Pokazywanie postów oznaczonych etykietą _ruchomeOpowieści. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą _ruchomeOpowieści. Pokaż wszystkie posty

niedziela, kwietnia 19, 2026

6073. Z oazy (CDXXXVIII)

Półtora tygodnia temu. Czysty przypadek. Włączone dopiero co radio anonsowało audycję, której meritum jest zawsze wypierane przez treść mojego wewnętrznego życia. Zatrzy­ma­ło mnie imię gościni. Czyżby moda i nie jednemu psu na imię Bu­rek? Rozpoznałam głos. Pięknie budował zdania. Klik, klik i odkryłam rozmowę, któ­ra uświadomiła mi, że prze­ga­pi­łam dwa la­ta temu tę książkę. Byłoby szkoda, gdyby pozostała dla mnie przegapiona.

Dawno nie czytałam tak pięknej, gęstej, przemyślanej i przeżytej książki. Zdecy­do­wa­nie należy do puli najlepszych książek, jakie przeczytałam i przeczytam w roku 2026.

Uruchamia bolesne wspomnienia. Nie, ja nie muszę siebie szukać na zdjęciach z przedszkola. Tak, dziesięciolecia zajęło mi znalezienie odwagi, by spojrzeć bez uprzedzeń czworonożnemu zwierzęciu w oczy. Mogę wymienić wiele innych nietak. Wszystkie one dotyczyłoby zwykłego cisowego ciała. Dziś myślę: zgroza! Nie, nigdy nie widziałam jamnika śmiejącego się z doga arlekina. Tak, widziałam nie­je­den za­chwyt różnorodnością psich ciał, a tym samym psich osób. Czemu nie można pójść dalej i zachwycić się różnorodnością ludzkich ciał i osób? Nie mam pojęcia od dzie­się­cioleci.

Myślę o moich Ludziach, o Ich pięknych w młodości ciałach, które musiały się od Nich nasłuchać zbyt dużo złego, zbyt ostro, calkiem be sensu. Przed oczami mam wspomnienia kilku zdjęć, przepiękni Oni! Wtedy, gdy opadała migawka, jesteśmy ciut starzy, Oni nie utoż­sa­mia­li się z pięknem, którego byli emanacją. Żeby sprawa była jasna, wciąż tacy są!

Kształt, smak i kolory zeszłotygodniowego weekendu, którego efektem jest ten opróżniający filiżankę wrażeń wpis, wydają mi się dziś niewiarygodnym snem. A przecież tamten weekend był. I była przepiękna synchroniczność, i świętowanie piękna ludzkiego ciała. Czułam się szczególnie obdarowana i uprzywilejowana.

Zakładam, że osoby czytające to, co piszę, zgadzają się ze mną, jeśli chodzi o podstawowe przekonanie, że szacunek i uznanie dla osób trans nie wy­ma­ga­ją żadnego innego uzasadnienia niż sam fakt ich obecności w świecie.

Stoi za tymi tekstami przywilej dziecka klasy średniej i osoby z wyższym wykształceniem. Odbija się w nich moja białość, ale też polskość — przypadki urodzenia i geografii, które kształtują perspektywę nawet wtedy, kiedy tego nie zauważamy.

🖇 🖇

I chociaż jest nas pełno, to niestety mówimy o sobie mało. Czasami wciąż trudno przezwyciężyć wstyd, żeby opowiedzieć, skąd przy­cho­dzi­my i kim kiedyś byłyśmy.

🖇

Teraz na temat tego, czy płeć jest performansem, performatywem, biologią czy też wolą Bożą, wypowiadają się popularni politycy, dziennikarze, spe­cja­li­ści od inwazji islamistów albo bogate autorki powieści dla dzieci. Nagle się okazało, że losy zachodniej cywilizacji i ruchu kobiecego zależą od tego, czy uda się ochronić tradycyjną, zdroworozsądkową i ponoć oczywistą dla wszystkich różnicę między kobietą a mężczyzną.

🖇

Niewątpliwie radykalny feminizm przeżywa obecnie renesans. W dużej czę­ści jest to odpowiedź na rozczarowanie uśmiechniętym liberalnym fe­mi­ni­zmem, którego słabość obnażył moment #metoo. Oto wyszło na jaw, że pa­triar­chal­na przemoc nie słabnie; że stare obserwacje, iż przemoc seksu­al­na podtrzymuje dominację mężczyzn, wcale się nie zdezaktualizowały, że po­zy­tyw­na seksualność nie wystarczy. A do tego wszystkie te koszmary współ­czes­nej prawicowej reakcji: ograniczenie dostępu do praw re­pro­duk­cyj­nych, ataki na kobiety, faszystowskie fantazje o powrocie kobiet do kuchni i dzieci… Trudno w takich warunkach nie szukać jakiejś ra­dy­kal­nej odpowiedzi.

🖇

Problem z przeszłością polega zaś na tym, że – by przywołać słynny aforyzm Williama Faulknera – przeszłość nigdy nie umiera, bo wła­ści­wie nie jest przeszłością.

🖇

Momenty, kiedy zderzamy się z „rzeczywistością” i przeżywamy nie­zgodę na nią, mówią być może więcej o świecie, jaki za­miesz­ku­je­my, niż o nas samych: o świecie, który wiąże, ogranicza, który wy­śmie­wa jako niemożliwe nasze pragnienie innego upłciowionego życia, trak­tu­jąc naszą transpłciowość jako coś, na co można się w końcu zgodzić, ale cze­go nigdy nie można afirmować. W takim wypadku dysforia to — uży­wa­jąc słów brytyjskiej eseistki Juliet Jacques — świadomość uwięzienia nie tyle w złym ciele, ile w złym społeczeństwie.

🖇

Mam więc podejrzenie graniczące z nadzieją, […]  że tym, co trans­dziew­czy­ny mogą zaoferować, chociażby i nieświadomie, jest dowód na to, że ko­bie­co­ści można chcieć jako kobiecości, że można ją akceptować, że można jej potrzebować, że bywa źródłem przyjemności i siły także dla tych, które uważa się za skazane na nią z racji urodzenia. […]
     Tak przynajmniej chciałabym, żeby było.

🖇

Okrutny feminizm wcale nie podważa naszej kobiecości, przeciwnie, w perwersyjny sposób ją afirmuje: grzeszymy jej nadmiarem.

🖇

Jajo z zasady nie wie, że jest jajem. Uświadomienie sobie tego ozna­cza, że już zaczynasz się wykluwać. […]
     Pożytek z mówienia o sobie jako o już wyklutym jaju jest więc taki, że sta­bilizuje to naszą przeszłość […]. Pytanie nie brzmi więc, czy były znaki, ale dlaczego się ich nie widziało; co latami przeszkadzało w dostrzeżeniu, że żyje się w cienkiej wapiennej skorupce. […] 
     Ofiarą tej narracji pada przede wszystkim sprawczość. Jajo nie ma wy­bo­ru, po prostu nim jest. Jedyna niewiadoma w jego historii to spo­sób, w ja­ki dojdzie do jego pęknięcia.

🖇

Nasze dziwaczne zainteresowania i pasje nie muszą jednak być powodem do wstydu — tego wpajanego od dziecka poczucia, że nie należy ludzi „za­ga­dy­wać na śmierć”, że należy brać pod uwagę fakt, że inni pewnie nie po­dzie­la­ją twoich fascynacji — należy je raczej traktować jako rodzaj daru, którym wymieniamy się w sytuacji niechęci do bardziej normatywnych form komunikacji.

🖇

Elementy kultury nerdowskiej — z całym jej maskulinistycznym, jeśli nie wręcz szowinistycznym bagażem — zostają w tym wypadku przemielone w glebę, na której może wyrosnąć coś innego. […]  Wynajdujemy różne rzeczy w kulturze, w której jesteśmy zanurzone, i majsterkujemy — prze­pisujemy jej znaczenia.

🖇

Nie każdy potrafi od razu dostrzec przyszłość, w której jest dla niego — i dla niej, tej, którą może się stać — miejsce, i nie oznacza to braku wy­o­braź­ni. W takim wypadku ściany piwnicy chronią marzenia przed tym, co po­wszech­nie nazywa się „rzeczywistością”, a co najczęściej oznacza po pro­stu „normalność”.

🖇

Troska o urodę, ściśle połączona z troską o passing, zawsze stanowiła element kobiecej sztuki przetrwania. Konsekwencje jej braku w żaden sposób nie oszczędzają i ciskobiet.

🖇

Boymoding to pragmatyka płci w pigułce. Wskazuje, że płeć może być przestrzenią wyboru — i że ten wybór zawsze jest czymś ograniczony.

🖇

Patriarchalna mizoginia każe gardzić kobiecością bez względu na to, czy jest ona cis, czy trans.

🖇

[…] spójniki rozbijają pozorną jednolitość kategorii i sugerują, że znaczenie określenia „dysforia płciowa” nie jest spójne, a przede wszystkim nie jest jedno. Termin zdaje się odnosić do wielu porządków, wielu koncepcji, wielu doświadczeń.

🖇

Pozorna naturalność bycia cis zapewnia prawo do tego, żeby wybory do­ty­czą­ce ciała, mody, prezentacji mogły coś znaczyć, a nie tylko stanowić sym­ptom jakiejś dewiacji.

🖇

[…]  amerykański politolog i aktywista Paisley Currah postawił tezę tyleż no­wa­torską, ileż zachwycającą swoją prostotą. Otóż płeć każdej osoby jest tym, co rozmaite instytucje za nią uznają. Punktem wyjścia dla jego roz­wa­żań jest fakt aż do bólu znajomy wielu osobom trans: że w zależności od te­go, jaka instytucja wydaje nam dokumenty czy zaświadczenia, jesteśmy raz kobietami, raz mężczyznami. […]  płeć obywateli nowoczesnych państw ni­gdy nie należy do końca do nich samych, to część administracyjnej ukła­dan­ki, w której chcąc nie chcąc trzeba uczestniczyć. System ten w ogóle nie jest zainteresowany tożsamością — jako kategoria niemożliwa do kwantyfikacji nie istnieje ona dla niego. […]
     Nie oznacza to oczywiście, że instytucje wydające dokumenty mają do­stęp do prawdy o czyjejś płci — a jedynie że mają środki pozwalające im eg­ze­kwować swoje rozumienie płci.

🖇

[…]  nie można powiedzieć, żeby płeć była faktycznie „nasza”. To, czy w danym momencie jestem kobietą, czy mężczyzną, zawsze zależy przynajmniej po części od osób, które mnie otaczają — nawet jeśli to bolesne.

🖇

Podobno definicja reprezentanta klasy średniej w Polsce brzmi: „ktoś, kto ma w telefonie numer do przynajmniej jednego lekarza”. Dysfunk­cjo­nal­ność NFZ jest faktem, który wpływa na życie właściwie wszystkich z nas, a dostęp do metod jego obchodzenia — czy to finansowych (jak prywatne wizyty), czy wiążących się właśnie z kapitałem społecznym („mój wujek jest ordynatorem”) — to ważny wyznacznik pozycji społecznej, a czasami po prostu kwestia życia lub śmierci.

🖇

Nie byłoby bowiem dysforii bez kryjącej się gdzieś pod jej powierzchnią na­dziei, jakkolwiek ulotnej, że płeć może być nie tylko źródłem cierpień, ale również czegoś więcej, czegoś lepszego, czegoś, czego być może nie po­tra­fi­my jeszcze sobie wyobrazić, choć już nauczyłyśmy się tego pragnąć.

🖇

I jasne, to tylko fantazja; wszystkie to wiemy. Ale fantazją jest również prze­ko­na­nie o niemożliwości tranzycji, wpajane nam od dziecka przez cis­nor­ma­tywną kulturę, w której płeć jest nienaruszalnym, stabilnym fun­da­mentem podmiotowości. Dobrze czasami uwierzyć, że można pra­gnąć inaczej.
     […]  Bez względu na ciężar wstydu, zawsze pragnęłyśmy — i znaj­do­wa­ły­śmy coraz to nowe rozwiązania, żeby wydostać to pragnienie z przestrzeni tęsknot i fantazji i uczynić je ciałem, obecnym tu i teraz.

🖇

Płeć trzeba opowiedzieć, a jej przeżywanie jest jej ciągłym dalszym opo­wia­daniem.

🖇

Osoby trans nie są wcale pasywnymi ofiarami systemów przemocy i nad­zo­ru. Przeciwnie, jeśli nasza kultura opowiada jakąś historię, to jest to prze­de wszystkim historia samopomocy — sieci wymiany infor­ma­cji i ma­te­riałów mających pomóc przezwyciężyć struktury niemożli­wo­ści.

🖇

Płeć, szczególnie budowana we wrogich warunkach, to składanie ra­zem pragnień, tęsknot, tekstów i odczuć, splatanie ich w wizję osoby, którą chcemy się stać, nawet wtedy, kiedy wydaje się nam to niemożliwe.

🖇

[…]  materia życia transkobiet — materia życia kobiet w ogóle, materia życia wszystkich, którzy muszą sobie radzić w upłcio­wio­nym społe­czeń­stwie — dostarcza niekończących się dowodów na niestabilność tych kategorii.

🖇

[…]  kobiecość również nie jest nigdy zjawiskiem występu­ją­cym samo­dziel­nie: pozostaje nierozłącznie powiązana z losami klas i ras, z geografią i zmie­nia­jącym się klimatem, z chronologią zmian kultury, z prawem, z tech­no­logią. Nie oznacza to, że jest to kategoria pusta — je­dy­nie migotliwa.

🖇

[…]  być może to jest najbardziej transowy element współczesnego rady­kal­ne­go feminizmu, który napędza nie tyle pewność siebie (i tego, że pod no­ga­mi znajduje się stabilny grunt), ile raczej ciągła dysforia, a więc po­czu­cie, że coś jest nie tak, jak być powinno, a więc też, że może być inaczej. Rzecz tylko w tym, żeby znaleźć to inaczej — i osadzić je w narracji łączącej nas z femi­ni­stycz­ną przeszłością, a zarazem prowadzącą w stronę femi­ni­stycz­nej przyszłości.

🖇

po to przyszłam:
po wrak, a nie po historię wraku
po sam obiekt, a nie mit

Adrienne Rich

🖇

[…]  czego akceptacja nie daje. Czego nie może dać. Co nam zabiera. Jej ho­ry­zon­tem jest konieczność: gdy prosimy o akceptację, tak naprawdę ocze­ku­je­my pogodzenia się z naszym istnieniem, pozwolenia na egzystencję, przy­jęcia do wiadomości faktu, że nie można się nas pozbyć ze świata. Na­wet jeśli odziać to w najsłodziej brzmiące zapewnienia o tolerancji i otwar­ciu na inność, niczego to nie zmienia. […]  I dlatego chcę nie akceptacji, lecz afirmacji.
     Chcę być chciana.

🖇

[…]  pragnienie zazwyczaj odsyła nas do jakiejś wyma­rzo­nej, lepszej, bardziej intensywnej, bardziej auten­tycz­nej rzeczywistości.

🖇

Solidarność nie musi bowiem opierać się na tożsamości. Jej źródłem może również się okazać intymnie przeżywana różnica.

J. Szpilka, Gorset, wstyd i kocie uszka. O transkobiecości, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2024.

Stawką opowiadania swojej historii płci jest mię­dzy innymi poczucie auten­tycz­ności, jeśli nie wręcz realności.

🖇

To w kobietach dookoła dostrzegałam zdolność kre­o­wa­nia siebie — prowadzącego nie w stronę przerażającej mnie szorstkiej męskości, tylko czegoś pięknego. Nieste­ty, przez wiele lat byłam też głęboko przekonana, że jest to dla mnie po prostu zbyt trudne; że nigdy nie zdołam zdobyć się chociaż na ułamek wysiłku, jaki należałoby w to włożyć. Ale mimo wszystko to w praktykach dziew­czę­ce­go dbania o siebie — praktykach wielokrotnie kry­ty­ko­wa­nych jako rodzaj przemocowego, pat­riar­chal­ne­go zniewolenia — wyczuwałam możliwość osiąg­nię­cia sprawczości: stania się osobą czującą się do­brze ze swo­im ciałem i z tym, jak jest ono postrzegane.

🖇

[…]  praca, jaką wykonałyśmy — ten wielki wysiłek włożony w to, żeby z gratów kultury zbudować własne miejsce – jest zmianą.

(tamże)

*


O transkobiecości z J. Szpilką 
rozmawia Klara Cykorz.

środa, listopada 05, 2025

(5931+2). Suplement

To z tej rozmowy wyjęto najpiękniejsze (dla mnie) fragmenty filmu. A z tej rozmowy dziś wyjęłam książkę. Klik, klik. Rzuciłam wszystko i nie śpieszę się. Nie czytam, de­lektuję się.

Pierwszy fragment, który mnie dziś leczy z niepewności i ze zniechęcenia, dał czadu — muszę go tu mieć już teraz. Ciekawe, co wydarzy się dalej…

     — Kim jestem?
     — […] 
     — Kim je­stem? Inaczej.
     — Jest rzeka. Piękna, nieporównywalna, niepowtarzalna, zawsze nowa a nieprzemijająca. Rzeka życia. Rzeka-życie.
     Na rzece jest most. Arcydziwaczny. Most, który nie wie, skąd wziął się, nie wie też, po co wziął się, nie wie, czym jest, nie wie nad czym, nie wie nic, a wszystko wydaje mu się. Nie widzi ani nawet nie do­my­śla się płynącej pod nim rzeki życia. Wydaje mu się, że on jest rzeką życia.
     Ty jesteś tym mostem.

Edward Stachura, Fabula rasa,
Wydawnictwo Estymator, Toruń 2000.
(wyróżnienie własne)

*

Męskie Granie, Wywiad z Jackiem
Budyniem Szymkiewiczem, część I–III, 2012.

czwartek, września 18, 2025

5893. Z oazy (CCCLXXVIII)

Urlopo­we odliczanie literek. Poślizgnięte na bolesnym moszczeniu się w co­dzien­nym kieracie prób utrzymania się w najlepszym z możliwych stanów fizycznych.

Kupiłam wiele dni przed datą publikacji. Czekałam. Przebierałam nogami, od­li­cza­łam po­zo­sta­ły czas. W dniu publikacji rzuciłam wszystko, co czytelniczo miałam roz­grzebane. Nie było orzeszkowego: zaczęłaś, skończ. Wrócę, skończę, ale po tej książ­ce. Przy po­ran­nej kawie delektowałam się pierwszymi akapitami, próbując jak naj­szyb­ciej od­kryć w pochłanianych literkach oś, wokół której będą się spinać kolejne sceny, historie, ludzkie losy, czas.

Pięk­na, podobnie jak pierwsze cztery książki Autorki. Delikatnie, ale zdecydowanie kreślone detale. I straszna, ze względu na znikające kolejne elementy, które były nie­zmienną oczywistością kiedyś tam w XX wieku. Powiedzieć, że człowiek to ga­tu­nek arcy­in­wazyjny, to nic nie powiedzieć.

Imploduję… Tracę sens. Zapadam się w sobie, patrząc na kierunek, w jakim zmierza cywi­li­zo­wa­ny (żart?) świat, kulturalnie zaciskający oczy, dyskretnie odwracający się plecami, wyznaczający sobie nowe zacne projekty i realizujący zyski. A po dru­giej stro­nie, dla równowagi (?), 20 000 palestyńskich dzieci… Mieści ci się to w głowie?

alternatywny tytuł wpisu:
(3004+11+1+1656+1221). Piąta

To na Spitsbergenie uczyłam się patrzeć na przyrodę bez wyższości. Wyczekiwaliśmy ptaków po zimie i żyliśmy obok.

🖇

Zacząłem się więc zastanawiać, co sprawia mi przyjemność. I jedyną rzeczą było przyglądanie się przyrodzie. Ona nic ode mnie nie chciała. Nie mu­sia­łem jej nic udowadniać, spełniać jej oczekiwań. Dotarło do mnie też, że chce mi się gdzieś iść, jeśli na końcu tej wędrówki będę mógł zrobić zdjęcie.
  //  Daniel

🖇

Obserwując życie i wędrówki ptaków, szybko odkryjemy, że potrafią one przekazywać wiadomości całej populacji. A pamięć o nieszczęściu, które je spotkało, może być przekazywana również następnym pokoleniom. Piękne małe mewy trójpalczaste budują gniazda na stromych odsłoniętych skałach i czasami wszystkie je zmiata sztorm. Przenoszą się wtedy na inną górę lub zbocze, a miejsce wypadku jest omijane przez ptasie pokolenia tak długo, jak długo trwa pamięć o tym zdarzeniu. Tak to właśnie działa. Po latach pta­ki wracają w tę samą okolicę i prędzej czy później katastrofa się powtarza.
  //  Carl Schøyen

🖇

W poprzedniej książce napisałam, że chcę tę Arktykę przejść wzdłuż i wszerz, żeby już potem wrócić tam, gdzie przynależę. Czy przynależę tu­taj? Nie wiem. Potrafię się dopasować, ale to bardziej kwestia wy­tre­no­wa­nia niż swobodnego oddechu. Zawsze jednak trochę spina się kark. Ale w mo­mentach jak ten, kiedy siedzę w autobusie obok Bjørg i nie krępuje nas rozmowa wolniejsza od chmur, czuję, że tak jak ja od lat próbuję się do­pa­so­wać, tak ten ląd również stara się być moim domem.

🖇

Stoję i nasłuchuję. Głosy mew trójpalczastych potrafię rozpoznać bez pa­trze­nia: falujący żal z pretensją podczas lotu i wielotonowe pokrzykiwania przy lądowaniu. Po norwesku nazywa się je krykkje – co brzmi jak „krysie”. Odkąd poznałam tę nazwę, już nie używam innej.

🖇

[…]  każdy je widzi i może warto, by chociaż rozróżniał:
     siodłatą (Larus marinus) – największą, z czarnym płaszczem na ple­cach, dużymi białymi plamkami na lotkach, cielistymi nogami, żółtym dzio­bem z czer­woną kropką;
     żółtonogą (Larus fuscus) – trochę mniejszą, z jaśniejszym płaszczem i żół­tymi nogami;
     srebrzystą (Larus argentatus) – podobnej wielkości, ale z wyraźnie sza­rym płaszczem i resztą jak u siodłatej;
     siwą (Larus canus) – jeszcze mniejszą, z żółto-zielonymi nogami i dzio­bem bez kropki;
     krysię (Rissa tridactyla) – najmniejszą, od siwej różniącą się krótkimi czarnymi nogami i brakiem białych plamek na lotkach.
     Rysujemy na białej tablicy kolorowymi mazakami uproszczone ptasie po­do­bizny. Чайка, kiras, Möwe, seagull, مرغ دریایی – notują.

🖇

Tromsø wibrowało od mewich krzyków i próbujących je przekrzyczeć ludzi. […]  Czytając nienawistne komentarze pod adresem ptaków i po­ma­ga­ją­cych im ludzi, pisane głównie przez dobrze odżywionych męż­czyzn w śred­nim wieku, zrozumiałam, jak wiele jest tu do zrobienia.

🖇

Ø po duńsku znaczy wyspa.

🖇

Dobrze iść i mówić coś niezobowiązującego, czego ani się nie zapamięta, ani nie zapisze w książce. Rozmawiamy [z Bjørg] w północnym dialekcie, w któ­rym wszystko wyraża się łatwiej. Czas przeszły ma uproszczoną formę, jak­by nie było sensu rozwodzić się nad tym, co minione.

🖇

[…]  czekałam co tydzień na to jedno wyjście, czułam, że żyję, nie miałam po­jęcia, kto tu mieszka, a nagle poznałam ludzi z wartościowymi pasz­por­ta­mi, którzy mogliby żyć gdziekolwiek na świecie, a wybierali Tromsø, jak ten Amerykanin, pamiętasz, przeniósł się tu tylko dlatego, że lubi góry, jaki wspaniale błahy powód, myślałam, to mi dało energię, żeby jednak spró­bo­wać ocalić swoje życie […].
  //  M.

Kiedy przyszła kolej na Iran, M. podeszła do komputera i na ekranie po­ka­zał się utwór pod tytułem Baraye, który powstał z tweetów Irańczyków pro­testujących po zamordowaniu Mahsy Amini w 2022 roku. Pisali, za co albo przeciwko czemu walczą […].


Shervin Hajipour شروین حاجی‌پور, Baraye.

🖇

[Daniel] Norwegowie żyją w bańce socjalnej i mam wrażenie, że dla nich naj­straszniejsze byłoby urodzić się gdzie indziej. Im jest szczerze przykro, że nie jesteś Norwegiem. A nas przybywa. Mam wrażenie, że ludzie, którzy sym­patyzują z krysiami, widzą w nich samych siebie. W walce, w zma­ga­niach. Ptasi los to nasz los. Dobrze to rozumiem, bo wiem, jak czuje się coś, czego pokochanie wymaga wysiłku.
     Daję temu zdaniu wybrzmieć.

🖇

Tańcząc, przyglądam się ludziom spod przymkniętych powiek – opo­wia­da. – Jeśli przechodnie się uśmiechają, wiadomo, że mają otwarte serca. Po reakcjach innych widać, że coś ich trapi. Ale to nie mój problem. Ja tam stoję i jestem wolny. Nikogo nie oceniam, nie mam złych myśli. Tromsø mnie uzdrowiło, a ja uzdrawiam je tańcem.
  //  Åsgeir

🖇

Ja zazwyczaj patrzę w rozmówców, ale tutaj
niepatrzenie daje się swobodnie rozpędzić myślom.

🖇

Spędziłem na klifach wiele sezonów, widzę drastyczne zmiany i myślę o tych małych mewach, którym łatwiej się zaadaptować do środowiska miej­skiego niż do tego na morzu. To pokazuje, jak ogromne zmiany za­cho­dzą. Na morzu jest piekło.
  //  Delphin, francuski badacz ptaków morskich

🖇

     – Krysie są uchodźczyniami ze środowiska, które stało się dla nich nie­przy­jazne. A stało się takie z powodu naszej działalności, więc jesteśmy od­po­wiedzialni za to, by coś z tym zrobić – mówi Delphin. – Ale niewiele osób tak myśli. Irytuje mnie to, jak zachowujemy się wobec czegoś, co jest obce. Nie jesteś stąd, nie należysz tutaj, więc cię odrzucamy. Krysie sym­bo­li­zu­ją taką perspektywę patrzenia na inność. To opowieść o naszym sto­sun­ku do przyrody, innych ludzi, innych form życia. Istnieją przecież sposoby funk­cjo­no­wa­nia obok siebie.

🖇

[…]  jeśli prognozy się sprawdzą, ptaki morskie
nie doczekają mojej starości.

🖇

Jest druga połowa września. Ruchome punkty na granicy morza i lądu cze­kają, by odlecieć. Te ptasie zgromadzenia widać w wielu miejscach wy­brze­ża. Wieje wiatr, ale jeszcze nie ten. […]  Krajobraz nie przypomina już wa­ka­cyj­nych prospektów. Jest jak zmęczone ciało, z meandrami za cienkich żył, siniakami jezior, białymi szczytami złuszczonej skóry, chru­stem su­chych włosów. W wyższych partiach gór spadł pierwszy śnieg, zima przyj­dzie niebawem, wytarza się w zboczach, a na końcu dotrze do linii brze­go­wej i ostudzi wodę. Ziemia oddycha po naporze kół i namiotów, wygnie­cio­na trawa podnosi się na moment, zdezorientowane ciepłem mlecze kwitną po raz drugi w tym roku, ale już nie zdążą się napuszyć.

🖇

[…]  najnowsza, najbardziej ponura prognoza podaje, że krysie mogą zniknąć w ciągu dekady.

Ilona Wiśniewska, Hjem. Na północnych wyspach,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2025.

Krajobraz wije się jak opowieść, która nie skończy się z ostatnim opowiadającym, ale będzie się tworzyć na nowo z każdym przesileniem. […]  Nikt nie jest w stanie przewidzieć przyszłego lata. Zanosi się na kolejne naj­cie­plej­sze w tej pędzącej historii.

🖇

[…]  inspirują mnie ludzie, którzy obserwują ptaki i nic od nich nie chcą.

🖇

Ten rozwój jest brutalny i nie widać końca.

🖇

Wiosna 2025 roku […]  ani słowem nie zająkniemy się o tym, że JJ przez jakiś czas leciał za samochodem.

🖇

Jest coś przejmującego w wołaniu pozostającym bez odpowiedzi.

(tamże)

środa, lipca 02, 2025

5823. Z oazy (CCCLII)

Co­tygodniowe odliczanie literek, dwa, poślizgnięte dwa dni. Po przeczytaniu naj­no­wszej książki Autora żałowałam, że nie zachowałam czytelniczej wstrzemięźliwości, która nakazałaby czytanie zgodnie z kierunkiem osi czasu. Radość była ogromna, gdy oka­za­ło się, że nic się nie stało, bo zamiast sięgać po starą książkę, mogę wy­cią­gnąć rę­kę po jej drugie, świeżutkie wydanie, w którym stara, niestety wciąż aktu­al­na, nie­moc.

Wra­cam do My, trans po la­tach. Po­waż­nie brzmi to „po la­tach”, a prze­cież od wy­da­nia książki mi­nęły le­d­wie trzy lata, a nie kilka de­kad. I to pierw­szy pa­ra­doks po tej od­ro­czo­nej lek­tu­rze. Że tak wiele się zmie­niło. Moja pierw­sza książka jest za­pi­sem świata z in­nej epoki. Jest jak pa­mięt­nik – zbiór hi­sto­rii z prze­szło­ści, za­trzy­many w cza­sie i jed­no­cze­śnie jakby z czasu wy­rwany, bo po­zba­wiony ciągu dal­szego. […]
     Dru­gie wy­da­nie książki uzu­peł­nione jest o przy­pisy, zwłasz­cza w miej­scach, gdzie uży­wane są słowa lub dane już nie­ak­tu­alne albo nie­wy­star­cza­jąco pre­cy­zyjne.
     Niech ta lek­tura bę­dzie dla Was wstę­pem do roz­mowy – na­wet nie o sa­mej trans­pł­cio­wo­ści – wstę­pem do roz­mowy o re­la­cjach. I o mi­ło­ści. Bo wy­outo­wa­nie to ro­dzaj wy­zna­nia mi­ło­ści – do sie­bie, bo oto udało mi się od­na­leźć ja­kąś ukrytą do­tąd prawdę o mnie; i do osób, z któ­rymi tą prawdą chcę się po­dzie­lić. Chyba nie warto tego wy­zna­nia zmar­no­wać…

Piotr Jacoń

🖇 🖇

[P.J.]  O czym ma­rzysz?
     [Anna, mama Mateusza]  Py­tasz o ma­rze­nie, które do­ty­czy Ma­te­usza? To tak zwy­czaj­nie. Jak mama. Żeby był szczę­śliwy. Fi­nan­sowo nie­za­leżny. Żeby ro­bił w ży­ciu to, co ko­cha. Żeby przy­ja­ciół miał. Żeby nie szedł przez ży­cie sam.
     [P.J.]  A dla sie­bie?
     [A.]  Ma­rzę, że­bym nie mu­siała się o niego mar­twić. Żeby ta ka­te­go­ria trans­owo­ści nie była tak do­mi­nu­jąca. Że wejdę w końcu w rolę ta­kiej zwy­kłej mamy. Zwy­czaj­nej. I że­bym nie mu­siała się już za­sta­na­wiać, czy dwie­ście zło­tych wy­dać na chi­rurga dla niego czy na kurs tańca dla nas.
     [P.J.]  A od swo­jego pań­stwa cze­goś ocze­ku­jesz?
     [A.]  Nie. Już nie. To smutne, ale prze­sta­łam ocze­ki­wać cze­go­kol­wiek. Po pro­stu ra­dzę so­bie sama.

🖇

[P.J.]  Chcesz wy­je­chać z Pol­ski?
     [Mateusz]  Chciał­bym nie mu­sieć. Nie mu­sieć ucie­kać.
     […] 
     [P.J.]  A ty chcesz nor­mal­nie żyć.
     [M.]  Zwy­czaj­nie. Żyć po pro­stu.

🖇

[P.J.]  O czym ma­rzysz?
     [Paweł]  Żeby córka zna­la­zła miej­sce, w któ­rym bę­dzie ak­cep­to­wana i bę­dzie jej do­brze.
     [P.J.]  To miej­sce bę­dzie gdzieś w Pol­sce?
     [P.]  Wąt­pię. Szcze­rze wąt­pię.
     […]
     [P.J.]  To zna­czy, że po Pol­sce ni­czego do­brego się już nie spo­dzie­wa­cie?
     [P.]  Gdy pa­trzę na to pań­stwo, to chyba by­łoby nie­roz­sądne z mo­jej strony cze­go­kol­wiek ocze­ki­wać. Pa­trzę na lu­dzi, słu­cham, co oni mó­wią, więc nie mam ocze­ki­wań, że coś się zmieni. I my­ślę tu i o po­li­ty­kach, i o spo­łe­czeń­stwie. Jak ono idzie za pew­nymi ha­słami. Jak na nie re­aguje. To jest dla mnie dra­ma­tyczne.

🖇

Osoby, które wy­stę­pują w me­diach, są w rzą­dzie, Ko­ściele i tak da­lej, w ogó­le nie biorą od­po­wie­dzial­no­ści za słowa, które wy­po­wia­dają. Tak jakby nie mieli po­ję­cia, że to, co mó­wią, bę­dzie po­ka­zane w wia­do­mo­ściach i do­trze do osób nie­he­te­ro­nor­ma­tyw­nych, czę­sto bę­dą­cych w de­pre­sji. Nic so­bie z tego nie ro­bią! I lecą te słowa, cza­sem dra­styczne wy­po­wie­dzi, lecą, lecą…
Joanna

🖇

[…] gen­der to płcio­wość, nie sek­su­al­ność… Wła­śnie tak to wy­gląda. I trzeba uzmy­sło­wić so­bie, że lu­dzie mogą się czuć, poj­mo­wać, wi­dzieć, przed­sta­wiać sie­bie sa­mych w tylu róż­nych… nie chcę użyć słowa „wa­riant” czy cze­goś w tym ro­dzaju, żeby tego pro­blemu nie spłasz­czyć, nie zba­ga­te­li­zo­wać… Z tylu róż­nych… punk­tów wi­dze­nia.
  //  Maciek

🖇

[Maciek]  Czy­tamy i sły­szymy o tym, z czym trzeba się mie­rzyć w Pol­sce. I to bywa prze­ra­ża­jące.
     [P.J.]  Co cię naj­bar­dziej ude­rza?
     Ma­ciek: Nie­na­wiść. Gdy­byś mnie za­py­tał, dla­czego wy­je­cha­łem z Pol­ski, czego nie mo­głem w niej znieść, to po­wie­dział­bym, że jest to spe­cy­ficzne po­dej­ście do lu­dzi. Można je ująć w sło­wach: „A ty, kurwa, co?!”.

🖇

[Maciek]  Tu­taj [w Kanadzie] re­li­gia trzyma się przede wszyst­kim wy­miaru du­cho­wego i mi­ło­ści. Tu ka­to­li­cyzm jest pra­wie jak bud­dyzm – z ta­kim prze­sła­niem: bez względu na to, kim je­steś, my cię ak­cep­tu­jemy i ko­chamy.

🖇

[W.J.]  To była kwe­stia po­strze­ga­nia swo­jego ciała. Pra­gnień… I cier­pie­nia. Nie mo­głam zro­zu­mieć, że ja chcę być taka, a nie mogę być taka. […]  Mia­łam ogromną wolę walki. Wal­czy­łam, żeby być do­brym chło­pa­kiem. Cią­gle mi się wy­da­wało, że po pro­stu mu­szę do tego doj­rzeć. Ale na ra­zie było tak, że mó­wi­łam so­bie: „Hej, je­steś bez­na­dziejna w by­ciu chło­pa­kiem. Mu­sisz się bar­dziej po­sta­rać”.
     [P.J.]  Przed co­ming outem bar­dzo się sta­ra­łaś… Nie płacz…
     [W.J.]  To był naj­gor­szy czas w moim ży­ciu.

🖇

[Dok­tor Agnieszka Ry­no­wiecka]  Ba­da­nia na ca­łym świe­cie po­ka­zują ja­sno – kiedy trans­pł­ciowe dzieci otrzy­mują wspar­cie po­twier­dza­jące ich toż­sa­mość płciową, ich pro­blemy ze zdro­wiem psy­chicz­nym ma­leją; kiedy nie otrzy­mują wspar­cia – ro­sną. Czyli je­żeli dziecko po­prosi, żeby zwra­cać się do niego w for­mie żeń­skiej, to po­win­ni­śmy to zro­bić. O to samo po­pro­simy w przed­szkolu czy w szkole. Ku­pimy ta­kie za­bawki, jak chce. Niech za­kłada ta­kie stroje, jak chce. Dla trans­chłop­ców jest to prost­sze, bo wszy­scy już spo­łecz­nie ak­cep­tują, że dziew­czynki mogą cho­dzić w spodniach.
     [P.J.]  Tak, chłop­czyce są okej, ale znie­wie­ściali fa­ceci już nie do końca.
     [A.R.]  Wła­śnie. Jak chłop­czyk chce być księż­niczką, to na po­dwórku pach­nie tra­ge­dią. Tylko dla­czego? Dla­czego nie można chcieć być księż­niczką? Prze­cież faj­nie jest być księż­niczką czy mamą, faj­nie jest mieć ta­kie ce­chy ko­biece jak na przy­kład opie­kuń­czość. Nam wszyst­kim przy­da­łaby się taka otwar­tość.

🖇

To nie jest kwe­stiachce­nia”. To w ogóle
nie jest kwe­stia wy­boru. I stąd ten dra­mat.

Dr Agnieszka Ry­no­wiecka

🖇

[Agnieszka Ry­no­wiecka]  Tak, to bar­dzo trudne, bo nie ro­dzimy się z wie­dzą o trans­pł­cio­wo­ści. I za­zwy­czaj to nie o niej my­ślimy w pierw­szej, a na­wet dru­giej ko­lej­no­ści, pró­bu­jąc zro­zu­mieć sie­bie i swoje nie­przy­sto­so­wa­nie do roli płcio­wej. Czę­sto po­ja­wia się wą­tek ho­mo­sek­su­al­no­ści czy sek­su­al­no­ści w ogóle – że to z nią jest coś nie tak. Ale je­śli taka osoba w kimś się za­ko­cha, to ten zwią­zek jej uświa­da­mia, w ja­kiej roli chce w nim być.
     [P.J.]  Pre­fe­ren­cje sek­su­alne – ko­niecz­nie trzeba je od­róż­nić od toż­sa­mo­ści płcio­wej.
     [A.R.]  Tak. Toż­sa­mość – czyli kim je­stem i jak chcę być po­strze­gany spo­łecz­nie. Sek­su­al­ność to kwe­stia ero­tyki i ro­man­tyki. […]
     [P.J.]  Kręte by­wają ścieżki pro­wa­dzące do szczę­ścia…
     [A.R.]  Szcze­gól­nie do­ty­czy to osób, które bar­dzo długo są w tej roli spo­łecz­nie nada­nej, płci me­try­kal­nej.

🖇

Wpada w taką to­talną roz­pacz i mówi: „Chciał­bym być nor­malną dziew­czyną… a nie ja­kimś dzi­wa­dłem…”. I to pię­cio­la­tek mówi! A z mie­siąc temu za­py­tał mnie: „Po co ja się uro­dzi­łem? Chcę się za­bić”.
Katarzyna

🖇

[Mecenas Anna Mazurczak]  Nie mam pre­ten­sji do urzęd­ni­ków, ale mam ocze­ki­wa­nia. Bo skoro ustawy nie ma i ra­czej nie za­nosi się na to, żeby ja­kaś do­bra w naj­bliż­szym cza­sie po­wstała, to trzeba przy­naj­mniej za­dbać o prawa czło­wieka. Prawa czło­wieka osób trans­pł­cio­wych. Wku­rza mnie, że się o tym nie my­śli. I za­sta­na­wiam się, czym niby ry­zy­ko­wałby urzęd­nik, który wy­dałby zgodę na zmianę imie­nia na nie­neu­tralne płciowo? Prze­cież nikt tego nie za­skarży.

🖇

[Anna Grodzka]  Bar­dzo za­leży mi na tym, żeby ni­komu to nie umknęło. Obrady Sejmu z 9 paź­dzier­nika 2015 roku. To wtedy weto pre­zy­denta An­drze­ja Dudy do ustawy o usta­le­niu płci można było od­rzu­cić. I tym sa­mym można było od­mie­nić ży­cie ty­sięcy lu­dzi w Pol­sce. Można było przy­wró­cić im god­ność. Sej­mowa więk­szość – Plat­forma Oby­wa­tel­ska i Pol­skie Stron­nic­two Lu­dowe – pod­czas tam­tego po­sie­dze­nia wy­brała mię­dzy in­nymi no­wych sę­dziów do Try­bu­nału Kon­sty­tu­cyj­nego, choć po­tem mu­siała przy­znać, że zro­biła to za szybko i za bar­dzo „na zaś”. Nie wy­brała za to po­sła spra­woz­dawcy, który przed­sta­wiłby wspólne sta­no­wi­sko sej­mo­wych ko­mi­sji re­ko­men­du­ją­cych od­rzu­ce­nie weta. Nie wy­brała, bo nie chciała.

🖇

[P.J.]  A płeć ist­nieje?
     [W.J.]  Oczy­wi­ście, że płeć ist­nieje – nikt temu nie za­prze­cza, na­to­miast na­zy­wa­nie lu­dzi ja­ki­miś bio­lo­gicz­nymi męż­czy­znami czy bio­lo­gicz­nymi ko­bie­tami jest pu­ste. I nie opi­suje rze­czy­wi­sto­ści. Je­żeli ja stanę obok cie­bie i ktoś po­wie: „To są dwaj bio­lo­giczni męż­czyźni”, to prze­cież nie bę­dzie miał ra­cji. Dla­tego mamy ta­kie okre­śle­nie jak płeć przy­pi­sana przy uro­dze­niu czy osoba cis­płcio­wa, osoba trans­płcio­wa – wszystko po to, żeby od­po­wied­nio opi­sy­wać rze­czy­wi­stość.

🖇

[P.J.]  My­ślisz, że jako ak­ty­wistka bę­dziesz miała taki mo­ment, gdzie so­bie po­wiesz: „No, już nie trzeba. Zro­bione”.
     [W.J.]  Ra­czej po­wiem: „Już nie mogę”.
     [P.J.]  Nie daję rady?
     [W.J.]  Że nie daję rady – to czuję czę­sto. […]  Choć do zro­bie­nia jest tak wiele… Boję się, co bę­dzie, je­żeli utrzy­mają się rządy skraj­nej pra­wicy – wtedy nie ma żad­nej szansy na po­prawę sy­tu­acji osób trans. A jak przyjdą li­be­ra­ło­wie, też trzeba bę­dzie pil­no­wać, żeby nie na­siąk­nęli ja­kąś uta­joną, trans­fo­biczną nar­ra­cją.

🖇

[W.J.]  Są ste­reo­typy i dużo ta­kiego za­cho­waw­czego lęku przed nie­zna­nym. Ale je­śli się tego nie­zna­nego po­każe z bli­ska, to strach ustę­puje.

🖇

[Aldona]  Od pań­stwa pol­skiego chcę na pewno ak­cep­ta­cji i po­twier­dze­nia tego, że są lu­dzie różni, ale równi. Żeby ci lu­dzie, któ­rzy rzą­dzą w tej chwili w Pol­sce, mieli świa­do­mość, że my też tu je­ste­śmy. Że my też tu ży­jemy. Że my tu pła­cimy po­datki, ciężko pra­cu­jemy, że ko­chamy tak samo te na­sze brzozy, Ma­zury, mo­rze, War­szawę, Kra­ków, Wro­cław, te wsie prze­cu­downe. Że ten kraj ko­chamy tak samo jak i oni. […]  Żą­dam, żeby czło­wiek mógł żyć w god­no­ści, żeby był sobą, żeby roz­wi­jał swoje ta­lenty. Żeby się re­ali­zo­wał w tym kraju. I żeby mógł być sobą za­wsze. Wszę­dzie.

