niedziela, kwietnia 19, 2026

6073. Z oazy (CDXXXVIII)

Półtora tygodnia temu. Czysty przypadek. Włączone dopiero co radio anonsowało audycję, której meritum jest zawsze wypierane przez treść mojego wewnętrznego życia. Zatrzy­ma­ło mnie imię gościni. Czyżby moda i nie jednemu psu na imię Bu­rek? Rozpoznałam głos. Pięknie budował zdania. Klik, klik i odkryłam rozmowę, któ­ra uświadomiła mi, że prze­ga­pi­łam dwa la­ta temu tę książkę. Byłoby szkoda, gdyby pozostała dla mnie przegapiona.

Dawno nie czytałam tak pięknej, gęstej, przemyślanej i przeżytej książki. Zdecy­do­wa­nie należy do puli najlepszych książek, jakie przeczytałam i przeczytam w roku 2026.

Uruchamia bolesne wspomnienia. Nie, ja nie muszę siebie szukać na zdjęciach z przedszkola. Tak, dziesięciolecia zajęło mi znalezienie odwagi, by spojrzeć bez uprzedzeń czworonożnemu zwierzęciu w oczy. Mogę wymienić wiele innych nietak. Wszystkie one dotyczyłoby zwykłego cisowego ciała. Dziś myślę: zgroza! Nie, nigdy nie widziałam jamnika śmiejącego się z doga arlekina. Tak, widziałam nie­je­den za­chwyt różnorodnością psich ciał, a tym samym psich osób. Czemu nie można pójść dalej i zachwycić się różnorodnością ludzkich ciał i osób? Nie mam pojęcia od dzie­się­cioleci.

Myślę o moich Ludziach, o Ich pięknych w młodości ciałach, które musiały się od Nich nasłuchać zbyt dużo złego, zbyt ostro, calkiem be sensu. Przed oczami mam wspomnienia kilku zdjęć, przepiękni Oni! Wtedy, gdy opadała migawka, jesteśmy ciut starzy, Oni nie utoż­sa­mia­li się z pięknem, którego byli emanacją. Żeby sprawa była jasna, wciąż tacy są!

Kształt, smak i kolory zeszłotygodniowego weekendu, którego efektem jest ten opróżniający filiżankę wrażeń wpis, wydają mi się dziś niewiarygodnym snem. A przecież tamten weekend był. I była przepiękna synchroniczność, i świętowanie piękna ludzkiego ciała. Czułam się szczególnie obdarowana i uprzywilejowana.

Zakładam, że osoby czytające to, co piszę, zgadzają się ze mną, jeśli chodzi o podstawowe przekonanie, że szacunek i uznanie dla osób trans nie wy­ma­ga­ją żadnego innego uzasadnienia niż sam fakt ich obecności w świecie.

Stoi za tymi tekstami przywilej dziecka klasy średniej i osoby z wyższym wykształceniem. Odbija się w nich moja białość, ale też polskość — przypadki urodzenia i geografii, które kształtują perspektywę nawet wtedy, kiedy tego nie zauważamy.

🖇 🖇

I chociaż jest nas pełno, to niestety mówimy o sobie mało. Czasami wciąż trudno przezwyciężyć wstyd, żeby opowiedzieć, skąd przy­cho­dzi­my i kim kiedyś byłyśmy.

🖇

Teraz na temat tego, czy płeć jest performansem, performatywem, biologią czy też wolą Bożą, wypowiadają się popularni politycy, dziennikarze, spe­cja­li­ści od inwazji islamistów albo bogate autorki powieści dla dzieci. Nagle się okazało, że losy zachodniej cywilizacji i ruchu kobiecego zależą od tego, czy uda się ochronić tradycyjną, zdroworozsądkową i ponoć oczywistą dla wszystkich różnicę między kobietą a mężczyzną.

🖇

Niewątpliwie radykalny feminizm przeżywa obecnie renesans. W dużej czę­ści jest to odpowiedź na rozczarowanie uśmiechniętym liberalnym fe­mi­ni­zmem, którego słabość obnażył moment #metoo. Oto wyszło na jaw, że pa­triar­chal­na przemoc nie słabnie; że stare obserwacje, iż przemoc seksu­al­na podtrzymuje dominację mężczyzn, wcale się nie zdezaktualizowały, że po­zy­tyw­na seksualność nie wystarczy. A do tego wszystkie te koszmary współ­czes­nej prawicowej reakcji: ograniczenie dostępu do praw re­pro­duk­cyj­nych, ataki na kobiety, faszystowskie fantazje o powrocie kobiet do kuchni i dzieci… Trudno w takich warunkach nie szukać jakiejś ra­dy­kal­nej odpowiedzi.

🖇

Problem z przeszłością polega zaś na tym, że – by przywołać słynny aforyzm Williama Faulknera – przeszłość nigdy nie umiera, bo wła­ści­wie nie jest przeszłością.

🖇

Momenty, kiedy zderzamy się z „rzeczywistością” i przeżywamy nie­zgodę na nią, mówią być może więcej o świecie, jaki za­miesz­ku­je­my, niż o nas samych: o świecie, który wiąże, ogranicza, który wy­śmie­wa jako niemożliwe nasze pragnienie innego upłciowionego życia, trak­tu­jąc naszą transpłciowość jako coś, na co można się w końcu zgodzić, ale cze­go nigdy nie można afirmować. W takim wypadku dysforia to — uży­wa­jąc słów brytyjskiej eseistki Juliet Jacques — świadomość uwięzienia nie tyle w złym ciele, ile w złym społeczeństwie.

🖇

Mam więc podejrzenie graniczące z nadzieją, […]  że tym, co trans­dziew­czy­ny mogą zaoferować, chociażby i nieświadomie, jest dowód na to, że ko­bie­co­ści można chcieć jako kobiecości, że można ją akceptować, że można jej potrzebować, że bywa źródłem przyjemności i siły także dla tych, które uważa się za skazane na nią z racji urodzenia. […]
     Tak przynajmniej chciałabym, żeby było.

🖇

Okrutny feminizm wcale nie podważa naszej kobiecości, przeciwnie, w perwersyjny sposób ją afirmuje: grzeszymy jej nadmiarem.

🖇

Jajo z zasady nie wie, że jest jajem. Uświadomienie sobie tego ozna­cza, że już zaczynasz się wykluwać. […]
     Pożytek z mówienia o sobie jako o już wyklutym jaju jest więc taki, że sta­bilizuje to naszą przeszłość […]. Pytanie nie brzmi więc, czy były znaki, ale dlaczego się ich nie widziało; co latami przeszkadzało w dostrzeżeniu, że żyje się w cienkiej wapiennej skorupce. […] 
     Ofiarą tej narracji pada przede wszystkim sprawczość. Jajo nie ma wy­bo­ru, po prostu nim jest. Jedyna niewiadoma w jego historii to spo­sób, w ja­ki dojdzie do jego pęknięcia.

🖇

Nasze dziwaczne zainteresowania i pasje nie muszą jednak być powodem do wstydu — tego wpajanego od dziecka poczucia, że nie należy ludzi „za­ga­dy­wać na śmierć”, że należy brać pod uwagę fakt, że inni pewnie nie po­dzie­la­ją twoich fascynacji — należy je raczej traktować jako rodzaj daru, którym wymieniamy się w sytuacji niechęci do bardziej normatywnych form komunikacji.

🖇

Elementy kultury nerdowskiej — z całym jej maskulinistycznym, jeśli nie wręcz szowinistycznym bagażem — zostają w tym wypadku przemielone w glebę, na której może wyrosnąć coś innego. […]  Wynajdujemy różne rzeczy w kulturze, w której jesteśmy zanurzone, i majsterkujemy — prze­pisujemy jej znaczenia.

🖇

Nie każdy potrafi od razu dostrzec przyszłość, w której jest dla niego — i dla niej, tej, którą może się stać — miejsce, i nie oznacza to braku wy­o­braź­ni. W takim wypadku ściany piwnicy chronią marzenia przed tym, co po­wszech­nie nazywa się „rzeczywistością”, a co najczęściej oznacza po pro­stu „normalność”.

🖇

Troska o urodę, ściśle połączona z troską o passing, zawsze stanowiła element kobiecej sztuki przetrwania. Konsekwencje jej braku w żaden sposób nie oszczędzają i ciskobiet.

