czwartek, kwietnia 03, 2025

5742. 93/365

chroń mnie boże przed chęcią posiadania racji. próbuje ona wstrzymać bieg rzeczy, więzi i krępuje energię, koncentrując ją w mar­twym już punkcie czasoprzestrzeni.

racja jest dobra dla młodych dorosłych i dla osób folgujących sobie bez umiaru i opa­no­wania.

93/365

Katie Melua, Wonderful Life (cover).

there’s magic everywhere
[…]
no need to run and hide
it’s a wonderful, wonderful life

sobota, marca 29, 2025

5741. Czekariat (CXI)


fot. Saxifraga, fragment.
 

[…]  pragnienie jest modlitwą […].
Wiewióra

5740. 88/365

ży­ję w świecie straty. mniejszej, większej, do­tkli­wej, peł­za­ją­cej po cichu czy na­stę­pu­ją­cej gwał­tow­nie, nacierającej z całą mocą lub ma­ją­cej chwilowo gest, by się wycofać.

i co teraz?

88/365

[…]  stała samotnie na krawędzi nie­zna­nej drogi. I to by­ło wszystko. Bez roz­wi­nię­cia i zakończenia.

*

Milczenie, które wszystko cicho rozstrzyga, otoczyło ich dwoje i zastygło w ocze­ki­waniu.
     „Nie”.
     Podniosła pióro i równym pismem za­pi­sa­ła na pustej kart­ce, która leżała na stole.
     „To nie jest takie proste”.

Han Kang, Lekcje greki, przeł. Justyna Najbar-Miller,
Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2025.
(wyróżnienie własne)

[suplement 30.03.2025]
Choroba diametralnie odmienia postrzeganie świa­ta. „Stan organicznej zapaści otwiera oczy na świat do­tąd ledwo za­uwa­żal­ny. Choroba uświadamia ludziom trudną do przyjęcia prawdę o iluzoryczności i przemijalności ludzkiego życia. Sta­ny fizycznego i psychicznego zamętu trwale na­ru­sza­ją utkaną wcześniej sieć relacji, pragnień i celów; chorzy zaczynają przy­glą­dać się sobie i światu z nieznanej wcześniej perspe­kty­wy. Towarzyszący chorobie zwrot ku sobie, od­czyty­wa­ny przez innych jako dezercja albo alienacja, jest pierw­szym aktem dokonującej się przemiany” [cyt. Mateusz Szubert].

*

W dojrzałym wieku można «zaplanować» dzieło (Kaplica Sykstyńska, IX Symfonia), bo jest na nie dużo czasu. Potem jest do dyspozycji tylko dzień dzisiejszy. Tyle nut, ile się dziś zdąży, tyle farb rozmazanych, ile dziś wyjdzie. Jutro ponowić można pracę, jeśli będzie jakieś jutro.

Maria Poprzęcka, Śmierć przed obrazem. O sztuce, starości
i zanikaniu
, słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2024.
(wyróżnienie własne)

poniedziałek, marca 24, 2025

5739. Z oazy (CCCXXI)  // Panna cotta (CLII)

Co­tygodniowe odliczanie literek, dwa. Gdy półtorej tygodnia temu wróciłam z kra­iny bólu, postanowiłam zrobić sobie przyjemność wprost proporcjonalną do prze­ży­te­go cierpienia.

Chciałam tę książkę kupić u źródła w grudniu. Gdy wtedy o nią pytałam, pani wró­ciwszy od komputera, nim poinformowała mnie, że jej aktualnie nie mają, upewniła się, czy wiem, że to książka dla dzieci. No pewnie, że wiedziałam! Teraz, prze­trwaw­szy nie­moc, klik, klik, niecałe dwa dni czekania, by dotarła do paczkomatu, i ponad tydzień bezgranicznej radości.

Mój ulubiony format, rewelacyjna kreska. Każdy akapit przeczytany wielokrotnie. Każde słowo, fraza, wszystkie zdania wy­gła­ska­ne wzro­kiem. Nieustający zachwyt włoską składnią, każdym rodzajnikiem, łą­czo­ny­mi zaimkami, nieistniejącymi w ję­zy­ku polskim strukturami. Wiewiór, wilk i fantastyczna historia o róż­no­rod­no­ści osób i ich największych marzeń czy kształtu szczęścia, jakiego poszukują.

Trovò un sasso a forma di cuore e se lo mise in tasca. Pensò che avrebbe potuto regalarlo a Orsa al termine della cena. E, a questo pensiero, sorrise.
[Znalazł kamyk w kształcie serca i schował go sobie do kieszeni. Pomyślał, że będzie mógł go podarować Niedźwiedzicy pod koniec obiadu. I się do tej myśli uśmiechnął.]

🖇

All’improvviso incontrò Scoiattolo, che gli gridò:
     «Eh tu, stai attento a dove metti i piedi!».
     «Mi dispiace, ho perso gli occhiali», si scusò Orso. «Per caso li hai visti?»
     Scoiattolo fece segno di no con la testa.

[Nagle natknął się na Wiewióra, który wykrzyczał:
     — Ej, ty, uważaj, gdzie stawiasz stopy!
     — Przykro mi, zgubiłem okulary — przeprosił Niedźwiedź. — Widziałeś je może przez przypadek?
     Wiewiór pokręcił przecząco głową.]

🖇

     «E tu, dove vai di bello?» gli chiese Orso curioso.
     «Anche io sto cercando qualcosa.»
     «E che cosa stai cercando?»
     «La felicità.»
     «Ah, e com’è la felicità?»
     «Non lo so ancora, ma ne parlano tutti e mi piacerebbe trovarla.»
     Orso si grattò la testa. Rimuginava, ma non sapeva cosa dire.
     «Immagino che sarà molto bella e variopinta, ma senza occhiali non posso aiutarti a cercarla.»

[   — A ty, w jakie piękne miejsce idziesz? — zapytał Wiewióra zaciekawiony Niedźwiedź.
     — Ja też szukam czegoś.
     — A czego szukasz?
     — Szczęścia.
     — Acha, a jakie jest to szczęście?
     — Jeszcze nie wiem, ale mówią mi o nim wszyscy i chętnie bym je znalazł.
Niedźwiedź podrapał się po głowie. Zadumał się, ale nie wiedział, co powiedzieć.
     — Wyobrażam sobie, że będzie bardzo piękne i kolorowe, ale bez okularów nie mogę ci pomóc go szukać.]

I due fecero un pezzo di strada insieme, in silenzio.
[Obaj, w milczeniu, zrobili kawałek drogi razem.]

🖇

Continuando a guardare per terra, Orso si imbatté in una quercia. Da un buco nel tronco spuntò il muso di Tasso che mugugnava arrabbiato.
[Patrząc nadal w ziemię, Niedźwiedź natknął się na dąb. Z dziupli w pniu wysunął się pyszczek Borsuka, który burczał ze złością.]

     «Per mille tuoni, cos’è questo baccano? Mi avete svegliato proprio nel bel mezzo di un sogno fantastico.»
     «Mi dispiace, Tasso», si scusò Orso.
     «Si può sapere cosa ci fate qui?»
     «Stiamo cercando.»
     «E cosa state cercando?»
     «Io i miei occhiali, e Scoiattolo la felicità.»
     «Per mille fulmini, adesso mi toccherà cercare il sonno perduto.»

[   — Na tysiąc piorunów, co za zamieszanie! Obudziliście mnie w środku przepięknie fan­ta­stycz­nego snu.
     — Przepraszam, Borsuku — kajał się Niedźwiedź.
     — Można wiedzieć, co tu robicie?
     — Szukamy.
     — A czego szukacie?
     — Ja moich okularów, Wiewiór szzęścia.
     — Na tysiąc błysków, teraz będzie moja kolej, by szukać utraconego snu.]

🖇

In quel momento il cielo si oscurò e iniziò a piovere a dirotto.
     «Mi sa che bagneremo», fece Scoiattolo.
     «Puoi ben dirlo», constatò Orso.
     […]
     I lampi e i tuoni squarciarono il cielo del bosco.
     «Entrate nella mia tana», li invitò Tasso. «Almeno qui sarete al riparo.»

[W tym momencie niebo zaciągnęło się i zaczęło lać.
     — Myślę, że zmokniemy — oznajmił Wiewiór.
     — Można tak to powiedzieć — potwierdził Niedźwiedź.
     […]
     Błyskawice i grzmoty rozerwały leśne niebo.
     — Wejdźcie do mojej nory — zaprosił ich Borsuk. — Przynajmniej tutaj będziecie chronieni.]

🖇

Tasso offrì loro un tè alla fragola e poi tirò fuori da una piccola credenza rotonda dei biscotti al cioccolato.
     Orso e Scoiattolo accettarono volentieri.
     Tasso si ricordò che una volta aveva conosciuto una Mucca felice.
     «Com’era? E come aveva trovato la felicità?» chiese Scoiattolo.
     «Non me l’ha spiegato.»

[Borsuk zaproponował im herbatkę truskawkową, a potem wyjął z małej okrągłej szafki czekoladowe ciasteczka.
     Niedźwiedź i Wiewiór chętnie przyjęli te propozycje.
     Borsuk przypomniał sobie, że raz poznał szczęśliwą Krowę.
     — Jaka była? A jak znalazła szczęście? — pytał Wiewiór.
     — Nie wyjaśniła mi tego.]

🖇

     «Cosa vuoi, Lupo? È meglio che torni a casa tua», gli gridò Tasso.
     «Ho perso le chiavi e mi sto bagnando.»

[   — Czego chcesz Wilku? Byłoby lepiej, jakbyś wrócił do swojego domu! — odkrzyknął mu Borsuk.
     — Zgubiłem klucze i jestem przemoknięty.]

Alla fine decidero di aprirgli. Lupo era bagnato fradicio. […]  Lupo escla­mò: «Caspita, Tasso, vive un bel po’ gente nella tua tana.» […]
     Ma Lupo spiegò con voce tremante che tutti scappavano quando lo ve­de­va­no e che lui voleva solo trovare un amico, qualcuno che non fug­gis­se da lui.
     I tre animali sentirono una stretta al cuore.
     «Guarda un po’», esclamo Orso. «A quanto pare ne hai trovati tre, nes­suno di noi è scappato.»
     Lupo sorrise con gratitudine.

[W końcu zdecydowali się mu otworzyć. Wilk był mokrusieńki. […] Wilk wykrzyknął:
     — Cholera, Borsuku, w twojej norze mieszka sporo ludu. […]
     Ale Wilk wyjaśnił drżącym głosem, że wszyscy zwiewali, kiedy go widzieli, a on chciał jedynie znaleźć przyjaciela, który by przed nim nie uciekał.
     Wszystkie trzy zwierzęta poczuły ścisk w sercu.
     — Rozejrzyj się odrobinkę — zawołał Niedźwiedź — Najwyraźniej znalazłeś ich troje, nikt z nas nie uciekł.]

🖇

     «Orso, no c’è bisogno che mi racconti altre bugie», disse Orsa.
     «Come fai a sapere che sono bugie?» chiese lui sorpreso.
     «Lo vedo nei tuoi occhi e lo sento nella tua voce», rispose lei.
     E detto questo, gli chiuse la porta in faccia.
     Orso tornò a casa trascinando i piedi, con un’ombra nera dentro al cuo­re. Prese il sasso che voleva regalarle e lo gettò con rabbia nel fiume.

[   — Niedźwiedziu, nie musisz mi mówić więcej kłamstw — powiedziała Niedźwiedzica.
     — Skąd wiesz, że to kłamstwa? — zapytał zdziwiony.
     — Widzę to w twoich oczach i słyszę to w twoim głosie — odpowiedziała.
     Powiedziawszy to, zamknęła mu drzwi przed nosem.
     Niedźwiedź wrócił do domu ciągnąc łapę za łapą, z czarnym cieniem w sercu. Wziął ka­myk, który chciał jej podarować, i wrzucił go ze ze złością do rzeki.]

Il giorno seguente andò a trovarlo Scoiattolo, che voleva sapere com’era andata.
     «Forse avresti dovuto dirle la verità e basta», dichiarò.
     Orso si rese conto di essere stato uno stupido.

[Następnego dnia poszedł do Wiewióra, który chciał wiedzieć, jak mu poszło.
     — Może powinieneś powiedzieć jej prawdę i tyle — stwierdził.
     Niedźwiedź zdał sobie sprawę, że postąpił głupio.]

🖇

     «Dove vai?»
     «Ho deciso di andare in cerca della Mucco felice», gli spiegò Scoiattolo.

[   — Gdzie idziesz?
     — Zdecydowałem ruszyć na poszukiwania szczęśliwej Krowy — wyjaśnił Niedźwiedziowi Wiewiór.]

🖇

Di tanto in tanto Orso andava a trovare Tasso e Lupo, e prendevano tè al­la fragola con biscotti al cioccolato.
     Tutti e tre si domandavano cosa fosse successo a Scoiattolo: dov’era? Cosa faceva? Come stava? Aveva trovato la Mucca? Aveva scoperto qual­co­sa sulla felicità?

[Od czasu do czasu Niedźwiedź odwiedzał Borsuka i Wilka, raczyli się herbatką tru­skaw­ko­wą i czekoladowymi ciasteczkami.
     Wszyscy troje zastanawiali się, co się stało z Wiewiórem. Gdzie był? Co robił? Jak się miał? Znalazł Krowę? Odkrył coś na temat szczęścia?]

🖇

Quando Scoiattolo tornò, Orso provò una grande felicità. Il vento faceva danzare i rami e il cielo era limpido e terso come una piscina.
     La sera trovarono tutti e quattro a casa di Tasso.

[Kiedy Wiewiór wrócił, Niedźwiedź czuł wielkie szczęście. Wiatr sprawił, że gałęzie tań­czy­ły, a niebo było przejrzyste i gładkie jak woda w basenie.
     Wieczorem spotkali się we czwórkę u Borsuka.]

🖇

     «Racconta, racconta...» lo pregarano in coro gli altri tre.
     […]
     «E non ti dico il Pipistrello», continuò Scoiattolo.
     «Hai incontrato un Pipistrello?» fece Tasso.
     «Sì, e mi ha detto che anche se sapeva che tutti lo trovano brutto, lui si piaceva così com’era.»
     «Per mille fulmini... straordinario, che coraggio!» balzò in piedi Lupo.
     «Davvero ammirevole», lo elogiò Tasso.

[   — Opowiadaj, opowiadaj… — prosili Wiewióra chórem całą trójką.
     […]
     — I nie wspomnę o Nietoperzu — kontynuował Wiewiór.
     — Spotkałeś Nietoperza? — zagadnął Borsuk.
     — Tak, powiedział mi, że chociaż wie, że wszyscy uważają go za brzydkiego, on lubi się takim, jakim jest.
     — Na tysiąc błyskawic… nadzwyczajne, co za odwaga! — skoczył na równe nogi Wilk.
     — Godne podziwu — pochwalił go Borsuk.]

Scoiattolo sorseggiò il suo tè alla fragola e continuò: «Il giorno dopo mi ha svegliato una voce dolcissima. Era così bella che sono rimasto in­can­ta­to. Ho seguito la voce e ho trovato La Giraffa. La Giraffa mi ha spie­ga­to che ciò che la rende felice è sentire il suo canto trasportato dal ven­to. ‘La musica è magica’, mi ha detto, ‘fa il solletico, regala abbracci e riem­pie il cuore’.»
[Wiewiór siorbnął swojej herbatki truskawkowej i kontynuował:
     — Dzień później obudził mnie słodziutki głos. Był tak piękny, że pozostałem oczarowany. Poszedłem za głosem i znalazłem Żyrafę. Wyjaśniła mi, że to, co czyni ją szczęśliwą, to usły­szeć jej piosenkę niesioną przez wiatr. „Muzyka jest magiczna” — powiedziała mi — „ła­sko­cze, przytula i napełnia serce”.]

🖇

     «Ma, in realtà, l’animale più curioso che ho incontrato è il Serpente», con­ti­nuò Scoiattolo.
     «Un Serpente?» si sorprese Orso.
     «Sì, il Serpente mi ha detto una cosa che non ho ancora capito.»
     «Che ti ha detto?» chiese Lupo.
     «Mi ha detto: ‘Caro Scoiattolo, la felicità non è fuori, è dentro’.

[   — Ale faktycznie najciekawszym zwierzęciem, jakie spotkałem, to Wąż — kontynuował Wiewiór.
     — Wąż? — zdziwił się Niedźwiedź.
     — Tak, ten Wąż powiedział mi coś, czego jeszcze nie zrozumiałem.
     — Co ci powiedział? — apytał Wilk.
     — Powiedział mi: „Drogi Wiewiórze, szczęście nie jest na zewnątrz, jest w środku”.]

🖇

🖇

La Mucca felice. Doveva riprendere la ricera. Trovare la Mucca e con­ti­nu­are a indagare sul segreto della felicità.
     Detto fatto, salutò di nuovo i suoi amici.
     «Ciao, torna presto», gli disse Orso.
     «Abbi cura di te», gli gridò Tasso.
     «Ci mancherai», aggiunse Lupo.

[Szczęśliwa Krowa. Musiał wznowić poszukiwania. Znaleźć Krowę i kontynuować badania nad sekretem szczęścia.
     To ustaliwszy, pożegnał jeszcze raz swoich przyjaciół.
     — Cześć, wracaj szybko — powiedział mu Niedźwiedź.
     — Dbaj o siebie! — krzyknął do niego Borsuk.
     — Będzie nam ciebie brakowało — dodał Wilk.]

E Scoiattolo si allontanò saltellando lungo la strada. Forse per lui la fe­li­cità era questo: andarsene, imparare cose nuove e tornare per ri­tro­va­re gli amici.
[I Wiewiór oddalił się, podskakując wzdłuż drogi. Może dla niego szczęściem było: wy­puszczać się w świat, nauczyć się nowych rzeczy i wrócić, by znów spotkać przyjaciół.]

Eulàlia Canal, La felicità è una tazza di tè, ilustr. Toni Galmés, z j. katalońskiego przeł. Luigi Cojazzi,
Terre di mezzo Editore, Milano 2023.
(wyróżnienie własne)



[suplement z informacją 
o nagrodzie: 29.03.2025]

*

5738. Z oazy (CCCXX)

Co­tygodniowe odliczanie literek, raz. Dziś, trzydzieści siedem miesięcy od wybuchu wojny na Ukrainie, skończona trzysta dwudziesta książka. Lektura wynikająca z umo­wy książ­ko­wej zawartej z Sadownikiem — On przeczyta książkę z mojej bańki, ja z Jego, czyli tę.

Czytanie trwało, bo ła­two nie było. Przez długi czas, łopa­to­lo­gicz­nie tłumaczyła mi ta książka, dlaczego jest tak, jak jest. Treść żadnego z rozdziałów nie mieściła się w mojej głowie. Całość nijak się ma do mojego malutkiego, lokalnego systemu wartości.

Ważna, a nawet arcyważna pozycja, bo teraz inaczej brzmią wiadomości z kraju i ze świata. Łatwiej na swoje miejsce wskakują puzzle perspektywy, która nigdy nie za­przątała mi głowy.

W przestrzeni pomiędzy „musimy przejść” przez to, co przed nami, a tym, że „nie musi” być najgorzej i możliwe jest uniknięcie dramatycznego (acz „ho­no­ro­wego”) końca, istnieje spora przestrzeń, którą możemy wypełnić wła­sny­mi działaniami i decyzjami. To miejsce na stworzenie i realizację wła­ściwej strategii. I nie musielibyśmy wówczas zajmować się honorem.

🖇

Wchodząc w nową epokę, pełną konfliktów, których miało już nie być, ale nadeszły niczym wstrętna zjawa znana z przeszłości, musimy poradzić so­bie z przyszłością, ponieważ przyjdzie nam podejmować decyzje, których skutków nie znamy i dzisiaj znać do końca nie możemy.

🖇

Pamiętajmy, że wojny wybuchają wskutek złego rozeznania układu sił, a trwają dłużej, niż planowano, bo przeszacowano siłę własną w relacji do przeciwnika, który okazał się silniejszy i odporniejszy, niż zakładano.

🖇

Wojny systemowe, czyli zmieniające zasady, na jakich działa system mię­dzy­na­ro­do­wy, potrafią trwać długo. Są bowiem przede wszystkim potężną rywalizacją o gmach kapitalizmu, o to, jak jest zbudowany oraz kto i jakie zajmuje w nim miejsce, czyli kto więcej korzysta na wymianie. […] 
     Od czasów powstania prymatu Stanów Zjednoczonych, na gru­zach dru­giej wojny światowej, stworzono takich instytucji niemało, i to zawsze w „po­nad­państwowych” formatach. […] 
     Organizacje międzynarodowe nadzorujące cykl hegemoniczny, czyli zasady, na których działa system, pozostają w korelacji z hegemoniczną dominacją wojskową; robią to zazwyczaj subtelnie, bo na zewnątrz prze­cież zawsze trzeba pokazać, że „jesteśmy cywilizowani”.

🖇

Za obecną wojnę winę ponosi także bezbrzeżna chciwość, która niczym akuszerka pomogła narodzinom obecnej konfrontacji. Chciwość dysponentów gmachu kapitalizmu, którzy kontrolując mechanizmy in­we­sty­cyj­ne, uważali, że będą kontrolować kapitalizm światowy na ko­rzyst­nych dla siebie warunkach, bez końca. Wykorzystując polityczny prymat Stanów Zjednoczonych w systemie światowym, chcieli kontrolować cykle inwestycyjne, kapitałowe i innowacje technologiczne i w efekcie odbierać kolosalne zyski z pracy ludzi na całym globie bez ponoszenia społecznych kosztów przepuszczania kapitału przez pracę tych ludzi.
     Zarabiało się bardzo dobrze, wręcz bajecznie, i to bez wysiłku, bez co­dzien­nej odpowiedzialności za losy społeczeństw. […]  Ci, którzy zarabiali na tym najwięcej, stawali się coraz bardziej „żarłoczni”: jak nie w tym, to w innym biznesie, błyskawicznie się przekształcając i poszukując coraz większych i, co chyba ważniejsze, szybkich stóp zwrotu.

🖇

„Napięcie” oznacza brak równowagi i jej dynamiczne poszukiwanie przez państwa w zawsze anarchicznym systemie międzynarodowym. System ten jest z natury swojej anarchiczny, bo nie ma formalnego arbitra sporów między państwami – sądu najwyższego czy superegzekutora, więc o tym, kto ma rację, decyduje siła.

🖇

Prawda rozgrywa się w głowie decydenta. Tu i teraz. W mo­men­cie, gdy musi podjąć decyzję. […]  z wyjątkiem jawnych idiotów lub zdraj­ców – każdy polityk chce jednak dobrze dla swojego państwa… I oczy­wiście dla siebie, co jednak w zdrowym państwie powinno w sumie ozna­czać to samo.

🖇

[…]  w dyskusjach o polityce międzynarodowej zachowujemy się w Polsce nader często, jakbyśmy mieli swój własny polski FED […]. Nasz „FED” od­po­wiada za emisję ocen moralnych, które zdajemy się uważać za jakąś nie­zmiernie cenną walutę międzynarodową, która daje nam lepszą „po­zy­cję” w systemie międzynarodowym. […]   dodatkową akurat zaletą posiadania globalnej waluty rozliczeniowej jest to, że FED może drukować i oscylować wartość dolara, tak jak chce. I to jest „wybaczalne”, a powodem wy­ba­cza­nia jest potęga Stanów Zjednoczonych i tym samym ich wpływ na system międzynarodowy.
     […]  Jak przystało na prawdziwy FED, chcemy nawet ustalać „kurs wy­mia­ny” swoich zachowań moralnych wobec innych walut, czyli za­cho­wań innych państw w danej sytuacji – oczywiście według własnych wyo­bra­żeń co do hierarchii tego, co jest lepsze, a co gorsze moralnie… Zgodnie z tym dyskursem moralność ma nam rzekomo dawać siłę i dogodną pozycję wzglę­dem innych krajów. […]  Nasze złudzenia moralne nie tylko są jednak ab­sur­dal­ne i wręcz szkodliwe dla Polski, ale z zagranicy wy­glą­da­ją jak tanie cwaniactwo na czyjś koszt.

🖇

Gdy wyjdzie biskup, pastor, rabin
Pobłogosławić twój karabin,
Bo mu sam Pan Bóg szepnął z nieba,
Że za ojczyznę – bić się trzeba;
Kiedy rozścierwi się, rozchami
Wrzask liter pierwszych stron dzienników,
[…]
Mój bliźni z tej czy innej ziemi!
[…]
Wiedz, że to bujda, granda zwykła,
Gdy ci wołają: „Broń na ramię!”,
Że im gdzieś nafta z ziemi sikła
I obrodziła dolarami;
Że coś im w bankach nie sztymuje,
Że gdzieś zwęszyli kasy pełne
[…]
Twoja jest krew, a ich jest nafta!
I od stolicy do stolicy
Zawołaj broniąc swej krwawicy:
„Bujać – to my, panowie szlachta!”
Julian Tuwim, Do prostego człowieka, 1929.

🖇

Wojna wydatnie przypomina nam wszystkim, jak ważne jest państwo w co­raz bardziej anarchicznym systemie międzynarodowym, w którym wa­run­ki relacji między państwami coraz jawniej ustalane są siłą, a nie według obo­wiązujących wszystkich po równo zasad. Siła (dawniej często mówiono: potęga) czy sprawczość wobec innych może wynikać z przewagi siły woj­sko­wej, ekonomicznej, czasem też z przewagi ocierającej się o prze­moc o cha­rakterze instytucjonalnym – różne są bowiem oblicza siły. Osta­tecz­nie silniejsi narzucają zasady słabszym. Dzieje się tak zawsze, gdy nie obo­wią­zu­ją jasne zasady przewidziane dla wszystkich, a rywalizacja o przewagę jednych nad drugimi, która się bierze w istocie z kontroli marży i łań­cu­chów wartości (czyli kto i ile zarabia na własnej i czyjejś pracy), staje się namacalna, szczególnie w momencie powrotu protekcjonizmów, bu­do­wa­nia mu­rów, podważania swobody ruchu ludzi, kapitału, ogra­ni­cza­nia ukła­du z Schengen, prowadzenia wojen celnych, technologicznych i han­dlo­wych.
     Bez państwa nie ma bezpieczeństwa, a bez bezpieczeństwa nie ma nic. Bezpieczeństwo jest jak tlen.

Jacek Bartosiak, Oczy szeroko otwarte. Strategia Polski na czas
wojny światowej
, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2025.
(wyróżnienie własne)

Georg Hegel […]  na początku Zasad filozofii prawa pisze, że sowa Minerwy wylatuje o zmierzchu, co ma oznaczać, że mądrość przychodzi w istocie spóźniona, bo pod ko­niec dnia, na końcu pewnego etapu czy epoki, gdy zda­rze­nia się już dokonały i gdy pewien okres został zam­knię­ty. […]  Jeśli zaś za wyżej przywołaną metaforyczną sowę uznalibyśmy własne państwo z całym gmachem jego urzędników, biurokracji, wojska, jak również sze­ro­ko pojętych elit oraz kształtowanej na styku interakcji między nimi zdolności do generowania kultury stra­te­gicz­nej, to powstaje pytanie: czy sowa umie latać i czy właściwie tego chce, a jeśli tak, to czy w ogó­le poleci? Ponieważ poza zrozumieniem złożonej rze­czy­wi­sto­ści trzeba mieć jeszcze wolę latania i pró­bo­wać kształ­to­wać rzeczywistość.

🖇

Równowaga jest potrzebna, by można było się rozwijać, zarabiać i po prostu żyć.

(tamże)

niedziela, marca 23, 2025

5737. 82/365

ból, bezsens, brak — nieprzekładalne na słowa do­świadczenie sprzed dziesięciu dni, a nie piękno aliteracji. i wtedy, te dzie­sięć dni te­mu, nagle znikąd słowa:
     — poczuj miłość*.

ból fizyczny nie zniknął, po braku i bezsensie nie było juź śla­du, pozostał we mnie ogień do dziś.

82/365

________
  *  może być każda: ta, co trwa, choć zębem czasu ciut nad­gry­zio­na; ta szczenięca, niespełniona, o której nikt nigdy się nie dowie­dział; może być ta, którą pokonała rzeczywistość.
     chodzi o ten ułamek chwili, gdy nie było nic innego, tyl­ko czysta miłość.
  *  miesiąc temu Akuszer podyktowałby: poczuj swoje serce. (brzmi zdecydowanie mniej kontrowersyjnie).

P!NK, Never Gonna Not Dance Again.

5736. Czekariat (CX)


fot. Saxifraga, fragment.

Spróbuj nie rozpaczać. […]  Spójrz na swoje życie jak na książ­kę. Dla niektórych jestem rozdziałem, dla innych akapitem lub przy­pi­sem. […]  Twoja książka należy do ciebie. I, na litość bo­ską, nie pozwól, by rozpamiętywanie szczęśliwego rozdziału przysłaniało resztę – to naprawdę nie ma sensu.

Simon Boas, Poradnik umierania dla początkujących,
przeł. Dobromiła Jankowska, Angora, Warszawa 2025.

5735. Zamieniając ziarnka piasku w perły (XV)

docenienie, że ktoś-coś-super, nie jest
spotkaniem ze swoją niższą rangą.
KD • Teacher
źródła niższej rangi szukaj
w sobie, w swojej historii osobistej.

★ ★

     — poczuł_am się zlekceważon_.
     — zlekceważenie nie jest poczuciem, to inter­pre­ta­cja zachowania.

wtorek, marca 18, 2025

5734. Z oazy (CCCXIX)

Kilkuty­godniowe odliczanie literek, cztery. Poślizgniete jeden dzień. Książka z bro­dą. Dorzucona do którejś lektury z deputatu włoskich książek gdzieś bliżej początku trzeciego kwartału zeszłego roku. Dorzu­co­na, by nie płacić za przesyłkę. Wybrana, pamiętam, bo Autor, bo… krokodyl. Gdy pojawiła się w ulu, rozczarowała nie­wy­god­nym dla mnie formatem. Wylądowała na stosiku, w książkowej poczekalni. Wy­lą­do­wa­ła na bliżej nieokreślony czas.

Wróciła do gry, gdy postanowiłam zmniejszać wysokość słupka, jaki two­rzą cier­pli­wie czekające na moją uwagę i czas obleczone w okładki literki. Wróciła w pier­wszej kolejności, bo jest bardzo na czasie. Czasie, gdy zbrodniarza wojennego nazywają pre­zy­dentem, gdy pierwszy blondyn starej hegemonii oczekuje, że napadnięci prze­pro­szą za to, że wojna tak długo trwa, a w kraju nad Wisłą złodziei i niedouków zwą po­li­ty­ka­mi. Jaka wojna? Jaki złodziej? Jaki nieuk? Co za bzdura! To kura, to kura i tamto też kura — pod­su­mo­wa­ła spokojnie żaba.

Sull’Isola dei Sassolini vivevano tre rane: Marilyn, August e una terza che era sempre da qualche altra parte.
     Il suo nome era Jessica.

[Na Wyspie Kamyczków mieszkały trzy żaby: Marilyn, August i trzecia, która zawsze była gdzie indziej.
     Miała na imię Jessica.]

Jessica era piena di meraviglia. Faceva lunghe passeggiate da un capo all’al­tro dell’isola e tornava solo alla fine della giornata gridando: «Guar­da­te che cosa ho trovato!». […]  «Non è straordinario?».
     Marilyn e August, però, non erano mai impressionati.

[Jessica była przepełniona zachwytem. Robiła długie spacery z jednego końca wyspy na drugi i wracała wyłącznie pod koniec dnia, wołając:
     — Spójrzcie, co znalazłam! […] Czyż nie jest wspaniałe?
     Jednak Marilyn i August nigdy nie byli pod szczególnym wrażeniem.]

🖇

Un giorno Jessica trovò un sasso che spiccava su tutti gli altri. Era per­fetto, bianco come la neve e tondo come la luna piena di mezza estate. E, an­che se era grande quasi quanto lei, decise di portarlo a casa.
[Pewnego dnia Jessica znalazła kamień, który wyróżniał się wśród innych. Był idealny, biały jak śnieg i okrągły jak księżyc w pełni w środku lata. I chociaż był równie duży jak ona, postanowiła zabrać go do domu.]

🖇

"Chissà che cosa diranno Marilyn e August quando lo vedranno!" pen­sò mentre faceva rotolare quel bellissimo sasso fino alla piccola insenatura dove vivevano tutte e tre.
[   — Kto wie, co powiedzą Marilyn i August, kiedy go zobaczą! — pomyślała, podczas gdy toczyła ten piękny kamień aż do malutkiej zatoczki, gdzie mieszkali w trójkę.]

🖇

«Guardate che cosa ho trovato!» esclamò trionfante.
     «Un enorme ciottolo!»
     Quella volta Marilyn e August erano davvero sbalorditi. «Non è un ciottolo» disse Marilyn, che sapeva sempre tutto di tutto. «È un uovo. Un uovo di gallina.»
     «Un uovo di gallina? Come fai a sapere che è un uovo di gallina?» volle sapere Jessica, che non aveva mai nemmeno sentito parlare di galline.
     Marilyn sorrise. «Ci sono cose che si sanno e basta

[   — Popatrzcie, co znalazłam! — wykrzyknęła triumfalnie. — Ogromny otoczak!
     Tym razem Marilyn i August byli naprawdę zdumieni.
     — To nie jest otoczak — powiedziała Marilyn, co zawsze wiedziała wszystko o wszystkim. — To jajo. Kurze jajo.
     — Kurze jajo? Skąd wiesz, że to kurze jajo? — chciała wiedzieć Jessica, która nigdy nie słyszała o kurczakach.
     Marilyn uśmiechnęła się.
     — Są rzeczy, które się wie i koniec.]

🖇

Alcuni giorni dopo, le rane sentirono uno strano rumore provenire dall’uovo. Con grande stupore osservarono l’uovo che si spaccava e una creatura verde e squamosa che se ne usciva sulle quattro zampe.
     «Visto?» esclamò Marilyn. «Avevo ragione. È una gallina

[Kilka dni później żaby usłyszały dziwny dźwięk dochodzący z jaja. Z wielkim zdzi­wie­niem obserwowali jajo, które roztrzaskało się i wyszła z niego zielone i łuskowate stwo­rze­nie na czterech łapach.
     — Widzicie? — wykrzyknęła Marilyn. — Miałam rację. To kura!]

🖇

La gallina si tuffò e le rane la seguirono in acqua. Con loro grande sorpresa, la gallina si rivelò un'ottima nuotatrice e mostrò loro nuovi modi di galleggiare e sguazzare.
     Insieme si divertirono moltissimo, giocando dall’alba al tramonto.
     E continuarono così per molti giorni.

[Kura zanurzyła się. Żaby poszły za nią do wody. Ku ich zaskoczeniu Kura okazała się świetną pływaczką i pokazała im nowe sposoby unoszenia się na wodzie i pluskania się w niej.
     Razem świetnie się bawili, baraszkując od świtu do zmierzchu.
     I tak trwało to przez wiele dni.]

🖇

[Jessica e la gallina]  diventarono amiche inseparabili. Ovunque andasse Jessica, andava anche la gallina. Insieme viaggiarono per tutta l’isola, arrivando fino al posto segreto dove Jessica andava a pensare...
[Jessica i Kura stali się nierozerwalnymi przyjaciółmi. Dokądkolwiek szła Jessica, szła również Kura. Razem podróżowali po całej wyspie, docierając aż do tajnego miejsca, do którego Jessica szła, by pomyśleć…]

🖇

... e al Grande Sasso.
[…i na Wielki Kamień.]

🖇

Un giorno raggiunsero un posto dove Jessica non era mai stata pri­ma. Un uccellino rosso e blu volò giù da un albero. «Oh, eccoti qua!» esclamò quando vide la gallina. «La tua mamma ti sta cer­ca­ndo dappertutto! Vieni! Ti accompagno da lei!»
[Pewnego dnia dotarli do miejsca, w którym Jessica nigdy wcześniej nie była. Ptaszek, czerwono-niebieski, zleciał z drzewa.
     — O, tutaj jesteś! — wykrzyknął, gdy zobaczył Kurę. — Twoja mama szu­ka cie­bie wszę­dzie! Chodź! Zabiorę cię do niej!]

🖇

E così seguirono l’uccellino per molto tempo.
     Camminarono e camminarono. Camminarono sotto il sole caldo e la luna fresca fino a quando...
     ...s’imbatterono nella più straordinaria creatura mai vista.

[I tak szli za ptaszkiem, bardzo długo.
     Szli i szli. Szli pod ciepłym słońcem i chłodnym księżycem aż…
     …natknęli się na najbardziej niezwykłe stworzenie, jakie kiedykolwiek widziano.]

🖇

Stava dormendo, ma quando sentì la gallina gridare ‘Mamma!’ la crea­tu­ra aprì lentamente un occhio, fece un sorriso enorme e poi, con una voce gentile come il sussurro dell’erba, disse:
     «Vieni qui, mio dolce, piccolo al­li­gatore».
     E la gallina si arrampicò felice sul muso della madre.
     «Adesso è ora che vada» disse Jessica. «Mi mancherai tantissimo, piccola gallina. Vieni a trovarci presto, e porta anche la tua mamma.»

[Spała, ale kiedy usłyszała, jak Kura woła „Mamuś!” kreatura otworzyła powoli oko, uśmiech­nę­ła się szeroko, a potem łagodnym głosem, niczym szept trawy, powiedziała:
     — Chodź tutaj, mój słodziutki, mały aligatorze.
     I Kura, przeszczęśliwa, wspięła się na pysk matki.
     — Teraz na mnie już czas — powiedziała Jessica. — Będzie mi ciebie bardzo brakowało, Kurko. Odwiedź nas niedługo i weź również swoją mamę.]

🖇

Jessica non vedeva l’ora di dire a Marilyn e August che cosa era successo. Mentre si avvicinava all’insenatura, gridò: «Indovinate cos’ho scoperto!» e poi raccontò tutto. «E sapete che cosa ha detto mamma gallina al suo cucciolo?» chiese Jessica. «L’ha chiamato ‘mio dolce, piccolo alligatore’!»
     «Alligatore?» fece Marilyn. «Che sciocchezza!» E le tre rane non la fi­ni­va­no più di ridere.

[Jessica nie mogła doczekać się, by powiedzieć Marilyn i August, co się zdarzyło. Zbliżając się do zatoczki, wykrzyknęła:
     — Zgadnijcie, czego się dowiedziałam! — i potem opowiedziała wszystko. — I wiecie, co powiedziała Mama Kura do swojego kurczaczka? — zapytała Jessica. — Nazwała go „swoim słodkim, malutkim aligatorem”!
     — Aligatorem? — powtórzyła Marilyn. — Co za bzdura!
     We trzy, żaby nie mogły przestać śmiać się z tego bezsensu.]

Leo Lionni, Un uovo straordinario,
Bababum di Babalibri, Milano 2021.
(wyróżnienie własne)

*

poniedziałek, marca 17, 2025

(5732+1). Przypis do depesz z frontu

Mini-instrukcję obsługi terminalnie chorych ludzi, którą znajdziesz w tej książce, uzu­peł­nię o drobny suplement. Z ciężko i nieuleczalnie cho­rymi jest podobnie jak ze świe­ży­mi matkami: „siedząw domu. To gładko prowadzi przez tunelowe my­ślenie do wielopiętrowych nieporozumień.

Jeśli, na przykład, umówił_ś się z chorą osobą na godz. 16:00, fakt, że ona „siedzi” w domu, nie daje ci prawa do przyjścia w szampańskim humorze po siedemnastej trzydzieści, bo tyle bardzo ważnych rzeczy musiał_ś skończyć, nim się w końcu bo­ha­ter­sko wyrwał_ś ze szponów świata. Pomijam fakt, że najprawdopodobniej w sto­sun­ku do zdrowej osoby miał_byś więcej szacunku dla jej czasu lub zwyczajnie ba­ł_­byś się ciut, że na ciebie nie poczeka.

Chciałabym, byś miał_ z tyłu głowy, że „siedzenie” w domu to często napięty grafik (rehabilitacja, regeneracja, ćwiczenia, drzemki, dzięki którym da się w przyzwoitym stanie dociągnąć do wieczora). Drugą, nie mniej znaczącą kwestią jest fakt, że chory, umawiając się z tobą na 16:00, albo wie, że o tej godzine jest w formie, albo zakłada, że jest duże prawdopodobieństwo, że będzie w formie. O osiemnastej może być już po prostu pozbawiony możliwości czerpania radości ze spotkania z tobą, walcząc wy­łącznie o utrzy­ma­nie się na powierzchni trwania.

[…]  umierający ludzie nie są tacy sami, a najważniejsza rada, jaką mam, to by pozwolić im się prowadzić. […] Utrzymuj kontakt Nie po­ja­wiaj się bez zapowiedzi Nie omijaj tematu Słuchaj uważnie! Nie umniej­szaj sprawy Nie zmuszaj ludzi do odpowiedzi Nie udzielaj porad me­dycz­nych Nie narzucaj nikomu religijności (ani jej nie zabraniaj) Po­ma­gaj – ale konkretnie

🖇

Jeśli oferujesz choremu pomoc, spróbuj wymyślić coś przydatnego. Dobrze wiem, że przez lata w dziesiątkach wiadomości dopisywałem zdanie: „Pro­szę, daj znać, jeśli mogę coś dla ciebie zrobić”, i wcale się nie dziwię, że nikt nigdy nie skorzystał z tej propozycji. Kiedy umierasz, często trudno jest pro­sić o cokolwiek, a wyliczanie potrzeb w odpowiedzi na ogólne oferty to też duży problem, bo przecież nie wiesz, czy w ogóle były szczere.
     Co rzeczywiście możesz zrobić, aby pomóc, poza (najważniejsze!) deli­kat­nym poinformowaniem kogoś, że o nim myślisz? […]  Jeśli naprawdę chcesz pomóc, znajdź potrzebę i spraw, by umierający mógł po prostu odpo­wie­dzieć „tak” lub „nie” na twoją propozycję.

🖇

Tak czy owak, jest naprawdę miło, gdy
ktoś się do ciebie odzywa.

🖇

Jest również tendencja (i tak, też to robiłem), by przypominać ludziom, iż ma­ją zachowywać optymizm. W rzeczywistości nie istnieją naukowe do­wo­dy na to, że pozytywny stosunek do życia oznacza jakąkolwiek różnicę w wy­ni­kach pacjenta (choć może poprawić jakość jego życia). […] A mó­wie­nie komuś, by „zachował optymizm”, oczywiście w żaden sposób go do tego nie skłoni.

🖇

Miło jest otrzymać wiadomość z informacją: „Nie musisz odpisywać”, ponieważ często nie mamy na to ani energii, ani siły umysłowej.

🖇

A najgorsze jest otrzymywanie porad lub poleceń cudownych preparatów.

🖇

Słuchaj – i słuchaj uważnie. Kiedy próbujemy ci wyjaśnić zło­żo­ny i zagmatwany świat, w którym obecnie żyjemy i do któ­re­go być może wciąż się przyzwyczajamy, nie jest nam łatwo, a potem ty zadajesz jakieś pytanie i od razu wiemy, że nie słuchałeś.
// Martin, przyjaciel Autora, bohater wojny o Falklandy.

🖇

Zaryzykowałbym stwierdzenie (i znów – mnie też się zdarzało pobłądzić), że większość tych ostatnich wizyt przynosi więcej korzyści odwiedzającemu niż odwiedzanemu. Dlatego nie spodziewaj się zaproszenia i raczej nie wska­kuj od razu za kierownicę. Zaproponuj raz i poczekaj na odpo­wiedź.

Simon Boas, Poradnik umierania dla początkujących,
przeł. Dobromiła Jankowska, Angora, Warszawa 2025.
(wyróżnienie własne)

5732. Z oazy (CCCXVIII)

Kilkuty­godniowe odliczanie literek, trzy. W ostatni piątek późnym wieczorem do­wie­działam się o istnieniu tej książki. Pełnia księżyca dała mi popalić, wskutek czego sen był od­le­głym marzeniem, ale dałam radę, nie zapaliłam światła o trzeciej trzy­dzie­ści, nie włączyłam komputera, nie zrobiłam klik, klik. Duma, jaka mnie roz­pie­ra­ła, z tego faktu, świadczy o głębokim uzależnieniu od iesbeenów. W sobotę o siód­mej rano, w maje­sta­cie prawa zrobiłam klik, klik i miałam ją na czytniku. Rzuciłam wszystko, co czy­ta­łam. Dwie kawy i było po lekturze.

Dla mnie to zdecydowanie kolejna książka roku 2025. To również kolejna książka, której fragmencik wprawił mnie w osłupienie, gdy dotarło do mnie, że jego treść świad­czy o tym, że autor(ka) nie rozumieli słów Kübler-Ross. No i na koniec, mu­sia­łam dorzucić swoje pięć kulawych groszy.

[dostęp 17.03.2025], źródło.

Simon Boas
(1977–2024)

🖇 🖇

Dużo szczęścia na twojej własnej drodze, długiej czy krótkiej! Wszystko będzie dobrze, wszystko będzie dobrze, wszystko będzie do cna dobrze!
                                                     Simon
                                                     Trinity, Jersey
                                                     czerwiec 2024

 

🖇 🖇

Niezależnie od tego, jak dużo wiedzielibyśmy czy myślelibyśmy o śmierci, kiedy nadchodzi nasza kolej, wszyscy jesteśmy początkujący. A ja zde­cy­do­wa­nie czuję się nowicjuszem, więc aroganckie z mojej strony jest twier­dze­nie, że będzie to poradnik. To po prostu kilka przypadkowych depesz z linii frontu, z niespodziewanie jasnego, intensywnego i granicznego okresu życia.

🖇

[…]  da się „wejść łagodnie do tej dobrej nocy”, jednocześnie żyjąc i kochając życie w najpełniejszym sensie tych słów.

🖇

Mój tekst opisuje po prostu to, co mi pomogło, a także wyjaśnia kilka zda­rzeń, kiedy musiałem szukać w sobie głębokich rezerw poczucia humoru, aby poradzić sobie z czymś, co znienacka walnęło mnie w łeb.

🖇

Zacząłem patrzeć na trudności i zmartwienia z wielką empatią dla siebie i zrozumiałem, że przecież robię wszystko, co w mojej mocy, i to wystarczy.

🖇

Benjamin Franklin pisał, że większość ludzi umiera w wieku dwudziestu pię­ciu lat, choć do grobu trafiają dopiero w wieku siedemdziesięciu pięciu. Teraz jest czas – bez względu na to, ile masz lat – aby podsumować sprawy i pojąć, że życie jest cenne i skończone.

🖇

[…]  wszyscy jesteśmy ze sobą powiązani jako uczestnicy wiel­kie­go kosmicznego tańca, a jego sednem są życzliwość i miłość.

🖇

Jak przed śmiercią napisał Christopher Hitchens: „Na głu­pie py­ta­nie: »Dla­cze­go ja?«, kosmos może tylko niechętnie odpowiedzieć: »A dlaczego nie?«”. Sądzę, że jeśli wierzysz w boskie istnienie, musisz podjąć próbę i zig­no­ro­wać to poczucie niesprawiedliwości, nie pytać: „Dla­cze­go ja?”. Jeśli do koń­ca będziesz utrzymywał, że to Bóg ci to zrobił – ale przecież mógłby też zmie­nić zdanie! – umrzesz skupiony na niesprawiedliwości i stracie, a nie na niezwykłym darze, jaki wszyscy otrzymaliśmy.

🖇

Większość ludzi nigdy nie umrze, ponieważ nigdy się nie narodzi. […] Wiemy to, ponieważ liczba możliwych sekwencji ludzkiego DNA znacznie przewyższa liczbę ludzi rzeczywiście żyjących. […]  Należymy do niewielkiej uprzywilejowanej grupy, która wbrew wszystkiemu wygrała wielką loterię urodzeń, dlaczego więc narzekamy na nieunikniony powrót do stanu po­przed­nie­go, skoro ogromna większość nigdy nawet z niego nie powstała?
Richard Dawkins

🖇

[…]  mamy szczęście, że w ogóle istniejemy, i  […]  mamy szczęście, że istniejemy akurat w tym czasie i w ten sposób.

🖇

A z tego, co ostatecznie uznałem za dar, wyciągnąłem dwie główne lekcje.
     […]  zrozumiałem, że śmierć jest nieunikniona – nawet bardziej niż po­dat­ki. Jednak od tych ludzi, w których życiu śmierć jest obecna bardziej niż zwykle, nauczyłem się, że nie musi to wcale umniejszać pełni egzystencji. […]  Ucieczka przed śmiercią to nie tylko marnowanie energii, lecz także przeciwstawianie jej życiu.

🖇

[…]  religia nie tylko nie jest konieczna, by ludzie postępowali etycznie, lecz jest w pewnym sensie z tym sprzeczna. Czy nie oszukujesz ani nie mor­du­jesz, ponieważ przykazania mówią ci, że to nieprzyjemne dla kogoś innego (i poniesiesz karę), czy naprawdę pojmujesz, że to zło?

🖇

[…]  gdy ludzie zbliżają się do końca życia, wielu z nich – w tym ja – za­czy­na się bardziej interesować sprawami ducha. Nie jest to chwytanie się brzy­twy ani ostatnia szansa na zakład Pascala; to przychodzi całkiem na­tu­ral­nie, gdy wreszcie da się wyraźnie zobaczyć śmierć, uwolnioną od wszyst­kich obaw i tabu.

🖇

Zaskakująco łatwo znaleźć w sobie haj dzięki innym ludziom. Nie tylko przyjaciołom i bliskim, nie tylko osobom, z którymi dzielisz zajęcia lub zainteresowania. Możesz chodzić po mieście, sklepie lub szpitalu i czerpać haj od nieznajomych. Świadomość tego naprawdę zmieniła moje życie, a także bardzo się przydała w okresie poprzedzającym śmierć.

🖇

Życie jest niezwykle cenne, niepowtarzalne i piękne. Ty jesteś wspaniały. Kiedy mówisz: „Jest okej”, a zapewne robisz to dwadzieścia razy dziennie, uświadom sobie, że nie znaczy to tylko: „Jest dobrze”. Jest naprawdę do­sko­na­le. Jesteś jedyny w swoim rodzaju. Wyjątkowy. Doskonale stworzony, doskonały jak najlepsza kuchnia, doskonały jak najlepsza porcelana! Na­praw­dę jest okej, a nawet więcej. Często powtarzamy te słowa i nie­świa­do­mie mówimy prawdę.

Simon Boas, Poradnik umierania dla początkujących,
przeł. Dobromiła Jankowska, Angora, Warszawa 2025.
(wyróżnienie własne)

[…]  najważniejsze jest to, by łapać życie za ge­ni­ta­lia i wyciskać z nich radość. Świat jest tak pe­łen możliwości, dziwności i ko­lo­rów, że szkoda by­ło­by iść przezeń na ślepo, mar­nu­jąc ten nie­praw­do­po­dob­ny dar, jaki otrzy­ma­li­śmy: istnienie.

🖇

Jeśli możesz, ignoruj politykę, przyswajaj jak najmniej newsów i staraj się trzymać z dala od mediów spo­łecz­no­ścio­wych. Wszystkie one pomijają szeroki kontekst.

🖇

[…]  ciesz się, że nasze życie się splotło; pomyśl o tajemnicy i radości z tej jedynej rzeczy, która ostatecznie łączy nas wszystkich.

🖇

Ustal priorytety, na problemy spójrz z dystansu, nie od­kła­daj rzeczy na później. […]  A kiedy śmierć na­gle przy­je­dzie na ognistym motocyklu po ciebie lub ko­goś in­ne­go, będziesz nieco lepiej przygotowany, aby za­pro­po­no­wać jej filiżankę herbaty.
     Akceptacja okazała się dla mnie bardzo wyzwalająca. Tak jest od zawsze i nic tego nie zmieni: rodzimy się i roz­sy­pujemy, wracamy do natury, a być może także do siły, która wszystko wprawiła w ruch. Zaprzeczanie, kurczowe trzymanie się nadziei, że nowa tabletka lub modlitwa cię wyleczą, działają zupełnie od­wrotnie.

🖇

[myślcie] o mnie jak o przeczytanej z przyjemnością książ­ce. Całe nasze życie można w ten sposób po­strze­gać. Dla jednych jesteśmy tylko akapitem lub przypisem, dla innych rozdziałem lub tomem. Dla nikogo nie je­ste­śmy całą książką […]. Jesteśmy postaciami w ich historiach. A oni będą pisać w nich piękne rozdziały rów­nież po naszym odejściu.

🖇

Naprawdę wszyscy powinniśmy zaakceptować fakt, że umrzemy (i zmienić dzięki temu swoje życie).

🖇

Dostrzegajcie drobne akty czułości, stoicki humor, od­wa­gę. Poważna choroba i jej towarzyszka z kosą po­tra­fią wszystkich zrównać, ponieważ każą zdejmować ma­ski i odsłaniają kryjących się pod nimi wrażliwców. Łatwo rozszerzyć tę obserwację poza oddział onkologii i zobaczyć, że naprawdę każdy człowiek po prostu robi na co dzień, co w jego mocy.

(tamże)

5731. Z oazy (CCCXVII)

Kilkuty­godniowe odliczanie literek, dwa. Dwa dni po ukazaniu się tej książki, klik, klik. Po dwóch wieczorach od klik, klik było po książce, ale fusy opadały i opaść nie mogły.

Lista nazwisk osób nieuczciwych (eufemizm!), bez honoru (eufemizm!) lub po pro­stu wygadujących głupoty (eufemizm!) zacna:
     Kaczyński, Tusk, Gronkiewicz-Waltz, Krystyna Janda, Andrzej Seweryn, Maria Seweryn, Magda Umer, Wiktor Zborowski, Krzysztof Materna, Irena Eris, Zbigniew Grycan, Leszek Miller, Marcin Matczak, Tomasz Lis, Małgorzata Starczewska-Krzy­szto­szek (w tej książce jak dla mnie jest to mistrzyni niekwestionowanego absurdu), Piotr Kuczyński, Magdalena Środa, Jeremi Mordasewicz, Balcerowicz, Glapiński, Bogu­sław Grabowski, Gadomski, Petru, Sławomir Dudek, Rafał Brzoska, Sławomir Ment­zen, Jacek Jastrzębski.

Przeczytawszy ze zrozumieniem, trudno będzie obronić Owsiaka, co może wydać się zaskakujące. Dla mnie właśnie takie to było.

Według Keynesa — wyjęte z tej lektury słowa trafiające precyzyjnie w punkt — kapitalizm opie­ra się na emocjach, chci­wo­ści, resentymencie i strachu, które często nie mają nic wspólnego z racjo­nal­no­ścią, długoterminowym myśleniem i troską o dobro wspól­ne. Dla mnie to książka o chciwości podnoszonej co chwilę po raz kolejny do do­wol­nej potęgi. Zamiast składanego procentu „składana” potęga.

Sadownik wyzywa mnie od lewaczek, ja Go od neoliberalnie wypranych mózgów. On twierdzi, że mogę być lewaczką wyłącznie dlatego, że On jest neoliberałem. W związku z drastycznie różnymi poglądami na rolę państwa w życiu społecznym oraz definicję dobra wspólnego umówiliśmy się, że On przeczyta tę książkę, a ja przeczytam tę, którą On czyta (jestem w połowie, w sumie jest o tym samym, czyli o chciwości, tylko że na skalę globalną).

To w słowach ukryty jest klucz do naszej rzeczywistości. Oprócz znaczenia słów ważne jest, kto je wypowiada, jaką autor może mieć mo­ty­wa­cję. Często tej motywacji sam nawet nie jest świadomy.

🖇

Miałem dobry start i chcę, żeby inni mieli równe szanse. Chcę, żebyśmy równali w górę, a nie w dół. Takie jest moje credo.

🖇
#patoelity

Piękny to kraj, w którym to nie elity dbają o naród, ale naród o elity… Jaś­ko­wiak [prezydent Poznania] uznał, że bycie na świeczniku daje dodatkowe prawa, których zwykli ludzie mieć nie powinni, bo w Polsce wszyscy są rów­ni, ale niektórzy są równiejsi. Wszyscy to wiemy, ale niewielu mówi o tym głośno. Akcja w obronie znanych artystów dobrze oddaje stan ducha i mentalność polskich elit. Składają się na nią: protekcjonalne my­śle­nie, stad­na klasowa obrona zagrożonych interesów, pogarda dla prawa i insty­tu­cji, wiara w przywileje zdobyte poprzez bliżej nie­okre­ślo­ne zasługi na rzecz Polski.

🖇

To często wracający motyw w narracji liberalnych elit, które politykę wolą zastępować psychologią. Według nich ludzie nie głosują na kogoś zgodnie ze swoim interesem i przekonaniami, ale z niskich pobudek, pałając żądzą rewanżu.

🖇
#patointeligencja

Na czele polskiego społeczeństwa stoi warstwa o feudalnych korzeniach […]. Najważniejsze wady tej grupy to: egoizm, kompleks niższości po­łą­czo­ny z poczuciem wyższości, kolesiostwo oraz pogarda dla dobra wspól­ne­go i osób słabszych.

🖇

[…]  etos inteligencji to postawa służby wobec społeczeństwa i narodu. Tym grono ludzi wykształconych różni się od dorobkiewiczów”, któ­rzy zdominowali publiczny pejzaż po 1989 roku.

🖇
#patoliberalna transformacja

Według konstytucji „Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej”, a pod­sta­wę ustroju gospodarczego „stanowi społeczna gospodarka rynkowa, opar­ta na wolności działalności gospodarczej, własności prywatnej oraz so­li­dar­ności, dialogu i współpracy partnerów społecznych”. Tymczasem trans­for­ma­cja doprowadziła do błyskawicznego wzrostu nierówności do­cho­do­wych. Polska z jednego z najbardziej egalitarnych krajów Europy stała się jednym z najbardziej niesprawiedliwych. Średni wzrost dochodu ludności w latach 1989–2015 wyniósł 73%. Z kolei wzrost dochodu najbogatszych 10% wyniósł 190%, „średniaków” 47%, a naj­u­boż­szej połowy jedynie 31%. Kilka procent najbogatszych Polaków przejęło zdecydowaną większość korzyści płynących z terapii szokowej.
     Sama idea sprawiedliwości społecznej spotkała się z wręcz otwartą wro­go­ścią elit.

🖇

O co chodzi w projekcie neoliberalnym? Otóż cała rzeczywistość społeczna ma być podporządkowana zasadom wolnego rynku. Jednostka musi za­cho­wy­wać się jak jednoosobowe przedsiębiorstwo. Człowiek ekonomiczny jest samodzielnie i racjonalnie myślącym podmiotem, który staje się przed­się­bior­cą samego siebie. Neoliberałowie oczekują od niego odpowiedzialności, elastyczności i adaptacji do ciągle zmieniających się ekonomicznych oko­licz­no­ści, które dyktuje rynek.
     […]  Wystarczy przekonać ludzi z pomocą dziennikarzy, ekspertów, wy­kła­dow­ców, influencerów, coachów, piewców dochodu pasywnego, że są od początku do końca kowalami własnego losu. Jeśli powinęła ci się noga, nie masz mieszkania i ledwo starcza ci na życie, to wyłącznie twoja wina. Od bogactwa dzielą cię tylko chęci i jeszcze cięższa praca. […]
     W wizji neoliberałów nie ma czegoś takiego jak przymus ekonomiczny, nierówności systemowe czy nierówny start – jest tylko niezrealizowany indywidualny potencjał. Przemoc ekonomiczna staje się nie­wi­dzial­na, a jej formy przedstawiane są jako wyzwolenie. W ten sposób piętnastometrowe klitki stają się „mikroapartamentami” dla młodych, któ­rzy lubią „życie na mieście” i minimalizm; wieczne życie z współlokatorami to coliving; umowy śmieciowe są wybawieniem, bo dają elastyczność i czas na realizowanie własnych pasji; kredyty hipoteczne z trzydziestoletnim okre­sem spłaty na patodeweloperkę na przedmieściach udzielane na li­chwiar­ski procent to odpowiedzialność i warunek uczestnictwa w klasie średniej, a prostytucja staje się sexworkiem i możliwością realizowania własnego libido w miłych okolicznościach przyrody.
     Wolny rynek wydaje się magiczną odpowiedzią na każdy problem. Jeśli na coś jest popyt, to znaczy, że jest dobre. Rynek się nie myli, tylko ty. Wszystkie ryzyka w neoliberalizmie zostają zindywidualizowane.

🖇
#patopolityka

Nie dziwi was, że od 35 lat na polskiej scenie publicznej są wciąż ci sami ludzie?

🖇

Niemal wszystkie ugrupowania na scenie politycznej łączy bez­kry­tycz­ne poparcie dla radykalnej ideologii wolnorynkowej. Za­rów­no postkomunistyczne, jak i postsolidarnościowe formacje przez ostat­nie trzy dekady realizowały neoliberalny program społeczny i gospodarczy. Prywatyzację emerytur, prowadzoną pod szyldem Otwartych Funduszy Eme­ry­talnych, zaplanował rząd Sojuszu Lewicy Demokratycznej, a wpro­wa­dził w życie rząd Akcji Wyborczej Solidarność i Unii Wolności. System publicznego transportu demontowały niemal wszystkie rządy po 1989 roku. Podatki dla najbogatszych znacznie obniżyły rządy postkomunisty Leszka Millera i dawnego opozycjonisty, Jarosława Kaczyńskiego. Deregulację go­spo­dar­ki uskuteczniały rządy Platformy Obywatelskiej i Prawa i Spra­wie­dli­wo­ści, chociaż być może najbardziej społeczną kontrolę nad gospodarką „poluzował” rząd Leszka Millera, który między innymi de facto zlikwidował planowanie przestrzenne w Polsce i zderegulował rynek obrotu alkoholem.

🖇
#patomedia

Chomsky [Noam, językoznawca] przekonuje, że media zajmują się przede wszystkim tym, co nazywa „fabrykowaniem zgody” na działanie systemu. Czyli budowaniem społecznego poparcia dla działań i polityk, które są ko­rzyst­ne dla najbogatszych i wielkiego biznesu. Media dawno przestały od­gry­wać rolę odrębnej (czwartej) władzy i stały się integralną częścią ist­nie­ją­ce­go systemu – zarówno w wymiarze po­li­tycz­nym, jak i gospodarczym.
     Media to przedsiębiorstwa nastawione na zysk i będą robić wszystko, żeby go osiągnąć. Treści mają się klikać, a nie rzetelnie informować. […]  W ce­lu sfabrykowania zgody trzeba skierować gniew w jedną stronę. Wro­giem są zazwyczaj słabsi i obcy: biedni, imigranci, pracownicy, matki, dzieci, zwolennicy „tej drugiej” głównej partii.

