Przyciągnęła mnie okładka. Przyciągnął mnie tytuł. Rzuciłam okiem na pierwsze strony tego tomiku jeszcze przed gigantem. Postanowiłam przed końcem giganta wydłubać wyimki, które chcę mieć pod ręką. Wydłubałam.
i niech pszczoła
pozostanie pszczołą
wśród płatków róży niech się kręci
bez niej byłoby
na tej Ziemi
o wiele więcej
śmierci
🖇
niech każdy
będzie nie Kimś
lecz sobą
[…]
bo w każdym
ta sama stwórcza
iskra
tli się
na dnie duszy
🖇
bezkresne życie bez początku-końca
nieogarnione niepojęte
wieloistnienie
[…]
a ty czujesz
jak przepływa przez serce
przeźroczysty obłok
🖇
chwila
schwytana na gorącym uczynku
nieśmiertelnego trwania —
🖇
w lustrze pogody
zawieszonym nad polami
odbity odświętnie
czas i świat
i Twoja Twarz
🖇
dla takich chwil
warto żyć
choć raz
🖇
znów dociera
do nas
jak cienka
granica
dzieli śmierć
od życia
pryska
bańka mydlana
oddechu
🖇
dopiero teraz
kiedy mam się
czym martwić
wiem że nie warto
było
na zapas
się martwić
trzeba było się
na zapas cieszyć
być niepoprawnym
uprawiaczem radości
🖇
to przechodzi
ludzkie wyobrażenia
że można
ot tak
wytrącić kogoś
z nałogu
istnienia
🖇
rozpatrz rozpacz
a może znajdzie się awaryjne wyjście
🖇
na co komu poezja
zaczepił mnie trzeźwo myślący
[…]
— może po to
by ocalić w sobie „coś”
dzięki „czemu”
gatunek ludzki
mimo wszystko
ma szansę
przetrwać?
🖇
nawet oni sami
tak rażąco odmienni
tak łudząco podobni
i ich losy tak różne
i światy przyciągające się
a nie przylegające
jakby
nie byli sobie przeznaczeni
a jednak
jakby byli sobie
w gwiazdach pisani
🖇
dojmujące poczucie
nieistniejącej
obecności
Przyjaciela
do którego odruchowo
chciałoby się zadzwonić
[…]
lecz w miejscu połączenia
czarna dziura
[…]
czarna dziura zdumienia
że można tak łatwo
umrzeć
czy naprawdę całym sobą
skoro przed chwilą było się
żywą osobą
•
tymczasem budzi się do życia życie
zmartwychwstają trawy
wysypują się na świat stokrotki
otwierają w drzewach z zimowej kwarantanny
bazie i pąki
uleczając gałęzie z suchot
i przynosząc w zaciśniętych piąstkach
nowe złudzenia
że będziemy żyć wiecznie
🖇
najtrudniej zobaczyć
to na co stale się patrzy
Józef Baran, W wieku odlotowym,
Wydawnictwo Zysk i S-ka, Poznań 2020.
(wyróżnienie własne)

nie Rok
a 365 dni
nie Dzień
a 1440 minut
z których każda
ma swoją odrębną historię
🖇
starzeję się
a zima coraz bardziej
przemienia mnie
w wyliniałego kota
podpierającego wzrokiem sufit
[…]
bo przeminął już we mnie pies
pies dużo szczekał warczał merdał ogonem
szarpał się
wyrywał się z uwięzi
wyimaginowanych łańcuchów
chciał być wszędzie
🖇
wystarczy zboczyć z utartego szlaku
by się znów cieszyć jak dziecko
z każdego odkrycia
(tamże)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz