piątek, czerwca 08, 2018

2899. Marząc o skakance

Siłownia. To miejsce, gdzie panowie bez karków napawają się swoją cielesną boskością. Dziś mi wstyd, ale właśnie tak myślałam od zawsze. Stereotyp gonił stereotyp. Nie moja to była bajka.

Siłownia. To miejsce, w którym człowiek do osiemdziesiątki może bezpiecznie dbać o siebie — powiedział mi kiedyś Oj Té.

Siłownia. To moje miejsce. Moja bajka. Od jakiegoś czasu to czuję. Byłam dziś ciut przed Linką. Czekając, przycupnięta chłonęłam atmosferę tego miejsca, gapiłam się na ćwiczących ludzi. Robili piękne rzeczy, a ja byłam jedyną osobą, po której policzkach płynęły łzy. Bo oczy same mi się moczą, gdy się wzruszam, gdy czuję wdzięczność, za to, że życie mnie obdarowało. Bo siłownia to dla mnie teraz przywilej.

I stały się dziś dwie dodatkowe wspaniałe rzeczy. Linka pomyliła kartki i zaordynowała cudze obciążenie — a ja zrobiłam (!) bez mrugnięcia okiem. Stare obciążenie poszło w zapomnienie. I… zastrzeliła mnie — trzy minuty przed końcem naszego czasu, po raz pierwszy, zamiast „miałam jeszcze dwa ćwiczenia w planie”, powiedziała „zrobiłyśmy wszystko, co zaplanowałam”. Nie mogłam uwierzyć. Hodujemy z Linką potwora! Potwora, który marzy o skakance. ¡El reksio!

(źródło)


Tengo cuarenta y ocho reksios:

czwartek, czerwca 07, 2018

2898. Tribute to George, Mr. George!

We wrześniu minęłoby trzydzieści lat, gdy — jako wychowawca klasy i nauczyciel języka angielskiego — dawał się boleśnie we znaki, drąc się niemiłosiernie. /θ/! /ŋ/! /ð/!

Wtedy, te trzydzieści lat temu… policzyłam… miał trzydzieści sześć lat. I darł się okrutnie! /θ/! /ŋ/! /ð/!

Ona ratowała mnie z opresji. Dzięki Niej dałam radę ogarnąć i pokochać każde θ! ŋ! ð! A On? On zrobił rzecz niemożliwą w tamtym systemie edukacyjnym: zmienił zdanie. Dokładniej, zmienił zdanie na mój temat — przestałam być dla Niego głupią dziewuchą, która gra w piłkę, której ogólniak z powodu tej piłki załatwiono (co akurat nie było prawdą). Fakt, że zmienił zdanie był moim pierwszym „naukowym” trofeum w życiu. /θ/! /ŋ/! /ð/! To też!

Wtedy miał trzydzieści sześć lat i uczył nas też piosenkami. Rzucał perły przed szczeniaki — myślę dziś, nucąc pod nosem. Te piosenki są ze mną od prawie trzydziestu lat, wciąż świeże, wciąż mądre, z każdym rokiem nabierają głębi i większego sensu. Łomolę dziś nimi. Uśmiecham się przez łzy, bo te piosenki tak wiele mówią mi o tamtym trzydziestosześciolatku — Jego sile, nadziejach, dylematach, konfliktach wewnętrznych i pasji.

I tylko On już nie tu. Odszedł. Ale moja wdzięczność wciąż tu jest. /θ/! /ŋ/! /ð/!

Jutro pogrzeb. Mr. George, thank You! /θ/! /ŋ/! /ð/! /ʌ/! Też!


fot. Autor(ka) nieznan(y/a).

Czy tego chcę czy nie, przybywa miejsc, gdzie palę światełka.
Światełka pamięci i wdzięczności.

*

Let it be, let it be. Let it be, let it be,
Whisper words of wisdom, let it be.

// The Beatles

*

The answer, my friend, is blowing in the wind,
The answer is blowing in the wind
.

// Bob Dylan

*

I am sailing stormy waters
To be near you, to be free
.

// Rod Stewart

*

[suplement z dnia 8.06.2018]
Kolega z klasy dziś przypomniał, że jeszcze była ta piosenka… bo (jak napisał inny kolega wspominając powiedzonka George'a: to nie był kurs dla traktorzystów)… /θ/! /ŋ/! /ð/!

Willie Nelson, Always on My Mind.

2897. Śniąc na jawie

dwa z trzech poziomów rzeczywistości.
uzgodniona rzeczywistość (before),
poziom snu
(after).

właśnie ten paradygmat zobaczyłam w przysłanym mi,
niezależnie przez Georginię i Sadownika,
projekcie.

(źródło wielu innych zrealizowanych pomysłów)