Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam.
Jak to jest: żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć,
gdy prawie ci wmówiono, że jesteś taką Jabłonią?
Jak to jest kwitnąć przez cały rok? Rozkwitać każdego dnia?
Klik, klik, czy to prawda, bo przecież to powieść. Wystarczyły mi cztery słowa i… ruszył potok łez. Z żalu, że tylko grając, łapał kontakt z pięknem, miłością, choć z pasją i miłością obdarowywał cały świat pięknem granej przez siebie muzyki. Czy to z powodu położenia geograficznego szeroko pojęci Słowianie mają tak wypasionych, patologicznie ogromnych krytyków wewnętrznych? Jak bardzo społeczeństwa i rodziny pomagają w ich formacji, wzroście i utrzymaniu w najlepszym bycie? Nóż w kieszeni się otwierał.
Dokument Enigma udostępniono rok po śmierci Richtera. Film pozwolił milionom fanów poznać bliżej życie autentycznego maestra poza sceną.
Zbudował swój własny świat, sekretny i olśniewający. Monsaingeon powiedział: „Grał bez zadęcia, ale z absolutną wolnością”.
•
Trzeba podjąć decyzję i zdecydować się na „nigdy nie znalazłem takiego, jakiego chciałem” lub na „nie wiem, jak wybrać fortepian, nigdy nie potrafiłem”.
Czyż wszyscy ludzie na świecie nie przypominają fortepianów różnych firm i odmiennych marek i tak jak one nie fascynują pięknem i odmiennością?
Zatem jak myślisz — czy to Richter wybrał Ninę z morza ludzi, czy to raczej ona wybrała Richtera?
•
[…] zrobiło mi się żal obu steinwayów.
Stały tu praktycznie zapomniane, nikt się nimi nie zajmował. Nikt na nich nie grał, co już było dość smutne, ale co gorsza, służyły jako rekwizyty w fałszywej szczęśliwej scence dla pielgrzymujących turystów.
Przynajmniej nie tkwiły tu samotnie, miały siebie do towarzystwa, a nocą, gdy zamykano drzwi, mogły razem wspominać przeszłość. Prawdopodobnie jednak nigdy się nie dowiedziały, że grając na nich, maestro [Swiatosław Richter] marzył o pianissimo innego fortepianu.
•
— […] Przed śmiercią przygotowywał się do koncertu, ostatni utwór, który zagrał, to była sonata nr 3 Schuberta. Mówił, że jego ulubiona to nr 18 D.894…
•
Wpatrując się w stronice z nutami, zagrałem całą sonatę nr 18 D.894 Schuberta, od początku do końca, i zajęło mi to dwie godziny. Przerwałem kilka razy i ołówkiem zapisałem nieliczne uwagi na kartkach, przygotowując się do zagrania jej ponownie, ale moje palce miały inne plany i popłynęła spod nich lekka piosenka.
•
Wiatr mijających lat zostawiał po sobie zmarszczki. Zamknąłem oczy, uspokoiłem oddech, moje ręce znalazły po ciemku miejsce na klawiaturze i zagrały pierwszą nutę sonaty.
Chiang-Sheng Kuo, Stroiciel fortepianów,
przeł. Katarzyna Sarek, ArtRage, Warszawa 2024.
Franz
Schubert, Sonata fortepianowa nr 18 G-dur,
Alfred Brendel (fortepian).
❦
Richter. The Enigma, reż. Bruno Monsaingeon, 1998.
Półtora tygodnia temu. Czysty przypadek. Włączone dopiero co radio anonsowało audycję, której meritum jest zawsze wypierane przez treść mojego wewnętrznego życia. Zatrzymało mnie imię gościni. Czyżby moda i nie jednemu psu na imię Burek? Rozpoznałam głos. Pięknie budował zdania. Klik, klik i odkryłam rozmowę, która uświadomiła mi, że przegapiłam dwa lata temu tę książkę. Byłoby szkoda, gdyby pozostała dla mnie przegapiona.
Dawno nie czytałam tak pięknej, gęstej, przemyślanej i przeżytej książki. Zdecydowanie należy do puli najlepszych książek, jakie przeczytałam i przeczytam w roku 2026.
Uruchamia bolesne wspomnienia. Nie, ja nie muszę siebie szukać na zdjęciach z przedszkola. Tak, dziesięciolecia zajęło mi znalezienie odwagi, by spojrzeć bez uprzedzeń czworonożnemu zwierzęciu w oczy. Mogę wymienić wiele innych nie i tak. Wszystkie one dotyczyłoby zwykłego cisowego ciała. Dziś myślę: zgroza! Nie, nigdy nie widziałam jamnika śmiejącego się z doga arlekina. Tak, widziałam niejeden zachwyt różnorodnością psich ciał, a tym samym psich osób. Czemu nie można pójść dalej i zachwycić się różnorodnością ludzkich ciał i osób? Nie mam pojęcia od dziesięcioleci.
Myślę o moich Ludziach, o Ich pięknych w młodości ciałach, które musiały się od Nich nasłuchać zbyt dużo złego, zbyt ostro, calkiem be sensu. Przed oczami mam wspomnienia kilku zdjęć, przepiękni Oni! Wtedy, gdy opadała migawka, jesteśmy ciut starzy, Oni nie utożsamiali się z pięknem, którego byli emanacją. Żeby sprawa była jasna, wciąż tacy są!
Kształt, smak i kolory zeszłotygodniowego weekendu, którego efektem jest ten opróżniający filiżankę wrażeń wpis, wydają mi się dziś niewiarygodnym snem. A przecież tamten weekend był. I była przepiękna synchroniczność, i świętowanie piękna ludzkiego ciała. Czułam się szczególnie obdarowana i uprzywilejowana.
Zakładam, że osoby czytające to, co piszę, zgadzają się ze mną, jeśli chodzi o podstawowe przekonanie, że szacunek i uznanie dla osób trans nie wymagają żadnego innego uzasadnienia niż sam fakt ich obecności w świecie.
•
Stoi za tymi tekstami przywilej dziecka klasy średniej i osoby z wyższym wykształceniem. Odbija się w nich moja białość, ale też polskość — przypadki urodzenia i geografii, które kształtują perspektywę nawet wtedy, kiedy tego nie zauważamy.
🖇 🖇
I chociaż jest nas pełno, to niestety mówimy o sobie mało. Czasami wciąż trudno przezwyciężyć wstyd, żeby opowiedzieć, skąd przychodzimy i kim kiedyś byłyśmy.
🖇
Teraz na temat tego, czy płeć jest performansem, performatywem, biologią czy też wolą Bożą, wypowiadają się popularni politycy, dziennikarze, specjaliści od inwazji islamistów albo bogate autorki powieści dla dzieci. Nagle się okazało, że losy zachodniej cywilizacji i ruchu kobiecego zależą od tego, czy uda się ochronić tradycyjną, zdroworozsądkową i ponoć oczywistą dla wszystkich różnicę między kobietą a mężczyzną.
🖇
Niewątpliwie radykalny feminizm przeżywa obecnie renesans. W dużej części jest to odpowiedź na rozczarowanie uśmiechniętym liberalnym feminizmem, którego słabość obnażył moment #metoo. Oto wyszło na jaw, że patriarchalna przemoc nie słabnie; że stare obserwacje, iż przemoc seksualna podtrzymuje dominację mężczyzn, wcale się nie zdezaktualizowały, że pozytywna seksualność nie wystarczy. A do tego wszystkie te koszmary współczesnej prawicowej reakcji: ograniczenie dostępu do praw reprodukcyjnych, ataki na kobiety, faszystowskie fantazje o powrocie kobiet do kuchni i dzieci… Trudno w takich warunkach nie szukać jakiejś radykalnej odpowiedzi.
🖇
Problem z przeszłością polega zaś na tym, że – by przywołać słynny aforyzm Williama Faulknera – przeszłość nigdy nie umiera, bo właściwie nie jest przeszłością.
🖇
Momenty, kiedy zderzamy się z „rzeczywistością” i przeżywamy niezgodę na nią, mówią być może więcej o świecie, jaki zamieszkujemy, niż o nas samych: o świecie, który wiąże, ogranicza, który wyśmiewa jako niemożliwe nasze pragnienie innego upłciowionego życia, traktując naszą transpłciowość jako coś, na co można się w końcu zgodzić, ale czego nigdy nie można afirmować. W takim wypadku dysforia to — używając słów brytyjskiej eseistki Juliet Jacques — świadomość uwięzienia nie tyle w złym ciele, ile w złym społeczeństwie.
🖇
Mam więc podejrzenie graniczące z nadzieją, […] że tym, co transdziewczyny mogą zaoferować, chociażby i nieświadomie, jest dowód na to, że kobiecości można chcieć jako kobiecości, że można ją akceptować, że można jej potrzebować, że bywa źródłem przyjemności i siły także dla tych, które uważa się za skazane na nią z racji urodzenia. […]
Tak przynajmniej chciałabym, żeby było.
🖇
Okrutny feminizm wcale nie podważa naszej kobiecości, przeciwnie, w perwersyjny sposób ją afirmuje: grzeszymy jej nadmiarem.
🖇
Jajo z zasady nie wie, że jest jajem. Uświadomienie sobie tego oznacza, że już zaczynasz się wykluwać. […]
Pożytek z mówienia o sobie jako o już wyklutym jaju jest więc taki, że stabilizuje to naszą przeszłość […]. Pytanie nie brzmi więc, czy były znaki, ale dlaczego się ich nie widziało; co latami przeszkadzało w dostrzeżeniu, że żyje się w cienkiej wapiennej skorupce. […]
Ofiarą tej narracji pada przede wszystkim sprawczość. Jajo nie ma wyboru, po prostu nim jest. Jedyna niewiadoma w jego historii to sposób, w jaki dojdzie do jego pęknięcia.
🖇
Nasze dziwaczne zainteresowania i pasje nie muszą jednak być powodem do wstydu — tego wpajanego od dziecka poczucia, że nie należy ludzi „zagadywać na śmierć”, że należy brać pod uwagę fakt, że inni pewnie nie podzielają twoich fascynacji — należy je raczej traktować jako rodzaj daru, którym wymieniamy się w sytuacji niechęci do bardziej normatywnych form komunikacji.
🖇
Elementy kultury nerdowskiej — z całym jej maskulinistycznym, jeśli nie wręcz szowinistycznym bagażem — zostają w tym wypadku przemielone w glebę, na której może wyrosnąć coś innego. […] Wynajdujemy różne rzeczy w kulturze, w której jesteśmy zanurzone, i majsterkujemy — przepisujemy jej znaczenia.
🖇
Nie każdy potrafi od razu dostrzec przyszłość, w której jest dla niego — i dla niej, tej, którą może się stać — miejsce, i nie oznacza to braku wyobraźni. W takim wypadku ściany piwnicy chronią marzenia przed tym, co powszechnie nazywa się „rzeczywistością”, a co najczęściej oznacza po prostu „normalność”.
🖇
Troska o urodę, ściśle połączona z troską o passing, zawsze stanowiła element kobiecej sztuki przetrwania. Konsekwencje jej braku w żaden sposób nie oszczędzają i ciskobiet.
🖇
Boymoding to pragmatyka płci w pigułce. Wskazuje, że płeć może być przestrzenią wyboru — i że ten wybór zawsze jest czymś ograniczony.
🖇
Patriarchalna mizoginia każe gardzić kobiecością bez względu na to, czy jest ona cis, czy trans.
🖇
[…] spójniki rozbijają pozorną jednolitość kategorii i sugerują, że znaczenie określenia „dysforia płciowa” nie jest spójne, a przede wszystkim nie jest jedno. Termin zdaje się odnosić do wielu porządków, wielu koncepcji, wielu doświadczeń.
🖇
Pozorna naturalność bycia cis zapewnia prawo do tego, żeby wybory dotyczące ciała, mody, prezentacji mogły coś znaczyć, a nie tylko stanowić symptom jakiejś dewiacji.
🖇
[…]
amerykański politolog i aktywista Paisley Currah postawił tezę tyleż nowatorską, ileż zachwycającą swoją prostotą. Otóż płeć każdej osoby jest tym, co rozmaite instytucje za nią uznają. Punktem wyjścia dla jego rozważań jest fakt aż do bólu znajomy wielu osobom trans: że w zależności od tego, jaka instytucja wydaje nam dokumenty czy zaświadczenia, jesteśmy raz kobietami, raz mężczyznami. […] płeć obywateli nowoczesnych państw nigdy nie należy do końca do nich samych, to część administracyjnej układanki, w której chcąc nie chcąc trzeba uczestniczyć. System ten w ogóle nie jest zainteresowany tożsamością — jako kategoria niemożliwa do kwantyfikacji nie istnieje ona dla niego. […]
Nie oznacza to oczywiście, że instytucje wydające dokumenty mają dostęp do prawdy o czyjejś płci — a jedynie że mają środki pozwalające im egzekwować swoje rozumienie płci.
🖇
[…] nie można powiedzieć, żeby płeć była faktycznie „nasza”. To, czy w danym momencie jestem kobietą, czy mężczyzną, zawsze zależy przynajmniej po części od osób, które mnie otaczają — nawet jeśli to bolesne.
🖇
Podobno definicja reprezentanta klasy średniej w Polsce brzmi: „ktoś, kto ma w telefonie numer do przynajmniej jednego lekarza”. Dysfunkcjonalność NFZ jest faktem, który wpływa na życie właściwie wszystkich z nas, a dostęp do metod jego obchodzenia — czy to finansowych (jak prywatne wizyty), czy wiążących się właśnie z kapitałem społecznym („mój wujek jest ordynatorem”) — to ważny wyznacznik pozycji społecznej, a czasami po prostu kwestia życia lub śmierci.
🖇
Nie byłoby bowiem dysforii bez kryjącej się gdzieś pod jej powierzchnią nadziei, jakkolwiek ulotnej, że płeć może być nie tylko źródłem cierpień, ale również czegoś więcej, czegoś lepszego, czegoś, czego być może nie potrafimy jeszcze sobie wyobrazić, choć już nauczyłyśmy się tego pragnąć.
🖇
I jasne, to tylko fantazja; wszystkie to wiemy. Ale fantazją jest również przekonanie o niemożliwości tranzycji, wpajane nam od dziecka przez cisnormatywną kulturę, w której płeć jest nienaruszalnym, stabilnym fundamentem podmiotowości. Dobrze czasami uwierzyć, że można pragnąć inaczej. […] Bez względu na ciężar wstydu, zawsze pragnęłyśmy — i znajdowałyśmy coraz to nowe rozwiązania, żeby wydostać to pragnienie z przestrzeni tęsknot i fantazji i uczynić je ciałem, obecnym tu i teraz.
🖇
Płeć trzeba opowiedzieć, a jej przeżywanie jest jej ciągłym dalszym opowiadaniem.
🖇
Osoby trans nie są wcale pasywnymi ofiarami systemów przemocy i nadzoru. Przeciwnie, jeśli nasza kultura opowiada jakąś historię, to jest to przede wszystkim historia samopomocy — sieci wymiany informacji i materiałów mających pomóc przezwyciężyć struktury niemożliwości.
🖇
Płeć, szczególnie budowana we wrogich warunkach, to składanie razem pragnień, tęsknot, tekstów i odczuć, splatanie ich w wizję osoby, którą chcemy się stać, nawet wtedy, kiedy wydaje się nam to niemożliwe.
🖇
[…]
materia życia transkobiet — materia życia kobiet w ogóle, materia życia wszystkich, którzy muszą sobie radzić w upłciowionym społeczeństwie — dostarcza niekończących się dowodów na niestabilność tych kategorii.
🖇
[…]kobiecość również nie jest nigdy zjawiskiem występującym samodzielnie: pozostaje nierozłącznie powiązana z losami klas i ras, z geografią i zmieniającym się klimatem, z chronologią zmian kultury, z prawem, z technologią. Nie oznacza to, że jest to kategoria pusta — jedynie migotliwa.
🖇
[…] być może to jest najbardziej transowy element współczesnego radykalnego feminizmu, który napędza nie tyle pewność siebie (i tego, że pod nogami znajduje się stabilny grunt), ile raczej ciągła dysforia, a więc poczucie, że coś jest nie tak, jak być powinno, a więc też, że może być inaczej. Rzecz tylko w tym, żeby znaleźć to inaczej — i osadzić je w narracji łączącej nas z feministyczną przeszłością, a zarazem prowadzącą w stronę feministycznej przyszłości.
🖇
po to przyszłam:
po wrak, a nie po historię wraku
po sam obiekt, a nie mit Adrienne Rich
🖇
[…]
czego akceptacja nie daje. Czego nie może dać. Co nam zabiera. Jej horyzontem jest konieczność: gdy prosimy o akceptację, tak naprawdę oczekujemy pogodzenia się z naszym istnieniem, pozwolenia na egzystencję, przyjęcia do wiadomości faktu, że nie można się nas pozbyć ze świata. Nawet jeśli odziać to w najsłodziej brzmiące zapewnienia o tolerancji i otwarciu na inność, niczego to nie zmienia. […] I dlatego chcę nie akceptacji, lecz afirmacji. Chcę być chciana.
🖇
[…]
pragnienie zazwyczaj odsyła nas do jakiejś wymarzonej, lepszej, bardziej intensywnej, bardziej autentycznej rzeczywistości.
🖇
Solidarność nie musi bowiem opierać się na tożsamości. Jej źródłem może również się okazać intymnie przeżywana różnica.
J. Szpilka, Gorset, wstyd i kocie uszka. O transkobiecości,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2024.
Stawką opowiadania swojej historii płci jest między innymi poczucie autentyczności, jeśli nie wręcz realności.
🖇
To w kobietach dookoła dostrzegałam zdolność kreowania siebie — prowadzącego nie w stronę przerażającej mnie szorstkiej męskości, tylko czegoś pięknego. Niestety, przez wiele lat byłam też głęboko przekonana, że jest to dla mnie po prostu zbyt trudne; że nigdy nie zdołam zdobyć się chociaż na ułamek wysiłku, jaki należałoby w to włożyć. Ale mimo wszystko to w praktykach dziewczęcego dbania o siebie — praktykach wielokrotnie krytykowanych jako rodzaj przemocowego, patriarchalnego zniewolenia — wyczuwałam możliwość osiągnięcia sprawczości: stania się osobą czującą się dobrze ze swoim ciałem i z tym, jak jest ono postrzegane.
🖇
[…]
praca, jaką wykonałyśmy — ten wielki wysiłek włożony w to, żeby z gratów kultury zbudować własne miejsce – jest zmianą.
(tamże)
*
O transkobiecości z J. Szpilką rozmawia Klara Cykorz.
To z tej rozmowy wyjęto najpiękniejsze (dla mnie) fragmenty filmu. A z tej rozmowy dziś wyjęłam książkę. Klik, klik. Rzuciłam wszystko i nie śpieszę się. Nie czytam, delektuję się.
Pierwszy fragment, który mnie dziś leczy z niepewności i ze zniechęcenia, dał czadu — muszę go tu mieć już teraz. Ciekawe, co wydarzy się dalej…
— Kim jestem?
— […]
— Kim jestem? Inaczej.
— Jest rzeka. Piękna, nieporównywalna, niepowtarzalna, zawsze nowa a nieprzemijająca. Rzeka życia. Rzeka-życie. Na rzece jest most. Arcydziwaczny. Most, który nie wie, skąd wziął się, nie wie też, po co wziął się, nie wie, czym jest, nie wie nad czym, nie wie nic, a wszystko wydaje mu się. Nie widzi ani nawet nie domyśla się płynącej pod nim rzeki życia. Wydaje mu się, że on jest rzeką życia.
Ty jesteś tym mostem.
Edward Stachura, Fabula rasa,
Wydawnictwo Estymator, Toruń 2000.
(wyróżnienie własne)
*
Męskie Granie, Wywiad z Jackiem Budyniem Szymkiewiczem, część I–III, 2012.
Urlopowe odliczanie literek. Poślizgnięte na bolesnym moszczeniu się w codziennym kieracie prób utrzymania się w najlepszym z możliwych stanów fizycznych.
Kupiłam wiele dni przed datą publikacji. Czekałam. Przebierałam nogami, odliczałam pozostały czas. W dniu publikacji rzuciłam wszystko, co czytelniczo miałam rozgrzebane. Nie było orzeszkowego: zaczęłaś, skończ. Wrócę, skończę, ale po tej książce. Przy porannej kawie delektowałam się pierwszymi akapitami, próbując jak najszybciej odkryć w pochłanianych literkach oś, wokół której będą się spinać kolejne sceny, historie, ludzkie losy, czas.
Piękna, podobnie jak pierwsze cztery książki Autorki. Delikatnie, ale zdecydowanie kreślone detale. I straszna, ze względu na znikające kolejne elementy, które były niezmienną oczywistością kiedyś tam w XX wieku. Powiedzieć, że człowiek to gatunek arcyinwazyjny, to nic nie powiedzieć.
•
Imploduję… Tracę sens. Zapadam się w sobie, patrząc na kierunek, w jakim zmierza cywilizowany (żart?) świat, kulturalnie zaciskający oczy, dyskretnie odwracający się plecami, wyznaczający sobie nowe zacne projekty i realizujący zyski. A po drugiej stronie, dla równowagi (?), 20 000 palestyńskich dzieci… Mieści ci się to w głowie?
To na Spitsbergenie uczyłam się patrzeć na przyrodę bez wyższości. Wyczekiwaliśmy ptaków po zimie i żyliśmy obok.
🖇
Zacząłem się więc zastanawiać, co sprawia mi przyjemność. I jedyną rzeczą było przyglądanie się przyrodzie. Ona nic ode mnie nie chciała. Nie musiałem jej nic udowadniać, spełniać jej oczekiwań. Dotarło do mnie też, że chce mi się gdzieś iść, jeśli na końcu tej wędrówki będę mógł zrobić zdjęcie. // Daniel
🖇
Obserwując życie i wędrówki ptaków, szybko odkryjemy, że potrafią one przekazywać wiadomości całej populacji. A pamięć o nieszczęściu, które je spotkało, może być przekazywana również następnym pokoleniom. Piękne małe mewy trójpalczaste budują gniazda na stromych odsłoniętych skałach i czasami wszystkie je zmiata sztorm. Przenoszą się wtedy na inną górę lub zbocze, a miejsce wypadku jest omijane przez ptasie pokolenia tak długo, jak długo trwa pamięć o tym zdarzeniu. Tak to właśnie działa. Po latach ptaki wracają w tę samą okolicę i prędzej czy później katastrofa się powtarza. // Carl Schøyen
🖇
W poprzedniej książce napisałam, że chcę tę Arktykę przejść wzdłuż i wszerz, żeby już potem wrócić tam, gdzie przynależę. Czy przynależę tutaj? Nie wiem. Potrafię się dopasować, ale to bardziej kwestia wytrenowania niż swobodnego oddechu. Zawsze jednak trochę spina się kark. Ale w momentach jak ten, kiedy siedzę w autobusie obok Bjørg i nie krępuje nas rozmowa wolniejsza od chmur, czuję, że tak jak ja od lat próbuję się dopasować, tak ten ląd również stara się być moim domem.
🖇
Stoję i nasłuchuję. Głosy mew trójpalczastych potrafię rozpoznać bez patrzenia: falujący żal z pretensją podczas lotu i wielotonowe pokrzykiwania przy lądowaniu. Po norwesku nazywa się je krykkje – co brzmi jak „krysie”. Odkąd poznałam tę nazwę, już nie używam innej.
🖇
[…] każdy je widzi i może warto, by chociaż rozróżniał: siodłatą (Larus marinus) – największą, z czarnym płaszczem na plecach, dużymi białymi plamkami na lotkach, cielistymi nogami, żółtym dziobem z czerwoną kropką; żółtonogą (Larus fuscus) – trochę mniejszą, z jaśniejszym płaszczem i żółtymi nogami; srebrzystą (Larus argentatus) – podobnej wielkości, ale z wyraźnie szarym płaszczem i resztą jak u siodłatej; siwą (Larus canus) – jeszcze mniejszą, z żółto-zielonymi nogami i dziobem bez kropki; krysię (Rissa tridactyla) – najmniejszą, od siwej różniącą się krótkimi czarnymi nogami i brakiem białych plamek na lotkach.
Rysujemy na białej tablicy kolorowymi mazakami uproszczone ptasie podobizny. Чайка, kiras, Möwe, seagull, مرغ دریایی – notują.
🖇
Tromsø wibrowało od mewich krzyków i próbujących je przekrzyczeć ludzi. […] Czytając nienawistne komentarze pod adresem ptaków i pomagających im ludzi, pisane głównie przez dobrze odżywionych mężczyzn w średnim wieku, zrozumiałam, jak wiele jest tu do zrobienia.
🖇
Ø po duńsku znaczy wyspa.
🖇
Dobrze iść i mówić coś niezobowiązującego, czego ani się nie zapamięta, ani nie zapisze w książce. Rozmawiamy [z Bjørg] w północnym dialekcie, w którym wszystko wyraża się łatwiej. Czas przeszły ma uproszczoną formę, jakby nie było sensu rozwodzić się nad tym, co minione.
🖇
[…] czekałam co tydzień na to jedno wyjście, czułam, że żyję, nie miałam pojęcia, kto tu mieszka, a nagle poznałam ludzi z wartościowymi paszportami, którzy mogliby żyć gdziekolwiek na świecie, a wybierali Tromsø, jak ten Amerykanin, pamiętasz, przeniósł się tu tylko dlatego, że lubi góry, jaki wspaniale błahy powód, myślałam, to mi dało energię, żeby jednak spróbować ocalić swoje życie […]. // M.
•
Kiedy przyszła kolej na Iran, M. podeszła do komputera i na ekranie pokazał się utwór pod tytułem Baraye, który powstał z tweetów Irańczyków protestujących po zamordowaniu Mahsy Amini w 2022 roku. Pisali, za co albo przeciwko czemu walczą […].
Shervin Hajipour شروین حاجیپور, Baraye.
🖇
[Daniel] Norwegowie żyją w bańce socjalnej i mam wrażenie, że dla nich najstraszniejsze byłoby urodzić się gdzie indziej. Im jest szczerze przykro, że nie jesteś Norwegiem. A nas przybywa. Mam wrażenie, że ludzie, którzy sympatyzują z krysiami, widzą w nich samych siebie. W walce, w zmaganiach. Ptasi los to nasz los. Dobrze to rozumiem, bo wiem, jak czuje się coś, czego pokochanie wymaga wysiłku.
Daję temu zdaniu wybrzmieć.
🖇
Tańcząc, przyglądam się ludziom spod przymkniętych powiek – opowiada. – Jeśli przechodnie się uśmiechają, wiadomo, że mają otwarte serca. Po reakcjach innych widać, że coś ich trapi. Ale to nie mój problem. Ja tam stoję i jestem wolny. Nikogo nie oceniam, nie mam złych myśli. Tromsø mnie uzdrowiło, a ja uzdrawiam je tańcem. // Åsgeir
🖇
Ja zazwyczaj patrzę w rozmówców, ale tutaj niepatrzenie daje się swobodnie rozpędzić myślom.
🖇
Spędziłem na klifach wiele sezonów, widzę drastyczne zmiany i myślę o tych małych mewach, którym łatwiej się zaadaptować do środowiska miejskiego niż do tego na morzu. To pokazuje, jak ogromne zmiany zachodzą. Na morzu jest piekło. // Delphin, francuski badacz ptaków morskich
🖇
– Krysie są uchodźczyniami ze środowiska, które stało się dla nich nieprzyjazne. A stało się takie z powodu naszej działalności, więc jesteśmy odpowiedzialni za to, by coś z tym zrobić – mówi Delphin. – Ale niewiele osób tak myśli. Irytuje mnie to, jak zachowujemy się wobec czegoś, co jest obce. Nie jesteś stąd, nie należysz tutaj, więc cię odrzucamy. Krysie symbolizują taką perspektywę patrzenia na inność. To opowieść o naszym stosunku do przyrody, innych ludzi, innych form życia. Istnieją przecież sposoby funkcjonowania obok siebie.
🖇
[…]
jeśli prognozy się sprawdzą, ptaki morskie nie doczekają mojej starości.
🖇
Jest druga połowa września. Ruchome punkty na granicy morza i lądu czekają, by odlecieć. Te ptasie zgromadzenia widać w wielu miejscach wybrzeża. Wieje wiatr, ale jeszcze nie ten.
[…] Krajobraz nie przypomina już wakacyjnych prospektów. Jest jak zmęczone ciało, z meandrami za cienkich żył, siniakami jezior, białymi szczytami złuszczonej skóry, chrustem suchych włosów. W wyższych partiach gór spadł pierwszy śnieg, zima przyjdzie niebawem, wytarza się w zboczach, a na końcu dotrze do linii brzegowej i ostudzi wodę. Ziemia oddycha po naporze kół i namiotów, wygnieciona trawa podnosi się na moment, zdezorientowane ciepłem mlecze kwitną po raz drugi w tym roku, ale już nie zdążą się napuszyć.
🖇
[…] najnowsza, najbardziej ponura prognoza podaje, że krysie mogą zniknąć w ciągu dekady.
Ilona Wiśniewska, Hjem. Na północnych wyspach,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2025.
Krajobraz wije się jak opowieść, która nie skończy się z ostatnim opowiadającym, ale będzie się tworzyć na nowo z każdym przesileniem. […] Nikt nie jest w stanie przewidzieć przyszłego lata. Zanosi się na kolejne najcieplejsze w tej pędzącej historii.
🖇
[…]
inspirują mnie ludzie, którzy obserwują ptaki i nic od nich nie chcą.
🖇
Ten rozwój jest brutalny i nie widać końca.
🖇
Wiosna 2025 roku
[…]
ani słowem nie zająkniemy się o tym, że JJ przez jakiś czas leciał za samochodem.
🖇
Jest coś przejmującego w wołaniu pozostającym bez odpowiedzi.
Cotygodniowe odliczanie literek, dwa, poślizgnięte dwa dni. Po przeczytaniu najnowszej książki Autora żałowałam, że nie zachowałam czytelniczej wstrzemięźliwości, która nakazałaby czytanie zgodnie z kierunkiem osi czasu. Radość była ogromna, gdy okazało się, że nic się nie stało, bo zamiast sięgać po starą książkę, mogę wyciągnąć rękę po jej drugie, świeżutkie wydanie, w którym stara, niestety wciąż aktualna, niemoc.
Wracam do My, trans po latach. Poważnie brzmi to „po latach”, a przecież od wydania książki minęły ledwie trzy lata, a nie kilka dekad. I to pierwszy paradoks po tej odroczonej lekturze. Że tak wiele się zmieniło. Moja pierwsza książka jest zapisem świata z innej epoki. Jest jak pamiętnik – zbiór historii z przeszłości, zatrzymany w czasie i jednocześnie jakby z czasu wyrwany, bo pozbawiony ciągu dalszego.
[…]
Drugie wydanie książki uzupełnione jest o przypisy, zwłaszcza w miejscach, gdzie używane są słowa lub dane już nieaktualne albo niewystarczająco precyzyjne.
Niech ta lektura będzie dla Was wstępem do rozmowy – nawet nie o samej transpłciowości – wstępem do rozmowy o relacjach. I o miłości. Bo wyoutowanie to rodzaj wyznania miłości – do siebie, bo oto udało mi się odnaleźć jakąś ukrytą dotąd prawdę o mnie; i do osób, z którymi tą prawdą chcę się podzielić. Chyba nie warto tego wyznania zmarnować…
Piotr Jacoń
🖇 🖇
[P.J.] O czym marzysz? [Anna, mama Mateusza] Pytasz o marzenie, które dotyczy Mateusza? To tak zwyczajnie. Jak mama. Żeby był szczęśliwy. Finansowo niezależny. Żeby robił w życiu to, co kocha. Żeby przyjaciół miał. Żeby nie szedł przez życie sam. [P.J.] A dla siebie? [A.] Marzę, żebym nie musiała się o niego martwić. Żeby ta kategoria transowości nie była tak dominująca. Że wejdę w końcu w rolę takiej zwykłej mamy. Zwyczajnej. I żebym nie musiała się już zastanawiać, czy dwieście złotych wydać na chirurga dla niego czy na kurs tańca dla nas. [P.J.]A od swojego państwa czegoś oczekujesz? [A.]Nie. Już nie. To smutne, ale przestałam oczekiwać czegokolwiek. Po prostu radzę sobie sama.
🖇
[P.J.]Chcesz wyjechać z Polski? [Mateusz]Chciałbym nie musieć. Nie musieć uciekać. […] [P.J.] A ty chcesz normalnie żyć. [M.] Zwyczajnie. Żyć po prostu.
🖇
[P.J.] O czym marzysz? [Paweł] Żeby córka znalazła miejsce, w którym będzie akceptowana i będzie jej dobrze. [P.J.]To miejsce będzie gdzieś w Polsce? [P.]Wątpię. Szczerze wątpię. […] [P.J.] To znaczy, że po Polsce niczego dobrego się już nie spodziewacie? [P.] Gdy patrzę na to państwo, to chyba byłoby nierozsądne z mojej strony czegokolwiek oczekiwać. Patrzę na ludzi, słucham, co oni mówią, więc nie mam oczekiwań, że coś się zmieni. I myślę tu i o politykach, i o społeczeństwie. Jak ono idzie za pewnymi hasłami. Jak na nie reaguje. To jest dla mnie dramatyczne.
🖇
Osoby, które występują w mediach, są w rządzie, Kościele i tak dalej, w ogóle nie biorą odpowiedzialności za słowa, które wypowiadają. Tak jakby nie mieli pojęcia, że to, co mówią, będzie pokazane w wiadomościach i dotrze do osób nieheteronormatywnych, często będących w depresji. Nic sobie z tego nie robią! I lecą te słowa, czasem drastyczne wypowiedzi, lecą, lecą… Joanna
🖇
[…] gender to płciowość, nie seksualność… Właśnie tak to wygląda. I trzeba uzmysłowić sobie, że ludzie mogą się czuć, pojmować, widzieć, przedstawiać siebie samych w tylu różnych… nie chcę użyć słowa „wariant” czy czegoś w tym rodzaju, żeby tego problemu nie spłaszczyć, nie zbagatelizować… Z tylu różnych… punktów widzenia. // Maciek
🖇
[Maciek] Czytamy i słyszymy o tym, z czym trzeba się mierzyć w Polsce. I to bywa przerażające. [P.J.] Co cię najbardziej uderza?
Maciek: Nienawiść. Gdybyś mnie zapytał, dlaczego wyjechałem z Polski, czego nie mogłem w niej znieść, to powiedziałbym, że jest to specyficzne podejście do ludzi. Można je ująć w słowach: „A ty, kurwa, co?!”.
🖇
[Maciek]
Tutaj
[w Kanadzie]religia trzyma się przede wszystkim wymiaru duchowego i miłości. Tu katolicyzm jest prawie jak buddyzm – z takim przesłaniem: bez względu na to, kim jesteś, my cię akceptujemy i kochamy.
🖇
[W.J.] To była kwestia postrzegania swojego ciała. Pragnień… I cierpienia. Nie mogłam zrozumieć, że ja chcę być taka, a nie mogę być taka.
[…]
Miałam ogromną wolę walki. Walczyłam, żeby być dobrym chłopakiem. Ciągle mi się wydawało, że po prostu muszę do tego dojrzeć. Ale na razie było tak, że mówiłam sobie: „Hej, jesteś beznadziejna w byciu chłopakiem. Musisz się bardziej postarać”. [P.J.] Przed coming outem bardzo się starałaś… Nie płacz… [W.J.]
To był najgorszy czas w moim życiu.
🖇
[Doktor Agnieszka Rynowiecka]
Badania na całym świecie pokazują jasno – kiedy transpłciowe dzieci otrzymują wsparcie potwierdzające ich tożsamość płciową, ich problemy ze zdrowiem psychicznym maleją; kiedy nie otrzymują wsparcia – rosną. Czyli jeżeli dziecko poprosi, żeby zwracać się do niego w formie żeńskiej, to powinniśmy to zrobić. O to samo poprosimy w przedszkolu czy w szkole. Kupimy takie zabawki, jak chce. Niech zakłada takie stroje, jak chce. Dla transchłopców jest to prostsze, bo wszyscy już społecznie akceptują, że dziewczynki mogą chodzić w spodniach. [P.J.] Tak, chłopczyce są okej, ale zniewieściali faceci już nie do końca. [A.R.] Właśnie. Jak chłopczyk chce być księżniczką, to na podwórku pachnie tragedią. Tylko dlaczego? Dlaczego nie można chcieć być księżniczką? Przecież fajnie jest być księżniczką czy mamą, fajnie jest mieć takie cechy kobiece jak na przykład opiekuńczość. Nam wszystkim przydałaby się taka otwartość.
🖇
To nie jest kwestia „chcenia”. To w ogóle nie jest kwestia wyboru. I stąd ten dramat. Dr Agnieszka Rynowiecka
🖇
[Agnieszka Rynowiecka] Tak, to bardzo trudne, bo nie rodzimy się z wiedzą o transpłciowości. I zazwyczaj to nie o niej myślimy w pierwszej, a nawet drugiej kolejności, próbując zrozumieć siebie i swoje nieprzystosowanie do roli płciowej. Często pojawia się wątek homoseksualności czy seksualności w ogóle – że to z nią jest coś nie tak. Ale jeśli taka osoba w kimś się zakocha, to ten związek jej uświadamia, w jakiej roli chce w nim być. [P.J.] Preferencje seksualne – koniecznie trzeba je odróżnić od tożsamości płciowej. [A.R.] Tak. Tożsamość – czyli kim jestem i jak chcę być postrzegany społecznie. Seksualność to kwestia erotyki i romantyki. […] [P.J.] Kręte bywają ścieżki prowadzące do szczęścia… [A.R.] Szczególnie dotyczy to osób, które bardzo długo są w tej roli społecznie nadanej, płci metrykalnej.
🖇
Wpada w taką totalną rozpacz i mówi: „Chciałbym być normalną dziewczyną… a nie jakimś dziwadłem…”. I to pięciolatek mówi! A z miesiąc temu zapytał mnie: „Po co ja się urodziłem? Chcę się zabić”. Katarzyna
🖇
[Mecenas Anna Mazurczak]
Nie mam pretensji do urzędników, ale mam oczekiwania. Bo skoro ustawy nie ma i raczej nie zanosi się na to, żeby jakaś dobra w najbliższym czasie powstała, to trzeba przynajmniej zadbać o prawa człowieka. Prawa człowieka osób transpłciowych. Wkurza mnie, że się o tym nie myśli. I zastanawiam się, czym niby ryzykowałby urzędnik, który wydałby zgodę na zmianę imienia na nieneutralne płciowo? Przecież nikt tego nie zaskarży.
🖇
[Anna Grodzka]
Bardzo zależy mi na tym, żeby nikomu to nie umknęło. Obrady Sejmu z 9 października 2015 roku. To wtedy weto prezydenta Andrzeja Dudy do ustawy o ustaleniu płci można było odrzucić. I tym samym można było odmienić życie tysięcy ludzi w Polsce. Można było przywrócić im godność. Sejmowa większość – Platforma Obywatelska i Polskie Stronnictwo Ludowe – podczas tamtego posiedzenia wybrała między innymi nowych sędziów do Trybunału Konstytucyjnego, choć potem musiała przyznać, że zrobiła to za szybko i za bardzo „na zaś”. Nie wybrała za to posła sprawozdawcy, który przedstawiłby wspólne stanowisko sejmowych komisji rekomendujących odrzucenie weta. Nie wybrała, bo nie chciała.
🖇
[P.J.]A płeć istnieje? [W.J.]Oczywiście, że płeć istnieje – nikt temu nie zaprzecza, natomiast nazywanie ludzi jakimiś biologicznymi mężczyznami czy biologicznymi kobietami jest puste. I nie opisuje rzeczywistości. Jeżeli ja stanę obok ciebie i ktoś powie: „To są dwaj biologiczni mężczyźni”, to przecież nie będzie miał racji. Dlatego mamy takie określenie jak płeć przypisana przy urodzeniu czy osoba cispłciowa, osoba transpłciowa – wszystko po to, żeby odpowiednio opisywać rzeczywistość.
🖇
[P.J.] Myślisz, że jako aktywistka będziesz miała taki moment, gdzie sobie powiesz: „No, już nie trzeba. Zrobione”. [W.J.] Raczej powiem: „Już nie mogę”. [P.J.] Nie daję rady? [W.J.] Że nie daję rady – to czuję często. […] Choć do zrobienia jest tak wiele… Boję się, co będzie, jeżeli utrzymają się rządy skrajnej prawicy – wtedy nie ma żadnej szansy na poprawę sytuacji osób trans. A jak przyjdą liberałowie, też trzeba będzie pilnować, żeby nie nasiąknęli jakąś utajoną, transfobiczną narracją.
🖇
[W.J.]
Są stereotypy i dużo takiego zachowawczego lęku przed nieznanym. Ale jeśli się tego nieznanego pokaże z bliska, to strach ustępuje.
🖇
[Aldona]Od państwa polskiego chcę na pewno akceptacji i potwierdzenia tego, że są ludzie różni, ale równi. Żeby ci ludzie, którzy rządzą w tej chwili w Polsce, mieli świadomość, że my też tu jesteśmy. Że my też tu żyjemy. Że my tu płacimy podatki, ciężko pracujemy, że kochamy tak samo te nasze brzozy, Mazury, morze, Warszawę, Kraków, Wrocław, te wsie przecudowne. Że ten kraj kochamy tak samo jak i oni. […]Żądam, żeby człowiek mógł żyć w godności, żeby był sobą, żeby rozwijał swoje talenty. Żeby się realizował w tym kraju. I żeby mógł być sobą zawsze. Wszędzie.
Piotr Jacoń, My, trans, wydanie II,
Wydawnictwo RM, Warszawa 2024.
(wyróżnienie własne)
[…]
właściwie każda moja codzienna decyzja jest czymś, z czym będę do końca. // Ewelina Negowetti
🖇
[P.J.] Nie zapytałem cię, jak myślisz o przyszłości? [W.J.] Nie pytaj. Moja przyszłość to jest poniedziałek, który następuje po niedzieli. Daleko nie wybiegam… […] [P.J.] Jutro poniedziałek… [W.J.] Czyli to jest moja przyszłość. [P.J.] Kocham Cię. [W.J.] Ja Ciebie też.
(tamże)
*
Wojowniczki & Wojownicy, #78, Piotr Jacoń, Od dysforii do euforii.
Cotygodniowe odliczanie literek, raz. Poślizgnięte dwa dni, a w zasadzie przykorkowane na dwa dni trudnościami, niemocą odcedzenia wyimków z tej książki.
Najpierw było czekanie na książkę, następnie na jej u mnie czas. Potem była rozmowa z Hawwą o filmie wyjętym z tej wyczekanej książki. Dzięki tej rozmowie trafiłam na tę książkę, by wyskoczyć z niej na chwilę do
innej w tym samym temacie, by wrócić i nie móc się już oderwać.
To książka wypełniona pięknymi ludźmi, którzy wiele niepięknych chwil ustali. To zdecydowanie książka obowiązkowa dla cis osób. Pozwala przyjrzeć się osobiście relacji ze swoją cisowością i wynikającymi z niej ograniczeniom percepcji otaczającego świata, a co za tym idzie mitom, które nie wiadomo kiedy zakorzeniły się w podglebiu naszego umysłu.
Lektura ta pozwoliła mi uświadomić sobie, że męski fob (bo nie tylko o transfobię chodzi), do którego mam dwa uściski dłoni, nie chce niczego zrozumieć/odkryć, jest po prostu impregnowany na wiedzę i inne niż swoje doświadczenia. Postanowiłam wszelkie ze strony tego człowieka zaczepki ignorować. Nie ma potrzeby rzucać pereł przed wieprze.
Przykłady emanacji ślepoty wynikajacej z posiadania przywileju dotyczą nie tylko feminatywów, które wydawać się mogą wymysłem czy absurdem i często są powodem do śmiechu dla mężczyzn (błogosławieni uprzywilejowani od wieków), ale również osobatywów, które dla osób binarnych mogą być wymysłem czy naroślą językową politycznej poprawności.
Kamieniem nie rzucę — ja kulawa, ale jednak bardzo uprzywilejowana — niektóre osobatywy łamały mi język. Jednak przeczytawszy drugi, piąty raz odmieniane odpowiednio przez przypadki słowa Moja Ukochana Osoba, zaskoczyłam! Odsłonił się nie tylko inkluzywny charakter osobatywów, ale również ich potencjał. Gdy napiszę razem z moją ukochaną osobą pojechałyśmy do…, to uśmiecham się od ucha do ucha, bo czuję poluzowane genderowe szelki, nie puszczam przodem płci, robię przestrzeń, w której anima, tak się złożyło, mojego mężczyzny może wziąć głęboki oddech i poczuć się zaproszona. To jak z rzeką i miłością, karmi dusze.
Jeśli w Polsce nadal nie ma równości małżeńskiej, a także ustawy, która gwarantowałaby osobom transpłciowym godne życie – to znaczy, że ciągle mam powody, by wstydzić się za mój kraj, za Polskę.
Jeśli to zdanie jest już nieaktualne – to znaczy, że jest czego pilnować. Bo odebrać godność jest bardzo łatwo.
Piotr Jacoń
🖇 🖇
Kiedy to piszę, mam czterdzieści osiem lat i wiem, że ról społecznych nikt nas za bardzo nie uczy, choć powszechnie oczekuje się przecież, że powinniśmy dobrze je grać.
🖇
[…]
coming out to rodzaj wyznania miłości: do siebie, ale i do osoby, której mówimy, jak jest z nami naprawdę.
🖇
Tak. Zdaję sobie sprawę, że na transpłciowość patrzę z cispłciowej perspektywy. Zaznaczam to, by podkreślić, że mam tego świadomość, a jednocześnie dać sygnał wszystkim czytającym tę książkę, że nie jest to spojrzenie neutralne. Nie jest eksperckie. Nie jest nawet może dziennikarskie. Jest za to rodzicielskie, ojcowskie.
🖇
[…]
tak bardzo zależy mi na tym, by ta książka pokazywała transpłciowość osadzoną w życiu. Zwykłym życiu. Bo wydaje mi się, że to jest najbardziej fair wobec osób trans.
🖇
Kacper popełnił samobójstwo w poniedziałek. Miał szesnaście lat. Krótko przed śmiercią napisał pożegnalny list. Włożył go do mojej pierwszej książki. Prosił rodziców, by ją przeczytali. […]
Myśl o tym, że na minutę lub nawet mniej linie jego i mojego życia się przecięły, a potem jedna z nich nagle się urwała, jest porażająca. […] Jest jeszcze jedno nieznośne uczucie – bezradność. […]
W książce Kacpra była moja dedykacja: „Miłości i Odwagi”.
🖇
Czy serio pierwszą cechą, która mnie definiuje, jest płeć?
🖇
[W.J.]Jestem przeciwko ideologii gender! [P.J.] No, dobrze się zaczyna! [W.J.] Uważam, że każda osoba powinna móc żyć w zgodzie ze swoją tożsamością płciową. Ale nie powinna mieć narzucanych obowiązków związanych z tą płcią. W stylu: skoro jesteś kobietą, to nie możesz się skupiać na karierze, tylko musisz wychowywać dzieci, lub skoro jesteś facetem, to musisz być twardy, nie możesz pokazywać emocji. To jest ideologia gender – te role społeczne przyjmowane ze względu na płeć. I ja jestem przeciwko. Zdecydowanie! Zostawcie płeć w spokoju.
🖇
Wzrok się nam wyostrza za sprawą naszych osobistych doświadczeń – zacząłem. – […] „Ktoś mądry powiedział mi kiedyś, że wszyscy powinniśmy walczyć o prawa mniejszości, bo każdy z nas może się tą mniejszością stać. Bo zachoruje, bo zbiednieje, bo zestarzeje się albo straci władzę. Walcząc o prawa mniejszości, tak naprawdę walczymy o nas, o naszą godność!” Zabrzmiały pierwsze akordy Tolerancji.
Miałem ostatnio refleksję na temat języka inkluzywnego, że trochę wpadliśmy we własną pułapkę. Chcąc zwrócić uwagę na potrzebę większej wrażliwości językowej, stworzyliśmy pojęcie „języka inkluzywnego”, co spowodowało, że ci co bardziej rozleniwieni w swoim życiowym konformizmie, zaczęli mruczeć: „Co?! Jakiś nowy język? Co to za wymysły? Dlaczego każecie mi się uczyć nowego języka?!”. A to przecież nie jest tak. Inkluzywność to nic innego jak komunikatywność. Język musi się do nas dopasowywać, a żeby się dobrze dopasować, trzeba się dobrze wsłuchać w naszego rozmówcę / w naszą rozmówczynię / osobę, z którą rozmawiamy. I tyle. Nic nowego. Podstawowa funkcja języka – „dogadywalność”.
🖇
Krōtkŏ historyjŏ ô tym, jak wyszoł żech ze szranku dwa razy. To śląski tytuł historii Maxa. Wymyślił go po rozmowie z babcią Ślązaczką. Tłumaczył jej, co to oznacza „wyjść z szafy”. Poprawiła go: „Ze szranku, a nie z szafy”.
🖇
Przecież marsze są po to, żeby były ostentacyjne. Każdy. Nieważne, czy maszerują narodowcy, krzyżowcy, pocztowcy, czy kolorowi ludzie z tęczowymi flagami. Wszystkim chodzi o to samo. Żeby ich zobaczono. Żeby usłyszano, czego chcą. Ostentacyjne są też procesje Bożego Ciała. […]
Marsze są potrzebne maszerującym. Dodają siły. Dopisują do grupy. Takiej, która razem ma odwagę wyjść z ukrycia. Im jakaś grupa jest mocniej na co dzień do tej kryjówki spychana, tym większej trzeba odwagi od święta. Tym większa jest potrzeba wykrzyczenia, tego, co mruczało się tylko pod nosem za drzwiami własnej szafy.
🖇
[Maciej od Harry’ego]
Język polski z tymi wszystkimi końcówkami rodzajowymi jest dość nieszczęśliwym językiem… Tragedia, tych pomyłek misgenderujących było naprawdę wiele i nie miałem wtedy pojęcia, że to za każdym razem może aż tak boleć. Musiałem to przyjąć na wiarę.
🖇
[Sędzia Dorota]
Dlaczego jest tak, że to, jak ja się czuję i kim jestem, musi być ustalane, definiowane i potwierdzane sądownie, a także muszą się na to zgodzić rodzice? Gdy rozmawiam o tym z kolegami i koleżankami z sądu, to mówią, że to, jakiej płci jest dana osoba, musi potwierdzić opinia biegłego. Ale czy na pewno? Czy faktycznie potrzebujemy takiego potwierdzenia, zamiast zapytać i wysłuchać odpowiedzi? Czy musimy mieć na to szereg papierów? Czy w momencie, kiedy decydujemy się na dziecko, ktoś nas pyta, czy jesteśmy do tego przygotowani? Zobacz, ile jest w Polsce rodziców, którzy nigdy nie powinni mieć dzieci. Tutaj państwo nie zagląda, a przecież to niezwykle istotna kwestia, bo potem z tymi dziećmi dzieje wiele dramatów: są porzucane na wczesnym etapie, zapominane, a nawet zabijane. Nikt nie sprawdza nowożeńców, czy oni się naprawdę kochają, czy są gotowi na wspólne życie. Wystarczy oświadczenie, deklaracja. A w tym przypadku mamy cały szereg dokumentów, opinii – nie mylić z diagnozą, bo diagnoza dotyczy chorób, a transpłciowość nią nie jest. […]
Wszystko to, co się dzieje w poukładanej przestrzeni publicznej, najlepiej, aby było standardowe i przewidywalne, bo to daje poczucie bezpieczeństwa: wiemy, panujemy, rozumiemy. Ale gdy tylko coś się wymyka się sztywnym definicjom, jeden klocek nie pasuje do reszty klocków, to pojawia się niewiedza, a z jej powodu strach. W sądzie mamy niestety możliwość zatuszowania niewiedzy władzą.
🖇
[Sędzia Dorota]
Powiem Ci, co mnie wkurza. Wkurza mnie, że musimy robić robotę za rodziców, którzy mają gdzieś swoje dzieci. Poza tym wkurza mnie to, że otwartość deklarują ludzie do momentu, kiedy to jest jakiś ogólny temat – gorzej, gdy zaczyna dotyczyć ich bezpośrednio. I wkurza mnie, że nie chcą się otworzyć na historie, które im opowiadamy. Bo wolą zostać przy wersji, którą usłyszą na przykład w kościele. Staramy się iść do przodu, a ktoś wiecznie zaciąga hamulec.
🖇
[Mecenas z Krakowa]
Swoją drogą ciekawe, że argument, jakoby rodzice najlepiej znali swoje dziecko, pochodzi najczęściej od rodziców, którzy tego dziecka właśnie nie znają. Bo są tak konserwatywni, że ono boi się im cokolwiek powiedzieć. Wie, że raczej nie może się spodziewać wsparcia z ich strony. W sprawie tarnobrzeskiej strona pozwana na serio złożyła wniosek dowodowy, żeby sąd dopuścił dowód z mandatu drogowego, który strona pozywająca, trans kobieta, otrzymała za przekroczenie prędkości. [P.J.] I to miał być dowód na co? [M. z K.] Proszę się zastanowić. Przecież ta osoba, gdyby faktycznie była kobietą, to… nie jeździłaby tak szybko. [P.J.] No, wyższa szkoła jazdy. [M. z K.] My w tych sprawach od początku do końca płyniemy w oparach naprawdę niezłego absurdu. Bo gdyby się temu przyjrzeć, to pojawia się w takich sytuacjach pytanie, które mogłoby się wydawać kuriozalne, a to jest pytanie dotyczące granic czasowych władzy rodzicielskiej. Dlaczego o życiu i losach dorosłego, nieubezwłasnowolnionego człowieka mieliby bowiem decydować jego rodzice, którzy w pozostałych kwestiach nie mają już nic do powiedzenia? Przecież całokształt sytuacji prawnej musi prowadzić nas do stwierdzenia, że osoba transpłciowa jest już samodzielna i może decydować o sobie w każdym aspekcie. A tu się okazuje, że tak… no, chyba że chodzi akurat o zmianę oznaczenia płci, bo tu dalej niejako decydują rodzice.
🖇
Jeżeli jednak czytacie te książkę, a w Polsce nadal obowiązuje prawo, które zmusza osoby transpłciowe (w każdym wieku) do pozywania swoich rodziców (nawet jeśli nie żyją), to znaczy, że nadal musimy się wstydzić za ten kraj.
🖇
Publicznie przyznawałem się do tego nieraz, że nie potrafię używać słowa „syn”. Potem „nie potrafię” zamieniłem na „nie potrzebuję”, bo przecież nie opisuje mojego dziecka w żaden sposób. […] „Ale przecież pan był OJCEM SYNA”. […] Harry słuchał z uwagą i ponad talerzami, kieliszkami i ozdobami świątecznymi rzucił w moją stronę: „A może jeszcze inaczej? Może byłeś ojcem osoby, która społecznie funkcjonowała jako syn?
🖇
[…]
nikt ot tak sobie nie wszedłby na tak ciężką drogę i dobrowolnie nie narażał się na krzywdzenie czy obrażanie. Daniel
🖇
[P.J.] Jakiego świata chciałbyś dla niego [Wiktora]? [Maksymilian, tata Wiktora] Chciałbym, żeby zniknęły język nienawiści i brak szacunku. Nie można mówić, że ktoś ma kogoś tolerować. Tolerować można laktozę. Człowiekowi nikt nie ma prawa powiedzieć, że się go za coś nie toleruje. Nikt nie nadał nam takiego prawa. Chcę świata akceptacji, zrozumienia i szacunku. Dla niego i wszystkich fajnych dzieciaków.
🖇
Jak coś przemilczę, to nie znaczy, że tego nie ma. Feliks, czyli Maciej
🖇
Gdy
[Tomasz] poznaje jakąś nową osobę, która jest dopiero na początku swojej drogi, czuje i radość, i współczucie. Radość, że coraz więcej jest otwartego mówienia o sobie, coraz mniej tłumienia tego, kim się jest. Współczucie, bo wie, że to trwa – droga bywa długa i ciężka, a nierzadko samotna. A także kosztowna…
🖇
[P.J.]
„A jak będę chciała być nietolerancyjna – będziecie to tolerować?” Pewnie, że nie. Ha, mam was! [W.J.] Ulubiony pseudoargument prawicy. Skoro jesteście tacy tolerancyjni – uszanujcie naszą nietolerancję. Tyle że nietolerancja to właśnie brak szacunku. Krzywda i przemoc. Na krzywdę i przemoc nie ma zgody, bo to zło.
🖇
[…]
naszym ulubionym (jako społeczeństwa) zajęciem jest prowadzenie zażartych dysput o innych bez udziału tych innych w dyskusji. Tak było i w tym przypadku. Powstawały felietony, artykuły, analizy. A największymi specjalistami i specjalistkami od wykluczonych stawały się osoby, które żadnego wykluczenia nigdy nie poczuły. […] Czy tak zwany homofobiczny żart jest żartem czy homofobią (bo jednym i drugim jednocześnie być nie może) „ekspercko” oceniane jest najczęściej przez heteronormatywnych silniejszych.
🖇
[Kasia z Nicei] […] cała znajomość języka u Leny to było „dzień dobry” i „do widzenia”. Następnego dnia poszła do szkoły i był to jeden z najbardziej stresujących dni w moim życiu. Rozumiesz: moje transpłciowe, małe dziecko poszło do szkoły w obcym kraju, i to jeszcze w miejscu, które jest najbardziej prawicową częścią Francji, gdzie radykalna prawica rządzi od lat siedemdziesiątych. [P.J.] Pod tym względem wybraliście ryzykownie… [K.] Ta francuska prawica oczywiście ma problem z osobami transpłciowymi i wydaje mi się, że jest też dużo bardziej niebezpieczna od naszej prawicy, bo są to wykształceni, bardzo bogaci ludzie o rodzinnych prawicowych tradycjach. Ale tutaj niezależnie od poglądów nie możesz sobie pozwolić na takie chamstwo i ściek jak w Polsce. To tutaj nie istnieje. Mieszkamy tu trzy lata i nigdy nie spotkaliśmy się z żadną nieprzyjemną sytuacją.
🖇
[P.J.] Masz problem z Polską… [K.] Często spotykam się z takim zarzutem, że jestem jakąś straszną hejterką Polski. To absolutnie tak nie jest. W tym momencie to po prostu kraj nie dla nas, absolutnie nie mamy tam czego szukać. Powinno być tak, że Polska, zgodnie z zapisem w Konstytucji, jest dobrem wspólnym wszystkich obywateli. To powinno być szanowane przez władzę i ludzi. Ale do tego jest potrzebne społeczeństwo obywatelskie i mądra edukacja. Teraz to wszystko mamy we Francji. Choć ja ciągle mam nadzieję, że Polska się zmieni.
🖇
[Maciej od Harry’ego]
Dostrzegamy tylko cienie na ścianie jaskini. Jakieś fenomeny. Bo nie jesteśmy w stanie poczuć tego, co odczuwają osoby takie jak nasze dzieci. Dlatego tak ważne jest dać się poprowadzić – jak dziecko – swojemu dziecku. W pełnym zaufaniu, że ono wie, co mówi. I robi, jak odczuwa.
🖇
[W.J.] Osoby będące najwyżej w hierarchii społecznej mają tendencję do większego sprzeciwu wobec społecznych zmian, bo się boją, że stracą przywileje. Po co ryzykować ich utratę? I nie jest ważne, że ten strach często nie ma pokrycia w rzeczywistości. Subiektywne odczuwanie zagrożenia wystarczy do przyjęcia postawy defensywnej wobec progresywnej postawy osób, które na utrzymaniu status quo tylko tracą. Na zmianie kulturowej potencjalnie tracą uprzywilejowani i potencjalnie zyskują ci, którzy najmniej mają. Bo dla osób uprzywilejowanych ważniejszy jest spokój od sprawiedliwości. Dla osób najniżej w hierarchii społecznej nie ma ani sprawiedliwości, ani spokoju.
🖇
[W.J.] Nie dajecie nam wychowywać dzieci, bo uważacie, że się do tego nie nadajemy. Jednocześnie oficjalnie nie możemy udowodnić wam, że potrafimy wychowywać dzieci, bo wy nam na to nie pozwalacie. Gdy tymczasem w waszej heteronormie dzieci może mieć każdy, i o ile nagle do jego domu nie wkroczy policja z niebieską kartą, o tyle za rozrodczość będziecie chwaleni i nagradzani. Tylko czym w takim razie zajmują się polskie sądy rodzinne, skoro wam tak świetnie wychodzi zabawa w dom?[…]
Pogubiliście się już? Ja też! Ale powtórzę jeszcze raz: DLA MNIE RODZINA JEST NAJWAŻNIEJSZA! I DLATEGO CHCĘ RÓWNOŚCI MAŁŻEŃSKIEJ!
🖇
[W.J.] Tym, co można zrobić w ramach ochrony rodziny prawnie, jest zapewnienie równości małżeńskiej, możliwości adopcji i godnej tranzycji prawno-medycznej. Nic tak bowiem nie wzmacnia wartości rodzinnych, jak możliwość legalnego założenia rodziny.
🖇
[W.J.] Ale wiesz, że
jako ludzkość już to przerabialiśmy. I nawet czegoś się nauczyliśmy. Gdy kobiety walczyły o prawa wyborcze, dyskusja wyglądała bardzo podobnie. Też „to się w głowie nie mieściło”, żeby pozwolić sobie na „taką rewolucję”! Również wtedy silni panowie, którzy mogli głosować bez względu na swoje kompetencje intelektualne, powątpiewali w intelekt kobiet. I robili to zupełnie otwarcie. Tak jak teraz otwarcie kwestionuje się instynkt macierzyński lesbijek czy potrzebę bycia ojcem u gejów – a nawet mniej lub bardziej wprost można sugerować, że w przypadku osób homoseksualnych za chęcią posiadania dziecka kryje się coś zupełnie innego niż miłość… coś niebezpiecznego.
Wracając do meritum: wtedy niektórym mężczyznom trudno było zrozumieć, że prawo wyborcze kobiet nie odbiera prawa wyborczego mężczyznom.
🖇
[P.J.] Może to właśnie jest czas, żeby ogarnąć, „przytulić” siebie? [Maciej od Harry’ego]
Pewnie tak. Kiedy patrzę wstecz na moje doświadczenia życiowe, to jako młody człowiek nigdy bym nie przypuszczał, że życie postawi na mojej drodze takiego rodzaju wyzwania. Teraz odczuwam coś w rodzaju satysfakcji – wejścia na szczyt góry. Patrzę w dół na drogę, którą razem przebyliśmy jako rodzina, i mówię sobie: to był kawał dobrej roboty! Było trudno, czasami bardzo, czasami były chwile zwątpienia, ale osiągnęliśmy szczyt. Życie wystawiło mnie na próbę, ale wspólnie z rodziną tę próbę przeszliśmy pozytywnie. Dobra robota! Nie spodziewałem się, że będzie tak ciężko, ale dałem radę – przede wszystkim jako człowiek.
Piotr Jacoń, Wiktoria. Transpłciowość to nie wszystko,
Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2024.
(wyróżnienie własne)
[W.J.] Wszyscy jesteśmy opakowani. Jak paczki z firmy wysyłkowej. Gdy przesyłka do Ciebie trafia, w ręku trzymasz pudełko, ale właściwa zawartość jest w środku – w jakimś plastikowym czymś. Jak rozerwiesz tę torebkę, to zobaczysz jeszcze folię bąbelkową, a dopiero w niej jest ten, dajmy na to, pendrive, który zamówiłeś. Pudełko było czerwone, torebka żółta, a folia szara – tyle kolorów! A żaden z nich nie jest ważny, bo pendrive okazał się niebieski. Ten pendrive to ja… [P.J.]I za każdym razem, kiedy ktoś to po prostu zrozumie… [W.J.] …wygrywamy.
🖇
[W.J.] Mam dość, gdy ktoś mówi, że mi współczuje. Że on lub ona nie wyobraża sobie w mojej sytuacji życia w tym kraju. Tylko że ja nie mam innego życia, jakiegoś zapasowego, mam tylko to jedno życie i tylko te doświadczenia. Co mi z tego współczucia?
🖇
Dojrzale, to znaczy widzieć szerzej. Widzieć różne konteksty życia. Że nie ma prawdy ostatecznej. Że nawet prawda naukowa tylko przybliża nas do poznania prawdy. To również umiejętność łączenia rzeczy z pozoru niepołączalnych – jak wiara i nauka. I właśnie to połączenie daje nadzieję – choć nie jest to nadzieja naiwniaka, który powtarza: »Będzie dobrze«. To jest nadzieja dojrzałego dorosłego, który mówi: »Wiem, jak jest, ale wybieram wiarę, że będzie dobrze«. Ta dojrzałość zaczyna się wtedy, gdy nie znamy odpowiedzi na wiele pytań i jesteśmy z tego dumni. Bo czasem dobrze postawione pytanie jest ważniejsze niż odpowiedź. Poza tym w odpowiedzi nie ma już tajemnicy. I nie ma ciekawości. Joanna Flis
(tamże)
*
Imponderabilia, Piotr Jacoń: osoby transpłciowe, życie osoby LGBT w Polsce.
Ponieważ za jakąś niedługą chwilę będę obywatelką pierwszego w Europie (komu gratulować tej innowacji?) kraju-burdelu, jak ulał będą do tych okoliczności pasować słowa, którymi od lat wyłącznie w kuluarach prywatności definiuję najdłużej istniejącą w Polsce partię: to nie partia, to kurwa polityczna.
Nie mogę wyjść z zadziwienia, że wciąż żyję w kraju, który gardzi milionami głosów wyborczyń i wyborców. Wygląda na to, że z obsługą polityki w Polsce jest jak z obsługą zjawisk atmosferycznych — decyzyjni niezmiennie pozostają zaskoczeni chwilą obecną. A gdyby do wspomnianych milionów dodać kobiety i osoby z niepełnosprawnościami, nikt nie przejmowałby się głosem kilkudziesięciu tysięcy osób, tych źle poinformowanych czy mszczących się za grzech zaniedbywania (od dziesięcioleci). Jedni wygrali, drudzy przegrali, wszyscy stracimy.
W tym wpisie najważniejszy jest film, ale kolejność pojawiających się elementów składowych od tego momentu do końca nie jest przypadkowa, raczej przemyślana, choć wprowadzenie pozostanie dość emocjonalne. Wrrr.
– Ale my jesteśmy razem już od trzydziestu lat… – nie mogłam się powstrzymać, żeby nie wtrącić tego, co i tak musiała wiedzieć, bo pisałyśmy o tym we wniosku na początku procedury. […]
– Ja wiem, ja wiem… – Rikke odpowiedziała na to łagodnie, cierpliwie i przepraszająco. – Ale muszę…
Ciągnęła:
– Małżeństwo to prawa i obowiązki. Opiera się na obietnicy wzajemnej miłości, pomocy, troski i zrozumienia. Małżeństwo jest być może czymś najważniejszym w życiu i jednocześnie największym wyzwaniem. Żadna uroczystość nie urzeczywistni waszego małżeństwa, możecie to zrobić tylko wy same – poprzez miłość, cierpliwość i wzajemne oddanie. Poprzez rozmowę i słuchanie siebie nawzajem, wzajemną pomoc i wsparcie, zaufanie i wiarę w siebie. Poprzez czułość i śmiech. I umiejętność rozróżniania między tym, co naprawdę ważne, i całą resztą, która nie ma znaczenia. Moje życzenie dla was jest takie, żeby wasze wspólne życie zawsze było pełne znaczenia i czułości.
Słysząc to, uściskałyśmy się z Elż.
– Trochę takie jest, co? Tyle lat… – powiedziałam do niej.
🖇
Moja ukochana i ja codziennie zderzamy się z opresyjnymi strukturami społeczno-politycznymi wyłącznie z tego powodu, że mamy odwagę żyć po swojemu. Nasze państwo nadal nie przyjmuje do wiadomości tego, że jesteśmy razem. […] Małżeństwo musiałyśmy zawrzeć według prawa innego kraju, ponieważ Polska nie dopracowała się dotychczas formuły nawet tak anachronicznej, jak związki partnerskie. To prawda, że przedmiotem naszej walki jest życie.
🖇
[…] takich historii jest w Polsce pełno, są dosłownie na wyciągnięcie ręki, tylko nie ma okazji, nie ma przestrzeni, by o nich rozmawiać, i każdy zostaje z nimi sam.
🖇
[Rzeczywistość kulturowo-społeczna], która z takim uporem odmawia uznania naszego istnienia. Która trzyma nas w stanie społecznej nieważkości, przykrywa nas co rusz czapką niewidką i każe bez końca czekać u siebie w przedpokoju na przepustkę do życia, a ono tymczasem przemija nam bezpowrotnie. Która przyjmuje do wiadomości – przynajmniej w pewnym zakresie, zwłaszcza podatkowym – każdą z nas z osobna, ale nigdy, absolutnie nigdy nie rozpoznaje nas obu naraz jako pary. Kiedy konfrontujemy się z nią we dwie, jako para, ona zawsze udaje głupią. „Nie wiem, nie znam się, zarobiona jestem” – mówi do nas ta rzeczywistość lekceważąco i w najlepszym razie odwraca się plecami.
🖇
Tego nie ma w umowie koalicyjnej,
reż. Piotr Jacoń, 2024.
🖇
Ślub był zwieńczeniem naszego coming outu – długiego, żmudnego procesu, który trwał od dawna i przechodził rozmaite kulminacje w różnych sferach naszego życia, jednak dopiero w Kopenhadze osiągnął punkt bez powrotu, poziom, z którego już nigdy nie będzie można zejść.
Zawarcie przez nas małżeństwa sprawia, że ani my same już nie możemy się cofnąć i powrócić do życia w ukryciu, ani też nikt inny nie może nas do tego zmusić.
🖇
[…] z perspektywy mojego wykluczenia odnoszę wrażenie, że osoby hetero zatraciły chyba poczucie treści i znaczenia małżeństwa.
🖇
Nienawistnicy, którzy twierdzą, że śluby „jednopłciowe” zniszczą istotę małżeństwa, głęboko się mylą. Nasze śluby nie niszczą jej. One ją ratują.
„Pamiętaj, że to tylko papier” – powiedziała do mnie Aśka. […] Zaskakuje mnie to i trochę nawet zawstydza, bo kiedyś myślałam przecież tak jak ty: co głupi papier może zmienić w czyimś życiu, w uczuciach? Dzisiaj wiem, że sam papier może i nic, ale papier jako świadectwo ceremonii, uroczystego aktu stanięcia we dwie w publicznym miejscu, przed reprezentantami społeczeństwa, czyli tej najszerszej wspólnoty, do której należymy, niezależnie od tego, czy lubimy to, czy nie; aktu stanięcia w pełnej jawności i przy świadkach, wystawienia się bez lęku na ludzkie spojrzenia i otwartego potwierdzenia, że jesteśmy i pragniemy nadal być ze sobą – taki papier w naszym życiu zmienia już bardzo wiele, a właściwie wszystko.
Ślub jest chwilą społecznych narodzin nas jako pary oraz dookreślenia naszej tożsamości. Jest koniecznym, od dawna brakującym momentem domknięcia naszego stawania się jako dwóch osób, które wybrały życie w związku – osób odrębnych, które jednak wytworzyły między sobą żywą wspólną przestrzeń, tajemnicze coś trzeciego, co je łączy i sprawia, że choć są osobne, to jednocześnie takie nie są.
🖇
Prześladując albo prześlepiając „nietradycyjne” rodziny, państwo uszczupla nasz wspólny kapitał społeczny. Podcina gałąź, na której wszyscy siedzimy.
🖇
[…] sama relacja nie wystarczy, jeżeli brak jej odpowiednich ram społeczno-prawnych. Bez tych ram – bez widzialności, podstawowej akceptacji otoczenia i prawnego uznania – relacja nigdy nie ustanawia się do końca i w związku z tym nie może być w pełni zdrowa, a tym bardziej niczego uzdrawiać.
🖇
Rodzina istnieje w dwóch wymiarach: normatywnym i rzeczywistym. W pierwszym wymiarze jest pojęciem definiowanym w określony sposób, pewnym ideałem. W drugim – codziennością żyjących tu i teraz ludzi. Być może rodziny w wymiarze normatywnym broni się tym zacieklej, im mniej odpowiada ona wymiarowi rzeczywistemu, w każdym razie w dzisiejszej Polsce chyba tak właśnie jest. […] „wzór idealnej polskiej rodziny to mit”. Wyobrażenie, któremu część z nas hołduje, ale mało kto naprawdę tak żyje.
🖇
Ludzie potrzebują słów, które by ich określały wobec innych, które by ich ujmowały i wyrażały, tak samo jak potrzebują uznanej społecznie prawnej formuły dla swojego bycia razem. Potrzebują tego żywotnie i niezbywalnie. Wszyscy. Tego właśnie nauczył mnie nasz „jednopłciowy” ślub: że nie ma ślubów jedno- i dwupłciowych. Śluby albo są, albo ich nie ma. W Polsce ich dla nas nie ma.
🖇
Ślub jest chwilą społecznych narodzin nas jako pary oraz dookreślenia naszej tożsamości. Jest koniecznym, od dawna brakującym momentem domknięcia naszego stawania się jako dwóch osób, które wybrały życie w związku – osób odrębnych, które jednak wytworzyły między sobą żywą wspólną przestrzeń, tajemnicze coś trzeciego, co je łączy i sprawia, że choć są osobne, to jednocześnie takie nie są.
🖇
Od powrotu z nomen omen Kopenhagi mam nieodparte wrażenie, że sposób istnienia naszego ślubu w Polsce przypomina sytuację kota Schrödingera w wariancie drugim, przed otwarciem pojemnika. Razem z naszym ślubem ja i Elż znajdujemy się w superpozycji. Tylko że u Schrödingera był to eksperyment myślowy, a w naszym przypadku odbywa się to na żywym ciele.
🖇
To prawda, że w praktyce niczego nam to w Polsce nie daje, niczego nie zapewnia, jednak gdyby – na co się zanosi, albo i nie zanosi – wprowadzono u nas związki partnerskie, będziemy mogły zgłosić się po ten ochłap równości z pozycji prawdziwego małżeństwa zawartego w Danii.
Niby szczegół, ale bez niego naprawdę trudno byłoby przełknąć upokorzenie, jakim jest to szyte dla nas pośród żenujących targów specjalne prawo dla ludzi drugiej kategorii, zwane związkami partnerskimi. Ludzi, którzy najwyraźniej nie zasługują na to, żeby wejść do urzędu stanu cywilnego tymi samymi drzwiami co reszta społeczeństwa. Którym powtarza się, że muszą to zrozumieć i czuć wdzięczność.
Nie rozumiem i nie czuję.
Zmusimy system, żeby wmontował nasz prawdziwy duński ślub w swoje procedury. Nie będziemy przystrzygać naszego życia tak, żeby dało się je upchnąć w anachronicznej formule związków partnerskich.
Żadnego kucania.
🖇
Warto może wyjaśnić, czym równość małżeńska jest, a czym nie jest. Ona nie polega na tym, że przyjmujecie nas do swojego klubu. Polega na tym, że korzystamy z tej samej możliwości zapewnianej przez prawo, jednak nie oznacza to, że kupujemy od was gotowca. Wspólną formę ogólną – bardzo ogólną – nasycamy dla siebie własną treścią.
Renata Lis, Moja ukochana i ja. Ślub,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2025. (wyróżnienie własne)
filmy mojego życia, ich ścieżki dźwiękowe znam na wyrywki. dziś dowiedziałam się o śmierci reżysera jednego z nich, więc łomoliłam. kompozytor muzyki do tego filmu, doczytałam, pięć dni przed Tobą, Biały Kruku, opuścił bardo — szklą mi się tak bardzo oczy, gdy słucham rose’s theme, gada do mnie o bezbrzeżnej tęsknocie.