wtorek, stycznia 27, 2026

5996. 27/365

nie­ważne wcale myli się przez większość życia z naj­waż­niej­szym. kręci się w głowie przez długi czas, gdy się to odkryje. literka po literce kiełkuje pytanie: i co teraz‽

27/365

     — Co to znaczy być poetą?
     — Być poetą to tak się zachowywać, żeby to zachowanie nie pozostawiało żadnej wątpliwości, że się jest poezją.
     — …żeby to zachowanie nie pozostawiało żadnej wąt­pli­wo­ści, że się jest poezją, czy że się jest poetą?
     — Że się jest poezją. Poetą nie da się być.

Edward Stachura, Fabula rasa,
Wydawnictwo Estymator, Toruń 2000.

sobota, stycznia 24, 2026

5995. Gap się (V)

Utknęłam również dlatego, że nijak nie miałam pomysłu, czy, a jeśli tak, to jak po­dzielić wybrane cy­ta­ty. Wiedziałam jednak, że muszę mieć pod ręką te piksele — peł­ne piękna i mocy, a także sierści.

Nasze ciała, w szcze­gól­no­ści (?) twarze czy dłonie nieustan­nie opo­wia­da­ją hi­storie o naszym doświadczaniu życia. Ale to, jak zostaną one przez innych odczytane, za­le­ży znacząco od zniekształceń spo­wo­dowanych przez doświadczenia tych, którzy, przy­glądając się nam, słuchając tych historii, dorysowują własne szlaczki.

Ludzie, starając się zrozumieć to, co jest dla nich dość nowe, próbują dopasować to do tego, co już wiedzą. Najwyraźniej czują potrzebę, aby dowiedzieć się, jak ktoś, kto jest do nich tak podobny, może być jed­no­cześ­nie tak bardzo od nich różny.

👁


Chris Rush, Swim II,
[dostęp: 22.08.2025], źródło.

👁

Kevin Connolly […]  również jest osobą przyciągającą wzrok innych, […]  porusza się na deskorolce. […]  Uwieczniwszy podczas swoich podróży po­nad trzy tysiące gapiów, Connolly stał się sprytnym obserwatorem osób, któ­re mu się przyglądają na ulicach. Jego celem jest nie tyle upokarzanie gapiów w jakikolwiek sposób, ile badanie tego, czym jest gapienie sie i jak funkcjonuje ono jako zjawisko. Zwyczajni gapie są dla Connolly’ego równie interesujący, co jego wygląd dla nich.


Piękny psi gap z Zurichu,
fot. Kevin M. Connolly,
[z:] The Rolling Exhibition,
[dostęp: 22.08.2025], źródło.

[…]  gapiący się widzowie Connolly’ego często umieszczają go w ramach tworzonych przez siebie samych historii, które mają wyjasnić jego brak nóg. W Bośni na przykład ktoś uznał, że fotograf jest ofiarą wybuchu miny, w Rumunii uznano go za cygańskiego włóczęgę, na Ukrainie — za żebraka, w Nowej Zelandii — za osobę, którą zaatakował rekin, natomiast w Sta­nach Zjednoczonych — za weterana wojennego, który odniósł rany w Iraku.

👁

Connolly rozkoszuje się tym, że może pomóc innym zrozumieć, iż cieszy się pełnią ludzkiego życia.

👁


Doug Auld, Shayla,
z serii portretów State of Grace,
[dostęp: 22.08.2025], źródło.

Owa kobieta definiuje swoją rolę w spotkaniach z osobami, które się na nią gapią, w kategoriach „buntu”. Celem tego buntu jest „pokazanie im, po pierw­sze, że na kogoś się gapią; po drugie, że ten ktoś WIE, że gapią się na niego; i po trzecie, że ten ktoś jest wspaniałą osobą. Wtedy odchodzą z pew­ny­mi przemyśleniami… BYĆ MOŻE myślą, że… w gruncie rzeczy nie je­steś­my od siebie tacy różni”. Kiedy cytowana osoba „odgapia” się - podobnie jak Shayla ze swoimi poparzeniami, która spogląda na nas surowym wzro­kiem z portretu Aulda - jej spojrzenie nie komunikuje prośby, lecz jest aser­tyw­ną próbą wzajemnego poznania pomimo różnic. Odwzajemnienie spoj­rze­nia zarówno na ulicy, jak i na portrecie, pokazuje gapiowi, że tym, co go zachwyciło, jest „zachwycająca” osoba. Gap - bez względu na to czy jest zszo­ko­wany, niepewny, czy też wrogo nastawiony - reaguje na widok oso­by przyciągającej jego wzrok, która pomaga mu zobaczyć siebie tak, jak sama chce byc postrzegana. Jej oczy pokazuja mu, ze widzi wspaniałą osobę.

Rosemarie Garland-Thomson, Gapienie się, czyli o tym
jak patrzymy i jak pokazujemy siebie innym
,
przeł. Katarzyna Ojrzyńska,
Fundacja Teatr 21, Warszawa 2020.

5994. Gap się (IV)

Gdyby nie Życie na kółkach pewnie nie przypomniałabym sobie, że utknęłam, pe­re­grynując po tej książce. Utknęłam nie z powodu nieczytania, lecz technikaliów, by mieć tutaj znaczące dla mnie fragmenty, bo szansa na to, że wrócę do tej lek­tu­ry, czy­tając ją po raz drugi, jest żadna — książka ma być książką, a nie re­kwi­zy­tem re­ha­bi­li­ta­cyjnym. Z tego powodu, w zależności od rozmiaru wyboru cytatów, które mu­szę mieć pod ręką, co jeden lub co dwa rozdziały przestaję czytać i nie ru­szam da­lej, do­pó­ki nie odcedzę literek. Utknęłam w sierpniu na odcedzaniu.

Skutek takiego modus operandi jest taki: nie odcedzę, nie pójdę dalej. Nie chcę, by mnie zasypał wybór wszystkich must-have. Ale, alé! To zbyt ważna lektura, by ją po­rzu­cić, więc odcedzam.

Gapienie się — jeden rze­czow­nik, wiele osobistych doświadczeń już od przedszkola, a gdy czytam każdy z kolej­nych rozdziałów bar­dzo szybko oka­zuje się, że wszystko, co wiem na temat tego zja­wiska, to wyłącznie wierzchołek góry lodowej. Jest w ga­pie­niu się siła, ale też jest coś ważnego i znaczącego (szczególna moc) w byciu obiek­tem gapienia się. Hawk!

Dla tych, którzy ją potępiają, ciekawość powodowana impulsem do ga­pie­nia się na to, co niewytłumaczalne, jest formą sięgania po zakazaną wiedzę i aroganckim aktem transgresji.

👁

Jednocześnie jej [ciekawości]  intensywne skupienie może spra­wić, że to, co codzienne i zwyczajne, stanie sie egzotyczne i wyjatkowe.

👁

To, co dla jednej osoby jest niezwykłym widokiem, dla innej pozostaje co­dzien­nym krajobrazem. Gapić się, to wkroczyć w czyjąś przestrzeń.

👁

Gapienie sytuuje nas naprzeciw siebie.

👁

Seneka słusznie ostrzega, że ciekawość jest przypadłością, która sprawia, że nasze oczy i umysł wymykają się spod naszej kontroli.

👁

Gentlemani nie gapia się. […]  Oczy muszą jednocześnie afirmować i po­twier­dzać; muszą zauważać, ale nie kwestionować. Każde zachowanie wzrokowe jest jednocześnie subtelnym działaniem, które potwierdza po­siadaną pozycję społeczną i w uprzejmy sposób nadaje status drugiej osobie.

👁

Przed gapieniem się chroni nas nawet prawo. […]  Ustanowiony w 1881 roku Kodeks Miasta Chicago, który obowiązywał przez kolejne niemal sto lat, dobrze oddaje charakter tych praw: „Każda osoba, która jest chora, oka­le­czona, lub w jakikolwiek sposób zdeformowana tak, że wydaje się szpet­na lub odrażającą, lub też jawi się jako osoba, która nie powinna po­ru­szać się po uli­cach, szosach i innych arteriach komunikacyjnych lub w miej­scach publicznych w tym mieście, nie będzie wystawiała się na widok pu­blicz­ny pod groźbą kary w wysokosci 1$ (obecnie to równowartość ok. 20$) za każdorazowe wykroczenie”. […]  Sposób sformułowania omawianego roz­porządzenia implikuje również to, że ludzie, którzy w dużym stopniu zwra­ca­ją na siebie uwagę innych i którzy publicznie pokazują ob­ja­wy cho­ro­by, słabości lub pozostałości innych losowych zdarzeń mających wpływ na ich ciała, zniewalają nasze oczy i uwagę. Gdyby nie obawa, iż czyjeś spoj­rze­nie mogłoby zwrócić się ku takim właśnie widokom, nie by­ło­by po­trzeby wprowadzania omawianych praw.

👁

Osoby, które przyciągają wzrok innych, mogą również zachęcać do empatii jako alternatywy dla litości - jakże częstej reakcji na niepełnosprawność, któ­ra dyskredytuje osoby ją posiadające. Litość to emocjonalny ślepy zaułek, który w ostatecznym rozrachunku dystansuje gapia i alienuje oso­bę, w którą gap się wpatruje. Litość, uniemożliwiając wzajemność, staje się wysublimowaną odrazą, która objawia się dystyngowaną protekcjo­nal­no­ścią. Empatia natomiast opiera się na wzajemnym rozpoznaniu w drugim człowieku tego, co świadczy o naszym człowieczeństwie.

👁

[…]  niepełnosprawność feminizuje mężczyzn, sprawiając, że stają się równi kobietom i osobom o odmiennym kolorze skóry.

Rosemarie Garland-Thomson, Gapienie się, czyli o tym
jak patrzymy i jak pokazujemy siebie innym
,
przeł. Katarzyna Ojrzyńska,
Fundacja Teatr 21, Warszawa 2020.

5993. Z oazy (CDXV)

O istnieniu osoby autora dowiedziałam się przy okazji zdję­cia, które pięć lat temu pokazała mi Gepardzica. Wówczas mogłam długo o nim dyskutować, bo budziło we mnie wiele ambiwalentnych emocji w zależności od perspektywy, z jakiej na nie patrzyłam. Dziś, gdy myślę wyłącznie o społecznym wymiarze oddziaływania tego zdjęcia, mówię: świetne!

Sięgnęłam po tę książkę, by mieć, choćby podczas czytania, kontakt z żywym czło­wie­kiem, który pomimo doświadczenia bezgranicznego cierpienia, mówi życiu tak! Sięgnęłam, by odnaleźć w sobie siłę, która umożliwi mi mówienie tak! bez względu na to, co w swoim krótkim menu może zaproponować mi kiedyś życie. To był dobry wybór lektury.

À propos dostępności miejsc publicznych, nie wiem, jak to się stało, że w listopadzie zeszłego roku nie zrobiłam cyk głównemu wejściu na cmentarz, gdzie pochowani są rodzice Białego Kruka. Należała się temu miejscu nominacja do Złotej Siekiery, bo… schody. Schody na cmentarz! To, że jakaś kawiarnia schodami informuje mnie o swo­im stosunku do inkluzywności, jestem w stanie mimo wszystko zrozumieć — nie chcą moich pieniędzy, ale cmentarz? Mojego zdziwienia nie zmniejsza fakt, że zmarłym jest wszystko jedno, gdy ruszają w ostatnią drogę, bo to żywi palą świa­teł­ka swoim bliskim. Czasem ci żywi poruszają się na wózkach.

Gdybym w zdrowej fizycznie części życia nie nosiła czubka głowy na wysokości pra­wie metra dziewięćdziesięciu, pewnie bym w tak drastyczny sposób nie dostrzegała różnicy w traktowaniu mojej osoby teraz, gdy oczy mam na wysokosci metra dwu­dzie­stu. Niezmiennie jestem konfrontowana z ideą, że jeśli mam „popsute” trzy koń­czy­ny, to jestem również niesprawna intelektualnie, a skoro oczy mam tu, gdzie mam, to na­le­ży do mnie mówić jak do dziecka. A jeśli nie jak do dziecka, to do Sa­do­wni­ka za­miast bezpośrednio do mnie. Przerobiliśmy to nie raz. Czasem mnie to ba­wi, czasem protestuję i wciskam kaganek wiedzy w sprawne dłonie interlokutora, że jestem tu, że słyszę, że znam (zaskakujące?) odpowiedź na zadane pytanie lub na­praw­dę wiem (zaskakujące!), czego chcę.

Szpitale… długo można by o nich. Najważniejsze, ale także bardzo praktyczne, od­czy­ta­łam na głos Sadownikowi, a potem dorzuciłam jako suplement do tego, wciąż mrożącego mi krew w żyłach, wpisu, by nie przepadło wśród wielości fragmentów, które tu chcę mieć.

A książka? Nie jest, jak wielu by chciało, o walce z chorobą (o tym głu­pim i  szko­dli­wym związku frazeologicznym wciąż myślę TO). To książka o życiu, któ­re­go więk­szość z nas nie jest w stanie sobie wyobrazić, oraz o osobistym zwycięstwie, któ­re­go nie odbierze czas.

Nim samo gęste pojawi się poniżej, muszę wspomnieć, że uwielbiam słowa Wojtka, ściągnięte z instagrama, które nadają właściwy wymiar wszystkiemu:

Jeśli możliwość wstania z łóżka, wyjścia z domu czy umycia zębów to luksus — to tak, pragnę luksusowego życia.

Miejmy wszyscy luksusowe życia!

Schody do klatki, do piwnicy, do małej windy, wysokie krawężniki na te­re­nie osiedla, progi na balkonie, wąskie korytarze, klitkowe mieszkania — to standard miejskiej architektury. Można odnieść wrażenie, że w epoce Polski Ludowej niepełnosprawni nie istnieli, że to jakiś nowy wynalazek, że na­pły­nę­liśmy ze zlewaczałego Zachodu.

🖇

Wbrew temu, co twierdzą rządzący,
to nie jest kraj dla OzN.

🖇

Biorąc pod lupę polski system wsparcia osób z niepełnosprawnościami, czuję się, jakbym bawił się matrioszką. Lalka w lalce, kłopot w kłopocie. To chyba nigdy się nie kończy.

🖇

Mama zagląda pod stół.
     — Wojtek, co się dzieje?
     — Boję się śmierci.
     — Nie ma się czego bać.
     — Na ćwiczeniach mówiłaś, że nie umrę.
     — Bo masz jeszcze szmat życia przed sobą.
     — A jeśli nie?
     — To pójdziesz do nieba.
     — Tata mówił, że po śmierci czeka na nas ciemność.
     — Nie słuchaj go. Wiesz, jaki z niego pesymista. Zobaczysz, że znajdziesz się w lepszym świecie. W miejscu, gdzie znowu będziesz mógł biegać.
     — Obiecujesz?
     — Obiecuję.

🖇

Wielka katastrofa to armagedon małych żyć,
tak nieistotnych jak moje.

🖇

[…]  ableizm, czyli opowieść pełnosprawnej większości o osobach z nie­peł­no­spraw­nościami, która nie bierze pod uwagę perspektywy tych drugich. Ableizm jest więc formą dyskryminacji, choć same uprzedzenia bardzo rzad­ko są wyrażane wprost. Zwykle objawiają się poprzez wyrażanie nie­u­świa­domionych, ale głęboko zakorzenionych w jednostkach stereotypów, kalk myślowych i przeświadczeń, dotyczących możliwości osób z nie­peł­no­spraw­nościami czy trudności, jakich doświadczają. Przykładem takiego stereotypu jest przekonanie o rzekomej bezradności wobec rzeczywistości […]. Powszechnie przyjęte jest również założenie, że osoba z nie­peł­no­spraw­nością nie jest pogodzona z własną sytuacją i za wszelką cenę dąży do tego, by »odzyskać dawną sprawność« czy »stanąć na nogi«. Często również je­den typ niepełnosprawności wiąże się od razu z innymi, na przykład traktu­jąc osobę z niepełnosprawnością ruchową jak osobę z niepełnosprawnością intelektualną, bądź odwrotnie”. Nic dodać, nic ująć. Każdy z nas, każda OzN miała w swoim życiu do czynienia z ableizmem. Każdy z nas go doświadczył. To za jego sprawą nasze życie jest tak trudne i wy­ma­ga­ją­ce ogromnych pokładów determinacji.

🖇

Niepełnosprawność pozbawia mnie męskości w oczach społeczeństwa. […]  nie muszę się wpisywać w patriarchalne wzorce. To wyzwalające, ale też pozbawiające ważnej części osobowości, mojego samopostrzegania. […]  Ableistyczne społeczeństwo stara się odebrać mi siebie, wtłoczyć w swoje wyobrażenie niepełnosprawności – pozbawione krawędzi, apłciowe, asek­su­alne, uśmiechnięte.

🖇

To mój największy atut, ale i przekleństwo – nie mam nic do stra­cenia. Najwyżej znowu się otrzepię i życie potoczy się dalej.

🖇

Ktoś, kto zaprojektował moje życie, musi mieć niezły ubaw. Szkoda tylko, że ustawił level hard.

🖇

[…]  poziom dostępności architektonicznej w Polsce wynosi obecnie 43%. To duży postęp w stosunku do czasów mojej młodości, ale wciąż zawstydzająca statystyka. Mniejsza jednak o wstyd władz państwowych, o to, że tak słabo wychodzi rządzącym egzekwowanie przepisów. Tu chodzi o wykluczenie osób z niepełnosprawnościami z życia społecznego. O fakt, że w ten sposób odbierane są nam podstawowe prawa, do pracy, do wypoczynku, do ko­rzy­sta­nia z budynków użyteczności publicznej. A najgorsze w tym wszystkim jest zamknięcie wielu OzN we własnych mieszkaniach, skazywanie nas na areszt domowy.

🖇

Siedzę obok. Ale nie na tyle wyraźnie, żeby zostać włączonym do roz­mowy o własnym zdrowiu.

🖇

Bycie świadkiem powolnej degradacji mojego ciała. Nieubłagalność i nie­od­wracalność tego procesu wydrążała mnie od środka. Rodziła nieuza­sad­nio­ne pretensje do samego siebie. Szukałem w sobie winy, wszędzie do­pa­try­wa­łem się własnych błędów i zaniedbań. Wszystko było dla mnie lepsze niż przyjęcie do wiadomości faktu, że nie mam żadnej kontroli nad swoim ży­ciem, że muszę zaakceptować niewiadomą.

🖇

Dawno już przywykłem do tego, że moje nagie ciało oglądają pielęgniarki, salowe, ratownicy, opiekunki, lekarze, anestezjolożki. To cena, którą płacę za przetrwanie. Zastawiłem intymność w kasynie życia.

🖇

Wreszcie czuję wiatr we włosach. Jestem panem świata, władcą swo­jej drogi. Nie mogę wyjść z podziwu, że wystarczy delikatny ruch warg, żeby wprawić tego ponad stukilogramowego kolosa w ruch. […]  chcę tylko gnać przed siebie i czuć wolność w sercu. Kocham ten stan, choć do­świad­czam go dopiero od kilku minut.

🖇

[…]  mój stan zdrowotny mnie nie definiuje.
Jestem osobą z niepełnosprawnością.
Niepełnosprawność to tylko jedna z tysiąca moich cech.

🖇

Zamieram. Nie mam pojęcia, co ze sobą zrobić, na szczęście nie mogę się ruszać. Nie mam więc wielu opcji do wyboru. Leżę i czekam na rozwój wydarzeń.

🖇

Ostatnio jednak moje stanowisko w tej sprawie uległo pewnej modyfikacji, stało się zdecydowanie mniej nieprzejednane. […]  W sytuacji, w której obec­nie istniejący system […]  wpędza w ubóstwo, depresję, odbiera pod­mio­to­wość, skazuje na samotność, więzi w blokach bez wind bądź nie­re­mon­to­wa­nych DPS-ach, wprowadzenie eutanazji wydaje mi się pójściem na łatwiznę. Najpierw stwórzmy system, który udostępni nam narzędzia do osiągnięcia indywidualnego szczęścia, do urzeczywistnienia rozwoju oso­bi­ste­go i zawodowego, potem zajmijmy się wdrożeniem legalnej eutanazji.

🖇

Szukam zwady, chcę dostać w twarz za niezawinione przewiny. Za to, że nie opływam w luksusy, nie stoję na szczycie świata. Przecież mógłbym tam być, gdybym tylko trochę bardziej się postarał, w pełni wykorzystał swój nieograniczony potencjał.

🖇

Ludzie nie są w stanie zrozumieć, dlaczego „obnoszę się” ze swoją nie­peł­no­spraw­no­ścią. […]  Moja odmienność, niesprawność, ograniczenia psują im humor, podważają coachingowo-kapitalistyczną praw­dę o tym, że każdy jest kowalem swojego losu, że w pełni odpo­wia­da­my za siebie, za jakość naszej egzystencji.

🖇

     — Lubisz kląć, co? — śmieje się Agata.
     — No, kurwa. Odkąd odzyskałem głos, to nic mnie bardziej nie cieszy niż brzmienie niecenzuralnych słów.

🖇

Dlaczego z takim uporem piszęasystentzamiastopiekun”? Z jakiego powodu tak bardzo zależy mi na kwestiach nazewnictwa? To drugie słowo przecież od razu przychodzi na myśl, wydaje się oczywiste, szczególnie w od­nie­sieniu do OzN. Powszechność wyrazu „opiekun” wynika jednak nie tylko z wygody czy przyzwyczajenia, ale z głęboko za­ko­rze­nio­nego, niemal przezroczystego ableizmu. Nie róbcie takich wielkich oczu. Używanie tego słowa zakłada bowiem, że osoby z niepełnosprawnościami potrzebują opie­ki, pomocy, jakiegoś rodzaju aktywizacji, niańczenia. Że są krańcowo nie­sa­mo­dzielne, pozbawione wolnej woli. Takie postawienie spra­wy odbiera nam podmiotowość […].
     […]  nasuwa mi się podchwytliwe pytanie: czy osobę, która towarzyszy menedżerowi na ważnych spotkaniach, sprawdza jego kalendarz, odbiera telefony też nazwiecie opiekunem/opiekunką? No właśnie. Ponadto przez wzgląd na chorobę, utratę sprawności, zdarzenia losowe sami z miej­sca sta­jemy się CEO naszej niepełnosprawności.

🖇

Chcąc obcować z OzN, musicie się przygotować na to, że może być dziwnie, nieswojo, absurdalnie, niezręcznie, wstydliwie, czasami wręcz nie­przy­jem­nie. Ale to dobrze, gdyż tak po prostu wyglądają relacje międzyludzkie. Wszystkie i bez wyjątku. […]  Nawiązywanie relacji z drugim czło­wie­kiem to gra do jednej bramki, mamy przecież ten sam cel: za­ini­cjo­wać skuteczną komunikację.

Wojciech Sawicki, Życie na kółkach,
Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2025.
(wyróżnienie własne)

Upływ czasu przyjmuje własną,
nieodgadnioną tra­jek­torię.

🖇

Nie mam nic do stracenia, czym ryzykuję? Cierpienie przecież znam już od każdej strony.

🖇

[…]  według wskazań OBOP-u 62% dorosłych Polaków nie ma w ogóle kontaktu z osobami niepełnosprawnymi ani w swoim bliższym, ani dalszym otoczeniu, już sama nasza obecność w przestrzeni publicznej jest cen­nym wkładem w samorozwój polskiego spo­łe­czeństwa.

🖇

Znowu myślę o Agacie. Targają mną jednocześnie złość, rozgoryczenie i kiełkująca nadzieja na lepszą przyszłość. Paraliżujący strach miesza się z pragnieniem nowego ży­cia, z powiewem wolności. Bez Agaty nie byłoby mnie tutaj, to ona mnie wszystkiego nauczyła, to z nią wy­pra­co­wa­łem wszystkie procedury. Teraz mogę podążyć własną drogą. Wymyślić się na nowo.

🖇

Uświadomiłem sobie również, że czas ma dla OzN naj­wyż­szą wartość. […]  Tylko on się liczy. Ta świa­do­mość pcha mnie na skraj niemożliwego, zapewnia nie­słabnącą motywację do działania.

🖇

Liczę każdy swój oddech. Każdy jeden jest jak skarb.

(tamże)

piątek, stycznia 23, 2026

5992. Z oazy (CDXIV)

Dokładnie ty­dzień temu Rysia o odkryciu tej książki mi opowiedziała. Ponieważ pięk­nie opo­wie­dzia­ła, to zaraz po rehabce klik, klik zrobiłam. I pomimo tego, że re­la­cję z be­le­try­styką mam nienajlepszą (nie sic! tylko nowa zasada ortograficzna), oraz mimo tego, że mając do wyboru góry czy morze, zawsze wybieram morze, opo­wieść ta bardzo mi się podobała. Jest o niepewności, o owocach, które ona rodzi, o de­cy­zjach, przed którymi nas stawia. Delikatnym piórkiem kreślona historia, w której ele­men­tach, pomijając rekwizyty, każda i każdy odnajdzie się z łatwością i westchnie ze zrozumieniem. A potem? Może się uśmiechnie na myśl, ile dobra pojawiło się potem.

Książki, za którą autor otrzymał Stregę, nie przeczytam. Wyszła po polsku, ale nie­stety nie w ibuku. Taki mamy wydawniczy klimat.

[…]  kochał tę swoją norę tak, jak kocha się miejsca, w których człowiek zaczyna od nowa, miejsca pełne obietnic i wolne od rozczarowań.

🖇

Felik, powiedział Fausto, było nazwą starożytnego miasta. Pewnego dnia przybył tam nieznajomy. Pukał do wszystkich drzwi, ale nikt nie chciał go przyjąć, więc odchodząc, rzucił klątwę. Powiedział: Jutro, pojutrze i po­po­jutrze na to gówniane miasto spadnie tyle śniegu, że zasypie je całe. I tak oto zamiast miasta Felik mamy lodowiec.
     I dobrze mu tak.

🖇

Jeśli będzie miała ochotę.
     Dlaczego nie ma ochoty?
     Weź zrozum pragnienia innych.
     I komu ty to mówisz.

🖇

Wiesz, znalazłam w księgarni książkę do geografii dla dzieci. I tam było na­pi­sa­ne, że wejście na wysokość tysiąca metrów w Alpach jest tym sa­mym, co przeniesienie się o tysiąc kilometrów na północ.
     O, naprawdę?
     Tak, jeśli chodzi o klimat. Florę, faunę i tak dalej. I że klimat zmienia się znacznie szybciej wraz z wysokością nad poziomem morza niż z szerokością geograficzną, więc pokonanie nawet niewielkiej różnicy poziomów jest jak długa podróż.

🖇

No to powiedz, co robisz tutaj, pod Monte Rosa?
     Szukam miejsca dla siebie.
     Ty też?

🖇

Podobają mi się twoje kości.
     Cieszę się. Noszę je od dwudziestu siedmiu lat.
     Dwudziestu siedmiu? Dużo podróżowały.
     Fakt, trochę się powałęsałyśmy.

🖇

Nie pamiętał już, ile cierpliwości potrzeba, by zrozumieć upo­do­bania drugiej osoby i sprawić, by ona zrozumiała jego.

🖇

Pod koniec sezonu śnieg puszczał już w południe i szybko topniał. Jakby bła­gał, by znów stać się wodą, zmoczyć ziemię i spłynąć w dolinę, pomyślał Santorso. […]  Przez ostatnie tygodnie sezonu jego praca sprowadzała się do przysypywania tych plam, usuwania śniegu z jednego miejsca, aby za­kryć dziurę w drugim. Byle dociągnąć jakoś do Wielkanocy. Potem można już było pozwolić, by cały ten błogosławiony śnieg robił sobie, co chce.

🖇

Zdarza ci się pomyśleć o innych, kiedy tak praktykujesz ten swój radosny rozbrat z pędzącą cywilizacją?

🖇

Był przygotowany na smutny spektakl, ale gdy przekroczył próg, uderzył go nie zapach porzucenia, lecz niepowtarzalny, tajemniczy zapach domu, wciąż obecny.

🖇

Co on w ogóle robił, czterdziestoletni pajac bez rodziny i pracy? Podążał za jakąś niedorzeczną utopią życia-w-miejscu-które-czyni-cię-szczęśliwym.

🖇

Przypomniał mu się Hemingway i jego opowiadanie z Mediolanu, które tyle razy czytał, jaki ono miało tytuł? W innej krainie, o właśnie. […]  kiedy wy­ja­śniał sens tego opowiadania słuchaczom, mówił o samoleczeniu, uzdra­wia­niu siebie, dzieleniu się swoimi ranami z innymi, o niemożności cał­ko­wi­te­go uzdrowienia i możliwości znalezienia w zamian pocieszenia. Teraz wo­lał pamiętać ten tekst jako opowieść o Mediolanie w 1918 roku.

🖇

Piękna ta moja dolina, co? — odezwał się Santorso. Zupełnie ignorował deszcz uderzający w przednią szybę.
     Jest piękna, tak.
     A niektórzy stąd uciekają.
     I zrozum tu takich.

🖇

Na końcu książki znalazł jedyny tekst, jaki Hokusai kiedykolwiek napisał: „Jako sześciolatek nabrałem manii rysowania przedmiotów, a odkąd skoń­czy­łem lat pięćdziesiąt, często publikuję swoje rysunki. Wśród tego, co stwo­rzy­łem przez siedemdziesiąt lat, nie ma nic godnego uwagi. W wieku sie­dem­dzie­sięciu trzech lat pojąłem istotę budowy zwierząt, ptaków, owadów i ryb, a także życia ziół i roślin, dlatego też, kiedy skończę lat osiemdziesiąt sześć, pójdę dalej. W wieku lat dziewięćdziesięciu jeszcze bardziej zgłębię ich ukryty sens, a kiedy będę miał lat sto, być może osiągnę wymiar boskości i cudowności. Kiedy skończę sto dziesięć lat, najdrobniejsza kropka czy linia będą żyły własnym życiem. Jeśli mogę wyrazić jakieś życzenie, to prosiłbym tych, którzy doczekają mojego wieku, aby sprawdzili, czy to, o czym mówię, okaże się prawdą. Pisane w siedemdziesiątym piątym roku życia przeze mnie, niegdyś zwanego Hokusai, dziś – starcem opętanym malarstwem”.

🖇

A więc jesteś tutaj, pomyślał. Cóż, witaj. Jedni odchodzą, inni wracają, prawda? […]  Świat należy do tych, którzy go biorą.

🖇

Razem z ojcem obliczyli tempo przepływu lodowca i to, ile lodu topi się w cią­gu minuty, godziny, dnia. Wynik wydał się Faustowi niewiarygodny: jak to możliwe, że lód topi się w takim tempie, a wciąż trwa? Wtedy jeszcze wierzył, że lodowiec jest wieczny i niezmienny, że pozostaje częścią gór i za­wsze będzie trwał między skałą a niebem. Jednak ojciec rozumiał, co się tam działo: coś znika, a na jego miejsce pojawia się coś innego, po­wiedział. Wiesz, tak działa świat. Tylko my zawsze z nostalgią wspo­mi­na­my coś, co było wcześniej.
     Masz rację, tato, przyznał Fausto, i wykorzystał to miejsce oraz ostatnie jasne godziny, by pomyśleć o ojcu.

🖇

Nie wiem, jak się czuję. To jest obłędnie piękne miejsce. Ale takie trudne.
     Wierzę.

🖇

Zamknął oczy i poczuł się tak jak dawniej. Ale teraz było lepiej niż dawniej, bo miał jeszcze wspomnienia. Tak właśnie powinno chronić schronisko, po­myślał. Jest więcej warte, jeśli skrywa coś twojego.

🖇

Znasz to powiedzenie mistrzów zen o górach? Mówią: „Zanim zbliżyłem się do zen, góry były dla mnie tylko górami, a rzeki tylko rzekami. Kiedy za­czą­łem praktykować, góry nie były już górami, a rzeki nie były już rzekami. Ale kiedy osiągnąłem oświecenie, góry znów stały się górami, a rzeki znów rzekami”. Myślę, że i Ty, i ja jesteśmy w stanie dobrze zrozumieć to po­wie­dze­nie, ponieważ tamto miejsce jest pełne znaczeń, które mu nadaliśmy.

🖇

To rodzaj buddyjskiego ołtarza, zawiesza się na nim flagi modlitewne.
     To te postrzępione szmatki?
     Tak, ale to nie jest problem, że są postrzępione, wręcz przeciwnie. Dla buddystów są to modlitwy, które rozwiewają się na wietrze.

🖇

Wróciła, bo czuła się gotowa; wydawało się jej, że ucieczka trwała niezwykle długo. To właśnie odpowie Faustowi: że zanim ruszy naprzód, musi się cofnąć, bo inaczej na zawsze pozostanie uciekinierką.

🖇

[…]  zauważył, że modrzewie zaczynają żółknąć coraz bardziej […]   drzewa słońca, wiatru, południowych zboczy, które nie lubiły mrozu i gdy tylko po­czu­ły, że się zbliża, przechodziły w stan hibernacji. Bez­na­mięt­ne jodły za­cho­wa­ły swo­je igły i nie traciły energii na sezonową zmianę liści: dwa drze­wa tak bliskie sobie i tak różne w strategii radzenia sobie z zimą. […]
     Fausto przeczytał gdzieś, że drzewa, w przeciwieństwie do zwierząt, nie mo­gą szukać szczęścia, przenosząc się gdzie indziej. Drzewo żyło tam, gdzie spadło jego ziarno, i aby być szczęśliwe, musiało się tam urzą­dzić. Roz­wią­zy­wa­ło swoje problemy na miejscu, jeśli mogło, a jeśli nie mogło, to umie­ra­ło. Roślinożercom szczęście dawało wędrowanie za trawą […]. Wilka pro­wa­dził mniej zro­zu­mia­ły instynkt. Santorso po­wie­dział Faustowi, że do­kład­nie nie wiadomo, dlaczego to zwierzę się prze­miesz­cza, skąd bierze się jego niepokój. Przybywał do jakiejś doliny, znaj­dował w niej obfitość zwie­rzy­ny, a jednak coś nie pozwalało mu osiąść i w pew­nym momencie zo­sta­wiał całe to dobro, odchodził szukać szczęścia gdzie indziej.

🖇

Śnił mu się wilk, którego jeszcze nie widział. […] 
Spróbuj jeszcze raz, mówiła mu bez słów.

🖇

Fontana Fredda została stworzona w równej mierze z rzeczywistości i pra­gnień. A wokół niej wznoszą się góry, całkowicie obojętne na sny istot ludz­kich, i nadal tu będą, kiedy te istoty się zbudzą.

Paolo Cognetti, Szczęście wilka, przeł. Tomasz Kwiecień,
Sonia Draga, Warszawa 2023.
(wyróżnienie własne)

A czym pachnie styczeń?
     Czym pachniał styczeń? […]  Pachniał cudem.

🖇

[…]  naszła ją ochota, by pójść i zobaczyć, jak tam jest.

🖇

Zapytała: Ale dla nas to nie jest koniec, prawda?
     Nie?
     Nie.

(tamże)

5991. Szukając pozytywów…

Jakiś czas temu rozsierdziło mnie państwo polskie. Na pierwszą komisję orze­ka­ją­cą stopień mojej nie­peł­no­spraw­no­ści siedem lat temu udałam się sama na własnych no­gach. Na drugą, po trzech latach, potrzebowałam pomocy Sadownika i wózka. Na trzecią, po kolejnych trzech latach, bez pomocy Sadownika nie wydostałabym się z domu. I co? I znów będę miała prawo parkowania na niebieskiej kopercie tylko przez trzy lata. A potem wstanę z wózka i przebiegnę maraton?

Wściekłam się i postanowiłam nie popuścić temu zidio­cia­łe­mu państwu, które mar­nu­je nie tylko mój czas: jeśli należy mi się jakaś pomoc, to mam ją, kura przez wu, dostać! Dziś przyszła decyzja o prze­li­cze­niu mojej kulawości na punkty. Z dumą od­no­towałam ele­men­ty wyliczenia: 7, 10 i 23.

Ustalić potrzebę wsparcia wyrażoną w war­to­ściach punktowych w ska­li 0–4 punkty:
   […]
   7) Przekazywanie informacji innym oso­bom: 0,000 pkt
   […]
   10) Koncentrowanie się na czynności: 0,000 pkt
   […]
   23) Kontrolowanie własnych zachowań i emocji: 0,000 pkt

Przeglądając ponownie ocenę, zdziwiłam się, widząc:

   6) Klasyfikacja docierających bodź­ców: 1,600 pkt

*

Jabłoń:
(po chwili skomentowała punkt 6. oceny)
Kochanie, to nie ubytek, lecz miara
przystosowania się do życia w małżeństwie!

Sadownik:
Bardzo śmieszne, bardzo…

*

Oddziwiłam się kilka godzin później. Nie chodziło o słuch! Mam zmienione czucie w palcach; gdy nie patrzę na to, czego dotykam, nie wiem, co to jest. Wyjmowanie wła­ści­wej rzeczy z teodory wymaga ode mnie skorzystania rów­nież z oczu.

niedziela, stycznia 18, 2026

5990. Zimowe wytchnienie


fot. Sadownik, fragmenty.

Wtedy… najpierwszy skromny urlopik wytchnieniowy Sadownika. Roz­mo­wy tele­fo­nicz­ne ograniczone były do jednej na dzień.

Dziś… kończył się pierwszy wytchnieniowy weekend Sadownika. Rozmów tele­fo­nicznych, zgodnie z umową, brak. Za to jeden esemes na dzień, kon­trol­ny, że wszystko OK i dobranoc.

Wtedy i do dziś… to samo piękne miejsce. I dobry czas: i tam, i w ulu. W ży­ciu Sadownika tam i w życiu Drzewka w ulu, nim wrócą do wspól­nego czasu.


fot. Sadownik, fragmenty.

5989. Zamknąć blog?

Jabłoń:
Potrzebuję się poradzić…
(myśli od jakiegoś czasu o tym, że
może powinna zamknąć blog, może
na jakimś okrągłym numerze, bo
)
[…] nie ma przecież już Heniutki.

Kaan:
Ale ona cały czas tam jest!

niedziela, stycznia 11, 2026

5988. Z oazy (CDXIII)

Cze­kając na inną książkę autora, pomyślałam o tej: czemu nie? Większość słów z am­bony, które zamieszczono w tym tomiku (?) nie dociera do mnie, nie należy do opisu uniwersum w którym żyję, nie zazębia się z moim imaginarium. W tej ka­te­go­rii nie zamierzam mieć zdania. Nie przyswajam, choć ze zrozumieniem i bez zgrzy­ta­nia zębami starałam się przeczytać.

Kaznodziejskie czasem, chwilami zaskakująco przaśne zbyt, ale trochę tych wersów, co poruszają, dało się z ła­two­ścią wydłubać, więc wydłubałam. Przydały się w tym ty­god­niu jako lekarstwo, busola, rosół dla duszy, co w nową nieznaną podróż się wybrała.

Prawdziwa miłość ani nie poucza, ani nie straszy.

🖇

Bogu tak jak miłości wystarczy że jest

🖇

Nie wierzysz – mówiła miłość
w to że nawet z dyplomem zgłupiejesz
[…] 
że z dwojga złego można wybrać trzecie
[…] 
Poczekaj jak cię rąbnę
to we wszystko uwierzysz

🖇

kocha lub nie kocha – to jęk nie pytanie

🖇

Podziękuj za cierpienie
czy umiesz czy nie umiesz
bez niego nigdy nie wiesz
ile miłość kosztuje

🖇

nie ma sytuacji na ziemi bez wyjścia
[…] 
odetchnij popatrz
spadają z obłoków
małe wielkie nieszczęścia potrzebne do szczęścia
a od zwykłych rzeczy naucz się spokoju

🖇

Jak często szukamy wielkiej miłości w naszym życiu i czujemy się nieraz po­ranieni, nieszczęśliwi, samotni, osieroceni, a jednocześnie nie do­strze­ga­my prostej mądrości, że ktoś nas kochał naprawdę. […]  Prawdziwa miłość przeszła koło nas.

🖇

Są dwa podobne słowa: przyjmować i brać. Niby podobne, a różne. Ten, któ­ry bierze, wybiera to, co mu się podoba […]  Ale kochać to nie tylko da­wać, […]  to także umieć przyjmować.
     Wydaje się, że przyjmować jest bardzo łatwo. Tymczasem przyjmowanie jest bardzo trudne. Przyjmować oznacza zgadzać się na to, co nam dają, bez względu na to, czy nam się to podoba, czy nie.

🖇

Bóg jest wszechmocny, a nie wszystko może, bo nie może zmusić ludzkiego serca do miłości. Miłość ludzka nie byłaby miłością, gdyby była do cze­go­kol­wiek zmuszona. Człowiek sam zdobywa się na miłość.

🖇

skoro dał wolną wolę
miłość teraz sama
wybiera po swojemu
to czyni co zechce

🖇

Czasem oczekiwanie jest już miłością.

🖇

i ci co nie odchodzą nie zawsze powrócą

🖇

Śmierć nie przerywa miłości.

🖇

ludzi do ludzi zbliżasz
i stale uczysz odchodzić

🖇

Prawdziwa miłość szuka trudnych dróg. […]  Miłość jest większa od nas. Przychodzi spoza nas.

🖇

dopiero po rozstaniu pamięta się wszystko

🖇

Ryczał na cztery strony że miłość odeszła
miała być zawsze a była za krótko
[…] 
głuptasie nie wybrzydzaj
wystarczy że przyszła

🖇

przyszedłem ukląkłem pytałem mój Boże
dlaczego jest niewiara gdy wszystko być może

🖇

miłości się nie szuka jest albo jej nie ma

🖇

wiesz że jeśli miłość to tak jak wieczność
bez przed i potem

🖇

ta jedna chwila
nie potrzeba więcej
to co raz tylko – zostaje najdłużej

🖇

Nie czekaj na wzajemność
[…] 
najważniejsze przecież że ty kogoś kochasz

🖇

koniec – to kłamczuch w świecie nieskończonym

Jan Twardowski, Tylko miłość się liczy,
Aleksandra Iwanowska (wybór),
Wydawnictwo Święty Wojciech, Poznań 2009.
(wyróżnienie własne)

[…]  spotykamy się z Nim […]  w duchu wdzięczności, szczęścia, zawstydzenia.
     Cóż za niezwykła umiejętność dawania miłości! Wi­dać tego, który przyjmuje, a nie tego, który daje.

🖇

Nie rycz jak osioł nie drżyj jak żaba
wytrwaj choć nie wiesz jak

🖇

     – Pokochałem ją taką, jaka wcale nie była, ale taką, jaką widziałem w marzeniach – po to, aby pokochać ją taką, jaka była naprawdę […].

🖇

zdziwiony myślę nieśmiało
że Bóg mnie kocha przez ciebie

🖇

Jest miłość od ostatniego spojrzenia. Budzi się nagle, kiedy dostrzegamy prawdę. Miłość od ostatniego spoj­rze­nia może być dłużej niż na zawsze […].

🖇

przecież tylko nieobecni są najbliżej

🖇

to przecież takie proste wątpliwości nie ma
wiadomo miłość na śmierć nie umiera
zostać niewidocznym nie szkodzi nikomu

🖇

wszystko na szpilce
to co na zawsze już się wydawało
mądrość przy końcu że nie o to chodzi
radość że się kocha to co niemożliwe

🖇

a miłość daje to czego nie daje
więcej niż myślisz bo jest cała Stamtąd
a śmierć to ciekawostka że trzeba iść dalej

🖇

Wiara – to ufność na zawsze więc jedna
nadzieja – to czas bez pożegnań
[…] 
miłość ostatnia – to przeczucie piękna

(tamże)

5987. —

Piątkowe drogowe cyk podczas wracania do domu. Od lat nie było go tak dużo. Od lat nie leżał tak długo. Dopadało wczoraj. Pada dziś. Gapię się i myślę: Heniutka. Moja. Najmojsza.

Spokój, który przynosi zimą śnieg.

Karmele Jaio. To nie ja, przeł. Maja Gańczarczyk,
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2023.

     — Chyba pada śnieg.
     — Skąd wiesz?
     — Wiatr inaczej słychać.

Yōko Ogawa. Grobowa cisza, żałobny zgiełk,
przeł. Anna Karpiuk, Wydawnictwo Tajfuny, Warszawa 2020.

wtorek, stycznia 06, 2026

5986. O starej miłości…

Jabłoń:
Mam propozycję.
(i zapadła znacząca cisza, bo
Drzewko zastanawia się, jak
elegancko ubrać ją w słowa
)

Sadownik:
(gdy cisza nie ustępuje, z uśmiechem)
Więcej szczegółów? Bo wiesz, czasy,
gdy mówiłem od razu: „tak, kochanie, wchodzę w to”,
już minęły.

Sadownik i Jabłoń:
(ryknęli śmiechem)

*

Tinashé Fazakerley, Good Times.

niedziela, stycznia 04, 2026

5985. Z oazy (CDXII)

Ta książka prze­leżała na czytelniczym stosiku ponad rok. Gdy świątecznie uczto­wa­łam nad świeżutkim ma­łym smo­kiem, za­chwycając się kreską, co rusz przychodziło mi do głowy zadziwienie faktem, że ona tam tkwi. Przecież ten Autor, ten warsztat, ten styl, więc czemu utknęła? Szybciutko wydobyłam ją z czeluści opa­trzonych ety­kie­tą:a może nigdy. I na­tychmiast mi się przypomniało.

Zaczynałam tę książkę kilka razy, odkładając ją zawsze z tego samego powodu. Nie wiem co, ale na większości ilustracji z bohaterami jest coś nie tak, nie prze­konują. Tu proporcje, tam coś nieprawdziwego w kształcie oczu czy pyska. Nie wspominając o tym, że dziki wilk nie wygląda nigdy jak zapasiony wielkomiejski owczarek nie­miecki. No nie.

A historia? Czytając rok temu na pewno bym się popłakała, ale teraz jako osierocona po prostu ryczałam jak bóbr. W każdej ilustracji udawało mi się wy­patrzeć szczegół, który natychmiast uruchamiał kudłate wspomnienia, nie tylko te zwią­za­ne z He­niut­ką, ale również z wszystkimi małoduńskimi „piesami”, z których każda i każ­dy byli niesamowitymi psimi osobami.

No i śnieg. Dużo go za oknem, dużo go w książce. Tylko ja w ciepełku. Z przy­jem­no­ścią wykrawałam ilustracje, na których śnieży i śnieżyć nie przestanie.

I hope that in reading this book you are inspired to follow your own moon, or if you're already following it, not to give up.

The Wolf—I miss you. Thank you.

[…]  maybe we can start to enjoy each day a little more.

🖇 🖇

Alone for the first time in her life, Amaya wandered the silent landscape in search of her parents.

🖇

Amaya yelped and tried to run, but another wolf cut her off. And another, and another, until she was surrounded by fierce eyes and bared teeth.

There was no way out.

🖇

🖇

‘Are you all right?’ asked the Wolf.
Amaya nodded slowly. ‘You saved me.’

🖇

‘But I don’t know what lies in that direction,’ said Amaya. ‘It would be a journey into the unknown.’
     A glint appeared in the Wolf’s eye. ‘That's my favourite kind.’

🖇

🖇

‘My form is breaking,’ said the Wolf, ‘but I feel as though something inside me is changing and growing stronger.’

🖇

‘Everything that is important will happen today.’
‘What do you mean?’ asked Amaya.
‘There is no tomorrow,’ said the Wolf,
‘tomorrow—when it matters—will be today.’

🖇

🖇

‘It’s very dark in there.’
     ‘It is our path,’ said the Wolf.
     Amaya remembered what he had said about not just following the path, not just accepting it, but embracing it, no matter the hardships.
     ‘It is,’ said Amaya, walking towards the darkness.

🖇

But the strangest thing was, as she entered the forest, the darkness she had seen from the outside was nowhere to be seen.
     Once within the trees she could see everything... and it was wondrous.

‘It was just an illusion,’ said the Wolf.
When we bring the light of our presence to something,
there is little we cannot understand
.

And as we begin to understand, our fear,
like the darkness, begins to fade.’

🖇

The reason the lotus blooms,’ said the Wolf, ‘is because it just keeps going—the little shoot has no idea how deep the pond is, how far it needs to climb or what might be in its way, it just keeps going. And the fact that it started from a very dark place doesn't stop it.’

🖇

‘So, you really think there's a chance […]?’ asked Amaya.
     ‘Not if we stop trying.’
     ‘But what if we're going in the wrong direction?’
     ‘Perhaps we are, but we are doing what we can based on what we think is best. If we learn something new, we can walk a new path. Until then—we should continue to follow the moon.

And don't forget, your mother said, “With all your heart”. I think she knew what she was talking about.’

🖇

🖇

‘Will we have to go back?’ asked Amaya.
‘Will we be able to find another way?’

🖇

Amaya and the Wolf looked up to see a cat, seated on a rock.
     ‘Do you always travel so slowly?’ asked the Cat.
     ‘Yes, we do,’ said Amaya confidently. ‘But as long as we don’t stop, we’ll get where we're going.’

🖇

‘There are times,’ said the Cat, ‘when we have done everything we can do. Then we must learn to step back and allow the universe to play out in all its unfathomable wonder.’

🖇

🖇

🖇

[…]  Just because we have lost sight of our goal,
it doesn’t mean we should give up.
There is always the possibility of a new way.’

‘But I don’t want a new way,’ said Amaya.

🖇

🖇

‘The moon has led us exactly where we need to be.
Here.
Now.
Together.
Facing this challenge.’

🖇

‘You know,’ she said to the Wolf, ‘I thought journeys were all about getting somewhere and having a destination, but ours doesn’t have one. […]
     ‘You still had a goal, Amaya, […]  most of our lives are spent doing the travelling, and the arrival is only a tiny part of that journey.

We should do our best to enjoy every part of the adventure.
     Maybe we will never get where we want to be, and wouldn’t it be sad if we had not even enjoyed the ride.’

🖇

‘Slow down, look around, breathe, take in the sounds and colours. Imagine you’d chosen this moment as your destination, not just a point along your journey’.

🖇

‘But I thought you were coming along for me,’ said Amaya.
     ‘I was,’ said the Wolf, ‘but now I ask you to come along for me.’

🖇

‘We adapt, we change, we find a new way forward. There is nothing wrong with acknowledging that a path is not leading us where we need to be and choosing a new one.’

🖇

Sometimes it’s simply not possible to try hard and get the result we want.
Imagine digging up a seed to see whether it had grown.
If we’ve watered it, there really is nothing left to do.

🖇

But it’s important to remember, sometimes we are not rewarded, some­times our struggles and patience and optimism will be for nothing. But the journey itself, how we did it, and who we did it with, will always live within us.

That’s why we do things with all our heart,
so when it doesn’t work out, at least
we know we put the best of ourselves into the world.

🖇

🖇

🖇

🖇

And she realized what the whole journey had been about.

James Norbury, Following the Moon,
Michael Joseph, London 2024.
(wyróżnienie własne)

‘Perhaps no one will like it, Amaya, not even you, and that's okay. That is why we need to take our joy in the creation, not how it turns out. […]
     The Wolf’s own words struck him hard, and he knew he was rediscovering something he had lost.

🖇

Come, sit and enjoy the world.

🖇

THE END
…and the beginning.

(tamże)

sobota, stycznia 03, 2026

5984. Świąteczny czas (IX)  // Z oazy (CDXI)

Szósty sprezentowany mi gwiazdkowo iesbeen. Szósty pięknie wydany. Szósta uczta dla dotyku, wzroku, słuchu i duszy. Każda z tych sześciu książek pięknie pod­su­mo­wuj­e i zamyka doświadczenia roku 2025. Każda z nich szepcze coś na temat 2026 roku.

Tą książką zamykam mój świąteczny czas. Choć wróciliśmy do ula tydzień temu, do­pie­ro dziś po­czu­łam, że „już” odrobiłam największe świąteczne straty w poruszaniu się. Jest cena do za­pła­ce­nia za każdy dzień bez rehabilitacji — życie… płacę, bo to mi­mo wszyst­ko dobre życie!

A podróż tej dobrze znanej czwórki bohaterów? Nie tylko my w ostatnim czasie stra­ciliśmy uko­cha­ne­go sierściucha — w inspiracji postaci krecika nie tylko duch Bar­neya, ale też he­niutkowe ser­ce.

Leczy mnie ta książka przede wszystkim kreską. Leczy każdą formę niemocy. Tej na­bytej, nie­spo­dzie­wa­nej, utrwa­lonej czy — ma ogromną nadzieję — tymczasowej.

🖇

🖇

🖇

🖇

🖇

🖇

🖇

🖇

🖇

🖇

🖇

🖇

🖇

🖇

🖇

Charlie Mackesy, Always Remember. The Boy,
the Mole, the Fox, the Horse and the Storm
,
Ebury Press, London 2025.