🖇

Boymoding to pragmatyka płci w pigułce. Wskazuje, że płeć może być przestrzenią wyboru — i że ten wybór zawsze jest czymś ograniczony.

🖇

Patriarchalna mizoginia każe gardzić kobiecością bez względu na to, czy jest ona cis, czy trans.

🖇

[…] spójniki rozbijają pozorną jednolitość kategorii i sugerują, że znaczenie określenia „dysforia płciowa” nie jest spójne, a przede wszystkim nie jest jedno. Termin zdaje się odnosić do wielu porządków, wielu koncepcji, wielu doświadczeń.

🖇

Pozorna naturalność bycia cis zapewnia prawo do tego, żeby wybory do­ty­czą­ce ciała, mody, prezentacji mogły coś znaczyć, a nie tylko stanowić sym­ptom jakiejś dewiacji.

🖇

[…]  amerykański politolog i aktywista Paisley Currah postawił tezę tyleż no­wa­torską, ileż zachwycającą swoją prostotą. Otóż płeć każdej osoby jest tym, co rozmaite instytucje za nią uznają. Punktem wyjścia dla jego roz­wa­żań jest fakt aż do bólu znajomy wielu osobom trans: że w zależności od te­go, jaka instytucja wydaje nam dokumenty czy zaświadczenia, jesteśmy raz kobietami, raz mężczyznami. […]  płeć obywateli nowoczesnych państw ni­gdy nie należy do końca do nich samych, to część administracyjnej ukła­dan­ki, w której chcąc nie chcąc trzeba uczestniczyć. System ten w ogóle nie jest zainteresowany tożsamością — jako kategoria niemożliwa do kwantyfikacji nie istnieje ona dla niego. […]
     Nie oznacza to oczywiście, że instytucje wydające dokumenty mają do­stęp do prawdy o czyjejś płci — a jedynie że mają środki pozwalające im eg­ze­kwować swoje rozumienie płci.

🖇

[…]  nie można powiedzieć, żeby płeć była faktycznie „nasza”. To, czy w danym momencie jestem kobietą, czy mężczyzną, zawsze zależy przynajmniej po części od osób, które mnie otaczają — nawet jeśli to bolesne.

🖇

Podobno definicja reprezentanta klasy średniej w Polsce brzmi: „ktoś, kto ma w telefonie numer do przynajmniej jednego lekarza”. Dysfunk­cjo­nal­ność NFZ jest faktem, który wpływa na życie właściwie wszystkich z nas, a dostęp do metod jego obchodzenia — czy to finansowych (jak prywatne wizyty), czy wiążących się właśnie z kapitałem społecznym („mój wujek jest ordynatorem”) — to ważny wyznacznik pozycji społecznej, a czasami po prostu kwestia życia lub śmierci.

🖇

Nie byłoby bowiem dysforii bez kryjącej się gdzieś pod jej powierzchnią na­dziei, jakkolwiek ulotnej, że płeć może być nie tylko źródłem cierpień, ale również czegoś więcej, czegoś lepszego, czegoś, czego być może nie po­tra­fi­my jeszcze sobie wyobrazić, choć już nauczyłyśmy się tego pragnąć.

🖇

I jasne, to tylko fantazja; wszystkie to wiemy. Ale fantazją jest również prze­ko­na­nie o niemożliwości tranzycji, wpajane nam od dziecka przez cis­nor­ma­tywną kulturę, w której płeć jest nienaruszalnym, stabilnym fun­da­mentem podmiotowości. Dobrze czasami uwierzyć, że można pra­gnąć inaczej.
     […]  Bez względu na ciężar wstydu, zawsze pragnęłyśmy — i znaj­do­wa­ły­śmy coraz to nowe rozwiązania, żeby wydostać to pragnienie z przestrzeni tęsknot i fantazji i uczynić je ciałem, obecnym tu i teraz.

🖇

Płeć trzeba opowiedzieć, a jej przeżywanie jest jej ciągłym dalszym opo­wia­daniem.