🖇
#patosprawiedliwość

Państwo polskie jest szalenie pobłażliwe dla silnych i surowe wobec bez­bron­nych. Jednocześnie jest to państwo, które potrafi być niezwykle sprawne, jeśli tylko tego chce. Zazwyczaj wtedy, gdy realizuje partykularny interes wpływowej mniejszości. Polska jest państwem z kar­to­nu z wyboru – wyboru elit. Jego kartonowość umożliwia realizację ich interesów, które opakowano w „obiektywną” i „naturalną” ideologię pa­to­li­be­ral­ną. Egoistyczny interes elit zawsze może się skryć za hasłami o ochro­nie wol­nego rynku, państwa prawa, własności prywatnej i wspieraniu przed­siębiorczości.

🖇
#patokierowcy

Prawo dżungli panuje również na naszych drogach. Wystarczy przekroczyć granicę z Niemcami czy Czechami i nagle jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki polscy kierowcy zaczynają przestrzegać przepisów.

🖇

W dyskusji nad bezpieczeństwem ruchu drogowego widać, jak bardzo anty­pań­stwo­we i antyspołeczne są polskie elity, które traktują wszelką formę regulacji jako zamach na indywidualną wolność. Nie o wolność tu jednak chodzi, ale o prawo silniejszego do pomiatania słabszymi.

🖇
#patopodatki

Argumenty przeciw progresywnemu opodatkowaniu i oskładkowaniu opie­ra­ją się na kilku mitach rozpowszechnianych przez media i polityków. […]  mitem jest, że progresja jest niesprawiedliwa, bo „karze” za ciężką pracę. W rzeczywistości najcięższe i najbardziej pożyteczne społecznie pra­ce zazwyczaj są niskopłatne i stosunkowo wysoko opodat­ko­wa­ne. O roli niezbędnych pracowników mogliśmy przekonać się w trakcie pandemii […]. Tymczasem najwięcej zarabiali i zarabiają ci, którzy żyją z pra­cy innych ludzi. […]
     Kolejną legendą jest to, że jeśli wzrośnie opodatkowanie bogatych, uciek­ną oni do innych krajów. W rzeczywistości opodatkowanie przedsiębiorców w Polsce należy do najniższych w Unii Europejskiej. Nie bardzo wiadomo, gdzie mieliby emigrować.

🖇

Progresywne podatki przede wszystkim przeciwdziałają wzrostowi nie­rów­no­ści ekonomicznych i umożliwiają zachowanie zdrowej równowagi w spo­łe­czeń­stwie. Bogaci, płacąc wyższe podatki, kupują sobie spokój przed re­wo­lu­cjami i przestępczością. Wysokie nierówności, które generuje nie­spra­wie­dli­wy system podatkowy, prowadzą do de­sta­bi­li­za­cji de­mo­kra­cji, wzro­stu poparcia dla skrajnych ugrupowań politycznych i nie­uf­no­ści wobec instytucji publicznych, które są coraz bardziej utożsamiane z re­a­li­zacją interesów partykularnych grup. Neoliberałowie, strasząc po­pu­li­stami, sami ich tworzą, bo demolują system usług publicznych i odbierają ludziom poczucie bezpieczeństwa i godności.

🖇
#patopaństwo

Cały system podatkowo-składkowy stworzony jest tak, aby koszty utrzy­ma­nia państwa spadały nieproporcjonalnie – na słabszych i gorzej zara­bia­jących.

🖇

Dzisiaj politycy zamiast rozmawiać o bardziej sprawiedliwym rozłożeniu obciążeń, prześcigają się w obietnicach dalszego obniżania składki dla naj­bogatszych Polaków.

🖇
#patopraca

Wezwania do „wzięcia się do roboty” mają na celu dyscyplinowanie pra­cow­ni­ków, aby znali swoje miejsce w szeregu. Przypomina to trochę sto­sun­ki w więzieniu lub zjawisko fali w wojsku. Równanie w dół i myślenie typu: „ja miałem ciężko, więc tobie też ma być ciężko”, jest wciąż powszechne. Od­po­wiedzią na wzrost kosztów życia jest zawsze więcej pracy, a nie wyż­sze pensje, tańsze mieszkania czy lepszy dostęp do usług publicznych. Mamy bez szemrania akceptować warunki pracy, które należą do najgorszych w Europie, co pokazuje Europejski Wskaźnik Jakości Pracy.

🖇

Pracownicy w starciu z pracodawcami są pozostawieni sami sobie. Elity za pomocą państwa osłabiają inspekcję i sądy pracy, zmieniając kodeks pracy w zbiór pobożnych życzeń.

🖇
#patodeweloperka

Oto przepis na patodeweloperkę w kilku prostych krokach: odcięcie finan­so­wa­nia budownictwu niekomercyjnemu, stworzenie monopolu bankowo-deweloperskiego na rynku mieszkaniowym, likwidacja planowania prze­strzen­ne­go oraz deregulacja procesu budowlanego. A gdy sprzedaż miesz­kań deweloperom idzie zbyt słabo – dopalenie dopłatami do kredytów. W efek­cie jest drogo, brzydko i bez sensu.

🖇

Patodeweloperka nie jest dziełem przypadku, lecz naturalną konsekwencją rynkowego fundamentalizmu. Stawia egoizm ponad dobro wspólne oraz prawo silniejszego nad sprawiedliwość. Tworzy państwo, które nie tylko nie stoi na straży ładu i porządku, ale aktywnie ten ład i porządek niszczy. Zdaniem wyznawców tej świeckiej religii wszystko na świecie jest efektem prawa popytu i podaży, włącznie z dachem nad głową i ładem prze­strzen­nym.

🖇
#patobanki

W Polsce system bankowy realizuje w pełni neoliberalną zasadę: zyski spry­watyzować, koszty uspołecznić. Banki przy pomocy państwa prze­rzuciły całe ryzyko prowadzenia swojego biznesu na klientów. Nie od­po­wiadają za nic i cieszą się rekordowymi zyskami.

🖇
#patoalko

Badania opublikowane w piśmie naukowym „Lancet” wskazują, że alkohol obok heroiny jest najgroźniejszym dla człowieka i jego otoczenia nar­ko­ty­kiem. O ile heroina jest gorsza dla zdrowia niż alkohol, o tyle alkohol po­wo­du­je większe szkody społeczne. Alkohol niszczy nie tylko nadużywającego go człowieka, ale wszystkich dookoła niego. Całe życie można nie mieć w ustach kropli alkoholu i być jego ofiarą. Alkohol jest narkotykiem, który – podobnie jak heroina – po odstawieniu może doprowadzić do śmierci osoby uzależnionej. […]  Wedle najnowszych badań nie ma bezpiecznych da­wek alkoholu i każda jego ilość szkodzi człowiekowi.

🖇

Niestety, postawa polskich elit i rynkowy fundamentalizm skutecznie unie­moż­li­wiają walkę z alkoholizmem i nadmiernym piciem. „Jeśli jest popyt, to jest podaż”. „Każdy ma swój rozum”. „Jeśli podniesiemy ceny, to wrócą me­ty i przemyt”. W tej wizji człowiek jest samotną wyspą, a państwo nigdy nic nie może.
     Tymczasem walka z alkoholizmem to walka o postęp i wolność czło­wie­ka. Walka z egoizmem i chciwością. Potrzebne jest nam do tego państwo, którego słabość bywa politykom na rękę. Nie muszą narażać się wpły­wo­we­mu lobby, rozwiązywać skomplikowanych problemów, tworzyć pro­gra­mów profilaktycznych czy pracować na rzecz poprawy warunków życia i pracy. W końcu alkohol to najtańsza terapia na problemy życia w pań­stwie z kartonu.

Jan Śpiewak, Patopaństwo. O tym, jak elity
pustoszą nasz kraj
, W.A.B., Warszawa 2025.

Na przykładach z życia milionów Polaków chciałem po­ka­zać, że na co dzień wciąż jesteśmy zakładnikami idei liberalizmu oraz osób, które je tworzą, promują i dbają o ich trwałość. Zła wiadomość jest taka, że – choć to idee stare i wyczerpane – wciąż mają one wpływ na rze­czy­wi­stość. […]  Polska zrobiła w ostatnich latach ogromny postęp, były to jednak sukcesy jednostek, nie wspólnoty. Na sumie egoizmów nie da się zbudować spra­wie­dli­we­go, sprawnego, odpornego na kryzysy i niepatologicznego państwa.
     Dobra wiadomość natomiast jest taka, że idee mogą się zmieniać, a wraz z nimi może zmieniać się cały świat. Wierzę, że kończy się świat egoizmu, a zaczyna świat em­patii i współpracy.

🖇

Nigdy nie wątp, że mała grupa myślących i od­danych sprawie obywateli jest w stanie zmienić losy świata. W rzeczywistości to jedyne, co go zmienia.
Margaret Mead

(tamże)