Ciut czerstwa nowość. Przeleżała chwilkę na stosiku czytelniczym. Gdy ją kończyłam czytać, uświadomiła mi, że przegapiłam jedną polską publikację Noblistki, robiąc sobie zaległości, na których nadrabianie już się cieszę.
To dwupak książkowy, czyli kolejny raz w przypadku tej Autorki w Polsce (taki klimat?) dwie książki zamknięte w jednym iesbeenie. Publikacja drugiej dzieli od pierwszej w oryginale szesnaście lat. Dobrze mieć to z tyłu głowy podczas czytania. Tak naprawdę to znów nie książka lecz podróż, w której co rusz jakieś zdanie czy akapit rąbnie pięścią w stół i odzywają się życiowe nożyce scenami z naszego osobistego życia, których o taką żywotność nawet byśmy nie podejrzewali, nie mówiąc o łatwości, z jaką wypłynęły na wierzch.
Czytając książki Annie Ernaux, często rozpoznajemy coś z siebie samych: jakieś czasy, zwyczaje, codzienne słowa i gesty, myśli lub obrazy, które nam kiedyś przemknęły, uczucia, a może namiętności. Krótko mówiąc, trafiamy do własnej pamięci, którą badamy, przeszukujemy i ponownie przyswajamy.
Marguerite Cornier
🖇 🖇
Paru moim mężczyznom wyznałam: […]. Pragnęłam to mówić tylko tym, dla których traciłam głowę. Potem zawsze zapadała cisza. Widziałam, że popełniam błąd, że nie są w stanie tego do siebie dopuścić.
🖇
Ta myśl, jak wszystkie, które nam umykają, przyszła za późno. Dziś w niczym mi już nie pomoże, jej ówczesny brak świadczy tylko o potędze grozy bez słów, jaką była dla mnie tamta niedziela.
🖇
Z tamtego roku zostały mi dwa zdjęcia. Pierwsze z komunii. […] Sylwetka w muślinowej sukience, z paskiem zawiązanym luźno jak wstążki czepka, zdaje się zamazana, rozmyta. Jakby pod tym habitem małej zakonnicy nie było ciała, bo nie potrafię go sobie wyobrazić, a tym bardziej poczuć tak, jak je czuję dzisiaj. Dziwna jest świadomość, że to przecież to samo ciało.
🖇
Dziwne daty, książeczka zdaje się tak ponadczasowa, że równie dobrze mogłaby powstać kilka wieków wcześniej. Powracające słowa: tajemnica, graduał, werset zawsze były dla mnie niejasne (nie pamiętam zresztą, żebym próbowała je zrozumieć). Czuję głębokie zdziwienie, wręcz niepokój, kartkując modlitewnik, napisany – mam wrażenie – w jakimś ezoterycznym języku. Rozpoznaję wszystkie słowa i mogłabym, nie patrząc w tekst, odmówić dalszy ciąg Agnus Dei czy innej krótkiej modlitwy, ale nie umiem rozpoznać siebie w dziewczynce, która w każdą niedzielę i święto pilnie, a może i z zapałem powtarza słowa mszy, przekonana, że zaniechanie tego oznacza grzech.
🖇
Wyrażenie „żelazna kurtyna” przeniosło mnie do szkolnej klasy, gdy nauczycielka zaleciła nam odmówienie dziesiątki różańca za uwięzionych tam chrześcijan, a ja wyobrażałam sobie wielki metalowy mur, na który rzucają się mężczyźni i kobiety.
🖇
Opisując po raz pierwszy, zgodnie z jedną tylko zasadą – precyzji – ulice, o których nigdy nie myślałam, po prostu chodziłam nimi w dzieciństwie, przelewam w słowa tamtejszą hierarchię społeczną.
🖇
Dla mnie zaś ważne jest znalezienie słów pozwalających mi myśleć o sobie i otaczającym mnie świecie. Wypowiedzenie tego, co było wtedy dla mnie normalne, a co niedopuszczalne, wręcz nie do pomyślenia. Jednak kobieta, którą jestem w 1995 roku, nie zdoła znów stać się dziewczyną z 1952, która znała tylko swoje miasteczko, rodzinę i katolicką szkołę, dziewczyną, której słownik był tak ubogi. Przed którą rozpościerał się bezmiar czasu do przeżycia. Prawdziwa pamięć o sobie nie istnieje.
Znajduję jeden tylko pewny sposób dotarcia do mojej ówczesnej rzeczywistości — muszę odnaleźć prawa i rytuały, wierzenia i wartości określające środowisko, w którym funkcjonowałam — szkołę, rodzinę, mój region – i kierujące moim życiem, niepozwalające mi dostrzec tkwiących w nim sprzeczności.
🖇
Dalej zaczyna się to, co niepewne, reszta Francji i świata, która gdzieś tam — do słów dochodzi gest wskazujący horyzont — scala się w identycznej obojętności i niepojętości życia daleko stąd. […] Powszechne przekonanie, że nie można się nigdzie wybrać bez specjalnej wiedzy, i głęboki podziw dla tych, którzy nie boją się ruszyć z domu.
🖇
Skończyłam odrabiać lekcje, wokół unosi się słodycz. Pogrążam się w smakowaniu przyszłości. […] Voyage à Cuba, przeczuwając wszystkie niewiadome mojego przyszłego życia.
Jean Sablon, Voyage à Cuba, 1951.
🖇
Poprawna mowa wymaga wysiłku, szukania innego słowa zamiast tego, które samo przychodzi na myśl, cichszego, ostrożniejszego tonu, jakby trzymało się w dłoniach jakiś kruchy przedmiot.
🖇
W 1952 roku piszę „dobrym francuskim”, ale zapewne mówię „ciepnąć” zamiast „rzucić” i „otokać” zamiast „umyć”, tak jak moi rodzice, bo używamy świata w taki sam sposób. I to on określa, jak siadamy, śmiejemy się, chwytamy rzeczy, dyktuje słowa mówiące, jak postępować z ciałem i przedmiotami.
Wszystko, co pozwala
nie marnować jedzenia, jak najwięcej skorzystać […]
zachować czystość, nie marnując za dużo wody […]
wyrażać pogardę bez słów: wzruszyć ramionami, odwrócić się i energicznie klepnąć się w tyłek.
🖇
Zdania w tajemniczy sposób jednoczące ciało z przyszłością i resztą świata: pomyśl życzenie, masz rzęsę na policzku, uszy mnie pieką, ktoś mnie obgaduje, i naturalnie: w sercu mnie kłuje, deszcz się szykuje.
🖇
Dzieci uważa się za złe z natury, więc ich karanie i dyscyplinowanie to obowiązek dobrych rodziców. Od „klapsa” po „lanie” — wszystkie chwyty dozwolone. Nie było to oznaką bezduszności czy brutalności, o ile poza tym starano się potomstwo rozpieszczać i nie przesadzano z karami.
🖇
Chorobę zawsze wiązano jakoś z winą,
z brakiem czujności jednostki wobec losu.
🖇
Każdy każdego pilnował. Życie innych trzeba znać – żeby o nim gadać – a własne ukrywać, jak się tylko da – żeby o nas nie gadali. Trudna strategia: bliźnich „ciągnąć za język”, lecz samemu „trzymać język za zębami”, „brudy prać we własnym domu”. Do ulubionych rozrywek należało „pójść między ludzi” […]. Obserwowano zachowania, rozbierano je aż do najdrobniejszych ukrytych sprężynek, składano do kupy znaki, których suma i interpretacja tworzyły historię innych ludzi. […]
W rozmowach porządkowało się fakty oraz ludzkie działania i zachowania wedle kategorii dobra i zła, tego, co dozwolone czy wskazane, i tego, co niedopuszczalne.
🖇
Niewiele było słów wyrażających uczucia. Dałam się nabrać oznaczało rozczarowanie, rozsierdziło mnie to wystarczało za każde niezadowolenie. Żal mi ogromnie to zarówno przykrość, że się zostawiło trochę ciasta na talerzu, jak i smutek po utracie narzeczonego. I oszaleć od tego można.
🖇
Objawienie zasad panujących w moim dwunastoletnim życiu niepostrzeżenie spada na mnie nieuchwytnym ciężarem, czuję się uwięziona niczym we śnie. Słowa, które znajduję, są nieprzejrzyste, są niczym głazy – nie do ruszenia. Pozbawione wyraźnego obrazu. Pozbawione znaczenia, nawet tego, które daje słownik.
🖇
Religia była sposobem mojego istnienia. Nie znałam różnicy między wiarą a przymusem wiary.
🖇
Modlitwa jest istotą życia, indywidualnym i powszechnym panaceum. Trzeba się modlić, by stać się lepszym człowiekiem, by odeprzeć pokusy, zaliczyć arytmetykę, uzdrowić chorych i nawrócić grzeszników. […] Praktyki religijne, spowiedź, komunia zdają się cieszyć większym szacunkiem niż wiedza: „Można mieć ze wszystkiego najlepsze stopnie i nie być miłą Bogu”.
🖇
Czytanie jest czynnością podejrzaną, a to z powodu istnienia „złych książek”, które — zważywszy, jaki lęk wzbudzają, ile słyszy się przed nimi ostrzeżeń oraz że trzeba je uwzględniać w rachunku sumienia przed spowiedzią – wydają się groźne i liczniejsze od tych dobrych.