🖇

Osoby trans nie są wcale pasywnymi ofiarami systemów przemocy i nad­zo­ru. Przeciwnie, jeśli nasza kultura opowiada jakąś historię, to jest to prze­de wszystkim historia samopomocy — sieci wymiany infor­ma­cji i ma­te­riałów mających pomóc przezwyciężyć struktury niemożli­wo­ści.

🖇

Płeć, szczególnie budowana we wrogich warunkach, to składanie ra­zem pragnień, tęsknot, tekstów i odczuć, splatanie ich w wizję osoby, którą chcemy się stać, nawet wtedy, kiedy wydaje się nam to niemożliwe.

🖇

[…]  materia życia transkobiet — materia życia kobiet w ogóle, materia życia wszystkich, którzy muszą sobie radzić w upłcio­wio­nym społe­czeń­stwie — dostarcza niekończących się dowodów na niestabilność tych kategorii.

🖇

[…]  kobiecość również nie jest nigdy zjawiskiem występu­ją­cym samo­dziel­nie: pozostaje nierozłącznie powiązana z losami klas i ras, z geografią i zmie­nia­jącym się klimatem, z chronologią zmian kultury, z prawem, z tech­no­logią. Nie oznacza to, że jest to kategoria pusta — je­dy­nie migotliwa.

🖇

[…]  być może to jest najbardziej transowy element współczesnego rady­kal­ne­go feminizmu, który napędza nie tyle pewność siebie (i tego, że pod no­ga­mi znajduje się stabilny grunt), ile raczej ciągła dysforia, a więc po­czu­cie, że coś jest nie tak, jak być powinno, a więc też, że może być inaczej. Rzecz tylko w tym, żeby znaleźć to inaczej — i osadzić je w narracji łączącej nas z femi­ni­stycz­ną przeszłością, a zarazem prowadzącą w stronę femi­ni­stycz­nej przyszłości.

🖇

po to przyszłam:
po wrak, a nie po historię wraku
po sam obiekt, a nie mit

Adrienne Rich

🖇

[…]  czego akceptacja nie daje. Czego nie może dać. Co nam zabiera. Jej ho­ry­zon­tem jest konieczność: gdy prosimy o akceptację, tak naprawdę ocze­ku­je­my pogodzenia się z naszym istnieniem, pozwolenia na egzystencję, przy­jęcia do wiadomości faktu, że nie można się nas pozbyć ze świata. Na­wet jeśli odziać to w najsłodziej brzmiące zapewnienia o tolerancji i otwar­ciu na inność, niczego to nie zmienia. […]  I dlatego chcę nie akceptacji, lecz afirmacji.
     Chcę być chciana.

🖇

[…]  pragnienie zazwyczaj odsyła nas do jakiejś wyma­rzo­nej, lepszej, bardziej intensywnej, bardziej auten­tycz­nej rzeczywistości.

🖇

Solidarność nie musi bowiem opierać się na tożsamości. Jej źródłem może również się okazać intymnie przeżywana różnica.

J. Szpilka, Gorset, wstyd i kocie uszka. O transkobiecości, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2024.

Stawką opowiadania swojej historii płci jest mię­dzy innymi poczucie auten­tycz­ności, jeśli nie wręcz realności.

🖇

To w kobietach dookoła dostrzegałam zdolność kre­o­wa­nia siebie — prowadzącego nie w stronę przerażającej mnie szorstkiej męskości, tylko czegoś pięknego. Nieste­ty, przez wiele lat byłam też głęboko przekonana, że jest to dla mnie po prostu zbyt trudne; że nigdy nie zdołam zdobyć się chociaż na ułamek wysiłku, jaki należałoby w to włożyć. Ale mimo wszystko to w praktykach dziew­czę­ce­go dbania o siebie — praktykach wielokrotnie kry­ty­ko­wa­nych jako rodzaj przemocowego, pat­riar­chal­ne­go zniewolenia — wyczuwałam możliwość osiąg­nię­cia sprawczości: stania się osobą czującą się do­brze ze swo­im ciałem i z tym, jak jest ono postrzegane.

🖇

[…]  praca, jaką wykonałyśmy — ten wielki wysiłek włożony w to, żeby z gratów kultury zbudować własne miejsce – jest zmianą.

(tamże)

*


O transkobiecości z J. Szpilką 
rozmawia Klara Cykorz.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz