środa, lipca 26, 2017

2467. Sąsiedzka ustawka

Pan Fraktalny:
(wczoraj koło południa napisał do Sadownika)
STARTUJEMY?… ZA 5 MINUT POD BLOKIEM…
TROCHĘ BRZMI JAK USTAWKA… ALE CO TAM.

Sadownik:
(przeczytał na głos, nim pobiegł i przytargał pożyczkę)

Jabłoń:
(od wczoraj ćwiczy się w byciu Majką, bo Sadownik
docelowo postanowił zrobić z Drzewka Korzeniowskiego
)
Reksio!

mój aktualny stan posiadania:

wtorek, lipca 25, 2017

2466. O!

 wpis przeniesiony 1.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Przypadek. W kinie dawno nie byliśmy. Repertuar naszego ulubionego kina sprawdziłam. O! Film, na który chętnie bym poszła. Dzień później dowiaduję się, że na podstawie książki, więc jeśli mam na niego iść, to najpierw literki. Zaznaczyłam do obserwowanych i w przeciągu kilku dni książkę upolowałam.

Męska. Mocna.

O perspektywach. O wyborze perspektywy. O wolności wyboru własnej perspektywy. Lepszej książki na ten temat nigdy nie czytałam. Tę połknęłam. Wątek motoryzacyjny doskonały! Gotowa jestem na film.

     — Pseklinąłeś! — woła radośnie trzylatka, która już zdążyła przybiec z powrotem i krąży wokół nogawek Ovego.
     Ten sceptycznie przygląda się tej chodzącej nonszalancji gramatycznej. Ona podnosi na niego oczy i cała jej buzia się rozjaśnia.
     — Cytaj! — rozkazuje rozradowana i podaje mu książkę, tak daleko wyciągając rękę, że o mało co nie traci równowagi
.

*

Bo w życiu każdego mężczyzny przychodzi taki moment, kiedy decyduje, jakim typem mężczyzny chce być. I kto nie zna tej historii, ten nie zna tego mężczyzny.

*

Miłość to przedziwna sprawa. Potrafi nas zaskoczyć.

*

Śmierć to przedziwna sprawa. Ludzie przez całe życie zachowują się tak, jakby nie istniała, a jednak przeważnie jest jednym z ważniejszych powodów, dla których żyją. Niektórzy wcześniej zdobywają tę świadomość i żyją mocniej, bardziej konsekwentnie, wściekle.
     […]
     Lękamy się jej, choć większość z nas najbardziej boi się tego, że śmierć dotknie kogoś innego, a nie nas. Bo największy lęk związany ze śmiercią to ten, że może nas pominąć. I zostawić całkiem samych.

*

Kiedy się kogoś utraciło, człowiek tęskni za dziwnymi rzeczami. Małymi rzeczami. Uśmiechami. Sposobem, w jaki obracała się we śnie na drugi bok. Przemalowywaniem dla niej pokoju.

*

     — Co to za miłość, która porzuca, kiedy ktoś jest słaby? Która zostawia drugiego, kiedy robi się ciężko? Powiedz mi, jaka to jest miłość?

*

Ale na smutku trudno polegać, bo jeśli ludzie go nie podzielają, to on potrafi podzielić ich.

*

[…] i szeptała: „Możemy zająć się życiem albo zająć się umieraniem, Ove. Musimy iść dalej”.
     I tak też było
.

*

[…] nalegała, żeby przeniósł sypialnię na dół do pustego pokoju gościnnego. Ale Ove się nie zgadzał. Po jakichś dziesięciu latach wreszcie zrozumiała, że w ten sposób on jej chce pokazać, że nie zamierza się poddawać. Że Bóg, wszechświat i cała reszta nie wygrają. Że te wszystkie skurwysyny mogą spadać. Więc przestała o tym mówić.

*

Kot nie odpowiedział.
     — Ty tego nie rozumiesz! Rozumiesz? — parsknął Ove i odwrócił się.
     Odgarniając śnieg, przez cały czas czuł na plecach wzrok kota
.

*

[…] najlepsi mężczyźni rodzą się ze swoich błędów i potem są o wiele lepsi, niż gdyby nie błądzili wcale — powiedziała do Ovego […].

*

Ove odczuwa zawsze instynktowną nieufność do osób, które mają ponad metr osiemdziesiąt pięć. Wtedy krew nie daje rady dotrzeć do mózgu, tak mówi jego doświadczenie.

Fredrik Backman, Mężczyzna imieniem Ove,
przeł. Alicja Rosenau, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2014.
(wyróżnienie własne)

niedziela, lipca 23, 2017

2465. Wracając z imienin

 wpis przeniesiony 1.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Mama Sadownika wręczyła mu siateczkę z owocami na drogę. Uniosła palec wskazujący i poinformowała, że owoce różne, a dla Heniutki jabłuszko. W połowie drogi przed psi nos trafiło i Jabłoń oniemiała, widząc po raz pierwszy taki widok. Jabłuszko musiało czekać na psi kieł.

Sukiś spała jak zabita. Jabłoń była ciekawa suniksowej reakcji, gdy uchyli oko. Nie do zapomnienia było psie zdziwienie, gdy Heniutka się obudziła.

sobota, lipca 22, 2017

2464. Zamiast teorii względności praktyka

 wpis przeniesiony 1.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Wczoraj przed rehabką. W koedukacyjnej szatni. Jabłoń. Starszy Pan. Od słowa do słowa. Pan mówi:
     — Jestem tu weteranem… — i po chwili dodaje — …osiem miesięcy już tu chodzę.
     Jabłoń przerzuciła sprawnie kalendarz w głowie.
     — To ja też jestem weteranką, bo jestem tu… piętnasty miesiąc.

Wczoraj po rehabce. W tej samej szatni. Życzyliśmy sobie ze Starszym Panem dobrego weekendu i że się nie poddamy.

Piętnasty miesiąc… dotarła do mnie antyabstrakcyjność tych dwóch słów. Reksio!

mój aktualny stan posiadania:

*

Dzisiaj, na wspomnienie konsekwencji peregrynacji, łomolę piosenką o arcyortopedycznym tytule, którą jakaś nieodkryta-jeszcze-rehabilitacyjnie-część mnie śpiewa mi dość namiętnie od jakiegoś czasu. A może aranż mnie porywa? A może wspomnienie uśmiechu Georginii?

Ania Dąbrowska, Poskładaj mnie.

piątek, lipca 21, 2017

(2356+16+62+29). Chyłkujemy (IV)

 wpis przeniesiony 1.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Potrzeba we wtorek paląca w Drzewku się pojawiła, by odciąć się od czarnych myśli, napędzanych nimi trudnych uczuć i makabrycznych perspektyw roztaczanych przez niezastąpiony w tej kwestii umysł. Metoda była tylko jedna: Chyłka! Biały Kruk wczoraj też chyłkował ten tom. Używał go jako lekarstwa na upał.

*

(wczoraj)
Jabłoń:
Nienawidzę, nienawidzę!

Sadownik:
Co jest?

Jabłoń:
Nie mogę oderwać się od Chyłki.

Sadownik:
Ja na twoim miejscu upolowałbym sobie piąty tom.

Jabłoń:
Już to zrobiłam.

*

(dzisiaj rano)
Jabłoń:
Miałeś rację z tym piątym tomem.

Sadownik:
(spojleruje odrobinkę)
Poczekaj, aż będziesz wściekła, że nie ma jeszcze szóstego.

*

Było wiele rzeczy, które mógł powiedzieć. I jeszcze więcej pytań, które mógł zadać.

*

     — Bo masz wrażliwą naturę.
     — To zarzut czy pochwała?
     — Zwyczajne stwierdzenie faktu, który sprawia, że niemożliwe jest dla ciebie właściwe zrozumienie świata.
     — Doprawdy?
     — Aha. Zwykłe skurwysyństwo wymyka się twojej percepcji — oceniła obojętnym tonem, jakby było to zupełnie oczywiste. — Zawsze dopisujesz do wszystkiego ukryte znaczenie, dodajesz drugie i trzecie dno. A czasem rzeczy są tym, na co wyglądają
.

*

Jej serce zdawało ominąć kilka uderzeń. Sekundy mogłyby być minutami, minuty godzinami.

*

     — Po prostu to najlogiczniejszy wniosek.
     — Taaa… — potwierdziła
[…] — Te najlogiczniejsze najczęściej są też bzdurne.

*

     — Gdzie masz respirator? — zapytała.
     — Co?
     — Urządzenie ratujące życie. Ekspres do kawy, Zordon
.

*

Start to nie problem, Kormaczysko. Schody zaczną się przy finiszu.

*

     — To moc umysłu. — odparł Oryński, pukając się w czoło i mrużąc oczy. — Nie zbieraj kropek. Łącz je.

*

     — Jak? — zapytał.
     — Jeszcze tego nie wiem
.

*

     To zwykły kot, a my jesteśmy tygrysami.

*

Przez moment wyglądał, jakby starał się upchnąć myśli gdzieś z tyłu głowy, nie pozwalając im stać się słowami.

*

Noc była jednomyślna. Przeszłość nie zamierzała dać za wygraną, teraźniejszość nie chciała trwać, a przyszłość zdawała się nie nadchodzić.

Remigiusz Mróz, Immunitet,
Czwarta Strona, Poznań 2016.
(wyróżnienie własne)

czwartek, lipca 20, 2017

2462. Same niespodzianki, czyli druga degustacja #1

 wpis przeniesiony 1.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Wczoraj. Świętowałyśmy. Jak się okazało powodów do świętowania miałyśmy o jeden więcej niż zwykle.

Żona jest zawsze w inwestycjach,
nie w kosztach
.

Gepardzica

Wczoraj. Świętowaliśmy. Bo pod koniec dobiegł Smoku.

Dziękujemy!

*

Dziś. Świętuję. Format, poważny. Papier, aż chce się go czuć pod palcami. Font, chce się nim przez oczy karmić duszę. Treść, ilustracje, pożreć ma się ochotę na raz. Tak kulinarnie, to ja mogę zawsze i wszędzie.

Dziś. Świętuję. Powolutku. Po kawałeczku. Przy kawie było wszystko o śniadaniu. Było. Przed śniadaniem. Druga książkowa degustacja rozpoczęta. Pierwsza jeszcze trwa.

Katarzyna […] Zresztą ja żadnej owsianki nie znoszę.
Jerzy Spróbuj kiedyś.
Katarzyna Ale kształt i kolor mnie odrzucają. Jak beton.
Jerzy Kształtu to owsianka nie ma żadnego. Ona przybiera kształt miski.
Katarzyna O tym mówię. Nie lubię takich „osób” bez kręgosłupa. I naprawdę nie znoszę dziecięcych potraw
.

*

Jerzy A taka szynka… w spiżarni wisiała i się podchodziło wąchać, bo się nie mogło…
Katarzyna U mojej babci wisiała przy okienku i pamiętam, że się kiedyś sikorka dostała, wydziobała dziurę i zasnęła nażarta do nieprzytomności. Jak spity pijak
.

*

Jacek Tymczasem dworki zniknęły, a dziś na horyzoncie majaczą korporacje i instytucje. I zdążający do nich naród z jednej strony składa się z rzeszy wyścigowych pożeraczy kanapek w pięć minut, a z drugiej strony — z pudełkowych odżywiaczy. Właśnie w tym momencie w tak zwanym Mordorze na Domaniewskiej, tam, gdzie stoją budyni wyglądające jak lodówki

*

Jerzy Bralczyk, Katarzyna Lengren, Jacek Wasilewski, Rozmowy przy stole,
ilustr. Lech Majewski, Wydawnictwo BOSZ, Olszanica 2017.

