wtorek, kwietnia 29, 2014

1025. Skurzała

Co wieczór spełnia się marzenie, które jeszcze kilka miesięcy temu wydawało się mało realne. Marzenie, by w trójkę przy jednym stole siedzieć...

Jabłoń:
(zameldowała o swoim zadziwieniu,
że Bliźniacza Liczba wraca do domu jak człowiek,
a nie baluje do nie wiadomo której
)

Sadownik:
Będzie trzeba nakablować Bliźniaczemu Mężowi,
że Bliźniacza Liczba skurzała.

Jabłoń:
Skór-zała? S-kurz-ała?

Sadownik:
S-kur-zała. Taka się z niej kura domowa zrobiła!

Bliźniacza Liczba, Sadownik i Jabłoń:
(ryknęli śmiechem)

poniedziałek, kwietnia 28, 2014

1024. Komplementy (po nastu latach wciąż świeże)

 wpis przeniesiony 10.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Jabłoń:
Wiesz, K. powiedziała, że w tym wyglądam cudnie.

Sadownik:
A jak ja ci od zawsze mówię to samo, to mi nie wierzysz.

Jabłoń:
Nie jesteś wiarygodny, bo mnie kochasz.
Masz zniekształconą optykę.

Sadownik:
A czy ja ci kiedykolwiek powiedziałem:
pomimo wszystko i tak mi się podobasz?

Jabłoń:
No nie.
(po chwili)
No to mnie przekonałeś.

(w tej samej rozmowie, po jakimś czasie, po zmianie tematu)

Sadownik:
Co oni tracą?

Jabłoń:
Jak to co? Tracą czas!
W moim wieku czas jest najcenniejszy.

Sadownik:
Dziękuję, że tracisz go ze mną.

Jabłoń:
Z przyjemnością i miłością,
pamiętaj!

(1022+1). Tribute to Lawrence Anthony

 wpis przeniesiony 10.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Amy wspomniała o Lawrence’ie Anthony à propos pola. Zapisałam. Wyszperałam. Wielokrotnie zachwyciłam się aż do łez wielokrotnych. Pozostawiam tu, by nie zgubić, by w razie czego mieć klucz, szybki dostęp, do źródla swojego najgłębszego człowieczeństwa.

piosenka: Labi Siffre, Something Inside So Strong.

You can deny me
You can decide to turn your face away
No matter, because there's....

Something inside so strong

(1019+3). Miłość wiecznie żywa

 wpis przeniesiony 10.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

To nie tylko twoja czy moja decyzja. To nie tylko nasza decyzja. Jesteśmy pod wpływem czegoś większego. Pola, które, niczym pole magnetyczne, zwraca nas ku sobie lub przeciwko. Możemy się rozstać, możemy odejść, ale pole pozostaje. Miłość trwa.

Po polsku. Przefiltrowane przeze mnie. Rezonujące we mnie wciąż. Tak właśnie brzmią słowa Arniego z warsztatu, który skończył się w piątek.

Ogromnie wdzięczna jestem za nie i za to, że już wiem, dlaczego czasem łapię się na najczystszej formie miłości, która nie wiedzieć czemu, przeze mnie przepływa i mknie ku osobom, które w mym życiu minione, odległe dziś tak bardzo. Nie wiedziałam do tej pory, dlaczego tak się działo. Teraz już rozumiem, że bezwiednie właziłam na chwilę w pole relacji minionych, odległych. W te różne pola teraz mogę wchodzić świadomie.

*

There were troubles, but we tried. It means:
there’s still love, but we won’t talk about it.
[...]
Sometimes we are dedicated to love someone,
but not to live with them.

Arnold Mindell

*

Amy & Arny Mindell, Warszawa 2014
(fot. Eva Kamila)

1021. Panu Perfekcjonizmowi już dziękuję

 wpis przeniesiony 10.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Mój pierwszy WorldWork zaczął się wczoraj. Prawie 500 osób z 40 krajów. To robi wrażenie na dzień dobry. Każda kolejna godzina tego szczególnego spotkania robi jeszcze większe wrażenie.

*

Amy Mindell zacytowała wczoraj słowa Williama Faulknera:

The past is never past. It’s not even past.

*

II Wojna Światowa. Oprawcy. Ofiary. Myślisz, minęło? Myślisz, nie dotyczy mnie? Myślisz, czas ruszyć w przyszłość? Nie sposób oddać słowami tego, co wczoraj miało miejsce. Tego, co poruszyło nas na wiele, wiele godzin.

*

Zobaczyłam w sobie Hitlera. Zobaczyłam w sobie Ofiarę nazisty. Zobaczyłam, jak dobrze we mnie ma się zinternalizowana opresja. Dziś, figura Hitlera to…  p e r f e k c j o n i z m. Nie jest więc prawdą, że minęło… to wciąż trwa. Czas na zmianę.

Proces grupowy 1. dnia WorldWorku, Warszawa 2014
(fot. Okonon Udo)

sobota, kwietnia 26, 2014

1020. Cztery ładne cycki

 wpis przeniesiony 10.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Liczby Dwie. Zsynchronizowały zegarki. Spotkały się w dopasowanym sklepie. Przymierzyły. Wybrały. Zakupiły. Ich dotychczasowe doświadczenie spowodowało, że Żadnej z nich nie drgnęło nawet oko, gdy okazało się, że noszą dokładnie ten sam rozmiar. Wyszły.

Na ulicy Jedna powiedziała Drugiej:
     — Miałam ci już kiedyś powiedzieć, że masz ładne piersi.
Mile zaskoczona Druga dziękuje, a w tym czasie przebiegają jej przed oczami lata udręki i niepewności piersiowej. Dziękuje jeszcze raz.

Pierwsza dodała z radością w głosie:
     — I proszę, miałam kupić nowy stanik, a wyszłam ze sklepu z ładnymi cyckami.

Szczęście dzielone na dwa smakuje jak mnożone razy nieskończoność.

1019. Wyimki, A. Mindell, Warsaw 2014

be realistic, one day you will surely
die... be realistic, maybe not...
I don’t know... but [Arny whispers] I know.”

*

*

Life happens to you,

follow it!

*

Amy & Arny Mindell
(fot. Eva Kamila)

środa, kwietnia 23, 2014

1018. Bliźniacza Liczba

 wpis przeniesiony 10.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Przyleci?

     — Jak ja chcę, aby przyjechała...
     — Ja też.
     Rano nie miało znaczenia, o czym rozmawialiśmy i tak w końcu wracał jedyny temat na dziś:
     — Chcemy jechać dzisiaj na lotnisko?
     — Bardzo chcemy. Zobaczysz, przyleci. — Upewniał, wiedzący nie wiadomo skąd, Sadownik.

Leci...

Oddech wstrzymany. Kciuki zaciśnięte. Zaklinanie losu. Wszystko było.
Liczby. Dwanaście dni temu minęły dwa lata, jak pojawiła się najpierw w moim, a potem w Sadowniczym i Heniutkowym świecie. Patrzę więc na Kudłatą, przez którą więzi ciałem się stały, i na głos mówię:
     — Dziękuję.
A Heniutka na to:
     — A chrupeczek gdzie?

Przyleci!

Dziś wieczorem będziemy świętować nie tylko to, że przyleciała, choć oczywistym to wcale nie było. Nie tylko to, że od jutra, przez tydzień, soczewka świata psychologii procesu będzie skupiona w Warszawie, co oczywiste było od kilku lat.

Będziemy świętować, że Ona, że My, że tu, że za parę godzin przy jednym stole.
Szczęście nieoczywiste!

wtorek, kwietnia 22, 2014

(1016+1). Obywatel Rak

 wpis przeniesiony 10.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Pod pozorem braku czerwonej papryki. Z nadzieją, że wszyscy polscy katolicy z koszyczkami w świątyniach wielu. W Wielką Sobotę, po powrocie ze stokrotek, popędziliśmy na ostatni zakup spożywczy. Zaskoczyła nas niebywale duża, jak na katolicki kraj, liczba ludzi w przybytku konsumpcjonizmu. Sadownik zarządził małą świąteczną wizytę w domu książek wszelkich. Nie trzeba było mnie namawiać.

Wiedziałam, że wyszła w zeszłym roku. Miałam w planie kupić, ale wciąż odkładałam zakup. No i stanęła przede mną osobiście, na regale, na wysokości moich oczu. Gruba, co wiedziałam. Na święta jak znalazł, pomyślałam. Gdy Sadownik zapłacił za nabyte książki, jeszcze w księgarni, zerwałam folię, upewniłam się, że czcionka i skład piękny. Dałam się mile zaskoczyć, że szyta, nie klejona. A potem rozpłynęłam się w zachwycie, czytając na jednej z pierwszych stron słowa Susan Sontag zaczerpnięte z jej książki Choroba jako metafora, którego tłumaczenie nie ukazało się jeszcze w polskim przekładzie:

Choroba jest nocną półkulą życia, naszym bardziej uciążliwym obywatelstwem. Od dnia narodzin każdy z nas posiada bowiem jakby dwa paszporty — przynależny zarówno do świata zdrowych, jak i do świata chorych. I choć wszyscy wolimy się przyznawać tylko do lepszego z tych światów, prędzej czy później, chociażby na krótko, musimy uznać również nasz związek i z tym drugim.

Książka nie zmieści się do damskiej torebki. Nie jest poręczna. Jest ciężka, ale i absolutnie fantastyczna. Zostało mi już niestety tylko dwieście stron. Zaczęłam czytać wolniej, a nie pochłaniać. Delektuję się. Piszę już dziś, bo może nie macie książki na majówkę. Jest warta grzechu, czasu i uwagi.

W 1828 roku berliński uczony Friedrich Wöhler wywołał w nauce metafizyczną burzę, podgrzewając cyjanian amonu, zwykłą sól organiczną, i uzyskując w ten sposób mocznik, substancję produkowaną przez nerki. Eksperyment Wöhlera, na pozór trywialny, miał daleko idące skutki. Mocznik jest substancją „naturalną”, uzyskano go zaś z soli nieorganicznej. Fakt, że substancję wytwarzaną przez organizm żywy można tak łatwo otrzymać w probówce, groził obaleniem dotychczasowej koncepcji organizmów: przez całe wieki wierzono, że chemia organizmów żywych przesycona jest jakimiś właściwościami mistycznymi, esencją witalną, której nie da się odtworzyć w laboratorium. Teoria ta nosiła miano witalizmu. Eksperyment Wöhlera obalił witalizm. Udowodnił, że substancje organiczne i nieorganiczne są zamienne. Biologia to chemia: nawet ludzkie ciało to być może zaledwie worek intensywnie reagujących ze sobą substancji — taka zlewka, która ma dodatkowo ręce, nogi, oczy, mózg i duszę.

Siddhartha Mukherjee, Cesarz wszech chorób. Biografia raka,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2013.

poniedziałek, kwietnia 21, 2014

1016. Wielkanocna Bab(k)a

To był zdecydowanie najpiękniejszy wielkanocny czas w moim życiu. A zaczął się niewinnie w sobotni ranek polem mokotowskim pełnym stokrotek.

(fot. Sadownik)

*

I trwał w zachwycie niedzielnego, świątecznego popołudnia.

(fot. Altówka)

(fot. Altówka)

*

Rozmarzyłam się. Za rok chcę tak samo.

piątek, kwietnia 18, 2014

1015. Wielki Tydzień

 wpis przeniesiony 10.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

W poniedziałek wieczorem, gdy wrócił do domu, nachyliłam się nad Jego nagim ramieniem. Wciągnęłam w nozdrza zapach Jego skóry. Szczęście wypełniło mnie po brzegi.

W Wielki Czwartek wracałam późno z pracy. W ciemności, między blokami, tanecznym krokiem zmierzałam do domu. Szczęście mnie rozpierało.

W Wielki Piątek synchroniczność mnie dopadła. Znalazła mnie piosenka o szczęściu. Szczęściem jest móc ją zostawić tutaj.

Dziś,
szczęście to
momenty nanizane na
żyłkę uważności.

Pharrell Williams, Happy.

czwartek, kwietnia 17, 2014

1014. Na marginesie

 wpis przeniesiony 10.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Są rzeczy, których nie muszę mieć, ponieważ nie mam dzieci — mówią jedni.
Są rzeczy, których nie potrzebuję, ponieważ mam męża — twierdzą drudzy.

Od czasu do czasu zatrzymuję się przy tych, mających społeczny wymiar, kwestiach. Wciąż pozostaję w niemym zadziwieniu, przyglądając się oczywistości tych rzekomych prawd. Sądów, które niezmiennie próbują deprecjonować lub odebrać mi moje niezbywalne prawa człowieka.

środa, kwietnia 16, 2014

1013. W drodze ku sobie

 wpis przeniesiony 10.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Wracałam wczoraj do siebie. Na przerwie kawowej gapiłam się w okno od samej ziemi. Gdy w końcu pojawił się oddech głęboki, miarowy, pełen wdzięczności za me życie, wiedziałam, że jestem u siebie, z sobą i nie tylko ku własnej uciesze.

Na krawędzi mego świata powitała mnie świeżutko odebrana Susan Sontag. Czytałam z premedytacją wolno, robiąc przystanki na przemyślenia i zachwyt, ale i tak nie wiedzieć kiedy, dotarłam do ostatniej strony. Dziś, pozostając pod wrażeniem książki, z półki zdjęłam album Annie Leibovitz (A Photographer’s Life), by spotkać znów Susan, wrócić do zapamiętanych przeze mnie fotografii, które Jej zostały zrobione. Okazało się, że jest ich w albumie o wiele, wiele więcej. Złożyłam na ręce Sadownika wniosek, by Annie i Susan mieszkały obok siebie. Wniosek przeszedł.

Trzeba tworzyć sobie własną przestrzeń — taką, w której jest spokój i dużo książek.

*

Jedną z najstarszych krucjat, które prowadzę, jest ta przeciwko rozróżnieniu myślenia i czucia — uważam je za podstawę wszystkich antyintelektualnych poglądów. Serce i rozum, myślenie i odczuwanie, fantazja i sąd... [...] Mam wrażenie, że myśl to forma odczuwania, a odczuwanie — myślenia.

*

Warto też dodać, że większość naszych przekonań o tym, co możemy robić w danym wieku i co wiek oznacza, jest całkowicie arbitralnych — równie arbitralnych jak stereotypy płciowe. Sądzę, że przeciwstawienie młodego staremu i męskiego kobiecemu to dwa stereotypy, które więżą ludzi bodaj w największym stopniu. Wartości kojarzone z młodością oraz męskością uznaje się za ludzkie normy, wszystko pozostałe zaś jest mniej ważne bądź gorsze.

*

Kiedy byłam w Indiach, zapytałam Indirę Gandhi — z góry świetnie znając odpowiedź — czy fakt, że głową kraju jest kobieta, każe ludziom zmienić swój stosunek do kobiet i na przykład uznać je za bardziej kompetentne. Odparła: „To, że jestem premierką, nic nie oznacza. Tylko tyle, że jestem wyjątkiem”. Na tej zasadzie fakt, że we Francji żyła kobieta-rycerz, nie oznacza, że wszystkie kobiety będą tu jak Joanna d’Arc — a jedynie, że co jakiś czas na świat przychodzi odmieniec.

*

Żadna z inteligentnych, niezależnych, aktywnych, pełnych pasji kobiet, jakie znam, nie chciała być w dzieciństwie chłopcem. Dziewczynka żałuje, że nie urodziła się chłopcem, bo mogłaby wchodzić na drzewa, zostać marynarzem... i ma inne tego typu fantazje. Jako bardzo mała dziewczynka regularnie słyszysz, że różnych rzeczy nie wolno robić, i bolejesz, że nie masz płci, która pozwala na większą swobodę.
     Większość chłopców nie chce być dziewczynkami, bo mniej więcej od szesnastego miesiąca życia rozumieją, że być chłopcem jest l e p i e j. Dzieci chcą być aktywne, a do aktywności — brudzenia ubrań, dzikich zabaw — zachęca się chłopców. W dziewczętach takie odruchy się tłumi.

*

[J.C.] Napisałaś: „przeżycie, dzięki któremu człowiek uświadamia sobie nowe uczucia, zawsze zalicza się do najważniejszych, jakich może doświadczyć”.

Susan Sontag w rozmowie z Jonathanem Cottem, Myśl to forma odczuwania,
Wydawnictwo Karakter, Kraków 2014.
(wyróżnienie własne)

zdjęcie Susan Sontag

(fot. źródło)

wtorek, kwietnia 15, 2014

(1011+1). Nie i już!

 wpis przeniesiony 10.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Bez empatii. Wściekła. Wkurzona. Jednostronna. Jak ja siebie takiej nie lubię. Wąsko myśląca. W amoku dyskursu jedynego. Niesprawiedliwa. Ale cóż, bywam też taka. Choć całą sobą uważam czas takiego istnienia za czas utracony.

Oczywistym wczoraj było, że rodzice siedmiorga dzieci powinni oddać pieniądze fiskusowi, ponieważ ich korzystanie z ulgi na dzieci społeczeństwu, jak widać, żadnego dobra nie przyniosło, a wręcz przeciwnie, wymierną finansową stratę. W zasadzie rodzice całej dziewiątki powinni mieć sprawę za nieumyślne spowodowanie śmierci.

Wyprztykałam się wczoraj (na głos) z wszystkich radykalnych pomysłów, poglądów i perspektyw, w swej jednostronności godnych tylko partii małych ludzi, by na końcu tego poruszenia odkryć, dlaczego ta historia tak mnie dotyka.

Na końcu jest… niezgoda. Niezgoda na to, by takie rzeczy się działy. Zawalili rodzice, zawaliła szkoła, zawaliły media. Zawalili ci wszyscy, co nazywają siebie „dorosłymi”. Zawalili ci, co granic dzieciom nie umieli stawiać. Zawalili ci, co mieli być konsekwentni. Dzieci powinny wiedzieć, że grawitacja to nie wytwór z kreskówek, że fizyka to nie tylko przedmiot w szkole, że choć dla młodych ludzi śmierć jest abstrakcją, to pięciu żyć młodzi ludzie nie mają, że «konsekwencja» to nie nic nieznaczący termin, że w życiu po game over człowiek nie wstaje, nie otrzepuje się i nie idzie dalej, tylko pakują go do worka. Te dzieci powinny się tego wszystkiego dowiedzieć od Dorosłych, których przez ostatnie dziesięć lat nie widywały zbyt często, choć pewnie pojawiło się sporo pełnoletnich. Wściekłość, furia i wkurw ustąpiły… mojej niezgodzie na taki świat.

Nie zgadzam się! I dlatego wczoraj wieczorem wyrzuciłam z hukiem studenta z zajęć. Ma wiedzieć, że reguły gry są wymyślone dla jego bezpieczeństwa i dobra, a nie dla mojego widzimisię. Koniec i kropka.

poniedziałek, kwietnia 14, 2014

1011. Konsekwencja liczb

9 osób w wieku
13–17 lat w nominalnie
5-osobowym aucie,

dobór naturalny?

*

Radio z rana informowało, pewnie nie pierwszy raz, o tragedii… Mam error. Empatia nie włącza mi się wcale. Jeśli to jest tragedia, to Smoleńsk, który był łaskaw w zeszłym tygodniu mieć za nic mój dzień pracy, był zamachem na pewno. Zioberko się we mnie uruchamia: te dzieci nikogo już nie zabiją…

sobota, kwietnia 12, 2014

1010. Podwójne szczęście mając

__________________________ [prywatnie]
Szczęściem jest,
myślałam do dziś,
kochać i być kochaną.

__________________________ [zawodowo]
Szczęściem jest,
myślę od dziś,
spotkać ludzi, którzy zobaczą tkwiący w nas potencjał.

1009. Zamykamy tydzień, zamkniemy kraj?

 wpis przeniesiony 10.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Jakieś dwa tygodnie temu pan minister finansów był łaskaw podzielić się z opinią publiczną pomysłem, by odebrać małżeństwom bezdzietnym możliwość wspólnego rozliczania się. Od dwóch tygodni porusza mnie ta kwestia niebywale.

Po pierwsze, myślę o tych parach, które na rzęsach, również finansowych, bezskutecznie stawały, by dziecko mieć. Ważnym nie jest, co osobiście o tym myślę, lecz to, że nie tylko los im pokazał figę, teraz zrobi to fiskus, a jeśli, nie daj Boże, wzięli kredyt na owe rzęsy, tym gorzej dla nich — narodowy katolicki Bóg ukarał i miał rację.

Po drugie, dużo ważniejsze dla mnie, dotyka mnie niefrasobliwość z jaką państwo, zamiast budować społeczeństwo obywatelskie, odbierać ma zamiar ludziom prawo do wspólnego gospodarowania finansami. Boli mnie, że pan minister nie jest łaskaw zauważyć, że każda relacja dwojga ludzi, którzy w danym roku podatkowym prowadzili wspólne gospodarstwo domowe, powinna mieć możliwość skorzystania ze wspólnego rozliczania. Na dłuższą metę, zamiast dwóch obywateli, społeczeństwu bardziej opłacają się dwuosobowe rodziny bez względu na konfigurację (bez obligatoryjnego nadęcia katolicko-demograficznego), ponieważ kochający się w nich ludzie dbają o siebie nawzajem, pomagają sobie, a tym samym zwalniają państwo z dodatkowego obowiązku w razie trudności. Nie chcę żyć w kraju, w którym nie ceni się relacji między ludźmi. Te prawdziwe i trwałe są bezcenne. To jest rzeczywisty fundament społeczeństwa, o którym marzymy.

Myślę więc sobie, panie ministrze, zrób to, a po raz pierwszy w życiu zacznę na serio rozważać kroki, by w tym kraju nie płacić podatków wcale, bo powoli przestaje to być kraj dla ludzi.

***

Alex bardzo, bardzo dawno temu poleciła mi jedną z książek Jodi Picoult. Wówczas była wyprzedana. Po skończonej, a przed otrzymaniem zamówionej-poleconej, w zeszłą niedzielę pobiegłam do księgarni. Długo się nie zastanawiałam nad wyborem. We wtorek wieczorem przed północą było po książce i po łzach, które dzięki niej uroniłam. Doskonała! Historia przez kilka osób opowiadana, z innych perspektyw, z innych systemów wartości. Za to Autorkę cenię ogromnie. Również za niemały wkład, by zgłębić temat w realu, by głupot nie napisać. Perspektywa mężczyzny biorącego udział w procedurach in vitro bezcenna. Niczym w soczewce skupione wszystkie te kwestie, o których w tym kraju tak trudno rozmawiać. Piękna i mądra książka. Tyle że katotaliby, mohery, durnogłowe „polityki” i homofoby nigdy do niej nie zajrzą. Były bokser, co aspiruje do bycia durnogłowym, też nie zajrzy.

[...] Po pierwsze, homoseksualizm to nie styl życia, bo taka się urodziłam. Po drugie, pociąg do kobiet to nie mój wybór. Czuję go i już. Czy pan z wyboru ma pociąg do kobiet? Kiedy to się stało, w okresie dojrzewania? Po skończeniu liceum? Na rozmowie kwalifikacyjnej na studia? Nie. Homoseksualizm, podobnie jak heteroseksualizm, to nie wybór. I wiem to, bo kto na litość boską chciałby zostać gejem? Po cóż miałabym skazywać się na taki kierat, wyzwiska i znęcanie fizyczne, które przeszłam? Czy gdybym mogła wybrać, chciałabym, żeby tacy jak pan wytykali mnie palcami? Dlaczego miałabym dobrowolnie wybrać styl życia, jak pan to nazwał, w którym mam wiecznie pod górkę? Nie do wiary, że tak oświecony człowiek jak pan, który zjeździł pół świata, może być tak krótkowzroczny.

*

Karano mnie, ponieważ byłam sobą, a to, co chciałam powiedzieć — czego nigdy nie powiedziałam, aż gardło bolało mnie od milczenia — to „Co ja dla was znaczę?” i „Czemu nie zajmiecie się sobą?”.

*

Widok mężczyzn trzymających broń to norma,
w przeciwieństwie do mężczyzn trzymających się za ręce.

*

Wierzę, że taka przyszłam na świat, tak jak inni rodzą się hetero. Ale wierzę też, że zakochujemy się w CZŁOWIEKU, i płeć nie ma tu większego znaczenia. Często stawiam sobie pytanie, co zrobiłabym, gdyby miłość mojego życia okazała się mężczyzną. Bardziej pociąga nas to „kim” czy może „czym” jest druga osoba?
     Sama nie wiem. Wiem za to, że osiągnęłam w życiu etap, gdy liczy się „na zawsze”, a nie „teraz”.
     Wiem, że pierwsza osoba, którą całowałam, liczy się mniej niż ostatnia.

*

Nie znamy ludzi tak, jak nam się wydaje — łącznie z samymi sobą. Nie wierzę, że człowiek budzi się rano i stwierdza, że jest homo. Ale wierzę, że budzi się rano i stwierdza, że nie może bez kogoś żyć.

Jodi Picoult, Tam gdzie ty,
Prószyński i S-ka, Warszawa 2012.
(wyróżnienie własne)

niedziela, kwietnia 06, 2014

1006. Realne potyczki z fikcją

 wpis przeniesiony 10.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Powieści czytać nie umiem. Zanim bohaterzy znajdą we mnie swe miejsca, nim zacznę odróżniać jednego od drugiego, nim kogoś polubię, pokocham, mija wiele stron. Często porzucam uwięziony w kartkach książki świat nie doczekawszy osobistego przywiązania do niego.

Powieści czytać nie umiem. Pierwszego dnia pięćdziesiąt stron, drugiego dwadzieścia, trzeciego, czwartego zero, piątego nic nie pamiętam. Sama się sobie dziwię, że w ogóle próbuję okiełznać fikcję.

Powieści czytać nie umiem. Jednak czasem mam chęć lub potrzebę odmóżdżyć się odrobinkę. Zaraz po stażu chwyciłam książkę, co tegorocznym prezentem imieninowym jest i czekała na mnie od lutego. Było klasycznie, pięćdziesiąt stron, dwadzieścia, zero, zero, dwadzieścia, zero zanim zaskoczyłam, by potem sto pięćdziesiąt i trzysta zgryźć. O dylematach, o nieoczywistościach czytać uwielbiam.

Po krótkim dialogu, który, niezaznaczony żadną karteczką, pozostał tylko w mej uśmiechniętej pamięci:
     — Co ty we mnie widzisz?
     — Swoją przyszłość.
rozpłynęłam się, by zaraz potem roześmiać się, że ta krótka wymiana zdań pasuje jak ulał do rozmowy z Sadownikiem sprzed prawie szesnastu lat. Gdy go zapytałam:
     — Co chcesz robić w życiu?
     — Chcę być szczęśliwy. — Odpowiedział zdecydowanie.
Wtedy uznałam to za wymijającą odpowiedź, a dziś widzę, że wiedział, co mówi i dzień za dniem z uporem maniaka realizuje swój plan. Jak dobrze, że ja w tym planie też się znalazłam. Sadowniku — myślę sobie — chapeau bas!

Nie wiem, co najtrudniej nam ścierpieć w śmierci. Może jednostronną komunikację, niemożność zapytania ukochanej osoby, czy ją bolało, czy teraz jest szczęśliwa tam, gdzie jest... jeśli gdzieś jest w ogóle. W śmierci nie kropka jest najgorsza, tylko znak zapytania.

*

     — Ksiądz odpowiedział: „Zrobił coś strasznego. Nie zasługuje na twoją miłość. Ale zasługuje, żebyś mu wybaczyła, inaczej będzie rósł jak chwast w twoim sercu, aż je zagłuszy. I ty będziesz cierpiała, nie on”. [...]
     Odwraca się w moją stronę.
     — Nie wiem, co ci zrobił ten człowiek i nie jestem pewna, czy chcę wiedzieć. Ale nie wybaczasz za kogoś innego, tylko za siebie. Mówisz tym samym: „Nie masz nade mną władzy. Nie uwięzisz mnie w przeszłości. Zasługuję na przyszłość”.

Jodi Picoult, To co zostało,
Prószyński i S-ka, Warszawa 2013.

1005. Kochaj i nie ustawaj!

 wpis przeniesiony 10.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Miłość to nie kontrola.” Nietypowa, bo werbalna, pozostałość po śnie. Zwykle bowiem budzę się tylko w oparach atmosfery czy klimatu snu i jadę na nich przez wiele dni…

Miłość to nie kontrola.” Zawyrokowała Postać ze snu na chwilę przed moim przebudzeniem. Wielkimi wydały mi się te słowa w środku nocy, choć teraz tak banalnie i nieskładnie brzmią. Przypomniały mi i ożywiły prawdę, którą w sobie od zawsze mam…

     Nie rób tego, czego nie potrafisz pokochać — powtarzam do znudzenia studentom.
     — Rób to, co kochasz. To jedyny sposób na szczęśliwe życie — słyszą niezmiennie i wciąż.

Kontrola. Tak. Semestry. Zaliczenia. Egzaminy. Wytyczne. Potrzebne. Na początku drogi. Właściwy kierunek i tempo pozwalają utrzymać. A potem. Już tylko miłość…

Miłość. Tak. Tylko ona wie, gdzie i jak postawić stopę, by zrobić kolejny krok. No i jadę od rana na energii tego snu, bo dzięki niej z łatwością widzę mój następny krok…

sobota, kwietnia 05, 2014

1004. Siuprajsik

Bez planu. Bez oczekiwań. Bez ciśnienia. Byłam dziś wolna. Więc bardzo wolno żyłam. Tylko dla siebie. I dla Sadownika. Wyciągnął mnie na kawę, ciacho, pogaduchy i czytanie. Dałam się zaskoczyć sztuce na ścianach kawiarenki na placu Wilsona. Uwagę przykuł tekst. Zachwycił.

Lech Bator, Jeleń siedzący, 2013.

it's not who you are
that holds you back.
it's who you think
you're not.

