czwartek, października 08, 2026

6252. Z oazy (CDLXXIX)

Przyciągnęła mnie okładka. Przyciągnął mnie tytuł. Rzu­ciłam okiem na pierwsze strony tego tomiku jeszcze przed gigantem. Po­sta­no­wi­łam przed końcem giganta wydłubać wyimki, które chcę mieć pod ręką. Wydłubałam.

i niech pszczoła
pozostanie pszczołą
wśród płatków róży niech się kręci
bez niej byłoby
na tej Ziemi
o wiele więcej
     śmierci

🖇

niech każdy
będzie nie Kimś
     lecz sobą
[…]
bo w każdym
ta sama stwórcza
iskra
tli się
na dnie duszy

🖇

bezkresne życie bez początku‍-końca
nieogarnione niepojęte
wieloistnienie
[…]
a ty czujesz
jak przepływa przez serce
przeźroczysty obłok

🖇

chwila
schwytana na gorącym uczynku
nieśmiertelnego trwania —

🖇

w lustrze pogody
zawieszonym nad polami
odbity odświętnie
czas i świat
i Twoja Twarz

🖇

dla takich chwil
warto żyć
choć raz

🖇

znów dociera
do nas
jak cienka
granica
dzieli śmierć
od życia
          pryska
          bańka mydlana
          oddechu

🖇

dopiero teraz
kiedy mam się
czym martwić
wiem że nie warto
było
na zapas
się martwić
          trzeba było się
          na zapas cieszyć
być niepoprawnym
uprawiaczem radości

🖇

to przechodzi
ludzkie wyobrażenia
że można
ot tak
wytrącić kogoś
z nałogu
istnienia

🖇

rozpatrz rozpacz
a może znajdzie się awaryjne wyjście

🖇

na co komu poezja
zaczepił mnie trzeźwo myślący
[…] 
— może po to
by ocalić w sobie
„coś”
dzięki „czemu”
gatunek ludzki
mimo wszystko
ma szansę
przetrwać?

🖇

nawet oni sami
tak rażąco odmienni
tak łudząco podobni
i ich losy tak różne
i światy przyciągające się
a nie przylegające
jakby
nie byli sobie przeznaczeni
a jednak
jakby byli sobie
w gwiazdach pisani

🖇

dojmujące poczucie
nieistniejącej
obecności
Przyjaciela
do którego odruchowo
chciałoby się zadzwonić
[…] 
          lecz w miejscu połączenia
          czarna dziura
          […] 
czarna dziura zdumienia
że można tak łatwo
umrzeć
czy naprawdę całym sobą
skoro przed chwilą było się
żywą osobą

•

tymczasem budzi się do życia życie
zmartwychwstają trawy
wysypują się na świat stokrotki
otwierają w drzewach z zimowej kwarantanny
bazie i pąki
uleczając gałęzie z suchot
i przynosząc w zaciśniętych piąstkach
nowe złudzenia
że będziemy żyć wiecznie

🖇

najtrudniej zobaczyć
to na co stale się patrzy

Józef Baran, W wieku odlotowym,
Wydawnictwo Zysk i S-ka, Poznań 2020.
(wyróżnienie własne)

nie Rok
a 365 dni
nie Dzień
a 1440 minut
z których każda
ma swoją odrębną historię

🖇

starzeję się
a zima coraz bardziej
przemienia mnie
w wyliniałego kota
podpierającego wzrokiem sufit
          […]
bo przeminął już we mnie pies
pies dużo szczekał warczał merdał ogonem
szarpał się
wyrywał się z uwięzi
wyimaginowanych łańcuchów
chciał być wszędzie

🖇

wystarczy zboczyć z utartego szlaku
by się znów cieszyć jak dziecko
z każdego odkrycia

(tamże)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz