niedziela, marca 29, 2026

6057. Z oazy (CDXXXII)

Czytając We trzech, przy­pomniało mi się, że inna książka tego tu Autora od dnia swojej publikacji utknęła na stosiku czytelniczym. Wróciłam do niej, a w trakcie czytania zro­bi­łam klik, klik, by sprawdzić, co jeszcze z książek tego trio jest przede mną. Była jeszcze tylko ta książka. Zaznaczyłam ją do upolowania. Nie minęło zbyt dużo czasu i nabyłam za grosze.

Rzuciłam wszystko, co czytałam, by zanurzyć się w tej historii. Historii gorzkiej, ła­mią­cej chwilami serce, ale jednocześnie mimo wszystko zwycięskiej. Choć mam w zwy­cza­ju nie spoj­le­ro­wać, tym razem muszę mieć to zdjęcie i muszę je mieć zaraz tu na początku, choć w książce znajduje się na samym końcu, niczym nie­za­po­wie­dzia­na nie­spo­dzianka.

A może? Może wszystkie Mamy mają takie piękne zdjęcia? Orzeszek ma niejedno. Uwielbiam je.

Wszystko zaczęło się od fotografii. Nie wiedziałem, że takie zdjęcie istnieje i że je mam — kto mi je dał i kiedy?
     Sama je sobie zrobiła, gdy miała dwadzieścia lat. […]
     Trudno mi znaleźć słowa, by to wytłumaczyć, ale wszystko w jej pozie na tym zdjęciu, w jej spojrzeniu, w ruchu jej włosów, przywodzi na myśl wolność, bezmiar czekających ją możliwości, a być może także szczęście.
     Chyba zapomniałem, że przed moim urodzeniem była wolna — a może nawet szczęśliwa?

Kiedy spojrzałem na to zdjęcie, zdębiałem. Jej widok – wolnej, całą sobą wychylonej ku przyszłości […]
     Widok szczęścia na twarzy mojej matki sprawił, że boleśnie odczułem niesprawiedliwość z powodu jego zniszczenia.

🖇

Mówiono mi, że literatura nigdy nie powinna starać się wyjaśniać rze­czy­wi­sto­ści, tylko ją ilustrować, a ja piszę, żeby wyjaśnić i zrozumieć życie mojej matki.
     Mówiono mi, że literatura nigdy nie powinna się powtarzać, a ja chcę spi­sywać tylko tę samą historię, wciąż i na okrągło, wracać do niej, dopóki nie pozwoli mi ujrzeć fragmentów jej prawdy, drążyć szczelinę za szczeliną tak długo, aż to, co ukrywa się pod spodem, zacznie wyciekać na zewnątrz.
     Mówiono mi, że literatura nigdy nie powinna stanowić uzewnętrznienia uczuć osobistych, a ja piszę tylko po to, by wydobyć sentymenty, których nie potrafi wyrazić ciało.
     Mówiono mi, że literatura nie powinna nigdy przypominać manifestu po­li­tycznego, a ja już ostrzę każde z moich zdań, tak jak ostrzy się nóż.
     Bo teraz wiem, że to, co nazywają literaturą, tworzono dotychczas prze­ciw­ko postaciom takim jak ona i ich życiu. Odtąd już wiem, że pisać o niej i o jej życiu to pisać wbrew literaturze.

🖇

[…]  nie miała wyboru – czy raczej myślała, że nie ma wyboru, granicę między jednym a drugim trudno określić […].

🖇

Podsumowując codzienność swojej matki w latach dwudziestych w Austrii, Peter Handke pisze: „Podać do stołu, sprzątnąć ze stołu: «Czy każdy ma, co potrzebne?». Podnieść żaluzje, spuścić żaluzje; zapalić światło, zgasić światło. «Nigdy nie zostawiajcie zapalonego światła w łazience»; złożyć, rozłożyć; opróżnić, napełnić; włączyć kontakt, wyłączyć kontakt. «To wszystko na dzisiaj»”.
     Moja matka mieszkała tysiące kilometrów od Austrii, żyła pół wieku później, jej warunki materialne były inne, a jednak jej życie było dokładnie, słowo w słowo, identyczne.

🖇

Była przekonana, że zasługuje na inne życie, że ono gdzieś istnieje, w jakimś wirtualnym świecie, że wystarczyłoby niewiele, by go dotknąć, i że jej życie w realnym świecie jest takie parszywe wyłącznie przez przypadek.

🖇

Innym razem przechodziła obok szkolnego podwórka, na którym bawiłem się z dziewczynką z miasteczka, Cindy. To jest twoja matka? – spytała mnie Cindy. Odparłem, że nie, nie wiem, kim jest ta kobieta.

🖇

Podobnie jak Monique Wittig, która twierdzi, że lesbijki nie są kobietami, że wymykają się tej wymuszonej tożsamości, osoba, którą jestem, nigdy nie była mężczyzną – i właśnie to zaburzenie świata realnego najbardziej mnie do niej zbliża.

🖇

Kiedy w dzieciństwie razem mieszkaliśmy i kiedy spotykałem w miasteczku osoby uprzywilejowane – mera, dzieci bogaczy, właścicieli apteki czy skle­pu spożywczego – najczęściej ich nienawidziłem, bo widziałem w nich wszystkie te przywileje, które dla mnie były niedostępne.
     Nienawidziłem ich zadbanych ciał, ich luzu, ich pieniędzy, swobody ich ruchów.

🖇

Była nie tylko matką piątki dzieci, bez pieniędzy i bez perspektyw, ale także więźniem we własnym domu. Wszystkie drzwi były zaryglowane.

🖇

Istnieją rozstania brutalniejsze niż zerwanie. Nie kłóciliśmy się z sobą czę­ściej niż kiedyś, nie było krzyków ani trzaskania drzwiami – po prostu nie mieliśmy już sobie nic do powiedzenia.

🖇

Kiedy byłem dzieckiem, wstydziliśmy się razem – naszego domu, naszej biedy. Teraz wstydziłem się ciebie, za ciebie. Wstydziliśmy się osobno.
     Życie trwało dalej, jej życie zaś nadal przypominało walkę z życiem.

🖇

Miała zaledwie czterdzieści lat, ale nic się jej już nie mogło przydarzyć. I właśnie wtedy, kiedy sformułowałem tę myśl, wszystko się zmieniło.

🖇

Odkąd już z nią nie mieszkałem, w jej życiu dostrzegałem jedynie przemoc. W moim nowym świecie kobiety nie były traktowane tak, jak była i jak by­ła­by traktowana moja matka czy inne kobiety w miasteczku. […]
     Od rozstania z nią nauczyłem się przemoc widzieć – i teraz widziałem ją wszędzie.

🖇

Którejś nocy […]  zadzwonił telefon. W otaczającej mnie ciemności rozległ się jej głos: Stało się. Zrobiłam to. […]
     Byłem z ciebie dumny. Czy ci to powiedziałem?

🖇

W jej życiu miłość była zawsze przestrzenią, gdzie albo się rządziło, albo było się rządzonym, nie zaś przestrzenią zawieszenia stosunków władzy.

🖇

To dziwne, że oboje wkroczyliśmy w życie jako przegrani Historii: ona – ko­bieta, ja – dziecko odmieniec, wynaturzone. Jak jednak w równaniu ma­te­ma­tycz­nym, w symetrycznym odwróceniu sytuacji, przegrani świata, jaki dzieliliśmy, zostali zwycięzcami, a zwycięzcy – pokonani.

🖇

Jak wszystkie metamorfozy, dalszy ciąg jej przemiany zapoczątkowało spotkanie.

🖇

Dla niektórych osób tożsamość współczesnej kobiety jest w sposób oczywisty tożsamością opresyjną. Dla niej stanie się taką kobietą było zdobyczą cywilizacyjną.

🖇

Pewnego wieczoru tego nowego życia, chcąc sprawić jej przyjemność, za­bra­łem ją do baru eleganckiego, wręcz luksusowego hotelu. […]  Widzia­łem, że jest spięta i boi się popełnić faux pas. […]  A jednak – i to chciałem osiąg­nąć – widziałem przede wszystkim jej radość z prze­żywania tej chwili, z przebywania w tej świątyni luksusu, a więc z przywłaszczenia sobie życia, na które w poprzednich okolicznościach nie miałaby szans. Mru­żąc oczy, mówiła: Mimo wszystko nieźle sobie oboje radzimy.

🖇

Innym razem, z okazji urodzin, zaprosiłem ją do restauracji na szczycie wie­ży Montparnasse. Poprzedniego dnia zwierzyłem się znajomym ze swo­ich obaw, że będzie tym miejscem onieśmielona i uniemożliwi sobie cie­sze­nie się chwilą – co zdarzyło się w zeszłym roku z moim ojcem, którego za­pro­siłem do restauracji serwującej mięsa z rusztu, bo wiedziałem, że takie właśnie lubi, ale kiedy otworzył kartę, zaszokowany cenami, nie zgodził się zamówić najlepszych dań, jakie mu doradzałem. Zamówił zwykłego ham­bur­ge­ra, najtańsze danie w karcie, powtarzając, że nie chce, bym się za­nad­to wykosztował. Obawiałem się, że matka zrobi to samo, ale kiedy kelner podał nam karty, zamówiła foie gras i homara, zaproponowała także, że­by­śmy napili się szampana: Wypijemy po kieliszku? Nie chciała stracić tej okazji zasmakowania innego życia.

🖇

Co to znaczy „zmienić się”?
     W tym, co wiem o niej dzisiaj, są dziesiątki obrazów i faktów, które prze­czą prostej historii o szczęśliwej metamorfozie. […]
     Czy zmiana nadal pozostaje zmianą, jeśli jest do tego stopnia ogra­ni­czo­na przemocą klasową?
      A jednak. A jednak jest szczęśliwa. Wciąż mi to powtarza. Sam już nie wiem, jak i co o tym myśleć. Być może rzecz nie w tym, żeby wiedzieć, co to znaczy zmiana, ale w tym, co to znaczy „szczęście”? […]
     Po raz pierwszy mówiła o swoim życiu w czasie przyszłym: Za dziesięć lat, kiedy mój – jej facet – przestanie pracować, kupimy samochód kem­pin­go­wy i będziemy pomieszkiwać w całej Francji, będziemy podróżować. Za­wsze marzyłam o wędrownym życiu.

🖇

Niedawno zrozumiałem, że nawet jeśli wobec matki jest się synem, to wobec kobiety pozostaje się mężczyzną.

Édouard Louis, Zmagania i metamorfozy kobiety,
przeł. Joanna Polachowska,
Wydawnictwo Pauza, Warszawa 2022.
(wyróżnienie własne)

Kilka miesięcy temu, w ogródku herbaciarni, gdzie za­pro­po­no­wa­łem jej spotkanie, opowiedziała mi, że kiedy miałem sześć lat, wezwała ją moja nauczycielka. Na­uczy­cielka chciała jej powiedzieć – tak przynajmniej twierdzi moja matka – że uważa moje zachowanie za od­mien­ne od innych uczniów, że wyrażam marzenia i pragnienia zbyt wielkie, ambicje nietypowe dla dziecka w moim wieku. Inne dzieci chcą zostać strażakami lub policjantami, ale ja przekonywałem nauczycielkę, że zo­stanę królem lub prezydentem republiki, i przy­się­ga­łem, że gdy dorosnę, zabiorę matkę z dala od ojca i kupię jej zamek.
     Chciałbym, żeby ta opowieść o niej stworzyła jej rodzaj domu, w którym mogłaby się schronić.

(tamże)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz