Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania 4151, posortowane według daty. Sortuj według trafności Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania 4151, posortowane według daty. Sortuj według trafności Pokaż wszystkie posty

niedziela, lutego 28, 2021

(4151+3). Ad rem (IV)

Kategoria: muszę mieć pod ręką, bo o książkach, poczuciu humoru, poruszeniach serca, bo obrazy umieszczone w tej książce snują opowieść dla oczu i czucia.

Ile trzeba czasu, aby coś zobaczyć, aby kogoś poznać? Po la­tach zdajemy sobie sprawę, jak niewiele pojmowaliśmy na początku, choć wydawało nam się, że wszystko już wiemy.

*

Ale zdjęcia, eseje, powieści i cała reszta są niebezpieczne, bo mo­gą odmienić nasze życie. Sztuka kształtuje świat. Znam wiele osób, któ­rym jakaś książka uratowała życie lub określiła, co będą w życiu robić; jeśli nie wymieniam żadnej książki, której sama coś zawdzięczam, to jedynie dla­te­go, że były ich setki, a nawet tysiące. Są i inne, mniej doraźne i bar­dziej złożone powody, by czytać książki, na przykład dlatego, że dają nam przy­je­mność, albowiem przyjemność ma znaczenie.

Widząc ślady kopyt, myślimy o koniu, ale zdarza się, że chodzi o zebrę.

[…] sens czytania polega na szansie eksploracji, wyjścia poza granice wła­snej płci (i rasy, i klasy, i orientacji seksualnej, i narodowości, i chwili dzie­jo­wej, i wieku, i zdolności), aby na moment stać się kimś innym.


Paz de la Calzada
fot. [dostęp: 27.02.2021], źródło.

Prace: Paz de la Calzada. […] misterne labirynty i ścieżki, które prowadzą od sfery publicznej do królestwa kon­tem­pla­cji, w ten sposób łącząc dwa bardzo różne światy.

*

[…] poczucie humoru, ów talent do dostrzegania luki między tym, co jest, a tym, co być powinno, patrzenia poza granice własnego stanowiska.

Ignorowanie kategorii stanowi również pewną formę wglądu. Wciąż wra­cam do poznanej we wczesnej młodości historii o mistrzu tao. Książę Mu wy­sy­ła mędrca na poszukiwanie doskonałego konia, po czym mędrzec wra­ca i mówi, że znalazł kobyłę kasztanowatą. Jednak okazuje się że ta kobyła to czarny ogier, zgodnie z obietnicą, doskonały. Przyjaciel ko­men­tu­je: „On widzi tylko duchowe wartości. Żeby skupić uwagę na istocie rzeczy, za­po­mi­na o błahych pozorach, szukając wewnętrznych zalet, nie dostrzega cech zewnętrznych. Patrzy na to, na co patrzeć powinien, a zaniedbuje to, czemu nie warto się przyglądać”.

What would happen if one woman told the truth about her life? The world would split open.
// Muriel Rukeyser

Rebecca Solnit, Matka wszystkich pytań,
przeł. Barbara Kopeć-Umiastowska,
Wydawnictwo Karakter, Kraków 2021.
(wyróżnienie własne)

*   *   *

Face to Face, Episode 4.

(4151+2). Ad rem (III)

Uwielbiam termin kryzys męskości. Dla mnie oznacza on przede wszystkim rozwój człowieczeństwa wśród mężczyzn i nie mam nic przeciwko. Jestem dość radykalna w swoich poglądach — uważam, że mężczyzna to też człowiek.

W prywatnej skrzynce narzędziowej mam dzyndzel, którego używam, gdy ktoś w stosunku do mnie ma zbyt (według mnie) emocjonalną, nieadekwatną reakcję, której nie rozumiem. Zamiast mówić stary, uspokój się, robię wewnętrznie krok w tył i sprawdzam, czy przypadkiem nie walę człowiekowi lematem wynikającym z jakiegoś przywileju, który mam — w 90% sytuacji dokładnie tak jest i trzeźwieję natychmiast.

Do skrzyneczki dorzuciłam piórko dla tych, co patriarchatu nigdzie nie widzą, a fe­mi­nizm traktują jako niepotrzebne nadymanie się: weź konkretną sytuację spo­łecz­ną, która cię wzburzyła i zastanów się, czy wywołałaby takie samo wzbu­rze­nie, gdy­by zamiast geja, lesbijki, kobiety, zrobił to biały, heteroseksualny katolik? Jest róż­ni­ca? Dużo pracy przed nami.

W patriarchacie milczenie obecne jest wszędzie, chociaż od męż­czyzn wymaga się innych rodzajów milczenia niż od kobiet. […] męskie milczenie to kompromis na rzecz władzy i przynależności.

Pierwszy akt przemocy, jakiego patriarchat wymaga od mężczyzn, nie jest skierowany przeciwko kobietom. Najpierw patriarchat nakazuje męż­czy­znom, by popełnili akt samookaleczenia, by uśmiercili emocjonalną część własnego ja. Osobnik, który nie zdoła się emocjonalnie okaleczyć, zawsze może liczyć na patriarchalnych mężczyzn, którzy odprawią nad nim rytuał władzy i brutalnie podważą jego poczucie własnej wartości.

[…] mężczyźni — mieszkańcy sfer zmaskulinizowanych, takich jak sport, wojsko, policja, męskie załogi budowlane lub wydobywcze — muszą, w imię przynależności, ponosić jeszcze większe wyrzeczenia. Kobietom przyznaje się prawo do szerszej gamy emocjonalnej, chociaż i one bywają zniechęcane lub stygmatyzowane, gdy wyrażają rzekomo zbyt gwałtowne i niestosowne uczucia, gdy są mało układne lub przejawiają inne niepożądane cechy — ambicję, krytyczną inteligencję, niezależność sądów, niezgodę, gniew. Inny­mi słowy, milczenie jest siłą wszechobecną, która różnie rozkłada się mię­dzy różne kategorie ludzi. Stanowi podwalinę status quo bazującego na homeostazie milczeń.

Status quo definiuje się przez to, kto jest, a kto nie jest słyszany. Ci, którzy je uosabiają – często kosztem niesłychanego wewnętrznego milczenia – prze­su­wa­ją się do centrum; ci, którzy uosabiają to, czego nie słychać, którzy mo­gą zakłócić spokój ludzi karmiących się milczeniem, są wyrzucani poza nawias.

Pejzaż milczenia można więc podzielić na trzy obszary: milczenie na skutek nakazu wewnętrznego, milczenie panujące na zewnątrz oraz milczenie, któ­re otacza rzeczy nienazwane, nieuznane, nieopisane i nieuświadomione. Nie są to obszary odrębne, lecz zasilają się nawzajem; niewypowiadalne za­mie­nia się w niepoznawalne i na odwrót – aż wreszcie coś pęka.

[…] zmiana tonu rozmowy prowadzi do zmiany reguł […].

Od czasu do czasu dostrzegam, że tak naprawdę nie da się niczego po­wie­dzieć. Ogólne kategorie, jakimi są słowa, pozwalają nam wrzucić do jed­ne­go worka rzeczy, które zasadniczo się od siebie różnią: „niebieski” składa się z tysiąca kolorów, „koń” to może być arab, kuc albo zabawka, „miłość” ozna­cza wszystko i nic; język zatem to ciąg uogólnień, który odmalowuje niekompletny obraz nawet wtedy, gdy coś przekazuje. Uży­wa­jąc języka, wkraczamy na teren kategorii – pojęć tyleż niezbędnych, co i nie­bez­piecz­nych.
     Kategorie bywają nieszczelne.

Bywa, że kategorie traktujemy jak system przegródek, do których można rutynowo i bezceremonialnie wrzucać wszystko, co wiadomo o ludziach. Wszyscy Żydzi popierają Izrael. Wszyscy muzułmanie to dżihadyści. Wszy­stkie lesbijki nienawidzą mężczyzn. Pakujesz świat do schludnego pudełka i koniec z myśleniem.

[Louis C.K. powiedział] „jak to się dzieje, że kobiety wciąż chodzą na randki, skoro, gdyby się zastanowić, najbardziej niebezpieczni są dla nich męż­czyź­ni? Jesteśmy dla kobiet zagrożeniem numer jeden! Z globalnej i historycznej perspektywy jesteśmy przyczyną numer jeden kalectwa i obrażeń kobiet”.

Słowo „dyskryminacja” ma dwa wzajemnie sprzeczne znaczenia. W sensie poznawczym dyskryminować oznacza jasno różnicować, dostrzegać szcze­gó­ły; natomiast w sensie socjopolitycznym dyskryminować to nie do­pusz­czać rozróżnień, być ślepym na indywidualne odmienności w obrębie danej kategorii.

Do najzacieklejszych debat w naszej epoce dochodzi wówczas, gdy każda ze stron upiera się, że wszystkie elementy jakiejś kategorii potwierdzają wy­łącz­nie jej własną wersję danego zjawiska.

Otóż nie jest prawdą powszechnie znaną, że człowiek, który uważa własne opinie za fakty, może również uważać się za Pana Boga. Jednak tak bywa, jeżeli ów człowiek niedostatecznie przyswoił sobie fakt, że istnieją inni lu­dzie, którzy mają inne doświadczenia, którzy także zostali stworzeni rów­nymi i mają pewne niezbywalne prawa, a w ich głowach również zachodzi ów niepokojący i ciekawy proces zwany świadomością. Ta dolegliwość wciąż trapi wielu mężczyzn, zwłaszcza gdy są biali i heteroseksualni […].

Dlaczego ma być łatwo? Łatwo nie będzie, bo nie może.

Bywa, że mężczyźni nalegają, by „dla uczciwości” przyznać, iż mężczyźni cierpią przez kobiety tak samo jak kobiety przez mężczyzn, a czasem nawet bardziej. Równie dobrze można by twierdzić, że rasizm przysparza białym tyle samo cierpień co czarnym i że nie istnieje na świecie hie­rar­chia przy­wi­le­jów i gradacja ucisku. I są tacy, którzy tak twierdzą.

[…] „Jest mi przykro z powodu tego, co się stało”. Zupełnie jakby proste wnio­sko­wa­nie: osoba plus działanie równa się skutek, było dla nich za trud­ne i nie potrafili stawić czoła następstwu zdarzeń. Drogą ucieczki staje się wówczas język, luźna i mętna mowa. Rzeczy po prostu się dzieją.

To, co da się rozpoznać, można naprawić lub temu przeciwdziałać.

Każdy ma swój udział. Można powiedzieć, że kobiety są zależne, ale tylko wtedy, kiedy to samo powiemy o mężczyznach. Zależność to niezbyt pomocna miara; być może lepszym probierzem byłaby współzależność. Kobiety w większości nigdy nie były zależne i bezużyteczne; teraz na ogół również takie nie są.

Feminizm potrzebuje mężczyzn. Choćby dlatego, że mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet lub nimi gardzą, mogą się zmienić jedynie – jeśli w ogóle – gdy zmieni się kultura; gdy krzywdzenie kobiet w straszny sposób oraz mówienie o nich strasznych rzeczy przestanie podnosić pozycję mężczyzny w oczach innych mężczyzn.

Rebecca Solnit, Matka wszystkich pytań,
przeł. Barbara Kopeć-Umiastowska,
Wydawnictwo Karakter, Kraków 2021.
(wyróżnienie własne)

Miłość to ciągłe negocjacje, ciągłe rozmowy; kochać kogoś to otworzyć się na odepchnięcie i porzucenie; miłość jest czymś, na co można zasłużyć, ale czego nie da się wymusić. To teren, gdzie traci się kontrolę, gdyż druga osoba także dysponuje prawem i wyborem; to wspólny proces, a więc uprawianie miłości, w najlepszym wydaniu, to proces, który zamienia negocjacje w radość i zabawę. […]
     Jeśli nie nauczono nas współpracy, negocjacji, szacunku i uwagi, jeśli ukochana osoba nie jest dla nas kimś równym i obdarzonym nie­zby­wal­nymi prawami, to nie jesteśmy zbyt dobrze wyekwipowani do podjęcia dzieła miłości.

Zawsze zostaje coś, co należy jeszcze powiedzieć, zawsze ktoś wciąż walczy o słowa i możność opowiedzenia swojej historii. Co dzień każda z nas na nowo wymyśla świat i swoje ja, wychodzi temu światu na spotkanie, otwiera lub zamyka w nim przestrzeń dla innych.

(tamże)

(4151+1). Ad rem (II)

Kategoria: Strajk Kobiet. Nie mam nic mądrego do dodania.

Jest prawdą powszechnie znaną, że kobiecie mającej własny pogląd brak do szczęścia tylko cudzych pouczeń.

W obecnej skrajnie antyaborcyjnej atmosferze […] kobieta w po­rów­na­niu z płodem w jej macicy nie ma żadnej wartości, chociaż z prze­szło połowy tych płodów kiedyś wyrosną kobiety, które także kiedyś ktoś uzna za bezwartościowe w porównaniu z kolejnym pokoleniem po­ten­cjal­nych płodów.

Niekończąca się wojna z prawami reprodukcyjnymi — nie tylko z prawem do aborcji, lecz również do antykoncepcji, planowania rodziny i edukacji seksualnej — jest próbą wywarcia instytucjonalnego przymusu. Przemoc odgrywa w niej istotną rolę, niemniej przymus ma także wiele innych wcie­leń, jak na przykład represyjne prawo karne. Nietrudno dostrzec, że usta­wo­daw­stwo, które rzekomo broni praw istot nie­na­ro­dzo­nych kosztem praw kobiet noszących owe istoty w brzuchu, w gruncie rzeczy skupia się na prawie mężczyzn i państwa do władzy nad kobiecym ciałem; nietrudno dostrzec, że odmowa dostępu do anty­kon­cep­cji i aborcji to atak na auto­nomię i sprawczość kobiet. Nieustająco atakowane jest prawo kobiet do decydowania o tym, czym jest dla nich seks, prawo do kontroli nad własnym ciałem, prawo do dążenia do rozkoszy i zawierania związków bez ulegania ogromnym wyzwaniom macierzyństwa lub do wybrania tegoż macierzyństwa na własnych warunkach.

Słowa nas łączą, milczenie rozdziela: pozbawia nas pomocy, solidarności lub choćby poczucia wspólnoty, które można wy­wo­łać lub wyprosić, posługując się mową.

Czeka nas wiele zadań: trzeba nazywać rzeczy po imieniu, mówić prawdę najlepiej, jak umiemy, rozumieć, skąd się wzięłyśmy, słuchać tych, których uciszano w przeszłości, dostrzegać, jak schodzą się i rozchodzą miriady naszych historii, korzystać z posiadanych przywilejów do li­kwi­da­cji uprzywilejowania lub jego poszerzenia. Takie są nasze zadania. Tak tworzy się świat.

Polityczki są krytykowane za wygląd, za głos, za posiadanie ambicji, za to, że nie poświęcają czasu rodzinie (lub że jej nie mają). Określenia typu „krzy­kli­wa” i „apodyktyczna” są zarezerwowane dla kobiet, podobnie jak sfor­mu­ło­wa­nie „mądrzyć się” dla Afroamerykanów. Kobiety w polityce nie mogą być zbyt kobiece, bo kobiecość nie kojarzy się z przywództwem; ale nie mogą też być zbyt męskie, bo męskość im nie przysługuje — podwójne związanie spychające je do miejsca, które nie istnieje, nakazując im bycie czymś niemożliwym, żeby nie uchodzić za coś złego. Bo, o ile zdołałam ustalić, być kobietą oznacza wiecznie coś robić źle. A przy­naj­mniej tak jest w patriarchacie.

Bez znaczenia jest, jakie masz zdanie jako kobieta: jeśli zapuścisz się na zwyczajowo męskie terytorium, zawsze spotkasz się z agresją. Wywołuje ją nie to, co mówisz, ale sam fakt, że się wypowiadasz.

[…] trzeba zdać sobie sprawę, że milczenie stanowi powszechny stan ucisku i że milczenie i uciszanie mają sporo odmian.
     Kategoria „kobiety” to długi bulwar, który krzyżuje się z mnóstwem mniej­szych ulic, takich jak klasa, rasa, bogactwo i bieda. Wędrówka tym bulwarem prowadzi zatem przez wiele skrzyżowań i w żadnym razie nie oznacza, że w mieście milczenia liczy się tylko jedna ulica i jedna trasa.

Przemoc wobec kobiet to często przemoc wobec naszych historii i głosów. To zanegowanie naszych głosów i wszystkiego, co oznaczają — prawa do sa­mo­okre­śle­nia, do przynależności, do zgody lub niezgody, do życia i uczestnictwa, do interpretacji i narracji.

To poniekąd zagadka, dlaczego jakieś konkretne zdarzenie jest kroplą, która przepełnia czarę goryczy.

Każda kobieta w każdym momencie może zostać uznana za chodzące referendum na temat kobiet — naprawdę wszystkie jesteśmy emocjonalne, skłonne do intryg i nie znosimy matmy? — lecz kiedy mowa o mężczyznach, takie miary nie są stosowane.

Rebecca Solnit, Matka wszystkich pytań,
przeł. Barbara Kopeć-Umiastowska,
Wydawnictwo Karakter, Kraków 2021.
(wyróżnienie własne)

4151. Czytana tam, skończona tu (II)  // Ad rem (I)

Od pierwszego eseju rozsiadła się w dziale moja książka roku 2021. Dwa dni po jej skończeniu wciąż głowię się nad wyborem cy­ta­tów, ba, nad wyborem kwestii, któ­rych wybór cytatów ma dotyczyć. Nie jest to naj­ła­twiej­sza łamigłówka, ale też wiem, że potrzebuję znaleźć chwilowe choć roz­wią­za­nie, by pójść dalej.

O, rany! Gdyby ta książka powstała kilkanaście lat temu, gdybym ją wtedy prze­czy­ta­ła… nie byłoby tego bloga! Bo powstał z niemocy utrzymania w sobie słów, z po­trze­by prze­ga­da­nia (choćby tylko ze sobą) istotnych kwestii, o których się nie mówi, z zachwytu bycia obdarowaną przez Życie. Gdyby tak było, nie pojawiłoby się w moim ży­ciu wielu Ludzi, bez których sobie swego życia nie wyobrażam.

Wygląda na to, że w życiu można mieć wszystko. Ja mam blog, „mam” swoich Lu­dzi, Oni mają mnie i, (jakby było mało) jest ta książka.

Zacznijmy więc od oczywistości, że tylko dzieci uszczęśliwią i nadadzą sens życiu kobiety — koń by się uśmiał na śmierć. A Misia Furtak, czekająca w blokach star­to­wych od dwóch lat, krzyczy: ej, to mój wpis!

Niekiedy już sam fakt, że możemy mówić, że ktoś nas słyszy, że ktoś nam wierzy, decyduje o naszej przynależności do rodziny, wspólnoty i spo­łe­czeń­stwa. Czasem nasz głos powoduje, że te struktury pękają; bo czasem te stru­ktu­ry są więzieniem. A kiedy słowa przełamują to, co niewymawialne, rze­czy dotąd tolerowane społecznie stają się nie do zniesienia.

Cisza spokoju, wyciszenie umysłu, wytchnienie od słów i zgiełku są z aku­sty­czne­go punktu słyszenia takie same jak milczenie na skutek ucisku i za­stra­sza­nia, jednak psychicznie i politycznie brzmią całkiem inaczej. Są rze­czy, których nie mówimy, bo dążymy do introspekcji i spokoju, oraz te inne, o których milczymy, bo zagrożenia są zbyt poważne lub przeszkody zbyt duże — lecz pierwsze różnią się od drugich tak, jak pływanie różni się od zatonięcia.

[…] różne epoki i kultury często zadawały sobie całkiem inne pytania niż obecna. Jaki jest twój wkład w dobro świata lub twojej społeczności? Czy żyjesz zgodnie ze swymi zasadami? Co zostawisz po sobie? Jaki sens ma twoje życie? Być może nasza obsesja na punkcie szczęścia to sposób, by nie zadawać sobie tych pytań, by nie myśleć o tym, jak pojemne potrafi być nasze życie, jak skuteczna może być nasza praca i jak dalekosiężna — nasza miłość.

Jednym z powodów kurczowego przywiązania do idei macierzyństwa jako kluczowej dla kobiecej tożsamości jest przekonanie, że dzieci zaspokajają naszą potrzebę miłości. Ale tak wiele rzeczy oprócz potomstwa zasługuje na miłość, tak wiele rzeczy miłości potrzebuje — miłość w naszym świecie ma tak wiele do zrobienia. I mimo że tyle osób kwestionuje pobudki ludzi bez­dziet­nych, uważając ich za jednostki egoistyczne, które nie chcą ponosić ofiar związanych z rodzicielstwem, to jakoś umyka ich uwadze, że ludzie mocno kochający swoje dzieci mogą mieć mniej miłości do zaoferowania reszcie świata.

[…] społeczne recepty na spełnienie bywają źródłem nieszczęść zarówno w przypadku osób piętnowanych za to, że nie umieją lub nie chcą się do nich zastosować, jak i ludzi posłusznych, którym jednak szczęścia nie dają.

Są ludzie, dla których istotą dobrego życia są rzeczy inne niż szczęście — dawanie i branie miłości, zadowolenie, honor, sens, głębia, zaangażowanie, nadzieja.

Pytania o szczęśliwość zazwyczaj są zadawane przy założeniu, że wiadomo, jak wygląda szczęśliwe życie. Często pisze się, że wystarczy w tym celu zdo­być stosowne rekwizyty — współmałżonka, potomstwo, majątek, prze­ży­cia ero­ty­czne — chociaż nawet milisekunda zastanowienia pozwala sobie przy­po­mnieć niezliczone osoby, które mają to wszystko, a przecież są nie­szczę­śli­we.

Zbyt duża część naszego społeczeństwa wciąż tkwi w okopach żarliwej wiary, że rodzinę, w której dziećmi zajmuje się dwoje heteroseksualnych rodziców, spowija zgoła nadprzyrodzona magia. W rezultacie pod­trzy­mu­je­my nieudane związki, niosąc destrukcję całemu otoczeniu. Ludzie bez końca tkwią w strasznych małżeństwach, nie mogąc ich zakończyć, bo uparcie wierzą starej recepcie, według której sytuacja nieznośna dla jed­ne­go lub obojga rodziców okaże się jakoś korzystna dla dzieci.

Być może problem częściowo polega na tym, że nauczono nas zadawać niewłaściwe pytania samym sobie.

Życiowym celem stała się dla mnie postawa prawdziwie rabiniczna, umie­jęt­ność odpowiadania pytaniem otwartym na pytanie zamknięte, osią­gnię­cie wewnętrznej mocy, która skutecznie ostrzeże mnie przed intru­zem, a przy­naj­mniej przypomni, że powinnam go zapytać: „Dlaczego o to py­tasz?”. Odkryłam, że to na ogół najlepsza reakcja na nieprzyjazne py­ta­nie, a pytania zamknięte zazwyczaj są nieprzyjazne.

W życiu warto zadawać sobie wiele pytań, więc być może kiedyś staniemy się mądrzejsze i zrozumiemy, że nie na wszystkie trzeba odpowiadać.

Pytanie zadane mi we wspomnianym wywiadzie było niemądre, bo za­kła­da­ło, że wszystkie kobiety powinny mieć dzieci, a także niestosowne, bo roz­mów­ca uznał za rzecz naturalną, że kobiece czynności reprodukcyjne są spra­wą publiczną. Co gorsza, kryło się w nim bardziej fundamentalne założenie, że nie istnieje dla kobiet inny sposób życia.

Niektóre osoby pragną mieć dzieci, ale ich nie mają z roz­ma­itych powodów: osobistych, medycznych, emocjonalnych, zawodowych; inne tego nie chcą, i to też nie powinno nikogo obchodzić.

Mężczyzny nigdy by o to nie zapytał!” — plunęła wściekle. Miała rację. (Jej wykrzyknienie, zadane w formie pytania: „Zapytałbyś o coś takiego męż­czy­znę?”, to świetny sposób, aby usadzić niektórych interlokutorów). U źró­deł tego typu natręctw prawdopodobnie tkwi przekonanie, że nie ma czegoś takiego jak Kobiety, stanowiące pięćdziesiąt jeden procent ludzkości, któ­rych potrzeby są równie różnorodne, pragnienia zaś równie zagadkowe jak potrzeby i pragnienia pozostałych czterdziestu dziewięciu procent; że ist­nie­je wyłącznie Kobieta w liczbie pojedynczej, która musi wyjść za mąż i rodzić dzieci i której zadaniem jest wpuszczać w siebie mężczyzn i wy­pusz­czać z sie­bie potomstwo, jakby była czymś w rodzaju windy dla gatunku.

Nie istnieje dobra odpowiedź na pytanie, jak być kobietą; być może cała sztuka polega więc na tym, jak tej odpowiedzi odmawiać.

Rebecca Solnit, Matka wszystkich pytań,
przeł. Barbara Kopeć-Umiastowska,
Wydawnictwo Karakter, Kraków 2021.
(wyróżnienie własne)

*   *   *

Misia Furtak, Nie zaczynaj.