzą, jak nad inną kobietą zawisa podobne ostrze.

🖇

Porozmawiajmy, trzeba porozmawiać, trzeba wyjaśnić wszystko, co jest do wyjaśnienia od samego początku. Ty powiesz swoje, ja powiem swoje. Po­my­ślimy, co mamy zrobić, jak mamy zrobić, w którą ścianę walnąć głową.

🖇

Nie masz pojęcia! Nie odzywam się, bo co mam powiedzieć?

🖇

Boże, ależ mnie postawiłeś przed wyborem! A ja od razu dałam się zwieść, przestałam myśleć i poplątały mi się ścieżki. A jak miałam wszystko pięknie zaplanowane!

🖇

Bardzo się bałam. Ale jednocześnie byłam strasznie ciekawa. Podobało mi się to miejsce i jednocześnie mnie przerażało. Moją duszą targała chęć po­zna­nia nieznanego.

Tamta Melaszwili, Kos kos jeżyna, przeł. Magdalena Nowakowska,
Wydawnictwo Filtry, Warszawa 2024.
(wyróżnienie własne)

Wstawaj, Etero, wstawaj, kobieto, bo cię tam
wielka przyjemność czeka!

🖇

No i co z tego, że nie jesteśmy już młodzi i piękni? Co z te­go, że jesień życia puka do naszych drzwi? Tylko patrzeć, jak zupełnie opadną z nas liście.

🖇

[…]  wiesz, ile wokół jest tego małego piękna? Pomyślę o tym, co przeczytałam, zobaczyłam i usłyszałam, ni­czym innym nie będę sobie zaprzątać głowy!

🖇

Jestem tylko małym robaczkiem, żyję swoim życiem, ale oni i tak boją się takich jak my. I powinni!

🖇

Czy wiedziałam, co robię?
Byłam czystą wściekłością!

🖇

Ale wiesz, czego boję się najbardziej? Że znów w kraju wszystko może się wywrócić do góry nogami i że znów nastanie taki chaos […]. Że świat znów zawali się nam na głowę, jak wtedy, kiedy oszaleli wszyscy i wszystko.

(tamże)

niedziela, lipca 05, 2026

6162. Z oazy (CDLX)

Przyciągnęła mnie do siebie swoim tytułem. Utknęła na czytelniczym stosiku, bo wyczekany Tochman, bo łapanie po tej lekturze oddechu, a potem kilka feno­me­nal­nych, arcyważnych dla mnie książek, które jedna po drugiej wpadały do przegródki moich najważniejszych książek 2026 roku. Prawie o istnieniu tej książki zapo­mnia­łam, ale ona nie zapomniała o mnie.

Przyciągnęła mnie do siebie ponownie w upalny, podły dla mnie czas i ratowała pra­wie każ­dym akapitem. To książka o najdłuższej, niemającej nigdy końca podróży do siebie samej. O podróży, w której każda i każdy z nas jest po kres swoich dni. War­to się w nią udać, bo bycie normalnym, gładkim i bezproblemowym jeszcze nikogo nie uszczę­śli­wiło na dłuższą metę, bo nie mogło. Bycie normalnym jest, jakie jest.

Wybieranie fragmentów, które muszę tu — zawsze pod ręką — mieć, trwało do­kład­nie tyle samo czasu, co czytanie tej książki. W rzeczywistości tym właśnie było.

Wyimków jest tak dużo, że te dotyczące książek i czytania zażyczyły sobie własnej przestrzeni.

Kiedy matka gniewała się na mnie, co zdarzało się dosyć często, mawiała: „Diabeł zaprowadził nas do złej kołyski”.
     Wizja Szatana, który w 1960 roku robi sobie przerwę od zimnej wojny i makkartyzmu, by odwiedzić Manchester – cel wizyty: oszukać panią Win­ter­son — ma w sobie pierwiastek teatralnej ekstrawagancji.

🖇

Dziecko zostaje wypchnięte w nieznany świat, który można poznać tylko po­przez jakąś opowieść — rzecz jasna, dotyczy to nas wszystkich, narracja spaja nasze życie, ale adopcja wrzuca nas w już rozpoczętą opowieść. To jak czytanie książki, z której wydarto pierwszych kilka stron. […]  Uczucie, że czegoś brakuje, nigdy cię nie opuszcza — i nie może, i nie powinno, bo czegoś faktycznie brakuje.
     Nie jest to zjawisko z natury negatywne. Brakująca część, brakująca przeszłość może stanowić otwarcie, a nie tylko pustkę. Może być zarówno wejściem, jak i wyjściem. To odcisk na skamielinie, ślad innego życia […]

🖇

[…]  dlaczego doświadczenie nie miałoby współistnieć z eksperymentem? Dlaczego obserwacja nie może łączyć się z wyobrażeniem? Dlaczego kobietę ma cokolwiek lub ktokolwiek ograniczać?

🖇

[…]  musiałam nauczyć się opowiadać własną historię. Życie to po części fakty, po części zmyślenie. I za­wsze jest to przykrywka dla czegoś innego. Ja napisałam sobie drogę do wyjścia.

🖇

Nie należałam do dzieci lubianych ani nawet dających się lubić; byłam zbyt agresywna, zbyt gniewna, zbyt porywcza, zbyt dziwna. […]  w szkole za­wsze wytyka się palcem tych, którzy nie pasują do reszty […].

🖇

Na początku oczywiście kochałam Boga, a Bóg kochał mnie. To już było coś. Kochałam też zwierzęta i całą przyrodę. I poezję. Problem stanowili ludzie. Jak kochać drugą osobę? Jak uwierzyć, że ktoś cię kocha?
     Nie miałam pojęcia.
     Myślałam, że miłość to strata.
     […]  Tropiłam miłość, osaczałam miłość, traciłam miłość, tęskniłam za miłością…

🖇

Prawda jest dla każdego czymś bardzo złożonym. […]  Tak wielu rzeczy nie możemy wypowiedzieć, bo są zbyt bolesne. Mamy nadzieję, że ta część, któ­rą zdołamy wyrazić, ukoi resztę albo jakoś ją udobrucha. Opo­wie­ścia­mi kom­pen­su­je­my sobie rzeczywistość. Świat jest nieuczciwy, nie­spra­wie­dli­wy, niepoznawalny, poza naszą kontrolą.
     Kiedy opowiadamy historię, sprawujemy nad nią kontrolę, ale w taki sposób, że pozostawiamy lukę, jakieś otwarcie. To pewna wersja, ale nigdy ostateczna. Być może mamy nadzieję, że przemilczenia usłyszy ktoś inny i że opowieść będzie trwała dalej, zostanie opowiedziana na nowo.

🖇

To, gdzie się rodzisz — środowisko, miejsce, jego historia, sposób, w jaki łą­czy się ona z twoją własną — kształtuje to, kim jesteś, niezależnie, co mają do powiedzenia eksperci od globalizacji.

🖇

Często przepełniały mnie gniew i rozpacz. Wiecznie czułam się samotna. Mimo wszystko kochałam życie i nadal je kocham. […]  być może odmowa, kategoryczna niezgoda na to, żeby mnie złamano, wpuszczała wy­star­cza­ją­co dużo światła i powietrza, bym mogła nadal wierzyć w świat – i marzyć o ucieczce.
     […]  „To, czego chcę, naprawdę istnieje, jeśli będę miała dość odwagi, by tego poszukać…”.

🖇

[…]  cuda często nadchodzą w przebraniu.
     […]  Wydaje nam się ciągle, że to, czego potrzebujemy, by wszystko zmie­nić — cud — znajduje się gdzie indziej, tymczasem często jest tuż obok nas. Bywa, że sami jesteśmy tym cudem.

🖇

Zapytałam ją, dlaczego nie mamy książek.
     – Problem z książkami polega na tym, że nigdy nie wiadomo, co się w nich znajduje, dopóki nie jest za późno – odparła.
     Pomyślałam: „Za późno na co?”.

🖇

Czasami, a właściwie często, jakaś cząstka nas samych jest zarazem roz­chwia­na i niezwykle potężna — jak ogromny gniew, który może zabić nas i innych wokół, gniew, który grozi powszechnym zniszczeniem. Nie możemy negocjować z tym potężnym, ale rozwścieczonym pierwiastkiem naszego jestestwa, dopóki nie wpoimy mu lepszych manier — co oznacza wsadzenie go z powrotem do butelki, by pokazać, kto tu naprawdę rządzi. Chodzi nie o wyparcie, ale o znalezienie odpowiedniego pojemnika. […]
     Bajki ostrzegają nas, że nie ma czegoś takiego jak stan­dar­do­wy rozmiar — to tylko ułuda przemysłowego podejścia do życia, z czym wciąż borykają się rolnicy, próbujący dostarczać do supermarketów jednakowe warzywa… Nie, rozmiar jest indywidualny i zmienny.

🖇

[…]  nie należy oceniać po pozorach: rzeczy nie są takie, jakimi się wydają. Mnie się zaś wydaje, że świadomość tego, że należy osiągnąć rozmiar od­po­wied­ni dla swojego świata — i tego, że ani ty, ani twój świat nie macie w żad­nym wypadku stałych wymiarów – to wartościowa wskazówka pod­czas nauki życia.

🖇

[…]  dążenie do szczęścia, które równie dobrze możemy nazwać życiem, jest pełne zaskakujących elementów tymczasowych – docieramy tam, gdzie inaczej nie udałoby nam się dotrzeć, i czerpiemy korzyści z tej podróży, ale nie możemy w tym miejscu pozostać, ponieważ nie jest to nasz świat i nie wolno nam dopuścić, by ten świat runął na nasz, w którym możemy żyć.

🖇

Zamiast tego jemy czekoladę i milczymy. Wtedy on rzuca:
     — Bałem się.
     — Nie bój się, tato.
     — Nie, nie — kiwa głową, pocieszony mały chłopiec. Zawsze był małym chłopcem i przykro mi, że się nim nie opiekowałam, przykro mi, że jest tak wiele dzieci, którymi nikt się nie opiekuje, przez co nie mogą dorosnąć. Mogą się zestarzeć, ale nie dorosnąć. Do tego potrzebna jest miłość. Jeśli masz szczęście, miłość przyjdzie później. Jeśli masz szczęście, nie złapiesz miłości za gardło.

🖇

O domu pisze rumuński filozof Mircea Eliade — w sensie zarówno on­to­lo­gicz­nym, jak i geograficznym — i używa do tego pięknego wyrażenia: na­zy­wa go mianowicie „sercem rzeczywistości”.
     Dom, powiada Eliade, to punkt przecięcia dwóch osi, pionowej i po­zio­mej. Na jednym końcu osi pionowej znajduje się niebo, czyli świat górny, a na drugim — świat zmarłych. Oś pozioma to płaszczyzna, na której od­by­wa się ruch tego świata, przemieszczanie się tam i z powrotem — nasz wła­sny ruch i ruch nieprzebranych rzesz innych istnień.

🖇

Wszystkie te godziny spędzone na progu dały mi poczucie przestrzeni gra­nicz­nej. Uwielbiam to, że koty lubią być w połowie wewnątrz, w połowie na zewnątrz, dzikie i oswojone, i ja również jestem dzika i oswojona. Jestem domowa, ale tylko wtedy, gdy drzwi są otwarte.
     I myślę, że to jest kluczowe: nikt już nigdy nie zamknie mnie w środku ani nie zostawi mnie na zewnątrz. Moje drzwi są otwarte i to ja je otwieram.

🖇

Musi istnieć rytuał przejścia, i to świadomy, pomiędzy życiem, które otrzy­mu­je­my zrządzeniem losu i okoliczności, a tym, które sami wybieramy.
     Świadomy wybór życia i stylu życia ma swoje psychologiczne zalety — i chodzi tu nie tylko o akceptację życia jako zwierzęcego daru, pod­le­ga­ją­ce­go kaprysom przyrody i przypadkowi. Drugie narodziny chronią psychikę, pobudzają bowiem zarówno do autorefleksji, jak i do poszukiwania sensu.

🖇

[…]  rozsądne rozwiązania sprawdzają się tylko w przypadku drobnych decyzji. W sprawach, które zmieniają bieg życia, musisz ryzykować.

🖇

Ciotka Nellie na pewno miała niewiele pieniędzy. Dwa razy w tygodniu zapraszała wszystkie dzieci z sąsiedztwa, które zdołała zmieścić w swoim jednym pokoju, i gotowała cebulową albo kartoflankę, dzieci przynosiły własne kubki, a ona nalewała im zupę z garnka.
     Uczyła je piosenek i opowiadała historie biblijne, a trzy albo cztery dzie­siąt­ki chudych, głodnych dzieciaków ustawiały się w kolejce przed do­mem i czasami któreś przynosiło coś od swojej mamy — bułeczki albo cukierki — i wszystkie dzieci się tym dzieliły. Wszystkie miały wszy. Wszystkie kochały ciotkę Nellie, a ona kochała je. Swoją wilgotną, ciemną norę z jednym ok­nem i czarnymi ścianami nazwała „Słonecznym Kącikiem”.
     To była moja pierwsza lekcja miłości.

🖇

[…]  kiedy pieniądze stają się podstawową wartością, edukacja zaczyna słu­żyć wyłącznie celom użytkowym, a życie umysłowe przestaje być ce­nio­ne, o ile nie przynosi wymiernych korzyści. Że usługi publiczne tracą znaczenie. Że życie poświęcone cze­muś innemu niż zdobywanie i wydawanie pieniędzy staje się bardzo trudne […]. Że kiedy społeczności ulegają zniszczeniu, po­zo­sta­ją tylko nędza i brak tolerancji.
     […] [ot, konsekwencje] prywatyzacji społeczeństwa.

🖇

Chory świat, który nie ma co liczyć na uzdrowienie, jeśli król „nie odnajdzie tego, co stracone”.
     Przeczytaj to zdanie. Nie „to, co zostało utracone” ani „to, co utracił”. Po pro­stu „co stracone”. Forma gramatyczna wskazuje, jak poważna jest ta strata. Coś, co wydarzyło się dawno temu, owszem – ale nie w przeszłości. To stara teraźniejszość, stara strata, która każdego dnia wciąż powoduje ból.

🖇

Zaczęło się tak, jak zaczynają się wszystkie ważne rzeczy — przez przypadek.

🖇

Perspektywa istnienia możliwości, by wznieść się ponad zwykły konflikt, ma w sobie coś kuszącego. Jung twierdził, że konfliktu nie da się rozwiązać na poziomie, na którym wybuchł – tam są tylko zwycięzca i przegrany, a nie pojednanie. Należy wznieść się ponad konflikt – jakby obserwować burzę z wyższego punktu.

🖇

Potrzebowałam lekcji miłości. Nadal ich potrzebuję, ponieważ nic nie jest tak proste i nic nie jest tak trudne jak miłość.
     […]  Nigdy jej nie pytałam, czy mnie kocha. Kochała mnie w te dni, kiedy była zdolna do miłości. Naprawdę wierzę, że na nic więcej nie było jej stać.

🖇

Miłość jest wy­razista. Nigdy nie pragnęłam jej bladej odsłony. Miłość jest pełna mocy. Nigdy nie pragnęłam jej rozwodnionej wersji. Nie stro­ni­łam od ogromu miłości, ale nie miałam pojęcia, że można na niej po­le­gać jak na słońcu. Że istnieją codzienne wschody miłości.

🖇

Nigdy nie jest za późno, by nauczyć się kochać.
     Tylko trzeba się liczyć ze strachem.

🖇

     — Jeanette, powiesz mi dlaczego?
     — Co dlaczego?
     — Wiesz, co dlaczego…
     Ale ja nie wiem dlaczego… kim jestem… dlaczego wszystko jej we mnie przeszkadza. Czego ona chce. Dlaczego nie jestem tym, czego chce. Czego ja chcę i dlaczego. Ale jedno wiem na pewno:
     — Przy niej jestem szczęśliwa. Po prostu szczęśliwa.

🖇

     — Kocham cię. Kocham cię od dawna.
     — Bałam się — odparłam.
     — Nie bój się. Już nie musisz.

🖇

[…]  przypomniałam sobie, moje ciało przypomniało sobie, jak to jest być w jednym miejscu i móc tam być – gdy nie musisz być czujna, nie martwisz się, nie błądzisz myślami gdzie indziej.

🖇

Czas nie jest stały, a minuty nie mają jednakowej długości.
     […]  nie szłam donikąd. Miałam odejść, być wolna, a przynajmniej tak mi się wydawało, ale takie rzeczy zawsze zabiera się ze sobą. Miejsce psy­chicz­ne zostawia się znacznie dłużej niż fizyczne.

🖇

W tym momencie pod domem pojawiła się konkurencyjna grupa ko­lęd­ni­ków  […].
     Otworzyła drzwi i krzyknęła:
     — Jezus jest tutaj. Wynocha.
     — Nie za ostro, mamo?
     — Wiele musiałam w życiu znosić — odparła, patrząc na mnie zna­czą­co. — Wiem, że Biblia nakazuje nam nadstawiać drugi policzek, ale coś za dużo tych policzków jak na jeden dzień.

🖇

[…]  przeciwstawiam się ciężarowi czasu zegarowego, czasu ka­len­da­rzo­we­go, linearnych rozwiązań. Czas może i powstrzymuje wszystko przed za­ist­nie­niem w jednym momencie, ale jego domeną jest świat zewnętrzny. W na­szym wewnętrznym świecie możemy doświadczać wydarzeń, które zachodziły jedne po drugich, jakby działy się jednocześnie. Naszej nie­li­ne­ar­nej jaźni nie interesuje „kiedy”, znacznie bardziej interesuje ją „dlaczego”.

🖇

Mierzę czas tak jak wszyscy, częściowo poprzez starzejące się ciało, ale żeby rzucić wyzwanie czasowi linearnemu, staram się żyć w czasie totalnym. Zdaję sobie sprawę, że życie ma swoją wewnętrzną i zewnętrzną stronę, a wydarzenia, które są odległe o lata, w wyobraźni i emocjach leżą obok siebie.

🖇

[…]  to, co naprawdę należy do ciebie, nigdy cię nie opuszcza. Nie po­tra­fi­łam znaleźć słów, które bezpośrednio oddawałyby mój stan, ale od czasu do czasu udawało mi się pisać i robiłam to w postaci rozbłysków in­spi­ra­cji, które na chwilę pokazywały mi, że świat nadal istnieje — prawdziwy i wspaniały.

🖇

Pamiętasz księżniczkę, która całuje żabę i hurra, pojawia się książę? Otóż trzeba przyjąć to oślizgłe, odrażające stworzenie, które zwykle sie­dzi w stud­ni albo stawie i zjada ślimaki. Ale przywrócenie brzydkiej, zranionej cząstki do ludzkiej postaci nie jest zadaniem dla żyjącego w nas życzliwego pracownika pomocy społecznej.
     To najbardziej niebezpieczne zajęcie, jakie można sobie wyobrazić. Przy­po­mina rozbrajanie bomb, lecz to ty jesteś bombą.

🖇

[…]  coś zrozumiałam. Zrozumiałam, że dwukrotne narodziny dotyczą nie tylko bycia żywą, lecz także wyboru życia. Wyboru bycia żywą i świadomego uczestnictwa w życiu, z całym jego burzliwym chaosem — i bólem.
     Otrzymałam życie i zrobiłam wszystko, co mogłam, z tym, co mi dano. Ale nie było już nic więcej do zrobienia. Cokolwiek wybuchło dzięki zbiegowi oko­licz­no­ści  […], było moją jedyną szansą na kolejną szansę.

🖇

Podoba mi się, że porządek powinien wynikać z miłości.
     Pojęłam, choć bardzo mgliście, że muszę znaleźć miejsce, w którym moje życie będzie mogło się pogodzić samo ze sobą. Wiedziałam też, że ma to coś wspólnego z miłością.

🖇

[…]  ludzie stają się twoją rodziną za sprawą głębokich więzi emocjonalnych i ciągłości czasu.

🖇

Szczęśliwe zakończenia to jedynie chwilowa przerwa. Są trzy rodzaje wiel­kich zakończeń: Zemsta. Tragedia. Przebaczenie. Zemsta i Tragedia często występują razem. Przebaczenie odkupuje przeszłość. Przebaczenie umoż­li­wia przyszłość.
     […]
     Oto jestem.
     Już nie odchodzę.

Jeanette Winterson, Po co ci szczęście, jeśli
możesz być normalna
?, przeł. Kaja Gucio,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2026.
(wyróżnienie własne)

Dla mnie, zafascynowanej kwestiami tożsamości i tego, jak definiujemy samych siebie, te książki miały kluczowe znaczenie. Postrzeganie siebie jako postaci fik­cyj­nej, a nie tylko jako faktu to jedyny sposób, by narracja po­zo­stała otwarta; jedyny sposób, by historia nie wy­mknę­ła się spod kontroli i nie zmierzała ku zakończeniu, któ­re­go nikt nie chce.

🖇

Teraz wiem, że uzdrawiamy się poprzez to, że ktoś nas kocha, i poprzez kochanie innych.

🖇

Nie możesz się wyrzec tego, co jest twoje. Choćby to ci­snąć jak najdalej […].
     Zawsze nastąpi powrót. A rana cię tam zaprowadzi.

🖇

     — Tak. Kocham cię. Nie pytaj mnie o to więcej.
     Miłość. Trudne słowo. Miejsce, w którym wszystko się zaczyna, do którego zawsze wracamy. Miłość. Brak mi­ło­ści. Możliwość miłości.

(tamże)

niedziela, czerwca 28, 2026

6154. Z oazy (CDLVII)

Były cza­sy, gdy w ulu, który wtedy był przytuliskiem, wybuchały niemające końca dyskusje z odłamkami w czasie i przestrzeni. Skończyły się jakiś czas temu.

To książka z kategorii must read. Nie, nie napisała jej rozhisteryzowana zwo­len­nicz­ka antysemickich teorii spiskowych. Autorka jest drugą kadencję specjalną spra­wo­zdaw­czy­nią ONZ ds. okupowanych terytoriów palestyńskich. „Prawy” kraj (usa) na­ło­żył na Nią sankcje, jest niezbyt mile widziana w Niemczech czy Francji. Nie tylko Polska ma wielopiętrowe problemy z prawem, symetryzmem czy zwykłym skur­wy­syń­stwem.

Ta książka jest o pięknych, mądrych ludziach, o wartościach, o człowieczeństwie. O wszystkim, co dziś niemodne, ale niezbędne, by czuć się człowiekiem godnym swojego życia.

Fusy wrażeń po tej lekturze długo nie mogły opaść — nie mogło być inaczej, biorąc pod uwagę zawartość tej książki. Trwało to dziesięć razy dłużej niż jej czytanie. A po­tem przyszedł czas zdumienia, czyli przyglądania się, jak układają się względem sie­bie wyimki, jak jeden usuwa dwa, a czwarty zmienia porządek kilku innych. Dyna­mi­ka tego zjawiska wciąż pozostaje dla mnie tajemnicą.

[…]  kluczowe elementy prawa są i muszą być zrozumiałe dla każ­de­go z nas, ponieważ każdego z nas dotyczą.

Musimy otworzyć oczy i zobaczyć, z czym naprawdę mamy do czy­nie­nia.
     Nawet najbardziej wyrafinowani eksperci od podwójnego ję­zy­ka nie mogą dłużej zaprzeczać prawdzie o tym, co się dzieje w Pa­le­sty­nie. W lipcu 2024 roku Międzynarodowy Trybunał Spra­wie­dli­wo­ści uznał ponad wszelką wątpliwość, że trwająca od 1967 roku okupacja Strefy Gazy, Zachodniego Brzegu i Wschodniej Je­ro­zo­li­my jest nielegalna i Izrael musi się całkowicie i bezwarunkowo wy­cofać z tych terenów.

Kiedy w grę wchodzi ludzkie życie, bezstronność staje się obo­wiąz­kiem zmuszającym nas do opowiedzenia się po stronie prawa, spra­wie­dliwości i ofiar. Bezstronność to odwaga, by sta­nąć w obro­nie tego, co słuszne, dać głos tym, którzy zostali uciszeni lub po prostu zignorowani, i walczyć z nadużyciami nękającymi nasz świat.

Jak to możliwe, że prawda stała się kłamstwem, a kłamstwo prawdą?
     Na to szerzące się zło, które chciałoby nas wszystkich przekonać lub po prostu pokonać, musimy odpowiedzieć świadomością i dzia­ła­niem. Wiedza jest podstawową bronią, ponieważ stanowi naj­lep­szą obronę przed manipulacją, wyzyskiem i oszustwem; dzia­ła­nie powinno być jej naturalną konsekwencją.

Chcę tu opowiedzieć o Palestynie tak, jak jej doświadczyłam: nie jako aktywistka, ale jako ktoś, kto najpierw trafił do tego świata zaciekawiony inną kulturą, a później patrzył na niego prawniczym okiem.

Dziesięć osób, dziesięć historii, które splatają się z życiem i twa­rza­mi innych — włącznie ze mną, członkami mojej rodziny, sprze­daw­czy­nią z irlandzkiego marketu i dziećmi przychodzącymi zrywać owoce morwy koło naszego domu w Jerozolimie — i zadają py­ta­nia, na które tak trudno dać dziś odpowiedź.

Bardzo wierzę, że możemy odnaleźć się wszyscy razem jako ludzka rodzina, że odkryjemy na nowo prawdziwe i głębokie znaczenie so­li­darności; łacińskie słowo solidum przywołuje właśnie ideę czegoś całego, niepodzielnego, kompletnego, w przeciwieństwie do tego, co jest rozdrobnione lub zepsute. I jako jedno ciało powinniśmy się zje­dnoczyć, spotkać i stawić opór. Solidarność w tym ujęciu staje się „polityczną odmianą miłości”, jak mądrze zauważyła ame­ry­kań­ska rabinka Alissa Wise.
     W pojedynkę jesteśmy delikatni jak skrzydła motyla, ale zje­dno­czeni — solidni i solidarni — możemy przetrwać burzę. To nie jest fantazyjna hiperbola, to zasada fizyki zwana efektem motyla. Każdy nasz najmniejszy gest okazuje się machnięciem skrzydeł, które uruchamia łańcuch konsekwencji […].

Ta długa podróż pozwoliła mi poczuć tętniący puls wielu spo­łecz­no­ści poszukujących sprawiedliwości, prawdy, godności i lepszej przy­szłości ponad różnicami.

Francesca Albanese 

🖇 🖇

Historia pisana jest przez zwycięzców, którzy często bywają rzeźnikami. […]  Osiągnęliśmy bezprecedensowy poziom opresji i odmowy używania rozumu.

🖇

Nazywanie Palestyńczyków ogólnie „Arabami” – co się często zdarza w iz­ra­el­skich podręcznikach szkolnych i w mediach głównego nurtu na ca­łym świecie – przyczynia się do zaprzeczania ich tożsamości narodowej, gdyż może insynuować, że Palestyna nie istnieje, a sami Palestyńczycy są tu tymczasowymi gośćmi lub, co gorsza, wymysłem.

🖇

Wychodzimy z założenia, że istnieją różne instrumenty prawa między­na­ro­do­we­go służące ochronie ludzi, głównie traktaty dotyczące praw człowieka, a w sytuacjach konfliktów zbrojnych — prawo humanitarne. Instrumenty te zostały przyjęte po dwóch wojnach światowych po to, aby zmniejszyć okrucieństwo konfliktów i w jak największym stopniu chronić ludność cy­wil­ną przed horrorem wojny, lecz sprawiają one coś jeszcze: podnoszą jed­nost­ki — a zatem nie tylko (lub już nie tylko) państwa — do rangi pod­mio­tów prawa w sferze międzynarodowej.
     Prawa człowieka nie zostały nam dane w prezencie: każde z nich jest wynikiem walki i osiągnięć jednostek takich jak my. Handel nie­wol­ni­ka­mi został zniesiony dzięki ruchowi abolicjonistycznemu; apartheid i se­gre­gację rasową pomogły zdelegalizować batalie toczone przez ruchy oby­wa­tel­skie; poczyniliśmy znaczne postępy w zakresie praw pra­co­wni­czych, praw kobiet, dzieci i osób o różnorakich odmiennościach. Droga do praw człowieka nie jest jednak wyłącznie pasmem zwycięstw, a praca nie do­bie­gła końca. Przypomina nam o tym czas, w którym żyjemy.

🖇

Liczba palestyńskich dzieci zabitych w ciągu piętnastu lat (od 2008 do wrze­śnia 2023) była przerażająca: ponad tysiąc czterysta. Każde z nich, każdy z tych małych wszechświatów został na zawsze wymazany. Od 7 paź­dziernika 2023 do marca 2025 te i tak już makabryczne liczby wzrosły dzie­się­ciokrotnie: w ciągu siedemnastu miesięcy zabito ponad siedemnaście ty­się­cy dzieci, w tym ponad tysiąc niemowląt, których życie zostało prze­rwa­ne, zanim nauczyły się raczkować, mówić, bawić.

🖇

Konflikt wymaga dwóch w miarę porównywalnych ze sobą stron. Izrael i Palestyna nie są takimi stronami: Izrael jest oku­pan­tem, a Palestyna stro­ną okupowaną, Izrael jest kolonizatorem, a Palestyna stroną ko­lo­ni­zo­wa­ną, pozostającą w stanie strukturalnej podrzędności i bę­dą­cą ofiarą sy­ste­mu kontroli i segregacji. Nie, to nie jest konflikt dwóch stron; w naj­lep­szym razie można go postrzegać jako konflikt z człowieczeństwem.

🖇

Mit rasy nie został bynajmniej wymyślony przez Hitlera, ale to on uczynił z niego polityczny sztandar zniszczenia i eksterminacji. To czarna du­sza w bia­łym przebraniu, która unosi się nad nami przez pięćset lat kolonizacji, począwszy od 1492 roku. Wydarzenie, które przedstawiono mi w dzie­ciń­stwie pod nazwą „odkrycie Ameryki”, w rzeczywistości oznaczało początek końca dla tysięcy ludów zamieszkujących amerykańskie kontynenty.

🖇

Prawdziwe jest stwierdzenie, że przed syjonizmem istniała w Pale­sty­nie społeczność żydowska (stanowiąca wówczas 10 lub nieco mniej procent całej populacji); prawdziwe jest stwierdzenie, że większość Żydów, któ­rzy udali się do Palestyny przed ustanowieniem Państwa Izrael i bez­po­śred­nio po nim, zwłaszcza ocalonych z Holokaustu, nie miała do wyboru innych op­cji, ponieważ wiele krajów zachodnich nie zechciało ich przyjąć; tysiące lu­dzi, którym wymordowano rodziny i zniszczono społeczności, znalazło się zatem bez schronienia. Tak samo prawdziwe jest stwier­dze­nie, że wielu Izraelczyków mieszkających dzisiaj w koloniach na Za­cho­dnim Brzegu i we Wschodniej Jerozolimie, zajmujących domy i ziemie Pa­le­styń­czyków, ma amerykańskie, belgijskie, francuskie, australijskie lub ka­na­dyj­skie na­zwi­sko i akcent. Niejednokrotnie ani oni, ani ich rodzice nie uro­dzi­li się w Iz­ra­elu, lecz pochodzą z miast, w których często i chętnie prze­by­wa­ją. I choć mieszkają za granicą, zachowują własność lub kontrolę nad nie­ru­cho­mo­ścia­mi na okupowanym terytorium, przyczyniając się do sy­ste­ma­tycz­ne­go wywłaszczania Palestyńczyków.

🖇

[…]  z silnym australijskim akcentem powiedział: „Witamy w Izraelu!”.
     — W okupowanej Palestynie. Ta część tutaj to oku­po­wa­na Pa­le­sty­na — odparłam z powściągliwym uśmiechem.
     — Palestyna nie istnieje, to jest Izrael — odpowiedział z irytacją w głosie.
     W tym momencie Ibrahim idący obok mnie zapytał go z ożywieniem:
     — A jeśli Palestyna nie istnieje, to kim ja jestem?
     — Ty nie istniejesz — odpowiedział bez mrugnięcia okiem mężczyzna, któ­ry po latach miał się okazać przywódcą jednej z najbardziej agre­syw­nych organizacji osadniczych.
     Nieświadomie natknęliśmy się na człowieka, który już dawno siedziałby w więzieniu, gdybyśmy żyli w sprawiedliwym świecie.

🖇

Niektórzy uważają, że wiedza nie jest procesem nabywania, ale stop­nio­wego odsłaniania, wyzwalania się z uprzedzeń. […]  po­wie­dział mi [Omar Barghouti] wprost:
     — Nie myśl, że jesteś całkowicie wolna od uprzedzeń rasowych!
     — Wiem — odpowiedziałam mu. — I tak, usunęłam je. A właściwie to usuwam je krok po kroku, jakbym warstwa po warstwie obierała cebulę.

🖇

[…]  ponieważ Izrael definiuje się jako „państwo żydowskie”, krytykowanie go jest antysemityzmem, i nie ma tu znaczenia, czy istnieją udo­ku­men­to­wa­ne naruszenia prawa, które można przypisać Izraelowi, czy nie. Takie po­dej­ście jest szkodliwe i nie byłam ani pierwszą, ani jedyną osobą, która tak twierdzi. Jak często powtarzał mi Alon [Confino (1959–2024)], mylenie krytyki Państwa Izrael z antysemityzmem jest bardzo ry­zy­kow­ne zarówno dla Palestyńczyków, jak i dla samych Żydów, po­nie­waż my­śle­nie w tych kategoriach powoduje natychmiastowe koja­rzenie wszyst­kich Żydów z Państwem Izrael. Tak przecież nie jest.

🖇

W Palestynie dzieje się dokładnie to, czego zabrania między­na­ro­do­we prawo. […]  w świetle prawa międzynarodowego izraelską okupację należy uznać za nielegalną.

🖇

[…]  zapomnieliśmy już, że Nelson Mandela poszedł do więzienia pod za­rzutem terroryzmu i odsiedział w nim prawie trzydzieści lat i że dopiero w 2008 roku Stany Zjednoczone usunęły jego nazwisko z czar­nej listy ter­ro­rystów. Zapomnieliśmy, że w oczach nazistów włoscy par­ty­zan­ci byli ter­ro­ry­stami i że w mechanizmie ciemięzca–ciemiężony każdy może być po­strze­ga­ny przez jednych jako terrorysta, a przez innych jako bohater.
     Niestety, opór wyraża się czasami przemocą, a zwykle im więcej prze­mo­cy pojawia się w ucisku, tym gwałtowniejsza staje się odpowiedź.

🖇

Właściwe słowa to wstęp i przygotowanie do sprawiedliwego działania. Dlatego są ważne. […]
     Izrael mówi o „nakazach ewakuacji”, „strefach chronionych”, ale język międzynarodowego prawa humanitarnego został tu postawiony na głowie, użyty na odwrót, aby usprawiedliwić działania woj­sko­we i zbrodnie wo­jen­ne, wymazać podstawowe zasady zachowania dyscypliny i ochrony lud­no­ści w czasie konfliktu zbrojnego: rozróżnienie między cywilami a wojskiem, konieczność wojskową, proporcjonalność.

🖇

[…]  od lat palestyńskie i izraelskie organizacje praw człowieka błagają świat o to, by położył kres okupacji, aneksji i apartheidowi.
     Ileż jest arogancji w postawie nas, ludzi Zachodu, wobec kultur i słów, któ­rych znaczenia, korzeni i istoty nie rozumiemy. Arogancji szeroko roz­po­wszech­nio­nej we wszystkich kręgach, od dziennikarstwa po środowiska aka­de­mic­kie i oczywiście — i najsilniej — polityczne. Ta arogancja przy­czy­ni­ła się do tego, że człowieczeństwo Palestyńczyków stało się nie­wi­docz­ne, a ratunek dla nich jeszcze bardziej odległy.

🖇

Wszyscy wiemy, że od 7 października 2023 roku do teraz zabito ponad sie­demnaście tysięcy dzieci, w tym tysiąc poniżej pierwszego roku życia, ale narracja o palestyńskich terrorystach trwa nadal. Śmierć sie­demnastu tysięcy dzieci nie wzbudziła zainteresowania polityków pod­po­rząd­ko­wa­nych izraelskim interesom i współodpowiedzialnej prasy. Taka jest rzeczywistość Palestyńczyków w 2025 roku. I trzeba ją zobaczyć. A następnie się jej sprzeciwić.
     Wielu z nas walczy z tym ludobójstwem i towarzyszącym mu mil­cze­niem. W tej walce kluczowe jest zdobycie wiedzy i uczciwego spojrzenia.

🖇

Dla setek tysięcy Palestyńczyków, których, począwszy od 1948 roku, za­czę­to więzić w Strefie Gazy, Żydzi okupujący ich ziemie to kolonizatorzy. Od naj­wcze­śniejszych dni istnienia Państwa Izrael z bronią w ręku utrzy­my­wa­li oni ziemie odebrane prawowitym właścicielom, używając w cha­rak­te­rze przyczółków kibuców, które wielu ludzi za granicą postrzegało jako klej­not w koronie wielkiego socjalistycznego modelu nowo powstałego pań­stwa żydowskiego.
     Tę bolesną historię, która nigdy nie doczekała się zadośćuczynienia i na­pra­wy, Palestyńczycy przekazują sobie z pokolenia na pokolenie. Należy przypomnieć, że ich wywłaszczanie rozpoczęło się na długo przed 1948 ro­kiem, podczas trzydziestolecia brytyjskiej kolonizacji (1920–1948). Bry­tyj­czy­cy sprzyjali falom migracji, które sprowadziły do Palestyny wielu eu­ro­pejskich Żydów uciekających przed prześladowaniami i pragnących zbu­do­wać nowe życie na „ziemi przodków”. Tyle że ziemia ta była już za­miesz­kana, a myśl o wypędzeniu jej mieszkańców od początku jasna dla ówczesnych przywódców syjonistycznych.
     Jak można nie uczyć tej historii czy oczekiwać, że ludzie o niej po prostu zapomną?

🖇

Słowa używane do demonizowania Palestyńczyków — „ludzkie zwierzęta”, „nie ma niewinnych cywilów”, „nawet dzieci nie są niewinne” — to­wa­rzy­szą bezkarnej polityce przemocy, będącej echem haniebnej prze­szło­ści, o któ­rej nam, Europejczykom, bardziej niż komukolwiek in­ne­mu nie wolno zapomnieć.
     Powiem bez ogródek: zaprzeczanie powadze tych działań to zamykanie oczu na trwające ludobójstwo. Na zbrodnię, która wymagała pil­nej mo­bi­li­za­cji społeczności międzynarodowej, co niestety dotąd nie nastąpiło, po­nie­waż dziś, podobnie jak wczoraj, zanim powstrzyma się ludobójstwo, trzeba je dostrzec.

🖇

Widoczne zwłaszcza na Zachodzie pragnienie zachowania nar­ra­cji „ne­u­tral­nej” i pozbawionej sporu o prawdę doprowadziło do utrwalenia nie­sprawiedliwości i cierpienia, z pominięciem tego, co Palestyńczycy od za­wsze mówią i czego się domagają.

🖇

Jedną z najbardziej błyskotliwych idei, jakie znalazłam w jego tekście, jest za­proszenie do otwarcia oczu na ryzyko „paradoksu humanitarnego”, to zna­czy takiej możliwości, że interwencje humanitarne wbrew intencjom ich twórców kończą się wspieraniem okupacji wojskowej, zamiast się jej prze­ciw­sta­wiać. Eyal Weiz­man uważa bowiem, że interwencja w celu sko­ry­go­wa­nia konsekwencji pewnych decyzji podjętych przez siły oku­pa­cyj­ne w ja­kiś sposób zwalnia Izrael z odpowiedzialności, także prawnej, po­zwa­la­jąc mu na przekierowanie zasobów na inne cele, a jednocześnie czyni okupację bardziej „skuteczną” i lepiej tolerowaną przez opinię publiczną.

🖇

Jak to możliwe, że dzieje się coś takiego, skoro na papierze każdemu przy­słu­gu­je tak wiele praw? To pytanie silnie rezonuje wśród palestyńskich dzieci, jest wołaniem o sprawiedliwość, która często wydaje się nie­osią­galna. […]
     Jak powiedziała mi czternastoletnia Wadia: „Strach przed śmiercią nie powstrzymuje cię przed śmiercią: powstrzymuje cię przed życiem”.
     Tak wygląda dzieciństwo w Palestynie.

🖇

[…]  dzieci, które spotkałam tamtego lata, wykazały się niezwykłym przy­wią­zaniem do podstawowych wartości, przede wszystkim miłością do nauki. […]  mówili mi o wielkim głodzie wiedzy i gorącym pragnieniu dobrej przyszłości.
     Tak również wygląda dzieciństwo w Palestynie.

🖇

[…]  zanim rodzicom udało się przedostać do Egiptu, kiedy wiedziała, że bra­ku­je im jedzenia, że żyją pod gradem kul i bomb i mogą zginąć w każdej chwi­li. Powiedziała mi jednak, że ilekroć mogli się słyszeć przez telefon, jej ojciec pytał tylko:
     — To co teraz malujesz?
     Malak [Mattar] na początku nie rozumiała:
     — Ale jakie to ma znaczenie, tato?
     Kiedyś jej to wyjaśnił:
     — Jesteś tam z jakiegoś powodu, Malak. Musisz malować nasze życie, na­szą walkę, wszystko, przez co przechodzimy. Jesteś artystką, a więc sta­no­wisz nasz głos.
     Powiedziała, że nigdy nie zapomni tych słów. Ocalały z ludobójstwa pro­si ją, by swoją sztuką dała głos temu, czego doświadcza jej lud.

🖇

Jak mówi afroamerykańska edukatorka i aktywistka Mariame Kaba, nadzieja jest dyscypliną. A ja pozwolę sobie dodać, że nadzieja mo­że i powinna stać się predyspozycją, nawykiem, czymś, co uwa­ża­my za niezbędne i do czego jesteśmy tak przywiązani, że nie możemy się bez niej obejść, niezależnie od naszej logiki czy rozu­mo­wa­nia.
     Nawet jeśli czasem łatwiej powiedzieć, niż zrobić.

🖇

Refaat Alareer zginął w izraelskim nalocie 6 grudnia 2023 roku wraz z bra­tem, siostrą i czwórką dzieci. […]  Miał czterdzieści cztery lata.
     […] 
     Palestyńczycy upamiętniają Refaata białymi latawcami. Jest to na­wią­za­nie do jego wiersza If I Must Die.

Jeśli muszę umrzeć,
ty musisz żyć,
aby opowiedzieć moją historię,
sprzedać moje rzeczy,
kupić kawałek materiału
i kilka sznurków
(niech będzie biały z długim ogonem),
by jakieś dziecko gdzieś w Gazie,
patrząc prosto w oczy nieba,
czekając na tatę, który odszedł w płomieniach —
i nie pożegnał się z nikim,
nawet ze swoim ciałem,
nawet z samym sobą —
zobaczyło latawiec, mój latawiec, który zrobiłeś, szybujący wysoko,
i pomyślało przez chwilę, że jest tam anioł
przynoszący z powrotem miłość.
Jeśli muszę umrzeć,
niech to przyniesie nadzieję,
niech to będzie historia
.

🖇

Kiedy ludzie są wezwani do zaangażowania się na rzecz praw człowieka, my­ślę, że muszą to robić właśnie z ra­dy­kal­nie ludzkiej pozycji: ale ra­dy­kal­nie otwartej, widzącej dobre i złe czyny bez potrzeby oddzielania „do­brych” ludzi od „złych”. Możliwe jest przyjęcie każdego jako istoty ludz­kiej. Każ­de­go.
     Jest coś głęboko wypaczonego w tych, którzy nie uznają czło­wieczeństwa innych.
     […] 
     Na szczęście, nawet jeżeli wciąż jest ich niewielu, są tacy obywatele Izra­ela i tacy Żydzi w diasporze, którzy zdecydowanie bronią praw Pale­styń­czy­ków. To jest właśnie znaczenie motta decolonize your mind: deko­lo­ni­za­cja umysłu oznacza przełamywanie granic i barier, robienie, co w naszej mo­cy, aby pozbyć się po obu stronach wszystkiego, co narosło z czasem i unie­mo­żli­wia nam pozostanie w kontakcie z tym, co najbardziej ludzkie i prawdziwe na Ziemi, naszej wspólnej planecie, która pozostaje dla nas najważniejsza.

🖇

Wszyscy dążyli do tego, by coś osiągnąć.
     Ta cecha Palestyńczyków zawsze mnie uderzała. […]  żyjąc w naprawdę trudnych warunkach, udało im się zachować zapał i miłość do życia prze­peł­nia­ją­ce każde słowo i każdy oddech. Mówiła mi o tym Malak i sa­ma to widziałam u wielu ludzi. Nigdy nie dali się zniszczyć, a to ogrom­na siła: ponieważ kiedy z całych sił dążysz do sprawiedliwego i god­ne­go życia, nikt nie może się wtrącać ani decydować za ciebie.

Francesca Albanese, Kiedy świat śpi. Opowieści,
słowa i rany Palestyny
, przeł. Tomasz Kwiecień,
Wydawnictwo Otwarte, Kraków 2026.
(wyróżnienie własne)

Wielu Izraelczyków za dużo kosztuje utrata przy­wi­le­ju, z jakiego trzeba by im zrezygnować, aby przy­jąć Palestyńczyków jako wolny naród.

🖇

To właśnie musimy zrobić: korzystać z każdej oka­zji, by się nauczyć lepiej widzieć, rozumieć, za­cho­wy­wać i czcić pamięć o tym, co zniknęło, stojąc u boku tych wciąż wal­czą­cych, aby nam pomóc wspólnie ukoić rany skrzyw­dzo­nych narodów.

🖇

Albo zaangażujemy się w bycie rewolucją, albo po­nie­sie­my porażkę, bo żadna zmiana nie nastąpi na świe­cie, je­śli najpierw nie nastąpi w nas sa­mych. Mu­si­my pozbyć się, jedno po drugim, wszystkich uprze­dzeń, które każdy z nas w sobie nosi, aby co­dzien­nie coraz bar­dziej zbliżać się do prawdy.

🖇

Jeśli chodzi o Izrael, to liczne przypadki naruszenia pra­wa obejmują setki tysięcy złamanych ludzkich istnień — zabitych, okaleczonych na ciele i duszy — oraz zni­szczo­ną Strefę Gazy. Trwające od 2023 roku ludobójstwo nie zo­sta­nie wymazane z historii Państwa Izrael i po­dej­rze­wam, że w przyszłości ludzie będą czuli dreszcz gro­zy na widok izraelskiej flagi z powodu tego, co po­peł­nio­no w imie­niu tego państwa i pod jego egidą.
     Dziś jeszcze nie jesteśmy tego w pełni świadomi, po­nie­waż ludzie potrzebują czasu na refleksję i obserwację z dystansu. Nie możemy jednak zapominać, że im dłużej będzie to trwało, tym więcej niewinnych ludzi zginie. […]
     Nawet zwykłe zdobywanie wiedzy i dzielenie się nią jest ważnym wkładem w obalenie apartheidu.

🖇

Ostatecznym celem człowieka jest dojść do tego,
żeby nigdy nie odczuwać strachu.

Italo Calvino (1923–1985)

(tamże)

piątek, czerwca 19, 2026

6150. Obyśmy…

Właściwy dystans — czy też dialektyka — między życiem swoim, osoby uprzywilejowanej, a życiem innych został moim zdaniem dobrze uchwy­co­ny w wierszu palestyńskiego pisarza Mahmuda Darwisza:

Robiąc sobie śniadanie, pomyśl o innych.
Nie zapomnij nakarmić gołębi.
Rozpoczynając swoje wojny, pomyśl o innych.
Nie zapomnij o tych, którzy chcą pokoju.
Regulując rachunek za wodę, pomyśl o innych.
O tych, którzy piją tylko z piersi obłoków.
Wracając do domu, swojego domu, pomyśl o innych.
Nie zapomnij o narodzie w namiotach.
Zasypiając i licząc gwiazdy, pomyśl o innych.
Istnieją tacy, którzy nie mają gdzie śnić.
Stając się wolnym dzięki metaforom, pomyśl o innych.
O tych, którzy nie mają prawa głosu.
Myśląc o innych, dalekich, pomyśl o sobie.
Obym w ciemności choć małą świeczką był, powiedz
.

Nigdy nie zdołamy tak skulić się w sobie, by wcisnąć się w tę ciasną prze­strzeń, którą ograniczamy licznymi zakazami, w imię fałszywie pojętej przyzwoitości odmawiając sobie prawa zarówno do cierpienia, jak i do radości. Musi być możliwe pogodzenie naszej wrażliwości na świat i na innych ludzi z pełnym przyzwoleniem na odczuwanie różnego rodzaju emocji.

Czasem mamy wrażenie, że kiedy ludzkość wkracza w tak mroczną i peł­ną przemocy epokę, trzeba zrezygnować z marzeń o osobistym szczę­ściu. Ale to byłby błąd. Szczęście rozkwita czasem w najbardziej nie­ocze­ki­wa­nych miejscach i w najdziwniejszych okolicznościach. Nie ma żadnego powodu, by z niego rezygnować, póki ludzkości zostanie jeszcze choć pięć minut istnienia na ziemi – ani nawet wtedy. […]  Ta cząst­ka nas samych, która mogłaby się mieć dobrze — i która chce mieć się dobrze — w żaden sposób nie przeszkadza nam angażować się spo­łecz­nie czy interesować się sytuacją na świecie.

[…]  muszę wam opowiedzieć, co mnie prowadzi przez noc, oprócz mi­łości i wsparcia ze strony mojej wspólnoty. Jest to wiara w potężną siłę stwórczą, która działa w świecie istot żywych i dąży ku życiu, różno­rod­no­ści, uleczeniu i naprawie. Ta siła działa poprzez nas, przez naszą mi­łość do ludzi, naszą pracę na rzecz sprawiedliwości, ujaw­nia się w na­szej od­wa­dze i w śmiałości naszych wizji. Nie po­trze­bu­je­my księży i dusz­pa­ste­rzy, ani nawet czarownic, żeby po­śred­ni­czy­ły między nami a tą siłą. Każda i każdy z nas ma do niej bezpośrednie doj­ścia. Istnieje ona we­wnątrz nas, nieskończona, nieznająca gra­nic. W osta­tecz­nym roz­ra­chun­ku okazuje się potężniejsza od strachu, od prze­mo­cy i od nienawiści. Życzę wam wszystkim intensywnego spo­tka­nia z tym czymś, co wzmac­nia wasze życie duchowe, cokolwiek to jest. Życzę wam, by ci albo te, albo to, co kochacie najbardziej, da­wa­ło wam siłę”. Tak właśnie rozumiem „szczęście” — pozostawanie w kon­tak­cie z tą siłą, o której pisze Starhawk.

Mona Chollet, Nie dać się poczuciu winy. O tym, co nam
przeszkadza w życiu
, przeł. Magdalena Kowalska,
Wydawnictwo Karakter, Kraków 2026.
(wyróżnienie własne)

6149. Z oazy (CDLV)

Wra­żenia po doskonałych książkach opadają długo. Niczym trawienie, proces ten pochłania wszelkie moje energetyczne moce, zostawiając tylko tyle siły, by starczyło na codzienną rehabilitację i gapienie się w niebo podczas picia kawy.

Tak było w przypadku tej lektury. Sięgnęłam po nią z powodu Autorki, nie tytułu. Ponieważ choroba zmiotła z planszy mojego życia wszystkie odcienie poczucia winy — żarło to tyle energii, jaką już od dawna nie dysponuję — więc gdyby tę książkę na­pi­sał ktoś inny, nawet nie rzuciłabym kątem oka na okładkę, umieszczając tytuł w ka­tegorii poradników z cyklu jak być szczęśliwym od wczoraj. Między Bogiem a prawdą w pierwszej chwili, zanim dojrzałam nazwiska Autorki, dokładnie to zdą­ży­łam pomyśleć.

Rozkosz z czytania jak zwykle oznaczała ogromny mozół podczas wydłubywania fragmentów, które koniecznie, bezwzględnie, zawsze muszę pod ręką mieć. Piękne i w punkt wszystkie. Wciąż!

Hałda destrukcyjnych myśli oddzieliła nas od możliwości prze­ży­wa­nia zwy­czajnie, lekko i radośnie nowej sytuacji, w której się zna­la­złyśmy. Te myśli odkładają się w nas, tworząc z czasem jakby che­micz­ny osad, czysty koncentrat naszych wewnętrznych ogra­ni­czeń. Chciałabym zbadać skład tego osadu, zanalizować go, tak by ta ana­li­za przyniosła pożytek i mnie samej, i innym.

🖇

[…]  trzeba, byśmy zwróciły uwagę na naszą nie­win­ność, nawet jeżeli zazwyczaj trudno nam uwierzyć, że ona w ogóle istnie­je. Już to tylko, samo w sobie, wy­da­je się nie­zwykle znaczące.

🖇

[…]  „wróg wewnętrzny”, o którym tu mowa, jest tak naprawdę wro­giem uwewnętrznionym. Jest to po prostu rezultat dłu­go­trwa­łe­go osa­dza­nia się w nas wroga zewnętrznego. To by wyjaśniało, dla­cze­go gru­py zdo­mi­no­wa­ne, na których temat krąży wiele ne­ga­tyw­nych ste­reo­typów — dzieci, ko­bie­ty, mniejszości seksualne lub rasowe – są szcze­gólnie podatne na działanie tego me­cha­nizmu. Zastanawiając się nad poczuciem winy, trzeba za­sta­no­wić się rów­nież nad tym, kto i po co je wywołuje oraz jakie korzyści za­mie­rza z tego czerpać.

🖇

Mimo otaczającej ją powszechnie aury potępienia przemoc „wycho­waw­cza” – fizyczna czy psychiczna – nadal sieje spustoszenie. Jej uporczywe trwanie jest zjawiskiem wręcz zdumiewającym. Repre­syj­na koncepcja istoty ludz­kiej i ludzkiego życia, wpisana w naszą pa­mięć cielesną i emocjonalną, prze­cho­dzi z pokolenia na pokolenie, czę­sto bez naszego świadomego udziału.

🖇

[…]  wszystkie słowa określające czynności istniały od początku za­rów­no w żeńskiej, jak i męskiej formie.
     [Éliane] Viennot podkreśla, że „nieprawdą jest, iż rzeczowniki żeń­skie pochodzą od męskich”, mimo że tak twierdzą liczni gra­ma­tycy po­świę­ca­jący całe rozdziały swoich książek „kształtowaniu się form żeńskich rze­czowników”, zamiast pisać raczej o „kształtowaniu się rzeczowników osobowych”.

🖇

Nawet jeśli inne religie wynalazły własne formy wywoływania w ludziach poczucia winy, nawet jeśli na samo chrześcijaństwo składały się bardzo róż­ne, nieraz antagonistyczne prądy, nie zmienia to faktu, że chrześcijański Zachód jest szczególnie mocno naznaczony obsesją winy.

🖇

Pewność i nieuniknioność Upadku jest wdrukowana w połączenia nerwowe w naszych mózgach. […]  Jedna rzecz to zdawać sobie sprawę z tego, że ży­cie jest zmienne, że jego równowaga jest zawsze zagrożona i że coś złego może się zdarzyć. Inna zaś — być przekonaną, że to musi się zdarzyć, że po każdym szczęśliwym zdarzeniu musi nastąpić cios, a ten cios jest karą lub ceną, którą trzeba zapłacić. „Jesteśmy tak uwarunkowani, by w każ­dej chwi­li pośród przyjemności oczekiwać nagłego zwrotu, obrotu fortuny, ra­chunku do zapłacenia” — pisze Raoul Vaneigem. Innym razem formułuje to tak: „Lubię głaskać kota, nie myśląc o tym, jak ostre są jego pazury”.

🖇

Boisz się złożyć broń, bo boisz się utracić władzę. Ale władza nigdy nie była twoja. Twój jest tylko lęk.
   — Elizabeth Gilbert

🖇

Żeby bowiem zbuntować się przeciwko niesprawiedliwościom i nie­rów­no­ściom, żeby uwierzyć w możliwość postępu, trzeba najpierw przezwyciężyć przekonanie o złu nieodwracalnie wpisanym w naturę człowieka. […]  Lytta Basset pisze, że koncepcja grzechu pierworodnego to „pranie mózgu” i „wza­jem­ne zadręczanie się”.

🖇 📎

Wyobrażenia są faktami. Mają nad nami władzę, determinują nasz los w wymiarach mentalnym, uczuciowym, zawodowym, ekonomicznym, praw­nym […]. Zawsze towarzyszą nierównościom i wszelkiej dyskry­mi­na­cji. Pozwalają dojrzeć relacje władzy tam, gdzie ich istnienia zupełnie nie podejrzewałyśmy. Dlatego tak ważne jest, by je rozpoznawać. Dlatego nie można pozwolić sobie na to, by stać się ich igraszką, by im ulegać — ani jako ofiara, ani jako współwinna czy współwinny. Nie ma wyjścia, czas zacząć polowanie na duchy.

🖇

[…]  jestem coraz bardziej przekonana, że te dwie sfery — fakty i wy­obra­że­nia — nie są bynajmniej odrębne, raczej stale przenikają się nawzajem.

🖇

[…]  problemem, który mnie interesuje, są nie tyle nasze nawyki myślowe, ile stojące za nimi stosunki władzy. […]  poczucie winy wynikające z sa­me­go naszego bycia na świecie, poczucie nieprawomocności czy nie­sto­so­wno­ści naszego istnienia, poczucie, że wszystko robimy źle — są to do­świad­cze­nia znacznie wykraczające poza tak zarysowane ramy. Poczucie winy jest podstawowym i wszechobecnym faktem wynikającym z kondycji kobiety.

🖇

Kobiety, jak każda grupa zdominowana, żyją w gęstej sieci przesądów, ka­ry­katuralnych wyobrażeń, odruchowej wrogości, przez którą naprawdę trudno im się przebić, kiedy chcą zaistnieć jako podmioty, kiedy chcą zostać wysłuchane i potraktowane poważnie, kiedy chcą bronić swojego zdania, swojej wiarygodności czy swojego interesu.

🖇

Kobiety mają zawsze się dostosowywać, mają starać się zajmować tylko tyle przestrzeni, ile im łaskawie zostawiono.

🖇

Kiedy spotkały się w 2005 roku, [Camille] Paglia opowiedziała jej [Virginii Despentes], że w latach sześćdziesiątych na kampusach uniwersytetów ame­ry­kańskich „sypialnie dziewcząt zamykano o dziesiątej wieczorem, a chłopcy mogli robić, co chcieli. Pytałyśmy: «dlaczego traktuje się nas ina­czej?». Odpowiedziano nam: «bo świat jest niebezpieczny, możecie zo­stać zgwałcone». Odpowiedziałyśmy: «dajcie nam prawo za­ry­zy­kować»”.
     Istnieje też inne rozwiązanie: zamiast narzucać kobietom godzinę po­li­cyj­ną, dlaczego by nie wyznaczyć jej mężczyznom, skoro wśród nich mo­gą się znaleźć gwałciciele? Czy nie byłoby to bardziej logiczne? Taką pro­wo­ka­cyj­ną propozycję wrzuciła w 2018 roku na Twittera Danielle Muscato, ame­ry­kańska feministka. Zaproponowała swoim obserwatorkom, by za­sta­no­wiły się, co zrobiłyby ze swoją wolnością, gdyby mężczyźni od dzie­wią­tej wieczorem nie mieli prawa wychodzić z domu. Dostała setki odpowiedzi.
     Pośród chóru obrażonych męskich głosów („przecież nie wszyscy męż­czy­źni…” i tak dalej) znalazły się na przykład takie wypowiedzi: „Cho­dzi­ła­bym sobie do parku oglądać gwiazdy”, „Cho­dzi­łabym na długie sa­mot­ne spa­ce­ry”, „Chodziłabym po Central Parku, słuchając muzyki na słu­chaw­kach”, „Snułabym się po Paryżu i wracałabym do domu pierwszym metrem”, „Jeździłabym całą noc samochodem, nie bojąc się zatankować albo iść się wysikać”, „Spałabym pod namiotem”, „Ubierałabym się, jak chcę”, „Całe lato spałabym w swoim ogrodzie”, „Chodziłabym do baru pisać przy drin­ku”, „Chodziłabym na imprezy, tańczyłabym i piłabym, ile tylko bym chciała”…
     Wszystkie te rzeczy wolno nam robić. Ale jakże inaczej by się robiło to wszystko bez ciągłego niepokoju, bez ciągłej potrzeby pilnowania się, na luzie i z poczuciem, że jesteśmy na świecie w pełni u siebie. […]
     W propozycji Danielle Muscato nie chodziło o to, by zaraz wprowadzać ją w życie, co byłoby rzecz jasna niemożliwe, lecz o to, by pobudzić myślenie i wyobraźnię. Wywołane przez nią reakcje oburzenia pokazują, jak bar­dzo uświęcona jest dla nas wolność mężczyzn, mimo że prze­cież bez szemrania akceptujemy ograniczenia, którą istnienie prze­mo­cy seksualnej nakłada na kobiety. Wyobrażony zamach na wol­ność do­mi­nu­ją­cych jest najwyraźniej trudniejszy do zniesienia niż real­ny za­mach na wolność zdominowanych.

🖇

Na obwinianie ofiar wpływają dwa ukryte czynniki. Pierwszym jest próba uniknięcia trudnej do zniesienia prawdy, że nie ma żadnego sposobu, by zapobiec gwałtowi, żadnej możliwości, by mieć pewność, że to się nie przy­tra­fi nam albo osobie, którą kochamy. Dlatego, jak zauważa Giulia Foïs, wolimy myśleć, że „ta, której to się zdarzyło, zrobiła coś nie tak. Wystarczy nie popełniać tych błędów co ona i można mieć pewność, że to się nie sta­nie”. Po raz kolejny więc trafiamy na zasadę, że „lepsze poczucie winy niż poczucie bezsilności”, tym razem w kontekście ofiar.

🖇

[…]  mamy prawo same wybierać, na którą wojnę chcemy iść, a na którą nie (możemy nawet nie iść na żadną). Co więcej, okoliczności mogą być bardzo różne i nie zawsze mamy takie samo pole manewru. Czasami można sobie pozwolić na sprawdzenie granic i podejmowanie ryzyka, czasem zaś naszym prawem, a nawet obowiązkiem jest robić to, co konieczne, żeby przetrwać.

🖇 📎 📎

Na pierwszy rzut oka można by myśleć, że dzisiaj w świecie zachodnim otaczamy dzieci uwielbieniem, że robimy wszystko, co w naszej mocy, by zapewnić im optymalny rozwój.

🖇

[…]  choć złe traktowanie w dzieciństwie, fizyczne czy psychiczne, jest wspól­nym losem większej części ludzkości, to zarazem uporczywie pozostaje tematem tabu. Stale wymyślamy wymówki dla rodziców, których przecież kochamy i od których jesteśmy na wszelkie sposoby zależne, a kiedy sta­je­my się dorosłe, bagatelizujemy, wypieramy albo usprawiedliwiamy to, co musieliśmy znosić.

🖇

„Nie mogłabym tego nigdy zrobić komuś, kogo kocham — powiedziała Ann.
     — Zrobić czego?
     — Dzieciństwa”.
     I wymienia: „Niepewność, całkowity brak autonomii i poczucia kontroli. Każą ci opuszczać miejsca, których za nic nie chcesz opuścić, i jechać w miej­sca, w których za nic nie chcesz być. Strach, szykany, bezsilność, przymus […].

🖇

Problemem jest dziecko. Nie dynamika rodziny. Nie świat. Nie trudności życiowe. […]  Zwolennicy i zwolenniczki tradycyjnego wychowania oskar­ża­ją wychowanie pozytywne o idealizowanie dzieci, nie zauważając, że ich postrzeganie rodziców, i w ogóle dorosłych, też jest wyidealizowane i nie­przy­sta­jące do rzeczywistości.

🖇

Bicie dzieci […]  powinno być prawnie zakazane — swoją drogą, we Francji ten zakaz obowiązuje od 2019 roku — jednak nie dlatego, że jest przemocą, lecz dlatego, że „świadczy o straszliwej bezsilności” rodziców. Rodzic, który ucieknie się do tego rozwiązania, ryzykuje, że upiorny bachor spojrzy mu prosto w oczy i rzuci twardo: „Tylko na tyle cię stać?”.

🖇

[…]  tracimy z oczu podstawowy fakt: dzieci nie mają żadnej władzy. Są całkowicie zależne od rodziców, fizycznie, materialnie i emocjonalnie. Są niedoświadczone, wrażliwe, bezbronne.

🖇

Wiele jest dokumentów ukazujących skalę przemocy znoszonej przez dzieci ze strony osób, które teoretycznie powinny się o nie troszczyć: rodziców, opiekunów i opiekunek, nauczycieli i nauczycielek…

🖇

[…]  frustrujące jest spotykanie się, nawet w środowisku feministycznym, ze stereotypem, że odmowa macierzyństwa oznacza obojętność, a nawet wro­gość wobec dzieci.
     Można przecież nie chcieć mieć dzieci — tak było ze mną — a mimo to przej­mować się dobrostanem tych, które żyją wokół nas. Posiadanie dzieci z kolei nie oznacza wcale automatycznie miłości dla nich — wszechobecność „wychowawczej” przemocy świadczy o tym dobitnie. Przeciwnie, może na­wet osobie, która nigdy nie przeszła na drugą stronę, na stronę rodziców, ła­twiej zachować ściślejszy kontakt z własnym dzieciństwem, być bliżej punktu widzenia dziecka […].

🖇

Świat nie jest skrojony na potrzeby dziecka. Jest ono wręcz zakłó­ce­niem jego logiki, opartej na porządku, racjonalności, tempie pracy, wydajności i rozsądnym zarządzaniu czasem.

🖇

Na sukces życiowy ma wpływ ogromna liczba czynników generujących różnego rodzaju niesprawiedliwości i nierówności — do najważniejszych należą kapitał ekonomiczny i kulturowy wyniesione z domu. Tylko jeden z tych czynników nic nie kosztuje i jest dostępny tak samo dla wszystkich, a mianowicie wiara pokładana przez rodziców we własne dziecko. Może więc warto przestać ją ośmieszać, traktując pogardliwie […].

🖇

Zwolenniczki i zwolennicy wychowania autorytarnego wydają się sądzić, że w stosunku do dziecka świat ma zawsze rację. Wierzą w absolutne, ślepe posłuszeństwo. Obca im jest idea, że zasady życia społecznego można by negocjować, że one już są negocjowane.

🖇

[…]  dzieci, być może dlatego, że znajdują się w obiektywnie słabszej pozycji i są całkowicie zdane na łaskę dorosłych, bywają bardzo wrażliwe na nie­spra­wie­dli­wość i nigdy jej nie zapominają.

🖇

[…]  zawsze chodzi o to samo:
to wszystko dla twojego dobra.

🖇

Tak, dzisiaj „kochamy dzieci”, ale jako przedmioty, jako fetysze i trofea.

🖇

[…]  dorosłym tylko się wydaje, że widzą dzieci takimi, jakie one są. Tak naprawdę widzą oni swoje własne wyobrażenia na temat dzie­ciń­stwa. Interpretują zachowania dzieci przez pryzmat idei, które wcześniej sami sobie o nich wytwarzają.
   — Dion Sommer

🖇

[…]  dzieci urodzone w rodzinach imigranckich, czarnych lub arabskich, są coraz bardziej demonizowane w dyskursie publicznym i w mediach. Fatima Ouassak […]  nazywa taką odmianę dehumanizacji „deinfantylizacją”. „Kie­dy my patrzymy na nasze dzieci, widzimy szczerbate uśmiechy, roz­wią­za­ne sznurowadła, ręce upaćkane flamastrami – widzimy dzieci. Kiedy patrzy na nie system, nie widzi dzieci – widzi zagrożenie, widzi tysiące biedaków, muzułmanów, Czarnych i Arabów, którzy roją się w szkołach publicznych. System je deinfantylizuje”.
     Dziecko postrzegane jako istota niewinna, pełna możliwości, godna tros­ki i zainteresowania to zasadniczo białe dziecko z klasy średniej i wyższej.

🖇

Rodzice, którzy wstydzicie się tego, że tracicie panowanie nad sobą i krzyczycie na swoje dzieci — przeproście.

🖇 📎 📎 📎

Kobiety nie tylko milczą wobec innych na temat swoich doświadczeń, lecz także same biorą udział w kontrolowaniu i ocenianiu innych. […]  „Może pani w to wierzyć lub nie, ale są osoby, które uważają doświadczenie macierzyństwa za coś pozytywnego. Ale do tego trzeba trochę dorosnąć”.

🖇

[…]  niezależnie od sytuacji, w jakiej się znajdujemy, nigdy nie je­steśmy traktowane jak dorosłe, samowystarczalne i samodzielne myślące osoby.

🖇

Jak słusznie ujęła to Cécile Doherty-Bigara, matka jest stale narażona na kry­tykę i nigdy nie robi dość, natomiast ojciec — „wystarczy, żeby nie był kompletnym łajdakiem, i wszyscy będą zachwyceni”. Ten rozdźwięk między poziomem zaangażowania oczekiwanym od matki i od ojca jest częścią szer­sze­go systemu nierówności — domowych, zawodowych, ekonomicznych — któ­re najczęściej dramatycznie pogłębiają się po przyjściu na świat dziecka.

🖇

Również dla Illany Weizman ten przymus siedzenia cicho był trudny do zniesienia. […]  „[…]  «a to wszystko minie, nie martw się». Być może wszystko kiedyś minie, ale w tej chwili jestem w samym środku tego. Być może wszystko minie, ale jakim kosztem? Co ze mnie zostanie po odejściu tego mroku?”

🖇

Ten mechanizm dotyka wszystkie grupy zdominowane: przemoc, której doświadczają, jest kompletnie niewidoczna, jakby w ogóle nie istniała, a w związku z tym każdy odruch buntu z ich strony interpretuje się jako przejaw ich agresywnej natury.

🖇 📎 📎 📎 📎

[…]  „nie moż­na rozkazać oliwkom, żeby szybciej dojrzewały” — jak mówi śródziemnomorskie przysłowie.

🖇

Biolog Olivier Hamant zauważa: „Żywa istota nie jest produktywna: nie jest ani skuteczna (jej istnienie nie ma celu), ani wydajna (marnuje ogrom­ne ilości energii i zasobów)”. Jeśli czasami ulegamy złudzeniu, że jest od­wrot­nie, to dlatego, że w XIX wieku „myślenie w kategoriach opty­ma­li­za­cji w przemyśle zostało przeniesione na istoty żywe”. Skutkiem tego jest rów­nież chybiona interpretacja teorii Darwina. Najczęściej rozumie się ją tak, że w procesie ewolucji przetrwają tylko najsilniejsi — a tak naprawdę ewo­lu­cja selekcjonuje organizmy, które „mają cechy wystarczające”. Tak, po prostu „wystarczające”. „Można więc powiedzieć, że ocena dostateczna, taka trójka z plusem, wystarczy, żeby przetrwać miliony lat” — pisze Ha­mant. I dodaje: „Myślenie o żywych organizmach tak, jakby były zopty­ma­li­zo­wa­ny­mi systemami, dużo mówi o naszej obsesji wydajności, lecz nie­wie­le o żywych organizmach”.

🖇

Takie przerwy służą regeneracji, odświeżeniu umysłu, są nie­zbęd­ne dla zdrowia psychicznego i uzupełnienia strat energetycznych. „«Marnowanie czasu» jest potrzebne, zdrowe i nor­mal­ne” — podkreśla [Devon] Price.

🖇

Występując przeciwko katolikom — którzy wierzyli, że każda jednostka mo­że zasłużyć na zbawienie, pod warunkiem że trzyma się z dala od grzesz­nych pokus — twórcy protestantyzmu głosili, że ludzie są z góry skazani na zbawienie lub potępienie, zgodnie z jakąś tajemniczą logiką, na którą żadne ich działania nie mają wpływu. Zamiast jednak w związku z tym uznać, że nie ma co się przejmować, i zacząć spokojnie korzystać z życia, protestanci propagowali życie surowe, w pełni poświęcone pracy i ciągłemu wypa­try­wa­niu znaków bycia wybranym.

🖇

„Ja” to nie tylko ktoś, kto myśli i działa. To również ktoś, kto czuje i doświadcza, zgodnie z rytmem wciąż odnawiającej się energii wewnętrznej.
   — Françoise Héritier

🖇

Tricia Hersey, jak wiele innych Amerykanek i Amerykanów, ma za sobą doświadczenie ubóstwa, prekariatu, wydłużonych dni pracy, zwracania pożyczek studenckich i narastającego wyczerpania. Stopniowo jednak za­czę­ła wprowadzać w swoją codzienność małe obszary oporu przez od­po­czy­nek — jak chwila sjesty czy moment rozmarzenia i zagapienia się w ok­no… Naśladowała w tym swoją babcię Orę, która — choć jej życie było na­praw­dę ciężkie i na co dzień doświadczała segregacji rasowej — umiała każ­de­go dnia znaleźć pół godziny, które spędzała, siedząc w samotności, po ciemku, bez ruchu. Był to jej kawałek czasu i przestrzeni, gdy mogła po prostu być. Kiedy Tricia pytała ją, po co to robi, ona odpowiadała: „Daję odpocząć mo­im oczom i słucham, co Bóg ma mi do powiedzenia”.

