poniedziałek, lutego 23, 2026

6021. Z oazy (CDXXII)

Hmmm. To książka, która cię rozjedzie. Precyzją, niemocą, dobrze trzymającym się stereotypem, którego ofiarą jesteśmy każdego dnia wszyscy, choć niektórzy bardziej, a niektóre jeszcze bardziej. Rozjedzie cię chciwością, która nie zna granic, oraz uprze­dze­nia­mi, których niektórzy nawet nie zauważają, bo mogą, bo ni­jak ich nie do­ty­czą. Tak, to wszystko podczas czytania tej lektury przynajmniej cię szturchnie w bok, a jeśli jesteś kobietą, przed oczami przemkną ci fakty z twojego życia, za­ska­ku­ją­co żywe, choć minęło wiele dziesiątek lat od tych wydarzeń.

A z drugiej strony jest Sadownik, który każdego dnia wybiera świat. Wybiera ten, w którym jestem ja. Mam szczęście należeć do mniejszości 20% kobiet z SM, któ­rych part­ne­rzy nie dają dyla, gdy tylko poznają diagnozę. Tak często jestem re­pre­zen­tant­ką mniejszości, że rzadko się dziwię, ale ten jeden jedyny raz należenie do mniejszości po prostu ratuje mi nie tylko jakość życia, ale i samo życie. Tak, mimo wszystko je­stem niebywałą szczęściarą. Nic nie opisuje precyzyjniej tego, co jest udziałem Sadow­ni­ka od lat niż ten akapit:

Pracę opiekuńczą, pracę troski podejmuje się często bezwiednie i z dnia na dzień. Nie odpowiada się na ogłoszenie z wyszczególnionym ze­sta­wem obo­wiązków, nie przechodzi się rozmów kwalifikacyjnych, nie odwiedza le­ka­rza medycyny pracy, żeby orzekł, czy ktoś się do tego zajęcia nadaje. Żad­nych benefitów, żadnych dodatków, żadnej pensji, składek, żadnego work-life balance, bo w domopracy jest się ciągle, myślą, mową, uczynkiem i zaniedbaniem. Nawet przez sen, bez szans na awans, w zasadzie bez możliwości rzucenia papierami, gdy ma się już dość.

Po latach od diagnozy jesteśmy o te lata mądrzejsi i, by Sadownik jak najrzadziej miał dość, żon­glu­je­my w miarę możliwości wytchnieniem, choćby tym najkrótszym.

🌱

Wybór fragmentów był arcytrudny. Zabrał mi kilka dobrych dnia — prawie się pod­da­łam, myśląc, że choroba zaczyna mi włazić do tej części mojego życia. Tym­cza­sem, co odkryłam później, trudność wynikała z faktu, że wybór, jakby go nie do­ko­nać, stanowi patchwork mig­nięć, błysków doświadczenia (najczęściej kobiecego), których nijak nie da się ułożyć według raz określonego klucza. Z tego powodu mogą wydać się chaotycznie, bez­myśl­nie rozrzuconymi tu i tam. Każdy jednak ma moc, którą chcę tu, pod ręką, mieć.

To cytowanie mogłoby nie mieć końca, bo do każdego fragmentu będziesz w stanie dopowiedzieć scenkę rodzajową z własnego lub bliskiej ci osoby życia. Taki lajf, taki klimat.

Troska jest wspaniała jako koncepcja, bardzo poręczna, dobrze się ukła­da w esejach filozoficznych […].

🖇

[…]  I do, I undo, and I redo […]  „Robię, cofam, przerabiam” to fraza, którą Louise Bourgeois zapisała też, aby zdefiniować swój proces twórczy i jed­no­cześ­nie niekończącą się rutynę codziennego życia, splot doświadczeń arty­stki będącej matką i żoną, kobietą. Wspinanie się po krętych, rdzawych scho­dach I do ma symbolizować energię, skuteczność, działanie, żeby wre­szcie na szczycie, tuż obok luster ze szczotkowanej stali, odnaleźć spokój. Wcho­dzenie po podobnych, ale wewnętrznych schodach Undo oznacza serie pomyłek, niepokój i rozpad. Odkryte schody trzeciej wieży — Redo — szu­ka­nie rozwiązania i parcie do przodu, do przodu.