(tekst na powyższym dziele)

czwartek, kwietnia 03, 2014

1003. Nie daj się zwieść rekwizytom

 wpis przeniesiony 10.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Gdy słyszę kobietę, która zaczyna:
     — My, matki, już tak mamy, że...
wiem, że to nie jest o matkach, tylko o martyrologii, o ukrytym pragnieniu, by być nie tylko w roli matki; o braku odwagi, o braku decyzji, o ofierze niepotrzebnie składanej na społecznym ołtarzu; nie o wychowaniu dzieci, lecz o chowaniu się za własne pociechy. To jest o wszystkim, tylko nie o byciu matką.

Kiedyś wypowiedzi tego typu doprowadzały mnie do szału, bo niby co, że niematki mają przywilej niedoświadczania określonych trzema kropkami trudności? Dziś, gdy padają w mojej obecności, wiem, że będąc w pełni obecną i czującą istotą, jestem matką bardziej niż wypowiadająca kolejne fonemy kobieta. Umiem zatrzymać się, zobaczyć i zrozumieć te trudności. Doświadczyłam ich w końcu nie raz, podobnie jak każdy człowiek. Różni nas tylko to, że ja je z uporem maniaka studiuję, szukając w nich ziarenek nowego.

środa, kwietnia 02, 2014

1002. Niematerialne dowody istnienia

 wpis przeniesiony 10.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Wczoraj minęła trzecia rocznica Jej śmierci. Dopełniają się trzy lata od czasu, gdy wiem, że odeszła. Dziś szukałam Jej poczucia humoru w otrzymanych od Niej mailach. Adres wciąż mam.

Za dwa dni będą trzy tygodnie, jak Prof wybiegł z życia. W komórce wciąż mam do Niego numer telefonu.

Ona nie napisze,
On nie zadzwoni,
choć cofam,
     siedząc przy stole,
Czas.

Daniel Hope, I giorni (Ludovico Einaudi).

wtorek, kwietnia 01, 2014

(1000+1). Miłość na ulicy

 wpis przeniesiony 9.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Hamowałam. Przy kawie. W przerwie między zajęciami. Gapiłam się w okno. Zatrzymana w czasie i przestrzeni. Za szybą ludzie pędzący ku swemu przeznaczeniu. Zagapiłam się raz, drugi. I przestałam widzieć ludzi. Zobaczyłam człowieka, który z pewnością kogoś kocha. A potem drugiego z miłością w sercu i trzeciego, i kolejnego… Zobaczyłam lepszy świat, choć w sumie nie stało się nic, ja piłam kawę, ludzie pędzili do swoich spraw.

*

Zadziwienia. Chwilowe. Ulotne. Niekoniecznie do rozumienia. Przygwożdżone bezwzględną stałością kształtów liter. Nudy. Małe samotnie. Tu. Też. Na tym blogu.

*

Z samego rana przy śniadaniu Studentowi z egzaminacyjnej książki wyczytałam ukradkiem kilka zachwycających literek. Mogę mądrzyć się i zachwycać, bo to nie ja będę zdawać ze zrozumienia tego dzieła.

Pewnego dnia, dawno temu, wziąłem do ręki fotografię najmłodszego brata Napoleona, Hieronima (1852). Zdziwiony powiedziałem sobie: „Patrzę na oczy, które widziały Cesarza”. To zdziwienie nie minęło do dzisiaj. Czasem mówiłem komuś o tym zdziwieniu, ale ponieważ nikt nie zdawał się podzielać ani nawet rozumieć (życie składa się z takich małych samotności), o wszystkim zapomniałem.

Roland Barthes, Światło obrazu. Uwagi o fotografii,
Wydawnictwo Aletheia, Warszawa 2008.
(wyróżnienie własne)

1000.

 wpis przeniesiony 9.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Rozmowa. Nie jedna. Ta, która się nie odbyła. Lub. W pół słowa przerwana. Niedokończona. Ranić potrafi długo po tym, gdy wybrzmi do końca każde niewypowiedziane słowo. Właśnie z powodu takich rozmów powstało wiele wpisów. Na tym blogu.

Rozmowa. Trudna. Może nawet beznadziejna. Co strach ją rozpocząć. Przynosząca odważnym śmiałkom niespodziewaną ulgę i niebywały początek radości i niewysłowionego szczęścia. Właśnie takie rozmowy stanowiły tło wielu wpisów. Na tym blogu.

Rozmowa. Trwa. Dobiegliśmy do tysiąca. I co teraz? Na tym blogu.