pozostaję poruszona i tęskniąca.

(fot. Bliźniacza Liczba, fragment)
Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam.
Jak to jest: żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć,
gdy prawie ci wmówiono, że jesteś taką Jabłonią?
Jak to jest kwitnąć przez cały rok? Rozkwitać każdego dnia?
pozostaję poruszona i tęskniąca.

(fot. Bliźniacza Liczba, fragment)
wpis przeniesiony 2.04.2019.
(oryginał z zawieszkami)
I świętuję wszystkie Drzwi, przez które przeszłam.
I czuję, jak rośnie mi apetyt na więcej…
[…] człowiek, który wraca przez Drzwi w Murze, nigdy nie będzie tym samym, który przez nie przeszedł. Będzie mądrzejszy, ale mniej przemądrzały, szczęśliwszy, ale z mniejszym samozadowoleniem, pokorniejszy w przyjmowaniu do wiadomości własnej ignorancji, a jednak lepiej przygotowany, by zrozumieć relację między słowami a rzeczami, systematycznym rozumowaniem a niezgłębioną Tajemnicą, którą próbuje, zawsze na próżno, pojąć.
Aldous Huxley, Drzwi percepcji. Niebo i piekło,
przeł. Marta Mikita, Cień Kształtu, Warszawa 2012.
(wyróżnienie własne)
*

Autor: Ivailo Nikolov, więcej.
wpis przeniesiony 2.04.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Dawno, dawno temu o tej książce mówił mi Tollini. Sprawdziłam wtedy, ale była tylko — jak mówi Biały Kruk — „w papierzu”. W papierzu tej książce mówiłam „nie” — trudno, czytać nie będę.
Niczym królik z kapelusza, kilka dni temu pojawiła się informacja, że ibuk jest i jest w bardzo przyzwoitej cenie. Nabyłam. Literki te rozpoczęły przychodzenie do mnie książek dotykających Zakazanego. To pierwsza z trzech dotykających jakiegoś mniejszego lub większego tabu. Tabu, spod którego prześwituje ludzkie doświadczenie, którego nie sposób zignorować, choć wielu próbuje, wielu nie chce próbować, wielu udaje się. Niektórzy mają odwagę o tym doświadczeniu mówić głośno.
*
Połowa XX wieku była czasem naukowego eksperymentowania z substancjami. Tę książkę napisał jeden z królików doświadczalnych. Królik szczególny, który i bez spożywania był osobą arcyciekawą o niebywałej wrażliwości. Nie, nie trzeba brać, żeby wziąć z tej książki coś dla siebie. „Zaniemówiła” mnie Ona, zatrzymała, sprawiła, że chcę na nowo przeczytać, wrócić do Castanedy.
Ta książka może być pięknym wstępem do historii malarstwa i zaproszeniem do zwracania uwagi na „drzwi” umieszczone dla nas w obrazach, rzeźbach, sposobie, w jaki układają się promienie słońca. Nagłe olśnienia, których tyle w moim życiu, odnajdują swoje miejsce… wrażenie, jakie zrobiły na mnie witraże w Coventry… czy jeden obrazów w Prado przed którym siedziałam godzinę, odpowiednio kilkanaście i dwadzieścia lat temu. I kilka fotografii, które mnie przemieniły. I jeszcze… te drzwi… i tamte… pamiętasz?
Jak ziemia przed stu laty, nasz umysł wciąż posiada swoje najmroczniejsze Afryki, nieoznaczone na mapach Bornea czy dorzecza Amazonki. […] Człowiek składa się z tego, co nazwałbym Starym Światem osobowej świadomości oraz, za rozdzielającym morzem, z serii Nowych Światów — niezbyt dalekich Wirginii i Karolin osobistej podświadomości i wegetatywnej duszy; Dalekiego Zachodu zbiorowej nieświadomości, z jego florą symboli, plemionami rdzennych archetypów i za kolejnym, obszerniejszym oceanem, na antypodach codziennej świadomości — świata Doświadczenia Wizyjnego. […] Nie wymyśla się tych stworzeń, tak samo jak nie wymyśla się kangurów. Żyją własnym życiem w całkowitej niezależności. Człowiek nie może ich kontrolować. Jedyne, co może zrobić, to wybrać się do mentalnego ekwiwalentu Australii i rozejrzeć się wokół.
*
Z punktu widzenia mieszkańców Starego Świata torbacze są wyjątkowo dziwne. Lecz dziwność nie jest tym samym co przypadkowość. Kangurom i walabiom może brakować pozorów rzeczywistości, ale ich nieprawdopodobność się powtarza i przestrzega znanych praw. To samo dotyczy się psychicznych stworzeń zamieszkujących odległe rejony naszych umysłów.
*
Naszym celem jest odkrycie, że zawsze znajdowaliśmy się tam, gdzie powinniśmy. Niestety wyjątkowo utrudniamy sobie to zadanie.
*
Systematyczne rozumowanie jest czymś, bez czego nie możemy, jako gatunek lub indywidualiści, się obyć. Jednak jeśli chcemy pozostać przy zdrowych zmysłach, nie możemy również obyć się bez bezpośredniej percepcji, im bardziej niesystematycznej, tym lepiej, wewnętrznych i zewnętrznych światów, w których się urodziliśmy.
*
Odczucia, wrażenia, wglądy, fantazje — wszystkie one są prywatne i, oprócz opisu poprzez symbole, z drugiej ręki, nie do przekazania. Możemy gromadzić informacje o doświadczeniach, ale nigdy samych doświadczeń (poza własnymi). Od rodziny do narodu każda ludzka grupa jest społeczeństwem odrębnych wszechświatów.
Aldous Huxley, Drzwi percepcji. Niebo i piekło,
przeł. Marta Mikita, Wydawnictwo Cień Kształtu, Warszawa 2012.
(wyróżnienie własne)

wpis przeniesiony 2.04.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Pan. Młody człowiek. Pies. Całkiem nowiutki, śniegu jeszcze w życiu nie widział.
Z Heniutką byłyśmy na spacerku. Pan zapytał: co z tymi drzewami? chore? Pierwsze lato pieska, pierwsze lato pana z pieskiem. Wcześniej tego pan nie zauważał. Teraz już wie, że topole szykują się już do zimowego snu.

wpis przeniesiony 2.04.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Policzyłam. Dziś 59. rehabka z Oj Tè. Pierwszy raz postanowiłam upiec dwie pieczenie przy jednym ogniu. Od dziś, ćwicząc, powtórzenia liczę po hiszpańsku.
Policzyłam. 59. rehabka kończy sezon. Czas na pranie, pakowanie i urlop. Żadnych ćwiczeń — powiedział Oj Tè, gdy się żegnałam wakacyjnie — resetujemy układ nerwowy. Teraz liczę kroki… en español ¡naturalmente!
Hoy. La rehabilitación cinquenta y nueve. ¡El reksio!
¡Ya tengo treinta y tres reksios!
Yo tengo:
wpis przeniesiony 2.04.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Jabłoń:
Jaka była twoja największa obawa,
gdy byłeś nastolatkiem?
Sadownik:
Nie miałem jak ty, ja byłem
normalnym nastolatkiem!
Sadownik & Jabłoń:
(ryknęli śmiechem)
*
Tak się skończyły „badania w terenie” w poniedziałkowy ranek. Obudziłam się rano z powidokiem snu, który pozwolił mi odkryć, że za naszymi największymi obawami z łatwością kryją się różne „wkrętki” (często społeczne), że nie jest się takim jak trzeba, że nie jest się dość dobrym, właściwym itd. Obudziłam się wczoraj. Obśmiałam się wczoraj. Dzisiaj wciąż mnie bawi wspomnienie słów normalnego mężczyzny, który nie może być do końca normalny, skoro jest moim Mężem.
Kaan, Apus i rybitwa, czyli stopy, stopy, stopy…
wspaniały fetysz służący do uszczęśliwiającego chodzenia.

(fot. Kaan, fragmenty)
Kupiłam te słowa na pniu! ● Kupiłam przed chwilą całym sercem i zamiarem, by jeszcze w tym życiu truchtać, na przykład.
Our passion is our strength.
Joanna Hewelt

(fot. Marianne Forsell, fragment)
wpis przeniesiony 2.04.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Utkwiły mi w głowie słowa dr. hab. Macieja Gduli z artykułu czytanego pierwszego lipca: Klasa średnia zakłada, że różnice między nią a wyższą są niewielkie. Że jak skończy lepsze studia i będzie więcej pracować, to będzie ją już na wszystko stać. Otóż nie będzie.
Artykuł w formie papierowej przeleżał na parapecie do dziś, gazeta pożółkła okrutnie. Właśnie te przytoczone słowa oraz pewien rodzaj szaleństwa, jakiemu oddaje się świat, spowodowały, że polowałam na tę książkę.
Dystopia to zdecydowanie moja ulubiona beletrystyczna forma. Wsiąkam prawie natychmiast. A potem, zanim skończę, wszędzie ze sobą ciągnę. O tej książce mogę powiedzieć, napisać tylko jedno, nie zdradzając żadnej z wielu nagłych zmian akcji, puenta bezcenna!
Mówili sobie, że dadzą radę: nie wydają za dużo, ciężko pracują. To dopiero zabójca: ciężka praca. […] Rzygać mu się chce, kiedy wspomina, jak ciężko pracował.
I potem wszystko szlag trafił. Prawie z dnia na dzień. Nie tylko w życiu osobistym: cały ten domek z kart, cały system rozpadł się na kawałki, tryliony dolarów wyparowały z bilansów firm jak mgła z szyby. […] pojawiły się hordy tanich ekspertów, udających, że potrafią wyjaśnić, czemu tak się stało: demografia, utrata zaufania, gigantyczne piramidy finansowe, ale to wszystko były gówniane zgadywanki. Ktoś skłamał, ktoś oszukał, ktoś zdusił rynek, ktoś rozdął bańkę inflacyjną. Brak miejsc pracy, za dużo chętnych. Albo brak miejsc pracy dla przeciętnych ludzi.
*
Jak mówią w sądzie, możesz odejść. Cały świat przed tobą, dokądkolwiek pójdziesz.
*
Przecież wszyscy umieramy, tylko niektórzy trochę wolniej.
*
Prawdopodobnie gapi się na sufit, jeśli cokolwiek może tam dostrzec. I prawdopodobnie sufit gapi się na niego.
*
Była dla niego tylko odskocznią, nie życiową potrzebą. […] I prawdę mówiąc, on był tym samym dla niej.
*
— Wierzysz w wolną wolę? — pyta Jocelyn.
Ma inny głos, nie tak pewny jak zwykle. To jakiś podstęp?
— Co masz na myśli? — mówi Stan.
*
— Nic nie jest ułożone do końca — odpowiada Jocelyn. — Każdy dzień jest inny. Czy nie lepiej robić coś, bo tak zdecydowałaś? A nie dlatego że musisz?
*
Jeśli więzienie nie byłoby więzieniem, świat poza nim nie miałby żadnej wartości.
*
Ktoś jednak to akceptuje, pomyślał Stan. Można by się założyć, że tak. Jeśli da się na tym zarobić.
Margaret Atwood, Serce umiera ostatnie,
przeł. Małgorzata Maruszkin,
Wielka Litera, Warszawa 2016.

*
Doris Day, The Way We Were.
wpis przeniesiony 2.04.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Bo. Profesor Snyder tak pięknie mówi po polsku.
Bo. Jedna Wiedźma może być Nauczycielką.
Bo. Druga Wiedźma jeszcze nie wie, że lubi poezję po angielsku.
Bo. Trzecia Wiedźma chce, by Vía, gdy znów się spotkamy, nie dostał jako uczennicy takiej, co nic w ojczystym języku powiedzieć nie umie.
Właśnie z tych powodów postanowiłam „przełożyć” tę książkę — starsze wydanie pod innym tytułem towarzyszyło mi od lat dziewięćdziesiątych XX wieku. Postanowiłam zrobić to pod czujnym okiem Pierwszej Wiedźmy, która wystąpi w roli Profesory.
1. Ingenua
Yo soy ingenua.
Muy ingenua.
Probablemente
demasiado ingenua.
Tú eres
diferente.
Eres
muy diferente.
przeł. Jabłoń, red. meryt. Bliźniacza Liczba, 2017.
1. Naïve
I am naïve.
Very naïve.
Too naïve
probably.
You are
different.
You’re
very different.
Leon Leszek Szkutnik, Myślenie po angielsku,
Prószyński i S-ka, Warszawa 2003.

postanowiliśmy
nie czekać do jutra.
między deszczami. mukaliśmy. bardzo.
jalapeño! uwielbiam to słowo, ale
z charakterkiem jalapeño mierzył się Sadownik.

Biały Kruk przysłał zdjęcie kwitnącej Piękności (łac. Canna indica L.).
Urzekło mnie jednak wszystko inne. De gustibus non est disputandum.

(fot. Biały Kruk, fragment)
Pan Ciasteczko:
(walizkę wniósł, zmienił strój i tożsamość)
(stęskniona, upałem zmęczona)
Jabłoń:
(po jakimś czasie)
Nawiń mi troszkę makaronu na uszy‡.
Sadownik:
(z teatralną powagą i penne)
Przecież wróciłem!
Jabłoń:
(ryknęła śmiechem)
_________________
‡ tłum.: powiedz mi coś miłego.