🖇

Troska dobrze się układa w ustach, dlatego jest idealnym terminem po­li­tycz­nym. Można nią żonglować, można ją sobie i komuś obiecać, a po­nie­waż to tak wieloznaczne i nieprecyzyjne słowo, można potem uniknąć roz­li­czenia z tych obietnic. Bo jak stopniować troskę, jak ocenić poziom jej realizacji, jak ją egzekwować?

🖇

Troska nie jest żadnym tam nastawieniem moralnym ani emocją. To dziw­ne, wieloznaczne słowo. […]
     Słownik języka polskiego PWN […]. Dopiero na trzecim miejscu definiuje ją jako dbałość o kogoś lub zabieganie o coś. Można też przysparzać komuś trosk.
     A zatem dbanie o kogoś i martwienie się. Tak naprawdę to jedno zna­cze­nie, zazębiające się wysiłki, uroboros.

🖇

W świecie, w którym wszystko musi mieć stawkę i cennik, od lat mamy kło­pot z tym, żeby odpowiednio wycenić i uznać za ważną pracę, która ten świat reprodukuje. Pracownicy kluczowi, pracownice niezbędne otrzymują za swoją harówkę najniższe wynagrodzenia.

🖇

[Mierle Laderman Ukeles] zauważyła, że utrzymywanie czegoś w okre­ślo­nym stanie zajmuje od cholery czasu, a nikt tego mozołu nie za­uwa­ża, nie zastanawia się nad nim.

🖇

Troska bywa rzeczywiście żenująca w swoich rytuałach, bardzo nie­wy­god­na. Ale nie jest tylko tym. Jest też przecież pracą emocjonalną.
     Mówieniem do kogoś, nawet jeśli nie wiadomo, czy słyszy. Przytulaniem i trzymaniem za rękę. Tłumaczeniem. Czesaniem, nawet jeśli ten, kto wy­ma­ga opieki, nie przekracza progu sypialni. […]  spaniem na podłodze u czy­ichś stóp. Łączeniem skarpetek w pary. Chodzeniem do sklepu. Odpo­wia­da­niem po raz pięćdziesiąty drugi na te same pytania.
 
Jest podtrzymywaniem życia i wspieraniem.

🖇

[…]  męska troska jest uważana za cnotę, a żeńska – za oczy­wistość, powinność, naturalną i przyrodzoną.

🖇

[Carol] Gilligan nie chodziło o wyliczanie różnic, ale o zaakceptowanie faktu, że najzwyczajniej w świecie perspektywy kobiet i męż­czyzn są różne, a etyka troski ma światu do zaoferowania nie mniej niż etyka oparta na sprawiedliwości. Że męskość ustanawia się przez auto­no­mię, a żeńskość definiuje się przez przywiązanie.

🖇

Mężczyźni w trosce szukają porządku, chcą ją jakoś udoskonalić, zope­ra­cjo­na­li­zować, dodać jej znaczenia, myślą, że ją przemienią, przeorganizują, wytyczą na nowo, inaczej, lepiej, bardziej efektywnie, matematycznie, lo­gicz­nie. Kobiety ją podtrzymują wbrew rozsądkowi. Nie wiem, co ostatecznie jest bardziej buntownicze.

🖇

W XXI wie­ku kobiety są wciąż silniej stereotypowo kojarzone z troską. Męż­czyźni posługują się, jak to określa [[Joan] Tronto, przepustkami od troski udomowionej i intymnej, od klasycznie pojmowanych obo­wiąz­ków opie­kuń­czych, ponieważ kultura — tak się składa, że profesorka pisze rów­nież o tej, w której się wychowałam — oczekuje od nich innych form wkła­du w spo­łeczeństwo. […]  mężczyźninaprawiają, podtrzymują i utrzy­mu­ją codzienne życie z dala od niego”.

🖇

Mędrcy świa­ta, monarchowie od tysiącleci umniejszają intelektualną pod­miotowość osób płci żeńskiej, jednocześnie doceniając ich relacyjność. Na­wet niekoniecznie ze złej woli, po prostu są ludźmi, ich zachowania ukszta­łtowała ciągła ekspozycja na powszechne stereotypy kulturowe, a zgodnie z nimi kobiety są mniej kompetentne — za to ciepłe, sympatyczne i tro­skliwe.
     Nie ma tu sarkazmu, stereotypy płciowe to jedne z najgłębiej za­ko­rzenionych i najczęściej badanych uprzedzeń społecznych.
     Mężczyzna jest przebojowy, kobieta troskliwa.
     Kobieta to emocje, mężczyzna — rozum.
     Babka za kierownicą to powolna niezdara, mężczyzna pruje przez drogi, jakby się urodził z kierownicą w dłoni.

🖇

Niektórzy śmiali się, że jesteśmy tak głupie, że musimy razem chodzić do łazienki.
 
Chodziłyśmy razem do kibla nie dlatego, żeby się pochichrać, ani nie z po­wo­du przyjaźni papużkowo-nierozłącznej, tylko dlatego, że się bałyśmy kogoś, kto mógł nam do tego kibla wejść. Jakiegoś faceta.

🖇

Ponad sto lat po tym, jak Ludwik Rydygier pisał, że kobiety nie mają ani fizycznych, ani umysłowych predyspozycji do tego, by studiować me­dy­cy­nę, po tym, jak Gabriela Zapolska radziła kobietom, by nie filozofowały, bo zatracą swoją godność niewieścią, jeden z profesorów monotonnym głosem wmawiał nam, że my, dziewczyny, przyszłyśmy na studia znaleźć męża. […] 
     — No właśnie. — Profesor pokiwał głową. — Pan wiedział, a pani się na­uczyła.
     Jak gdyby istniał jakiś gorszy rodzaj wiedzy, nabyty, i lepszy, przy­ro­dzo­ny. Jak gdybym była kujonką, która uczy się na pamięć słownika wyrazów rzadkich (a nawet jeśli, to co z tego), a na chłopaka z ławki wyżej zna­jo­mość tajemnic wszechświata spłynęła wraz z wpisaniem mu w akcie urodzenia — syn.

🖇

Bardzo to celne naśmiewać się z dzieciaków i bardzo zabawne.
     […] 
     Bardzo zabawne. Bardzo zabawne, kiedy jesteś chłopcem.
     Nie bardzo zabawne, kiedy masz piętnaście, szesnaście, siedemnaście lat i twoją troską jest obsesyjna myśl: tylko nie zajdź w ciążę.
     Niektóre z nas zachodziły i później na ogół już nie widywałyśmy ich w szko­le. Inne zachodziły i jakoś sobie z tym radziły.
     A my, te, którym się udawało, wracałyśmy do domów pod bacznym okiem sąsiadek, znajomych i rodziny.
 
Tylko nie zajdź w ciążę.
     Tylko nie zajdź w ciążę.
 
Tylko nie zajść w ciążę.
 
A potem zajdź.
 
Kiedy zajdziesz w ciążę?

🖇

[…]  kto się komu z czym przydarzył.

🖇

Troska materializuje się w powszedniości: w wirującym bębnie pralki, w siatce pełnej zakupów, w koszu z obierkami, w rozrzuconych na podłodze klockach i fiolkach leków ustawionych na szafce. Można ją odnaleźć w zmę­cze­niu, w strachu, w zniechęceniu, w płaczu, w orga­ni­zo­waniu życia domowego i reagowaniu na potrzeby zależnych członków rodziny.

🖇

Od dziewcząt i kobiet oczekuje się okazywania i świadczenia troski, jak gdyby miały to we krwi, jak gdyby z tymi umiejętnościami przychodziły na świat. A przecież to nie jest wrodzone, opada na nas stopniowo.

🖇

Osoba odpowiedzialna za wynoszenie śmieci w domu to nie ta, która wy­no­si śmieci, tylko ta, która zauważa, że kosz jest pełen i trzeba coś z nim zro­bić. Osoba odpowiedzialna za zakupy to nie ta, która jedzie do sklepu al­bo wyciąga kartę z portfela, tylko ta, która się orientuje, że czegoś zabrakło, i wie, co, kiedy i gdzie trzeba dokupić.

🖇

Ideał troski jest więc aktem relacji, dostrzeżenia potrzeby i reakcji na nią, opiekowania się światem przez podtrzymywanie sieci po­wią­zań tak, by nikt nie został sam.
Carol Gilligan

🖇

Ludzie przez tysiąclecia dawali sobie radę bez lodówek, ale nie dawali sobie rady bez troski. Żaden krzepki chłop nie wniósłby żadnej lodówki na żadne piętro, gdyby ktoś go nie urodził, nie doglądał, nie wstawał do niego w no­cy, a potem nie pomagał mu w lekcjach.

🖇

Jak moi koledzy wykorzystywali ten czas, który ja przeznaczałam na czyn­no­ści domowe, doprawdy nie wiem. Gdybym miała ten czas, co oni, wyna­la­zła­bym, do kurwy nędzy, maszynę do wnoszenia lodówki na czwarte pię­tro. Wynalazłabym pokój na świecie.

🖇

Wiele kobiet uważa, że nierówności i dyskryminacja ich nie dotyczą, bo nie spotkały się z niesprawiedliwością, lekceważeniem czy przekraczaniem gra­nic. To możliwe, bo doświadczenia każdej z nas są inne. Ale świat nie jest jednakowo łaskawy dla wszystkich. Możemy mieć dobre ży­cie i jed­no­cześnie dostrzegać problemy, które dotykają inne kobiety. To też jest troska.

🖇

Najcenniejsza rada troski, jaką dostałam od koleżanki, dotyczyła powrotów do domu.
 
Trzy­maj w dłoni klucze tak jak kastet, między palcami, na sztywno.
     Celuj w oko.

🖇

Lubię sobie wyobrażać troskę jako chmurę, w której utrzymuje nas wszystkich zbiorowy i kruchy wysiłek osób troszczących się. Tam odbywa się naprawianie świata, cerowanie, sztukowanie ubytków. To szczególny rodzaj infrastruktury krytycznej […]

🖇

Od stu dwudziestu, stu, może pięćdziesięciu lat coś tam nam wolno, uczyć się, mieć zawód, czasem stosować antykoncepcję, jeśli nas na nią stać i ma­my dostęp do lekarza, możemy nawet nie zawsze wychodzić za mąż i nosić spodnie. Te nasze przywileje to ciągle niższe pensje (korygowana luka pła­co­wa w Polsce wynosi kilkanaście procent), to strach, kiedy się wchodzi z ob­cym mężczyzną do windy, to pytanie o możliwości prokreacyjne na roz­mowach o pracę, szczypanie, odmawianie leczenia, bo przecież możemy być w ciąży.
     Proces równouprawnienia nie odbywa się w próżni – przesuwają się gra­ni­ce męskości. Wykluczany jest konkretny typ męskości, a zmia­na, która nam daje trochę więcej przestrzeni, dla wielu mężczyzn oznacza osunięcie się znanego gruntu. I to tak strasznie boli.

🖇

Katarzyna Wojnicka, socjolożka zajmująca się męskością, przekonuje, że nie istnieje dyskryminacja mężczyzn – istnieje po prostu zmiana. Patriarchat przynosił mężczyznom korzyści, ale też nałożył na nich ciężar ról, z których trudno się uwolnić. W świecie, który się zmienia, wielu z nich doświadcza utraty statusu i zagubienia, choć dla tych emocji rzadko znajduje się język w debacie o równości.

🖇

Jeden z bardzo zresztą progresywnych znajomych mężczyzn opowiadał, że jego żona ma akurat dużo pracy, więc on sprząta w domu, zmywa i go­tuje.
     — Gratulacje, zbliżyłeś się do jakiejś jednej dwudziestej doświadczenia bycia kobietą — rzuciła znad ekspresu do kawy jedna z baristek. — Jak chcesz to poczuć jeszcze bardziej, mogę cię klepnąć po tyłku i na ciebie gwizdnąć, chcesz?
 
To są nieprzekładalne perspektywy.

🖇

[Jesienią 1913 roku Emmeline Pankhurst] powiedziała, że ludzie dokonali wprawdzie wspaniałych wynalazków, ale absolutnie zawiedli na polu zaj­mowania się życiem: to kobiety troszczą się o inne osoby, taka jest ich rola, w związku z tym jedynym sensownym kierunkiem jest emancypacja. Emme­li­ne domagała się wzajemności: skoro kobiety troszczą się o świat, świat nie powinien traktować ich wyłącznie jako elementu wyposażenia wnętrz, użytecznych przedmiotów, maszyn domowych. Ponieważ nie było to w roku 1913 dla wszystkich oczywiste, podkreśliła, że kobiety są jednak nade wszystko istotami ludzkimi.

🖇

[Silvia] Fe­derici pisała jednoznacznie: dom to żaden azyl, to fabryka bez ko­minów. Pracują w niej na kilka zmian kobiety, które gotują, sprzątają, od­ku­rzają, piorą, wycierają nosy, wysłuchują, pilnują odrabiania lekcji, opie­ku­ją się starszymi członkami rodziny. Wiele z nich równocześnie pra­cu­je za­wo­do­wo. Codziennie „produkują” gotową do pracy siłę roboczą, co­dzien­nie podtrzymują kapitalizm jak kariatydy troski, dzięki którym dzieci do­ra­sta­ją, chorzy zdrowieją, a zmęczeni nabierają sił. Bez ich niewidzialnej i dar­mo­wej pracy kapitalistyczna gospodarka po prostu by się załamała.

🖇

Przekonanie, że zacisnę zęby, pójdę spać później i wstanę wcześniej, nie do­piję herbaty, zrezygnuję z obiadu, ale za to dam radę ze wszystkim, pad­nę, powstanę i ułożę sobie wszystko, death or glory, just another story, jest w grun­cie rzeczy tylko neoliberalną kontrabandą.

🖇

Wiem, mogłam sobie to inaczej ułożyć, mogłam się przygotować, mogłam, mogłam, mogłam — znam te wszystkie argumenty, dobre rady, pan­ja­śnie­nia, świat mnie w nich ćwiczy od urodzenia, when men on the chessboard get up and tell you where to go.

🖇

Proszę się rozsiąść w późnym kapitalizmie, gdzie emocje i relacje stają się zasobami. Można je wybierać i nimi handlować, można sobie kupić trochę zainteresowania i troski, ilość zależy od zasobności portfela.

🖇

Za chwilę o każdego i każdą z nas
trzeba się będzie w jakiś sposób zatroszczyć.

Olga Gitkiewicz, Szyjąc,
Wydawnictwo Dowody, Warszawa 2025.
(wyróżnienie własne)

Oczywiście, że chciałam być chłopcem.
     Tak mi się wydawało. Z czasem zaczęłam się orien­to­wać, że chodziło mi tylko o wyrównanie szans albo od­wró­ce­nie ról, które dopiero co zaczynałam roz­po­zna­wać. Chciałam móc być niegrzeczna. Ubrudzić się. Robić głupoty. Chciałam, żeby ode mnie nie wymagano, żeby mi się wciąż nie przyglądano z taką cierpką uwagą.

🖇

[…]  stój w kącie, a znajdą cię. Wciąż powtarzano mi, że powinnam w milczeniu, z pokorą czekać, aż ktoś poda mi rękę, wyciągnie z kąta, krytycznie obejrzy, odkurzy i może pod pewnymi warunkami mnie zaakceptuje. Nie rozumiałam tego jako dziewczynka, możliwe, że nie rozumiem nadal. Czego można się dowiedzieć o sobie i o świecie podczas stania w kącie?

🖇

No dobrze, te­raz to bym sobie czasem często postała w kącie.
     Sama.
     Tylko żeby mnie nikt nie znajdywał.

(tamże)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz