Pokazywanie postów oznaczonych etykietą feminium. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą feminium. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, października 12, 2026

6256. Z oazy (CDLXXX)

Czekałam na tę książkę w wersji elektronicznej na długo przed gigantem. Czekałam, nie mając pojęcia, że będę ją czytać w ramach empatyzowania z najukochańszym Człowiekiem i Jego Mamą, ale dokładnie tak się stało.

To nie jest książka tylko o stracie i jej konsekwencjach. To przede wszystkim książka o miłości i dlatego warta jest przeczytania. Nie miałam wątpliwości, że wybieranie fragmentów będzie trwało i będzie bolało. Dokładnie tak się stało.

To jedna z dwóch ostatnich książek, jakie przeczytałam na gigancie, ale wy­bo­ru wy­imków do­ko­ny­wa­łam już po powrocie, mierząc się nie tylko z trudnością, jaką było samo wybieranie, ale również z trzymającą mnie długo w­szachu niepewnością, jak te wyimki poukładać. Stanęło między innymi na dodatkowej przestrzeni pomiędzy grupami fragmentów, by móc wziąć oddech. Gdy tylko podjęłam tę decyzję, wyimki, które muszę tu mieć, ułożyły się same.

To potrzeba, nie wybór. Ta książka jest potrzebą, nie wyborem.

🖇

Niniejsza książka jest pewnego rodzaju pamiętnikiem i  […]  jest mapą tego, co się mówi, oraz przemilczeń.

🖇

Gdy piszę, czas jest wciąż podziurawiony. Często myślę o tym, jak wiele nie wiem o przeszłości i jak pusta stała się przyszłość, odkąd zmarł Paul. Wiele pozostawało niewidzialne dla mnie wtedy i pozostaje niewidzialne teraz. Wiele leży poza sferą mojego zrozumienia.

🖇

Ta książka będzie pierwszą, której Paul nie przeczyta przed publikacją. […] 
     Gdy piszę, słyszę w głowie jego głos.
     To zdanie jest rozwlekłe, mówił, a wtedy ja przepisywałam je w bardziej zwięzłej formie.
     Brzmi zbyt ezoterycznie; tu żargon medyczny. Nie wiem, co to znaczy, mówił. Sparafrazuj.
     Nie potrzebujesz tu przymiotnika, mówiłam. Użyłeś tego samego słowa dwie strony wcześniej, znajdź inne. Skróć tę dygresję. Jest za długa
. Czasem zauważałam frazę, która z jakiegoś powodu wydawała mi się nie­pre­cy­zyj­na, i wyjaśniałam dlaczego. Zawsze ją zmieniał.
     Nie pamiętam ani jednego przypadku, żeby jedno odrzuciło radę dru­giego.

🖇

Pisanie to działanie. Zdanie po zdaniu, ustęp po ustępie próbowałam coś z niego przenieść na papier, coś z tego, kim dla mnie był [Paul]. […]  Wszyscy umieramy, ale ja miałam go w swoim życiu, a ponieważ go mia­łam, nie jestem tą, którą byłam, gdy go poznałam, lecz kimś in­nym — lepszym, ciep­lejszym, twardszym, mądrzejszym. Kiedyś mó­wi­łam mu: Jesteś sercem mojego serca. Był i cały czas jest.

🖇

Czasem ważne jest, by przemówić, a czasem mądrzej jest ugryźć się w język. Nie zawsze też łatwo ustalić, która opcja jest właściwa. Ta książka jest owo­cem jednego i drugiego.
     Wiem także, że ORAZ związku dwojga ludzi nie jest usprawiedliwieniem dla ingerencji, dla wścibstwa lub wpychania się do wnętrza drugiej osoby i domagania się wyznań. Każdy człowiek musi mieć swobodę wyboru, kiedy i co powiedzieć. Nawet najbardziej intymne relacje wymagają szacunku dla czułych, drażliwych i tajemnych geografii człowieczego ja.

🖇

Dwie wersje czasu: czas jako linia pojedynczego ludzkiego życia, które kończy się śmiercią, i czas jako koło, które się obraca i mieści w sobie cykle narodzin i śmierci.

🖇

Godziny przeskakują do przodu, za to minuty częstokroć ciągną się powoli. Chcę zakorzenić swe ciało w kalendarzach i zegarach, tych niezawodnych, acz ostatecznie fikcyjnych systemach odliczania upływającego czasu, ale gubię się w ich regularnym rytmie.

🖇

[…]  żyjemy w owym „Potem”, miejscu, gdzie 
logika czasu i przestrzeni jest zaburzona.

🖇

Martwię się, że moje myśli rozproszą się na więcej kawałków, niż będę w sta­nie pozbierać. Tym się teraz zajmuję — zbieraniem kawałków siebie.

🖇

Zwyczaje, nawyki, rytuały wywodzą sens z powtórzeń, a powtórzenia te mogą służyć za zbroję chroniącą przed niepokojem.

🖇

Istoty ludzkie nie są jedynymi, które tęsknią za zmarłymi i ich szukają. […]
     Gdzie jesteś?
     Mogę poszukiwać utraconego partnera, pisząc o nim w tej książce, rzecz dla gęsi niemożliwa, aczkolwiek gęś i ja jesteśmy istotami społecznymi przy­wią­za­nymi do swego towarzysza i żadna z nas nie jest w stanie zlo­ka­li­zować tego, którego utraciła, a tym bardziej przywrócić mu życia.

🖇

Chociaż istoty ludzkie są w zasadzie zbiorem poszczegól­nych części, nie są one autonomiczne, ale w fundamentalny sposób ze sobą powiązane. Modele medyczne słyną z tego, że słabo odzwierciedlają to współuzależ­nienie, opie­ra­jąc się na odpowiedzialności lekarzy specjalistów za każdą z oddzielnych części. […]  Specjalizacja ma swoje cudowne plusy, lecz także znamienne martwe punkty.

🖇

Jak powiedziałam Paulowi, guz to nie drzewo. Nie można określić, kiedy wy­rósł, i pomimo długiej tradycji łączącej raka z emocjami i ze stratą oraz wielu najnowszych prac naukowych, które podejmują to samo pytanie, rezultaty badań nie są jednoznaczne i wśród naukowców nie osiągnięto w tej kwestii konsensusu. Panuje natomiast zgoda co do tego, że stresory różnego rodzaju wpływają na układ odpornościowy. […]  Warto pamiętać nauko­wą mantrę: „korelacja to nie przyczyna”.

🖇

W trakcie terapii Paula cały czas myślałam o tym amerykańskim generale, który podczas wojny wietnamskiej stwierdził: „Musieliśmy zniszczyć tę wioskę, żeby ją ocalić”.

🖇

Niestety w dużym stopniu propaganda świetlanej przyszłości medycyny per­sonalizowanej i jej zdolności przewidywania terapii dla „ciebie” służy temu, by sprzedać prymitywne, fałszywe przekonanie o tym, że de­cy­du­ją­cym czynnikiem w rozwoju choroby jest „gen”. Regularnie pojawiają się głosy o wpływie „środowiska”, wciąż jednak powszechne jest przekonanie, że chorobę można przewidzieć na podstawie genomu danej osoby.

🖇

Cudowności i potworności przeplatają się w życiu wielu z nas.

🖇

Co mam zrobić? — zwracał się do mnie z przelotnym uśmiechem na twa­rzy — pogrozić Bogu pięściami?

🖇

Fantazja indywidualnej sprawczości jest potężna — idea, że każde z nas kontroluje w dużym stopniu to, co się nam przytrafia.

🖇

Istnieje znacząca różnica między nadzieją a optymizmem. Skłonność opty­mi­sty do przyjmowania z radością każdej dobrej nowiny i przewidywania szczęśliwego zakończenia jest zrozumiała, ale wywołuje huśtawkę emo­cjo­nal­ną, nie do wytrzymania przynajmniej dla tych, którzy kochają pacjenta. Nadzieja natomiast jest do życia niezbędna.

🖇

Nadzieja jest tym, czego potrzebujemy, dopóki sprawa nie stanie się bez­na­dziej­na, a wtedy ważne jest, by stawić czoło prawdzie.

🖇

Gdyby terapie poskutkowały […]. Choroba stałaby się bolesnym wspo­mnie­niem, naszym wspólnym, z domieszką wdzięczności za innowacyjne roz­wią­za­nia medyczne, nic jednak nie poszło zgodnie z planem.

🖇

30 kwietnia
     Mój kochany umarł dziś o 6.58. […]  „On was słyszy. Możecie do niego mówić”. Ujęłam w dłonie jego twarz. Powiedziałam: „Boże, zaznaliśmy tyle radości, co? Tyle radości”. To mi przyszło do głowy. Radość. Wydawała się tak waż­na.

🖇

Mądrość po fakcie to nie prognoza.

🖇

Lata temu napisałam w jednym z esejów: „Tylko odsłonięte ja może poczuć radość”. To także prawda w odniesieniu do miłości i żałoby.

🖇

Zagłębiłam się w badania dotyczące żałoby. Gdy coś mnie nurtuje, czytam. Obsesyjnie czytam o tym, co mnie nurtuje. Nie rozwiązuje to problemu. Ale pozwala się zdystansować. Chłodzi oparzenie. Lepsze to niż butelka szkockiej.

🖇

Chęć samotnego zwinięcia się w pozycji embrionalnej w zaciemnionym pokoju i pozostania tam nieruchomo ma w teraźniejszości powab, jaki w przeszłości odczuwałam tylko wtedy, gdy cierpiałam na ciężką grypę, przeziębienie lub migrenowy ból głowy. Gdy wabi mnie inercja, myślę sobie — nie odpowiadaj. To zew otchłani.

🖇

Lęk […]  jest jak spojrzenie w otchłań.
   — Søren Kierkegaard (1813–1855)

🖇

Gdy samotnie przemierzam ten dom, naśladuję rytmy z czasów przed śmier­cią Paula w przestrzeniach istniejących po jego śmierci. Ten dom jest prawdziwym domem, lecz także konstrukcją pamięci.

🖇

Czas mija. Najwyraźniej mija beze mnie. Chcę w nim być? Czy raczej ten cza­so­wy paraliż jest czymś, czego potrzebuję?

🖇

Róże kwitną teraz bez niego. […]  Ten dom jest domem naszych krótkich roz­mów i tych długich, domem naszych dysput i miłosnych wyznań, domem naszych cierpień spowodowanych wydarzeniami, nad którymi nie mie­li­śmy kontroli i którym nie byliśmy w stanie zapobiec. […]  To dom długiego nieustannego dialogu na temat rzeczy drobnych i wielkich, dialogu, który teraz umilkł.

🖇

Często czujemy to, czego nie wie­my i czego nie możemy wyrazić. Duchy prze­szłości nawiedzają postawę, gesty, spojrzenie i słowa, które po­tem mieszają się z postawą, gestami, spojrzeniem i słowami drugiej osoby i wspólnie tworzą coś więcej, zmienną zmieszaną atmosferę, produkt nie jed­nego lub drugiego, lecz obojga.

🖇

Jestem w nawiedzonym domu zamieszkanym przez powstałego z Paula i mnie ducha, przez „my”, które już nie istnieje, w każdym razie nie w te­raź­niej­szo­ści, przeniknęło jednak wszystkie pokoje. To obejmująca się, do­ty­ka­ją­ca, uprawiająca seks, śmiejąca się, pocieszająca, kłócąca się, spokojnie mó­wią­ca podwójna postać z przeszłości z własnymi żartami i odniesieniami znanymi tylko „nam”.

🖇

Żyjemy w kul­turze, w której wszystko się kwantyfikuje, nawet niedające się zmierzyć właściwości. Określamy liczebnie inteligencję, depresję, wszel­kie­go rodzaju stany psychiczne, abstrak­cje, których nie jesteśmy nawet w sta­nie zdefiniować. Dzięki temu czujemy, że opanowaliśmy coś, co jest fun­da­men­tal­nie niejednoznaczne. Tego, jak bardzo kochałam Paula i jak bardzo on kochał mnie, nie da się wyrazić liczbą.

🖇

„Kocham Cię” i „Myślę, że wiesz, że Ty kochasz mnie”. Cała reszta była zbęd­ną dekoracją — wstążkami, kokardami, frędzlami — do przyozdobienia dwóch pros­tych prawd, które były jedną prawdą między nami.

🖇

Zakochanie się jest czymś niemal tak zwyczajnym jak narodziny i śmierć. […]  odpowiedź na pytanie, dlaczego miłość w ogóle się rodzi i dlaczego, gdy już się pojawia, jedne pary trwają ze sobą, inne natomiast rozstają się w złości, goryczy lub znudzeniu, nie jest prosta. W naszej kulturze, jeśli cho­dzi o „związki”, skupiamy się głównie na tym, jak je naprawiać. Te dobre nie wymagają działań ani interwencji, często więc znikają z pola widzenia.

🖇

W twarzy Paula znajdowałam siebie lepszą, niż jestem,
ale nie lepszą, niż chcę być.

🖇

Teraz częściej niż przed śmiercią Paula zauważam na ulicy pary. Widzę, jak spacerują razem, kołysząc splecio­nymi dłońmi, pary wszelkiego rodzaju, młode i stare, homo- i heteroseksualne, i wspominam siebie i Paula. […]  Humor zrozumiały tylko dla dwojga to jedna z przyjemności życia w związ­ku. […]  Przypatruję się teraz bacznie człowieczym parom w podeszłym wie­ku, a gdy zauważam wzajemne przejawy czułości, uśmiecham się, a po­tem im zazdroszczę.

🖇

Czy możliwe jest zatrzymanie drobinek szczęścia […]   gdy spowija mnie smutek? Trzeba, zdaje się, próbować.

🖇

[…]  tak jak we wszystkich opowieściach przez luki przeskakuje się za po­mo­cą „i” lub „a później”.

🖇

Gdy strata jest dojmująca, takiż jest strach, usztywniający, lodowaty strach przed przyszłością, która oznacza mnie bez ciebie.

🖇

[…]   poprzysięgłam sobie, że się poprawię, nawet jeśli to ulepszanie nie idzie mi najlepiej. Myślę, że zastępuję niezbędną przemianę bardzo surową krytyką samej siebie, ale wrażenie pozostaje.

🖇

Dawno, dawno temu. Kiedy by to było?
     Przed twoją śmiercią.

🖇

Przyszłość jest ostatecznie odkładaną w nieskończoność fikcją. Gdy nastaje coś, co kiedyś było przyszłością, nie jest to już przyszłość.

🖇

Jestem przyzwyczajona do tego, że rozpacz spada na mnie z za­sko­cze­nia, zwykle jednak potrafię dokładnie wytłumaczyć, dlaczego dany widok lub dźwięk wyskakuje i mnie kąsa.

🖇

Są w życiu chwile, gdy zabawa i radość są niemożliwe. Zdumiewa mnie jednak fakt, że nawet w okresach intensywnego smutku i niepokoju śmiech jest nie tylko możliwy, ale i konieczny.

🖇

Od początku wyczuwałam, że w Paulu kryje się Bartleby. Nigdy nie był dla mnie w pełni przystępny. Jestem pewna, że zabrał do grobu jakieś ta­jem­ni­ce. Podejrzewam, że tak jest w przypadku każdego człowieka.

🖇

Maj, czerwiec, lipiec — minęły. Mija sierpień. Z porami roku zmienia się światło. Gdy otwieram oczy, jest ciemno. […]  Poniedziałek, wtorek, środa. Postanawiam nie wybiegać dalej niż trzy dni do przodu — więcej niż trzy dni napawa mnie trwogą. […]
     Jednakowość mnie podtrzymuje, chociaż życie nie jest takie samo. Ja nie jestem taka sama. Moja świadomość jest jednocześnie wy­ostrzo­na i przyćmiona.

🖇

Ostatnio wyobrażam sobie niezliczone rzesze osamotnionych po stracie bliskich ludzi, którzy wracają do domu, gdzie nikt nie czeka. Problem z żałobą polega na tym, że ten NIKT ma IMIĘ.

🖇

Są chwile, kiedy TERAZ przysłania żałobę: ciepłe słońce na mojej twarzy, czerwień pomidorów na targu warzywnym […].
     Są też chwile, gdy w tym odtwarzaniu zwyczajnego życia tuż pod po­wierz­chnią słyszę swój zduszony krzyk.

🖇

Powtórzenie i wspomnienie to ten sam ruch, lecz skierowany w prze­ciw­ne strony. To, co się wspomina — już było, powtarza się zatem do tyłu. Zaś właściwe powtórzenie to wspomnienie zwrócone ku przyszłości.
   — Søren Kierkegaard

🖇

Niedawno odkryłam, że 1 maja 2024 roku, dzień po śmierci Paula, „The Guardian” opublikował cytaty z wywiadów, których Paul udzielił w mi­nio­nych latach. Znalazłam taki: „Miłość należy sobie wyobrażać jako pewnego rodzaju drzewo lub roślinę… niektóre części uschną i może trzeba będzie uciąć gałąź, by podtrzymać ogólny rozwój całego organizmu. Jeśli ko­niecz­nie chcesz, żeby miłość była dokładnie taka jak kiedyś, pewnego dnia obu­mrze na twoich oczach. Ażeby się utrzymała, musi być organiczna”.

🖇

Czym jest własne ja, jeśli pozbawi się go innych?

🖇

Po cierpieniu zwykle zostają blizny. Ci najbardziej odporni też mają blizny, te jednak mniej wpływają na ich powszednią egzystencję.

🖇

Paul zmarł wiosną. Czy to możliwe? Dwie pory roku temu?

🖇

Przeszłość pisania staje się teraźniejszością czytania, nawet jeśli pisarza i czytelnika dzielą stulecia.

🖇

Jedyną prawdą, której możemy być pewni, jest zmiana. Cokolwiek dzieje się teraz — cudownego bądź strasznego — nie pozostanie takie samo, lecz stanie się czymś innym.

Siri Hustvedt, Księga duchów, przeł. Jerzy Kozłowski,
Wydawnictwo Znak, Kraków 2026.
(wyróżnienie własne)

Krąg czasu. Wiedziałam, że przyjdzie śmierć, najpierw do niego lub do mnie, ten surowy fakt budzi jednak we mnie bunt — czuję to w mięśniach, tkankach, kościach, krwi, tętnie, oddechu. Jestem reakcjonistką. Chcę po­wro­tu tego, co było.

🖇

[…]  odpowiedziałam po norwesku, w moim języku oj­czy­stym: Det skulle bare mangle. […]  Dosłownie zna­czy: Tego miałoby brakować. Tłumaczenie: Ależ oczy­wi­ście. To się rozumie samo przez się.

🖇

Prawda jest taka, że idee tak naprawdę nie należą do nikogo. Nie mają właścicieli; krążą z jednej głowy do drugiej, gdy się czyta, rozmawia, a czasem po prostu wdycha powietrze na dworze.

🖇

Ratunek. Łzy. Opowiedz jeszcze raz.

🖇

Oczywiście stalibyśmy się innymi ludźmi, gdybyśmy się nie poznali, nie zupełnie innymi, ale innymi, pchnięci w tym czy innym kierunku przez drugą osobę, a także szersze okoliczności.
🖇

#A (feminium):

Zmagania jednostki, jak bardzo się różniąceod neo­liberalnej fan­ta­zji o jednostce, która tworzy samą siebie (jednostka z tej fantazji jest zawsze mężczyzną). Nie rodzimy samych siebie.

🖇

„Tak mi teraz przykro…” […]. Będzie musiało minąć wiele lat, bym mogła trzeźwo spojrzeć na swój problem przypisywania sobie czyjejś winy. Teraz dużo lepiej rozpoznaję w swoim życiu te momenty, kiedy w niczym nie za­wi­ni­łam. Nasza kultura skłania kobiety do tego, by prze­pra­sza­ły. Przepraszająca kobieta zna swoje miejsce, poddaje się auto­rytetowi męż­czy­zny i nikomu nie zagraża.

🖇

Perspektywa czasu uwolniła mnie od niejasnego poczucia winy, które mnie ogarnęło, gdy miałam dwanaście lat, uczucia, że w jakiś sposób jestem odpowiedzialna za to, jak się mnie traktuje.

🖇

Eros dla [Audre] Lorde to żeńska siła, „zdolność do radości”, która gdy jest dzielona z innymi, staje się „mostem”. Lorde utrzymuje: „Męż­czy­źni często nadają fałszywe nazwy erotyce i wykorzystują ją przeciwko ko­bietom”. Mylona jest z pornografią i by osłabić jej moc, służy jako broń: NIE DLA DZIWKI. W pojemnej definicji erotyki przedstawionej przez Lorde mieści się ona: „czy to w tańcu, składaniu regału na książki, pisaniu wier­sza czy rozmyślaniu o jakiejś idei”.

#B (polis):

Mitterrand. 1981. Tańczyli na paryskich ulicach niedaleko mieszkania mo­je­go przyjaciela w Marais. Tańczyli znowu w zeszłym miesiącu, w lipcu 2024, gdy lewica zjednoczyła się, by pokonać skrajnie prawicową partię węży pod wodzą Marine Le Pen. Ja odtańczyłam radosny taniec za Obamę tutaj, na Brooklynie, w roku 2008, podskakiwałam w bibliotece i ob­sy­py­wa­łam pocałunkami Paula. Sophie odtańczyła taniec zwycięstwa na kam­pu­sie Sarah Lawrence College z setkami stu­den­tów, pedagogów i pracow­ni­ków uczelni. Chciałabym zatańczyć w listopadzie. Wciąż mam nadzieję.

🖇

Z odczytu Paula w Queens College w maju 1985 roku:
     „Posłuchajcie naszego geniusza [Ronald Reagan] mieszkającego w Bia­łym Domu, który głosi, że żołnierze niemieckiego SS byli w takim samym stopniu ofiarami nazizmu jak miliony zgładzonych w obozach śmierci — a potem spróbujcie przekonać samych siebie, że to nieprawda, że coś po­szło mocno nie tak”.

🖇

Wszyscy wiedzieliśmy, że coś się może wydarzyć. Od lat mówiło się o tej groźbie, teraz jednak, gdy doszło do tragedii, jest dużo straszniejsza, niż ktokolwiek sobie wyobrażał. Ostatni atak obcych sił na amerykańskiej ziemi rozegrał się w 1812 roku. Dla tego, co wydarzyło się dzisiaj [Nowy Jork, 11.09.2001], nie ma precedensu, a konsekwencje bez wątpienia będą straszne. Więcej przemocy, więcej śmierci, więcej bólu dla wszystkich.
     I tak w końcu rozpoczyna się XXI wiek.

🖇

Paul nie chciał wypowiadać jego nazwiska. Mówił o nim: Numer Czterdziesty Piąty. Polityka jako patologia.

🖇

[Spencer Ostrander] odnotował jedną nieoczekiwaną i osobliwą rzecz: no­gaw­ki garnituru Numeru Czterdziestego Piątego u dołu były wy­strzę­pio­ne, bo za długie spodnie wsuwały się pod obcasy butów, co znaczyło, że ów rze­ko­my miliarder nie stąpał po podłodze, lecz po nogawkach spodni. Trudno było pojąć znaczenie tego przedziwnego zjawiska, ów cudacznie ufry­zo­wa­ny osobnik bez wątpienia bowiem spędzał mnóstwo czasu na farbowaniu, układaniu i przejmowaniu się wyglądem włosów, najwyraźniej jednak nie zwracał najmniejszej uwagi na długość spodni.

🖇

Wygląda na to, że co do koronawirusa i milionów istnień, które zmiótł na całym świecie, zapanowała zbiorowa amnezja. Niewielu chce pamiętać, ale pandemia z pewnością przyczynia się do lęków, paranoi i furii, które wy­ko­rzy­stu­je reakcyjna prawica w trwającej teraz w Stanach Zjednoczonych kampanii prezydenckiej, a także w autorytarnych, skrajnie prawicowych ruchach w innych częściach świata.

🖇

Nadszedł i minął także dzień wyborów. Siedemdziesiąt siedem mi­lio­nów wyborców z własnej woli zagłosowało na człowieka, któ­re­go uzna­no winnym trzydziestu czterech zarzutów karnych i skazano za przestępstwo seksualne, człowieka, który podburzał do zamieszek i nigdy nie przyznał, że przegrał wybory w 2020 roku. Za czym głosowali? Nie­któ­rzy wie­rzą, że jest niewinny, a wszystkie zarzuty są bezpodstawne. Inni wie­rzą, że jest wysłannikiem Boga. Gdy w lipcu zwrócił się do grupy chrze­ści­jan: „Pójdźcie i zagłosujcie. Tylko ten jeden raz. Nie będziecie musieli wię­cej tego robić. Jeszcze cztery lata i wiecie co? Będzie załatwione, będzie w po­rządku, nie będziecie już musieli głosować”, co miał na myśli? Słowa są ważne. Język kształtuje, ale interpretacja nie jest czymś stałym.

🖇

Dekret prezydencki numer 14168 „w obronie kobiet przed ekstremiz­mem ideologii gender przywracający w rządzie federalnym biologiczną prawdę”.
     „Kobieta to osoba należąca w chwili poczęcia do płci, która wytwarza dużą komórkę rozrodczą”.
     „Mężczyzna to osoba należąca w chwili poczęcia do płci, która wytwarza małą komórkę rozrodczą”.
     Ponieważ zygota — jak się nazywa komórkę diploi­dal­­ną w chwili po­czę­cia — nie ma płci, a gonady embrio­nu w początkowej fazie są „obo­jęt­ne”, rozróżnialne dopiero między szóstym a dziewiątym tygodniem ciąży, powyższe definicje to biologiczne brednie. Chłopcy wytwarzają „ma­łą komórkę”, spermę, w okresie dojrzewania, a niektórzy mężczyźni nigdy jej nie wytwarzają, co by znaczyło, że do pewnego wieku albo do śmierci takie osoby nie są ani mężczyznami, ani kobietami, ani nikim innym. […]  Co więcej, każda binarna definicja płci gmatwa się, jeśli ktoś na­praw­dę szuka prawdy biologicznej.

🖇

Przeraża mnie to wszystko, co umożliwiło nadchodzącą prezydenturę: apatia, urojenia, cynizm, wściekłość, wiara i zrzucanie odpo­wie­dzial­no­ści na innych. Słyszę, jak Paul pomstuje na wynik wyborów. Jak to możliwe, że Numer Czterdziesty Piąty zaraz się stanie Numerem Czter­dzie­stym Siódmym?

🖇

Nienawiść do intelek­tua­listów, uniwersytetów, naukowców i ekspertów w tej chwili rozgorzała na nowo, wypalając równiny, na któ­rych się wy­cho­wa­łam. Błędem jest uważać, że tego typu odczucia należą wyłącznie do wy­bor­ców Trumpa w ich czerwonych czapeczkach. Populizm przyciągnął zarówno tych z prawa, jak i z lewa. Nawet elity uczestniczą w tym antyelityzmie — na przykład wykształceni dziennikarze wrogo nastawieni do książek z odniesieniami do myślicieli, o których nigdy nie słyszeli.

🖇

Wydaje się, że potrzeba szufladkowania ludzi według kategorii i trak­to­wa­nia ich jako coś statycznego nigdy nie umiera. Płeć, rasa i status klasowy to znajome i częs­to okrutne społeczne szufladki, ale w sztuce też dochodzi do szufladkowania, z tych samych zresztą powodów. Niejednoznaczność, niuanse i złożoność postrzega się jako zagrożenie dla konwencji i porządku.

🖇

Po dojściu do władzy fundamentalistyczni przywódcy religijni, fa­szy­stow­skie, totalitarne i autorytarne rządy wszelkiej maści wprowadzają prawa dyskryminujące mniejszości seksualne i promujące politykę reprodukcyjną. Chcą zawłaszczyć kategorie i zamienić je w naturalne, niezmienne prawdy. Tak się działo we wszystkich faszystowskich rządach w Europie. Partia Fi­desz Viktora Orbána na Węgrzech i Prawo i Sprawiedliwość w Polsce, ta druga już odsunięta od władzy, to ostatnie przykłady tej samej strategii.

🖇

I tak się toczy ta żałosna saga nie- lub przynależności: w gimnazjum, przy długim stole w jadalni, na dworze królewskim, na konferencji akademickiej i w potwornym procesie wykluczania „innych” przez zwolenników MAGA.

🖇

Zgraja neokonfederatów z 6 stycznia to „patrioci”, którzy zdaniem obecne­go prezydenta wykazali się „odwagą, wiarą i miłością”.
     W krótkiej mowie wygłoszonej podczas uroczystości ku pamięci Paula zacytowałam ojca: „Gdy w Ameryce zawita faszyzm, nazwą go ame­ry­ka­nizmem”. Dodałam: „Zawitał. I tak go nazywają”.

🖇

Spektakl okrucieństwa trwa w najlepsze,
symbolicznie i w rzeczywistości.

🖇

Czytam artykuły i mamroczę pod nosem: Czy wy nie widzicie, co się dzieje? Jak możecie pisać te powściągliwe artykuły, jak gdyby wywracanie do gó­ry nogami systemu, ignorowanie konstytucyjnego trójpodziału władzy, gło­dzenie, krzywdzenie i za­bi­janie istot ludzkich uzależnionych od pomocy za­gra­nicznej było czymś normalnym? Dlaczego nazywacie „kon­ser­wa­ty­stami” reakcyjną koalicję neonazistów, białych chrze­ści­jań­skich nacjonalistów, autokratów, miliarderów i zastraszonych słu­żal­czych hipokrytów, którzy wchodzą w skład nowego reżimu? Nie czu­je­cie, że ten polityczny eufemizm zalatuje oszustwem i kolaboracją? Szaleńcy, któ­rzy sieją spustoszenie w instytucjach demokratycznych i niszczą relacje z naszymi sojusznikami, niczego nie konserwują.
     […] 
     Góra to dół. Dwa plus dwa równa się pięć.

🖇

Język unicestwiania, masowych deportacji – wróg wewnętrzny, szkod­ni­ki, zatruwanie krwi narodu, złe geny, feminazistki, ideologia „woke”, Lügen­presse (łże-prasa), wrogowie publiczni – staje się coraz bardziej akcep­to­wal­ny, aż przestaje szokować lub ukrywa się jego bru­tal­ność pod pła­szczy­kiem zabawnej przesady lub ironii.

🖇

[…]  oto jestem tu, w połowie marca 2025 roku, świa­tem trzę­są nie­okieł­zna­ne demony, które sami uwolniliśmy, „my, naród”, a ty nie dożyłeś tej chwili […].

🖇

Pieśń o wytrwałości i cierpliwości, o długiej drodze już przebytej i tej, która dopiero przed nami. Nie jest to pieśń zagrzewająca do boju.

Pete Seeger, We Shall Overcome.

Zrobiłam zdjęcie transparentu przede mną ze sprawnie narysowaną ka­ry­ka­tu­rą Trumpa i tą niedorzeczną fryzurą. Hasło: „WE SHALL OVER­COMB” (ZACZESZEMY). Niezbyt śmieszne. Hitlera też wyśmiewali, na­zy­wa­jąc go bufonem, który wkrótce zniknie ze sceny politycznej. A po­tem prze­sta­li się śmiać.

🖇

Doskonale zdaję sobie sprawę, że ja, kobieta, która załkała, gdy w radiu le­ciał hymn ruchu obrony praw obywatelskich, We Shall Overcome, nie żyje pod okupacją tak jak moja matka. Nie biorę udziału w walkach w czasie woj­ny jak mój ojciec. Nie grozi mi natychmias­towa utrata pracy. Jestem samozatrudniona. Jes­tem biała i nigdy nie poczułam na własnej skórze ra­si­stowskich upokorzeń. Nie jestem imigrantką. Nie wyślą mnie do obozu ani nie deportują. Nie jestem trans. Moja tożsamość nie została wymazana ofi­cjal­nym rządowym dekretem, nie odbieram talonów na jedzenie, nie ko­rzy­stam z Medicaid, ubezpieczenia zdrowotnego, którego wycofanie zrujnuje moje życie i / lub życie moich dzieci. Z nieba nie spadają bomby. Mój dom stoi. Restauracje i sklepy w okolicy są otwarte. Na giełdzie nie doszło do wielkiego krachu. Najadam się do syta. Czuję się dobrze.
     Chcecie wiedzieć, jak to się stało, że doszło do potworności cza­sów na­zi­stow­skich? Duża część osób, które były bezpieczne, nie przej­mo­wa­ła się tymi, którzy bezpieczni nie byli, a propaganda pod hasłem „my kon­tra oni” umacniała ich obojętność wobec ludobójstwa i zbrodni prze­ciw­ko ludzkości.

(tamże)

niedziela, września 20, 2026

6225. Z oazy (CDLXXII)

Tamta książka jest i raczej pozostanie najmocniejszą książką, jaką prze­czytałam i przeczytam w tym roku. Z pewnością jest najmocniejszą wśród tych, które prze­czyta­łam w ciągu ostatnich pięciu lat, wy­prze­dza­jąc wspaniałą powieść Apeirogon (zrodzoną z dwóch nieszczęść, mających to samo źródło). Obie, ta tu razem z tam­tą, autorstwa Francesci Albanese, stanowią dla mnie książkowy dyptyk must read.

W XXI wieku by nie być posądzonym o rasizm, tylko osoba czarnoskóra może użyć w swej wypowiedzi murzyna. Podobnie, by nie być posądzonym o dyskryminację, tylko oso­ba z nie­peł­no­spraw­no­ścią może wobec siebie użyć słowa kulawy. Przez ana­lo­gię bez posądzenia o an­ty­semityzm, tylko Izraelczyk może nazwać po imieniu to, co dzieje się w Izraelu i na Okupo­wa­nych Terytoriach Palestyńskich. Nazwał.

Markowi Edelmanowi
•
Uważam, że w kategorii cierpienia najbardziej skraj­ne sytuacje, w jakich może się znaleźć czło­wiek, nie dotyczą już Żydów.
   — Romain Gary, 1970.

🖇🖇

W kwietniu 1944 r. Julian Tuwim wypowiedział swoją skargę My, Żydzi polscy…, która zaczynała się tak: „Gdyby jednak przyszło do uza­sad­nia­nia swej narodowości, a raczej narodowego poczucia, to jestem Po­la­kiem dla najprostszych, niemal prymitywnych powodów, przeważnie ra­cjo­nal­nych, częściowo irracjonalnych, ale bez «mistycznej» przyprawy. Być Polakiem — to ani zaszczyt, ani chluba, ani przywilej. […]  Polak – bo się w Polsce uro­dzi­łem, wzrosłem, wychowałem, uczyłem; bo w Polsce byłem szczęśliwy i nieszczęśliwy; bo z wygnania chcę koniecznie powrócić do Polski […]”.

🖇

Państwo Izrael zdefiniowało mnie jako Żyda nie dlatego, że wypowiadam się w języku żydowskim, podśpiewuję ży­dow­skie piosenki, konsumuję ży­dow­skie potrawy, piszę żydowskie książki czy wykonuję jakieś inne ży­dow­skie czynności. Nie, zostałem spisany jako Żyd, ponieważ to państwo, grze­biąc w moich dokumentach, skonstatowało, że moja matka była Żydówką. Owszem, była Żydówką, ponieważ moja babka też była Żydówką, a to dzię­ki temu że moja prababka… i tak dalej, i dalej przez pokolenia aż do zarania dziejów.
     Gdyby jednak się zdarzyło, że tylko mój ojciec zostałby uznany za Żyda, a moja matka, w świetle prawa izraelskiego byłaby określona jako nie-Ży­dów­ka, byłbym zarejestrowany jako osobnik narodowości austriackiej.

🖇

Uparcie chciałem być Żydem wraz z Leonem Blumem, Julianem Tuwimem i tyloma innymi, którzy zaakceptowali tę tożsamość ze względu na prze­śla­do­wa­nia, oprawców, zbrodnie i pomordowanych.
     Ponieważ źle znoszę fakt, że prawo izraelskie narzuca mi przynależność do jakiejś fikcyjnej wspólnoty etnicznej, a jeszcze gorzej konieczność pre­zen­to­wa­nia się reszcie świata jako członek klubu wybranych, przeto oświad­czam, że chcę podać się do dymisji i przestać uważać siebie za Żyda.
     […]  W obliczu tragicznych wydarzeń XX w. jestem zdecydowany trzy­mać się z daleka od tego hermetycznego i prestiżowego klubu, do którego inni ludzie nie mają ani możliwości, ani powołania, żeby tam wstąpić.
     Moja odmowa bycia Żydem czyni ze mnie przedstawiciela gi­ną­ce­go ga­tun­ku. Podkreślając, że jedynie moja przeszłość była żydowska, że moja te­raźniejsza codzienność jest, na dobre i na złe, izraelska i że w końcu moją przyszłość i przyszłość moich dzieci – jakiej bym sobie życzył – wyznaczają zasady uniwersalne, otwarte i szlachetne, zdaję sobie sprawę, że sprze­ci­wiam się dominującej tendencji nakierowanej na etnocentryzm.
     Jako historyk czasów najnowszych pozwolę sobie wyrazić przy­pusz­cze­nie, że dystans kulturowy między moim prawnukiem a mną będzie nie mniej­szy od tego, jaki dzielił mnie od mojego pradziadka. Tym lepiej! Zauwa­żam jednak z przykrością, że wielu ludzi wierzy, iż ich potomkowie będą do nich podobni w każdym calu, ponieważ w ich przekonaniu narody są wieczne, no a już szczególnie naród-rasa, taki jak ich żydowski naród.

🖇

Odnoszę coraz większe wrażenie, że pod kilkoma względami Hitler wyszedł zwycięsko z II wojny światowej. Rzecz oczywista, został po­ko­na­ny mi­li­tar­nie i politycznie, ale po upływie kilku lat jego zdeprawowana ideologia prze­sączała się, przesączała… aż wypłynęła na nowo na po­wierzch­nię, obja­wiając się obecnie w postaci napięć, silnych i groźnych.

🖇

Jestem świadomy tego, że żyję w najbardziej rasistowskim społeczeństwie w świecie zachodnim. Oczywiście, rasizm jest wszechobecny, ale w Izraelu jest on obecny w duchu prawa, naucza się go w szkołach, rozpowszechnia w mediach. I co najgorsze, rasiści nie zdają sobie sprawy z tego, że są ra­si­sta­mi i nie poczuwają się do winy. W efekcie Izrael stał się szczególnie ce­nio­nym punktem odniesienia dla większości nurtów skrajnie prawicowych na świecie, którym wcześniej bliski był antysemityzm…

🖇

Poprzez moje życie codzienne, moją podstawową kulturę — jestem Izrael­czy­kiem. Nie odczuwam z tego powodu dumy, podobnie jak nie odczuwam dumy z faktu, że jestem mężczyzną o ciemnych oczach, średniego wzrostu. Odczuwam natomiast wstyd za Izrael, szczególnie wtedy, kiedy wi­dzę okrut­ną kolonizację dokonywaną przez siły wojskowe, ko­lo­ni­za­cję, której ofiarami są słabi, bezbronni, ci, co nie należą do „na­ro­du wybranego”.

🖇

Kontakty z innym człowiekiem, obywatelem drugiej kategorii w Izraelu, to niezmienny kontakt z tym, który żyje w ciągłym poczuciu krzywdy, na sa­mym dole syjonistycznego łańcucha aktów łaski. Co gorsza, ta uciskana społeczność, żyjąca od ponad pięćdziesięciu lat pod okupacją, po­zba­wiona praw politycznych i obywatelskich na terytorium, które „pań­stwo żydowskie” uznało za swoje, została opuszczona przez mię­dzy­na­ro­do­wą politykę.

🖇

Wydaje się i to w coraz większym stopniu, że jest już za późno; każda po­waż­na możliwość politycznego rozwiązania konfliktu jest z miejsca utrą­ca­na. Izrael przyzwyczaił się do tej sytuacji i nie jest zdolny do od­stą­pie­nia od swojej dominacji kolonialnej wobec drugiego na­ro­du. A świat zewnętrzny, niestety, nie robi tego co powinien: wy­rzu­ty su­mie­nia i niewłaściwe rozpoznanie sytuacji przeszkodziły politykom w prze­ko­na­niu Izraela do wycofania się na granice uzyskane w 1948 roku. Izrael nie jest również gotów do oficjalnego przyłączenia podbitych terytoriów, po­nie­waż w takim przypadku powinien zapewnić okupowanej społeczności równe prawa obywatelskie i tym samym przekształcić się w państwo dwu­na­ro­do­we. Niestety, mitologiczny wąż, który połknął ofiarę, woli się nią udła­wić niż z niej zrezygnować…

🖇

Kiedy państwo, którego jestem obywatelem, dokonuje spisu swoich miesz­kań­ców, moją narodowość definiuje słowem „Żyd” i tym samym ustanawia siebie jako państwo „narodu żydowskiego”. Innymi słowy, jego założyciele i ustawodawcy uznali, że to państwo jest zbiorową własnością „Żydów z ca­łego świata” — bez względu na to, czy są oni wierzącymi czy też nie są — a nie uzewnętrznieniem konstytucyjnej i demokratycznej suwerenności ogó­łu obywateli, którzy to państwo zamieszkują.

🖇

Historia najnowsza obfituje w dziwactwa i śmiesznostki. Nacjo­na­lizm et­no­re­ligijny, jaki pojawił się na początku XIX w. narzucił Heinrichowi Hein­emu konieczność przejścia na wiarę chrześcijańską, żeby można go by­ło uznać za Niemca, z kolei polski nacjonalizm lat 30. XX w. odmówiłby uzna­nia mego ojca za pełnoprawnego Polaka, o ile ten nie zostałby ka­to­li­kiem. W podobny sposób syjoniści z początku XXI w., zarówno w Izraelu, jak i poza jego granicami, odrzucali całkowicie zasadę narodowości izra­el­skiej, uznając jedynie narodowość żydowską. […]
     W państwie Izrael każda forma definicji żydowskości jest głę­bo­ko zwodnicza, przesycona złą wolą i arogancją. […]  termin „Żyd” w przeciwieństwie do terminu „Izraelczyk” wyklucza wyraźnie nie-Żydów ze społeczeństwa, w interesie którego to państwo zostało powołane.

🖇

W jednej ze szkół na przedmieściach Paryża mały Mohammed uchodzi za niezrównanego geniusza. Znakomity w arytmetyce, niedościgniony we fran­cus­kim. Pewnego dnia nauczycielka pyta go wprost: Czy chciałbyś, żebym nazywała ciebie Piotrem? Twarz chłopca rozpromienia się i z ra­do­ścią przystaje na tę propozycję. Tego samego dnia, kiedy Mohammed/Piotr wraca do domu, mama zwraca się doń: Mohammed, idź do sklepu i kup dwa kartony mleka. Chłopiec odpowiada, że teraz ma na imię Piotr i od­ma­wia wykonania polecenia. Wieczorem po pracy wraca ojciec, zasiada w fo­te­lu i prosi syna, żeby przyniósł mu butelkę wody z lodówki. Chłopiec od­ma­wia i ponownie wyjaśnia, że teraz nazywa się Piotr. Zdenerwowany ojciec podrywa się z fotela i wymierza chłopcu policzek; sygnet, który ojciec miał na palcu, zadrasnął skórę dziecka. Następnego dnia w szkole nauczycielka patrząc na chłopca pyta: Piotruś, co się stało, skąd ta szrama na policzku? Chłopak z zawstydzoną miną odpowiada: To Arabowie mnie pobili…
     Rzecz jasna, tę anegdotkę opowiadają sobie Francuzi, a nie Arabowie. Niezależnie od tego, co ona ujawnia, dobrego i złego, na temat „otwartości” narodowej Francuzów, ta historyjka nie mogłaby być po­wta­rza­na w Izra­elu, z uwagi na dyskryminacyjny charakter polityki izraelskiej. Ale zachęca do refleksji nad pojęciem tożsamości, wizerunkiem siebie samego, ryzykiem związanym z zerwaniem ze swoją tożsamością, a także nad możliwością zmiany tożsamości, nad jej widoczną zależnością od innych.
     […]  Tożsamość jest odpowiedzią na potrzeby psychologiczne, stałe i ahi­sto­ryczne, wspólne wszystkim ludziom, natomiast jej formy i odmiany za­le­żą z jednej strony od danych naturalnych (płeć, kolor skóry, wzrost itp.), z drugiej zaś od warunków zewnętrznych, inaczej mówiąc, spo­łecz­nych. Człowiek określa swoją tożsamość przez codzienne do­świad­cze­nia i relacje z innymi. Nosi ją niejako i nie może bez niej żyć. Tożsamość jest warunkiem wejścia w komunikację z drugim człowiekiem.

🖇

[…]  na początku lat 80. XX w. nie znałem jeszcze tego bezkompromisowego domagania się żydowskiej wyłączności w kwestii zbrodni nazistowskich. […]  Ile osób zamordowali naziści w obozach koncentracyjnych, w obozach zagłady, dokonując innych niekonwencjonalnych zbrodni?
     I zawsze padała ta sama odpowiedź: 6 milionów. Kiedy wyjaśniałem, że moje pytanie dotyczy liczby wszystkich pomordowanych, a nie tylko liczby Żydów, moi rozmówcy wyrażali zdziwienie i rzadko który znał wła­ści­wą odpowiedź.

🖇

Nigdy nie miałem upodobania do przywoływania cierpień przeszłości i nie myślałem o rekompensacie za doznane krzywdy. Należę do tych, którzy usiłują raczej wyartykułować i zahamować, a przynajmniej zredukować nadmiar niesprawiedliwości czasów obecnych. Myślę też, że prześladowani i ofiary z przeszłości powinny ustąpić pierwszeństwa prześladowanym dnia dzisiejszego i prześladowanym jutra. Wiem dobrze, że historia staje się często areną, na której dochodzi do zamiany ról między my­śli­wym a zwierzyną, mocnym a słabym.

🖇

Utworzenie państwa Izrael, jego sukcesy wojskowe i ekspansja terytorialna pociągnęły za sobą większość obozu religijnego, który uległ przyspieszonej i radykalnej nacjonalizacji. […]  Kiedy tradycja etyczna wewnątrz­wspól­no­to­wa łączy się z władzą religijną, narodową lub partyjną, nieodmiennie ro­dzi to głęboką niesprawiedliwość wobec tych, którzy nie wchodzą w skład tej wspólnoty.

🖇

W naszych czasach nie odnajdujemy prawie wcale protestów ze stro­ny instytucji żydowskich skierowanych przeciwko aktom nie­spra­wie­dli­wo­ści popełnianych codzienne pod okupacją izraelską.

🖇

Dosyć znana anegdotka w stylu jidysz, pełna autoironii, piętnuje we­wnątrz­wspól­no­to­wy charakter żydowskiej moralności. Matka Żydówka towarzyszy swojemu synowi zwerbowanemu do armii carskiej podczas woj­ny krym­skiej. W chwili rozstania szepcze synowi do ucha: Zabij Turka, a potem usiądź spokojnie i coś zjedz. Dobrze, mamo – odpowiada syn. I nie zapominaj – dodaje matka – żebyś zawsze odpoczywał po każdym ataku, jak już zabijesz tych Turków! Tak mamo – odpowiada rekrut i po chwili wa­ha­nia pyta: A jeżeli to Turek mnie zabije? Matka otwiera szeroko oczy ze zdu­mie­nia: A dlaczego on miałby ciebie zabić? Przecież nic mu nie zrobiłeś!

🖇

Zgodnie z duchem swoich praw państwo Izrael należy w większym stopniu do znakomitych osobistości niebędących Izraelczykami niż do ogółu oby­wa­te­li, którzy to państwo zamieszkują. […]  Jerozolima jest ich własnością. Nie muszą więc poznawać jej historii, geografii, ani uczyć się jej języków (he­braj­skie­go lub arabskiego), pracować tam, płacić podatków, czy broń Boże, zaciągnąć się do armii izraelskiej! Nie, wystarczy tylko, że przyjadą z krót­ką wizytą do Izraela, żeby uzyskać dowód osobisty, nabyć jakąś niewielką nieruchomość, zanim powrócą do swojej narodowej kultury i do swojego języka ojczystego, pozostając na wieczność właścicielami państwa ży­dow­skie­go. Co za szczęście urodzić się z matki Żydówki!

🖇

Być Żydem w Izraelu oznacza być obywatelem uprzywilejowanym, cie­szą­cym się korzyściami odmawianymi tym, którzy nie są Żydami, zwłaszcza Arabom. Tylko Żyd może utożsamiać się z państwem, które nazywa siebie odbiciem żydowskiej tożsamości. Tylko Żyd może kupować ziemię, podczas gdy obywatel nieżydowski nie ma prawa jej nabyć. Tylko Żyd, nawet jeżeli przebywa w Izraelu tymczasowo i kiepsko posługuje się hebrajskim, może zostać zarządzającym Banku Izraelskiego, centralnego banku tego pań­stwa, który nie zatrudnia żadnego obywatela izraelskiego o pochodzeniu arabskim. Tylko Żyd może zostać ministrem spraw zagranicznych i re­zy­do­wać na stałe w osiedlu usytuowanym poza prawnymi granicami Izraela, obok sąsiadów Palestyńczyków pozbawionych praw cywilnych, tudzież suwerenności. Tylko Żyd może założyć osady na terytoriach, które do nas nie należą, może również poruszać się na terenie Judei i Samarii po dro­gach gra­nicz­nych, gdzie miejscowi mieszkańcy – wewnątrz swojej ojczyzny – nie mogą przemieszczać się swobodnie. Tylko Żyd nie zo­sta­nie za­trzy­ma­ny przy szlabanie drogowym, nie będzie torturowany, nikt nie będzie prze­szu­ki­wać nocą jego domu, nie stanie się przez pomyłkę celem strzału, nie ujrzy ruin swego domostwa, zburzonego przez pomyłkę… Wszystkie te dzia­ła­nia, narastające od prawie pięćdziesięciu lat, są po­dej­mo­wa­ne wy­łącz­nie wobec Arabów.

🖇

Czuję zmęczenie, czuję jak ostatnie liście rozumu opadają z drzewa naszych działań politycznych, pozostawiając nas bez osłony wobec ka­pry­sów zahip­no­ty­zo­wa­nych szarlatanów. Jednocześnie nie jestem fi­lo­zo­fem meta­fi­zy­kiem, lecz historykiem, który podejmuje próby porównań, toteż nie mogę so­bie pozwolić na taki zupełny fatalizm. Wierzę, że skoro ludzkość wy­szła z XX w. bez wojny atomowej, wszystko jest możliwe, nawet na Bli­skim Wscho­dzie. Warto przypomnieć słowa Theodora Herzla, tego hi­sto­rycz­ne­go marzyciela odpowiedzialnego za moją izraelską naro­do­wość: „Jeżeli tyl­ko czegoś naprawdę chcesz, to nie będzie to legendą”.

Shlomo Sand, Dlaczego przestałem być Żydem.
Spojrzenie Izraelczyka
, przeł. Iwona Badowska,
Wydawnictwo Akademickie Dialog, Warszawa 2014.
(wyróżnienie własne)

piątek, sierpnia 21, 2026

6189. Z oazy (CDLXVIII)

Debiut. Trzynaście opowiadań. Wydanych po raz pierwszy w roku, w którym Autor­ka kończyła 80 lat. Robi wrażenie — dwa słowa, jedna fraza, która jest odnie­sie­niem do dwóch różnych dopełnień.

Czytając tę książkę, przypomniałam sobie zabawę z dzieciństwa, w której pierwsze skrzypce grały gust i estetyka. Gdy byłam małą dziewczynką, robiło się sekrety (wi­docz­ki). I tym właśnie są te opowiadania: literackimi sekretami, be­le­try­stycz­ny­mi widoczkami. Są przepiękne. Uwielbiam ostatnie.

Miała wrażenie, że stoi obok palącego się ogniska, z którego nagle wy­strze­lił w górę niewielki węgielek: poleciał w powietrze, wpadł w jej serce i roz­palił tam swoim żarem blask współczucia.
     […]  Uśmiechnęła się. I okazało się, że ognisko jest prawdziwe, gorące i rozpalone, a obu kobietom zaczęły zagrażać jego płomienie. Jednak na po­czątku nie było to oczywiste.

🖇

     — Kogo zatem poznałaś?
     Dzielił ich niemożliwy do pokonania dystans.

🖇

Czasami bogowie są łaskawi i spełniają nasze pragnienia z nadzwyczajną i obfitą szczodrością.

🖇

Podobno kiedy człowiek się starzeje, jego mechanizmy obronne zaczynają słabnąć. Dawne barykady, za którymi kiedyś mogła się schronić, z hu­mo­rem, elegancją, a nawet — oczywiście tylko czasami – z pewną od­wa­gą, cóż, wszystkie rozpadają się z upływem lat.

🖇

Tego właśnie potrzebowała. Strupa na wszystkich ranach. Ale i tak nie pamiętała, w jaki sposób się skaleczyła.

🖇

Kotka usiadła u moich stóp. Obie obserwowałyśmy świat. Oczywiście wiem, że nie widzimy tego samego. Ona pod każdym względem patrzy w inny spo­sób. Ja odczuwam wilgoć, czuję jej zapach i słyszę krople deszczu zu­peł­nie odmiennie od niej. Ale towarzyszy mi i obserwuje z podobnym za­do­wo­le­niem. To naprawdę niesamowite, że dany jest mi taki widok, wiem, że mam szczęście.

🖇

Naprawdę się zastanawiam, czy ona rozumie, co to samotność, choć ponoć koty interesuje wyłącznie własna wygoda.

🖇

Nie mam teraz na własność niczego, może oprócz swojego ciała i umysłu, choć te po tylu dekadach użytkowania są jakie są. […] 
     Kotka i ja uczymy się teraz, czym jest proces utraty. Starość często jest kojarzona z gromadzeniem rzeczy, z chorobą, z niewygodami, ze zmarszcz­ka­mi, ale tak naprawdę to proces utraty — praw, szacunku, pożądania, te­go wszystkiego, co kiedyś do ciebie należało i co cię cieszyło, zupełnie bez refleksji.

🖇

Fotel był duży, wiklinowy, wyściełany miękkimi kremowymi poduszkami, Linda mogła więc podwinąć na nim swoje długie nogi, jakby składała pa­ra­sol do wygodniejszych rozmiarów.

🖇

     —Dlaczego wolisz budzić strach, a nie miłość? – zapytał ją Malik.
     — Do miłości nie można zmusić.

🖇

Są rzeczy zbyt bolesne, by o nich wiedzieć,
rzeczy, których nie da się pojąć od razu.

🖇

     — […]  Dlaczego tu przyjechałaś?
     A ona spojrzała na niego i dostrzegła, że ani tego nie wiedział, ani nie chciał wiedzieć.
     — Ponieważ zmieniłeś moje życie.

🖇

Czy ktoś kiedyś nie powiedział, że zrozumienie
to jedyne prawdziwe szczęście?

🖇

Nauczyliśmy się wyjątkowo sprawnie obsługiwać wszelkie wirtualne na­rzę­dzia komunikacji. Spotkania towarzyskie lub zawodowe organizuje się za pomocą najróżniejszych aplikacji, coraz łatwiejszych w użyciu, które, poukładane w kafelki na naszych ekranach, stają się też coraz mądrzejsze. Niemniej można się poczuć trochę jak głodne dziecko, które patrzy na pa­te­ry ze wspaniałym jedzeniem w sklepowej witrynie. Jak ktoś kiedyś po­wie­dział, sposób przekazywania informacji jest równie istotny co informacja, i niezależnie od tego, jak jest piękny, nie możemy dotknąć, pocałować, po­wą­chać ani posmakować pikseli.

🖇

[…]  często porusza się kwestię tego, czy lepiej mieszkać z rodziną, czy bez niej. Nie wszystkie relacje rodzinne są harmonijne i – szczerze mówiąc – rzadko dochodzi się w ogóle do sedna tematu. A tym sednem jest pytanie, czy uścisk stale obecnego dziecka jest równie satysfakcjonujący jak uścisk przelotnego kochanka. Rząd klasyfikuje je jako identyczne, jeśli chodzi o war­tość kontaktu skórnego, ale wśród siedemdziesięciolatków popularna jest opinia, że to niesprawiedliwe uproszczenie.

🖇

     – Wszyscy miewamy takie sny – oznajmiła Dolores. – Projekcje i fan­ta­zje. Pełne tego, o czym nie chcemy myśleć i czego nie chcemy mieć.
     Czy wspominałam, że Dolores ma dopiero sześćdziesiąt pięć lat, więc nigdy nie doświadczyła spotkania z fantazmem, i że skoro ma peł­ną ro­dzi­nę, prawdopodobnie nigdy nie dowie się, czym on jest? Przestałam dys­ku­to­wać. Nigdy nie kłóć się z freudystami – oni myślą, że znają odpowiedzi na wszystkie pytania.

🖇

[…]  w tamtym czasie wciąż przeżywałam niedawno zakończony związek, który przebiegał według znanego już schematu: skok na głęboką wodę, zero ograniczeń, a potem szalony pęd z powrotem na płyciznę.

🖇

Lacrimae rerum
/łac. nawet rzeczy płaczą/

🖇

W naszym społeczeństwie istnieją dwa sposoby radzenia sobie z palącą ża­ło­bą. Albo odmawiasz poświęcenia samego siebie i ostentacyjnie zaj­mu­jesz się intensywną radością odnajdywaną we wszystkim — myślisz po­zy­tyw­nie, żyjesz dalej, zgarniasz tylko dobre uczucia, przeszłość zostawiasz za so­bą — albo wybierasz odwrotną drogę. W drugim wypadku żyjesz z nie­usta­ją­cą, codzienną świadomością niemożliwej, niewyobrażalnej, nie­znoś­nej straty. Ponieważ jestem zdrowym na umyśle i wypłacalnym człowiekiem świata Zachodu, w momencie kryzysu wybrałam pierwszą możliwość, ale tamtego dnia, kiedy czas na godzinę zmienił bieg, stanęłam twarzą w twarz z tą drugą prawdą mojego życia.

🖇

     — Jesteś złudzeniem?
     — Wszyscy jesteśmy złudzeniem […].

🖇

[…]  wróciłam do pokoju i kółko zaczęło migać.
     — Jak się miewasz, Martho?
     — Spierdalaj, Arthurze – odparłam w ramach eksperymentu.
     — Przykro mi, Martho, ale nie zrozumiałem – odparł robot me­cha­nicz­nym, beznamiętnym tonem. Wyszłam na balkon posiedzieć.
     — To tylko maszyna – przypomniał mi wcześniej Mark. – Ale będzie się uczyć. Jak smartfon. I tak jak wszystko w dzisiejszych czasach. W instrukcji napisali, że ma adaptującą się osobowość.
     Musiałam pomyśleć.

🖇

„Lubię, kiedy się o mnie troszczą” — dodał potem, a ona rozumiała, co ta­kie­go uwielbiał: szacunek i pokłady uprzejmości, którymi cieszył się dawniej. Przypominało mu to czasy wina i róż, czasy, kiedy był na górze, na szczycie kariery, na samym szczycie drabinki sukcesu. Inspirował, kontrolował, nad­zorował, aż do… aż do krachu.

🖇

„Ale ja wciąż żyję […]. Mogę…”. Ale nie dokończyła tej myśli. Nie była dość szybka, nigdy nie była dość szybka, by prześcignąć tych, którzy na siłę na­pra­wiali świat.

🖇

Świat wokół nagle się ułożył. Odwróciła twarz do okna, próbując dostrzec, czy jest tam odbicie kobiety, którą nagle się stała. […]  Oto kim jestem, po­myślała.

🖇

Miłość to skomplikowane uczucie. Próbowałam sobie przypomnieć, co po­wie­dział Dylan Thomas, który rozumiał więcej niż większość ludzi. Kobieta w łóżku z mężczyzną to matka, siostra, córka, kochanka — wszystkie w jed­nej osobie? Tak to szło?

🖇

Wierzyłam, że został mi przypisany konkretny los i że muszę zrozumieć, co on oznacza. […]  zaczęłam zastanawiać się nad znaczeniem bycia samą. Było to bogate „złoże” do wydobycia, a zarazem główna oś mojego cha­rak­te­ru, ponieważ z natury jestem samotniczką.

🖇

     — Jak tam jest? — pytano, a ja nie potrafiłam znaleźć słów […]  Samot­ność człowiek nosi w sobie i nie da się od niej uciec.

🖇

Była jak mały ptaszek i wyzwoliła we mnie wszystkie uczucia, które pie­lę­gnu­ją w sobie dzieci, gdy wszędzie noszą ze sobą lalkę lub pluszowego mi­sia. Bo czymże innym jest ta opiekuńcza postawa, jeśli nie determinacją, by czuć się dużym i potężnym, kimś, komu bycie większym i silniejszym po­zwa­la troszczyć się o słabsze stworzenia? […]  Uspokajając ją, czułam spo­kój także w sobie. Zaczęła być częścią mnie.

🖇

Przekaże dalej miłość […]. Bo miłość to ruch w górę, nie w dół. I tak powinno być.

🖇

Zaczynałam zdawać sobie sprawę, że tak naprawdę nigdy w życiu nie by­łam sama. Żeby być samotnym, musisz czuć, że potrzebujesz ko­goś, kogo przy tobie nie ma. Potrzeba, poczucie przynależności, o to chodzi. Trzeba przyznać, że jest się zależnym od kogoś innego. Musisz po­trze­bo­wać tej drugiej osoby jak własnego życia. […]  było to dla mnie coś nowego. Kła­dąc się spać tam­tej pierwszej nocy, pomyślałam, że kiedy Miriam wróci, mu­szę jej o tym po­wiedzieć.

🖇

Kocham ją bardziej, niż jest tego świadoma, może nawet bardziej, niż ja sama jestem.

🖇

[…]  bez wahania powiedziałam: „Tak”. Najzwyczajniej w świecie. Tak. Żad­nych pytań. Tylko „tak”. Prosto z serca.

Jane Campbell, Czesanie kota. Opowiadania,
przeł. Dobromiła Jankowska,
Wydawnictwo Pauza, Warszawa 2026.
(wyróżnienie własne)

Nalała sobie filiżankę i wzięła croissanta. Poczuła się oddzielona od prze­szło­ści i zaskakująco wolna. Jakby stała na krawędzi czasu. […]  czuła również coraz więk­szą ulgę. […]  Ten spokój znalazł się w zasięgu ręki. […]  Jakie to dziwne. Spokój przyniosło jej nie to, co mia­ła, ale to, cze­go się pozbyła.

🖇

W powietrzu unosił się powiew wieczności — szturch­nię­cie od noumenu, spoza pozostałości fenomenu — wie­działam, że muszę tam dotrzeć.

(tamże)

[a jednak muszę tu mieć też poniższe, czyli suplement 22.08.2026]
Jak pokazują powyższe historie, czas automatycznie pozbawia starzejące się kobiety wielu luksusów i niezbędnych rzeczy, które dawała im młodość. To, w jaki sposób doświadcza się tej ekspozycji, tego rozbierania, demon­ta­żu tożsamości społecznej, zależy od wielu czynników: zdrowia, zamożności, miejsca zamieszkania, wykształcenia, genetyki, relacji rodzinnych i po pro­stu cho­ler­ne­go szczęścia lub jego braku. Czasami człowiek traci również ro­zum, a to już zmienia wszystko.
     Z rozumem czy bez, w późnym okresie życia trafiamy do innego świata […].

•

[…]  starość to inny kraj, w którym wszyscy jesteśmy nomadami i w którym możemy postanowić, że nosimy ze sobą jak najmniej. Pokazuje również, że starość nie jest dla mięczaków i że istotne jest towarzystwo. Piszę tę książ­kę jako jedna z tych starszych kobiet, badając ślady stóp, pragnąc, podobnie jak Fern, bohaterka Nomadland, podkreślić, że są inne kobiety podróżujące obok mnie, nawet jeśli niekoniecznie ze mną. Oczywiście są także starsi męż­czyźni, również ogołoceni z rzeczy, ale ta książka nie jest dla nich ani o nich, chyba że stanowią tło dla życia kobiet.

•

[…]  skąd wzięły się te bohaterki. […]  O niektórych kobietach czytałam, nie­które spotkałam, o niektórych słyszałam, niektóre były moimi są­siad­ka­mi, inne krewnymi, niektóre powstały z historii zasłyszanych od pacjentów, przełożonych lub przyjaciół.

•

Wszyscy mamy w życiu narratorów, ludzi, którzy opowiadają o nas aneg­do­ty, formułują diagnozy na nasz temat, ludzi, którzy plotkują. W wy­pad­ku osób starszych to często członkowie rodziny lub pracownicy socjalni, le­ka­rze lub kierownicy domów opieki, ale są także szczęśliwcy, którzy mogą sami opowiadać własne historie. Czasem trudno znaleźć słuchaczy, jakich pragnęlibyśmy mieć, ale możemy opowiedzieć historię i zapisać to, co jest w nas ważne, co wcześniej się nie liczyło.

•

W naszych społeczeństwach najmniejsze szanse na opo­wie­dze­nie swoich historii mają najmniej uprzywilejowani: uchodź­cy, osoby szukające azylu, ludzie bardzo młodzi, bardzo starzy, nie­peł­no­sprawni, biedni, bezsilni.

•

[…]  nikt nie pyta, czego pragniesz ty. Aby sobie z tym poradzić, mo­żesz stworzyć swój subiektywny świat, działający na twoich warunkach, pozbawiony starych przeszkód, takich jak wstyd lub strach, nawet jeśli ten świat będzie zbudowany tylko ze wspomnień lub z marzeń.

•

Wszyscy potrzebujemy w życiu bezpieczeństwa, ale ono ma dwa znaczenia. Bywa jednocześnie spokojem i uwięzieniem.

•

Istnieją mniej radykalne sposoby przygotowania się do śmierci, pozbycia się tego, czego już nie chcemy lub nie potrzebujemy, nie wszyscy czują też potrzebę ogołacania się. Czarownice mogą postanowić, że wyjdą z lasu, a zmiana nastąpi i tak. Przymusowe pozbywanie się rzeczy to do­świad­cze­nie bolesne, a to dobrowolne wymaga zarówno odwagi, jak i determinacji.

•

Tylko wtedy, gdyby starsze kobiety rzeczywiście były zde­sek­su­ali­zo­wa­ny­mi, nijakimi, beznamiętnymi, bezmózgimi, potulnymi i przepraszającymi istotami, jakimi chciałoby je widzieć społeczeństwo, historie te można by uznać zarówno za nieprawdziwe, jak i za transgresyjne. I jak proste było­by to wówczas dla społeczeństwa.

•

Wszyscy starzy ludzie mają określoną tożsamość, ukształtowaną przez rodzinę oraz społeczeństwo, i może się zdarzyć, że trzymanie się jej to najlepsza droga, ale odrzucenie oczekiwań innych ludzi może z kolei okazać się wyzwalające.

•

Ludzie, nawet — a może przede wszystkim — ci życzliwi, bywają na tyle mili, by zapytać starszą kobietę o jej zdrowie, ogród, ewentualnie dzieci, jeśli je ma. Niewielu pyta o jej życie intelektualne, aktywność zawodową, zainteresowania kulturalne, ambicje.

•

Pytanie nie brzmi jednak: „Czy czują się samotne?”, tylko: „Czy potrafią to przetrwać, czy wiedzą, jak sobie z tym poradzić, czy są przekonane, że tymcza­so­wa samotność jest niezbędnym składnikiem udanego życia zmysłowego?”.

•

[…]  te narracje opowiadają o kobietach, które przetrwały nieodwracalną stratę, nienaprawialne katastrofy. Wszystkie okazują się odważne, mają zasady i w moich oczach budzą podziw. […]
     Słyszałam o pewnej starszej kobiecie, którą wnuczka zapytała: „Babciu, jaki był najszczęśliwszy okres w twoim życiu?”. „Nie wiem — odpowiedziała kobieta. — Może jeszcze go nie przeżyłam”.

(tamże)

niedziela, sierpnia 16, 2026

6183. Z oazy (CDLXVII)

W trakcie tamtej rozmowy padł również tytuł tej książki. Więc po wciśnięciu czer­wo­nej słuchawki było klik, klik i fru do poczekalni, na wirtualny stoliczek ocze­ku­ją­cych literek. Musiała poczekać. Poczekała cierpliwie i przyszedł jej czas.

Spolaryzowany, grubą kreską płci kreślony świat. Stereotypy gonią jeden za drugim, grożą, de­finiują jedyne źródła szczęścia. Stereotyp, niby trup, bo XXI wiek, a cał­kiem dziar­sko zakrzywia per­spek­ty­wę, by kobiety kobietom „pichcić” i przyprawiać mogły los. Ubawiłam się, ale też z przyjemnością skończyłam i z ulgą odłożyłam.

Zawiesiłam się na ciut dłużej na zdaniu: [k]ogo się nie zna, za tym się nie tęskni. I polemizowałam, i po jednej i drugiej stronie stawałam. Tak, nie tęskni się za kimś, kogo się nie poznało. Nie, czasem tęskni się za kimś, kogo się nigdy nie spotkało — tęskni się bezbrzeżnie.

Uwielbiam otwarte zakończenia. Ta opowieść kończy się wspaniale, choć patriar­chat unosi wysoko łeb i zawracać rzekę kijem próbuje. Tylko od osoby czytającej zależy, czy mu się to uda.

To w moich ustach któregoś ponurego zimowego poranka rozpłynie się ta dojrzała, duża, czarna jak smoła jeżyna. Wiesz jakiego? Mokrego, zimnego, szarego poranka. Kiedy nie tylko nie chce ci się wstać z łóżka, ale w ogóle nie chce ci się żyć, istnieć, oddychać. Jak myślisz, co mi pomogło przetrwać tę poprzednią zimę, właśnie taką, no, jak myślisz? Konfitury z jeżyn!

🖇

A co poradzisz, kiedy ciało czegoś chce? Nic nie poradzisz, nic nie wskórasz, nie zatrzymasz tego.

🖇

Przecież wiesz, że kapelusz śmierci wisi zawsze obok głowy żywego. A ty przecież nie jesteś jakimś wyjątkiem. No, to prawda, wisi, ale żeby aż tak?

🖇

Kto się choć raz nie potknął w życiu,
kto nie popełnił błędu?!
Ja to wiem i ty to wiesz.

🖇

Gdzie są dni, kiedy byłam zdrowa, byłam cała i twarda jak rzeczny kamień! Co za głupota, nie umiałam tego wtedy docenić. […]  Gdzie jesteś, moja na­dzie­jo, co mi masz do powiedzenia?

🖇

[…]  w uchu dzwoni mi głos ciotki, siostry ojca. Od lat już nie mia­łam w uchu tego głosu, ani w uchu, ani w głowie: Nie przynieś wstydu rodzinie, dziew­czy­no! Masz ojca i brata! Mój ojciec i brat leżą w ziemi, moja Keto! Ciebie też już od dawna jedzą robaki, chwała Bogu! Już jestem do­ro­sła i dajcie mi wreszcie wszyscy święty spokój! Sama dobrze wiem, jak mam żyć. Bo to ja żyję, a wy wszyscy jesteście martwi!
     Myślę, że nie ma się czego bać.

🖇

Plotkują, jaki był topielec, czy bardzo obgryziony, wszystko to wola boska, chroń nas, Panienko Przenajświętsza, powiedzą i to wszystko. Ale na­praw­dę mi się poszczęściło, Boże! Boże, czy kim Ty tam jesteś, czy gdzie Ty tam jesteś. Moje szczęście, mój łaskawy losie! Byłabym martwa i wyrzucona na brzeg i gdzie by mnie znaleźli?

🖇

Całe życie tak mam. Ciało idzie w jedną stronę, a głowa w drugą. No i co teraz mam zrobić?

🖇

Dwa słowa napisał: Moja Etero! No, bałwan! Dorosły mężczyzna, a ogłu­piał! Ale zdurnieć to mężczyźni potrafią w każdym wieku. No dobra, on to on, ale co mam zrobić ja?

🖇

A jak ciało mówi, to znaczy, że tak jest. Co mi ciało mówi, to wszystko prawda!

🖇

Nie, on wcale nie jest stary i ja też wciąż jeszcze jestem młoda, tylko nas tu na siłę postarzają. W tym kraju to już ludzie po dwudziestce są starzy. Ale to wszystko nieważne. Ważne jest, co kto ma w sercu. Serce najważniejsze. […]  Ze mną jest tak jak w tym przysłowiu — starzec się nauczył grać na pan­duri, żeby sobie brzdąkać w niebie.

🖇

Mam swój mur, który wybudowałam własnymi rękami. Nikt nieproszony mi tu nie wejdzie. Tak jest!

🖇

One mają ciała sterane macierzyństwem, wyssało z nich wszystkie soki. Ale przecież im tego nie powiem. Bo jak powiem, to się zaraz uniosą: jesteśmy matkami i poświęciłyśmy swoje ciała czy co tam jeszcze poświęciłyśmy, to wszystko dla naszych dzieci, albo jeszcze dorzucą, że wychowują dzieci ku chwale ojczyzny i nie są takimi polnymi myszami jak niektóre. Polna mysz to oczywiście ja. Dlatego się nie odzywam, bo to bym właśnie usłyszała w od­po­wiedzi: że jestem szarą myszą. Wiem, że jestem, i pasuje mi to. Ale sama mogę się tak nazywać, a im nie pozwolę. Bo niby dlaczego?

🖇

Czas stoi w miejscu, a ty lecisz gdzieś w przepaść. I nawet nie wiesz, nie czujesz, jak i kiedy się staczasz. […]  Dla niektórych mogę być już nie tylko ciocią, ale i babcią.
     Kiedy więc zaczynają się do ciebie zwracać w ten sposób, to koniec, za­czy­na się droga w dół. Im częściej i dłużej cię tak nazywają, tym gorzej.

🖇

Może ja też nie chodzę z aureolą szczęścia wokół głowy, ale jak mi zakwitnie kwiatek na podwórku, a w ogródku dojrzeje pomidor, to się cieszę, jestem szczęśliwa, wiesz?! Radość mnie rozpiera, a wiesz dlaczego? Bo czuję, że jeszcze potrafię być szczęśliwa! A ty się umiesz jeszcze z czegoś cieszyć?! No, potrafisz? Ale ona dalej swoje, jakby nigdy nic: ojej, czemu nie wyszłaś za mąż, kobieto? Wiesz, jakie bezsensowne jest życie bez dzieci? […]  Taaak, bez­sensowne, trzeba się z nią zgodzić, inaczej się nie da, bo jeszcze zacznie gadać o tym, że na starość trzeba mieć kogoś, kto ci poda szklankę wody, a tego już nie zdzierżę, więc gryzę się w język i potakuję, tak, moje życie jest bez sensu, bo jakie ma być? […]  Już-już ma wyjść, kiedy odwraca się ze sło­wa­mi: ale wiesz, ja­koś tak ci się oczy świecą, dziewczyno.

🖇

Ale życie jest dziwne, naprawdę. Jak dobrze, że nie wiemy z góry, dokąd nas zaprowadzi, jak nas doświadczy.

🖇

[…]  wszystkie bez wyjątku pytały: nie wychodzisz za mąż, dziewczyno? Ja odpo­wia­da­łam, że nieee, one na to: dlaczego, kobietooo? Ja od­po­wia­da­łam: nie chcę, kobietooo i dlategooo I traciły orientację, bo spodziewały się każdej odpowiedzi oprócz tej, że nie chcę, bo przecież kobieta nie po­tra­fi mówić, że czegoś nie chce. Chcę i nie chcę — to są przecież słowa przynależne mężczyźnie.

🖇

[…]  chwytam się a to tego, a to tamtego. Nie chcę się przyznać sama przed sobą, ale mnie nosi. Serce tłucze mi się w piersi jak szalone. […]  Czuję, że moje ciało jest spokojne, to dusza się miota.

🖇

Chodzisz tak pomiędzy jedną a drugą przepaścią! W jednej czeka na ciebie mąż i jego rodzina, którzy tylko patrzą, żeby zamienić cię w posługaczkę, opiekunkę i żywicielkę ich potomstwa. Zrobią z ciebie dobrowolnego więź­nia i jeszcze będą ci wmawiać, że to wszystko w imię miłości. Powiedzą ci, że to właśnie jest miłość! Będziesz musiała uwierzyć. I uwierzysz, dziew­czy­no, bo jakie będziesz miała inne wyjście? Okłamiesz samą siebie. W imię tej miłości zatracisz w więzieniu duszę.

🖇

A te trzy głupie baby, każda dźwiga swoje kajdany, a wciąż pieją ody do bycia z mężczyzną i posiadania rodziny. Wkładają głowy w tę gilotynę, a potem z jakąś chorą ciekawością patrzą, jak nad inną kobietą zawisa podobne ostrze.

🖇

Porozmawiajmy, trzeba porozmawiać, trzeba wyjaśnić wszystko, co jest do wyjaśnienia od samego początku. Ty powiesz swoje, ja powiem swoje. Po­my­ślimy, co mamy zrobić, jak mamy zrobić, w którą ścianę walnąć głową.

🖇

Nie masz pojęcia! Nie odzywam się, bo co mam powiedzieć?

🖇

Boże, ależ mnie postawiłeś przed wyborem! A ja od razu dałam się zwieść, przestałam myśleć i poplątały mi się ścieżki. A jak miałam wszystko pięknie zaplanowane!

🖇

Bardzo się bałam. Ale jednocześnie byłam strasznie ciekawa. Podobało mi się to miejsce i jednocześnie mnie przerażało. Moją duszą targała chęć po­zna­nia nieznanego.

Tamta Melaszwili, Kos kos jeżyna, przeł. Magdalena Nowakowska,
Wydawnictwo Filtry, Warszawa 2024.
(wyróżnienie własne)

Wstawaj, Etero, wstawaj, kobieto, bo cię tam
wielka przyjemność czeka!

🖇

No i co z tego, że nie jesteśmy już młodzi i piękni? Co z te­go, że jesień życia puka do naszych drzwi? Tylko patrzeć, jak zupełnie opadną z nas liście.

🖇

[…]  wiesz, ile wokół jest tego małego piękna? Pomyślę o tym, co przeczytałam, zobaczyłam i usłyszałam, ni­czym innym nie będę sobie zaprzątać głowy!

🖇

Jestem tylko małym robaczkiem, żyję swoim życiem, ale oni i tak boją się takich jak my. I powinni!

🖇

Czy wiedziałam, co robię?
Byłam czystą wściekłością!

🖇

Ale wiesz, czego boję się najbardziej? Że znów w kraju wszystko może się wywrócić do góry nogami i że znów nastanie taki chaos […]. Że świat znów zawali się nam na głowę, jak wtedy, kiedy oszaleli wszyscy i wszystko.

(tamże)

niedziela, lipca 05, 2026

6162. Z oazy (CDLX)

Przyciągnęła mnie do siebie swoim tytułem. Utknęła na czytelniczym stosiku, bo wyczekany Tochman, bo łapanie po tej lekturze oddechu, a potem kilka feno­me­nal­nych, arcyważnych dla mnie książek, które jedna po drugiej wpadały do przegródki moich najważniejszych książek 2026 roku. Prawie o istnieniu tej książki zapo­mnia­łam, ale ona nie zapomniała o mnie.

Przyciągnęła mnie do siebie ponownie w upalny, podły dla mnie czas i ratowała pra­wie każ­dym akapitem. To książka o najdłuższej, niemającej nigdy końca podróży do siebie samej. O podróży, w której każda i każdy z nas jest po kres swoich dni. War­to się w nią udać, bo bycie normalnym, gładkim i bezproblemowym jeszcze nikogo nie uszczę­śli­wiło na dłuższą metę, bo nie mogło. Bycie normalnym jest, jakie jest.

Wybieranie fragmentów, które muszę tu — zawsze pod ręką — mieć, trwało do­kład­nie tyle samo czasu, co czytanie tej książki. W rzeczywistości tym właśnie było.

Wyimków jest tak dużo, że te dotyczące książek i czytania zażyczyły sobie własnej przestrzeni.

Kiedy matka gniewała się na mnie, co zdarzało się dosyć często, mawiała: „Diabeł zaprowadził nas do złej kołyski”.
     Wizja Szatana, który w 1960 roku robi sobie przerwę od zimnej wojny i makkartyzmu, by odwiedzić Manchester – cel wizyty: oszukać panią Win­ter­son — ma w sobie pierwiastek teatralnej ekstrawagancji.

🖇

Dziecko zostaje wypchnięte w nieznany świat, który można poznać tylko po­przez jakąś opowieść — rzecz jasna, dotyczy to nas wszystkich, narracja spaja nasze życie, ale adopcja wrzuca nas w już rozpoczętą opowieść. To jak czytanie książki, z której wydarto pierwszych kilka stron. […]  Uczucie, że czegoś brakuje, nigdy cię nie opuszcza — i nie może, i nie powinno, bo czegoś faktycznie brakuje.
     Nie jest to zjawisko z natury negatywne. Brakująca część, brakująca przeszłość może stanowić otwarcie, a nie tylko pustkę. Może być zarówno wejściem, jak i wyjściem. To odcisk na skamielinie, ślad innego życia […]

🖇

[…]  dlaczego doświadczenie nie miałoby współistnieć z eksperymentem? Dlaczego obserwacja nie może łączyć się z wyobrażeniem? Dlaczego kobietę ma cokolwiek lub ktokolwiek ograniczać?

🖇

[…]  musiałam nauczyć się opowiadać własną historię. Życie to po części fakty, po części zmyślenie. I za­wsze jest to przykrywka dla czegoś innego. Ja napisałam sobie drogę do wyjścia.

🖇

Nie należałam do dzieci lubianych ani nawet dających się lubić; byłam zbyt agresywna, zbyt gniewna, zbyt porywcza, zbyt dziwna. […]  w szkole za­wsze wytyka się palcem tych, którzy nie pasują do reszty […].

🖇

Na początku oczywiście kochałam Boga, a Bóg kochał mnie. To już było coś. Kochałam też zwierzęta i całą przyrodę. I poezję. Problem stanowili ludzie. Jak kochać drugą osobę? Jak uwierzyć, że ktoś cię kocha?
     Nie miałam pojęcia.
     Myślałam, że miłość to strata.
     […]  Tropiłam miłość, osaczałam miłość, traciłam miłość, tęskniłam za miłością…

🖇

Prawda jest dla każdego czymś bardzo złożonym. […]  Tak wielu rzeczy nie możemy wypowiedzieć, bo są zbyt bolesne. Mamy nadzieję, że ta część, któ­rą zdołamy wyrazić, ukoi resztę albo jakoś ją udobrucha. Opo­wie­ścia­mi kom­pen­su­je­my sobie rzeczywistość. Świat jest nieuczciwy, nie­spra­wie­dli­wy, niepoznawalny, poza naszą kontrolą.
     Kiedy opowiadamy historię, sprawujemy nad nią kontrolę, ale w taki sposób, że pozostawiamy lukę, jakieś otwarcie. To pewna wersja, ale nigdy ostateczna. Być może mamy nadzieję, że przemilczenia usłyszy ktoś inny i że opowieść będzie trwała dalej, zostanie opowiedziana na nowo.

🖇

To, gdzie się rodzisz — środowisko, miejsce, jego historia, sposób, w jaki łą­czy się ona z twoją własną — kształtuje to, kim jesteś, niezależnie, co mają do powiedzenia eksperci od globalizacji.

🖇

Często przepełniały mnie gniew i rozpacz. Wiecznie czułam się samotna. Mimo wszystko kochałam życie i nadal je kocham. […]  być może odmowa, kategoryczna niezgoda na to, żeby mnie złamano, wpuszczała wy­star­cza­ją­co dużo światła i powietrza, bym mogła nadal wierzyć w świat – i marzyć o ucieczce.
     […]  „To, czego chcę, naprawdę istnieje, jeśli będę miała dość odwagi, by tego poszukać…”.

🖇

[…]  cuda często nadchodzą w przebraniu.
     […]  Wydaje nam się ciągle, że to, czego potrzebujemy, by wszystko zmie­nić — cud — znajduje się gdzie indziej, tymczasem często jest tuż obok nas. Bywa, że sami jesteśmy tym cudem.

🖇

Zapytałam ją, dlaczego nie mamy książek.
     – Problem z książkami polega na tym, że nigdy nie wiadomo, co się w nich znajduje, dopóki nie jest za późno – odparła.
     Pomyślałam: „Za późno na co?”.

🖇

Czasami, a właściwie często, jakaś cząstka nas samych jest zarazem roz­chwia­na i niezwykle potężna — jak ogromny gniew, który może zabić nas i innych wokół, gniew, który grozi powszechnym zniszczeniem. Nie możemy negocjować z tym potężnym, ale rozwścieczonym pierwiastkiem naszego jestestwa, dopóki nie wpoimy mu lepszych manier — co oznacza wsadzenie go z powrotem do butelki, by pokazać, kto tu naprawdę rządzi. Chodzi nie o wyparcie, ale o znalezienie odpowiedniego pojemnika. […]
     Bajki ostrzegają nas, że nie ma czegoś takiego jak stan­dar­do­wy rozmiar — to tylko ułuda przemysłowego podejścia do życia, z czym wciąż borykają się rolnicy, próbujący dostarczać do supermarketów jednakowe warzywa… Nie, rozmiar jest indywidualny i zmienny.

🖇

[…]  nie należy oceniać po pozorach: rzeczy nie są takie, jakimi się wydają. Mnie się zaś wydaje, że świadomość tego, że należy osiągnąć rozmiar od­po­wied­ni dla swojego świata — i tego, że ani ty, ani twój świat nie macie w żad­nym wypadku stałych wymiarów – to wartościowa wskazówka pod­czas nauki życia.