🖇

Próbuję ze spokojem przyjmować nieuniknione spowolnienia, zawirowania, po prostu rytm życia.

🖇

Osoby dyskryminowane często pracują bardzo intensywnie po to, by od­da­lić od siebie obraźliwe stereotypowe wyobrażenia, które funkcjonują na ich temat. Ciężką pracą zadają kłam uprzedzeniom przedstawiającym je jako osoby głupie, niekompetentne, leniwe…

🖇

Zasługujemy na coś lepszego niż nieustanne przemęczenie. Jestem przekonana, że największym darem, jaki mogłybyśmy ofiarować światu, byłaby nasza spokojna, życzliwa obecność w nim.
   — Nicola Jane Hobbs

🖇

[…]  przekonanie, iż wszyscy jedziemy na tym samym wózku, jest tylko częściowo prawdziwe. Kapitalizm zawsze wybiera dobro jednych kosztem dobra innych. Reklamy usług dostawczych i firm sprzątających dobitnie świadczą o tym, że kapitalizm tylko wtedy zachęca nas do odpoczynku, beztroski, bezczynności i spokoju, jeżeli ma pewność, że ktoś inny będzie harował za nas.

🖇

Kultura przepracowania prowadzi do tego, że zaniedbujemy siebie i ciągle wyżej podnosimy poprzeczkę naszej fizycznej wytrzymałości. Mentalność, której zasadą zdaje się odmowa „wsłuchania się w siebie” — wyrażenie to ma swoją drogą bardzo negatywny wydźwięk — jest wszechobecna.

🖇

[…]  obraźliwe zwroty, wibrujące nienawiścią do wszelkich prze­ja­wów wraż­li­wości i słabości, od lat są używane na prawicy, by piętnować akty­wi­stki i ak­ty­wi­stów walczących z seksizmem czy rasizmem: „mazgaj­skie po­ko­le­nie”, „obrażone pokolenie”, „beksy”, „dzidzie”, „prze­wraż­li­wie­nie”, „wy­de­likacenie”, „moda na robienie z siebie ofiary”…
     W roku 2001 Raoul Vaneigem doszedł do wniosku, że „prawa człowieka” są co najwyżej niezbyt ambitnym rozwinięciem podstawowego „prawa do przetrwania”, i opublikował Deklarację praw istoty ludzkiej. Artykuł sze­sna­sty został zatytułowany Każda jednostka ludzka ma prawo do szacunku dla swojej wrażliwości. Czytamy w nim: „Wrażliwość jest pierwszym prawem dziecka. Dorosłemu pozwala zachować w sobie dzieciństwo, pomnażać jego emocjonalne bogactwo i rozwijać inteligencję emocjonalną”.

🖇

Trzeba zakwestionować mistykę cierpienia, która zbyt często przyjmowana jest jako oczywistość — a to się bardzo opłaca tym, którzy chcą nas wy­zy­skiwać.

🖇

[…]  sformułowanie „płatek śniegu” bardzo trafnie wyraża to, czym je­ste­śmy. A prawicowa ideologia, która uznaje każdy głos domagający się sza­cunku, uwagi czy godnego traktowania za kaprys przewrażliwionego po­ko­le­nia, idealnie wpisuje się w polityczny projekt uciskania społeczeństwa, pogłębiania nierówności społecznych i podkopywania instytucji państwa opiekuńczego.
     W tej polemice ujawnia się kluczowa linia podziału w społeczeństwie, na­wet jeśli nie zawsze bywa ona wprost nazywana. Zakwestionowana zostaje norma, którą było tłamszenie swojego ja, tłumienie swoich potrzeb, surowe traktowanie siebie i innych. Zaczyna się rysować w debacie publicznej no­wa prawda, zgodnie z którą odwagą jest powiedzieć „nie”, zadbać o sie­bie, śmiało stawać w swojej obronie, a nie tylko wciąż zaciskać zęby, pod­po­rząd­ko­wu­jąc się oczekiwaniom innych.

🖇 📎 📎 📎 📎 📎

Nie śpiesz się tak z potępianiem kogoś, kto robi coś inaczej niż ty, myśli inaczej niż ty, nie jest tak szybki jak ty. Był taki czas, kiedy ty również nie wiedziałeś tego, co wiesz teraz.
   — Malcolm X

🖇

Twój kolega czy szwagier, który rozsiadłszy się wygodnie, z nogami na stole, domaga się, byś mu udowodniła, że patriarchat istnieje, nie za­słu­gu­je na nic więcej niż pogarda. Ale jeśli któregoś dnia poczujesz w so­bie dość energii i cierpliwości, a trafisz akurat na osobę pełną dobrej woli i szczerze zainteresowaną, to masz szansę doprowadzić do jednej z tych zmian, które zostają w człowieku na całe życie. […]
     Każdy przypadek osobno — oto, co nam umknęło.

🖇

[…]  mamy prawo do jednego i drugiego — zarówno do wchodzenia w role tradycyjnie uznawane za męskie, jak i do przyjmowania, cał­ko­wi­cie świadomie, postaw, których nas wyuczyła socjalizacja do roli kobiecej.

🖇

„Brać coś na swoje barki” to czuć się odpowiedzialną czy odpowiedzialnym za dobre samopoczucie innych w ich imieniu, brać wszystko na siebie, uci­sza­jąc własne potrzeby. Znaczy to również niedocenianie czy nie­do­strze­ga­nie potencjału innych ludzi, ich zdolności do samodzielnego zmie­rze­nia się z sytuacją, ich odporności na zranienia czy napotykane trudności.
     Z kolei „brać sobie coś do serca” to być obecną, solidarną i uważną, dzia­łać, pomagać, ale nie odbierając innym poczucia sprawczości oraz sza­nu­jąc własne granice i własne potrzeby.

🖇

[…]  pojęcie przywileju wydaje mi się użyteczne, gdyż uczula nas właśnie na te ślepe plamki w naszym doświadczaniu świata, powstrzymuje nas od uznawania naszego doświadczenia za uniwersalne albo od bezmyślnego unieważniania doświadczeń innych ludzi.

🖇

Nieraz na naszą tożsamość składa się przynależność zarówno do grupy zdo­mi­nowanej, jak i do grupy dominującej (w kategoriach takich jak płeć, kolor, pochodzenie społeczne). Doświadczenie przynależenia do jednej z ka­tegorii zdo­minowanych uczy mnie, że powinnam wziąć pod uwagę, że cze­goś mogę nie dostrzegać jako osoba należąca do grupy do­mi­nującej.

🖇

Kiedy tak się zadręczamy, samotne, bezradne i zdezorientowane, nie mamy żadnych szans przeciwko garstce pozbawionych skrupułów brutali, którzy pustoszą planetę i ludzkie kultury.
   — Catherine Dorion

🖇

Łatwo jest operować ideami, póki są one abstrakcyjne. Trudniej się robi, kie­dy chcemy je zastosować w praktyce i realnie oddziałać na materię rze­czy­wistości.

🖇

Skutki podejmowanych przez nas działań nie zależą jedynie od naszych in­ten­cji — te są bowiem zawsze racjonalne i abstrakcyjne – lecz również od wielu niepodlegających naszej woli czynników. Czasem […]  wy­ni­kają z uwa­run­ko­wań zewnętrznych, związane są z różnymi dzia­ła­ją­cymi w świe­cie zewnętrznym systemami. Koncentrując się je­dy­nie na jed­nost­ko­wej moralności, zachowujemy się tak, jakby te systemy nie istniały, a tym samym — pozwalamy im dalej spokojnie funkcjonować.

🖇

Ulegamy manipulacji nie tylko, jeśli chodzi o nasze wybory konsumenckie, lecz także dając sobie wmówić nadmierne poczucie winy z nimi związane i prze­konanie o niezwykle doniosłym znaczeniu tych wyborów.

To my odczuwamy skutki decyzji podejmowanych przez
pro­du­cen­tów, a nie odwrotnie.

Zrzucanie odpowiedzialności na konsumentów i konsumentki od początku było ich świadomie przyjmowaną strategią. Amerykański film doku­men­tal­ny Plastic Wars opowiada o tym, jak pod koniec lat osiemdziesiątych wiel­kie koncerny głośno promowały recykling, by zapobiec wprowadzeniu za­ka­zów sprzedaży ich produktów. Ta zasłona dymna stosowana jest do dziś.

Plastic Wars, reż. Rick Young, 2020.

[…]  materiał z tworzywa sztucznego przez cały czas swojego istnienia stale przyczynia się do globalnego ocieplenia; recykling jest w dużej mie­rze ilu­zją, zresztą plastik z recyklingu okazuje się jeszcze bardziej nie­bez­piecz­ny dla zdrowia niż nowy…

🖇

Poczuwając się do winy w imieniu jakiejś zbiorowości, zaprzeczamy istnieniu sieci współzależności, w które wszyscy jesteśmy uwikłani, oraz wpływowi, jaki wywierają na nas zewnętrzne struktury.
   — Philippe Vion-Dury

Mona Chollet, Nie dać się poczuciu winy. O tym, co nam
przeszkadza w życiu
, przeł. Magdalena Kowalska,
Wydawnictwo Karakter, Kraków 2026.
(wyróżnienie własne)

Od­najdźmy w sobie tę potężną siłę, która da nam poczucie, że to, co robimy, jest słuszne i war­to­ściowe, która da nam poczucie fundamentalnej niewinności wobec wszelkiej władzy. Teraz, w czasie, kie­dy kończę pisanie tej książki, wydaje mi się, że bę­dzie­my tego bardzo potrzebować.

🖇

Mamy prawo cieszyć się życiem, doceniać to, co naj­lep­sze w tu i teraz, korzystać z całej wolności, jaką dyspo­nu­je­my w danej chwili, starać się żyć jak najgodniej i naj­szczęśliwiej. Po co pragnąć szczęścia dla wszystkich, gdy porzuca się szczęście, które się ma?

🖇

„Człowiek dobrze wie, co go interesuje” — pisze Cathe­ri­ne Dorion. „Wszyscy się rodzimy z tym we­wnętrz­nym kompasem. Odnajdźmy go w sobie, we wszystkich sfe­rach naszego życia. Wtedy inni, będąc pod wrażeniem na­szej otwartości, również odkryją w sobie podobne pragnienia”. To jednak wymaga zaufania do siebie.

(tamże)