Pokazywanie postów oznaczonych etykietą feminium. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą feminium. Pokaż wszystkie posty

niedziela, września 20, 2026

6225. Z oazy (CDLXXII)

Tamta książka jest i raczej pozostanie najmocniejszą książką, jaką prze­czytałam i przeczytam w tym roku. Z pewnością jest najmocniejszą wśród tych, które prze­czyta­łam w ciągu ostatnich pięciu lat, wy­prze­dza­jąc wspaniałą powieść Apeirogon (zrodzoną z dwóch nieszczęść, mających to samo źródło). Obie, ta tu razem z tam­tą, autorstwa Francesci Albanese, stanowią dla mnie książkowy dyptyk must read.

W XXI wieku by nie być posądzonym o rasizm, tylko osoba czarnoskóra może użyć w swej wypowiedzi murzyna. Podobnie, by nie być posądzonym o dyskryminację, tylko oso­ba z nie­peł­no­spraw­no­ścią może wobec siebie użyć słowa kulawy. Przez ana­lo­gię bez posądzenia o an­ty­semityzm, tylko Izraelczyk może nazwać po imieniu to, co dzieje się w Izraelu i na Okupo­wa­nych Terytoriach Palestyńskich. Nazwał.

Markowi Edelmanowi
•
Uważam, że w kategorii cierpienia najbardziej skraj­ne sytuacje, w jakich może się znaleźć czło­wiek, nie dotyczą już Żydów.
   — Romain Gary, 1970.

🖇🖇

W kwietniu 1944 r. Julian Tuwim wypowiedział swoją skargę My, Żydzi polscy…, która zaczynała się tak: „Gdyby jednak przyszło do uza­sad­nia­nia swej narodowości, a raczej narodowego poczucia, to jestem Po­la­kiem dla najprostszych, niemal prymitywnych powodów, przeważnie ra­cjo­nal­nych, częściowo irracjonalnych, ale bez «mistycznej» przyprawy. Być Polakiem — to ani zaszczyt, ani chluba, ani przywilej. […]  Polak – bo się w Polsce uro­dzi­łem, wzrosłem, wychowałem, uczyłem; bo w Polsce byłem szczęśliwy i nieszczęśliwy; bo z wygnania chcę koniecznie powrócić do Polski […]”.

🖇

Państwo Izrael zdefiniowało mnie jako Żyda nie dlatego, że wypowiadam się w języku żydowskim, podśpiewuję ży­dow­skie piosenki, konsumuję ży­dow­skie potrawy, piszę żydowskie książki czy wykonuję jakieś inne ży­dow­skie czynności. Nie, zostałem spisany jako Żyd, ponieważ to państwo, grze­biąc w moich dokumentach, skonstatowało, że moja matka była Żydówką. Owszem, była Żydówką, ponieważ moja babka też była Żydówką, a to dzię­ki temu że moja prababka… i tak dalej, i dalej przez pokolenia aż do zarania dziejów.
     Gdyby jednak się zdarzyło, że tylko mój ojciec zostałby uznany za Żyda, a moja matka, w świetle prawa izraelskiego byłaby określona jako nie-Ży­dów­ka, byłbym zarejestrowany jako osobnik narodowości austriackiej.

🖇

Uparcie chciałem być Żydem wraz z Leonem Blumem, Julianem Tuwimem i tyloma innymi, którzy zaakceptowali tę tożsamość ze względu na prze­śla­do­wa­nia, oprawców, zbrodnie i pomordowanych.
     Ponieważ źle znoszę fakt, że prawo izraelskie narzuca mi przynależność do jakiejś fikcyjnej wspólnoty etnicznej, a jeszcze gorzej konieczność pre­zen­to­wa­nia się reszcie świata jako członek klubu wybranych, przeto oświad­czam, że chcę podać się do dymisji i przestać uważać siebie za Żyda.
     […]  W obliczu tragicznych wydarzeń XX w. jestem zdecydowany trzy­mać się z daleka od tego hermetycznego i prestiżowego klubu, do którego inni ludzie nie mają ani możliwości, ani powołania, żeby tam wstąpić.
     Moja odmowa bycia Żydem czyni ze mnie przedstawiciela gi­ną­ce­go ga­tun­ku. Podkreślając, że jedynie moja przeszłość była żydowska, że moja te­raźniejsza codzienność jest, na dobre i na złe, izraelska i że w końcu moją przyszłość i przyszłość moich dzieci – jakiej bym sobie życzył – wyznaczają zasady uniwersalne, otwarte i szlachetne, zdaję sobie sprawę, że sprze­ci­wiam się dominującej tendencji nakierowanej na etnocentryzm.
     Jako historyk czasów najnowszych pozwolę sobie wyrazić przy­pusz­cze­nie, że dystans kulturowy między moim prawnukiem a mną będzie nie mniej­szy od tego, jaki dzielił mnie od mojego pradziadka. Tym lepiej! Zauwa­żam jednak z przykrością, że wielu ludzi wierzy, iż ich potomkowie będą do nich podobni w każdym calu, ponieważ w ich przekonaniu narody są wieczne, no a już szczególnie naród-rasa, taki jak ich żydowski naród.

🖇

Odnoszę coraz większe wrażenie, że pod kilkoma względami Hitler wyszedł zwycięsko z II wojny światowej. Rzecz oczywista, został po­ko­na­ny mi­li­tar­nie i politycznie, ale po upływie kilku lat jego zdeprawowana ideologia prze­sączała się, przesączała… aż wypłynęła na nowo na po­wierzch­nię, obja­wiając się obecnie w postaci napięć, silnych i groźnych.

🖇

Jestem świadomy tego, że żyję w najbardziej rasistowskim społeczeństwie w świecie zachodnim. Oczywiście, rasizm jest wszechobecny, ale w Izraelu jest on obecny w duchu prawa, naucza się go w szkołach, rozpowszechnia w mediach. I co najgorsze, rasiści nie zdają sobie sprawy z tego, że są ra­si­sta­mi i nie poczuwają się do winy. W efekcie Izrael stał się szczególnie ce­nio­nym punktem odniesienia dla większości nurtów skrajnie prawicowych na świecie, którym wcześniej bliski był antysemityzm…

🖇

Poprzez moje życie codzienne, moją podstawową kulturę — jestem Izrael­czy­kiem. Nie odczuwam z tego powodu dumy, podobnie jak nie odczuwam dumy z faktu, że jestem mężczyzną o ciemnych oczach, średniego wzrostu. Odczuwam natomiast wstyd za Izrael, szczególnie wtedy, kiedy wi­dzę okrut­ną kolonizację dokonywaną przez siły wojskowe, ko­lo­ni­za­cję, której ofiarami są słabi, bezbronni, ci, co nie należą do „na­ro­du wybranego”.

🖇

Kontakty z innym człowiekiem, obywatelem drugiej kategorii w Izraelu, to niezmienny kontakt z tym, który żyje w ciągłym poczuciu krzywdy, na sa­mym dole syjonistycznego łańcucha aktów łaski. Co gorsza, ta uciskana społeczność, żyjąca od ponad pięćdziesięciu lat pod okupacją, po­zba­wiona praw politycznych i obywatelskich na terytorium, które „pań­stwo żydowskie” uznało za swoje, została opuszczona przez mię­dzy­na­ro­do­wą politykę.

🖇

Wydaje się i to w coraz większym stopniu, że jest już za późno; każda po­waż­na możliwość politycznego rozwiązania konfliktu jest z miejsca utrą­ca­na. Izrael przyzwyczaił się do tej sytuacji i nie jest zdolny do od­stą­pie­nia od swojej dominacji kolonialnej wobec drugiego na­ro­du. A świat zewnętrzny, niestety, nie robi tego co powinien: wy­rzu­ty su­mie­nia i niewłaściwe rozpoznanie sytuacji przeszkodziły politykom w prze­ko­na­niu Izraela do wycofania się na granice uzyskane w 1948 roku. Izrael nie jest również gotów do oficjalnego przyłączenia podbitych terytoriów, po­nie­waż w takim przypadku powinien zapewnić okupowanej społeczności równe prawa obywatelskie i tym samym przekształcić się w państwo dwu­na­ro­do­we. Niestety, mitologiczny wąż, który połknął ofiarę, woli się nią udła­wić niż z niej zrezygnować…

🖇

Kiedy państwo, którego jestem obywatelem, dokonuje spisu swoich miesz­kań­ców, moją narodowość definiuje słowem „Żyd” i tym samym ustanawia siebie jako państwo „narodu żydowskiego”. Innymi słowy, jego założyciele i ustawodawcy uznali, że to państwo jest zbiorową własnością „Żydów z ca­łego świata” — bez względu na to, czy są oni wierzącymi czy też nie są — a nie uzewnętrznieniem konstytucyjnej i demokratycznej suwerenności ogó­łu obywateli, którzy to państwo zamieszkują.

🖇

Historia najnowsza obfituje w dziwactwa i śmiesznostki. Nacjo­na­lizm et­no­re­ligijny, jaki pojawił się na początku XIX w. narzucił Heinrichowi Hein­emu konieczność przejścia na wiarę chrześcijańską, żeby można go by­ło uznać za Niemca, z kolei polski nacjonalizm lat 30. XX w. odmówiłby uzna­nia mego ojca za pełnoprawnego Polaka, o ile ten nie zostałby ka­to­li­kiem. W podobny sposób syjoniści z początku XXI w., zarówno w Izraelu, jak i poza jego granicami, odrzucali całkowicie zasadę narodowości izra­el­skiej, uznając jedynie narodowość żydowską. […]
     W państwie Izrael każda forma definicji żydowskości jest głę­bo­ko zwodnicza, przesycona złą wolą i arogancją. […]  termin „Żyd” w przeciwieństwie do terminu „Izraelczyk” wyklucza wyraźnie nie-Żydów ze społeczeństwa, w interesie którego to państwo zostało powołane.

🖇

W jednej ze szkół na przedmieściach Paryża mały Mohammed uchodzi za niezrównanego geniusza. Znakomity w arytmetyce, niedościgniony we fran­cus­kim. Pewnego dnia nauczycielka pyta go wprost: Czy chciałbyś, żebym nazywała ciebie Piotrem? Twarz chłopca rozpromienia się i z ra­do­ścią przystaje na tę propozycję. Tego samego dnia, kiedy Mohammed/Piotr wraca do domu, mama zwraca się doń: Mohammed, idź do sklepu i kup dwa kartony mleka. Chłopiec odpowiada, że teraz ma na imię Piotr i od­ma­wia wykonania polecenia. Wieczorem po pracy wraca ojciec, zasiada w fo­te­lu i prosi syna, żeby przyniósł mu butelkę wody z lodówki. Chłopiec od­ma­wia i ponownie wyjaśnia, że teraz nazywa się Piotr. Zdenerwowany ojciec podrywa się z fotela i wymierza chłopcu policzek; sygnet, który ojciec miał na palcu, zadrasnął skórę dziecka. Następnego dnia w szkole nauczycielka patrząc na chłopca pyta: Piotruś, co się stało, skąd ta szrama na policzku? Chłopak z zawstydzoną miną odpowiada: To Arabowie mnie pobili…
     Rzecz jasna, tę anegdotkę opowiadają sobie Francuzi, a nie Arabowie. Niezależnie od tego, co ona ujawnia, dobrego i złego, na temat „otwartości” narodowej Francuzów, ta historyjka nie mogłaby być po­wta­rza­na w Izra­elu, z uwagi na dyskryminacyjny charakter polityki izraelskiej. Ale zachęca do refleksji nad pojęciem tożsamości, wizerunkiem siebie samego, ryzykiem związanym z zerwaniem ze swoją tożsamością, a także nad możliwością zmiany tożsamości, nad jej widoczną zależnością od innych.
     […]  Tożsamość jest odpowiedzią na potrzeby psychologiczne, stałe i ahi­sto­ryczne, wspólne wszystkim ludziom, natomiast jej formy i odmiany za­le­żą z jednej strony od danych naturalnych (płeć, kolor skóry, wzrost itp.), z drugiej zaś od warunków zewnętrznych, inaczej mówiąc, spo­łecz­nych. Człowiek określa swoją tożsamość przez codzienne do­świad­cze­nia i relacje z innymi. Nosi ją niejako i nie może bez niej żyć. Tożsamość jest warunkiem wejścia w komunikację z drugim człowiekiem.

🖇

[…]  na początku lat 80. XX w. nie znałem jeszcze tego bezkompromisowego domagania się żydowskiej wyłączności w kwestii zbrodni nazistowskich. […]  Ile osób zamordowali naziści w obozach koncentracyjnych, w obozach zagłady, dokonując innych niekonwencjonalnych zbrodni?
     I zawsze padała ta sama odpowiedź: 6 milionów. Kiedy wyjaśniałem, że moje pytanie dotyczy liczby wszystkich pomordowanych, a nie tylko liczby Żydów, moi rozmówcy wyrażali zdziwienie i rzadko który znał wła­ści­wą odpowiedź.

🖇

Nigdy nie miałem upodobania do przywoływania cierpień przeszłości i nie myślałem o rekompensacie za doznane krzywdy. Należę do tych, którzy usiłują raczej wyartykułować i zahamować, a przynajmniej zredukować nadmiar niesprawiedliwości czasów obecnych. Myślę też, że prześladowani i ofiary z przeszłości powinny ustąpić pierwszeństwa prześladowanym dnia dzisiejszego i prześladowanym jutra. Wiem dobrze, że historia staje się często areną, na której dochodzi do zamiany ról między my­śli­wym a zwierzyną, mocnym a słabym.

🖇

Utworzenie państwa Izrael, jego sukcesy wojskowe i ekspansja terytorialna pociągnęły za sobą większość obozu religijnego, który uległ przyspieszonej i radykalnej nacjonalizacji. […]  Kiedy tradycja etyczna wewnątrz­wspól­no­to­wa łączy się z władzą religijną, narodową lub partyjną, nieodmiennie ro­dzi to głęboką niesprawiedliwość wobec tych, którzy nie wchodzą w skład tej wspólnoty.

🖇

W naszych czasach nie odnajdujemy prawie wcale protestów ze stro­ny instytucji żydowskich skierowanych przeciwko aktom nie­spra­wie­dli­wo­ści popełnianych codzienne pod okupacją izraelską.

🖇

Dosyć znana anegdotka w stylu jidysz, pełna autoironii, piętnuje we­wnątrz­wspól­no­to­wy charakter żydowskiej moralności. Matka Żydówka towarzyszy swojemu synowi zwerbowanemu do armii carskiej podczas woj­ny krym­skiej. W chwili rozstania szepcze synowi do ucha: Zabij Turka, a potem usiądź spokojnie i coś zjedz. Dobrze, mamo – odpowiada syn. I nie zapominaj – dodaje matka – żebyś zawsze odpoczywał po każdym ataku, jak już zabijesz tych Turków! Tak mamo – odpowiada rekrut i po chwili wa­ha­nia pyta: A jeżeli to Turek mnie zabije? Matka otwiera szeroko oczy ze zdu­mie­nia: A dlaczego on miałby ciebie zabić? Przecież nic mu nie zrobiłeś!

🖇

Zgodnie z duchem swoich praw państwo Izrael należy w większym stopniu do znakomitych osobistości niebędących Izraelczykami niż do ogółu oby­wa­te­li, którzy to państwo zamieszkują. […]  Jerozolima jest ich własnością. Nie muszą więc poznawać jej historii, geografii, ani uczyć się jej języków (he­braj­skie­go lub arabskiego), pracować tam, płacić podatków, czy broń Boże, zaciągnąć się do armii izraelskiej! Nie, wystarczy tylko, że przyjadą z krót­ką wizytą do Izraela, żeby uzyskać dowód osobisty, nabyć jakąś niewielką nieruchomość, zanim powrócą do swojej narodowej kultury i do swojego języka ojczystego, pozostając na wieczność właścicielami państwa ży­dow­skie­go. Co za szczęście urodzić się z matki Żydówki!

🖇

Być Żydem w Izraelu oznacza być obywatelem uprzywilejowanym, cie­szą­cym się korzyściami odmawianymi tym, którzy nie są Żydami, zwłaszcza Arabom. Tylko Żyd może utożsamiać się z państwem, które nazywa siebie odbiciem żydowskiej tożsamości. Tylko Żyd może kupować ziemię, podczas gdy obywatel nieżydowski nie ma prawa jej nabyć. Tylko Żyd, nawet jeżeli przebywa w Izraelu tymczasowo i kiepsko posługuje się hebrajskim, może zostać zarządzającym Banku Izraelskiego, centralnego banku tego pań­stwa, który nie zatrudnia żadnego obywatela izraelskiego o pochodzeniu arabskim. Tylko Żyd może zostać ministrem spraw zagranicznych i re­zy­do­wać na stałe w osiedlu usytuowanym poza prawnymi granicami Izraela, obok sąsiadów Palestyńczyków pozbawionych praw cywilnych, tudzież suwerenności. Tylko Żyd może założyć osady na terytoriach, które do nas nie należą, może również poruszać się na terenie Judei i Samarii po dro­gach gra­nicz­nych, gdzie miejscowi mieszkańcy – wewnątrz swojej ojczyzny – nie mogą przemieszczać się swobodnie. Tylko Żyd nie zo­sta­nie za­trzy­ma­ny przy szlabanie drogowym, nie będzie torturowany, nikt nie będzie prze­szu­ki­wać nocą jego domu, nie stanie się przez pomyłkę celem strzału, nie ujrzy ruin swego domostwa, zburzonego przez pomyłkę… Wszystkie te dzia­ła­nia, narastające od prawie pięćdziesięciu lat, są po­dej­mo­wa­ne wy­łącz­nie wobec Arabów.

🖇

Czuję zmęczenie, czuję jak ostatnie liście rozumu opadają z drzewa naszych działań politycznych, pozostawiając nas bez osłony wobec ka­pry­sów zahip­no­ty­zo­wa­nych szarlatanów. Jednocześnie nie jestem fi­lo­zo­fem meta­fi­zy­kiem, lecz historykiem, który podejmuje próby porównań, toteż nie mogę so­bie pozwolić na taki zupełny fatalizm. Wierzę, że skoro ludzkość wy­szła z XX w. bez wojny atomowej, wszystko jest możliwe, nawet na Bli­skim Wscho­dzie. Warto przypomnieć słowa Theodora Herzla, tego hi­sto­rycz­ne­go marzyciela odpowiedzialnego za moją izraelską naro­do­wość: „Jeżeli tyl­ko czegoś naprawdę chcesz, to nie będzie to legendą”.

Shlomo Sand, Dlaczego przestałem być Żydem.
Spojrzenie Izraelczyka
, przeł. Iwona Badowska,
Wydawnictwo Akademickie Dialog, Warszawa 2014.
(wyróżnienie własne)

piątek, sierpnia 21, 2026

6189. Z oazy (CDLXVIII)

Debiut. Trzynaście opowiadań. Wydanych po raz pierwszy w roku, w którym Autor­ka kończyła 80 lat. Robi wrażenie — dwa słowa, jedna fraza, która jest odnie­sie­niem do dwóch różnych dopełnień.

Czytając tę książkę, przypomniałam sobie zabawę z dzieciństwa, w której pierwsze skrzypce grały gust i estetyka. Gdy byłam małą dziewczynką, robiło się sekrety (wi­docz­ki). I tym właśnie są te opowiadania: literackimi sekretami, be­le­try­stycz­ny­mi widoczkami. Są przepiękne. Uwielbiam ostatnie.

Miała wrażenie, że stoi obok palącego się ogniska, z którego nagle wy­strze­lił w górę niewielki węgielek: poleciał w powietrze, wpadł w jej serce i roz­palił tam swoim żarem blask współczucia.
     […]  Uśmiechnęła się. I okazało się, że ognisko jest prawdziwe, gorące i rozpalone, a obu kobietom zaczęły zagrażać jego płomienie. Jednak na po­czątku nie było to oczywiste.

🖇

     — Kogo zatem poznałaś?
     Dzielił ich niemożliwy do pokonania dystans.

🖇

Czasami bogowie są łaskawi i spełniają nasze pragnienia z nadzwyczajną i obfitą szczodrością.

🖇

Podobno kiedy człowiek się starzeje, jego mechanizmy obronne zaczynają słabnąć. Dawne barykady, za którymi kiedyś mogła się schronić, z hu­mo­rem, elegancją, a nawet — oczywiście tylko czasami – z pewną od­wa­gą, cóż, wszystkie rozpadają się z upływem lat.

🖇

Tego właśnie potrzebowała. Strupa na wszystkich ranach. Ale i tak nie pamiętała, w jaki sposób się skaleczyła.

🖇

Kotka usiadła u moich stóp. Obie obserwowałyśmy świat. Oczywiście wiem, że nie widzimy tego samego. Ona pod każdym względem patrzy w inny spo­sób. Ja odczuwam wilgoć, czuję jej zapach i słyszę krople deszczu zu­peł­nie odmiennie od niej. Ale towarzyszy mi i obserwuje z podobnym za­do­wo­le­niem. To naprawdę niesamowite, że dany jest mi taki widok, wiem, że mam szczęście.

🖇

Naprawdę się zastanawiam, czy ona rozumie, co to samotność, choć ponoć koty interesuje wyłącznie własna wygoda.

🖇

Nie mam teraz na własność niczego, może oprócz swojego ciała i umysłu, choć te po tylu dekadach użytkowania są jakie są. […] 
     Kotka i ja uczymy się teraz, czym jest proces utraty. Starość często jest kojarzona z gromadzeniem rzeczy, z chorobą, z niewygodami, ze zmarszcz­ka­mi, ale tak naprawdę to proces utraty — praw, szacunku, pożądania, te­go wszystkiego, co kiedyś do ciebie należało i co cię cieszyło, zupełnie bez refleksji.

🖇

Fotel był duży, wiklinowy, wyściełany miękkimi kremowymi poduszkami, Linda mogła więc podwinąć na nim swoje długie nogi, jakby składała pa­ra­sol do wygodniejszych rozmiarów.

🖇

     —Dlaczego wolisz budzić strach, a nie miłość? – zapytał ją Malik.
     — Do miłości nie można zmusić.

🖇

Są rzeczy zbyt bolesne, by o nich wiedzieć,
rzeczy, których nie da się pojąć od razu.

🖇

     — […]  Dlaczego tu przyjechałaś?
     A ona spojrzała na niego i dostrzegła, że ani tego nie wiedział, ani nie chciał wiedzieć.
     — Ponieważ zmieniłeś moje życie.

🖇

Czy ktoś kiedyś nie powiedział, że zrozumienie
to jedyne prawdziwe szczęście?

🖇

Nauczyliśmy się wyjątkowo sprawnie obsługiwać wszelkie wirtualne na­rzę­dzia komunikacji. Spotkania towarzyskie lub zawodowe organizuje się za pomocą najróżniejszych aplikacji, coraz łatwiejszych w użyciu, które, poukładane w kafelki na naszych ekranach, stają się też coraz mądrzejsze. Niemniej można się poczuć trochę jak głodne dziecko, które patrzy na pa­te­ry ze wspaniałym jedzeniem w sklepowej witrynie. Jak ktoś kiedyś po­wie­dział, sposób przekazywania informacji jest równie istotny co informacja, i niezależnie od tego, jak jest piękny, nie możemy dotknąć, pocałować, po­wą­chać ani posmakować pikseli.

🖇

[…]  często porusza się kwestię tego, czy lepiej mieszkać z rodziną, czy bez niej. Nie wszystkie relacje rodzinne są harmonijne i – szczerze mówiąc – rzadko dochodzi się w ogóle do sedna tematu. A tym sednem jest pytanie, czy uścisk stale obecnego dziecka jest równie satysfakcjonujący jak uścisk przelotnego kochanka. Rząd klasyfikuje je jako identyczne, jeśli chodzi o war­tość kontaktu skórnego, ale wśród siedemdziesięciolatków popularna jest opinia, że to niesprawiedliwe uproszczenie.

🖇

     – Wszyscy miewamy takie sny – oznajmiła Dolores. – Projekcje i fan­ta­zje. Pełne tego, o czym nie chcemy myśleć i czego nie chcemy mieć.
     Czy wspominałam, że Dolores ma dopiero sześćdziesiąt pięć lat, więc nigdy nie doświadczyła spotkania z fantazmem, i że skoro ma peł­ną ro­dzi­nę, prawdopodobnie nigdy nie dowie się, czym on jest? Przestałam dys­ku­to­wać. Nigdy nie kłóć się z freudystami – oni myślą, że znają odpowiedzi na wszystkie pytania.

🖇

[…]  w tamtym czasie wciąż przeżywałam niedawno zakończony związek, który przebiegał według znanego już schematu: skok na głęboką wodę, zero ograniczeń, a potem szalony pęd z powrotem na płyciznę.

🖇

Lacrimae rerum
/łac. nawet rzeczy płaczą/

🖇

W naszym społeczeństwie istnieją dwa sposoby radzenia sobie z palącą ża­ło­bą. Albo odmawiasz poświęcenia samego siebie i ostentacyjnie zaj­mu­jesz się intensywną radością odnajdywaną we wszystkim — myślisz po­zy­tyw­nie, żyjesz dalej, zgarniasz tylko dobre uczucia, przeszłość zostawiasz za so­bą — albo wybierasz odwrotną drogę. W drugim wypadku żyjesz z nie­usta­ją­cą, codzienną świadomością niemożliwej, niewyobrażalnej, nie­znoś­nej straty. Ponieważ jestem zdrowym na umyśle i wypłacalnym człowiekiem świata Zachodu, w momencie kryzysu wybrałam pierwszą możliwość, ale tamtego dnia, kiedy czas na godzinę zmienił bieg, stanęłam twarzą w twarz z tą drugą prawdą mojego życia.

🖇

     — Jesteś złudzeniem?
     — Wszyscy jesteśmy złudzeniem […].

🖇

[…]  wróciłam do pokoju i kółko zaczęło migać.
     — Jak się miewasz, Martho?
     — Spierdalaj, Arthurze – odparłam w ramach eksperymentu.
     — Przykro mi, Martho, ale nie zrozumiałem – odparł robot me­cha­nicz­nym, beznamiętnym tonem. Wyszłam na balkon posiedzieć.
     — To tylko maszyna – przypomniał mi wcześniej Mark. – Ale będzie się uczyć. Jak smartfon. I tak jak wszystko w dzisiejszych czasach. W instrukcji napisali, że ma adaptującą się osobowość.
     Musiałam pomyśleć.

🖇

„Lubię, kiedy się o mnie troszczą” — dodał potem, a ona rozumiała, co ta­kie­go uwielbiał: szacunek i pokłady uprzejmości, którymi cieszył się dawniej. Przypominało mu to czasy wina i róż, czasy, kiedy był na górze, na szczycie kariery, na samym szczycie drabinki sukcesu. Inspirował, kontrolował, nad­zorował, aż do… aż do krachu.

🖇

„Ale ja wciąż żyję […]. Mogę…”. Ale nie dokończyła tej myśli. Nie była dość szybka, nigdy nie była dość szybka, by prześcignąć tych, którzy na siłę na­pra­wiali świat.

🖇

Świat wokół nagle się ułożył. Odwróciła twarz do okna, próbując dostrzec, czy jest tam odbicie kobiety, którą nagle się stała. […]  Oto kim jestem, po­myślała.

🖇

Miłość to skomplikowane uczucie. Próbowałam sobie przypomnieć, co po­wie­dział Dylan Thomas, który rozumiał więcej niż większość ludzi. Kobieta w łóżku z mężczyzną to matka, siostra, córka, kochanka — wszystkie w jed­nej osobie? Tak to szło?

🖇

Wierzyłam, że został mi przypisany konkretny los i że muszę zrozumieć, co on oznacza. […]  zaczęłam zastanawiać się nad znaczeniem bycia samą. Było to bogate „złoże” do wydobycia, a zarazem główna oś mojego cha­rak­te­ru, ponieważ z natury jestem samotniczką.

🖇

     — Jak tam jest? — pytano, a ja nie potrafiłam znaleźć słów […]  Samot­ność człowiek nosi w sobie i nie da się od niej uciec.

🖇

Była jak mały ptaszek i wyzwoliła we mnie wszystkie uczucia, które pie­lę­gnu­ją w sobie dzieci, gdy wszędzie noszą ze sobą lalkę lub pluszowego mi­sia. Bo czymże innym jest ta opiekuńcza postawa, jeśli nie determinacją, by czuć się dużym i potężnym, kimś, komu bycie większym i silniejszym po­zwa­la troszczyć się o słabsze stworzenia? […]  Uspokajając ją, czułam spo­kój także w sobie. Zaczęła być częścią mnie.

🖇

Przekaże dalej miłość […]. Bo miłość to ruch w górę, nie w dół. I tak powinno być.

🖇

Zaczynałam zdawać sobie sprawę, że tak naprawdę nigdy w życiu nie by­łam sama. Żeby być samotnym, musisz czuć, że potrzebujesz ko­goś, kogo przy tobie nie ma. Potrzeba, poczucie przynależności, o to chodzi. Trzeba przyznać, że jest się zależnym od kogoś innego. Musisz po­trze­bo­wać tej drugiej osoby jak własnego życia. […]  było to dla mnie coś nowego. Kła­dąc się spać tam­tej pierwszej nocy, pomyślałam, że kiedy Miriam wróci, mu­szę jej o tym po­wiedzieć.

🖇

Kocham ją bardziej, niż jest tego świadoma, może nawet bardziej, niż ja sama jestem.

🖇

[…]  bez wahania powiedziałam: „Tak”. Najzwyczajniej w świecie. Tak. Żad­nych pytań. Tylko „tak”. Prosto z serca.

Jane Campbell, Czesanie kota. Opowiadania,
przeł. Dobromiła Jankowska,
Wydawnictwo Pauza, Warszawa 2026.
(wyróżnienie własne)

Nalała sobie filiżankę i wzięła croissanta. Poczuła się oddzielona od prze­szło­ści i zaskakująco wolna. Jakby stała na krawędzi czasu. […]  czuła również coraz więk­szą ulgę. […]  Ten spokój znalazł się w zasięgu ręki. […]  Jakie to dziwne. Spokój przyniosło jej nie to, co mia­ła, ale to, cze­go się pozbyła.

🖇

W powietrzu unosił się powiew wieczności — szturch­nię­cie od noumenu, spoza pozostałości fenomenu — wie­działam, że muszę tam dotrzeć.

(tamże)

[a jednak muszę tu mieć też poniższe, czyli suplement 22.08.2026]
Jak pokazują powyższe historie, czas automatycznie pozbawia starzejące się kobiety wielu luksusów i niezbędnych rzeczy, które dawała im młodość. To, w jaki sposób doświadcza się tej ekspozycji, tego rozbierania, demon­ta­żu tożsamości społecznej, zależy od wielu czynników: zdrowia, zamożności, miejsca zamieszkania, wykształcenia, genetyki, relacji rodzinnych i po pro­stu cho­ler­ne­go szczęścia lub jego braku. Czasami człowiek traci również ro­zum, a to już zmienia wszystko.
     Z rozumem czy bez, w późnym okresie życia trafiamy do innego świata […].

•

[…]  starość to inny kraj, w którym wszyscy jesteśmy nomadami i w którym możemy postanowić, że nosimy ze sobą jak najmniej. Pokazuje również, że starość nie jest dla mięczaków i że istotne jest towarzystwo. Piszę tę książ­kę jako jedna z tych starszych kobiet, badając ślady stóp, pragnąc, podobnie jak Fern, bohaterka Nomadland, podkreślić, że są inne kobiety podróżujące obok mnie, nawet jeśli niekoniecznie ze mną. Oczywiście są także starsi męż­czyźni, również ogołoceni z rzeczy, ale ta książka nie jest dla nich ani o nich, chyba że stanowią tło dla życia kobiet.

•

[…]  skąd wzięły się te bohaterki. […]  O niektórych kobietach czytałam, nie­które spotkałam, o niektórych słyszałam, niektóre były moimi są­siad­ka­mi, inne krewnymi, niektóre powstały z historii zasłyszanych od pacjentów, przełożonych lub przyjaciół.

•

Wszyscy mamy w życiu narratorów, ludzi, którzy opowiadają o nas aneg­do­ty, formułują diagnozy na nasz temat, ludzi, którzy plotkują. W wy­pad­ku osób starszych to często członkowie rodziny lub pracownicy socjalni, le­ka­rze lub kierownicy domów opieki, ale są także szczęśliwcy, którzy mogą sami opowiadać własne historie. Czasem trudno znaleźć słuchaczy, jakich pragnęlibyśmy mieć, ale możemy opowiedzieć historię i zapisać to, co jest w nas ważne, co wcześniej się nie liczyło.

•

W naszych społeczeństwach najmniejsze szanse na opo­wie­dze­nie swoich historii mają najmniej uprzywilejowani: uchodź­cy, osoby szukające azylu, ludzie bardzo młodzi, bardzo starzy, nie­peł­no­sprawni, biedni, bezsilni.

•

[…]  nikt nie pyta, czego pragniesz ty. Aby sobie z tym poradzić, mo­żesz stworzyć swój subiektywny świat, działający na twoich warunkach, pozbawiony starych przeszkód, takich jak wstyd lub strach, nawet jeśli ten świat będzie zbudowany tylko ze wspomnień lub z marzeń.

•

Wszyscy potrzebujemy w życiu bezpieczeństwa, ale ono ma dwa znaczenia. Bywa jednocześnie spokojem i uwięzieniem.

•

Istnieją mniej radykalne sposoby przygotowania się do śmierci, pozbycia się tego, czego już nie chcemy lub nie potrzebujemy, nie wszyscy czują też potrzebę ogołacania się. Czarownice mogą postanowić, że wyjdą z lasu, a zmiana nastąpi i tak. Przymusowe pozbywanie się rzeczy to do­świad­cze­nie bolesne, a to dobrowolne wymaga zarówno odwagi, jak i determinacji.

•

Tylko wtedy, gdyby starsze kobiety rzeczywiście były zde­sek­su­ali­zo­wa­ny­mi, nijakimi, beznamiętnymi, bezmózgimi, potulnymi i przepraszającymi istotami, jakimi chciałoby je widzieć społeczeństwo, historie te można by uznać zarówno za nieprawdziwe, jak i za transgresyjne. I jak proste było­by to wówczas dla społeczeństwa.

•

Wszyscy starzy ludzie mają określoną tożsamość, ukształtowaną przez rodzinę oraz społeczeństwo, i może się zdarzyć, że trzymanie się jej to najlepsza droga, ale odrzucenie oczekiwań innych ludzi może z kolei okazać się wyzwalające.

•

Ludzie, nawet — a może przede wszystkim — ci życzliwi, bywają na tyle mili, by zapytać starszą kobietę o jej zdrowie, ogród, ewentualnie dzieci, jeśli je ma. Niewielu pyta o jej życie intelektualne, aktywność zawodową, zainteresowania kulturalne, ambicje.

•

Pytanie nie brzmi jednak: „Czy czują się samotne?”, tylko: „Czy potrafią to przetrwać, czy wiedzą, jak sobie z tym poradzić, czy są przekonane, że tymcza­so­wa samotność jest niezbędnym składnikiem udanego życia zmysłowego?”.

•

[…]  te narracje opowiadają o kobietach, które przetrwały nieodwracalną stratę, nienaprawialne katastrofy. Wszystkie okazują się odważne, mają zasady i w moich oczach budzą podziw. […]
     Słyszałam o pewnej starszej kobiecie, którą wnuczka zapytała: „Babciu, jaki był najszczęśliwszy okres w twoim życiu?”. „Nie wiem — odpowiedziała kobieta. — Może jeszcze go nie przeżyłam”.

(tamże)

niedziela, sierpnia 16, 2026

6183. Z oazy (CDLXVII)

W trakcie tamtej rozmowy padł również tytuł tej książki. Więc po wciśnięciu czer­wo­nej słuchawki było klik, klik i fru do poczekalni, na wirtualny stoliczek ocze­ku­ją­cych literek. Musiała poczekać. Poczekała cierpliwie i przyszedł jej czas.

Spolaryzowany, grubą kreską płci kreślony świat. Stereotypy gonią jeden za drugim, grożą, de­finiują jedyne źródła szczęścia. Stereotyp, niby trup, bo XXI wiek, a cał­kiem dziar­sko zakrzywia per­spek­ty­wę, by kobiety kobietom „pichcić” i przyprawiać mogły los. Ubawiłam się, ale też z przyjemnością skończyłam i z ulgą odłożyłam.

Zawiesiłam się na ciut dłużej na zdaniu: [k]ogo się nie zna, za tym się nie tęskni. I polemizowałam, i po jednej i drugiej stronie stawałam. Tak, nie tęskni się za kimś, kogo się nie poznało. Nie, czasem tęskni się za kimś, kogo się nigdy nie spotkało — tęskni się bezbrzeżnie.

Uwielbiam otwarte zakończenia. Ta opowieść kończy się wspaniale, choć patriar­chat unosi wysoko łeb i zawracać rzekę kijem próbuje. Tylko od osoby czytającej zależy, czy mu się to uda.

To w moich ustach któregoś ponurego zimowego poranka rozpłynie się ta dojrzała, duża, czarna jak smoła jeżyna. Wiesz jakiego? Mokrego, zimnego, szarego poranka. Kiedy nie tylko nie chce ci się wstać z łóżka, ale w ogóle nie chce ci się żyć, istnieć, oddychać. Jak myślisz, co mi pomogło przetrwać tę poprzednią zimę, właśnie taką, no, jak myślisz? Konfitury z jeżyn!

🖇

A co poradzisz, kiedy ciało czegoś chce? Nic nie poradzisz, nic nie wskórasz, nie zatrzymasz tego.

🖇

Przecież wiesz, że kapelusz śmierci wisi zawsze obok głowy żywego. A ty przecież nie jesteś jakimś wyjątkiem. No, to prawda, wisi, ale żeby aż tak?

🖇

Kto się choć raz nie potknął w życiu,
kto nie popełnił błędu?!
Ja to wiem i ty to wiesz.

🖇

Gdzie są dni, kiedy byłam zdrowa, byłam cała i twarda jak rzeczny kamień! Co za głupota, nie umiałam tego wtedy docenić. […]  Gdzie jesteś, moja na­dzie­jo, co mi masz do powiedzenia?

🖇

[…]  w uchu dzwoni mi głos ciotki, siostry ojca. Od lat już nie mia­łam w uchu tego głosu, ani w uchu, ani w głowie: Nie przynieś wstydu rodzinie, dziew­czy­no! Masz ojca i brata! Mój ojciec i brat leżą w ziemi, moja Keto! Ciebie też już od dawna jedzą robaki, chwała Bogu! Już jestem do­ro­sła i dajcie mi wreszcie wszyscy święty spokój! Sama dobrze wiem, jak mam żyć. Bo to ja żyję, a wy wszyscy jesteście martwi!
     Myślę, że nie ma się czego bać.

🖇

Plotkują, jaki był topielec, czy bardzo obgryziony, wszystko to wola boska, chroń nas, Panienko Przenajświętsza, powiedzą i to wszystko. Ale na­praw­dę mi się poszczęściło, Boże! Boże, czy kim Ty tam jesteś, czy gdzie Ty tam jesteś. Moje szczęście, mój łaskawy losie! Byłabym martwa i wyrzucona na brzeg i gdzie by mnie znaleźli?

🖇

Całe życie tak mam. Ciało idzie w jedną stronę, a głowa w drugą. No i co teraz mam zrobić?

🖇

Dwa słowa napisał: Moja Etero! No, bałwan! Dorosły mężczyzna, a ogłu­piał! Ale zdurnieć to mężczyźni potrafią w każdym wieku. No dobra, on to on, ale co mam zrobić ja?

🖇

A jak ciało mówi, to znaczy, że tak jest. Co mi ciało mówi, to wszystko prawda!

🖇

Nie, on wcale nie jest stary i ja też wciąż jeszcze jestem młoda, tylko nas tu na siłę postarzają. W tym kraju to już ludzie po dwudziestce są starzy. Ale to wszystko nieważne. Ważne jest, co kto ma w sercu. Serce najważniejsze. […]  Ze mną jest tak jak w tym przysłowiu — starzec się nauczył grać na pan­duri, żeby sobie brzdąkać w niebie.

🖇

Mam swój mur, który wybudowałam własnymi rękami. Nikt nieproszony mi tu nie wejdzie. Tak jest!

🖇

One mają ciała sterane macierzyństwem, wyssało z nich wszystkie soki. Ale przecież im tego nie powiem. Bo jak powiem, to się zaraz uniosą: jesteśmy matkami i poświęciłyśmy swoje ciała czy co tam jeszcze poświęciłyśmy, to wszystko dla naszych dzieci, albo jeszcze dorzucą, że wychowują dzieci ku chwale ojczyzny i nie są takimi polnymi myszami jak niektóre. Polna mysz to oczywiście ja. Dlatego się nie odzywam, bo to bym właśnie usłyszała w od­po­wiedzi: że jestem szarą myszą. Wiem, że jestem, i pasuje mi to. Ale sama mogę się tak nazywać, a im nie pozwolę. Bo niby dlaczego?

🖇

Czas stoi w miejscu, a ty lecisz gdzieś w przepaść. I nawet nie wiesz, nie czujesz, jak i kiedy się staczasz. […]  Dla niektórych mogę być już nie tylko ciocią, ale i babcią.
     Kiedy więc zaczynają się do ciebie zwracać w ten sposób, to koniec, za­czy­na się droga w dół. Im częściej i dłużej cię tak nazywają, tym gorzej.

🖇

Może ja też nie chodzę z aureolą szczęścia wokół głowy, ale jak mi zakwitnie kwiatek na podwórku, a w ogródku dojrzeje pomidor, to się cieszę, jestem szczęśliwa, wiesz?! Radość mnie rozpiera, a wiesz dlaczego? Bo czuję, że jeszcze potrafię być szczęśliwa! A ty się umiesz jeszcze z czegoś cieszyć?! No, potrafisz? Ale ona dalej swoje, jakby nigdy nic: ojej, czemu nie wyszłaś za mąż, kobieto? Wiesz, jakie bezsensowne jest życie bez dzieci? […]  Taaak, bez­sensowne, trzeba się z nią zgodzić, inaczej się nie da, bo jeszcze zacznie gadać o tym, że na starość trzeba mieć kogoś, kto ci poda szklankę wody, a tego już nie zdzierżę, więc gryzę się w język i potakuję, tak, moje życie jest bez sensu, bo jakie ma być? […]  Już-już ma wyjść, kiedy odwraca się ze sło­wa­mi: ale wiesz, ja­koś tak ci się oczy świecą, dziewczyno.

🖇

Ale życie jest dziwne, naprawdę. Jak dobrze, że nie wiemy z góry, dokąd nas zaprowadzi, jak nas doświadczy.

🖇

[…]  wszystkie bez wyjątku pytały: nie wychodzisz za mąż, dziewczyno? Ja odpo­wia­da­łam, że nieee, one na to: dlaczego, kobietooo? Ja od­po­wia­da­łam: nie chcę, kobietooo i dlategooo I traciły orientację, bo spodziewały się każdej odpowiedzi oprócz tej, że nie chcę, bo przecież kobieta nie po­tra­fi mówić, że czegoś nie chce. Chcę i nie chcę — to są przecież słowa przynależne mężczyźnie.

🖇

[…]  chwytam się a to tego, a to tamtego. Nie chcę się przyznać sama przed sobą, ale mnie nosi. Serce tłucze mi się w piersi jak szalone. […]  Czuję, że moje ciało jest spokojne, to dusza się miota.

🖇

Chodzisz tak pomiędzy jedną a drugą przepaścią! W jednej czeka na ciebie mąż i jego rodzina, którzy tylko patrzą, żeby zamienić cię w posługaczkę, opiekunkę i żywicielkę ich potomstwa. Zrobią z ciebie dobrowolnego więź­nia i jeszcze będą ci wmawiać, że to wszystko w imię miłości. Powiedzą ci, że to właśnie jest miłość! Będziesz musiała uwierzyć. I uwierzysz, dziew­czy­no, bo jakie będziesz miała inne wyjście? Okłamiesz samą siebie. W imię tej miłości zatracisz w więzieniu duszę.

🖇

A te trzy głupie baby, każda dźwiga swoje kajdany, a wciąż pieją ody do bycia z mężczyzną i posiadania rodziny. Wkładają głowy w tę gilotynę, a potem z jakąś chorą ciekawością patrzą, jak nad inną kobietą zawisa podobne ostrze.

🖇

Porozmawiajmy, trzeba porozmawiać, trzeba wyjaśnić wszystko, co jest do wyjaśnienia od samego początku. Ty powiesz swoje, ja powiem swoje. Po­my­ślimy, co mamy zrobić, jak mamy zrobić, w którą ścianę walnąć głową.

🖇

Nie masz pojęcia! Nie odzywam się, bo co mam powiedzieć?

🖇

Boże, ależ mnie postawiłeś przed wyborem! A ja od razu dałam się zwieść, przestałam myśleć i poplątały mi się ścieżki. A jak miałam wszystko pięknie zaplanowane!

🖇

Bardzo się bałam. Ale jednocześnie byłam strasznie ciekawa. Podobało mi się to miejsce i jednocześnie mnie przerażało. Moją duszą targała chęć po­zna­nia nieznanego.

Tamta Melaszwili, Kos kos jeżyna, przeł. Magdalena Nowakowska,
Wydawnictwo Filtry, Warszawa 2024.
(wyróżnienie własne)

Wstawaj, Etero, wstawaj, kobieto, bo cię tam
wielka przyjemność czeka!

🖇

No i co z tego, że nie jesteśmy już młodzi i piękni? Co z te­go, że jesień życia puka do naszych drzwi? Tylko patrzeć, jak zupełnie opadną z nas liście.

🖇

[…]  wiesz, ile wokół jest tego małego piękna? Pomyślę o tym, co przeczytałam, zobaczyłam i usłyszałam, ni­czym innym nie będę sobie zaprzątać głowy!

🖇

Jestem tylko małym robaczkiem, żyję swoim życiem, ale oni i tak boją się takich jak my. I powinni!

🖇

Czy wiedziałam, co robię?
Byłam czystą wściekłością!

🖇

Ale wiesz, czego boję się najbardziej? Że znów w kraju wszystko może się wywrócić do góry nogami i że znów nastanie taki chaos […]. Że świat znów zawali się nam na głowę, jak wtedy, kiedy oszaleli wszyscy i wszystko.

(tamże)

niedziela, lipca 05, 2026

6162. Z oazy (CDLX)

Przyciągnęła mnie do siebie swoim tytułem. Utknęła na czytelniczym stosiku, bo wyczekany Tochman, bo łapanie po tej lekturze oddechu, a potem kilka feno­me­nal­nych, arcyważnych dla mnie książek, które jedna po drugiej wpadały do przegródki moich najważniejszych książek 2026 roku. Prawie o istnieniu tej książki zapo­mnia­łam, ale ona nie zapomniała o mnie.

Przyciągnęła mnie do siebie ponownie w upalny, podły dla mnie czas i ratowała pra­wie każ­dym akapitem. To książka o najdłuższej, niemającej nigdy końca podróży do siebie samej. O podróży, w której każda i każdy z nas jest po kres swoich dni. War­to się w nią udać, bo bycie normalnym, gładkim i bezproblemowym jeszcze nikogo nie uszczę­śli­wiło na dłuższą metę, bo nie mogło. Bycie normalnym jest, jakie jest.

Wybieranie fragmentów, które muszę tu — zawsze pod ręką — mieć, trwało do­kład­nie tyle samo czasu, co czytanie tej książki. W rzeczywistości tym właśnie było.

Wyimków jest tak dużo, że te dotyczące książek i czytania zażyczyły sobie własnej przestrzeni.

Kiedy matka gniewała się na mnie, co zdarzało się dosyć często, mawiała: „Diabeł zaprowadził nas do złej kołyski”.
     Wizja Szatana, który w 1960 roku robi sobie przerwę od zimnej wojny i makkartyzmu, by odwiedzić Manchester – cel wizyty: oszukać panią Win­ter­son — ma w sobie pierwiastek teatralnej ekstrawagancji.

🖇

Dziecko zostaje wypchnięte w nieznany świat, który można poznać tylko po­przez jakąś opowieść — rzecz jasna, dotyczy to nas wszystkich, narracja spaja nasze życie, ale adopcja wrzuca nas w już rozpoczętą opowieść. To jak czytanie książki, z której wydarto pierwszych kilka stron. […]  Uczucie, że czegoś brakuje, nigdy cię nie opuszcza — i nie może, i nie powinno, bo czegoś faktycznie brakuje.
     Nie jest to zjawisko z natury negatywne. Brakująca część, brakująca przeszłość może stanowić otwarcie, a nie tylko pustkę. Może być zarówno wejściem, jak i wyjściem. To odcisk na skamielinie, ślad innego życia […]

🖇

[…]  dlaczego doświadczenie nie miałoby współistnieć z eksperymentem? Dlaczego obserwacja nie może łączyć się z wyobrażeniem? Dlaczego kobietę ma cokolwiek lub ktokolwiek ograniczać?

🖇

[…]  musiałam nauczyć się opowiadać własną historię. Życie to po części fakty, po części zmyślenie. I za­wsze jest to przykrywka dla czegoś innego. Ja napisałam sobie drogę do wyjścia.

🖇

Nie należałam do dzieci lubianych ani nawet dających się lubić; byłam zbyt agresywna, zbyt gniewna, zbyt porywcza, zbyt dziwna. […]  w szkole za­wsze wytyka się palcem tych, którzy nie pasują do reszty […].

🖇

Na początku oczywiście kochałam Boga, a Bóg kochał mnie. To już było coś. Kochałam też zwierzęta i całą przyrodę. I poezję. Problem stanowili ludzie. Jak kochać drugą osobę? Jak uwierzyć, że ktoś cię kocha?
     Nie miałam pojęcia.
     Myślałam, że miłość to strata.
     […]  Tropiłam miłość, osaczałam miłość, traciłam miłość, tęskniłam za miłością…

🖇

Prawda jest dla każdego czymś bardzo złożonym. […]  Tak wielu rzeczy nie możemy wypowiedzieć, bo są zbyt bolesne. Mamy nadzieję, że ta część, któ­rą zdołamy wyrazić, ukoi resztę albo jakoś ją udobrucha. Opo­wie­ścia­mi kom­pen­su­je­my sobie rzeczywistość. Świat jest nieuczciwy, nie­spra­wie­dli­wy, niepoznawalny, poza naszą kontrolą.
     Kiedy opowiadamy historię, sprawujemy nad nią kontrolę, ale w taki sposób, że pozostawiamy lukę, jakieś otwarcie. To pewna wersja, ale nigdy ostateczna. Być może mamy nadzieję, że przemilczenia usłyszy ktoś inny i że opowieść będzie trwała dalej, zostanie opowiedziana na nowo.

🖇

To, gdzie się rodzisz — środowisko, miejsce, jego historia, sposób, w jaki łą­czy się ona z twoją własną — kształtuje to, kim jesteś, niezależnie, co mają do powiedzenia eksperci od globalizacji.

🖇

Często przepełniały mnie gniew i rozpacz. Wiecznie czułam się samotna. Mimo wszystko kochałam życie i nadal je kocham. […]  być może odmowa, kategoryczna niezgoda na to, żeby mnie złamano, wpuszczała wy­star­cza­ją­co dużo światła i powietrza, bym mogła nadal wierzyć w świat – i marzyć o ucieczce.
     […]  „To, czego chcę, naprawdę istnieje, jeśli będę miała dość odwagi, by tego poszukać…”.

🖇

[…]  cuda często nadchodzą w przebraniu.
     […]  Wydaje nam się ciągle, że to, czego potrzebujemy, by wszystko zmie­nić — cud — znajduje się gdzie indziej, tymczasem często jest tuż obok nas. Bywa, że sami jesteśmy tym cudem.

🖇

Zapytałam ją, dlaczego nie mamy książek.
     – Problem z książkami polega na tym, że nigdy nie wiadomo, co się w nich znajduje, dopóki nie jest za późno – odparła.
     Pomyślałam: „Za późno na co?”.

🖇

Czasami, a właściwie często, jakaś cząstka nas samych jest zarazem roz­chwia­na i niezwykle potężna — jak ogromny gniew, który może zabić nas i innych wokół, gniew, który grozi powszechnym zniszczeniem. Nie możemy negocjować z tym potężnym, ale rozwścieczonym pierwiastkiem naszego jestestwa, dopóki nie wpoimy mu lepszych manier — co oznacza wsadzenie go z powrotem do butelki, by pokazać, kto tu naprawdę rządzi. Chodzi nie o wyparcie, ale o znalezienie odpowiedniego pojemnika. […]
     Bajki ostrzegają nas, że nie ma czegoś takiego jak stan­dar­do­wy rozmiar — to tylko ułuda przemysłowego podejścia do życia, z czym wciąż borykają się rolnicy, próbujący dostarczać do supermarketów jednakowe warzywa… Nie, rozmiar jest indywidualny i zmienny.

🖇

[…]  nie należy oceniać po pozorach: rzeczy nie są takie, jakimi się wydają. Mnie się zaś wydaje, że świadomość tego, że należy osiągnąć rozmiar od­po­wied­ni dla swojego świata — i tego, że ani ty, ani twój świat nie macie w żad­nym wypadku stałych wymiarów – to wartościowa wskazówka pod­czas nauki życia.

🖇

[…]  dążenie do szczęścia, które równie dobrze możemy nazwać życiem, jest pełne zaskakujących elementów tymczasowych – docieramy tam, gdzie inaczej nie udałoby nam się dotrzeć, i czerpiemy korzyści z tej podróży, ale nie możemy w tym miejscu pozostać, ponieważ nie jest to nasz świat i nie wolno nam dopuścić, by ten świat runął na nasz, w którym możemy żyć.

🖇

Zamiast tego jemy czekoladę i milczymy. Wtedy on rzuca:
     — Bałem się.
     — Nie bój się, tato.
     — Nie, nie — kiwa głową, pocieszony mały chłopiec. Zawsze był małym chłopcem i przykro mi, że się nim nie opiekowałam, przykro mi, że jest tak wiele dzieci, którymi nikt się nie opiekuje, przez co nie mogą dorosnąć. Mogą się zestarzeć, ale nie dorosnąć. Do tego potrzebna jest miłość. Jeśli masz szczęście, miłość przyjdzie później. Jeśli masz szczęście, nie złapiesz miłości za gardło.

🖇

O domu pisze rumuński filozof Mircea Eliade — w sensie zarówno on­to­lo­gicz­nym, jak i geograficznym — i używa do tego pięknego wyrażenia: na­zy­wa go mianowicie „sercem rzeczywistości”.
     Dom, powiada Eliade, to punkt przecięcia dwóch osi, pionowej i po­zio­mej. Na jednym końcu osi pionowej znajduje się niebo, czyli świat górny, a na drugim — świat zmarłych. Oś pozioma to płaszczyzna, na której od­by­wa się ruch tego świata, przemieszczanie się tam i z powrotem — nasz wła­sny ruch i ruch nieprzebranych rzesz innych istnień.

🖇

Wszystkie te godziny spędzone na progu dały mi poczucie przestrzeni gra­nicz­nej. Uwielbiam to, że koty lubią być w połowie wewnątrz, w połowie na zewnątrz, dzikie i oswojone, i ja również jestem dzika i oswojona. Jestem domowa, ale tylko wtedy, gdy drzwi są otwarte.
     I myślę, że to jest kluczowe: nikt już nigdy nie zamknie mnie w środku ani nie zostawi mnie na zewnątrz. Moje drzwi są otwarte i to ja je otwieram.

🖇

Musi istnieć rytuał przejścia, i to świadomy, pomiędzy życiem, które otrzy­mu­je­my zrządzeniem losu i okoliczności, a tym, które sami wybieramy.
     Świadomy wybór życia i stylu życia ma swoje psychologiczne zalety — i chodzi tu nie tylko o akceptację życia jako zwierzęcego daru, pod­le­ga­ją­ce­go kaprysom przyrody i przypadkowi. Drugie narodziny chronią psychikę, pobudzają bowiem zarówno do autorefleksji, jak i do poszukiwania sensu.

🖇

[…]  rozsądne rozwiązania sprawdzają się tylko w przypadku drobnych decyzji. W sprawach, które zmieniają bieg życia, musisz ryzykować.

🖇

Ciotka Nellie na pewno miała niewiele pieniędzy. Dwa razy w tygodniu zapraszała wszystkie dzieci z sąsiedztwa, które zdołała zmieścić w swoim jednym pokoju, i gotowała cebulową albo kartoflankę, dzieci przynosiły własne kubki, a ona nalewała im zupę z garnka.
     Uczyła je piosenek i opowiadała historie biblijne, a trzy albo cztery dzie­siąt­ki chudych, głodnych dzieciaków ustawiały się w kolejce przed do­mem i czasami któreś przynosiło coś od swojej mamy — bułeczki albo cukierki — i wszystkie dzieci się tym dzieliły. Wszystkie miały wszy. Wszystkie kochały ciotkę Nellie, a ona kochała je. Swoją wilgotną, ciemną norę z jednym ok­nem i czarnymi ścianami nazwała „Słonecznym Kącikiem”.
     To była moja pierwsza lekcja miłości.

🖇

[…]  kiedy pieniądze stają się podstawową wartością, edukacja zaczyna słu­żyć wyłącznie celom użytkowym, a życie umysłowe przestaje być ce­nio­ne, o ile nie przynosi wymiernych korzyści. Że usługi publiczne tracą znaczenie. Że życie poświęcone cze­muś innemu niż zdobywanie i wydawanie pieniędzy staje się bardzo trudne […]. Że kiedy społeczności ulegają zniszczeniu, po­zo­sta­ją tylko nędza i brak tolerancji.
     […] [ot, konsekwencje] prywatyzacji społeczeństwa.

🖇

Chory świat, który nie ma co liczyć na uzdrowienie, jeśli król „nie odnajdzie tego, co stracone”.
     Przeczytaj to zdanie. Nie „to, co zostało utracone” ani „to, co utracił”. Po pro­stu „co stracone”. Forma gramatyczna wskazuje, jak poważna jest ta strata. Coś, co wydarzyło się dawno temu, owszem – ale nie w przeszłości. To stara teraźniejszość, stara strata, która każdego dnia wciąż powoduje ból.

🖇

Zaczęło się tak, jak zaczynają się wszystkie ważne rzeczy — przez przypadek.

🖇

Perspektywa istnienia możliwości, by wznieść się ponad zwykły konflikt, ma w sobie coś kuszącego. Jung twierdził, że konfliktu nie da się rozwiązać na poziomie, na którym wybuchł – tam są tylko zwycięzca i przegrany, a nie pojednanie. Należy wznieść się ponad konflikt – jakby obserwować burzę z wyższego punktu.

🖇

Potrzebowałam lekcji miłości. Nadal ich potrzebuję, ponieważ nic nie jest tak proste i nic nie jest tak trudne jak miłość.
     […]  Nigdy jej nie pytałam, czy mnie kocha. Kochała mnie w te dni, kiedy była zdolna do miłości. Naprawdę wierzę, że na nic więcej nie było jej stać.

🖇

Miłość jest wy­razista. Nigdy nie pragnęłam jej bladej odsłony. Miłość jest pełna mocy. Nigdy nie pragnęłam jej rozwodnionej wersji. Nie stro­ni­łam od ogromu miłości, ale nie miałam pojęcia, że można na niej po­le­gać jak na słońcu. Że istnieją codzienne wschody miłości.

🖇

Nigdy nie jest za późno, by nauczyć się kochać.
     Tylko trzeba się liczyć ze strachem.

🖇

     — Jeanette, powiesz mi dlaczego?
     — Co dlaczego?
     — Wiesz, co dlaczego…
     Ale ja nie wiem dlaczego… kim jestem… dlaczego wszystko jej we mnie przeszkadza. Czego ona chce. Dlaczego nie jestem tym, czego chce. Czego ja chcę i dlaczego. Ale jedno wiem na pewno:
     — Przy niej jestem szczęśliwa. Po prostu szczęśliwa.

🖇

     — Kocham cię. Kocham cię od dawna.
     — Bałam się — odparłam.
     — Nie bój się. Już nie musisz.

🖇

[…]  przypomniałam sobie, moje ciało przypomniało sobie, jak to jest być w jednym miejscu i móc tam być – gdy nie musisz być czujna, nie martwisz się, nie błądzisz myślami gdzie indziej.

🖇

Czas nie jest stały, a minuty nie mają jednakowej długości.
     […]  nie szłam donikąd. Miałam odejść, być wolna, a przynajmniej tak mi się wydawało, ale takie rzeczy zawsze zabiera się ze sobą. Miejsce psy­chicz­ne zostawia się znacznie dłużej niż fizyczne.

🖇

W tym momencie pod domem pojawiła się konkurencyjna grupa ko­lęd­ni­ków  […].
     Otworzyła drzwi i krzyknęła:
     — Jezus jest tutaj. Wynocha.
     — Nie za ostro, mamo?
     — Wiele musiałam w życiu znosić — odparła, patrząc na mnie zna­czą­co. — Wiem, że Biblia nakazuje nam nadstawiać drugi policzek, ale coś za dużo tych policzków jak na jeden dzień.

🖇

[…]  przeciwstawiam się ciężarowi czasu zegarowego, czasu ka­len­da­rzo­we­go, linearnych rozwiązań. Czas może i powstrzymuje wszystko przed za­ist­nie­niem w jednym momencie, ale jego domeną jest świat zewnętrzny. W na­szym wewnętrznym świecie możemy doświadczać wydarzeń, które zachodziły jedne po drugich, jakby działy się jednocześnie. Naszej nie­li­ne­ar­nej jaźni nie interesuje „kiedy”, znacznie bardziej interesuje ją „dlaczego”.

🖇

Mierzę czas tak jak wszyscy, częściowo poprzez starzejące się ciało, ale żeby rzucić wyzwanie czasowi linearnemu, staram się żyć w czasie totalnym. Zdaję sobie sprawę, że życie ma swoją wewnętrzną i zewnętrzną stronę, a wydarzenia, które są odległe o lata, w wyobraźni i emocjach leżą obok siebie.

🖇

[…]  to, co naprawdę należy do ciebie, nigdy cię nie opuszcza. Nie po­tra­fi­łam znaleźć słów, które bezpośrednio oddawałyby mój stan, ale od czasu do czasu udawało mi się pisać i robiłam to w postaci rozbłysków in­spi­ra­cji, które na chwilę pokazywały mi, że świat nadal istnieje — prawdziwy i wspaniały.

🖇

Pamiętasz księżniczkę, która całuje żabę i hurra, pojawia się książę? Otóż trzeba przyjąć to oślizgłe, odrażające stworzenie, które zwykle sie­dzi w stud­ni albo stawie i zjada ślimaki. Ale przywrócenie brzydkiej, zranionej cząstki do ludzkiej postaci nie jest zadaniem dla żyjącego w nas życzliwego pracownika pomocy społecznej.
     To najbardziej niebezpieczne zajęcie, jakie można sobie wyobrazić. Przy­po­mina rozbrajanie bomb, lecz to ty jesteś bombą.

🖇

[…]  coś zrozumiałam. Zrozumiałam, że dwukrotne narodziny dotyczą nie tylko bycia żywą, lecz także wyboru życia. Wyboru bycia żywą i świadomego uczestnictwa w życiu, z całym jego burzliwym chaosem — i bólem.
     Otrzymałam życie i zrobiłam wszystko, co mogłam, z tym, co mi dano. Ale nie było już nic więcej do zrobienia. Cokolwiek wybuchło dzięki zbiegowi oko­licz­no­ści  […], było moją jedyną szansą na kolejną szansę.

🖇

Podoba mi się, że porządek powinien wynikać z miłości.
     Pojęłam, choć bardzo mgliście, że muszę znaleźć miejsce, w którym moje życie będzie mogło się pogodzić samo ze sobą. Wiedziałam też, że ma to coś wspólnego z miłością.

🖇

[…]  ludzie stają się twoją rodziną za sprawą głębokich więzi emocjonalnych i ciągłości czasu.

🖇

Szczęśliwe zakończenia to jedynie chwilowa przerwa. Są trzy rodzaje wiel­kich zakończeń: Zemsta. Tragedia. Przebaczenie. Zemsta i Tragedia często występują razem. Przebaczenie odkupuje przeszłość. Przebaczenie umoż­li­wia przyszłość.
     […]
     Oto jestem.
     Już nie odchodzę.

Jeanette Winterson, Po co ci szczęście, jeśli
możesz być normalna
?, przeł. Kaja Gucio,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2026.
(wyróżnienie własne)

Dla mnie, zafascynowanej kwestiami tożsamości i tego, jak definiujemy samych siebie, te książki miały kluczowe znaczenie. Postrzeganie siebie jako postaci fik­cyj­nej, a nie tylko jako faktu to jedyny sposób, by narracja po­zo­stała otwarta; jedyny sposób, by historia nie wy­mknę­ła się spod kontroli i nie zmierzała ku zakończeniu, któ­re­go nikt nie chce.

🖇

Teraz wiem, że uzdrawiamy się poprzez to, że ktoś nas kocha, i poprzez kochanie innych.

🖇

Nie możesz się wyrzec tego, co jest twoje. Choćby to ci­snąć jak najdalej […].
     Zawsze nastąpi powrót. A rana cię tam zaprowadzi.

🖇

     — Tak. Kocham cię. Nie pytaj mnie o to więcej.
     Miłość. Trudne słowo. Miejsce, w którym wszystko się zaczyna, do którego zawsze wracamy. Miłość. Brak mi­ło­ści. Możliwość miłości.

(tamże)

niedziela, czerwca 28, 2026

6154. Z oazy (CDLVII)

Były cza­sy, gdy w ulu, który wtedy był przytuliskiem, wybuchały niemające końca dyskusje z odłamkami w czasie i przestrzeni. Skończyły się jakiś czas temu.

To książka z kategorii must read. Nie, nie napisała jej rozhisteryzowana zwo­len­nicz­ka antysemickich teorii spiskowych. Autorka jest drugą kadencję specjalną spra­wo­zdaw­czy­nią ONZ ds. okupowanych terytoriów palestyńskich. „Prawy” kraj (usa) na­ło­żył na Nią sankcje, jest niezbyt mile widziana w Niemczech czy Francji. Nie tylko Polska ma wielopiętrowe problemy z prawem, symetryzmem czy zwykłym skur­wy­syń­stwem.

Ta książka jest o pięknych, mądrych ludziach, o wartościach, o człowieczeństwie. O wszystkim, co dziś niemodne, ale niezbędne, by czuć się człowiekiem godnym swojego życia.

Fusy wrażeń po tej lekturze długo nie mogły opaść — nie mogło być inaczej, biorąc pod uwagę zawartość tej książki. Trwało to dziesięć razy dłużej niż jej czytanie. A po­tem przyszedł czas zdumienia, czyli przyglądania się, jak układają się względem sie­bie wyimki, jak jeden usuwa dwa, a czwarty zmienia porządek kilku innych. Dyna­mi­ka tego zjawiska wciąż pozostaje dla mnie tajemnicą.

[…]  kluczowe elementy prawa są i muszą być zrozumiałe dla każ­de­go z nas, ponieważ każdego z nas dotyczą.

•

Musimy otworzyć oczy i zobaczyć, z czym naprawdę mamy do czy­nie­nia.
     Nawet najbardziej wyrafinowani eksperci od podwójnego ję­zy­ka nie mogą dłużej zaprzeczać prawdzie o tym, co się dzieje w Pa­le­sty­nie. W lipcu 2024 roku Międzynarodowy Trybunał Spra­wie­dli­wo­ści uznał ponad wszelką wątpliwość, że trwająca od 1967 roku okupacja Strefy Gazy, Zachodniego Brzegu i Wschodniej Je­ro­zo­li­my jest nielegalna i Izrael musi się całkowicie i bezwarunkowo wy­cofać z tych terenów.

•

Kiedy w grę wchodzi ludzkie życie, bezstronność staje się obo­wiąz­kiem zmuszającym nas do opowiedzenia się po stronie prawa, spra­wie­dliwości i ofiar. Bezstronność to odwaga, by sta­nąć w obro­nie tego, co słuszne, dać głos tym, którzy zostali uciszeni lub po prostu zignorowani, i walczyć z nadużyciami nękającymi nasz świat.

•

Jak to możliwe, że prawda stała się kłamstwem, a kłamstwo prawdą?
     Na to szerzące się zło, które chciałoby nas wszystkich przekonać lub po prostu pokonać, musimy odpowiedzieć świadomością i dzia­ła­niem. Wiedza jest podstawową bronią, ponieważ stanowi naj­lep­szą obronę przed manipulacją, wyzyskiem i oszustwem; dzia­ła­nie powinno być jej naturalną konsekwencją.

•

Chcę tu opowiedzieć o Palestynie tak, jak jej doświadczyłam: nie jako aktywistka, ale jako ktoś, kto najpierw trafił do tego świata zaciekawiony inną kulturą, a później patrzył na niego prawniczym okiem.

•

Dziesięć osób, dziesięć historii, które splatają się z życiem i twa­rza­mi innych — włącznie ze mną, członkami mojej rodziny, sprze­daw­czy­nią z irlandzkiego marketu i dziećmi przychodzącymi zrywać owoce morwy koło naszego domu w Jerozolimie — i zadają py­ta­nia, na które tak trudno dać dziś odpowiedź.

•

Bardzo wierzę, że możemy odnaleźć się wszyscy razem jako ludzka rodzina, że odkryjemy na nowo prawdziwe i głębokie znaczenie so­li­darności; łacińskie słowo solidum przywołuje właśnie ideę czegoś całego, niepodzielnego, kompletnego, w przeciwieństwie do tego, co jest rozdrobnione lub zepsute. I jako jedno ciało powinniśmy się zje­dnoczyć, spotkać i stawić opór. Solidarność w tym ujęciu staje się „polityczną odmianą miłości”, jak mądrze zauważyła ame­ry­kań­ska rabinka Alissa Wise.
     W pojedynkę jesteśmy delikatni jak skrzydła motyla, ale zje­dno­czeni — solidni i solidarni — możemy przetrwać burzę. To nie jest fantazyjna hiperbola, to zasada fizyki zwana efektem motyla. Każdy nasz najmniejszy gest okazuje się machnięciem skrzydeł, które uruchamia łańcuch konsekwencji […].

•

Ta długa podróż pozwoliła mi poczuć tętniący puls wielu spo­łecz­no­ści poszukujących sprawiedliwości, prawdy, godności i lepszej przy­szłości ponad różnicami.

Francesca Albanese 

🖇 🖇

Historia pisana jest przez zwycięzców, którzy często bywają rzeźnikami. […]  Osiągnęliśmy bezprecedensowy poziom opresji i odmowy używania rozumu.

🖇

Nazywanie Palestyńczyków ogólnie „Arabami” – co się często zdarza w iz­ra­el­skich podręcznikach szkolnych i w mediach głównego nurtu na ca­łym świecie – przyczynia się do zaprzeczania ich tożsamości narodowej, gdyż może insynuować, że Palestyna nie istnieje, a sami Palestyńczycy są tu tymczasowymi gośćmi lub, co gorsza, wymysłem.

🖇

Wychodzimy z założenia, że istnieją różne instrumenty prawa między­na­ro­do­we­go służące ochronie ludzi, głównie traktaty dotyczące praw człowieka, a w sytuacjach konfliktów zbrojnych — prawo humanitarne. Instrumenty te zostały przyjęte po dwóch wojnach światowych po to, aby zmniejszyć okrucieństwo konfliktów i w jak największym stopniu chronić ludność cy­wil­ną przed horrorem wojny, lecz sprawiają one coś jeszcze: podnoszą jed­nost­ki — a zatem nie tylko (lub już nie tylko) państwa — do rangi pod­mio­tów prawa w sferze międzynarodowej.
     Prawa człowieka nie zostały nam dane w prezencie: każde z nich jest wynikiem walki i osiągnięć jednostek takich jak my. Handel nie­wol­ni­ka­mi został zniesiony dzięki ruchowi abolicjonistycznemu; apartheid i se­gre­gację rasową pomogły zdelegalizować batalie toczone przez ruchy oby­wa­tel­skie; poczyniliśmy znaczne postępy w zakresie praw pra­co­wni­czych, praw kobiet, dzieci i osób o różnorakich odmiennościach. Droga do praw człowieka nie jest jednak wyłącznie pasmem zwycięstw, a praca nie do­bie­gła końca. Przypomina nam o tym czas, w którym żyjemy.

🖇

Liczba palestyńskich dzieci zabitych w ciągu piętnastu lat (od 2008 do wrze­śnia 2023) była przerażająca: ponad tysiąc czterysta. Każde z nich, każdy z tych małych wszechświatów został na zawsze wymazany. Od 7 paź­dziernika 2023 do marca 2025 te i tak już makabryczne liczby wzrosły dzie­się­ciokrotnie: w ciągu siedemnastu miesięcy zabito ponad siedemnaście ty­się­cy dzieci, w tym ponad tysiąc niemowląt, których życie zostało prze­rwa­ne, zanim nauczyły się raczkować, mówić, bawić.

🖇

Konflikt wymaga dwóch w miarę porównywalnych ze sobą stron. Izrael i Palestyna nie są takimi stronami: Izrael jest oku­pan­tem, a Palestyna stro­ną okupowaną, Izrael jest kolonizatorem, a Palestyna stroną ko­lo­ni­zo­wa­ną, pozostającą w stanie strukturalnej podrzędności i bę­dą­cą ofiarą sy­ste­mu kontroli i segregacji. Nie, to nie jest konflikt dwóch stron; w naj­lep­szym razie można go postrzegać jako konflikt z człowieczeństwem.

🖇

Mit rasy nie został bynajmniej wymyślony przez Hitlera, ale to on uczynił z niego polityczny sztandar zniszczenia i eksterminacji. To czarna du­sza w bia­łym przebraniu, która unosi się nad nami przez pięćset lat kolonizacji, począwszy od 1492 roku. Wydarzenie, które przedstawiono mi w dzie­ciń­stwie pod nazwą „odkrycie Ameryki”, w rzeczywistości oznaczało początek końca dla tysięcy ludów zamieszkujących amerykańskie kontynenty.

🖇

Prawdziwe jest stwierdzenie, że przed syjonizmem istniała w Pale­sty­nie społeczność żydowska (stanowiąca wówczas 10 lub nieco mniej procent całej populacji); prawdziwe jest stwierdzenie, że większość Żydów, któ­rzy udali się do Palestyny przed ustanowieniem Państwa Izrael i bez­po­śred­nio po nim, zwłaszcza ocalonych z Holokaustu, nie miała do wyboru innych op­cji, ponieważ wiele krajów zachodnich nie zechciało ich przyjąć; tysiące lu­dzi, którym wymordowano rodziny i zniszczono społeczności, znalazło się zatem bez schronienia. Tak samo prawdziwe jest stwier­dze­nie, że wielu Izraelczyków mieszkających dzisiaj w koloniach na Za­cho­dnim Brzegu i we Wschodniej Jerozolimie, zajmujących domy i ziemie Pa­le­styń­czyków, ma amerykańskie, belgijskie, francuskie, australijskie lub ka­na­dyj­skie na­zwi­sko i akcent. Niejednokrotnie ani oni, ani ich rodzice nie uro­dzi­li się w Iz­ra­elu, lecz pochodzą z miast, w których często i chętnie prze­by­wa­ją. I choć mieszkają za granicą, zachowują własność lub kontrolę nad nie­ru­cho­mo­ścia­mi na okupowanym terytorium, przyczyniając się do sy­ste­ma­tycz­ne­go wywłaszczania Palestyńczyków.

🖇

[…]  z silnym australijskim akcentem powiedział: „Witamy w Izraelu!”.
     — W okupowanej Palestynie. Ta część tutaj to oku­po­wa­na Pa­le­sty­na — odparłam z powściągliwym uśmiechem.
     — Palestyna nie istnieje, to jest Izrael — odpowiedział z irytacją w głosie.
     W tym momencie Ibrahim idący obok mnie zapytał go z ożywieniem:
     — A jeśli Palestyna nie istnieje, to kim ja jestem?
     — Ty nie istniejesz — odpowiedział bez mrugnięcia okiem mężczyzna, któ­ry po latach miał się okazać przywódcą jednej z najbardziej agre­syw­nych organizacji osadniczych.
     Nieświadomie natknęliśmy się na człowieka, który już dawno siedziałby w więzieniu, gdybyśmy żyli w sprawiedliwym świecie.

🖇

Niektórzy uważają, że wiedza nie jest procesem nabywania, ale stop­nio­wego odsłaniania, wyzwalania się z uprzedzeń. […]  po­wie­dział mi [Omar Barghouti] wprost:
     — Nie myśl, że jesteś całkowicie wolna od uprzedzeń rasowych!
     — Wiem — odpowiedziałam mu. — I tak, usunęłam je. A właściwie to usuwam je krok po kroku, jakbym warstwa po warstwie obierała cebulę.

🖇

[…]  ponieważ Izrael definiuje się jako „państwo żydowskie”, krytykowanie go jest antysemityzmem, i nie ma tu znaczenia, czy istnieją udo­ku­men­to­wa­ne naruszenia prawa, które można przypisać Izraelowi, czy nie. Takie po­dej­ście jest szkodliwe i nie byłam ani pierwszą, ani jedyną osobą, która tak twierdzi. Jak często powtarzał mi Alon [Confino (1959–2024)], mylenie krytyki Państwa Izrael z antysemityzmem jest bardzo ry­zy­kow­ne zarówno dla Palestyńczyków, jak i dla samych Żydów, po­nie­waż my­śle­nie w tych kategoriach powoduje natychmiastowe koja­rzenie wszyst­kich Żydów z Państwem Izrael. Tak przecież nie jest.

🖇

W Palestynie dzieje się dokładnie to, czego zabrania między­na­ro­do­we prawo. […]  w świetle prawa międzynarodowego izraelską okupację należy uznać za nielegalną.

🖇

[…]  zapomnieliśmy już, że Nelson Mandela poszedł do więzienia pod za­rzutem terroryzmu i odsiedział w nim prawie trzydzieści lat i że dopiero w 2008 roku Stany Zjednoczone usunęły jego nazwisko z czar­nej listy ter­ro­rystów. Zapomnieliśmy, że w oczach nazistów włoscy par­ty­zan­ci byli ter­ro­ry­stami i że w mechanizmie ciemięzca–ciemiężony każdy może być po­strze­ga­ny przez jednych jako terrorysta, a przez innych jako bohater.
     Niestety, opór wyraża się czasami przemocą, a zwykle im więcej prze­mo­cy pojawia się w ucisku, tym gwałtowniejsza staje się odpowiedź.

🖇

Właściwe słowa to wstęp i przygotowanie do sprawiedliwego działania. Dlatego są ważne. […]
     Izrael mówi o „nakazach ewakuacji”, „strefach chronionych”, ale język międzynarodowego prawa humanitarnego został tu postawiony na głowie, użyty na odwrót, aby usprawiedliwić działania woj­sko­we i zbrodnie wo­jen­ne, wymazać podstawowe zasady zachowania dyscypliny i ochrony lud­no­ści w czasie konfliktu zbrojnego: rozróżnienie między cywilami a wojskiem, konieczność wojskową, proporcjonalność.

🖇

[…]  od lat palestyńskie i izraelskie organizacje praw człowieka błagają świat o to, by położył kres okupacji, aneksji i apartheidowi.
     Ileż jest arogancji w postawie nas, ludzi Zachodu, wobec kultur i słów, któ­rych znaczenia, korzeni i istoty nie rozumiemy. Arogancji szeroko roz­po­wszech­nio­nej we wszystkich kręgach, od dziennikarstwa po środowiska aka­de­mic­kie i oczywiście — i najsilniej — polityczne. Ta arogancja przy­czy­ni­ła się do tego, że człowieczeństwo Palestyńczyków stało się nie­wi­docz­ne, a ratunek dla nich jeszcze bardziej odległy.

🖇

Wszyscy wiemy, że od 7 października 2023 roku do teraz zabito ponad sie­demnaście tysięcy dzieci, w tym tysiąc poniżej pierwszego roku życia, ale narracja o palestyńskich terrorystach trwa nadal. Śmierć sie­demnastu tysięcy dzieci nie wzbudziła zainteresowania polityków pod­po­rząd­ko­wa­nych izraelskim interesom i współodpowiedzialnej prasy. Taka jest rzeczywistość Palestyńczyków w 2025 roku. I trzeba ją zobaczyć. A następnie się jej sprzeciwić.
     Wielu z nas walczy z tym ludobójstwem i towarzyszącym mu mil­cze­niem. W tej walce kluczowe jest zdobycie wiedzy i uczciwego spojrzenia.