🖇

[…]  dążenie do szczęścia, które równie dobrze możemy nazwać życiem, jest pełne zaskakujących elementów tymczasowych – docieramy tam, gdzie inaczej nie udałoby nam się dotrzeć, i czerpiemy korzyści z tej podróży, ale nie możemy w tym miejscu pozostać, ponieważ nie jest to nasz świat i nie wolno nam dopuścić, by ten świat runął na nasz, w którym możemy żyć.

🖇

Zamiast tego jemy czekoladę i milczymy. Wtedy on rzuca:
     — Bałem się.
     — Nie bój się, tato.
     — Nie, nie — kiwa głową, pocieszony mały chłopiec. Zawsze był małym chłopcem i przykro mi, że się nim nie opiekowałam, przykro mi, że jest tak wiele dzieci, którymi nikt się nie opiekuje, przez co nie mogą dorosnąć. Mogą się zestarzeć, ale nie dorosnąć. Do tego potrzebna jest miłość. Jeśli masz szczęście, miłość przyjdzie później. Jeśli masz szczęście, nie złapiesz miłości za gardło.

🖇

O domu pisze rumuński filozof Mircea Eliade — w sensie zarówno on­to­lo­gicz­nym, jak i geograficznym — i używa do tego pięknego wyrażenia: na­zy­wa go mianowicie „sercem rzeczywistości”.
     Dom, powiada Eliade, to punkt przecięcia dwóch osi, pionowej i po­zio­mej. Na jednym końcu osi pionowej znajduje się niebo, czyli świat górny, a na drugim — świat zmarłych. Oś pozioma to płaszczyzna, na której od­by­wa się ruch tego świata, przemieszczanie się tam i z powrotem — nasz wła­sny ruch i ruch nieprzebranych rzesz innych istnień.

🖇

Wszystkie te godziny spędzone na progu dały mi poczucie przestrzeni gra­nicz­nej. Uwielbiam to, że koty lubią być w połowie wewnątrz, w połowie na zewnątrz, dzikie i oswojone, i ja również jestem dzika i oswojona. Jestem domowa, ale tylko wtedy, gdy drzwi są otwarte.
     I myślę, że to jest kluczowe: nikt już nigdy nie zamknie mnie w środku ani nie zostawi mnie na zewnątrz. Moje drzwi są otwarte i to ja je otwieram.

🖇

Musi istnieć rytuał przejścia, i to świadomy, pomiędzy życiem, które otrzy­mu­je­my zrządzeniem losu i okoliczności, a tym, które sami wybieramy.
     Świadomy wybór życia i stylu życia ma swoje psychologiczne zalety — i chodzi tu nie tylko o akceptację życia jako zwierzęcego daru, pod­le­ga­ją­ce­go kaprysom przyrody i przypadkowi. Drugie narodziny chronią psychikę, pobudzają bowiem zarówno do autorefleksji, jak i do poszukiwania sensu.

🖇

[…]  rozsądne rozwiązania sprawdzają się tylko w przypadku drobnych decyzji. W sprawach, które zmieniają bieg życia, musisz ryzykować.

🖇

Ciotka Nellie na pewno miała niewiele pieniędzy. Dwa razy w tygodniu zapraszała wszystkie dzieci z sąsiedztwa, które zdołała zmieścić w swoim jednym pokoju, i gotowała cebulową albo kartoflankę, dzieci przynosiły własne kubki, a ona nalewała im zupę z garnka.
     Uczyła je piosenek i opowiadała historie biblijne, a trzy albo cztery dzie­siąt­ki chudych, głodnych dzieciaków ustawiały się w kolejce przed do­mem i czasami któreś przynosiło coś od swojej mamy — bułeczki albo cukierki — i wszystkie dzieci się tym dzieliły. Wszystkie miały wszy. Wszystkie kochały ciotkę Nellie, a ona kochała je. Swoją wilgotną, ciemną norę z jednym ok­nem i czarnymi ścianami nazwała „Słonecznym Kącikiem”.
     To była moja pierwsza lekcja miłości.

🖇

[…]  kiedy pieniądze stają się podstawową wartością, edukacja zaczyna słu­żyć wyłącznie celom użytkowym, a życie umysłowe przestaje być ce­nio­ne, o ile nie przynosi wymiernych korzyści. Że usługi publiczne tracą znaczenie. Że życie poświęcone cze­muś innemu niż zdobywanie i wydawanie pieniędzy staje się bardzo trudne […]. Że kiedy społeczności ulegają zniszczeniu, po­zo­sta­ją tylko nędza i brak tolerancji.
     […] [ot, konsekwencje] prywatyzacji społeczeństwa.

🖇

Chory świat, który nie ma co liczyć na uzdrowienie, jeśli król „nie odnajdzie tego, co stracone”.
     Przeczytaj to zdanie. Nie „to, co zostało utracone” ani „to, co utracił”. Po pro­stu „co stracone”. Forma gramatyczna wskazuje, jak poważna jest ta strata. Coś, co wydarzyło się dawno temu, owszem – ale nie w przeszłości. To stara teraźniejszość, stara strata, która każdego dnia wciąż powoduje ból.

🖇

Zaczęło się tak, jak zaczynają się wszystkie ważne rzeczy — przez przypadek.

🖇

Perspektywa istnienia możliwości, by wznieść się ponad zwykły konflikt, ma w sobie coś kuszącego. Jung twierdził, że konfliktu nie da się rozwiązać na poziomie, na którym wybuchł – tam są tylko zwycięzca i przegrany, a nie pojednanie. Należy wznieść się ponad konflikt – jakby obserwować burzę z wyższego punktu.

🖇

Potrzebowałam lekcji miłości. Nadal ich potrzebuję, ponieważ nic nie jest tak proste i nic nie jest tak trudne jak miłość.
     […]  Nigdy jej nie pytałam, czy mnie kocha. Kochała mnie w te dni, kiedy była zdolna do miłości. Naprawdę wierzę, że na nic więcej nie było jej stać.

🖇

Miłość jest wy­razista. Nigdy nie pragnęłam jej bladej odsłony. Miłość jest pełna mocy. Nigdy nie pragnęłam jej rozwodnionej wersji. Nie stro­ni­łam od ogromu miłości, ale nie miałam pojęcia, że można na niej po­le­gać jak na słońcu. Że istnieją codzienne wschody miłości.

🖇

Nigdy nie jest za późno, by nauczyć się kochać.
     Tylko trzeba się liczyć ze strachem.

🖇

     — Jeanette, powiesz mi dlaczego?
     — Co dlaczego?
     — Wiesz, co dlaczego…
     Ale ja nie wiem dlaczego… kim jestem… dlaczego wszystko jej we mnie przeszkadza. Czego ona chce. Dlaczego nie jestem tym, czego chce. Czego ja chcę i dlaczego. Ale jedno wiem na pewno:
     — Przy niej jestem szczęśliwa. Po prostu szczęśliwa.

🖇

     — Kocham cię. Kocham cię od dawna.
     — Bałam się — odparłam.
     — Nie bój się. Już nie musisz.

🖇

[…]  przypomniałam sobie, moje ciało przypomniało sobie, jak to jest być w jednym miejscu i móc tam być – gdy nie musisz być czujna, nie martwisz się, nie błądzisz myślami gdzie indziej.

🖇

Czas nie jest stały, a minuty nie mają jednakowej długości.
     […]  nie szłam donikąd. Miałam odejść, być wolna, a przynajmniej tak mi się wydawało, ale takie rzeczy zawsze zabiera się ze sobą. Miejsce psy­chicz­ne zostawia się znacznie dłużej niż fizyczne.

🖇

W tym momencie pod domem pojawiła się konkurencyjna grupa ko­lęd­ni­ków  […].
     Otworzyła drzwi i krzyknęła:
     — Jezus jest tutaj. Wynocha.
     — Nie za ostro, mamo?
     — Wiele musiałam w życiu znosić — odparła, patrząc na mnie zna­czą­co. — Wiem, że Biblia nakazuje nam nadstawiać drugi policzek, ale coś za dużo tych policzków jak na jeden dzień.

🖇

[…]  przeciwstawiam się ciężarowi czasu zegarowego, czasu ka­len­da­rzo­we­go, linearnych rozwiązań. Czas może i powstrzymuje wszystko przed za­ist­nie­niem w jednym momencie, ale jego domeną jest świat zewnętrzny. W na­szym wewnętrznym świecie możemy doświadczać wydarzeń, które zachodziły jedne po drugich, jakby działy się jednocześnie. Naszej nie­li­ne­ar­nej jaźni nie interesuje „kiedy”, znacznie bardziej interesuje ją „dlaczego”.

🖇

Mierzę czas tak jak wszyscy, częściowo poprzez starzejące się ciało, ale żeby rzucić wyzwanie czasowi linearnemu, staram się żyć w czasie totalnym. Zdaję sobie sprawę, że życie ma swoją wewnętrzną i zewnętrzną stronę, a wydarzenia, które są odległe o lata, w wyobraźni i emocjach leżą obok siebie.

🖇

[…]  to, co naprawdę należy do ciebie, nigdy cię nie opuszcza. Nie po­tra­fi­łam znaleźć słów, które bezpośrednio oddawałyby mój stan, ale od czasu do czasu udawało mi się pisać i robiłam to w postaci rozbłysków in­spi­ra­cji, które na chwilę pokazywały mi, że świat nadal istnieje — prawdziwy i wspaniały.

🖇

Pamiętasz księżniczkę, która całuje żabę i hurra, pojawia się książę? Otóż trzeba przyjąć to oślizgłe, odrażające stworzenie, które zwykle sie­dzi w stud­ni albo stawie i zjada ślimaki. Ale przywrócenie brzydkiej, zranionej cząstki do ludzkiej postaci nie jest zadaniem dla żyjącego w nas życzliwego pracownika pomocy społecznej.
     To najbardziej niebezpieczne zajęcie, jakie można sobie wyobrazić. Przy­po­mina rozbrajanie bomb, lecz to ty jesteś bombą.

🖇

[…]  coś zrozumiałam. Zrozumiałam, że dwukrotne narodziny dotyczą nie tylko bycia żywą, lecz także wyboru życia. Wyboru bycia żywą i świadomego uczestnictwa w życiu, z całym jego burzliwym chaosem — i bólem.
     Otrzymałam życie i zrobiłam wszystko, co mogłam, z tym, co mi dano. Ale nie było już nic więcej do zrobienia. Cokolwiek wybuchło dzięki zbiegowi oko­licz­no­ści  […], było moją jedyną szansą na kolejną szansę.

🖇

Podoba mi się, że porządek powinien wynikać z miłości.
     Pojęłam, choć bardzo mgliście, że muszę znaleźć miejsce, w którym moje życie będzie mogło się pogodzić samo ze sobą. Wiedziałam też, że ma to coś wspólnego z miłością.

🖇

[…]  ludzie stają się twoją rodziną za sprawą głębokich więzi emocjonalnych i ciągłości czasu.

🖇

Szczęśliwe zakończenia to jedynie chwilowa przerwa. Są trzy rodzaje wiel­kich zakończeń: Zemsta. Tragedia. Przebaczenie. Zemsta i Tragedia często występują razem. Przebaczenie odkupuje przeszłość. Przebaczenie umoż­li­wia przyszłość.
     […]
     Oto jestem.
     Już nie odchodzę.

Jeanette Winterson, Po co ci szczęście, jeśli
możesz być normalna
?, przeł. Kaja Gucio,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2026.
(wyróżnienie własne)

Dla mnie, zafascynowanej kwestiami tożsamości i tego, jak definiujemy samych siebie, te książki miały kluczowe znaczenie. Postrzeganie siebie jako postaci fik­cyj­nej, a nie tylko jako faktu to jedyny sposób, by narracja po­zo­stała otwarta; jedyny sposób, by historia nie wy­mknę­ła się spod kontroli i nie zmierzała ku zakończeniu, któ­re­go nikt nie chce.

🖇

Teraz wiem, że uzdrawiamy się poprzez to, że ktoś nas kocha, i poprzez kochanie innych.

🖇

Nie możesz się wyrzec tego, co jest twoje. Choćby to ci­snąć jak najdalej […].
     Zawsze nastąpi powrót. A rana cię tam zaprowadzi.

🖇

     — Tak. Kocham cię. Nie pytaj mnie o to więcej.
     Miłość. Trudne słowo. Miejsce, w którym wszystko się zaczyna, do którego zawsze wracamy. Miłość. Brak mi­ło­ści. Możliwość miłości.

(tamże)