2461. Świeżutkie kromeczki (II)

(fot. Kaan, fragment)

*

Wszystko polega na tym, by robić postępy krok za krokiem i nie być przygwożdżonym do idei postępu.

Christophe André, Alexandre Jollien, Matthieu Ricard,
Trzech przyjaciół w poszukiwaniu mądrości,
przeł. Karolina Sikorska, Czarna Owca, Warszawa 2017.

2460. Świeżutkie kromeczki (I)

zatrzymują mnie. karmią moje marzenia. szepczą…


(fot. Kaan, fragmenty)

(2434+13+3+8+1). Idę, idę! (IV)

 wpis przeniesiony 1.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

W nocy z poniedziałku na wtorek skończona. Od sierpnia będzie lekturą cykliczną — jeden rozdział na miesiąc. Można więc powiedzieć: skończona rozpoczęta.

Modlić się to mówić tak wszystkiemu, co się zdarza, żyć bez powodu.

*

Bądź wobec siebie bardzo cierpliwy, wolność odkrywa się milimetr po milimetrze.

*

Jeśli nie postaram się przemienić w dobro przykrych niespodzianek, które spadają na moją głowę, już po mnie. A dlaczego by nie zacząć po prostu od pracy nad cnotami. „O, ten tutaj zaczyna mnie porządnie wkurzać, znakomicie! To świetna okazja, by pozbyć się tej przeklętej niecierpliwości”. […] zakłócenia mogą służyć jako sygnały alarmowe, by wziąć się do roboty, odważyć się na niefiksowaniu się albo po prostu poprosić o pomoc.

*

Wyzwanie rozgrywa się w tej króciutkiej chwili, kiedy zjawia się zakłócająca emocja albo impuls.

*

Jeśli potrzeba było lat, by nas ukształtować, przyznajmy sobie czas na uwolnienie się od reperkusji naszej historii, zdrad, braków… Wyzwanie? Zinterpretować na nowo przeszłość nie po to, by znaleźć w niej usprawiedliwienie, lecz by stać się lepszym.

*

Zaprawiać się w cierpliwości to także stopniowo odkrywać ufność wobec życia.

Christophe André, Alexandre Jollien, Matthieu Ricard,
Trzech przyjaciół w poszukiwaniu mądrości,
przeł. Karolina Sikorska, Czarna Owca, Warszawa 2017.
(wyróżnienie własne)

poniedziałek, lipca 17, 2017

(2434+13+3+8). Idę, idę! (III)

 wpis przeniesiony 1.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Powolutku. Bez pośpiechu. Moja nadzieja pasie się tą książką. Jeszcze nie skończyłam, a już mam plan zrobić z niech almanach na najbliższy rok — gdy tylko skończę, wracam do niej, czytając jeden rozdział na miesiąc, bo ta książka pomaga mi zdrowieć, mądrzeć i być. Mimo, na przekór i wbrew. [Skrzynka (0), Idę (1), Idę (2)]

Jeśli skupiam się na rezultacie, jak nic jestem stracony, zrozpaczony. Liczy się każdy krok. I niepotrzebne są nadzwyczajne gesty, kiedy drobny, właściwie dobrany wysiłek może wybawić nas z kłopotu.

*

W drodze przypominam sobie słowa pewnego mistrza: „Żeby iść szybciej, zwolnij”.

*

[…] z tą genialną dedykacją: „Niech twoja praktyka trwa tak długo jak twoje życie”.

*

Powtórzmy jeszcze raz: niebezpiecznie jest czekać z nauką pływania, aż znajdziemy się na pełnym morzu. Zacznijmy więc od razu!

*

Kiedy siedzisz, siedź; kiedy idziesz, idź. Przede wszystkim nie wahaj się.

Christophe André, Alexandre Jollien, Matthieu Ricard,
Trzech przyjaciół w poszukiwaniu mądrości,
przeł. Karolina Sikorska, Czarna Owca, Warszawa 2017.
(wyróżnienie własne)