🖇
Żyjemy w świecie prawdy i doskonałości, w świecie światła. Jest też inny świat, ten, w którym nie chodzi się na mszę, nie modli, świat błędu, którego nazwę wymawia się z rzadka, ostro, jak bluźnierstwo: szkoła świecka (słowo „świecki” nie miało dla mnie określonego znaczenia, było mglistym synonimem „złego”).
🖇
Proust pisze, że nasza pamięć jest poza nami – w oddechu deszczowej pogody, w zapachu pierwszego blasku jesieni… W zjawiskach natury, które wciąż powracając, pozwalają wierzyć w trwałość ludzkiej istoty. Mnie – a może dotyczy to wszystkich moich rówieśników – która we wspomnieniach znajduję letnie szlagiery, modny pasek, rzeczy skazane na zniknięcie, pamięć nie przynosi żadnego dowodu trwałości czy tożsamości. Przeciwnie, dzięki niej czuję i potwierdzam moją fragmentaryczność i przemijalność).
🖇
Zobaczyłam coś, czego nie wolno mi było zobaczyć. Wiedziałam to, czego w społecznej niewinności katolickiej szkoły nie powinnam była wiedzieć, co po cichu spychało mnie do obozu tych, którzy przez przemoc, alkoholizm czy zaburzenia psychiczne stawali się pożywką dla historii kończonych słowami: „Żałość bierze, jak się na to patrzy”.
🖇
Czy realistyczne jest to, co możliwe?
🖇
We wstydzie jest coś takiego: poczucie, że teraz wszystko może ci się przydarzyć, że nigdy nie będzie końca, że wstyd potrzebuje jeszcze więcej wstydu.
🖇
[…] jak stwierdzić, że jakiegoś faktu następującego po innym nie przeżywamy w cieniu tego pierwszego, że kolejność rzeczy nie ma znaczenia?
🖇
Nie warto mnożyć przykładów. Wstyd jest tylko powtarzaniem i gromadzeniem.
[…] Wstyd stał się moim sposobem na życie. W gruncie rzeczy nawet go nie dostrzegałam, płynął w moich żyłach.
🖇
Wiedziałam, że istnieje inny świat, ogromny, pełen słońca, w którym w sypialniach są umywalki, z kranów płynie ciepła woda, a dziewczęta rozmawiają z ojcami jak w powieściach. Nas w nim nie było. I nie było na co narzekać.
🖇
Lato 1996 roku zbliża się ku końcowi. Kiedy zaczęłam myśleć o tym tekście, na targowisko w centrum Sarajewa spadł pocisk moździerzowy – zabił kilkadziesiąt osób, ranił setki. W gazetach niektórzy pisali: „Ogarnia nas wstyd”. Dla nich wstyd był ideą, czymś, co jednego dnia można odczuć, a następnego porzucić, zastosować do jednej sytuacji (Bośnia), a do innej nie (Rwanda). Wszyscy już zapomnieli o krwi na sarajewskim targowisku.
Annie Ernaux,
Wstyd [w:]
Powroty, przeł. Anastazja Dwulit,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2026.
(wyróżnienie własne)
🖇 🖇
Pamięć jest w tym przypadku silniejsza od rzeczywistości. Bo dla mnie tak naprawdę istnieje tylko miasto z mojej pamięci, ta szczególna przestrzeń, w której uczyłam się świata i życia. Miejsce, które zapełniłam pragnieniami, marzeniami i upokorzeniami.
🖇
Pamięć miejsc, jaką w sobie nosimy, jest niczym palimpsest, pokreślony rękopis, w którym jedną warstwę pisma przykrywają kolejne, nie zacierając jednak do końca tych starszych, pozwalając im czasem wyjść na wierzch.
🖇
[…] czytanie. Nie przypominam sobie, żeby w mojej szkole kiedykolwiek do niego zachęcano. W tamtych czasach edukacja katolicka widziała w książkach, a tym bardziej w czasopismach, potencjalne zagrożenie, źródło wszelkich moralnych aberracji. Ostatnia rzecz, jaką można powiedzieć o książkach, które dostawałyśmy w dniu rozdania świadectw, to że były ciekawe – właściwie nie nadawały się do czytania, przyjemność lektury bezwzględnie wykluczano.
🖇
Zdawałam też sobie sprawę z tego, że szkoła reprodukuje nierówności społeczne i że to wielka niesprawiedliwość.
🖇
[…] książki bardzo wcześnie stały się terytorium mojej wyobraźni, bramą do nieznanych mi historii i światów. Później znalazłam w nich też instrukcje obsługi życia, instrukcje, którym ufałam znacznie bardziej niż nakazom szkoły czy rodziców. Uważałam, że rzeczywistości i prawdy szukać trzeba w książkach, w literaturze.
🖇
[…] moim pragnieniem jest pisanie dosłownie w języku każdego. Można powiedzieć, że to wybór polityczny, bo jest to pewien sposób niszczenia hierarchii, sprawiania, że słowa i czyny ludzi, niezależnie od ich miejsca w społeczeństwie, mają tę samą wagę.
🖇
Pisać życie, a nie moje życie. Ktoś może zapytać – a jaka to różnica? Otóż nie traktuję tego, co mi się przydarzyło, co mi się przydarza, jako czegoś wyjątkowego, a przy tym wstydliwego czy niewypowiadalnego, lecz jako przedmiot obserwacji, który należy zrozumieć, by wydobyć na światło dzienne ogólniejszą prawdę. […] A jednak są to teksty o czymś uniwersalnym, ponieważ chodzi w nich o społeczne pozycje i trajektorie, o wstyd.
🖇
Pewnie uważasz mnie za pomyloną — nabrałam otuchy właśnie wtedy, kiedy moi bliscy i ja sama tyle mamy trosk! No cóż, prawdziwy strach najlepiej przywraca równowagę i przegania te chandry bez przyczyny, które w sobie nosimy. […] A teraz […] widzę życie w innym świetle. Byłam idiotką, szlochając z powodu jakiegoś typka, który nie jest tego wart.
[…]
Dzisiaj zgadzam się z Tobą: życie jest warte przeżycia.
🖇

🖇
[…] „się zobaczy”, jak to mówią. Nie masz pojęcia, jaka będę nieszczęśliwa, jeśli tego nie zrobię!
🖇
[…] nie mógłby nauczyć mnie pisać, nie mógłby mnie poprawiać, to zbyt osobiste, to kwestia „bycia”, autentycznego wewnętrznego doświadczenia.
🖇
[…]
to niesamowite, jak dzięki sztuce zapomina się
o czasie i miejscu.
🖇

▴ Marzec 1963, w moim pokoju
„W swoim pokoju u rodziców zawiesiłam zdanie Claudela, starannie przepisane na dużym arkuszu papieru o brzegach przypalonych zapalniczką, jak cyrograf: »Tak, wierzę, że nie przyszedłem na świat na próżno i że było we mnie coś, bez czego świat nie mógł się obejść«” (Bliscy).
🖇
Czy zdobędę się na odwagę, żeby zacząć od nowa? Tak,
oczywiście. Jaka wola życia!
🖇
Znowu pragnę znaleźć tymczasowe rozwiązanie, wolę jeden świat od drugiego, ale skąd mam wiedzieć, dlaczego tak jest?
Miłość, ten wiecznie otwarty nawias.
🖇 🖇
[…] w ruchu pisania, gdy pamięć „negocjuje” z tekstem. To właśnie podczas tych negocjacji pamięci z pisaniem jedne wspomnienia się wybiera, a inne odrzuca.
🖇
Moja pamięć nie jest szafą, którą sobie otwieram i zamykam, kiedy tylko chcę. W ogóle pamięć tak nie działa.
🖇
[…] mój projekt nie polegał na wyczerpaniu zasobów pamięci, lecz na pokazaniu, jak świat zmienił się w ciągu sześćdziesięciu lat. To właśnie ten ruch przemian nadawał pisaniu wewnętrzny rytm, zgodnie z którym niektóre wspomnienia zostały przeze mnie odrzucone, spadły w otchłań niezapisanego. No i tak to wygląda, rządzi tekst. Bardziej niż pamięć.
🖇
Nie wierzę, że da się zrozumieć własne życie poza światem, w którym się żyło. Miałam świadomość, jak ogromne zaszły w tym świecie zmiany – to przywilej ludzi mojego pokolenia – zwłaszcza jeśli chodzi o pozycję kobiet. Społeczeństwo w ciągu ostatnich czterdziestu lat zmieniło się bardziej niż przez całe stulecie, musiałam więc dać temu świadectwo, pisząc książkę.
🖇
Ale gdy przypominam sobie moje ambicje, moje pragnienie pisania, które mnie przepełniało jako dwudziestolatkę – do dziś nie wiem, czy było ono czymś dobrym, czy złym – widzę, że udało mi się zrobić to, na co miałam ochotę. I to jest chyba najważniejsze.
Annie Ernaux,
Powrót do Yvetot [w:]
Powroty, przeł. Anastazja Dwulit,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2026.
(wyróżnienie własne)

Przerażam sama siebie, to jakiś tajemniczy imperatyw, jakieś fatum. Cholera!
🖇
Elementem pisarskiego powołania jest wiara, że mamy do powiedzenia rzeczy, których nikt inny nie powiedział.
(tamże)















































