Półtora tygodnia temu. Czysty przypadek. Włączone dopiero co radio anonsowało audycję, której meritum jest zawsze wypierane przez treść mojego wewnętrznego życia. Zatrzymało mnie imię gościni. Czyżby moda i nie jednemu psu na imię Burek? Rozpoznałam głos. Pięknie budował zdania. Klik, klik i odkryłam rozmowę, która uświadomiła mi, że przegapiłam dwa lata temu tę książkę. Byłoby szkoda, gdyby pozostała dla mnie przegapiona.
Dawno nie czytałam tak pięknej, gęstej, przemyślanej i przeżytej książki. Zdecydowanie należy do puli najlepszych książek, jakie przeczytałam i przeczytam w roku 2026.
Uruchamia bolesne wspomnienia. Nie, ja nie muszę siebie szukać na zdjęciach z przedszkola. Tak, dziesięciolecia zajęło mi znalezienie odwagi, by spojrzeć bez uprzedzeń czworonożnemu zwierzęciu w oczy. Mogę wymienić wiele innych nie i tak. Wszystkie one dotyczyłoby zwykłego cisowego ciała. Dziś myślę: zgroza! Nie, nigdy nie widziałam jamnika śmiejącego się z doga arlekina. Tak, widziałam niejeden zachwyt różnorodnością psich ciał, a tym samym psich osób. Czemu nie można pójść dalej i zachwycić się różnorodnością ludzkich ciał i osób? Nie mam pojęcia od dziesięcioleci.
Myślę o moich Ludziach, o Ich pięknych w młodości ciałach, które musiały się od Nich nasłuchać zbyt dużo złego, zbyt ostro, calkiem be sensu. Przed oczami mam wspomnienia kilku zdjęć, przepiękni Oni! Wtedy, gdy opadała migawka, jesteśmy ciut starzy, Oni nie utożsamiali się z pięknem, którego byli emanacją. Żeby sprawa była jasna, wciąż tacy są!
Kształt, smak i kolory zeszłotygodniowego weekendu, którego efektem jest ten opróżniający filiżankę wrażeń wpis, wydają mi się dziś niewiarygodnym snem. A przecież tamten weekend był. I była przepiękna synchroniczność, i świętowanie piękna ludzkiego ciała. Czułam się szczególnie obdarowana i uprzywilejowana.
Zakładam, że osoby czytające to, co piszę, zgadzają się ze mną, jeśli chodzi o podstawowe przekonanie, że szacunek i uznanie dla osób trans nie wymagają żadnego innego uzasadnienia niż sam fakt ich obecności w świecie.
•
Stoi za tymi tekstami przywilej dziecka klasy średniej i osoby z wyższym wykształceniem. Odbija się w nich moja białość, ale też polskość — przypadki urodzenia i geografii, które kształtują perspektywę nawet wtedy, kiedy tego nie zauważamy.
🖇 🖇
I chociaż jest nas pełno, to niestety mówimy o sobie mało. Czasami wciąż trudno przezwyciężyć wstyd, żeby opowiedzieć, skąd przychodzimy i kim kiedyś byłyśmy.
🖇
Teraz na temat tego, czy płeć jest performansem, performatywem, biologią czy też wolą Bożą, wypowiadają się popularni politycy, dziennikarze, specjaliści od inwazji islamistów albo bogate autorki powieści dla dzieci. Nagle się okazało, że losy zachodniej cywilizacji i ruchu kobiecego zależą od tego, czy uda się ochronić tradycyjną, zdroworozsądkową i ponoć oczywistą dla wszystkich różnicę między kobietą a mężczyzną.
🖇
Niewątpliwie radykalny feminizm przeżywa obecnie renesans. W dużej części jest to odpowiedź na rozczarowanie uśmiechniętym liberalnym feminizmem, którego słabość obnażył moment #metoo. Oto wyszło na jaw, że patriarchalna przemoc nie słabnie; że stare obserwacje, iż przemoc seksualna podtrzymuje dominację mężczyzn, wcale się nie zdezaktualizowały, że pozytywna seksualność nie wystarczy. A do tego wszystkie te koszmary współczesnej prawicowej reakcji: ograniczenie dostępu do praw reprodukcyjnych, ataki na kobiety, faszystowskie fantazje o powrocie kobiet do kuchni i dzieci… Trudno w takich warunkach nie szukać jakiejś radykalnej odpowiedzi.
🖇
Problem z przeszłością polega zaś na tym, że – by przywołać słynny aforyzm Williama Faulknera – przeszłość nigdy nie umiera, bo właściwie nie jest przeszłością.
🖇
Momenty, kiedy zderzamy się z „rzeczywistością” i przeżywamy niezgodę na nią, mówią być może więcej o świecie, jaki zamieszkujemy, niż o nas samych: o świecie, który wiąże, ogranicza, który wyśmiewa jako niemożliwe nasze pragnienie innego upłciowionego życia, traktując naszą transpłciowość jako coś, na co można się w końcu zgodzić, ale czego nigdy nie można afirmować. W takim wypadku dysforia to — używając słów brytyjskiej eseistki Juliet Jacques — świadomość uwięzienia nie tyle w złym ciele, ile w złym społeczeństwie.
🖇
Mam więc podejrzenie graniczące z nadzieją, […] że tym, co transdziewczyny mogą zaoferować, chociażby i nieświadomie, jest dowód na to, że kobiecości można chcieć jako kobiecości, że można ją akceptować, że można jej potrzebować, że bywa źródłem przyjemności i siły także dla tych, które uważa się za skazane na nią z racji urodzenia. […]
Tak przynajmniej chciałabym, żeby było.
🖇
Okrutny feminizm wcale nie podważa naszej kobiecości, przeciwnie, w perwersyjny sposób ją afirmuje: grzeszymy jej nadmiarem.
🖇
Jajo z zasady nie wie, że jest jajem. Uświadomienie sobie tego oznacza, że już zaczynasz się wykluwać. […]
Pożytek z mówienia o sobie jako o już wyklutym jaju jest więc taki, że stabilizuje to naszą przeszłość […]. Pytanie nie brzmi więc, czy były znaki, ale dlaczego się ich nie widziało; co latami przeszkadzało w dostrzeżeniu, że żyje się w cienkiej wapiennej skorupce. […]
Ofiarą tej narracji pada przede wszystkim sprawczość. Jajo nie ma wyboru, po prostu nim jest. Jedyna niewiadoma w jego historii to sposób, w jaki dojdzie do jego pęknięcia.
🖇
Nasze dziwaczne zainteresowania i pasje nie muszą jednak być powodem do wstydu — tego wpajanego od dziecka poczucia, że nie należy ludzi „zagadywać na śmierć”, że należy brać pod uwagę fakt, że inni pewnie nie podzielają twoich fascynacji — należy je raczej traktować jako rodzaj daru, którym wymieniamy się w sytuacji niechęci do bardziej normatywnych form komunikacji.
🖇
Elementy kultury nerdowskiej — z całym jej maskulinistycznym, jeśli nie wręcz szowinistycznym bagażem — zostają w tym wypadku przemielone w glebę, na której może wyrosnąć coś innego. […] Wynajdujemy różne rzeczy w kulturze, w której jesteśmy zanurzone, i majsterkujemy — przepisujemy jej znaczenia.
🖇
Nie każdy potrafi od razu dostrzec przyszłość, w której jest dla niego — i dla niej, tej, którą może się stać — miejsce, i nie oznacza to braku wyobraźni. W takim wypadku ściany piwnicy chronią marzenia przed tym, co powszechnie nazywa się „rzeczywistością”, a co najczęściej oznacza po prostu „normalność”.
🖇
Troska o urodę, ściśle połączona z troską o passing, zawsze stanowiła element kobiecej sztuki przetrwania. Konsekwencje jej braku w żaden sposób nie oszczędzają i ciskobiet.
🖇
Boymoding to pragmatyka płci w pigułce. Wskazuje, że płeć może być przestrzenią wyboru — i że ten wybór zawsze jest czymś ograniczony.
🖇
Patriarchalna mizoginia każe gardzić kobiecością bez względu na to, czy jest ona cis, czy trans.
🖇
[…] spójniki rozbijają pozorną jednolitość kategorii i sugerują, że znaczenie określenia „dysforia płciowa” nie jest spójne, a przede wszystkim nie jest jedno. Termin zdaje się odnosić do wielu porządków, wielu koncepcji, wielu doświadczeń.
🖇
Pozorna naturalność bycia cis zapewnia prawo do tego, żeby wybory dotyczące ciała, mody, prezentacji mogły coś znaczyć, a nie tylko stanowić symptom jakiejś dewiacji.
🖇
[…]
amerykański politolog i aktywista Paisley Currah postawił tezę tyleż nowatorską, ileż zachwycającą swoją prostotą. Otóż płeć każdej osoby jest tym, co rozmaite instytucje za nią uznają. Punktem wyjścia dla jego rozważań jest fakt aż do bólu znajomy wielu osobom trans: że w zależności od tego, jaka instytucja wydaje nam dokumenty czy zaświadczenia, jesteśmy raz kobietami, raz mężczyznami. […] płeć obywateli nowoczesnych państw nigdy nie należy do końca do nich samych, to część administracyjnej układanki, w której chcąc nie chcąc trzeba uczestniczyć. System ten w ogóle nie jest zainteresowany tożsamością — jako kategoria niemożliwa do kwantyfikacji nie istnieje ona dla niego. […]
Nie oznacza to oczywiście, że instytucje wydające dokumenty mają dostęp do prawdy o czyjejś płci — a jedynie że mają środki pozwalające im egzekwować swoje rozumienie płci.
🖇
[…] nie można powiedzieć, żeby płeć była faktycznie „nasza”. To, czy w danym momencie jestem kobietą, czy mężczyzną, zawsze zależy przynajmniej po części od osób, które mnie otaczają — nawet jeśli to bolesne.
🖇
Podobno definicja reprezentanta klasy średniej w Polsce brzmi: „ktoś, kto ma w telefonie numer do przynajmniej jednego lekarza”. Dysfunkcjonalność NFZ jest faktem, który wpływa na życie właściwie wszystkich z nas, a dostęp do metod jego obchodzenia — czy to finansowych (jak prywatne wizyty), czy wiążących się właśnie z kapitałem społecznym („mój wujek jest ordynatorem”) — to ważny wyznacznik pozycji społecznej, a czasami po prostu kwestia życia lub śmierci.
🖇
Nie byłoby bowiem dysforii bez kryjącej się gdzieś pod jej powierzchnią nadziei, jakkolwiek ulotnej, że płeć może być nie tylko źródłem cierpień, ale również czegoś więcej, czegoś lepszego, czegoś, czego być może nie potrafimy jeszcze sobie wyobrazić, choć już nauczyłyśmy się tego pragnąć.
🖇
I jasne, to tylko fantazja; wszystkie to wiemy. Ale fantazją jest również przekonanie o niemożliwości tranzycji, wpajane nam od dziecka przez cisnormatywną kulturę, w której płeć jest nienaruszalnym, stabilnym fundamentem podmiotowości. Dobrze czasami uwierzyć, że można pragnąć inaczej.
[…] Bez względu na ciężar wstydu, zawsze pragnęłyśmy — i znajdowałyśmy coraz to nowe rozwiązania, żeby wydostać to pragnienie z przestrzeni tęsknot i fantazji i uczynić je ciałem, obecnym tu i teraz.
🖇
Płeć trzeba opowiedzieć, a jej przeżywanie jest jej ciągłym dalszym opowiadaniem.
🖇
Osoby trans nie są wcale pasywnymi ofiarami systemów przemocy i nadzoru. Przeciwnie, jeśli nasza kultura opowiada jakąś historię, to jest to przede wszystkim historia samopomocy — sieci wymiany informacji i materiałów mających pomóc przezwyciężyć struktury niemożliwości.
🖇
Płeć, szczególnie budowana we wrogich warunkach, to składanie razem pragnień, tęsknot, tekstów i odczuć, splatanie ich w wizję osoby, którą chcemy się stać, nawet wtedy, kiedy wydaje się nam to niemożliwe.
🖇
[…] materia życia transkobiet — materia życia kobiet w ogóle, materia życia wszystkich, którzy muszą sobie radzić w upłciowionym społeczeństwie — dostarcza niekończących się dowodów na niestabilność tych kategorii.
🖇
[…] kobiecość również nie jest nigdy zjawiskiem występującym samodzielnie: pozostaje nierozłącznie powiązana z losami klas i ras, z geografią i zmieniającym się klimatem, z chronologią zmian kultury, z prawem, z technologią. Nie oznacza to, że jest to kategoria pusta — jedynie migotliwa.
🖇
[…] być może to jest najbardziej transowy element współczesnego radykalnego feminizmu, który napędza nie tyle pewność siebie (i tego, że pod nogami znajduje się stabilny grunt), ile raczej ciągła dysforia, a więc poczucie, że coś jest nie tak, jak być powinno, a więc też, że może być inaczej. Rzecz tylko w tym, żeby znaleźć to inaczej — i osadzić je w narracji łączącej nas z feministyczną przeszłością, a zarazem prowadzącą w stronę feministycznej przyszłości.
🖇
po to przyszłam:
po wrak, a nie po historię wraku
po sam obiekt, a nie mit
Adrienne Rich
🖇
[…]
czego akceptacja nie daje. Czego nie może dać. Co nam zabiera. Jej horyzontem jest konieczność: gdy prosimy o akceptację, tak naprawdę oczekujemy pogodzenia się z naszym istnieniem, pozwolenia na egzystencję, przyjęcia do wiadomości faktu, że nie można się nas pozbyć ze świata. Nawet jeśli odziać to w najsłodziej brzmiące zapewnienia o tolerancji i otwarciu na inność, niczego to nie zmienia. […] I dlatego chcę nie akceptacji, lecz afirmacji.
Chcę być chciana.
🖇
[…] pragnienie zazwyczaj odsyła nas do jakiejś wymarzonej, lepszej, bardziej intensywnej, bardziej autentycznej rzeczywistości.
🖇
Solidarność nie musi bowiem opierać się na tożsamości. Jej źródłem może również się okazać intymnie przeżywana różnica.
J. Szpilka, Gorset, wstyd i kocie uszka. O transkobiecości, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2024.

Stawką opowiadania swojej historii płci jest między innymi poczucie autentyczności, jeśli nie wręcz realności.
🖇
To w kobietach dookoła dostrzegałam zdolność kreowania siebie — prowadzącego nie w stronę przerażającej mnie szorstkiej męskości, tylko czegoś pięknego. Niestety, przez wiele lat byłam też głęboko przekonana, że jest to dla mnie po prostu zbyt trudne; że nigdy nie zdołam zdobyć się chociaż na ułamek wysiłku, jaki należałoby w to włożyć. Ale mimo wszystko to w praktykach dziewczęcego dbania o siebie — praktykach wielokrotnie krytykowanych jako rodzaj przemocowego, patriarchalnego zniewolenia — wyczuwałam możliwość osiągnięcia sprawczości: stania się osobą czującą się dobrze ze swoim ciałem i z tym, jak jest ono postrzegane.
🖇
[…] praca, jaką wykonałyśmy — ten wielki wysiłek włożony w to, żeby z gratów kultury zbudować własne miejsce – jest zmianą.
(tamże)
*
O transkobiecości z J. Szpilką
rozmawia Klara Cykorz.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz