Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam.
Jak to jest: żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć,
gdy prawie ci wmówiono, że jesteś taką Jabłonią?
Jak to jest kwitnąć przez cały rok? Rozkwitać każdego dnia?
Śmierć rodziców przestawia nasz wszechświat, przez jakiś czas rzeczy się chwieją, pozbawione równowagi, i człowiek doznaje oszałamiającego uczucia osierocenia.
•
Zdawało mi się, że jeśli wyciągnę ramiona, to w końcu go znajdę, ale nie potrafiłam sięgnąć tak wysoko. A potem, gdy minęło trochę czasu, dziwiłam się własnym łzom. Kogo opłakuję?
pochodzę z ziemi
i do ziemi wrócę
życie i śmierć to starzy przyjaciele
a ja jestem ich rozmową
ich nocną pogawędką
ich śmiechem i łzami
czego tu się bać
skoro przekazują mnie sobie jak prezent
to miejsce i tak nigdy nie było moje
zawsze należałam do nich
Rupi Kaur, Słońce i jej kwiaty. The Sun and Her Flowers, przeł. Anna Gralak, Wydawnictwo Otwarte, Kraków 2020.
❦
Ludwig van Beethoven,
VII Symfonia A-Dur, Allegretto,
Berliner Philharmoniker, Herbert von Karajan (dyrygent).
Biały Kruku, to najpiękniejsza wersja marsza żałobnego Chopina, jaką kiedykolwiek słyszałam. A może jest dla mnie najpiękniejsza, bo rozumiem każdą pauzę, bo każda fraza ma dla mnie znaczenie, bo powracającym taktom jestem w stanie przypisać emocje, uczucia i doświadczenia, które — w różnym natężeniu — były, są i będą moim udziałem po kres dni.
Chwilkę mi zajęło, bym postanowiła zawziąć się i umieć umieścić tu — by mieć zawsze pod ręką — występ Miyu Shindo od określonego momentu.
Fryderyk Chopin, Marche funèbre,
Miyu Shindo (fortepian).
fot. Häwwä, fragment.
[W.J.] Ludzka psychika jest ułomna i ta ułomność pomaga. Nie odtwarzamy przecież jakiegoś konkretnego zapisu z przeszłości, tylko przywołujemy wspomnienia. A te za każdym razem tworzy się trochę na nowo. Wspomnienia się rekonstruuje, a nie odtwarza.
Piotr Jacoń, Wiktoria. Transpłciowość to nie wszystko,
Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2024. (wyróżnienie własne)
Nie chcę zapomnieć. Wskrzeszam swoich umarłych w zapamiętanych obrazach, słowach, gestach. Żywi w mojej pamięci, pełnej luk i niedopowiedzeń. […]
Może dlatego nie potrafię pojąć śmierci, bo przechodzi najśmielsze wyobrażenia? Świat trwa, mimo że nas już w nim nie ma. Właśnie ktoś z niego odszedł, ktoś niepowtarzalny, a świat nie czuje się przez to bardziej ubogi. Jak to możliwe, że dalej się kręci, jakby nigdy nic? W pewnym sensie nie ludzie umierają, tylko świat.
•
Ja po prostu jestem zupełnie inaczej.
•
[…]umarli wcale nie umierają, tylko żyją w innej czasoprzestrzeni. Dalecy i bliscy jednocześnie. Wystarczy szczelina pamięci i wypływają z niej tacy, jacy byli za życia.
•
Wydaje mi się, że cię znałam. Ale znałam tylko mały fragment ciebie.
•
Pomiędzy narodzinami i śmiercią wąski skrawek nazwany życiem. Tylko to jest nam dane. Tylko to możemy wypełnić treścią. I tylko o tym decydować. Cała reszta to ciąg milczenia, niebytu, o którym czasem sobie przypominamy, zasypiając. W tej ciszy ty. W tę ciszę zmierzam ja. I każdy z nas.
•
Jak dalej żyć, gdy wszystkie drogi rozchodzące się od tego jednego punktu, donikąd nie prowadzą? Czy śmierć uczy pokory wobec życia? Zgody na nie? Mnie nauczyła. Bunt wobec życia ucichł, bunt wobec twojej śmierci wciąż jest żywy.
•
I tylko śmierć nadaje sens życiu, porządkuje jego chaos, układa niepasujące do siebie fragmenty. Wtedy już wiemy, że było potrzebne coś, by mogło się zdarzyć coś innego.
•
Słowa, słowa, słowa… Niezdolne oddać mojej miłości do ciebie i twojej do mnie. Czy zdolne unieśmiertelnić przynajmniej pamięć o niej?
Joanna Mizielińska, Księga umarłych,
Wydawnictwo Agora, Warszawa 2025. (wyróżnienie własne)
choć coraz mniej tych pierwszych razów, wciąż są i zaskakują bardziej niż pierwsze, te najpierwsze pierwsze razy. pierwszy — bez Ciebie — konkurs chopinowski trwa.
słów brak, pozostała tylko muzyka.
289/365
Autor(ka) nie do ustalenia.
Nie spodziewałam się, że to jest możliwe, że człowiek jest i go nagle nie ma. Śmierć jest częścią życia, to wiemy. Tylko to jest zupełnie co innego, jak z teorii i rozmów filozoficznych o tym, że wszyscy umrzemy, przechodzimy do praktyki: poradź sobie w sytuacji, gdy nagle tracisz kogoś bliskiego. […]
Jest szok i proces żałoby, cierpienia, a równocześnie poczucie: żyj, bo jutro naprawdę może cię nie być.
•
Żałoba jest o tyle trudna, że dopóki nie doświadczysz śmierci osoby, na której ci bardzo zależy, to nie wiesz, o czym mówisz.
Karolina Hamer, Karolina Domagalska, Niezatapialna,
Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2020.
*
Yang (Jack) Gao, 3. etap konkursu chopinowskiego, Warszawa 2025.
[suplement 17.10.2025]
Wciąż jeszcze czas, kiedy byłaś z nami, jest możliwy do uchwycenia. Rzeczy, które dzieją się teraz, mają jeszcze punkt oparcia w przeszłości.
•
[…]
gdziekolwiek pójdę, będziesz ze mną.
•
Widzę cię. Ty we mnie. Może na tym polega sens życia dalej? Na byciu pamięcią o tobie i o innych, którzy odejdą?
Joanna Mizielińska, Księga umarłych,
Wydawnictwo Agora, Warszawa 2025.
Cotygodniowe odliczanie literek, dwa. Informacja o tej książce dotarła do mnie nie raz. Okładka nie intrygowała, gatunek nie zachęcał, podczytnika nie chciało mi się czytać. Przez przypadek przeczytałam pierwsze dwa akapity:
Znasz mnie. Wysil się trochę, przypomnij sobie. Ten staruszek, który gra na publicznych fortepianach, tam gdzie bywa dużo ludzi. W czwartki jestem na Orly, w piątki na Roissy. W pozostałe dni tygodnia na dworcach, innych lotniskach, wszędzie, gdzie tylko jest fortepian. Często gram na gare de Lyon, mieszkam bardzo blisko. Nieraz mnie słyszałeś lub słyszałaś.
Pewnego dnia w końcu do mnie podchodzisz. Jeśli jesteś mężczyzną, nie odzywasz się. Udajesz, że zawiązujesz sznurowadło, żeby nie dając po sobie poznać, trochę mnie posłuchać. Jeśli jesteś kobietą, aż podskakuję. Bo właśnie na jedną czekam. A jeśli to nie ty, nie obrażaj się. Czekam na nią od pięćdziesięciu lat.
I moje wielokrotnie wyrażone nie zostało w ułamku sekundy unieważnione. Klik, klik, i miałam na czytniku. Wsiąkłam natychmiast i okazało się, że jestem w stanie połknąć powieść w półtora dnia.
To powieść pełna muzyki, muzyków, kompozytorów, malarzy i miast. Czytając, łomoliłam po kolei wszystkimi sonatami Beethovena. Gdybyś miał_ w tym roku przeczytać tylko jedną powieść, niech to będzie właśnie ta, bo jest tego warta.
i wszystkim tym, którym nie udało się uciec
🖇 🖇
Rothenberg uczył tylko muzyki Beethovena. W odległej przeszłości, o której rozmawiał rzadko, ten wielki człowiek, Ludwig – mówił o nim po imieniu – uratował mu życie. Dzień po dniu Rothenberg grał jego trzydzieści dwie sonaty, nie używając instrumentu. Z palcami zawieszonymi w powietrzu, ze stopami w pyle Polski. Grał, żeby nie oszaleć.
– Rytm! – wrzeszczał Rothenberg. – Rytm!
Zapytałem go, czy mogę się uczyć czegoś innego, a on dostał szału.
– Już się uczysz czegoś innego, kretynie! U Ludwiga jest wszystko. To, co było przedtem, i to, co było potem. Jest Bach i Schubert. Jest Gabrieli, Mozart, Bruckner i mało brakuje, żeby była wytwórnia Varèse Sarabande. Czego chcesz więcej?
– Nie, nigdy nie będziesz grać tak jak ja, chłopcze. Ale jeśli tak dalej pójdzie, nastąpi coś gorszego. Nigdy nie będziesz grać tak jak ty.
Momo przez cały czas się uśmiechał, jakby widział coś zabawnego, jeszcze dla nas niewidocznego […], jakby chciał powiedzieć:
„Poczekaj chwilę, za wzgórzem, jak minie gorączka, po burzy, sam zobaczysz, zrozumiesz, to naprawdę bardzo śmieszne”. Mam sześćdziesiąt dziewięć lat i nadal czekam, ale może najpierw muszę się wdrapać na parę zboczy.
W budynku czuć było naukę i modlitwy ciskane o ściany, na których wysychały, nigdy niewysłuchane.
Zagrałem jednym palcem fragment Sonaty nr 24 – ostatnie ćwiczenie, jakie mi zadał Rothenberg – nie dotykając klawiszy. I tu nastąpił cud: usłyszałem muzykę, wyraźną i triumfalną, równie pewnie, jak ją słyszał Beethoven.
– […] nie będziesz dotykać niczego poza tą maszyną, zrozumiano?
– Nawet pianina?
– Zwłaszcza pianina. Daj mi słowo.
– Obiecuję. Ale dlaczego?
– Czy sądzisz, że kiedy Piłat skazał Jezusa na ukrzyżowanie, ten pytał go dlaczego?
Nie miałem pojęcia, o co Chrystus pytał lub nie pytał. Na podstawie tego, co wiedziałem o tamtej sprawie, wcale nie miałbym mu za złe, gdyby zadał to pytanie.
– Wielebny ojcze?
– Tak, Josephie?
– Czy Chrystus jest naszym bratem?
– Oczywiście.
– Jeśli Chrystus to mój brat, dlaczego tu jestem? Dlaczego na to pozwolił?
– Jezus samego siebie nie uratował. Dlaczego miałby ratować ciebie?
– Bo ja nic złego nie zrobiłem!
Aż pewnego dnia, słuchając sonaty, zrozumiałem. Nikomu nie przyszło do głowy, że być może Bóg jest głuchy jak pień. […] Że nikogo nie opuścił, że widział poruszające się wargi, sine wargi swojego syna, ale nie usłyszał jego słów? Cała ta historia, ukrzyżowanie i ciąg dalszy, wznoszące się do nieba katedry, kontrowersje, stosy, wyrywane paznokcie, przyznawane aureole – często tym samym osobom – to po prostu gigantyczne nieporozumienie.
Jeśli Bóg jest głuchy, trzeba Mu wybaczyć. Całkowicie, nie tylko częściowo, wybaczyć nasze okaleczone dni i złamane serca.
Widziałem tysiące ludzi złamanych przez czarno-białe życie. I szalbierzy, którzy na niedzielnym targu im obiecywali, że jeśli będą bardzo mocno wierzyć i nie będą zadawać pytań, pewnego dnia ich życie nabierze barw.
Lecz kiedy Théas szepnął: „Niech cię Bóg błogosławi”, jedyny raz w życiu uwierzyłem, gdyż w przeciwieństwie do pozostałych on też wierzył.
Nienawiść, podobnie jak modlitwa, żywi się ciszą.
Jak zresztą mogą potwierdzić wszyscy muzycy, trudniej jest wyjść na scenę dla jednej osoby niż dla tysiąca. Niełatwo jest rozczarować tysiąc osób.
Kiedy człowiek widzi dziecko chwiejące się pod ciężarem tornistra lub staruszka z trudem ciągnącego walizkę, rzuca się, żeby im pomóc. Lecz tym dzieciom – […] – nikt nie zaoferował pomocy przy niesieniu ich gniewu. Pozwalano im potykać się o krawężnik i patrzono w inną stronę. A niech się przewracają. Przynajmniej człowieka nie zgniotą ciężarem, który dźwigają.
Byli twardzi, byli zabawni, nie odnosili żadnych zwycięstw.
Moi przyjaciele. Wieczorami, kiedy jestem smutny, kiedy piję kwaśne wino, nadal o nich myślę.
Zrobiłem to, co się robi z radą, kiedy się ma prawie szesnaście lat, zwłaszcza jeśli rada jest dobra: zignorowałem ją.
I pociągi, i sieroty należały do państwa. Dopóki te drugie nie wpadały pod te pierwsze, można było zaoszczędzić na ogrodzeniu.
Byliśmy duchami, nigdy nie byłem tego tak świadomy jak tamtego dnia. Mieszkańcy miasteczka uśmiechali się i klaskali, kiedy obok nich przechodziliśmy. Ale nas nie widzieli. Widzieli tylko uśmiechającego się i ściskającego dłonie opata, a także osoby z kadry wychowawczej: kilka siostrzyczek oraz Rachida i Camille, którzy się dobrowolnie zgłosili. Nie widzieli nowo przybyłego malca, który się potykał na czele naszej chmary duchów. Ich wzrok unosił się nad naszymi głowami. Bez przeszłości, bez przyszłości, bez niczego przed i niczego po, sierota to melodia na jedną nutę. A melodia na jedną nutę nie istnieje.
– Kiedy więc gram Beethovena…
– Kiedy ty grasz Beethovena, Ludwig przewraca się w grobie. Lecz kiedy Kempff gra Beethovena, kiedy Fischer lub ten argentyński chłopak, Barenboim, grają Beethovena, to zupełnie inna sprawa. Kiedy oni grają, wówczas może to nie Beethoven gra, ale jednak to gra Beethoven.
– […] Jesteś Żydem?
– Nie. No może trochę. Mój dziadek był Żydem. W pewnym sensie w jednej czwartej jestem Żydem.
– U Żydów to tak nie wygląda. Albo jesteś Żydem, albo nie jesteś. W każdym razie jedna czwarta to jakieś piętnaście, dwadzieścia procent, bez znaczenia.
– Jedno jest pewne, to lepiej, niż być w stu procentach idiotą.
– Muzyka nie jest prosta?
– Nie. To kwestia rytmu. Wszyscy wielcy to mają. Nawet Stonesi.
– Kto taki?
– Żartujecie? Nie znacie Stonesów?
– Znamy Sinatrę – powiedział Sinatra.
– On też trzyma rytm. Tak jak Stonesi. […]
– Ale co to jest ten rytm? – spytał.
– Nie wiem, trzeba go słyszeć.
– To jest coś rzeczywistego?
– Oczywiście, że rzeczywistego. Nie ma nic bardziej rzeczywistego.
– Sympathy for the Devil, Rolling… Rolling Stones.
Nie rozumiałem. Nie miałem tej płyty. […]
– Zdaje się, że lubisz rocka, tak to się nazywa, prawda?
– Tak. Ale technicznie rzecz biorąc, ta piosenka jest w rytmie samby.
– Samby. Czujesz sympatię do diabła, Josephie? O to chodzi?
– Współczucie – poprawiłem automatycznie.
– Słucham?
– Sympathy to po angielsku współczucie. Może też być sympatia, ale raczej chodzi o współczucie.
– To wiele nie zmienia.
– To zmienia bardzo wiele.
The Rolling Stones, Sympathy For the Devil, 1968.
„Nie, wielebny ojcze, ja już widziałem przyszłość. To lepszy świat […]. Widziałem przyszłość i nie jest ona tym, co ojciec mi ofiarowuje”.
– Czy ty mnie słuchasz, Josephie?
– Chrystus nie trzymał się reguł.
Jest rytm. Nie trzeba żadnych rakiet, żeby polecieć na Księżyc. On tu jest, na czubkach twoich palców. Ludwig podróżował we wszechświecie już sto pięćdziesiąt lat temu, podobnie Bach, Pergolesi i Schumann, który wcześnie wyruszył w podróż. […] Wszyscy ci ludzie odbywali długie spacery w stanie nieważkości. Znali sekretne nazwy ciał niebieskich. Nie rozśmieszaj mnie więc swoimi rakietami.
– […] Wiesz, że nie zawsze tu będę.
– Och, proszę pana…
– Milcz. Kiedy mnie już nie będzie, a ty nie będziesz wiedział, jak się zabrać do sonaty, posłuchaj Kempffa. On jest najlepszy. Nawet gdy się myli, ma rację.
– Nie rozumiem.
– Bo nie słyszysz. Beethoven był kompletnie głuchy, kiedy napisał ten utwór. Ale słyszał. To, co gram, a gram dla ciebie jedno z najpiękniejszych Adagiów, jakie kiedykolwiek napisano… […] Żeby tak grać, trzeba polubić to, co jest na zewnątrz. Tam znajdziesz rytm.
Ludwig van Beethoven,
Sonata fortepianowa B-dur, Hammerklavier, Adagio sostenuto,
Wilhelm Kempff (fortepian).
– Pan Rothenberg?
– Właśnie. Umarł.
W pierwszym odruchu chciałem się roześmiać. Oczywiście, że mój dawny mistrz nie umarł. Zbyt wiele rzeczy musiał mi jeszcze wyjaśnić. Na przykład, co miał na myśli, kiedy mówił: „Nie myl rytmu z tempem, głąbie. Rytm nie jest strukturą poziomą, lecz pionową. To unosząca się z ziemi rosa i to, co pozostaje po dzwonie, kiedy przestaje bić. Czy to jasne?”.
„Nie, proszę pana”.
„Wszyscy włoscy malarze znaleźli rytm, a także paru innych, których nazwisko niemal zawsze zaczyna się od van: van Gogh, van Eyck, van Rijn, van der Weyden, znaleźli rytm i ukryli w swoich obrazach. Czy tym razem to jasne?”
„Każdy odpowiada za siebie” nie było dewizą egoistyczną. Chodziło o to, że kiedy już nic nie było ważne, my byliśmy ważni. Że mieliśmy jakąś wartość, nawet rozdarci i zniszczeni, mieliśmy w głębi siebie to coś, co trzeba było chronić.
[…] gram życie i śmierć, jak gdyby były niczym, bo też są niczym. Gram wielkie białe byki, gram zło i radość, które nadają sens naszemu życiu.
Johann Sebastian Bach, sierota, Caravaggio, sierota. Ella Fitzgerald, Coco Chanel, sieroty. Anton Bruckner, Louis Armstrong, Ray Charles, John Lennon, Billy the Kid, Tołstoj, Chaplin, sieroty. I tysiąc twarzy w tej samej chwili, tysiąc twarzy, których nie znamy, w każdym razie jeszcze nie, przyklejonych do zamazanych szyb, twarzy sierot.
Jean-Baptiste Andrea, Diabły i święci,
przeł. Beata Geppert, Znak, Kraków 2025.
(wyróżnienie własne)
Jeśli jednak sądzisz, że się gubię, tracę wątek, opowiadając te historie […], znaczy, że patrzysz ze zbyt bliska. Zezujesz z całych sił i widzisz to samo co ja pięćdziesiąt lat temu.
Spojrzeli po sobie. Ci czterej spędzali życie na spoglądaniu po sobie, żeby nie upaść, tak jak człowiek obraca się do tyłu, by sprawdzić, czy tata, nic nam o tym nie mówiąc, nie przestał trzymać roweru po zdjęciu bocznych kółek i przysiędze, że będzie nas asekurował.
– Tak, uważam, że jesteś piękna.
– Piękna jak?
– Jak c-moll.
C-moll, ulubiona tonacja Beethovena. Klucz, w którym piękno krąży w środku burzy. Jedno nie istnieje bez drugiego.
[…] mówiliśmy sobie: „Wszystko będzie dobrze”, i ten czas przyszły, będzie, zawierał w sobie jedyną przyszłość, o jakiej ośmielaliśmy się rozmawiać.
Rytm. To wtedy go usłyszałem. […] Potem wiatr, potem ogromna przestrzeń między nutami, […] wszystko było powiązane, wszystko było tam, na miejscu, w zasięgu słuchu.
Rytm, coś, co spaja wszystko, dzięki czemu nasze życie stoi na nogach. I wiedziałem, że tym razem go nie zapomnę.
Rzuciłem wyzwanie logice, statystyce, sile ciążenia, które bywają narowiste.
sięgnęłam po tę książkę z powodu fortepianu.
wróć, sięgnęłam po tę książkę z powodu tęsknoty za ścigającymi się po klawiaturze fortepianu twoimi dłońmi, Biały Kruku. wydawało się to tak zwyczajne, jak oczywiste było wtedy, że żyjemy.
228/365
Autor(ka) nie do ustalenia.
*
Przykro mi, gram tylko Beethovena. […]
– To proszę zagrać pierwszą część sonaty Księżycowej – odpowiadasz. – Niech już będzie ten… klasyczny kawałek.
Omal nie powiedziałeś „banalny”, nie byłbyś pierwszy. Rzucasz okiem na zegarek – nie chcesz się spóźnić na kolację na mieście […]. Z uniesionymi dłońmi czekam na właściwy rytm. Lokomotywa TGV osiada na peronie L, sapiąc skrzelami. […] Ciała prostują się i pędzą w kierunku snu, alkoholu, zawału, znużenia, czy ja zresztą wiem. Jest w nich wszystko, nadzieja i rezygnacja. Ty tego nie słyszysz.
Kładę palce na klawiaturze. Wściekłe arpeggia, akordy, presto agitato. Trzecia część, nie ta, o którą prosiłeś, nie lubię tego, co przewidywalne.
•
– Tak, ojcze?
– Muzyka może być krokiem w kierunku Boga. Ostatnim krokiem, kiedy jesteśmy już bardzo blisko. Dla ciebie, który jesteś od Niego daleko, to tylko rozrywka. Przynęta, pokusa.
– Ale Beethoven…
– Beethoven wierzył tylko w siebie. A Bóg, który jest mądry, pomyślał, że człowiek, który Go nie słucha, może ogłuchnąć, że to i tak nic nie zmieni.
•
– Patrzyłeś tylko na nuty? Zacząłeś od pierwszego taktu, nawet się nie zastanawiając, co było przedtem?
– A coś było przedtem? […]
Rothenberg trzepnął mnie po głowie.
– Nie czytałeś na przykład listów Ludwiga do jego przyjaciela Franza Wegelera? […] Nie ma żadnego światła księżyca, to nazwa dodana do sonaty przez jakiegoś kretyna trzydzieści lat później. W tysiąc osiemset pierwszym roku, kiedy Ludwig skomponował ten utwór, księżyc gówno go obchodził, rozumiesz? […]
– Oczywiście, że nie rozumiesz, bo nie czytałeś listów Ludwiga do jego przyjaciela Franza Wegelera! Gdybyś je przeczytał, wiedziałbyś, że w tamtym czasie Ludwig utracił już dużą część słuchu, o czym nie powiedział nikomu z wyjątkiem paru bliskich. Adagio Sonaty nr 14 nie jest żadnym spacerem w świetle księżyca. To marsz pogrzebowy. Lament. To, co słyszymy, to geniusz, który głuchnie!
Rothenberg zamilkł bez tchu.
– Zagraj jeszcze raz. I pilnuj ułożenia rąk, do diaska. Jakbyś w nich trzymał pomarańcze.
Byłem wzburzony, ale posłuchałem. […]
– Nie daję rady, proszę pana. Ręce mi się trzęsą.
– No, wreszcie – odpowiedział mój stary mistrz.
Jean-Baptiste Andrea, Diabły i święci,
przeł. Beata Geppert, Znak, Kraków 2025.
(wyróżnienie własne)
*
Ludwig van Beethoven,
Sonata fortepianowa cis-moll, Księżycowa, Presto agitato,
Wilhelm Kempff (fortepian).
Cotygodniowe odliczanie literek, trzy. Należała się na stosiku czytelniczym. Naczekała się. Wdrapała się na sam szczyt wirtualnej górki do przeczytania, gdy Hannah zapytała: czytałaś?
Przeczytałam. Tylko jedna historia opróżniła mi woreczki łzowe. To rewelacyjny wynik w porównianiu z czwartą częścią cyklu, ale żadne osiągnięcie w porównaniu z pierwszymi trzema „tomami”.
Ludzie, którzy postanawiają wrócić do przeszłości, choć znają skomplikowane zasady i są świadomi ryzyka, muszą mieć ważny powód.
☕
– No więc kto pani zdaniem mógł odnaleźć szczęście? Dziewczyna, która nie miała szansy się z panią zobaczyć, czy ta, która miała?
– Dziewczyna, która nie miała szansy się ze mną zobaczyć, czy ta, która miała…?
Hirai wydmuchała dym, jak gdyby chciała powiedzieć: „Reszty domyśli się pani sama”. […]
Kiedy Tsumugi się nad tym zastanowiła, stwierdziła, że różnica była ogromna.
☕
Wypowiedzenie słów „Podobasz mi się” powinno być proste, ale wygląda na to, że serca wszystkich ludzi otacza potężny mur. Nie jest to bariera fizyczna, lecz emocjonalna. Kiedy wchodzimy w interakcje z innymi ludźmi, hamujemy się, bo nie wiemy, co jest po drugiej stronie muru.
My, ludzie, mamy z natury tendencję do strachu przed nieznanym i z tego powodu wielu z nas się waha. […] Gdyby ludzie mogli zobaczyć, co kryje się w twierdzach innych osób, i zrozumieć ich emocje, może zburzyliby swoje mury. Mury te są zbudowane przede wszystkim z lęku przed odrzuceniem, a zawód miłosny sprawia, że stają się jeszcze wyższe.
☕
Oczywiście podróżowanie w czasie musiało być ryzykowne. W pewnym sensie było to logiczne. W końcu cuda się zdarzają, ale wiąże się z nimi ryzyko.
– Zrozumiałem.
☕
Na tym świecie zdarzają się niezliczone sytuacje, w których logiczne rozumowanie nie zawsze prowadzi do dobrej odpowiedzi.
☕
Ludzie ciągle zmieniają nastawienie. Niezależnie od tego, jak silne jest nasze postanowienie, czasem najbłahsze wydarzenie może wywołać wątpliwości. A kiedy wątpliwości ujrzą światło dzienne, mogą być trudne do stłumienia, nawet jeśli mocno się staramy. To tak, jakby nagle pojawiła się inna wersja nas, prezentująca przeciwne poglądy niż jeszcze kilka sekund wcześniej.
☕
Istnieją dwie odmiany żalu: żałujemy swoich czynów i straconych szans.
Kiedy żałujemy, że coś zrobiliśmy, wynika to albo z tego, że nie możemy tego cofnąć, albo z fatalnych skutków, kiedy na przykład zranimy kogoś nietaktowną uwagą albo kiedy czujemy się okropnie, wyznawszy komuś miłość.
Kiedy natomiast żałujemy, że czegoś nie zrobiliśmy, ma to związek z niewypowiedzianymi słowami albo z niewyznaną miłością.
☕
W życiu często zdarza nam się, że czegoś żałujemy, ale nie da się tego cofnąć. W większości chodzi o coś, co robimy w chwili złości. Rozwiązanie konfliktów […] niekiedy wymaga dużo czasu. Niezależnie od tego, jak bardzo żałujemy swoich słów lub zachowań, zadane przez nas emocjonalne rany nie zagoją się, jeśli uczucia zranionej osoby się nie zmienią.
☕
[…]
czternastego lutego, czyli w walentynki. W Japonii w tym dniu kobiety wyrażają swoje uczucia wobec mężczyzn, dając im czekoladki. Mężczyźni z kolei odwdzięczają się kobietom miesiąc później, w Biały Dzień.
Początki tradycji walentynek sięgają trzeciego wieku w starożytnym Rzymie. Cesarz zabronił wówczas swoim żołnierzom się żenić, ponieważ uważał, że prędzej zdecydują się na dezercję, niż zostawią swoje ukochane. Dobroduszny kapłan Walenty współczuł im i dlatego udzielał ślubów w tajemnicy. Kiedy cesarz się o tym dowiedział, był wściekły. Ostrzegał Walentego, ale kapłan w dalszym ciągu stawał w obronie miłości. Nieposłuszeństwo kosztowało go życie. Z czasem ludzie postanowili upamiętnić odwagę Walentego i nazwali dzień jego egzekucji „dniem Świętego Walentego”.
Ponadto w dawnym kalendarzu księżycowym czternastego lutego wypadał początek wiosny, pory roku, w czasie której ptaki dobierają się w pary.
☕
Każdemu zdarzają się chwile, w których nie jest się w stanie powiedzieć: „Kocham cię”. Ale co by było, gdyby naprawdę dało się czytać innym ludziom w myślach?
☕
– …Yu.
– Co?
– Yu, czyli „delikatna”.
– Yu?
Riuji odpowiedział niemal natychmiast.
– Myślałem o tym imieniu od samego początku.
☕
Czas płynął nie tylko w teraźniejszości, lecz również w przeszłości, zmierzając ku przyszłości.
Toshikazu Kawaguchi, Zanim zapomnimy o życzliwości,
przeł. Joanna Dżdża,
Grupa Wydawnicza Relacja, Warszawa 2025.
Nareszcie te uczucia…
☕
Niech pani będzie szczera. I proszę pamiętać, że prawdopodobieństwo można zwiększyć. Im więcej razy próbujemy, tym większe mamy szanse. Im więcej się wahamy, tym więcej tracimy. Rozumie pani?
☕
– To, czego doświadczyłam… to nie był sen, prawda?
– Nie wierzy pani, że to się wydarzyło?
– Nie, chcę wierzyć, że to była prawda.
– W takim razie nawet gdyby to, co pani zobaczyła, było snem, to i tak stanowiłoby to część pani życia, prawda?
☕
W życiu są tylko dwie drogi: zrobić coś albo tego nie zrobić. Ludzie muszą wybrać jedną z nich.
☕
Co mogę powiedzieć, żeby ukoić twoje życzliwe serce?
(tamże)
*
Funiculì funiculà*,
Luigi Denza (kompozytor),
Giuseppe Turco (tekst),
Andrea Bocelli (tenor).
__________
* neapolitańska pieśń napisana w 1880 roku z okazji inauguracji kolei linowo-terenowej, prowadzącej na szczyt Wezuwiusza (źródło).
Po smutku nadszedł czas refleksji, że skoro on był, to znaczy, że jest wdzięczność i tęsknota za czymś dobrym.
Marta Lau, On nigdy taki nie był,
Wielka Litera, Warszawa 2025.
*
Astor Piazzolla, Oblivion,
James Crabb (akordeon), Benjamin Martin (fortepian),
Richard Tognetti (skrzypce),
Australian Chamber Orchestra. White Raven’s Liked List ♥
Daj znaleźć drogę
lub daj choć nie zbłądzić.
I światło daj,
ale takie, żeby nie oślepnąć.
Daj taką wiarę,
która nie daje pewności siebie.
Daj taką siłę,
która tylko broni.
Daj taki rozum,
którego nie opuszczą zmysły.
Jarosław Borszewicz, Mroki,
Wydawnictwo Iskry, Warszawa 2015.
*
J.S. Bach, Nun komm, der Heiden Heiland, BWV. 659,
Vladimir Horowitz (fortepian),
Ferruccio Busoni (transkrypcja). White Raven’s Liked List ♥
[żałoba]
staje się łatwiejsza do opanowania dzięki zielonym pędom nowego życia rosnącym wokół niej. Zmarli zawsze są obok nas. Gdy o nich myślimy, z czasem ból słabnie, a nasze zainteresowania, przyjaźnie i poczucie sensu się rozwijają, częściowo nadal dzięki ich wsparciu.
*
[…] poza workiem tkanek, słabości i nadziei, z których się składamy, coś po nas przecież zostaje.
[…] doświadczamy miłości, transcendencji, zachwytu, wdzięczności oraz jedności z innymi i choć to niczego nie dowodzi, sprawia, że wcale nie jest głupio wierzyć, że istnieje coś poza nami.
*
[…]
wszyscy jesteśmy tylko liśćmi na tym samym drzewie, które najpierw się rozwijają, potem opadają i gniją, jednak pozostają częścią trwałej niewysłowionej całości.
Simon Boas, Poradnik umierania dla początkujących,
przeł. Dobromiła Jankowska, Angora, Warszawa 2025.
[…] niestrudzenie ćwiczyłem na fortepianie Arię z Wariacji Goldbergowskich. Bardzo trudne przedsięwzięcie dla kogoś, kto nigdy nie miał lekcji gry na fortepianie. Przy instrumencie czułem się jak dziecko, które po raz pierwszy uczy się pisać. Nauka pisania ma w sobie coś z modlitwy. Minęły ponad dwa lata, zanim udało mi się zagrać całą arię z pamięci. Od tamtej pory powtarzam ją jak modlitwę.
Byung-Chul Han, Nie(do)rzeczy, przeł. Marcin J. Leszczyński,
Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego, Łódź 2023. (wyróżnienie własne)
J.S. Bach, Wariacje Goldbergowskie, Aria + wybór wariacji, Samuele Telari (akordeon). White Raven’s Liked List ♥
prawe 35 lat temu od Twojej, Biały Kruku, szwagierki dostałam powieść o debussym. rzuciłam jej czytanie, wstrząśnięta tym, jak młody claude potraktował kobietę, ale teraz nie jestem już pewna swojej pamięci, może to jej ruch mną wstrząsnął. za to dokładnie wiem, gdzie dziś w domowej bibliotece stoi ta książka. łomolę clair de lune i myślę sobie, że chyba już czas, by wrócić do tej lektury.
47/365
Autor(ka) nie do ustalenia.
Śmierć jest szczególnym sposobem bycia. Jako „tajemnica bycia” śmierć sięga głęboko w życie. Jest „relikwiarzem niczego, mianowicie tego, co pod każdym względem nigdy nie jest po prostu bytem, lecz co mimo wszystko istotnieje, nawet jako tajemnica samego bycia”. Śmierć oznacza, że człowiek jest w związku z tym, co niedostępne i zupełnie inne, co nie pochodzi od niego.
Byung-Chul Han,
Społeczeństwo zmęczenia i inne eseje, przeł. Rafał Pokrywka,
Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2022.
(wyróżnienie własne)
*
Claude Debussy, Clair de lune [z:] Suite bergamasque, Alice Sara Ott (fortepian), White Raven’s Favorites Playlist 2022, #56.
łańcuch skutków płynnie stających się przyczynami: połamana w maju ręka na wiele tygodni zatrzymała mnie w łóżku; uwięziona w pozycji horyzontalnej oglądałam z fanem siatkówki mecz za meczem; oglądanie siatkówki wyhodowało we mnie kibickę; kibicka w zeszłym tygodniu tę konkretną aranżację najsłynniejszej na świecie arii wydłubała z kanału sportowego, na którym śledzić można wszystkie siatkarskie potyczki.
nieprzypadkowo dobrane instrumenty tak pięknie i nieśpiesznie zabierają głos, by o głębi barwy dźwięków wspomnieć, wspaniałe staccato, wyśmienicie brzmiące pauzy. podobałoby Ci się, Biały Kruku?
16/365
Georges Bizet,
Habanera [z:] Carmen,
Abaco Tango Club.
Tego, kogo kiedyś głęboko kochaliśmy, nigdy nie stracimy, bo wszystko, co głęboko kochamy, staje się częścią nas.
Hadley Vlahos, Pomiędzy. Niezapomniane spotkania
u kresu życia, przeł. Agnieszka Górczyńska,
Wydawnictwo Helion, Gliwice 2024.
*
Antonín Dvořák, Cygańskie melodie, op. 55, B. 104, 4. Als die alte Mutter, Tine Thing Helseth (trąbka),
Royal Liverpool Philharmonic Orchestra,
Eivind Aadland (dyrygent). White Raven’s Liked List ♥