🖇

Dla setek tysięcy Palestyńczyków, których, począwszy od 1948 roku, za­czę­to więzić w Strefie Gazy, Żydzi okupujący ich ziemie to kolonizatorzy. Od naj­wcze­śniejszych dni istnienia Państwa Izrael z bronią w ręku utrzy­my­wa­li oni ziemie odebrane prawowitym właścicielom, używając w cha­rak­te­rze przyczółków kibuców, które wielu ludzi za granicą postrzegało jako klej­not w koronie wielkiego socjalistycznego modelu nowo powstałego pań­stwa żydowskiego.
     Tę bolesną historię, która nigdy nie doczekała się zadośćuczynienia i na­pra­wy, Palestyńczycy przekazują sobie z pokolenia na pokolenie. Należy przypomnieć, że ich wywłaszczanie rozpoczęło się na długo przed 1948 ro­kiem, podczas trzydziestolecia brytyjskiej kolonizacji (1920–1948). Bry­tyj­czy­cy sprzyjali falom migracji, które sprowadziły do Palestyny wielu eu­ro­pejskich Żydów uciekających przed prześladowaniami i pragnących zbu­do­wać nowe życie na „ziemi przodków”. Tyle że ziemia ta była już za­miesz­kana, a myśl o wypędzeniu jej mieszkańców od początku jasna dla ówczesnych przywódców syjonistycznych.
     Jak można nie uczyć tej historii czy oczekiwać, że ludzie o niej po prostu zapomną?

🖇

Słowa używane do demonizowania Palestyńczyków — „ludzkie zwierzęta”, „nie ma niewinnych cywilów”, „nawet dzieci nie są niewinne” — to­wa­rzy­szą bezkarnej polityce przemocy, będącej echem haniebnej prze­szło­ści, o któ­rej nam, Europejczykom, bardziej niż komukolwiek in­ne­mu nie wolno zapomnieć.
     Powiem bez ogródek: zaprzeczanie powadze tych działań to zamykanie oczu na trwające ludobójstwo. Na zbrodnię, która wymagała pil­nej mo­bi­li­za­cji społeczności międzynarodowej, co niestety dotąd nie nastąpiło, po­nie­waż dziś, podobnie jak wczoraj, zanim powstrzyma się ludobójstwo, trzeba je dostrzec.

🖇

Widoczne zwłaszcza na Zachodzie pragnienie zachowania nar­ra­cji „ne­u­tral­nej” i pozbawionej sporu o prawdę doprowadziło do utrwalenia nie­sprawiedliwości i cierpienia, z pominięciem tego, co Palestyńczycy od za­wsze mówią i czego się domagają.

🖇

Jedną z najbardziej błyskotliwych idei, jakie znalazłam w jego tekście, jest za­proszenie do otwarcia oczu na ryzyko „paradoksu humanitarnego”, to zna­czy takiej możliwości, że interwencje humanitarne wbrew intencjom ich twórców kończą się wspieraniem okupacji wojskowej, zamiast się jej prze­ciw­sta­wiać. Eyal Weiz­man uważa bowiem, że interwencja w celu sko­ry­go­wa­nia konsekwencji pewnych decyzji podjętych przez siły oku­pa­cyj­ne w ja­kiś sposób zwalnia Izrael z odpowiedzialności, także prawnej, po­zwa­la­jąc mu na przekierowanie zasobów na inne cele, a jednocześnie czyni okupację bardziej „skuteczną” i lepiej tolerowaną przez opinię publiczną.

🖇

Jak to możliwe, że dzieje się coś takiego, skoro na papierze każdemu przy­słu­gu­je tak wiele praw? To pytanie silnie rezonuje wśród palestyńskich dzieci, jest wołaniem o sprawiedliwość, która często wydaje się nie­osią­galna. […]
     Jak powiedziała mi czternastoletnia Wadia: „Strach przed śmiercią nie powstrzymuje cię przed śmiercią: powstrzymuje cię przed życiem”.
     Tak wygląda dzieciństwo w Palestynie.

🖇

[…]  dzieci, które spotkałam tamtego lata, wykazały się niezwykłym przy­wią­zaniem do podstawowych wartości, przede wszystkim miłością do nauki. […]  mówili mi o wielkim głodzie wiedzy i gorącym pragnieniu dobrej przyszłości.
     Tak również wygląda dzieciństwo w Palestynie.

🖇

[…]  zanim rodzicom udało się przedostać do Egiptu, kiedy wiedziała, że bra­ku­je im jedzenia, że żyją pod gradem kul i bomb i mogą zginąć w każdej chwi­li. Powiedziała mi jednak, że ilekroć mogli się słyszeć przez telefon, jej ojciec pytał tylko:
     — To co teraz malujesz?
     Malak [Mattar] na początku nie rozumiała:
     — Ale jakie to ma znaczenie, tato?
     Kiedyś jej to wyjaśnił:
     — Jesteś tam z jakiegoś powodu, Malak. Musisz malować nasze życie, na­szą walkę, wszystko, przez co przechodzimy. Jesteś artystką, a więc sta­no­wisz nasz głos.
     Powiedziała, że nigdy nie zapomni tych słów. Ocalały z ludobójstwa pro­si ją, by swoją sztuką dała głos temu, czego doświadcza jej lud.

🖇

Jak mówi afroamerykańska edukatorka i aktywistka Mariame Kaba, nadzieja jest dyscypliną. A ja pozwolę sobie dodać, że nadzieja mo­że i powinna stać się predyspozycją, nawykiem, czymś, co uwa­ża­my za niezbędne i do czego jesteśmy tak przywiązani, że nie możemy się bez niej obejść, niezależnie od naszej logiki czy rozu­mo­wa­nia.
     Nawet jeśli czasem łatwiej powiedzieć, niż zrobić.

🖇

Refaat Alareer zginął w izraelskim nalocie 6 grudnia 2023 roku wraz z bra­tem, siostrą i czwórką dzieci. […]  Miał czterdzieści cztery lata.
     […] 
     Palestyńczycy upamiętniają Refaata białymi latawcami. Jest to na­wią­za­nie do jego wiersza If I Must Die.

Jeśli muszę umrzeć,
ty musisz żyć,
aby opowiedzieć moją historię,
sprzedać moje rzeczy,
kupić kawałek materiału
i kilka sznurków
(niech będzie biały z długim ogonem),
by jakieś dziecko gdzieś w Gazie,
patrząc prosto w oczy nieba,
czekając na tatę, który odszedł w płomieniach —
i nie pożegnał się z nikim,
nawet ze swoim ciałem,
nawet z samym sobą —
zobaczyło latawiec, mój latawiec, który zrobiłeś, szybujący wysoko,
i pomyślało przez chwilę, że jest tam anioł
przynoszący z powrotem miłość.
Jeśli muszę umrzeć,
niech to przyniesie nadzieję,
niech to będzie historia
.

🖇

Kiedy ludzie są wezwani do zaangażowania się na rzecz praw człowieka, my­ślę, że muszą to robić właśnie z ra­dy­kal­nie ludzkiej pozycji: ale ra­dy­kal­nie otwartej, widzącej dobre i złe czyny bez potrzeby oddzielania „do­brych” ludzi od „złych”. Możliwe jest przyjęcie każdego jako istoty ludz­kiej. Każ­de­go.
     Jest coś głęboko wypaczonego w tych, którzy nie uznają czło­wieczeństwa innych.
     […] 
     Na szczęście, nawet jeżeli wciąż jest ich niewielu, są tacy obywatele Izra­ela i tacy Żydzi w diasporze, którzy zdecydowanie bronią praw Pale­styń­czy­ków. To jest właśnie znaczenie motta decolonize your mind: deko­lo­ni­za­cja umysłu oznacza przełamywanie granic i barier, robienie, co w naszej mo­cy, aby pozbyć się po obu stronach wszystkiego, co narosło z czasem i unie­mo­żli­wia nam pozostanie w kontakcie z tym, co najbardziej ludzkie i prawdziwe na Ziemi, naszej wspólnej planecie, która pozostaje dla nas najważniejsza.

🖇

Wszyscy dążyli do tego, by coś osiągnąć.
     Ta cecha Palestyńczyków zawsze mnie uderzała. […]  żyjąc w naprawdę trudnych warunkach, udało im się zachować zapał i miłość do życia prze­peł­nia­ją­ce każde słowo i każdy oddech. Mówiła mi o tym Malak i sa­ma to widziałam u wielu ludzi. Nigdy nie dali się zniszczyć, a to ogrom­na siła: ponieważ kiedy z całych sił dążysz do sprawiedliwego i god­ne­go życia, nikt nie może się wtrącać ani decydować za ciebie.

Francesca Albanese, Kiedy świat śpi. Opowieści,
słowa i rany Palestyny
, przeł. Tomasz Kwiecień,
Wydawnictwo Otwarte, Kraków 2026.
(wyróżnienie własne)

Wielu Izraelczyków za dużo kosztuje utrata przy­wi­le­ju, z jakiego trzeba by im zrezygnować, aby przy­jąć Palestyńczyków jako wolny naród.

🖇

To właśnie musimy zrobić: korzystać z każdej oka­zji, by się nauczyć lepiej widzieć, rozumieć, za­cho­wy­wać i czcić pamięć o tym, co zniknęło, stojąc u boku tych wciąż wal­czą­cych, aby nam pomóc wspólnie ukoić rany skrzyw­dzo­nych narodów.

🖇

Albo zaangażujemy się w bycie rewolucją, albo po­nie­sie­my porażkę, bo żadna zmiana nie nastąpi na świe­cie, je­śli najpierw nie nastąpi w nas sa­mych. Mu­si­my pozbyć się, jedno po drugim, wszystkich uprze­dzeń, które każdy z nas w sobie nosi, aby co­dzien­nie coraz bar­dziej zbliżać się do prawdy.

🖇

Jeśli chodzi o Izrael, to liczne przypadki naruszenia pra­wa obejmują setki tysięcy złamanych ludzkich istnień — zabitych, okaleczonych na ciele i duszy — oraz zni­szczo­ną Strefę Gazy. Trwające od 2023 roku ludobójstwo nie zo­sta­nie wymazane z historii Państwa Izrael i po­dej­rze­wam, że w przyszłości ludzie będą czuli dreszcz gro­zy na widok izraelskiej flagi z powodu tego, co po­peł­nio­no w imie­niu tego państwa i pod jego egidą.
     Dziś jeszcze nie jesteśmy tego w pełni świadomi, po­nie­waż ludzie potrzebują czasu na refleksję i obserwację z dystansu. Nie możemy jednak zapominać, że im dłużej będzie to trwało, tym więcej niewinnych ludzi zginie. […]
     Nawet zwykłe zdobywanie wiedzy i dzielenie się nią jest ważnym wkładem w obalenie apartheidu.

🖇

Ostatecznym celem człowieka jest dojść do tego,
żeby nigdy nie odczuwać strachu.

Italo Calvino (1923–1985)

(tamże)

*

[suplement 10.09.2026]

Głos Hind Rajab, reż. Kaouther Ben Hania, 2025.

•
Dlaczego życie (i śmierć) Palestyńczyków nie otrzymuje miejsca ani głosu w naszych społeczeństwach?
     W ten właśnie sposób Izrael sieje ziarna nienawiści wśród Pa­le­styń­czy­ków i wydaje mi się niewiarygodne, że ktoś może tego nie rozumieć.

(tamże)
[rozdział] Hind. Czym jest
dzieciństwo w Palestynie
?