Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książka roku 2018. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książka roku 2018. Pokaż wszystkie posty

piątek, listopada 23, 2018

3094. O skończoności

 wpis przeniesiony 12.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Wpadła mi w ręce osiem dni temu. Do wtorku nie przyznałam się nikomu, że ją czytam. Wydzielałam sobie kolejne podrozdziały, ale i tak je połykałam. Po każdej części robiłam sobie przerwę na opadnięcie wewnętrznych fusów wrażeń.

Skończyła się czytać dwa dni temu. Książka o umieraniu, która rodzi wielki spokój (we mnie). Obowiązkowa, by (na przykład) przestać się bać; cenić bardziej wszystko to, co jeszcze na jakiś (skończony) czas mamy do swojej dyspozycji.

[…] cztery fundamentalne wartości, którymi są miłość, przebaczenie, skrucha i wdzięczność, wspierają, naprawiają i wzmacniają relacje międzyludzkie.

*

W większości przypadków w życiu umieranie to długi proces. […] Jednak wymownym hasłem, pod którym on przebiega, jest właśnie „życie”, a nie „umieranie”.

*

Trudno jest zrobić krok w tył i nabrać perspektywy. Potrzeba do tego mądrości, by przyjąć, że może istnieć inny sposób spojrzenia na sytuację, a także pokory, by być gotowym do przeanalizowania swojego punktu widzenia i ewentualnej zmiany go. Może to przyjść nam łatwiej, jeśli ogólnie podchodzimy do życia z postawą raczej zaciekawienia niż pewności, że wiemy wszystko z góry, zaintrygowani tym, co możemy odkryć wokół siebie i o sobie. […]
     […] dar, jaki niesie nabranie dystansu — nowy ogląd czegoś, co zdaje się znajome i świetnie znane.

*

[…] każdy dzień jest nowy, jak prezent, i staramy się sprawiać, by każdy był wartościowy.

*

Choroba stała się „bitwą”, a chorych, leczenie i jego skutki opisuje się kolejnymi militarnymi metaforami. Bez względu na pięknie przeżyte życie, na to, że człowiek może być w pełni zadowolony ze swoich osiągnięć i syty wielorakich, zaznanych przez dziesięciolecia doświadczeń – w końcówce życia często mówi się o nim, że „przegrał bitwę”, a nie że po prostu umarł.
     Odzyskanie języka, którym można by mówić o chorobie i umieraniu, umożliwia nam prowadzenie bezpośrednich, niezawoalowanych rozmów na te tematy
.

*

Ludzie potrafią dużo znieść. Przystosowujemy się do przeciwności i znajdujemy sposoby utrzymania możliwie największego spokoju ducha. […] Każdy lubi robić wszystko po swojemu. Stosuje się to także do umierania.

*

Otwartość w rozmowie odbiera moc przesądom i strachowi, a także pozwala na wzajemną szczerość w momencie, gdy zachowywanie pozorów i motywowane najlepszymi intencjami kłamstwa mogą nas od siebie oddalać, prowadząc do bezpowrotnej utraty cennego czasu.

*

     — Czy myślisz, że jesteś w stanie porozmawiać o tym, co się właśnie stało?

*

Nie daje się zgadnąć myśli drugiego człowieka, zastanawiającego się nad swoim końcem. W opiece paliatywnej nauczyliśmy się, by niczego z góry nie zakładać, tylko pytać. Co ciekawe, ludzie chętnie odpowiadają na te pytania, kiedy zaś dzielą się swoim ciężarem, często w samych sobie odkrywają mądrość i myśli, które pomagają im żyć dalej.

*

Jakie proporcje widzisz między ilością czasu pozostałego do przeżycia a jakością prowadzonego życia?

*

Jak adekwatnie odbieramy sytuacje, w które sami jesteśmy głęboko zaangażowani emocjonalnie? Czy nasze własne założenia i uczucia nie stanowią pryzmatu zabarwiającego nasze wrażenia oraz interpretację wszystkiego, co widzimy i słyszymy?

*

—Wielu ludzi nie chciałoby żyć w takim stanie.
     Ujjal przyznał, że nie chce żyć w takim stanie — to nie był jego wybór. Ale jeżeli jedyną możliwością życia jest pozostanie w takim stanie, chce, by tak było, i życzy sobie wracać do domu
.

*

[…] w konfrontację z Wielkimi Sprawami wszyscy wnosimy własne myśli i oczekiwania. Bez względu na to, czy chodzi o narodziny, śmierć, miłość, utratę czegoś czy przełomową zmianę, każdy człowiek porządkuje swoje doświadczenia przez pryzmat tego, co mu już wiadomo.

*

A niekiedy szczęśliwy traf po prostu otwiera drzwi do niewyobrażalnego.

*

Jesteśmy świadomi swego istnienia jako osoby i staramy się wydobyć jednostkowy sens z galimatiasu życiowych doświadczeń. Większość ludzi przyjmuje pewien układ odniesienia, który pozwala im rozpoznawać i reagować na wartości dające im poczucie celowości. […] Bez względu na konkretne punkty odniesienia to poszukiwanie „sensu, który mnie jednocześnie przerasta i zawiera”, jest metafizycznym konstruktem, stanowiącym duchowy wymiar bycia człowiekiem.

*

Słowa mają potężną moc. Gdy coś mówimy, zakładamy, że słuchacz interpretuje je zgodnie z naszymi intencjami, ale nie zawsze się tak dzieje.

*

Jakie wartości kierują twoimi życiowymi decyzjami? […] Czy osądzasz siebie równie wyrozumiale jak innych ludzi? Czy chciałbyś coś zmienić, by twój sposób życia lepiej pasował do twoich wartości i przekonań? Jaki pierwszy krok mógłbyś postawić?

*

Punkt ciężkości przesuwa się ze „mnie” na „każdego” i „wszystko”. Mieści się w tym również wyrozumiałość dla siebie, zdolność dostrzegania i wybaczania własnych błędów z taką samą wrażliwością, z jaką ci przemienieni ludzie w drugiej fazie życia wybaczają błędy innym.

Kathryn Mannix, Ostatnie chwile. Bardzo ludzkie historie,
przeł. Dariusz Rossowski, Feeria, Łódź 2018.

niedziela, czerwca 10, 2018

2904. Pawłowicz Cię kocha! (#1)

Czytałam tamtą wolniej i wolniej, bo robiłam wypady w świat trzech esejów.

Wszystkie trzy doskonałe, choć pierwszy zrobił na mnie największe wrażenie — pewnie dlatego, że ciału najbliższa koszula, a materii na fanatyków w naszym kraju ile dusza zapragnie.

Czytałam, zachwycałam się i doigrałam się. Dowiedziałam się, że Poseł (ona nie życzy sobie "posłanki") Pawłowicz kocha mnie. Kaja Godek kocha mnie. Poseł Pawłowicz kocha Ciebie i Kaja Godek też Ciebie kocha. One kochają Wszystkich i my wszyscy jesteśmy sami sobie winni tego stanu rzeczy — co oczywiście należało udowodnić, amen.

ISIS kocha cię z całego serca. Al-Kaida jest bez reszty oddana pragnieniu, by cię wybawić z moralnego upadku. Ku Klux Klan, organizacja Lehawa czy bandziory z Noar ha-Gwaot ryzykują życie — a nawet je poświęcają — nie dla samych siebie, lecz z myślą o tobie. Aby cię wyzwolić, nawet jeżeli obecnie jesteś jeszcze zaślepiony i niezdolny pojąć, co dla ciebie dobre. Zostali przysłani przez Boga albo Ideę, aby rzucić ci linę ratunkową. Nie odtrącaj tej liny, bo będą zmuszeni cię skrzywdzić. Dla twojego dobra. Nie ma na całym świecie nikogo, kto by cię kochał z takim oddaniem i żarliwością jak fanatycy. Pewnego dnia spadną ci łuski z oczu, a wtedy zobaczysz światło i jeszcze będziesz im za to wszystko wdzięczny.

*

Fanatyk stale, bez ustanku śpieszy, by rzucić ci się na szyję, aby cię zbawić, ponieważ kocha cię bezinteresowną miłością.
     Lub też na odwrót, łapie cię za gardło i dusi, bo niestety przekonał się, że jesteś naprawdę, ale to naprawdę niezbawialny. Stracony. I dlatego, choć z żalem, ma obowiązek cię znienawidzić i usunąć z tego świata. (W gruncie rzeczy „rzucić się na szyję” i „złapać za gardło” to czynności anatomicznie bardzo do siebie zbliżone
).

*

[…] fanatyk jest zdumiewającym altruistą, człowiekiem wyzbytym egoizmu: interesuje się tobą znacznie bardziej niż samym sobą. Dniem i nocą pragnie ocalić twoją duszę, oswobodzić cię z kajdan, wydobyć z mroków ku wielkiej światłości, wyzwolić raz na zawsze od błędu i grzechu. Już pędzi, by wziąć cię w objęcia, ocieka mieszaniną świętego gniewu i czystej słodyczy, jest niemal chory z troski o ciebie, przepełnia go chęć, by zmienić sposób, w jaki się modlisz (albo to, że się nie modlisz), twój nałóg palenia, nawyki wyborcze, żywieniowe, priorytety, cały twój, jakże szkodliwy, tryb życia. Jedynym życzeniem fanatyka jest chwycić cię w ramiona, tak byś się z nich nie wyrwał, i zaraz wydobyć cię z nizin, w których tkwisz, we wspaniałe i wzniosłe miejsce, które on już odkrył i odtąd przebywa tam na wyżynach, dokąd ty też musisz — naprawdę musisz — natychmiast się wspiąć. Dla własnego dobra. I tylko dla niego.

*

Fanatycy wszelkiej maści, w każdym czasie i miejscu, brzydzą się zmianą, boją się jej i podejrzewają, że to nic innego jak zdrada, wynikająca z mrocznych i niskich pobudek.
     […] są na świecie rzeczy, które można co prawda widzieć tak, ale też zupełnie inaczej.

*

Fanatyk jest chodzącym wykrzyknikiem. Lepiej, by walka z fanatyzmem nie polegała na postawieniu przeciwnego wykrzyknika. Stawić czoło fanatyzmowi nie oznacza unicestwić wszystkich fanatyków, lecz raczej uważnie zająć się tym małym fanatykiem, który kryje się, mniej lub bardziej, w duszy wielu z nas; oznacza też pożartować trochę z własnych wykrzykników. A także zaciekawić się i zajrzeć od czasu do czasu nie tylko w okno sąsiada, ale przede wszystkim zobaczyć, jak przedstawia się rzeczywistość widziana z jego okna, bo z konieczności jest ona inna niż ta, którą można zobaczyć z własnego.

*

Odporność na fanatyzm wiąże się też z gotowością […] do życia z pytaniami i wyborami, których rozstrzygnięcie kryje się daleko za mgłą na horyzoncie.

*

Kiedy byłem małym chłopcem, babcia Szlomit wyjaśniła mi, jaka jest różnica między Żydem a chrześcijaninem: „Chrześcijanie — powiedziała — wierzą, że Mesjasz już tu kiedyś był i że pewnego dnia do nas wróci. My, Żydzi — ciągnęła — wierzymy, że Mesjasz jeszcze nie przyszedł, ale pewnego dnia na pewno przyjdzie. Ten spór — myślała babcia na głos — sprowadził na świat tak wiele nienawiści i gniewu, prześladowania Żydów, inkwizycję, pogromy, masakry. Ale właściwie dlaczego? — spytała. — Dlaczego się wszyscy nie umówimy, Żydzi i chrześcijanie, że na razie poczekamy cierpliwie i zobaczymy, co się stanie? Jeśli któregoś dnia Mesjasz przyjdzie i powie: «Dawno się nie widzieliśmy, tak się cieszę, że znowu was widzę», to Żydzi będą musieli się przyznać do błędu. Ale jeżeli powie po przybyciu: «How do you do, miło was poznać», wówczas cały świat chrześcijański będzie musiał przeprosić Żydów. Do tego czasu — zakończyła babcia — aż do przyjścia Mesjasza, może byśmy tak po prostu żyli i dali żyć innym?”.
     Istotnie, babcia Szlomit była uodporniona przynajmniej na kilka rodzajów fanatyzmu
.

*

Niekiedy ta choroba zaczyna się od dość niewinnych objawów: nie od ucinania głów, wysadzania samochodów pułapek czy palenia domów wraz z mieszkańcami, lecz w kręgu rodziny — fanatyzm zaczyna się w domu. Łagodne objawy, dobrze nam wszystkim znane, polegają na powszechnej skłonności do tego, by odrobinę zmienić swoich najbliższych, własne dzieci, brata i siostrę, partnerkę i partnera, sąsiadów — zmienić dla ich własnego dobra.

Amos Oz, Do fanatyków. Trzy refleksje,
przeł. Leszek Kwiatkowski, Rebis, Poznań 2018.
(wyróżnienie własne) [#2, #3]

2903. Polska Izraelem Europy (#2)

#2. To esej, w którym łatwo było mi zgubić się w zdobyczach kultury i artefaktach historycznych. Miło było się odnaleźć, znajdując w sobie podobne doświadczenia, choć rekwizyty różne. Było ciut smutno odnaleźć się, widząc odniesienia do państwa polskiego, które niby jest, które całkiem na serio próbuje nam wmówić, że światło jest tylko jedno… purpurowe.

Jeszcze przed powstaniem państwa spytano Chaima Weizmana, kiedy wreszcie powstanie państwo żydowskie. Swoją odpowiedzią wprawił słuchaczy w zdumienie: „Nigdy”. Po czym wyjaśnił z uśmiechem: „Jeżeli powstanie państwo, nie będzie ono żydowskie. A jeśli będzie żydowskie — nie będzie to państwo…”.

*

[…] zostać, nie wychodzić. Tożsamość ma znaczenie tylko i wyłącznie wtedy, gdy drzwi wyjściowe są otwarte na oścież. Tylko wtedy, gdy istnieje wolność wyboru. Tylko gdy każdy dobrowolnie postanawia utrzymać własną tożsamość i jej nie zmieniać.

*

Demokracja i pluralizm to w gruncie rzeczy popularne sposoby wyrażania idei świętości życia, równej wartości ludzi oraz tego, że „Każdy, kto ocala jedno życie, ten według Pisma jakby ocalił cały świat.

*

Filozof Isaiah Berlin uczy nas, że kwestią sporną dla samych demokratów jest pytanie o to, czy wolność polityczna jest co do zasady negatywna („żyj i pozwól żyć innym”), czy też pozytywna („żyj właściwie, aby być prawdziwie wolnym”).

*

Przykro mi patrzeć, jak bardzo umniejsza własną wartość wielu ludzi niereligijnych wobec „autentyczności” najrozmaitszych religijnych gorliwców.

*

Nowoczesna demokracja wypływa z humanizmu. Nie ma żadnej sprzeczności między judaizmem a humanizmem. […] rabbi Nechemia w siedmiu cudownych słowach ujmuje samo sedno idei humanizmu: „Jeden człowiek wart jest całego dzieła stworzenia”. (Proszę zwrócić uwagę — rabbi Nechemia mówi „jeden człowiek”, w żadnym razie nie „jeden człowiek z Izraela”. Ale w żydowskim świecie były i wciąż są obecne całkiem inne głosy, w tym pełne wyniosłości i ksenofobii). Humanizm wiąże się też z pluralizmem, to znaczy z uznaniem równego dla wszystkich ludzi prawa do tego, by różnić się od siebie, oraz tego, że każda osoba jest całym światem mającym prawo do godnej egzystencji. Podobnie jak redukuję czasami w myślach wszystkie przykazania do jednego, „nie będziesz zadawał bólu”, tak też jestem gotów niekiedy zredukować humanizm i pluralizm do jednej prostej formuły: uznać równe prawo ludzi do bycia różnymi.”

*

Niektórzy dniem i nocą kładą nam do głowy, że „w jedności nasza siła”. Nasza siła rzeczywiście tkwi w zjednoczeniu wokół prawa do bycia różnymi. Różność nie jest przejściowym złem, lecz źródłem błogosławieństwa. Różnica zdań nie jest uciążliwą słabością, lecz życiodajnym klimatem dla wzrostu kreatywności. Różnimy się między sobą nie dlatego, że niektórzy z nas jeszcze nie dostrzegają światła, ale dlatego, że na świecie jest wiele świateł, nie jedno. Wierzenia i opinie, a nie wiara i opinia.

*

Najniżej w tej skali są ci najgorsi, najbardziej nieżydowscy, najgorsze szkodniki, ostatni motłoch, najwięksi goje – czyli lewacy, którzy bezustannie dążą do pokoju, nie przestają bronić praw człowieka, nie dają w spokoju wyrządzić jakiejś małej krzywdy albo dopuścić się odrobiny nacjonalistycznego wyzysku i nie przestają drzeć nam się do uszu: „O sprawiedliwość, li tylko o sprawiedliwość będziesz zabiegał”, „Jednakowe prawo i jednakowy przepis będzie dla was i dla cudzoziemca przebywającego u was”, „Nie zabijaj”, „Szukaj pokoju, idź za nim!”. A kiedy zabieramy się do eksmitowania paru członków rodzin zamachowców albo stosowania odpowiedzialności zbiorowej wobec całej arabskiej wsi, ci lewacy zaczynają nam ględzić o jakichś obcych pomysłach w rodzaju „każdy za własny grzech śmierć poniesie”.
     Skąd, do cholery, ci goje biorą całe to swoje pięknoduchostwo
?”

*

[…] relacja do innego jest zawsze żywotnym czynnikiem naszego samookreślenia.

Amos Oz, Do fanatyków. Trzy refleksje,
przeł. Leszek Kwiatkowski, Rebis, Poznań 2018.
(wyróżnienie własne) [#1, #3]

2902. Żyd najgorszego sortu (#3)

#3. Z pewnością Amos Oz jest Żydem gorszego sortu. Przytomnie patrzy. Pięknie pisze przemyślane wystarczająco. Nie poniża werbalnie. Nie jest postrzelony pięcioma gramami racji najmojszej. Tylko czemu Jego fanatycy, choć w cieplejszym klimacie chowani, nie różnią się od naszych rodzimych? No czemu?

Nie, my i Palestyńczycy nie możemy stać się jutro „jedną szczęśliwą rodziną”. Potrzebujemy dwóch państw. Z czasem być może przyjdą współpraca, wspólny rynek, federacja. Ale na pierwszym etapie nasz kraj musi być domem dwurodzinnym, ponieważ my, izraelscy Żydzi, nigdzie się stąd nie ruszymy. Nie mamy dokąd. I ponieważ Palestyńczycy też nigdzie się stąd nie ruszą. Też nie mają dokąd. Nasza waśń z Palestyńczykami w swojej istocie nie jest hollywoodzkim westernem, gdzie dobrzy walczą ze złymi, lecz tragedią z konfliktem dwóch racji. Tak napisałem bez mała pięćdziesiąt lat temu i wierzę w to także dzisiaj. Konflikt dwóch racji, a często, niestety, również dwóch niesprawiedliwości.

*

Stojąc przed oznakowanym przejściem dla pieszych, z pewnością mam prawo przejść przez jezdnię. Jeśli jednak widzę ciężarówkę pędzącą ku mnie z prędkością stu kilometrów na godzinę, mam też pełne prawo odstąpić od swoich praw i nie przechodzić. Nasi fanatycy są przekonani, że jest naszym religijnym obowiązkiem zamknąć oczy na niebezpieczeństwa i przejść przez ulicę, a z nieba przyjdzie wybawienie.

*

Nasi fanatycy mówią, nie bez szczypty złośliwej uciechy: „Wy, żydowscy Izraelczycy, którym tak zależy na demokracji, będziecie teraz musieli o niej zapomnieć. Jeśli nie chcecie tu żyć w państwie arabskim pod rządami arabskiej większości, będziecie musieli w końcu zrezygnować z ukochanej demokracji, praworządności, Sądu Najwyższego i przywyknąć do życia pod żydowskimi rządami rabinów ze wzgórz. Nie podoba się? Możecie się stąd wynosić, dokąd chcecie. Znikajcie nam już z oczu”.

*

Ktoś, kto jak ja widział na własne oczy powstanie Państwa Izrael zaledwie trzy lata po ludobójstwie dokonanym na europejskich Żydach przez niemieckich nazistów, nie tak szybko kupi pojęcie „nieodwracalności”. Kto widział, jak Charles de Gaulle, bohater francuskiej prawicy, przyznaje niepodległość Algierii, która była przyłączona do Francji i gdzie mieszkały setki tysięcy fanatycznych francuskich osadników, nie tak szybko kupi pogróżki wygłaszane przez proroków „nieodwracalności”. […]
     Nieodwracalna jest chyba tylko śmierć, a i o tym pewnego dnia jeszcze przyjdzie nam się przekonać na własnej skórze.

*

Teraz pora na małe wyznanie: kocham Izrael nawet wtedy, gdy nie mogę go ścierpieć. Jeżeli jest mi sądzone upaść któregoś dnia na ulicy, chcę, by się to stało w Izraelu. Nie w Londynie, nie w Paryżu, Berlinie ani Nowym Jorku. Tutaj zaraz podejdą obcy ludzie i mnie podniosą (a kiedy stanę z powrotem na nogi, z pewnością niemało będzie takich, co się ucieszą, widząc, jak znowu upadam).
     Lękam się bardzo o przyszłość. Boję się i wstydzę polityki rządu. Boję się fanatyzmu i przemocy, które coraz bardziej się u nas panoszą, i również za nie mi wstyd. Ale dobrze mi być Izraelczykiem. Dobrze mi być obywatelem państwa, w którym żyje osiem i pół miliona premierów, osiem i pół miliona proroków, osiem i pół miliona mesjaszy. A każdy z nas ma własną receptę na odkupienie albo przynajmniej rozwiązanie. Wszyscy krzyczą, a tylko niewielu słucha. Nie jest tu nudno. Izrael bywa co prawda denerwujący, oburza, rozczarowuje, czasami rodzi frustrację i złość, ale nieraz fascynuje i porywa. Tego, co zobaczyłem tu w czasie swojego życia, jest i znacznie mniej, i znacznie więcej, niż śniło się moim rodzicom i dziadkom
.

Amos Oz, Do fanatyków. Trzy refleksje,
przeł. Leszek Kwiatkowski, Rebis, Poznań 2018.
(wyróżnienie własne) [#1, #2]

środa, czerwca 06, 2018

2895. Między setami

Jeśli chcemy wziąć się za łby, mamy kilka ulubionych planszy: konflikt izraelsko-palestyński; podatki: przywilej czy kara?; jednostka, wspólnota i ich dobro; dochód podstawowy.

Rozgrywki od lat kończą się zawsze tak samo — wybieramy się ochoczo na rekonesans mentalny do drugiego obozu, ale finalne oboje zostajemy przy swoim zdaniu z kiepsko ukrywanym poczuciem wyższości. I już. I koniec. I kropka. Gem. Set. Mecz.

Dziś rano Sadownik zapytał mnie, czy widziałam, co mi przysłał. Zobaczyłam. Pamiętaj,  T O  ja ci przysłałem, dodał. Pamiętam i chylę czoła.

Prawdziwy postęp zaczyna się od tego, czego nie może dać sama wiedza ekonomiczna, czyli od mądrości mówiącej nam, co znaczy żyć dobrze.

Rutger Bregman, Utopia dla realistów. Recepta na idealny świat,
przeł. Sławomir Paruszewski, Czarna Owca, Warszawa 2018.

wtorek, czerwca 05, 2018

2894. Czekając na partię polityczną

Nabyłam tę książkę przez „przypadek” — książki wydawnictwa były w ogromnej promocji. Ta pozycja rozpoczyna stosik zakupionych wtedy ibuków. Od wczoraj czekam na partię polityczną, która tę książkę przeczyta ze zrozumieniem.

[…] utopie zawsze mówią więcej o czasach, w których zostały wymyślone, niż o samej przyszłości. Utopijna Kraina Obfitości mówi nam wszystko o życiu w średniowieczu. Było ono nędzne. Prawie zawsze i prawie wszędzie. […]
     Proste pragnienia rodzą proste utopie. Jeśli jesteś głodny, marzysz o wystawnej uczcie. Gdy jest ci zimno, pragniesz ogrzać się przy ognisku, a gdy zaczyna ci doskwierać coraz więcej dolegliwości, marzysz, aby być wiecznie młodym. Te wszystkie pragnienia miały kiedyś swoje odzwierciedlenie w utopiach, które zostały wymyślone, gdy życie było ciężkie, brutalne i krótkie
.

*

W rzeczywistości ludzie powinni wrócić do szkół
i przemyśleć ponownie to, o czym marzyli,
zanim pojawił się ktoś,
kto kazał im zarabiać na życie
.

Richard Buckminster Fuller (1895–1983)

*

Istnieje jednak zasadnicza różnica pomiędzy ludźmi, którzy mają bardzo dużo zajęć, a tymi żyjącymi w ubóstwie: od ubóstwa nie można sobie zrobić przerwy.

*

[…] ubóstwo nie jest brakiem charakteru, lecz brakiem pieniędzy.

*

[George Orwell t]wierdzi, że sednem ubóstwa jest to, że „unicestwia przyszłość”. Pozostaje jedynie trwanie tu i teraz. Dziwi się również, że „jeśli czyjeś dochody spadną poniżej pewnego minimum, inni uznają, iż mają prawo wygłaszać doń kazania i odprawiać mu modły nad głową”.

*

Choroby psychiczne, otyłość, zanieczyszczenie środowiska, przestępczość — im tego więcej, tym lepiej dla PKB. To właśnie kraj z największym na świecie PKB per capita, czyli Stany Zjednoczone, jest jednocześnie liderem, jeśli chodzi o problemy społeczne.
Jak mówi pisarz Jonathan Rowe: „Dla PKB najgorsze są w tym kraju rodziny, które w istocie funkcjonują jak na rodzinę przystało — same gotują sobie obiady, później idą razem na spacer i ze sobą rozmawiają, a nie hodują dzieci w taki sposób, aby dawały sobie radę w świecie zdominowanym przez kulturę masową
”.

*

Gdy jest się opętanym wydajnością i produktywnością, trudno dostrzec prawdziwą wartość nauczania i opieki zdrowotnej. Właśnie dlatego tak wielu polityków i podatników zwraca uwagę jedynie na koszty. Nie rozumieją, że im państwo bogatsze, tym więcej pieniędzy powinno wydawać na nauczycieli i lekarzy. Wzrost takich wydatków traktuje się nie jako błogosławieństwo, lecz jako chorobę.
     Jeśli jednak wolimy zarządzać szkołami i szpitalami w taki sposób, jakby to były fabryki, możemy być pewni, że koszty opieki zdrowotnej i nauczania będą stale rosły
. […] Patrzenie jedynie na cenę łączy się z ignorowaniem dużej części kosztów. Pewien brytyjski think tank obliczył, że każdy funt zarobiony przez szefa firmy reklamowej generuje stratę 7 funtów w postaci stresu, nadmiernej konsumpcji, zanieczyszczenia środowiska oraz długów. Z drugiej strony każdy funt przeznaczony na zbieranie śmieci stanowi ekwiwalent 12 funtów wydanych na ochronę zdrowia i zrównoważony rozwój.

*

Po drugiej wojnie światowej Kuznets [twórca miernika PKB] był coraz bardziej zaniepokojony potworem, którego stworzył. W 1962 roku napisał: „Musimy pamiętać o różnicach pomiędzy ilością i jakością wzrostu, kosztami i zyskami oraz perspektywą krótko- i długoterminową. Założenia związane z większym wzrostem powinny określać, czego będzie dotyczył wzrost i w jakim celu ma on następować”.
     Teraz musimy ponownie pochylić się nad odwiecznymi kwestiami: czym są wzrost i postęp? A nawet nad jeszcze bardziej fundamentalnym pytaniem: co tak naprawdę nadaje życiu sens
?

*

To nie przypadek, że kraje o najkrótszym tygodniu pracy mają również największą liczbę wolontariuszy i najwyższy poziom kapitału społecznego.

*

[…] jak sądzisz, czego ci potrzeba?

*

Impet temu nagłemu zainteresowaniu [bezwarunkowym dochodem podstawowym] dało referendum przeprowadzone w Szwajcarii 5 czerwca 2016 roku. Jeszcze 5 lat temu prawdopodobnie jedynie kilkuset Szwajcarów miało pojęcie, czym jest bezwarunkowy dochód podstawowy, dzisiaj sytuacja jest zupełnie inna. Propozycja jego wprowadzenia została oczywiście odrzucona znaczną większością głosów mieszkańców tego kraju. Należy jednak pamiętać, że nie tak dawno, w 1959 roku, Szwajcarzy nie zgodzili się na inne dziwaczne, utopijne rozwiązanie, czyli prawo wyborcze dla kobiet. Ale już w drugim referendum, które odbyło się w 1971 roku, większość głosujących mężczyzn było za.
     Uważam, że szwajcarskie referendum nie kończy dyskusji, ale ją rozpoczyna
.

*

Zrozumienie, że mój tak zwany brak realizmu ma niewiele wspólnego z prawdziwymi błędami w moim rozumowaniu, zajęło mi trochę czasu. Nazwanie moich idei „nierealistycznymi” było uproszczonym stwierdzeniem,, że nie pasują one do status quo. A najlepszym sposobem na uciszenie ludzi jest sprawienie, że czują się głupio. To metoda skuteczniejsza nawet od cenzury, ponieważ niemal zawsze gwarantuje trzymanie języka za zębami.

*

Bądźmy realistami, domagajmy się niemożliwego!brzmiało zawołanie demonstrujących w 1968 roku w Paryżu. Koniec niewolnictwa, równouprawnienie kobiet, rozwój państwa opiekuńczego — wszystkie te postępowe idee, traktowanie z początku jako szalone i „nieracjonalne”, zostały ostatecznie uznane za całkiem rozsądne.

*

W XXI wieku prawdziwą elitą nie są ci, którzy urodzili się w odpowiedniej rodzinie czy klasie społecznej, lecz ci urodzeni we właściwym kraju. Ta współczesna elita jest jednak niewystarczająco świadoma szczęścia, jakie ją spotkało.

Rutger Bregman, Utopia dla realistów. Recepta na idealny świat,
przeł. Sławomir Paruszewski, Czarna Owca, Warszawa 2018.
(wyróżnienie własne)

poniedziałek, czerwca 04, 2018

2893. Bądźmy szaleńcami!

To nie jest najważniejsza książka roku 2018 — to najważniejsza książka dekady lub ćwierćwiecza. Obowiązkowa, arcyważna, rozprawiająca się z mitami, przez które boimy się bardziej, przez które czujemy się pozostawieni samym sobie, które ograbiają nas z człowieczeństwa.

Ten cytat jest dla mnie najważniejszy.
Nie pozwólmy nikomu zamknąć nam serc i umysłów.

Większość ludzi naprawdę ma serce na właściwym miejscu.
       […] Nie pozwólcie nikomu wmawiać wam, co jest czym. Jeśli chcemy zmienić świat, musimy być nierealistyczni, nieracjonalni i nieznośni. Pamiętajcie, że ludzi domagających się zniesienia niewolnictwa, praw wyborczych dla kobiet oraz małżeństw osób tej samej płci również nazywano szaleńcami. Do czasu kiedy historia dowiodła, że mieli rację.

Rutger Bregman, Utopia dla realistów. Recepta na idealny świat,
przeł. Sławomir Paruszewski, Czarna Owca, Warszawa 2018.
(wyróżnienie własne)

niedziela, kwietnia 29, 2018

(2836+2). Niezbędnik mój

Zabieram na swoją dalszą drogę, gdziekolwiek mnie poniesie.
Zabieram właśnie te słowa, sekundy i wrażenia, bo kontaktują mnie z mocą, o której nie miałam pojęcia, która uszczęśliwia i buduje.

     — Jezus umarł za cudze grzechy, ale nie za moje.
     Napisałam te słowa
kilka lat wcześniej jako deklarację istnienia, jako przysięgę, że będę brała odpowiedzialność za własne czyny. Jezus Chrystus był człowiekiem, przeciwko któremu warto się buntować, bo sam był buntownikiem
.

*

*

     — Jesteś smutna? — spytał.
     — Jestem gotowa — odpowiedziałam
.

*

Robert nauczył mnie tego, że sprzeczność jest często najlepszą drogą do prawdy.

*

     — Nie potrafię – powiedziałam. — Nie wiem, co napisać.
     — Cokolwiek — odparł Sam. — Gdy się improwizuje, nie można popełnić błędu.
     — A jeśli to sknocę? Jeśli schrzanię rytm?
     — Nie schrzanisz — zapewniał. — To jak gra na bębnach. Wypadasz z rytmu, nabijasz nowy
.

*

Zawsze pojawi się coś nowego, tego możemy być pewni.

*

Każdy, kto tu zawija, jest kimś — nawet jeśli dla świata jest nikim.

Patti Smith, Poniedziałkowe dzieci, przeł. Robert Sudół,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2012.
(wyróżnienie własne)

*

Patti Smith, People Have the Power.
[I am this Patti Smith's song… found it here]

(2836+1). Ci mężczyźni

W hołdzie Tym Mężczyznom.
W hołdzie Temu, co ich łączyło na przekór wszystkiemu.

Sam Wagstaff & Robert Mapplethorpe

(źródło + 8 min. audio)

***

On nie przepraszał i nie chciał, aby ktokolwiek inny to robił.

*

Byli sobie tak bliscy, jak tylko mogą być dwaj mężczyźni. […]
     Robert lubił pieniądze Sama, a Samowi podobało się, że Robert je lubi. Ale gdyby to była jedyna motywacja, znaleźliby to wszystko u kogoś innego. Każ­dy z nich miał coś, czego pragnął drugi; w pewien sposób się dopełniali. W głę­bi ducha Sam pragnął być artystą, ale nie był. Robert chciał być bogaty i wpły­wo­wy, ale nie był. Będąc razem, zakosztowali nawzajem swoich cech. […]
     Postrzegałam ich jako dwóch mężczyzn złączonych nierozerwalną więzią. Wzajemna afirmacja dodawała im sił. Obaj mieli stoicką naturę, ale będąc razem, mogli bez zażenowania odsłonić swoje słabe punkty, a świadomość tego rodziła obopólne zaufanie. […] Pomijając wszystko inne, widziałam u nich wzajemną czułość.

*

Sam, jego [Roberta] niezłomna miłość i mecenas, umarł. Przetrwali bolesne zawirowania w swoim związku, wytrzymali obmowę złych języków i za­wiść innych ludzi, ale nie potrafili poradzić sobie z naporem losu, który stał się ich udziałem.

*

[…] utwór Paths That Cross — była to swoista pieśń suficka złożona w hołdzie Samowi. Robert był wdzięczny za ten utwór, zdawałam sobie jednak sprawę, że być może pewnego dnia sama będę potrzebowała podobnych słów.
     „Ścieżki, które się przecinają, przetną się znowu”.

Patti Smith, Poniedziałkowe dzieci, przeł. Robert Sudół,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2012.
(wyróżnienie własne)

*

Patti Smith, Paths that Cross.

2836. Ta kobieta

Wiedziałam, że Ona istnieje. Wiedziałam, że gra muzykę, której nie słucham. Jest przecież wiele światów, o których wiem, a do których nie chcę wchodzić. Wiedziałam o tej książce, ale nie był to wystarczający powód. Aż.

Od słowa do słowa niecały miesiąc temu przy lanczykowym stoliku, że jedna osoba książkę dostała na urodziny, że dla dwóch innych to jedna z najpiękniejszych książek o miłości, że… Mapplethorpe. Mapplethorpe? Uwielbiam jego kwiaty… i już wiedziałam, że chcę tę książkę przeczytać.

A gdy w zachwycie już będąc, podesłałam tę książkę pewnej kochanej osobie, odpisała mi, że czytała ją kilka lat temu. Nie potrafię sobie wyobrazić mojego życia bez tej książki. Nie mogę uwierzyć, że tyle lat ją mijałam. Aż.

Skończyłam wczoraj w drodze ku.
Dzięki tej książce odzyskałam kawałek siebie, który bardzo skutecznie omijałam.
To jest zdecydowanie moja książka roku 2018.

Czy napiszesz naszą historię?” „A chcesz?” „Musisz — odpowiedział. — Nikt inny nie będzie umiał tego zrobić”. „Napiszę”, przyrzekłam, choć wiedziałam, że trudno mi będzie dotrzymać tej obietnicy. „Kocham cię, Patti”. „Kocham cię, Robercie”.

*

[…] uśmiechnął się, rozpoznając kogoś, kto nigdy nie był nieznajomy.

*

     — Wyjdę z tego — powiedział.
     Wierzyłam w to całym sercem.
     — Niedługo się zobaczymy — obiecałam.
     — Sprawiłaś mi wielką przyjemność, Patti — dodał i się rozłączył.
     Słyszę, jak to mówi. Słyszę w tej chwili
.

*

     Zrobił kilka następnych zdjęć.
     — Mam, co trzeba.
     — Skąd wiesz?
     — Po prostu wiem
.

*

     — Nie musisz być zły, żeby być inny – powiedziałam. – Jesteś inny. Artyści to osobny gatunek ludzi.

*

     — Wiesz, te marzenia, które snułaś w związku ze mną, nie są moimi marzeniami — powiedział. — Być może te marzenia są przeznaczone dla ciebie.

*

Pod pewnym względem zmiana jego statusu społecznego była trudniejsza do przełknięcia niż zmiana jego seksualności. Wystarczyło po prostu zrozumieć dwoistość jego tożsamości seksualnej, aby ją zaakceptować. Natomiast dotrzymanie mu kroku pod względem towarzyskim wymagałoby głębokiej zmiany we mnie samej.

*

Musiałam się poważnie zastanowić nad tym, w jakim kierunku powinnam podążać. Czy robię to, co należy? A może to tylko zwykłe pobłażanie sobie?

*

     — Co się z nami stanie? — spytałam.
     — Zawsze będziemy — odpowiedział
.

*

Mogliśmy obdarowywać tylko wtedy, gdy patrzyliśmy z perspektywy tego, kim naprawdę jesteśmy i co mamy.

*

     — Szukasz drogi na skróty — powiedziałam.
     — A dlaczego miałbym wybrać najdłuższą? — odparł
.

*

[…] w tym małym wycinku czasoprzestrzeni porzuciliśmy naszą samotność i razem zastąpiliśmy ją ufnością.

*

[…] wyraz pamięci o nich wszystkich, z przeszłości, teraźniejszości i przyszłości, o tych, których straciliśmy, tracimy i mamy stracić.

Patti Smith, Poniedziałkowe dzieci, przeł. Robert Sudół,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2012.
(wyróżnienie własne)

*

Patti Smith, Because the Night.

sobota, marca 31, 2018

2803. Klasy… i nie chodzi o grę

 wpis przeniesiony 7.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Pierwszy raz słowa dr. hab. Macieja Gduli powaliły mnie dziewięć miesięcy temu. O tej książce wiedziałam, ale okładka skutecznie mnie zniechęcała, więc tylko zaznaczyłam do upolowania. Ponieważ jednak jestem bywalcem na blogu Wojciecha Orlińskiego, jego wpis przeważył szalę wyboru w stronę „czytać”.

Niech cię nie zmyli okładka! Ta książka to lektura obowiązkowa w tym roku.

Przy okazji zrobiłam odkrycie na temat sposobu, w jaki czytam takie książki. Polityka, socjologia… nie za dużo o tym wiem, ale i tak sobie to, co czytam, na psychologię zorientowaną na proces przełożę, i właśnie w tej formie mnie to dotknie, szarpnie, zatrzyma. Figury przedstawicieli klasy ludowej, średniej, wyższej w wewnętrznej psychologii… w jaki sposób we mnie są, wchodzą w relacje z innymi ludźmi i w interakcję ze światem? No jak?

Czy jest we mnie ktoś, dla kogo wartością są rodzina, praktycyzm czy konserwatywna tolerancja w postaci „żyj i daj żyć innym”? Oczywiście z łatwością odnajduję taki kawałek, nawet jeśli rodzinę definiuję inaczej niż klasa ludowa.

Czy jest we mnie ktoś, dla kogo wartością są porządek (nawet jeśli tylko wewnętrzny), samodyscyplina i rozwój? Wstyd, ale myślałam, że każdy człowiek wyznaje takie wartości. To właśnie tu miałam ślepą plamkę świadomości — zaślepiał mnie przywilej kapitału kulturowego, którym obdarował mnie los.

Czy jest we mnie ktoś, dla kogo wartością są swoboda, podążanie za swoim powołaniem i antykolektywizm? Oczywiście! Każde studia, które podjęłam i skończyłam, były studiami wybieranymi z miłości i pasji, nigdy jako bilet do lepszego świata.

Dowolna decyzja w życiu — która z tych trzech figur pomagała w jej podjęciu? Potrzebuję ich wszystich. Śmiem twierdzić, że Ty też.

Po pierwsze, klasy nie istnieją. Po drugie, jeśli już ktoś wykaże ich istnienie, to pierwszym odruchem jest zastanowienie się nad tym, jak je zlikwidować. Liberałowie mają swoje tezy o skapywaniu bogactwa, prawica obiecuje przepędzenie elit, a lewica redystrybucję. A może ta dość powszechna zgoda, że klas być nie powinno, sama jest problemem i wymaga zakwestionowania?

*

Klasa to nie tylko kwestia tego, ile posiadam, gdzie pracuję i ile zarabiam, choć te sprawy odgrywają oczywiście dużą rolę, ale też całe moje życie codzienne i skłonności, których często w ogóle nie zauważam, ponieważ wydają mi się one naturalne.

*

Weźmy na przykład jazdę na rowerze. Na rowerze spotkać można przedstawicieli wszystkich klas, ale dla klasy ludowej jest to przede wszystkim tani środek lokomocji (praktycyzm), dla klasy średniej trening (samodyscyplina), a dla klasy wyższej czysta przyjemność (swoboda). Z tego powodu z podejrzliwością traktować trzeba zarówno tezy związane z ogłaszaniem ostatecznej demokratyzacji naszej kultury (na przykład „wszyscy noszą dziś dżinsy!”), jak i samo postulowanie takiej demokratyzacji, bo różnice i dominacja odtwarzać się mogą pomimo powierzchownego ujednolicenia.

*

Wygląda to tak, jakby istniały tylko dwa stany: normalność i niedopasowanie. Podział ten, przyznać niestety trzeba, jest także źródłem gratyfikacji symbolicznej dla części klasy średniej. Potwierdza bowiem słuszność ich stylu życia, a tych, którzy do niego nie pasują, przedstawia jako przegranych, którzy sami są sobie winni, ponieważ nie pracowali dość wytrwale, nie mają bogatej osobowości i są za mało elastyczni, żeby zmienić swoje życie. Łatwo zrozumieć, że sporo ludzi czuje się w tym systemie przynajmniej nieswojo.

*

Dominujący język służący do opisu współczesnego świata pracy jest kwintesencją średnioklasowej hegemonii. Pracownik to ktoś, kto musi dobrze zaplanować swoją karierę, uzyskać odpowiednie kwalifikacje, inwestując w zdobycie dyplomu, a potem aplikować o pracę i troszczyć się o gromadzenie coraz większego doświadczenia. Z tym że ta wizja pracownika oparta na schemacie CV daleka jest od rzeczywistości pracowników z klasy wyższej. W zasadzie nikt z przedstawicieli klasy wyższej, z którymi robiliśmy wywiady — niezależnie od tego, czy byli to przedsiębiorcy, przedstawiciele wolnych zawodów czy naukowcy — ani nie zdobywał wiedzy z myślą o karierze (przeważał model bezinteresownego studiowania), ani nie szukał pracy. Z rozbrajającą szczerością rozmówcy stwierdzali, że to praca sama ich znajdowała.

*

Odmienność nie wyklucza współdziałania, a różnice w sposobach życia można wykorzystać do tego, żeby uruchomić dynamikę rozwoju społecznego, który będzie bardziej upodmiotawiający i egalitarny.

*

Rodzina to przede wszystkim sieci wsparcia, wspólne zamieszkiwanie i wzajemna pomoc.

*

Kolejnym niewygodnym tematem jest gender. Prawica widzi w nim antycywilizację. Liberałowie radykalną modę. Tak naprawdę gender oznacza jednak koniec przyzwolenia na traktowanie dominacji nad kobietami jak powietrza i wyciąga na światło dzienne koszty, jakie system przerzuca na kobiety. Dominacja, o której mowa, rozciąga się od założeń, czego nie wypada dziewczynkom, a co wolno chłopcom, przez ograniczanie szans życiowych kobiet, mniejszy dostęp do cenionych miejsc pracy czy większych zarobków, a sięga aż po kontrolę kobiecej seksualności i przyzwolenie na molestowanie i przemoc seksualną. Przerzucane koszty funkcjonowania systemu to z kolei praca opiekuńcza, którą za darmo wykonują przede wszystkim kobiety — dotyczy to opieki nad małymi dziećmi, niepełnosprawnymi oraz osobami starszymi. Dlatego gender rzeczywiście jest niebezpieczny i jako klucz do wielu problemów stanowi wyzwanie rzucone status quo. Poważne potraktowanie kwestii gender oznacza dążenie do takiego przekształcenia społeczeństwa, by dominacja nad kobietami się skończyła, a praca opiekuńcza dzielona była równiej między mężczyzn i kobiety oraz, co nie mniej ważne, wspomagana była przez dobrze rozwinięte usługi publiczne.

*

Powinniśmy zaproponować zbudowanie innego sposobu zaangażowania łączącego odzyskiwanie sprawczości z odpowiedzialnością i solidarnością.

*

[…] czy kwestia uchodźców przypieczętuje na wiele lat panowanie rasistowskiego klimatu, w którym ludzie o innym niż biały kolorze skóry narażeni są na obelgi i ataki. Od przyjęcia uchodźców naprawdę zależy, jakim jesteśmy i jakim będziemy społeczeństwem. Gdy występuje się w obronie demokracji i mówi o potrzebie solidarności, ale pomija ofiary wojny, takie deklaracje stają się kompletnie bezwartościowe. Ideały testowane są wobec konkretnych wyzwań i wiążą się z podejmowaniem ryzyka. W przeciwnym wypadku stają się pustymi, nieautentycznymi formułkami. Bez uchodźców polska demokracja będzie w coraz większym stopniu ustrojem, w którym większość definiująca się w opozycji do obcych będzie narzucać różnym słabym grupom swoją wolę.

*

Pluralizm to przestrzeganie zasady, że każdemu należy się przestrzeń do życia i poszanowanie jego prawa do głosu. Jeśli państwo rządzone przez jedną partię gwałci te reguły, przestaje być wiarygodne i wspólne.

*

Na obecne zmiany trzeba spojrzeć nie z perspektywy kryzysu i wypalenia, ale pojawiania się nowych tendencji.

*

Nacjonalizm buduje fałszywe przekonanie, że wszyscy są jednorodnymi Polakami, liberalna wizja społeczeństwa zakłada z kolei, że wszyscy jesteśmy po prostu jednostkami.

*

Alternatywą dla jednostkowego awansu, który jest kolektywnym marzeniem klasy średniej, może być dążenie do poprawy swojego życia przez lepsze zorganizowanie państwa i satysfakcję z jego dobrego funkcjonowania.

Maciej Gdula, Nowy autorytaryzm,
Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2018.