Piotr Jacoń, My, trans, wydanie II,
Wydawnictwo RM, Warszawa 2024.
(wyróżnienie własne)

[…]  wła­ści­wie każda moja co­dzienna de­cy­zja jest czymś, z czym będę do końca.
  //  Ewe­lina Ne­go­wetti

🖇

[P.J.]  Nie za­py­ta­łem cię, jak my­ślisz o przy­szło­ści?
     [W.J.]  Nie py­taj. Moja przy­szłość to jest po­nie­dzia­łek, który na­stę­puje po nie­dzieli. Da­leko nie wy­bie­gam…
     […] 
     [P.J.]  Ju­tro po­nie­dzia­łek…
     [W.J.]  Czyli to jest moja przy­szłość.
     [P.J.]  Ko­cham Cię.
     [W.J.]  Ja Cie­bie też.

(tamże)

*

Wojowniczki & Wojownicy, #78,
Piotr Jacoń, Od dysforii do euforii.

5822. Z oazy (CCCLI)

Co­tygodniowe odliczanie literek, raz. Poślizgnięte dwa dni, a w zasadzie przy­kor­ko­wa­ne na dwa dni trudnościami, niemocą odcedzenia wyimków z tej książki.

Najpierw było czekanie na książkę, następnie na jej u mnie czas. Potem była roz­mo­wa z Hawwą o filmie wyjętym z tej wyczekanej książki. Dzięki tej rozmowie trafiłam na tę książkę, by wyskoczyć z niej na chwilę do innej w tym samym temacie, by wró­cić i nie móc się już oderwać.

To książka wypełniona pięknymi ludźmi, którzy wiele niepięknych chwil ustali. To zdecydowanie książka obowiązkowa dla cis osób. Pozwala przyjrzeć się osobiście relacji ze swoją cisowością i wynikającymi z niej ograniczeniom percepcji ota­cza­ją­ce­go świata, a co za tym idzie mitom, które nie wiadomo kiedy zakorzeniły się w pod­gle­biu naszego umysłu.

Lektura ta pozwoliła mi uświadomić sobie, że męski fob (bo nie tylko o transfobię chodzi), do którego mam dwa uściski dłoni, nie chce niczego zrozumieć/odkryć, jest po prostu impregnowany na wiedzę i inne niż swoje doświadczenia. Postanowiłam wszelkie ze strony tego człowieka zaczepki ignorować. Nie ma potrzeby rzucać pereł przed wieprze.

Przykłady emanacji ślepoty wynikajacej z posiadania przywileju dotyczą nie tylko feminatywów, które wydawać się mogą wymysłem czy absurdem i często są po­wo­dem do śmiechu dla mężczyzn (błogosławieni uprzywilejowani od wieków), ale rów­nież osobatywów, które dla osób binarnych mogą być wymysłem czy naroślą ję­zy­ko­wą politycznej poprawności.

Kamieniem nie rzucę — ja kulawa, ale jednak bardzo uprzywilejowana — niektóre osobatywy ła­ma­ły mi język. Jednak przeczytawszy drugi, piąty raz odmieniane od­po­wiednio przez przypadki słowa Moja Ukochana Osoba, zaskoczyłam! Odsłonił się nie tylko inkluzywny charakter osobatywów, ale również ich potencjał. Gdy napiszę razem z moją ukochaną osobą pojechałyśmy do…, to uśmiecham się od ucha do ucha, bo czuję poluzowane genderowe szelki, nie puszczam przodem płci, robię przestrzeń, w której anima, tak się złożyło, mojego mężczyzny może wziąć głęboki oddech i poczuć się zaproszona. To jak z rzeką i miłością, karmi dusze.

Jeśli w Polsce nadal nie ma równości małżeńskiej, a także ustawy, która gwarantowałaby osobom transpłciowym godne życie – to znaczy, że ciągle mam powody, by wstydzić się za mój kraj, za Polskę.
     Jeśli to zdanie jest już nieaktualne – to znaczy, że jest czego pilnować. Bo odebrać godność jest bardzo łatwo.

Piotr Jacoń

🖇 🖇

Kiedy to piszę, mam czterdzieści osiem lat i wiem, że ról społecznych nikt nas za bardzo nie uczy, choć powszechnie oczekuje się prze­cież, że po­win­niśmy dobrze je grać.

🖇

[…]  coming out to rodzaj wyznania miłości: do siebie, ale i do osoby, której mówimy, jak jest z nami naprawdę.

🖇

Tak. Zdaję sobie sprawę, że na transpłciowość patrzę z cispłciowej per­spe­kty­wy. Zaznaczam to, by podkreślić, że mam tego świadomość, a jed­no­cześ­nie dać sygnał wszystkim czytającym tę książ­kę, że nie jest to spojrzenie ne­u­tral­ne. Nie jest eksperckie. Nie jest nawet może dziennikarskie. Jest za to rodzicielskie, ojcowskie.

🖇

[…]  tak bardzo zależy mi na tym, by ta książka pokazywała transpłciowość osadzoną w życiu. Zwykłym życiu. Bo wydaje mi się, że to jest najbardziej fair wobec osób trans.

🖇

Kacper popełnił samobójstwo w poniedziałek. Miał szesnaście lat. Krótko przed śmiercią napisał pożegnalny list. Włożył go do mojej pierwszej książ­ki. Prosił rodziców, by ją przeczytali.
     […] 
     Myśl o tym, że na minutę lub nawet mniej linie jego i mojego życia się przecięły, a potem jedna z nich nagle się urwała, jest porażająca. […]  Jest jeszcze jedno nieznośne uczucie – bezradność. […]
     W książce Kacpra była moja dedykacja: „Miłości i Odwagi”.

🖇

Czy serio pierwszą cechą, która mnie definiuje, jest płeć?

🖇

[W.J.]  Jestem przeciwko ideologii gender!
     [P.J.]  No, dobrze się zaczyna!
     [W.J.]  Uważam, że każda osoba powinna móc żyć w zgodzie ze swoją tożsamością płciową. Ale nie powinna mieć narzucanych obowiązków zwią­za­nych z tą płcią. W stylu: skoro jesteś kobietą, to nie możesz się sku­piać na karierze, tylko musisz wychowywać dzieci, lub skoro jesteś facetem, to musisz być twardy, nie możesz pokazywać emocji. To jest ideologia gen­der – te role społeczne przyjmowane ze względu na płeć. I ja jestem prze­ciw­ko. Zdecydowanie! Zostawcie płeć w spokoju.

🖇

Wzrok się nam wyostrza za sprawą naszych osobistych doświadczeń – za­czą­łem. – […]  „Ktoś mądry powiedział mi kiedyś, że wszyscy powinniśmy walczyć o prawa mniejszości, bo każdy z nas może się tą mniejszością stać. Bo zachoruje, bo zbiednieje, bo zestarzeje się albo straci władzę. Walcząc o prawa mniejszości, tak naprawdę walczymy o nas, o naszą godność!” Zabrzmiały pierwsze akordy Tolerancji.


Soyka & Yanina, Tolerancja.

🖇

Miałem ostatnio refleksję na temat języka inkluzywnego, że trochę wpa­dli­śmy we własną pułapkę. Chcąc zwrócić uwagę na potrzebę większej wra­żli­wo­ści językowej, stworzyliśmy pojęcie „języka inkluzywnego”, co spo­wo­do­wa­ło, że ci co bardziej rozleniwieni w swoim życiowym konformizmie, za­czę­li mruczeć: „Co?! Jakiś nowy język? Co to za wymysły? Dlaczego każecie mi się uczyć nowego języka?!”. A to przecież nie jest tak. Inkluzywność to nic innego jak komunikatywność. Język musi się do nas do­pa­so­wy­wać, a żeby się dobrze dopasować, trzeba się dobrze wsłuchać w naszego rozmówcę / w naszą rozmówczynię / osobę, z którą rozmawiamy. I tyle. Nic nowego. Podstawowa funkcja języka – „dogadywalność”.

🖇

Krōtkŏ historyjŏ ô tym, jak wyszoł żech ze szranku dwa razy. To śląski tytuł historii Maxa. Wymyślił go po rozmowie z babcią Ślązaczką. Tłumaczył jej, co to oznacza „wyjść z szafy”. Poprawiła go: „Ze szranku, a nie z szafy”.

🖇

Przecież marsze są po to, żeby były ostentacyjne. Każdy. Nieważne, czy ma­sze­ru­ją narodowcy, krzyżowcy, pocztowcy, czy kolorowi ludzie z tę­czo­wy­mi flagami. Wszystkim chodzi o to samo. Żeby ich zobaczono. Żeby usłyszano, czego chcą. Ostentacyjne są też procesje Bożego Ciała. […]
     Marsze są potrzebne maszerującym. Dodają siły. Dopisują do grupy. Ta­kiej, która razem ma odwagę wyjść z ukrycia. Im jakaś grupa jest moc­niej na co dzień do tej kryjówki spychana, tym większej trzeba odwagi od świę­ta. Tym większa jest potrzeba wykrzyczenia, tego, co mruczało się tylko pod nosem za drzwiami własnej szafy.

🖇

[Maciej od Harry’ego]  Język polski z tymi wszystkimi końcówkami ro­dza­jo­wy­mi jest dość nieszczęśliwym językiem… Tragedia, tych pomyłek mis­gen­de­ru­ją­cych było naprawdę wiele i nie miałem wtedy pojęcia, że to za każ­dym razem może aż tak boleć. Musiałem to przyjąć na wiarę.

🖇

[Sędzia Dorota]  Dlaczego jest tak, że to, jak ja się czuję i kim jestem, musi być ustalane, definiowane i potwierdzane sądownie, a także muszą się na to zgodzić rodzice? Gdy rozmawiam o tym z kolegami i koleżankami z sądu, to mówią, że to, jakiej płci jest dana osoba, musi potwierdzić opinia biegłego. Ale czy na pewno? Czy faktycznie potrzebujemy takiego potwierdzenia, za­miast zapytać i wysłuchać odpowiedzi? Czy musimy mieć na to sze­reg pa­pie­rów? Czy w momencie, kiedy decydujemy się na dziecko, ktoś nas pyta, czy jesteśmy do tego przygotowani? Zobacz, ile jest w Polsce rodziców, któ­rzy nigdy nie powinni mieć dzieci. Tutaj państwo nie zagląda, a przecież to niezwykle istotna kwestia, bo potem z tymi dziećmi dzieje wiele dramatów: są porzucane na wczesnym etapie, zapominane, a nawet zabijane. Nikt nie sprawdza nowożeńców, czy oni się naprawdę kochają, czy są gotowi na wspól­ne życie. Wystarczy oświadczenie, deklaracja. A w tym przypadku ma­my cały szereg dokumentów, opinii – nie mylić z diagnozą, bo diag­no­za do­tyczy chorób, a transpłciowość nią nie jest.
     […]
     Wszystko to, co się dzieje w poukładanej przestrzeni publicznej, najlepiej, aby było standardowe i przewidywalne, bo to daje poczucie bez­pie­czeń­stwa: wiemy, panujemy, rozumiemy. Ale gdy tylko coś się wy­my­ka się szty­wnym definicjom, jeden klocek nie pasuje do reszty kloc­ków, to pojawia się niewiedza, a z jej powodu strach. W sądzie mamy nie­ste­ty możliwość za­tu­szo­wa­nia niewiedzy władzą.

🖇

[Sędzia Dorota]  Powiem Ci, co mnie wkurza. Wkurza mnie, że musimy ro­bić robotę za rodziców, którzy mają gdzieś swoje dzieci. Poza tym wkurza mnie to, że otwartość deklarują ludzie do momentu, kiedy to jest jakiś ogól­ny temat – gorzej, gdy zaczyna dotyczyć ich bezpośrednio. I wkurza mnie, że nie chcą się otworzyć na historie, które im opowiadamy. Bo wolą zostać przy wersji, którą usłyszą na przykład w kościele. Staramy się iść do przo­du, a ktoś wiecznie zaciąga hamulec.

🖇

[Mecenas z Krakowa]  Swoją drogą ciekawe, że argument, jakoby rodzice naj­lepiej znali swoje dziecko, pochodzi najczęściej od rodziców, którzy tego dziecka właśnie nie znają. Bo są tak konserwatywni, że ono boi się im co­kol­wiek po­wiedzieć. Wie, że raczej nie może się spodziewać wsparcia z ich stro­ny. W sprawie tarnobrzeskiej strona pozwana na serio złożyła wniosek do­wo­do­wy, żeby sąd dopuścił dowód z mandatu drogowego, który strona po­zy­wa­jąca, trans kobieta, otrzymała za przekroczenie prędkości.
     [P.J.]  I to miał być dowód na co?
     [M. z K.]  Proszę się zastanowić. Przecież ta osoba, gdyby faktycznie była kobietą, to… nie jeździłaby tak szybko.
     [P.J.]  No, wyższa szkoła jazdy.
     [M. z K.]  My w tych sprawach od początku do końca płyniemy w opa­rach naprawdę niezłego absurdu. Bo gdyby się temu przyjrzeć, to pojawia się w takich sytuacjach pytanie, które mogłoby się wydawać kuriozalne, a to jest pytanie dotyczące granic czasowych władzy rodzicielskiej. Dla­cze­go o życiu i losach dorosłego, nieubezwłasnowolnionego człowieka mieliby bowiem decydować jego rodzice, którzy w pozostałych kwestiach nie mają już nic do powiedzenia? Przecież całokształt sytuacji prawnej mu­si pro­wa­dzić nas do stwierdzenia, że osoba transpłciowa jest już samodzielna i może decydować o sobie w każdym aspekcie. A tu się okazuje, że tak… no, chyba że chodzi akurat o zmianę oznaczenia płci, bo tu dalej niejako decydują rodzice.

🖇

Jeżeli jednak czytacie te książkę, a w Polsce nadal obowiązuje prawo, które zmusza osoby transpłciowe (w każdym wieku) do pozywania swo­ich ro­dzi­ców (nawet jeśli nie żyją), to znaczy, że nadal musimy się wstydzić za ten kraj.

🖇

Publicznie przyznawałem się do tego nieraz, że nie potrafię używać słowa „syn”. Potem „nie potrafię” zamieniłem na „nie potrzebuję”, bo przecież nie opisuje mojego dziecka w żaden sposób. […]  „Ale przecież pan był OJCEM SYNA”. […]  Harry słuchał z uwagą i ponad talerzami, kieliszkami i ozdo­ba­mi świątecznymi rzucił w moją stronę: „A może jeszcze inaczej? Może by­łeś ojcem osoby, która społecznie funkcjonowała jako syn?

🖇

[…]  nikt ot tak sobie nie wszedłby na tak ciężką drogę i do­browolnie nie narażał się na krzywdzenie czy obrażanie.
Daniel

🖇

[P.J.]  Jakiego świata chciałbyś dla niego [Wiktora]?
     [Maksymilian, tata Wiktora]  Chciałbym, żeby zniknęły język nienawiści i brak szacunku. Nie można mówić, że ktoś ma kogoś tolerować. Tolerować można laktozę. Człowiekowi nikt nie ma prawa powiedzieć, że się go za coś nie toleruje. Nikt nie nadał nam takiego prawa. Chcę świata akceptacji, zro­zu­mienia i szacunku. Dla niego i wszystkich fajnych dzieciaków.

🖇

Jak coś przemilczę, to nie znaczy, że tego nie ma.
Feliks, czyli Maciej

🖇

Gdy [Tomasz] poznaje jakąś nową osobę, która jest dopiero na początku swo­jej drogi, czuje i radość, i współczucie. Radość, że coraz więcej jest otwartego mówienia o sobie, coraz mniej tłumienia tego, kim się jest. Współ­czu­cie, bo wie, że to trwa – droga bywa długa i ciężka, a nierzadko samotna. A także kosztowna…

🖇

[P.J.]  „A jak będę chciała być nietolerancyjna – będziecie to tolerować?” Pewnie, że nie. Ha, mam was!
     [W.J.]  Ulubiony pseudoargument prawicy. Skoro jesteście tacy to­le­ran­cyj­ni – uszanujcie naszą nietolerancję. Tyle że nietolerancja to właśnie brak szacunku. Krzywda i przemoc. Na krzywdę i przemoc nie ma zgody, bo to zło.

🖇

[…]  naszym ulubionym (jako społeczeństwa) zajęciem jest prowadzenie zażar­tych dysput o innych bez udziału tych innych w dyskusji. Tak było i w tym przypadku. Powstawały felietony, artykuły, analizy. A naj­więk­szy­mi specjalistami i specjalistkami od wykluczonych stawały się osoby, które żadnego wykluczenia nigdy nie poczuły. […]  Czy tak zwany homofobiczny żart jest żartem czy homofobią (bo jednym i drugim jednocześnie być nie może) „ekspercko” oceniane jest najczęściej przez heteronormatywnych silniejszych.

🖇

[Kasia z Nicei] […]  cała znajomość języka u Leny to było „dzień dobry” i „do widzenia”. Następnego dnia poszła do szkoły i był to jeden z najbardziej stre­su­jących dni w moim życiu. Rozumiesz: moje transpłciowe, małe dzie­cko poszło do szkoły w obcym kraju, i to jeszcze w miejscu, które jest naj­bar­dziej prawicową częścią Francji, gdzie radykalna prawica rządzi od lat sie­dem­dziesiątych.
     [P.J.]  Pod tym względem wybraliście ryzykownie…
     [K.]  Ta francuska prawica oczywiście ma problem z osobami trans­płcio­wy­mi i wydaje mi się, że jest też dużo bardziej niebezpieczna od naszej pra­wi­cy, bo są to wykształceni, bardzo bogaci ludzie o rodzinnych pra­wi­co­wych tradycjach. Ale tutaj niezależnie od poglądów nie możesz sobie po­zwo­lić na takie chamstwo i ściek jak w Polsce. To tutaj nie istnieje. Mie­szka­my tu trzy lata i nigdy nie spotkaliśmy się z żadną nieprzyjemną sytuacją.

🖇

[P.J.]  Masz problem z Polską…
     [K.]  Często spotykam się z takim zarzutem, że jestem jakąś straszną hej­ter­ką Polski. To absolutnie tak nie jest. W tym momencie to po prostu kraj nie dla nas, absolutnie nie mamy tam czego szukać. Powinno być tak, że Polska, zgodnie z zapisem w Konstytucji, jest dobrem wspólnym wszystkich obywateli. To powinno być szanowane przez władzę i ludzi. Ale do tego jest potrzebne społeczeństwo obywatelskie i mądra edukacja. Teraz to wszystko mamy we Francji. Choć ja ciągle mam nadzieję, że Polska się zmieni.

🖇

[Maciej od Harry’ego]  Dostrzegamy tylko cienie na ścianie jaskini. Jakieś fenomeny. Bo nie jesteśmy w stanie poczuć tego, co odczuwają osoby takie jak nasze dzieci. Dlatego tak ważne jest dać się poprowadzić – jak dziecko – swojemu dziecku. W pełnym zaufaniu, że ono wie, co mówi. I robi, jak odczuwa.

🖇

[W.J.]  Osoby będące najwyżej w hierarchii społecznej mają tendencję do większego sprzeciwu wobec społecznych zmian, bo się boją, że stra­cą przy­wi­le­je. Po co ryzykować ich utratę? I nie jest ważne, że ten strach często nie ma pokrycia w rzeczywistości. Subiektywne odczuwanie zagrożenia wy­star­czy do przyjęcia postawy defensywnej wobec progresywnej postawy osób, które na utrzymaniu status quo tylko tracą. Na zmianie kulturowej potencjalnie tracą uprzywilejowani i potencjalnie zyskują ci, którzy naj­mniej mają. Bo dla osób uprzywilejowanych ważniejszy jest spokój od spra­wie­dliwości. Dla osób najniżej w hierarchii społecznej nie ma ani spra­wie­dli­wo­ści, ani spokoju.

🖇

[W.J.]  Nie dajecie nam wychowywać dzieci, bo uważacie, że się do tego nie nadajemy. Jednocześnie oficjalnie nie możemy udowodnić wam, że po­tra­fi­my wychowywać dzieci, bo wy nam na to nie pozwalacie. Gdy tymczasem w waszej heteronormie dzieci może mieć każdy, i o ile nagle do jego domu nie wkroczy policja z niebieską kartą, o tyle za rozrodczość będziecie chwa­le­ni i na­gradzani. Tylko czym w takim razie zajmują się polskie sądy rodzinne, skoro wam tak świetnie wychodzi zabawa w dom? […]
     Pogubiliście się już? Ja też! Ale powtórzę jeszcze raz: DLA MNIE RO­DZI­NA JEST NAJWAŻNIEJSZA! I DLATEGO CHCĘ RÓWNOŚCI MAŁ­ŻEŃ­SKIEJ!

🖇

[W.J.]  Tym, co można zrobić w ramach ochrony rodziny prawnie, jest za­pew­nie­nie równości małżeńskiej, możliwości adopcji i godnej tranzycji praw­no-medycznej. Nic tak bowiem nie wzmacnia wartości rodzinnych, jak możliwość legalnego założenia rodziny.

🖇

[W.J.]  Ale wiesz, że jako ludzkość już to przerabialiśmy. I nawet czegoś się nauczyliśmy. Gdy kobiety walczyły o prawa wyborcze, dyskusja wyglądała bardzo podobnie. Też „to się w głowie nie mieściło”, żeby pozwolić sobie na „taką rewolucję”! Również wtedy silni panowie, którzy mogli głosować bez względu na swoje kompetencje intelektualne, powątpiewali w intelekt ko­biet. I robili to zupełnie otwarcie. Tak jak teraz otwarcie kwestionuje się instynkt macierzyński lesbijek czy potrzebę bycia ojcem u gejów – a nawet mniej lub bardziej wprost można sugerować, że w przypadku osób ho­mo­seksu­al­nych za chęcią posiadania dziecka kryje się coś zupełnie innego niż miłość… coś niebezpiecznego.
     Wracając do meritum: wtedy niektórym mężczyznom trudno było zro­zu­mieć, że prawo wyborcze kobiet nie odbiera prawa wyborczego męż­czy­znom.

🖇

[P.J.]  Może to właśnie jest czas, żeby ogarnąć, „przytulić” siebie?
     [Maciej od Harry’ego]  Pewnie tak. Kiedy patrzę wstecz na moje do­świad­cze­nia życiowe, to jako młody człowiek nigdy bym nie przypuszczał, że życie postawi na mojej drodze takiego rodzaju wyzwania. Teraz odczuwam coś w ro­dzaju satysfakcji – wejścia na szczyt góry. Patrzę w dół na drogę, którą razem przebyliśmy jako rodzina, i mówię sobie: to był kawał dobrej roboty! Było trudno, czasami bardzo, czasami były chwile zwątpienia, ale osiągnę­li­śmy szczyt. Życie wystawiło mnie na próbę, ale wspólnie z rodziną tę pró­bę przeszliśmy pozytywnie. Dobra robota! Nie spodziewałem się, że będzie tak ciężko, ale dałem radę – przede wszystkim jako człowiek.

Piotr Jacoń, Wiktoria. Transpłciowość to nie wszystko,
Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2024.
(wyróżnienie własne)

[W.J.]  Wszyscy jesteśmy opakowani. Jak paczki z firmy wysyłkowej. Gdy przesyłka do Ciebie trafia, w ręku trzy­masz pudełko, ale właściwa zawartość jest w środku – w jakimś plastikowym czymś. Jak rozerwiesz tę to­reb­kę, to zobaczysz jeszcze folię bąbelkową, a dopiero w niej jest ten, dajmy na to, pendrive, który zamówiłeś. Pu­deł­ko było czerwone, torebka żółta, a folia szara – tyle ko­lo­rów! A żaden z nich nie jest ważny, bo pendrive okazał się niebieski. Ten pendrive to ja…
     [P.J.]  I za każdym razem, kiedy ktoś to po pro­stu zrozumie
     [W.J.]  …wygrywamy.

🖇

[W.J.]  Mam dość, gdy ktoś mówi, że mi współczuje. Że on lub ona nie wyobraża sobie w mojej sytuacji życia w tym kraju. Tylko że ja nie mam innego życia, ja­kie­goś zapasowego, mam tylko to jedno życie i tylko te do­świad­cze­nia. Co mi z tego współczucia?

🖇

Dojrzale, to znaczy widzieć szerzej. Widzieć różne kon­teksty życia. Że nie ma prawdy ostatecznej. Że nawet prawda naukowa tylko przybliża nas do poznania praw­dy. To również umiejętność łączenia rzeczy z po­zo­ru niepołączalnych – jak wiara i nauka. I właśnie to po­łączenie daje nadzieję – choć nie jest to nadzieja na­iw­nia­ka, który powtarza: »Będzie dobrze«. To jest na­dzie­ja dojrzałego dorosłego, który mówi: »Wiem, jak jest, ale wybieram wiarę, że będzie dobrze«. Ta dojrzałość zaczyna się wtedy, gdy nie znamy odpowiedzi na wiele pytań i jesteśmy z tego dumni. Bo czasem dobrze po­sta­wio­ne pytanie jest ważniejsze niż odpowiedź. Poza tym w odpowiedzi nie ma już tajemnicy. I nie ma ciekawości.
Joanna Flis

(tamże)

*

Imponderabilia, Piotr Jacoń: osoby transpłciowe,
życie osoby LGBT w Polsce
.

środa, czerwca 18, 2025

5810. Dlaczego? Też dlatego!

Ponieważ za jakąś niedługą chwilę będę obywatelką pierwszego w Europie (komu gra­tu­lować tej innowacji?) kra­ju-bur­de­lu, jak ulał będą do tych okoliczności pa­so­wać słowa, którymi od lat wyłącznie w kuluarach prywatności definiuję najdłużej istniejącą w Polsce partię: to nie partia, to kurwa polityczna.

Nie mogę wyjść z zadziwienia, że wciąż żyję w kraju, który gardzi milionami głosów wyborczyń i wyborców. Wygląda na to, że z ob­słu­gą polityki w Polsce jest jak z ob­słu­gą zjawisk atmosferycznych — decyzyjni nie­zmien­nie pozostają zaskoczeni chwi­lą obecną. A gdyby do wspo­mnia­nych milionów dodać kobiety i osoby z nie­peł­no­spraw­no­ścia­mi, nikt nie przejmowałby się głosem kilkudziesięciu tysięcy osób, tych źle poinformowanych czy mszczących się za grzech za­nie­dby­wa­nia (od dzie­się­cio­leci). Jedni wygrali, drudzy przegrali, wszyscy stracimy.

W tym wpisie najważniejszy jest film, ale kolejność pojawiających się elementów składowych od tego momentu do końca nie jest przypadkowa, raczej przemyślana, choć wprowadzenie pozostanie dość emo­cjo­nalne. Wrrr.

     – Ale my jesteśmy razem już od trzydziestu lat… – nie mogłam się po­wstrzy­mać, żeby nie wtrącić tego, co i tak musiała wiedzieć, bo pisałyśmy o tym we wniosku na początku procedury. […] 
     – Ja wiem, ja wiem… – Rikke odpowiedziała na to łagodnie, cierpliwie i przepraszająco. – Ale muszę…
     Ciągnęła:
     – Małżeństwo to prawa i obowiązki. Opiera się na obietnicy wzajemnej mi­łości, pomocy, troski i zrozumienia. Małżeństwo jest być może czymś naj­waż­niejszym w życiu i jednocześnie największym wyzwaniem. Żadna uroczystość nie urzeczywistni waszego małżeństwa, możecie to zrobić tylko wy same – po­przez miłość, cierpliwość i wzajemne oddanie. Poprzez rozmowę i słu­cha­nie siebie nawzajem, wzajemną pomoc i wsparcie, zaufanie i wiarę w siebie. Poprzez czułość i śmiech. I umiejętność rozróżniania między tym, co na­praw­dę ważne, i całą resztą, która nie ma znaczenia. Moje ży­cze­nie dla was jest ta­kie, żeby wasze wspólne życie zawsze było pełne znaczenia i czułości.
     Słysząc to, uściskałyśmy się z Elż.
     – Trochę takie jest, co? Tyle lat… – powiedziałam do niej.

🖇

Moja ukochana i ja codziennie zderzamy się z opresyjnymi strukturami spo­łeczno-politycznymi wyłącznie z tego powodu, że mamy odwagę żyć po swojemu. Nasze państwo nadal nie przyjmuje do wiadomości tego, że je­ste­śmy razem. […]  Małżeństwo musiałyśmy zawrzeć według prawa innego kraju, ponieważ Polska nie dopracowała się dotychczas formuły nawet tak anachronicznej, jak związki partnerskie. To prawda, że przedmiotem na­szej walki jest życie.

🖇

[…]  takich historii jest w Polsce pełno, są dosłownie na wy­cią­gnię­cie ręki, tylko nie ma okazji, nie ma przestrzeni, by o nich rozmawiać, i każdy zo­sta­je z nimi sam.

🖇

[Rzeczywistość kulturowo-społeczna], która z takim uporem odmawia uzna­nia naszego istnienia. Która trzyma nas w stanie społecznej nieważkości, przy­krywa nas co rusz czapką niewidką i każe bez końca czekać u siebie w przed­pokoju na przepustkę do życia, a ono tymczasem przemija nam bez­powrotnie. Która przyjmuje do wiadomości – przynajmniej w pewnym za­kre­sie, zwłaszcza podatkowym – każdą z nas z osobna, ale nigdy, ab­so­lut­nie nigdy nie rozpoznaje nas obu naraz jako pary. Kiedy konfrontujemy się z nią we dwie, jako para, ona zawsze udaje głupią. „Nie wiem, nie znam się, zarobiona jestem” – mówi do nas ta rzeczywistość lekce­wa­żą­co i w naj­lep­szym razie odwraca się plecami.

🖇

Tego nie ma w umowie koalicyjnej,
reż. Piotr Jacoń, 2024.

🖇

Ślub był zwieńczeniem naszego coming outu – długiego, żmudnego procesu, który trwał od dawna i przechodził rozmaite kulminacje w różnych sferach naszego życia, jednak dopiero w Kopenhadze osiągnął punkt bez powrotu, poziom, z którego już nigdy nie będzie można zejść.
     Zawarcie przez nas małżeństwa sprawia, że ani my same już nie mo­że­my się cofnąć i powrócić do życia w ukryciu, ani też nikt inny nie może nas do tego zmusić.

🖇

[…]  z perspektywy mojego wykluczenia odnoszę wrażenie, że osoby hetero zatraciły chyba poczucie treści i znaczenia małżeństwa.

🖇

Nienawistnicy, którzy twierdzą, że śluby „jednopłciowe” zniszczą istotę mał­żeń­stwa, głęboko się mylą. Nasze śluby nie niszczą jej. One ją ratują.
     „Pamiętaj, że to tylko papier” – powiedziała do mnie Aśka. […]  Za­ska­ku­je mnie to i trochę nawet zawstydza, bo kiedyś myślałam przecież tak jak ty: co głupi papier może zmienić w czyimś życiu, w uczuciach? Dzisiaj wiem, że sam papier może i nic, ale papier jako świadectwo ce­re­mo­nii, uro­czy­stego aktu stanięcia we dwie w publicznym miejscu, przed re­pre­zen­tan­ta­mi społeczeństwa, czyli tej najszerszej wspólnoty, do której na­le­ży­my, niezależnie od tego, czy lubimy to, czy nie; aktu stanięcia w pełnej ja­wno­ści i przy świadkach, wystawienia się bez lęku na ludzkie spojrzenia i otwar­te­go potwierdzenia, że jesteśmy i pragniemy nadal być ze sobą – ta­ki papier w naszym życiu zmienia już bardzo wiele, a właściwie wszystko.
     Ślub jest chwilą społecznych narodzin nas jako pary oraz dookreślenia naszej tożsamości. Jest koniecznym, od dawna brakującym momentem domknięcia naszego stawania się jako dwóch osób, które wybrały życie w związku – osób odrębnych, które jednak wytworzyły między sobą żywą wspólną przestrzeń, tajemnicze coś trzeciego, co je łączy i sprawia, że choć są osobne, to jednocześnie takie nie są.

🖇

Prześladując albo prześlepiając „nietradycyjne” rodziny, państwo uszczupla nasz wspólny kapitał społeczny. Podcina gałąź, na której wszyscy siedzimy.

🖇

[…]  sama relacja nie wystarczy, jeżeli brak jej odpowiednich ram spo­łecz­no-prawnych. Bez tych ram – bez widzialności, podstawowej akceptacji otoczenia i prawnego uznania – relacja nigdy nie ustanawia się do końca i w związku z tym nie może być w pełni zdrowa, a tym bardziej niczego uzdrawiać.

🖇

Rodzina istnieje w dwóch wymiarach: normatywnym i rzeczywistym. W pierwszym wymiarze jest pojęciem definiowanym w określony sposób, pewnym ideałem. W drugim – codziennością żyjących tu i teraz ludzi. Być może rodziny w wymiarze normatywnym broni się tym zacieklej, im mniej odpowiada ona wymiarowi rzeczywistemu, w każdym razie w dzisiejszej Polsce chyba tak właśnie jest. […]  „wzór idealnej polskiej rodziny to mit”. Wyobrażenie, któremu część z nas hołduje, ale mało kto naprawdę tak żyje.

🖇

Ludzie potrzebują słów, które by ich określały wobec innych, któ­re by ich ujmowały i wyrażały, tak samo jak potrzebują uznanej społecznie prawnej formuły dla swojego bycia razem. Potrzebują tego żywotnie i nie­zby­wal­nie. Wszyscy. Tego właśnie nauczył mnie nasz „jednopłciowy” ślub: że nie ma ślubów jedno- i dwupłciowych. Śluby albo są, albo ich nie ma. W Polsce ich dla nas nie ma.

🖇

Ślub jest chwilą społecznych narodzin nas jako pary oraz do­ok­re­śle­nia na­szej tożsamości. Jest koniecznym, od dawna brakującym momentem do­mknię­cia naszego stawania się jako dwóch osób, które wy­bra­ły życie w związ­ku – osób odrębnych, które jednak wytworzyły między sobą żywą wspólną przestrzeń, tajemnicze coś trzeciego, co je łączy i spra­wia, że choć są osobne, to jednocześnie takie nie są.

🖇

Od powrotu z nomen omen Kopenhagi mam nieodparte wrażenie, że sposób istnienia naszego ślubu w Polsce przypomina sytuację kota Schrödingera w wariancie drugim, przed otwarciem pojemnika. Razem z naszym ślubem ja i Elż znajdujemy się w superpozycji. Tylko że u Schrödingera był to eks­pe­ry­ment myślowy, a w naszym przypadku odbywa się to na żywym ciele.

🖇

To prawda, że w praktyce niczego nam to w Polsce nie daje, niczego nie za­pew­nia, jednak gdyby – na co się zanosi, albo i nie zanosi – wpro­wa­dzo­no u nas związki partnerskie, będziemy mogły zgłosić się po ten ochłap rów­no­ści z pozycji prawdziwego małżeństwa zawartego w Danii.
     Niby szczegół, ale bez niego naprawdę trudno byłoby przełknąć upo­ko­rze­nie, jakim jest to szyte dla nas pośród żenujących targów specjalne pra­wo dla lu­dzi dru­giej kategorii, zwane związkami partnerskimi. Ludzi, któ­rzy najwyraźniej nie zasługują na to, żeby wejść do urzędu stanu cywilnego tymi samymi drzwiami co reszta społeczeństwa. Którym powtarza się, że muszą to zrozumieć i czuć wdzięczność.
     Nie rozumiem i nie czuję.
     Zmusimy system, żeby wmontował nasz prawdziwy duński ślub w swoje procedury. Nie będziemy przystrzygać naszego życia tak, żeby dało się je upchnąć w anachronicznej formule związków partnerskich.
     Żadnego kucania.

🖇

Warto może wyjaśnić, czym równość małżeńska jest, a czym nie jest. Ona nie polega na tym, że przyjmujecie nas do swojego klubu. Polega na tym, że korzystamy z tej samej możliwości zapewnianej przez prawo, jednak nie oznacza to, że kupujemy od was gotowca. Wspólną formę ogólną – bardzo ogólną – nasycamy dla siebie własną treścią.

Renata Lis, Moja ukochana i ja. Ślub,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2025.
(wyróżnienie własne)

piątek, stycznia 17, 2025

5684. 17/365

filmy mojego życia, ich ścież­ki dźwiękowe znam na wyrywki. dziś dowiedziałam się o śmierci reżysera jednego z nich, więc ło­mo­li­łam. kompozytor muzyki do tego filmu, doczytałam, pięć dni przed Tobą, Biały Kruku, opuścił bardo — szklą mi się tak bardzo oczy, gdy słucham rose’s theme, gada do mnie o bez­brzeż­nej tęsknocie.

17/365

Angelo Badalamenti (1937–2022), Laurens Walking,
[z filmu:] Prosta historia, 1999.

Angelo Badalamenti, Rose's Theme, [z:] Prosta historia, 1999.

poniedziałek, października 21, 2024

5516. Z oazy (CCLXXXIX)

Wielonie­dzielne odgruzowywanie literek, trzy. Nie było planu na zakup czy czytanie tej książki, ale ani się obejrzałam, a ibukosknera przyniósł mi ją w zębach, szczerząc się ze szczęścia, bo kiedy ostatni raz udało mu się upolować coś za piętnaście złotych polskich? No, kiedy? Nie pamiętałam.

Lubię bardzo sposób, w jaki Autor układa obok siebie literki i ani przez chwilę nie byłam zła na ibukosknerę, że się ze mną nie skonsultował w sprawie tego zakupu. Książka przejmująca, ale to, co ze mną pozostanie na zawsze to dwa pierwsze aka­pi­ty. Gdy wczoraj kończyłam wybieranie fragmentów, wróciłam właśnie do nich. I by­ło pewne, że po­ślizgnie się publikacja tego postu, bo musiałam obejrzeć Nanette. Musiałam obejrzeć dwa razy.

Jestem przyzwyczajona, że z książek wydłubuję inne książki, innych autorów, pio­sen­ki, obrazy, fotografie, ale wydłubanie Nanette na długo pozostanie dla mnie nu­merem jeden skutków ubocznych czytania.

Zanim się dowiedziałem, kim właściwie są Żydzi, już byłem antysemitą.

Zdałem sobie z tego sprawę stosunkowo niedawno, oglądając po raz ko­lej­ny Nannette, stand-up Hannah Gadsby, australijskiej lesbijki w spektrum autyzmu, wychowanej na Tasmanii. Hannah mówi w pewnym momencie, że zanim zdążyła się zorientować, że jest lesbijką, już była homofobką. No oczywiście. Przesiąka się tym wszystkim, co w naszej społeczności oczy­wi­ste. Nasiąka jak piach tym, co podskórne, co właściwie nie musi być wypowiadane wprost. Wiadomo, że pedał jest czymś obrzydliwym. Wiadomo, że Żyd jest czymś obrzydliwym. Wiadomo, że nie jest kimś, tylko czymś.

Kiedy się w końcu dowiedziałem, kim są Żydzi, mogłem powoli zacząć prze­sta­wać być antysemitą.

Przepaść nas nie przecina, przepaść nas otacza. Albo może i otacza, i zaraz przecina, i zaślepia, i ogłusza. Nicość nie istnieje.

🖇 🖇

Hannah Gadsby, Nanette, 2018.

Historia sztuki nauczyła mnie, że istnieją dwa typy ko­biet: dzie­wi­ce lub kurwy. […] Małe dziewczynki miały tylko te dwa wybory. I zawsze kazano nam wybierać. I w tym ca­ła sztu­czka. Patriarchat to nie dyktatura. Masz przecież wybór!

(tamże)

🖇 🖇

     – W moim rodzinnym mieście – mówię do Michaela, z którym znów po­pi­jam kawę w DeRevo – Polacy mordowali Żydów. Ale przede wszystkim kielczanie mordowali kielczan, sąsiedzi zamordowali sąsiadów.

🖇

Myślę, nie wiem już za kim – Konstantym Gebertem? Grossem? Tokarską-Bakir? – o wojennej traumie przemocy jako źródle społecznego zwy­rod­nie­nia. O tych destrukcyjnych momentach, gdy przemoc staje się normą.

🖇

Kościele katolicki, światowi przywódcy religijni, co zrobicie na Bałkanach, co zrobicie w Rwandzie? Wasz romans z nazizmem zdmuchnie ogólno­świa­to­wa amnezja? A co wasze gorące pocałunki z Cyrylem i Putinem?

🖇

Tak, największym zagrożeniem nie było gestapo, tylko sąsiedzi. Którzy węszyli korzyści albo mieli nadzieję, że w ten sposób unikną kary i sami ocaleją. A więc chciwość i strach. Bieda i strach. Nędza i zwierzęce instynkty.

🖇

     – Jako profesjonalny Żyd – Michael znów się śmieje – sporo rozmawiam z Polakami o Żydach. Ale też rozmawiam z Żydami o Polakach, o Zagładzie i Polakach. I kiedy mówią, że Polacy to świnie, pytam ich, czy myślą, że oni na waszym miejscu zachowywaliby się inaczej. Pytam ich po prostu: Jak myślicie, jak wy byście postąpili na miejscu tych świń?

🖇

Jest takie powiedzenie, że wystarczy jeden człowiek, by zabić sto osób, ale potrzeba stu osób, żeby uratować jednego człowieka.

🖇

Gdyby nie było tych wojen, jacy ludzie żyliby teraz na świecie? A jacy nie? Od takich rozważań można zwariować – mówi dziadek – można oszaleć. Lepiej tak nie myśleć, […], zobacz, spójrz, spójrz tutaj, „zobaczysz w lustrze kogoś, kto odziedziczył wszechświat, zobaczysz kogoś, kto jest tu przy­pad­kiem”.

🖇

a dorośli
[…] 
nie umieją odpowiedzieć
dzieciom
na proste pytania
bo czy istnieją proste pytania
teraz
teraz nie ma już
ani jednego prostego pytania

🖇

     – Szkoda, że dinozaury wymarły – wzdycha Witek.
     – No właśnie nie wymarły, nie całkiem w każdym razie. To znaczy te, któ­re przetrwały, wyewoluowały w ptaki. Kura to dinozaur. Dodo to di­no­zaur. Paw to dinozaur. Gołąb to dinozaur.
     – Gołąb to dinozaur?!
     – No dobra, prawnuk dinozaura. To wszystko są odległe prawnuki. Pra pra pra pra pra pra pra pra. W każdym razie przed dinozaurami nie było ptaków.

🖇

Sporo czasu minie, zanim zrozumiem,
że odwaga to nie jest brak strachu.

🖇

Imiona, jak wiemy, mówią o człowieku wszystko […]. Z tymi imionami, zda­je się, jest dokładnie tak jak ze znakami zodiaku – w końcu to, że ktoś się urodził na przykład 22 listopada, w skrzyżowaniu gwiazdozbiorów Skor­pio­na i Strzelca, ustawia jego charakter na wieki wieków amen. Co tam geny, pff, dajcie spokój! Gwiazdy! Gwiazdy, które świecą miliony lat świetl­nych stąd, a w te konstelacje poukładane są według astrologicznego wi­dzi­mi­się sprzed setek i tysięcy lat – to ma największy wpływ, to nas pro­gra­mu­je i ustawia schematy działania, to nam magicznie wbija w serca al­go­rytmy temperamentu i relacji z innymi ludźmi. Nie geny, nie wychowanie, nie przypadek, gwiazdy!

Mateusz Pakuła, Skóra po dziadku,
Wydawnictwo Agora, Warszawa 2024.
(wyróżnienie własne)

Nic się nigdy nie kończy, a jednocześnie wszyst­ko kończy się w mgnieniu oka, to znaczy gaśnie i roz­błyska na no­wo, czyli wszystko trwa w nie­skoń­czo­ność […]. Nie ist­nie­ją żadne granice czegokolwiek.

(tamże)