Pradolina Wisły — gapię się na piękne zdjęcie od dziesięciu dni. Szybko dotarło do mnie, że pierwsze wrażenie, jakie ono na mnie robi, odkrywa przede mną fałsz mojego praprzekonania. Zajęło mi jednak trochę czasu, nim na słowa byłam w stanie zamienić owo odkrycie. Brzmi ono tak.
Tak jak nie była to wina dzieci, tak też nie była to wina miejsca, że czternaście lat mojego życia w — jak mawiał Biały Kruk — Pierdzielewie miało tak wiele odcieni koszmaru.
A potem, gdy już słowa zostały nanizane na kolejne wiersze akapitu; gdy zdjęcie wybrało sobie cytat, chwytając łapczywie składające się na jego sens słowa; wiedziałam, że to drugie zdjęcie również chcę tu mieć… i ten głos, i to brzmienie akordeonu też, i te włoskie słowa. Zachłanna jestem… i łomolę.

fot. Häwwä, fragment.
Pozbyć się z nagromadzonych obrazów i dyskursów tego wszystkiego, co bierzemy za niepodważalne prawdy, ujawnić arbitralny i przygodny charakter owych wyobrażeń, które niezauważenie nas pętają, by zastąpić je innymi, które pozwolą nam w pełni zaistnieć i otoczą nas akceptacją – oto czarownictwo, któremu z rozkoszą będę się poświęcać po kres moich dni.
Mona Chollet, Czarownice. Niezwyciężona siła kobiet,
przeł. Sławomir Królak,
Wydawnictwo Karakter,
Kraków 2019.

fot. Häwwä, fragment.
*
Biagio Antonacci, Sognami.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz